|
Morderstwo 4-letniego Michała w styczniu 2001 r. w Warszawie |
||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza
|
Aktualizacja 07.12.2011 r.
110 tys. zł za niesłuszny areszt dla matki utopionego Michałka 7 gru 11, 16:12 JMR / PAP 110 tys. zł zadośćuczynienia i odszkodowania za 20 miesięcy niesłusznego aresztu dostanie Barbara S., matka 4-letniego Michałka, utopionego w 2001 r. w Wiśle przez jej ówczesnego konkubenta - orzekł Sąd Apelacyjny w Warszawie. SA prawomocnie oddalił żądanie adwokata S., aby Skarb Państwa wypłacił kobiecie 400 tys. zł za okres, który spędziła w areszcie, jako podejrzana i oskarżona o udział w tej głośnej zbrodni. Początkowo za zlecenie zabójstwa jej dziecka skazano ją w 2002 r. na 25 lat więzienia; po ponownych procesach została w końcu w 2009 r. uniewinniona z tego zarzutu. Zabójstwo Michałka, którego zwłoki wyłowiono z Wisły w styczniu 2001 r., wstrząsnęło opinią publiczną. Jak ustalono w śledztwie, chłopiec został wrzucony do wody w Warszawie przez konkubenta Barbary S., Roberta K. i jego kolegę Daniela S. Jak zeznał K., dziecko miało przeszkadzać kobiecie w związku z nim, a ona sama miała zlecić zabójstwo swego synka (obaj zostali skazani - odpowiednio na 25 i 15 lat więzienia). Media piętnowały Barbarę S. jako bezwzględną matkę-morderczynię. S. - której groziło dożywocie za udział w zabójstwie - została w pierwszym procesie skazana na 25 lat. SO uznał, że to ona kierowała zbrodnią. Potem wyrok uchylono, a sąd apelacyjny podkreślał, że nie zwrócono uwagi, iż w swych pierwszych wyjaśnieniach K. niczego nie mówił o udziale matki w zabójstwie, a dopiero w kolejnych o tym opowiadał. - Nagrania z tego przesłuchania przeczą przekonaniu sądu I instancji, że były to wyjaśnienia spontaniczne - uzasadniał SA. Potem S. była dwa razy uniewinniana (wniosła o to ostatecznie z braku dowodów także sama prokuratura). Po uprawomocnieniu wyroku uniewinniającego kobieta zażądała 400 tys. zł zadośćuczynienia i odszkodowania, głównie za straty psychiczne w wyniku aresztu. W czerwcu br. Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił częściowo ten wniosek S., ale za "adekwatną" uznał kwotę 110 tys. zł. Ocenił, że na etapie śledztwa doszło do manipulacji materiałem dowodowym, w wyniku czego S. spędziła 20 miesięcy w areszcie. Sąd ocenił ten areszt jako "oczywiście niesłuszny". Adwokat S. mec. Grzegorz Lewański odwołał się do Sądu Apelacyjnego co do wysokości odszkodowania. Prokuratura nie apelowała. SA oddalił apelację, uznając, że kwota 110 tys. zł jest "sprawiedliwa i bardzo wysoka". W uzasadnieniu wyroku sędzia Jerzy Leder mówił, że przyznana kwota jest wyższa od przeciętnie zasądzanych w takich sprawach. - Żądanie kolejnych 300 tys. zł nie ma podstawy prawnej w realiach tej sprawy - powiedział. Według SA kobieta niewątpliwie doznała poważnego stresu w związku z publikacjami mediów, co wywołało "następstwa w sferze psychiki". Zarazem SA podkreślił, że w areszcie miała ona zapewnioną opiekę psychiatryczną. "Nie można mieć wielkich pretensji do mediów, że się interesowały tą przerażającą zbrodnią, a S. na szczęście została uniewinniona" - dodał sędzia. Według mec. Lewańskiego przyznane 110 tys. zł to "rażąco za mało". Adwokat w rozmowie z PAP podkreślił, że nikt z prokuratury nie poniósł odpowiedzialności za sprokurowanie udziału S. w sprawie. Przypomniał, że w ostatnim procesie S. prokuratura przyznała, że od początku nie było dowodów jej udziału w zbrodni. Dziś Barbara S. wychowuje swoje kolejne dziecko. - Próbuje ułożyć swe życie, ale trauma nie zniknęła - powiedział mec. Lewański. Za serwisem Onet z dn. 07.12.2011 r. Utopili Michałka w lodowatej Wiśle 28 paź 11, 11:43 Joanna Zajączkowska / Onet 10 lat temu ta zbrodnia wstrząsnęła Polską. 4-letni Michałek jeszcze żył gdy partner matki wraz z kolegą wrzucali go do lodowatych wód Wisły. Według śledczych zabójstwem dziecka miała kierować jego matka, przez telefon. Osiem lat później okazało się, że prawda jest zupełnie inna... 19 stycznia 2001 r. Około południa 22-letni Robert K. i jego kolega 19-letni Daniel S. przyszli do przedszkola na warszawskiej Woli. Przez domofon Robert K. powiedział, że chce odebrać Michałka z I grupy - najmłodszych dzieciaków. Chłopiec był dzieckiem konkubiny Roberta, 22-letniej Barbary S. Opiekunka grupy, w której przebywał Michałek, poznała po głosie mężczyznę, który od pół roku przychodził po południu z Barbarą S. po chłopca. W przedszkolu Michałka - tak jak w wielu innych tego typu placówkach - osoba zgłaszająca się po dziecko najczęściej mówiła przez domofon, że po nie przyszła i odbierając dziecko wcale nie musiała była widziana przez przedszkolanki. Tak było i tym razem. Gdy malec zobaczył "tatusia" bardzo się ucieszył i rzucił mu się na szyję. Potem cała trójka udała się na spacer... Nazajutrz o świcie, wędkarz łowiący ryby w okolicach mostu Grota Roweckiego zauważył w Wiśle ciało dziecka. Zawiadomił policjantów. Kiedy wyciągnięto zwłoki na brzeg, okazało się, że ciało było tak zamarznięte w bryle lodu, że nie można było na miejscu przeprowadzić oględzin lekarskich. Wówczas nie wiadomo było jeszcze, czy dziecko zostało zamordowane czy też był to nieszczęśliwy wypadek. Policjanci szybko ustalili, że są to zwłoki zaginionego dzień wcześniej 4-letniego Michałka S. Kolejne dni śledztwa miały ujawnić szokującą prawdę o ostatnich momentach życia chłopca... Matka zleciła zbrodnię? 19 stycznia 2001 r. W piątek popołudniu Barbara S. przyszła do przedszkola aby zabrać synka do domu. Towarzyszył jej partner Robert K. (nie przyznał się, że to on odebrał dziecko wcześniej). Kiedy Barbara S. dowiedziała się od przedszkolanek, że Michałka zabrał jakiś mężczyzna, zaczęła rozpaczać. Od razu zaznaczyła, że rano nie wspominała wychowawczyniom, że ktoś inny przyjdzie po dziecko. Niezwłocznie Barbara S. z Robertem K. udali się na komisariat policji aby zgłosić zaginięcie dziecka. Barbara płakała. Obydwoje z Robertem sprawiali wrażenie bardzo zdenerwowanych. Zgłaszając zniknięcie synka kobieta rzuciła podejrzenie na biologicznego ojca Michałka, z którym była rozwiedziona. Ojciec Michałka, Piotr S., mieszkał na wsi i rzadko utrzymywał kontakt z synem. Dlatego dla Michałka "tatusiem" był konkubent matki - Robert K. To jemu chłopiec ufał i to jemu pozwolił zabrać się z przedszkola na spacer... Na drugi dzień, 20 stycznia, policja zatrzymała do wyjaśnienia Roberta K, a potem Daniela S. Według doniesień prasowych z tego okresu, w trakcie przesłuchań zatrzymani - Robert K. i Daniel S. kilkakrotnie zmieniali wersję zdarzeń, wyjaśniającą co stało się z Michałkiem po zabraniu go z przedszkola. Początkowo Robert K. twierdził że odebrał chłopca z przedszkola, ale potem miał go przekazać koledze. Z kolei Daniel S. utrzymywał, że w ogóle nie miał kontaktu z dzieckiem. Potem Robert K. zeznał, że chłopiec wpadł do wody podczas spaceru. W końcu w jego zeznaniach pojawił się wątek zabójstwa - chłopca miał wrzucić do wody Daniel S. 23 stycznia przed prokuratorem, Robert K. przyznał się, że do utopienia dziecka. Zbrodni miał dokonać z Danielem S. Później swój udział w mordzie potwierdził Daniel S. Gdy mężczyźni opisywali ostatnie chwile życia Michałka, funkcjonariusze byli zszokowani. Według zeznań Roberta K. makabryczną zbrodnię zleciła matka dziecka. Drastyczne szczegóły przebiegu akcji topienia malca miała przynieść wizja lokalna na miejscu zbrodni. Zabili na "raz, dwa, trzy" 24 stycznia, cztery dni po wyłowieniu ciała chłopca, odbyła się wizja lokalna nad brzegiem Wisły z udziałem podejrzanych o zabójstwo czterolatka. Potem fragmenty nagrania wideo z wizji lokalnej pokazywano podczas konferencji prasowej, a później emitowano we wszystkich stacjach telewizyjnych. Okrucieństwo zadane chłopczykowi był przerażające. Robert K. i Daniel S. na wypełnionym piaskiem worku demonstrowali, jak wrzucili Michałka do wody. Do morderstwa doszło ok. 13, godzinę po odebraniu chłopca z przedszkola. Najpierw mężczyźni złapali wystraszonego Michałka za nogi i ręce i rozkołysali. Robert zaczął liczyć do trzech. "A potem wrzucili dziecko do wody jak małego kotka" - mówił podczas konferencji prasowej prokurator Leszek Woźniak, szef prokuratury rejonowej Praga Północ w Warszawie. Mężczyźni podali w zeznaniach, że chłopiec nie od razu utonął. Miał na sobie kurtkę, która przez jakiś czas utrzymywała go na powierzchni wody. W ostatnich sekundach życia Michałek krzyczał z całych sił: "tatusiu, tatusiu, ratuj". Gdy dziecko tonęło mężczyźni odwrócili się i odeszli. Podczas wizji lokalnej mężczyźni wpadli w histerię, przerażeni własnymi czynami. Robert K. miał założony kamizelkę ratunkową bo groził, że popełni samobójstwo. Z nieoficjalnych informacji które pozyskiwały media odnośnie tej bulwersującej sprawy, wynikało, że Robert K., zabił dziecko, bo przeszkadzało mu ułożyć sobie życie z jego matką. Z kolei Daniel S. na postawione mu pytanie, dlaczego dopuścił się zbrodni miał powiedzieć: - Nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Robert powiedział, żebyśmy go wrzucili. W trakcie konferencji prasowej, na której pokazywano rekonstrukcję tragicznych zdarzeń z 19 stycznia, prokuratura przedstawiła wstępne wyniki śledztwa. Pojawiły się podejrzenia o kierowniczą rolę matkę w zbrodni. - Materiał dowodowy wskazuje, że matka 4-latka miała w pełni kontrolowany kontakt ze sprawcami - rozmawiała z nimi przez telefon komórkowy. W każdej chwili mogła przerwać to przestępstwo - mówił prokurator Leszek Woźniak. Dodał, że kobieta - według wstępnych ustaleń prokuratury - brała także udział w trwającym od listopada ubiegłego roku planowaniu zabójstwa dziecka. Jeszcze tego samego dnia Barbarze S. został przedstawiony zarzut współudziału w zabójstwie. 26 stycznia kobieta została aresztowana przez warszawski Sąd Rejonowy. Bez litości Sprawa morderstwa 4-letniego Michałka w styczniu 2001 r. wywołała ogromne poruszenie wśród opinii publicznej. Każdego za serce chwytały zdjęcia wyjątkowo uroczego chłopca pokazywane w telewizji, publikowane w gazetach. Przerażał drastyczny opis morderstwa dokonanego na niewinnym dziecku, które zaufało przyjacielowi matki i traktowało go jak ojca. Dawno już o żadnej zbrodni nie pisano i nie mówiono tak wiele. W telewizji, na łamach gazet o sprawie wypowiadali się znani politycy, prawnicy, psychologowie, filozofowie, socjologowie. Gazety publikowały zdjęcia Roberta K. i Daniela S., w telewizji przedstawiano fragmenty filmu zarejestrowanego w czasie wizji lokalnej nad Wisłą. Przez media przetoczyła się fala spekulacji, co do możliwych motywów, które kierowały sprawcami. Zastanawiano się jaką rolę w przestępstwie odegrała matka. Dyskusja objęła też inne tematy: czy zbrodni można było zapobiec? Co z przedszkolami, które nie kontrolują kto odbiera dzieci? Później w mediach pojawiła się druga wstrząsająca hipoteza: zabójcy chcieli wyłudzić odszkodowanie z polisy na życie. Według niepotwierdzonych informacji kilka tygodni przed morderstwem Michałek miał zostać ubezpieczony. W razie jego śmierci matka miała ponoć liczyć na odszkodowanie w wysokości 100 tys. zł. Ostatecznie prokuratura nie przyjęła tej wersji. Sprawa morderstwa 4-letniego chłopca zszokowała wszystkich skalą okrucieństwa zadanemu małemu chłopcu. Media piętnowały Barbarę S. nazywając ją "wyrodną matką", "dzieciobójczynią". Opinia publiczna domagała się surowego ukarania sprawców bestialskiego morderstwa dziecka. Na nowo rozgorzała dyskusja nad przywróceniem kary śmierci. O zasadności jej wprowadzenia, w kontekście wstrząsającego morderstwa, mówił m. in. ówczesny minister sprawiedliwości, Lech Kaczyński. Przyznali się do winy pod presją policjantów? 6 września 2001 r. do sądu wpłynął akt oskarżenia przeciwko Robertowi K., Danielowi S. i Barbarze S. Mężczyzn oskarżono o zabójstwo, kobietę o kierowanie zbrodnią. Dowodem na winę Barbary S., poza wyjaśnieniami współoskarżonych, miał być biling rozmów telefonicznych. Wynikał z niego, że matka Michałka kilkakrotnie telefonowała do bezpośrednich wykonawców zabójstwa. Na tej podstawie prokuratura przyjęła, że kobieta miała wpływ na przebieg zbrodni. Od samego początku śledztwa Barbara S. nie przyznawała się do winy. 5 grudnia ruszył proces w sprawie zabójstwa Michałka. Przed sądem mężczyźni nie przyznali się do winy. Robert K. twierdził, że był to nieszczęśliwy wypadek. - Poszliśmy z Michałkiem nad Wisłę (bez Daniela S.). Ja odszedłem na chwilę, żeby się załatwić. Gdy wróciłem, ujrzałem Michałka leżącego na krze. Musiał chyba się poślizgnąć. Kra się przechyliła i spadł do wody. Nie wiedziałem, co robić - mówił Robert K. - Byłem w szoku, zresztą wszystko trwało ułamki sekund. Oskarżony nie potrafił wyjaśnić, dlaczego nie zawiadomił policji ani nie powiedział matce dziecka o tragicznym zdarzeniu. W trakcie procesu biegły medyk sądowy stwierdził, że przyczyną śmierci chłopca było utonięcie i działanie lodowatej wody. Jak wyliczył biegły, Michałek umierał 240 sekund. Zarówno Robert K. jak i Daniel S. twierdzili przed sądem, że złożone podczas śledztwa wyjaśnienia, w których przyznali się do winy wymusili na nich biciem policjanci. Robert K. wielokrotnie zmieniał wersje zdarzeń. Dwa oblicza Barbary S. W trakcie procesu oskarżona Barbara S. podtrzymywała, że jest niewinna. - Nigdy w życiu nie pozwoliłabym na coś takiego; przysięgam, że wolałabym sama umrzeć - mówiła płacząc przed sądem. Oskarżona przyznała, że Robert K. dobrze traktował Michałka. - Lubił go. Kupował mu prezenty - mówiła. - Nie mam pojęcia, dlaczego mnie obciążył. Gdy dowiedziałam się, że Robert K. jest oskarżony o zabójstwo Michałka, nie chciałam w to uwierzyć - powiedziała Barbara S. podczas śledztwa. Robert K. twierdził w czasie śledztwa, że to Barbara S. namówiła go do morderstwa. - Od dawna mówiła, że chciałaby zrobić z nim porządek, żeby Michał jej nie zawadzał. Dla niej ważniejsza była zabawa niż dziecko. Chciała, bym wywiózł Michała do lasu i przywiązał go do drzewa - powiedział śledczym w czasie jednego z przesłuchań. Później Robert K. odwołał te zeznania. W procesie obraz matki przedstawiany przez świadków, którzy znali oskarżoną, nie był jednoznaczny. Część z nich przyznało, że Barbara S. była kochającą matką i dbała o Michałka. Z kolei odmienne zdanie miała Zofia P. - kobieta, która przez długi czas wynajmowała pokój oskarżonej. Przed sądem Zofia P. zeznała, że Barbara S. była złą matką - nie chciała Michałka, a gdy już się urodził, źle się nim opiekowała. Ponadto Zofia P. twierdziła że Barbara S. nie przejęła się śmiercią dziecka. Społeczeństwo wydało już wyrok Jak donosiła ''Rzeczpospolita'' w relacjach z tego głośnego procesu, w mowie końcowej prokurator Adam Woźny nie krył wzburzenia. - Dopuścili się zbrodni, która nie ma precedensu. Sprawa ta napawa szczególnym obrzydzeniem, gdyż to matka zaplanowała zabójstwo swego syna, a jednym z wykonawców był człowiek, do którego Michał mówił: "tato" - mówił przed warszawskim Sądem Okręgowym. Według prokuratora podsądna planowała pozbycie się dziecka dużo wcześniej. Prokurator zwrócił uwagę, że według danych IMiGW w dniu morderstwa Michałka nie było lodu na Wiśle, co utrzymywał Robert K. przed sądem. Prokurator wnosił o wyroki dożywocia dla wszystkich trzech oskarżonych. Z kolei obrońcy wszystkich oskarżonych wnosili o uniewinnienie swoich klientów. Nie ma ani jednego dowodu potwierdzającego winę mojej klientki - przekonywał mec. Grzegorz Lewański, adwokat Barbary S. w mowie końcowej przed warszawskim Sądem Okręgowym. Zdaniem obrońcy oskarżonej braki w materiale dowodowym prokurator usiłował nadrobić nagonką medialną. - Uruchomił vox populi, a potem sam stał się tego zakładnikiem, wbrew zasadom logicznego myślenia - mówił mec. Lewański. - To moja klientka jest pokrzywdzona. Społeczeństwo wydało na nią wyrok jeszcze przed procesem. Ten wyrok to śmierć - dodał adwokat. "Nie wierzę w sprawiedliwość" 25 lutego 2002 r. zapadł pierwszy wyrok w tej bulwersującej sprawie. Wszyscy trzej oskarżeni zostali uznani winnymi zabójstwa Michałka. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że Barbara S poleciła i kierowała zabójstwem swojego czteroletniego syna i skazał ją na 25 lat więzienia. Wykonawcom tej makabrycznej zbrodni - Robertowi K. i Danielowi S. wymierzono kary 25 i 15 lat pozbawienia wolności. Bezpośrednim dowodem potwierdzającym winę mężczyzn były ich wyjaśnienia złożone w śledztwie, które później przed sądem oskarżeni odwołali twierdząc, że do wszystkiego zmusili ich biciem policjanci. Sąd uznał jednak te wyjaśnienia za prawdziwe. Matka ofiary, gdy usłyszała słowo "winna" padła na ziemię. - Boże, ja nie jestem niczemu winna - szeptała. W czasie gdy sędzia Irena Nowicka-Albin odczytywała uzasadnienie wyroku, Barbara S. leżała skulona za ławą oskarżonych. Zanosiła się płaczem. Potem zaczęła wykrzykiwać w stronę sądu: Jezu! Nie wierzę w sprawiedliwość. Sędzia nakazała wyprowadzenie jej z sali. Sąd pierwszej instancji rozpatrujący głośną sprawę uznał, że matka zleciła zabójstwo Michałka, gdyż "przeszkadzał jej w ułożeniu sobie życia". Sąd ocenił, że na długo przed zbrodnią, Barbara S. namawiała swojego partnera, aby utopił dziecko lub pozostawił je gdzieś w lesie. W końcu on się zgodził. - Kochał Barbarę, a nawet można powiedzieć, że był od niej uzależniony - ocenił sąd. Przyjął, że tych dwoje działało z zamiarem bezpośrednim. Daniel S., kolega Roberta K., nie znał wcześniej planów tych dwojga. Wyjaśnienia podsądnych potwierdzały ponadto - zdaniem sądu - zeznania świadków, zwłaszcza Zofii P., która w toku procesu przedstawiła Barbarę S. jako niedobrą matkę, która źle opiekowała się Michałkiem. Innym, ważnym świadkiem był Adrian K., który w areszcie zaprzyjaźnił się z Robertem K. Przed sądem Adrian K. zeznał, że Robert K. przyznał się przed nim do utopienia dziecka i radził się, jaką ma przyjąć linię obrony. O kierowniczej roli Barbary S. przekonał sąd biling telefoniczny z tragicznego dnia. Zdaniem sądu udowodnił on, że kobieta telefonowała do Roberta K., a więc do ostatniego momentu mogła nakazać przerwanie zleconej zbrodni. W odniesieniu do wysokości orzeczonych kar sędzia Irena Nowicka-Albin powiedziała: - Sąd wiele godzin zastanawiał się, jaka kara będzie odpowiednia. Relacje mediów rozhulały negatywne nastroje społeczne, ale sąd musiał się od tego odciąć. Nie możemy wymierzać kar na zamówienie społeczne - Z jednej strony jest ohydny charakter tego czynu, z drugiej zaś są ludzie, nad których cechami sąd też nie mógł przejść do porządku - dodała. - U wszystkich oskarżonych biegli dopatrzyli się nieprawidłowego rozwoju osobowości oraz niedojrzałości emocjonalnej i społecznej. Na wymiar kary wpływ miała też wcześniejsza niekaralność - zaznaczała sędzia Irena Nowicka-Albin. Wszyscy obrońcy zapowiedzieli apelacje od wyroku sądu pierwszej instancji. - Uważam ten wyrok albo za sądową pomyłkę, albo za wynik oddziaływania mediów - mówił po wyjściu z sali sądowej mec. Grzegorz Lewański, adwokat Barbary S. - Jeśli chodzi o ustalenie winy, to jest to triumf sprawiedliwości - komentował na gorąco orzeczenie sądu prokurator Adam Woźny. Jednak w odczuciu opinii publicznej wyrok był zbyt łagodny. Po 20 miesiącach aresztu wyszła na wolność We wrześniu 2002 r. warszawski Sąd Apelacyjny uchylił wyrok skazujący Barbarę S. na 25 lat więzienia i skierował sprawę do ponownego rozpoznania. Sąd Apelacyjny postanowił także uchylić Barbarze S. areszt, zastępując go dozorem. Barbara S. opuściła mury zakładu karnego po 20 miesiącach pobytu za kratkami. W wyroku z 19 września 2002 r. Sąd Apelacyjny uznał, że w pierwszej instancji zbyt pobieżnie oceniono dowody świadczące o winie oskarżonej, a także nie uwzględniono okoliczności przemawiających na jej korzyść. Sąd apelacyjny podkreślał, że nie zwrócono uwagi, iż w swych pierwszych wyjaśnieniach Robert K. nie mówił nic o udziale matki w zabójstwie, a dopiero w kolejnych o tym opowiadał. - Nagrania z tego przesłuchania przeczą przekonaniu sądu I instancji, że były to wyjaśnienia spontaniczne - uzasadniał Sąd Apelacyjny. Sąd ustosunkował się też m. in. do zeznań Zofii P, która przez długi czas wynajmowała pokój Barbarze S. W czasie procesu przed warszawskim sądem okręgowym Zofia P. opisała Barbarę S. jako niedobrą matkę, źle opiekującą się Michałkiem. Zdaniem Sądu Apelacyjnego, sąd pierwszej instancji zbyt bezkrytycznie ocenił te zeznania, jako wiarygodne. - Nie wziął pod uwagę, że każde kolejne zeznania były wzbogacane o elementy przemawiające na niekorzyść oskarżonej - uzasadniła decyzję o uchyleniu orzeczenia sędzia Anna Prokopiuk. Oprócz tego sędzia zwróciła uwagę na pominięcie przez sąd pierwszej instancji wszystkich okoliczności przemawiających na korzyść oskarżonej, a także nieuwzględnienie opinii psychiatrycznej, która wskazywała na jej uległość w stosunku do innych osób. - Kierując sprawę do ponownego rozpoznania Sąd Apelacyjny nie przesądza o jej rozstrzygnięciu - zaznaczyła sędzia. Pozostałym oskarżonym Sąd Apelacyjny utrzymał wyroki. Za uniewinnieniem wnioskował prokurator! Bulwersująca zbrodnia, która zszokowała opinię publiczną w styczniu 2001 r. była analizowana przez kolejne składy sędziowskie, sprawa przeszła przez wszystkie instancje sądowe, rozstrzygał ją też Sąd Najwyższy. W przypadku Roberta K. łącznie odbyły się dwa procesy, w przypadku Barbary S. - trzy. Ostatecznie Robert K. został został skazany na 25 lat więzienia, jego pomocnik - Daniel S. na 15 lat. Po ośmiu latach od śmierci dziecka, w trzecim procesie, 16 stycznia 2009 r. warszawski Sąd Okręgowy ostatecznie uniewinnił Barbarę S., wcześniej oskarżaną o nakłanianie do zabójstwa dziecka i kierowanie nim (także w drugim procesie, w 2004 r. zapadł wyrok uniewinniający matkę Michałka). W trzecim procesie Barbary S., poza oskarżoną i jej obrońcą, o uniewinnienie wnioskował także - co zdarza się bardzo rzadko - prokurator. Według prokurator Barbary Wierzbieniec, za uniewinnieniem Barbary S. przemawiał brak dowodów na to, by kobieta zaplanowała zbrodnię i kierowała nią. - Oskarżenie musi mieć dowody, które nie budzą żadnych wątpliwości. Ja te wątpliwości mam - mówiła prokurator Wierzbieniec na rozprawie. Śmierć Michałka na pewno nie była w interesie Barbary S. - ocenił Sąd Okręgowy w uzasadnieniu ostatecznego wyroku uniewinniającego matkę dziecka. Jak zauważyła sędzia Anna Ptaszek, matka dbała o Michałka, a ponadto chęć przejęcia opieki nad chłopcem wyrażali: kobieta, u której S. wynajmowała mieszkanie, i biologiczny ojciec dziecka. Dlatego, w ocenie sądu, m. in. brak jest motywu, którym kierować miałaby się Barbara S., nakłaniając do zabójstwa dziecka. - Wokół sprawy narosło wiele emocji, które rzutowały na jej obraz w mediach i w oczach opinii publicznej - zaznaczyła sędzia Ptaszek. W uzasadnieniu wyroku sędzia podkreśliła także, że nie znalazły potwierdzenia wersje, iż matka kontaktowała się telefonicznie ze sprawcami w momencie popełniania zbrodni. Billingi, jak zaznaczył sąd, nie wskazywały, żeby Barbara S. rozmawiała z konkubentem. Z kolei Daniel S. w ogóle nie miał telefonu komórkowego. Sąd zwrócił uwagę, że na Barbarę S. jako winną wskazywała tylko jedna z wielu wersji zbrodni, głoszona przez Roberta K. Tymczasem, na co wskazał sąd, z dokumentacji zakładu karnego, gdzie Robert K. odbywał karę, wynikało, że był on osobą skłonną do posługiwania się manipulacją i szantażem. Robert K. osiem razy zmieniał swoje wersje i poza Barbarą S., jako głównego sprawcę, wskazywał też na Daniela S. 100 tys. złotych odszkodowania Po uprawomocnieniu się wyroku Barbara S. złożyła wniosek o odszkodowanie od Skarbu Państwa za okres, który spędziła w areszcie jako podejrzana i oskarżona o udział w zabójstwie dziecka. Żądała 400 tys. zł., głównie za doznane straty psychiczne w wyniku aresztu. 