Morderstwo 12-letniej Ani w Górze Kalwarii

Strona główna

Morderstwa z regionu:

Mazowsze

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 26.11.2010

Dożywocie dla zabójcy dziewczynki z Góry Kalwarii

PAP 18:36

Piotr Murawski został ostatecznie skazany na dożywocie z możliwością warunkowego zwolnienia po 50 latach za zabójstwo 12-letniej Ani z Góry Kalwarii. Sąd Najwyższy oddalił kasację obrony od prawomocnego wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

Do tragedii doszło w styczniu 2004 r. Zabójca był znajomym rodziców dziewczynki, grał nawet z jej ojcem w amatorskiej drużynie piłkarskiej. Prawdopodobnie dlatego Ania wpuściła go do mieszkania pod nieobecność rodziców.

Według ustaleń śledztwa, Murawski zagroził dziewczynce nożem i ta dała mu pieniądze - ok. 50 euro. Później zgwałcił ją, skrępował i udusił kablem. Następnie próbował podpalić jej ciało, aby zatrzeć ślady zbrodni. Odkręcił też kurki z gazem, licząc na wybuch. Z mieszkania zabrał skórzaną kurtkę i trochę biżuterii - wszystko o wartości ponad 2 tys. zł. W czasie popełnienia zbrodni był pod wpływem narkotyków. Policja zatrzymała go po roku od zabójstwa. Przyznał się do winy.

Obrońca skazanego, mec. Mikołaj Pietrzak, we wniesionej kasacji dowodził, że "sprawca został skazany przy założeniu, iż w momencie popełniania zbrodni był w pełni poczytalny". Natomiast, jak dodał Pietrzak, uzależniony od narkotyków Murawski nie kontrolował swego postępowania.

Zdaniem obrońcy, sąd apelacyjny nie dopuścił uzupełniających opinii biegłych, które mogły prowadzić do uznania "innego stopnia winy skazanego".

Według SN wyrok wydany przez sąd odwoławczy był prawidłowy. Jak zauważył w uzasadnieniu sędzia Krzysztof Cesarz, wszystkie okoliczności sprawy "znajdowały się w polu uwagi sądu", a biegli wydający opinie w sprawie "posiadali informacje o uzależnieniu skazanego".

(zel)

31.05.2007

Za witryną WP


Dożywocie dla zabójcy 12-latki z Góry Kalwarii

Na karę dożywotniego więzienia skazał Sąd Okręgowy w Warszawie na 24-letniego Piotra M. oskarżonego o zabójstwo 12-letniej Ani z Góry Kalwarii. Sąd zdecydował także, że o warunkowe zwolnienie skazany będzie mógł ubiegać się po 50 latach.

Wyrok nie jest prawomocny. Do tragedii doszło w styczniu 2004 r. Piotr M. był znajomym rodziców dziewczynki, grał nawet z jej ojcem w amatorskiej drużynie piłkarskiej. Prawdopodobnie dlatego Ania wpuściła go do mieszkania pod nieobecność rodziców.

Według ustaleń śledztwa, Piotr M. zagroził dziewczynce nożem i ta dała mu pieniądze - ok. 50 euro. Później zgwałcił ją, skrępował i udusił kablem. Następnie próbował podpalić jej ciało, aby zatrzeć ślady zbrodni. Odkręcił też kurki z gazem, licząc na wybuch. Z mieszkania zabrał skórzaną kurtkę i trochę biżuterii - wszystko o wartości ponad 2 tys. zł. W czasie popełnienia zbrodni był pod wpływem narkotyków. Policja zatrzymała go po roku od zabójstwa. Przyznał się do winy.

"Czy kara 15 lub 25 lat pozbawienia wolności byłaby karą słuszną? Nie. Byłyby to kary rażąco łagodne. Jedyny możliwy wyrok to dożywotnie pozbawienie wolności" - powiedział w uzasadnieniu przewodniczący składu sędziowskiego Marek Walczak. Jego zdaniem również ustawowy termin 25 lat, po których przy wyroku dożywocia skazany może się ubiegać o warunkowe zwolnienie byłby niesprawiedliwy. Dlatego podwoił go do 50 lat.

