|
Morderstwo Joanny Surowieckiej z Czechowic-Dziedzic |
|||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza
|
Aktualizacja 05.05.2011
Podejrzany o zabójstwo studentki był poczytalny jsat 05-05-2011, ostatnia aktualizacja 05-05-2011 15:56 Mężczyzna podejrzany o zabójstwo studentki z Czechowic-Dziedzic był poczytalny - uznali biegli po jego kilkutygodniowej obserwacji psychiatrycznej. Dziewczyna zaginęła w czerwcu 2006 r., ponad cztery lata później policja zatrzymała podejrzanego o zabójstwo. - Mamy już opinię biegłych. Nie ma wątpliwości, że w chwili podejmowania czynu mężczyzna był poczytalny - powiedział prokurator Bogusław Rolka z Prokuratury Rejonowej w Pszczynie (Śląskie). Dodał, że śledczy wykorzystali już zdecydowaną większość materiału dowodowego; postępowanie zmierza ku końcowi. 20-letnia mieszkanka Czechowic-Dziedzic koło Bielska-Białej zaginęła w czerwcu 2006 roku. Studentka Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej wyszła rano w kierunku dworca kolejowego w Goczałkowicach, miała jechać na egzamin. Do pociągu jednak nie wsiadła. Po zaginięciu dziewczyny prowadzono gruntowne poszukiwania, ale zakończyły się one fiaskiem. W listopadzie ubiegłego roku policja zatrzymała w Legnicy podejrzanego o zabójstwo 36-letniego mężczyznę. Pracował tam przy wyrębie lasu. Na stałe mieszkał w okolicy Czechowic-Dziedzic. Ma żonę i dziecko. Nie był karany. Przyznał się do zbrodni i wskazał miejsce, w którym zakopał ciało. Było to nieopodal dworca kolejowego w Goczałkowicach, dokąd szła studentka. Prokurator Rolka dodał, że śledczy ustalili obecnie, że podejrzany aktywnie uczestniczył w poszukiwaniach dziewczyny. Grozi mu dożywocie. PAP Za "Rzeczpospolitą" z dn. 05.05.2011 r. Czechowice-Dziedzice: Pokazał gdzie zakopał ciało Asi Data publikacji: 20.11.2010 14:05 Brutalny zabójca w rękach policji. Marek Z. (36 l.) jest podejrzany o zamordowanie Joasi Surowieckiej (20 l.) z Czechowic-Dziedzic. Morderca wpadł po czterech latach od zagadkowego zniknięcia dziewczyny. Bliscy Asi cały czas wierzyli, że jeszcze ją ujrzą całą i zdrową. Marek Z. przyznał się do morderstwa i podczas wizji lokalnej pokazał, gdzie ukrył zwłoki swej ofiary. W środę, w okolicy stacji kolejowej w niedalekich Goczałkowicach-Zdroju, pojawiło się mnóstwo uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy. Ubrani na czarno policjanci wytaszczyli Marka Z. z więźniarki i poprowadzili do zagajnika. Marek Z. tylko wskazał ręką. - To tam - oświadczył funkcjonariuszom. W niezbyt głębokim parowie, ukryte pod warstwą ziemi, chaszczy i krzewów leżały zwłoki Asi. Po czterech latach od zaginięcia, poszukiwaniach prowadzonych nawet za granicami kraju, martwą dziewczynę znaleziono przy drodze, na której zniknęła. Feralnego dnia Asia miała pojechać pociągiem na egzamin do Katowic. Ale los postawił na jej drodze Marka Z. Kiedy dziewczyna zrozumiała, że grozi jej niebezpieczeństwo, było już za późno: cios kamieniem w głowę zwalił Asię z nóg. Broczącą krwią dziewczynę oprawca dusił z zimną krwią. Śledczy czekają jeszcze na wyniki badania DNA, które potwierdzi z całą pewnością, że wskazane w środę ciało to zwłoki Asi. Morderstwo Joanny Surowieckiej z Czechowic-Dziedzic Podejrzany przyznał się do popełnienia zabójstwa i został przez sąd aresztowany na trzy miesiące - mówi Elwira Jurasz (34 l.), oficer prasowy policji w Bielsku-Białej. Marek Z. został zatrzymany w Legnicy. Pracował tam przy wyrębie drzew, ale pochodzi z