Morderstwo 18-latki w okolicach Chełmży

Strona główna

Morderstwa z regionu:

Pomorze

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 16.12.2011

Morderca zakpił z rodziców swojej ofiary

26.10.2010, 06:28 NP / TVN24

Mężczyzna, który został skazany na dożywocie za zabójstwo miał wypłacić rodzicom ofiary odszkodowanie. W wyniku pomyłki pieniądze trafiły do ojca zabójcy.

Osiem lat temu Katarzyna Zegan wracała z dyskoteki. Adrian W. najpierw ją uprowadził, potem zgwałcił, a na końcu zabił. Mężczyzna został skazany na dożywocie. Miał też wypłacić rodzicom ofiary pięć tysięcy złotych odszkodowania. Pieniądze trafiły jednak do ojca zabójcy.

- We mnie coś aż krzyczy, wydaje mi się, że to głupi sen - mówi pan Stanisław, ojciec zamordowanej. - To jakaś fatalna pomyłka banku lub urzędnika, myślę, że bank to rozstrzygnie - ma nadzieję pełnomocnik państwa Zeganów.

Adrian W. wcześniej wywalczył dla siebie 20 tys. złotych. W Europejskim Trybunale Praw Człowieka poskarżył się na polski wymiar sprawiedliwości. Uznał, że w innej sprawie, w której był oskarżony, proces ciągnął się zbyt długo. Część z przyznanych pieniędzy miała trafić do rodziców.

Mężczyzna obok swoich danych osobowych podał jednak numer konta swojego ojca. Tam pieniądze były poza zasięgiem komornika. Bank nie sprawdził, że numer konta i dane właściciela się nie zgadzają.

(RZ)

Za serwisem Onet z dn. 26.10.2010 r.


Zadowolił się widokiem śmierci

Radosław Rzeszotek, Piątek, 5 Stycznia 2007; aktualizowano: 04.01.2007 00:00

Nie przyznawał się do winy. Za to żądał od matki swojej ofiary pieniędzy za rzekome nazwanie go zwierzęciem. Odszkodowania domaga się również od świadka, którego sam wskazał. Adrian W. znów stanął przed sądem.

Adrian W. krzywdę wyrządza powoli. Choć skazany został za zabójstwo popełnione we wrześniu 2002 roku, nad ofiarami swojego czynu znęca się nadal. Pyszni się przed sądem, w jego oczach nie ma skruchy - nawet kiedy patrzy w obiektywy fotoreporterów. Od matki dziewczyny, którą udusił, zażądał pieniędzy. Bo miała go nazwać "zwierzęciem". Jego cień wciąż wisi nad domem rodziny Zeganów z Brąchnówka, niewielkiej wsi pod Toruniem.

- To jeden z najmroczniejszych zabójców, jakich widziałem w życiu - twierdzi operacyjny oficer policji, który pracował nad wyjaśnieniem zagadki śmierci Katarzyny Zegan. - Bóg jeden wie, co ten człowiek robił w życiu i dlaczego wyrządził tyle krzywdy. Jest cyniczny i zimny. Bardzo dziwnie patrzy na kobiety. Ni to z nienawiścią, ni to z pożądaniem. Rozmawiałem z nim wielokrotnie i nie udało mi się go do końca przejrzeć.

Zabójca nie tknął porfela

Co w jego oczach zobaczyła osiemnastoletnia Katarzyna Zegan, która z okazji kończących się wakacji wybrała się na dyskotekę do sąsiedniej Grzywny? Kiedy wyszła z imprezy, wsiadła do samochodu, za którego kierownicą siedział Adrian W. Prawdopodobnie zaproponował jej podwiezienie. Znajomi i narzeczony Katarzyny odprowadzili ją wzrokiem. Kolejny raz zobaczyli ją już martwą.

Ciało znaleziono w Brukach Unisławskich. Leżało w przydrożnym rowie, częściowo pozbawione odzieży. Zabójca nie ograbił ofiary. Pozostawił na palcach pierścionki, łańcuszki, nie dotknął też portfela. Zadowolił się widokiem śmierci. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu było uduszenie. Użyto do tego zapewne czegoś delikatnego, na przykład apaszki. Na szyi ofiary nie znaleziono sińców po palcach.

