Morderstwo 65-letniej Bronisławy w Jaśle

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 06.02.2011 r.

Tomasz N. zmienia zeznania. Przesłuchano Pawła L. i Emila L.

Napisany dnia: 05.02.2011, 11:26

Za nami drugi dzień procesu w sprawie zabójstwa Bronisławy R. W piątek sąd kontynuował przesłuchanie Tomasza N., gdyż w wyjaśnieniach złożonych dzień wcześniej dopatrzył się wielu nieścisłości. W trakcie składania zeznań wyszło na jaw, że złożone w dniu zatrzymania wyjaśnienia są kłamstwem. Na pytania sądu, podtrzymując swoją wersję wydarzeń, odpowiadali także oskarżeni w sprawie Paweł L. i Emil L.

Prawdziwe pierwsze zeznania

W zeznaniach złożonych w dniu zatrzymania, czyli 9 lutego 2010 roku, w Prokuraturze Rejonowej w Jaśle oskarżony Tomasz N. twierdził: (...) Zatrzymaliśmy się przy śmietniku i razem wysiedliśmy z auta (ze Grzegorzem S. - przyp. red.). Zauważyłem wówczas, że przy tym śmietniku stoi kobieta, która grzebała w śmieciach, tak jakby czegoś szukała. (...) Odezwałem się do tej kobiety, mówiąc aby poszukała nam butelki. Nie używałem żadnych wulgarnych słów. Powiedziałem do niej "poszukaj nam jakąś butelkę plastykową". Ona odpowiedziała, że nie będzie szukać żadnej butelki. Wówczas ja uderzyłem tę kobietę pięścią w twarz. Byłem wówczas pijany, byłem zły, to może dlatego. Po tym uderzeniu ta kobieta złapała się ręką za twarz i zaczęła szukać w śmietniku tej butelki. Ale po chwili zaczęła uciekać. Uciekła kilka metrów. Ja pobiegłem za nią, złapałem za rękaw i zaciągnąłem na śmietnik. Tam znalazłem butelkę po piwie, wziąłem do ręki i chciałem uderzyć tę kobietę, gdy brałem zamach to zawadziłem o betonowy murek, z którego wybudowany jest ten śmietnik i ta butelka się rozbiła. Wówczas tą butelką uderzyłem tę kobietę w bok, w okolice pasa. Musiałem ją zranić, gdyż kobieta zaczęła dość mocno krwawić. W tym momencie przewróciła się. Gdy uderzyłem ją w twarz, to Grzegorz S. przestraszył się wsiadł w auto i odjechał. Po tym jak uderzyłem tę kobietę rozbitą butelką, to zadzwoniłem do Grzegorza S. i powiedziałem mu, żeby wrócił pod śmietnik. (...) Pokazałem mu leżącą na ziemi kobietę i powiedziałem mu, że musimy coś z tym zrobić. Ta kobieta w tym czasie na pewno żyła, ruszała się i trzymała się za brzuch. Jęczała z bólu. Początkowo wspólnie z S. wymyśliliśmy, że wrzucimy ją do rzeki. Później postanowiliśmy wsadzić ją do bagażnika samochodu S. Wzięliśmy ją za ręce i nogi. (...) Zanieśliśmy ją do bagażnika i odjechaliśmy z tego miejsca. (...) Po drodze wpadliśmy na pomysł, że zawieziemy tę kobietę na cmentarz , ale ja nie pamiętam kto to wymyślił. W pewnym momencie powiedziałem do Grześka, żeby zawieźć tę kobietę do szpitala, ale gdy to mówiłem, to akurat przejeżdżał radiowóz policyjny i Grzesiek powiedział, że się boi i nie pojedziemy do szpitala. Pojechaliśmy na cmentarz do Warzyc. (...) Odsunęliśmy płyty i wróciliśmy do samochodu po tę kobietę. (...) Jak nieśliśmy tę kobietę, to ona cały czas jęczała. Jak jechaliśmy samochodem, to cały czas z bagażnika dochodziły jęki tej kobiety. (...) Grzebaliśmy w ziemi rękami oraz kawałkiem znicza, który został rozbity przez któregoś z nas. (...) Do wykopanego dołka wsadziliśmy tę kobietę, było jednak zbyt płytko i nie dało się w całości przykryć ziemią tej kobiety. Jak wsadzaliśmy ją do grobu, to ona jeszcze żyła, w dalszym ciągu było słychać jej jęki. Wówczas Grzegorz S. stwierdził, że trzeba ją dobić. Ja wziąłem kawałek szkła ze znicza, ten przy użyciu którego wcześniej rozgrzebywałem ziemię i wsadziłem jej to szkło do buzi. Następnie docisnąłem, aby weszło głębiej. Wtedy ta kobieta przestała wydawać jęki. Wówczas przyspaliśmy ją ziemią. Następnie nałożyliśmy płyty na grobowiec. Dwie położyliśmy bez problemów, natomiast trzecia obsunęła się i spadła z grobowca. Wówczas Grzegorz S. przestraszył się i zaczął uciekać, a ja pobiegłem za nim.

Dlaczego N. zmienił wyjaśnienia?

Podczas następnego przesłuchania, 6 maja 2010 roku N. zmienił w kluczowych momentach podał inną wersję wydarzeń, zbliżoną do tej, którą przedstawił na rozprawie w czwartek, 3 lutego br. Ale i ta różni się pewnymi szczegółami. Prezentujemy tylko te fragmenty, te które po raz kolejny zostały zmienione przez oskarżonego Tomasza N.: Wyglądało to tak, jakby ta kobieta wcześniej szła w kierunku śmietników. (...) Jak zobaczyliśmy tę kobietę, to Grzesiek powiedział, że trzeba ją przenieść gdzieś na bok, bo ktoś może to zauważyć i zadzwonić po psy, czyli po policję. (...) Gdy nieśliśmy ją to z nosa zaczęła lać się jej krew. Ja widziałem na twarzy tej kobiety zadrapania i że lała się jej krew z nosa. Innych obrażeń nie widziałem. Według mnie ta kobieta była nieprzytomna, ale żyła, bo ja jej sprawdzałem tętno jak leżała przy samochodzie. (...) Jak wyszedłem zza garażu, to stwierdziłem, że nie ma Grześka ani jego auta przy śmietniku. Zadzwoniłem do niego i powiedziałem, żeby zaraz tu przyjechał. Po chwili Grzesiek przyjechał i zatrzymał się przy śmietniku. Wówczas powiedziałem, że trzeba tę kobietę zawieźć do szpitala. (...) Jak zatrzymaliśmy się przy cmentarzu, to powiedziałem do Grześka, że trzeba otworzyć bagażnik, żeby sprawdzić co z tą kobietą, bo może się ocknęła. Po otwarciu bagażnika stwierdziliśmy, że kobieta jest dalej nieprzytomna i dalej z nosa leje się jej krew. Ja po raz drugi sprawdziłem tętno tej kobiecie i było wyczuwalne, a więc kobieta żyła. (...) Chodząc po cmentarzu zauważyliśmy grobowiec. Grzesiek wówczas powiedział "zakopmy ją, nikt nic nie będzie wiedział". (...) Gdy zrobiliśmy niewielki dołek, to wsadziliśmy do niego tę kobietę. Grzesiek powiedział: "weź ją, k...dobij". Kobieta ta w dalszym ciągu była nieprzytomna, ja powiedziałem do Grześka, że tego nie zrobię, że nie dobiję tej kobiety. Wówczas Grzesiek wziął kawałek znicza, który wcześniej służył nam do rozkopywania ziemia i kucnął przy głowie tej kobiety. Powiedziałem do niego, że dzwonię po policję, bo stwierdziłem, że to jest chore, że żywą kobietę wsadza się do grobowca. Ja nie zdążyłem wybrać żadnego numeru, bo Grzesiek wyrwał mi telefon z ręki, schował do swojej kieszeni, mówiąc do mnie: "Co Ty k... robisz?". Następnie widziałem jak Grzesiek włożył coś do ust tej kobiety. Nie widziałem co to było, ale domyślałem się, że to pewnie ten kawałek szkła ze znicza, a następnie nadepnął na twarz tej kobiety. Gdy nadepnął na twarz tej kobiety to słychać było odgłos jakby dławienia się. Ja wówczas powiedziałem do Grześka, "co Ty człowieku robisz, przecież z tego mogą być straszne konsekwencje". On na to powiedział: "weź nie pękaj, tylko pomóż mi zgarnywać ziemię". (...) W trakcie nakładania płyty na grobowiec Grzesiek się schylił, to ja z kieszeni jego spodni wyjąłem swój telefon i Grzesiek chciał mi odebrać ten telefon, mówiąc, że jak się to wszystko skończy to mi go odda. Ja nie chciałem mu dać telefonu i zacząłem się od niego odsuwać. Wówczas z grobowca spadła jedna płyta. Ja wtedy zacząłem uciekać z tego cmentarza. (...)