Goczałkowic-Zdroju. Brutalnego mordercę zdradził jeden z osobistych przedmiotów, które miała przy sobie ofiara w dniu zaginięcia. Oprawca wciąż go nosił, kiedy zatrzymała go policja. Mordercy grozi kara dożywotniego więzienia. Za "Super Expressem" z dn. 20.11.2010 Areszt dla podejrzanego o zabójstwo Piątek, 19-11-2010 Zebrany przez policjantów i prokuratorów materiał dowodowy pozwolił na aresztowanie 36-letniego mężczyzny, podejrzanego o zabójstwo młodej kobiety. W środę w goczałkowickim zagajniku odnaleziono jej ciało. Wszystko wskazuje, że jest to najprawdopodobniej 20-letnia mieszkanka Czechowic-Dziedzic, która zaginęła przed czterema laty. Zatrzymany może spędzić w więzieniu resztę życia. Policjanci z Bielska-Białej i pszczyńscy prokuratorzy zajmujący się sprawą, w czasie żmudnego i wnikliwego śledztwa, zgromadzili materiał dowodowy pozwalający na przedstawienie zarzutów zatrzymanemu. Mężczyzna przyznał się do zabójstwa młodej kobiety. Wskazał też miejsce, gdzie przed czterema laty ukrył jej ciało. Zwłoki dziewczyny znaleziono wczoraj w goczałkowickim zagajniku, nieopodal stacji kolejowej. Na miejscu grupa dochodzeniowo-śledcza, policyjni eksperci i technicy kryminalistyki zabezpieczyli ślady. Zatrzymanemu grozi kara dożywotniego więzienia.Wczoraj decyzją sądu mężczyzna został tymczasowo aresztowany. Bezpośrednia przyczyna śmierci kobiety oraz ostateczne potwierdzenie jej tożsamości, zostanie ustalone po przeprowadzeniu ekspertyz sądowych. Za serwisem śląskiej Policji z dn. 19.11.2010 Zabił 20-letnią studentkę, wpadł przez jeden przedmiot PAP | dodane 2010-11-19 (14:30) 36-letni mężczyzna, podejrzany o zabójstwo młodej kobiety, został aresztowany na trzy miesiące przez Sąd Rejonowy w Pszczynie - poinformowała rzecznik bielskiej policji Elwira Jurasz. Tego dnia szczątki ofiary zostały poddane oględzinom w katowickim Zakładzie Medycyny Sądowej. Prokuratura ujawniła, że do zatrzymania sprawcy przyczynił się przedmiot, który należał do zaginionej studentki. Ciało kobiety, prawdopodobnie zaginionej cztery lata temu studentki, zostało odnalezione w Goczałkowicach, w miejscu, które wskazał podejrzany. Znajdowało się w worku. Sprawca zakopał zwłoki w porośniętym chaszczami zagajniku w pobliżu dworca kolejowego. Pszczyński prokurator rejonowy Bogusław Rolka powiedział, że podczas oględzin zwłok pobrany został materiał do dalszych badań, w tym przede wszystkim DNA. Śledczy wciąż nie mają bowiem 100-procentowej pewności, czy odnalezione szczątki to ciało zaginionej w 2006 r. w Czechowicach-Dziedzicach 20-letniej studentki. - Mamy tu silne przypuszczenie graniczące z pewnością, ale to musi być potwierdzone ekspertyzą biegłych - powiedział. Prokurator dodał, że zbyt wcześnie jest, by mówić o przyczynie śmierci odnalezionej osoby. - Był to jednak ewidentny zamach na życie. Są ślady uderzeń niebezpiecznym przedmiotem w okolice głowy - dodał. Prokuratura nie informuje na razie o motywie zbrodni. Bogusław Rolka powiedział jedynie, że 36-latka nic nie łączyło z zaginioną studentką. - To były całkowicie różne środowiska - powiedział. 20-letnia mieszkanka Czechowic-Dziedzic koło Bielska-Białej zaginęła w czerwcu 2006 roku. Studentka Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej wyszła rano w kierunku dworca kolejowego w Goczałkowicach. Jechała wówczas na egzamin. Do pociągu już jednak nie wsiadła. Podejrzany 36-letni mężczyzna został zatrzymany w Legnicy. Pracował tam przy wyrębie lasu. Mieszkał w okolicy Czechowic-Dziedzic. Ma żonę i dziecko, nie był karany. Przyznał się do zbrodni. Prokurator Rolka potwierdził, że do jego zatrzymania przyczynił się przedmiot, który należał do zaginionej studentki. - Poprzez ten przedmiot, stosując nowoczesne techniki i przesłuchania, dotarliśmy do podejrzanego - powiedział. 