|
Morderstwo 15-latki we Wrocławiu |
||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza
|
Aktualizacja 29.11.2010 r. Utrzymany wyrok dożywocia dla mordercy piętnastolatki Katarzyna Lubiniecka 2010-03-23, ostatnia aktualizacja 2010-03-23 16:31 Wrocławski sąd apelacyjny nie tylko podtrzymał wyrok dożywotniego więzienia dla Wiesława Matusiaka za zabójstwo 15-letniej Mai we wrześniu 2008 roku, ale nawet go zaostrzył. Zabójca dopiero po 35 latach będzie mógł starać się o przedterminowe warunkowe zwolnienie. Wyrok jest prawomocny. O zaostrzenie kary wnosiła prokuratura i rodzice Mai. Proces apelacyjny na wniosek rodziców zamordowanej dziewczynki został utajniony. Rodzice wnosili o to, gdyż była to zbrodnia połączona z wyjątkowo brutalnym gwałtem. Sędzia Barbara Krameris uzasadniając wyrok, mówiła we wtorek, że nie ma wątpliwości co do tego, że 29-letni dziś Matusiak zamordował i brutalnie zgwałcił dziewczynkę. Sąd nie zgodził się tym samym z apelacją oskarżonego, którego obrońca Agata Brańka przekonywała, że oskarżony nie powinien odpowiadać za zabójstwo, ale za pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Matusiak twierdzi bowiem, że miał kontakt seksualny z ofiarą i pobił ją, ale nie chciał jej zabić. Jednak zdaniem sądu sprawca bez wątpienia zabił z premedytacją. Najpierw bardzo okrutnie ją zgwałcił, a następnie pobił. Świadczą o tym m.in. obrażenia, jakich doznała. Miała je na całym ciele - od czubka głowy aż do stóp. - Oskarżony dążył do unicestwienia pokrzywdzonej, chciał się pozbyć świadka - mówiła sędzia Krameris. - Bezpośrednią przyczyną śmierci było zadławienie w wyniku wielokrotnego ucisku na szyję. Rękoma, a także obutą stopą. Maja umierała, gdy Matusiak uciekł, bojąc się, że zostanie złapany. Zdążył jej jednak zabrać z jej torebki 10 zł. Sąd apelacyjny ocenił orzeczoną wobec Matusiaka przez sąd okręgowy karę dożywocia jako niewątpliwie słuszną. Przemawia za nią zarówno stopień jego winy i głęboka demoralizacja, jak i ujawniona przez niego pogarda dla życia. Sędzia Krameris podkreśliła, że wszystkie opinie o Matusiaku: psychologów, psychiatrów i wychowawców z zakładów karnych, w których przebywał, są negatywne. Dodać do tego należy cechy jego patologicznej osobowości: nieliczenie się z innymi, niski próg wyzwalania agresji, skłonność do obwiniania innych za swoje niepowodzenia. To wszystko sprawia, że Matusiaka należy izolować od społeczeństwa. I to na co najmniej 35 lat. Tylko ze względów humanitarnych sąd nie zgodził się z postulatem rodziny Mai, aby sprawca mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po upływie 50 lat. Podczas wtorkowego procesu po raz pierwszy przeprosił rodziców Mai. Powiedział, że chciałby, by Maja dziś żyła. - Nie wierzę w szczerość jego skruchy - mówi Mam Mai Katarzyna K. Matusiak zapowiedział wniesienie kasacji do Sądu Najwyższego. --- Zbrodnia na Paczkowskiej 26 września 2008 r. Maja - uczennica gimnazjum i szkoły muzycznej, wybrała się na koncert do klubu Madness na Hubach. Tam spotkała Wiesława Matusiaka. Mężczyzna znalazł się tam przypadkowo. Po wyjściu z więzienia w październiku 2007 r. nie pracował, żerował na dobroci napotkanych przypadkowo osób, głównie kobiet. Jeździł z miasta do miasta pociągami. Poza tym powinien być znowu w więzieniu - sąd w Gliwicach 22 sierpnia 2008 r. zdecydował o odwieszeniu mu poprzedniej kary. Tragicznego dnia jechał pociągiem z Opola. Poznał w nim młodego żołnierza. Tamten zabrał Matusiaka na koncert. Stali pod klubem większą grupą, gdy podeszła do nich Maja. Zbierała pieniądze na koncert - to