Policja nakłaniała do składania fałszywych zeznań?

Przyznał, że składane tuż po zatrzymaniu wyjaśnienie zostały ustalone z policją, która go eskortowała z Częstochowy do Jasła. Według N. to funkcjonariusze przedstawili mu przebieg wydarzeń marcowej nocy i powiedzieli mu w jaki sposób ma zeznawać. - Gdy byłem zatrzymany w Częstochowie przez policjantów, to podczas jazdy samochodem oni cały czas mi mówili, że S. im powiedział, że to ja zrobiłem i mówili mi jakiej treści wyjaśnienia mam złożyć. Oni po kilka razy mówili, jak mam wyjaśniać, a ja miałem im to powtarzać, żeby później nie było pomyłki w prokuraturze. Policjanci przedstawili mi przebieg wydarzeń, a później miałem po kilka razy to powtarzać. Jak w którymś miejscu się pomyliłem to byłem bity. Policjantka, która jechała w radiowozie mówiła do swoich kolegów, żeby uważali i nie narobili mi śladów - tłumaczył podczas rozprawy N.

To wszystko nieprawda!

Zaprzeczył jednocześnie swoim poprzednim wyjaśnieniom. - Nie jest więc prawdą, jak wyjaśniłem w trakcie pierwszego przesłuchania, że ja zaczepiłem przy śmietniku tę kobietę, że uderzyłem ją w twarz, a później, że uderzyłem ją butelką. Mnie tak kazali mówić policjanci grożąc, że jeżeli tak nie powiem w prokuraturze, to oni mogą mnie nawet zastrzelić, mówiąc, że chciałem uciekać. Moim zdaniem taki przebieg wydarzeń przedstawił Grzegorz S., gdyż mówili do mnie, że oni wszystko wiedzą, że S. im wszystko opowiedział. Dlatego uważam, że taki przebieg policjantom opisał Grzesiek, a później kazali mi złożyć takiej treści wyjaśnienia - wyjaśniał oskarżony Tomasz N.

Przyznał również, że jego zeznanie złożone w dniu zatrzymania, czyli 9 lutego 2010 roku było wynikiem wspólnych ustaleń z Grzegorzem S. - Podczas pierwszego przesłuchania w prokuraturze przedstawiłem wersję, którą uzgodniliśmy z Grześkiem. Te wyjaśnienia w prokuraturze miały polegać na tym, że ja biorę winę na siebie i ściągam ją z S. Grzesiek nie powiedział, żeby „ją dobić". Dodałem to od siebie. Nie trzymałem się ustalonej wersji, bo byłem zdenerwowany. Nie jest też wersją wymyśloną z Grześkiem, że wsadziliśmy ją razem do grobowca, że razem nakładaliśmy płyty. Ja to sam wymyśliłem. (...) Tak naprawdę nie było żadnego uderzenia butelką. Nie chciałem, żeby wyszło tak, że wsadziliśmy kobietę do grobowca tylko przez samo uderzenie. Nie było też rozciętego brzucha. Przyznaję, że w naszej wspólnej wersji miałem uderzyć tę kobietę rozbitą butelką w brzuch, to wynikło z mojej inicjatywy. Przyznaję, że Grzesiek nie mógłby widzieć, że coś takiego się stało, ale uważałem, że tę wspólną wersję należy tak skonstruować, aby wynikał z niej powód, że tę kobietę ostatecznie wsadziliśmy do bagażnika i wywieźliśmy z tamtego miejsca. Nie jest prawdą, że zaczepiłem przy śmietniku tę kobietę, że uderzyłem ją w twarz, a później, że uderzyłem ją butelką. Mnie tak kazali mówić policjanci - zeznawał N. W dalszej części przesłuchania i to okazało się nieprawdą.- Przesadziłem, że oni (policjanci - przyp. red,) kazali mi tak mówić. Nie kazali mi tego mówić policjanci. Nieprawdą jest, że badałem tętno pokrzywdzonej. Ja to wymyśliłem. Nie wiem dlaczego tak wyjaśniłem podczas przesłuchania - mówił N.

Pomagali nieświadomie (?). Odpowiedzą za współudział

Przesłuchiwany Paweł. L. przyznał się do winy, odmówił jednak składania dodatkowych wyjaśnień. Przesłuchiwany, podobnie jak pozostali w dniu 9 lutego 2010 roku podtrzymał częściowo swoje zeznania. (...) To było dzień po Wielkanocy, po lanym poniedziałku. Razem z Emilem L. siedzieliśmy pod wiaduktem przy ul. Kopernika, niedaleko stacji Energopal i piliśmy piwo. (...) Około godz. 9-tej zadzwonił na mój, albo do L. telefon komórkowy Tomasz N. Zapytał, gdzie jesteśmy, i jak mu powiedzieliśmy, to po około 10 minutach do nas przyszedł. Miał ze sobą czarny plecak, z którego wyciągnął spodnie ortalionowe, może dresowe koloru szarego. Rozciągnął je w rękach, na nich widoczne były ślady krwi i błota. Powiedział, że te spodnie są dlatego brudne z krwi i błota, bo przy śmietniku zabił kobietę, która nie chciała mu poszukać butelek. Mówił, że miało to miejsce na śmietniku przy Baczyńskiego. On mówił, że wracał z imprezy i spotkał tę kobietę koło śmietnika i kazał jej szukać plastykowych butelek. Ona miała mu się sprzeciwić i zacząć uciekać. On miał ją dogonić i uderzyć kilka razy ręką po ciele. Nic nie mówił, że ją kopał. Po tym jak ona mu uciekła na kilka metrów, to on mówi, że ją zaciągnął z powrotem pod śmietnik i tam miał ją szklaną butelkę uderzyć po głowie. On mówił, że rozbił tę butelkę wcześniej, ale nie mówił w jaki sposób. On nam mówił, że zabił tę kobietę. Nie przypominam sobie, żeby mówił coś więcej na ten temat, nie potrafię powiedzieć dlaczego Emil nie pamięta tego opowiadania, nie wiem który z nas był bardziej pijany. N. schował wszystkie rzeczy do plecaka i tak rozeszliśmy się. Szczerze mówiąc nie bardzo wierzyliśmy N. Wydawało nam się, że on wymyśla. Z tego co go znam, to wiedziałem, że on czasem lubi opowiadać niestworzone historie. W tym czasie N. nic nie mówił, aby dokonał tego zabójstwa z kimś innym. (...) N. zawołał do nas, powiedział: "wsiadajcie, przejedziemy się kawałek". Tomek wyszedł z samochodu, powiedział do S., żeby poczekał, po czym poszedł do siebie do domu. Jak wrócił to miał ze sobą łopatę, sztychówkę. Zapytałem po co nam ona, a on odpowiedział: "jak dojedziemy to się wszystkiego dowiecie". (...) Było już ciemno. Tomek powiedział: "chodźmy na cmentarz". Zaprowadził nas pod grobowiec murowany. Płyta z niego była odsunięta i oparta na ziemi. Gdy podeszliśmy bliżej to było widać, że ziemia na środku jest wypukła i wystaje ponad obręb grobu. Tomek wziął łopatę i zaczął z tego grobu wybierać ziemię. Po wybrzuszeniu ukazało się ciało kobiety. Powiedział, żebyśmy mu pomogli. (...) Rękami i nogami rozprowadzaliśmy tę ziemię. Nie wchodziliśmy do środka grobowca. Wszedł tam tylko Tomek i ugniatał ziemię. (...). Z tego co pamiętam to pokrzywdzona nie miała na sobie butów, spodni, majtek, do piersi była naga. Nie wiem kto i w jakich okolicznościach ją rozebrał. W trakcie jazdy na cmentarz Tomek powiedział, że jedziemy przykryć grób, bo tam leży ta kobieta, którą zabił. (...) Po nakryciu grobu wyszliśmy na drogę i Tomek zadzwonił po S. Umówiliśmy się pod barem Irys. (...) Wracając na osiedle Tomek mówił, żebyśmy nic nie mówili, bo on beknie i ten kierowca. On nie mówił czy S. zabił tę kobietę. Powiedział, że pomógł mu ją przewozić. Mówił, że przewozili ją tym samochodem w bagażniku, że trzeba spalić dywanik, który wyściela bagażnik i że jak go wydamy, to też będziemy odpowiadać, bo mu pomagaliśmy. Ja wyjaśniam zgodnie z prawdą wszystko, to co pamiętam.

