Morderstwo 24-letniej Doroty D. i jej nie narodzonego dziecka w Poznaniu

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 29.11.2010

Dożywocie dla zabójcy kobiety w ciąży

pap, nat

2007-03-13, ostatnia aktualizacja 2007-03-13 00:00

Zabił matkę i jej nienarodzone dziecko.

Sąd Apelacyjny utrzymał karę dożywocia dla 24-letniego mężczyzny, który zabił ciężarną dziewczynę. Do tragedii doszło w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 2005 r. Tego dnia 24-letni Szymon Kalinowski umówił się z byłą dziewczyną, Dorotą. Razem pojechali nad Wartę, gdzie zadał kobiecie ponad 20 ciosów nożem - zginęła ona i noszony przez nią ośmiomiesięczny płód.

Oskarżony od początku twierdził, że po nóż sięgnął w afekcie, podczas kłótni. Inne zdanie miała prokuratura. Według oskarżycieli inteligentny student wyższej uczelni precyzyjnie zaplanował mord, chcąc ułożyć sobie życie z nową sympatią.

Sprawa od początku budziła kontrowersje. Sąd musiał nie tylko rozstrzygnąć, czy doszło do zaplanowanego zabójstwa, ale też czy było to morderstwo podwójne. Po roku od tragedii zapadł wyrok. Poznański Sąd Okręgowy wymierzył Kalinowskiemu karę dożywocia za zabójstwo z premedytacją. Uznał go jednak winnym tylko śmierci Doroty. Zgodnie bowiem z orzecznictwem Sądu Najwyższego, ochronie prawno-karnej człowiek podlega dopiero w chwili porodu.

Wczoraj Sąd Apelacyjny podtrzymał wymiar kary. Sędzia Hanna Grądzielewska, powołując się na konstytucyjne prawo do ochrony życia, uznała jednak, że Kalinowski pozbawił życia także płód. - W tym wypadku musimy uznać, że zabito matkę i jej nienarodzone dziecko, które też jest prawem chronione - powiedziała w uzasadnieniu wyroku.

Mecenas Eryk Kosiński, obrońca Kalinowskiego, zapowiada kasację do Sądu Najwyższego. Sprzeciwia się zarówno tezie, że jego klient działał z zimną krwią, jak i temu, że zabił także dziecko. - Na pewno nie miał takiego zamiaru, świadczą przeciw niemu tylko poszlaki - mówi.

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 13.03.2007


Zabił swoją dziewczynę w 9. miesiącu ciąży - posiedzi do końca życia

Na karę dożywotniego więzienia skazał Sąd Okręgowy w Poznaniu 23-letniego Szymona Kalinowskiego, zabójcę swojej byłej dziewczyny, która w chwili popełnienia morderstwa była 9. miesiącu ciąży. Takiej kary domagała się prokuratura i matka zabitej kobiety.

Szymon Kalinowski targnął się na życie osoby kiedyś mu bliskiej, na życie osoby w zaawansowanej ciąży, która, gdyby nie ta bezsensowna śmierć miałaby szansę zapoczątkować nowe życie. Dlatego w tej sprawie nie może być innej kary - uzasadniał wyrok sędzia Mariusz Sygrela. Sąd zezwolił na podanie do publicznej wiadomości nazwiska oskarżonego i pokazywanie jego wizerunku.

Do zabójstwa 24-letniej Doroty D. doszło 26 grudnia zeszłego roku, w centrum Poznania, nad Wartą. Przed sądem Kalinowski przyznał się do zabójstwa kobiety, ale nie odniósł się do zarzutu zabójstwa dziecka. Prokuratura postawiła mu zarzut podwójnego zabójstwa, bo w chwili jego dokonania kobieta była w dziewiątym miesiącu ciąży.

W czasie poszukiwania Doroty D. wątpliwości policjantów wzbudziło zachowanie Kalinowskiego i jego ciągłe zmienianie zeznań. Przypuszczenia, że ma związek z zaginięciem kobiety potwierdziły ślady krwi w bagażniku jego samochodu. Po ich wykryciu Kalinowski przyznał się do zabójstwa. Ujawnił, że zwłoki kobiety przewiózł w okolice Rogoźna, kilkadziesiąt kilometrów od Poznania i ukrył na posesji swojej ciotki. Przed sądem Kalinowski mówił, że kiedy jego była dziewczyna powiedziała mu, że nie chce, by miał jakikolwiek kontakt z dzieckiem, nie zapanował nad sobą, zaczął się z nią bić i zadał jej ponad 20 ciosów nożem.