- Wstępne ustalenia, tak jak i sekcja zwłok, wykluczały gwałt - dodaje oficer policji. - A materiał genetyczny podejrzanego w pochwie ofiary byłby dowodem ostatecznym. Zwłaszcza, że główny podejrzany szedł w zaparte. Na tamtym etapie śledztwa obawialiśmy się, że będziemy mieli na głowie proces poszlakowy. A jego wynik nigdy nie jest oczywisty...

Kiedy Adrian W. od znajomych dowiedział się, że jest poszukiwany przez policję, sam zgłosił się w chełmżyńskim komisariacie. Już podczas pierwszego przesłuchania twierdził, że Kasię znał, jednak nie miał nic wspólnego z jej śmiercią. Nie zmienił swojego stanowiska nawet po przedstawieniu wyników specjalistycznych badań, z których wynikało, że miał on jednak kontakt seksualny z ofiarą. Choć przekonywał sąd, że jest niewinny, został skazany za zabójstwo.

- Zachowywał się tak, jakby chciał wyrządzić mi jeszcze większą krzywdę - wspomina Danuta Zegan, matka zamordowanej dziewczyny. - Przed jedną z rozpraw potrącił mnie ramieniem. Na pewno nie było to przypadkowe. On po prostu chciał to zrobić. Ile w tym człowieku musi być zła, jeśli jednej śmierci mu za mało? Patrzył mi w oczy i się uśmiechał. Nigdy tego nie zapomnę.

Proces Adriana W. był szeroko relacjonowany. Matka zamordowanej dziewczyny wypowiadała się przed kamerami. Adrian W. odpowiedział pozwem do sądu, w którym domagał się od Danuty Zegan 70 tysięcy złotych odszkodowania za rzekome nazwanie go na antenie Telewizji Polskiej "zwierzęciem, które trzeba zabić". Sąd pozew odrzucił.

Adrian W. na jednym pozwie jednak nie poprzestał. Do sądu wpłynął kolejny wniosek o wypłacenie mu 75 tysięcy złotych odszkodowania. Tym razem płacić ma jeden ze świadków, który zeznając przed prokuratorem, powiedział, co myśli na temat zabójcy Katarzyny Zegan. O dziwo, mężczyzna nie jest świadkiem oskarżenia, lecz obrony. Niegdyś był kolegą Adriana W. i w dniu popełnienia zabójstwa wraz z Adrianem W. bawił się na dyskotece w Grzywnie.

Oskarżyciel chce dożywocia

- Zupełnie nie rozumiem zachowania tego człowieka - mówi Mirosław Jasik, oskarżyciel posiłkowy rodziny Katarzyny Zegan, który za swoją pracę nie wziął ani złotówki. - Pewne zachowania po prostu nie mieszczą się mi w głowie...

W pierwszej instancji sąd skazał Adriana W. na 25 lat pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się po 10 latach o skrócenie kary. Przed sądem apelacyjnym oskarżyciel posiłkowy domaga się dożywocia.

- Przykład tego człowieka to dowód na paranoję polskiego systemu sądowego - twierdzi Danuta Zegan. - Człowiek, który zabił mi dziecko, domaga się pieniędzy od wszystkich. Ode mnie, od świadków, od państwa polskiego, a sąd te jego pozwy przyjmuje, zamiast wyrzucić je do kosza. Ten horror jeszcze się dla nas nie skończył. Im dłużej ciągnie się ta sprawa, tym czuję się bardziej zmęczona.

Adrian W. zmienił image. Przed sądem pojawia się w garniturze, uśmiecha się do dziennikarzy, stara się błyszczeć wiedzą prawniczą. Nie wygląda na to, żeby miał przejmować się ciążącym na nim wyrokiem.

- To bardzo twardy człowiek i na pewno nie da po sobie niczego poznać - uważa jeden ze znajomych Adriana W., który prosi o zachowanie anonimowości. - Ale na pewno to, co się teraz dzieje, nie jest mu obojętne. Czy mu współczuję? Tak. Jemu, dziewczynie, którą zabił i jej rodzinie również.

Brat Kasi też już nie żyje

Adrian W. miał żonę. Został oskarżony o znęcanie się nad nią. Miał ją przywiązać w lesie do drzewa i pozostawić tam "na pożarcie lisom". Jednak o jego interes najbardziej dbał były teść, który nie tylko przychodził do sądu, ale również nachodził prokurator Małgorzatę Piotraszewską, prowadzącą śledztwo w sprawie zabójstwa Katarzyny Zegan. Za każdym razem przedstawiał Adriana W. jako ofiarę "niesprawiedliwego systemu prawnego w Polsce".