36-latkowi grozi dożywocie. Za serwisem WP z dn. 19.11.2010 Zabójstwo: czy to Asia Surowiecka? 2010-11-18, ostatnia aktualizacja 2010-11-19, 18:41 Dalszy ciąg sprawy odnalezionych zwłok. Zatrzymany w środę 36- latek podejrzany o zabójstwo młodej kobiety pochodzi z powiatu pszczyńskiego. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że mieszka w Goczałkowicach wraz z rodziną. Wszystko wskazuje, że jego ofiarą jest poszukiwana od 4 lata Asia Surowiecka z Czechowic-Dziedzic. Prokurator Rejonowy Bogusław Rolka z Pszczyny poinformował nas dzisiaj rano, że podejrzany został tymczasowo aresztowany. Na tą chwilę nie wiadomo kto wykona ekspertyzy sądowe. Po uwagę bierze się Akademię Medycyny Sądowej lub Komendę Wojewódzką w Katowicach. Do badań oprócz zabezpieczonego materiału potrzebny jest również materiał porównawczy. Zarówna policja jak i prokuratura w rozmowie z nami podkreśla ludzki wymiar tragedii. Rodzina, przyjaciela, znajomi przez cztery lata żyli nadzieję, że Asia odnajdzie się cała i zdrowa. --- Informacja z 18 listopada 2010 roku: W środę w Goczałkowicach-Zdroju, w okolicach dworca kolejowego, odnaleziono zwłoki młodej kobiety. Wszystko wskazuje, że jest to najprawdopodobniej Joanna Surowiecka, 20-letnia mieszkanka Czechowic-Dziedzic, która zaginęła przed czterema laty. Sprawą zajmują się policjanci z Bielska-Białej i pszczyńscy prokuratorzy. W toku żmudnego i wnikliwego śledztwa, zgromadzili materiał dowodowy pozwalający na przedstawienie zarzutów 36-letniemu mężczyźnie. Został on już zatrzymany. Mężczyzna przyznał się do zabójstwa kobiety. Wskazał też miejsce, gdzie przed czterema laty ukrył jej zwłoki. Na miejscu grupa dochodzeniowo-śledcza, policyjni eksperci i technicy kryminalistyki zabezpieczyli ślady. Zatrzymanemu grozi kara dożywotniego więzienia. Bezpośrednia przyczyna śmierci kobiety oraz ostateczne potwierdzenie jej tożsamości, zostanie ustalone po przeprowadzeniu ekspertyz sądowych. Przypomnijmy, że w środę, 7 czerwca 2006 roku, o godzinie 8.30 Joanna Surowiecka wyszła z domu przy ulicy Renarda w Czechowicach-Dziedzicach. Pieszo - ulicą Legionów - udała się na dworzec kolejowy w Goczałkowicach-Zdroju, skąd wspólnie ze znajomym zamierzała pojechać do Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej w Katowicach na swój pierwszy w życiu egzamin. Jak ustalono - w ogóle nie dotarła na goczałkowicki dworzec. Po wyjściu z domu ?puściła? sygnał na telefon komórkowy znajomemu. To był ostatni głuchy sygnał od Asi. Po raz ostatni dziewczynę widział jej sąsiad. Mijał ją w dniu, w którym zaginęła, gdy szła na dworzec. Nie zauważył nic niepokojącego. Dziewczyny szukała przez cztery lata rodzina, znajomi. Podejrzewano, że dziewczyna została porwana. Wyznaczono nagrodę pieniężna za jej odnalezienie. new, SK / bielsko.info, źródło: KMP Bielsko-Biała Za serwisem Bielsko.info z dn. 18.11.2010 ŚLĄSKIE: Morderca 20-letniej studentki z Czechowic-Dziedzic zatrzymany (zdjęcia, video) 2010-11-18 09-50 Bielscy policjanci zatrzymali 36-letniego mężczyznę podejrzanego o zabójstwo młodej kobiety. Wczoraj w goczałkowickim zagajniku odnaleziono jej ciało. Wszystko wskazuje, że jest to najprawdopodobniej 