|
Morderstwo 19-letniego Bartłomieja, maturzysty ze Suchedniowa |
||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza |
Zabójstwo maturzysty. Drugi proces i dożywocie Marcin Sztandera 2010-12-09, ostatnia aktualizacja 2010-12-09 18:24 Po raz kolejny sąd okręgowy wydał surowe wyroki na sprawców brutalnego morderstwa maturzysty z Suchedniowa. Marcin Piętek został skazany na dożywocie, Norbert Rembak na 25 lat, a Krzysztof Mamla dostał karę pięciu lat więzienia - Oskarżeni działali bez żadnych zahamowań. Proszę sobie wyobrazić, co czuł młody chłopak, gdy czterech pijanych mężczyzn wpychało go do samochodu, a potem wiozło wiele godzin i dyskutowało, co z nim zrobić. Mówili, że nie mogą go wypuścić, bo ich rozpozna. Więc wywieźli w ustronne miejsce, kazali położyć się na ziemi. To było jak egzekucja - uzasadniała Lena Romańska, przewodnicząca składu sędziowskiego. To już drugi wyrok w tej sprawie. Poprzedni zapadł w 2007 roku i nie różnił się od tego wczorajszego. Już wtedy sąd na wniosek prokuratury złagodził karę dla Krzysztofa Mamli, bo to dzięki niemu udało się rozwikłać sprawę. Mężczyzna kilka miesięcy temu wyszedł na wolność. Jako jedyny przeprosił za to, co się stało. Krakowski sąd apelacyjny na wniosek obrońców nakazał proces powtórzyć z powodu błędów w uzasadnieniu i sprawa wróciła do Kielc. - Ponieważ apelacji nie złożyła prokuratura, to chociaż pojawiły się nowe okoliczności, w kolejnym procesie nie mogły zapaść wyższe wyroki - zaznaczyła na wstępie uzasadnienia sędzia Romańska. Te nowe okoliczności to przede wszystkim zeznania Zbigniewa W. zamieszanego w działalność rozbitej kilka miesięcy temu grupy przestępczej podejrzewanej m.in. o podpalenia we Wtórpolu. Sąd nie miał wątpliwości, że doszło do zabójstwa. Wczoraj zrekonstruował też wydarzenia tragicznej nocy z 24 na 25 maja 2002 roku. Tego dnia 19-letni Bartek z Suchedniowa zdawał pisemną maturę. Po południu wziął samochód ojca i pojechał do Skarżyska. Do domu już nie wrócił. Został zamordowany gdzieś na trasie Radom - Warszawa. Sprawcy ukryli ciało w rowie i cała grupa ruszyła nad Bałtyk. Zrabowane pieniądze szybko im się skończyły, więc Łukasz S. [czwarty sprawca, który zmarł w 2003 r. z powodu zaczadzenia - przyp. red.] z Sopotu zadzwonił do swojego wujka, właśnie Zbigniewa W. Ten przyjechał na miejsce i pomógł sprzedać samochód Bartka. Podczas postępowania udało się nawet dotrzeć do pasera. Potem cała grupa wróciła do Skarżyska, a kilka dni później, ponieważ nie ufano Krzysztofowi Mamli, przeniesiono ciało w inne miejsce. Wcześniej je poćwiartowano. - Mimo poszukiwań nadal nie odnaleziono ciała i rodzice Bartka ciągle nie mogą zamknąć tego tragicznego rozdziału - podkreślała sędzia. Dodała, że zabójcy są zdemoralizowani. - Rembak i Piętek są aktywnymi uczestnikami subkultury więziennej. Piętek jeszcze na wolności chodził i chwalił się, że załatwił Bartka - podkreśla sędzia. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 09.12.2010 r. Kielce: wyroki za brutalny mord na 19-latku 09.12.2010, 14:09 SG / PAP Na kary dożywocia, 25 i pięciu lat pozbawienia wolności skazał w czwartek Sąd Okręgowy w Kielcach trzech mężczyzn oskarżonych o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem maturzysty z Suchedniowa (Świętokrzyskie). Do zabójstwa 19-letniego Bartłomieja doszło w maju 2002 roku. W trakcie trwających właśnie egzaminów maturalnych chłopak zaginął. Okazało się, że trzech mężczyzn zaatakowało go w Skarżysku-Kamiennej, gdy wieczorem jechał samochodem; porwali 19-latka i obrabowali. Zabili go dzień później nad ranem w nieustalonym miejscu. Do dziś nie odnaleziono zwłok chłopaka. Marcina Piętka sąd skazał na dożywocie, a Norberta Rembaka, który w czasie popełnienia zabójstwa nie miał ukończonych 17 lat - na 25 lat pozbawienia wolności. Krzysztofa Mamlę, który poszedł na współpracę z organami ścigania, ujawnił przebieg wydarzeń i starał się pomóc w odnalezieniu ciała, poddając się hipnozie, sąd skazał na pięć lat więzienia. Mężczyzna odbył już karę w całości. Sąd zezwolił na publikację nazwisk oskarżonych. Wyrok nie jest prawomocny. Jest to już drugi wyrok w tej sprawie. W lipcu 2007 roku sąd wymierzył oskarżonym kary w takim samym wymiarze. Od wyroku odwołali się obrońcy, a Sąd Apelacyjny skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia. Przewodnicząca składu orzekającego Lena Romańska zasygnalizowała, że prokuratura nie kwestionowała pierwszego orzeczenia, co oznacza, że sąd w drugim procesie nie mógł wydać surowszych wyroków. Według Romańskiej dowody w tej sprawie są tak mocne, że nie ma żadnych wątpliwości, iż do zabójstwa doszło, chociaż nie znaleziono ciała. Mamla relacjonował zbrodnię - minimalizując swoją rolę - od 2005 roku. Piętek przedstawił raz krótką wersję wydarzeń, z której potem się wycofał. Trzecim dowodem są zeznania wuja czwartego, nieżyjącego już, uczestnika zabójstwa. Te wersje, co do zasadniczych etapów przestępstwa, są spójne. Ponadto według znajomych Piętka, chwalił się on, że zabił Bartłomieja. W ocenie sądu była to okrutna zbrodnia, bez żadnego usprawiedliwienia. Oskarżeni pozbawili życia młodego chłopaka, który był spokojny, nikomu nie wadził, w niczym nie zawinił. Powód był błahy - scysja słowna. Oskarżeni działali z niskich pobudek - w celu uzyskania korzyści majątkowej najpierw dokonali rozboju, a potem zabili chłopaka, by pozbyć się świadka. Romańska zwróciła uwagę na to, że oskarżeni zaatakowali chłopaka około północy, a pozbawili go życia nad ranem. Przy Bartku rozmawiali, co z nim zrobią. "Rozciągnięte w czasie zachowanie oskarżonych było obliczone również na udręczenie pokrzywdzonego. Stres i strach, którego ten młody mężczyzna doświadczał, z pewnością sięgały zenitu" - powiedziała. Zaznaczyła, że oskarżeni po pewnym czasie przenieśli zwłoki i do tej pory miejsce ich ukrycia jest nieznane, a rodzice chłopaka nie mogą z tego powodu zaznać spokoju. Sąd uznał, że Piętek i Rembak są zdemoralizowani, o czym świadczy nie tylko to zabójstwo, ale także ich zachowanie w areszcie - należą do więziennej subkultury, na swoim koncie mają przewinienia dyscyplinarne. Sędzia dodała, że dzięki postawie Mamli sprawa znalazła swój finał w sądzie. Prokuratura oskarżyła całą trójkę o to, że wraz z czwartym, nieżyjącym już mężczyzną - Łukaszem S., dokonali zabójstwa maturzysty ze szczególnym okrucieństwem przy użyciu bagnetu i kamienia. Do zabójstwa doszło w nieustalonym miejscu przy trasie krajowej nr 7 między Radomiem a Warszawą. Wcześniej mężczyźni dokonali na chłopaku rozboju - zabrali mu samochód oraz portfel, zegarek i telefon komórkowy. Krzysztof Mamla przyznał się do udziału w uprowadzeniu chłopaka oraz do tego, że pod presją uderzył go kamieniem i dźgnął bagnetem, ale - według niego - chłopak już wtedy nie żył. Z jego wyjaśnień wynika, że w całej sprawie prym wiódł nieżyjący już Łukasz S. Wszyscy oskarżeni wraz z Łukaszem S. pili tego dnia alkohol. Później Łukasz S. wdał się w utarczkę słowną z Bartłomiejem. Gdy chłopak po pewnym czasie jechał samochodem, zmusili go do zatrzymania auta i uprowadzili maturzystę. Gdzieś w lesie doszło do zabójstwa. Po zabójstwie mężczyźni pojechali najpierw do Ostródy, potem do Gdańska i Sopotu. Po pewnym czasie wrócili do Skarżyska. Po kilku tygodniach Łukasz S. z innymi mężczyznami przenieśli zwłoki w miejsce, którego Mamla nie zna. Policja zatrzymała podejrzanych w 2005 roku. Według policjantów mężczyźni nie spodziewali się tego. Byli pewni, że "sprawy już nie ma". W ustaleniu przebiegu zdarzeń pomocny był operator sieci komórkowej oraz świadkowie, którzy zgłosili się po emisji programu telewizyjnego "997". Za serwisem Onet z dn. 09.12.2010 r. Jest wyrok ws. brutalnego zabójstwa 19-letniego Bartka PAP | aktualizacja (15:41) Na kary dożywocia, 25 i 5 lat pozbawienia wolności skazał Sąd Okręgowy w Kielcach trzech mężczyzn oskarżonych o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem maturzysty z Suchedniowa (Świętokrzyskie). 