|
Gang morderców właścicieli kantorów |
||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza
|
Aktualizacja 12.07.2010 Oskarżeni o pięć zabójstw dostali dożywocie Kary dożywotniego więzienia orzekł krakowski Sąd Okręgowy wobec dwóch mężczyzn oskarżonych o zabójstwa właścicieli i pracowników kantorów. Trzeci z oskarżonych został skazany na 15 lat więzienia. Wyrok nie jest prawomocny. Oskarżeni odpowiadają za zabicie w latach 2005-2007 pięciu osób - w Kraśniku, Tarnowie, Myślenicach i Piotrkowie Trybunalskim oraz za usiłowanie zabójstwa dwóch kolejnych w Sosnowcu i w Piotrkowie Trybunalskim. Według prokuratury sprawcy byli wyjątkowo brutalni: najpierw strzelali do ofiar, a dopiero potem sprawdzali, czy mają one pieniądze. Tadeusz G. i Wojciech W. zostali skazani na dożywocie. Obydwaj będą mogli się ubiegać o przedterminowe zwolnienie najwcześniej po 30 latach. Sąd zdecydował także, że skazani zapłacą zadośćuczynienie rodzinom ofiar. Wobec trzeciego z oskarżonych Jacka P. sąd, ze względu na jego postawę w śledztwie, zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary i wymierzył mu 15 lat pozbawienia wolności. (RZ) Za serwisem Onet z dn. 12.07.2010 r. Nawet 40 zabójstw dokonał gang morderców właścicieli kantorów Nawet 40 zabójstw mogą mieć na swoim koncie członkowie gangu morderców właścicieli kantorów w Małopolsce i Świętokrzyskiem - ustalili reporterzy śledczy RMF FM. Według ich informacji, krakowska prokuratura ściąga akta różnych spraw z całego kraju. Trzej mężczyźni, którzy na razie są oskarżeni m.in. o podwójne morderstwo właścicieli kantoru w Myślenicach, zasiedli już na ławie oskarżonych. Okazuje się, że jeden z nich - Tadeusz G. - mógł kierować gangami, które wielokrotnie zabijały dla zysku. Gang morderców właścicieli kantorów był wyjątkowo brutalny. Prokuratorzy wiązali tych mężczyzn do tej pory z napadami na w Kraśniku, Tarnowie, Myślenicach oraz Piotrkowie Trybunalskim. Wszędzie tam ginęli ludzie. Wszystkie napady odbywały się według jednakowego schematu. Ofiarami były osoby prowadzące kantory wymiany walut, których sprawcy podejrzewali, że noszą przy sobie utarg. By trafić na ich listę wystarczyło, że któraś z potencjalnych ofiar wychodziła z torbą bądź reklamówką. Każda wytypowana ofiara była wcześniej szczegółowo obserwowana - jej zwyczaje, trasa z domu do pracy, moment wyjścia z domu. Bandyci po każdym skoku przerabiali nawet broń, by uniemożliwić powiązanie ze sobą kolejnych napadów i morderstw. Bandyci z zimną krwią strzelali, by zabić. Ofiary ginęły od strzałów w głowę lub klatkę piersiową, oddawanych z bardzo bliskiej odległości. Według naszych ustaleń śledczy są coraz bliżej przypisania Tadeuszowi G. wielu kolejnych brutalnych zabójstw. Chodzi tutaj zarówno o takie sprawy, które są umorzone wobec niewykrycia sprawców, jak i takie, które znajdują się na etapie postępowania sądowego. Również tutaj sprawdzamy, czy przypadkiem nie pojawiają się tam jakieś tropy, które mogą być istotne - mówi prokurator Katarzyna Płończyk. Śledczy wzięli po uwagę znacznie większy okres czasu i sięgnęli do spraw z lat 90. Gdyby ich przypuszczenia się potwierdziły, to mielibyśmy do czynienia z najokrutniejszym gangiem