Uzasadniając wyrok sąd podkreślił, że nie miał wątpliwości co do winy oskarżonego, bo przed spotkaniem z ofiarą Kalinowski przygotował wodę do umycia rąk po zabójstwie, worki do schowania ciała i nóż. Na pytanie sądu: "Dlaczego oskarżony nie wyrzucił zwłok Doroty D. do Warty?" oskarżony odpowiedział, że dlatego, żeby sprawa się nie wydała. Czy tak postępuje ktoś, kto dokonuje zbrodni pod wpływem chwili? Nie. Na pewno nie! - uzasadniał wyrok sędzia Sygrela.

Sąd odniósł się do tego, że polskie prawo nie reguluje jasno, w jaki sposób należy traktować zabójstwo nienarodzonego człowieka.

Prawo karne nie zawiera definicji człowieka. To pojęcie w różnych sytuacjach jest definiowane różnie, często w zależności od postaw światopoglądowych - uzasadniał wyrok sędzia Mariusz Sygrela. Dodał, że rozpatrując sprawę Kalinowskiego sąd przyjął, że dziecko między 32 a 34 tygodniem życia nie było zdolne do samodzielnego istnienia. Sąd podkreślił, że lekarz, który w czasie ciąży zajmował się ofiarą powiedział przed sądem, że jej dziecko w momencie zabójstwa mogłoby samodzielnie żyć; przeważyła jednak opinia innego biegłego, który na podstawie ekspertyz stwierdził, że jeśliby dziecko urodziło się w tym samym czasie, w którym zabita została jego matka musiałoby trafić do inkubatora i pod specjalistyczną opiekę.

Uznaliśmy, że efektem śmierci matki była śmierć dziecka - uzasadniał sędzia Sygrela.

Po zakończeniu procesu oskarżony powiedział, że "niezależnie od kary, każdego dnia będzie pamiętał i przeżywał, co zrobił" i że "oddałby życie, żeby cofnąć to, co się stało". Sam nie jestem w stanie odpowiedzieć, dlaczego to się stało (...) Dwójka młodych ludzi, którzy kochali się, mieli problemy finansowe, religijne (w mowie końcowej obrońca oskarżonego powiedział, że Szymon Kalinowski jest Świadkiem Jehowy, wcześniej ten argument nie padał - PAP), w końcu znienawidzili się - mówił oskarżony. Mówiąc te słowa, podobnie jak w czasie wszystkich swoich wypowiedzi przed sądem, płakał.

Sąd zadał sobie pytanie: czy oskarżony płakał nad tym co wyrządził pokrzywdzonej i jej dziecku, czy też płakał nad sobą?. Zdaniem sądu jest tak, że oskarżony zdaje sobie sprawę z tego, że zmarnował także własne życie - mówił sędzia Sygrela.

Wyrok nie jest prawomocny. Obrona zapowiedziała apelację.

Po wyjściu z sali sądowej matka ofiary pytana przez dziennikarzy o komentarz do wyroku powiedziała tylko: "On żyje, moja córka nie!".

Za witryną WP z dn. 07.12.2006 r.


Po zeznaniach matki ofiary sąd odroczył sprawę Szymona K.

nat 2006-10-10, ostatnia aktualizacja 2006-10-10 00:00

- Córka zadzwoniła do Szymona, gdy tylko dowiedziała się o ciąży, już w czerwcu - zeznała wczoraj w Sądzie Okręgowym Marianna D, matka nieżyjącej Doroty.

Dziewczyna zginęła w grudniu ubiegłego roku, będąc w zaawansowanej ciąży. Zabójca pojechał z nią nad Wartę, gdzie zadał jej ponad 20 ciosów nożem. W ten sposób spowodował śmierć Doroty i jej nienarodzonego dziecka. Oskarżonym o podwójne zabójstwo jest 23-letni Szymon K., student politechniki, były chłopak Doroty i ojciec jej syna. Przyznaje się do jednego zabójstwa, którego miał dokonać pod wpływem skrajnych emocji. Dziewczyna chciała odciąć go od kontaktu z dzieckiem. Mężczyzna twierdzi też, że o swoim ojcostwie dowiedział się dopiero w grudniu.

Tymczasem według Marianny D. było inaczej. - Gdy Dorota do niego zadzwoniła, powiedział, że ma już inną dziewczynę, z którą planuje ślub - relacjonowała matka.

