|
Morderstwo Krzysztofa Olewnika w 2003 r. |
||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza
|
Nieprawdziwy akt zgonu mordercy K. Olewnika 09 luty, 13:39 POg / TVN24.pl W sprawie porwania i morderstwa Krzysztofa Olewnika pojawił się nowy wątek. Jak zeznał lekarz pogotowia, który stwierdził akt zgonu Wojciecha Franiewskiego - jednego z zabójców Olewnika, został zmuszony przez strażników więziennych do podania nieprawdziwej godziny śmierci skazanego - informuje portal tvn24.pl. To jednak nie wszystko. Okazuje się, że jeden z tych strażników dwa lata później popełnił samobójstwo. Funkcjonariusz miał być w depresji z powodu... śmierci Franiewskiego i dwóch innych oprawców Olewnika. Takie tezy wynikają z treści uzupełnienia projektu raportu Marka Biernackiego, szefa sejmowej komisji śledczej badającej nieprawidłowości w śledztwach w sprawie Krzysztofa Olewnika, do którego dotarł portal tvn24.pl. To w tym dokumencie są informacje o przełomowych zeznaniach lekarza pogotowia w sprawie zagadkowej śmierci Franiewskiego. Lekarz zeznawał w maju ubiegłego roku w śledztwie Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce. Oskarżyciele badają czy latem 2007 roku Franiewski popełnił samobójstwo w olsztyńskim areszcie, czy został zamordowany. - W dniu 26 maja 2010 r. lekarz pogotowia ratunkowego, który stwierdził zgon W. Franiewskiego w dniu 19 czerwca 2007 r. o godz. 00:29 zeznał, że zgon Franiewskiego nastąpił około godz. 22:00 - 22:20. Różnicę czasu tłumaczył presją funkcjonariuszy przebywających wówczas w oddziale - czytamy w treści uzupełnienia raportu komisji śledczej. Za serwisem Onet z dn. 09.02.2011 r. Morderca Olewnika został zabity? 08 luty, 11:29 TSz, JS / TVN24, Radio ZET Sławomir Kościuk mógł zostać schwytany za przedramiona, doprowadzony do stanu bezbronności, zadzierzgnięty, a następnie powieszony - taką informację na temat samobójczej śmierci jednego z zabójców Krzysztofa Olewnika zawarli posłowie z sejmowej komisji śledczej w projekcie raportu, do którego dotarła TVN24. Szef tej komisji Marek Biernacki podkreśla, że mowa jest na razie o roboczej wersji raportu, a końcowe wnioski mają zostać zaprezentowane w połowie lutego. Dodaje, że Kościuk był tą osobą, która "w tej sprawie zaczęła zeznawać" - Wersja robocza jest dyskutowana prze kolegów posłów. Składają swoje wnioski i uwagi, bardzo trudno jest mi na ten temat dyskutować, bo to byłaby nielojalność wobec kolegów z komisji - mówił Biernacki w TVN 24. Ujawnił, że komisja, zbierając informacje, bazowała m.in. na ustaleniach własnego eksperta, "który bardzo dobrze zna się na sprawach więziennych". Na pytanie, czy ustalenia komisji są przełomowe, Biernacki skierował do gdańskiej prokuratury, która prowadzi śledztwo w tej sprawie. W projekcie raportu czytamy m.in.: "W ocenie lekarza dokonującego sekcję zwłok, Sławomir Kościuk zmarł śmiercią gwałtowną na skutek uduszenia gwałtownego, najprawdopodobniej przez zawiśnięcie w pętli, jednakże stwierdzone podczas sekcji zwłok obrażenia kończyn górnych nasuwają podejrzenie, że Sławomir Kościuk mógł zostać schwytany za przedramiona, doprowadzony do stanu bezbronności, zadzierzgnięty a następnie powieszony". Projekt raportu mówi też, że "nie można wykluczyć, że obrażenia kończyn górnych powstały w okresie agonalnym na skutek uderzenia kończynami o znajdujące się w pobliżu przedmioty, bądź na skutek innych urazów narzędziem tępym, szorstkim, krótko przed zgonem". - Nie jestem w stanie tej informacji zweryfikować, mogą to zrobić prokuratorzy prowadzący postępowanie. Muszę powiedzieć, mając duże zaufanie akurat do tej komisji, że dla mnie wiążąca będzie w tym zakresie opinia prokuratury - skomentował na gorąco w Radiu ZET minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Sławomir Kościuk, jeden z zabójców Krzysztofa Olewnika, miał powiesić się w celi aresztu śledczego w Płocku 4 kwietnia 2008 roku. Autorzy: TSz, JS Za serwisem Onet z dn. 08.02.2011 r. Porywacze byli z gangu? Grażyna Zawadka 02-02-2011, ostatnia aktualizacja 02-02-2011 02:35 Nowy trop śledczych. Sprawdzają, czy za uprowadzeniem stali porywacze olsztyńskich biznesmenów Gdańska prokuratura, która bada błędy w prowadzeniu sprawy porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika, weryfikuje nowy - jak twierdzą znający sprawę - mocny trop. Bada, czy w porwanie byli zamieszani gangsterzy, którzy w latach 1999 - 2000 w Olsztynie i okolicy dokonali serii uprowadzeń lokalnych biznesmenów. Śledczy nie chcą mówić o szczegółach. - Analizujemy akta spraw dotyczących olsztyńskich porwań - ucina pytania "Rz" Zbigniew Niemczyk, wiceszef Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. Rozmówcy "Rz" twierdzą, że to jeden z najważniejszych dziś wątków śledztwa. Dlaczego? - Jest dużo podobieństw między olsztyńskimi porwaniami a sprawą Olewnika - mówi jeden z naszych informatorów. - Niemal identyczny był sposób przetrzymywania ofiary. Jeden z porwanych przez ten gang (policji udało się go uwolnić) był przetrzymywany w bunkrze przykuty łańcuchem do ściany. Olewnik był identycznie więziony w piwnicy domu szefa grupy porywaczy Wojciecha Franiewskiego. Gangsterów z tzw. grupy olsztyńsko-żyrardowskiej z tą sprawą łączy jeszcze coś. W czasie, gdy w 2008 r. w więzieniu powiesił się jeden ze skazanych za porwanie Olewnika Sławomir Kościuk, na tym samym oddziale więzienia siedział Marek G. pseudonim Mózg. To jeden z najważniejszych członków gangu, który uprowadził trzech olsztyńskich biznesmenów. Marek G. obmyślał plany porwań i czuwał nad akcjami. Kilka lat temu był na trzecim miejscu policyjnej top listy najbardziej ściganych przestępców. W 2005 r. olsztyński sąd skazał go na 15 lat. "Rz" ustaliła, że prokuratorzy pobrali od Marka G. próbkę DNA. Według naszych informacji śledczy porównują materiał biologiczny w sumie od siedmiu osób z tzw. grupy olsztyńsko-żyrardowskiej ze śladami pozostawionymi na miejscu ukrycia zwłok Olewnika. - Wytypowaliśmy pewne osoby i zleciliśmy przeprowadzenie badań DNA - potwierdza "Rz" Niemczyk. Ciało Krzysztofa odkryto jesienią 2006 r., trzy lata po porwaniu, w lesie pod Różanem na Mazowszu. Zakopane w ziemi zwłoki były zawinięte w siatkę. W tej okolicy w specjalnie wykonanym szambie Olewnik spędził ostatnie kilkanaście dni życia. Pod koniec 2010 r. gdańscy śledczy ponownie zbadali te miejsca i znaleźli przedmioty, na które dotąd nikt nie zwrócił uwagi. To m.in. butelka po alkoholu, włosy i plastikowa folia. Były na nich ślady biologiczne nienależące do ofiary. W związku z tym tropem śledczy oprócz Marka G. sprawdzają też DNA Norberta Sz. pseudonim Norbi lub Monstrum. To były żołnierz Legii Cudzoziemskiej. Brał udział m.in. w spektakularnym porwaniu w 2000 r. pod Ostródą Piotra R. "Norbi" i inni sprawcy byli przebrani w policyjne mundury, "Mózg" udawał prokuratora. Materiał pobrano też od Andrzeja A. To gangster powiązany z mafią pruszkowską, a po jej rozpadzie z grupą mokotowską. Śledczy sądzą, że to on kierował odebraniem 300 tys. euro okupu w sprawie Olewnika. Wiadomo to dzięki policyjnej analizie billingów z 2003 r. (ujawnił ją "Dziennik"). Billingi wskazują, że A. dzwonił po porwaniu Olewnika do Jacka K. (byłego wspólnika Krzysztofa, który jest podejrzany o udział w porwaniu). Andrzej A. miał też kontakty z żoną Franiewskiego. Za "Rzeczpospolitą" z dn. 02.02.2011 r. Tajemnicze problemy detektywa Olewników 25 stycznia 2011, 10:09 Leszek Szymowski / Onet.pl Jerzy Godlewski, prywatny detektyw, który pomagał rodzinie Olewników, podupadł na zdrowiu podczas pobytu w areszcie - dowiedział się Onet.pl. - Boję się, że ktoś chce go wykończyć, aby nie mógł złożyć zeznań w sprawie Olewnika - mówi osoba z rodziny Godlewskiego. W ciągu pierwszych dni odsiadki, detektyw doznał gwałtownych uszkodzeń ciała. Według oficjalnej wersji, boleśnie potknął się i upadł. W wyniku tej sytuacji, przewieziono go do szpitala więziennego w Krakowie. Tam podano mu leki, po których stan jego zdrowia jeszcze się pogorszył. Detektyw - zamiast odzyskać zdrowie - ciężko zachorował i od dwóch tygodni nie może dojść do siebie. To o tyle zaskakujące, że wcześniej Godlewski cieszył się doskonałym zdrowiem i udanym życiem rodzinnym. - Boję się, że ktoś chce go wykończyć, aby nie mógł złożyć zeznań w sprawie Olewnika - mówi osoba z rodziny Godlewskiego. 50-letni Godlewski trafił do aresztu 13 grudnia, na wniosek Prokuratury Rejonowej w Jastrzębiu-Zdroju. Postawiono mu pięć zarzutów: gwałt, nakłanianie do usunięcia ciąży, znęcanie się fizyczne i psychiczne nad konkubiną, wyłudzenie pieniędzy i nakłanianie do fałszywych zeznań. Jak jednak ustaliliśmy, prokuratura oparła zarzuty na zeznaniu tylko jednej osoby, która miała osobisty interes w tym, aby go pogrążyć (chodziło m.in. o rozliczenia pieniężne). - Ze względu na zagrożenie wysoką karą i obawę matactwa, wnioskowaliśmy do sądu o zastosowanie tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy - poinformował nas Jacek Rzeszowski, Prokurator Rejonowy w Jastrzębiu-Zdroju. Kilka lat temu Jerzy Godlewski złożył bardzo ważne zeznania w sprawie zabójstwa generała Papały. Naprowadziły one prowadzących sprawę na tropy wiążące ze zbrodnią gangsterów z Trójmiasta i współpracującego z nimi polonijnego biznesmena Edwarda M. W ciągu ostatnich kilku lat Godlewski pomagał Włodzimierzowi Olewnikowi, który starał się dopaść sprawców uprowadzenia i zabójstwa swojego syna - Krzysztofa. (TSz) Za serwisem Onet z dn. 25.01.2011 r. Będzie przełom w sprawie Krzysztofa Olewnika? wczoraj, 19:22 Leszek Szymowski / Onet.pl Nowe wyjaśnienia skazanego Artura R. mogą okazać się przełomowe dla wyjaśnienia okoliczności uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika - dowiedział się Onet.pl w źródłach zbliżonych do śledztwa. Chodzi o bandytę, który znalazł się w grupie skazanych przez płocki Sąd Okręgowy za udział w zbrodni na Krzysztofie Olewniku. Kilka tygodni temu gangster z własnej inicjatywy zwrócił się do prokuratury z propozycją złożenia zeznań. I w niedługi czas później został przesłuchany przez śledczych z Sopotu. W przesłuchaniu brał udział Włodzimierz Olewnik i jeden z jego adwokatów. Według naszych informacji, Artur R. wskazał kilka innych osób zamieszanych w najgłośniejsze porwanie ostatnich lat, a także nowe osoby współodpowiedzialne za tuszowanie tej zbrodni. R. jest o tyle istotnym dla sprawy świadkiem, że kilka lat temu to jego zeznania zidentyfikowały sprawców, których potem skazał sąd. Jeśli zeznania Atura R. zostaną zweryfikowane przez inne dowody, prawdopodobnie konsekwencją będą kolejne zarzuty w sprawie. Oficjalnie ani prokuratura ani rodzina Olewników nie chce zdradzać szczegółów zeznań Artura R. (Kle) Za serwisem Onet z dn. 24.01.2011 r. Umorzono śledztwo ws. samobójstwa Sławomira Kościuka, zabójcy Krzysztofa Olewnika 31 grudnia 2010 r. Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce umorzyła w piątek śledztwo w sprawie śmierci Sławomira Kościuka, jednego z zabójców Krzysztofa Olewnika - poinformował PAP rzecznik prokuratury Andrzej Rycharski. Kilka dni po wyroku skazującym na dożywocie, 4 kwietnia 2008 r., Kościuka znaleziono powieszonego na prześcieradle w kąciku sanitarnym celi aresztu płockiego Zakładu Karnego. W ramach śledztwa ostrołęcka prokuratura badała cztery wątki dotyczące okoliczności zgonu Kościuka. Ostatecznie uznała, że nie doszło do nieumyślnego spowodowania jego śmierci, nikt też nie nakłaniał go do popełnienia samobójstwa i nie pomagał mu w targnięciu się na życie. Nie stwierdzono też, aby funkcjonariusze służby więziennej nie dopełnili swych obowiązków w zakresie opieki psychologicznej, medycznej, wychowawczej, a także w nadzorze nad osadzonym. Rycharski powiedział PAP, że szczegóły dotyczące umorzenia śledztwa w sprawie śmierci Kościuka będą mogły być upublicznione po uprawomocnieniu się decyzji prokuratury. "Ponieważ postanowienie jest nieprawomocne, na razie nie będziemy informowali o szczegółach, w tym dotyczących uzasadnienia decyzji o umorzeniu śledztwa" - dodał. Kościuk miał 51 lat. Po porwaniu Krzysztofa Olewnika zajmował się dowożeniem jedzenia i pilnowaniem uprowadzonego. Pomagał też w odebraniu okupu. W trakcie śledztwa szczegółowo zrelacjonował, jak Krzysztof był więziony - najpierw w garażu, przykuty łańcuchem do ściany, a potem w podziemnym betonowym zbiorniku na nieczystości. W 2006 r. wskazał miejsce w lesie na terenie gminy Różan (Mazowieckie), gdzie zakopano zwłoki Krzysztofa Olewnika. Ich tożsamość potwierdziły ostatecznie badania DNA przeprowadzone po ekshumacji jego szczątków na cmentarzu w Płocku pod koniec stycznia 2010 r. W lipcu 2009 r. ostrołęcka prokuratura otrzymała wyniki badań toksykologicznych Kościuka, w których podano, że chociaż przyjmował on leki o działaniu przeciwdepresyjnym i przeciwpsychotycznym, to mógł popełnić samobójstwo. Badania toksykologiczne Kościuka nie wykazały w jego organizmie alkoholu, narkotyków i trucizn. Pełnomocnik rodziny Olewników, mecenas Bogdan Borkowski powiedział PAP, że decyzja o umorzeniu śledztwa w sprawie śmierci Kościuka nie jest dla niego zaskoczeniem, chociaż - jak przyznał - trudno uwierzyć, by Kościuk sam targnął się na życie. "Ta decyzja nie jest w jakimś sensie dla mnie zaskoczeniem. Brałem taką możliwość pod uwagę. Trudno jednak uwierzyć, by Kościuk sam zdecydował i popełnił samobójstwo. Nic nie wskazywało na to w jego wcześniejszym zachowaniu" - oświadczył Borkowski. Zastrzegł przy tym, że nie znając uzasadnienia decyzji o umorzeniu śledztwa, nie może jej szczegółowo komentować. "Istotne jest, jakim materiałem dowodowym dysponowała prokuratura i czy zbadano wszystkie okoliczności" - dodał. Przypomniał, że śmierć Kościuka była jedną z trzech wśród osób odpowiedzialnych za uprowadzenie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Borkowski wykluczył możliwość prawną, aby rodzina Olewników mogła złożyć zażalenie na decyzję o umorzeniu śledztwa w sprawie śmierci Kościuka. "W tym postępowaniu rodzina Olewników nie występowała bezpośrednio w roli procesowej, umożliwiającej złożenie takiego zażalenia" - wyjaśnił. W czerwcu 2007 r. w olsztyńskim areszcie powiesił się Wojciech Franiewski - szef porywaczy Krzysztofa Olewnika, któremu prokuratura miała postawić zarzut sprawstwa kierowniczego zbrodni. Sekcja zwłok Franiewskiego wykazała w jego krwi śladowe ilości amfetaminy i alkoholu. Śledztwo w sprawie śmierci Franiewskiego, umorzone w 2008 r., zostało wznowione ma początku marca, decyzją ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego. W styczniu 2009 r. znaleziono powieszonego w celi płockiego Zakładu Karnego drugiego z zabójców Krzysztofa Olewnika - Roberta Pazika, również skazanego na dożywocie. Według wyników sekcji zwłok Pazika, które ostrołęcka prokuratura otrzymała w marcu 2009 r., zgon Pazika nastąpił na skutek powieszenia, a na jego ciele nie znaleziono śladów walki lub czynnej obrony. Badania toksykologiczne ciała nie wykazały obecności środków odurzających bądź psychotropowych, a także substancji toksycznych. W sprawie śmierci Pazika ostrołęcka prokuratura nadal prowadzi śledztwo - ostatni wyznaczony termin jego zakończenia to koniec stycznia 2011 r. Sąd Okręgowy w Płocku 31 marca 2008 r. skazał 10 oskarżonych w procesie o uprowadzenie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Kary dożywocia wymierzył Sławomirowi Kościukowi i Robertowi Pazikowi, dwóm oskarżonym, odpowiadającym bezpośrednio za zabójstwo. Pozostałych ośmioro oskarżonych sąd skazał na kary od roku w zawieszeniu na trzy lata do 15 lat pozbawienia wolności. Brali oni udział w porwaniu bądź pomagali w przetrzymywaniu uprowadzonego. Jeden z oskarżonych został uniewinniony. Kościuk jako pierwszy z oskarżonych składał przed sądem wyjaśnienia. Przyznał się do zabójstwa Krzysztofa Olewnika wraz z innym oskarżonym - Robertem Pazikiem (Pazik nie przyznał się). Kościuk podkreślał, iż nie brał udziału w uprowadzeniu. Już po wyroku Kościuk był konsultowany psychologiczne, odbył także rozmowy z wychowawcami. Na trzy dni przed śmiercią miał widzenie z matką i siostrą. Do uprowadzenia Krzysztofa Olewnika doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 r.. W lipcu 2003 r. okup - 300 tys. euro - przekazano porywaczom. Olewnik nie został jednak uwolniony. Jak się okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Sprawcy: Pazik i Kościuk udusili ofiarę, a ciało zakopali w lesie w miejscowości Różan (Mazowieckie). Okoliczności porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika oraz nieprawidłowości związane ze śledztwem w tej sprawie wyjaśnia gdańska Prokuratura Apelacyjna oraz sejmowa komisja śledcza. Źródło: PAP Za "Gazetą Prawną" z dn. 31.12.2010 r. Umorzono śledztwo ws. śmierci Sławomira Kościuka Piątek, 31 grudnia 2010 (12:37) Aktualizacja: Piątek, 31 grudnia 2010 (14:33) Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce umorzyła dzisiaj śledztwo w sprawie śmierci Sławomira Kościuka, jednego z zabójców Krzysztofa Olewnika. Decyzja nie jest prawomocna - poinformował rzecznik prokuratury Andrzej Rycharski. Kilka dni po wyroku skazującym na dożywocie, 4 kwietnia 2008 r., Kościuka znaleziono powieszonego na prześcieradle w kąciku sanitarnym celi aresztu płockiego Zakładu Karnego. W ramach śledztwa ostrołęcka prokuratura badała cztery wątki dotyczące okoliczności zgonu Kościuka. Ostatecznie uznała, że nie doszło do nieumyślnego spowodowania jego śmierci, nikt też nie nakłaniał go do popełnienia samobójstwa i nie pomagał mu w targnięciu się na życie. Nie stwierdzono też, aby funkcjonariusze służby więziennej nie dopełnili swych obowiązków w zakresie opieki psychologicznej, medycznej, wychowawczej, a także w nadzorze nad osadzonym. Rycharski powiedział, że szczegóły dotyczące umorzenia śledztwa w sprawie śmierci Kościuka będą mogły być upublicznione po uprawomocnieniu się decyzji prokuratury. - Ponieważ postanowienie jest nieprawomocne, na razie nie będziemy informowali o szczegółach, w tym dotyczących uzasadnienia decyzji o umorzeniu śledztwa - dodał. Kościuk miał 51 lat. Po porwaniu Krzysztofa Olewnika zajmował się dowożeniem jedzenia i pilnowaniem uprowadzonego. Pomagał też w odebraniu okupu. W trakcie śledztwa szczegółowo zrelacjonował, jak Krzysztof był więziony - najpierw w garażu, przykuty łańcuchem do ściany, a potem w podziemnym betonowym zbiorniku na nieczystości. W 2006 r. wskazał miejsce w lesie na terenie gminy Różan (Mazowieckie), gdzie zakopano zwłoki Krzysztofa Olewnika. Ich tożsamość potwierdziły ostatecznie badania DNA przeprowadzone po ekshumacji jego szczątków na cmentarzu w Płocku pod koniec stycznia 2010 r. W lipcu 2009 r. ostrołęcka prokuratura otrzymała wyniki badań toksykologicznych Kościuka, w których podano, że chociaż przyjmował on leki o działaniu przeciwdepresyjnym i przeciwpsychotycznym, to mógł popełnić samobójstwo. Badania toksykologiczne Kościuka nie wykazały w jego organizmie alkoholu, narkotyków i trucizn. Pełnomocnik rodziny Olewników, mecenas Bogdan Borkowski powiedział, że decyzja o umorzeniu śledztwa w sprawie śmierci Kościuka nie jest dla niego zaskoczeniem, chociaż - jak przyznał - trudno uwierzyć, by Kościuk sam targnął się na życie. - Ta decyzja nie jest w jakimś sensie dla mnie zaskoczeniem. Brałem taką możliwość pod uwagę. Trudno jednak uwierzyć, by Kościuk sam zdecydował i popełnił samobójstwo. Nic nie wskazywało na to w jego wcześniejszym zachowaniu - oświadczył Borkowski. Zastrzegł przy tym, że nie znając uzasadnienia decyzji o umorzeniu śledztwa, nie może jej szczegółowo komentować. - Istotne jest, jakim materiałem dowodowym dysponowała prokuratura i czy zbadano wszystkie okoliczności - dodał. Przypomniał, że śmierć Kościuka była jedną z trzech wśród osób odpowiedzialnych za uprowadzenie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Borkowski wykluczył możliwość prawną, aby rodzina Olewników mogła złożyć zażalenie na decyzję o umorzeniu śledztwa w sprawie śmierci Kościuka. - W tym postępowaniu rodzina Olewników nie występowała bezpośrednio w roli procesowej, umożliwiającej złożenie takiego zażalenia - wyjaśnił. W czerwcu 2007 r. w olsztyńskim areszcie powiesił się Wojciech Franiewski - szef porywaczy Krzysztofa Olewnika, któremu prokuratura miała postawić zarzut sprawstwa kierowniczego zbrodni. Sekcja zwłok Franiewskiego wykazała w jego krwi śladowe ilości amfetaminy i alkoholu. Śledztwo w sprawie śmierci Franiewskiego, umorzone w 2008 r., zostało wznowione ma początku marca, decyzją ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego. W styczniu 2009 r. znaleziono powieszonego w celi płockiego Zakładu Karnego drugiego z zabójców Krzysztofa Olewnika - Roberta Pazika, również skazanego na dożywocie. Według wyników sekcji zwłok Pazika, które ostrołęcka prokuratura otrzymała w marcu 2009 r., zgon Pazika nastąpił na skutek powieszenia, a na jego ciele nie znaleziono śladów walki lub czynnej obrony. Badania toksykologiczne ciała nie wykazały obecności środków odurzających bądź psychotropowych, a także substancji toksycznych. W sprawie śmierci Pazika ostrołęcka prokuratura nadal prowadzi śledztwo - ostatni wyznaczony termin jego zakończenia to koniec stycznia 2011 r. Sąd Okręgowy w Płocku 31 marca 2008 r. skazał 10 oskarżonych w procesie o uprowadzenie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Kary dożywocia wymierzył Sławomirowi Kościukowi i Robertowi Pazikowi, dwóm oskarżonym, odpowiadającym bezpośrednio za zabójstwo. Pozostałych ośmioro oskarżonych sąd skazał na kary od roku w zawieszeniu na trzy lata do 15 lat pozbawienia wolności. Brali oni udział w porwaniu bądź pomagali w przetrzymywaniu uprowadzonego. Jeden z oskarżonych został uniewinniony. Kościuk jako pierwszy z oskarżonych składał przed sądem wyjaśnienia. Przyznał się do zabójstwa Krzysztofa Olewnika wraz z innym oskarżonym - Robertem Pazikiem (Pazik nie przyznał się). Kościuk podkreślał, iż nie brał udziału w uprowadzeniu. Już po wyroku Kościuk był konsultowany psychologiczne, odbył także rozmowy z wychowawcami. Na trzy dni przed śmiercią miał widzenie z matką i siostrą. Do uprowadzenia Krzysztofa Olewnika doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 r.. W lipcu 2003 r. okup - 300 tys. euro - przekazano porywaczom. Olewnik nie został jednak uwolniony. Jak się okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Sprawcy: Pazik i Kościuk udusili ofiarę, a ciało zakopali w lesie w miejscowości Różan (Mazowieckie). Okoliczności porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika oraz nieprawidłowości związane ze śledztwem w tej sprawie wyjaśnia gdańska Prokuratura Apelacyjna oraz sejmowa komisja śledcza. źródło informacji: INTERIA.PL/PAP Za serwisem INTERII z dn. 31.12.2010 r. Ochrona dla rodziny Olewników 22.12.2010, 12:29 Leszek Szymowski / Onet.pl Policja w Płocku objęła ochroną najbliższych Krzysztofa Olewnika - dowiedział się Onet.pl. Powodem przydzielenia ochrony są ostatnie wydarzenia wokół rodziny. Najpierw nieznana osoba częściowo wykręciła śruby z koła samochodu należącego do Danuty Olewnik - Cieplińskiej. Mogło to doprowadzić do oderwania się koła podczas jazdy i w konsekwencji do śmiertelnego wypadku drogowego. Na szczęście jednak kobieta zorientowała się w sytuacji zanim rozpędziła samochód. Ekspertyza biegłego wykazała, że uszkodzenie samochodu było spowodowane w sposób celowy przez jakąś osobę. Później pojawiły się groźby telefoniczne i listowne pod adresem Włodzimierza Olewnika. Anonimowi rozmówcy żądali od biznesmena, aby wycofał się z wyjaśniania sprawy uprowadzenia i zabójstwa swojego syna. Sprawców tych gróźb policja do dziś nie zidentyfikowała. Dzwonili z zastrzeżonych numerów telefonów, a na wysyłanych listach nie pozostawiali żadnych śladów. - Zaistniały wydarzenia mówiące o tym, że ktoś może próbować wyrządzić krzywdę rodzinie państwa Olewników - mówi nasz informator z płockiej policji. - Aby do tego nie dopuścić, zdecydowaliśmy się ich chronić. Nasza ochrona będzie trwać tak długo, jak będzie potrzebna. Włodzimierz Olewnik nie chciał w tej sprawie publicznie zabierać głosu. Śledztwo ws. poluzowania śrub w aucie siostry Krzysztofa Olewnika Prokuratura Rejonowa w Płocku prowadzi śledztwo w sprawie poluzowania śrub w kołach samochodu Danuty Olewnik-Cieplińskiej, siostry uprowadzonego w 2001 r. i zamordowanego dwa lata później Krzysztofa Olewnika. Jak poinformowała rzecznik płockiej Prokuratury Okręgowej Iwona Śmigielska-Kowalska, śledztwo prowadzone jest w sprawie narażenia na utratę życia lub zdrowia. - Z uwagi na dobro postępowania nie podajemy więcej informacji - oświadczyła Śmigielska-Kowalska. Przyznała jedynie, że śledztwo w sprawie wszczęto 6 grudnia. Mecenas Bogdan Borkowski, pełnomocnik rodziny Olewników, powiedział, że Olewnikowie otrzymywali wcześniej pogróżki. - Nie było to tuż przed zdarzeniem z poluzowaniem kół, ale takie pogróżki były; także wobec Włodzimierza Olewnika (ojca Krzysztofa Olewnika - PAP). Nie mogę mówić o szczegółach, gdyż jest to także wyjaśniane - dodał Borkowski. Uściślił, że "były to pogróżki wskazujące na zagrożenie życia". Borkowski podkreślił, że według ekspertyzy biegłego, poluzowanie śrub we wszystkich czterech kołach samochodu Danuty Olewnik-Cieplińskiej było celowe - biegły wykluczył, by do poluzowania śrub doszło samoczynnie. - Pani Danuta jechała samochodem, gdy nagle urwało się jedno koło. Przerażona zadzwoniła do mnie, co robić. Doradziłem, żeby najpierw zasięgnęła opinii biegłego rzeczoznawcy. Stwierdził on, że koła były poodkręcane, wszystkie, że nie było to działanie związane z przeglądem. Samoczynne odkręcenie śrub rzeczoznawca wykluczył. Wtedy zdecydowaliśmy się, by zawiadomić prokuraturę, ale nie robiąc z tego sensacji - wyjaśnił Borkowski. Dodał, że do zdarzenia doszło na przełomie listopada i grudnia. - Z tego co wiem, pani Danuta jechała wtedy wolno i to ją uratowało - zaznaczył Borkowski. O poluzowaniu śrub w samochodzie Danuty Olewnik-Cieplińskiej najpierw została powiadomiona gdańska Prokuratura Apelacyjna, która prowadzi postępowanie w sprawie okoliczności porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika oraz nieprawidłowości we wcześniejszym śledztwie. Tam zdecydowano o przekazaniu sprawy, według właściwości miejsca zdarzenia, do prokuratury w Płocku. Za serwisem Onet z dn. 22.12.2010 r. Prokuratura Okręgowa w Płocku prowadzi śledztwo w sprawie celowego uszkodzenia samochodu siostry Krzysztofa Olewnika, do którego doszło niespełna miesiąc temu Odkręcone śruby w aucie Danuty Olewnik Ktoś poluzował śruby w kołach samochodu siostry zamordowanego w 2003 roku Krzysztofa Olewnika, Danuty Olewnik-Cieplińskiej. Jedno z nich odpadło w czasie jazdy. Fakt majstrowania przy aucie potwierdziła ekspertyza biegłego rzeczoznawcy. Do wypadku nie doszło tylko dlatego, że Olewnik-Cieplińska jechała wolno. Zdaniem mec. Bogdana Borkowskiego reprezentującego rodzinę Olewników, awaria koła, do której doszło na przełomie listopada i grudnia, nie była przypadkowa. Jak zaznacza w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" mec. Borkowski, rodzina nie informowała opinii publicznej o zdarzeniu, ponieważ nie było pewności co do przyczyny awarii. Nie wykluczano, że był to przypadek. - Podchodziliśmy do tego bardzo ostrożnie, żeby nie uprzedzać ewentualnych sprawców. Zamówiliśmy ekspertyzę u biegłego rzeczoznawcy, czy to mogło być samoistnie odkręcenie śrub i okazało się, że nie. Śruby we wszystkich kołach były poluzowane - zaznacza mecenas. Do tragedii nie doszło, ponieważ Danuta Olewnik-Cieplińska jechała wolno. Sprawa trafiła do Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku, ale zdarzenie wyjaśnia Prokuratura Okręgowa w Płocku, bo do zdarzenia doszło na jej terenie. Gdańscy śledczy w sprawie Krzysztofa Olewnika prowadzą już dwa śledztwa: jedno dotyczy wyjaśnienia samej zbrodni, a drugie - zaniedbań organów wymiaru sprawiedliwości prowadzących sprawę jego uprowadzenia i śmierci. Iwona Śmigielska-Kowalska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Płocku, potwierdza, że prokuratura prowadzi śledztwo dotyczące tego zdarzenia z art. 160 kodeksu karnego, który mówi, że kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze do lat trzech. - Cały czas są wykonywane czynności, ale z uwagi na dobro postępowania nic nie mogę powiedzieć - mówi nam rzecznik. Oburzenia incydentem nie kryje wiceszef sejmowej komisji śledczej badającej prace organów sprawiedliwości wyjaśniających okoliczności porwania i śmierci Krzysztofa Olewnika, poseł Andrzej Dera (PiS). Jego zdaniem, zdarzenie świadczy o tym, że rodzinie Olewników nie brakuje wrogów, którzy nie przestają jej nękać. Poseł zapowiada zwołanie posiedzenia komisji w styczniu. Paweł Tunia Za "Naszym Dziennikiem" z dn. 22.12.2010 r. Podmieniono zwłoki Krzysztofa Olewnika? "Nikt nocą nie wychodził z aresztu" 21 grudnia 2010, 06:05 Leszek Szymowski / Onet.pl - Ani Sławomir Kościuk, ani Wojciech Franiewski nie wychodzili nocą z aresztu, a tym bardziej w towarzystwie "nieznanych mężczyzn" - w ten sposób rzeczniczka Służby Więziennej ppłk Luiza Sałapa odniosła się do wypowiedzi, których portalowi Onet.pl udzielił Włodzimierz Olewnik. W rozmowie z Onet.pl ojciec uprowadzonego i zamordowanego Krzysztofa stwierdził, że ma podstawy podejrzewać, że Wojciech Franiewski i Sławomir Kościuk - członkowie bandy, która porwała i zamordowała jego syna - nocami w towarzystwie nieznanych mężczyzn opuszczali budynek aresztu, aby wskazać faktyczne miejsce ukrycia zwłok. Portal Onet.pl poprosił więc o komentarz w sprawie Służbę Więzienną. Nie ma takiej możliwości, aby ktokolwiek nocą opuszczał budynek aresztu - napisała nam Sałapa. - Każdorazowe opuszczenie budynku aresztu przez osobę tymczasowo aresztowaną możliwe jest tylko za zgodą sądu lub prowadzącego sprawę prokuratora. Jej zdaniem, tak samo było w przypadku bandytów skazanych w związku ze sprawą uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Za serwisem Onet z dn 21.12.2010 r. Nie tylko oni zabili! 20.12.2010, 05:54 Leszek Szymowski / Onet.pl Bandyci, którzy zostali skazani za zamordowanie mojego syna, mogli nie popełnić tej zbrodni. W celach nie popełniali samobójstw tylko zostali zamordowani. Zwłoki Krzysztofa leżały w wodzie, a nie na polanie pod Różanem. Ta cała mistyfikacja ma osłaniać faktycznych oprawców mojego syna. Tylko dla portalu Onet.pl Włodzimierz Olewnik zgodził się ujawnić szokujące kulisy najgłośniejszej zbrodni ostatnich lat. Leszek Szymowski: Za tydzień wigilia. Już po raz dziesiąty z rzędu przy Państwa stole wigilijnym nie będzie Krzysztofa. Czy przez ten czas, jaki upłynął od uprowadzenia, a później zabójstwa syna, zdołał Pan choć częściowo poznać prawdę o okolicznościach tej tragedii? Włodzimierz Olewnik: Były takie momenty, że wydawało mi się, że uda się poznać całą prawdę. Teraz nie żyję już złudzeniami. Straciłem je kiedy w trakcie procesu bandytów oskarżonych o zabójstwo mojego syna, zorientowałem się, że to wszystko to tylko gra pozorów. Dziś nie mam wątpliwości, że na ławie oskarżonych zabrakło tych, którzy naprawdę stali za zamordowaniem Krzysztofa. To szokujące, co Pan mówi. Przecież nikt dotychczas nie kwestionował, że morderstwa dokonali ludzie Franiewskiego, którzy najpierw porwali Krzysztofa, potem go przez wiele miesięcy przetrzymywali, a w końcu - po tym, jak odebrali okup - zamordowali. Ludzie Franiewskiego czyli kto? Sam nie znam dziś odpowiedzi na to pytanie, a bardzo wiele bym dał, aby ją poznać. W trakcie śledztwa wychodzi na jaw, że trzej bandyci, którzy pilnowali mojego syna - mam na myśli Kościuka, Pazika i Ireneusza Piotrowskiego - po przejęciu okupu postanowili trzymać Krzysztofa przy życiu jeszcze dwa miesiące tylko po to by wyciągnąć ode mnie jeszcze raz okup w wysokości kilkuset tysięcy. Franiewski się na to nie zgodził. Przyjechał do nich - tam, gdzie Krzysztofa przetrzymywano, i solidnie ich zbił. Prawdopodobnie wersja zdarzeń mogła być taka, że potem Franiewski osobiście zamordował mojego syna przy pomocy kogoś jeszcze. Nie wiem kto to był, ale na pewno w samym morderstwie nie uczestniczył Kościuk. Zabójstwa mogli dokonać Franiewski i Pazik, ale wszystko wskazuje na to, że był jeszcze ktoś trzeci. Niestety nie wiem kto. Na jakiej podstawie Pan to mówi? Ostatnio media podały informację, że w dziurze na polanie w Dzbądzu - z której miano wykopać zwłoki Krzysztofa - znaleziono jakieś butelki i kilka innych przedmiotów. Te przedmioty wskazują na to, że morderców było więcej niż dwóch. A ponadto, wskazują one, że w zbrodni uczestniczyło więcej osób. Poszlak, które o tym mówią, jest znacznie