19-letni Bartłomiej zaginął 24 maja 2002 roku w trakcie egzaminów maturalnych. Po raz ostatni widziano go wieczorem w Skarżysku-Kamiennej. Do zabójstwa doszło nad ranem 25 maja przy drodze krajowej między Radomiem a Warszawą. Podejrzanych złapano trzy lata po zabójstwie. Do dziś nie znaleziono zwłok chłopaka. Marcina Piętka sąd skazał na dożywocie, a Norberta Rembaka, który w czasie popełnienia przestępstwa nie miał ukończonych 17 lat - na 25 lat pozbawienia wolności. Krzysztofa Mamlę - który ujawnił przebieg wydarzeń i starał się pomóc w odnalezieniu ciała, poddając się hipnozie - sąd skazał na pięć lat pozbawienia wolności. Sąd zezwolił na publikację nazwisk oskarżonych. Wyrok nie jest prawomocny. "Dowody są mocne - na ma wątpliwości" Jest to już drugi wyrok w tej sprawie. W lipcu 2007 roku sąd wymierzył oskarżonym kary w takim samym wymiarze. Od wyroku odwołali się obrońcy, a Sąd Apelacyjny skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia. Przewodnicząca składu orzekającego Lena Romańska zasygnalizowała, że prokuratura nie kwestionowała pierwszego orzeczenia, co oznacza, że sąd w drugim procesie nie mógł wydać surowszych wyroków. Według Romańskiej dowody w tej sprawie są tak mocne, że nie ma żadnych wątpliwości, iż do zabójstwa doszło, chociaż nie znaleziono ciała. Mamla relacjonował zbrodnię - minimalizując swoją rolę - od 2005 roku. Piętek przedstawił raz krótką wersję wydarzeń, z której potem się wycofał się. Trzecim dowodem są zeznania wuja czwartego, nieżyjącego już, uczestnika zabójstwa. Te wersje, co do zasadniczych etapów przestępstwa, są spójne. Ponadto według znajomych Piętka, chwalił się on, że zabił Bartłomieja. W ocenie sądu była to okrutna zbrodnia, bez żadnego usprawiedliwienia. Oskarżeni pozbawili życia młodego chłopaka, który był spokojny, nikomu nie wadził, w niczym nie zawinił. Powodem napaści była słowna sprzeczka. Oskarżeni działali z niskich pobudek - najpierw okradli, a potem zabili chłopaka, by pozbyć się świadka. Romańska zwróciła uwagę na to, że oskarżeni zaatakowali chłopaka około północy, a pozbawili go życia nad ranem. Przy Bartku rozmawiali, co z nim zrobią. - Rozciągnięte w czasie zachowanie oskarżonych było obliczone również na udręczenie pokrzywdzonego. Stres i strach, którego ten młody mężczyzna doświadczał, z pewnością sięgały zenitu - powiedziała. Zaznaczyła, że oskarżeni po pewnym czasie przenieśli zwłoki i do tej pory miejsce ich ukrycia jest nieznane. Sąd uznał, że Piętek i Rembak są zdemoralizowani, o czym świadczy nie tylko to zabójstwo, ale także ich zachowanie w areszcie - należą do więziennej subkultury, na swoim koncie mają przewinienia dyscyplinarne. Sędzia dodała, że dzięki postawie Mamli sprawa znalazła swój finał w sądzie. Zabili bagnetem i kamieniem Prokuratura oskarżyła całą trójkę o to, że wraz z czwartym, nieżyjącym już mężczyzną - Łukaszem S., dokonali zabójstwa maturzysty ze szczególnym okrucieństwem przy użyciu bagnetu i kamienia. Wcześniej mordercy okradli swoją ofiarę - zabrali mu samochód, portfel, zegarek i telefon komórkowy. Krzysztof Mamla przyznał się do udziału w uprowadzeniu chłopaka oraz do tego, że pod presją uderzył go kamieniem i dźgnął bagnetem, ale - według niego - chłopak już wtedy nie żył. Z jego wyjaśnień wynika, że w całej sprawie prym wiódł nieżyjący już Łukasz S. Wszyscy oskarżeni wraz z Łukaszem S. pili tego dnia alkohol. Później Łukasz S. wdał się w kłótnie słowną z Bartłomiejem. Mężczyźni śledzili Bartka, gdy jechał samochodem zmusili go do zatrzymania auta i uprowadzili. Do zabójstwa doszło gdzieś w lesie. Po zabójstwie mężczyźni pojechali najpierw do Ostródy, potem do Gdańska i Sopotu. Po pewnym czasie wrócili do Skarżyska. Po kilku tygodniach Łukasz S. z innymi mężczyznami przenieśli zwłoki w miejsce, którego Mamla nie zna. Policja zatrzymała podejrzanych w 2005 roku. Według policjantów mężczyźni nie spodziewali się tego. Byli pewni, że "sprawy już nie ma". W ustaleniu przebiegu zdarzeń pomocny był operator sieci komórkowej oraz świadkowie, którzy zgłosili się na policję po emisji programu"997". Za serwisem Wp z dn. 09.12.2010 r. Skazani na dożywocie 09.12.2010. Na dożywocie, karę 25 i 5 lat pozbawienia wolności zostali skazani trzej młodzi ludzie oskarżeni o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem maturzysty z Suchedniowa. Sąd Okręgowy w Kielcach ogłosił wyrok wznowieniu procesu. Do zbrodni doszło w 2002 roku pomiędzy Radomiem a Warszawą. Zabójców 19-letniego Bartłomieja ujęto po trzech latach. Zwłok chłopca nadal nie odnaleziono. Sędzia Marcin Chałoński, rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach powiedział, że wszyscy oskarżeni uznani zostali za winnych, sąd zezwolił także na publikacje pełnych danych osobowych. Kara dla jednego z zabójców - Krzysztofa Mamli jest niższa dlatego, że w trakcie procesu współpracował z organami ścigania, ujawnił przebieg zdarzeń i starał się pomóc w odnalezieniu ciała poddając się hipnozie. Obrońcy wnosili o uniewinnienie oskarżonych. Ich wniosek został przez sąd odrzucony. Michał Michta Za serwisem Skarżysko24 z dn. 09.2010 r. Zapadł ponowny wyrok w sprawie zabójstwa maturzysty z Suchedniowa. Zobacz twarze skazanych za morderstwo /bek/ dodano: 9 grudnia 2010, 14:32 Sąd zezwolił na publikację wizerunku i nazwisk wszystkich oskarżonych. Dożywocie dla Marcina Piętka, 25 lat więzienia dla Norberta Rembaka i 5 lat więzienia dla Krzysztofa Mamli - na takie kary zostali skazani w czwartek mężczyźni oskarżeni o bestialskie zamordowanie maturzysty z Suchedniowa. To już drugi proces w tej sprawie. Pierwszy zakończył się w lipcu 2007 roku. Wtedy mężczyźni zostali skazani na takie same kary, jednak po apelacji proces toczył się od nowa. Na sali nie było trzeciego oskarżonego, który odpowiada z wolnej stopy. Mężczyzna zdecydował się na współpracę ze śledczymi i dlatego sąd nadzwyczajnie złagodził mu karę i skazał go na 5 lat więzienia. Na poczet tej kary zaliczył mu tymczasowy areszt i wyrok jaki otrzymał w pierwszym procesie, dlatego jest wolny. - Była to okrutna zbrodnia, która nie znajduje usprawiedliwienia. Oskarżeni pozbawili życia młodego człowieka, który prowadził spokojny tryb życia i nikomu nie wadził. Tylko z błahego powodu, jakim była scysja słowna, zdecydowali się na dokonanie rozboju i pozbawienie Bartka życia - argumentowała sędzia Lena Romańska, ogłaszając wyrok. Za "Echem Dnia" z dn. 09.12.2010 r. Znów dożywocie za zabójstwo maturzysty marc 2010-12-09, ostatnia aktualizacja 2010-12-09 15:23 Po raz kolejny sąd okręgowy wydał surowe wyroki na sprawców brutalnego morderstwa 19-letniego maturzysty z Suchedniowa. Marcina Piętka skazano na dożywocie, Norbert Rembak spędzi w więzieniu 25 lat, a Krzysztofa Mamla co prawda dostał pięć lat, ale właśnie skończył odsiadywać wyrok. - Oskarżeni działali bez żadnych zahamowań. To było jak egzekucja - uzasadniała Lena Romańska, przewodnicząca składu sędziowskiego. Wyrok nie jest prawomocny, a sąd zgodził się na publikację danych skazanych. Proces dotyczy zbrodni z 24 maja 2002 roku. Tego dnia 19-letni Bartek z Suchedniowa zdawał pisemną maturę. Po południu wziął samochód ojca i pojechał do Skarżyska. Miał wrócić szybko, bo chciał przygotowywać się do ustnej części egzaminu. Jednak do domu już nie dotarł. Początkowo rodzice myśleli, że rozbił samochód i bał się wrócić. Były też przypuszczenia, że miał wypadek i mógł stracić pamięć. Przez trzy lata żyli jeszcze nadzieją, że syn się odnajdzie. W 2005 roku nastąpił przełom - okazało się, że Bartek padł ofiarą brutalnego zabójstwa. Bandyci uprowadzili go, zabili bagnetem i kamieniami, okradli, a ciało zakopali gdzieś w lesie przy trasie Radom - Warszawa. Dwa lata później trzej oskarżeni o tę zbrodnię zostali skazani. 