W protokole z 13 maja ub. r. L. zmienił nieco zeznania twierdząc, że: N. mówił wówczas pod wiaduktem, że kobieta prawdopodobnie nie żyje. N. nie mówił wówczas, że zamordował tę kobietę, mówił, że uderzył ją butelką i że ona prawdopodobnie nie żyje. N. nie mówił, że uderzył tę kobietę butelką w głowę, tylko, że uderzył, ale nie mówił gdzie. To mówił później. (...) Nigdy nie było takiej sytuacji, gdzie N. mówiłby, że kobietę zamordował Grzegorz S. Cały czas N. opowiadał, że to on zrobił a nie ktoś inny. Słyszałem również w późniejszym czasie, że Tomasz N. jak się opił to opowiadał do różnych ludzi, że zamordował tę kobietę. (...)Wiele osób o tym co się wydarzyło wiedziało. (...) S. nigdy nie opowiadał o tym co się zdarzyło. I tę wersję oskarżony podtrzymuje.

Byłem bardzo spięty

Emil L. również odmówił składania dodatkowych wyjaśnień, podtrzymując w całości te złożone 9 lutego 2010 r. (...) Udaliśmy się z L. na osiedle Kopernika koło Energopalu. Przyszedł do nas N. On wcześniej dzwonił do mnie albo do L. i umówił się na spotkanie. Po krótkiej rozmowie N. zapytał nas czy wiemy ile można dostać za zabójstwo. Powiedział, że zabił starszą babkę i coś jeszcze, ale nie mogę sobie przypomnieć. Ja z L. byłem na kacu i nie wierzyłem. (...) N. nie podawał faktów, w jaki sposób miał dokonać zabójstwa. Potem rozstaliśmy się. Ja z L. udałem się do domu, a następnie ponownie spotkaliśmy się wieczorem. Około 16-tej siedzieliśmy z L. na ławce i wtedy podjechał N. i S. N. powiedział do nas: "wsiadajcie do samochodu". (...) S. zawiózł nas do Warzyc na cmentarz. (...). S. odjechał samochodem, gdzieś zaparkował i przyszedł do nas. N. zaprowadził nas pod grobowiec. Tam cześć płyty była odsunięta. Odsunęliśmy trochę tę płytę, a N. powiedział nam, żeby w tym grobowcu powiększyć otwór. Ja z L. i N. przy użyciu rąk i starej łopaty wybraliśmy otwór w ziemi. (...) Ja widziałem jedynie nogi. (...) Nie potrafię powiedzieć czy miała na sobie rajstopy czy spodnie. Ta kobieta miała podwiniętą kurtkę, bo było widać brzuch. (...) Wydaje mi się, że jak przysypywaliśmy ziemią tę kobietę to S. poszedł po samochód i płytę zakładaliśmy we trzech. Ja nie wiem co S. robił przy tym grobowcu, bo byłem bardzo spięty. (...) Jak przyjechaliśmy na ten cmentarz to N. powiedział nam, że musimy poprawić i lepiej zabezpieczyć osobę, która leży w grobie. On mówił, ale nie wiem w jakich słowach, że jest to ta kobieta, którą zabił. (...) Po tym fakcie S. przywiózł nas na osiedle i poszliśmy do domu. N. w trakcie drogi powrotnej mówił, żebyśmy o tym fakcie nikomu nie mówili.

Na tym drugi dzień procesu został zakończony. Wiadomo już, że w tej sprawie zostaną przesłuchani świadkowie.

(kp)

Za serwisem Jaslo4u z dn. 05.02.2011 r.

Do góry...>>


Jasło: Tomasz N. i Grzegorz S. pogrzebali staruszkę żywcem na cmentarzu

Data publikacji: 05.02.2011 17:22

Skąd u tych młodych ludzi tyle okrucieństwa? Tomasz N. (22 l.) i Grzegorz S. (24 l.) na osiedlu w Jaśle (Podkarpackie) bez powodu zaczepili starszą kobietę, skatowali ją i gdy jeszcze żyła, zakopali w grobie na starym wojennym cmentarzu w Warzycach. Wczoraj przed Sądem Okręgowym w Krośnie długo i beznamiętnie opisywali szczegóły zbrodni.

To mogła być zbrodnia doskonała, gdyby nie ludzie sprzątający cmentarz, których zaniepokoiły przestawione płyty na jednym z grobowców. Gdy zaczęli je dosuwać, pod warstwą ziemi dostrzegli ludzkie ciało. Okazało się, że są to szczątki Bronisławy R. (65 l.), która w tajemniczych okolicznościach zaginęła w Jaśle 8 miesięcy wcześniej, w marcu 2008 r.

Zimni mordercy

Tomasz N. i Grzegorz S. musieli przechwalać się swoim wyczynem, bo policja szybko wpadła na ich trop. Wczoraj w ciemnych garniturach wyglądali na sali sądowej jak ugrzecznieni akwizytorzy. Ale ich zeznania wzbudzały dreszcze.

Tej nocy wracali z dyskoteki. Na osiedlu w Jaśle, spotkali Bronisławę R. Pijany Tomasz N. obrzucił kobietę wyzwiskami, a gdy ta zaczęła uciekać, pobiegł za nią. Złapał za ramiona, uderzył w twarz. Upadła.

- Chyba ją zabiłem, powiedział do mnie. Musimy ukryć ciało. Jak mi nie pomożesz, to samo zrobię z tobą i twoją dziewczyną - zeznawał w sądzie jego kompan Grzegorz S.

Chwycili zakrwawioną kobietę za ręce i nogi, wrzucili do bagażnika opla astry. Jechali na cmentarz wojenny w Warzycach, nie reagowali na jęki kobiety. - Tu jej nie znajdą - powiedział Tomasz N., rozsuwając płyty starego grobowca. Wrzucili do niego zmaltretowaną ofiarę. Tomasz N. wziął do ręki kawałek rozbitego znicza. - Pomogę jej, żeby się nie męczyła - powiedział. Tępym szkłem próbował jej poderżnąć gardło, a gdy to się nie udało otworzył jej usta ręką i wbił kawałek znicza do gardła. Bronisława R. umarła w męczarniach zasypana warstwą ziemi.

Czuli się bezkarni

Następnego dnia oprawcy przyjechali na cmentarz, by lepiej zatrzeć ślady. Wysprzątali auto i wyrzucili dywaniki, na których była krew Bronisławy R. Czuli się bezkarni. Obaj nie mieli dotychczas konfliktów z prawem, pochodzą z normalnych domów. Grozi im dożywocie.

Autor: Jerzy Paszkowski

Za serwisem "Super Expressem" z dn. 05.02.2011 r.

Do góry...>>


Proces w sprawie brutalnego morderstwa mieszkanki Jasła

17:50, 03.02.2011

Przed Sądem Okręgowym w Krośnie ruszył dziś proces w sprawie brutalnego morderstwa sześćdziesięciokilkuletniej mieszkanki Jasła. Sprawcy chcąc zatrzeć ślady zbrodni ukryli ciało ofiary w grobowcu, na cmentarzu wojennym w pobliskich Warzycach. Sąd odrzucił wniosek obrony o utajnienie procesu, bo jego zdaniem informacje o karaniu tak brutalnych zbrodni powinny być nagłaśniane.

Na ławie oskarżonych zasiadło czterech mieszkańców Jasła. Ale zdaniem prokuratury odpowiedzialni za zbrodnię są dwaj mężczyźni: 21-letni Tomasz N. z zawodu rzeźnik i dwa lata starszy Grzegorz S. - doradca finansowy. Obaj w trakcie śledztwa przyznali się do stawianych zarzutów i morderstwa dokonanego ze szczególnym okrucieństwem.

Grażyna Krzyżanowska, prokurator

- "Uderzył ją pięścią w twarz, a następnie rozbitą butelką zadał jej uderzenie w okolice brzucha po czym razem wciągnęli ją do bagażnika samochodu opel astra".

Żyjącą jeszcze Bronisławę R. główni oskarżeni wywieźli na ten cmentarz wojenny w Warzycach i włożyli do grobowca. I jak ustaliła prokuratura tam brutalnie wbili jej kawałek szkła w gardło.

Teraz sąd musi ustalić, który z oskarżonych to zrobił. Bo Tomasz N. wycofał swoje wcześniejsze przyznanie się do winy. I twierdzi, że zrobił to Grzegorz S. Ten, jednak dziś przed sądem także nie przyznał się do zamordowania kobieta. W tej sprawie oskarżeni są też dwaj inni młodzi ludzie, którzy pomagali w zacieraniu śladów i ukryciu tej bardzo okrutnej zbrodni. Grozi im do pięciu lat wolności. Członkowie najbliższej rodziny zamordowanej, złożyli wnioski o naprawienie szkody. Każdy opiewa na 150 tysięcy złotych.