więcej. Powoli zaczyna to wykluczać wersję o zbrodni dokonanej tylko przez Kościuka i Pazika. Ale przecież to oni zostali skazani za to zabójstwo. I nawet przyznali się do winy. Do winy przyznał się tylko jeden z nich - Sławomir Kościuk. Pazik konsekwentnie milczał - tak na etapie śledztwa prokuratorskiego, jak i na etapie procesu sądowego. Zabrał głos tylko jeden raz. Tuż po ogłoszeniu wyroku, gdy usłyszał, że dostał dożywocie, podniósł się i powiedział: "To wszystko wyglądało zupełnie inaczej". I to było wszystko, co od niego usłyszeliśmy. To Kościuk obciążył Pazika. Wcześniej, przed procesem, Kościuk uważał, że dogadał się z prokuraturą, że jeżeli przyzna się do winy to dostanie nadzwyczajne złagodzenie kary - najwyżej sześć lat więzienia w nagrodę za współpracę z wymiarem sprawiedliwości, z czego będzie mógł wyjść na warunkowe zwolnienie po odsiedzeniu części kary. To była dla niego perspektywa kusząca, bo mógł już w niedługi czas później być na wolności. Jego plany legły w gruzach, gdy dowiedział się, że sąd również jemu wymierzył karę dożywotniego więzienia. I nagle Kościuk powiedział głośno do swojego adwokata: Przecież to nie tak miało być, ustalaliśmy co innego. Adwokat powiedział to samo do prokuratora. Byłem wtedy obecny na sali sądowej i słyszałem to na własne uszy. Jak zachował się sąd? Przeszedł nad tym do porządku dziennego bo z materiału dowodowego oraz z przesłuchań nic więcej nie wynikało. A to był moment, kiedy można było poznać prawdę, bo oskarżeni wydawali się zdruzgotani tym, że usłyszeli takie wyroki. Drugą taką szansę mieliśmy po wyroku. Obrońcy oskarżonych chcieli zaskarżyć wyrok, sprawa trafiłaby wówczas do Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Kościuk i Pazik walczyli wtedy o swój los. Niejasna jest tutaj rola jednego z obrońców Kościuka, który - wszystko na to wskazuje - przed wyrokiem sądu I instancji mamił swojego klienta, że jeśli przyzna się do winy, to może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary. Kościuk się przeliczył. Pozostała druga instancja. Zakładam, że Kościuk liczył, że mimo wszystko dostanie łagodny wyrok i niebawem będzie na wolności. Wyrok sądu pogrzebał te nadzieje. Kościuk mógł się czuć wystawiony do wiatru, oszukany. Została mu w ręku poważna karta przetargowa: wiedza o zbrodni. Było jasne, że może próbować odegrać się na ludziach, którzy go oszukali i zmusili do wzięcia na siebie cudzej winy. Kościuk mógł po prostu zacząć mówić. Ale tak się nie stało, bo w krótki czas po tym wyroku odszedł z tego świata. Pan nie wierzy w wersję o samobójstwie? On miał do odegrania pewną rolę. Mogę domniemywać, że miał wziąć na siebie cudzą winę i przyznać się do zabójstwa. W zamian miał otrzymać niski wyrok i wkrótce wyjść na wolność. Rolę tą odegrał bardzo dobrze tylko w ostatniej fazie został oszukany, bo zamiast łagodnego wyroku usłyszał dożywocie. Ja muszę tutaj pochwalić Sąd Okręgowy w Płocku, który nie dał się nabrać na fałszywą skruchę Kościuka i posłał go do więzienia na resztę życia. To była jedyna rzecz, na którą ten bandyta zasługiwał. Ale wtedy dla tych, którzy uknuli tą intrygę, powstało niebezpieczeństwo, że zacznie mówić o okolicznościach śmierci mojego syna. Zorganizowano mu więc śmierć wyglądającą jak samobójstwo. I całą swoją wiedzę Kościuk zabrał do grobu. Dla opinii publicznej stworzono wersję brzmiącą bardzo wiarygodnie: bandyta usłyszał wyrok dożywocia, zrozumiał, że resztę życia spędzi za kratkami, nie wytrzymał tego psychicznie i się powiesił w celi. Pozostałe śmierci osób mających dużą wiedzę w sprawie też nie były - według Pana - wynikiem samobójstwa? Powtarzam: nie wierzę w wersję o samobójstwach. W lipcu 2009 roku ogłoszono, że powiesił się strażnik więzienny, który pilnował Wojciecha Franiewskiego, a wcześniej, przez krótki czas także Kościuka. Istnieją uzasadnione poszlaki, że ten strażnik miał wiedzę, że Franiewskiego i Kościuka pod osłoną nocy wyprowadzano z aresztów. Możliwe, że nawet to widział. Okoliczności jego samobójstwa też budzą sporo wątpliwości. Najbardziej to, że pełniący wówczas dyżur asesor prokuratury z Iławy otrzymał zgłoszenie i w ogóle nie pojechał na miejsce odnalezienia zwłok. W efekcie na miejscu, podczas pierwszych czynności, nie było prokuratora tylko sami policjanci. Ten niefortunny asesor prokuratury otrzymał za to tylko karę nagany, a przecież powinien usłyszeć zarzut niedopełnienia obowiązku. Co więcej: specjalna komisja powołana przez ministra sprawiedliwości oficjalnie stwierdziła, że strażnik zginął śmiercią samobójczą, a to samobójstwo nie miało związku ze sprawą uprowadzenia mojego syna. Przyzna Pan, że to zaskakująca konkluzja. Czyli według Pana to nie było samobójstwo? Nie wiem dokładnie w jakich okolicznościach Mariusz K. odszedł z tego świata. Są informacje przemawiające za tym, że faktycznie to było samobójstwo, ale są też informacje, które tą wersję kwestionują. Ale nie zgadzam się z tym, że ta śmierć pozostaje bez związku ze sprawą zbrodni na moim synu. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że prawdopodobnie ten strażnik był rodzinnie powiązany z Robertem Pazikiem, który został skazany na dożywocie za zamordowanie mojego syna. Pazik w styczniu 2009 roku popełnił samobójstwo w celi więziennej w Płocku. Okoliczności tego samobójstwa też nie są do końca jasne, bo istnieją poszlaki mówiące o tym, że ktoś go zmusił do popełnienia samobójstwa, lub wręcz pomógł mu je popełnić. Pazik miał ogromną wiedzę o tym co działo się z Krzysztofem i najprawdopodobniej wiedział kto uczestniczył w morderstwie oprócz Franiewskiego. I także on zabrał swoją wiedzę do grobu. Strażnik więzienny Mariusz K. pilnował wcześniej Sławomira Kościuka i Wojciecha Franiewskiego. Pełnił dyżur także tamtej nocy, kiedy Franiewski popełnił swoje tajemnicze samobójstwo. Czy wówczas coś widział lub był świadkiem czegoś? Nie wiem, ale z pewnością mógł pomóc odpowiedzieć na pytanie w jakich okolicznościach zginął Franiewski. Istnieją natomiast dowody, że i Kościuk i Franiewski byli nocami wyprowadzani z cel i wywożeni przez nieznane osoby poza teren aresztu śledczego. Oczywiście poza protokołem i całkowicie niezgodnie z regulaminem więziennym. W tamtym czasie i Kościuk i Franiewski mieli wskazać miejsce ukrycia zwłok. Wskazali oba miejsca. Oba? Tak. Bo mówimy o dwóch miejscach. Z polany pod Różanem wykopano zwłoki, ale wszystko wskazuje na to, że nie były to zwłoki mojego syna. Należały do osoby uprowadzonej przez gang nowodworski omyłkowo i potem zamordowanej. Jeśli wierzyć różnym doniesieniom to zwłoki Krzysztofa znajdowały się w innym miejscu, były porzucone w rzece lub w stawie. Wskazuje na to ich wygląd, po odnalezieniu. Jako pierwszy, zwrócił na to uwagę mój zięć, który jest lekarzem. Te pierwsze zwłoki, wydobyte z polany pod Różanem, przewieziono do zakładu medycyny sądowej, gdzie miały zostać poddane sekcji. Tam je umyto, zważono i zmierzono. Okazały się, że były 7 centymetrów dłuższe od wzrostu Krzysztofa. Jednak nie ma protokołu z ich sekcji. Następnego dnia dokonano sekcji zwłok mojego syna - miały już właściwy wzrost, a w dodatku laboranci odkryli połamane żebra. Były to z pewnością inne zwłoki niż te, które przywieziono wcześniej. Zrozumieliśmy, że ktoś podmienił zwłoki w ciągu jednej nocy. Niestety zaraz po tym, jak się zorientowaliśmy, okazało się, że w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęła taśma z monitoringu. I dziś nie da się ze stuprocentową pewnością udowodnić, że zwłoki zostały podmienione. A wiadomo gdzie zakopano zwłoki Krzysztofa? Ta historia jest kluczowa. Jak powszechnie wiadomo, w lipcu 2003 roku oprawcy przejęli okup za mojego syna: 300 tysięcy Euro. Franiewski kazał im zabić Krzysztofa. Jednak Kościuk i Piotrowski najprawdopodobniej postanowili go jeszcze potrzymać przy życiu i wyłudzić okup ode mnie po raz drugi. Franiewski przyjechał na miejsce i obu ich porządnie zbił. Potem doszło do morderstwa. Zwłoki Krzysztofa zostały zakopane. Wszystko wskazuje na to, że później Franiewski - już sam - wykopał je, wyjął i zakopał gdzie indziej. Nie powiedział o tym żadnemu ze swoich wspólników. A jakiś czas później w tym dole, gdzie pierwotnie przetrzymywano Krzysztofa, zakopano inną osobę. I to by wyjaśniało cały szereg późniejszych zdarzeń. Prawdziwi mocodawcy zbrodni na moim synu doszli chyba do wniosku, że jak oddadzą mi ciało, to ja się uspokoję i przestanę poruszać niebo i ziemię, aby ich ścigać. Po zatrzymaniu, Kościuk wskazał - jako miejsce zakopania zwłok - polanę pod Różanem. Bo Kościuk nie wiedział, że tam już leżą inne zwłoki. Tyle tylko, że okazało się, że wydobyto stamtąd zwłoki nie mojego syna. Prawdziwi oprawcy zorientowali się, że jedynym, który wie, gdzie właściwe zwłoki zostały zakopane, jest właśnie Franiewski. Dlatego ktoś nocą przyjechał po niego do aresztu. Franiewski w tajemnicy wskazał miejsce, gdzie zakopał Krzysia. Franiewski wiedział o sprawie mojego syna wszystko, a groziło mu dożywocie. Ta wiedza z pewnością mogła mu pomóc w tym, by od dożywocia się wywinąć. W ten sposób Franiewski stał się niebezpieczny dla prawdziwych inspiratorów zbrodni i dlatego zorganizowano mu samobójstwo. Na podstawie dotychczasowych ustaleń śledztwa, nie potrafię ułożyć innego scenariusza tych wydarzeń. Rozmawiał: Leszek Szymowski Autor: Leszek Szymowski Za serwisem Onet z dn. 20.12.2010 r. Podmieniono ciało Olewnika? 19.10.2010, 20:52 KLe / tvp.info Podczas pierwszej sekcji zwłok Krzysztofa Olewnika przeprowadzonej w Olsztynie w 2006 r. doszło do zamiany ciał, wynika ze śledztwa dziennikarzy TVP Małgorzaty Cecherz i Włodzimierza Frackiewicza - poinformował serwis tvp.info. Dziennikarze dotarli do protokołów z pierwszej sekcji zwłok Krzysztofa Olewnika z 2006 roku, oraz z następnej, po ekshumacji zwłok w styczniu 2010 roku. Jak twierdzą dziennikarze TVP po porównaniu tych dwóch dokumentów można dojść do wniosku, że ciało zostało podmienione. Wyniki obu sekcji dowodzą, że prawdopodobnie badano dwa różne ciała: różnią się kodem DNA, obrażeniami (drugie ciało nie ma śladu po złamanych żebrach), a także wzrostem (pierwsze było 7 cm krótsze od drugiego). Jak informuje serwis tvp.info, brakuje zapisu wideo z przebiegu sekcji oraz zapisu monitoringu wejść i wyjść do prosektorium. Lekarze przeprowadzający sekcję kategorycznie odmówili skomentowania różnic. Autor: KLe Za serwisem Onet z dn. 19.10.2010 r. "Układ" w sprawie Olewnika? 6 paź, 20:55 TSz / PAP, TVN24 - Takich sytuacji, w których wykańcza się przedsiębiorców w Polsce jest bardzo dużo - mówił w "Faktach po faktach" w TVN 24 mecenas Roman Giertych, który wraz z drugim gościem w studiu, Julią Piterą, zastanawiał się, czy w sprawie Olewnika istniał jakiś miejscowy "układ", utrudniający śledztwo. Odnosząc się do najnowszych rewelacji ws. śmierci Krzysztofa Olewnika, Giertych mówił o "pewnego rodzaju towarzyskich relacjach, wpływających na wymiar sprawiedliwości", które można zaobserwować "szczególnie w mniejszych miejscowościach". Dodał, że w podobnego rodzaju "układach" "ustalenia zapadają na imprezach alkoholowych, gdzie ktoś komuś robi przysługę". Zgodziła się z nim Julia Pitera, która oceniła, że cała sprawa śmierci Olewnika "zaczyna być historią na dobry scenariusz". Pitera podkreśliła, że kolejne rządy, mimo starań rodziny, nie były w stanie jej "ruszyć". Nowe informacje ws. śmierci Olewnika We wtorek gdańska prokuratura poinformowała, że próbuje ustalić tożsamość osoby, której krew znaleziono niedawno w domu Krzysztofa Olewnika. Według ustaleń śledczych, krew nie należy do żadnego z członków rodziny Olewnika ani do nikogo ze znanych uczestników spotkania, które poprzedziło porwanie. Wykluczono też, by krew mogła należeć do któregoś z ustalonych porywaczy Krzysztofa Olewnika. Śledczy sądzą natomiast, że krew znalazła się na jednym z mebli w dniu porwania Olewnika. Portal TVN24.pl - powołując się na ostatnie ustalenia prokuratury - podał we wtorek, że w nocy przed porwaniem Krzysztofa Olewnika odbyły się dwie imprezy, a w jego domu prawdopodobnie kogoś zamordowano; śledczy z Gdańska szukają teraz zwłok tej osoby. Po południu portal poinformował, powołując się na informacje nieoficjalnie potwierdzone we współpracującym z prokuraturą Centralnym Biurze Śledczym, że w domu Olewnika ranne zostały dwie, a nie jedna osoba, a prokuratorzy nie znają tożsamości jednej z nich, prawdopodobnie mężczyzny. Z kolei portal wyborcza.pl poinformował, że prokuratorzy podejrzewają, że w domu Olewnika mogło dojść do zabójstwa ukraińskiej prostytutki. "Tu mógł być postrzelony człowiek" ťDanuta Olewnik: jedna rzecz zaginęła ť"On poszedł na samozatracenie" ťProkuratura szuka ciała ťCo zawierają akta ws. Olewnika? ťSensacyjne fakty ws. zabójstwa Olewnika ťBulwersujące błędy policji ťDlaczego zabójca Olewnika się mylił ťOlewnik-spiskowa teoria porwania ť "Wiedza Olewnika jest rozległa" Prokuratura: to jedna z wielu możliwych wersji Hipoteza, że w domu Krzysztofa Olewnika przed jego porwaniem doszło do zabójstwa, jest jedną z wielu możliwych wersji wydarzeń - powiedział dzisiaj dziennikarzom prok. Zbigniew Niemczyk z gdańskiej prokuratury apelacyjnej. Niemczyk, który w Warszawie uczestniczył w spotkaniu z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem, potwierdził, że prokuratorzy i policjanci z CBŚ "ujawnili w domu Krzysztofa Olewnika ślady niezidentyfikowanej krwi". Obecnie - jak informował Niemczyk - prokuratura stara się zidentyfikować osobę, od której ta krew pochodzi, a także ustalić "okoliczności oraz czas naniesienia tej krwi" na miejsce, gdzie znaleziono ślady. Niemczyk dodał, że w sprawie istnieją też inne dowody, o których jednak nie chciał szczegółowo mówić. Jak tłumaczył, te dowody dają podstawy do formułowania różnych, równoprawnych hipotez, zarówno wzajemnie alternatywnych, jak i "na siebie zachodzących". - Hipoteza, jakoby w domu Krzysztofa Olewnika mogło dojść do zabójstwa, jest jedną z kilku hipotez, które prokuratorzy i policjanci w ramach prowadzonego śledztwa przyjmują - powiedział Niemczyk. Podkreślił, że choć taka hipoteza jest rozważana, to jest ona jedną z wielu, które są weryfikowane. Niemczyk potwierdził jednocześnie, że prokuratorzy z Gdańska zwrócili się do szeregu innych prokuratur z prośbą o informacje o zabójstwach z okresu, gdy porwano Olewnika. Prokurator odniósł się też do wtorkowych informacji mediów, które podawały, że w domu Krzysztofa Olewnika przed jego porwaniem doszło do drugiej imprezy, poza tą, na której byli m.in. policjanci. Według Niemczyka są przesłanki, żeby tak przypuszczać. "Ale nie oznacza to, że prokuratorzy na tym etapie postępowania przesądzają ponad wszelką wątpliwość, że do takiej imprezy doszło" - podkreślił. Niemczyk dodał, że teraz praca prokuratury i policji będzie polegać na weryfikowaniu tej wersji. Niemczyk poinformował także, że prokuratorzy w ciągu ostatnich 10 miesięcy przeprowadzili w domu Krzysztofa Olewnika 40 eksperymentów procesowych. Za serwisem Onet z dn. 06.10.2010 r. W domu Olewnika zamordowano prostytutkę? d, kospa, pap 2010-10-05, ostatnia aktualizacja 2010-10-05 11:12 W domu Krzysztofa Olewnika mogło dojść do zabójstwa ukraińskiej prostytutki. Tak podejrzewają prokuratorzy prowadzący śledztwo w tej sprawie, ale do tej pory nie odnaleziono jej ciała - dowiedziała się nieoficjalnie ''Gazeta'' z wiarygodnego źródła Nowe ustalenia w śledztwie Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski powiedział dziś, że ws. porwania i śmierci Krzysztofa Olewnika prokuratorom z Gdańska udało się ustalić wiele nowych okoliczności. - Nie mam żadnych wątpliwości, że informacje, które - zakładam - wkrótce zostaną przedstawione, mogą w sposób zasadniczy uzupełnić obraz i wiedzę, którą do tej pory mieliśmy - powiedział Kwiatkowski w Poranku Radia TOK FM. Dwie imprezy, jeden trup Wcześniej portal TVN24.pl - powołując się na ostatnie ustalenia prokuratury - podał, że w nocy przed porwaniem Krzysztofa Olewnika odbyły się dwie imprezy, a w jego domu prawdopodobnie kogoś zamordowano. - Nie zaprzeczam - powiedział dziś minister sprawiedliwości. Śledczy z Gdańska szukają teraz zwłok tej osoby. Z informacji portalu wynika, że prokuratorzy w grudniu 2009 r. znaleźli w domu Krzysztofa Olewnika krew nieznanej osoby (przesiąkła tak głęboko, że znaleziono ją na spodzie sofy). To, że - zanim wyczyszczono nasiąkniętą nią sofę - plama musiała być duża może świadczyć o postrzeleniu tej osoby. Ponieważ DNA krwi nie pasuje do żadnego ze znanych uczestników imprezy - śledczy chcą je porównać z materiałem genetycznym osób zamordowanych w październiku 2001 r. na Mazowszu. Szef resortu sprawiedliwości powiedział, że nie może ujawnić szczegółów śledztwa, ale wyraził nadzieję, że prokuratorzy z Gdańska przedstawią niebawem nowe informacje. "Symbol porażki wymiaru sprawiedliwości" Jak to możliwe, że nowe szczegóły śledztwa są tak szokujące i do tej pory o tym nie wiedzieliśmy? Minister Kwiatkowski przyznał, że przy prowadzeniu tej sprawy prokuratura popełniła wiele istotnych błędów. - Przy tej sprawie, było nie tylko wiele błędów, ale wiele świadomych zaniechań. Jeszcze jako prokurator generalny osobiście kierowałem pismo do ministra spraw wewnętrznych i administracji po stwierdzeniu nieprawidłowości w badaniach DNA, które przeprowadzało laboratorium komendy wojewódzkiej w Olsztynie po to, żeby takie sytuacje się nie zdarzały w przyszłości - mówił Kwiatkowski. - To ma być czytelny sygnał: potrafimy nawet po latach wskazać te błędy, nazwać je, pociągnąć do odpowiedzialności - dodał. Gdańska prokuratura ustala z kolei, jak doszło do porwania. - Wydarzenia z dni 26-27 października są niezwykle istotne. To, co się wtedy stało, determinuje przebieg kolejnych zdarzeń - powiedział TVN24.pl prokurator prowadzący śledzwto Zbigniew Niemczyk. - Byłem pełen najwyższego uznania nad pracą zespołu gdańskich prokuratorów, którzy przekazywali mi, jeszcze jako Prokuratorowi Generalnemu, informacje z toczącego się postępowania, bo śledztwo w sprawie uprowadzenia i zamordowania Krzysztofa Olewnika to taki symbol porażki wymiaru sprawiedliwości i było ono przedmiotem mojego szczególnego zainteresowania - mówił w Radiu TOK FM minister sprawiedliwości. - Jestem przekonany, że ten zespół przedstawi opinii publicznej wiele dodatkowych informacji, które uzupełnia wiedzę, którą mieliśmy, a tego uzupełnienia wymaga opinia publiczna - zapewniał Kwiatkowski. Krzysztofa Olewnika porwano z jego domu po imprezie dla miejscowych policjantów w nocy 27 października 2001 r. W 2008 r. płocki sąd skazał dziewięciu porywaczy Olewnika. Wyroki dożywocia usłyszeli Sławomir Kościuk i Robert Pazik, którzy w 2003 r. zabili Krzysztofa. Obaj zostali znalezieni martwi w swoich celach. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 05.10.2010 r. Sensacyjne wątki ws. Olewnika. "W jego domu kogoś zabito" ALB / TVN24.pl Gdańscy prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie porwania i zabójstwa syna Włodzimierza Olewnika uważają, że w nocy przed porwaniem Krzysztofa Olewnika odbyły się dwie imprezy, a w jego domu kogoś zamordowano. - To przewraca śledztwo do góry nogami. Przewróci wyroki sądów - mówi tvn24.pl ojciec Krzysztofa. Wersją obowiązującą obecnie jest, że 26 października 2001 roku w domu Krzysztofa Olewnika w Świerczynku odbyło się przyjęcie dla policjantów z płockiej drogówki, podczas którego Włodzimierz Olewnik - ojciec zamordowanego później Krzysztofa, miał przeprosić za zachowanie syna. W tej wersji, Krzysztof nie chciał wylegitymować się policjantom mówiąc, że ojciec ma znajomości w policji. Oficjalna wersja przyjmuje także, że impreza skończyła się tego samego dnia około godziny 23, z powodu braku wódki. Krzysztof Olewnik został porwany po owym przyjęciu w nocy 27 października. Po ponownym przeszukaniu domu, prokuratorzy znaleźli w domu krew innej osoby, której DNA nie pasuje do żadnej z zebranych na przyjęciu gości. Odnaleziona krew na kanapie z powodu jej dużej ilości, może wskazywać na to, że kogoś tam postrzelono. Śledczy zamierzają porównać ten materiał genetyczny z DNA zamordowanych w tamtym okresie w niewyjaśnionych okolicznościach osób. - Powodem ponownego przeszukania domu po ośmiu latach było niechlujnie prowadzone śledztwo - powiedział Marek Biernacki (PO), szef sejmowej komisji śledczej badającej działania policji i prokuratury w takcie śledztwa. Oskarżyciele postanowili raz jeszcze obejrzeć policyjne filmy nakręcone w sobotę 27 października w trakcie tzw. oględzin domu. Dwa filmy zostały nakręcone o różnych porach dnia i dokładnie widać rozbieżności między nimi, m.in. poprzestawiane meble i porządek w pokojach. W trakcie pierwszego nagrania jeden z najbliższych współpracownikach Włodzimierza Olewnika, Zbigniew K. opowiada o kamerze z monitoringu znajdującego się przed domem, z której nagrań prokuratura nigdy nie otrzymała. Na tym filmie widać także lodówkę pełną wódki, której brak miał być rzekomo powodem zakończenia przyjęcia - czytamy na stronie tvn24.pl. Wszystkie nieścisłości między zeznaniami świadków a policyjnymi filmami stały się dla prokuratorów dowodami, że w domu Krzysztofa odbyła się nie jedna, a dwie imprezy. Hipoteza brzmi, że w trakcie tej drugiej mogło dojść do zabójstwa a dopiero poźniej porwano Krzysztofa. Ojciec Olewnika zaprzecza jakoby dojść miało do dwóch imprez. Nie wyklucza natomiast, że postrzelony został jeden z porywaczy Krzysztofa. Twierdzi także, że strzelać mógł Wojciech Franiewski, przywódca grupy porywaczy. Prokuratura nie dysponuje jednak żadnymi dowodami materialnymi (m.in. badaniami DNA, śladami biologicznymi), że Franiewski był w domu Olewnika. - W działaniach prokuratury chodzi o wykluczenie bądź potwierdzenie wydarzenia, do którego mogło, ale nie musiało dojść przed porwaniem - mówi Andrzej Dera (PiS) z komisji badającej sprawę Olewnika. Za serwisem Onet z dn. 05.10.2010 r. Przedstawiono wyniki badań DNA; "była jeszcze nutka nadziei" Badania DNA potwierdziły z ponad 99-procentową pewnością, że ekshumowane z grobu w Płocku zwłoki należą do Krzysztofa Olewnika. Minister sprawiedliwości wznowił śledztwo ws. śmierci Wojciecha Franiewskiego, jednego z zabójców Olewnika. - Do tej pory cały czas była jeszcze nutka nadziei, że to nie Krzysztof - mówiła Danuta Olewnik-Cieplińska. Włodzimierz Olewnik mówił, że dzisiejsza podróż do Sopotu, gdzie rodzina dowiedziała się o wynikach badań "była jedną z najtrudniejszych w jego życiu". Badania przeprowadził profesor Ryszard Pawłowski. - Dają one ponad 99-procentową pewność - zapewnił Zbigniew Niemczyk, prokurator apelacyjny w Gdańsku. - Przeprowadzono je z niezwykłą skrupulatnością - dodał Krzysztof Kwiatkowski, minister sprawiedliwości. Kwiatkowski zaznaczył również, że badania zwłok były wyjątkowo trudne, przede wszystkim ze względu na upływ czasu jak i ich stan. - Badane były nie tylko kości, ale też inny materiał genetyczny. Badania były przeprowadzane wielokrotnie, żeby mieć absolutną pewność - zaznaczył. - Niektóre ze śledztw urastają do rangi symbolu, poprzez ich pryzmat społeczeństwo dokonuje oceny całego wymiaru sprawiedliwości. (...) Takim symbolem stała się historia zabójstwa Olewnika - podkreślił. - Podjąłem jeszcze jedną decyzję. Z uwagi na informacje, które uzyskałem od gdańskich prokuratorów, dotyczące nowych okoliczności śmierci Wojciecha Franiewskiego, wznawiam umorzone śledztwo w tej sprawie - powiedział Kwiatkowski. Gdy w styczniu ujawniono informację o planowanej wtedy ekshumacji zwłok Krzysztofa Olewnika, wiceszef gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej Zbigniew Niemczyk wyjaśniał, iż nie oznacza ona jednoznacznego zakwestionowania tożsamości szczątków, jest jednak konieczna z uwagi na ujawnione nieprawidłowości we wcześniejszej procedurze ich identyfikacji. Do porwania Krzysztofa Olewnika doszło w październiku 2001 r. W lipcu 2003 r. okup w wysokości 300 tys. euro przekazano porywaczom, którzy jednak nie uwolnili uprowadzonego. Miesiąc po odebraniu okupu przez porywaczy Krzysztof Olewnik został zamordowany. Ciało ofiary znaleziono w październiku 2006 r., zakopane przez sprawców zabójstwa w lesie w miejscowości Różan (Mazowieckie). Miejsce ukrycia zwłok Krzysztofa Olewnika wskazał Sławomir Kościuk, który pomagał Robertowi Pazikowi w uduszeniu ofiary. W sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika płocki Sąd Okręgowy 31 marca 2008 r. skazał 10 oskarżonych. Kary dożywocia wymierzył Sławomirowi Kościukowi i Robertowi Pazikowi, odpowiadającym bezpośrednio za zabójstwo. Obaj już nie żyją - zostali znalezieni powieszeni w celi płockiego Zakładu Karnego: Kościuk w kwietniu 2008 r., a Pazik w styczniu 2009 r. Dwa odrębne śledztwa w sprawie ich śmierci prowadzi Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce. Pozostałych ośmioro oskarżonych o udział w porwaniu bądź pomoc w przetrzymywaniu uprowadzonego sąd skazał na kary od roku w zawieszeniu na trzy lata do 15 lat pozbawienia wolności. Szef grupy porywaczy - Wojciech Franiewski - w czerwcu 2007 r. popełnił samobójstwo w Areszcie Śledczym w Olsztynie. Prokuratura zamierzała przypisać mu tzw. sprawstwo kierownicze. W 2007 roku olsztyńska Prokuratura Okręgowa wszczęła śledztwo, w którym ustalane są nieznane okoliczności porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika oraz badane nieprawidłowości przy dotychczasowych postępowaniach w tej sprawie. W maju 2008 r. sprawa została przeniesiona do Gdańska. Za serwisem Onet z dn. 09.03.2010 r. "Nie ma faktów, które przeczyłyby, iż są to zwłoki Krzysztofa Olewnika" Na obecnym etapie postępowania oraz badań z zakresu medycyny sądowej nie pojawiły się okoliczności mogące podawać w wątpliwość wcześniejsze ustalenia, dotyczące tożsamości szczątków Krzysztofa Olewnika - poinformował mec. Ireneusz Wilk, pełnomocnik rodziny Olewników. W ten sposób ustosunkował się on do pojawiających się w niektórych mediach po ekshumacji zwłok Krzysztofa Olewnika spekulacji na temat tożsamości tych zwłok. W części publikacji wspominano m.in. o różnicach w stanie uzębienia oraz wzrostu Krzysztofa Olewnika i zwłok wydobytych pod koniec stycznia tego roku z grobu na cmentarzu w Płocku. - Nie ma aktualnie jakichkolwiek faktów, które mogłyby przeczyć wersji przyjętej w 2006 r., iż są to zwłoki Krzysztofa Olewnika - powiedział Wilk. Dodał, iż "miarodajne wyniki" badań co do tożsamości szczątków mogą być znane na początku marca. Badania zwłok Krzysztofa Olewnika, w tym genetyczne, prowadzone są w zakładzie medycyny sądowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Mają one posłużyć do ponownego, ostatecznego ustalenia tożsamości szczątków. Wilk podkreślił, iż pierwszymi osobami, do których trafi informacja o ostatecznych ustaleniach badań, w tym dotyczących tożsamości zwłok, będą pokrzywdzeni, czyli ojciec Krzysztofa - Włodzimierz Olewnik oraz jego najbliżsi. - Dopiero następnie informacja ta będzie przekazana mediom - zaznaczył pełnomocnik rodziny Olewników. Gdy w styczniu ujawniono informację o planowanej wtedy ekshumacji zwłok Krzysztofa Olewnika, wiceszef gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej Zbigniew Niemczyk wyjaśniał, iż nie oznacza ona jednoznacznego zakwestionowania tożsamości szczątków, jest jednak konieczna z uwagi na ujawnione nieprawidłowości we wcześniejszej procedurze ich identyfikacji. Do porwania Krzysztofa Olewnika doszło w październiku 2001 r. W lipcu 2003 r. okup w wysokości 300 tys. euro przekazano porywaczom, którzy jednak nie uwolnili uprowadzonego. Miesiąc po odebraniu okupu przez porywaczy Krzysztof Olewnik został zamordowany. Ciało ofiary znaleziono w październiku 2006 r., zakopane przez sprawców zabójstwa w lesie w miejscowości Różan (Mazowieckie). Miejsce ukrycia zwłok Krzysztofa Olewnika wskazał Sławomir Kościuk, który pomagał Robertowi Pazikowi w uduszeniu ofiary. W sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika płocki Sąd Okręgowy 31 marca 2008 r. skazał 10 oskarżonych. Kary dożywocia wymierzył Sławomirowi Kościukowi i Robertowi Pazikowi, odpowiadającym bezpośrednio za zabójstwo. Obaj już nie żyją - zostali znalezieni powieszeni w celi płockiego Zakładu Karnego: Kościuk w kwietniu 2008 r., a Pazik w styczniu 2009 r. Dwa odrębne śledztwa w sprawie ich śmierci prowadzi Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce. Pozostałych ośmioro oskarżonych o udział w porwaniu bądź pomoc w przetrzymywaniu uprowadzonego sąd skazał na kary od roku w zawieszeniu na trzy lata do 15 lat pozbawienia wolności. Szef grupy porywaczy - Wojciech Franiewski - w czerwcu 2007 r. popełnił samobójstwo w Areszcie Śledczym w Olsztynie. Prokuratura zamierzała przypisać mu tzw. sprawstwo kierownicze. W 2007 roku olsztyńska Prokuratura Okręgowa wszczęła śledztwo, w którym ustalane są nieznane okoliczności porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika oraz badane nieprawidłowości przy dotychczasowych postępowaniach w tej sprawie. W maju 2008 r. sprawa została przeniesiona do Gdańska. Za serwisem Onet z dn. 10.02.2010 r. Sprawa Olewnika; zaginione akta zostały skopiowane Kradzież samochodu z 16 tomami akt śledztwa w sprawie Olewnika nie mogła przeszkodzić sprawie, ponieważ akta zostały wcześniej skopiowane - zeznał policjant, który prowadził sprawę uprowadzenia młodego biznesmena. Chodzi o zdarzenie z czerwca 2004 roku. Z ruchliwej ulicy w centrum Warszawy skradziono Daewoo Nubirę należącą do płockich policjantów. W jej bagażniku znajdowało się 16 tomów akt śledztwa w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Samochodu nie udało się znaleźć, a w krótki czas później prokuratura sprawę umorzyła. Następnego dnia Włodzimierz Olewnik otrzymał anonim następującej treści: "Akta miały zniknąć. Dobrze, że w chwili kradzieży nie było przy nich policjantów, bo też musieliby zginąć". Zdarzenie to uchodzi za jedną z największych kompromitacji organów ścigania badających sprawę Olewnika. W wyniku zdarzenia od sprawy odsunięty został aspirant Maciej Lubiński - policjant z Płocka, który do tego czasu zajmował się sprawą Olewnika. Z zeznań Lubińskiego, do których dotarł Onet.pl wynika, że kradzież akt nie mogła storpedować tego śledztwa. - Te akta zostały wcześniej skopiowane - mówił Lubiński prokuratorom badającym nieprawidłowości w śledztwie (był przesłuchiwany jako świadek). - Oryginały zabraliśmy do Warszawy, a kopie zostały w prokuraturze. Z jego zeznań wynika również, że w bagażniku Daewoo Nubiry nie było dwóch ostatnich, najważniejszych tomów akt śledztwa. Zostały one w płockiej prokuraturze, gdyż tamtego dnia były potrzebne śledczym. Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku, która teraz zajmuje się sprawą Olewnika, odmówiła komentarza zasłaniając się dobrem prowadzonego postępowania. Za serwisem Onet z dn. 10.02.2010 r. Nie pozwolono zatrzymać oprawców Olewnika Już wiosną 2003 roku policja wiedziała, kto stoi za uprowadzeniem Olewnika, jednak płocka prokuratura nie wyraziła zgody na zatrzymanie gangsterów - zeznał policjant, który zajmował się sprawą. Onet.pl dotarł do jego zeznań. Chodzi o zeznania aspiranta Macieja Lubińskiego. Lubiński to jeden z trzech policjantów, którzy mają dziś postawione zarzuty w związku ze sprawą Olewnika. Prokuratura zarzuca mu niedopełnienie obowiązków skutkujące śmiercią człowieka. Sam policjant do winy się nie przyznaje, a postępowanie w jego sprawie utknęło w martwym punkcie. Kilka tygodni przed tym, jak usłyszał zarzuty, został przesłuchany w charakterze świadka w sprawie nieprawidłowości w śledztwie dotyczącym uprowadzenia młodego biznesmena. Zeznając pod przysięgą, podał szereg okoliczności obciążających prokuratorów odpowiedzialnych za to śledztwo. Jak zeznał, wczesną wiosną 2003 roku on i jego koledzy pracujący nad sprawą Olewnika, badali połączenia z karty telefonicznej, z której dzwoniono do rodziny. - W ten sposób zorientowaliśmy się, że osobą wykonującą połączenia był Sławomir Kościuk - zeznawał Lubiński. - Ustaliliśmy, że kontaktował się w tej sprawie z Wojciechem Franiewskim i Piotrem Skwarskim. Wystąpiłem do prokuratury o zatrzymanie Kościuka, Franiewskiego i Skwarskiego, ale prokurator nie wyraził zgody. Z zeznań Lubińskiego wynika, że sytuacja miała miejsce 3-4 miesiące przed przekazaniem przez rodzinę okupu, kiedy uprowadzony Krzysztof jeszcze żył. W trakcie zeznań, Lubiński opowiedział też, że proponował, by Kościuka objąć obserwacją. Istniała bowiem duża szansa, że bandyta doprowadzi do miejsca przetrzymywania Krzysztofa. Także na to prowadzący sprawę prokurator nie wyraził zgody. Jak ustalił Onet.pl, wersję Lubińskiego potwierdzają notatki zachowane w aktach operacyjnych tej sprawy. Policjant uzasadniał w nich konieczność zatrzymania trzech przestępców. Precyzował również ich związki ze sprawą, oraz opisywał przestępczy życiorys każdego z bandytów. Prokuratura zlekceważyła także ten trop. Prokuratorzy, którzy pracowali wówczas nad sprawą nie chcieli komentować zeznań Lubińskiego. Za serwisem Onet z dn. 10.02.2010 r. Sensacja ws. Olewnika? Zwłoki denata krótsze niż jego wzrost Prokuratorzy apelacyjni z Gdańska prowadzący śledztwo w sprawie Olewnika, analizując wyniki sekcji zwłok z 2006 roku, ustalili, że wydobyte zwłoki były aż o 6 cm krótsze niż wzrost Olewnika. Z kolei, według relacji rodziny, także uzębienie ekshumowanych zwłok nie przypomina ich syna. Prokuratorzy czekają na ekspertyzę biegłych, czy to możliwe, by ciało leżące w ziemi mogło się tak skurczyć - informuje portal tvp.info. Ojciec uprowadzonego Krzysztofa, Włodzimierz Olewnik mówi, że "musimy czekać na badania DNA. Nadzieja umiera ostatnia". Prokuratorzy dotarli już do stomatologów, którzy leczyli Krzysztofa Olewnika. Jak się okazuje, jedna z dentystek, która w 2006 roku na prośbę prokuratury identyfikowała szczękę wykopanych zwłok i nie miała wątpliwości, iż stan uzębienia odpowiada stanowi karty dentystycznej Krzysztofa Olewnika, ostatnio odwołała swoje zeznania - informuje tvp.info. Ekshumację Krzysztofa Olewnika przeprowadzono dwa tygodnie temu. Teraz śledczy czekają na wyniki badań DNA, które powinny być znane najpóźniej za sześć tygodni. Za serwisem Onet z dn. 09.02.2010 r. Zabójca Olewnika mylił się. Policjantka do Kościuka: nie, dalej Zabójca Krzysztofa Olewnika, Sławomir Kościuk, w 2006 roku podczas przesłuchania mylił się co do istotnych elementów. Dziennikarze TVN poddali analizie półtoragodzinne nagranie przesłuchania Sławomira Kościuka. Co odkryli? Szczegóły dzisiaj w UWADZE! i Superwizjerze TVN. Dziennikarze poddali analizie półtoragodzinne nagranie przesłuchania Sławomira Kościuka. Kościuk pokazuje miejsce, gdzie zakopał ciało, ale policjantka mówi mu wyraźnie: "Nie, dalej". Kościuk idzie dalej i tym razem prowadzi policjantów na właściwe miejsce. Przed rozpoczęciem wykopywania zwłok mówi, że zostały one owinięte w zieloną, plastikową siatkę. Łopata uderza jednak o siatkę metalowa, ocynkowaną. Kościuk zmienia zdanie i mówi, że siatka była metalowa. Do dziś nie wiadomo, kto i w jaki sposób pobrał fragmenty kości do badań DNA, bo nie ma protokołu pobrania tych próbek. Tym samym nie wiadomo, z jakiego ciała zostały one pobrane. Z protokołu sekcji zwłok wynika jedynie, że zostało to zrobione dwa dni przed oficjalną sekcją. Pod protokołem sekcji podpisał się ten sam lekarz, który uczestniczył w wydobywaniu zwłok wskazanych przez Kościuka, i którego wypowiedzi również zostały zarejestrowane na filmie. To właśnie powyższe wątpliwości doprowadziły do ekshumacji szczątków z grobu Krzysztofa Olewnika. Za serwis Onet z dn. 08.02.2010 r. Nowy wątek ws. Olewnika, tajemnicza wizyta w prosektorium "Rzeczpospolita": W 2006 r., podczas identyfikacji zwłok Krzysztofa Olewnika, działy się rzeczy dziwne i sprzeczne z procedurami. Okazuje się, że w dniu, w którym znalezione szczątki umieszczono w prosektorium, ktoś w tajemnicy, bez obecności prokuratury, wszedł do pomieszczenia i przebywał tam kilkadziesiąt minut. Informację o tym gazeta potwierdziła w dwóch niezależnych źródłach. "Rzeczpospolita" dowiedziała się, że kilka dni przed ekshumacją szczątków Olewnika (miała miejsce 26 stycznia br.) prokurator z Gdańska w asyście policji i technika zjawił się u właściciela firmy, która w 2006 r. ochraniała prosektorium. Wyjęli twardy dysk z komputera firmy, by sprawdzić zapisane tam dane. Dzięki temu dowiedzieli się o potajemnej wizycie w prosektorium 28 października 2006 r. Zidentyfikowanie tej osoby jest konieczne, by ustalić, kiedy pobrano do badań próbki zwłok zamordowanego. Do dziś nie wiadomo bowiem, kto i kiedy wziął je do analizy. O sprawie Krzysztofa Olewnika pisze także dzisiejsza "Gazeta Wyborcza". Czy z grobu w Płocku wyjęto ciało Krzysztofa Olewnika? Halina Dąbrowska dyrektorka Biura Ekspertyz Instytutu Badań DNA w Warszawie w obszernym wywiadzie dla "Gazety" zapowiada, że odpowiedź poznamy za miesiąc, dwa. Wyjaśnia, że dotarcie do zachowanego DNA i jego pozyskanie jest trudne i wymaga czasu. Mówi, że w 2006 r. nie zostały zachowane standardy; takich badań nie robi się jednym zespołem, powtarza się je. Na pytanie: to Krzysztof czy nie?, odpowiada: myślę, że to nie jest on. Za serwisem Onet z dn. 02.02.2010 r. Tajna wizyta w prosektorium Grażyna Zawadka, Mariusz Kowalewski 02-02-2010, ostatnia aktualizacja 02-02-2010 01:32 Kto i po co w dniu znalezienia zwłok Krzysztofa wszedł do prosektorium, gdzie je złożono? Czy był to biegły, który pobrał próbki do badań? Wyjaśniają to gdańscy śledczy "Rz" dotarła do nowych faktów świadczących o tym, że w 2006 r. podczas identyfikacji zwłok Krzysztofa Olewnika działy się rzeczy dziwne i sprzeczne z procedurami. Ustaliliśmy, że w dniu, w którym znalezione szczątki umieszczono w prosektorium, ktoś w tajemnicy, bez obecności prokuratora, wszedł do środka. Gdańscy śledczy badający błędy w sprawie Olewnika interesują się dziwną wizytą, na której ślad właśnie trafili. Jaki był przebieg zdarzeń? Zwłoki Krzysztofa odkryto 28 października 2006 r. nad ranem. Tego samego dnia przetransportowano je do prosektorium w Olsztynie. Zostały tam do 30 października - wtedy przeprowadzono sekcję zwłok i ogłoszono wyniki badań DNA. Miały potwierdzać, że to szczątki Olewnika - dzisiaj nie ma tej pewności. Z informacji "Rz" wynika, że 28 października po południu ktoś wszedł do prosektorium. Przebywał tam kilkadziesiąt minut. Informacje o tym wejściu "Rz" potwierdziła w dwóch niezależnych źródłach. Skąd wiadomo, że ktoś wchodził? - Do prosektorium można było wejść tylko po uprzednim wstukaniu specjalnego kodu, który wyłączał alarm - mówi informator "Rz". - Ten kod znali tylko biegli i ochrona budynku. Każdorazowe wstukanie kodu było automatycznie zapisywane w komputerze firmy ochraniającej prosektorium. Jak dowiedziała się "Rz", kilka dni przed ekshumacją szczątków Olewnika (miała miejsce 26 stycznia) prokurator z Gdańska w asyście policji i technika zjawił się u właściciela firmy ochroniarskiej. Wyjęli twardy dysk z komputera firmy, by sprawdzić zapisane tam dane. Dzięki temu dowiedzieli się o potajemnej wizycie w prosektorium 28 października 2006 r. Z ustaleń "Rz" wynika, że do budynku nie wchodzili ochroniarze. Czy wchodził któryś z biegłych? - To trzeba będzie wyjaśnić podczas przesłuchań - mówi nasze źródło. Zidentyfikowanie tej osoby jest konieczne, by ustalić, kiedy pobrano do badań próbki zwłok Krzysztofa. Do dziś nie wiadomo bowiem, kto i kiedy wziął do analizy główki kości. Biegły patolog Zygmunt Antoni G. w protokole sekcyjnym napisał, że próbki pobrano podczas sekcji 28 października. Tylko że tego dnia sekcji nie było - w każdym razie nie ma jej śladu w dokumentach. Czy biegły wziął próbki podczas tej nigdzie nieodnotowanej wizyty? Jeśli tak, dlaczego nie było z nim prokuratora i dlaczego nie spisano protokołu? Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku, zasłaniając się dobrem śledztwa, milczy. Z biegłym Zygmuntem Antonim G. "Rz" nie udało się skontaktować. W jego telefonie komórkowym włącza się automatyczna sekretarka. Za serwisem Onet z dn. 02.02.2010 r. Lekarz mógł ukryć dowody ws. DNA Olewnika Czy nadkomisarz Bogdan Zalewski, biegły lekarz z Olsztyna ukrył dowody ze sprawy Krzysztofa Olewnika? "Dziennik Gazeta Prawna" dotarł do treści opinii, z której wynika, że to właśnie Zalewski pominął w swoim raporcie jeden z wyników badania DNA porwanego biznesmena. Sprawę bada gdańska prokuratura. Bogdan Zalewski pracuje w referacie techniki kryminalistycznej Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie. W październiku 2006 roku w laboratorium kryminalistycznym Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie badał dziewięć próbek pobranych z trzech fragmentów kości ze szczątek Krzysztofa Olewnika. Nadkomisarz Zalewski uznał, że 28 października nad ranem w lesie pod Różanem na Mazowszu olsztyńska policja i prokuratura znalazły szczątki porwanego. Gdańska prokuratura odkryła jednak, że nadkomisarz w swoim protokole z badania DNA nie wspomniał o trzech próbkach pobranych z fragmentów kości "ramiennej prawej". Stwierdził bowiem, że próbki nie nadają się do badań ze względu na daleko posunięty rozkład. Jednak oskarżyciele zdobyli dowody, że te trzy zakwestionowane próbki nadawały się jednak do badań. Co więcej, okazało się, że ich wyniki sugerowały, iż znalezione 28 października 2006 r. zwłoki nie należały jednak do Krzysztofa Olewnika. PAP,PKo Za serwisem Onet z dn. 29.01.2010 r. Błędy przy sekcji Olewnika nie do naprawienia Jeżeli nie pojawią się nowe okoliczności, wyniki badań, które będą wykonywane w związku z przeprowadzoną sekcją zwłok Krzysztofa Olewnika, mogą być znane najpóźniej w ciągu dwóch miesięcy - poinformował wiceszef gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej Zbigniew Niemczyk. Niemczyk przyznał, iż wstępna sekcja zwłok Krzysztofa Olewnika, która odbyła się w zakładzie medycyny sądowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, polegała m.in. na pozyskaniu kości do badań genetycznych. - Pierwsze wyniki mogą być za dwa-trzy tygodnie, ale mogą być też za dwa miesiące. To jest taki przedział czasowy. Dolna granica to dwa, trzy tygodnie - najszybciej, a dwa miesiące - najdłużej. Chyba że powstaną jakieś dodatkowe okoliczności i trzeba będzie ten czas przedłużyć. Takie są dotychczasowe ustalenia - powiedział Niemczyk. Powołując się na dobro prowadzonego śledztwa, Niemczyk uchylił się od odpowiedzi na pytanie, czy prokuratura planuje ponowne oględziny miejsca pochowania Krzysztofa Olewnika przez jego zabójców. - Takich informacji nie udzielam. Nie wypowiadam się na temat planowanych czynności - oświadczył Niemczyk. W ocenie pełnomocnika rodziny Olewników, mecenasa Ireneusza Wilka, oględziny pierwszego miejsca spoczynku Krzysztofa Olewnika nie są wykluczone, zwłaszcza gdyby pojawiły się nowe, istotne okoliczności w sprawie, np. dotyczące tożsamości zwłok Krzysztofa Olewnika. - Nie można wykluczyć, iż z uwagi na ważne względy procesowe, być może także w kontekście badań zwłok Krzysztofa Olewnika, pojawi się taka konieczność - powiedział. Wilk ocenił, iż niektóre z błędów popełnionych podczas wcześniejszej procedury związanej z identyfikacją zwłok Krzysztofa Olewnika, mogą być obecnie nie do naprawienia, przede wszystkim z powodu upływu czasu. - Niektóre czynności są niepowtarzalne. Pewne sprawy zostały zaprzepaszczone w sposób bezpowrotny - dodał. Uściślił, iż chodzi m.in. o brak ekspertyzy próbek gleby z miejsca, gdzie zwłoki Krzysztofa Olewnika zostały zakopane przez jego zabójców. We wtorek na zabytkowym cmentarzu w Płocku ekshumowano zwłoki Krzysztofa Olewnika. Procedura ekshumacyjna, którą przeprowadzono z udziałem przedstawicieli gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej, trwała około czterech godzin. Wydobyta z grobu trumna została przeniesiona do samochodu, który odjechał w eskorcie policyjnych wozów do zakładu medycyny sądowej GUMed. Ekshumacja uprowadzonego w 2001 r. i zamordowanego dwa lata później Krzysztofa Olewnika ma posłużyć do ponownych badań genetycznych oraz ostatecznego ustalenia tożsamości szczątków znalezionych po pięciu latach od porwania. Gdy w ubiegłym tygodniu ujawniono informację o planowanej ekshumacji zwłok Krzysztofa Olewnika, prokurator Niemczyk wyjaśniał, iż nie oznacza ona jednoznacznego zakwestionowania tożsamości szczątków, jednak jest konieczna z uwagi na ujawnione nieprawidłowości we wcześniejszej procedurze ich identyfikacji. Do porwania Krzysztofa Olewnika doszło w październiku 2001 r. W lipcu 2003 r. okup w wysokości 300 tys. euro przekazano porywaczom, którzy jednak nie uwolnili uprowadzonego. Miesiąc po odebraniu okupu przez porywaczy Krzysztof Olewnik został zamordowany. Ciało ofiary znaleziono w październiku 2006 r., zakopane przez sprawców zabójstwa w lesie w miejscowości Różan (Mazowieckie). Miejsce ukrycia zwłok Krzysztofa Olewnika wskazał Sławomir Kościuk, który pomagał Robertowi Pazikowi w uduszeniu ofiary. W sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika płocki Sąd Okręgowy 31 marca 2008 r. skazał 10 oskarżonych. Kary dożywocia wymierzył Sławomirowi Kościukowi i Robertowi Pazikowi, odpowiadającym bezpośrednio za zabójstwo. Obaj już nie żyją - zostali znalezieni powieszeni w celi płockiego Zakładu Karnego: Kościuk w kwietniu 2008 r., a Pazik w styczniu 2009 r. Dwa odrębne śledztwa w sprawie ich śmierci prowadzi Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce. Pozostałych ośmioro oskarżonych o udział w porwaniu bądź pomoc w przetrzymywaniu uprowadzonego sąd skazał na kary od roku w zawieszeniu na trzy lata do 15 lat pozbawienia wolności. Szef grupy porywaczy - Wojciech Franiewski - w czerwcu 2007 r. popełnił samobójstwo w Areszcie Śledczym w Olsztynie. Prokuratura zamierzała przypisać mu tzw. sprawstwo kierownicze. W 2007 roku olsztyńska Prokuratura Okręgowa wszczęła śledztwo, w którym ustalane są nieznane okoliczności porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika oraz badane nieprawidłowości przy dotychczasowych postępowaniach w tej sprawie. W maju 2008 r. sprawa została przeniesiona do Gdańska. Za serwisem Onet z dn. 27.01.2010 r. Trumna z Olewnikiem w eskorcie policji odjechała z cmentarza Na zabytkowym cmentarzu w Płocku po ok. 4 godzinach zakończyła się ekshumacja zwłok Krzysztofa Olewnika. Wydobyta z grobu trumna została przeniesiona do samochodu, który w eskorcie policyjnych wozów odjechał spod cmentarza. Wejście do nekropolii wciąż jest zamknięte, terenu wokół nadal patrolują policjanci. Ekshumacja uprowadzonego w 2001 r. i zamordowanego dwa lata później Krzysztofa Olewnika ma posłużyć do ponownych badań genetycznych oraz ostatecznego ustalenia tożsamości szczątków znalezionych po pięciu latach od porwania. Gdy w ubiegłym tygodniu ujawniono informację o planowanej ekshumacji zwłok Krzysztofa Olewnika, wiceszef gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej Zbigniew Niemczyk wyjaśniał, iż nie oznacza ona jednoznacznego zakwestionowania tożsamości zwłok, jednak jest konieczna z uwagi na ujawnione nieprawidłowości we wcześniejszej procedurze ich identyfikacji. Do porwania Krzysztofa Olewnika doszło w październiku 2001 r. W lipcu 2003 r. okup w wysokości 300 tys. euro przekazano porywaczom, którzy jednak nie uwolnili uprowadzonego. Miesiąc po odebraniu okupu przez porywaczy Krzysztof Olewnik został zamordowany. Ciało ofiary znaleziono w październiku 2006 r., zakopane przez sprawców zabójstwa w lesie w miejscowości Różan (Mazowieckie). Miejsce ukrycia zwłok Krzysztofa Olewnika wskazał Sławomir Kościuk, który pomagał Robertowi Pazikowi w uduszeniu ofiary. W sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika płocki Sąd Okręgowy 31 marca 2008 r. skazał 10 oskarżonych. Kary dożywocia wymierzył Sławomirowi Kościukowi i Robertowi Pazikowi, odpowiadającym bezpośrednio za zabójstwo. Obaj już nie żyją - zostali znalezieni powieszeni w celi płockiego Zakładu Karnego: Kościuk w kwietniu 2008 r., a Pazik w styczniu 2009 r. Dwa odrębne śledztwa w sprawie ich śmierci prowadzi Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce. Pozostałych ośmioro oskarżonych o udział w porwaniu bądź pomoc w przetrzymywaniu uprowadzonego sąd skazał na kary od roku w zawieszeniu na trzy lata do 15 lat pozbawienia wolności. Szef grupy porywaczy - Wojciech Franiewski - w czerwcu 2007 r. popełnił samobójstwo w areszcie śledczym w Olsztynie. Prokuratura zamierzała przypisać mu tzw. sprawstwo kierownicze. W 2007 roku olsztyńska Prokuratura Okręgowa wszczęła śledztwo, w którym ustalane są nieznane okoliczności porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika oraz badane nieprawidłowości przy dotychczasowych postępowaniach w tej sprawie. W maju 2008 r. sprawa została przeniesiona do Gdańska. Za serwisem Onet z dn. 26.01.2010 r. Sfałszowany dokument ws. zwłok Olewnika; zniknięcie kości Jak ustalił "Dziennik Gazeta Prawna", opinia potwierdzając odnalezienie ciała Krzysztofa Olewnika