26-letni dziś Marcin Piętek dostał dożywocie, 24- letni Norbert Rembak 25 lat więzienia, a 27--letni Krzysztof Mamla. - pięć lat więzienia. Temu ostatniemu sąd złagodził karę na wniosek prokuratury, bo to dzięki niemu udało się rozwikłać sprawę. Krakowski sąd apelacyjny na wniosek obrońców nakazał jednak proces powtórzyć z powodu błędów w uzasadnieniu i sprawa wróciła do Kielc. W drugim procesie sąd przesłuchał nowego świadka, który miał pomóc w odnalezieniu ciała zamordowanego maturzysty. Mimo wielu nadal nie wiadomo, gdzie ukryli je sprawcy. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 09.12.2010 r. Dożywocie za zabójstwo maturzysty 2010-12-09 15:09 Na kary dożywocia, 25 i pięciu lat pozbawienia wolności skazał w czwartek Sąd Okręgowy w Kielcach trzech mężczyzn oskarżonych o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem maturzysty z Suchedniowa (Świętokrzyskie). 19-letni Bartłomiej zaginął 24 maja 2002 roku w trakcie egzaminów maturalnych. Po raz ostatni widziano go wieczorem w Skarżysku-Kamiennej. Do zabójstwa doszło nad ranem 25 maja w nieustalonym miejscu przy drodze krajowej między Radomiem a Warszawą. Podejrzanych ujęto trzy lata po zabójstwie. Do dziś nie znaleziono zwłok chłopaka. Marcina Piętka sąd skazał na dożywocie, a Norberta Rembaka, który w czasie popełnienia przestępstwa nie miał ukończonych 17 lat - na 25 lat pozbawienia wolności. Krzysztofa Mamlę - który ujawnił przebieg wydarzeń i starał się pomóc w odnalezieniu ciała, poddając się hipnozie - sąd skazał na pięć lat pozbawienia wolności. Za "WPROST" z dn. 09.12.2010 r. Skazani na dożywocie za zabójstwo maturzysty z Suchedniowa Artykuł dodany: 2010-12-09 14:50:29, ostatnia aktualizacja: 2010-12-09 19:57:51 Na dożywocie, karę 25 i 5 lat pozbawienia wolności zostali skazani trzej młodzi ludzie oskarżeni o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem maturzysty z Suchedniowa. Sąd Okręgowy w Kielcach ogłosił wyrok wznowieniu procesu. Do zbrodni doszło w 2002 roku pomiędzy Radomiem a Warszawą. Zabójców 19-letniego Bartłomieja ujęto po trzech latach. Zwłok chłopca nadal nie odnaleziono. Sędzia Marcin Chałoński, rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach powiedział, że wszyscy oskarżeni uznani zostali za winnych, sąd zezwolił także na publikacje pełnych danych osobowych. Kara dla jednego z zabójców - Krzysztofa Mamli jest niższa dlatego, że w trakcie procesu współpracował z organami ścigania, ujawnił przebieg zdarzeń i starał się pomóc w odnalezieniu ciała poddając się hipnozie. Obrońcy wnosili o uniewinnienie oskarżonych. Ich wniosek został przez sąd odrzucony. Michał Michta Za serwisem Radia Kielce z dn. 09.12.2010 r. Mordercy maturzysty usłyszeli wyroki IAR Katarzyna Karaś 09.12.2010 Na dożywocie, karę 25 i 5 lat pozbawienia wolności zostali skazani trzej młodzi ludzie oskarżeni o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem maturzysty z Suchedniowa. - Wszyscy oskarżeni uznani zostali za winnych - mówi sędzia Marcin Chałoński, rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach. Marcin Piętek został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności, Norbert Rębak na 25 lat pozbawienia wolności. Kara dla Krzysztofa Mamli - pięć lat pozbawienia wolności - jest niższa dlatego, że w trakcie procesu współpracował z organami ścigania. Ujawnił przebieg zdarzeń i starał się pomóc w odnalezieniu ciała poddając się hipnozie. Obrońcy wnosili o uniewinnienie oskarżonych. Ich wniosek został przez sąd odrzucony. Do zbrodni doszło w 2002 roku pomiędzy Radomiem a Warszawą. Zabójców 19-letniego Bartłomieja ujęto po trzech latach. Zwłok chłopca nadal nie odnaleziono. kk Za serwisem Polskiego Radia z dn. 09.12.2010 r. Dożywocie, 25 i 5 lat za zabójstwo maturzysty Czwartek, 9 grudnia (14:05) Na kary dożywocia, 25 lat oraz pięciu lat więzienia skazał w czwartek Sąd Okręgowy w Kielcach trzech mężczyzn oskarżonych o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem maturzysty z Suchedniowa. Powodem zbrodni była scysja słowna. Do zabójstwa 19-letniego Bartłomieja doszło w maju 2002 roku. W trakcie trwających właśnie egzaminów maturalnych chłopak zaginął. Okazało się, że trzech mężczyzn zaatakowało go w Skarżysku-Kamiennej, gdy wieczorem jechał samochodem; porwali 19-latka i obrabowali. Zabili go dzień później nad ranem w nieustalonym miejscu. Do dziś nie odnaleziono zwłok chłopaka. Marcina Piętka sąd skazał na dożywocie, a Norberta Rembaka, który w czasie popełnienia zabójstwa nie miał ukończonych 17 lat - na 25 lat pozbawienia wolności. Krzysztofa Mamlę, który poszedł na współpracę z organami ścigania, ujawnił przebieg wydarzeń i starał się pomóc w odnalezieniu ciała, poddając się hipnozie, sąd skazał na pięć lat więzienia. Mężczyzna odbył już karę w całości. Sąd zezwolił na publikację nazwisk oskarżonych. Wyrok nie jest prawomocny. Jest to już drugi wyrok w tej sprawie. W lipcu 2007 roku sąd wymierzył oskarżonym kary w takim samym wymiarze. Od wyroku odwołali się obrońcy, a Sąd Apelacyjny skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia. Przewodnicząca składu orzekającego Lena Romańska zasygnalizowała, że prokuratura nie kwestionowała pierwszego orzeczenia, co oznacza, że sąd w drugim procesie nie mógł wydać surowszych wyroków. Według Romańskiej dowody w tej sprawie są tak mocne, że nie ma żadnych wątpliwości, iż do zabójstwa doszło, chociaż nie znaleziono ciała. Mamla relacjonował zbrodnię - minimalizując swoją rolę - od 2005 roku. Piętek przedstawił raz krótką wersję wydarzeń, z której potem się wycofał. Trzecim dowodem są zeznania wuja czwartego, nieżyjącego już, uczestnika zabójstwa. Te wersje, co do zasadniczych etapów przestępstwa, są spójne. Ponadto według znajomych Piętka, chwalił się on, że zabił Bartłomieja. W ocenie sądu była to okrutna zbrodnia, bez żadnego usprawiedliwienia. Oskarżeni pozbawili życia młodego chłopaka, który był spokojny, nikomu nie wadził, w niczym nie zawinił. Powód był błahy - scysja słowna. Oskarżeni działali z niskich pobudek - w celu uzyskania korzyści majątkowej najpierw dokonali rozboju, a potem zabili chłopaka, by pozbyć się świadka. Romańska zwróciła uwagę na to, że oskarżeni zaatakowali chłopaka około północy, a pozbawili go życia nad ranem. Przy Bartku rozmawiali, co z nim zrobią. - Rozciągnięte w czasie zachowanie oskarżonych było obliczone również na udręczenie pokrzywdzonego. Stres i strach, którego ten młody mężczyzna doświadczał, z pewnością sięgały zenitu - powiedziała. Zaznaczyła, że oskarżeni po pewnym czasie przenieśli zwłoki i do tej pory miejsce ich ukrycia jest nieznane, a rodzice chłopaka nie mogą z tego powodu zaznać spokoju. Sąd uznał, że Piętek i Rembak są zdemoralizowani, o czym świadczy nie tylko to zabójstwo, ale także ich zachowanie w areszcie - należą do więziennej subkultury, na swoim koncie mają przewinienia dyscyplinarne. Sędzia dodała, że dzięki postawie Mamli sprawa znalazła swój finał w sądzie. Prokuratura oskarżyła całą trójkę o to, że wraz z czwartym, nieżyjącym już mężczyzną - Łukaszem S., dokonali zabójstwa maturzysty ze szczególnym okrucieństwem przy użyciu bagnetu i kamienia. Do zabójstwa doszło w nieustalonym miejscu przy trasie krajowej nr 7 między Radomiem a Warszawą. Wcześniej mężczyźni dokonali na chłopaku rozboju - zabrali mu samochód oraz portfel, zegarek i telefon komórkowy. Krzysztof Mamla przyznał się do udziału w uprowadzeniu chłopaka oraz do tego, że pod presją uderzył go kamieniem i dźgnął bagnetem, ale - według niego - chłopak już wtedy nie żył. Z jego wyjaśnień wynika, że w całej sprawie prym wiódł nieżyjący już Łukasz S. Wszyscy oskarżeni wraz z Łukaszem S. pili tego dnia alkohol. Później Łukasz S. wdał się w utarczkę słowną z Bartłomiejem. Gdy chłopak po pewnym czasie jechał samochodem, zmusili go do zatrzymania auta i uprowadzili maturzystę. Gdzieś w lesie doszło do zabójstwa. Po zabójstwie mężczyźni pojechali najpierw do Ostródy, potem do Gdańska i