28 czerwca 2011 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił częściowo wniosek Barbary S. i przyznał jej 100 tys. zł odszkodowania za 20 miesięcy niesłusznego aresztu. Sąd ocenił, że na etapie śledztwa doszło do manipulacji materiałem dowodowym, w wyniku czego Barbara S. spędziła 20 miesięcy w areszcie. Sąd ocenił ten areszt jako "oczywiście niesłuszny". "Dopóki wina nie zostanie udowodniona, osoba oskarżona jest niewinna" Na kanwie przedstawionej sprawy warto przypomnieć kilka podstawowych zasad, jakie wyznaczają standardy prowadzenia postępowania w sprawach karnych - zauważa dr hab. Janusz Raglewski, pracownik naukowy Katedry Prawa Karnego UJ, adwokat. - Przede wszystkim należy pamiętać, że obowiązuje zasada domniemania niewinności i wymóg, aby pojawiające się przy rozpoznawaniu sprawy nie dające się usunąć wątpliwości były rozstrzygane na korzyść osoby oskarżonej o popełnienie przestępstwa. Dopóki wina nie zostanie udowodniona i stwierdzona prawomocnym wyrokiem, osoba oskarżona nawet za najbardziej odrażający czyn przestępny, jest niewinna - wyjaśnia karnista. - Niestety, często o tym zapominamy. Nie do rzadkości należą sytuacje, w których uznaje się w oczach opinii publicznej osobę za sprawcę przestępstwa, zanim jeszcze rozpocznie się postępowanie sądowe, w którym dopiero ta kwestia będzie badana. Czyni się to bez znajomości realiów konkretnego stanu faktycznego, które znane są organom procesowym. Łatwość formułowania takich sądów jest bardzo duża. Wynika to zapewne także z obserwowanego w praktyce braku odpowiedzialności za ich nietrafność - dodaje ekspert. Tymczasem trzeba mieć na uwadze, że każde postawienie osoby w stan oskarżenia, zastosowanie tymczasowego aresztowania, czy innego instrumentu prawa karnego oznacza poważne negatywne konsekwencje dla osoby poddanej takiej procedurze - uważa dr hab. Janusz Raglewski - Życie z piętnem oskarżonego, aresztowanego - nawet jeśli później, często po długotrwałym postępowaniu, dojdzie do oczyszczenia z zarzutów - wiąże się w doświadczaniem problemów w sferze społecznej, trudnościami ze znalezieniem pracy, itp. Ostracyzm, z jakim spotyka się taka osoba z całą pewnością utrudnia jej powrót do społeczeństwa. Sąd, który w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej wydaje wyrok ma świadomość znaczenia podejmowanego rozstrzygnięcia. - Każda działalność człowieka obarczona jest ryzykiem błędu. W sprawach karnych z całą pewnością lepiej jednak kilka osób niesłusznie uniewinnić, niż skazać choć jedną niewinną osobę - mówi ekspert. W kontekście przedstawianej sprawy karnista zwraca uwagę, że przyznanie się do popełnienia przestępstwa nie jest "królową dowodów". - Pomimo to pokutuje w praktyce w szerokim zakresie przekonanie, że jest to rozstrzygające. Jak bowiem uniewinnić od zarzutu popełnienia przestępstwa osobę, która do jego popełnienia sama się przyznała? - zaznacza problem adwokat. Autor: Joanna Zajączkowska Za serwisem Onet z dn. 28.10.2011 r. Sąd uniewinnił matkę chłopca utopionego w Wiśle TVN24, PAP | aktualizowane 12 minut temu Sąd uniewinnił Barbarę S. matkę chłopca utopionego w Wiśle. Kobieta była oskarżona o nakłanianie do zabójstwa dziecka i kierowanie nim. O uniewinnienie wnosiła oskarżona, jej obrona, a także - co jest bardzo rzadkim przypadkiem - prokuratura. - Oskarżenie musi mieć dowody, które nie budzą żadnych wątpliwości. Ja te wątpliwości mam - mówiła prokurator na ostatniej rozprawie. To już trzeci proces matki chłopca, oskarżonej o nakłanianie do zabójstwa synka i kierowanie nim. W pierwszym procesie skazano ją na 25 lat więzienia, co uchylił jednak sąd apelacyjny. W drugim procesie uniewinniono ją, ale Sąd Najwyższy zwrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia. Oprócz Roberta K., konkubenta S., który za zabójstwo Michałka dostał już prawomocnie 25 lat więzienia, na 15 lat skazano też jego pomocnika Daniela S. Czteroletni Michał S. zaginął w styczniu 2001 r. Po kilku dniach jego zwłoki wyłowiono z Wisły. (kab) Za serwisem WP z dn. 16.01.2009 r. Zabójca Michałka mówi, że to nie on zabił autor: POL, kb, 2006-10-20, Ostatnia aktualizacja: 2006-10-20 Daniel S., skazany prawomocnym wyrokiem na 15 lat więzienia za udział w zabójstwie czteroletniego Michałka, zaprzeczył, by brał udział w utopieniu dziecka. Stwierdził również, że zbrodni nie widział, a jego wcześniejsze wyjaśnienia wymusiły na nim policja i prokuratura. W sądzie odbyła się wczoraj druga rozprawa w procesie Barbary S., oskarżonej o zlecenie zabójstwa jej czteroletniego syna. Michałek został utopiony w Wiśle w styczniu 2001 r. Został wyrzucony do rzeki przez konkubenta matki Roberta K. i jego kolegę Daniela S. Obaj zostali już prawomocnie skazani. Barbara S. staje przed sądem już trzeci raz. Daniel S., który w śledztwie przyznawał się do udziału w zbrodni, wczoraj zaprzeczył swoim wcześniejszym wyjaśnieniom. Tłumaczył, że policja wymusiła je na nim biciem. Skąd zatem znał dokładny przebieg zbrodni? Opis tego podałem na podstawie wizji lokalnej - powiedział. Za "Życiem Warszawy" z dn. 20.10.2006 r. Śmierć Michałka: Kasacja oddalona Sąd Najwyższy uchylił wyrok uniewinniający dla Barbary S. - matki 4 letniego Michałka oraz oddalił kasację konkubenta. Będzie kolejny, trzeci już proces matki 4-letniego Michałka utopionego w Wiśle - Sąd Najwyższy skierował jej sprawę do ponownego rozpatrzenia. Równocześnie oddalił kasację jej konkubenta skazanego za zabójstwo chłopca na 25 lat więzienia. Michałek zginął 19 stycznia 2001 r. w Warszawie. Robert K. i jego kompan Daniel S. (skazany prawomocnym wyrokiem na 15 lat więzienia - PAP) wrzucili chłopca do Wisły. Prokuratura oskarżyła ich o zabójstwo, a matkę chłopca o kierowanie zbrodnią. W tej sprawie zapadło kilka wyroków, w 2004 r. warszawski sąd okręgowy uniewinnił Barbarę S., a Roberta K. skazał na 25 lat więzienia, co następnie utrzymał sąd apelacyjny. Swoją czwartkową decyzją Sąd Najwyższy uznał kasację prokuratury, która wskazując na dowolną ocenę materiału dowodowego i pominięcie części wyjaśnień Roberta K., domagała się zwrotu sprawy matki chłopca do ponownego rozpatrzenia. Oddalił jednak kasację obrony, która chciała tego samego wobec konkubenta kobiety. W uzasadnieniu podkreślił, że sądy niższej instancji zbagatelizowały część istotnych dowodów, które mogłyby pomóc w ustaleniu przyczyn zbrodni. Wśród nich - według SN - m.in. wyjaśnienia Roberta K., w których wskazywał on na matkę chłopca jako zleceniodawczynię zabójstwa. Zdaniem sądu, konieczne jest też przeanalizowanie m.in. billingów rozmów Barbary S. i Roberta K. tak, by ustalić, czy rzeczywiście nie byli ze sobą w kontakcie, gdy zginął Michałek. Sędzia sprawozdawca Elżbieta Strużyna powiedziała także, że z wyjaśnień Roberta K. wynika, że miał dobry kontakt z chłopcem i gdyby wyłączyć z tej sprawy matkę dziecka - nie miałby powodów do jego zabicia. Barbary S. nie było na rozprawie. Jej obrońca Grzegorz Lewański, tuż przed kasacją powiedział, że oskarżenie jego klientki to efekt "ambicjonalnego i tendencyjnego prowadzenia sprawy przez prokuraturę". Zaznaczył także, że czwartkowa decyzja SN nie przesądza o winie matki Michałka. "SN dopatrzył się jedynie pewnych procesowych uchybień. Tak to odczytuję" - podkreślił adwokat, dodając, że rozpoczęcie na nowo procesu będzie dla kobiety dużym obciążeniem Dodał także, że jego zdaniem pobieżne potraktowanie pewnych kwestii (przez sąd okręgowy i apelacyjny) wynikało z przekonania o nieprawdziwości zarzutów stawianych Barbarze S. "Wszystko zaczyna się od nowa, ale to nie oznacza jej winy" - zaznaczał. W pierwszym procesie w lutym 2002 r. Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Barbarę S. i Roberta K. na 25 lat więzienia, a Daniela S. - na 15 lat. Sąd uznał wówczas, że zbrodnią kierowała właśnie matka Michałka; dziecko miało jej przeszkadzać "w realizacji życiowych planów". Sąd apelacyjny skierował jednak sprawę Barbara S. do ponownego rozpatrzenia, zdecydował też o zwolnieniu jej z aresztu, w którym spędziła ponad rok. Za serwisem Onet z dn. 12.01.2006 r. Sąd uznał, że matka nie chciała zabić Michałka Wyrok: niewinna Sąd uniewinnił we wtorek matkę czteroletniego Michałka, która w poprzednim procesie została skazana na 25 lat więzienia za nakłanianie do zabicia swojego dziecka. Jej przyjaciel, który wrzucił dziecko do Wisły, dostał wyrok 25 lat. - Nie ma żadnego wiarygodnego dowodu na udział w zbrodni matki dziecka - tak uzasadniła we wtorek wyrok uniewinniający dla Barbary S. sędzia przewodnicząca Aniela Bańkowicz. Do tragedii doszło zimą 2001 roku. Michałka S. odebrał z warszawskiego przedszkola przyjaciel jego matki Robert K. Był z kolegą - Danielem S. Zabrali dziecko nad Wisłę. Później odnaleziono zwłoki dziecka na krze. - Dziecko utopiło się w rzece pokrytej krą - przypomniała sędzia Bańkowicz. - Oskarżony Robert K. w toku postępowania przyznał się, że razem z Danielem S. wrzucili chłopca do wody. Głośne śledztwo prowadziła stołeczna policja pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Praga-Północ. W tym postępowaniu obaj mężczyźni przyznali się, że chłopca wrzucili do lodowatej rzeki - jeden trzymał za nogi, drugi za ręce, rozhuśtali dziecko i cisnęli w nurt. Pokazali to śledczym: policjantom i prokuratorom w eksperymencie, jaki przeprowadzono na potrzeby śledztwa nad brzegiem Wisły. - Nie jest tak, jak mówi oskarżony Robert K., że był w czasie eksperymentu zmuszany do niekorzystnych dla siebie zeznań - twierdziła sędzia Bańkowicz. Wyrok dla Roberta K. został utrzymany - 25 lat więzienia. Barbary S. nie było na ogłoszeniu wyroku, odpowiada z wolnej stopy. Prokuratura utrzymywała, że to ona namawiała do zgładzenia synka, bo dziecko stało na drodze jej nowego związku. Według sądu tak nie było, a Barbarę S. pomawiał broniący się za wszelką cenę przed odpowiedzialnością Robert K., który później wszystkie oskarżenia stanowczo wycofał. We wtorek sąd kobietę uniewinnił. - Wiedziałem, że tak będzie, przecież to wszystko, co zebrała prokuratura przeciw matce chłopczyka, było wyssane z palca - tryumfalnie krzyczał po wyroku mecenas Grzegorz Lewański, który bronił Barbary S. - Będziemy rozważać, czy odwołać się od wyroku - mówi prokurator Krzysztof Wojtalewicz z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. W więzieniu jest Daniel S., który dostał piętnaście lat. Harald Kittel Za "Rzeczpospolita" z dn. 09.06.2004 r. Matka Michałka uniewinniona! Barbara S. (24 l.), matka bestialsko zamordowanego 4-letniego Michałka, została wczoraj w ponownym procesie uniewinniona. Jak stwierdził Sąd Okręgowy w Warszawie, nie było dowodów obciążających ją. Robert K. (25 l.), który zdaniem prokuratury dokonał zbrodni, został skazany na 25 lat więzienia. W sali rozpraw nie było matki zamordowanego dziecka. - Sąd uznał Roberta K. za winnego zabójstwa i skazuje go na 25 lat pozbawienia wolności. Barbarę S. uniewinnia od zarzutu - ogłosiła wyrok sędzia Aniela Bańkowicz, przewodnicząca składu. Sąd podkreślił, że przesłuchanie w prokuraturze Roberta K. na okoliczność roli matki dziecka w zbrodni było sterowane i wymuszane przez prokuraturę. - Zastanowimy się, co z tym zrobić, po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia wyroku - powiedział "Super Expressowi" prokurator Krzysztof Wojtalewicz. 4-letniego Michałka utopiono w Wiśle w styczniu 2001 r. W pierwszym procesie i Barbara S., i Robert K. dostali po 25 lat więzienia. Wyroki uchylono. Prokuratura nie zdecydowała, czy będzie składać apelację. autor: Dawid Sawicki Za "Super Expressem" z dn. 09.06.2004 r. Oczyszczona z zarzutów Sąd uznał Barbarę S., matkę zamordowanego Michałka, niewinną. Prokuratura będzie apelować. Matka czteroletniegoMichałka utopionego w Wiśle została oczyszczona z zarzutu kierowania zabójstwem synka. Jej były konkubent Robert K., który wrzucił chłopca do rzeki, spędzi za kratkami 25 lat. Początkowo myślałam, że to Basia zamordowała swojego synka - przyznała ŻW kilka godzin przed wyrokiem Halina Stańczyk, wieloletnia sąsiadka Barbary S., matki Michałka. - Potem jednak, kiedy widziałam, jak cierpi po stracie dziecka, zaczęłam wątpić - dodaje. Znajomi Barbary S., na której od ponad trzech lat ciąży piętno dzieciobójczyni, a z którego we wtorek kobieta została oczyszczona, też nie potrafią powiedzieć o kobiecie nic złego. - Normalna dziewczyna, miła, nic do niej nie mamy - opowiadają. Michał został utopiony 19 stycznia 2001 r. przez konkubenta matki Roberta K. i jego kolegę Daniela S. W samo południe mężczyźni odebrali dziecko z przedszkola i zaprowadzili je nad Wisłę. Tam jeden z nich chwycił Michałka za rączki, a drugi za nóżki. Chwilę później chłopiec topił się w lodowatej wodzie. O udział w zbrodni prokurator oskarżył też matkę dziecka. Jeszcze w styczniu 2001 r. wszystkie media podawały przerażającą informację - prokuratura ma dowody na to, że inspiratorką zbrodni jest matka Michałka. Kobieta szybko trafiła za kratki. Potem pojawiały się kolejne informacje, m.in. o billingach, które miały świadczyć o tym, że kobieta kontaktowała się w trakcie dokonywania zbrodni z zabójcami. Rok później Barbara S. została skazana na karę 25 lat pozbawienia wolności. Sąd uznał, że Michał był przeszkodą w realizacji jej życiowych planów. Taki sam wyrok dostał konkubent S. Jego przyjaciel Daniel S. został skazany na karę 15 lat więzienia. Jako jedyny odbywa prawomocny już wyrok. Kara orzeczona Barbarze K. nie wytrzymała jednak krytyki sądu apelacyjnego. Sąd okręgowy musiał sprawę zbadać ponownie. W powtarzanym procesie na ławie oskarżonych zasiadł też Robert K. Barbara S. odpowiadała z wolnej stopy. We wtorek on znów został uznany winnym zbrodni zabójstwa, ona zaś - uniewinniona. - Nie ma żadnego wiarygodnego dowodu do stwierdzenia takiej czy innej roli oskarżonej w tym zabójstwie - powiedziała w uzasadnieniu wyroku sędzia Aniela Bańkowicz. - Prokuratura powoływała się w oskarżeniu na negatywne opinie znajomych Barbary S. na temat jej macierzyństwa. - Nie dają one podstaw do tworzenia łańcucha poszlak i domniemań - krótko skomentowała to sędzia Bańkowicz. Robert K. na wolność będzie mógł wyjść po odsiedzeniu co najmniej 20 lat. Jego adwokat mec. Andrzej Lewandowski zapowiada apelację. Podobnie jak prokurator Krzysztof Wojtalewicz, który od razu zapowiedział, że od orzeczenia się odwoła.Barbary S. nie było we wtorek na ogłoszeniu wyroku. ANETA POLAK Za "Życiem Warszawy" z dn. 09.06.2004 r. 25 lat więzienia za utopienie Michałka; matka chłopca niewinna Nie ma żadnego wiarygodnego dowodu, by stwierdzić jakąś rolę Barbary S. w utopieniu jej 4-letniego syna Michałka - uznał Sąd Okręgowy w Warszawie i uniewinnił kobietę od zarzutu kierowania tą głośną zbrodnią. Prokurator zapowiada apelację. Obrona mówi o zwycięstwie sprawiedliwości. We wtorek na 25 lat więzienia sąd skazał zaś konkubina kobiety Roberta K., który - razem z Danielem S., prawomocnie wcześniej już skazanym na 15 lat więzienia - w styczniu 2001 r. utopił Michałka w Wiśle. Pierwszy proces W pierwszym procesie w sprawie tej zbrodni, która wstrząsnęła opinią publiczną, sąd skazał w lutym 2002 r. Barbarę S. i Roberta K. na kary po 25 lat, a Daniela S. na 15 lat, uznając, że zbrodnią kierowała kobieta, a dziecko miało jej przeszkadzać w realizacji życiowych planów. Po odwołaniach obrońców, wyrok wobec S. uchylił Sąd Apelacyjny (zwalniając ją z aresztu, w którym spędziła ponad rok), a wobec K. - Sąd Najwyższy, uznając, że sprawa obojga musi być jeszcze raz rozpatrzona łącznie. Sędzia Aniela Bańkowicz podkreśliła w ustnym uzasadnieniu wtorkowego wyroku, że jedynym dowodem obciążającym Barbarę S. były wyjaśnienia ze śledztwa Roberta K. Wycofał się on jednak z nich na procesie, wobec czego nie ma już ani żadnego dowodu ani nawet poszlaki wskazujących na winę S. Według sądu wyjaśnienia K. nie zasługują na wiarę, gdyż zmieniał je osiem razy; nie są one wsparte żadnym innym dowodem i są tylko "linią jego obrony". Sąd podkreślił, że jedna ze świadków mówiła, że S. była złą matką i nie chciała dziecka. Według sądu jednak, mówiła to kobieta, która krótko wychowywała Michałka i opierała się w swych wypowiedziach na tym, co przeczytała w gazetach o S. Sędzia przypomniała, że K. pytał S., na którym miejscu jest w jej sercu, a ona odpowiedziała, że na pierwszym miejscu jest Michałek. Dodała, że w przeddzień zbrodni K. chciał się spotkać z S., ale ona nie wpuściła go do siebie, mówiąc: "Pewnie wygodniej byłoby ci, gdyby Michała nie było". Dziecko mu ufało Uzasadniając wymiar kary dla K. (który od 2001 r. cały czas jest w areszcie), sędzia powiedziała, że dopuścił się on swego czynu na bezbronnym dziecku, które mu ufało - tonąc, Michałek wołał do niego: "Tato, tato". K. będzie mógł ubiegać o się przedterminowe zwolnienie z więzienia najwcześniej po 20 latach. Prok. Krzysztof Wojtalewicz zapowiedział apelację co do uniewinnienia S. Powiedział, że nie zgadza się, by nie było dowodów jej winy. "Prokuratura zebrała takie dowody, jakie mogła zebrać w tej sprawie" - dodał, nie chcąc mówić o szczegółach. Apelację zapowiedział także obrońca K. mec. Andrzej Lewandowski. Obrońca Barbary S. - która nie przyszła do sądu z powodu niedyspozycji - mec. Grzegorz Lewański nazwał decyzję sądu sukcesem wymiaru sprawiedliwości, choć wyraził żal, że sąd uniewinnił jego klientkę "dopiero za drugim podejściem". "Proces w dużym stopniu negatywnie wpłynął na dotychczasowe losy matki dziecka, ale sądzę, że będzie ona w stanie odbudować swą psychikę i będzie pożytecznym człowiekiem" - oświadczył. Według adwokata prokuratura sfabrykowała dowody wobec S. Splot różnych emocji Pytany, dlaczego zginął Michałek, mecenas odparł, że doszło do "splotu różnych emocji, niewłaściwych osobowości, taki tragiczny los ludzi, ale o to trzeba pytać Roberta K. i Daniela S." (sędzia nie odniosła się w uzasadnieniu do motywu zbrodni). W powtórnym procesie prokurator żądał 25 lat więzienia dla obojga oskarżonych. Prokurator zmienił - w stosunku do aktu oskarżenia - kwalifikację czynu, o który oskarżył matkę dziecka. W ocenie prokuratury, podżegała ona do zabójstwa, a nie kierowała nim. Obrona wniosła o uniewinnienie, dowodząc, że prokuratura nie ustaliła motywu, z powodu którego miałoby dojść do zabójstwa dziecka. Za serwisem WP z dn. 08.06.2004 r. Matka utopionego Michałka uniewinniona Nie ma żadnego wiarygodnego dowodu, by stwierdzić jakąś rolę Barbary S. w utopieniu jej 4-letniego syna Michałka - uznał we wtorek Sąd Okręgowy w Warszawie i uniewinnił kobietę od zarzutu kierowania tą głośną zbrodnią. Prokurator zapowiada apelację. Obrona mówi o zwycięstwie sprawiedliwości. We wtorek na 25 lat więzienia sąd skazał zaś konkubina kobiety Roberta K., który - razem z Danielem S., prawomocnie wcześniej już skazanym na 15 lat więzienia - w styczniu 2001 r. utopił Michałka w Wiśle. W pierwszym procesie w sprawie tej zbrodni, która wstrząsnęła opinią publiczną, sąd skazał w lutym 2002 r. Barbarę S. i Roberta K. na kary po 25 lat, a Daniela S. na 15 lat, uznając, że zbrodnią kierowała kobieta, a dziecko miało jej przeszkadzać w realizacji życiowych planów. Po odwołaniach obrońców, wyrok wobec S. uchylił Sąd Apelacyjny (zwalniając ją z aresztu, w którym spędziła ponad rok), a wobec K. - Sąd Najwyższy, uznając, że sprawa obojga musi być jeszcze raz rozpatrzona łącznie. Sędzia Aniela Bańkowicz podkreśliła w ustnym uzasadnieniu wtorkowego wyroku, że jedynym dowodem obciążającym Barbarę S. były wyjaśnienia ze śledztwa Roberta K. Wycofał się on jednak z nich na procesie, wobec czego nie ma już ani żadnego dowodu ani nawet poszlaki wskazujących na winę S. Według sądu, wyjaśnienia K. nie zasługują na wiarę, gdyż zmieniał je osiem razy; nie są one wsparte żadnym innym dowodem i są tylko "linią jego obrony". Sąd podkreślił, że jedna ze świadków mówiła, że S. była złą matką i nie chciała dziecka. Według sądu jednak, mówiła to kobieta, która krótko wychowywała Michałka i opierała się w swych wypowiedziach na tym, co przeczytała w gazetach o S. Sędzia przypomniała, że K. pytał S., na którym miejscu jest w jej sercu, a ona odpowiedziała, że na pierwszym miejscu jest Michałek. Dodała, że w przeddzień zbrodni K. chciał się spotkać z S., ale ona nie wpuściła go do siebie, mówiąc: "Pewnie wygodniej byłoby ci, gdyby Michała nie było". Uzasadniając wymiar kary dla K. (który od 2001 r. cały czas jest w areszcie), sędzia powiedziała, że dopuścił się on swego czynu na bezbronnym dziecku, które mu ufało - tonąc, Michałek wołał do niego: "Tato, tato". K. będzie mógł ubiegać o się przedterminowe zwolnienie z więzienia najwcześniej po 20 latach. Prok. Krzysztof Wojtalewicz zapowiedział apelację co do uniewinnienia S. Powiedział, że nie zgadza się, by nie było dowodów jej winy. "Prokuratura zebrała takie dowody, jakie mogła zebrać w tej sprawie" - dodał, nie chcąc mówić o szczegółach. Apelację zapowiedział także obrońca K. mec. Andrzej Lewandowski. Obrońca Barbary S. - która nie przyszła do sądu z powodu niedyspozycji - mec. Grzegorz Lewański nazwał decyzję sądu sukcesem wymiaru sprawiedliwości, choć wyraził żal, że sąd uniewinnił jego klientkę "dopiero za drugim podejściem". "Proces w dużym stopniu negatywnie wpłynął na dotychczasowe losy matki dziecka, ale sądzę, że będzie ona w stanie odbudować swą psychikę i będzie pożytecznym człowiekiem" - oświadczył. Według adwokata, prokuratura sfabrykowała dowody wobec S. Pytany, dlaczego zginął Michałek, mecenas odparł, że doszło do "splotu różnych emocji, niewłaściwych osobowości, taki tragiczny los ludzi, ale o to trzeba pytać Roberta K. i Daniela S." (sędzia nie odniosła się w uzasadnieniu do motywu zbrodni). W powtórnym procesie prokurator żądał 25 lat więzienia dla obojga oskarżonych. Prokurator zmienił - w stosunku do aktu oskarżenia - kwalifikację czynu, o który oskarżył matkę dziecka. W ocenie prokuratury, podżegała ona do zabójstwa, a nie kierowała nim. Obrona wniosła o uniewinnienie, dowodząc, że prokuratura nie ustaliła motywu, z powodu którego miałoby dojść do zabójstwa dziecka. Za serwisem Onet.pl z dn. 08.06.2004 r. Za kilka dni wyrok w głośnym procesie o utopienie czteroletniego Michałka Wina bez dowodów Czy matka i jej przyjaciel zostaną skazani, jak żąda prokuratura, na 25 lat więzienia za utopienie dziecka w Wiśle przed trzema laty? Adwokaci torpedują oskarżenie, podnoszą, że dowodów winy nie ma i żądają uniewinnienia. Kończy się drugi proces o utopienie czteroletniego Michałka. Do tragedii doszło zimą 2001 roku w Warszawie. Michałka S. odebrał z przedszkola przyjaciel jego matki Robert K. Był z kolegą - Danielem S. Zabrali dziecko nad Wisłę. Później odnaleziono zwłoki chłopca na krze. Głośne śledztwo prowadziła stołeczna policja pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Praga-Północ. Obaj mężczyźni przyznali się, że chłopca wrzucili do lodowatej rzeki - jeden trzymał za ręce, drugi za nogi, rozhuśtali dziecko i cisnęli w nurt. Prokuratura uznała, że motywem zbrodni było to, iż chłopiec przeszkadzał matce w nowym związku. W pierwszym procesie Robert K. dostał wyrok 25 lat więzienia. Matka - Barbara S., która przyznała się w prokuraturze do kierowania zbrodnią i do nakłaniania do niej - dostała taki sam wyrok. Jednak sądy wyższych instancji nakazały sprawę matki i jej przyjaciela rozpatrzyć ponownie. W więzieniu jest Daniel S., który dostał piętnaście lat. W areszcie przebywa Robert K. Matka, Barbara S., odpowiada przed sądem z wolnej stopy. - Ta kobieta jest niewinna. Prokuratura nie ma żadnych dowodów jej winy, nie ma żadnych przesłanek, że nakłaniała do zbrodni. Przyznała się pod presją - grzmiał wczoraj w mowie obrończej mecenas Grzegorz Lewański, który wniósł o uniewinnienie. Barbara S. z załzawionymi oczami prosiła sąd o korzystny wyrok: - Jestem niewinna, straciłam jedynego syna, nikt nie wie, co przeżyłam. Jej dawny przyjaciel siedział na ławie oskarżonych w milczeniu pilnowany przez dwoje policjantów. - Robert K. jest niewinny, prokuratura nie dysponuje dowodami zbrodni. Dziecko zginęło, gdy pobiegło nad rzekę za piłeczką - argumentuje mecenas Andrzej Lewandowski, który o uniewinnienie wniósł na poprzedniej rozprawie. Prokuratura niezmiennie żąda dla obojga kary po 25 lat więzienia - dla matki za podżeganie do zbrodni, dla jej przyjaciela za utopienie dziecka. Sąd wyda wyrok 8 czerwca. H.K. Za "Rzepospolita" z dn. 04.06.2004 r. Była dziwną matką Matki oskarżonej o zabójstwo Michałka bronią tylko jej najbliżsi. Inne zdanie mają dalsi krewni i znajomi. Unikała rozmów o dziecku. Była złą matką - mówią świadkowie w procesie Barbary S. (24 l.), oskarżonej o kierowanie zabójstwem swojego 4-letniego syna. - Była troskliwa. Opiekowała się Michałkiem bardzo dobrze. Kiedy pracowałam, zajmowała się też moim synkiem - mówiła jej siostra. Przed Sądem Okręgowym toczy się proces w sprawie brutalnego morderstwa 4-letniego Michałka S. Sąd przesłuchał krewnych i znajomych oskarżonych - matki i jej konkubenta Roberta K. (25 l.). Różne zeznania Oskarżona o kierowanie zbrodnią Barbara S. w oczach swojej matki i siostry była troskliwą matką i bardzo dobrze zajmowała się dzieckiem. Ale koleżanki i szwagier mają inne zdanie. - Była złą żoną i złą matką. Taki wniosek wyciągnąłem na podstawie rozmów z bratem - powiedział Henryk S., wujek zamordowanego chłopca. - Unikała rozmów o dziecku, nic o nim nie opowiadała. Czasami rzuciła "z Michałkiem wszystko w porządku" i na tym kończyły się jej opowieści. To było dziwne, jakieś nienaturalne - opowiadała Agnieszka L., koleżanka Barbary. - Nie chciałam, by Barbara przychodziła do Roberta. Nie akceptowałam jej. Kiedyś przyszła w środku nocy. Była pijana. Prosiłam syna, żeby dał sobie spokój z tym związkiem, trzy razy z nią zrywał, ale nie zostawił jej. To jego błąd - mówiła Bożena K., matka Roberta. Bliscy krewni Barbary S. przekonywali sąd, że kobieta jest dobra. Wczoraj słowa matki Barbary S., która zeznawała w czwartek, potwierdziła Anna, siostra oskarżonej. Bez zarzutu - Z siostrą i Michasiem spotykałam się trzy, cztery razy w tygodniu. Dzieckiem zajmowała się bez zarzutów. Była naprawdę troskliwą matką. Kiedy wychodziłam do pracy, opiekowała się też moim synkiem - zeznawała Anna K. Sąd pytał Annę K., czy jej siostra wcześniej chciała pozbyć się dziecka, oddając je do adopcji. O tym wspominali niektórzy świadkowie. - Nic mi na ten temat nie wiadomo - stwierdziła stanowczo. Dawid Sawicki Za dziennikiem "Super Express" z dn. 5-6.12.2003 r. Ponownie sądzeni za Michałka Barbara S., która miała zlecićzabójstwo 4-letniego synka, i jej były kochanek, wykonawca zbrodni, ponownie stanęli przed sądem. 24-letnia S. odpowiada z wolnej stopy. - Nie potrafię zrozumieć, dlaczego ją wypuścili z więzienia - komentuje jej były mąż i ojciec utopionego w Wiśle Michałka Piotr Sural. - To wszystko jest bez sensu - mówi przez łzy. S. zachowuje kamienną twarz. Kiedy kamerzyści i fotoreporterzy zbyt długo skupiają uwagę obiektywów na jej osobie, sprawia wrażenie mocno zirytowanej. Robert K., jej były kochanek, przyjechał do sądu z aresztu. Siedzi ze spuszczoną głową. Z byłą ukochaną nie rozmawia. To on i jego kolega Daniel S. wrzucili bezbronnego Michałka do Wisły. 