"Oskarżony wybrał na swoją ofiarę dziecko. Dziecko, które znał. Po uzyskaniu korzyści majątkowej dopuścił się na tym dziecku gwałtu. By uniknąć odpowiedzialności, zabił je i podpalił. To wielki balast zła" - powiedział sędzia.

Przypomniał, że fakt iż oskarżony działał pod wpływem narkotyków nie jest w świetle prawa okolicznością łagodzącą i skoro Piotr M. sam wprowadził środki odurzające do organizmu, nie może powoływać się na stan niepoczytalności.

Po zakończeniu procesu ojciec Ani, który na każdą rozprawę przychodził w koszulce ze zdjęciem zamordowanej córki, powiedział dziennikarzom, że "bał się dzisiejszego dnia". "Nie wiedziałem, czy wyrok będzie taki, na jaki zasłużył ten okrutny człowiek. Jeśli wyszedłby po 25 latach, mógłby jeszcze komuś zrobić krzywdę" - powiedział. Dodał, że mimo iż wyrok jest surowy, nie czuje ulgi. "Pewnych rzeczy nie da się odwrócić. Ja i moja rodzina już nigdy nie będziemy cieszyć się Anią. Zostały nam tylko wspomnienia" - stwierdził.

Proces Piotra M. trwał miesiąc. Do końca lipca, czyli do momentu uprawomocnienia się wyroku, Piotr M. zostanie w areszcie. W tym czasie będzie mógł odwołać się od wyroku. Jego obrońca mec. Mikołaj Pietrzak pytany przez PAP czy będzie składał apelację powiedział, że "prawie na pewno, jeśli będzie tego chciał jego klient".

Za serwisem Onet z dn. 22.02.2006


Proces o okrutny mord na 12-letniej dziewczynce

Bogdan Wróblewski 18-02-2006, ostatnia aktualizacja 18-02-2006 00:01

Kary dożywotniego więzienia dla 24-letniego Piotra M. za zabójstwo 12-letniej Ani w Górze Kalwarii żądał w piątek prokurator. Ojciec dziecka chce, by Piotr M. już nigdy nie znalazł się na wolności. Jego adwokat Mikołaj Pietrzak poprosił sąd o "nieorzekanie tej najsurowszej kary". Wyrok w środę

Kary dożywotniego więzienia dla 24-letniego Piotra M. za zabójstwo 12-letniej dziewczynki w Górze Kalwarii żądała też prokurator Dorota Kossewska. Adwokat Mikołaj Pietrzak poprosił sąd o "nieorzekanie tej najsurowszej kary". Piotr M. o nic nie prosił. - Sam sobie zgotowałem to piekło - powiedział w ostatnim słowie.

Sprawy tak przerażającej okrucieństwem, tak przejmującej dawno nie było przed warszawskim sądem. 26 stycznia 2004 r. Ania wpuściła do mieszkania dziesięć lat starszego sąsiada (ojciec dziecka nie wierzy, by go wpuściła, przypuszcza, że był jeszcze ktoś trzeci). Piotr M. był pod wpływem narkotyków (ćpał od lat) i potrzebował pieniędzy na kolejną działkę. Zagroził dziecku nożem, jeśli nie wskaże, gdzie są pieniądze. Sięgnął do lodówki, wypił szampana. Potem brutalnie zgwałcił Anię, a gdy zagroziła, że powie ojcu, skrępował dziecko i udusił kablem elektrycznym. Na koniec podpalił mieszkanie, żeby zatrzeć ślady. Odkręcił kurki w kuchence gazowej, licząc na wybuch. Na szczęście do tego nie doszło.

Prokuratura oskarża Piotra M. o zabójstwo i sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia innych osób, gdyby doszło do eksplozji. Ojciec Ani dociekał, czy córka żyła jeszcze, gdy wybuchł pożar. Biegły medyk to wykluczył. Zginęła uduszona kablem.

Piotra M. policja szukała ponad rok. Przyznał się od razu po zatrzymaniu. - Nie miałem odwagi przez rok, ale nie uciekałem, wiedziałem, że zostanę aresztowany - mówił w piątek oskarżony.

