Morderstwo 35-letniego Mariusza w Prusicach

Strona główna

Morderstwa z regionu:

Dolny Ślask

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 06.11.2011 r.

Mord w Prusicach pod Złotoryją

28-06-2011 19:26:49

Mariusz N. owinął siekierę w szmaty, przerzucił przez ramię i szedł tak przez wieś. Psy nie szczekały - był swój, tutejszy, z podlegnickich Prusic; wszyscy go znali. Na parterze popegeerowskiego pałacu trzech mężczyzn remontowało mieszkanie. Zaszedł do nich, popatrzył, poczęstował papierosami. Zapalili.

- Widziałem, że coś jest w tych szmatach. Myślałem, że piła spalinowa. Że znowu brakło mu pieniędzy i chodzi szukać kupca - opowiada gospodarz mieszkania. Brat tego, który drzemał na kanapie w pokoju i który miał się już nie obudzić.

Gdy papierosy się dopaliły, mężczyźni wrócili do pracy, a Mariusz N. przez kuchnię wyszedł na zewnątrz. Tam odwinął siekierę ze szmat.

- Nie było go 10-15 minut. Robiłem coś w pokoju. Nagle słyszę, jak kolega, który wyrabiał gładź w kuchni, krzyczy, żeby spierd...ć, bo on ma siekierę - opowiada gospodarz. - Rzuciłem wszystko i uciekłem do matki, ostrze obok poleciało.

N. wparował do mieszkania, waląc siekierą w ludzi. Jednego drasnął w rękę. Drugi uciekł. Trzeci - ten, który spał, Mariusz K. - nie zdążył się ocknąć ze snu. Dostał dwa razy w głowę, aż się kanapa ugięła. Obwiedzione przez policjantów kredą ślady krwi wciąż widać na drzwiach szafy.

Tamten wypalony w fajrancie papieros to nie był przypadek. Morderca już wtedy wybrał ich sobie na ofiary. Chciał się rozejrzeć, zaplanować następny krok. Po zbrodni Mariusz N. nie próbował uciekać. Położył się na ziemi i czekał, aż przyjedzie radiowóz. Potulnie dał się skuć w kajdanki i odwieźć do komendy w Złotoryi.

W Prusicach miał ksywę "Siekierka", bo jako siedemnastolatek zabił siekierą własnego dziadka. Podobno za to, że ten nie chciał dać mu pieniędzy na alkohol.

Tamtą zbrodnię odpokutował w poprawczaku. Wypuścili go przed czasem, na warunkowe zwolnienie, po 10 albo 12 latach - ludzie różnie mówią. Fakt, że od 2003 roku Mariusz N. był na wolności. Jeszcze na początku próbował żyć jak normalny człowiek - podjął pracę w kuźni w Jaworze, ale po paru miesiącach zrezygnował. Mieszkał sam jak palec: ojciec mu się powiesił, brat wyjechał do roboty za granicę. Często brakowało mu pieniędzy na chleb czy rachunki. Pił. Ćpał. Niby nie był agresywny, ale rok temu bił się na butelki pod sklepem. Spokojni ludzie schodzili mu z drogi.

A Mariusz K. był spokojny - dwa lata młodszy od swego zabójcy. Kawaler. Jeden z czwórki rodzeństwa, które - mówią w Prusicach - pokochała śmierć. Jeden brat umarł, drugi kilka lat temu zginął w wypadku samochodowym w Lubinie, trzeciego zabił teraz Siekierka. Matce został ostatni syn.

Ludzie próbują analizować wydarzenia z tamtego piątkowego wieczoru i wychodzi im, że N. zrobił to tylko po to, aby wrócić do więzienia, gdzie dla takich jak on życie jest prostsze. Grozi mu dożywocie.

źródło: POLSKA - Gazeta Wrocławska Piotr Kanikowski

Za serwisem Złotoryjskiego Portalu Internetowego z dn. 28.06.2011 r.


Dramat w Prusicach

26-06-2011 22:34:53

W Prusicach jeden z mieszkańców zginał od ciosów zadanych siekierą. Policja zatrzymała podejrzanego o zabójstwo 37-letniego Mariusza N. Grozi mu dożywocie. Mężczyzna w przeszłości spędził już kilkanaście lat w więzieniu za zabójstwo.

Tragedia rozegrała się w wielorodzinnym budynku w Prusicach. Policja nie chce informować o szczegółach sprawy. Potwierdza tylko, że zatrzymała podejrzanego.

Ofiara to samotnie mieszkający 35-letni Mariusz K. Mężczyzna zginął podczas snu we własnym łóżku. Zabójca nie próbował zacierać śladów ani ukrywać się. Policja zatrzymała go w pobliżu sklepu.

Mariusz N. jeszcze jako nastolatek zabił - również siekierą - swojego dziadka, który nie chciał mu dać pieniędzy na alkohol. Po odbyciu części kary kilka lat temu wyszedł na wolność. Choć nie był agresywny, wzbudzał strach.

Zagadką pozostaje motyw zbrodni. Niektórzy uważają, że Mariusz N. zabił, bo chciał wrócić do więzienia. Inne zdanie ma jedna z sąsiadek zabójcy. Mariusz. N zwierzył jej się, że czasami nie wie co się z nim dzieje, jakby tracił kontrolę nad sobą.

źródło: Andrzej Lampart tvp.pl

Za serwisem Złotoryjskiego Portalu Internetowego z dn. 26.06.2011 r.

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 06.11.2011 r.