Oskarżeni o zabójstwo nie byli nawet kolegami, ledwie znajomymi. Tak przynajmniej zeznawał Grzegorz S. Przed sądem tłumaczył, że w zbrodni uczestniczył ze strachu przed Tomaszem N. Oskarżeni mieszkali w bloku naprzeciwko mieszkania ofiary. Zabili bez żadnego konkretnego powodu.

Marek Winiarski

Za serwisem TVP Rzeszów z dn. 03.02.2011 r.

Do góry...>>


Zasiedli na ławie oskarżonych. Proces zabójców Bronisławy R.

Napisany dnia: 03.02.2011, 22:27

Rozpoczął się proces zabójców Bronisławy R. Na ławie oskarżonych w Sądzie Okręgowym w Krośnie zasiedli Tomasz N., Grzegorz S. oraz Paweł L. i Emil L. Dwaj pierwsi usłyszeli zarzuty z art. 148 Kodeksu Karnego, tj. zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Natomiast pozostali, nieletni w chwili popełniania zarzucanego im czynu tj. ukrycie zwłok i niepoinformowanie organów ścigania o zabójstwie są skarżeni z art. 239 i 240 Kodeksu Karnego. Zabójcom grozi kara dożywocia, a współuczestnikom przestępstwa kara do 5 lat pozbawienia wolności.

Tragiczna noc

Do tragedii doszło w nocy z 25 na 26 marca 2008 roku. Wtedy Bronisława R. wyszła na spacer, z którego już nigdy nie wróciła. Według relacji rodziny zamordowana miała problemy ze snem, toteż nocne wyjścia nie były niczym nadzwyczajnym. Jednak kiedy obecność kobiety przedłużała się, wówczas zaniepokojeni bliscy zgłosili jej zaginięcie jasielskiej policji. Ta natychmiast wszczęła poszukiwania, jednak bez rezultatu. Kilka miesięcy później, w listopadzie 2008 roku pracownicy Urzędu Gminy dokonali makabrycznego odkrycia na cmentarzu wojennym w Warzycach. Natychmiast zostało wszczęte śledztwo w sprawie zabójstwa, bo okazało się, że zamordowana to poszukiwania od wielu miesięcy Bronisława R.

Świadoma zbrodnia?

Od tego momentu sprawy potoczyły się błyskawicznie. 9 lutego 2010 roku podejrzani o popełnienie tej zbrodni zostali zatrzymani. Okazuje się, że to młodzi ludzie z normalnych domów. Zaczyna się cała procedura przygotowawcza do procesu. Tomasz N. i Grzegorz S. zostają poddani badaniom psychiatrycznym, które rozwiewają wszelkie wątpliwości. W chwili popełniania zbrodni mieli pełną świadomość swoich czynów.

Ruszył proces. Przesłuchano oskarżonych

Pierwsza rozprawa odbyła się w czwartek, 3 lutego br. Oskarżony Tomasz N. przyznał się do winy, ale tylko częściowo. Z kolei Grzegorz S. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. W trakcie składania wyjaśnień okazało się, że ich relacje dotyczące feralnego dnia 25 marca 2008 roku są rozbieżne. Zgadza się tylko jedno - obydwaj wraz ze swoimi dziewczynami bawili się wtedy w brzosteckiej dyskotece.

Obrażenia ciała spowodowały śmierć

Akt oskarżenia odczytała prokurator Grażyna Krzyżanowska. - Oskarżam Tomasz N. oraz Grzegorza S., o to, że w dniu 25 marca 2008 roku w Jaśle działając wspólnie i w porozumieniu w bezpośrednim zamiarze pozbawienia życia Bronisławy R. i ze szczególnym okrucieństwem doprowadzili ją do stanu nieprzytomności w ten sposób, że Tomasz N. uderzył ją pięścią w twarz, a następnie rozbitą butelką zadał jej uderzenie w okolice brzucha, po czym razem wciągnęli ją do bagażnika samochodu Opel Astra i żywą wywieźli na teren cmentarza ofiar terroru hitlerowskiego w Warzycach, gdzie włożyli ją do grobowca, a następnie Tomasz N. przy użyciu fragmentu szkła pochodzącego z rozbitego uprzednio znicza usiłował poderżnąć jej gardło, a gdy nie osiągnął zamierzonego celu odłam tego szkła włożył jej do ust i przy użyciu siły polegającej na nadepnięciu pokrzywdzonej nogą na twarz wbił go jej do gardła, skutkiem czego Bronisława R. doznała obrażeń ciała w postaci złamania kości twarzoczaszki, tj. żuchwy, kości szczęki górnej, kości nosa i kości jarzmowej po stronie prawej, rany o charakterze ciętym i cięto-kłutym na powłokach miękkich szyi, uszkodzeniem głębiej leżących mięśni tarczycy żyły szyjnej, wewnętrznej prawej i ściany tchawicy, w następstwie których to obrażeń doszło wykrwawienia z uszkodzonych naczyń krwionośnych szyi i zachłyśnięcia się krwią z obrażeń twarzoczaszki tchawicy, a w konsekwencji do zgonu Bronisławy R. tj. o przestępstwo z art. 148 paragraf 1 KK. Ponadto oskarżam Pawła L., o to, że w dniu 25 lub 26 marca 2008 roku w Warzycach rejonu jasielskiego utrudniał prowadzone w sprawie zaginięcia Bronisławy R. postępowanie karne pomagając sprawcom zabójstwa wyżej wymienionej uniknąć odpowiedzialności karnej w ten sposób, że pomagał zacierać ślady przestępstwa oraz pomagał w ukryciu zwłok w grobowcu usytuowanym na cmentarzu w Warzycach, tj. o przestępstwo z art. 239 paragraf 1 KK. Po drugie o to, że w dniu 25 lub 26 marca 2008 roku w Warzycach i Jaśle, mając wiarygodną wiadomość o popełnieniu przestępstwa zabójstwa na osobie Bronisławy R. nie zawiadomił niezwłocznie o tym fakcie organów powołanych do ścigania przestępstw tj. o przestępstwo z art. 240 paragraf 1 KK. Ponadto oskarżam Emila L., o to, że w dniu 25 lub 26 marca 2008 roku w Warzycach rejonu jasielskiego utrudniał prowadzone w sprawie zaginięcia Bronisławy R. postępowanie karne pomagając sprawcom zabójstwa wyżej wymienionej uniknąć odpowiedzialności karnej w ten sposób, że pomagał zacierać ślady przestępstwa oraz pomagał w ukryciu zwłok w grobowcu usytuowanym na cmentarzu w Warzycach, tj. o przestępstwo z art. 239 paragraf 1 KK, po drugie o to, że w dniu 25 lub 26 marca 2008 roku w Warzycach i Jaśle, mając wiarygodną wiadomość o popełnieniu przestępstwa zabójstwa na osobie Bronisławy R. nie zawiadomił niezwłocznie o tym fakcie organów powołanych do ścigania przestępstw tj. o przestępstwo z art. 240 paragraf 1 Kodeksu Karnego.

Bałem się

Początkowo wszyscy przyznali się do winy i złożyli wyjaśnienia. Jednak później Tomasz N. odwołał je i obciążył winą Grzegorza S. Ten natomiast nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. W trakcie składania wyjaśnień zrelacjonował przebieg wydarzeń tamtej nocy. - Kiedy Tomek był koło śmietnika, podeszła tam kobieta, ok. 50-tki. Miała worek ze śmieciami i latarkę. Prawdopodobnie przyszła wyrzucić śmieci. To było ok. godz. 2 w nocy. Tomek zaczął przeklinać w jej stronę i kazał jej szukać butelek. Użył wulgarnych słów pod jej adresem. Po upływie chwili kobieta zaczęła uciekać w stronę bloku 27, gdzie jest śmietnik, a ja siedziałem w samochodzie. Tomek pobiegł za nią, złapał ją za ramiona od tyłu i uderzył ją ręką w twarz. Ja się wystraszyłem, poprosiłem go, żeby ją zostawił. (...). Podszedłem do Tomka, a on powiedział, że ją zabił i wziął mi z ręki kluczyki od samochodu. Powiedziałem, "chyba żartujesz". Zaprowadził mnie za śmietnik, a tam leżała ta kobieta na worku albo na szmacie. Ta kobieta miała rozcięta wargę i lewy bok, dość głęboko. Tam była widoczna krew i to dość sporo, ta kobieta była nieprzytomna, nie ruszała się. Było słychać tylko, że oddycha. (...). Tomek powiedział, że jeśli nie pomogę mu ukryć tej kobiety, to zrobi to samo ze mną, z moją dziewczyną i rodziną. (...) Chwyciłem ją za ręce, on za nogi, przenieśliśmy ją w okolice samochodu, położyliśmy na ziemi, a ja otworzyłem bagażnik. Wsiedliśmy do samochodu, kazał mi jechać w stronę Warzyc. (...). Początkowo po drodze Tomek mówił, żeby ją wrzucić do rzeki albo do krypty na cmentarzu. (...). Nie wiedziałem, że tam jest cmentarz, jechałem przed siebie. Tomek zobaczył ten cmentarza, to kazał mi się zatrzymać. (...). Nie rozmawialiśmy po drodze, bo ja byłem w szoku.