był pewien sposób zabawy, gdyż dziewczynka miała pieniądze na bilet. Matusiak zaproponował jej pomoc. Poszedł razem z Mają. Jeszcze było widno. Najpierw kupił dwa piwa w pobliskim sklepie, potem poszli w stronę dworca. Mężczyzna zaciągnął Maję w odludne miejsce, w pobliżu garaży przy ul. Paczkowskiej. Chciał ją pocałować, ale mu nie pozwoliła - uderzyła go w twarz. Wściekł się. Zaczął ją bić. Powalił na ziemię. Brutalnie zgwałcił. Potem kopał ją po całym ciele i głowie. Dusił i stawał jej na szyi. Jej skatowane ciało znaleziono dopiero następnego dnia. Za "Gazetą Wyborcza" z dn. 23.-3.2010 r. Sąd podtrzymał wyrok 2010-03-23, 14:15:59, autor bom/aw Dopiero po 35-latach morderca piętnastoletniej Mai będzie mógł starać się o przedterminowe zwolnienie. Sąd apelacyjny utrzymał wyrok z listopada skazujący mordercę na dożywocie. Do zbrodni doszło rok temu we wrześniu. 15-letnia uczennica gimnazjum poszła na koncert do klubu Madness na Hubach. Tam przypadkowo poznała Wiesława Matusiaka, mężczyznę uzależnionego od narkotyków, który przyjechał z Kędzierzyna - Koźla. Po chwili razem poszli na spacer. Idąc ulicą Paczkowską mężczyzna rzucił się na dziewczynę i brutalnie zgwałcił. - Mogę powiedzieć, że było to brutalne morderstwo na tle seksualnym. Bezpośrednią przyczyną śmierci było uduszenie. Nastolatka została uderzona tępym narzędziem albo przedmiotem o tępych krawędziach w okolicy nosa i oka, jednak nie spowodowało to zgonu - mówiła rok temu Małgorzata Klaus, rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. W listopadzie sąd wydał wyrok i zgodził się na ujawnienie danych osobowych mordercy. Wiesław Matusiak został skazany na dożywocie ze brutalny gwałt i uduszenie. Choć policja wytypowała ponad 500 sprawców, oskarżyciel miał niezbite dowody, że to właśnie człowiek na sali sądowej jest winien. Należały do nich: zeznania świadków, jego DNA na ciele ofiary i przyznanie się do winy w czasie przesłuchania. W wyniku śledztwa okazało się, że Wiesław Matusiak w czasie zbrodni nie powinien być na wolności, lecz siedzieć w więzieniu. Sąd okręgowy w Gliwicach miesiąc wcześniej odwiesił mu starą karę więzienia. Zdecydowano się na skrócenie kary o rok. W tym czasie sprawca miał znaleźć pracę i nie nadużywać alkoholu. Ze względu na niedopełnienie przez niego warunków zwolnienia, kurator złożył wniosek o ponowne umieszczenie go w zakładzie karnym. Za serwisem Oto Wrocław z dn. 23.03.2010 r. Zapadł wyrok w sprawie mordercy 15-letniej Mai Morderca spod Madnessu z dożywociem Dodane 2009-11-27 14.50 Wiesław Matusiak brutalnie zgwałcił i udusił 15-letnią Maję. Dostał dożywicie. Wyrok jest nieprawomocny. Sąd zgodził się na ujawnienie danych osobowych oskarżonego. 28-letni Wiesław Matusiak został uznany winnym popełnienia zabójstwa i brutalnego gwałtu na gimnazjalistce niedaleko klubu Madness na wrocławskich Krzykach. Do zdarzenia doszło 26 września 2008 roku. Mężczyzna podstępnie zaciągnął dziewczynę w odosobnione miejsce przy ul. Paczkowskiej, gdzie dokonał brutalnej zbrodni. Po 10 dniach został zatrzymany w Opolu. - Sąd uznał, że wina oskarżonego nie budzi wątpliwości. Zadał ofierze cierpienie fizyczne i psychiczne - mówiła Lidia Hojeńska, sędzia Sądu Okręgowego we Wrocławiu. - Bił ją pięściami, kopał, dusił, brutalnie zgwałcił i jeszcze żyjącą zostawił. W związku z dokonanymi czynami sąd skazuje oskarżonego na karę dożywotnego pozbawienia wolności - dodała w uzasadnieniu sędzia. Na rzecz rodziców zamordowanej Mai sąd zasądził zadośćuczynienie w wysokości 120 tys. zł, a dla starszej siostry dziewczyny - 50 