Sopotu. Po pewnym czasie wrócili do Skarżyska. Po kilku tygodniach Łukasz S. z innymi mężczyznami przenieśli zwłoki w miejsce, którego Mamla nie zna. Policja zatrzymała podejrzanych w 2005 roku. Według policjantów mężczyźni nie spodziewali się tego. Byli pewni, że "sprawy już nie ma". W ustaleniu przebiegu zdarzeń pomocny był operator sieci komórkowej oraz świadkowie, którzy zgłosili się po emisji programu telewizyjnego "997". Za serwisem INTERII z dn. 09.12.2010 r. Ciąg dalszy sprawy zabójstwa maturzysty z Suchedniowa. Prokurator żąda surowych kar Beata KWIECZKO dodano: 2 grudnia 2010, 19:15 Dożywocia, 25 lat oraz 5 lat więzienia domagał się w czwartek prokurator dla trójki oskarżonych w procesie o zabójstwo maturzysty z Suchedniowa 19-letni Bartek zniknął pod koniec maja 2002 roku. Wyjechał z domu hondą civic i już nie wrócił. Był wtedy w trakcie zdawania matury. Dopiero trzy lata później policja ustaliła, że został zamordowany przez trzech młodych mężczyzn ze Skarżyska. Według śledczych miał zostać wywieziony w lasy w okolicach Grójca i brutalnie zamordowany ciosami kamieniem i bagnetem. Jego ciała nie znaleziono do dziś. W 2007 roku zapadł pierwszy wyrok w tej sprawie: jednego z oskarżonych skazano na dożywocie, drugiego na 25 lat więzienia. Wobec trzeciego sąd zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary i skazał go na 5 lat więzienia. Mężczyzna zdecydował się na współpracę z organami ścigania i opowiedział o szczegółach zbrodni. Sąd Apelacyjny uchylił ten wyrok i sprawa od nowa toczy się przed Sądem Okręgowym w Kielcach. W czwartek sąd przesłuchał biegłych psychiatrów, którzy badali jednego z oskarżonych. Chodziło o weryfikację opinii wydanej przez innych lekarzy, którzy stwierdzili, że oskarżony miał w nieznacznym stopniu ograniczoną zdolność do kierowania swoim postępowaniem. Zdaniem biegłych, którzy zeznawali w czwartek oskarżony jest w pełni poczytalny. "WSZYSCY SĄ WINNI" Po przesłuchaniu biegłych sąd wysłuchał mów końcowych prokuratora i obrońców. Zdaniem prokuratora pierwszy wyrok był sprawiedliwy, dlatego zażądał dla oskarżonych takich samych kar: dożywocia dla jednego, 25 lat więzienia dla drugiego i pięciu lat więzienia dla trzeciego, który podjął współpracę z organami ścigania. - Wnoszę o to, żeby sąd uznał oskarżonych za winnych zabójstwa Bartka, bo w moim przekonaniu wszystkie dowody świadczą o tym, że dopuścili się tego przestępstwa - mówił prokurator. - Jest to drugi proces w sprawie tych samych mężczyzn. Z jednej strony dobrze się stało, bo mogliśmy przesłuchać dodatkowych świadków, z drugiej źle, bo rodzina Bartka musiała ponownie wysłuchiwać, jak wyglądała jego śmierć. Ciała nie udało się znaleźć, ale wszystko wskazuje na to, że czyn został popełniony. Jeden ze świadków mówił, że wszyscy oskarżeni byli na miejscu kaźni. To przemawia za tym, żeby wszyscy odpowiedzieli za zbrodnię zabójstwa. Wiedzieli, co się stanie, akceptowali swoje działania i zadawali kolejne ciosy - argumentował oskarżyciel. "TAKIE SĄ DOWODY" Prokurator podkreślał, że zeznania świadka, który opisał przebieg tragicznego zdarzenia są wiarygodne. - Moim zdaniem świadek mówi prawdę. Odpowiada on za inne przestępstwa w innej sprawie, ale według mnie jest nieprawdopodobne, żeby ryzykował mówieniem nieprawdy. Zależy mu na tym, żeby nie skłamać, bo podjął współpracę z policją. Wyjaśnienia oskarżonego też zasługują na wiarę, bo szczegółowo opowiedział, jak i dlaczego zatrzymali Bartka, po co i gdzie jechali i że go chcieli zabić. Kolejnym dowodem jest to, że oskarżeni przechwalali się innym, co zrobili. To wszystko przemawia za tym, że powinni odpowiedzieć za zbrodnię, którą popełnili - tłumaczył. "JUŻ ODCIERPIAŁ" Zdaniem obrońcy oskarżonego, który zdecydował się na współpracę ponowny wyrok nie może być wydany na jego niekorzyść. - Mój klient już odcierpiał, odbył karę jak najsłuszniej, podjął pracę, studiuje, przez pięć lat nie dał się zepchnąć na złą drogę i jest szansa, że już na nią nie wróci. Nie można pogorszyć jego sytuacji po ustaleniu nowego stanu faktycznego, jeżeli nie było zażalenia prokuratury. Oskarżony wielokrotnie na sali i czasie śledztwa przyznał się do winy, wszystko opowiedział i przeprosił za to, co się stało. Dlatego proszę, aby kara dla niego nie była wyższa, niż zażądał prokurator - mówił obrońca. "NIE JEST ZDEMORALIZOWANY" Obrońca drugiego oskarżonego żądała jego uniewinnienia. - Oskarżony nie przyznał się do winy, był konsekwentny, ale nie ma przesłanek, które podważałyby jego wiarygodność. Okoliczności wydarzenia nie zostały ustalone, a jedynym dowodem są wyjaśnienia innego oskarżonego, a w nich jest kilka nieścisłości - argumentowała pani mecenas. - Nie wiadomo też skąd po ośmiu latach wziął się jeden ze świadków, który przecież i tak nie widział zdarzenia. Brakuje też ważnych dowodów. Nie ma ciała, narzędzi zbrodni ani śladów. Skąd przypuszczenia, że oskarżony miał zamiar zabić? - pytała i podkreśliła: - Tylko osoba wysoce zdemoralizowana mogła dopuścić się takiej zbrodni, a oskarżony aż tak zdemoralizowany nie jest, dlatego proszę o jego uniewinnienie. "NIE MA CIAŁA" Uniewinnienia domagali się też dwaj obrońcy trzeciego mężczyzny. - Uważam, że brakuje ewidentnych dowodów na to, że doszło do zabójstwa, dlatego oskarżony powinien zostać uniewinniony. Musi być definitywnie stwierdzony fakt, że ktoś nie żyje, a tu tego nie ma. Brak jest zwłok, narzędzi, oględzin miejsca, jakichkolwiek śladów. Zeznania świadka też nie są wiarygodne. Sprawa toczy się już osiem lat. W tym czasie można było o wszystkim przeczytać w prasie i dowiedzieć się z telewizji. Świadek mógł się dowiedzieć wszystkiego właśnie z mediów. Uważam, że w tej sprawie nie ma dowodów poza pomówieniami, które obciążają mojego klienta. Żeby kogoś skazać na dożywocie, trzeba dysponować niezbitym dowodem śmierci, a tu go nie ma, bo nie ma ciała - argumentował obrońca. Sąd wyda w tej sprawie wyrok w przyszłym tygodniu. Za "Echem Dnia" z dn. 02.12.2010 r. W procesie o zabójstwo maturzysty sprzed lat prokurator i obrońca złożyli nowe wnioski /minos/ dodano: 30 września 2010, 11:15 Dobiega końca ponowny proces tyczący zabójstwa maturzysty z Suchedniowa, który zginął w 2002 roku. We wtorek strony złożyły dodatkowe wnioski. Końcowe mowy najprawdopodobniej już podczas następnej rozprawy. 19-letni Bartek z Suchedniowa zginął wiosną 2002 roku. Według śledczych miał zostać wywieziony w lasy w okolicach Warszawy i brutalnie zamordowany ciosami kamieniem i bagnetem. Kilka lat później za śmierć chłopaka, którego ciała nigdy nie odnaleziono, skazani zostali trzej mężczyźni. Sąd Apelacyjny uchylił wyrok i sprawa od nowa toczy się przed Sądem Okręgowym w Kielcach. Nowym świadkiem był mężczyzna zatrzymany wraz z kilkunastoma innymi podejrzewanymi o udział w grupie przestępczej. Jest on podejrzany o to, że pomagał ukryć zwłoki Bartka. Po jego zeznaniach ponownie podjęto próbę odnalezienia szczątków nastolatka, bezskutecznie. - Biorąc pod uwagę to, że nie potrafił wskazać miejsca ukrycia ciała, jego zeznania będą podważane przez obrońców - mówił wczoraj prokurator, uzasadniając swój wniosek, by przesłuchać jeszcze dwóch świadków - mężczyzn podejrzewanych o to, że wozili podejrzanego w okolice Warszawy. Szybko okazało się, że jeden z mecenasów zna sytuację mężczyzn, o których była mowa. Według adwokata jeden z nich przebywa w areszcie, zaś drugi od dłuższego czasu ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości. Wniosek złożyła również mecenas jednego z oskarżonych: - W innej sprawie toczącej się przed tutejszym sądem, w której mój klient jest oskarżony, z opinii biegłego psychiatry wynika, że w terminie, którego dotyczy niniejszy proces, mój klient miał ograniczoną zdolność do pokierowania swym postępowaniem - mówiła. Sąd zdecydował się zapoznać z wspomnianą opinią i wysłuchać jednego ze świadków wskazanych przez prokuratora. Za "Echem Dnia" z dn. 30.09.2010 r. Zabójstwo maturzysty z Suchedniowa. Świadek zeznawał za zamkniętymi drzwiami /mow/ dodano: 9 marca 2010, 13:45 Za zamkniętymi drzwiami kielecki Sąd Okręgowy kontynuował we wtorek przesłuchanie nowego świadka w procesie dotyczącym zabójstwa maturzysty z Suchedniowa. Przypomnijmy. 