20-letnia mieszkanka Czechowic-Dziedzic, która zaginęła przed czterema laty. Policjanci z Bielska-Białej i pszczyńscy prokuratorzy zajmujący się sprawą, w toku żmudnego i wnikliwego śledztwa, zgromadzili materiał dowodowy pozwalający na przedstawienie zarzutów zatrzymanemu. Mężczyzna przyznał się do zabójstwa młodej kobiety. Wskazał też miejsce, gdzie przed czterema laty ukrył jej zwłoki. Zwłoki dziewczyny znaleziono wczoraj w goczałkowickim zagajniku, nieopodal stacji kolejowej. Na miejscu grupa dochodzeniowo-śledcza, policyjni eksperci i technicy kryminalistyki zabezpieczyli ślady. Zatrzymanemu grozi kara dożywotniego więzienia. Bezpośrednia przyczyna śmierci kobiety oraz ostateczne potwierdzenie jej tożsamości, zostanie ustalone po przeprowadzeniu ekspertyz sądowych informuje komisarz Elwira Jurasz oficer prasowy KMP w Bielsku-Białej. Za serwisem Lublin.com.pl z dn. 18.11.2010 Czechowice-Dziedzice: Zatrzymano mężczyznę podejrzanego o morderstwo DŁ 2010-11-18 10:12:56, aktualizacja: 2010-11-18 10:12:56 W środę w zagajniku znaleziono zwłoki kobiety. Dzisiaj policjanci zatrzymali mężczyznę, podejrzanego o zabicie kobiety. Przyznał się do winy. Kobieta zaginęła 4 lata temu, wtedy też doszło do zabójstwa. Zwłoki dziewczyny znaleziono w goczałkowickim zagajniku, nieopodal stacji kolejowej. Mężczyźnie grozi teraz dożywocie. Nie jest jeszcze znana bezpośrednia przyczyna śmierci kobiety. To ustalą już sądowi eksperci. Za "Dziennikiem Zachodnim z dn. 18.11.2010 Porwana do domu publicznego? 22.08.2008 Tajemnicze zaginięcie 19-latki. Joanna Surowiecka z Czechowic-Dziedzic zaginęła 6 czerwca 2006 roku. Jej rodzice twierdzą, że została porwana i wywieziona do Niemiec do domu publicznego. Miesiąc po zaginięciu wujek Joanny zadzwonił na jej telefon z Austrii. Odebrał mężczyzna mówiący po niemiecku. Połączenie do Niemiec potwierdził austriacki operator sieci komórkowej. Zdaniem polskiej policji - to niemożliwe. 6 czerwca 2006 roku 19-letnia Joanna Surowiecka miała egzamin z psychologii na uczelni w Katowicach. Wyszła z domu w Czechowicach-Dziedzicach i szła w kierunku stacji kolejowej. Do pociągu jednak nie wsiadła. - Na dworzec na pewno nie doszła, bo w pociągu czekał na nią kolega. Zaglądał, pytał, czy nie było jej nigdzie na peronie - mówi Irena Surowiecka matka zaginionej Joanny. Po kilku godzinach rodzice Joanny zawiadomili policję. Rozpoczęły się poszukiwania. Podejrzewano, że dziewczyna mogła zostać zamordowana. Ciała Joanny jednak nie znaleziono. - Było nas tu przez te dwa tygodnie około 30 osób. Dzień w dzień braliśmy jakieś mapy, namiary, na przykład od pana Jackowskiego i szliśmy tam, gdzie jeszcze nam ktoś doradzał - wspomina Irena Surowiecka matka zaginionej Joanny. Jasnowidz, u którego byli rodzice zaginionej wskazał miejsce, gdzie miała przebywać Joanna. Tym miejscem okazała się działka należąca do rodziców Bartłomieja K., kolegi dziewczyny ze studiów. Pies policyjny wyczuł tam ślady Joasi. - Twierdzi, że ona u niego była 3 maja. Ja to też potwierdzam, bo wiem że 3 maja na tę działkę, na grilla Joanna pojechała. Natomiast wiem też, że pies może czuć, wyczuć ślady po 3-4 dniach, a nie po 40 - mówi Irena Surowiecka matka zaginionej Joanny. - Ostatnią osobą, z którą Joanna usiłowała się skontaktować był Bartek, kolega ze studiów. Jednak został on wykluczony z grona osób, które mogły mieć jakikolwiek związek z zaginięciem Joanny Surowieckiej - informuje Elwira Jurasz z Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej. Jedną z wersji przyjętych przez policję była także ucieczka dziewczyny. Rodzina zdecydowanie odrzuca taką możliwość. - Miała ze sobą indeks, miała ze sobą dowód osobisty. Paszport został w domu. W portfelu miała 20 zł, bo tyle wzięła. Do dziś nie ruszone jest jej konto - mówi Irena Surowiecka, matka zaginionej Joanny. Tydzień po zaginięciu córki, państwo Surowieccy zawiadomili policję, że na budynku autokomisu, w pobliżu miejsca zaginięcia Joanny zamontowany był monitoring. Niestety, nagrania okazały się nieprzydatne. - Samo zabezpieczenie monitoringu, zabranie go przez policjantów trwało miesiąc - mówi Kazimierz Surowiecki, ojciec zaginionej Joanny. - Biegły, który zajmował się odtworzeniem zapisu stwierdził, że prawdopodobnie ktoś wcześniej manipulował przy tym zapisie, bo bez problemu udaje się odtworzyć dzień po zaginięciu, natomiast dzień zaginięcia został zlikwidowany - informuje Elwira Jurasz z Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej. Wujek Joanny, który mieszka w Wiedniu twierdzi, że miesiąc po zaginięciu dziewczyny dodzwonił się na jej komórkę. Odebrał mężczyzna, mówiący po niemiecku. Po 11 sekundach rozłączył się. Zdaniem policji - to niemożliwe. - Trudno mówić jednoznacznie o tym, że ktokolwiek odebrał ten telefon ze względu na to, że sprawdzamy, czy ten telefon loguje się w sieci i ten telefon nie logował się w sieci od momentu zaginięcia Joanny - mówi Elwira Jurasz z Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej. - Ten telefon był sprawdzany przez policję w Katowicach. Na pisemną prośbę od operatora w Austrii dostali odpowiedź, że ten telefon logował się na terenie Niemiec. Wystąpili do operatora niemieckiego, ale ten stwierdził, że tylko i wyłącznie na prośbę prokuratury może takie informacje przekazać. Sprawa gdzieś utknęła - opowiada Irena Surowiecka, matka zaginionej Joanny. Rodzice Joanny Surowieckiej uważają, że dziewczyna została siłą wciągnięta do samochodu, uprowadzona i jest gdzieś przetrzymywana, wbrew swojej woli. Dlatego nie może się z nimi skontaktować. - Ja myślę, że ona została wywieziona do domu publicznego za granicę - mówi Kazimierz Surowiecki, ojciec zaginionej Joanny. - Często te porwania wyglądają w ten sposób, że osoby są wciągane do samochodów nawet na ulicy. I ślad po nich ginie - mówi Stana Buchowska z fundacji La Strada. - Prokuratura Rejonowa w Pszczynie prowadziła postępowanie w sprawie podejrzenia pozbawienia wolności jednej z mieszkanek Czechowic-Dziedzic w 2006 roku. Postępowanie zakończyło się umorzeniem śledztwa - informuje Brygida Stasica-Kaczorowska z Prokuratury Rejonowej w Pszczynie. Krewni Joanny od 26 miesięcy przeżywają koszmar. Są zrozpaczeni, ale nie poddają się. Wierzą, że Joanna żyje i w końcu wróci do domu. * * skrót materiału Reporter: Paulina Bąk Za serwisem "Interwencja INTERII z dn. 22.08.2010 Kto porwał naszą córkę? 2008-08-05 | Ostatnia aktualizacja: 17:01 Joanna Surowiecka była młoda, piękna i ambitna. Jej rodzice uważają, że właśnie przez tę oszałamiającą urodę ich córka została porwana i wywieziona do domu publicznego. "Jesteśmy pewni, że nasza Joasia żyje. Musimy ją odnaleźć i wyrwać z piekła" - mówią "Faktowi" Irena i Kazimierz Surowieccy. Dwa lata temu, 7 czerwca w środę, dzień był słoneczny - relacjonuje "Fakt". Choć była dopiero godzina 8.30 rano, było bardzo duszno. Joanna wyszła z domu. Ubrała się w ciemną spódnicę i białą bluzkę, tego dnia miała zdawać egzamin