- Najgorsze w tym wszystkim było to, że znaliśmy go, zanim zabił Kasię - dodaje Danuta Zegan. - Parę lat wcześniej wraz ze swoim ojcem przyjechał do nas, żeby naprawić nasz ciągnik. Gdybyśmy wiedzieli, że on kiedyś odbierze życie Kasi...

Kiedy Krzysztof Zegan, brat Katarzyny dowiedział się, kto jest oskarżony o zabójstwo jego siostry, usiadł i szlochał. Bił pięściami w stół i krzyczał: "A tyle razy miałem go pod ręką...".

Krzysztof Zegan też już nie żyje. Zginął w wypadku samochodowym. Kilkaset metrów od miejsca, w którym Kasia wsiadła do samochodu Adriana W.

Za "Nowościami. Dziennikiem Toruńskim" z dn. 05.01.2007 r.


Uchylono wyrok 25 lat więzienia za gwałt i zabójstwo

PAP 16:00

Sąd Apelacyjny w Gdańsku uchylił we wtorek wyrok 25 lat więzienia wydany przez sąd niższej instancji dla 30- letniego Adriana W., oskarżonego o zgwałcenie i zabójstwo 18-latki w sierpniu 2002 r. Sąd skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia.

Gdański sąd uznał, uznając poszlakowy charakter sprawy, że sąd niższej instancji popełnił błąd, przedstawiając w sposób "precyzyjny i szczegółowy" przebieg zbrodni, nie mając na to "żadnych dowodów".

Na obecnym etapie postępowania zgromadzone dowody w tej sprawie wskazują z wysokim prawdopodobieństwem, że rzeczywiście sprawcą tej okropnej zbrodni może być Adrian W. - powiedział w uzasadnieniu sędzia Kazimierz Klugiewicz. W samochodzie mężczyzny znaleziono m.in. element biustonosza ofiary oraz resztki jej włosów, co potwierdziły badania DNA.

Oskarżony, który od początku procesu twierdził, że jest niewinny, utrzymywał, że ślady te zostały spreparowane przez organa ścigania. Cały akt oskarżenia przeciwko mnie jest nieprawdą. Do końca będę walczył o swoje dobre imię - mówił w ostatnim słowie przed sądem Adrian W.

W trakcie wtorkowej rozprawy mężczyzna poinformował, że złożył pozwy sądowe o sfałszowanie dokumentów procesowych przeciwko pięciu biegłym sądowym i policyjnym.

Pierwszy wyrok w tej sprawie zapadł w czerwcu 2005 r. przed Sądem Okręgowym w Toruniu. Odwołały się od niego wszystkie strony procesu: obrońca, prokuratura i pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych - rodziców ofiary.

Do zabójstwa doszło w nocy z 23 na 24 sierpnia 2002 r. na drodze w okolicach Chełmży (Kujawsko-Pomorskie). 18-letnia mieszkanka pobliskiej wsi bawiła się w dyskotece. Po zabawie pożegnała się z chłopakiem i szła sama do domu. Podwiezienie volkswagenem passatem zaproponował jej Adrian W. Dziewczyna wsiadła do auta. Mężczyzna zgwałcił i udusił nastolatkę, a jej zwłoki porzucił w rowie.

Sąd Apelacyjny w Gdańsku ogłaszając wyrok podkreślił, że toruński sąd powinien sprawdzić, czy Adrian W. nie działał z bezpośrednim zamiarem zabójstwa. Jeden z biegłych stwierdził bowiem, że dziewczyna była duszona przez co najmniej trzy minuty.

O Adrianie W. stało się głośno w całej Polsce, kiedy w lutym tego roku wystąpił z pozwem o naruszenie dóbr osobistych przeciwko matce ofiary, Danucie Z. Uznał bowiem, że kobieta zniesławiła go, twierdząc, że oskarżony "nie jest człowiekiem", a "zwierzęciem, które trzeba zabić". Adrian W. domagał się od niej 70 tys. zł odszkodowania i przeprosin. W ubiegły piątek toruński sąd odrzucił pozew oskarżonego.