19 stycznia 2001 r. odebrali chłopca z przedszkola i zaprowadzili go nad rzekę. Działali ponoć na polecenie Barbary S. W pierwszym procesie sąd skazał ich na kary po 25 lat więzienia. Sądy wyższych instancji zażądały przeprowadzenia powtórnego procesu. Wczoraj prokurator Krzysztof Wojtalewicz zdążył tylko odczytać zarzuty. Ponad cztery godziny skład zmagał się z wnioskami adwokata Barbary S. Grzegorza Lewańskiego. Mecenas domagał się, by proces odbył się w innym wydziale. Uznał, że skoro w poprzednim procesie orzekał wiceszef VIII wydziału karnego sędzia Rajmund Chajneta, to w tym procesie, jako przełożony, będzie wpływał na sędziów. Sąd nie uznał tej argumentacji. ANETA POLAK Za dziennikiem "Życie Wraszawy" z dn. 07.11.2003 r. Rozpoczął się drugi proces ws. zabójstwa 4-letniego Michałka Rozpoczął się ponowny proces Barbary S. i Roberta K., skazanych na 25 lat za utopienie 4-letniego Michałka w 2001 roku. Sąd nie uwzględnił wniosku obrońcy oskarżonej o zmianie składu sędziów poprzez przeniesienie sprawy do innego wydziału. Decyzję o ponownym rozpatrzeniu sprawy przez sąd pierwszej instancji podjął Sąd Najwyższy 2 września. W lutym 2002 roku sąd okręgowy w Warszawie skazał na karę 25 lat więzienia Barbarę S., matkę czteroletniego Michałka, utopionego w styczniu 2001 roku w Wiśle. Taką samą karę otrzymał jej konkubent Robert K. Trzeci z oskarżonych Daniel S. został skazany na 15 lat więzienia. Jego wyrok już się uprawomocnił i mężczyzna odbywa karę. 20 września 2002 roku sąd apelacyjny uchylił wyrok wobec Barbary S .decydując o jej powtórnym procesie. Oskarżona będzie odpowiadała z wolnej stopy. Sąd uznał, że sędziowie pierwszej instancji nie wzięli pod uwagę wszystkich okoliczności. SA utrzymał wyrok dla konkubenta matki Michałka, Roberta K. i jego wspólnika. Jednak obrońca Roberta K. złożył kasację od Sądu Najwyższego domagając się ponownego procesu dla Roberta K. Sąd Najwyższy uwzględnił kasację. Dlatego dziś w ponownym procesie przed sądem okręgowym w Warszawie zasiądą na ławie oskarżonych - Barbara S. i Robert K. Zbrodnia miała miejsce 19 stycznia 2001 roku w Warszawie. Chłopiec został odebrany z przedszkola przez Roberta K. oraz Daniela S. Prosto z przedszkola pojechali oni z Michałkiem nad Wisłę i tam go utopili. Aby nie wzbudzać podejrzeń, tego samego dnia Robert K. wraz z matką chłopca pojechali ponownie do przedszkola "odebrać" dziecko. Poinformowano ich, że zostało ono już zabrane z placówki. Sprawcy powiadomili policję, która rozpoczęła poszukiwania. Następnego dnia zwłoki chłopca w Wiśle, niedaleko mostu Grota-Roweckiego, zobaczył wędkujący mężczyzna. Za serwisem Wirtualnej Polski z dn. 06.11.2003 r. Mordercy Michałka ponownie przed sądem 6 listopada ma ruszyć ponowny proces dwójki oskarżonych o utopienie 4-letniego Michałka, co w 2001 r. wstrząsnęło opinią publiczną. Na ławie oskarżonych znów zasiądą matka chłopca Barbara S. oraz jej konkubent Robert K. 19 stycznia 2001 r. w Warszawie Robert K. i jego kompan Daniel S. utopili w Wiśle 4-letniego Michałka. Mieli tego dokonać na zlecenie matki chłopca Barbary S. Media pisały o "wyrodnej matce". Akt oskarżenia przeciwko całej trójce był w sądzie już kilka miesięcy później. W lutym 2002 r. Sąd Okręgowy w Warszawie skazał na 25 lat więzienia Barbarę S. i Roberta K., a Daniela S. - na 15 lat. Sąd uznał, że zbrodnią kierowała Barbara S.; dziecko miało jej przeszkadzać w realizacji życiowych planów. Wbrew wnioskom prokuratury, by wszystkim wymierzyć dożywocie, sąd uznał wtedy, że "odpowiednie i adekwatne" będą niższe kary. We wrześniu 2002 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie, do którego odwołali się oskarżeni, uchylił wyrok 25 lat dla Barbary S. i zwrócił jej sprawę I instancji; postanowił też wypuścić ją na wolność, zastępując areszt dozorem. SA utrzymał wtedy kary 25 i 15 lat dla dwóch zabójców dziecka. "Sąd nie przesądza wyniku ponownego procesu, a jedynie dba o staranność postępowania" - uzasadniał SA. Wyrok wobec Daniela S. już się uprawomocnił. Obrońca Roberta K. złożył kasację do Sądu Najwyższego, domagając się ponownego procesu, co we wrześniu tego roku SN uwzględnił. "SN dopatrzył się rażącego naruszenia prawa w wyroku sądu II instancji wobec Roberta K." - powiedział rzecznik SN Piotr Hofmański. Dodał, że SN uznał za celowe, by oboje oskarżeni odpowiadali wspólnie przed sądem I instancji. "W ponownym procesie trzeba m.in. ocenić, czy K. rzeczywiście był inspirowany przez Barbarę S." - dodał. Barbara S. i Robert K. będą zatem ponownie sądzeni przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Proces ma się zacząć 6 listopada. Sąd nie wyznaczał wcześniej terminu ponownej rozprawy samej Barbary S., licząc się z tym, że SN może zwrócić do ponownego rozpatrzenia także sprawę K. W ponownym procesie możliwe jest każde rozstrzygnięcie - tak skazanie, jak i uniewinnienie. Za serwisami WP, Onet.pl z dn. 13.10.2003 r. Zabójstwo czteroletniego Michałka Ponownie razem przed sądem Sąd Najwyższy uchylił wyrok Robertowi K., skazanemu wcześniej na 25 lat więzienia za utopienie 4-letniego Michałka. W tej głośnej sprawie na ponowny proces czeka też matka zamordowanego dziecka. W styczniu 2001 r. Polską wstrząsnęła wiadomość o utopieniu w stolicy, w Wiśle, 4-letniego Michałka. Po burzliwym procesie w lutym 2002 r. warszawski Sąd Okręgowy przyjął, że zbrodnię zleciła matka dziecka Barbara S., gdyż syn "przeszkadzał jej ułożyć sobie życie". Bezpośrednimi wykonawcami mieli być chłopak oskarżonej Robert K. oraz jego kolega Daniel S. W czasie wizji lokalnej oskarżeni zademonstrowali na worku piasku, jak wrzucali malca do rzeki. Potem odwołali te wyjaśnienia, twierdząc, że zostali zmuszeni do ich złożenia przez policjantów. Matka zamordowanego nigdy nie przyznała się do zbrodni. W pierwszej instancji sąd skazał ją na 25 lat więzienia. Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił jednak ten wyrok, uznając, że w pierwszej instancji zbyt pobieżnie oceniono dowody świadczące o winie oskarżonej, a także nie uwzględniono okoliczności przemawiających na jej korzyść. Robertowi K. SA utrzymał wyrok, nie znajdując podstaw do jego uchylenia. Podstawy takie znalazł wczoraj Sąd Najwyższy. Dopatrzył się rażącego naruszenia prawa w wyroku sądu drugiej instancji, który rozerwał więzi odpowiedzialności pomiędzy Robertem K. a Barbarą S. SN uznał, że najlepiej by było, gdyby w ponownym procesie ta dwójka odpowiadała przed sądem razem. Będzie to możliwe, bo chociaż od apelacji Barbary S. minął już prawie rok, wciąż nie wyznaczono terminu jej sprawy. WIK Za "Rzeczpospolitą" z dn. 03.09.2003 r. Będą sądzić morderców Michałka od nowa Sprawa potwornego zabójstwa 4-letniego chłopca wraca do punktu wyjścia Sąd Najwyższy wczoraj uchylił wyrok mordercy, Robertowi K. Na nowy proces czeka też matka dziecka, która miała zlecić to zabójstwo. Robert K. (25 lat), który razem z Danielem S. (21 lat) miał wrzucić 4-letniego Michałka do Wisły, stanie przed sądem po raz drugi. Będzie sądzony razem z byłą konkubiną i matką dziecka Barbarą S. (24 lata). On odpowie za zabójstwo, ona za kierowanie zbrodnią. Przypomnijmy. Do tragedii doszło 19 stycznia 2001 r. Robert K., konkubent Barbary S., odebrał czteroletniego chłopca z przedszkola. Razem z kolegą Danielem S. poszli nad Wisłę, w okolice mostu Grota-Roweckiego. Złapali Michała - jeden za ręce, drugi za nogi - rozkołysali i wrzucili do lodowatej wody. Ciało chłopca znaleziono dzień później. - Barbara o wszystkim wiedziała - powiedział policji zatrzymany dzień później Robert K. Mężczyzna twierdzi, że matka cały czas była z nimi w kontakcie telefonicznym, że kierowała nimi, a na koniec zapytała, czy już po wszystkim. W pierwszym procesie Barbara S. i Robert K. dostali po 25 lat więzienia. Daniel S. tylko 15 lat pozbawienia wolności. Wyrok wobec matki został uchylony od razu przez Sąd Apelacyjny. Sąd kazał kobietę wypuścić na wolność i zwrócić akta Sądowi Okręgowemu do ponownego osądzenia Barbary S. Termin rozprawy do dnia dzisiejszego nie został wyznaczony. Tymczasem wczoraj Robert K. wygrał kasację przed Sądem Najwyższym i jego sprawa również trafi do Sądu Okręgowego. - Ważne, by obydwoje oskarżeni odpowiadali przed sądem wspólnie. Poza tym sąd musi ocenić, czy Robert K. był faktycznie inspirowany przez Barbarę S. - mówi sędzia Piotr Hoffmański, rzecznik prasowy Sądu Najwyższego. Anna Białkiewicz "Super Express" 03.09.2003 r. Sąd uchylił wyrok za zabójstwo Michałka Do sądu I instancji wraca sprawa Roberta K., skazanego wcześniej na 25 lat więzienia za utopienie 4-letniego Michałka, co w 2001 r. wstrząsnęło opinią publiczną. Tak zdecydował we wtorek Sąd Najwyższy, uwzględniając kasację K. K. będzie zatem ponownie sądzony przed Sądem Okręgowym w Warszawie razem ze swą konkubiną Barbarą S. - domniemaną inspiratorką tej zbrodni - której wyrok 25 lat więzienia uchylił już w 2002 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie. "Sąd Najwyższy dopatrzył się rażącego naruszenia prawa w wyroku sądu II instancji wobec Roberta K., polegającego m.in. na zerwaniu więzi odpowiedzialności między nim a Barbarą S." - powiedział rzecznik prasowy SN sędzia Piotr Hofmański. Dodał, że SN uznał za celowe, by oboje oskarżeni odpowiadali wspólnie przed sądem I instancji. "W ponownym procesie trzeba m.in. ocenić, czy K. rzeczywiście był inspirowany przez Barbarę S." - dodał. 19 stycznia 2001 r. w Warszawie Robert K. i jego kompan Daniel S. utopili w Wiśle 4-letniego Michałka. Zbrodnia wstrząsnęła opinią publiczną. Media pisały o "wyrodnej matce", która zabiła swe dziecko. Śledztwo toczyło się bardzo sprawnie, akt oskarżenia przeciwko całej trójce był w sądzie już kilka miesięcy później. W grudniu 2001 r. zaczął się proces. W lutym 2002 r. Sąd Okręgowy w Warszawie skazał na 25 lat więzienia K., a Daniela S. - na 15 lat. Uznał, że zbrodnią kierowała matka - Barbara S., i skazał ją na 25 lat. Według sądu, dziecko miało jej przeszkadzać w realizacji życiowych planów. Wbrew wnioskom prokuratury, by wszystkim wymierzyć dożywocie, sąd uznał wtedy, że "odpowiednie i adekwatne" będą niższe kary. We wrześniu 2002 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił wyrok 25 lat dla Barbary S. i postanowił wypuścić ją na wolność, zastępując areszt dozorem. SA utrzymał wtedy kary 25 i 15 lat dla dwóch zabójców dziecka. "Sąd nie przesądza wyniku ponownego procesu, a jedynie dba o staranność postępowania" - zaznaczył SA uzasadniając to orzeczenie. Oznacza to, że w ponownym procesie matki Michałka możliwe jest nadal każde rozstrzygnięcie - tak skazanie, jak i uniewinnienie. Według SA, ocena wyjaśnień oskarżonych i świadka była pobieżna, a sąd I instancji nie rozważył argumentów, przemawiających na korzyść oskarżonej. Obrońca Roberta K. złożył kasację do Sądu Najwyższego, domagając się ponownego procesu, co SN we wtorek uwzględnił. PAP dowiedział się nieoficjalnie w Sądzie Okręgowym, że nie wyznaczał on terminu ponownej rozprawy samej Barbary S., licząc się z tym, że SN może zwrócić do ponownego rozpatrzenia także sprawę któregoś z dwóch pozostałych oskarżonych. Za serwisami Onet.pl, WP, INTERIA.PL Zostanie na wolności? Jest prawdopodobne, że Barbara S., oskarżona o pokierowanie zabójstwem swego synka Michałka, nie powróci za kraty. Większość prawników twierdzi, że zażalenie na decyzję sądu apelacyjnego, który uchylił areszt kobiecie, nie jest możliwe. Zażalenie złożyć możemy - upiera się rzecznik prokuratury okręgowej Maciej Kujawski. - Wiem, że są dwie wykładnie przepisów w tej sprawie, i różni ludzie opowiadają się za każdą z nich. Bez względu na wszystko, zażalenie musimy jednak złożyć. Choćby tylko po to, by wytworzyła się jakaś praktyka postępowania w podobnych sprawach. Żeby tę kwestię raz na zawsze rozstrzygnąć. Prawnicy, których pytaliśmy o opinię, są innego zdania. - Nie jest to możliwe. Absolutnie nie! - adwokat Karol Jełowicki żywo zareagował na nasze pytanie. Z jego opinią zgodził się jeden z prokuratorów, pragnący zachować anonimowość. - Moim zdaniem, prawo nie daje prokuraturze żadnych możliwości zareagowania w takiej sytuacji - usłyszeliśmy. Problem w tym, że kodeks postępowania karnego przewiduje możliwość skarżenia postanowień instancji odwoławczej, ale tylko w przypadku zastosowania aresztu. Natomiast nie wspomina o tym, co zrobić, gdy areszt uchylono. Jeśli więc starania prokuratury w sprawie ponownego osadzenia Barbary S. w areszcie spełzną na niczym, w ponownym procesie kobieta będzie odpowiadała z "wolnej stopy". Tak było np. z Beatą K., oskarżoną o morderstwo w warszawskim sklepie Ultimo. Ta została zwolniona z aresztu przez Sąd Okręgowy. O wątpliwościach związanych ze sprawą ponownego aresztowania Barbary S. mówi się także na korytarzach sądu apelacyjnego. Na razie nieoficjalnie, bo zażalenie do sądu jeszcze nie wpłynęło. Najpierw sąd zbada, czy zażalenie spełnia wymogi formalne, a następnie skieruje sprawę na posiedzenie.- Myślę, że będzie ono potraktowane w trybie pilnym, na jednym z najbliższych posiedzeń - powiedziała nam rzecznik sądu apelacyjnego Barbara Trębska. Wszystko wskazuje więc na to, że sprawa wyjaśni się już w przyszłym tygodniu. POL Za dziennikiem Życie Warszawy z dn. 26.09.2002 r. Czy matka Michałka wróci do aresztu? Prokurator skarży decyzję sądu drugiej instancji Prokurator nie daje za wygraną i nadal domaga się zamknięcia w areszcie oskarżonej o morderstwo swojego synka Barbary S. Dziś złoży w sądzie zażalenie na ostatnią decyzję Sądu Apelacyjnego. Przypomnijmy. W miniony czwartek Sąd Apelacyjny wydał zaskakujący wyrok - sprawa Barbary S. musi rozpocząć się od nowa, a ona sama może opuścić areszt. Zarzuty wobec kobiety zostały podtrzymane. Jeszcze tego samego dnia prokurator zapowiedział złożenie zażalenia na postanowienie sądu. Okazało się jednak, że to nie ma sensu, bo, według prawa, prokurator nie może zażalić się na postanowienia Sądu Apelacyjnego, do którego w takich wypadkach należy ostatnie słowo. Takie były opinie renomowanych prawników. Ale prokurator prowadzący sprawę zabójstwa 4-letniego Michałka nie zamierza dać za wygraną. - Pamiętajmy, że Barbara S. nadal jest oskarżona o zabójstwo. Areszty są tymczasem stosowane wobec osób, które dokonały czynu zagrożonego karą powyżej 8 lat więzienia. Tak jest w tym przypadku - powiedział nam poseł Prawa i Sprawiedliwości, Zbigniew Wassermann (podczas procesu zastępca prokuratora krajowego). Ponadto kodeks postępowania karnego przewiduje także areszt dla osoby, która została skazana już przez sąd pierwszej instancji na karę pozbawienia wolności powyżej 3 lat. Według prawa, jest to konieczne dla prawidłowego przebiegu postępowania. Czy prokurator przekona sąd? - Sam jestem ciekawy, jak ta sprawa zostanie rozpatrzona - powiedział nam rzecznik Sądu Okręgowego, Maciej Kujawski. Do zabójstwa 4-letniego Michałka doszło w styczniu 2001 r. Chłopca do Wisły wrzucili Robert Kwaśniewski, konkubent matki chłopca, i jego kolega, Daniel Saletra. Obaj zostali skazani kolejno na 25 i 15 lat więzienia. Kwaśniewski zeznał, że zrobił to na polecenie Barbary S. Na tej podstawie skazano kobietę. Ona sama nigdy nie przyznała się do winy. Katarzyna Brudnias Za wydaniem papierowym dziennika "Super Express" z dn. 26.09.2002 r. Prokuratura odwołuje się od zwolnienia matki Michałka z aresztu Jeszcze w czwartek dotrze do Sądu Apelacyjnego zażalenie prokuratury na zwolnienie Barbary S., matki 4-letniego Michałka z aresztu - poinformował w czwartek Maciej Kujawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Tydzień temu Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił wyrok 25 lat dla Barbary S. - matki 4-letniego Michałka, utopionego w Wiśle w styczniu 2001 r. przez Roberta Kwaśniewskiego (jej konkubenta) i Daniela Saletrę. Sąd postanowił też wypuścić ją na wolność, zastępując areszt dozorem. Utrzymano natomiast kary 25 i 15 lat dla bezpośrednich zabójców dziecka. W zeszły piątek Barbara S. opuściła zakład karny w Grudziądzu, gdzie przebywała do czasu, aż sąd przesłał tam swoje postanowienie o uchyleniu aresztu. Zbrodnia wstrząsnęła opinią publiczną. Media pisały o "wyrodnej matce", która zabiła swe dziecko. Śledztwo toczyło się bardzo sprawnie, akt oskarżenia przeciwko całej trójce był w sądzie już kilka miesięcy później. W grudniu 2001 r. zaczął się proces. "Uważamy, że nie ustały przesłanki stosowania tego aresztu: Barbarze S. zarzuca się kierowanie zbrodnią zabójstwa, za co grozi surowa kara. Poza tym nadal istnieje obawa matactwa z jej strony. Twierdzimy tak, ponieważ oskarżona zaraz po zabójstwie próbowała wprowadzić w błąd organa ścigania kierując oskarżenie na byłego męża, biologicznego ojca zabitego dziecka, a chroniąc prawdziwych zabójców" - mówił Kujawski. Dodał, że w obecnej sytuacji Barbara S. ma na wolności swobodny dostęp do świadków i istnieje obawa, że mogłaby na nich wpływać. "Poza tym podnosimy, że Sąd Apelacyjny uchylając areszt nie zakazał oskarżonej opuszczania kraju, a taka obawa z jej strony istnieje. SA też w żaden sposób nie uzasadnił swojej tezy, że +nie ma strony obawy utrudniania postępowania+ przez Barbarę S., poprzestając jedynie na tym stwierdzeniu"- wyjaśnił rzecznik. Już tego dnia gdy zapadło postanowienie Sądu Apelacyjnego Prokurator Krajowy Karol Napierski zasugerował, że oskarżyciel złoży zażalenie na decyzję dotyczącą aresztu. Powtórzyli to następnego dnia rzecznik Kujawski i warszawski Prokurator Apelacyjny, Zygmunt Kapusta. Wśród prawników pojawiły się dyskusje, czy takie odwołanie jest prawnie dopuszczalne - Kodeks postępowania karnego mówi bowiem, że "od wydanych w toku postępowania odwoławczego postanowień (...) o zastosowaniu środka zapobiegawczego (a takim jest areszt) przysługuje zażalenie do innego równorzędnego składu sądu odwoławczego". Kontrowersje wywołuje fakt, że przepis mówi "o zastosowaniu" aresztu, a nie o sytuacji przeciwnej - czyli jego uchyleniu. Niektórzy prawnicy sugerują, że ten przepis powinien być zmieniony w toku prac nad nowym prawem karnym. "Prokuratura postanowiła, że jednak takie zażalenie złoży - także po to, by mieć na przyszłość jasne stanowisko w podobnych sprawach" - mówił Kujawski. Uzasadnienie swojego odwołania prokuratura oparła m.in. na glossie (naukowym komentarzu do orzeczenia sądowego) do uchwały Sądu Najwyższego. Za dziennikiem Gazeta Wyborcza z dn. 26.09.2002 r. Prokuratura przeciwna zwolnieniu matki Michałka Prokuratura złożyła w czwartek zażalenie na decyzję sądu o zwolnieniu Barbary S., matki 4-letniego Michałka, utopionego przed ponad rokiem w Wiśle - poinformował w czwartek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, Maciej Kujawski. Tydzień temu Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił wyrok 25 lat więzienia dla Barbary S. - matki 4-letniego chłopca, utopionego w Wiśle w styczniu 2001 r. przez Roberta Kwaśniewskiego (jej konkubenta) i Daniela Saletrę. Sąd postanowił też wypuścić ją na wolność, zastępując areszt policyjnym dozorem. Utrzymano natomiast kary 25 i 15 lat dla bezpośrednich zabójców dziecka. Już tego samego dnia prokurator krajowy Karol Napierski zasugerował, że oskarżyciel złoży zażalenie na decyzję dotyczącą aresztu. Powtórzyli to następnego dnia rzecznik Kujawski i warszawski prokurator apelacyjny Zygmunt Kapusta. Popełniona półtora roku temu zbrodnia wstrząsnęła opinią publiczną. Media pisały o "wyrodnej matce", która zabiła swe dziecko. Śledztwo toczyło się bardzo sprawnie, akt oskarżenia przeciwko całej trójce był w sądzie już kilka miesięcy później. W grudniu 2001 r. zaczął się proces. (reb) Za serwisem informacyjnym portali Wirtualnej Polski i Onet.pl z dn. 26.09.2002 r. Czy matka utopionego Michałka zostanie na wolności? Bogdan Wróblewski 23-09-2002 Czy matka utopionego Michałka zostanie na wolności? Niewykluczone. Prawnicy twierdzą, że prokurator nie może zaskarżyć decyzji sądu, który zwolnił ją z aresztu. Prof. Stanisław Waltoś, Uniwersytet Jagielloński: Nie ma mowy o zażaleniu na decyzję sądu o uchyleniu aresztu. Mec. Tadeusz de Virion: Jak tylko usłyszałem w telewizji zapowiedzi o zażaleniu na uchylenie aresztu tej kobiecie, pomyślałem sobie: "Jaka ta prokuratura wyrywna". Zażalenie nie przysługuje. Sąd: uchylam areszt Przypomnijmy. W ostatni czwartek sąd apelacyjny rozpatrywał jedną z najgłośniejszych zbrodni ostatnich lat - sprawę o zabójstwo 4-letniego chłopca, którego w styczniu 2001 r. Robert K. i Daniel S. wrzucili do lodowatej rzeki. Sąd apelacyjny uznał, że słusznie skazani zostali na kary 25 i 15 lat więzienia. Apelacja matki dziecka (według prokuratury i sądu I instancji - zaplanowała i pokierowała zabójstwem syna) okazała się skuteczna. Sąd zdecydował, że trzeba powtórzyć proces Barbary S. Sędziowie postanowili też zwolnić oskarżoną z aresztu. Kobieta dwa razy w miesiącu ma się meldować w komisariacie. Decyzja sądu o uchyleniu aresztu od razu spotkała się z protestem prokuratury: prokurator krajowy, apelacyjny i rzecznik prokuratury okręgowej zapowiedzieli złożenie zażalenia na uchylenie aresztu. To znaczy, że prokuratura chce, aby Barbara S. wróciła za kraty. Ustawodawca: na to nie wpadliśmy Zajrzeliśmy do artykułu art. 426 kodeksu postępowania karnego. A tu - pułapka. Czytamy: zażalenie przysługuje tylko "od wydanych w toku postępowania odwoławczego postanowień (...) o zastosowaniu środka zapobiegawczego" [areszt to najsurowszy z tzw. środków zapobiegawczych - red.]. Jednak sąd nie zastosował aresztu, tylko przeciwnie - zdecydował o jego uchyleniu, czyli podjął decyzję, której nie przewiduje ten przepis. - W ciągu ostatnich lat nie było podobnej sytuacji. Wiem, że sędziowie mają wątpliwości, czy zażalenie prokuraturze przysługuje, ale jak rozstrzygną tę kwestię, okaże się dopiero, gdy ono wpłynie - mówi rzecznik sądu apelacyjnego Barbara Trębska. Prokuratura: i tak się odwołamy Co zrobi prokuratura? Rzecznik prokuratury okręgowej Maciej Kujawski zapowiedział wczoraj, że zażalenie zostanie wysłane najpóźniej w czwartek. Przyznał też, że sprawa jest badana, bo wątpliwości ma szef prokuratury apelacyjnej i północnopraskiej (gdzie prowadzone było śledztwo w sprawie utopienia Michałka). - Nie wycofamy się z zażalenia, choćby po to, żeby sąd dokonał wykładni tego przepisu - mówi. Tymczasem prof. Waltoś, ekspert prezydenta w pracach nad reformą prawa karnego, dodaje: - Jutro mamy posiedzenie komisji sejmowej, szlifujemy ostateczne poprawki, ten przepis jest źle skonstruowany, powinien zostać zmieniony. Bo dziś prokuratura nic nie może zrobić. Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" Zabójstwo 4-letniego Michałka Wyrok na matkę uchylony Warszawski Sąd Apelacyjny uchylił wyrok skazujący matkę utopionego w Wiśle Michałka na 25 lat więzienia za kierowanie zabójstwem swojego syna. Proces Barbary S. rozpocznie się więc na nowo. Będzie odpowiadać z wolności, gdyż SA uchylił jej wczoraj areszt. Uznał, że w pierwszej instancji zbyt pobieżnie oceniono dowody świadczące o winie oskarżonej, a także nie uwzględniono okoliczności przemawiających na jej korzyść. W styczniu 2001 r. całą Polską wstrząsnęła wiadomość o utopieniu 4-letniego Michała na zlecenie jego własnej matki. Zbrodni dokonali 23-letni wówczas chłopak Barbary S. - Robert Kwaśniewski i jego kolega Daniel Saletra. Mężczyźni odebrali chłopca z przedszkola i zabrali na "spacer" nad Wisłę. Tam chwycili za ręce i nogi, rozhuśtali i po odliczeniu do trzech wrzucili do lodowatej wody. Nie reagowali na rozpaczliwy krzyk tonącego dziecka. Po dwóch dniach policja ujęła obu mężczyzn. Później, po wyjaśnieniach Kwaśniewskiego, w których obciążył matkę, zatrzymano też 22-letnią Barbarę S. Ani w śledztwie, ani na sali sądowej nie przyznała się do zbrodni. Gdy w lutym tego roku warszawski Sąd Okręgowy ogłosił skazujący ją wyrok padła pod ławkę i płacząc szeptała: "Boże, ja nie jestem niczemu winna". Sąd przyjął, że zleciła i kierowała zabójstwem syna, gdyż "przeszkadzał jej w ułożeniu życia". Wymierzył karę 25 lat więzienia, zastrzegając, że warunkowe zwolnienie będzie jej przysługiwało dopiero po 20 latach. O winie Barbary S. przekonały skład orzekający m.in. wyjaśnienia Kwaśniewskiego ze śledztwa. W czwartek uchylając wyrok SA uznał, że oceniono je niewystarczająco wnikliwie. Zwrócił uwagę, iż w pierwszych wyjaśnieniach Kwaśniewski nie wspominał nic o udziale matki ofiary. Dopiero w kolejnych, składanych przed prokuratorem opowiedział o jej roli. - Nagrania z tego przesłuchania przeczą przekonaniu sądu pierwszej instancji, że były to wyjaśnienia spontaniczne - uzasadnił SA. Drugim dowodem świadczącym o winie oskarżonej były zeznania kobiety, u której przez pewien czas mieszkała. Opisała ona Barbarę S. jako niedobrą matkę, źle opiekującą się Michałkiem. Zdaniem SA, sąd pierwszej instancji zbyt bezkrytycznie ocenił te zeznania, jako wiarygodne. - Nie wziął pod uwagę, że każde kolejne zeznania były wzbogacane o elementy przemawiające na niekorzyść oskarżonej - uzasadniła decyzję o uchyleniu wyroku sędzia Anna Prokopiuk. Dodatkowo zwróciła uwagę na pominięcie wszystkich okoliczności przemawiających na korzyść oskarżonej, a także nieuwzględnienie opinii psychiatrycznej, która wskazywała na jej uległość w stosunku do innych osób. - Kierując sprawę do ponownego rozpoznania SA nie przesądza o jej rozstrzygnięciu - zaznaczyła sędzia. - Wszystko wskazuje na to, że prokuratura odwoła się od decyzji o uchyleniu aresztu dla matki zabitego Michałka - powiedział po wyroku prokurator krajowy Karol Napierski. Zastrzegł, że ostateczna decyzja należeć będzie do warszawskich prokuratorów. Pozostałym oskarżonym SA utrzymał wyroki, uchylając jedynie kary pozbawienia praw publicznych. Obrońca Kwaśniewskiego próbował w apelacji przekonać sąd, że wersję przedstawioną przez jego klienta odrzucono bez sprawdzenia. Oskarżony ten przed sądem tłumaczył, że Michałek goniąc za piłką wskoczył na krę, z której spadł do wody. Twierdził, że wyjaśnienia ze śledztwa wymusili na nim policjanci. Zmuszenie do przyznania się do winy podniósł też obrońca Saletry. - Jest osobą o nieukształtowanej emocjonalnie osobowości. Jakim szokiem musiało być dla niego zetknięcie się z wymiarem sprawiedliwości - przekonywał mec. Andrzej R. Lewandowski. Zarówno te, jak i apelację prokuratorską co do wysokości kary Saletry, sąd uznał za bezzasadne. Kwaśniewski jest więc już prawomocnie skazany na 25 lat więzienia (z możliwością warunkowego zwolnienia dopiero po 20 latach), a Saletra na 15 lat (warunkowe zwolnienie będzie mu przysługiwało po 12 latach). Sławomir Wikariak Po ogłoszeniu wyroku powiedzieli: - Zbigniew Wassermann, były prokurator krajowy, wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka (PiS): Uchylenie aresztu to skandal, bo sąd nie kwestionował sfery dowodowej, a wyrok uchylił jedynie z powodów formalnych. To daje osobie oskarżonej możliwość ucieczki. Przykładów takiej reakcji na decyzję sądów o zwolnieniu z aresztu jest wiele. - Krzysztof Orszagh, Stowarzyszenie Przeciwko Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej: Uchylenie aresztu Barbarze Sural może spowodować, że będzie chciała ona uciec i zniknąć. Moim zdaniem są dowody na to, że Barbara Sural miała bezpośredni związek z zamordowaniem Michałka. To taka amerykanizacja życia sądowego, dopóki ktoś nie jest skazany prawomocnie, nie musi przebywać w więzieniu. - Prokurator Maciej Kujawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie: Jesteśmy tym rozstrzygnięciem zaskoczeni, ale powstrzymujemy się od komentarzy. Chcemy poznać pełną treść uzasadnienia wyroku. - Mec. Czesław Jaworski, były prezes Naczelnej Rady Adwokackiej: Musiały istnieć poważne wątpliwości, jeśli taka decyzja zapadła. To dobrze, że sąd nie ugiął się pod presją opinii publicznej. - Sędzia Marek Celej, przewodniczący wydziału, w którym toczyła się sprawa w pierwszej instancji: Trzeba takie orzeczenie szanować, nawet jeśli wydaje się dziwne. A wskazówki dla Sądu Okręgowego na pewno będą rozważone i rozpatrzone. Sędziowie ponownie muszą się zmierzyć z materiałem dowodowym. Pytanie tylko, czy pójdzie to łatwo. - Stanisław Podemski, publicysta "Polityki": Uchylenie wyroku - nie bardzo jest co tu komentować, takie rzeczy się zdarzają. Dlatego mamy kilka instancji sądowych, by mogły się w nich pojawiać różne poglądy. Może być i tak, że w ponownym procesie ta matka będzie znowu skazana. Możliwe jednak, że decyzja o uchyleniu aresztu może świadczyć o tym, że sprawa idzie ku uniewinnieniu. PAP Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn.20.09.2002 r. Szokująca decyzja Matka 4-letniego Michałka, utopionego w Wiśle przez jej konkubenta, wychodzi na wolność. Sąd apelacyjny uchylił wczoraj wyrok skazujący kobietę na 25 lat więzienia, uznając że został wydany pod presją opinii publicznej. To była jedna z najbardziej makabrycznych zbrodni ostatnich kilkunastu lat. Chłopiec miał niespełna cztery lata. Wychowywała go matka, Barbara S. Jej mąż odszedł. Kobieta ułożyła sobie życie od nowa, gdy poznała Roberta K. To do niego Michał mówił "tato". Ufał mu również wtedy, gdy mężczyzna odebrał go z przedszkola i zabrał na ostatni spacer nad Wisłę. Daniel S., kolega Roberta K., chwycił dziecko za ramiona, "tata" - za nogi, po czym wrzucili Michałka do wody. Wyrokiem sądu okręgowego Barbara S. została skazana na 25 lat więzienia, z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie dopiero po 20 latach. Zarzut - zlecenie utopienia syna. Taką samą karę sąd wymierzył Robertowi K. Daniel S. ma spędzić w więzieniu 15 lat. W Warszawie zawrzało. Ludzie liczyli, że kobieta dostanie dożywocie. Nikt nie mógł uwierzyć, jak to możliwe, by matka chciała śmierci syna. Obrońcy oskarżonych odwołali się jednak do sądu apelacyjnego. - Wyrok zapadł pod presją opinii publicznej. Sąd I instancji nie wziął pod uwagę okoliczności świadczących na korzyść oskarżonej - mówił obrońca Barbary S. podczas wczorajszej rozprawy. - Nie można odmówić temu racji - stwierdziła sędzia Anna Prokopiuk. Karę 25 lat więzienia dla Barbary S. uchylono. Nakazano sądowi okręgowemu ponowne rozpatrzenie sprawy. Obrona miała jeszcze jeden wniosek: o zwolnienie oskarżonej z aresztu. I w tym wypadku odniosła zwycięstwo. Areszt tymczasowy uchylono, uznając że "nie jest on niezbędny". W zamian zastosowano dozór policyjny. ANETA POLAK Za dziennikiem "Życie Warszawy" z dn. 20.09.2002 r. Minister sprawiedliwości nie komentuje sprawy Michałka PAP 20-09-2002 Minister sprawiedliwości Grzegorz Kurczuk nie chce komentować uchylenia wyroku wobec matki utopionego 4- letniego Michałka. W czwartek Sąd Apelacyjny uchylił wyrok 25 lat więzienia dla Barbary Sural - matki wrzuconego do Wisły w styczniu 2001 r. 4- letniego Michałka. Kobietę zwolniono też z aresztu. Sąd uznał, że w I instancji nie wzięto pod uwagę wszystkich okoliczności - także tych przemawiających na korzyść oskarżonej. Sural będzie sądzona ponownie - sprawa jej winy jest nadal otwarta. "Minister sprawiedliwości nie może dawać złego przykładu i kwestionować każdego wyroku, który mu się nie podoba, czy podoba. Wówczas sędziowie czy prokuratorzy patrzyliby pod kątem dobrego czy złego humoru każdego ministra, zamiast decydować na podstawie tego, co jest w aktach" - powiedział Kurczuk w piątek w Radiu Zet. Pytany, jak ocenia zwolnienie kobiety z aresztu, Kurczuk podkreślił, że prokuratura prawdopodobnie zaskarży to postanowienie. (...) Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" z dn. 20.09.2002 r. Sąd powiedział: wypuścić - Przeczuwałam to. Od rana coś we mnie siedziało. Nie wiem już, jak wierzyć w sprawiedliwość - mówi Zofia P., której zeznania pogrążyły Barbarę S. w poprzednim procesie. - Wszystko jeszcze raz powtórzę przed sądem. To była jedna z najgłośniejszych zbrodni ostatnich lat. Matka chłopca została oskarżona o zlecenie i kierowanie zabójstwem swojego syna. Zbrodni mieli dokonać jej przyjaciel Tomasz Kwaśniewski i jego kolega Daniel Saletra. Tatusiu, tatusiu ratuj! To był zimny styczniowy ranek 2001 r. Policjanci z komisariatu rzecznego wyłowili zamarznięte maleńkie ciałko chłopca. Dziecko nie żyło. Jak się potem okazało, zabójcy wzięli Michałka za rączki i nóżki i na "trzy-cztery" wrzucili go do wody. "Tatusiu, tatusiu, ratuj!" - krzyczał chłopczyk do Roberta Kwaśniewskiego. Nie doczekał się pomocy. Jego zabójcy odwrócili się i odeszli. W lutym br. sąd skazał Barbarę S. i Kwaśniewskiego na 25 lat więzienia, zaś Saletrę na 15 lat. Wczoraj w sądzie apelacyjnym odbyła się rozprawa odwoławcza. Nie przyjechał na nią nikt ze skazanych. Sąd nie miał zastrzeżeń co do kar dla dwóch mężczyzn. Uznał jednak, że sprawa Barbary S. powinna zostać rozpatrzona od nowa. Adwokaci wnosili wczoraj o uniewinnienie wszystkich skazanych. Prokurator chciała z kolei podwyższenia wyroku dla Daniela Saletry. Po rozprawie zadowolony wyszedł tylko Grzegorz Lewański, obrońca Barbary S., mimo że sąd nie zdecydował o oczyszczeniu jej z zarzutów. - Nie mogę ukryć satysfakcji. Odzyskuję wiarę w wymiar sprawiedliwości. Sąd postawił na rzetelność. Od początku twierdziłem, że wyrok pierwszej instancji jest błędny - mówił po uchyleniu wyroku mecenas Lewański. Mecenas miał rację - Obrońcy oskarżonej nie można odmówić racji - tłumaczyła w uzasadnieniu wyroku sędzia Anna Prokopiuk. - Barbara S. nie przyznała się do winy, dlatego szczególnie wnikliwie trzeba analizować obciążające ją wyjaśnienia oskarżonego Roberta Kwaśniewskiego i świadka Zofii P. Ocena ta jednak była pobieżna i sąd I instancji nie rozważył argumentów, przemawiających na korzyść oskarżonej. Sąd zdecydował także, że Barbara S. nie może już siedzieć w areszcie. Prokuratura już zapowiedziała odwołanie od tej decyzji. Córki jeszcze nie ma Kilka godzin po decyzji warszawskiego Sądu Apelacyjnego byliśmy w domu Barbary S. na warszawskiej Woli. Jej matka mieszka tam na ostatnim piętrze sześciopiętrowego bloku. Gdy otwiera nam drzwi, pierwsze, co zauważamy to zapuchnięte oczy. Widać, że płakała. - Nie chcę już żadnych gazet - rzuca przez ledwie uchylone drzwi. Zanim je zamknie, zdąży powiedzieć, że córka jeszcze nie wróciła do domu i nie wie, kiedy wróci. Emocji nie mogła także opanować Zofia P., tyle że ona z innego powodu. To właśnie u niej Barbara S. wynajmowała przez kilka lat pokój. Zofia P. była dla niej prawie jak matka. Przez te pięć lat próbowała jej pomóc jak mogła. Dziś jej nienawidzi. Podczas procesu to właśnie zeznania Zofii P. pogrążyły matkę Michałka. Zofia P. niechętnie zgodziła się wczoraj na rozmowę. - Potem znowu zarzucą mi, że to ja inspiruję prasę - usłyszeliśmy. - Jestem na proszkach od chwili, kiedy dowiedziałem się o decyzji sądu. Nie wiem, jak wierzyć w sprawiedliwość. Ona jest przebiegła. Jeszcze niejeden numer wywinie. To tylko kwestia czasu - dodaje. Zofia P. zapewniła nas wczoraj, że na pewno będzie zeznawać w powtórnym procesie i wszystko powtórzy, choć będzie to dla niej trudne. - Bardzo to wszystko przeżyłam. Ciągle chodzę do Michałka na grób i zostawiam tam kwiaty. A jej już nigdy nie chciałabym oglądać. Co dalej z Barbarą S.? Będzie musiała jeszcze raz stanąć przed sądem pierwszej instancji. Jeszcze raz złożyć wyjaśnienia i opowiedzieć o tamtych wydarzeniach. A sąd będzie musiał raz jeszcze zadecydować: winna czy niewinna? - Sąd nie przesądza wyniku ponownego procesu, a jedynie dba o staranność całego postępowania - podkreśliła Anna Prokopiuk, sędzia sądu apelacyjnego. Wciąż jest oskarżona Tak więc uchylenie wyroku nie oznacza wcale, że Barbara S. została uznana za niewinną. Nadal jest oskarżona o zabójstwo własnego syna. Tyle tylko, że na rozprawy będzie już przyjeżdżać z domu, a nie zza krat. Areszt zamieniono jej na dozór policyjny. Od tej pory dwa razy w miesiącu będzie musiała się "meldować" w miejscowym komisariacie. Wczoraj sąd apelacyjny utrzymał w mocy wyroki dla Roberta Kwaśniewskiego - 25 lat i dla Daniela Saletry - 15 lat. Sąd uznał, że dowody, a także zeznania oskarżonych w śledztwie (potem podczas procesu odwołali swoje wcześniejsze zeznania) były wystarczające, żeby ich skazać. Tak więc wyrok w tej części jest już prawomocny. Kwaśniewskiemu i Saletrze pozostaje jedynie złożenie wniosku o kasację w Sądzie Najwyższym. Oni zostaną w więzieniu Robert Kwaśniewski... ...lat 24. Skończył szkołę zawodową. Pracował od przypadku do przypadku. Mieszkał z matką w jednopokojowym mieszkaniu. Jego rodzice rozwiedli się, gdy był dzieckiem. Ojciec był kryminalistą. Starszy brat z pierwszego małżeństwa matki ożenił się i założył własną rodzinę. Na wieść o zabójstwie powiedział krótko: "Nie chcę go znać". Robert, kiedy poznał Barbarę S., był nią zachwycony i kompletnie jej podporządkowany. Dużo czasu spędzał z Michałkiem. Chłopiec mówił do niego "tatusiu". Wg znajomych, zanim poznał Barbarę, był cichy i zamknięty w sobie. Pod jej wpływem miał się stać agresywny. Daniel Saletra... ...w chwili popełnienia zbrodni miał 19 lat. Kolega Kwaśniewskiego z sąsiedniego bloku. Pochodził z normalnej, pełnej rodziny. Nie uczył się, nie pracował. Nie był wcześniej karany, ale obracał się w towarzystwie, które na odległość pachniało kryminałem. Wyrósł wśród machlojek, przekrętów i kradzieży. Dlaczego zabił? Nie znamy odpowiedzi na to pytanie. Być może dla kilku groszy. Wiadomo jedynie, że Saletra nie wiedział o planowanej zbrodni. Ale nie zrobił nic, żeby powstrzymać Kwaśniewskiego. - Robert kazał mi wrzucić dziecko do wody - powiedział podczas wizji lokalnej. Więc wrzucił. KOMENTARZE Sędzia Anna Prokopiuk: - Sąd nie przesądza wyniku powtórzonego procesu, jednak musi dbać o to, by postępowanie było staranne. Oskarżona Barbara S. nie przyznała się do winy, dlatego bardzo wnikliwie trzeba analizować wyjaśnienia osób, które ją obciążają - oskarżonego Roberta Kwaśniewskiego i głównego świadka, Zofię P. Zbigniew Wassermann - poseł Prawa i Sprawiedliwości, podczas procesu był zastępcą prokuratora krajowego: - W tej sprawie popełnione zostały dwa błędy. Pierwszy popełnił sąd I instancji dopuszczając się uchybień i wydając tak wysoki wyrok. Drugi błąd zrobił sąd apelacyjny, który uchylił areszt wobec oskarżonej. Te uchybienia mają być naprawione. Gdy to się stanie, wyrok może zostać podtrzymany. Istnieje niestety niebezpieczeństwo, że oskarżona wiedząc, iż jest zagrożona karą, może więcej nie stawić się przed sądem. Już przy mniejszych wyrokach oskarżeni uciekają za granicę. Piotr Machajski, Katarzyna Brudnias Za wydaniem papierowym dziennika "Super Express" z dn. 20.09.2002 r. Sąd uchylił wyrok 25 lat dla matki zabitego Michałka Sąd Apelacyjny uchylił w czwartek wyrok 25 lat dla Barbary S. - matki zabitego 4-letniego Michałka. Postanowił też zwolnić ją z aresztu. Utrzymał kary 25 i 15 lat dla zabójców dziecka. Uniewinnienia Barbary S. domagał się przed sądem jej obrońca mec. Grzegorz Lewański. Mówił, że wyrok zapadł pod presją opinii publicznej i sąd I instancji nie wziął pod uwagę okoliczności świadczących na korzyść oskarżonej, a jedynie te, które przemawiały za jej winą. "Obrońcy oskarżonej nie można odmówić racji" - uznała w czwartek sędzia Anna Prokopiuk uzasadniając wyrok. "Barbara S. nie przyznała się do winy, dlatego szczególnie wnikliwie trzeba analizować obciążające ją wyjaśnienia oskarżonego Roberta Kwaśniewskiego i świadka Zofii P. Ocena ta jednak - zdaniem Sądu Apelacyjnego - była pobieżna i sąd I instancji nie rozważył argumentów, przemawiających na korzyść oskarżonej" - dodał sąd. Wśród tych argumentów sędzia Prokopiuk wymieniła: osobowość oskarżonej określaną przez biegłych jako "bierno-zależna", a także stwierdzoną u niej wzmożoną agresję, jednak skierowaną przeciwko sobie, a nie innym. "Sąd nie przesądza wyniku ponownego procesu, a jedynie dba o staranność postępowania" - zaznaczyła sędzia. Jednocześnie sąd, na wniosek obrońcy, uchylił areszt wobec oskarżonej, bo uznał, że ten najsurowszy środek zapobiegawczy "nie jest niezbędny" i wystarczy dozór policyjny dwa razy w miesiącu. Jednocześnie sąd utrzymał wyrok 25 i 15 lat więzienia dla Roberta Kwaśniewskiego i Daniela Saletry, którzy 19 stycznia 2001 r. wrzucili 4-letniego Michałka do Wisły. Argumenty obrońców, a także prokuratury, która chciała kary 25 lat także dla Saletry, sąd uznał za nieprzekonujące. Wyrok wobec obu mężczyzn jest prawomocny, jednak obrońcy mogą złożyć kasację do Sądu Najwyższego. Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 20.09.2002 r. Matka zamordowanego Michałka zwolniona z aresztu Sąd Apelacyjny uchylił w czwartek wyrok 25 lat dla Barbary S. - matki zabitego 4-letniego Michałka. Postanowił też zwolnić ją z aresztu. Utrzymał kary 25 i 15 lat dla zabójców dziecka. Uniewinnienia Barbary S. domagał się przed sądem jej obrońca mec. Grzegorz Lewański. Mówił, że wyrok zapadł pod presją opinii publicznej i sąd I instancji nie wziął pod uwagę okoliczności świadczących na korzyść oskarżonej, a jedynie te, które przemawiały za jej winą. Obrońcy oskarżonej nie można odmówić racji - uznała w czwartek sędzia Anna Prokopiuk uzasadniając wyrok. Barbara S. nie przyznała się do winy, dlatego szczególnie wnikliwie trzeba analizować obciążające ją wyjaśnienia oskarżonego Roberta Kwaśniewskiego i świadka Zofii P. Ocena ta jednak - zdaniem Sądu Apelacyjnego - była pobieżna i sąd I instancji nie rozważył argumentów, przemawiających na korzyść oskarżonej - dodał sąd. Wśród tych argumentów sędzia Prokopiuk wymieniła: osobowość oskarżonej określaną przez biegłych jako "bierno-zależna", a także stwierdzoną u niej wzmożoną agresję, jednak skierowaną przeciwko sobie, a nie innym. Sąd nie przesądza wyniku ponownego procesu, a jedynie dba o staranność postępowania - zaznaczyła sędzia. Jednocześnie sąd, na wniosek obrońcy, uchylił areszt wobec oskarżonej, bo uznał, że ten najsurowszy środek zapobiegawczy "nie jest niezbędny" i wystarczy dozór policyjny dwa razy w miesiącu. Jednocześnie sąd utrzymał wyrok 25 i 15 lat więzienia dla Roberta Kwaśniewskiego i Daniela Saletry, którzy 19 stycznia 2001 r. wrzucili 4-letniego Michałka do Wisły. Argumenty obrońców, a także prokuratury, która chciała kary 25 lat także dla Saletry, sąd uznał za nieprzekonujące. Wyrok wobec obu mężczyzn jest prawomocny, jednak obrońcy mogą złożyć kasację do Sądu Najwyższego. (aka, iza) Za serwisem informacyjnym portalu Wirtualnej Polski z dn. 19.09.2002 r. Zabójstwo Michałka: Obrońcy oskarżają sąd Działanie sądu pod presją mediów, a nawet tendencyjność sędziów zarzucili w czwartek obrońcy w apelacyjnym procesie o zabójstwo 4-letniego Michałka. Chcą uniewinnienia lub ponownego procesu. Zdaniem mec. Andrzeja Lewandowskiego, który broni Roberta K. skazanego w I instancji na 25 lat za wrzucenie do wody dziecka, sąd wydając wyrok nie wyjaśnił wszystkich okoliczności sprawy. Adwokat uważa, że twierdzenia oskarżonego, który w śledztwie przyznał się do tego zabójstwa, a na rozprawie odwołał swoje wyjaśnienia, powinny zostać poddane dodatkowej analizie. Sugerował nawet, że po wyjaśnieniach w sądzie powinno się przeprowadzić jeszcze jedną wizję lokalną, w trakcie której sąd zorientowałby się, czy jest możliwy taki nieszczęśliwy wypadek, w wyniku którego dziecko samo mogłoby wpaść do wody, jak twierdził Robert K. Mec. Andrzej R. Lewandowski broniący skazanego na 15 lat za pomoc w zabójstwie Daniela S. twierdził z kolei, że to policja i prokuratura wymusiły na jego kliencie przyznanie się do winy. "Daniel S. był cały czas pod presją policji i opinii publicznej. Jest osobą do tej pory niekaraną, o nieukształtowanej emocjonalnie osobowości. Jakim szokiem musiało być dla niego zetknięcie się z wymiarem sprawiedliwości" - tak obrońca przekonywał Sąd Apelacyjny do uniewinnienia swego klienta. Mec. Grzegorz Lewański, który broni skazanej na 25 lat matki zabitego dziecka Barbary S. zarzucił sądowi tendencyjność i stronniczość. "Sąd Okręgowy przytoczył w wyroku wybiórczo - pod swoją tezę - te dowody, które wręcz tendencyjnie gromadził. Jeśli jakaś teza przeczyła oskarżeniu, sędzia przerywał obrońcom" - mówił adwokat. Lewański zarzucił prokuraturze prowadzącej śledztwo "uruchomienie fali artykułów i reportaży medialnych", które miały wzburzyć opinię publiczną. "Sprawa miała taki wydźwięk medialny specjalnie pod tezę o konieczności przywrócenia kary śmierci - bo to była kampania wyborcza" - dodał adwokat. Utrzymania wyroku 25 lat domagała się prokurator Danuta Droessler. Wniosła jednocześnie o uchylenie wyroku 15 lat więzienia dla Daniela S. uznając tę karę za zbyt niską. Prokuratura chce bowiem skazania go także na 25 lat więzienia. "Apelacje obrońców są chybione, a zarzuty nietrafne" - podsumowała prokurator. W pierwszej instancji prokuratura domagała się kary dożywocia dla wszystkich oskarżonych. Za serwisem informacyjnym portalu Onet.pl z dn.19.09.2002 r. Czy wyrok za zabójstwo zapadł pod presją mediów? Działanie sądu pod presją mediów, a nawet tendencyjność sędziów zarzucili w czwartek obrońcy w apelacyjnym procesie o zabójstwo 4-letniego Michałka. Chcą oni uniewinnienia lub ponownego procesu. Zdaniem mec. Andrzeja Lewandowskiego, który broni Roberta K. skazanego w I instancji na 25 lat za wrzucenie do wody dziecka, sąd wydając wyrok nie wyjaśnił wszystkich okoliczności sprawy. Adwokat uważa, że twierdzenia oskarżonego, który w śledztwie przyznał się do tego zabójstwa, a na rozprawie odwołał swoje wyjaśnienia, powinny zostać poddane dodatkowej analizie. Sugerował nawet, że po wyjaśnieniach w sądzie powinno się przeprowadzić jeszcze jedną wizję lokalną, w trakcie której sąd zorientowałby się, czy jest możliwy taki nieszczęśliwy wypadek, w wyniku którego dziecko samo mogłoby wpaść do wody, jak twierdził Robert K. Mec. Andrzej R. Lewandowski broniący skazanego na 15 lat za pomoc w zabójstwie Daniela S. twierdził z kolei, że to policja i prokuratura wymusiły na jego kliencie przyznanie się do winy. Daniel S. był cały czas pod presją policji i opinii publicznej. Jest osobą do tej pory niekaraną, o nieukształtowanej emocjonalnie osobowości. Jakim szokiem musiało być dla niego zetknięcie się z wymiarem sprawiedliwości - tak obrońca przekonywał Sąd Apelacyjny do uniewinnienia swego klienta. Mec. Grzegorz Lewański, który broni skazanej na 25 lat matki zabitego dziecka Barbary S. zarzucił sądowi tendencyjność i stronniczość. Sąd Okręgowy przytoczył w wyroku wybiórczo - pod swoją tezę - te dowody, które wręcz tendencyjnie gromadził. Jeśli jakaś teza przeczyła oskarżeniu, sędzia przerywał obrońcom - mówił adwokat. Lewański zarzucił prokuraturze prowadzącej śledztwo uruchomienie fali artykułów i reportaży medialnych, które miały wzburzyć opinię publiczną. Sprawa miała taki wydźwięk medialny specjalnie pod tezę o konieczności przywrócenia kary śmierci - bo to była kampania wyborcza - dodał adwokat. Utrzymania wyroku 25 lat domagała się prokurator Danuta Droessler. Wniosła jednocześnie o uchylenie wyroku 15 lat więzienia dla Daniela S. uznając tę karę za zbyt niską. Prokuratura chce bowiem skazania go także na 25 lat więzienia. Apelacje obrońców są chybione, a zarzuty nietrafne - podsumowała prokurator. W pierwszej instancji prokuratura domagała się kary dożywocia dla wszystkich oskarżonych. (ks) Za serwisem informacyjnym portalu Wirtualnej Polski z dn.19.09.2002 r. W czwartek zapadnie wyrok w sprawie śmierci czteroletniego Michała Bogdan Wróblewski 18-09-2002 Prokuratora wycofała się z żądania kary dożywocia dla oskarżonych o utopienie w Wiśle czteroletniego Michała Minęło wiele miesięcy, a jeszcze mi w uszach brzmi krzyk chłopca nad brzegiem rzeki: "Tato, tato, co robisz!?". W lutym sąd okręgowy uznał, że Barbara S., matka Michała, zleciła utopienie syna i namówiła do tego konkubenta Robert K. Motyw: "Dziecko im przeszkadzało". To do Roberta Michałek zwracał się "tato". We wrzuceniu dziecka do lodowatej wody - był 19 stycznia 2001 r. - pomógł Robertowi jego kumpel Daniel S. Daniel chwycił dziecko za ramiona, Robert za nóżki. Zakołysali. Rzucili. Prokurator - pasuję Przed pierwszym wyrokiem prokurator Adam Woźny grzmiał: - To egzekucja, zbrodnia bez precedensu. Jest jedna możliwa kara: dożywocie. Dla wszystkich oskarżonych. Pierwszy wyrok był szokiem. Matka Michałka i Robert K. skazani zostali na kary po 25 lat więzienia (z ograniczeniem możliwości ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 20 latach), Daniel S. na 15 lat. Jeszcze tego samego dnia telewizja pokazała reakcje polityków - przez wszystkie przypadki odmieniają słowo skandal. Minęły miesiące. Sędzia Irena Nowicka-Albin napisała uzasadnienie wyroku. Adwokaci i prokurator apelacje. Zajrzałem do akt. Szok. Biologiczny ojciec Michała Piotr S., oskarżyciel posiłkowy, nie jest już zainteresowany losem sprawy! Prokurator Woźny nie domaga się podwyższenia kar do dożywocia! Dlaczego? - To nie ja podejmowałem decyzje, tylko przełożeni. Może przekonało ich znakomite uzasadnienie wyroku sądu pierwszej instancji? Chcę jednak, by także Daniel S. skazany został na 25 lat więzienia - odpowiada. Gdyby sąd apelacyjny podzielił ten wniosek, proces Daniela S. trzeba by powtórzyć. Adwokaci - niewinni Powtórzenia rozpraw chcą też adwokaci pozostałej dwójki. Chyba że sąd apelacyjny uniewinniłby matkę Michała i mężczyzn, którzy zaprowadzili dziecko nad Wisłę. Adwokat matki Michała mec. Grzegorz Lewański na 23 stronach pisemnej apelacji analizuje głównie wpływ opinii publicznej na "podświadomość sędziów" i wyrok. Politykom, policji, mediom zarzuca przeprowadzenie kampanii przeciw "wyrodnej matce". Miała ona odwrócić uwagę opinii publicznej od takich "wynaturzeń w działaniu policji" jak głośne zastrzelenie weterynarza podczas obławy na tygrysa. Mec. Andrzej Lewandowski zarzuca też sądowi okręgowemu, że nie było wizji lokalnej, która potwierdzić miała wersję jego klienta - nieszczęśliwy wypadek. Robert K., który w śledztwie przyznał się, a podczas wizji lokalnej opisał zbrodnię w detalach, przed sądem tłumaczył: niedopilnowany chłopczyk wszedł na krę, ześlizgnął do rzeki, utopił. Adwokat odrzuca dane IMiGW i zeznania komendanta komisariatu rzecznego, że tego dnia kry na Wiśle nie było (z jakimś nieprawdopodobnym niechlujstwem podaje złą nazwę Instytutu, przekręca nazwisko komendanta). Wraca do kwestii "próby generalnej" - dzień przed wizją policja zawiozła Roberta K. nad Wisłę. Twierdzi, że biciem został nakłoniony do przyznania się. Domaga się powtórzenia procesu. Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" z dn. 18.09.2002 r. Sąd Apelacyjny rozpatruje odwołania ws. zabójstwa Michałka Sąd Apelacyjny rozpatruje w czwartek sprawę zabójstwa 4-letniego Michałka. Sąd I instancji skazał na 25 lat matkę dziecka Barbarę S. i jej konkubenta Roberta K. oraz na 15 lat - kompana Roberta, Daniela S. Sąd uznał wtedy, że zbrodnią kierowała matka. Do zabójstwa Michałka - które wstrząsnęło opinią publiczną - doszło 19 stycznia 2001 roku w Warszawie. Mężczyźni wrzucili dziecko do Wisły. Według sądu I instancji, zabójstwo zaplanowała i kierowała nim matka chłopca, której dziecko przeszkadzało w realizacji życiowych planów. Wbrew wnioskom prokuratury, by wszystkim wymierzyć dożywocie, sąd uznał jednak, że "odpowiednie i adekwatne" będą niższe kary. Od wyroku odwołuje się prokuratura - która chce zaostrzenia kary dla Daniela S. (z 15 do 25 lat więzienia) oraz obrońcy, żądający uniewinnienia lub zwrotu sprawy do I instancji i ponownego procesu. Skazując matkę Michałka i jej konkubenta na 25 lat sąd orzekł, że nie będą oni mogli się ubiegać o przedterminowe, warunkowe zwolnienie wcześniej niż po 20 latach. Skazany na 15 lat Daniel S. nie będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie wcześniej niż po 12 latach. Podczas procesu oskarżeni nie przyznali się do winy, a wzajemnie obciążające wyjaśnienia ze śledztwa nazwali "wymyślonymi" i "wymuszonymi przez policję". Sąd nie dał wiary wyjaśnieniom oskarżonych, w których mówili, że albo był to nieszczęśliwy wypadek, albo, że nie mają z tym nic wspólnego. Te wyjaśnienia to przyjęta linia obrony. Jest ona rażąco sprzeczna z zebranym materiałem dowodowym - uznał sąd. Sąd nie może wymierzać kar na zamówienie społeczne; musi się opierać na dowodach - podkreślała w wyroku I instancji sędzia Irena Nowicka-Albin. Za okoliczności łagodzące sąd uznał dotychczasową niekaralność oskarżonych i stwierdzoną przez biegłych ich nieprawidłową osobowość. (an) Za serwisem informacyjnym portalu Wirtualnej Polski z dn. 19.09.2002 r. Służba więzienna: niektórych osadzonych staramy się izolować Niektórzy osadzeni w zakładach karnych są - przynajmniej w początkowym okresie - izolowani, by nie stała im się krzywda - poinformowała PAP rzeczniczka Centralnego Zarządu Służby Więziennej Luiza Sałapa. W poniedziałek warszawski Sąd Okręgowy wydał wyrok w głośnym procesie o zabójstwo 4-letniego Michałka. Matka dziecka oraz jej konkubent zostali skazani na 25 lat, a trzeci skazany w tym procesie - na 15 lat. Jeszcze podczas procesu, prokurator stwierdził, że oskarżonych trzeba było chronić w areszcie, gdyż wewnętrzny, niepisany kodeks osadzonych mówi, że "za dziecko i matkę odpowiada się własną głową". "Niektórych osadzonych staramy się - przynajmniej w początkowym okresie - izolować, ze względu na ich bezpieczeństwo. Służby więzienne wiedzą przecież za co przebywają w zakładzie dane osoby i dlatego starają się je chronić" - powiedziała PAP Sałapa. Dodała, że na takie osoby służby więzienne - w razie potrzeby - zwracają również baczniejszą uwagę. "Przecież osadzeni też przeważnie wiedzą, za co trafiła nowa osoba" - stwierdziła Sałapa. Izolacja więźnia może polegać na umieszczeniu w pojedynczej celi (co jest obecnie trudne do wykonania ze względu na przepełnione zakłady karne) lub na wychodzeniu w pojedynkę na spacery. "Ponadto służby więzienne, np. oddziałowi, częściej zaglądają do cel gdzie są umieszczeni tacy skazani oraz zwracają baczniejszą uwagę na to, co się tam dzieje" - dodała Sałapa. Za "Dziennikiem Internetowym" PAP Jeszcze raz stawiamy w związku z powyższą informacją pytanie: Czy przeżyją pobyt w więzieniu? Przeszkadzał jej w ułożeniu sobie życia Matka utopionego Michałka skazana na 25 lat więzienia Barbara Sural w kwietniu skończy 23 lata, Michałka urodziła, mając 17 lat. Po dwóch latach małżeństwa rozwiodła się. Ukończyła szkołę zawodową, przez pewien czas pracowała jako sprzedawczyni. Bezpośrednio przed zatrzymaniem utrzymywała się z oszczędności. Barbara Sural poleciła i kierowała zabójstwem swojego czteroletniego syna - uznał sąd i skazał ją na 25 lat więzienia. Wykonawcom tej okrutnej zbrodni wymierzył kary 25 i 15 lat pozbawienia wolności. Prokurator chciał dla wszystkich dożywocia, a obrońcy uniewinnienia. - Tragedia każdej śmierci jest niezaprzeczalna, ale wydarzenia nabierają innego wymiaru, gdy dotyczą niewinnego dziecka - tak warszawski Sąd Okręgowy rozpoczął uzasadnienie wyroku w tej wyjątkowo bulwersującej sprawie. Matka ofiary, a jednocześnie inicjatorka zabójstwa, słuchała tych słów skulona pod sądową ławą. Padła na ziemię zaraz po tym, jak sąd wypowiedział słowo: "winna". - Boże, ja nie jestem niczemu winna - szeptała. Kilkanaście minut leżała w pozycji embrionalnej, histerycznie płacząc, by w końcu zacząć wykrzykiwać w stronę sądu. Sędzia Irena Nowicka-Albin, by móc dalej uzasadniać wyrok, nakazała wyprowadzenie jej z sali. Sąd przyjął, że matka zleciła zabójstwo Michałka, gdyż "przeszkadzał jej w ułożeniu sobie życia". Na długo przed zbrodnią Barbara namawiała Roberta Kwaśniewskiego, swojego chłopaka, by utopił dziecko lub pozostawił je gdzieś w lesie. W końcu się zgodził. - Kochał Barbarę, a nawet można powiedzieć, że był od niej uzależniony - ocenił sąd. Przyjął, że tych dwoje działało z zamiarem bezpośrednim. Daniel Saletra, kolega Roberta, nie był wcześniej wprowadzony w ich plany i podjął zamiar nagły nad Wisłą. To był wyjątkowo ciężki proces, nie tylko ze względu na towarzyszące mu emocje, ale także dowodowo. Jedynym bezpośrednim dowodem potwierdzającym winę podsądnych były wyjaśnienia Kwaśniewskiego i Saletry złożone w śledztwie. Przed sądem odwołali je, twierdząc, że do wszystkiego zmusili ich biciem policjanci. Na tej m.in. podstawie obrońcy (wszyscy z urzędu) domagali się uniewinnienia. Sąd uznał jednak te wyjaśnienia za prawdziwe. - W hierarchii dowodów najważniejsze są te złożone przez R. Kwaśniewskiego. Nagrano je na kasecie magnetowidowej. Sąd obejrzał je nie tylko na rozprawie, ale potem jeszcze dwukrotnie w zaciszu pokoju sędziowskiego. Widać, że oskarżony składał je z poczuciem winy. Płakał. Tak nie zachowuje się niewinny człowiek - oceniła je sędzia Nowicka-Albin. Zwróciła uwagę, że Kwaśniewski potwierdzał swe słowa jeszcze trzykrotnie, w tym przed sądem, który go aresztował. Wyjaśnienia podsądnych potwierdzały ponadto zeznania świadków, zwłaszcza Zofii P., kobiety, która przez długi czas wynajmowała pokój B. Sural. - Trudno powiedzieć, by była ona wrogo nastawiona do oskarżonej, w zasadzie jej matkowała - podkreślił sąd. Mimo tak bliskiego związku z podsądną świadek opowiedziała o niej same złe rzeczy. Mówiła, że była niedobrą matką, źle opiekowała się Michałkiem. Innym ważnym świadkiem był chłopak, który w areszcie zaprzyjaźnił się z Kwaśniewskim. Zeznał, że podsądny przyznał się przed nim do utopienia dziecka i radził się, jaką ma przyjąć linię obrony. O kierowniczej roli Sural przekonał sąd biling telefoniczny z tragicznego dnia. Udowodnił on, że kobieta telefonowała do Kwaśniewskiego, a więc do ostatniego momentu mogła nakazać przerwanie zleconego zabójstwa. Prokurator domagał się dla całej trójki dożywocia. Sąd wymierzył łagodniejsze kary: Sural i Kwaśniewskiemu po 25 lat, Saletrze - 15 lat. Jednocześnie ograniczył możliwość warunkowego zwolnienia. Sural i Kwaśniewski będą mieli prawo ubiegać się o nie po 20 latach odsiadki, a Saletra po 12. - Sąd wiele godzin zastanawiał się, jaka kara będzie odpowiednia. Relacje mediów rozhulały negatywne nastroje społeczne, ale sąd musiał się od tego odciąć. Nie możemy wymierzać kar na zamówienie społeczne - tłumaczyła sędzia. - Z jednej strony jest ohydny charakter tego czynu, z drugiej zaś są ludzie, nad których cechami sąd też nie mógł przejść do porządku - dodała. U wszystkich oskarżonych biegli dopatrzyli się nieprawidłowego rozwoju osobowości oraz niedojrzałości emocjonalnej i społecznej. Na wymiar kary wpływ miała też wcześniejsza niekaralność. Wszyscy obrońcy zapowiedzieli apelacje. - Uważam ten wyrok albo za sądową pomyłkę, albo za wynik oddziaływania mediów - mówił po wyjściu z sali mec. Grzegorz Lewański, adwokat Sural. Prokurator nie wie jeszcze, czy będzie apelował. Sławomir Wikariak ROZMOWA Z ADAMEM WOŹNYM, PROKURATOREM PROKURATURY REJONOWEJ WARSZAWA PRAGA PÓŁNOC I ASYSTENTEM NA WYDZIALE SĄDOWYM WYŻSZEJ SZKOŁY HANDLU I PRAWA Jaka była Pana pierwsza myśl, gdy dowiedział się Pan, że poprowadzi tę sprawę? Zapowiadał się zwykły sobotni dyżur. Zostałem wezwany nad Wisłę, skąd wyłowiono zwłoki czteroletniego Michałka. Już wtedy wiedziałem, że poprowadzę tę sprawę. Pomyślałem, że to albo tragiczny wypadek, albo przestępstwo. Jeśli przestępstwo, to bardzo trudno będzie ustalić jego sprawców. Dlaczego? Woda zmywa ślady. Był Pan podczas wizji lokalnej, gdy oskarżeni pokazywali, jak wrzucali Michałka do wody. Co Pan wtedy czuł? Z jednej strony byłem oburzony i przerażony tym, co widzę i słyszę, z drugiej myślałem nad jak najbardziej precyzyjnymi pytaniami, aby uszczegółowić to, co mówią podejrzani. Odczucia musiałem zachować dla siebie. Kiedy zrodziło się podejrzenie, że to matka zleciła zabójstwo? To był 23 stycznia. Nie musiałem niczego podejrzewać. Przesłuchiwałem Roberta K., płakał. Przyznał się do wszystkiego i opowiedział całą historię. Jak zachowywała się matka Michałka podczas przesłuchań? Nijak. Nigdy nie przyznała się do kierowania zbrodnią na własnym dziecku. Dużo mówiła o rzeczach nieistotnych. O sednie sprawy niczego nie powiedziała. Obrońcy, zwłaszcza adwokat Barbary S., zarzucali Panu instruowanie oskarżonych, jak mają wyjaśniać. Co Pan odpowie na taki zarzut? Wyrażam wątpliwość, czy to, co zaprezentował mec. Lewański, było zgodne z zasadami etyki i godności zawodu, których w każdej chwili powinien przestrzegać adwokat. Jego wypowiedź świadczyła tylko o mizerii obranej przez niego linii obrony. Był jedynym obrońcą, wobec którego zrezygnowałem z repliki. Czy żądając dla całej trójki najwyższej z kar, był Pan przekonany, że to jedyny słuszny wyrok? Wnosząc o kary, występowałem jako prokurator. Jako człowiek twierdzę, że w tej sprawie nie będzie sprawiedliwego wyroku, biorąc pod uwagę czyn oskarżonych. Nie wierzę w resocjalizację nikogo z tej trójki. POWIEDZIELI PO WYROKU: LECH KACZYŃSKI, były minister sprawiedliwości: - To swoista demonstracja sądu, że nie interesuje go elementarne poczucie sprawiedliwości. Niektórzy sędziowie lekceważą nie tyle opinię publiczną, bo wyroki nie zawsze mają odpowiadać potocznej opinii, ile elementarne zasady moralne i elementarne poczucie sprawiedliwości. EDWARD WENDE, adwokat: - Biorąc pod uwagę tak ohydną, odrażającą zbrodnię, osobiście uważam, że oskarżeni zasłużyli na najwyższy wymiar kary, i nie widzę żadnych okoliczności łagodzących. WŁODZIMIERZ OLSZEWSKI, sędzia: - przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa: - Rozumiem, że opinia publiczna mogła oczekiwać surowego wymiaru kary, ale - nie odbierając nikomu prawa do krytycznych ocen - trzeba mieć do tego pełną wiedzę na dany temat. Jeśli poniedziałkowy wyrok jest dotknięty jakąś wadą, to będzie okazja skontrolować to w apelacji. (PAP) Za dziennikiem "Rzeczpospolita" Czy przeżyją pobyt w więzieniu? Bez dożywocia 25 lat więzienia z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie - taki wyrok usłyszała Barbara Sural, oskarżona o zlecenie zabicia własnego dziecka. Tyle samo otrzymał wykonawca przerażającego polecenia Robert Kwaśniewski. 15 lat ma zasądzone Daniel Saletra, który pomagał w utopieniu w Wiśle 4-letniego Michałka. Wyrok zapadł przy histerycznym płaczu Barbary Sural. Omdlewającą kobietę trzeba było wyprowadzić z sali. - Nie wierzę w sprawiedliwość! - krzyczała do sędziów w ostatnim geście rozpaczy. Robert Kwaśniewski i Daniel Saletra nawet nie drgnęli. Ukryli spuszczone głowy za ławkami. Adwokaci zapowiedzieli apelacje, prokurator zaczeka na decyzję do pisemnego uzasadnienia wyroku. Zarówno sama makabryczna zbrodnia, jak i wczorajszy wyrok wywołały lawinę komentarzy. Jeszcze wczoraj nie było wiadomo, czy w obliczu zgromadzonych dowodów sąd nie przychyli się do wniosku obrońców, ogłaszając uniewinnienie.- Boże! Ja nie miałam z tym nic wspólnego! - krzyczała w trakcie ogłaszania wyroku Barbara Sural, matka zamordowanego Michałka. - Nie wierzę w sprawiedliwość! Nie wierzę! - płakała, gdy policjanci na polecenie sądu wyprowadzili ją z sali. Barbara Sural - 25 lat. Robert Kwaśniewski, jej konkubent - 25 lat. Daniel Saletra - 15 lat. To wyrok sądu okręgowego w procesie o przerażającą zbrodnię na dziecku. Dodatkową karą dla wszystkich jest pozbawienie praw publicznych na lat 10. Sural i Kwaśniewski mogą ubiegać się o warunkowe zwolnienie po 20 latach, a Saletra - po 12. Dramat nad Wisłą Ponad rok temu, 20 stycznia, wyłowiono z lodowatej Wisły zwłoki dziecka. Ciało było całkowicie zmarznięte. Leżało tuż przy brzegu, główka była zanurzona w wodzie. Przesłuchana matka Michałka Barbara Sural rzuciła podejrzenie na ojca dziecka Piotra S. Okazało się jednak, że mężczyzna miał alibi. Policjanci szybko dotarli do konkubenta Barbary, Roberta Kwaśniewskiego. Ten przyznał się do utopienia dziecka i opowiedział o udziale w zbrodni dwóch kolejnych osób: swojego kolegi Daniela Saletry oraz matki chłopca Barbary Sural. Obaj mężczyźni pięć dni po zabójstwie wzięli udział w wizji lokalnej. Opowiedzieli z detalami, jak przebiegała ostatnia droga Michałka nad rzekę. Barbara Sural nigdy nie przyznała się do winy. Sąd uzasadnia wyrok Właśnie ta wersja wydarzeń, którą oskarżeni wtedy podali, wydała się sądowi najbardziej wiarygodna. Scena, gdy pokazują, jak Michałek znalazł się w rzece i płacząc, wrzucają worek z piaskiem do wody, najbardziej utkwiła w pamięci obserwatorów procesu. Również kaseta wideo z przesłuchania prowadzonego przez prokuratora zrobiła duże wrażenie na składzie orzekającym. - Składał je z poczuciem winy i odpowiedzialności - mówiła o wyjaśnieniach Roberta Kwaśniewskiego sędzia Irena Nowicka-Albin. Między innymi dlatego sąd nie dał wiary kolejnym wersjom, w których Kwaśniewski twierdził, że z zabójstwem nie miał nic wspólnego. Sąd uznał je jedynie za przyjętą linię obrony. Uzasadniając wyrok, sędzia Irena Nowicka-Albin podkreślała kierowniczą rolę Barbary Sural. Świadkowie wiarygodni Za wiarygodne uznano też zeznania świadków, którzy obciążali oskarżonych, opowiadając o ich charakterach i tym, co mówili poza salą sądową. Za niemożliwe uznano wersję, jaką przyjęli oskarżeni, że ich wyjaśnienia i przyznanie się były wynikiem bicia ich przez policjantów i to właśnie funkcjonariusze podali to, co mają mówić do protokołów. - W wyjaśnieniach są fakty, które były znane tylko oskarżonym - mówiła sędzia. - Nie można wymierzać kary na zamówienie społeczne - mówiła sędzia Nowicka-Albin. - Kara musi być taka, aby jej dolegliwość nie przekroczyła stopnia winy. Cel powinien być zarówno zapobiegawczy, jak i wychowawczy. Wymierzając taką, a nie inną karę, sąd brał pod uwagę m.in. niedojrzałość emocjonalną oskarżonych, ich nieprzystosowanie społeczne, wiek i niekaralność. Sprawa poruszyła wszystkich. Na ogłoszenie wyroku przyszli nawet nie związani ze sprawą adwokaci, sędziowie, psychologowie oraz publiczność zainteresowana finałem procesu. Część wyrażała nie skrywane zadowolenie ze skazującego wyroku. - Yes! Yes! - krzyczała siedząca na sali kobieta, z zawodu psycholog. Część publiczności krzyczała, że to za mało. Chyba tylko obrońcy byli zdania, że oskarżeni powinni być uniewinnieni. Adwokat Barbary Sural, Grzegorz Lewański, zapowiedział apelację. - Nie wycofuję się z żadnego krytycznego zdania co do dowodów w tej sprawie - mówił po wyroku na korytarzu sądowym. - Na wydanie wyroku co do mojej klientki miało wpływ nagłośnienie tej sprawy przez media i wyczekiwanie opinii publicznej li tylko na wyrok skazujący. Innego zdania był prokurator Adam Woźny. Twierdzi, że Lewański nie miał żadnych argumentów. - To była demagogia - mówił o mowie obrończej mecenasa. - Nie zgadzam się z zarzutami, że wyrok sądu był wynikiem nacisków prasy - dodawał. Zdaniem Roberta Rynkuna-Wernera, oskarżyciela posiłkowego, 15 lat dla Saletry to bardzo mało. Rynkun chce zaskarżyć wyrok. Niższy wymiar kary dla Saletry sąd uzasadnił tym, że mężczyzna nie planował zbrodni. Dołączył się do niej w ostatniej chwili Za wydaniem papierowym dziennika "Życie Warszawy" z dn. 26.02.2002 r. Czy przeżyją pobyt w więzieniu? 25 lat za Michałka - Boże! Ja nie miałam z tym nic wspólnego! Dlaczego??? - krzyknęła Barbara Sural, gdy usłyszała, że ma spędzić w więzieniu 25 lat. Zaniosła się szlochem i skulona padła pod ławkę. Sędzia czytała dalej: "25 lat dla Roberta Kwaśniewskiego, 15 lat dla Daniela Saletry". Wczoraj zapadł wyrok w sprawie utopienia w Wiśle 4-letniego Michałka, synka Barbary. 4-letni Michałek (male zdjęcie) został utopiony w Wiśle 19 stycznia 2001 roku. Barbara Sural, matka Michałka, nie przyznała się do kierowania zabójstwem synka. Została skazana na 25 lat. Po sali przeszedł szmer. Na twarzach skazanych mężczyzn pojawiły się łzy, w rękach trzymali białe chusteczki. Barbara Sural łkała schowana pod ławą oskarżonych. Roztrzęsiona, z założonymi na głowę rękami zanosiła się płaczem. Nie potrafiła się opanować. - Jak małe dziecko. Histeryzuje. Boi się - komentowała publiczność. Sędzia Irena Nowicka-Albin kilkakrotnie prosiła o spokój. Potem donośnym i stanowczym głosem uzasadniła wyrok. Od czasu do czasu zagłuszał ją krzyk przerażonej Barbary. - To ohydna zbrodnia. Oskarżeni zabili dziecko, istotę bezbronną, wymagającą opieki. Nikt nie ma do tego prawa - mówiła sędzia. - Ona, matka, pokierowała zbrodnią. Mężczyźni wykonali zadanie. Ich wina nie budzi wątpliwości. Zbrodnię planowali od dawna. Już wcześniej - według jednego ze świadków - próbowali się pozbyć Michałka. Ostateczna decyzja zapadła 18 stycznia 2001 roku wieczorem, na ostatniej randce Barbary i Roberta. Następnego dnia Robert z kolegą Danielem wcielili plan w życie. Jaki był motyw? Dziecko przeszkadzało Barbarze i Robertowi w ułożeniu sobie życia. Po analizie: wiarygodny Barbara Sural nigdy przed nikim nie przyznała się do zabójstwa. Złamali się za to Robert Kwaśniewski i Daniel Saletra. To oni opowiedzieli, jak wrzucali chłopca do Wisły, jaki był udział matki. I chociaż potem, przed sądem wszystkiego się wyparli, sąd im nie uwierzył. - Te wyjaśnienia były kłamliwe i niewiarygodne. To była ich linia obrony - tłumaczyła sędzia. - Dlatego najważniejsze i najistotniejsze były wyjaśnienia Roberta Kwaśniewskiego złożone przed prokuratorem i zarejestrowane na taśmie. Sąd taśmę z nagraniem oglądał kilka razy. I na sali sądowej, i w zaciszu pokoju narad. Bacznie obserwował zachowanie oskarżonego, analizował każde słowo, każdy gest. I ocenił: - Te wyjaśnienia są wiarygodne. Kwaśniewski składał je w wielkim poczuciu winy. Przeżywał, płakał. Był przesłuchiwany taktownie, w warunkach swobody, spokoju, bez presji - podkreślała sędzia. Ale to nie wszystko. Kwaśniewski przyznał się wtedy, opowiedział też o roli Barbary Sural. Potem swe słowa potwierdził cztery razy: podczas konfrontacji z Danielem Saletrą, Barbarą Sural, podczas wizji lokalnej i wreszcie przed sądem, gdy ten stosował areszt. - Podobnie Daniel Saletra. Trudno stwierdzić, że w sądzie ktokolwiek i cokolwiek mogłoby wpływać na treść ich wyjaśnień - mówiła sędzia. Prawda o matce "Robert sypie" - przerażona Barbara Sural zwierzyła się kilka dni po zabójstwie swojej przyjaciółce i "drugiej matce", Zofii P., u której mieszkała. Prosiła ją, by dała Kwaśniewskiemu alibi. Zofia nie zgodziła się. Przed sądem stanęła jako główny świadek oskarżenia. - Wzbudziła nasze zaufanie. Nie była wrogo nastawiona do oskarżonej, kochała ją jak własne dziecko. Mimo wszystko powiedziała prawdę o Barbarze Sural: że jest chłodna, zimna, obojętna, ma zły stosunek do dziecka - mówiła sędzia. - Opowiedziała jak oskarżona już wcześniej próbowała utopić dziecko. Jak prosiła o alibi. Na ogłoszeniu wyroku nie pojawiła się ani matka Barbary Sural, ani Zofia P., ani ojciec zamordowanego chłopca. Do sądu przyszła za to siostra Barbary Sural wraz z sąsiadką. Kiedy usłyszała, że siostrę skazano na 25 lat pozbawienia wolności, spuściła głowę i zaczęła płakać. Do sądu przyszli również ludzie nie związani z procesem: studenci prawa, osoby z ulicy. - Chcieliśmy zobaczyć na własne oczy ludzi, którzy uśmiercili dziecko. Uważamy jednak, że wyrok dla nich jest za niski. Powinni dostać dożywocie - mówią staruszkowie, którzy przyszli na proces. Atak histerii Po ogłoszeniu wyroku Barbara Sural wiła się, na przemian wstawała i opadała na ławkę. Sąd kazał wyprowadzić ją z sali. - Ja wniosę apelację - mecenas próbował uspokoić swoją klientkę. - Nie trzeba! - wykrzyczała ze łzami w oczach.- Ja nie wierzę w sprawiedliwość! Daniel Saletra i Robert Kwaśniewski zasłaniali uszy rękami. Sąd zadecydował, że Barbara Sural i Robert Kwaśniewski mogą ubiegać się o przedterminowe zwolnienie dopiero po odsiedzeniu 20 lat, Daniel Saletra - po 12 latach. Wyrok nie jest prawomocny. Nigdy jej nie wybaczę - Nie ma kary na to, co oni zrobili. Odebrano mu życie w brutalny sposób. Tego się nie wybacza - mówi Zofia P., u której Barbara Sural mieszkała. - Spodziewałam się takiego wyroku. Uważam jednak, że powinien być wyższy: dożywocie - mówi kobieta. - To, że Baśka płakała w sądzie, nie dziwi mnie. Świetnie potrafi grać. To człowiek, który płacze na zawołanie. Wielokrotnie dałam się na to nabrać. Oszukiwała mnie tyle razy. A ja za każdym razem wybaczałam. Ale teraz już nie wybaczę. Wiem, że Barbara będzie pisała do mnie z więzienia. Będzie prosiła o pomoc. Ale ja jej nie pomogę. Już zastrzegłam listonoszowi, by listów od niej mi nie przynosił. Zofia P. o tej tragedii będzie pamiętała całe życie. - Nigdy tego nie zapomnę. Kiedy okazało się, że Michałek nie żyje, nie mogłam spać. Ona przeciwnie. Tak, jakby to jej nie dotyczyło. Modliłam się, by kara za to, co zrobili, była najwyższa. Dla mnie Barbara Sural już nie istnieje. To nie kara - Nie ma w Polsce sprawiedliwości! Za takie coś to kulka w łeb powinna być! Albo co najmniej dożywocie - komentuje wyrok sądu Jadwiga Sural, babcia Michałka. Dziadkowie Michałka, jego wujkowie i ciotki są zbulwersowani wyrokiem. Dziadek Lucjan był przekonany, że zapadnie wyrok dożywocia. - 25 lat to nie kara - mówi. - To ona, Baśka, przecież wszystko zaplanowała. Matka - dla własnego dziecka. Suralowie, mieszkający we wsi Karp na Podlasiu, wychowali 11 dzieci. Od kilku lat opiekują się synem jednej z córek. Do ubiegłego roku cieszyli się też z Michałka. Jadwiga Sural o wyroku dowiedziała się w autobusie. Powiedział jej kierowca, który słuchał radia. W Karpiu i pobliskiej Rudce ludzie czekali na ten dzień. - Za taką zbrodnię chyba nie ma dobrej kary - mówi mieszkanka Rudki, która przyszła wczoraj na cmentarz, na rodzinny grób. Jak mówi, zagląda czasem na grób Michałka. - 25 lat to może być za zwykłe zabójstwo. Ale za dziecko?! Dobrze czy za mało Barbara Piwnik, minister sprawiedliwości: - Jedynie sąd wyrokujący w tej sprawie ma całkowitą i pełną znajomość materiałów dowodowych. I to sąd na podstawie tych materiałów stanowi o wymiarze kary. Nieodpowiedzialne są oceny dotyczące wymiaru kary, bo ci, którzy je wydają, nigdy nie mają takiej znajomości sprawy, jak sąd. Komentarze dotyczące wysokości kary podważają zaufanie do sądu. Sąd nie powinien uginać się pod presją opinii publicznej, nawet gdy jest ona tak wielka, jak było w tym przypadku. Zaraz po ujawnieniu zbrodni padały głosy na temat wyroku, jaki powinien zapaść. Jedynym sposobem zweryfikowania wyroku sądu pierwszej instancji jest apelacja. Lech Kaczyński, były minister sprawiedliwości: - To szokujący wyrok. Zwalający z nóg. Ja się pytam: dla kogo w takim razie jest kara dożywotniego więzienia? Mogą wyjść po 20 latach, ale i tak będą w sile wieku i będzie im dane ułożyć sobie życie. Ten wyrok pokazuje, że sądu nie interesuje elementarne poczucie sprawiedliwości. Według mnie dla nich odpowiednia byłaby kara śmierci. Sąd uznał, że Barbara Sural pełniła rolę kierowniczą. Robert Kwaśniewski i Daniel Saletra byli wykonawcami jej planu. Wszyscy troje chcieli zabić. Dowody winy * Najważniejszym dowodem były wyjaśnienia Roberta Kwaśniewskiego ze śledztwa. Przyznał się wtedy, że razem z Danielem Saletrą wrzucił Michałka do Wisły. Zrobił to na prośbę Barbary. * To nie było jedyne przyznanie się do winy. Robert Kwaśniewski to samo powtórzył w czasie konfrontacji z Barbarą Sural i Danielem Saletrą, w czasie wizji lokalnej. * Do zbrodni przyznał się też Daniel Saletra: podczas konfrontacji i wizji lokalnej. * Obaj mężczyźni potwierdzili wszystko przed sądem w czasie podejmowania decyzji o ich aresztowaniu. Tam nie było policji, która miałaby ich zmuszać, straszyć bronią, razić paralizatorem, bić. * Zeznania Zofii P. Kobieta nie tylko narysowała portret psychologiczny Barbary Sural. Powiedziała o jej zachowaniu zaraz po zbrodni, o tym jak dziewczyna szukała alibi dla Roberta, a także o jej strachu i przerażeniu, gdy Robert zaczął "sypać". To ona powiedziała o wcześniejszej próbie utopienia Michałka. * Zeznania Adriana K., osadzonego z Kwaśniewskim w jednej celi. "Myśmy go wrzucili" - powiedział Adrianowi K. i prosił o pomoc w wymyśleniu linii obrony. * Fakt, że tuż przed zbrodnią Robert Kwaśniewski, targany wyrzutami sumienia, próbował skontaktować się z bratem ojca Michałka. Chciał go uprzedzić, że dziecko jest w niebezpieczeństwie. * Rozmowa telefoniczna: Barbara Sural dzwoni do Roberta Kwaśniewskiego w dniu popełnienia zbrodni. Okoliczności łagodzące * Oskarżeni nie byli karani, nie wywodzili się z marginesu społecznego. * Opinie biegłych psychiatrów i psychologów: u wszystkich rozpoznali cechy osobowości nieprawidłowej i niedojrzałości, a także ubogą uczuciowość. * Przy wymiarze kary sąd potraktował Roberta Kwaśniewskiego i Barbarę Sural jednakowo. Obydwoje byli tak samo zaangażowani. * U Daniela Saletry zaangażowanie było mniejsze. Pojawił się przypadkowo, został niejako wprowadzony w tę zbrodnię. Chociaż zdecydował się w ostatniej chwili, przyszło mu to dość łatwo. Skazane morderczynie * 2001 r.: Monika Osińska - dożywotnie więzienie za kierowanie zabójstwem 22-letniej Jolanty Brzozowskiej. Cel: pieniądze na studniówkę. * 2001 r.: Małgorzata Rozumecka - dożywocie za kierowanie zabójstwem dwóch dilerów telefonów komórkowych. Cel - pieniądze * 2001 r.: Monika Szymańska - dożywocie za udział w porwaniu i morderstwie maturzysty Tomka Jaworskiego. * 2002 r.: nauczycielka Mariola Myszkiewicz z Czarnej Białostockiej - 25 lat więzienia za zabójstwo 11-letniego ucznia. ANNA BIAŁKIEWICZ, MONIKA TUTAK, DAN Za wydaniem papierowym dziennika "Super Express" z dn. 26.02.2002 r. Czy przeżyją pobyt w więzieniu? Wyrok na zabójców Michałka 25 lat więzienia, 25 i 15 - takie wyroki ogłosił w poniedziałek warszawski sąd dla osób, które utopiły 4-letniego Michałka w Wiśle. Policyjny wilczur szczekał i wyrywał się na jedną z oskarżonych, Barbara Sural, matkę Michałka. Dwoje policjantów prowadziło ją popychając kolanem. - Jezuuuu! Nie wierzę w sprawiedliwość! Nie wierzę! - skowyczała, gdy usłyszała wyrok. Sąd w jednej z najbardziej bulwersujących spraw kryminalnych ostatnich lat - procesie o zabójstwo w Warszawie w styczniu 2001 r. Michałka - za winnych uznał wszystkich troje oskarżonych: Barbarę Sural, matkę dziecka. To ona - zdaniem sądu - zleciła i kierowała zbrodnią; dostała 25 lat więzienia; o przedterminowe warunkowe zwolnienie będzie się mogła ubiegać po 20 latach. 