zaliczeniowy z psychologii w Górnośląskiej Szkole Handlowej. Dojeżdżała na studia z rodzinnego miasta Czechowic-Dziedzic aż do Katowic. Joannna kończyła właśnie pierwszy rok studiów. O godzinie 8.40 widział ją sąsiad, jak szła na dworzec. Rozmawiała z kimś przez telefon komórkowy. Weszła na mały parking, który prowadzi na stację. I już nigdy z niego nie wyszła. Ślad po niej zaginął. "Kiedy Joasia nie wróciła wieczorem do domu, natychmiast zadzwoniłam do jej chłopaka Łukasza" - opowiada pani Irena. "Ale on nie wiedział, gdzie ona może być. Zgłosiliśmy zaginięcie córki i rozpoczęliśmy poszukiwania. Z początku bałam się nawet o tym myśleć, ale przeczuwałam, że znajdziemy zwłoki mojej córki" - szepcze pani Irena. Setki ludzi przeczesywało okolicę. Pomagali obcy, rodzina i znajomi. "Modliliśmy się, by Joasia żyła" - dodaje pani Irena. "Jednak choć prokuratura umorzyła śledztwo, bo nie odnaleziono ciała, jesteśmy pewni, że Joanna żyje" - dodaje. Skąd ta pewność? "Miesiąc po zaginięciu córki, kuzyn, który mieszka w Wiedniu, dodzwonił się na jej komórkę. Telefon odebrał jakiś Niemiec. Rozmowa trwała 11 sekund, ale niczego nie udało mu się dowiedzieć" - pani Irena pokazuje "Faktowi" billing telefonu Joanny. "Byliśmy u wielu jasnowidzów i każdy z nich mówił, że nasza córka żyje w mieście ptaków i starych kamienic" - opowiada pan Kazimierz. Ojciec i matka dziewczyny zjeździli już całą Polskę, Austrię i Włochy, szukając córki. Rodzina zaginionej ma pretensję do prokuratury, że nie do końca wyjaśniła sprawę. "Pani prokurator między innymi nie podjęła wątku telefonu Joasi, na który udało nam się dodzwonić" - tłumaczy pani Irena. "Od tamtego czasu komórka córki milczy, ale my wciąż ją doładowujemy, aby córka mogła zadzwonić, gdy uwolni się z piekła" - mówi. Aneta również wierzy, że jej siostra wróci. "Kiedy zamykam oczy, widzę, jak Asia siada na łóżku, ogląda nasze zdjęcia i płacze. Ona nie mogła uciec. W wakacje przed zaginięciem wybierała się na Cypr, gdzie miała załatwione praktyki w hotelu. Nie było powodów, by chciała nas opuścić" - dodaje. Policja jest tego samego zdania. "Wszczęliśmy śledztwo w sprawie uprowadzenia tej dziewczyny. Choć prokuratura je umorzyła, my nadal szukamy Joanny" - mówi Elwira Jurasz, rzecznik bielskiej policji. Pani Irena bardzo często ma sen. Widzi w nim córkę, która mówi do niej: "mamuś, będzie dobrze". Tak jakby chciała dodać mi otuchy - mówi pani Irena. Za "Dziennikiem" z dn. 05.08.2008 Rodzice zaginionej Joanny wciąż żyją nadzieją 2007-06-05 23:31, aktualizacja: 2007-06-05 23:41:24 Mija rok od tajemniczego zniknięcia mieszkanki Czechowic-Dziedzic - Joanny Surowieckiej Zaginiona Joanna Surowiecka Zdecydowałem się przypomnieć tę sprawę, bo może wśród użytkowników serwisu znajdzie sie ktoś, kto skojarzy jej twarz i będzie mógł pomóc. Dla przypomnienia: 7 czerwca ubiegłego roku, o godzinie 8.30, Joanna Surowiecka wyszła z domu w Czechowicach - Dziedzicach i poszła w stronę dworca kolejowego w Goczałkowicach - Zdroju, skąd wspólnie ze znajomym ze studiów zamierzała pojechać do katowickiej uczelni na egzamin. Na dworzec nie dotarła. Zaraz po zaginięciu poszukiwania rozpoczęli przyjaciele zaginionej, policjanci, detektywi. Pamiętam wielką kampanię internetową dotyczącą rozsyłania zdjęć. O sprawie pisały lokalne media, jak również gazeta internetowa www.wiadomosci24.pl. Niestety, jak zwykle w takich przypadkach, poszukiwania się kończą, pozostają tylko wpisy w Internecie. Od paru miesięcy