Kopałem dołek w ziemi rękami, on mi pomógł, a koło grobu był pusty znicz w kształcie prostokąta. Tomek rozbił znicz na pół i zaczął nim kopać ziemię. Ja nie brałem drugiej części znicza, tylko dalej kopałem rękami. (...)W czasie jazdy słyszałem głośnie oddychanie tej kobiety, jęki. (...). Tomek wziął znicza do ręki i powiedział, "pomogę jej, żeby się nie męczyła". Tym kawałkiem znicza próbował jej poderżnąć gardło. Otworzył jej usta ręką i włożył kawałek znicza do środka Po zaginięciu pokrzywdzonej były rozwieszane plakaty, było programy w telewizji oraz informacje w mediach, ale nigdzie tego nie zgłosiłem bo się bałem, że Tomek zrobi mi krzywdę. Największym błędem z mojej strony było, gdy ta kobieta już leżała, a może nawet wcześniej, gdy odjechałem od śmietnika. Ja wystraszyłem się tego wszystkiego.- to wybrane fragmenty zeznania Grzegorza S.

Dobij ją

Zupełnie inną wersję wydarzeń przedstawił Tomasz N. - (...) Ruszyliśmy spod mojej klatki w stronę śmietników. (...) Ale Grzesiek nie zapalił świateł i kiedy dojeżdżaliśmy już do śmietnika uderzyliśmy w coś przednim zderzakiem. Otworzyliśmy drzwi, włączyliśmy światła postojowe i zobaczyliśmy leżącą kobietę, której ciekła krew z nosa i płynęła po brodzie. Ta kobieta leżała i nie ruszała się, więc przenieśliśmy ją za śmietnik. Położyliśmy ja na trawie, Grzesiek powiedział, że przestawi samochód. Ja w tym czasie poszedłem za garaż i wymiotowałem. Po chwili, jak wyszedłem z drugiej strony garażu, to zobaczyłem, ze Grześka nie ma. Po chwili zadzwonił do mnie Grzesiek i pytał co z tą kobietą. Odpowiedziałem, że leży na trawie i się nie rusza. (...). Kiedy przyjechał, to powiedział, że wyrzucimy kobietę do rzeki. Powiedziałem mu, żebyśmy ją zawieźli do szpitala, ale on się nie chciał zgodzić. Doszliśmy więc do wniosku, że zawieziemy ją i zostawimy pod szpitalem. Wzięliśmy kobietę za ręce i nogi i nieśliśmy ją do samochodu. Ja ją chciałem położyć na tylnym siedzeniu, ale Grzesiek się nie zgodził, bo ta kobieta poplami krwią siedzenia. Wtedy powiedział, że wsadzimy ją do bagażnika. Nie było słychać czy oddycha. W trakcie jazdy słyszałem taki bulgot. Do szpitala nie jechaliśmy główną drogą, tylko okrężną i jak stanęliśmy na światłach przy Hucie Szkła, to z bocznej uliczki wyjechał radiowóz i skręcał w naszą stronę. Wtedy Grzesiek się wystraszył i powiedział, że nie jedziemy do szpitala. I pojechaliśmy prosto obwodnicą w stronę Krosna, a potem skręcił na Warzyce. Nie rozmawialiśmy po drodze. Gdy już byliśmy w Warzycach, to Grzesiek skręcił w boczną uliczkę i zatrzymał się przy bramie cmentarza. (...) Powiedział do mnie "chodź poszukamy jakiegoś miejsca, żeby zostawić tę kobietę". (...) Wzięliśmy kawałek znicza i zaczęliśmy kopać dołek w ziemi, żeby schować tę kobietę. Chwilę kopałem ja, chwilę Grzesiek kawałkiem znicza. Jak wykopaliśmy dołek, to wtedy włożyliśmy tę kobietę. Wtedy Grzesiek powiedział "masz dobić tę kobietę" tym zniczem, którym kopaliśmy. A ja się na to nie zgodziłem. Wtedy Grzesiek się strasznie wkurzył. Odepchnął mnie i powiedział, że sam to zrobi. Kucnął nad nią i nie widziałem co on robi, czy wsadził do ust ten kawałek znicza, czy poderżnął jej gardło. Zobaczyłem jak Grzesiek nadepnął na twarz tej kobiety nogą i zacząłem wtedy uciekać, a Grzesiek zaczął biec za mną. (...) Do Jasła wróciłem okazją - opowiadał N.

Oni zamordowali mojego brata

Na sali rozpraw obecna była też rodzina pokrzywdzonej. Zdaniem jej bratowej, ci ludzie są winni także śmierci męża Bronisławy R. - Oni nie zamordowali tylko bratowej, ale także mojego brata. Mój brat się całkiem załamał, rozpaczał, wpadł w depresję. Nie wyobrażam sobie, gdyby on to słyszał, co oni tu dzisiaj mówili - powiedziała nam bratowa zamordowanej, próbując powstrzymać łzy.

150 tys. zł zadośćuczynienia

Z wnioskiem o tzw. naprawienie szkody w całości wystąpiło trzech członków najbliższej rodziny pokrzywdzonej. Domagają się w nim zadośćuczynienia w kwocie 150 tys. dla każdego z nich. - Żądana kwota zadośćuczynienia nie wydaje się zbyt wygórowana, biorąc pod uwagę wszystkie aspekty popełnionego przestępstwa. Jednakże zadośćuczynienie powinno mieć charakter kompensacyjny i ma być sposobem naprawienia krzywdy w postaci doznań i cierpień psychicznych - uzasadniali wnioskodawcy. O sprawie będziemy informować na bieżąco.

(kp)

Za serwisem Jaslo4u z dn.03.02.2011 r.

Do góry...>>


Jeszcze w tym roku odbędzie się proces oskarżonych o zabójstwo Bronisławy R.

Napisany dnia: 28.10.2010, 09:48

Do Sądu Okręgowego w Krośnie wpłynął akt oskarżenia przeciwko sprawcom zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem Bronisławy R. Dwóm mężczyznom, 21-letniemu Tomasz N. i 23-letniemu Grzegorz S. grozi kara dożywocia. Na ławie oskarżonych zasiądą także dwaj 18-letni mężczyźni Paweł L. i Emil L., nieletni w chwili popełniania zarzucanych im czynów, czyli udzielania pomocy w ukryciu zwłok i niepowiadomienia o przestępstwie. W trakcie dochodzenia wszyscy przyznali się do zarzucanych im czynów.

Zanim jednak akt oskarżenia trafił do Sądu Okręgowego w Krośnie, Tomasz N. i Grzegorz S. zostali poddani badaniom psychiatrycznym. Jak nas poinformował Kazimierz Łaba, zastępca prokuratora rejonowego Prokuratury Rejonowej w Jaśle, obserwacja psychiatryczna wykazała, że obydwaj oskarżeni w chwili popełniania zbrodni byli poczytalni.

Pierwsza rozprawa odbędzie się prawdopodobnie pod koniec grudnia tego roku.

Przypomnijmy, że do zbrodni doszło w nocy z 25 na 26 marca 2008 roku, kiedy Bronisława R. wyszła na spacer. Kiedy jednak z niego nie wróciła zaniepokojona rodzina zgłosiła jej zaginięcie jasielskiej policji. Ta natychmiast wszczęła poszukiwania, jednak bez rezultatu. Kilka miesięcy później, w listopadzie 2008 roku pracownicy Urzędu Gminy dokonali makabrycznego odkrycia na cmentarzu wojennym w Warzycach. Dzień po tym odkryciu prokurator rejonowy wszczyna śledztwo w sprawie zabójstwa, bo okazuje się, że zamordowana to poszukiwania od wielu miesięcy Bronisława R.

Do Jasła przyjeżdża ekipa programu 997, która próbuje odtworzyć przebieg wydarzeń z 25 marca 2008 roku. Po jego emisji napływają kolejne informacje, które zostały wykorzystane w procesie wykrywczym. Dzięki temu policji udaje się w końcu namierzyć oskarżonych. W lutym tego roku zostają aresztowani, a społeczność lokalna przeżywa szok, kiedy okazuje się, że są zwyczajni młodzi chłopcy, którzy żyli obok nas. Po kilku miesiącach śledztwa wszyscy przyznali się do popełnienia przestępstwa. Teraz czeka ich proces.