Komu sąd da wiarę? - Zeznania matki ofiary różnią się od tego, co mówiła prokuraturze - zauważył wczoraj mecenas Eryk Kosiński, obrońca oskarżonego. Dlatego zażądał, by sąd przyjrzał się billingom z telefonów Szymona K. Jeżeli uda się je pozyskać, sąd stwierdzi, czy rzeczywiście w czerwcu Dorota kontaktowała się z Szymonem.

Na wniosek obrony sąd zdecydował się też przesłuchać troje świadków obrony: znajomych Szymona.

Będą oni zeznawać pod koniec listopada. Później sąd będzie musiał wydać wyrok. A będzie to jeden z trudniejszych werdyktów w jego historii. Sędziowie będą musieli bowiem rozstrzygnąć nie tylko, czy zabójstwo zostało zaplanowane, czy nie. Staną w obliczu oceny, czy płód tuż przed rozwiązaniem można uznać za człowieka. I tym samym, czy można uznać to zabójstwo za podwójne.

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 10.10.2006


Student zabił ukochaną przed porodem

Krzysztof Kaźmierczak

2006-01-12, ostatnia aktualizacja 2006-01-12 09:49

Student z Poznania zasztyletował dziewczynę, która za dwa tygodnie miała urodzić dziecko. Ciało ofiary wrzucił do wiejskiej latryny. Teraz być może odpowie za podwójne morderstwo.

Zabójca uderzył kilka razy z dużą siłą. W szyję i w klatkę piersiową. Dorota po pierwszym ciosie próbowała się bronić. Nie miała żadnych szans, już drugie uderzenie było najprawdopodobniej śmiertelne. Zakrwawione zwłoki zabójca wrzucił do bagażnika samochodu. Wywiózł je daleko za Poznań, w okolice Wągrowca. Ukrył w starej latrynie przy domu swojej nieżyjącej ciotki.

24-letnia Dorota D. pracowała w jednym z poznańskich supermarketów. Była piękną kobietą. O jej względy zabiegało równocześnie trzech mężczyzn. Jednym z nich był 22-letni student Politechniki Poznańskiej Szymon K. Dorota była w dziewiątym miesiącu ciąży. Szymon chciał porozmawiać z ukochaną o ich przyszłości. Pojechali nad Wartę.

Dorota nie wróciła na noc do matki, z którą mieszkała. Po trzech dniach poszukiwań na własną rękę kobieta powiadomiła policję o zaginięciu córki.

Policjanci przepytywali wszystkich znajomych Doroty. Tak trafili do Szymona. Rozmawiali z nim kilkakrotnie. Za każdym razem student przedstawiał inną wersję ostatniego spotkania z ukochaną. Funkcjonariusze uznali, że musi mieć jakieś powody do kłamania. Sprawdzili jego samochód. Kiedy okazało się, że w bagażniku są ślady krwi, po wielogodzinnym przesłuchaniu Szymon przyznał: "zabiłem ją" i zaczął płakać. Opowiedział, że podczas spaceru pokłócił się z Dorotą i pod wpływem emocji sięgnął po nóż. Wyznanie prawdy wyraźnie sprawiło mu ulgę. Jeszcze w nocy pokazał, gdzie wywiózł i ukrył zwłoki ofiary.

- Kochał ją jak wariat - tak mówią o Szymonie jego koledzy. Czy zabił Dorotę z miłości, czy raczej z nienawiści? Nad tym cały czas głowią się policjanci i prokuratorzy. Szymon wyznał policjantom, że Dorota powiedziała mu, że jest ojcem jej dziecka. Tymczasem wcześniej mówiła koleżankom, że jest w ciąży z innym mężczyzną i że nie zamierza związać się z Szymonem.

Matka Doroty nie jest w stanie rozmawiać. Odkąd dowiedziała się wczoraj o śmierci ukochanej córki, jest w szoku. Już dwa razy wzywano do niej pogotowie.

Najprawdopodobniej dzisiaj zapadnie decyzja, czy Szymon zostanie oskarżony o podwójne zabójstwo. - Zrobimy to, jeśli sekcja zwłok wykaże, że dziecko w chwili zabójstwa było już zdolne do samodzielnego życia - zapowiada prokurator Hieronim Mazurek. Ponadto biegli wykonają badania genetyczne, które określą, czy Szymon był ojcem dziecka Doroty, czy też kobieta była w ciąży z innym mężczyzną.

Za Nowym Dniem z dn. 12.01.2006

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 14.06.2009 r.