tys. zł. - Spodziewaliśmy się takiego wyroku, ale żadna kara nie będzie adekwatna do tej zbrodni - mówiła pani Katarzyna, matka ofiary. - Mieliśmy dziecko, które otoczyliśmy miłością. Teraz go nie ma. Nie wiem, jak dalej żyć - dodała. Na niekorzyść Wiesława Matusiaka przemawiała jego przestępcza przeszłość, brutalność, aspołeczna postawa i pasożytniczy tryb życia. - Oskarżony nie przyznał się do zabójstwa, tylko do stosunku płciowego i pobicia - mówi Agata Brańka, adwokat oskarżonego z urzędu. - Obrona składała wniosek o zmianę kwalifikacji czynu, ale została ona odrzucona. Oskarżony ma zaburzenia osobowości, ale nie ma ograniczonej poczytalności. Po rozmowie z nim zadecydujemy o ostatecznej wersji apelacji. Będziemy prawdopodobnie odwoływać się nie od zasądzenia winy, ale wysokości wymierzonej kary - dodaje. Wyrok uprawomocni się w ciągu tygodnia, potem prokurator i adwokat będą mieli dwa tygodnie na wniesienie apelacji. Według orzeczenia sądu, Wiesław Matusiak będzie mógł starać się o przedterminowe zwolnienie dopiero po odsiedzeniu 25 lat za kratkami. Za serwisem Moje Miasto Wrocław z dn. 27.11.2009 r. Z sądu: okrutna zbrodnia, której mogło nie być Katarzyna Lubiniecka 2009-08-13, ostatnia aktualizacja 2009-08-13 10:18 W czwartek przed wrocławskim sądem rozpoczął się proces Wiesława M. oskarżonego o brutalny gwałt i zabójstwo 15-letniej wrocławianki. Jak ustaliliśmy, w dniu, gdy Maja została zamordowana, Wiesław M. powinien siedzieć w więzieniu Prokurator Maciej Nitra twierdzi, że ma mocne dowody na to, iż 26 września zeszłego roku Wiesław M. zamordował ze szczególnym okrucieństwem 15-letnią Maję. Na ich podstawie odtworzył przebieg wydarzeń: to był piątek i Maja poszła wieczorem na koncert do klubu Madness na Hubach. Przed klubem spotkała m.in. 27-letniego Wiesława M., recydywistę, który ponad siedem lat spędził za kratkami. Zaproponował jej pomoc w znalezieniu pieniędzy na bilet, których nie miała. Poszli do sklepu, gdzie on kupił dwa piwa. Potem wracali do Madnessu przez skwerek. Tam - według prokuratury - mężczyzna okrutnie Maję pobił, zgwałcił i udusił. Na jej ciele zostawił ślady swojego DNA i swoich butów. W śledztwie Wiesław M. przyznał, że dusił Maję. Zeznał, że na skwerku zaczął ją całować, potem zsunął jej spodnie. Wtedy dostał w twarz. Zdenerwował się i uderzył ją kilka razy. Zaczął dusić. Gdy się w końcu opamiętał i przestał, Maja jeszcze żyła. Uciekł, bo się przestraszył, że ktoś jedzie. Zarzekał się, że jej nie zgwałcił. Mówił, że żałuje. W czwartek przed sądem zmienił zeznania: - Nie zabiłem Mai ani jej nie zgwałciłem. Miałem z nią stosunek, ale gdy odchodziłem ze skwerku, spokojnie piła piwo. Czy Wiesław M. zamordował Maję - ustali wrocławski sąd. My ustaliliśmy, że w dniu śmierci Mai Wiesława M. w ogóle nie powinno być we Wrocławiu. Powinien siedzieć w więzieniu. Miesiąc wcześniej bowiem - 22 sierpnia 2008 roku - Sąd Okręgowy w Gliwicach odwiesił mu starą karę więzienia. Od 2001 roku Wiesław M. odsiadywał siedmioletni wyrok za wyrywanie kobietom torebek na ulicach i w październiku 2007 roku opolski sąd okręgowy zdecydował o skróceniu mu tej kary o rok. M. miał znaleźć pracę, nie pić i ustatkować się. On jednak nie wypełniał warunków zwolnienia i kurator wnioskował o jego powrót za kratki. W czasie, kiedy gliwicki sąd wydawał postanowienie o tym, że M. ma wrócić do więzienia, on już był w rękach organów ścigania. Co więcej, siedział na ławie oskarżonych. Tego samego dnia - 22 sierpnia 2008 roku - sąd w Raciborzu skazał go za usiłowanie kradzieży na półtora roku