(kp)

Za serwisem Jaslo4u z dn. 28.10.2010 r.

Do góry...>>


Makabryczne morderstwo na cmentarzu. Akt oskarżenia

Marcin Kobiałka 2010-10-27, ostatnia aktualizacja 2010-10-27 19:01

Dożywocie grozi dwóm mężczyznom, którzy odpowiedzą za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem 65-letniej mieszkanki Jasła. Przed sądem staną jeszcze ich dwaj koledzy.

Na ławie oskarżonych usiądą: 21-letni Tomasz N., 23-letni Grzegorz S., także Paweł L. i Emil L. Dwaj ostatni w czasie zbrodni nie mieli skończonych 17 lat. Przed sądem odpowiadać będą jako nieletni za zacieranie śladów i niepowiadomienie organów ścigania o morderstwie.

Do brutalnego zabójstwa doszło 25 marca 2008 roku w Jaśle. Około godz. 2 w nocy na jednej z ulic w mieście pod śmietnik autem podjechali Grzegorz S. i Tomasz N. Z samochodu wysiadł N. Podszedł do śmietnika. Chciał wygrzebać pojemnik na paliwo. Był pijany. W pobliżu śmietnika N. zauważył 65-letnią Bronisławę R. - Poszukaj mi pojemnik! - rzucił do kobiety.

Gdy odmówiła, N. zaczął ją okładać pięściami. Razem z Grzegorzem S. wrzucili kobietę do auta i wywieźli na cmentarz wojskowy w Warzycach, około pięciu kilometrów od Jasła. Prokuratura zakłada, że kobieta wtedy jeszcze żyła Na cmentarzu obaj mężczyźni po raz kolejny pobili Bronisławę R. Jej zwłoki postanowili ukryć w grobowcu. Odsunęli płytę jednego z nich.

Ze schowaniem zwłok mieli problemy. W kolejną noc przyjechali ponownie na cmentarz. Wzięli ze sobą młodszych kolegów, Emila L i Pawła L. - We czterech zamknęli zwłoki w grobowcu - opisuje prokurator Jan Dziuban.

Rodzina zgłosiła zaginięcie Bronisławy R. Wielomiesięczne poszukiwania nie przynosiły rezultatów. Przypadek sprawił, że zwłoki zostały odnalezione dopiero po ośmiu miesiącach, 18 listopada. Odkrył je grabarz. Przechodził obok grobowca. Zobaczył, że płyta jest źle założona.

Szybko się okazało, że to zwłoki Bronisławy R. Specjaliści z zakresu medycyny sądowej ustalili, że kobieta miała połamane kości policzkowe i rany kłute szyi. Do wyjaśnienia tego makabrycznego morderstwa szef podkarpackiej policji powołał najlepszych ludzi z wydziałów kryminalnego i dochodzeniowo-śledczego.

Sprawdzano każdy detal. W końcu prokuratura musiała umorzyć śledztwo z powodu niewykrycia sprawców zabójstwa. Ale policjanci nie odłożyli sprawy na półkę.

Po ponadrocznej operacyjnej pracy kryminalnych w lutym br. udało się złapać zabójców. W środę prokuratura w Jaśle przeciwko całej czwórce skierowała do sądu akt oskarżenia. Najstarszym grozi dożywocie, przed sądem odpowiedzą za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem.

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 27.10.2010 r.

Do góry...>>


Krosno: brutalne morderstwo kawałkiem szkła

27 paź 10, 12:12 SG / PAP

Dożywocie grozi dwóm młodym mężczyznom oskarżonym o brutalne zabójstwo starszej kobiety. Jeden z nich miał ją bić, kopać i pokaleczyć odłamkiem szkła. Akt oskarżenia w tej sprawie został skierowany dziś do Sądu Okręgowego w Krośnie (Podkarpackie).

Jak powiedział szef Prokuratury Rejonowej w Jaśle, Jan Dziuban oskarżeni o zabójstwo to 21-letni Tomasz N. i 23-letni Grzegorz S. Wraz z nimi oskarżono jeszcze dwóch młodszych mężczyzn: Pawła L. i Emila L. Im prokuratura zarzuciła pomoc w ukryciu zwłok i niepoinformowanie organów ścigania o zabójstwie.

Do zabójstwa doszło w marcu 2008 roku w nocy w Jaśle. Oskarżeni zaczepili ponad 60-letnią Bronisławę R., gdy szukała w śmietniku puszek.

Według oskarżenia Tomasz N. uderzył ją pięścią w twarz a później rozbitą butelką zadał jej cios w brzuch. Nieprzytomną kobietę obaj wciągnęli do bagażnika samochodu Grzegorza S. i wywieźli na Cmentarz Ofiar Terroru Hitlerowskiego w Warzycach. Żyjącą jeszcze ofiarę wepchnęli do grobowca, a następnie Tomasz N. kawałkiem szkła z rozbitego znicza usiłował podciąć jej szyję, a później szkło wepchnął jej do gardła.

Kobieta zmarła w wyniku odniesionych obrażeń. Ciało Bronisławy R. zostawili w grobowcu. Aby lepiej ukryć zwłoki, następnego dnia ponownie przyjechali na cmentarz. Do pomocy zabrali ze sobą dwóch Pawła L. i Emila L.

Dziuban dodał, że kobieta była poszukiwana około roku jako zaginiona. Jej zaginiecie zgłosiła rodzina. Na jej ciało natknięto się przypadkiem, gdy jeden z odwiedzających cmentarz zauważył, że płyta nagrobna jest naruszona.

Sekcja zwłok wykazała liczne obrażenia, m.in. złamanie kości twarzy, żuchwy, nosa oraz rany cięte i kłute szyi, tarczycy, gardła.

Oskarżonych zatrzymano dopiero w lutym 2010. Prokuratura oskarżyła N. i S. o to, że działali wspólnie i w porozumieniu, w bezpośrednim zamiarze pozbawienia życia Bronisławy R. Zarzucono im także "szczególne okrucieństwo".

Początkowo wszyscy przyznali się do zarzucanych czynów i złożyli wyjaśnienia. Jednak później Tomasz N. odwołał je i obciążył winą Grzegorza S. Ponadto utrzymywał, że pierwszej wersji zdarzeń nauczyli go policjanci.

N i S. grozi kara dożywotniego więzienia. Pozostałym dwóm - do pięciu lat pozbawienia wolności.

Za serwisem Onet z dn. 27.10.2010 r.

Do góry...>>


Biegli psychiatrzy nie wydali opinii. Podejrzani o morderstwo trafią na obserwację.

Napisany dnia: 01.04.2010, 12:19

Znamy już wyniki badań psychiatrycznych Tomasza N. i Grzegorza S., podejrzanych o zabójstwo Bronisławy R.. Badania, które zostały przeprowadzone 18 marca br. miały wyjaśnić, czy podejrzani w momencie dokonywania zbrodni byli świadomi swoich czynów.

- Biegli po jednorazowym badaniu stwierdzili, że nie są w stanie wydać opinii. Ich zdaniem konieczna jest obserwacja - mówi Jan Dziuban, prokurator rejonowy. Zgodnie z procedurą Prokuratura Rejonowa w Jaśle musi teraz złożyć wniosek do Sądu Okręgowego o zarządzenie obserwacji podejrzanych. - Obserwacja może trwać nie dłużej niż 6 tygodni. Sąd Okręgowy zadecyduje, gdzie zostaną na nią skierowani - dodaje Dziuban.

Jeżeli się okaże, że nie byli w pełni świadomi zarzucanego im czynu, wówczas prokuratura wystąpi z wnioskiem o umorzenie sprawy. Śledztwo do czasu przygotowania aktu oskarżenia prowadzi jasielska prokuratura.

Do zbrodni ze szczególnym okrucieństwem doszło w nocy 25 marca 2008 r. Nieświadoma niczego Bronisława R. wybrała się na nocny spacer. Jednak już z niego nie wróciła, bo padła ofiarą morderstwa ze szczególnym okrucieństwem. Rodzina zaniepokojona przedłużającą się nieobecnością krewnej poinformowała policję o jej zaginięciu. Natychmiast wszczęto poszukiwania, jednak bez rezultatu. Kilka miesięcy później, w listopadzie 2008 roku pracownicy Urzędu Gminy dokonali makabrycznego odkrycia na cmentarzu wojennym w Warzycach. W jednym z grobów zostało znaleziono ciało Bronisławy R., która została zamordowana brutalnie, z zimną krwią, tylko dlatego, że znalazła się w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie.