Proces trwał cztery dni. - Jego wina nie budzi wątpliwości. Okoliczności łagodzących nie ma żadnych. Motywów zbrodni trudno się dopatrzyć, proszę o najsurowszą karę - podsumowała prokurator Kossewska.

Motyw zbrodni obrońca odnalazł w opinii biegłego seksuologa. "Zachowanie badanego można interpretować jako chęć zaspokojenia potrzeby seksualnej" - cytował mec. Pietrzak. - Potem wpadł on w spiralę lęku, gdy Ania powiedziała, że ojciec zabije go za to, co zrobił - tłumaczył adwokat. Twierdził, że uzależnienie Piotra M. od narkotyków mogło doprowadzić u niego do "poważnych zaburzeń psychicznych". Biegli tego nie potwierdzili. Według adwokata okolicznością, która powinna wpłynąć na łagodniejszą niż dożywocie karę, ma być też to, że Piotr M. przyznał się i ze szczegółami opisał, jak zabijał i gwałcił dziewczynkę. - Bez tych wyjaśnień poznanie pełnego przebiegu zbrodni nie byłoby możliwe - uważa.

Gdy zaczął mówić, ojciec dziewczynki, oskarżyciel posiłkowy, nawet postronni obserwatorzy z trudem kryli wzruszenie. To była najbardziej niezwykła mowa oskarżycielska ostatnich lat. Wygłoszona wierszem. Kostropatym, z częstochowskimi rymami, ale płynąca z serca opowieść zaczynająca się od słów: "Gdzie jesteś Aniu, córko nasza miła...". Usłyszeliśmy i o "diabelskiej duszy" Piotra M., o źle przeprowadzonym śledztwie, o cierpieniach rodziców i o tym, że spotkają się w niebie. Na koszulce Andrzej Maciorowski miał zdjęcie uśmiechniętego dziecka i napis: "Ania uczciwa i miła/ nigdy nikogo nie skrzywdziła/ odeszła z tego świata/ za sprawą nieludzkiego bydlaka".

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 18.02.2006


Rodzice mordercy zeznawali w sądzie

Mieliśmy problemy wychowawcze z synem - powiedział wczoraj w sądzie ojciec zabójcy 12-letniej Ani z Góry Kalwarii.

Matka 24-letniego Piotra M. zanosiła się od płaczu już na korytarzu sądowym, zanim sędziowie poprosili ją do sali rozpraw. Nie chciała zaznawać w sprawie syna. Za to ojciec, Wiesław M., długo opowiadał o problemach wychowawczych z Piotrem. O tym, jak w połowie podstawówki chłopak zaczął opuszczać się w nauce, jak nie stosował się do poleceń nauczycieli, jak zaczął zażywać narkotyki.

- W pewnym momencie z domu zaczęły ginąć wartościowe rzeczy - opowiadał Wiesław M. - Początkowo narkotyki zdarzały się kilka razy w roku. W ostatnim czasie nie było tygodnia, by nie był odurzony.

26 stycznia 2004 r. Piotr M. był po narkotykach. Wtedy właśnie przyszedł do mieszkania 12-letniej sąsiadki Ani Maciorowskiej. Zażądał od niej pieniędzy. Kiedy dziewczynka oddała mu kilkadziesiąt euro, zażył działkę narkotyku, którą miał przy sobie. Potem zgwałcił Anię i udusił kablem. Dla zatarcia śladów podpalił mieszkanie, w którym popełnił zbrodnię.

Ojciec dziewczynki, Andrzej Maciorowski, był wtedy za granicą. Kiedy dowiedział się o śmierci dziecka, natychmiast wrócił do kraju. Zdecydował, że nie spocznie, dopóki oprawca jego córki nie trafi za kraty.

To właśnie w wyniku żmudnego, prywatnego śledztwa Andrzeja Maciorowskiego policja ustaliła po ponad roku od zabójstwa, że popełnił je oskarżony Piotr M. Grozi mu kara dożywotniego więzienia.

POL

Za "Życiem Warszawy z dn. 26.01.2006 r.

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 18.11.2007 r.