więzienia. I choć był recydywistą, zawiesił mu wykonanie kary na trzy lata. M. wprost z sądu wyszedł na wolność. - Trudno mi powiedzieć, czym kierował się sąd, wydając wyrok - mówi sędzia Anna Harupa-Zięba z wydziału karnego raciborskiego sądu. - Być może przedmiot przestępstwa był niewielkiej wartości, może sędzia nie wiedział o warunkowym zwolnieniu M., bo informacje z rejestru skazanych są często nieaktualne. Nasz sąd nie musiał też zawiadamiać sądu wydającego postanowienie o warunkowym zwolnieniu Wiesława M., że ma on nową sprawę, bo nie ma takiego zwyczaju. A dlaczego postanowienie sądu o powrocie M. do więzienia nie zostało zrealizowane? - Musiało się uprawomocnić (siedem dni) i zapewne nie można go było zatrzymać, bo nie wiadomo było, gdzie przebywa - tłumaczy sędzia Lidia Hojeńska, przewodnicząca składu sądzącego Wiesława M. za zabójstwo Mai. Mężczyźnie grozi dożywocie. Za "Gazetą Wyborczą"z dn. 13.08.2009 r. Przypadkowa śmierć 15 letniej Mai? Pewnie niektórzy się oburzą. Jaka przypadkowa? Brutalnie zgwałcił ją i udusił jakiś zwyrodnialec. Prokuratura twierdzi, że oskarżony bezdomny, młody mężczyzna - Wiesław M. Ale do tej zbrodni, moim zdaniem, doprowadziło pasmo dramatycznych przypadków. 27 letni dziś Wiesław M. miał od dzieciństwa "pod górkę" (i nie piszę tego by go usprawiedliwiać, bo wielu ma "pod górkę"). Szybko umarła jego matka. Ojciec ożenił się z inną kobietą, później się rozwiódł i związał z koleżanką z kopalni. Ta ostatnia nie lubiła chłopca i często wyrzucała go z domu. Tak wspominała dzisiaj wydarzenia sprzed lat macocha chłopca. Dzisiaj, bo dzisiaj rozpoczął się proces Wiesława M. (o próbie jego rozpoczęcia dwa dni temu pisałem tutaj). Kilkunastolatek szybko rozpoczął swoją ścieżkę przestępczą. Ostatecznie po kilku napadach na starsze kobiety i kradzieże torebek został skazany. Po wyjściu na wolność - już bezdomny i bezrobotny jeździł po Polsce. "Miałem siedzieć na dupie? Wolałem gdzieś jechać pociągiem bez biletu. Bez biletu bo nie miałem pieniędzy" - mówił w śledztwie. Feralnego dnia - 26 września 2008 roku też wybrał się w taką podróż. Jak twierdzi w pociągu z Opola wąchał klej (czasami zmienia wyjaśnienia i twierdzi, że był to rozpuszczalnik). Spotkany skin poczęstował go piwem. I zaproponował wspólną wyprawę na koncert. Tego dnia we wrocławskim klubie Madness grał zespół ska. Wiesław M. nie miał planów więc przyjął propozycję. I tu rozpoczyna się pasmo nieszczęść, które doprowadziły do śmierci Majki. Kolejny przypadek - Majka tego dnia miała od znajomych kilka propozycji spędzenia wieczoru. Niestety wybrała wyprawę na koncert. Niestety nie w grupie znajomych jak robiła to zwykle. Niestety przed klub dotarł też dzisiejszy oskarżony. Niestety poznali się. Niestety (nikt nie potrafi wyjaśnić dlaczego) poszli razem, kupili piwo i wypili je. Co działo się dalej nie wiemy. Oskarżony w czasie śledztwa twierdził, że zaczęli się całować, a kiedy próbował ściągnąć dziewczynie spodnie i dotknął ją w pośladek - Maja uderzyła go w twarz. Mężczyzna mówił, że był pijany, pod wpływem środków wziewnych i oddał ciosem w twarz, a później zaczął dusić. Stanowczo zaprzecza, by zgwałcił. Dzisiaj z kolei zapewniał, że nie zabił, a po dobrowolnym stosunku płciowym, kiedy odchodził Maja jeszcze żyła. Nie ma świadków, którzy by mogli powiedzieć jak było naprawdę... Jednak obrażenia wymieniane przez prokuratora w akcie oskarżenia są tak przerażające, że pozwolicie nie opiszę ich tutaj. Chociażby przez wzgląd na pamięć dziewczynki. Publiczność na sali sądowej słuchając prokuratora Macieja