19-letni Bartek zaginął wiosną 2002 roku. Według śledczych został wywieziony w lasy w okolicach Grójca i tam brutalnie zamordowany ciosami kamieniem i bagnetem. Choć ciała chłopaka nigdy nie znaleziono, to kilka lat później za jego śmierć skazani zostali trzej młodzi mieszkańcy Skarżyska. Ale Sąd Apelacyjny uchylił ten wyrok i sprawa od nowa toczy się przed Sądem Okręgowym w Kielcach. W poniedziałek - już trzecią rozprawę z rzędu - sąd przesłuchiwał nowego świadka, który niedawno pojawił się w tej sprawie. To mężczyzna zatrzymany jesienią ubiegłego roku, wraz z kilkunastoma innymi podejrzewanymi o udział w grupie przestępczej. Prokuratura podejrzewa, że pomagał też ukryć zwłoki Bartka. Na czas jego zeznań sad wyłączył jawność rozpraw. Za "Echem Dnia" z dn. 09.03.2010 r. Będzie przełom w sprawie o zabójstwo maturzysty z Suchedniowa? /mow/ dodano: 2 grudnia 2009, 15:45 Czy uda się odnaleźć ciało Bartka, maturzysty z Suchedniowa zaginionego w 2002 roku? Być może nowe światło na sprawę rzucą zeznania mężczyzny, podejrzanego o pomoc w ukrywaniu zwłok chłopaka. Przypomnijmy. Pochodzący z Suchedniowa Bartek zniknął pod koniec maja 2002 roku. Był wtedy w trakcie zdawania matury. Dopiero trzy lata później policja ustaliła, co się z nim stało. Trzech młodych mężczyzn oskarżono o udział w bestialskim zamordowaniu chłopaka. Powodem miała być błaha kłótnia. Prokuratura ustaliła, że gdzieś w okolicach Warszawy Bartek został zakatowany. Ale ciała nie znaleziono do dziś. W 2007 roku zapadł pierwszy wyrok w tej sprawie: jednego z oskarżonych skazano na dożywocie, drugiego na 25 lat więzienia. Wobec trzeciego z oskarżonych, który zdecydował się na współpracę z organami ścigania i opowiedział o szczegółach zbrodni, sąd zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary i skazał go na 5 lat więzienia. Ale Sąd Apelacyjny uchylił wyrok w całości i dlatego proces toczy się od nowa. Lata mijają, a rodzice Bartka wciąż nie mogą zapalić świeczki na grobie syna. ISKIERKA NADZIEI Jednak niedawno pojawiła się iskierka nadziei na doprowadzenie do końca tej mrocznej historii. Policja zatrzymała kilkanaście osób podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej lub związek z nią. Zatrzymani, według śledczych, byli zamieszani w głośne, a często do tej pory nie wyjaśnione przestępstwa sprzed lat. Na tej liście jest też sprawa zniknięcia Bartka. Jednej z osób zarzucono mianowicie, że pomagała ukryć zwłoki maturzysty. Ten właśnie człowiek ma zostać przesłuchany na kolejnej rozprawie trójki mężczyzn, oskarżonych o to zabójstwo. Co powie? Czy jego zeznanie pomoże odnaleźć ciało Bartka? - W prokuraturze złożył wyjaśnienia, które mogą mieć dla tej sprawy istotne znaczenie - mówił przed kieleckim Sądem Okręgowym prokurator Dariusz Dryjas. Ten sam człowiek w sprawie zabójstwa Bartka był już kiedyś przesłuchiwany jako świadek. Wtedy nie powiedział nic ważnego. Być może teraz, gdy sam ma na karku prokuraturę, będzie inaczej. Policjanci wciąż szukają zwłok maturzysty. Na razie bez skutku. Za "Echem Dnia" z 02.12.2009 r. Dramat zamordowanego maturzysty marc 2009-05-19, ostatnia aktualizacja 2009-05-19 18:52 Sensacji nie było. Dwa lata od pierwszego wyroku Marcin P. - oskarżony o zabójstwo maturzysty z Suchedniowa - nie przyznaje do winy. Choć na procesie momentów pełnych napięcia nie brakowało. Rzadko się zdarza, żeby na sali rozpraw była tak niezwykła atmosfera skupienia. Chociaż to powtórka procesu, wszyscy jego uczestnicy wsłuchiwali się uważnie w kolejno odczytywane zeznania Marcina P. To jeden z trzech mężczyzn skazanych za zabójstwo Bartłomieja M., maturzysty z Suchedniowa, który 24 maja 2002 roku wieczorem pojechał zatankować samochód i już nie wrócił. Jego ciała do dziś nie odnaleziono. Sprawa toczy się ponownie, bo tak nakazał Sąd Apelacyjny w Krakowie, który uznał, że należy wyjaśnić, czy Marcin P. i Norbert R. nie powinni odpowiadać za tzw. zabójstwo nieudolne, czyli czy nie zadawali ciosów Bartkowi, gdy ten już nie żył. Za pierwszym razem Norbert R. został skazany na 25 lat więzienia, a Marcin P. na dożywocie. Trzeci z uczestników, Krzysztof M., który poszedł na współpracę, dostał pięć lat więzienia. Poddał się nawet hipnozie, żeby pomóc w odnalezieniu ciała. Zeznania P. są szczególnie ważne, bo je zmieniał podczas śledztwa. Wczoraj sąd je odczytywał. Najpierw te sprzed trzech lat, gdy zaprzeczał udziałowi w zabójstwie, a potem przyznał się, że w nim uczestniczył. - Zdecydowałem się pójść na współpracę, przemyślałem to sobie, dalsze zaprzeczanie nie ma sensu - zeznawał wtedy prokuraturze P. Opisał, jak Bartka zatrzymali i uwięzili w samochodzie. Ofiara mówiła wtedy, że jego ojciec może zapłacić 100 tys. okupu. Ale napastnicy pojechali drogą krajową nr 7 w stronę Warszawy i skręcili do lasu. "To było przed wiatrakiem z napisem reklamowym Mentos. Tam był biały domek z czarnym od starości płotkiem i strumyk. Łukasz S. [śmiertelnie zatruł się tlenkiem węgla - przyp. red.] wziął duży kamień i uderzył go w głowę. Potem dźgał go nożem i kazał nam też to robić. Robiliśmy to" - odczytywał zeznania oskarżonego sędzia. Później Marcin P. z tych zeznań się wycofał, twierdząc, że nie były dobrowolne. Wczoraj również bez wahania się ich wyparł. Nie odpowiadał też na żadne pytania i tylko potwierdzał te wcześniejsze wypowiedzi, w których zaprzeczał swojemu udziałowi w zabójstwie. Napięcia nie wytrzymał wczoraj ojciec Bartka, który wczoraj po raz kolejny przed sądem opisywał, jak jego syn zaginął, jak go szukali. - Dlaczego ja mam być przesłuchiwany, a takie bandziory mają prawo do odmowy składania zeznań? - wybuchnął. Następna sprawa odbędzie się 26 maja. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 19.05.2009 r. Dramat zamordowanego maturzysty od nowa Agnieszka Drabikowska 2009-05-13, ostatnia aktualizacja 2009-05-12 20:10 Rodzice zamordowanego maturzysty z Suchedniowa po raz kolejny przeżywali we wtorek dramat tragicznych wydarzeń sprzed lat, kiedy zaginął ich 19-letni syn. Decyzją sądu apelacyjnego proces w tej sprawie zaczął się od nowa. Sprawa jest niezwykle bulwersująca i niecodzienna, bo do dziś nie udało się znaleźć ciała zamordowanego chłopaka. Nie pomógł nawet wyjątkowy eksperyment, który zastosowano podczas poprzedniego procesu - jednego z oskarżonych, Krzysztofa M., poddano wówczas hipnozie, żeby przypomniał sobie gdzie dokonano morderstwa. Ale do dziś wiadomo tylko tyle, że Bartek zginął gdzieś przy trasie krajowej nr 7 między Radomiem i Warszawą. Tego tragicznego dnia, 24 maja 2002 roku, zdawał pisemną maturę. Po południu wziął samochód ojca i pojechał do Skarżyska. Miał wrócić szybko, bo chciał przygotowywać się do ustnej części egzaminu. Do domu już nie dotarł. Początkowo rodzice myśleli, że rozbił samochód i boi się wrócić. Były też przypuszczenia, że miał wypadek i mógł stracić pamięć. Do poszukiwań syna rodzice wynajęli też detektywa Krzysztofa Rutkowskiego, ale nic to nie dało. Przez trzy lata żyli jeszcze nadzieją, że syn się odnajdzie. W 2005 roku nastąpił przełom - okazało się, że Bartek padł ofiarą brutalnego zabójstwa. Dwa lat później trzej oskarżeni o tą zbrodnię zostali skazani - 26-letni dziś Marcin P. dostał dożywocie, 24-letni Norbert R. - 25 lat więzienia, a 27-letni Krzysztof P.