W związku z tą sprawą do dymisji podał się pełnomocnik Rzecznika Praw Obywatelskich Krzysztof Orszagh, który komentując żądania Adriana W. wobec matki ofiary, mówił m.in., że mężczyzna ten jest "bestią, zboczeńcem i wykolejeńcem" i trudno określić go mianem zwierzęcia, bo "zwierzęta mogłyby się obrazić". Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski uznał, że wypowiedź Orszagha jest "niedopuszczalna".

(mj)

Za serwisami WP, INTERIA, Onet z dn. 30.05.2006 r.


Matka ofiary nie musi przepraszać zabójcy

PAP 16:15

Matka zgwałconej i zabitej nastolatki nie będzie musiała przepraszać zabójcy za rzekome nazwanie go "zwierzęciem". Pozew 30-letniego Adriana W. został odrzucony przez toruński Sąd Okręgowy.

Sprawa pozwu zabójcy i gwałciciela przeciw matce jego ofiary zbulwersowała opinię publiczną. Adrian W., skazany na 25 lat pozbawiania wolności poczuł się dotknięty wypowiedzią, Danuty Z., niezamożnej kobiety ze wsi pod Toruniem. Kobieta miała powiedzieć, że Adrian W. "nie jest człowiekiem, jest zwierzęciem, które trzeba zabić".

W lutym br. przestępca złożył pozew przeciwko matce ofiary o naruszenie dóbr osobistych. Adrian W. żądał od kobiety 70 tys. zł odszkodowania i przeprosin. Sąd nie mógł odrzucić jego pozwu, ponieważ każdy obywatel ma prawo pozwać inną osobę. Zasadność pozwu ocenia się rozpatrzeniu sprawy.

Sprawą zainteresował się Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski, który postanowił udzielić wsparcia rodzinie ofiary. Do Torunia wysłał swego pełnomocnika Krzysztofa Orszagha. Ten przed kamerami telewizyjnymi nie przebierał w słowach pod adresem Adriana W.: Nie nazwę go zwierzęciem, bo zwierzęta mogłyby się obrazić. To gangrena na zdrowym organizmie. Z całą pewnością jest bestią, zboczeńcem i wykolejeńcem - powiedział Orszagh o Adrianie W.

Kochanowski oświadczył, że ta wypowiedź jest niedopuszczalna oraz że jego pełnomocnik przekroczył udzielone mu upoważnienia. Po tym oświadczeniu Orszagh podał się do dymisji.

Rozprawa przeciwko Danucie Z. odbyła się bez medialnego rozgłosu. Powództwo przeciwko niej zostało oddalone. Po przesłuchaniu dowodu z taśmy ustalono, że przypisywane pozwanej słowa nie zostały wypowiedziane - poinformowała rzeczniczka sądu, Barbara Bogaczewicz-Jul.

Sąd uznał też, że Danuta Z. wyraziła tylko swoją opinię o karze śmierci do czego miała prawo.

(bart)

Za serwisem WP z dn. 26.05.2006 r.


Człowiek zwany ludzkim szambem

Radosław Rzeszotek, Piątek, 10 Marca 2006; aktualizowano: 09.03.2006 00:00

Kim jest zabójca, który domaga się odszkodowania od matki swojej ofiary? Sympatycznym i spokojnym z pozoru mechanikiem samochodowym. I zarazem mężem, który przywiązał do drzewa żonę - lisom na pożarcie.

- Ten człowiek nie ma serca ani sumienia - płacze Danuta Zegan. - Zamordował mi dziecko, a teraz jeszcze żąda ode mnie pieniędzy? Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o podobnym świństwie? Jak bardzo trzeba być wynaturzonym, żeby zdobyć się na takie coś?

Pozew z powództwa cywilnego przyszedł do Danuty Zegan w walentynki. Został napisany przez Adriana W. drukowanymi literami. Mowa w nim o "naruszonej czci", "dobrym imieniu" i "zadośćuczynieniu". Zabójca zarzuca matce swojej ofiary, że nie chciała go przeprosić.

- Jeśli tak w Polsce ma wyglądać prawo, to lepiej od razu iść się powiesić - denerwuje się Stanisław Zegan, ojciec zamordowanej dziewczyny. - To jest kpina. Ten człowiek nie powinien mieć żadnych praw, a zwłaszcza nie powinien mieć podstaw do tego, aby znęcać się jeszcze nad kimkolwiek. Mam nadzieję, że to, czego nie dokończyli sędziowie, dokończą jego współwięźniowie.