Sprawcami okazali się młodzi jaślanie. Zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem usłyszeli w chwili zatrzymania 20-letni Tomasz N. oraz 22-letni Grzegorz S. Dwóm pozostałym - Emilowi L. i Pawłowi L., którzy w chwili popełniania czynu mieli po 16 lat postawiono zarzut zacierania śladów. Wobec Tomasz N. i Grzegorza S. zastosowano areszt tymczasowy na okres 3 miesięcy. Zgodnie z Kodeksem Karnym za zbrodnię ze szczególnym okrucieństwem grozi im kara 25 lat pozbawienia wolności albo dożywocie. Natomiast Paweł L. i Emil L., którzy w chwili popełniania zarzucanych im czynów byli nieletni, przebywają na wolności. Zgodnie z artykułem 239 i 240 Kodeksu Karnego, nieletnim przestępcom grozi kara pozbawienia wolności odpowiednio od 3 miesięcy do lat 5 oraz do 3 lat. Jednak w tym przypadku będą sądzeni według ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich. Według tych zapisów najbardziej surowa kara jakiej mogą doznać, to pobyt w zakładzie poprawczym, w którym mogą przebywać do ukończenia 21 roku życia. Sąd może również wydać nieco łagodniejszy wyrok.

Do sprawy powrócimy.

Katarzyna Pacwa-Wilk

Za serwisem Jaslo4u z dn. 01.04.2010 r.

Do góry...>>


Skatowali i porzucili w grobie. Zwyrodnialcy skatowali staruszkę i porzucili w grobie. Staruszka szła do kościoła

Skatowali i porzucili w grobie

13.02.2010, 13:43

Bez powodu skatowali starszą panią, która szła do kościoła. Bili i kopali, aż straciła przytomność. A potem wrzucili do przypadkowego grobu na cmentarzu w Jaśle. Żyła, gdy zasuwali nad jej głową granitową płytę grobowca. Ci degeneraci to student informatyki i murarz

Minęły prawie dwa lata, zanim mordercy wpadli w ręce policji. Tak długo żyli sobie spokojnie. Bez wyrzutów sumienia. Spotykali się ze znajomymi, bawili, w święta siadali z rodziną do stołu, może chodzili nawet na msze do kościoła.

Morderstwo Bronisławy R. (65 l.), którego dokonali, wstrząsnęło Jasłem. - Wszyscy ją tu lubili - opowiadają znajomi. Starsza pani cierpiała na bezsenność. Wstawała o świcie. Szła na 6 rano do kościoła, potem kupowała bułki i wracała do domu. Feralnego dnia mąż nie doczekał się jej powrotu. Dopiero teraz, po 22 miesiącach od zniknięcia, wiadomo, co ją spotkało.

Na podstawie ustaleń śledczych można zrekonstruować ten tragiczny poranek. Emerytka spotkała na ulicy dwóch podpitych mężczyzn. Stali obok śmietnika. Zeznali, że chcieli znaleźć jakiś pojemnik na benzynę, bo zabrakło im w samochodzie paliwa. Nie chcieli jednak brudzić sobie rąk.

- Wygrzeb nam butelkę! - rozkazali przechodzącej obok kobiecie. Bronisława R. nie zgodziła się. To rozwścieczyło bandytów. Rzucili się na bezbronną ofiarę. Tłukli ją pięściami, kopali. Nieprzytomną wpakowali do bagażnika i wywieźli za miasto na stary cmentarz wojskowy. Tam pocięli kawałkami zbitego znicza. Zmaltretowaną emerytkę wrzucili do grobowca. Jeszcze żyła...

Rodzina szukała jej wszędzie. Korzystała z pomocy jasnowidzów, ufundowała nawet 10 tys. zł nagrody. Dopiero po kilkunastu miesiącach grabarz przypadkiem odkrył uszkodzony grobowiec i znalazł w środku ciało kobiety. Przez ponad rok policja próbowała znaleźć morderców. Przełom nastąpił dopiero w tym tygodniu. W ręce śledczych wpadło dwóch zabójców. Prawdopodobnie wydał ich ktoś, komu opowiedzieli o zbrodni.

Tomasza N. (20 l.) zatrzymano na budowie w Częstochowie, gdzie pracował. Nie był wcześniej notowany. Jego wspólnik Grzegorz S. (22 l.) też cieszył się dobrą opinią, studiował informatykę.

Obu został przedstawiony zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Grozi im dożywocie. Mąż pani Bronisławy nie doczekał rozwikłania zagadki śmierci żony. W śledztwie był jednym z podejrzanych. Bardzo to przeżywał. - Zmarł na serce - mówi nam jego synowa.

[Wojciech Łaskarzewski]

Za "Faktem" z dn. 13.02.2010 r.

Do góry...>>


Szok w Jaśle! To sąsiedzi bestialsko zabili 65-latkę. Jej ciało ukryli w grobie

dodano: 11 lutego 2010, 9:18 Autor: Ewa Wawro

Tomasz N. ma 20 lat. Przyznał się do morderstwa. Grzegorz S. ma 22-lata. Twierdzi, że to nie on zabił. Obaj są już w areszcie. Zostaną oskarżeni o zamordowanie ze szczególnym okrucieństwem 65-letniej Bronisławy Racławskiej.

Zatrzymano też dwóch 18-latków, którzy pomagali zacierać ślady na miejscu zbrodni. Do brutalnego morderstwa doszło w marcu 2008 r. i niewiele brakowało, a byłoby to morderstwo doskonałe. Szczątki zamordowanej kobiety znaleziono przypadkiem, ukryte w żołnierskim grobie na cmentarzu w Warzycach koło Jasła. Okazało się, że to zaginiona osiem miesięcy wcześniej 65- letnia Bronisława Racławska z Jasła.

Mąż zmarł, był podejrzany

Przez pewien czas policja prowadziła intensywne poszukiwania kobiety. Bez rezultatu. Rodzina też robiła wszystko: byli u wróżki, jasnowidza, oferowali 10 tys. zł nagrody za pomoc w odnalezieniu kobiety. Nic. Prokuratura sprawdzała kilka wątków, a ekipa programu telewizyjnego 997 nakręciła i wyemitował film, który miał pomóc w znalezieniu morderców. W listopadzie ub. roku zrezygnowano z poszukiwań i umorzono sprawę. Dlaczego?

Kilka dni wcześniej zmarł mąż pani Bronisławy. Był... jednym z podejrzanych.

- Całe szczęście, że w końcu oczyszczono go z tych idiotycznych zarzutów - mówi Agnieszka Racławska, synowa Bronisławy. - A ci, którzy powtarzali te plotki, powinni teraz spuścić głowę nad grobem ojca. Kobieta nie wyklucza, że umorzenie śledztwa tuż po śmierci teścia mogło być celowe, po to, by prawdziwi sprawcy stracili czujność.

Ze szczególnym okrucieństwem

I najwyraźniej stracili. Wczoraj jasielska policja ogłosiła, że schwytała sprawców morderstwa. 20-letni dziś Tomasz N. przyznał się winy. O 2 lata starszy Grzegorz S. zaprzecza. Twierdzi, że tylko pomagał przy przetransportowaniu i ukryciu zwłok. Prokuratora postawiła jednak zarzut morderstwa obu mężczyznom, a sąd we wtorek wydał decyzję o ich aresztowaniu.

Racławska została zaatakowana ok. godz. 2 w nocy, obok śmietnika na osiedlu Kopernika.

- Motyw był przypadkowy - mówi Jan Dziuban, prokurator rejonowy w Jaśle. - Sprawca był pijany, zażądał od kobiety, by podała mu jakiś przedmiot, a gdy ta odmówiła, doszło do szarpaniny, później do morderstwa. To była zbrodnia ze szczególnym okrucieństwem - dodaje.

Koledzy pomogli

Policja, dla dobra śledztwa, nie podaje jej szczegółów. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że 65-latka jaszcze żyła, gdy Tomasz N. i Grzegorz S. przenosili ją na cmentarza. Dopiero tam została bestialsko zamordowana - najprawdopodobniej rozbitym zniczem.

Po mordzie rozeszli się do domów, a następnego dnia postanowili jeszcze zatrzeć ślady. O pomoc zwrócili się do 16-latnich wówczas kolegów: Emila L. i Pawła L. Oni również zostali aresztowani.

Trzej z zatrzymanych to mieszkańcy osiedla, na którym mieszkała Racławska. Czwarty mieszka w Krajowicach pod Jasłem. Sprawcy nie znali Racławskiej. Podczas przesłuchań Tomasz N. i Grzegorz S. nie wykazali skruchy. Za zamordowanie kobiety grozi im nawet dożywocie.