- 5 lat więzienia. Temu ostatniemu sąd złagodził karę, bo to dzięki niemu udało się rozwikłać sprawę. - Jego wyjaśnienia były podstawą aktu oskarżenia, to on opowiedział co się stało z Bartłomiejem M. i kto brał udział w jego skrzywdzeniu - mówił we wtorek prokurator Dariusz Dryjas, odczytując po raz drugi w kieleckim sądzie okręgowym akt oskarżenia w tej sprawie. Proces nakazał powtórzyć Sąd Apelacyjny w Krakowie. Uznał, że należy wyjaśnić, czy oskarżeni Norbert R. i Krzysztof P. nie powinny odpowiedzieć za tzw. zabójstwo nieudolne, czyli, czy nie zadawali ciosów Bartkowi, gdy ten już nie żył. Rodzice maturzysty musieli we wtorek po raz drugi wysłuchać bolesnych dla nich zeznań Krzysztofa M. ze śledztwa. Wiele razy opowiadał on jak katowany był ich syn. Sprawcy zadawali mu rany m.in. bagnetem i rzucali w niego kamieniami. Dlaczego? Poszło o nic. Jeszcze w Skarżysku jeden ze sprawców, który zmarł kilka lat temu i nie został oskarżony, usiadł na samochodzie Bartka. Chłopak zwrócił mu uwagę i to upomnienie stało się przyczyną zbrodni. Gdy Bartek wracał, sprawcy zagrodzili mu drogę. Wsiedli do samochodu i wypchnęli go na tylne siedzenie. Pojechali w kierunku Warszawy, a w drodze postanowili go okraść i zabić. Krzysztof M. we wtorek, tak jak wcześniej, przyznał się do winy. - Żałuję, że ich nie powstrzymałem - mówił w śledztwie. Przez kilka lat milczał, bo jak twierdził bał się o swoje życie. Sprawca, który już nie żyje, groził mu, że jeśli komukolwiek opowie o zbrodni, skończy, tak jak Bartek. W sądzie siedział we wtorek ze spuszczoną głową. Dwaj pozostali oskarżeni, ubrani w czerwone kombinezony więzienne dla szczególnie niebezpiecznych przestępców, byli w dobrych humorach, pili coca-colę, uśmiechnięci zagadywali coś do siebie. Norbert R. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. - Nie mam co wyjaśniać, bo nie uczestniczyłem w tym zdarzeniu - podkreślił. Za tydzień sąd będzie przesłuchiwał trzeciego oskarżonego, Marcina P. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 13.05.2009 r. Wraca sprawa bulwersującego zabójstwa maturzysty Marcin Sztandera 2009-04-05, ostatnia aktualizacja 2009-04-05 19:52 Siedem lat po zabójstwie maturzysty z Suchedniowa sprawa mężczyzn skazanych za tę zbrodnię wraca do kieleckiego sądu. We wtorek początek procesu. To wynik apelacji skazanych mężczyzn i wyroku sądu drugiej instancji w Krakowie. - Sąd uchylił cały wyrok i zalecił rozpoczęcie postępowania od początku - informuje adwokat jednego ze skazanych. Przyznaje, że i on, i jego klient są zadowoleni z wyroku. - Nie było jednoznacznych dowodów, a uważam, że trzeba brać pod uwagę domniemanie niewinności - dodał obrońca. Samo uzasadnienie sądu apelacyjnego jest bardzo obszerne, ma ok. 50 stron. Chodzi o wydarzenia z 24 maja 2002 roku. Tego dnia 19-letni Bartłomiej M. zdawał pisemną maturę. Po południu wziął samochód ojca i pojechał do Skarżyska. Miał szybko wrócić do domu. Ale nie wrócił - chłopak zaginął. Dopiero rok później okazało się, że został brutalnie zamordowany. O zabójstwo oskarżono Krzysztofa M., Marcina P. i Norberta R. Czwarty - Łukasz S. - zmarł w 2003 roku, zatruł się tlenkiem węgla. Ciała Bartka do dziś nie odnaleziono. W 2007 roku kielecki sąd okręgowy skazał całą trójkę za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Padły wówczas najwyższe z możliwych wyroków, a sąd zdecydował, że można ujawnić nazwiska i wizerunek Marcina P. i Norberta R. - pierwszy dostał dożywocie z możliwością warunkowego wyjścia na wolność po 40 latach, zaś drugi karę 25 lat więzienia z możliwością warunkowego wyjścia na wolność po 20 latach. W uzasadnieniu podkreślano, że Marcin P. nie zdradził, gdzie jest ciało zabitego. - Rozumiem linię obrony, ale to tylko pogłębia ból rodziny. Nieludzki upór i milczenie jest obciążające w tej sytuacji - stwierdził sędzia. Najmniejszą karę, pięć lat więzienia, otrzymał Krzysztof M. - Skorzystano z nadzwyczajnego złagodzenia kary. To uzasadnione, bo tylko dzięki zeznaniom Krzysztofa M. udało się wyjaśnić tę sprawę - podkreślał sędzia. Krzysztof M. jako jedyny przyznał się do winy - opowiedział o napadzie na maturzystę i zabiciu go oraz poddał się hipnozie. Zdecydował się na to pomimo ostrzeżeń, że podczas hipnozy mogą wyjść na jaw fakty jeszcze bardziej go obciążające. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 05.04.2009 r. Dożywocie za zabójstwo maturzysty Marcin Sztandera 2007-07-21, ostatnia aktualizacja 2007-07-21 00:00 Surowy wyrok na sprawców brutalnego morderstwa 19-letniego maturzysty z Suchedniowa. Marcin Piętek będzie mógł wyjść z więzienia najwcześniej za 40 lat, a Norbert Rembak za 20 lat. - Dożywocie to wyjątkowa kara. Ale taki długi okres, po którym skazany może wyjść na wolność, stosuje się w szczególnych przypadkach - mówi sędzia Artur Adamiec, rzecznik kieleckiego Sądu Okręgowego, o wydanym w piątek wyroku. To finał wydarzeń z 24 maja 2002 roku. 19-letni Bartłomiej M. tego dnia zdawał pisemną maturę, a po południu wziął samochód ojca i pojechał do Skarżyska. Miał wrócić szybko, ale nie wrócił. Dopiero w 2005 roku okazało się, że Bartek został brutalnie zamordowany. Trzej sprawcy tej zbrodni: Krzysztof M., Marcin Piętek i Norbert Rembak stanęli przed sądem, czwarty - Łukasz S. - zmarł w 2003 roku - zatruł się tlenkiem węgla. - Poszło o nic. Łukasz S. usiadł na samochodzie pokrzywdzonego, ten zwrócił mu uwagę, posprzeczali się i od tego się zaczęło - mówił sędzia Marcin Chałoński, przewodniczący składu sędziowskiego. Ciała Bartka do dziś nie odnaleziono. W piątek Sąd Okręgowy skazał całą trójkę za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Najwyższy wyrok, dożywocie, otrzymał Marcin Piętek. Karę dodatkowo zaostrzono. Sąd uznał, że dopiero po 40 latach może on warunkowo wyjść na wolność. - Piętek zasłużył na najwyższą dopuszczalną karę. Chodzi o jego maksymalne odizolowanie od społeczeństwa. Jego wyjście na wolność może prowadzić do kolejnego przestępstwa. Ale z takim zastrzeżeniem jest szansa, że gdy wyjdzie na wolność w wieku 64 lat, nie będzie już zagrożeniem - tłumaczył sędzia Chałoński, uzasadniając wyrok. Podkreślił, że Piętek nie zdradził, gdzie jest ciało zabitego. - Nie powiedział, gdzie je ukrył po przeniesieniu. Ja rozumiem linię obrony, ale to tylko pogłębia ból rodziny. Nieludzki upór i milczenie jest obciążające w tej sytuacji - stwierdził Chałoński. Skazany nawet nie poczekał, aż sędzia skończy odczytywać uzasadnienie wyroku, gdy tylko usłyszał o dożywociu, usiadł. Mniejszy wyrok, 25 lat więzienia, dostał Norbert Rembak. - On też zasłużył na najwyższą karę. Ale był niepełnoletni w chwili popełniania przestępstwa - tłumaczy sędzia. Sąd zdecydował, że Rembak nie może wyjść na wolność wcześniej niż po 20 latach. Rembak też nie wyglądał na przejętego, ale nie usiadł w trakcie wyroku. Wychodząc, powiedział dziennikarzom, że zarzuty pod jego adresem to pomówienia. Najmniejszą karę, bo tylko pięć lat więzienia, otrzymał Krzysztof M. W jego przypadku sąd zastrzegł również, żeby nie publikować jego danych osobowych i wizerunku. - Skorzystano z nadzwyczajnego złagodzenia kary. Sąd nie musiał skorzystać z tego prawa, ale chciał. To uzasadnione, bo należy premiować takie zachowania. Tylko dzięki zeznaniom Krzysztofa M. udało się wyjaśnić tę sprawę - podkreśla Chałoński. Krzysztof M. jako jedyny przyznał się do winy. Opowiedział o napadzie na maturzystę i jego zabiciu. Starał się pomóc w odnalezieniu ciała. Z tego powodu poddał się hipnozie. - Zdecydował się na to pomimo ostrzeżeń, że podczas hipnozy mogą wyjść na jaw fakty jeszcze bardziej go obciążające - mówi Chałoński. Krzysztof M. nie wyglądał jednak na zadowolonego. Tak jak przez cały proces, wczoraj również stał ze spuszczoną głową. - W tej sprawie nie można mówić o sukcesie. To wielka tragedia - mówi adwokat, który bronił Krzysztofa M. Na poczet kary sąd zaliczył całej trójce oskarżonych okres, jaki spędzili w areszcie. Oznacza to, że Krzysztof M. może wyjść na wolność już za trzy lata. Wyrok nie jest prawomocny. Za "Gazetą Wyborczą" z dn.21.07.2007 r. Dożywocie i 25 lat za bestialskie zabójstwo maturzysty PAP | aktualizacja 2007-07-20 (14:03) Na karę dożywocia skazał Sąd Okręgowy w Kielcach Marcina Piętka, a na 25 lat pozbawienia wolności Norberta Rembaka, oskarżonych o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem maturzysty z Suchedniowa. Krzysztofowi M., który poszedł na współpracę z organami ścigania, wymierzył karę pięciu lat więzienia. 