Do Torunia przyjechał Krzysztof Orszagh, doradca rzecznika praw obywatelskich, który po wnikliwym przeanalizowaniu sporu pomiędzy Adrianem W. a Danutą Zegan, nazwał zabójcę "ludzkim szambem". Stwierdzenie to wywołało ostrą reakcję Jana Kochanowskiego, rzecznika praw obywatelskich, który uznał je za "niedopuszczalne". Krzysztof Orszagh zrezygnował ze stanowiska doradcy RPO.

O zabójstwie Katarzyny Zegan pisaliśmy na łamach naszej gazety wielokrotnie. Skończyła osiemnaście lat kilka tygodni przed śmiercią. Mieszkała w Brąchnówku, niedaleko Chełmży. 24 sierpnia 2002 roku wyszła z domu na dyskotekę do pobliskiej Grzywny. Podobno świetnie się bawiła. Była tam ze swoim chłopakiem, który po skończonej zabawie, około godziny drugiej w nocy, nie odprowadził swojej dziewczyny do domu. Nie było takiej potrzeby, Kasia wiele razy wracała sama do Brąchnówka.

Nie uszła zbyt daleko. Niedaleko dyskoteki stał biały volkswagen passat, siedział w nim tylko jeden mężczyzna. Świadkowie nie widzieli jego twarzy, ale zapamiętali markę auta. Widzieli też, że Kasia wsiada do passata. Podczas eksperymentu śledczego przeprowadzonego podczas śledztwa na zlecenie prokuratury, świadkowie bez wahania opisali, gdzie znajdował się samochód, do którego wsiadła zamordowana potem dziewczyna.

Jak dokładnie Adrian W. zamordował Kasię, nie wiadomo. Bezpośrednią przyczyną śmierci dziewczyny było uduszenie. Zabójca na szyi nie pozostawił śladów - nie było charakterystycznych pręgów zostawianych przez pasek, czy sznurek. Nie było też siniaków odciśniętych palcami dusiciela. Zdaniem śledczych, oprawca użył apaszki lub czegoś podobnego.

Zwłoki dziewczyny znaleziono trzy dni później, w rowie przy drodze prowadzącej z Unisławia do Kokocka. Ubranie częściowo z niej zdarto. Zabójca pozostawił pierścionki, łańcuszki, nawet portfel z pieniędzmi. Twarz miała posiniaczoną. Ciało było ułożone tak, jakby ktoś je wlókł do rowu.

Policjanci szybko ustalili numery rejestracyjne białego passata, do którego wsiadała Katarzyna Zegan. Właścicielem auta okazał się trener wioślarek w chełmżyńskim klubie sportowym. Prowadząca sprawę prokurator Małgorzata Piotraszewska podjęła decyzję o przeszukaniu mieszkania mężczyzny. W toku śledztwa okazało się jednak, że trener wioślarek pożyczył swój samochód Adrianowi W. Kilka dni później Adrian W. sam przyszedł do komisariatu policji w Chełmży. Chciał rzekomo wytłumaczyć "nieporozumienie" związane z samochodem. Został zatrzymany. Do dziś nie wyszedł na wolność.

- Znaliśmy go, jego ojca też, bo przychodził czasem do nas naprawiać ciągnik - mówi Danuta Zegan. - Mój syn Krzysiek, kiedy dowiedział się, że to Adrian zabił Kasię, to aż się popłakał ze złości. Powtarzał, że tyle razy miał tego gnoja pod ręką... Tyle miał okazji, żeby go zatłuc...

Włos Karoliny na ubraniu

W chwili aresztowania Adrian W. miał 26 lat. Był zameldowany w Bydgoszczy, gdzie pracował jako mechanik samochodowy. Jest dobrze zbudowanym blondynem. Ostatnie miesiące na wolności spędził w Chełmży, gdzie dorabiał w Chełmżyńskim Towarzystwie Wioślarzy. Pracownicy klubu mieli o nim dobre zdanie, nazywali go "złotą rączką". Podkreślali nawet, że gdyby nie on, większość motorówek klubowych nie nadawałaby się do użytku.