Za serwisem Nowiny24 z dn. 11.02.2010 r.

Do góry...>>


Policja: mordercy pani Bronisławy z Jasła zatrzymani. Grozi im dożywocie

dodano: 10 lutego 2010, 14:01 Autor: Ewa Wawro

Policja aresztowała podejrzanych o morderstwo Bronisławy Racławskiej z Jasła. Trzej to mieszkańcy Jasła, jeden z Krajowic, miejscowości pod Jasłem.

65-letnią kobietę zabili młodzi ludzie. 21-letni Tomasz N. przyznał się do morderstwa. Jego 22-letni kolega Grzegorz S. zaprzecza. Przyznał się tylko do pomocy przy przetransportowaniu i ukryciu zwłok na cmentarzu wojennym w Warzycach, koło Jasła.

Na podstawie dotychczasowych ustaleń prokuratora postawiła jednak zarzut morderstwa obydwu mężczyznom. To była zbrodnia ze szczególnym okrucieństwem, grozi im za to nawet dożywocie.

Następnego dnia sprawcy wciągnęli do przestępstwa dwóch, 16-letnich wówczas kolegów: Emila L. i Pawła L. Pomagali zacierać ślady. Oni też zostali zatrzymani.

- Motyw był zupełnie przypadkowy - mówi Jan Dziuban, prokurator Rejonowy w Jaśle. - Sprawca był pijany, zażądał od przypadkowo spotkanej kobiety, by podała mu jakiś przedmiot, a gdy ta odmówiła doszło do szarpaniny, później do morderstwa - wyjaśnia Dziuban.

Za serwisem Nowiny24 z dn. 10.02.2010 r.

Do góry...>>


Policja zatrzymała podejrzanych o zabójstwo w 2008 r.

Środa, 10-02-2010 KWP

Policjanci Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie rozwikłali tajemnicę, która okrywała zabójstwo 65-letniej kobiety w Jaśle w marcu 2008 roku. Mimo formalnego umorzenia śledztwa zdobyli informacje, na podstawie których wczoraj zatrzymani zostali czterej podejrzani o udział w tej zbrodni.

25 marca 2008 roku zaginęła Bronisława R., mieszkanka Jasła. Policja rozpoczęła jej poszukiwania. Osiem miesięcy później, w listopadzie 2008 roku, mężczyzna, który porządkował cmentarz wojenny w podjasielskich Warzycach zauważył, że płyta na jednym z nagrobków jest wyraźnie poruszona. Podzielił się swym spostrzeżeniem z władzami powiatu, władze zawiadomiły Policję.

Spostrzeżenie było trafne - policjanci odnaleźli pod nagrobnymi płytami zwłoki kobiety. Szybko ustalili, że jest to ciało 65-letniej Bronisławy R., zaginionej w marcu w Jaśle. Policja ustaliła, że kobietę zamordowano.

Śledztwo w sprawie tej zbrodni trwało rok, jednak mimo wysiłków policjantów i prokuratorów nie zakończyło się ustaleniem sprawcy. Zostało umorzone.

Mimo to policjanci Wydziału Kryminalnego KWP w Rzeszowie ciągle poszukiwali informacji. Przełomem stały się ustalenia poczynione jesienią 2009 roku. na ich podstawie policjanci wytypowali sprawców zabójstwa.

Wczoraj rano policjanci zatrzymali czterech młodych mężczyzn, mieszkańców Jasła i okolic. Dwaj - 20-letni Tomasz N. i 22-letni Grzegorz S. usłyszeli zarzuty zabójstwa. 18-letni Paweł L. i jego rówieśnik Emil L. odpowiedzą za pomoc w zacieraniu śladów zbrodni.

Śledztwo w tej sprawie, podjęte po zatrzymaniu podejrzanych, nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Jaśle.

Za serwisem KWP Policji Rzeszów z dn. 10.02.2010 r.

Do góry...>>


Zabójstwo mieszkanki Jasła w Magazynie Kryminalnym 997

Napisany dnia: 01.10.2009, 18:51

W najbliższą sobotę, 3 października, o godz. 23.30 TVP Info wyemituje odcinek programu "997", którego autorzy powrócą do sprawy zabójstwa Bronisławy Racławskiej. 65-letnia mieszkanka Jasła zaginęła w marcu ubiegłego roku. Jej szczątki odnaleziono w listopadzie 2008 r. na cmentarzu wojskowym w Warzycach. Najprawdopodobniej kobieta została zamordowana. Policja i Prokuratura Rejonowa w Jaśle pracują nad wyjaśnieniem okoliczności jej śmierci.

Bronisława Racławska wyszła z domu we wtorek, 25 marca 2008 r. Miała wówczas 65 lat. Kobieta nie powróciła do domu i nie nawiązała kontaktu z bliskimi. Zaniepokojona rodzina powiadomiła Policję. Od tego momentu policjanci prowadzili poszukiwania zaginionej kobiety.

Kilka miesięcy później, 18 listopada 2008 r. policjanci wraz z pracownikami Urzędu Gminy w Jaśle udali się na cmentarz wojskowy w Warzycach. Mieli sygnał, że ktoś odsunął płytę jednego z nagrobków. Po jej zdjęciu zauważyli wystającą z ziemi kość, a po zebraniu wierzchniej warstwy ziemi ujawnili pozostałe szczątki nieznanej osoby. Decyzją prokuratora zabezpieczono je do dalszych badań i przewieziono do zakładu medycyny sądowej w Krakowie. Już wstępne oględziny wskazywały, że nie były to szczątki jednego pochowanych w grobie żołnierzy poległych w czasie II Wojny Światowej.

W czasie wstępnych oględzin biegli ustalili, że znalezione szczątki to zwłoki kobiety. W bryle ziemi przekazanej do laboratorium ujawnili też część ubrania. Na podstawie tych informacji policjanci wytypowali, że osobą, której szczątki odnaleziono, może być zaginiona 65-letnia mieszkanka Jasła. Najbliższe osoby z rodziny potwierdziły, że ujawnione części garderoby należą właśnie do niej. Specjaliści z zakresu medycyny sądowej ustalili, że kobieta miała połamane kości policzkowe i rany kłute szyi.

Do wyjaśnienia sprawy śmierci Bronisławy Racławskiej skierowano ekspertów wydziału kryminalnego i dochodzeniowo-śledczego komendy wojewódzkiej w Rzeszowie. Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Jaśle.

Podczas emisji programu i po jego zakończeniu czynny będzie telefon, pod którym dyżurować będą policjanci. Czekamy na informacje związane ze sprawą zabójstwa Bronisławy Racławskiej. Telefon w Rzeszowie - 017 858 23 10. KPP w Rzeszowie

Za serwisem Jaslo4u z dn. 01.10.2009 r.

Do góry...>>


Morderstwo w Jaśle. Policja wie jak zabito 65-latkę

dodano: 27 lipca 2009, 8:22 Autor: Ewa Wawro

10 miesięcy policyjnego śledztwa dało odpowiedź na pytanie jak zginęła Bronisława R. Wciąż nie wiadomo jednak najważniejszego - kto i dlaczego zamordował 65 letnią jaślankę.

Przypomnijmy, że ciało kobiety znaleziono przypadkowo w październiku ubiegłego roku. Od kilku miesięcy leżały ukryte w żołnierskim grobie, na oddalonym od Jasła 5 kilometrów cmentarzu z II wojny światowej.

- Biegli ustalili, że Bronisława R. zginęła od uderzeń w głowę szklanym przedmiotem - mówi Grażyna Krzyżanowska, prokurator prowadząca sprawę.

Sprawców było dwóch, albo morderca miał pomocnika, bo w pojedynkę nie dałby rady przetransportować ciała z Jasła, gdzie zniknęła kobieta, i ukryć go pod kamienną płytą żołnierskiego grobu.

Za serwisem Nowiny24 z dn. 27.07.2009 r.

Do góry...>>


Jasło > W grobie z II wojny światowej znaleziono szczątki zaginionej w marcu kobiety

dodano: 21 listopada 2008, 10:46 Autor: Ewa Wawro

Znalezione w poniedziałek na cmentarzu wojennym w Warzycach szczątki ludzkie to prawdopodobnie zaginiona w marcu 65-letnia Bronisława Racławska z Jasła.

Wczoraj rodzina rozpoznała część znalezionego w grobie ubrania. Ostatecznie kwestię tożsamości rozstrzygną badania DNA.

Policja i prokuratura wyjaśniają okoliczności śmierci kobiety.

Za serwisem Nowiny24 z dn. 21.11.2008 r.

Do góry...>>

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 06.02.2011 r.