jest fałszywa. W swoim serwisie internetowym gazeta informuje, że w tajemniczych okolicznościach zaginęła także kość, z której pobrano materiał do badań DNA. Jak czytamy w serwisie dziennik.pl, biegli napisali w opinii sprzed czterech lat, że próbki DNa pobrano z dwóch kości w okolicach bioder. Jak jednak ustalili śledczy z Gdańska materiał genetyczny został pobrany z kości ramienia; ustalono, że próbki te, nie zgadzają się ze sobą. Co więcej, jak ustalił "Dziennik Gazeta Prawna", wspomniane kości zaginęły. "Ciało nie zostało pokazane rodzinie" - Do końca nie wierzyliśmy, że odnaleziono ciało Krzysztofa, czekaliśmy na wyniki DNA. Dostaliśmy je po 2-3 dniach; potwierdzały one, że jest to Krzysztof - powiedział wcześniej w TVN 24 Włodzimierz Olewnik. Wczoraj RMF FM podało, że w związku z wątpliwościami zostanie przeprowadzona ekshumacja ciała jego syna, Krzysztofa Olewnika. Włodzimierz Olewnik, zapytany, czy to prawda, że ciało Krzysztofa Olewnika nie zostało pokazane rodzinie, odpowiedział: "Tak, ciało nie zostało pokazane rodzinie po odnalezieniu". Jak ocenił, możliwe, iż policja chciała zaoszczędzić rodzinie bólu, ponieważ ciało leżało w ziemi wiele lat. Zapytany, jakie niedopatrzenia władz miały miejsce w sprawie zwłok Krzysztofa, Olewnik stwierdził: Nie mogę tego ujawnić, to tajemnica śledztwa. - Po analizie dokumentów było przeświadczenie, że nie wszystko, co było związane z ciałem, wykonano dokładnie - oświadczył Olewnik. - Dzisiaj sposób, w jaki mówią nam o tej sprawie, jest niejasny, działania są prowadzone na oślep - dodał. "To byłby dramat" - To byłby niesamowity dramat dla rodziny, gdyby okazało się, że ciało w grobie to nie ciało Krzysztofa Olewnika - ocenił następnie w TVN 24 Leszek Miller. - Coś musi być na rzeczy, skoro podjęto decyzję o ekshumacji - dodał były premier. RMF FM poinformowało, że gdańska Prokuratura Apelacyjna zdecydowała wczoraj o ekshumacji zwłok Krzysztofa Olewnika - poinformował zastępca szefa tej prokuratury Zbigniew Niemczyk. Nie ma pewności, czy znalezione w 2006 roku zwłoki mężczyzny to porwany Krzysztof Olewnik. Rodzina Krzysztofa Olewnika chce weryfikacji badań DNA. Celem wniosku do gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej o ekshumację zwłok Krzysztofa Olewnika jest weryfikacja wcześniejszych badań DNA - poinformowała siostra zamordowanego Danuta Olewnik-Cieplińska. Za serwisem Onet z dn. 20.01.2010 r. Bolesna decyzja ws. Olewnika; "to byłby numer 1 kryminalistyki" W świetle ujawnionych przez prokuraturę faktów ekshumacja ciała Krzysztofa Olewnika jest w pełni uzasadniona - ocenił szef badającej tę sprawę sejmowej komisji śledczej Marek Biernacki (PO). Zgadza się z tym wiceszef komisji Andrzej Dera (PiS), który podkreśla, że popełniono błędy przy pobieraniu próbek ciała do badań i że ktoś za to musi ponieść odpowiedzialność. Dziś z komisją śledczą spotkali się prokuratorzy z gdańskiej prokuratury apelacyjnej, którzy prowadzą śledztwo w sprawie niewyjaśnionych do dziś wątków porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika oraz w sprawie błędów popełnionych w tym śledztwie na jego wcześniejszych etapach. - Prokuratura nie ma pewności, czy odnalezione ciało należy do Krzysztofa Olewnika - tak decyzję o ekshumacji uzasadniał wiceszef tej prokuratury, Zbigniew Niemczyk. Prokuratorzy na spotkaniu z komisją prezentowali jej nowe ustalenia w kilku wątkach sprawy - m.in. dotyczących ujawnionych niedawno zarzutów dla Grzegorza K. co do wyłudzania pieniędzy od rodziny porwanego Krzysztofa Olewnika, czy kolejnych ujawniających się nieprawidłowości przy oględzinach miejsca porwania oraz działania policji. - Decyzja o ekshumacji była z pewnością trudna i bolesna, ale w tej sytuacji nie można było podjąć innej - powiedział Biernacki. Podkreślił, że zarówno gdańska prokuratura, jak i sejmowa komisja śledcza wykryły wiele nieprawidłowości w przebiegu oględzin odnalezionego ciała. - Niestety wątpliwości nie da się rozstrzygnąć inaczej jak przez dokonanie ekshumacji i ponowne pobranie próbek do badań. Tam się nic nie zgadza - mówił Dera, wiceszef komisji. Nie chciał on nawet snuć przypuszczeń na temat rozwoju sytuacji, gdyby się okazało, że to nie ciało Krzysztofa Olewnika jest pochowane w grobowcu na płockim cmentarzu. - Przeszlibyśmy do historii światowej kryminalistyki, numer 1 na świecie: niewłaściwe ciało i kilka samobójstw osób, które nie mogłyby być skazane za zabójstwo. Dodatkowo wprowadzanie w błąd organów wymiaru sprawiedliwości przez fałszywe ekspertyzy - powiedział. Zdaniem Biernackiego potwierdza się, że w śledztwie wielokrotnie nie wykonano rutynowych czynności. - To było już widoczne przy przesłuchaniach świadków przed komisją - wskazał. Za serwisem Onet z dn. 20.01.2010 r. Wątpliwości ws. ciała Olewnika; będzie ekshumacja Gdańska Prokuratura Apelacyjna zdecydowała o ekshumacji zwłok Krzysztofa Olewnika - poinformował zastępca szefa tej prokuratury Zbigniew Niemczyk. Nie ma pewności, czy znalezione w 2006 roku zwłoki mężczyzny to porwany Krzysztof Olewnik - ustalił RMF FM. Rodzina Krzysztofa Olewnika chce weryfikacji badań DNA. Celem wniosku do gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej o ekshumację zwłok Krzysztofa Olewnika jest weryfikacja wcześniejszych badań DNA - poinformowała siostra zamordowanego Danuta Olewnik-Cieplińska. Według niej, wniosek dotyczy pobrania nowych próbek i porównanie ich m.in. z wynikami badań DNA, na podstawie których ustalono tożsamość Krzysztofa Olewnika po znalezieniu jego zwłok w 2006 r. - Pobrane wtedy próbki różnią się między sobą. Chodzi o to, by zrobić to ponownie, skrupulatnie i dokładnie - powiedziała Cieplińska-Olewnik. - Nie oznacza to jednoznacznego kwestionowania tożsamości zwłok na obecnym etapie śledztwa, ale z uwagi na ujawnione nieprawidłowości w procedurze identyfikacji zwłok, należy przeprowadzić ekshumację oraz ponowić badania genetyczne - powiedział Niemczyk, dodając, że w tej chwili nie może ujawnić więcej szczegółów dotyczących sprawy. Według RMF FM wątpliwości śledczych wzbudziła przede wszystkim ekspertyza biegłego, według której jeden z łańcuchów DNA z próbki pobranej w 2006 roku nie pasuje do właściwego DNA Krzysztofa Olewnika. To oczywiście - jak twierdzą informatorzy radia - może oznaczać jedynie błąd pomiaru, jednak rodzina chce mieć stuprocentową pewność, że zwłoki znalezione pod koniec października 2006 roku to rzeczywiście Krzysztof Olewnik. Kolejnym powodem ekshumacji jest również tajemnicze zdarzenie z dnia odnalezienia zwłok. Według wiedzy RMF FM, kilka dni przed oficjalną sekcją, która miała potwierdzić tożsamość odnalezionego mężczyzny, ktoś pobrał kawałek kości do badań DNA bez formalnego protokołu. Prokuratorzy więc chcą zbadać również te okoliczności. Po przeprowadzeniu tej ekshumacji może się jednak okazać, że okoliczności porwania były zupełnie inne niż te powszechnie znane z opowiadań gangsterów, zamieszanych w porwanie. "Jestem zaskoczony" - Cała sprawa dt. Krzysztofa Olewnika jest sprawą dziwną. Okazało się, że na etapie końcowym jest wiele spraw, które budzą wątpliwości - tak decyzję prokuratury komentuje poseł PO Marek Biernacki, szef sejmowej komisji badającej sprawę porwania Krzysztofa Olewnika. - Jeżeli potwierdzą się najgorsze przewidywania prokuratura musi wyciągnąć konsekwencje - dodaje Biernacki. Do porwania Krzysztofa Olewnika doszło w październiku 2001 r. W lipcu 2003 r. okup - 300 tys. euro - przekazano porywaczom, ale uprowadzonego zamordowano. Ciało ofiary znaleziono dopiero po pięciu latach od porwania, w październiku 2006 r., zakopane przez sprawców zabójstwa w miejscowości Różan. Komisja śledcza zajmie się sprawą ekshumacji Sprawa ekshumacji zwłok Krzysztofa Olewnika będzie jednym z tematów poruszanych podczas środowego spotkania sejmowej komisji śledczej z prokuratorami gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej, która prowadzi śledztwo w sprawie uprowadzenia i zabójstwa Olewnika - poinformował przewodniczący komisji Marek Biernacki (PO). "W trakcie prac komisji zwróciliśmy jednak uwagę, że rodzina została poinformowana o odnalezieniu zwłok, zanim przeprowadzono ich identyfikację, opierając się na zeznaniach Sławomira Kościuka (jednego ze sprawców porwania - PAP)" - powiedział Biernacki. "Szerzej komentować tę sprawę będę mógł jutro, po spotkaniu z prokuratorami" - dodał. Zastępca szefa gdańskiej prokuratury Zbigniew Niemczyk powiedział we wtorek, że wniosek o przeprowadzenie ekshumacji złożyła rodzina Olewników, po zapoznaniu się z dowodami zgromadzonymi przez Prokuraturę Apelacyjną. Niemczyk zaznaczył, że uwzględnienie wniosku o ekshumację nie oznacza na obecnym etapie śledztwa jednoznacznego kwestionowania tożsamości zwłok, ale z uwagi na ujawnione nieprawidłowości w procedurze ich identyfikacji, należy przeprowadzić ekshumację oraz ponowić badania genetyczne. Za serwisem Onet z dn. 19.01.2010 r. Były działacz SLD usłyszał zarzuty ws. Olewnika Gdańska Prokuratura Apelacyjna badająca sprawę porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika postawiła zarzuty Grzegorzowi K., byłemu szefowi SLD z Sierpca. Śledczy zarzucają mu, że wyłudził od Włodzimierza Olewnika pieniądze za rzekomą pomoc w uwolnieniu jego syna. Jak poinformował zastępca prokuratora apelacyjnego w Gdańsku, Zbigniew Niemczyk, śledczy zarzucają Grzegorzowi K., że wykorzystując sytuację, w jakiej znalazła się rodzina Olewników, wprowadził jej członków w błąd, sugerując, że potrafi pomóc w ustaleniu miejsca pobytu oraz uwolnieniu Krzysztofa Olewnika. Zdaniem śledczych, w zamian za rzekomą pomoc, K. miał w 2002 r. - wspólnie z Eugeniuszem D. ps. Gienek - wyłudzić od rodziny porwanego 160 tys. zł i próbować wyłudzić 15 tys. dolarów. B. szef SLD z Sierpca miał też, według prokuratury, sprzeniewierzyć 10 tys. zł, które Włodzimierz Olewnik przekazał mu - jako pośrednikowi, dla jednej z osób mających pomóc w sprawie. Grzegorz K. nie przyznał się do zarzutów. Grozi mu do ośmiu lat więzienia. Prokuratura zastosowała wobec niego środek zapobiegawczy w postaci kaucji w wysokości 20 tys. zł. Jak poinformował Niemczyk, prokuratura będzie wyjaśniała, co stało się z wyłudzonymi pieniędzmi. - Aby to ustalić, planujemy m.in. konfrontacje pomiędzy różnymi osobami - dodał. Niemczyk powiedział, że na postawienie zarzutów Grzegorzowi K. pozwoliły m.in. zeznania Eugeniusza D., który latem 2009 roku przyznał, że b. szef SLD z Sierpca, posługując się jego osobą, wyłudzał pieniądze od Olewnika. - Oprócz zeznań D. mieliśmy także inne dowody, w tym stenogramy rozmów, jakie przeprowadził K. - zaznaczył Niemczyk. Grzegorz K. to samorządowiec z Sierpca pod Płockiem, były szef tamtejszego SLD. Jego nazwisko pojawiło się już w jednym z postępowań prowadzonych w związku z porwaniem Krzysztofa Olewnika. W maju 2005 r. przeszukano jego mieszkanie, gdzie znaleziono naboje do broni gazowej i myśliwskiej. Postawiono mu zarzut nielegalnego posiadania amunicji. Z kolei Eugeniusz D. ps. Gienek to człowiek z mazowieckiego półświatka. To właśnie jego znajomości w środowisku przestępczym miały pomóc - w zamian za pieniądze przekazane przez rodzinę Olewników - w zdobyciu informacji dotyczących losów porwanego Krzysztofa Olewnika. Do porwania 27-letniego Krzysztofa Olewnika doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 r. Wkrótce potem sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z rodziną uprowadzonego. W lipcu 2003 roku okup w wysokości 300 tys. euro przekazano porywaczom. Porwany nie został jednak uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. W sprawie tej Sąd Okręgowy w Płocku 31 marca 2008 r. skazał 10 oskarżonych. Kary dożywocia wymierzył Sławomirowi Kościukowi i Robertowi Pazikowi, dwóm oskarżonym odpowiadającym bezpośrednio za zabójstwo. Obaj już nie żyją - zostali znalezieni powieszeni w celi płockiego Zakładu Karnego: Kościuk w kwietniu 2008 r., a Pazik w styczniu 2009 r. Pozostałych ośmioro oskarżonych o udział w porwaniu bądź pomoc w przetrzymywaniu uprowadzonego sąd skazał na kary od roku w zawieszeniu na trzy lata do 15 lat pozbawienia wolności. Szef całej grupy Wojciech Franiewski w czerwcu 2007 r. popełnił samobójstwo w areszcie śledczym w Olsztynie. Śledczy zamierzali przypisać mu tzw. sprawstwo kierownicze. W 2007 roku olsztyńska Prokuratura Okręgowa wszczęła śledztwo, w którym ustalane są nieznane okoliczności porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika oraz badane nieprawidłowości przy dotychczasowych postępowaniach w tej sprawie. W maju 2008 r. postępowanie zostało przeniesione do Gdańska, gdzie prowadzi je Prokuratura Apelacyjna. Za serwisem Onet z dn. 18.01.2010 r. Policja myślała, że Olewnik sam się porwał Przed komisją śledczą ds. śmierci Olewnika zeznawali gen. Antoni Kowalczyk oraz Adam Rapacki. Obaj mówili sfingowanym porwaniu Gen. Kowalczyk (szef policji z lat 2001-03) zeznał, że pierwszy raz o sprawie Olewnika dowiedział się od polityka SLD Andrzeja Piłata, znajomego tej rodziny, który prosił o zainteresowanie się sprawą. - Zapytałem o to mojego zastępcę gen. Adama Rapackiego, który potwierdził, że wie o sprawie. Według jego ówczesnych informacji, policja traktowała całą sprawę jako samouprowadzenie, a radomscy policjanci próbowali ustalić miejsce pobytu Krzysztofa Olewnika. Były informacje, że przebywa na terenie Niemiec. Taką wiadomość przekazałem posłowi Piłatowi - dodał. Rapacki o przejrzystości interesów Olewników Adam Rapacki, w latach 2000-2003 wiceszef policji, a obecnie wiceminister SWiA ocenił podobnie jak poprzednik, że po porwaniu Krzysztofa Olewnika były poszlaki, by uważać, że jest to samouprowadzenie w celu wyciągnięcia od ojca pieniędzy potrzebnych do rozliczenia "nie zawsze przejrzystych interesów". O sprawie dowiedział się kilka dni po porwaniu. - Pierwsze relacje wskazywały, że może to być klasyczne porwanie młodego człowieka prowadzącego "rozrywkowy" tryb życia, nie zawsze przejrzyste interesy, może się ono wiązać z egzekwowaniem długów w związku z niejasnymi sprawami dotyczącymi handlu stalą. Wiedziałem, że powołano grupę śledczą - mówił Rapacki. Według niego, w tamtym czasie analizowano, czy za sprawą może stać np. zazdrosny mąż. Rapacki, który był twórcą CBŚ, powiedział, że w tamtym czasie ogniwo CBŚ w regionie Płocka było - mówiąc delikatnie - "nie za mocne". "Wydawało się, że prowadzący sprawę zespół Komendy Wojewódzkiej Policji dobrze sobie ze sprawą poradzi" - dodał. Rapacki skrytykował udział zatrudnionych przez rodzinę prywatnych detektywów, których - jak podkreślił - wykreowały media. - Powinno się w ogóle zakazać udziału detektywów w sprawach porwań, bo oni i tak nie mają żadnych uprawnień w takich sprawach - mówił. Do tak szerokich działań, a ostatecznie do ujęcia sprawców porwania i zabójstwa, doprowadziła determinacja rodziny ofiary - przyznał Rapacki. Przyznał, że gdyby wiedział, że w tej sprawie policja popełniła tyle błędów, o których mówi się dziś, na pewno wcześniej zmieniłby policyjną grupę. - Nie żyje Krzysztof Olewnik. To jest porażka - dodał. Skradzione akta i niewinni funkcjonariusze Według byłego komendanta policji z lat 2003-2005 gen. Leszka Szredera, sprawa kradzieży latem 2004 r. akt sprawy Krzysztofa Olewnika z policyjnego radiowozu była wyjątkowa. Nie spotkał się w całej karierze z podobnym przypadkiem. Sprawców nie udało się jednak ustalić, także policjanci konwojujący akta nie ponieśli za to odpowiedzialności dyscyplinarnej. - Kiedy się o tym dowiedziałem, miałem przeczucie, że to nie była przypadkowa kradzież. Akt sprawy jednak nie znałem. Powołaliśmy specjalną grupę, która wykonała benedyktyńską pracę - przeszukiwano nawet złomowiska, szukając części z tego samochodu. Mimo to, nie udało się ustalić sprawców - powiedział Szreder przed sejmową komisją śledczą ds. Krzysztofa Olewnika. Stołeczna prokuratura rejonowa z powodu niewykrycia sprawców umorzyła po kilku miesiącach śledztwo w sprawie kradzieży akt. Posłowie z komisji śledczej już pewien czas temu odkryli, że to śledztwo nie było jednak powiązane z głównym śledztwem dotyczącym porwania Olewnika - i nie wiedziała o nim Prokuratura Krajowa. Początkowo zarzuty w śledztwie postawiono konwojującym akta policjantom, ale ostatecznie sprawa została umorzona. PAP, ika , map Za "Rzeczpospolitą" z