nie pojawiły się żadne informacje o miejscu pobytu Joanny. Kiedy kilka tygodni temu kontaktowałem się z rodzicami zaginionej, w pamięć zapadło mi jedno zdanie: "Żyjemy nadzieją, że żyje i w końcu się odnajdzie"... Za serwisem Wiadomości24 z dn. 05.06.2007 Czechowice-Dziedzice szukają zaginionej 20-latki Ewa Furtak 2006-06-15, ostatnia aktualizacja 2006-06-15 00:00 Wieszają plakaty, zbierają pieniądze na wynajęcie detektywa, wysyłają setki maili z prośbą o pomoc. Całe miasto pomaga szukać zaginionej dziewczyny. Nadal nie ma po niej śladu. W środę ponad 80 strażaków z czterema psami tropiącymi ponownie przeszukało okolicę, w której zaginęła dziewczyna. Bez rezultatu... Apele policji o pomoc w odnalezieniu Asi z jej zdjęciem ukazały się w gazetach, telewizji, internecie. - Dzwonią do nas osoby twierdzące, że widziały dziewczynę, ale potem te informacje zupełnie się nie potwierdzają, okazuje się, że to nie była ona. Nie natrafiliśmy jak dotąd na żaden konkretny ślad - mówi Elwira Jurasz, oficer prasowy bielskiej policji. W internecie powstała strona z prośbą o pomoc przy poszukiwaniach dziewczyny, jest także w wersji angielskiej i niemieckiej. Zrozpaczonej rodzinie bezinteresownie pomaga wielu ludzi. Niektórzy dobrze znają Asię, inni widzieli ją tylko na opublikowanej przez policję fotografii. Organizują się w grupy, przeszukują na własną rękę stare hale fabryczne, pustostany, bunkry. Prywatnymi samochodami w poszukiwaniu dziewczyny przejechali setki kilometrów. Jeżdżą od miasta do miasta, rozwieszając plakaty z fotografią dziewczyny, codziennie wysyłają setki maili z prośbą o pomoc w jej poszukiwaniach. Wszyscy mówią: przecież to mogło się przydarzyć każdemu z nas. - Znałam Asię tylko z widzenia. Dobrze się uczyła, miała wielu przyjaciół, fajną rodzinę... Nie miała żadnych powodów, żeby tak po prostu zniknąć. Wszyscy jesteśmy pewni, że stało się coś niezależnego od niej. Tylko co? - pyta 19-letnia Marta z Czechowic-Dziedzic. Rodzina Asi postanowiła wynająć detektywa, trwa zbiórka pieniędzy na honorarium. Pieniądze można wpłacać na specjalne konto, zbierane są także w szkołach, wśród znajomych, pod kościołami. Zbiórka będzie także dzisiaj wieczorem w bielskim klubie Rudeboy przy okazji koncertu zespołu Zabili Mi Żółwia. Pomoc zaoferowali ratownicy GOPR-u - dzisiaj ze swoimi psami używanymi do poszukiwań ludzi zaginionych w górach ponownie przeszukają okolicę, w których zaginęła dziewczyna. Joasia Surowiecka, 20-letnia studentka Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej z Czechowic-Dziedzic, miała w ubiegłą środę zdawać swój pierwszy egzamin. Na uczelnię wybierała się z kolegą ze studiów, umówiła się z nim rano na dworcu kolejowym w Goczałkowicach Zdroju. Wyszła z domu rano, nigdy nie dotarła na dworzec. Jeszcze przez jakiś czas odzywał się sygnał w jej telefonie, potem jednak także komórka zamilkła. W mieście wszyscy wierzą, że odnajdzie się cała i zdrowa. - Wróci. I zda na piątkę egzamin, na który się wybierała - mówią mieszkańcy. Jak pomóc w poszukiwaniach Asi? Pieniądze na wynajęcie detektywa można wpłacać na konto: 68 1020 1390 0000 6102 0050 1544 Bank PKO BP. Tytuł przelewu: Asia. Nazwa odbiorcy: Kazimierz Surowiecki. Można także wydrukować z internetu plakaty i pomóc w ich rozwieszaniu. Plakat znajduje się pod internetowym adresem: http://img455.imageshack.us/img455/9523/zaginela5da.jpg. Potrzebna jest także pomoc w rozsyłaniu maili z informacją o zaginięciu Asi. Za "Gazetą Wyborzcą" z dn. 15.06.2006 Gdzie jest Asia z Czechowic? Marcin Czyżewski 2006-06-11, ostatnia aktualizacja 2006-06-11 00:00 Nikt tego nie wie od pięciu dni, mimo intensywnych poszukiwań i setek plakatów rozwieszonych w całym regionie. - Nie mamy żadnego punktu zaczepienia - rozkładają ręce policjanci. 