Policja w Chełmży też go znała. Funkcjonariusze operacyjni kojarzyli go jako prowadzącego "podejrzane interesy samochodowe". Nie był jednak pod szczególną obserwacją. Takich jak on mieszkało wówczas w Chełmży wielu.

Adrian W. miał żonę. Ich małżeństwo legło w gruzach, kiedy Adrian wywiózł ją któregoś dnia do lasu. Tam zgwałcił, rozebrał i przywiązał do drzewa. Jak miał powiedzieć: lisom na pożarcie. Mimo to teść Adriana W. angażował się w obronę zięcia, kiedy ten trafił do aresztu podejrzany o zabójstwo Katarzyny Zegan. Widywano go w prokuraturze, wysyłał pisma do różnych instytucji w obronie Adriana W.

- Nie można mieć pewności, że Adrian W. zabił tylko jedną dziewczynę - mówi jeden z funkcjonariuszy śledczych zaangażowany w sprawę zabójstwa Katarzyny Zegan. - Badaliśmy związki tego mężczyzny w kontekście innych spraw, w których ofiarami były młode kobiety. W jednej z nich Adrian W. pojawia się w podejrzanych okolicznościach.

Chodzi o zaginięcie i tajemniczy zgon Karoliny Kronkowskiej, mieszkającej we wsi Trzebień niedaleko Pruszcza. Ta osiemnastolatka zaginęła 3 września 2001 roku. Dzień wcześniej bawiła się na gminnych dożynkach w Pruszczu. 16 września 2001 roku wyłowiono z Wisły jej ciało. Podczas sekcji zwłok stwierdzono, że w płucach nie ma wody - ofiara nie zmarła więc w wyniku utonięcia.

Na imprezie, po której zniknęła Karolina, bawił się również Adrian W., doskonale znany w tamtej okolicy. Zdaniem rodziny dziewczyny, Karolinę po raz ostatni żywą widziano w małym fiacie Adriana W. Jednak z ustaleń śledczych wynikało, że auto Adriana W. było tamtej nocy zaparkowane przed posterunkiem policji. Nie zarządzono przeszukania samochodu Adriana W. - przeszukano tylko jego mieszkanie. Na jednym z jego ubrań odnaleziono włos, który po analizie laboratoryjnej okazał się włosem Karoliny Kronkowskiej.

Jak spłacić zabójcę?

To jednak było za mało, aby oskarżyć Adriana W. Mężczyzna nie krył bowiem, że w czasie imprezy tańczył z Karoliną. Włos mógł więc znaleźć się na jego ubraniu jak najbardziej przypadkowo. image

- Kiedy przeniósł się z tamtych okolic, przyjechał tu do nas - mówi Danuta Zegan. - Żeby zabić naszą Kasię. A teraz domaga się od nas 70 tysięcy złotych. Musielibyśmy sprzedać połowę gospodarstwa, żeby spłacić zabójcę naszej córki.

Adrian W. nie przyznał się do winy. Sąd skazał go na 25 lat pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny.

Kilkanaście miesięcy po zabójstwie Katarzyny Zegan, w wypadku samochodowym zginął jej brat, Krzysztof. Dokładnie na tym samym zakręcie, gdzie Kasia wsiadła do auta Adriana W.

Za "Nowościami. Dziennikiem Toruńskim" z dn. 10.03.2006 r.


Orszagh: Morderca sam sobie odebrał godność

Krzysztof Orszagh zrezygnował z funkcji doradcy rzecznika praw obywatelskich. Przyczyną była wypowiedź o mordercy spod Torunia, którego nazwał "ludzkim szambem" pozbawionym praw. W rozmowie z TVN24 powiedział, że podtrzymuje swoją opinię.

"Uczyniłem dobrze, słowa podtrzymuję" - powiedział Orszagh w rozmowie z TVN24, podkreślając, że "również morderca ma swoje prawa".

Jednak jak podkreślił, "morderca sam sobie odebrał godność". Orszagh przetrwał na stanowisku niecały tydzień. Kochanowski powołał go w miniony czwartek, a we wtorek wysłał go z pierwszym zadaniem do Torunia - czytamy w "Gazecie Wyborczej".

O mordercy, Adrianie W. Orszagh powiedział po spotkaniu z matką zamordowanej, której obiecał wsparcie prawne RPO: "Nie nazwę go zwierzęciem, bo zwierzęta mogłyby się obrazić. To gangrena na zdrowym organizmie. Z całą pewnością jest bestią, zboczeńcem i wykolejeńcem".