23-letniego Roberta Kwaśniewskiego, konkubenta Barbary; chciał zabić dziecko i zrobił to - 25 lat więzienia (co najmniej 20 lat za kratami); 20-letniego Daniela Saletrę; nie zawahał się i pomógł wrzucić chłopca do Wisły - 15 lat (o warunkowe zwolnienie może się ubiegać po 12 latach). Po ogłoszeniu wyroku na sali sądowej tumult. Ci, co chcą widzieć oskarżonych najchętniej w grobie nie mogą uwierzyć w łagodność sądu. Ci, co czują w sprawie wątpliwości, są zasłuchani w uzasadnienie sądu. Czyta je sędzia Irena Nowicka-Albin. Oskarżona Barbara Sural kładzie się na ławie oskarżonych. Skowycze: - "Jezu, Boże, nie miałam z tym nic wspólnego!". Kwaśniewski i Saletra mają schylone głowy i zaciśnięte palce. - Jeśli chodzi o ustalenie winy, to jest tryumf wymiaru sprawiedliwości - komentuje na goraco prokurator Adam Woźny. - Sąd jednak nie może wymierzać kar na zamówienie społeczne - tłumaczy sędzia tym, którzy spodziewali się dożywotnich wyroków. Prokurator Woźny domagał się dożywocia. Tłumaczył: - To zbrodnia bez precedensu. Jedyna możliwa kara to dożywocie. - W tym procesie nie jest możliwy sprawiedliwy wyrok. Wszystko, co zostało po Michałku, to te tomy akt - mówił przed dwoma tygodniami mec. Robert Rynkun-Werner, pełnomocnik ojca Michałka. Matka, a nie przytulała W poniedziałek warszawski sąd okręgowy zgodził się z nimi tylko w sprawie przebiegu tragicznych zdarzeń z 19 stycznia 2001 r. i wcześniejszych sygnałów, że Barbara Sural, matka chłopca, chciała "pozbyć się" synka już wcześniej. Próbowała utopić Michała już latem 2000 r. Ostateczną decyzję podjęła w listopadzie. Dlaczego? - Przeszkadzał jej, ograniczał jej wolność - podkreśla sędzia Nowicka-Albin. Wiele na ten temat mówiła świadek Zofia P., u której oskarżona wynajmowała niegdyś mieszkanie i która opiekowała się Michałem: "Nigdy nie potrafiła dziecka przytulić, nigdy nie mówiła do niego >synku<. Był moment, że Baśka powiedziała do koleżanki, że to dziecko wysrała" - opowiadała P. w sądzie. Do zabicia chłopca Barbara namówiła Roberta Kwaśniewskiego swego konkubenta, prostego chłopaka z robotniczej Woli, zakochanego w młodej, ładnej, lubiącej się bawić kobiecie. Kogo kochasz? W mroźny styczniowy dzień 2001 r. Kwaśniewski i jego znajomy Daniel Saletra odebrali chłopca z przedszkola. Zaprowadzili nad rzekę. Daniel chwycił chłopca pod ramiona, Kwaśniewski - za nóżki. Rzucili go do wody. Jak worek. "Na raz, dwa, trzy" - relacjonował podczas wizji lokalnej Kwaśniewski. Michałek krzyczał: "Tato! Tato! Tato!". Godzinę wcześniej w przedszkolu rzucił się Kwaśniewskiemu na szyję. Gdy jechali nad rzekę, Kwaśniewski zapytał: "Kogo kochasz?". Michał odpowiedział: "Mamę, tatę i pana z wąsami". Ten ostatni to jego biologiczny ojciec. Gdy Michałek już nie żył, Barbara zadzwoniła do Kwaśniewskiego (jest billing rozmów telefonicznych). Po południu - jak gdyby nigdy nic - zgłosili się do przedszkola po dziecko. Barbara od razu rzuciła podejrzenia, że to biologiczny ojciec Michała go porwał (mieszka na wsi, nawet nie wiedział, do którego przedszkola uczęszcza syn). Policja wszczęła poszukiwania. Po dwóch dniach ciało wyłowiono z rzeki. Kwaśniewski przyznał się przed prokuratorem do zabójstwa. Obciążył Baśkę i Daniela. Przesłuchanie nagrano na wideo. Zdaniem sądu Kwaśniewski miał wyrzuty sumienia i nie kłamał. - W hierarchii dowodów te wyjaśnienia są najważniejsze - stwierdził sąd. Potem przyznał się także Daniel Saletra. Barbara nigdy. Niedojrzała, niekochana Jednak oskarżeni mężczyźni potem odwołali przyznanie się do winy. Kwaśniewski tłumaczył, że zostało ono wymuszone przez policję biciem, a chłopczyk przypadkiem wpadł do rzeki. Sąd uznał to za linię obrony. Barbarę Sural obciążają też dowody pośrednie. Piastunka Michała zeznała bowiem, że oskarżona poszukiwała alibi dla Kwśniewskiego. Przedszkolanki zanotowały zaś, że gdy na komisariacie dowiedziała się o utopieniu dziecka, była nienaturalnie spokojna. W panikę wpadła dopiero wtedy, gdy aresztowano Kwaśniewskiego i gdy okazało się, że ten "sypie". - To było przestępstwo wyjątkowo okrutne. Oskarżeni pozbawili życia dziecka, przecięli to życie - gdy sędzia Nowicka-Albin wypowiedziała te słowa, oskarżonej nie było już na sali. Nie słyszała, dlaczego zasłużyła na wyrok, którego w jej mniemaniu być nie powinno, a w opinii wielu jest zbyt łagodny. - Z jednej strony mamy ohydę tego czynu, z drugiej ludzi. Nie można nad nim przejść do porządku - w ten sposób sędzia odwołała się do opinii biegłych psychiatrów i psychologów. - Niedojrzała, nieprawidłowa osobowość - powtarza sędzia przy wszystkich oskarżonych. - Intelekt znacznie poniżej normy - dodaje o Kwaśniewskim. - Nie rozumie motywów swoich czynów, decyzje podejmuje nagle - to o Saletrze. - Trudności adaptacyjne i wychowawcze. Z matką żyły obok siebie. Urodziła dziecko, mając niespełna 17 lat. Może nie mogła udźwignąć macierzyństwa? - zastanawia się sędzia nad Barbarą Sural. Grała niewinną? Rodzona siostra Barbary ukrywa twarz w dłoniach. Ojca Michała nie ma na sali. - Przyjmie ten wyrok ze spokojem. Nic przecież nie wróci życia dziecku - przypuszcza jego pełnomocnik. Chce apelować o podwyższenie kar dla oskarżonych. Zwłaszcza dla skazanego na 15 lat Daniela Saletry. Tak samo prokurator. - To zły człowiek, może najgorszy, najzimniejszy z całej trójki - mówi Bohdan Bielski, psycholog, który zetknął się z nimi podczas śledztwa. Adwokat Barbary Sural zapowiada walkę o uniewinnienie swojej klientki. A kuluary? Zastanawiają się nad reakcją oskarżonej. W procesie wiele mówiło się na temat jej "aktorskich zdolności". - To reakcja obronna. Oskarżona opuści celę w areszcie i zda sobie sprawę, że zakład karny będzie dla niej ciężki - mówi prokurator Woźny. W ostatnim słowie przypomniał, że więzienny, nieformalny kodeks za matkobójstwo i dzieciobójstwo nakazuje karać śmiercią. Powiedzieli po wyroku: Grzegorz Lewański, adwokat Barbary Sural: - Wyrażam głębokie zdziwienie tym wyrokiem. W moim przekonaniu sąd uległ naciskowi mediów i dramatycznej wymowie tego zdarzenia. Będę apelował. Robert Rynkun-Werner, pełnomocnik ojca Michała: - Na pewno uważam, że takie zróżnicowanie kar - szczególnie jeśli chodzi o oskarżonego Saletrę - jest nieporozumieniem. Jest winny zabójstwa dziecka, a to jest rzecz bez precedensu. Funkcjonariusz policji sądowej, w korytarzu: - Mam czteroletnią córkę. Po prostu nie wyobrażam sobie, żeby mogło jej nie być. Nie rozumiem tego wyroku... Może jestem za głupi? Barbara Piwnik, minister sprawiedliwości: - Opierając się na wieloletniej praktyce, a także znając sędziów, którzy rozstrzygali w tej sprawie - bo sama przecież przez wiele lat w tym wydziale orzekałam, razem z tymi sędziami - uważam, że to jedynie słuszny wyrok, jaki sędziowie mogli wydać. Przy okazji tej sprawy warto powiedzieć, że w wielu wypadkach niewłaściwe, zbyt emocjonalne informowanie po zdarzeniu, informowanie wskazujące wręcz, jaki wyrok powinien zapaść, w efekcie jest szkodliwe. Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" Czy przeżyją pobyt w więzieniu? 15 i 25 lat więzienia dla zabójców 4-letniegoMichałka Dzisiaj warszawski Sąd Okręgowy wydał wyrok w głośnym procesie o zamordowanie czteroletniego Michałka. Sąd orzekł kary 25 lat więzienia dla Roberta Kwaśniewskiego i Barbary Sural. Skazując oboje na 25 lat, Sąd Okręgowy orzekł, że nie będą oni mogli ubiegać o przedterminowe, warunkowe zwolnienie wcześniej niż po upływie 20 lat. Obojgu na 10 lat odebrano prawa publiczne. Sąd skazał na 15 lat więzienia również Daniela Saletrę. Nie będzie się on mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie wcześniej niż po 12 latach. Jemu prawa publiczne odebrano na 5 lat. Wyrok nie jest prawomocny. Dziecko przeszkadzało w realizacji planów Barbary Sural - taki motyw zabójstwa Michałka ustalił sąd. Podczas procesu oskarżeni nie przyznali się do winy, a wzajemnie obciążającewyjaśnienia ze śledztwa nazwali "wymyślonymi" i "wymuszonymi przez policję". Dla trójkioskarżonych prokurator domagał się dożywocia; ich obrońcy chcieli uniewinnienia. Matka dziecka, Barbara Sural była oskarżona o zaplanowanie i kierowanie zabójstwem;zaś Robert Kwaśniewski, konkubent Barbary Sural, do którego Michałek mówił "tato" - ozabójstwo. Przed sądem mówił, że śmierć Michałka była przypadkiem - dziecko poślizgnęłosię i wpadło do wody. Daniela Saletrę, kolegę Roberta Kwaśniewskiego prokuraturarównież oskarżyła o morderstwo. Do zabójstwa chłopca doszło 19 stycznia 2001 rokuw Warszawie. Według prokuratury, dziecko zostało wrzucone do Wisły przez dwóch mężczyzn: konkubenta matki dziecka Roberta Kwaśniewskiego i jego kompana Daniela Saletrę. Według aktu oskarżenia, w planowaniu zabójstwa brała udział matka chłopca Barbara Sural. Michałka z przedszkola odebrali Robert Kwaśniewski z Danielem Saletrą. Kwaśniewski często odbierał chłopca. W przedszkolu Michałka - tak jak w wielu innych - osoba zgłaszająca się po dziecko najczęściej po prostu mówiła przez domofon, że po nie przyszła, i nie była widziana przez przedszkolanki. Ta okoliczność umożliwiła Barbarze Sural - która początkowo zgłosiła zaginięcie dziecka policji - twierdzenie, że chłopca zapewne porwał jego ojciec, rozwiedziony z nią Piotr S. Dlatego to jego początkowo podejrzewała policja. W śledztwie wyszło na jaw, że Barbara Sural właśnie tak zamierzała postąpić: oskarżyć Piotra S., by odwrócić uwagę od siebie. Piotr S. występuje w procesie jako oskarżyciel posiłkowy. Podczas wizji lokalnej nad Wisłą, oskarżeni byli przywiązani liną do policjantów, gdyż zapowiadali, że rzucą się do wody. Jeden z nich stwierdził wtedy, że "nie wie, dlaczego to zrobił". Obecność policjantów zapobiegła też samosądowi nad oskarżonymi przez zgromadzonych widzów. Zainteresowanie sprawą "przeniosło" się również na salę sądową. Podczas pierwszej rozprawy, gdy oskarżeni wchodzili na salę sądową zasłaniając twarze, krzyczano do nich: "wyżej łby", "no, pokażcie się". Jak stwierdził prokurator, nawet w areszcie trzeba chronić oskarżonych, gdyż niepisany wewnętrzny kodeks więźniów mówi, że "za krzywdę wyrządzoną dziecku odpowiada się własną głową". Oskarżeni nie przyznają się do winy. Zeznania świadków zarówno obciążały jak i oczyszczały ich. Sami oskarżeni również wzajemnie obciążali się w śledztwie. Według Roberta Kwaśniewskiego, wszystkie wcześniejsze zeznania były wymuszone na nim przez policję. Powiedział również, że wszystko to zmyślił. Dla wszystkich oskarżonych prokuratura wnosiła o dożywocie z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 30 latach. Prokurator zażądał również pozbawienia ich praw publicznych na 10 lat. Jednym z dowodów, jakim dysponuje prokuratura na poparcie tezy o kierowanie przez Barbarę Sural zabójstwem są billingi rozmów z "komórki". Według prokuratury Barbara Sural była cały czas w kontakcie z mężczyznami i w każdej chwili "mogła przerwać przestępstwo". Na procesie oskarżeni odrzucili ten dowód, twierdząc, że nie posiadalitelefonów komórkowych. Twierdzenie to nie spotkało się z ripostą prokuratury, i sprawa billingów nie była już poruszana na procesie. Po zabójstwie Michałka wiele przedszkoli w całym kraju zaostrzyło zasady odbierania dzieci przez rodziców lub opiekunów. Zaktualizowano m.in. listy z danymi osobowymi osób, które są uprawnione do odbioru dziecka. W wielu placówkach nie wystarcza już telefoniczne powiadomienie o zmianie osoby, która odbierze przedszkolaka. Trzeba zgłosić to osobiście. W wyjątkowych przypadkach przedszkola oddzwaniają do rodzica i potwierdzają informację. (INTERIA.PL/PAP) Za serwisem portalu INTERIA.PL Czy przeżyją pobyt w więzieniu? Zabójstwo Michałka: Winni 25 lat dla matki 4-letniego Michałka Barbary Sural i jej konkubenta Roberta Kwaśniewskiego oraz 15 lat dla jego kompana Daniela Saletry - to wyrok za zabójstwo popełnione na Michałku. Sąd uznał, że zbrodnią kierowała matka. Do zabójstwa Michałka - które wstrząsnęło opinią publiczną - doszło 19 stycznia 2001 roku w Warszawie. Kwaśniewski z kompanem wrzucili dziecko do Wisły. Zabójstwo zaplanowała i kierowała nim matka chłopca, której przeszkadzało ono w realizacji życiowych planów - tak ustalił w poniedziałkowym wyroku Sąd Okręgowy w Warszawie. Wbrew wnioskom prokuratury, by wszystkim wymierzyć dożywocie, uznał jednak, że "odpowiednie i adekwatne" będą niższe kary. Wyrok nie jest prawomocny. "Sural i Kwaśniewski dążyli do wykonania planu pozbycia się dziecka. Saletra popełnił tę zbrodnię niejako przypadkowo, decydując się na to w ostatniej chwili - on nie brał udziału w planowaniu tej zbrodni" - mówiła w ustnym uzasadnieniu wyroku przewodnicząca składu sędziowskiego sędzia Irena Nowicka-Albin. "Wina oskarżonych nie budzi wątpliwości. Oskarżona Sural miała rolę kierowniczą. Pozostali oskarżeni byli tylko wykonawcami" - powiedziała sędzia. Skazując Kwaśniewskiego i Sural na 25 lat sąd orzekł, że nie będą oni mogli ubiegać o przedterminowe, warunkowe zwolnienie wcześniej niż po 20 latach. Obojgu na 10 lat odebrano prawa publiczne. Skazany na 15 lat Daniel Saletra nie będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie wcześniej niż po 12 latach. Jemu prawa publiczne odebrano na 5 lat. Podczas procesu oskarżeni nie przyznali się do winy, a wzajemnie obciążające wyjaśnienia ze śledztwa nazwali "wymyślonymi" i "wymuszonymi przez policję". "Sural namawiała Kwaśniewskiego, żeby usunąć dziecko. Twierdziła, że ją ogranicza, przeszkadza w realizacji jej życiowych planów" - uzasadniał sąd. "W dniu zabójstwa Kwaśniewski spotkał się z Sural. Odebrali dziecko z przedszkola. Kwaśniewski zaproponował Saletrze wrzucenie dziecka do wody. Poszli nad Wisłę, gdzie jeden złapał dziecko pod pachę, drugi za nóżki, i wrzucili dziecko do wody" - relacjonowała sędzia Nowicka-Albin. "Dziecko wołało o pomoc, ale tak się nie stało - oskarżonych już tam nie było. Dziecko utonęło" - mówiła. Sąd nie dał wiary wyjaśnieniom oskarżonych ze śledztwa, w których mówili, że albo był to nieszczęśliwy wypadek, albo, że nie mają z tym nic wspólnego. "Te wyjaśnienia to przyjęta linia obrony. Jest ona rażąco sprzeczna z zebranym materiałem dowodowym" - uznał sąd. Sąd podkreślił, że przy ferowaniu wyroku wziął pod uwagę wyjaśnienia Kwaśniewskiego ze śledztwa (podczas których "złamał się"), a które utrwalono na kasecie magnetowidowej. "To są wyjaśnienia złożone z poczuciem winy i odpowiedzialności, są wiarygodne; zawarte są w nich fakty, które znali tylko oskarżeni i które nie mogły być wytworem fantazji" - stwierdził sąd. Sąd podkreślił wagę tych wyjaśnień, zaznaczając, że nie widać było, aby ktokolwiek wpływał na ich treść, jak utrzymywali oskarżeni. Jednocześnie sąd podkreślił, że o winie Sural świadczy m.in. to, że dzwoniła na telefon komórkowy do Kwaśniewskiego, w czasie gdy dokonywana była zbrodnia. Omawiając kwestię wymiaru kary, sąd stwierdził, że oskarżeni popełnili wyjątkowo okrutne przestępstwo. "Pozbawili życia małe dziecko: przecięli to życie małej osoby, która mogła w życiu czegoś dokonać" - mówiła sędzia Nowicka-Albin. "Sąd nie może wymierzać kar na zamówienie społeczne; musi się opierać na dowodach" - podkreślała zarazem sędzia Nowicka-Albin. Za okoliczności łagodzące sąd uznał dotychczasową niekaralność oskarżonych i stwierdzoną przez biegłych ich nieprawidłową osobowość. Kwaśniewskiego sąd uznał tylko za "narzędzie" konkubiny; co do Saletry ustalił, że był on "mniej zaangażowany". Po ogłoszeniu wyroku Sural zaczęła płakać i wołać: "Za co? Ja nie mam z tym nic wspólnego". Gdy podczas omawiania uzasadnienia wyroku sąd opisał, jak początkowo próbowała ona zrzucić winę na biologicznego ojca dziecka, a jej byłego męża, Sural zaczęła wołać: "A jak ktoś powiedział, że nienawidzi dziecka, to kogo podejrzewać?". Wtedy sąd zadecydował o jej wyprowadzeniu z sali, na co Sural zaczęła wołać: "Nie wierzę w sprawiedliwość", "Nie ma sprawiedliwości", "Nie mam z tym nic wspólnego". Obrońcy oskarżonych zapowiedzieli apelację. Wszyscy wcześniej domagali się uniewinnienia swoich klientów. "Wyrażam zdziwienie tym wyrokiem. Nie ma dowodów na winę Barbary Sural. Ten wyrok musi zostać poddany kontroli" - mówił po wyroku jej obrońca mec. Grzegorz Lewański. Prokuratura dla wszystkich oskarżonych domagała się dożywocia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 30 latach. "Nie wiemy na razie, czy będziemy apelować. Poczekamy na pisemne uzasadnienie wyroku" - powiedział prokurator Adam Woźny. Dodał jednak, że jest to jego zdaniem wyrok sprawiedliwy. Sąd zezwolił na publikację wizerunku i nazwisk skazanych. Za serwisem portalu Onet.pl Czy przeżyją pobyt w więzieniu? Zabójstwo Michałka - winni, ale bez dożywocia Kary 25 lat dla Roberta Kwaśniewskiego i Barbary Szural za zabójstwo 4-letniego Michałka oraz 15 lat dla Daniela Saletry orzekł w poniedziałek Sąd Okręgowy w Warszawie. Matka Michałka odpowiadała za zlecenie zabójstwa i kierowanie tą zbrodnią. Robert Kwaśniewski i Daniel Saletra za utopienie chłopca. Obrońcy domagali się uniewinnienia trójki oskarżonych. Sąd uznał, że wszyscy oskarżeni są winni śmierci 4-letniego Michałka, działali wspólnie w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia dziecka. Kwaśniewski, skazany za zabójstwo dziecka, będzie mógł wyjść na wolność nie wcześniej niż po 20 latach, natomiast Saletra będzie mógł opuścić zakład karny po 12 latach. Do zabójstwa chłopca - które wstrząsnęło opinią publiczną - doszło w styczniu 2001 r. w Warszawie. Według aktu oskarżenia, dziecko zostało wrzucone do Wisły przez konkubenta matki dziecka, Roberta Kwaśniewskiego, i jego kompana Daniela Saletrę, a w planowaniu zabójstwa i kierowaniu nim brała udział matka chłopca, Barbara Szural. Zdaniem prokuratury, motywem miała być chęć ułożenia sobie życia przez konkubentów bez dziecka. Podczas prawie 3-miesięcznego procesu oskarżeni, a także ich obrońcy zarzucili prokuraturze - manipulowanie procesem, dziennikarzom, że nastawili opinię społeczną przeciwko oskarżonym, a politykom, że przy okazji tej sprawy rozpoczęli dyskusję na temat kary śmierci. W trakcie pierwszych przesłuchań zabójcy nie przyznali się do zamordowania chłopca. Dopiero później ujawnili, że namówiła ich do tego czynu matka dziecka. Jednak podczas pierwszych rozpraw Robert Kwaśniewski znów nie przyznawał się do winy, twierdząc, że dziecko poślizgnęło się i wpadło do wody. Za serwisem portalu Wirtualna Polska Czy przeżyją pobyt w więzieniu? Zabójstwo czteroletniego Michałka Obrońcy chcą uniewinnienia Obrońca matki oskarżonej o zlecenie zabójstwa czteroletniego syna zażądał dla niej uniewinnienia. W mowie końcowej zarzucił prokuratorowi bezprawne działania, w tym instruowanie podsądnych, co mają mówić. W piątek prokurator domagał się dla całej trójki oskarżonych dożywocia. W poniedziałek ripostował mu mec. Grzegorz Lewański, obrońca Barbary S. - Nie ma ani jednego dowodu potwierdzającego winę mojej klientki. Jedynym faktem w tym procesie jest to, że dziecko nie żyje - przekonywał przed warszawskim Sądem Rejonowym, domagając się wyroku uniewinniającego. Zwrócił uwagę, że świadkowie przyznali, iż Barbara S. była kochającą matką i dbała o Michałka. - Nielogiczne jest, by taka matka nagle zapragnęła śmierci syna - argumentował. Lwią część jego wystąpienia zajęły zarzuty pod adresem prokuratora, który - jego zdaniem - prowadził tę sprawę wbrew prawu. - Nagranie wideo pokazuje, jak instruował oskarżonego Roberta K. Formułował za niego treść wyjaśnień - przekonywał. Dodał, że materiały wideo nie powinny być traktowane jako dowód także dlatego, iż różnią się w treści od stenogramów na ich podstawie sporządzanych. Według adwokata braki w materiale dowodowym prokurator usiłował nadrobić nagonką prasową. - Uruchomił vox populi, a potem sam stał się tego zakładnikiem, wbrew zasadom logicznego myślenia - mówił mec. Lewański. - To moja klientka jest pokrzywdzona. Społeczeństwo wydało na nią wyrok jeszcze przed procesem. Ten wyrok to śmierć - dodał. Jego zdaniem sprawę śmierci Michałka próbowano wykorzystać do lansowania kary śmierci. O uniewinnienie poprosił też obrońca Daniela S. Według aktu oskarżenia jego klient pomógł Robertowi K. wrzucić dziecko do Wisły. Zdaniem mec. Ryszarda Lewandowskiego podsądny nie miał motywu, by to zrobić. - Jedynym dowodem obciążającym mego klienta są wyjaśnienia Roberta K., ale są to pomówienia, z których oskarżony się wycofał - mówił adwokat. O uniewinnienie Roberta K. jego adwokat wniósł na poprzedniej rozprawie. Sami podsądni w ostatnim słowie również prosili o uniewinnienie. - Zostałam sponiewierana podczas tego procesu. Nie umiem nawet wyrazić bólu, który jest we mnie - mówiła Barbara S., płacząc. - Ja nie miałbym sumienia nawet uderzyć dziecka, a co dopiero zabić - powiedział z kolei Daniel S. Robert K. mówił natomiast zbyt cicho, by można go było usłyszeć. Wyrok 25 lutego. WIK Za dziennikiem "Rzeczpospolita" Zabójstwo czteroletniego Michałka Prokurator: karą może być tylko dożywocie Dożywotniego więzienia zażądał prokurator dla całej trójki oskarżonych w sprawie o zabójstwo czteroletniego Michałka. Obrońca Roberta K. (tylko on z adwokatów przemawiał w piątek) domagał się uniewinnienia. Zanim warszawski Sąd Okręgowy udzielił głosu stronom, przesłuchał ostatniego świadka. Iwonę S., która 12 miesięcy siedziała w jednej celi z matką oskarżoną o zlecenie zabójstwa syna, wezwał na świadka pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego. - Moim zdaniem Barbara S. jest pozbawiona uczuć - powiedziała świadek. Na dowód swych słów opowiedziała o reakcji oskarżonej, gdy w telewizji oglądała pogrzeb Michałka. - Gdy do grobu spuszczali trumnę, wszyscy zastygliśmy, a ona nawet nie przestała jeść kanapki - relacjonowała. Prokurator Adam Woźny, rozpoczynając swe wystąpienie, nie krył wzburzenia. - Dopuścili się zbrodni, która nie ma precedensu. Sprawa ta napawa szczególnym obrzydzeniem, gdyż to matka zaplanowała zabójstwo swego syna, a jednym z wykonawców był człowiek, do którego Michał mówił: "tato" - przemawiał. Jego zdaniem matka dużo wcześniej planowała pozbycie się dziecka. W końcu Robert K., jej chłopak, zgodził się to zrobić. 