20-letnia Joasia Surowiecka z Czechowic-Dziedzic, studentka Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej, miała w środę zdawać egzamin w swojej pierwszej sesji na uczelni. Około godz. 8.30, ubrana skromnie, ale elegancko - w białą bluzkę i czarną spódnicę, wyszła z domu na peryferiach Czechowic-Dziedzic i poszła pieszo na dworzec w Goczałkowicach Zdroju. Tam czekał na nią kolega ze studiów. Pociągiem, który odjeżdża trzy minuty po 9, mieli razem jechać do Katowic. Na dworzec Asia już nie dotarła. Około godz. 19 rodzina, zaniepokojona tym, że dziewczyna nie wraca do domu i ma wyłączony telefon, zawiadomiła policję. Nazajutrz szukało jej już 80 policjantów oraz strażacy. Sprawdzali stawy i przepływającą w pobliżu Wisłę. Poszukiwania nie dały żadnego rezultatu. - Nawet sprowadzony na miejsce pies tropiący nie podjął śladu. Ostatnim sygnałem, jaki mamy o zaginionej, jest informacja jednego ze świadków, że szła ul. Legionów w kierunku dworca - mówi Elwira Jurasz, rzeczniczka bielskiej policji. Tym świadkiem był Zbigniew Zuber, sąsiad Surowieckich. - Nie zauważyłem niczego niepokojącego - rozkłada bezradnie ręce. Prowadzący śledztwo ustalili, że Asia pochodzi z dobrego domu, nie miała żadnych problemów z nauką, układało jej się z chłopakiem. Dlatego nie przypuszczają, żeby sama usiłowała zniknąć. Droga, którą dziewczyna zmierzała na dworzec, to kompletne odludzie. Są tu jedynie pola, las, zarośla. Dlatego zrozpaczona rodzina przypuszcza, że Asię ktoś uprowadził. Jej bliscy wydrukowali setki plakatów, którymi oblepili Czechowice-Dziedzice i sąsiednie miejscowości. Proszą w nich o informacje wszystkich, którzy mogą pomóc w odnalezieniu Asi. Okoliczni mieszkańcy, którzy patrzą na ładną twarz dziewczyny na plakatach, są przerażeni. - Pamiętam ją jeszcze z podstawówki. Nie mogę pojąć, że coś takiego mogło się stać. Modlę się i wierzę, że wróci cała i zdrowa - mówi 22-letnia Ewa. - Moja córka ze znajomymi czasami przechodziła w tamtej okolicy późnym wieczorem, wracając z dyskoteki. Aż mnie ciarki przechodzą, jak sobie o tym wszystkim pomyślę. W życiu nie pozwolę jej chodzić tam samej - dodaje mieszkanka Czechowic. Wiele osób z rodzinnego miasta komentuje zaginięcie Asi w internecie. Piszą o swoim wsparciu, zachęcają się nawzajem do pomocy w poszukiwaniach, chcą zbierać pieniądze na detektywa. Krytykują rozsiewanie różnych plotek. Cały czas pracują policjanci. - Przesłuchujemy jej najbliższe otoczenie, koleżanki i kolegów ze studiów, sprawdzamy każdy sygnał, który otrzymujemy. Jedna z informacji mówiła, że może się znajdować u koleżanki w Wałbrzychu, z którą razem były w Irlandii. Okazało się, że tamta dziewczyna przebywa za granicą. Niestety, na razie nie mamy żadnego punktu zaczepienia - dodaje Jurasz. Wiek - 20 lat, szczupła budowa ciała, wzrost 172 cm, waga około 55 kg, włosy długie, czarne, proste; twarz podłużna, oczy piwne. W momencie zaginięcia była ubrana w białą bluzkę z długim rękawem, czarną spódnicę sięgającą za kolana, brązowe rajstopy, czarne mokasyny na płaskim obcasie. Miała też brązową torebkę z materiału. |
|
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 26.11.2010 r. |
|||