Nitry zamarła. Nikt chyba nie miał wątpliwości, że sprawca tak okrutnego gwałtu i zabójstwa powinien zostać skazany na dożywocie. A i pewnie wielu pomyślało o karze śmierci. Ale gdybanie na ten temat jest bezpodstawne, zresztą sam jestem jej zdecydowanym przeciwnikiem. Nie wiadomo dlaczego Maja poszła z przygodnie poznanym mężczyzną. Wielu jej znajomych (część płacząc) nie potrafiła tego zrozumieć. Ale też mówili o ufności młodej dziewczyny, jej umiejętności słuchania innych i chęci pomagania potrzebującym. Nie nam te okoliczności oceniać. Dramatycznie zabrzmiały zeznania jednego ze świadków - sprzedawcy w sklepiku (na co dzień nauczyciela), gdzie oskarżony kupował piwo. Mężczyzna mówił dzisiaj, że zwrócił uwagę na Maję bo miała na koszulce napis "Help me"! Sam Wiesław M. był dzisiaj bardzo arogancki. Odmówił składania wyjaśnień. Zgodził się odpowiadać tylko na pytania swojego obrońcy. Na pytania sądu odpowiadał agresywnie, zarzucając mu nawet, że chce go skazać na dożywocie. Stał tyłem do publiczności, bokiem do sądu, a siedząc ukrywał twarz pod ławką. Ale jego zachowanie nie zaskakuje. Już w areszcie dwa razy rozpoczynał strajk głodowy - m.in. gdy nie otrzymał pozwolenia na telewizor w celi. Dzisiaj sąd nie zgodził się na zmianę składu sędziowskiego. Zdaniem oskarżonego zasiadające w nim kobiety (m.in. świetna, bardzo doświadczona sędzia Lidia Hojeńska) miały nie być obiektywne. Sąd też nie zgodził się na utajnienie procesu o co jednomyślnie wnioskowały wszystkie strony. Była to zdumiewająca decyzja, ale na pewno słuszna. Pozostaje jeszcze pytanie czy sensowna była decyzja prokuratora by wzywać na świadków 16-to letnich znajomych Mai, którzy nie byli nawet z nią na koncercie i nic na temat tragicznych zdarzeń nie wiedzieli oraz starszych kobiet, na które Wiesław M. napadał 10 lat temu. Ale rozumiem, że prokurator Nitra chciał zbudować obraz zarówno zamordowanej dziewczynki jak i samego oskarżonego. Trzeba jeszcze dodać, że gigantyczną pracę w tej sprawie wykonali wrocławscy policjanci. Wytypowali 500 osób, które wydały się im podejrzane. Śledztwo utrudniało to, że Wiesława M. nikt nie znał, nie był on nigdzie zameldowany, a na koncert trafił przypadkowo. Pomogła m.in. analiza monitoringu na wrocławskim dworcu PKP. Trzeba przyznać, że sprawą zajmowali się najlepsi dolnośląscy śledczy. Jeżeli oskarżony zostanie prawomocnie skazany policjantom należą się słowa uznania. Zresztą wrocławscy policjanci, trzeba przyznać, w sprawie bulwersujących zabójstwo są niemal bezbłędni. Mam nadzieję, że kiedyś uda się zatrzymać sprawców zabójstwa dwójki wrocławskich studentów w Górach Stołowych (czytaj tutaj) i pozostałych sprawców brutalnego gwałtu i zabójstwa 15 letniej Małgosi w podwrocławskich Miłoszycach (czytaj tutaj). Mimo upływu kilkunastu lat cały czas liczę na wyjaśnienie tych spraw Za serwisem 5władza z dn. 12.08.2009 r. Zgwałcił i zabił 15-latkę, bo nie chciała go pocałować Tomasz Kapica dodano: 10 paždziernika 2008, 9:56 Zatrzymany mieszkaniec Kędzierzyna-Koźla najpierw zgwałcił Majkę, potem ją udusił. Później wsiadł do pociągu i wrócił do Opola. Pijesz? Masz, łyknij trochę - młodzi ludzie z Opola poczęstowali Wieśka piwem. Siedzieli razem w przedziale pociągu do Wrocławia. Wiesiek wsiadł do składu w Opolu i jak zwykle jechał gdzieś bez celu. Roześmiane towarzystwo podpowiedziało mu: jak chcesz się fajnie zabawić, to we Wrocku jest koncert punkrockowej kapeli The Analogs i będzie super. Wiesiek postanowił sprawdzić. Wysiedli na stacji razem. Widać to na nagraniach z dworcowego monitoringu. Być