19 stycznia 2001 r. pojechał wraz z kolegą Danielem S. do przedszkola i odebrał chłopca. Zabrali go nad Wisłę. Tam Robert K. chwycił Michałka za nogi, a Daniel S. za ręce. Rozhuśtali czterolatka i po odliczeniu do trzech wrzucili do lodowatej Wisły. Dowodząc winy mężczyzn, prokurator powołał się na wizję lokalną, w czasie której opisali przebieg zdarzenia. - Robert K. zwrócił uwagę Danielowi S., że to on pierwszy podniósł Michałka. Gdyby był instruowany przez policję, to po co przywoływałby taki szczegół. Daniel S. powiedział wtedy do niego: "ja cię zabiję" - przekonywał. Przypomniał też zachowanie podsądnych. - Oni płakali jak dzieci. To było dla nich duże przeżycie, znów znaleźć się w tym miejscu - mówił. Oskarżeni na początku procesu wycofali się z wyjaśnień, w których przyznali się do winy. Tłumaczyli, że byli instruowani przez policjantów, co mają mówić, m.in. w czasie, gdy wieziono ich na wizję. Według oskarżyciela było to niemożliwe, gdyż eskortujący policjanci nie wykonywali żadnych czynności w tej sprawie. - Celowo im tego zakazałem - zapewnił prokurator Woźny. - Z całą stanowczością oświadczam, że w żadnym momencie nie nastąpiło złamanie procedury - dodał. Linię obrony Roberta K., który twierdził w procesie, że Michałek sam odpłynął na krze, określił jako infantylną i wynikającą z jego poziomu inteligencji (psychiatrzy stwierdzili u oskarżonego ociężałość umysłową). Prokurator przypomniał, że według danych IMiGW w dniu zabójstwa nie było lodu na Wiśle. Odnosząc się do winy Barbary S., powołał się na wyjaśnienia Roberta K., który obciążył ją w śledztwie. Przypomniał też zeznania świadków, według których była złą matką. - Dlaczego święta Bożego Narodzenia Michałek spędzał u obcej osoby, a nie z matką? - pytał. Jego zdaniem zachowanie oskarżonej w sali sądowej było grą ukierunkowaną na wzbudzenie współczucia. - Z jednej strony płakała, ale gdy któryś ze świadków mówił coś nie po jej myśli, zaciskała usta i była gotowa do składania oświadczeń. Albo jest się zrozpaczoną, albo wyrachowaną - mówił oskarżyciel. Zdaniem prokuratora w tym procesie nie mogą zapaść inne wyroki niż dożywocia. Żądając tej kary dla wszystkich podsądnych, wniósł jednocześnie o ograniczenie możliwości warunkowego zwolnienia. Według niego powinni mieć możliwość ubiegania się o nie dopiero po 30 latach. W piątek głos zabrał tylko jeden obrońca. Broniący Roberta K. mec. Andrzej Lewandowski prosił o uniewinnienie swego klienta. Podkreślił, że poza wyjaśnieniami oskarżonych nie ma żadnego innego dowodu, a Robert K. kilkakrotnie zmieniał wersję. - Dlaczego ta, w której przyznał się do winy, ma mieć większe znaczenie od tej, gdy mówił o wypadku? - pytał adwokat. - Nie ma ani jednego dowodu, który przeczyłby twierdzeniom, że Michał sam wpadł do Wisły - dodał. Przypomniał, że wszyscy świadkowie potwierdzali miłość, jaką Robert K. darzył chłopca. Adwokat prosił, by sąd całkowicie pominął dowód z wizji lokalnej. - Dzień wcześniej policjant zapoznał oskarżonego z miejscem zdarzenia, z czego nie sporządzono protokołu. Zachodzi poważna obawa, że pouczał go, jak ma się zachowywać. W procedurze amerykańskiej takie bezprawne pozyskiwanie dowodów określa się jako "owoce z zakazanego drzewa" i nie wolno ich brać pod uwagę - przemawiał obrońca. W poniedziałek sąd wysłucha pozostałych obrońców. Ogłoszenie wyroku zaplanowano na środę. Sławomir Wikariak Za dziennikiem "Rzeczpospolita" Zabójstwo czteroletniego Michałka Biegły: chłopiec utonął w lodowatej wodzie Michał utonął w lodowatej wodzie - stwierdził wczoraj przed warszawskim Sądem Okręgowym biegły medyk sądowy. Zbrodnia, do której doszło 19 stycznia 2001 r. w Warszawie, poruszyła wszystkich. Czteroletniego Michałka utopiono w lodowatej Wiśle. Prokurator twierdzi, że zabójstwo syna zleciła jego matka, która też kierowała zbrodnią. Jej plany wykonywali zaś: Robert K. (konkubent) i Daniel S. (jego kolega). Sąd przesłuchał już w tej sprawie wszystkich świadków. Być może ich lista będzie uzupełniona jeszcze jedną osobą. Chodzi o Iwonę S., która przez rok przebywała w jednej celi z oskarżoną Barbarą S. Pełnomocnik ojca Michała twierdzi, że ma ona wiele do powiedzenia o zachowaniu podsądnej. Cieszącą się już dziś wolnością Iwonę S. przyprowadzi na następną rozprawę adwokat i wówczas sąd zdecyduje, czy kobieta będzie zeznawać. Do najważniejszych świadków w tej sprawie należy jednak Zofia P., którą Michaś traktował jak ciocię i u której podsądna wynajmowała pokój. Tam też wychowywał się chłopiec. Podczas ostatniej z rozpraw Zofia P. przez kilka godzin mówiła o miłości, przywiązaniu do dziecka i jego pozbawionym matczynej miłości dzieciństwie. Zeznała, że matka Michałka nie chciała, żeby się urodził, nie dbała o niego oraz że nie przejęła się jego śmiercią. Wczoraj Barbara S. jeszcze raz wróciła do tego, co usłyszała na ostatniej rozprawie. - Pani P. za bardzo ingerowała w nasze życie - łkała. Twierdziła, że właścicielka zabroniła jej zamykać drzwi do pokoju, aby móc bez przerwy kontrolować, co się tam działo. - Byłam młodą matką, może nie najlepszą, ale nigdy w życiu nie pozwoliłabym sobie na coś takiego, wolałabym sama umrzeć - mówiła. Biegły medyk sądowy, który wczoraj zeznawał przed sądem, twierdził, że przyczyną śmierci chłopca było utonięcie i działanie lodowatej wody. Z przedstawionej opinii wynika też, że na jego ciele stwierdzono nieliczne ślady urazów mechanicznych: lekkie otarcia skóry twarzy, pojedyncze drobne zasinienia na lewym ramieniu. - Nie przyczyniły się one jednak do śmierci dziecka - przesądził. Przekonywał też, że na ciele malca nie było śladów, które pozwoliłyby wskazać, w jaki sposób wpadł do wody. Dalszy ciąg procesu 15 lutego. Agata Łukaszewicz Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 31.01.2002 r. Matka zamordowanego Michała: wolałabym sama umrzeć Nigdy w życiu nie pozwoliłabym na coś takiego; przysięgam, że wolałabym sama umrzeć - mówiła łkając przed sądem matka 4-letniego Michałka Barbara S. Środa była kolejnym dniem procesu w sprawie zabójstwa 4-letniego Michała, które na początku zeszłego roku wstrząsnęło społeczeństwem w Polsce. Barbara S. odpowiada za zlecenie zabójstwa Michałka i kierowanie tą zbrodnią. O utopienie czterolatka w Wiśle są oskarżeni Robert K. i Daniel S. Do zbrodni doszło 19 stycznia 2001 r. w Warszawie. Mężczyźni z początkuj przyznali się do wszystkiego, przed sądem jednak odwołali te wyjaśnienia i twierdzą, że wymusiła je policja. Barbara S. nie przyznaje się do niczego. W środę biegły lekarz medycyny zeznał, że bezpośrednią przyczyną śmierci chłopca było utonięcie. Dodał, że podczas sekcji zwłok stwierdzony nieliczne ślady "urazów mechanicznych" - lekkie otarcia skóry twarzy, pojedyncze drobne zasinienia na lewym ramieniu. Biegły podkreślił jednak, że do śmierci dziecka nie przyczyniły się "razy mechaniczne", a zasinienia mogły powstać przy wyciąganiu zwłok z wody. Krótkie wyjaśnienia złożyła przed sądem matka dziecka. Łkając powiedziała, że "nigdy w życiu nie pozwoliłaby na coś takiego". "Przysięgam, że wolałabym sama umrzeć" - powiedziała w środę przed sądem matka Michałka. Co innego mówiła 9 stycznia, na poprzedniej rozprawie, świadek Zofia P. (u której rodzice Michałka wynajmowali mieszkanie). Zeznała ona wtedy, że matka Michałka nie dbała o dziecko ani o rodzinę, nie przejęła się śmiercią niechcianego dziecka i próbowała oskarżyć o tę zbrodnię ojca dziecka. Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 31.01.2002 r. Zabójstwo czteroletniego Michałka Dopisywane zeznania - To dobry człowiek, ale trochę naiwny - tak oceniła Barbarę S. oskarżoną o zlecenie zabójstwa swojego syna jej siostra. Zdaniem świadka policjantka spisująca jej słowa dodawała od siebie pewne informacje. Zeznająca wcześniej Zofia P. wynajmująca mieszkanie oskarżonej przedstawiła ją w nie najlepszym świetle. Jej zdaniem podsądna była złą matką, nie chciała Michałka, a gdy już się narodził, źle się nim opiekowała. W poniedziałek warszawski Sąd Okręgowy miał okazję poznać odmienne zdanie o oskarżonej. - Michałek zawsze był czysty i zadbany, dobrze się nim opiekowała - mówiła o swej siostrze Anna K. Sąd poświęcił sporo uwagi sprawie polisy na życie Michałka. Po wykryciu zbrodni media informowały, że chęć odebrania odszkodowania za śmierć dziecka mogła być jednym z motywów zabójstwa. Prokuratura nie przyjęła jednak tej wersji. Faktem jest, że po zdarzeniu Barbara S. poszła do ubezpieczyciela. Była z nią siostra Anna K. - Poszliśmy, żeby wstrzymać opłacanie składek oraz załatwić sprawę wypłaty odszkodowania - miała powiedzieć w czasie przesłuchania. W protokole zanotowano nawet kwotę odszkodowania (ponad 11 tys. zł). - Czy potwierdza pani te zeznania? - spytał sąd. Świadek przyznała, że była wraz z siostrą, ale tylko po to, by wstrzymać opłacanie składek. - Skąd więc wzięła się ta informacja? - dociekał sąd. - Nie wiem skąd, ale ja tego nie powiedziałam - oświadczyła świadek. Po chwili dodała, że policjantka nie spisywała dokładnie jej słów, ale dopisywała pewne informacje od siebie. - Ja nawet zwróciłam uwagę, że tego nie mówiłam, ale policjantka powiedziała, że to nieważne - tłumaczyła przed sądem Anna K. Proces powoli zmierza ku końcowi. Do 30 stycznia strony mają zdecydować, czy złożą dodatkowe wnioski dowodowe. W tym czasie z aktami sprawy zapoznają się biegli psychiatrzy z Krakowa. Obrońca Barbary S. złożył wniosek o wyłączenie spośród biegłych psychologa Krzysztofa B. Jego klientka twierdzi, iż biegły próbował wymusić na niej przyznanie się do winy. - Mówił, że jak się przyznam, to dostanę tylko 25 lat, a jak nie, to dożywocie - powiedziała Barbara S. na początku procesu. Sławomir Wikariak Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 22.01.2002 r. Życzliwy świadek oskarżenia Proces w sprawie śmierci 4-letniego Michałka - Pani Zofia? Była mi pomocna. Była miła i pomagała mi przy Michasiu. Ale za bardzo zajmowała się naszym życiem. To było męczące - tak uczynność, życzliwość i miłość kobiety - podsumowała wczoraj oskarżona o kierowanie zabójstwem własnego syna Barbara S. Zofia P. płakała. Znały się 5 lat. Barbara S. wynajmowała u Zofii P. pokój. Kobieta traktowała ją jak córkę, a jej synka Michała jak własnego wnuka. Teraz Barbarę S. prokurator oskarża o udział w zabójstwie syna, a Zofia P. jest jednym z najważniejszych świadków w procesie. Barbarę zna lepiej niż jej rodzona matka. Wie, jaką była matką, jakim człowiekiem. Nie ma o niej dobrego zdania. Wczoraj dwie kobiety znowu stanęły naprzeciw siebie w sądzie. Barbara S. o dawnej opiekunce i gospodyni mówiła "ona". - Do Michałka miała bardzo dobry stosunek. Ja miałam mało do powiedzenia. Może byłam za młoda, może za głupia, ale czasem chciałam się sama zająć dzieckiem, a nie mogłam! - rzuciła pierwsze oskarżenie. Zofia P. miała planować i układać jej życie. Pomagała znaleźć pracę. Zajmowała się Michałkiem. - Robiłam to, co ona chciała - oskarżona wybuchała płaczem. - Ale źle chciała dla pani? - pytała sędzia zdumiona nagłym atakiem histerii. - Nie - powiedziała Barbara S. - To o co chodzi? Może ciążyła oskarżonej życzliwość pani Zofii? - sędzia pytała dalej. Po krótkiej chwili oskarżona przyznała: - Nie miałam prywatnego życia. Ona była pomocna i życzliwa. Nawet raz przez pomyłkę powiedziałam do niej "mamo". Ale ta opieka była męcząca. Zofia P. nie broniła się. Ze łzami w oczach powiedziała: - Kochałam Michałka. Chciałam ją uczyć, doskonalić. Chciałam, żeby była dobrą matką i żoną. Nie była i musiałam prawdę o tym powiedzieć w sądzie - płakała Zofia P. Barbara S. siedziała niewzruszona. Zbrodnią kierowała przez telefon? Według prokuratora, 19 stycznia 2001 roku Robert K. i Daniel S. wrzucili Michałka do Wisły. Ciało chłopca znaleziono następnego dnia. Robert K. Stwierdził później, że matka chłopca cały czas była z nimi w kontakcie telefonicznym i kierowała zbrodnią. Matka chciała pozbyć się dziecka, bo "pragnęła więcej wolności". ANA Za wydaniem papierowym dziennika "Super Express" z dn. 15.01.2001 r. Zabójstwo czteroletniego Michałka Konfrontacja wersji Nie rozmawiałam ze świadkiem o alibi dla Roberta K. - oświadczyła w poniedziałek matka oskarżona o zlecenie zabójstwa syna, odnosząc się do zeznań kobiety, która wynajmowała jej mieszkanie. Świadek podtrzymała niekorzystne dla podsądnej zeznania. Na poprzedniej rozprawie przed Sądem Okręgowym w Warszawie Zofia P. zeznała m.in., że oskarżona Barbara S. nie opiekowała się właściwie dzieckiem, nie chciała go karmić piersią, a po zabójstwie chłopca pytała, jak zapewnić alibi Robertowi K. Wczoraj sąd skonfrontował ją z oskarżoną. - To wszystko nieprawda. Nie uderzyłam Michałka i nie rozmawiałam o alibi dla Roberta, gdyż wtedy jeszcze byłam przekonana, że jest niewinny. A karmić przestałam, bo nie miałam mleka - oświadczyła Barbara S. Zofia P. podtrzymała swoje słowa. - Mam świadka na to, że jeszcze trzy tygodnie po tym, jak przestała karmić Michałka, miała plamy na koszuli od mleka - powiedziała. Sąd zdecydował się wezwać wskazaną przez nią osobę na dzisiejszą rozprawę. Oskarżona przyznała, że wiele zawdzięcza Zofii P. Chwilę później dodała jednak, że to ona przyczyniła się do rozpadu jej małżeństwa z ojcem Michałka. - Próbowała mnie dyskredytować w oczach Michałka. Np. gdy się skaleczył i to ona go opatrywała, mówiła: "Widzisz, jaką masz niedobrą mamę" - powiedziała Barbara S. Sposób, w jaki Zofia P. traktowała chłopca, budził jej zastrzeżenia. Tygodniowemu dziecku kobieta miała dać się napić piwa. Według oskarżonej Zofia P. ingerowała w jej całe życie. - Ja praktycznie robiłam to, co ona chciała - oświadczyła podsądna. Jako przykład podała ufarbowanie sobie włosów na kolor wskazany przez kobietę. - Jakie jeszcze były tego przejawy? - dociekał sąd. - Nie chcę mówić przy mediach, bo oni i tak wszystko przekręcają - z płaczem odpowiedziała zapytana. Płakała także Zofia P. - Uważałam Michała za moje najmłodsze dziecko. Kochałam również Barbarę i zeznawanie tutaj sprawia mi przykrość, ale to jedyna rzecz, jaką mogę zrobić - powiedziała. Potwierdziła też, że myślała o zajęciu się dzieckiem oskarżonej "na stałe". - Chciałam jednak, żeby jak najczęściej spotykało się z matką. Również wczoraj skonfrontowano świadka z Genowefą M., od lat mieszkającą z matką podsądnej. Zofia P. twierdzi, że gdy zapowiedziała, iż będzie w sądzie mówić prawdę, usłyszała od kobiety: "Pani uważa, co pani mówi, bo Michała nikt już nie zwróci, a Basia jeszcze nie jest oskarżona". - Odebrałam to jako groźbę - oceniła tę wypowiedź Zofia P. Genowefa M. zapewniła sąd, że nic takiego nie mówiła. Sławomir Wikariak Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 15.01.2001 r. Świadek: matka Michałka nie dbała o niego Matka zabitego 19 stycznia 2001 r. Michałka nie dbała o dziecko ani o rodzinę, nie przejęła się śmiercią niechcianego dziecka, próbowała oskarżyć o to ojca - zeznała wczoraj przed sądem Zofia P., u której rodzice Michałka wynajmowali mieszkanie. Już po utopieniu Michałka Barbara S. zadzwoniła do Zofii P. Wtedy już u niej nie mieszkała, po zerwaniu i rozwodzie z Piotrem S. poznała kilku innych mężczyzn, w tym oskarżonego Roberta K., który według świadka pozytywnie odnosił się do dziecka i ona sama w efekcie przekonała się do tego chłopaka, choć z początku się go bała. Barbara S. sugerowała, że to Piotr S. porwał dziecko z przedszkola. Potem zadzwoniła jeszcze raz i powiedziała beznamiętnym głosem, że Michałek nie żyje, ona rozpoznała na zdjęciach ciało wyłowione z wody. "Baśka lubiła horrory. Zadzwoniła wtedy jeszcze raz i opowiadała, że widziała pokrwawione zwłoki dziecka i otwarte usta wypełnione piachem. Tak się składa, że w tym prosektorium pracuje mój znajomy, który powiedział mi, że dziecko miało jeden mały siniaczek i żadnych innych obrażeń, ani piachu w ustach. Powiedziała mi tak, żeby mnie wyprowadzić z równowagi" - powiedziała Zofia P. Według niej, Barbarze i Piotrowi nie układało się, mężczyzna chciał mieć dziecko, zaś Barbara S., gdy zaszła z nim w ciążę, była z tego powodu nieszczęśliwa. Potem zaszła w ciążę jeszcze dwukrotnie (nie tylko z Piotrem S.), ale obie usunęła. Po urodzeniu Michałka oskarżona w ogóle nie dbała o dziecko i - zdaniem Zofii P. - to na nią spadł obowiązek opiekowania się nim. "Kochałam to dziecko, próbowałam być mu jak matka, matkowałam teraz Baśce" - mówiła. Przyznała przy tym, że odmówiła bycia matką chrzestną Michałka. "Gdy już dziecko się urodziło i było z matką w szpitalu, spytałam ją, jak ona się chce na to przygotować i czy kupiła już wyprawkę. 'To nie moja sprawa, to sprawa Piotrka. Ja mam na to sposób: wyrobię przerębel i utopię je w stawie' - odpowiedziała mi na to Barbara S." - zeznała Zofia P. Kobieta mówiła też, że Barbara S. zwierzała się jej z tego, że chciała się wyrwać ze swojej rodziny, bo matka była alkoholiczką, brat jest w mafii, a siostra prostytuuje się w hotelu Marriott. "Dlaczego pani tak kłamie, nigdy w życiu nie powiedziałabym tak o swojej mamie!" - wykrzyknęła oskarżona, zrywając się nagle z ławy. Przywoływana do porządku przez sąd nie potrafiła powstrzymać płaczu. Gdy Barbara S. spotykała się już z Robertem K., latem 2000 r. wybrali się nad gliniankę. Zofia P: "Już po zabójstwie matka K. opowiedziała mi, że nad tą glinianką Barbara S. wzięła dziecko na ręce i weszła z nim do stawiku, i zanurzała mu główkę w wodzie. Potem wróciła na koc i pokłócili się z Robertem. Ona miała mu powiedzieć: 'jeśli ty nie chcesz, to ja to zrobię'. On na to: 'jeśli już chcesz i musisz to zawińmy go w kocyk i wrzućmy'. 'Nie mamy sznurka, może się rozpaść i wypłynąć' - odpowiedziała Baśka". Potem - według świadka - Michałek nie chciał w ogóle się kąpać. Barbara S. odpowiada za zlecenie zabójstwa Michałka i kierowanie tą zbrodnią. O utopienie czterolatka w Wiśle są oskarżeni Robert K. i Daniel S. Do zbrodni doszło 19 stycznia 2001 r. w Warszawie. Mężczyźni najpierw przyznali się do wszystkiego, przed sądem jednak odwołali te wyjaśnienia i twierdzą, że wymusiła je policja. Barbara S. nie przyznaje się do niczego. Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 10.01.2001 r. Zabójstwo czteroletniego Michałka Co winne jest małe dziecko Mężczyzna, który siedział w areszcie w celi obok Roberta K., zeznał wczoraj, że oskarżony przyznał się do zabójstwa Michałka. Już wtedy przygotowywał sobie wersję o wypadku, według której chłopiec sam wpadł do wody. Robert K. usiłuje przekonać sąd, że śmierć Michałka była wynikiem nieszczęśliwego wypadku. Poszli razem na spacer nad Wisłę. Gdy Robert K. odszedł za potrzebą, chłopiec miał się pośliznąć i wpaść na krę, która odpłynęła. Prokuratura uważa, że prawdziwa była wersja podana przez niego w śledztwie. Według niej zbrodnię zaplanowała Barbara S., matka dziecka. Pozbycie się Michałka miało jej pomóc w "ułożeniu sobie życia". Wykonawcami zabójstwa byli zaś Robert K. i jego kolega Daniel S. Ten opis zbrodni zgadza się z tym, co miał mówić Robert K. współaresztantowi, który zeznawał we wtorek przed warszawskim Sądem Okręgowym jako świadek. Adrian K. w lutym tego roku siedział w areszcie na Białołęce w celi obok oskarżonego. Często rozmawiali. - Na początku raczej nie wierzyłem w relacje mediów, że to on zrobił, ale on sam się mi przyznał - zeznał Adrian K., który odsiaduje teraz czteroletni wyrok za rozbój. Mężczyzna poinformował prokuratora, że chce złożyć zeznania w tej sprawie. - Sam mam dziecko i to mnie ruszyło, no bo co winne jest małe dziecko. Uważałem to za mój moralny obowiązek - tłumaczył wczoraj swą chęć współpracy. - Zgłosiłem się, bo mam sto procent pewności, że to oni zrobili - dodał. Nie potrafił sobie przypomnieć dokładnego przebiegu zdarzenia. Pamiętał jednak, że Robert K. przyznał się do zbrodni. - Raz mówił, że wraz z Danielem S. wrzucił dziecko, potem, że matka dała Danielowi 1000 zł za pozbycie się Michałka - relacjonował świadek. Oskarżony miał go prosić o pomoc w wymyśleniu korzystniejszej dla siebie wersji. - Ja mu mówiłem, że jeśli się przyznał i był na wizji lokalnej, to niech się teraz tego trzyma i walczy o łagodny wyrok - oświadczył Adrian K. W późniejszych rozmowach Robert K. przedstawiał współaresztantowi coraz to nowe wersje zdarzenia. - Próbował się usprawiedliwiać, ale po chwili zaczynał płakać i pytał: "Co ja zrobiłem?". Mówił, że zezna, iż dziecko samo wpadło do wody, bo pobiegło za piłeczką - relacjonował świadek. - Czy wspominał coś o krze? - spytał sąd. - Nic takiego nie słyszałem. Innym pomysłem na uniknięcie odpowiedzialności miało być obciążenie biologicznego ojca Michałka. Według Adriana K. oskarżony zamierzał mówić, że rzeczywiście odebrał dziecko z przedszkola, ale później przekazał je ojcu i nie wie, co się dalej z nim działo. - Ja mu powiedziałem: "Ty jesteś oskarżonym i masz prawo się bronić, ale prawda i tak wyjdzie na jaw". Dziś kolejny dzień procesu. Sławomir Wikariak Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 19.12.2001 r. Ojciec Michała S.: matka myślała o oddaniu dziecka Barbara S. oskarżona o kierowanie zabójstwem swojego dziecka mówiła mi, że albo wezmę syna, albo ona odda go do domu dziecka - zeznał wczoraj Piotr S. - b. mąż Barbary S. Piotr S. zeznawał w kolejnym dniu toczącego się przed warszawskim Sądem Okręgowym procesu w sprawie zabójstwa 4-letniego Michałka S. Do zabójstwa chłopca doszło 19 stycznia tego roku w Warszawie. Według aktu oskarżenia dziecko zostało wrzucone do Wisły przez dwóch mężczyzn: konkubenta jego matki Roberta K. i jego kompana Daniela S. Według prokuratury, w planowaniu zabójstwa brała też udział matka chłopca Barbara S. "W czerwcu 2000 r. Barbara zakomunikowała mi, że albo wezmę syna albo ona go odda do domu dziecka" - zeznał Piotr S., który w tym procesie jest oskarżycielem posiłkowym. S. opowiadał również o małżeństwie z Barbarą S. "Znikała na całe noce. Do domu przychodziła o drugiej, czwartej nad ranem. Zdarzało się to mniej więcej dwa razy w tygodniu" - mówił. "W domu panował bałagan i bajzel. Ona wolała oglądać telewizję. Setki razy było tak, że to ja musiałem iść na zakupy. Miała chęć lepszego życia, swobody, żeby mieć czas dla kolegów i koleżanek" - stwierdził. "Barbara nie była żadną matką. Nie dorosła do bycia żoną i matką" - stwierdził Piotr S. "Nawet na ochrzczenie dziecka trzeba było długo ją namawiać" - dodał. W pozwie rozwodowym Barbara S. stwierdziła, że Piotr S. nadużywał alkoholu i ją bił. "Alkoholu nie nadużywałem. Dwa razy ją spoliczkowałem, bo przestałem nad sobą panować za ten bałagan i te wszystkie powroty do domu" - stwierdził w środę Piotr S. W odpowiedzi na to Barbara S. oświadczyła, że całą miłość przelała na Michałka a nie na męża. Nieprawdą - według niej - jest również to, że wychodziła na całe noce. "A na obiad często nie miałam co zrobić, bo nic nie było. Jak były mąż mnie stłukł, to do tej pory jak dotknę nosa to przeskakuje mi chrząstka" - powiedziała. Ciąg dalszy procesu - 9 stycznia 2002 roku. Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 20.12.2001 r. Zabójstwo Michałka Dwa oblicza matki Przedstawiany przez świadków obraz Barbary S., oskarżanej o zlecenie zabójstwa syna, nie jest jednoznaczny. Z jednej strony pamiętają ją jako dobrą matkę, z drugiej zaś dziwi ich niezbyt emocjonalna reakcja kobiety na wiadomość o śmierci dziecka. W piątek, czwartego dnia procesu, Sąd Okręgowy przesłuchał pracownice przedszkola, do którego chodził Michałek. - To ja ostatnia widziałam go żywego. Cieszył się, że wychodzi przed innymi dziećmi. Mówił do nich: "Widzicie, widzicie, dzisiaj ja jestem pierwszy" - zeznawała Wanda S., wychowawczyni dziecka. - To był taki miły chłopiec. Spokojny, zawsze trochę z boku, ale niekonfliktowy - dodała. Siedząca na ławie oskarżonych matka Michałka zareagowała płaczem. Sąd poprosił świadka o próbę oceny Roberta K., któremu zarzuca się utopienie Michałka. - Wydawał się dobry dla dziecka. Chłopiec cieszył się na jego widok - odpowiedziała przedszkolanka. I ona, i jej koleżanki równie pozytywnie oceniały oskarżoną. - Była dobrą matką. Dziecko było zadbane, czyściuteńkie, dobrze ubrane - mówiły. Dziwiła ich jednak mało emocjonalna reakcja Barbary S., gdy policjanci powiadomili ją o śmierci syna. Pracownice przedszkola były wówczas w komisariacie. - Po jej wejściu do pokoju usłyszałam krzyk. To była taka krótka histeria. Gdy wyszła, już nie płakała. My płakałyśmy - relacjonowały. Kobiety spytały Barbarę S., czy mogą jej jakoś pomóc. - Powiedziała jedynie: "Czemu zatrzymali Roberta? Przecież on nie jest niczemu winien". Wyglądało to tak, jakby nie martwiła się śmiercią syna, tylko zatrzymaniem tego pana. Przedszkolanki przyznały, że przed zabójstwem Michałka nie wymagano od rodziców precyzowania, kto może odbierać dzieci z przedszkola. Wypuszczając Michałka, nie widziały nawet, kto po niego przyszedł, gdyż rozmawiały z tą osobą jedynie przez domofon. Sławomir Wikariak Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 15.12.201 r. Kolejny dzień procesu ws. zabójstwa 4-letniego Michałka Barbara S. była bardzo spokojna, gdy dowiedziała się od policji o śmierci dziecka; my to chyba przeżywałyśmy bardziej od niej - powiedziały w piątek o matce Michałka przedszkolanki z przedszkola, do którego chodził. Piątek był kolejnym dniem procesu w sprawie zabójstwa 4-letniego Michałka S., który toczy się przed warszawskim sądem okręgowym. "Kiedy Barbara S. weszła do pokoju, w którym pokazano jej zdjęcie martwego Michałka, usłyszałam straszny skowyt, wycie i płacz. Trwało to jakieś pięć minut. Kiedy wyszła z tego pokoju, już nie płakała, nie martwiła się, że stała się taka tragedia, jak strata dziecka" - mówiła Wanda S., jedna z przedszkolanek. "Martwiła się jedynie dlaczego policja zamknęła Roberta (jej konkubenta, oskarżonego o zabójstwo dziecka). Mówiła: 'Przecież on nie jest temu winien', paliła papierosy i nerwowo chodziła" - mówiła dalej. "Na wieść o śmierci dziecka wyglądała na bardzo zdziwioną. My chyba to przeżywałyśmy bardziej niż ona: była spokojna, paliła papierosy. Gdy była w pokoju, usłyszałam tylko krzyk, taką krótką histerię" - mówiła Elżbieta K., kolejna przedszkolanka. Rozpoznała ona w piątek Roberta K. jako tego, który odebrał dziecko z przedszkola. "Na wieść, że dziecka nie ma w przedszkolu, Barbara S. zdenerwowała się. Chwilę później zachowywała się już normalnie i przepraszała za swoje zachowanie, że niedopełniła swoich obowiązków" - mówiła Alicja A., dyrektorka przedszkola. Świadkowie, którzy zeznawali w piątek przed sądem zgodnie twierdzili, że Michałek był zadbanym dzieckiem, czystym i nie sprawiającym problemów wychowawczych. Mówili, że Michałek cieszył się na widok Roberta K., którego nazywał tatą. "Barbara była dobrą matką, dziecko miało wszystko to, co chciało. Ona nie potrafiła nawet tego dziecka skarać" - mówiła sąsiadka Barbary S. Matka oskarżonego Daniela S. zeznała przed sądem, że jej syn wrócił do domu ok. godz. 14.15. (ma to o tyle znaczenie, że, według relacji, do zabójstwa doszło niewiele wcześniej - PAP). "Kiedy przyszedł do domu, zachowywał się normalnie" - zeznała Maria S. "Kiedy przyszła policja i go zatrzymała, Daniel wołał do mnie: 'Mamo, ja nic nie zrobiłem, mamo, ratuj'; odniosłam wrażenie, że nie wie, za co został zatrzymany" - mówiła. Do zabójstwa Michałka S. doszło 19 stycznia tego roku w Warszawie. Według aktu oskarżenia, chłopiec został wrzucony do Wisły przez dwóch mężczyzn: konkubenta matki dziecka Roberta K. i jego kompana Daniela S. Jak twierdzi prokuratura, Barbara S. miała kontakt ze sprawcami, rozmawiała z nimi przez telefon komórkowy i "mogła przerwać przestępstwo". Kobieta miała też brać udział w trwającym od listopada 2000 r. planowaniu tego zabójstwa. Następna rozprawa - 17 grudnia. Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 15.12.2001 r. Zabójstwo czteroletniego chłopca Żeby Michał nie zawadzał Nie przyznaję się do winy - łamiącym się głosem oświadczyła w środę Barbara S., matka zamordowanego Michałka. Ta niepozorna szatynka o dziewczęcym wyglądzie odpowiada przed warszawskim Sądem Okręgowym za zlecenie zabójstwa 4-letniego syna. Mężczyźni oskarżeni o zabójstwo Michałka twierdzili podczas śledztwa, że to Barbara S. namówiła ich do zbrodni. - Od dawna mówiła, że chciałaby zrobić z nim porządek, żeby Michał jej nie zawadzał. Dla niej ważniejsza była zabawa niż dziecko. Chciała, bym wywiózł Michała do lasu i przywiązał go do drzewa - powiedział w czasie jednego z przesłuchań Robert K., chłopak Barbary S. Później odwołał te słowa. Tłumaczył, że wymusili je biciem policjanci. Matka chłopca nie przyznała się do winy. Odmówiła składania wyjaśnień. Zgodziła się odpowiadać na pytania, ale tylko sądu i swojego obrońcy. W tej sytuacji sąd odczytał jej wyjaśnienia ze śledztwa. Kobieta zapewniała w nich, że nie wie, co się stało z jej synem. Przyznała, że kiedyś powiedziała, iż ma go dosyć, bo ma trudny charakter. Nie miała jednak nic złego na myśli. - Powtarzałam Robertowi, że Michałek będzie zawsze na pierwszym miejscu. Robert jednak chciał mieć swoje dziecko - wyjaśniała. Przypomniała sobie też wówczas, że pewnego razu, gdy nie chciała wyjść z Robertem i tłumaczyła, iż musi uśpić syna, ten odpowiedział jej: "Lepiej, gdyby Michała nie było". - Nie mam pojęcia, dlaczego mnie obciążył. Gdy dowiedziałam się, że jest oskarżony o zabójstwo Michałka, nie chciałam w to uwierzyć - powiedziała w czasie śledztwa. Wczoraj, płacząc, potwierdziła te wyjaśnienia. Dodała, że w czasie ich składania psycholog próbował na niej wymusić przyznanie się do winy. - Mówił, że jak się przyznam, to dostanę tylko 25 lat, a jak nie, to dożywocie. Również wczoraj sąd odczytał wyjaśnienia ze śledztwa Roberta K. Oskarżony co rusz podawał inną wersję zdarzeń. W pierwszej twierdził, że odebrał dziecko razem ze współoskarżonym Danielem S. Ten miał obiecać, że odprowadzi je do domu, ale tego nie zrobił. - Kazał mi nic nie mówić, bo inaczej pobiją mnie jego koledzy. Myślałem, że chce zrobić Basi na złość. W czasie kolejnego przesłuchania K. przyznał się do winy i przedstawił wersję, którą prokuratura uznaje za prawdziwą. Oświadczył wówczas, że to matka chłopca namówiła go do zabójstwa. Razem z Danielem S. pojechali z Michałkiem nad Wisłę i wspólnie wrzucili go do wody. - Początkowo nie chciał tonąć, tylko unosił się na plecach - opowiadał Robert K. Przytaczał też słowa wypowiedziane przez Barbarę S., gdy poinformował ją, że zrobił, co kazała. - No i dobrze, wreszcie będę miała spokój - miała zareagować matka. Kolejna wersja, jak zapewniał oskarżony, miała być tą prawdziwą. - Dziś nie muszę już bać się policji i mogę wreszcie powiedzieć prawdę - oświadczył na początku tego przesłuchania, po czym opowiedział, jak to Daniel S. w pojedynkę zabił Michałka. - Pojechaliśmy razem nad Wisłę. Tam Daniel chwycił chłopca i znienacka wrzucił go do wody - relacjonował. Uciekając, kolega miał krzyknąć do niego: "Nic nie wiesz, nic nie widziałeś". Przed sądem Robert K. odwołał także te wyjaśnienia. Przedstawił zupełnie nową wersję, według której śmierć chłopca była skutkiem tragicznego wypadku. Michał miał się pośliznąć i wpaść na krę, która odpłynęła. Zapytany przez sąd, stwierdził, iż kra miała długość 2 m i szerokość 1,5 m. Relacjonując pierwszy dzień procesu, telewizje pokazały m.in. materiał z odnalezienia zwłok. Na Wiśle rzeczywiście pływały kawałki lodu, żaden jednak nie był większy niż kilkadziesiąt centymetrów. Sławomir Wikariak Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 06.12.2001 r. Oskarżona o kierowanie zabójstwem matka nie przyznaje się Barbara S., oskarżona o kierowanie i zaplanowanie zabójstwa swojego 4-letniego syna Michałka, nie przyznaje się do zarzucanego jej czynu. Kobieta odpowiada przed Sądem Okręgowym w Warszawie. S. odmówiła w środę składania wyjaśnień. Odczytano jej jedynie protokoły ze śledztwa. Zeznała wtedy, że Michałek był jej oczekiwanym dzieckiem i to Robert (jej konkubent, który nie był ojcem dziecka i z którym zaczęła żyć już po urodzeniu dziecka), oskarżony w tym procesie o zabójstwo, nie chciał Michałka. "Robert powiedział mi kiedyś, że lepiej by było, gdyby nie było Michałka" - zeznała. S. przyznała w śledztwie, że rzeczywiście kiedyś powiedziała Robertowi K., że ma dość Michałka ze względu na jego ciężki charakter. Barbara S. mówiła również podczas śledztwa, że nie wie, dlaczego Robert K. zabił Michałka i dlaczego swoimi zeznaniami ją obciąża. "Nawet do głowy by mi nie przyszło, że Robert wcześniej odebrał dziecko z przedszkola" - mówiła w śledztwie. W środę Barbara S. potwierdziła swoje wyjaśnienia ze śledztwa. Przez cały dzień sąd odczytywał wyjaśnienia Roberta K. Praktycznie każda wersja podawana przez niego w śledztwie była inna. W środę nie potwierdził ani jednej. K. stwierdził w śledztwie m.in. że: to Daniel S. poszedł z dzieckiem nad Wisłę (we wtorek stwierdził przed sądem, że to on był z dzieckiem nad Wisłą, a Michałek się poślizgnął i wpadł do wody); że wspólnie z Danielem S. wrzucili Michałka do wody; że rzeczywiście byli wspólnie nad Wisłą, a w pewnym momencie Daniel S. wepchnął Michałka do wody, za co miał dostać pieniądze od Barbary S. W jeszcze innej wersji pomógł Danielowi S. wrzucić dziecko do wody, łapiąc Michałka w ostatniej chwili za nóżki i pomagając Danielowi S. Według jednej z wersji, Daniel S. odbierając dziecko z przedszkola chciał "zrobić Basi na złość" Odnosząc się do udziału Barbary S., Robert K. mówił też w śledztwie m.in.: o tym, że Barbara S. mówiła mu, że "nie chciała k...a tego dziecka, i ją wk....a to, że musi z nim być, zamiast spędzać czas z Robertem"; że trzeba z nim zrobić porządek, żeby wywieźć go poza Warszawę i przywiązać do drzewa; że planowała wrzucenie go do wody; w innej wersji miała się go pytać, czy miałby coś przeciwko temu, żeby utopić Michałka; że chce komuś zapłacić za pozbycie się Michałka. W środę Robert K. nie potwierdził żadnego z tych zeznań. Stwierdził, że policja wymusiła na nim te zeznania, że wszystko zmyślił oraz, że mówiono mu, ze jeżeli obciąży Barbarę S., to dostanie łagodniejszy wyrok. Do zabójstwa Michałka S. doszło 19 stycznia tego roku w Warszawie. Według aktu oskarżenia, chłopiec został wrzucony do Wisły przez dwóch mężczyzn: konkubenta matki dziecka Roberta K. i jego kompana Daniela S. Jak twierdzi prokuratura, Barbara S. miała kontakt ze sprawcami, rozmawiała z nimi przez telefon komórkowy i "mogła przerwać przestępstwo". Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 05.12.2001 r. Ja też nie zabiłam Michałka W toczącym się przed Sądem Okręgowym w Warszawie procesie o zabójstwo 4-letniego Michałka matka chłopca - jedna z trojga oskarżonych o zamordowanie chłopca - nie przyznała się do winy. Barbara S. powiedziała, że odmawia składania wyjaśnień, a odpowiadać będzie jedynie na pytania sądu i swojego obrońcy. Zapowiedziała, że nie będzie odpowiadać na pytania prokuratora, oskarżycieli posiłkowych, ani też obrońców pozostałych dwóch oskarżonych. W związku z odmową składania zeznań, sąd odczytał protokoły ze śledztwa. Zeznała wtedy, że Michałek był jej oczekiwanym dzieckiem i to Robert, oskarżony w tym procesie o zabójstwo, nie chciał Michałka. "Robert powiedział mi kiedyś, że lepiej by było, gdyby nie było Michałka" - zeznała w śledztwie. Barbara S. mówiła również podczas śledztwa, że nie wie, dlaczego Robert K. zabił Michałka i dlaczego swoimi zeznaniami ją obciąża. Pozostali dwaj oskarżeni o zabójstwo Michałka również nie przyznają się do winy. Odczytując akt oskarżenia prokurator podkreślił, że podczas śledztwa mężczyźni przyznali się do zabójstwa dziecka. Podczas wizji lokalnej dokładnie opisali miejsce i przebieg zdarzenia. W styczniu tego roku 22-letni Robert K. i 20 letni Daniel S. odebrali chłopczyka z przedszkola. Następnie poszli z nim nad Wisłę i tam wrzucili dziecko do rzeki. Robert K. zaprzeczył wszystkiemu. Powiedział, że razem z Danielem S. odebrał Michałka z przedszkola, a następnie udał się z dzieckiem na spacer nad rzekę. Tam miało dojść do tragicznego wypadku, wskutek nieuwagi Roberta K. dziecko upadło na krę i się utopiło. To kolejna wersja wydarzeń, którą przedstawił oskarżony. Podczas śledztwa Robert K. wspólnie z matką dziecka winą obciążali biologicznego ojca Michałka. Barbara K. sugerowała opiekunkom w przedszkolu, że dziecko zostało porwane. Śledztwo wykazało, że to nieprawda i dziś - biologiczny ojciec Michała jest oskarżycielem posiłkowym w procesie. Na pytania sądu, dlaczego oskarżony na początku przyznał się do zabójstwa, potem zmieniał wersje wydarzeń, a przed sądem powiedział, że jest niewinny, Robert K. wyjaśnił, że podczas postępowania przygotowawczego był bity przez policjantów i namawiany do składania zeznań obciążających współtowarzyszy. Przed sądem składał wyjaśnienia i odpowiadał na pytania Robert K. Za serwisem portalu Onet.pl "Michał wołał: Tato, tato, ratuj" Robert K. oraz Daniel S. - oskarżeni o zabójstwo 4-letniego Michałka - nie przyznali się do tego czynu. Przed Sądem Okręgowym w Warszawie rozpoczął się we wtorek proces w sprawie tego głośnego zabójstwa. W środę zeznawać ma matka dziecka. Do zabójstwa Michałka S. - które wstrząsnęło opinią publiczną - doszło 19 stycznia tego roku w Warszawie. Według aktu oskarżenia, chłopiec został wrzucony do Wisły przez dwóch mężczyzn: konkubenta matki dziecka Roberta K. i jego kompana - Daniela S., którzy wcześniej odebrali dziecko z przedszkola. Oskarżona jest również matka dziecka Barbara S., która - zdaniem prokuratury - miała kontakt ze sprawcami, rozmawiała z nimi przez telefon komórkowy i "mogła przerwać przestępstwo". Kobieta miała też brać udział w trwającym od listopada 2000 r. planowaniu tego zabójstwa. Całą trójkę zatrzymano wkrótce potem. Oskarżonym, którzy od tego czasu przebywają w areszcie, grozi dożywocie. Według K., razem z Danielem S. odebrał on przed południem Michałka z przedszkola (K. był po trzech piwach). Potem z Danielem się rozstali i sam pojechał z Michałkiem nad rzekę. "Poszliśmy z Michałkiem nad Wisłę. Ja musiałem się załatwić i na chwilę odszedłem. Gdy wróciłem, Michałek leżał na krze. Musiał chyba się poślizgnąć" - mówił przed sądem K. "Zacząłem krzyczeć: ratunku, pomocy, jednak kra się przechyliła i Michałek wpadł całkowicie do wody" - opowiadał. Według K., gdy odchodził znad rzeki, dziecko było ok. 1-1,5 metra od wody. Gdy wrócił, dziecko znajdowało się na krze ok. 8-10 metrów od brzegu. Na pytanie, dlaczego nie pomógł, odpowiedział: "Byłem załamany". "Michał wołał: Tato, tato, ratuj. Nie wiem, dlaczego nie wezwałem policji. Nie wiedziałem, co robić" - mówił K. Gdy K. wrócił do domu, poszedł z Barbarą S. - matką dziecka - do przedszkola po dziecko. Tam "dowiedział się" o tym, że Michałek został już odebrany z przedszkola. Razem z Barbarą S. poszedł na komisariat policji, gdzie zgłoszono zaginięcie dziecka. Mówił, że nie powiedział Barbarze S. o tym, co się stało, gdyż "bał się, że Barbara S. zrobi mu krzywdę". "A po co w ogóle odbierał pan wcześniej dziecko?" - dopytywał sąd. "Żeby pobyć z nim więcej czasu" - odpowiedział K. Na pytania, dlaczego w śledztwie składał inne zeznania (najpierw się przyznał, potem opisał, jak razem z Danielem S. wrzucał Michałka do wody), K. stwierdził, że był bity przez policję i namawiany do tego. "A skąd wzięły się szczegóły w protokole, to nie wiem" - stwierdził. Drugi oskarżony w procesie - Daniel S. - również nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Według S., w dniu zabójstwa rzeczywiście spotkał się z Robertem K. i pomógł mu odebrać dziecko z przedszkola. Rozstał się z nim jednak, by "załatwić swoje sprawy". "Ja jestem oskarżany z pomówień Roberta i z moich wymuszonych zeznań" - powiedział we wtorek przed sądem. Pytany, kto wymusił te zeznania, odparł, że policja. "Rzeczywiście obciążyłem Roberta i opisałem swój udział w morderstwie, ale ja to wszystko zmyślałem" - mówił. Sąd odczytał mu zeznania złożone podczas śledztwa. S. relacjonował wtedy, że poszedł z Robertem K. i Michałkiem nad Wisłę. "W pewnym momencie Robert wziął dziecko na ręce, zaczął się obracać i kręcić dzieckiem i wrzucił je do wody około 4-5 m od brzegu" - mówił podczas śledztwa. "To jest zmyślone przeze mnie" - powiedział teraz. Po zabójstwie dziennikarze ustalili, że w przedszkolu, do którego chodził Michałek, dzieci odbierało się mówiąc przez domofon ich imię i nazwisko. Potem dziecko, często samo, przychodziło do szatni. Wychowawczynie Michałka podkreślały, że dziecko było nieufne i "z obcym by nie poszło". Michał znał konkubenta matki, który wcześniej odbierał go już z przedszkola. Po zabójstwie Michałka wiele przedszkoli w całym kraju zaostrzyło zasady odbierania dzieci przez rodziców lub opiekunów. Zaktualizowano m.in. listy z danymi osobowymi osób, które są uprawnione do odbioru dziecka. W wielu placówkach nie wystarcza już telefoniczne powiadomienie o zmianie osoby, która odbierze przedszkolaka. Trzeba zgłosić to osobiście. W wyjątkowych przypadkach przedszkola oddzwaniają do rodzica i potwierdzają informację. Ciąg dalszy procesu - w środę. Ma wtedy zeznawać matka dziecka. Za serwisem portalu Onet.pl Rusza proces w głośnej sprawie zabójstwa 4-letniego Michałka We wtorek rusza proces ws. głośnego zabójstwa 4-letniego Michałka, który został utopiony - według prokuratury - w porozumieniu z matką chłopczyka przez jej konkubenta i jego kompana. Trójce oskarżonych grozi dożywocie. Do zabójstwa Michałka S. - które wstrząsnęło opinią publiczną - doszło 19 stycznia tego roku w Warszawie. Chłopiec został wrzucony do Wisły przez dwóch mężczyzn: konkubenta matki dziecka i jego kompana, którzy wcześniej odebrali dziecko z przedszkola. Całą trójkę zatrzymano wkrótce potem. Wszyscy uczestnicy dramatu pochodzą z marginesu społecznego. Oskarżonym, którzy od tego czasu cały czas przebywają w areszcie, grozi dożywocie. "Należy przyjąć, że motywem zbrodni była chęć 'ułożenia sobie życia' bez dziecka przez oboje konkubentów" - mówi prok. Leszek Woźniak, szef Prokuratury Rejonowej Praga-Północ w Warszawie. O kierowanie zbrodnią oskarżono matkę czterolatka, Barbarę S. która - zdaniem prokuratury - miała kontakt ze sprawcami, rozmawiała z nimi przez telefon komórkowy i "mogła przerwać przestępstwo". Prokuratura ma na to dowody w postaci m.in. billingów rozmów z "komórki". Kobieta miała też brać udział w trwającym od listopada 2000 r. planowaniu tego zabójstwa. Barbara S. odrzuca te zarzuty. Obaj mężczyźni przyznali się do zarzutu zabójstwa. Podczas pokazanej w TV wizji lokalnej jeden z nich mówił, że "nie wie, dlaczego to zrobił". "Zrobiliśmy to o tak: za ręce, nogi i na raz, dwa, trzy" - tłumaczyli, wrzucając do Wisły worek z piaskiem podczas wizji. 22-letni Robert K., przyjaciel matki chłopca, miał podczas wizji założony kapok, groził bowiem, że popełni samobójstwo. Jak podawała prasa, podczas wizji obaj wpadali w histerię, przerażeni własnym czynem. "Niesłychana zbrodnia. Zrobili to, jakby topili kocięta" - mówił podczas śledztwa Woźniak. Bezpośrednio przed procesem nie chciał wypowiadać się w całej sprawie. We wrześniu prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia. Obaj mężczyźni są oskarżeni o zabójstwo. Matce dziecka zarzuca się kierowanie zbrodnią. Wobec faktu, że mężczyźni ujawnili przebieg i okoliczności zbrodni, możliwe jest zastosowanie przez sąd nadzwyczajnego złagodzenia kary wobec nich. Aby tak się jednak stało, sąd musiałby przyjąć w wyroku, że ujawnili wszystko, niczego nie zataili, a na podstawie ich wyjaśnień ustalono winę poszczególnych osób. W takiej sytuacji sąd - zgodnie z obecnym prawem - będzie musiał złagodzić im karę. Nieoficjalnie jednak wiadomo, że obaj oskarżeni mężczyźni twierdzą, że to "ten drugi" odgrywał decydującą rolę i zarazem wybielają siebie. Taka sytuacja procesowa może oznaczać, że co najmniej jednemu z nich sąd odmówi złagodzenia kary. Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 01-02.12.2001 r. Rozpoczął się proces morderców dziecka Przed warszawskim sądem okręgowym rozpoczął się we wtorek proces ws. głośnego zabójstwa 4-letniego Michałka, który został utopiony - według prokuratury - w porozumieniu z matką chłopczyka przez jej konkubenta i jego kompana. Trójce oskarżonych grozi dożywocie. Do zabójstwa Michałka S. doszło 19 stycznia tego roku w Warszawie. Chłopiec został wrzucony do Wisły przez dwóch mężczyzn: konkubenta matki dziecka i jego kompana, którzy wcześniej odebrali dziecko z przedszkola. Całą trójkę zatrzymano wkrótce potem. Wszyscy uczestnicy dramatu pochodzą z marginesu społecznego. O kierowanie zbrodnią oskarżono matkę czterolatka, Barbarę S. która - zdaniem prokuratury - miała kontakt ze sprawcami, rozmawiała z nimi przez telefon komórkowy i "mogła przerwać przestępstwo". Prokuratura ma na to dowody w postaci m.in. billingów rozmów z "komórki". Kobieta miała też brać udział w trwającym od listopada 2000 r. planowaniu tego zabójstwa. Barbara S. odrzuca te zarzuty. Obaj mężczyźni przyznali się do zarzutu zabójstwa. Podczas wizji lokalnej jeden z nich mówił, że "nie wie, dlaczego to zrobił". Obaj mężczyźni są oskarżeni o zabójstwo. Matce dziecka zarzuca się kierowanie zbrodnią. Po zabójstwie dziennikarze ustalili, że w przedszkolu, do którego chodził Michałek, dzieci odbierało się mówiąc przez domofon ich imię i nazwisko. Potem dziecko, często samo, przychodziło do szatni. Wychowawczynie Michałka podkreślały, że dziecko było nieufne i "z obcym by nie poszło". Michał znał konkubenta matki, który wcześniej odbierał go już z przedszkola. Po zabójstwie Michałka wiele przedszkoli w całym kraju zaostrzyło zasady odbierania dzieci przez rodziców lub opiekunów. Zaktualizowano m.in. listy z danymi osobowymi osób, które są uprawnione do odbioru dziecka. W wielu placówkach nie wystarcza już telefoniczne powiadomienie o zmianie osoby, która odbierze przedszkolaka. Trzeba zgłosić to osobiście. W wyjątkowych przypadkach przedszkola oddzwaniają do rodzica i potwierdzają informację. PAP (04-12-01 10:16) Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" z dn. 04.12.2001 r. Co mówi billing? Północnopraska
prokuratura dysponuje już wykazem rozmów z telefonu komórkowego Roberta
K., podejrzanego o zabójstwo czteroletniego Michała. Choć prokurator
nie ujawnia, czy billing potwierdza udział matki chłopca w zbrodni,
nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, ze zgromadzono przeciwko niej mocne
dowody. Gdzie są te dowody? - Udział matki
w tej zbrodni budzi pewne wątpliwości. Sama zbrodnia oczywiście nie.
Wiadomo, kto ją popełnił. Szefowa mojego gabinetu rozmawiała z prokuratorem
prowadzącym sprawę. Z tego, co mi przedstawiła, wynika dla mnie, że
dowody mające świadczyć o udziale matki w zbrodni nie są przekonywające.
W każdym razie, mnie nie przekonały do końca - powiedział nam minister
sprawiedliwości Lech Kaczyński. Bez komentarzy Prokuratorzy
z prokuratury Praga-Północ w Warszawie nie słyszeli wypowiedzi ministra
Kaczyńskiego i nie chcieli jej komentować. ...czy coś jeszcze? Na konferencji
prasowej, która odbyła się tuż po wizji lokalnej z udziałem podejrzanych
mężczyzn, prokurator Woźniak mówił: - Matka chłopca o wszystkim wiedziała.
Cały czas miała kontakt telefoniczny ze sprawcami czynu, mogła w każdej
chwili nie dopuścić do zbrodni. Nie trzeba było przesądzać Mówi sędzia Barbara
Piwnik, rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie: Prokuratura czeka na billingi rozmów matki Michałka 02.02.2001 12:54 Stołeczna prokuratura
czeka na billingi rozmów z telefonu komórkowego, jakie miała prowadzić
matka 4-letniego Michałka z mężczyznami, którzy utopili go w Wiśle.
Matka Michała nie żałuje śmierci syna Matce zamordowanego
w piątek w Warszawie czteroletniego Michałka, postawiono zarzut kierowania
zabójstwem syna. W piątek sąd ma podjąć decyzję o aresztowaniu kobiety.
Nie powinna być matką Zdaniem policji
Barbarę S. można porównać do tak zimnych i bezwzględnych morderczyń
jak Monika Osińska, czy Małgorzata Rozumecka. Obie kobiety zostały
skazane na karę dożywotniego więzienia za szczególnie okrutne zabójstwa.
Matka zamordowanego Michała została aresztowana Warszawski sąd
aresztował w piątek Barbarę S., matkę 4-letniego Michała, którego
utopienie w Wiśle wstrząsnęło opinią publiczną. W czwartek kobiecie
postawiono zarzut współudziału w tym zabójstwie. Matce zamordowanego dziecka będzie postawiony zarzut zabójstwa Matce zamordowanego
Michała S. będzie postawiony w czwartek zarzut zabójstwa - podała
prokuratura. Z jej ustaleń wynika, że zbrodnia planowana była od listopada
ubiegłego roku. Morderstwo
czteroletniego Michała Matka pomogła zabić Wyłowionego z
Wisły w Warszawie czteroletniego Michała zamordował konkubent jego
matki ze swym kolegą. Prokuratura uważa jednak, że w tej wstrząsającej
zbrodni, zaplanowanej już w listopadzie, brała też udział matka chłopca.
Daniel S. mówił, że "nie wie, dlaczego to zrobił".
"Robert policzył
do trzech" - powiedział S., a potem obaj mężczyźni pokazali, jak,
trzymając ciało za ręce i nogi, rozbujali je i wrzucili do rzeki.
Podczas wizji Robert K. był w kamizelce ratunkowej, co policja tłumaczy
tym, że zapowiadał, iż popełni samobójstwo. Po wrzuceniu do rzeki
wypełnionego worka imitującego ciało jeden z mężczyzn rozpłakał się.
Matka zaplanowała utopienie 4-letniego Michałka? Zabójstwo 4-letniego
Michała, którego ciało wyłowiono z Wisły w sobotę planowane było od
kilku miesięcy, a matka chłopca kierowała przebiegiem zbrodni, którą
wykonali konkubent i jego przyjaciel - to wstępne ustalenia prokuratury
- Zrobiliśmy
to o tak: za ręce, nogi i na raz dwa trzy - tłumaczyli podejrzani
mężczyźni wrzucając do Wisły worek z piaskiem podczas odbytej wczoraj
rano wizji lokalnej z udziałem. 22-letni Robert K., przyjaciel matki
chłopca, miał podczas wizji założony kapok. Jest pod specjalnym nadzorem,
grozi bowiem, że popełni samobójstwo. Podczas wizji obaj wpadali w
histerię, przerażeni własnym czynem. Zabili go jak kociaka - Nikt tak nie
będzie cię kochał, jak to dziecko - powtarzała 22-letniej Barbarze
S. jej matka. Tymczasem dla Barbary synek był tylko kulą u nogi. Z
zimną krwią zaplanowała, jak pozbyć się liczącego zaledwie cztery
lata Michałka. W makabrycznej zbrodni pomogli jej konkubent i jego
kolega. Tatusiu, ratuj! I już nic nie
było w stanie powstrzymać morderców. Wzięli chłopca - jeden za ręce,
drugi za nogi i żywego, jak kociaka, wrzucili do rzeki. Nie chciała dziecka Wczoraj podczas wizji lokalnej obaj mężczyźni ze szczegółami opowiadali i pokazywali, jak zaplanowali i dokonali zbrodni. Robert K. nie wytrzymał. Chciał rzucić się do wody. Powstrzymał go jeden z policjantów. - Chyba dopiero teraz dotarło do niego to, co się stało - mówi jeden z obserwatorów. Na pytanie, dlaczego dopuścił się zbrodni, Robert K. odpowiedział: - Basia nie chciała dziecka. Drugi z morderców na to samo pytanie, po chwili namysłu, odpowiedział: - Nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Robert powiedział, żebyśmy go wrzucili. Nie chciał do przedszkola Matka Barbary S. opisała nam wczoraj ostatni ranek swego wnuczka. - Michał marudził, że nie chce iść do przedszkola - opowiadała. - Mówiłam, żeby chłopiec został w domu. Ale córka się uparła. Powiedziała dziecku, że to obowiązek - dodała babcia Michała. O córce więcej rozmawiać nie chciała. O Robercie K. powiedziała: - Szkoda, że się nie utopił. W mieszkaniu słychać było płacz dwóch sióstr Barbary S. Czekali na okazję - Obaj mężczyźni
byli wręcz sterowani przez Barbarę S. Wykonywali jej polecenia. Razem
z konkubentem już w listopadzie zaplanowała zbrodnię. Dopiero teraz
nadarzyła się okazja - mówi prokurator. Mirosława Kątna,
psycholog, przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka: Matka utopionego chłopca zostanie oskarżona o zabójstwo Matka zamordowanego
Michała zostanie w czwartek oskarżona o zabójstwo dziecka - poinformowała
prokuratura. Sąd aresztował mężczyznę podejrzanego o zabójstwo dziecka Pod zarzutem
zabójstwa sąd aresztował we wtorek mężczyznę podejrzanego o zabójstwo
4-letniego chłopca w Warszawie. Ciało dziecka wyłowiono z Wisły -
sekcja zwłok wykazała, że do wody wrzucono go jeszcze żywego.
Przestępczość
Michała zabiła matka Matka zamordowanego w piątek w Warszawie czteroletniego Michała najprawdopodobniej kierowała zabójstwem swojego dziecka. Ustalono, że przez cały czas Barbara S. kontaktowała się z dwoma mężczyznami, którzy wrzucili chłopca do Wisły. Prokuratura postawi jej zarzut zabójstwa. W stałym kontakcie
Proste jak
1,2,3...
Wszystkim trojgu podejrzanym grozi dożywocie. Policja opublikuje ich zdjęcia z apelem o natychmiastowy kontakt ze strony ewentualnych świadków tragedii. Za serwisem "Wiadomości" TVP1 Michał został utopiony 4-letni Michał,
którego zwłoki wyłowiono z Wisły, został wcześniej żywy wrzucony do
wody - takie są wyniki sekcji zwłok chłopca. Do zbrodni przyznało
się dwóch mężczyzn. Jeden z nich - to 20-letni konkubent matki chłopca.
Michał przeszkadzał mu w ułożeniu życia z kobietą. Jak zginął Michał? Warszawska policja zatrzymała trzech mężczyzn podejrzanych o uprowadzenie i zamordowanie 4-letniego chłopca. Zwłoki dziecka znaleziono w sobotę. Jednym z podejrzanych jest jego ojciec, który dzień wcześniej odebrał chłopca z przedszkola. Odebrał go
tata Zwłoki były
nad rzeką
|
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 25.01.2001 r. |
||