"Zadaniem pana Krzysztofa Orszagha było zapoznanie się ze stanem sprawy i sytuacją poszkodowanych. Przekraczając udzielone mu upoważnienie pan Orszagh pozwolił sobie na wypowiadanie opinii i wypowiedzi pod adresem sprawcy, które Rzecznik Praw Obywatelskich uważa za niedopuszczalne i wyraża z tego powodu głębokie ubolewanie" - napisał Janusz Kochanowski w środę w oświadczeniu.

Orszagh w rozmowie z TVN24 powiedział, że nie ma żalu do Kochanowskiego.

30-letni obecnie Adrian W. w czerwcu zeszłego roku został skazany przez toruński sąd na 25 lat pozbawienie wolności. W czasie przewodu sądowego ustalono, że przed czterema laty zgwałcił i udusił córkę Danuty Z. w samochodzie, a ciało porzucił w rowie. Wyrok ciągle nie jest prawomocny.

Przy okazji procesu Danuta Z. w obecności dziennikarzy miała powiedzieć, że Adrian W. "nie jest człowiekiem, jest zwierzęciem, które trzeba zabić".

Za te słowa Adrian W. pozwał Danutę Z. o ochronę dóbr osobistych, domagając się 70 tys. zł odszkodowania. Sąd nie mógł odrzucić pozwu przeciw Danucie Z. m.in. dlatego, że kobieta zdążyła już złożyć na niego odpowiedź.

Powód Adrian W. został zwolniony od kosztów sądowych, gdyż od czterech lat przebywa w areszcie i nie ma żadnego majątku. Natomiast w pozwie domaga się zabezpieczenia nieruchomości Danuty Z. na poczet ewentualnego odszkodowania.

Zgodnie z prawem każdy obywatel ma prawo pozwać inną osobę, a zasadność pozwu ocenia sąd po rozpatrzeniu sprawy.

Za serwisem Onet z dn. 02.03.2006 r.


I kto tu jest normalnym człowiekiem?

AL, Poniedziałek, 27 Lutego 2006; aktualizowano: 27.02.2006 00:00

Został skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo młodej dziewczyny. Teraz żąda 70 tysięcy złotych zadośćuczynienia od matki ofiary za to, że ta nazwała go zwierzęciem.

Katarzyna Zegan została zamordowana w sierpniu 2002 r. Mieszkała we wsi Brąchnówko (gmina Chełmża). Nie wróciła do domu z dyskoteki w pobliskiej Grzywnie. Jej zwłoki znaleziono w przydrożnym rowie. Zabójca zdarł z dziewczyny część ubrania i zgwałcił.

Sąd Okręgowy w Toruniu uznał, że zabójcą jest Adrian W. W samochodzie mężczyzny znaleziono fragment ubrania ofiary oraz ślady biologiczne. Między innymi, na podstawie tych dowodów sąd skazał go na 25 lat pozbawienia wolności.

Mężczyzna przebywa w areszcie śledczym, gdzie czeka na rozprawę apelacyjną. Tam sporządził pozew cywilny przeciwko Danucie Zegan, matce zamordowanej dziewczyny.

"W dniu 23.06.05 zachowanie pozwanej osiągnęło apogeum bezczelności. W obecności osób postronnych, mediów naruszyła godność i cześć powoda, mówiąc, że zwierzę (co odnosiło się do powoda) zasługuje na śmierć (...)" - napisał w dokumencie.

Adrian W. domaga się 70 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Do toruńskiego sądu wpłynęła już odpowiedź Danuty Zegan na pozew. Sprawa jest obecnie rozpatrywana.

- Nigdy nie powiedziałam czegoś takiego - twierdzi zdruzgotana matka Kasi. - To on powinien nam zapłacić odszkodowanie za ból i cierpienie po stracie córki.

Wsparcie prawne i psychologiczne zaoferowała kobiecie Mariola Tuszyńska, rzecznik praw ofiar.Także minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro polecił pracownikom toruńskiej Prokuratury Okręgowej udzielić Danucie Zegan wszelkiej pomocy.

Za "Expressem Bydgoskim" z dn. 27.02.2006 r.

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 26.11.2010 r.