może, gdyby nie kamery, dziś Wiesiek nie siedziałby za kratami, a policja szukałaby igły w stogu siana. Poszli pod klub Madness, popularne w stolicy Dolnego Śląska miejsce, gdzie spotykają się miłośnicy ostrego brzmienia. Przed lokalem stała Maja, piętnastoletnia gimnazjalistka z Wrocławia. W środku był tylko alkohol, a ona chciała się napić czegoś bez procentów. - Idę do sklepu - rzuciła. - Pójdę z tobą - powiedział Wiesiek i nie musiał przekonywać jej więcej, Maja zgodziła się bez wahania. Nie chciała go pocałować Teraz twierdzi, że nic nie pamięta i nie wie, jak to się stało, że zamordował dziewczynę. Ale do winy się przyznał. Usiedli na chwilę na krawężniku niedaleko ulicy Paczkowskiej. Byli zasłonięci krzakami. Chciał ją pocałować. Ona nie chciała. Wieśka to zdenerwowało, bo przecież koledzy z pociągu powiedziali mu, tu dziewczyny są łatwe, a Maja nie była. Zdarł z niej ubranie i brutalnie zgwałcił. Bił Maję. Potem ją udusił, a na koniec rozbił jej na głowie butelkę z piwem, którą trzymał w ręku. Martwą dziewczynę zostawił w krzakach i poszedł z powrotem na dworzec. - Mordercą może być ktoś z Wrocławia albo z drugiego końca Polski. I dlatego ustalenie, kim jest, będzie wymagało ciężkiej pracy - usłyszeli policjanci ze specgrupy, która miała szybko rozwiązać zagadkę tajemniczego morderstwa. Wytypowano kilka tysięcy osób, które mogły mieć coś wspólnego ze sprawą. Jeden z tropów prowadził na Opolszczyznę. Tego nie potwierdza jeszcze kędzierzyńska policja, ale nieoficjalnie wiadomo, że na nagraniu z dworcowego monitoringu 27-letniego Wiesława M. rozpoznał jeden z kędzierzyńskich dzielnicowych. Znał go, bo Wieśka znało w tym mieście wiele ludzi. Trop okazał się słuszny. W niedzielę Wiesława M. zatrzymano w jednym z mieszkań w Opolu. Wiesiek pochodzi z Kędzierzyna-Koźla. Wychowywał się na tutejszych osiedlach: NDM i Piastów. To typowe blokowiska. Teraz wszyscy go tam wspominają i opowiadają, że jest mordercą z pierwszych stron gazet. I przypominają sobie: przez całe życie to właśnie Wiesiek od innych dostawał po głowie. A teraz zmiana: to on został bestią. - Siedział z nami na blokach, a jak go nie było, to wiadomo, że ćpał - opowiada Grzesiek, jeden z mieszkańców NDM-u. - Zawsze chodził ćpać sam. Musiał sobie wtedy wkręcać jakieś niezłe filmy. Grzesiek pamięta, jak kiedyś z bandą kolegów szli zrobić ognisko nad Kłodnicę. Rzeka płynie przez środek Kędzierzyna-Koźla, ale od miejskiego zgiełku odgradzają ją ogródki działkowe i wąski pas lasu. Musiał być na haju - Trzymałem w ręku zapalniczkę i gaz do niej w pojemniku. Nagle zza drzew wybiegł Wiesiek, wyrwał mi ten gaz, przyłożył sobie do buzi i zaczął wdychać - opowiada Grzesiek. - Ja mówię mu "co ty, durniu, robisz", a on - że musi być na haju, bo normalnie się nie da żyć. Dostał w pysk i oddał pojemnik. Innym razem, kiedy Wiesław wdychał z worka rozpuszczalnik nad Kłodnicą, zaćpanego znaleźli go blokersi. - Jeden zabrał mu ten rozpuszczalnik, oblał go i podpalił - opowiada Dawid. - Pewnie byłby się chłopak spalił, gdyby zaraz po tym jeden od nas nie wymierzył mu sążnistego kopa w tyłek. Tak mocnego, że Wiesiek wpadł do rzeki. Skończyło się na nadpalonym ubraniu i paru bąblach na rękach. Michał, 27-latek z osiedla NDM, pamięta, że u Wieśka, gdy był trzeźwy, można było tanio kupić wiele rzeczy. - Kiedyś jego znajomy postawił go na chwilę na stoisku odzieżowym na miejskim targowisku, żeby mu popilnował towaru przez kilka minut. Wiesiek zniknął po minucie, a razem z nim kilkadziesiąt pasków do spodni znanych marek. Sprzedawał je potem na