19-letni Bartłomiej zaginął 24 maja 2002 roku w trakcie egzaminów maturalnych. Po raz ostatni widziano go po południu w Skarżysku-Kamiennej. Podejrzanych ujęto trzy lata po zabójstwie. Do dziś nie znaleziono zwłok chłopaka. Sąd zwrócił uwagę na bestialstwo i potworność czynu oskarżonych, którzy z błahego powodu zabili chłopaka za pomocą kamieni i bagnetu. W przypadku Piętka sędzia podkreślił jego "nieludzki upór", przez który do tej pory nie odnaleziono zwłok chłopca, a rodzina nie może go pochować; oskarżony wraz z czwartym, nieżyjącym już sprawcą, przeniósł ciało i ukrył je w innym miejscu. Milczenie w tej sprawie jest okolicznością obciążającą. Sąd zaostrzył karę dożywocia w ten sposób, że oskarżony dopiero po upływie 40 lat od uprawomocnienia się wyroku będzie mógł ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Wobec Rembaka sąd nie mógł zastosować dożywocia, gdyż oskarżony dokonał zabójstwa będąc nieletnim. Będzie on mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 20 latach. Sędzia Chałoński podkreślił, że sąd musi chronić społeczeństwo przed takimi osobami. Wobec Krzysztofa M., który poszedł na współpracę z organami ścigania, ujawnił przebieg wydarzeń i starał się pomóc w odnalezieniu ciała poddając się hipnozie, sąd zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary. Chałoński podkreślił, że sąd nie tylko musiał, ale chciał skorzystać z takiej możliwości, aby pokazać, że takie zachowanie jest premiowane. Dzięki Krzysztofowi M. wiadomo, że maturzysta nie żyje i możliwe jest ukaranie winnych. Sąd dał wiarę wyjaśnieniom M. Zdaniem sądu, gdyby M. pomawiał oskarżonych, to nie zgodziłby się na eksperyment hipnozy. Poza tym, w swoich wyjaśnieniach podał on szereg szczegółów. Prokuratura oskarżyła podejrzanych o to, że wraz z czwartym, nieżyjącym już mężczyzną, dokonali zabójstwa maturzysty ze szczególnym okrucieństwem przy użyciu bagnetu i kamienia. Do zabójstwa doszło w nieustalonym miejscu przy trasie krajowej nr 7 między Radomiem a Warszawą. Wcześniej mężczyźni dokonali na chłopaku rozboju - zabrali mu samochód oraz portfel, zegarek i telefon komórkowy. Krzysztof M. przyznał się do udziału w uprowadzeniu chłopaka oraz do tego, że pod presją uderzył go kamieniem i dźgnął bagnetem, ale według niego, chłopak już wtedy nie żył. Z jego wyjaśnień wynika, że w całej sprawie prym wiódł nieżyjący już Łukasz S. Oskarżeni wraz z nim pili tego dnia alkohol. Łukasz S. wdał się w utarczkę słowną z Bartłomiejem. Gdy chłopak po pewnym czasie jechał samochodem, zmusili go do zatrzymania auta i uprowadzili maturzystę. Gdzieś w lesie między Radomiem a Warszawą doszło do zabójstwa. Po zabójstwie mężczyźni pojechali najpierw do Ostródy, potem do Gdańska i Sopotu. Po pewnym czasie wrócili do Skarżyska. Po kilku tygodniach Łukasz S. z Piętkiem przenieśli zwłoki w miejsce, którego Krzysztof M. nie zna. Krzysztof M. usiłował sobie przypomnieć miejsce, w którym doszło do zabójstwa. Nawet zgodził się poddać hipnozie, ale ten eksperyment nie pomógł w odnalezieniu zwłok. Policja zatrzymała podejrzanych w czerwcu 2005 roku. Według policjantów mężczyźni nie spodziewali się zatrzymania. Byli pewni, że "sprawy już nie ma". W ustaleniu przebiegu zdarzeń pomocny był operator sieci komórkowej oraz świadkowie, którzy zgłosili się po emisji programu telewizyjnego "997". Za serwisem WP z dn. 20.07.2007 r. Zabójstwo maturzysty. Prokurator żąda dożywocia Marcin Sztandera 2007-07-18, ostatnia aktualizacja 2007-07-18 00:00 Takiej kary domaga się prokurator dla dwóch oskarżonych. Jedyny napastnik, który przyznał się do udziału w zbrodni, może liczyć na łagodniejszą karę - To wyjątkowa sprawa - mówili zgodnie we wczorajszych mowach końcowych oskarżyciel, pełnomocnicy rodziców zamordowanego i obrońcy oskarżonych. Chodzi o wydarzenia z maja 2002 roku. Tego dnia 19-letni Bartłomiej M. zdawał pisemną maturę, a po południu wziął samochód ojca i pojechał do Skarżyska. Miał wrócić szybko, ale do domu już nie dotarł. Dopiero trzy lata później okazało się, że padł ofiarą brutalnego zabójstwa. Trzej sprawcy tej zbrodni - Krzysztof M., Marcin P. i Norbert R. - stanęli przed sądem. Czwarty śmiertelnie zatruł się tlenkiem węgla w 2003 roku. Ciała Bartłomieja nie odnaleziono do dziś. - I to dodatkowo czyni ten proces wyjątkowym. Ale nie ulega wątpliwości, że doszło do zabójstwa - mówi prokurator. Powołuje się głównie na zeznania Krzysztofa M., jedynego oskarżonego, który przyznał się do winy. Poddał się nawet hipnozie, żeby udało się ustalić szczegóły zbrodni i wskazać miejsce ukrycia ciała. - Nie udało się, ale Krzysztof M. podał wiele szczegółów i dzięki temu można było uruchomić ten proces. Na pewnym etapie Marcin P. też przyznał się do winy, ale potem zabrakło mu skruchy, żeby pokazać ciało. Zrezygnował już podczas eksperymentu - przypomina prokurator. Oskarżyciel opisał, jak Bartłomiej najpierw pojechał z kolegą do Szydłowca, skąd zabrali dwie dziewczyny i wspólnie odjechali do Radomia. Potem odwieźli dziewczyny i razem jeździli po Skarżysku. Tam spotkali oskarżonych. Rozmawiali luźno, dopóki jeden z nich oparł się o samochód, a Bartłomiej zwrócił mu uwagę. Rozstali się, ale później napastnicy zatrzymali samochód i wyciągnęli ofiarę. Zastanawiali się nad żądaniem okupu, ale zapadła decyzja, żeby zabić 19-latka. Do zbrodni posłużyły bagnet i kamień, którym zmasakrowano mu czaszkę. - Krzysztof M. jest wiarygodnym świadkiem. Obciążał innych, podał wiele szczegółów, ale również swoimi zeznaniami obciążył siebie. Dlatego wnoszę o wyjątkowe złagodzenie kary w jego przypadku - mówi prokurator, domagając się dla Krzysztofa M. sześciu i pół roku więzienia. Dla pozostałych dwóch żąda maksymalnej kary - dożywocia dla Marcina P. i 25 lat więzienia dla Norberta R. Dla tego drugiego to maksymalna możliwa kara, bo w chwili morderstwa był niepełnoletni (miał skończone 16 lat). - Chodzi o maksymalnie długie odizolowanie od społeczeństwa - podkreślał prokurator. Z mową oskarżyciela zgodzili się pełnomocnicy rodziców zamordowanego. - Znałem osobiście Bartłomieja. Raz jeszcze apeluję do oskarżonego P., żeby wskazał miejsce zakopania zwłok. To wpłynęłoby na wymiar kary i zmniejszyłoby cierpienie rodziców - mówi jeden z pełnomocników. - Mam przygotowane 22 strony wystąpienia, ale po trzech takich mowach ograniczę się do dwóch stron - stwierdził obrońca Krzysztofa M. i wniósł o możliwie łagodną karę. Podkreślał, że oskarżony sam się obciążył i zeznał wszystko, co pamiętał. Przypomniał również, że oskarżeni chcieli zabić Krzysztofa M. i pozbyć się niewygodnego świadka. Obrońcy Marcina P. i Norberta R. mieli trudniejsze zadanie. Podkreślali, że wątpliwości działają na korzyść oskarżonych. - A tu wątpliwości jest bardzo dużo. Nie ma ciała, nie wiadomo tak naprawdę, czy doszło do zabójstwa, nie odnaleziono samochodu - podkreśla obrońca Marcina P. Drugi z obrońców stwierdził, że wmieszanie jego klienta to element obrony prowadzonej przez Krzysztofa M. W ostatnim słowie Krzysztof M. przeprosił rodziców zabitego maturzysty i potępił samego siebie. Pozostali oskarżeni nie przyznali się do winy. Wyrok w piątek. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 18.07.2007 r. Sąd zgodził się na zahipnotyzowanie oskarżonego marc 2007-03-13, ostatnia aktualizacja 2007-03-13 00:00 Blisko kwadrans był zahipnotyzowany mężczyzna oskarżony o zabójstwo maturzysty z Suchedniowa. Dzięki temu był skory do rozmów, ale do sprawy wniosło to niewiele. "Zaczynasz zanurzać się w sen. Niech myśli mkną coraz wolniej. Poczuj ciężar, spokój" - zza kadru słychać głos biegłego. Krzysztof M. leży na leżance. Ma zamknięte oczy. Biegły mówi monotonnym głosem: "Wyobraź sobie, że zanurzasz się w senność. Wdech i wydech, w górę i w dół. Myśli płyną leniwie. Wyobraź sobie, że cały strach, stres i rozpacz zamieniają się w osad, który spływa z twojego ciała". Na prezentację tego filmu czekano od kilku miesięcy. Po raz drugi w kieleckim sądownictwie zdecydowano się na taki eksperyment procesowy (po raz pierwszy stało się to na początku lat 90.). Teraz poprosił o to mecenas Jan Widacki reprezentujący rodziców zamordowanego wiosną 2002 roku Bartłomieja M. Hipnozie poddano Krzysztofa M., który jako jedyny z trójki oskarżonych przyznał się do winy, ale nie pamiętał miejsca ukrycia zwłok maturzysty z Suchedniowa. Marcin P. i Norbert R., pozostali oskarżeni, nie przyznają się do winy. Ciała dotąd nie znaleziono. Sesja hipnotyczna odbyła się w Krakowie. Nagranie i rozmowy tuż po wybudzeniu trwały około pół godziny. "Noc, samochód, jedziesz po stronie pasażera. Masz fotograficznie zapamiętać otoczenie. Podchodzisz do ofiary, słyszysz, co do ciebie mówi. Chowacie zwłoki. Staraj się zapamiętać okolicę. Wsiadacie do samochodu. Jedziesz, przypominasz sobie wszystko, jak wtedy było. Po przebudzeniu będziesz mógł opowiadać, co zobaczyłeś. Czy teraz chcesz już coś powiedzieć?" - pyta biegły. - Ręka mu wystaje - odpowiada nienaturalnym głosem zahipnotyzowany Krzysztof M. Po kilku minutach, na znak biegłego, budzi się, ale nie może się ruszyć. Twierdzi, że jest bardzo osłabiony. Nie widziałem, bo spałem Gdy oskarżony dochodzi do siebie, zaczyna opowiadać. Mówi, że nie widział chwili dojazdu na miejsce ukrycia zwłok, bo spał. "Przypominam sobie dwa budynki po prawej stronie drogi asfaltowej. Jeden miał białe ściany bez okien, przypominał mur. Drugi był oddalony od drogi, z cegły, coś jakby obora. Potem zobaczyłem migawki z drogi. Zobaczyłem zieloną tablicę z nazwą miejscowości. Napisy nie kojarzą mi się, były na niej nazwy zaczynające się od C albo S" - mówił po seansie. Nazwy nie pamięta. - A jakie było twoje pierwsze skojarzenie? - pyta biegły. - To może było "Chom" i to była raczej długa nazwa, i od "Sob". Może Sobótka, może Sobótkowo. Nie wiem, nie pamiętam - opowiada Krzysztof M. Dodaje, że jeden ze współoskarżonych kazał drugiemu zapamiętywać drogę. - Bo może tu trzeba będzie wrócić - tłumaczył. On kłamie Wczoraj podczas odtwarzania nagrania Krzysztof M. nie spojrzał w telewizor. Siedział ze spuszczoną głową. Pozostali dwaj oskarżeni byli zainteresowani. - On kłamie - stwierdził po pokazie Norbert R. Następna rozprawa 16 kwietnia. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 13.03.2007 r. Hipnoza nie pomaga w odnalezieniu zwłok zamordowanego maturzysty Piotr Burda 2007-02-06, ostatnia aktualizacja 2007-02-05 00:00 Hipnoza, której został poddany jeden z oskarżonych o zabójstwo maturzysty z Suchedniowa, na niewiele się przydała. Nadal nie wiadomo, gdzie zostały ukryte zwłoki chłopca. "Przypominam sobie dwa budynki po prawej stronie drogi asfaltowej. Jeden miał białe ściany bez okien, przypominał mur. Drugi był oddalony od drogi, z cegły, coś jakby obora. Potem zobaczyłem migawki z drogi: zobaczyłem zielona tablicę z nazwą miejscowości. Napisy nie kojarzą mi się, były na nim nazwy zaczynające się od ťHom Ť, i to była raczej długa nazwa, i od ťSop Ť, gdzie było sześć liter [być może to skojarzenie z Sopotem, do którego sprawcy później pojechali - red.]. Dużo skręcaliśmy i nawracaliśmy samochodem, jechaliśmy przez wąską drogę, chyba wiejską, na której nie było wymalowanych linii" - to fragmenty wypowiedzi Krzysztofa M. zaraz po wybudzeniu z hipnozy. Był on jednym z oskarżonych o zabójstwo 19-letniego Bartłomieja M. Do tragedii doszło wiosną 2002 roku, a dopiero po trzech latach policja zatrzymała trzech podejrzanych ze Skarżyska - Marcina P., Krzysztofa M. i Łukasza S. Do dziś jednak nie odnaleziono zwłok zamordowanego. To dlatego mecenas Jan Widacki, reprezentujący przed sądem rodziców Bartka, zwrócił się o poddanie hipnozie Krzysztofa M., który przyznał się do winy, ale nie pamiętał miejsca ukrycia zwłok. To pierwszy przypadek wykorzystania hipnozy w kieleckim sądownictwie. Wczoraj sąd nie odtworzył nagrania wideo z hipnozy, bo nie dostał opinii od biegłego psychologa. Posługiwał się jedynie fragmentami tekstu. Wszystko wskazuje na to, że hipnoza na niewiele się przyda. Policyjnym specjalistom, którzy jeździli w teren z Krzysztofem M., nie udało odnaleźć miejsca wskazywanego przez niego w hipnozie. Wiadomo, że sprawcy pojechali ze zwłokami Bartka w kierunku Warszawy trasą E7, skręcili w jedną z bocznych dróg i tam je zakopali. Policjanci wraz z Krzysztofem M. wjeżdżali we wszystkie boczne drogi od Grójca, aż do podwarszawskiej Magdalenki szukając tego miejsca. - Było kilka podobnych do tych, jakie przedstawił oskarżony, ale po krótkiej penetracji wykluczał je - mówili zgodnie policjanci. Nie przydały im się też sylaby z nazw miejscowości, które pojawiły się podczas hipnozy. Mimo tego sąd zdecydował, że na następnej rozprawie będzie odtworzony szczegółowy materiał z hipnozy. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 06.02.2007 r. Zatrzymano sprawców brutalnego zabójstwa maturzysty z Suchedniowa Paweł Słupski 2005-06-27, ostatnia aktualizacja 2005-06-27 00:00 - Zaczęło się od zwykłej pyskówki, a skończyło na brutalnym zabójstwie. To była przypadkowa śmierć - mówią policjanci. Po trzech latach wyjaśnili dramatyczne okoliczności zaginięcia 19-latka z Suchedniowa. O sprawie głośno było w maju 2002 r. 19-letni Bartłomiej zdawał pisemną maturę. Po południu wziął samochód ojca i pojechał do Skarżyska. Miał wrócić szybko, bo planował uczyć się do ustnej części egzaminu dojrzałości. Tymczasem słuch o nim zaginął. Po raz ostatni widziano go w centrum Skarżyska. Śledztwo, prowadzone przez policję wspólnie z Centralnym Biurem Śledczym, po trzech latach uznano za zakończone. - Ta sprawa należała do najtrudniejszych - przyznaje Elżbieta Różańska-Komorowicz, rzecznik świętokrzyskiej policji - Rozpatrywaliśmy niezliczoną ilość wątków, w tym również takie, które można uznać za krzywdzące dla ofiary. Okazało się, że doszło do wyjątkowo brutalnej zbrodni na osobie, która nie miała żadnych związków z przestępcami - dodaje. Śledczy ustalili, że będąc w Skarżysku, Bartłomiej spotkał grupę czterech znanych mu z widzenia rówieśników. Byli pijani, być może także pod wpływem narkotyków. Zaczęli się kłócić. Chłopcy rozstali się, ale gdy Bartłomiej ponownie przejeżdżał tymi rejonami miasta, jeden z wcześniej spotkanych znajomych stanął na drodze i zatrzymał samochód. - Zaczęło się od pyskówki, a skończyło na uprowadzeniu i brutalnym morderstwie - mówi Jacek Lasia, naczelnik wydziału kryminalnego KWP w Kielcach. - Wiadomo, że sprawcy nie mieli żadnego planu. Wskoczyli do samochodu, chłopaka przesadzili do tyłu. Najpierw chcieli dokonać rozboju, potem myśleli o okupie. W końcu, kilka godzin później, zadali mu kilkanaście ciosów bagnetem, a ciało zmasakrowali kamieniem - dodaje Lasia. Zabójcy to mieszkańcy Skarżyska. Nie pracowali, nie uczyli się. Jeden z nich już nie żyje - zaczadził się we własnym domu. Drugi odsiaduje wyrok za bójkę z nożem na dyskotece. Dwaj pozostali nie byli notowani. - Mężczyźni nie spodziewali się zatrzymania - mówi Andrzej Sierzputowski, szef kieleckiego CBŚ. - Byli pewni, że sprawa jest już zamknięta. Różańska-Komorowicz dodała, że w ustaleniu przebiegu zdarzeń pomógł operator sieci komórkowej (Bartłomiej chłopak miał telefon komórkowy) oraz świadkowie, którzy zgłosili się po emisji programu telewizyjnego "997". Wszystkim grozi kara dożywotniego więzienia. Policjanci nadal nie wiedzą, gdzie znajdują się zwłoki zamordowanego chłopaka. Wiadomo, że samochodem sprawcy pojechali przez województwo mazowieckie dalej, na północ. Potem sprzedali auto. |
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 09.12.2010 r. |
||