zabójców w powojennej Polsce. Za serwisem INTERIA z dn. 21.03.2010 r. Poszukiwania kolejnych ofiar "gangu zabójców" Krakowska Prokuratura Apelacyjna ustala, czy członkowie tzw. gangu zabójców kantorowców, oskarżeni o dokonanie pięciu zabójstw i usiłowanie kolejnych dwóch, dopuścili się w ciągu ostatnich kilkunastu lat także innych zbrodni. - Sprawdzamy niewyjaśnione sprawy od początku lat 90. - powiedział zastępca prokuratora apelacyjnego w Krakowie prok. Marek Wełna. Jak wyjaśnił, kluczem jest modus operandi, czyli sposób działania sprawców: zabójstwa na tle rabunkowym przy użyciu określonej broni, połączone z określonym zachowaniem sprawców. - Zleciliśmy szereg badań i ekspertyz, które mogą wskazać, czy jest to dobry trop - powiedział prok. Wełna. W grę może wchodzić kilkadziesiąt ofiar. Jak podało radio RMF, zabójstw może być ok. 40. Sprawa dotyczy trzech mężczyzn oskarżonych o pięć zabójstw i dwa usiłowania zabójstwa w okresie od 2005 do 2007 roku. Ofiarami byli właściciele kantorów lub osoby związane z obrotem walutą. Proces w tej sprawie toczy się przed krakowskim sądem od stycznia 2009 r. Napady na właścicieli kantorów lub osoby związane z obrotem walutami poprzedzone były długotrwałą obserwacją ofiar. Napastnicy najpierw strzelali, a dopiero potem rabowali. Z tego powodu media określiły ich mianem "gangu zabójców". W toku toczącego się procesu, w grudniu ub.r. domniemanemu przywódcy gangu zabójców Tadeuszowi G. postawiono zarzuty dokonania kolejnych trzech zabójstw, do których doszło w 1991 roku w Cedzynie pod Kielcami. Ofiarami była trójka obywateli Ukrainy: dwóch mężczyzn i młoda kobieta. Zabójstw dokonano z bardzo bliskiej odległości, zdaniem śledczych była to egzekucja, kobieta przed śmiercią została zgwałcona. Zarzuty w tej sprawie prokuratura postawiła w sumie trzem osobom. Dwóm - w tym Tadeuszowi G. - zarzut trzykrotnego zabójstwa, trzeciej osobie zarzut posiadania w tamtym czasie co najmniej siedmiu sztuk broni, które m.in. służyły do popełnienia zabójstwa. Podejrzani o zbrodnię w Cedzynie zostali ustaleni w oparciu o ślady biologiczne, które sprawcy pozostawili na miejscu zbrodni. Wydzielono z nich kody DNA dwóch osób - informowała w grudniu 2009 r. prokuratura. To właśnie kod DNA, zabezpieczony na miejscu zbrodni przed 19 laty, doprowadził do Tadeusza G. Jak się okazało, odpowiadał on temu, jaki na potrzeby śledztwa dotyczącego zabójstw kantorowców wyodrębniono u Tadeusza G. W toczącym się od stycznia 2009 r. przed krakowskim sądem procesie zabójców kantorowców na ławie oskarżonych oprócz Tadeusza G. zasiadają jeszcze Jacek P. i Wojciech W. Wszyscy oskarżeni pochodzą z rejonu Kielc i Skarżyska Kamiennej. Decydujący - według prokuratury - o napadach Tadeusz G. jest rolnikiem, hodowcą truskawek. Wojciech W. pracował w zakładach Mesko i pomagał przy zdobywaniu i przerabianiu broni. Jacek P., bezrobotny, był na utrzymaniu rodziny. W śledztwie tylko Jacek P. przyznał się do winy i wyrażał skruchę. Podobnie zachował się przed sądem. Pozostali oskarżeni nie przyznali się do winy. Grozi im kara 25 lat pozbawienia wolności lub dożywocie. |
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 12.07.2010 r. |
||