osiedlu za kilka złotych sztuka - opowiada Michał. Innym razem do Michała zapukał Wiesiek i jeszcze przez judasza pokazał, że ma do sprzedania fajną czapkę. Pierre'a Cardina. - Chciał pięć złotych. Dałem mu 2,80, wziął, dał czapkę i poszedł. Była oryginalna, powiedział, że buchnął ją w jednym z butików w Gliwicach. Pewnie dlatego Wieśka zawsze wszyscy bili, bo jak tylko miał okazję kogoś okraść albo oszukać, to nigdy z niej nie rezygnował. - Podchodził do znajomego i wkręcał go, że jak mu da kilka złotych, to on za chwilę odda mu dwa razy tyle. Wiele osób się na to łapało - mówi Andrzej z NDM-u. - Oczywiście potem znikał. Wsiadł do pociągu byle jakiego... I potem wszyscy szukali Wieśka. A jak go nie było, to wiadomo, że jeździ pociągami. Od małego tak spędzał wolny czas. Zamiast biletu najczęściej miał ze sobą trochę kleju albo rozpuszczalnika. Na stacji wsiadał do pociągu, jechał kilkadziesiąt kilometrów, potem się przesiadał, znów gdzieś jechał i po kilku godzinach wracał do Kędzierzyna. Potrafił tak podróżować przez wiele tygodni. Kiedyś chwalił się nawet, że na pociągu z węglem dojechał do Szczecina, prawie nad morze. - Ludzie wiedzieli, że osobowy z Opola wraca na przykład o 17.00 i że najprawdopodobniej będzie tam Wiesiek. Więc szła banda na dworzec, żeby mu sprawić lanie, bo znów coś przeskrobał - opowiada Andrzej. - W całym mieście ludzie wiedzieli, że to jest taki koleś, któremu zawsze można spuścić manto. I że zawsze jest za co. Wiesiek kochał pociągi, ale jego życiowe tory od początku nie układały się dobrze. - Był wychowywany przez rodzinę zastępczą i od małego były z nim kłopoty - przyznaje nadkomisarz Włodzimierz Kominek, rzecznik kędzierzyńskiej policji. Kominek dobrze zna Wiesława M., bo jako policjant przez wiele lat zajmował się przestępczością wśród nieletnich. - Jego specjalnością były drobne kradzieże, za jego sprawą z bloków znikały między innymi rowery. Później Wiesław przerzucił się na telefony komórkowe. Kiedy mundurowi po raz kolejny przyłapali go na kradzieży, sąd postanowił, że trafi do placówki wychowawczej. Ale takie miejsce nie odmieniło jego charakteru. Z jednego poprawczaka trafiał do kolejnego, potem do więzienia. Brać spod celi dobrze wiedziała, kim jest Wiesiek. Po Mai zostały tylko wiersze - Pamiętam, jak poszedłem "na lipo" (w slangu więziennym rozmowa z osadzonym, za pomocą której przez okno podaje się grypsy - red.) do kozielskiego aresztu i jeden ze znajomych powiedział mi, że jest tu ta k... Wiesiek i że będą go "dojeżdżać" - mówi Andrzej. - Czasem było mi go nawet żal, że tak często obrywa. Pogrzeb Mai odbył się 3 października, dokładnie tydzień po dniu, w którym została zamordowana przez Wiesława. Jej ostatnia droga na cmentarzu Marszowickim we Wrocławiu przerodziła się w manifestację młodych ludzi przeciwko przemocy. - Maja była uzdolniona, śpiewała, pisała wiersze. Była bardzo otwarta i chyba to ją zgubiło. Zaufała człowiekowi, którego przed chwilą poznała - opowiada znajoma ofiary, która nie chce podawać imienia ani nazwiska. - Prawie się rozpłakałam, kiedy na pogrzebie przeczytano jej ostatnie wiersze. Piotr Sobótka, właściciel klubu Madness, pod którym Wiesław M. poznał Maję, nie chce na ten temat rozmawiać. - Żaden z nich nie wszedł do mojego klubu i dlatego nie należy łączyć tej sprawy ze mną - uciął i rozłączył się. Znajomi Mai chcą, by morderca już nigdy nie wyszedł zza krat. Jest na to duża szansa, bo Wiesławowi M. za to, co zrobił, grozi dożywocie. - I niech się tu nie pojawia już nigdy w Kędzierzynie, bo ludzie by go chyba zabili - mówi Andrzej. Wiesiek miał za nic życie. Swoje i czyjeś. Kiedy przesłuchiwany przez policję przyznał się do brutalnego morderstwa, zdążył szybko dorzucić: - Ale proszę o bardzo łagodny wymiar kary. Za "Nową Trybuną Oploską" z dn. 10.10.2008 r. Zabójca 16-latki z Wrocławia w rękach policji Poniedziałek, 6 października 2008 (14:02) Policjanci ujęli mężczyznę podejrzanego o brutalne morderstwo 16-letniej Majki, uczennicy wrocławskiego gimnazjum. Przestępcy, za gwałt i morderstwo, może grozić nawet dożywocie. Nad sprawą od tygodnia pracował specjalnie powołany zespół złożony z doświadczonych funkcjonariuszy pionów: kryminalnego i dochodzeniowo-śledczego. W postępowaniu pomagało też wielu funkcjonariuszy z innych jednostek w miastach na terenie całego kraju. Ostatecznie 27- letniego mężczyznę, pochodzącego z Kędzierzyna Koźla, zatrzymano w niedzielę w mieszkaniu jego znajomej na jednym z opolskich osiedli. - Był on kompletnie zaskoczony, kiedy do lokalu weszła policja - podkreśla mł. asp. Paweł Petrykowski, z zespołu prasowego KWP we Wrocławiu. Zanim ujęto podejrzanego, policja wykonała ogrom pracy. Najpierw funkcjonariusze przeprowadzili drobiazgowe oględziny miejsca zdarzenia, gdzie zabezpieczyli ślady przestępstwa. Później ułożyli kilka wariantów sytuacyjnych. Za najbardziej wiarygodną wersję uznali tą, wedle której sprawca nie był powiązany w żaden sposób ze swoją ofiarą, ani znajdującym się w pobliżu miejsca zbrodni klubem Madness. W toku śledztwa wykluczono również ewentualność, że morderca był mieszkańcem Wrocławia. Następne ustalenia wskazały, że sprawca pochodzi z województwa śląskiego lub opolskiego. Policja wytypowała pół tysiąca osób, które mogły być świadkami zdarzenia. W toku śledztwa, po zabezpieczeniu m. in. materiałów z monitoringu, policjanci "zawęzili" krąg poszukiwań. Ostatecznie, mężczyzna podejrzany o gwałt i morderstwo został rozpoznany przez dzielnicowego z Opola na podstawie nagrań z monitoringu. Jego ujęcie stanowiło dla śledczych nie lada wyzwanie, gdyż 27-latek nie utrzymywał kontaktów z rodziną i podróżował po terenie całego kraju. Poza tym, nie posiadał stałego miejsca zamieszkania. - Nocował głównie w piwnicach, na klatkach schodowych i bocznicach kolejowych - mówi Petrykowski. Pomimo tych trudności policjantom udało się ustalić miejsce jego pobytu. Po zatrzymaniu podejrzany został przewieziony do Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, a następnie doprowadzony do prokuratury. Z niej, prawdopodobnie jeszcze dzisiaj, trafi do aresztu. 27-latek był już wcześniej karany. Za gwałt i zabójstwo grozi mu dożywocie. BS Za serwisem INTERII z dn. 06.10.2008 r. Zabójca 15-latki z Wrocławia zatrzymany w Opolu źródło: IAR/RMF FM dodano: 6 października 2008, 11:23 Jest nim 28-letni mieszkaniec Kędzierzyna-Koźla. W ręce policji wpadł w niedzielę (5 października). Był w mieszkaniu swojej dziewczyny. - Mężczyzna przyznał się do zarzutów, ale twierdzi, że nie pamięta szczegółów - mówi Radiu Wrocław prokurator Małgorzata Klaus. Prokuratura we Wrocławiu postawiła już Wiesławowi M. zarzut zabójstwa na tle seksualnym. Jeszcze dzisiaj (6 października) do sądu ma trafić wniosek o jego tymczasowe aresztowanie. Mężczyzna był już karany. 8 lat spędził w więzieniu. Przypomnijmy. Ofiarą Wiesława M. padła 15-letnia gimnazjalistka z Wrocławia. Ciało dziewczyny znaleziono pod koniec września na terenie byłych zakładów kolejowych. Jak ustalili biegli nastoletnia Maja została brutalnie zgwałcona i uduszona. |
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 29.11.2010 r. |
||