dn. 15.01.2010 r. Strażnik, który pilnował zabójcy Olewnika, popełnił samobójstwo Strażnik, który pilnował jednego z zabójców Krzysztofa Olewnika, Wojciecha Franiewskiego, popełnił samobójstwo - informuje TVN 24. Strażnik pilnował Franiewskiego w areszcie śledczym w Olsztynie. - Nie łączyłabym tych dwóch spraw. Funkcjonariusz powiesił się na gałęzi drzewa w miejscowości, w której mieszkał. Miał 34 lata, zostawił żonę i dwie córki - powiedziała w TVN 24 rzeczniczka służby więziennej Luiza Sałapa. Minister sprawiedliwości Andrzej Czuma poinformował dziennikarzy w Sejmie, iż jeszcze na ten sam dzień zwołał naradę kierownictwa resortu w sprawie samobójczej śmierci strażnika. O samobójstwie strażnika napisała "Gazeta Olsztyńska". Franiewski był jednym z trzech sprawców porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika, którzy popełnili samobójstwo - pozostali to skazani na dożywocie Sławomir Kościuk i Robert Pazik. Prokuratura miała postawić Franiewskiemu zarzut sprawstwa kierowniczego zbrodni, ale w czerwcu 2007 r. powiesił się on w celi olsztyńskiego aresztu. Jak powiedziała Sałapa, strażnik powiesił się w nocy z 12 na 13 lipca na drzewie przy drodze Morąg-Raj. - Znalazł go przypadkowy przechodzień, a prokuratura wszczęła w tej sprawie, jak się zawsze w takich sprawach czyni, śledztwo. Ma ono wyjaśnić powody tego samobójstwa, ale z pogłosek, które do nas docierają, wynika, że strażnik ten miał kłopoty rodzinne i finansowe - powiedziała Sałapa. Dodała, że nie widzi powodów, by łączyć samobójstwo ze sprawą Olewnika. - Owszem, ten człowiek pracował na zmianie wtedy, gdy powiesił się Franiewski, ale sprawa Franiewskiego została prawomocnie umorzona 31 lipca 2008 i nikt, ani ten strażnik, ani żaden inny nie usłyszał w tej sprawie zarzutów - podkreśliła. Sałapa dodała, że oba zdarzenia dzieli znaczny czas i na tej podstawie uważa, że nie mają one ze sobą nic wspólnego. Minister Czuma w rozmowie z dziennikarzami zastrzegł, że nie zna jeszcze wszystkich okoliczności śmierci strażnika. Dodał jednak, że z informacji, które już do niego napłynęły wynika, że mężczyzna ten miał kłopoty rodzinne i finansowe. - Widzimy rzecz na szerszym tle i z pewnością dołączymy badanie okoliczności i przyczyn śmierci samobójczej owego strażnika więziennego i powierzymy w ręce dobrych prokuratorów, którzy są doświadczeni, znają sprawę, badają sprawę samobójczych śmierci zabójców Krzysztofa Olewnika - powiedział Czuma. Poinformował też, że w resorcie sprawę śmierci strażnika powierzył wiceministrowi Krzysztofowi Kwiatkowskiemu. Z kolei pełnomocnik rodziny Olewników, mecenas Ireneusz Wilk w rozmowie z PAP wyraził opinię, iż okoliczności samobójstwa strażnika należy wyjaśnić właśnie w kontekście sprawy Krzysztofa Olewnika i samobójstw trzech sprawców jego uprowadzenia i zabójstwa. - Ta sprawa jest niezwykle interesująca i niezwykle ważna. Wokół tych wszystkich samobójstw jest jakaś mgiełka tajemnicy. Należy zbadać, czy nie jest to próba zacierania śladów - oświadczył Wilk. Według niego strażnik przed śmiercią wysłał sms-a do jednej z bliskich osób, informując, gdzie będzie jego ciało. - Nie znamy dokładnie treści. Wiemy, że wysłać sms-a może każdy. Tu nie chodzi o zwykłego strażnika. Będziemy żądać sekcji zwłok i innych badań, by wyjaśnić, jakie to okoliczności spowodowały jego samobójstwo, czy możliwy jest udział osób pośrednich - dodał Wilk. Dodał, iż w sprawie samobójstwa strażnika podjęła już czynności gdańska Prokuratura Apelacyjna, prowadząca śledztwo, dotyczące porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika oraz nieprawidłowości związanych z postępowaniem w tym zakresie. Do uprowadzenia Krzysztofa Olewnika doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. W lipcu 2003 r. okup - 300 tys. euro - przekazano porywaczom. Jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się okazało miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany - sprawcy Pazik i Kościuk udusili Krzysztofa Olewnika. Sąd Okręgowy w Płocku 31 marca 2008 r. skazał 10 oskarżonych w sprawie uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Kary dożywocia sąd wymierzył Sławomirowi Kościukowi i Robertowi Pazikowi, dwóm oskarżonym, odpowiadającym bezpośrednio za zabójstwo. Pozostałych ośmioro oskarżonych sąd skazał na kary od jednego roku w zawieszeniu na 3 lata do 15 lat pozbawienia wolności. To oni bądź brali udział w porwaniu, bądź pomagali w przetrzymywaniu uprowadzonego. Jeden z oskarżonych został uniewinniony. Kilka dni po wyroku, 4 kwietnia 2008 r., Kościuka znaleziono go powieszonego na prześcieradle w kąciku sanitarnym celi aresztu płockiego ZK. W styczniu 2009 r. w celi tego samego aresztu powiesił się Pazik. W obu przypadkach odrębne śledztwa śledztwa prowadzi ostrołęcka Prokuratura Okręgowa. Okoliczności porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika oraz nieprawidłowości związanych ze śledztwem w tej sprawie wyjaśnia sejmowa komisja śledcza, o której powołanie zabiegała rodzina Olewników. Komisja ma zbadać także okoliczności samobójstw sprawców uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. W lutym tego roku pod zarzutem udziału w grupie przestępczej oraz współudziału w uprowadzeniu i przetrzymywaniu Krzysztofa Olewnika na wniosek gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej aresztowano jego przyjaciela i wspólnika - Jacka K. Nie przyznał się on do zarzucanych mu czynów. PAP Za serwisem Onet z dn. 17.07.2009 r. Kolejne skandaliczne zaniedbania i nowa hipoteza ws. Olewnika Krzysztof Olewnik został porwany i zamordowany, bo przeszkadzał w praniu brudnych pieniędzy - taką hipotezę bada prokuratura - dowiedział się "Dziennik". Na jaw wychodzą też kolejne skandaliczne zaniedbania w postępowaniu z dowodami rzeczowymi, jakie przez lata zgromadzono w tej sprawie - donosi "Rzeczpospolita". "Rz" dowiedziała się, że nie jeden - jak początkowo sądzili prokuratorzy - ale aż sześć telefonów komórkowych i kilka kart SIM, zabranych z firmy żony herszta gangu Wojciecha Franiewskiego - Katarzyny - zaraz potem zostało jej zwróconych. Komórki powinny być włączone do akt sprawy i zbadane kto do kogo i kiedy dzwonił z tych aparatów. Tymczasem sfotografowano je i oddano właścicielce. Połączeń nie skontrolowano. A już wtedy - w 2004 r. - tropy prowadziły do szefa gangu. Z nieoficjalnych informacji "Rzeczpospolitej" wynika, że gdańscy prokuratorzy szczegółowo sprawdzają kto i kiedy podejmował kontrowersyjne decyzje dotyczące istotnych dowodów rzeczowych. W tej sprawie przez kilka lat śledztwa zebrano ich ok. 400. Śledczy chcą wiedzieć dlaczego gros ważnych dowodów potraktowano z lekceważeniem. Handel kradzioną stalą i pranie brudnych pieniędzy Firmy należące do Jacka K., wieloletniego przyjaciela i wspólnika Olewnika, podejrzanego o zlecenie jego porwania, przez lata handlowały kradzioną stalą. Prały też milionowe zyski z tego procederu. Wykryły to służby skarbowe - informuje serwis dziennik.pl. Materiały, które mogą rzucać nowe światło na tajemniczą sprawę porwania i zabójstwa młodego biznesmena, dotarły od służb skarbowych do prokuratorów z Płocka. Co zawierają? - Chodzi o spółkę JMS-Stal Produkt sp. z o.o, która należała do K. Przelewała ona gigantyczne kwoty na konta fikcyjnych przedsiębiorstw istniejących tylko po to, aby ukryć proceder handlu kradzioną stalą - ujawnia "Dziennikowi" jedna z osób znająca szczegóły sprawy. Według informacji Centralnego Biura Śledczego handel kradzioną stalą jest jedną z najbardziej dochodowych dziedzin opanowanych przez zorganizowane grupy przestępcze. Tworzą one łańcuszki firm rejestrowanych na tzw. "słupy", aby ukryć, że stal, którą sprzedają hutom, pochodzi z kradzieży. Co to ma wspólnego z morderstwem? Chodzi o motyw, którym mógł się kierować aresztowany w lutym Jacek K., zlecając porwanie Olewnika. Razem byli współwłaścicielami spółki Krupstal, która zajmowała się właśnie handlem stalą. - Zakładamy, że firma Olewnika i K. kupowała kradzioną stal, następnie prała brudne pieniądze, jakie zarobiła na jej sprzedaży. Przeszkodzić mógł w tym Włodzimierz Olewnik, który chciał w tej firmie wprowadzić szczegółowy system kontroli finansów. To mogło uniemożliwić zarabianie gigantycznych kwot i narazić organizatorów całego procederu - opowiada nasz informator znający akta sprawy. Porwanie syna miałoby w takiej sytuacji "zmiękczyć" Włodzimierza Olewnika. Za serwisem Onet z dn. 02.04.2009 r. Sprawa Olewnika: trop WSI Grażyna Zawadka, Mariusz Kowalewski 26-03-2009, ostatnia aktualizacja 26-03-2009 08:00 Dziwne kontakty porywaczy Krzysztofa Olewnika. Prokuratura sprawdza powiązania gangsterów z ludźmi służb specjalnych PRL. Czy dlatego śledztwo sprowadzano na ślepy tor? Według informacji "Rz" gdańscy prokuratorzy badają powiązania ludzi służb specjalnych PRL z gangsterami, którzy uprowadzili i zabili Krzysztofa Olewnika. Jak udało się nam ustalić, w tym celu porwanie Olewnika porównywane jest z uprowadzeniami, w które miały być zamieszane specsłużby. - Analizujemy wiele spraw "porwaniowych" - potwierdza Zbigniew Niemczyk, szef gdańskiego Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej. - Co do zakresu i tego, które sprawy, nie chciałbym się wypowiadać ze względu na dobro postępowania. "Rz" dowiedziała się, że w tym kontekście śledczy szczególnie interesują się porwaniem w 2001 r. biznesmena Jana Z. Został on uprowadzony dwa miesiące przed zniknięciem Olewnika. Porywacze wieszali go na haku, bili i grozili, że zabiją mu dzieci, gdy nie spełni ich żądań. Czego chcieli? Wymusić na nim sfałszowanie dokumentu, który umożliwiłby spółce Sur5Net uzyskanie 100 mln dol. kredytu. Spółka ta miała zostać założona przez WSI. Jak wynika z nieoficjalnych informacji, za pieniądze te ludzie służb chcieli przejąć Rafinerię Trzebinia. Plan się nie powiódł, bo Z. nie podpisał dokumentu. Obiecał wpłacić 600 tys. dol i odzyskał wolność. O kierowanie porwaniem Jana Z. prokuratura oskarżyła adwokata Janusza Sz. i wykonawców: Łukasza M. - jak się podejrzewa, rezydenta WSI w Rafinerii Trzebinia, który w PRL miał być agentem wywiadu w Norwegii, i Jerzego G. Ich proces dotąd nie ruszył. Śledczy uważają, że lista zamieszanych w porwanie Z. jest dłuższa. - Wciąż badamy wątek dotyczący nieustalonych sprawców - mówi "Rz" Szymon Liszewski z warszawskiego Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej. Co łączy tę sprawę z uprowadzeniem Krzysztofa? Według informacji "Rz" gdańscy śledczy sprawdzają, czy ludzie z dawnych służb, którzy mieli stać za porwaniem Jana Z., mogli się kontaktować z gangsterami zamieszanymi w sprawę Olewnika. Jeden z takich łańcuszków prowadzi do byłego pułkownika SB, a dziś wpływowego biznesmena w branży spożywczej. Były esbek znał prawdopodobnie i porywaczy Olewnika, i ludzi, którzy mieli stać za uprowadzeniem Jana Z. Co więcej, znał też osoby, które deklarowały pomoc w odnalezieniu Krzysztofa. Dzięki tej znajomości mógł sprowadzać śledztwo na boczne tory. Inny wątek wskazuje na powiązania szefa gangu porywaczy Olewnika - Wojciecha Franiewskiego - ze służbami. Franiewski z 45 lat życia spędził w więzieniu. Ale żadnego wyroku nie odsiedział do końca. W latach 80. kilka razy uciekał z więzienia. Mimo to dostawał przepustki i przedterminowe zwolnienia. - To jedna z poszlak wskazujących na jego współpracę ze służbami. Tylko agenta można było tak traktować - mówi osoba znająca akta sprawy. Jest i inna poszlaka. Nieoficjalnie wiemy, że Franiewski w latach 80. zajmował się kradzieżą aut należących do ambasad obcych państw. - W stanie nieuszkodzonym znajdowano je pod budynkami placówek. Gdyby je kradł dla pieniędzy, to by je sprzedawał. Przypuszczamy, że przywłaszczał je na zlecenie służb - mówi nasz rozmówca. Według informatora "Rz" porywacze Olewnika mieli wyjątkową ochronę. - Podczas śledztwa profesjonalnie wprowadzano prokuraturę w błąd, tuszowano niektóre wątki - ocenia nasz rozmówca. - Na tym najlepiej znają się służby. M. in. dlatego wiele przemawia za tym, że dawne służby miały związek z porywaczami Olewnika. Przyjaciel rodziny wyjdzie z aresztu? Sąd Okręgowy w Gdańsku odłożył do przyszłego tygodnia rozpatrzenie zażalenia na areszt Jacka K. - przyjaciela rodziny i wspólnika Krzysztofa Olewnika. Jest podejrzany o udział w grupie przestępczej planującej porwanie. Został zatrzymany i aresztowany w połowie lutego na wniosek gdańskiego biura Prokuratury Krajowej. Na jego udział w porwaniu od początku śledztwa wskazywało wiele poszlak, m.in. telefony do gangsterów. Dwa niezależne zażalenia na areszt złożyli sam zatrzymany Jacek K. oraz jego pełnomocnik - mecenas Jarosław Pardyka. Obaj powołują się m.in. na "brak podstaw zarzutu" oraz na brak uzasadnienia do tymczasowego aresztowania. Ich zdaniem zarzuty są oparte na ciągu poszlak stworzonych na podstawie od dawna znanego materiału. Sąd miał się zająć zażaleniami wczoraj. Ale poprosił prokuraturę o więcej czasu na zapoznanie się z liczącymi 129 tomów aktami. Za "Rzeczpospolitą" z dn. 26.03.2009 r. Sąd wydał wyrok ws. Olewnika Warszawski sąd apelacyjny utrzymał wyrok dożywocia dla Roberta Pazika w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika, syna płockiego biznesmena - informuje TVN24. Sąd utrzymał też wyroki od roku do 15 lat więzienia dla pozostałych ośmiorga skazanych. Sąd Apelacyjny w Warszawie odrzucił wszystkie apelacje, jakie do niego wpłynęły. W związku z tym wyrok płockiego sądu został utrzymany w całej swojej treści. Odnosząc się do apelacji złożonych przez obrońców SA ocenił, iż sąd pierwszej instancji uznał oskarżonych za winnych na podstawie całego zgromadzonego materiału dowodowego. Sąd zaznaczył, że żaden ze skazanych nie został ukarany na podstawie pomówień współoskarżonych - co podnosili niektórzy obrońcy. - Pokrzywdzony przez dwa lata doznał niewyobrażalnych cierpień, był torturowany psychicznie i fizycznie, stopień zła jaki wyrządzili oskarżeni jest niewymierzalny, a stopnia winy nie da się określić - powiedział w uzasadnieniu wyroku sędzia Paweł Rysiński. Wyrok, który zaskarżyli obrońcy oskarżonych zapadł w marcu. Sąd Okręgowy w Płocku uznał wówczas winę 10 oskarżonych, a jednego uniewinnił. Na dożywocie skazano Sławomira Kościuka i Roberta Pazika, których uznano za winnych zabójstwa Olewnika. Pozostałych osiem osób, uczestniczących w jego porwaniu lub przetrzymywaniu, skazano na kary od roku w zawieszeniu do 15 lat więzienia. Proces w tej sprawie toczył się od października 2007 roku. Obrońcy oskarżonych chcieli przede wszystkim powtórzenia procesu lub złagodzenia kar, w niektórych przypadkach nawet uniewinnienia. O to ostatnie poprosił między innymi Cezary Witkowski, skazany na 13 lat więzienia. Uniewinnienia domaga się też jeden z bezpośrednich zabójców Olewnika - Robert Pazik, skazany na dożywocie. Przed Sądem Apelacyjnym jego obrońca wskazywał na błędy płockiego sądu w ustaleniach faktycznych, zbyt dowolną ocenę materiału dowodowego i niespójności w ocenie zeznań skazanych na zabójstwo - Pazika i Sławomira Kościuka. Krzysztof Olewnik, syn przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina w Mazowieckiem został porwany w październiku 2001 roku. Porywacze zażądali od rodziny okupu. W lipcu 2003 roku przekazano im 300 tysięcy euro, lecz uprowadzony nie został wypuszczony. W śledztwie okazalo się, że porywacze zamordowali go ze szczególnym okrucieństwem miesiąc po otrzymaniu pieniędzy. Niedługo po ogłoszeniu wyroku przez sąd pierwszej instancji dwaj sprawcy zbrodni - Wojciech Franiewski oraz Sławomir Kościuk - popełnili samobójstwa. Za serwisem Onet z dn. 08.12.2008 r. Sąd wydał wyrok ws. Olewnika Warszawski sąd apelacyjny utrzymał wyrok dożywocia dla Roberta Pazika w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika, syna płockiego biznesmena - informuje TVN24. Sąd utrzymał też wyroki od roku do 15 lat więzienia dla pozostałych ośmiorga skazanych. Sąd Apelacyjny w Warszawie odrzucił wszystkie apelacje, jakie do niego wpłynęły. W związku z tym wyrok płockiego sądu został utrzymany w całej swojej treści. Odnosząc się do apelacji złożonych przez obrońców SA ocenił, iż sąd pierwszej instancji uznał oskarżonych za winnych na podstawie całego zgromadzonego materiału dowodowego. Sąd zaznaczył, że żaden ze skazanych nie został ukarany na podstawie pomówień współoskarżonych - co podnosili niektórzy obrońcy. - Pokrzywdzony przez dwa lata doznał niewyobrażalnych cierpień, był torturowany psychicznie i fizycznie, stopień zła jaki wyrządzili oskarżeni jest niewymierzalny, a stopnia winy nie da się określić - powiedział w uzasadnieniu wyroku sędzia Paweł Rysiński. Wyrok, który zaskarżyli obrońcy oskarżonych zapadł w marcu. Sąd Okręgowy w Płocku uznał wówczas winę 10 oskarżonych, a jednego uniewinnił. Na dożywocie skazano Sławomira Kościuka i Roberta Pazika, których uznano za winnych zabójstwa Olewnika. Pozostałych osiem osób, uczestniczących w jego porwaniu lub przetrzymywaniu, skazano na kary od roku w zawieszeniu do 15 lat więzienia. Proces w tej sprawie toczył się od października 2007 roku. Obrońcy oskarżonych chcieli przede wszystkim powtórzenia procesu lub złagodzenia kar, w niektórych przypadkach nawet uniewinnienia. O to ostatnie poprosił między innymi Cezary Witkowski, skazany na 13 lat więzienia. Uniewinnienia domaga się też jeden z bezpośrednich zabójców Olewnika - Robert Pazik, skazany na dożywocie. Przed Sądem Apelacyjnym jego obrońca wskazywał na błędy płockiego sądu w ustaleniach faktycznych, zbyt dowolną ocenę materiału dowodowego i niespójności w ocenie zeznań skazanych na zabójstwo - Pazika i Sławomira Kościuka. Krzysztof Olewnik, syn przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina w Mazowieckiem został porwany w październiku 2001 roku. Porywacze zażądali od rodziny okupu. W lipcu 2003 roku przekazano im 300 tysięcy euro, lecz uprowadzony nie został wypuszczony. W śledztwie okazalo się, że porywacze zamordowali go ze szczególnym okrucieństwem miesiąc po otrzymaniu pieniędzy. Niedługo po ogłoszeniu wyroku przez sąd pierwszej instancji dwaj sprawcy zbrodni - Wojciech Franiewski oraz Sławomir Kościuk - popełnili samobójstwa. Za serwisem Onet z dn. 08.12.2008 r. Prokurator odpowie przed sądem Mariusz Kowalewski 06-12-2008, ostatnia aktualizacja 07-12-2008 00:20 Będzie postępowanie wobec śledczego prowadzącego śledztwo w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika - zdecydował sąd dyscyplinarny. Nie pomogło mu wsparcie wpływowego prokuratora Kilka dni temu Piotr Jasiński, prokurator z Olsztyna, który w 2006 roku znalazł ciało Krzysztofa Olewnika stanął przed sądem dyscyplinarnym. Miał odpowiadać m.in. za zaniedbania w śledztwie Olewnika. Chodziło na przykład o umorzenie postępowania wobec Eugeniusza G. ps "Genek". Mężczyzna, który miał wyłudzić od rodziny Olewników 60 tys. zł, był podejrzany również o udział w samym porwaniu. Jasiński umorzył jednak ten wątek śledztwa. Gdy Olejnikowie napisali zażalenie na umorzenie, prokurator namówił ich do wycofania wniosku. - Tego mu zrobić nie było wolno - mówił w maju tego roku Cezary Kamiński, były już prokurator okręgowy w Olsztynie. W dodatku Jasiński przesyłając do sądu akta "Genka" nie załączył do nich pisma Olewników. - Sąd został wprowadzony w błąd, bo nie wiedział, że Olewnikowie sprzeciwiali się decyzji prokuratora i wnieśli zażalenie - mówi "Rz" prokurator znający sprawę. Gdyby bowiem zażalenie Olewników znalazło się w aktach, sąd mógłby nie zgodzić się na umorzenie sprawy "Genka". To tylko jeden z zarzutów wobec Jasińskiego. Kolejne uchybienia, dotyczące m.in. wyniesienia dokumentu z klauzulą tajne, wykrył prokurator Kamiński, który już w 2007 roku informował o nich rzecznika dyscypliny prokuratorskiej w Białymstoku. Wiosną 2008 roku śledztwo w sprawie Olewnika zostało przeniesione do prokuratury w Gdańsku. - Wnioskował o to Kamiński. Trzeba było tak zrobić, bo istniały podejrzenia, że sprawę zaniedbali inni śledczy z Olsztyna - mówi nasz rozmówca z prokuratury krajowej. Równocześnie rzecznik dyscypliny prokuratorskiej postanowił, że Jasiński powinien stanąć przed sądem dyscyplinarnym. Andrzej Tańcula, prokurator apelacyjny w Białymstoku początkowo nie sprzeciwiał się wnioskowi. Sytuacja zmieniła się jednak kilka dni temu. Najpierw Kamiński stracił stanowisko - jego odwołanie podpisał Tańcula. Jak twierdzą nasi informatorzy, naciskano na niego z Warszawy. Minister Zbigniew Ćwiąkalski, minister sprawiedliwości tłumaczył w TVP, że należało odwołać Kamińskiego z powodu jego konfliktu z... Jasińskim. Zdanie na temat Jasińskiego zmienił też Tańcula. Gdy prokurator Jasiński złożył wniosek, w którym zaproponował dla siebie karę upomnienia, podpisał się pod nim Tańcula. Upomnienie to najniższa możliwa kara, jaką może ponieść śledczy za uchybienia. - Nic tym nie zdziałali. Sąd uznał, że wobec olsztyńskiego prokuratora będzie prowadzone normalne postępowanie dyscyplinarne. A proponowana kara jest zbyt niska - mówi nasz informator. Zarówno zarzuty jak i samo postępowanie wobec Jasińskiego są tajne. Za "Rzeczpospolitą" z dn. 07.12.2008 r. "Żałuję, że zawierzyłam policji" OLEWNIK MA ŻAL DO FUNKCJONARIUSZY jaś//mat 22:51, 06.11.2008 /TVN24 Choć czwartkowe posiedzenie sejmowej Komisji Sprawiedliwości nie przyniosło konkretów w sprawie Krzysztofa Olewnika, to Danuta Olewnik-Cieplińska siostra zamordowanego nie traci nadziei na poznanie prawdy. - Wierzę, że dobro i prawda zwycięży - mówiła w "Magazynie 24 godziny". I dodaje: - Choć żałuję, że zawierzyłam policji. - W ciągu tych siedmiu lat słyszałem setki zapewnień, że sprawa porwania i zabójstwa mojego brata zostanie wyjaśniona. Przy każdym przesłuchaniu, każdej rozmowie, wizycie w ministerstwie słyszałam to samo: "Co pani od nas chce, śledztwo się toczy" - opowiadała Olewnik-Cieplińska. Jak przyznała, najtrudniejszy był dla niej pierwszy rok od śmierci brata. - Wtedy jeszcze wierzyliśmy w te obietnice i obiecanki, które mówili nam wszyscy dookoła - mówiła rozżalona. - Żałuję, że zawierzyłam policji. Gdyby można było cofnąć czas, moja rodzina nie pozwoliłaby, żeby tą sprawą zajęła się tylko prokuratura i policja. Inaczej by się to potoczyło. Mój brat by żył. Nigdy nie przestanę mieć wrzutów sumienia - dodała. Siostra zamordowanego przyznała, że nie spodziewała się wiele po czwartkowym posiedzeniu komisji sprawiedliwości. Ale - jak podkreśla - nie traci nadziei. - Cieszy nas, że takie zainteresowanie jest. W tym jest siła, że tyle osób nas popiera. My jako rodzina nie mamy szans odkryć prawdy. Ale jeżeli zainteresowali się nią posłowie i media, to w tym jest ta siła - oceniła. Danuta Olewnik-Cieplińska liczy też na gdańską prokuraturę, która pracuje nad tą sprawą. - Powinna jak najszybciej znaleźć koniec. My i prokuratura stoimy po jednej stronie. Na posiedzeniu wyglądała to inaczej, ale wierzę, że prokuratorzy robią wszystko co mogą, by odkryć prawdę - dodała. Jak doszło do porwania i zabójstwa Olewnika Do porwania Krzysztofa Olewnika, 27-letniego syna przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina (Mazowieckie), doszło w październiku 2001 r. Sprawcy zażądali okupu, kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 r. przekazano porywaczom 300 tys. euro, ale porwany nie został uwolniony. Jak się potem okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany - Robert Pazik i Sławomir Kościuk udusili go. Ciało ofiary, torturowanej przed śmiercią, znaleziono dopiero po pięciu latach od porwania i trzech od zabójstwa. W marcu tego roku Sąd Okręgowy w Płocku uznał winę 10 oskarżonych; jednego uniewinniono. Na dożywocie skazano Sławomira Kościuka i Roberta Pazika - uznanych za winnych zabójstwa Olewnika. Pozostałych ośmioro - którzy uczestniczyli w porwaniu lub przetrzymywaniu Olewnika - dostało kary od 15 lat (z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po kilkunastu latach) do roku w zawieszeniu. Proces w tej sprawie toczył się od października 2007. Za serwisem TVN24 zdn. 06.11.2008 r. "Z akt wynika, że Olewnik mógł żyć" - Bijemy głową w mur, śledztwo stoi w miejscu, od siedmiu lat czekamy, aż coś ruszy w sprawie śmierci Krzysztofa - mówiła siostra zamordowanego Krzysztofa Olewnika, Danuta Olewnik w programie TVN "Teraz MY". W programie wyszło na jaw, że w prokuraturze krajowej w Sopocie doszło do pewnego incydentu - Włodzimierz Olewnik (ojciec zamordowanego Krzysztofa - przyp. red.) "naruszył nietykalność osobistą tamtejszego prokuratora". Jednak obecny w studiu prokurator krajowy Marek Staszak powiedział, że w tej sprawie nie toczy się żadne postępowanie. Staszak zaznaczył, że "śledztwo w sprawie Krzysztofa Olewnika jest prowadzone. Na dzień dzisiejszy jest 60 tomów akt, które są analizowane. Są wykorzystywane nie tylko sprawy operacyjne, dotyczące tego zabójstwa, ale również inne, gdzie przewijały się materiały, w których mogą znajdować się przydatne informacje". Zwracając się do Danuty Olewnik, Staszak powiedział: "mogę rozumieć państwa emocje, ale proszę przyjąć do wiadomości jedna rzecz. Otóż sprawcy zabójstwa pani brata zostali skazani". - Dziesięć osób zostało skazanych, nieprawomocnie, ale zostali osądzeni - dodał prokurator krajowy. - Organy ścigania nic nie zrobiły - oponowała Danuta Olewnik. - W kwietniu, w maju padały deklaracje, że stojący za zaniedbaniami zostaną osądzeni. Czekamy siedem lat, aż coś drgnie - mówiła Olewnik, wyraźnie rozgoryczona. Ciekawy wątek poruszył obecny w studiu adwokat rodziny Olewników. Stwierdził bowiem, że w Kołobrzegu ojca Olewnika zszokował fakt, że "znalazł dowody na to, że Krzysztof mógł żyć". Odniósł się również do kwestii utajnienia akt, o którą rzekomo rozbija się śledztwo. - Odtajnić akta może ten, kto je utajnił, czyli szef MSWiA - powiedział prawnik. - Sprawiedliwość to nie jest krwiożerczy smok. Żeby kogoś postawić przed sądem, trzeba mieć dowody - odpierał zarzuty Marek Staszak. - Akta są odtajnione na użytek śledztwa. Mogą być wykorzystane do przedstawienia zarzutów osobom - tak z kolei prokurator krajowy skomentował problem tajności akt. Pytany o to, czy zostali już przesłuchani politycy, którzy mogą mieć związek ze sprawą Olewnika (kilka miesięcy temu Zbigniew Ćwiąkalski zapowiedział, że politycy, którzy kontaktowali się z rodziną Olewników, będą przesłuchani - przyp. red.), Staszak stwierdził, że "nie ma wiedzy, czy jakikolwiek polityk został przesłuchany, nie śledzę każdej czynności procesowej". - Jest cała lista polityków, którzy wg nas powinni być przesłuchani. Listę w prokuraturze złożył ojciec (Włodzimierz Olewnik - przyp. red.) - odpowiedziała Danuta Olewnik. Okazało się zarazem, że adwokat Olewników nie wnioskował dotychczas o przesłuchanie jakiegokolwiek polityka. Sprawę podsumował Marek Staszak: "na tym etapie postępowania poza policjantami nie postawiliśmy żadnych zarzutów, bo materiał dowodowy jest wciąż w trakcie badania". Za serwisem Onet z dn. 29.09.2008 r. Tam są dowody przestępstw 11-09-2008, ostatnia aktualizacja 12-09-2008 03:06 Przeczytałem tajne akta i jestem pewien: mój syn mógł żyć - mówi ojciec zamordowanego Krzysztofa Olewnika. Włodzimierz Olewnik, ojciec porwanego dla okupu i zamordowanego Krzysztofa, jest na świeżo po lekturze materiałów operacyjnych, jakie w ciągu kilku lat zgromadziła policja, prowadząc nieudolne poszukiwania jego syna. Czytał je w tajnej kancelarii gdańskiej prokuratury. - Jestem porażony tą lekturą. Nie mogę wiele mówić, bo obowiązuje mnie tajemnica. Jedno wiem już na sto procent: Krzysia można było uratować, a porywaczy złapać zaraz po tym, jak go uprowadzili, i na długo zanim go zamordowali - mówi "Rz" łamiącym się głosem Włodzimierz Olewnik. Biznesmen dodaje, że to, co wyczytał, utwierdziło go w przekonaniu, iż nie ma mowy o zwykłych błędach czy bezmyślności. - To były celowe działania, by zamotać całą sprawę - uważa. Opinię podzielają jego pełnomocnicy. - Mieliśmy tylko przypuszczenia, że w sprawie popełniono przestępstwa. Po przeczytaniu połowy akt operacyjnych mamy potwierdzenie zarzutów, o jakich mówiliśmy - mówi "Rz" mecenas Ireneusz Wilk, jeden z pełnomocników rodziny. Olewnikowie podnosili wcześniej m. in., że tworzono w śledztwie fałszywe dowody i sprowadzano je na ślepe tory. W lipcu złożyli w gdańskiej Prokuraturze Krajowej pismo o wgląd w tajne akta. Zgodę dostali niedawno. Całą wiedzę muszą zachować dla siebie. Z informacji "Rz" wynika, że w tajnych aktach mają być dowody świadczące o tym, iż ktoś dezinformował policję. Mogli to być policyjni informatorzy, podrzucający "fałszywki" z sobie tylko wiadomych powodów. Albo, co też wchodzi w grę - dezinformację wprowadzali sami policjanci.W materiałach operacyjnych mają być też dowody na to, że praktycznie nikt nie nadzorował operacji przejęcia 300 tys. euro okupu, jaki w 2003 roku siostra porwanego, zrzuciła z wiaduktu w Warszawie, wprost w ręce porywaczy. Na procesie wyszło na jaw, że na miejscu było wtedy kilku bandytów. Szef policyjnej grupy poszukiwawczej publicznie zapewniał, że policjanci monitorowali akcję - dlaczego nikogo nie ujęli, nie potrafił wytłumaczyć.W aktach mają też być dowody na to, że nazwiska bandytów - w tym szefa gangu Wojciecha F. - pojawiały się w sprawie na długo przed tym, gdy został aresztowany. Wczoraj poruszeni lekturą Włodzimierz Olewnik i jego pełnomocnicy spotkali się z wiceministrem spraw wewnętrznych generałem Adamem Rapackim.- Teraz jesteśmy jeszcze bardziej przekonani, że odtajnienie akt jest konieczne. Minister Rapacki nam to obiecał - mówi mecenas Wilk. Za "Rzeczpospolitą" z dn. 12.09.2008 r. Zarzuty dla prokuratora ze sprawy Olewnika Rzecznik odpowiedzialności zawodowej postawił zarzuty prokuratorowi Piotrowi Jasińskiemu z Prokuratury Okręgowej w Olsztynie - dowiedziała się PAP ze źródeł zbliżonych do prokuratury. Zarzuty wiążą się z jego decyzjami dotyczącymi sprawy porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Postępowanie dyscyplinarne w tej sprawie jest tajne. Jak ustaliła PAP, prok. Jasiński usłyszał zarzuty w miniony piątek. Nie zapadła jeszcze decyzja w sprawie ewentualnego zawieszenia go w obowiązkach prokuratora prokuratury okręgowej. Informator PAP zaznaczył jednak, że "zarzuty postawione prokuratorowi są poważne". Z informacji uzyskanych przez PAP wynika, że zarzuty natury dyscyplinarnej wiążą się z treścią skargi, jaką na czynności prok. Jasińskiego złożyła w ministerstwie sprawiedliwości rodzina porwanego i zamordowanego Krzysztofa Olewnika. Po tym piśmie prokurator krajowy Marek Staszak zdecydował na początku maja o przeniesieniu śledztwa w tzw. sprawie Olewnika z Prokuratury Okręgowej w Olsztynie do Wydziału ds. Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej w Gdańsku, a prokurator okręgowy w Olsztynie, Cezary Kamiński, poinformował rzecznika odpowiedzialności zawodowej przy Prokuraturze Apelacyjnej w Białymstoku o możliwości naruszenia procedur przez Jasińskiego. Kamiński powiedział wówczas PAP, że "wewnętrzne postępowanie przeprowadzone w olsztyńskiej prokuraturze wykazało, że prokurator Jasiński wprowadził rodzinę Olewników w błąd i wpływał na ich decyzje, czego absolutnie prokuratorowi czynić nie wolno. Przesłał też do sądu niekompletne akta i (...) zupełnie niepowołanie umorzył Eugeniuszowi D. zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, która porwała Krzysztofa Olewnika". Wprowadzenie w błąd rodziny Olewników i wpływanie na ich decyzje miało polegać na tym, że Jasiński nakłonił ich do wycofania zażalenia na swą decyzję o umorzeniu zarzutu udziału w grupie przestępczej Eugeniuszowi D. - Oba te dokumenty - zażalenie i wycofanie zażalenia - prokurator powinien wysłać do sądu odwoławczego, a tego nie uczynił. W aktach głównych nie ma tych pism, w związku z czym sąd nie miał pełnej wiedzy o sprawie Eugeniusza D. - mówił 9 maja Kamiński. Kamiński odmówił rozmowy w sprawie ewentualnego postawienia zarzutów jego podwładnemu. Postępowanie, które ma wyjaśnić błędy śledczych po porwaniu i zabójstwie Krzysztofa Olewnika, zostało wszczęte w czerwcu ub. roku przez olsztyńską prokuraturę, która wcześniej ustaliła porywaczy i zabójców Olewnika oraz odnalazła ciało zamordowanego. Śledztwo zostało wszczęte po złożeniu zawiadomienia przez Włodzimierza Olewnika, ojca zamordowanego. Wskazuje on, że w porwaniu, oprócz już skazanych, brały udział inne osoby, i że porwanie nastąpiło właśnie na zlecenie tych osób. W maju śledztwo zostało przeniesione do Gdańska. Pod koniec marca br. Sąd Okręgowy w Płocku skazał oskarżonych w sprawie uprowadzenia i zabójstwa Olewnika. Kary dożywocia wymierzył Sławomirowi Kościukowi i Robertowi Pazikowi, oskarżonym o zabójstwo 27-letniego Olewnika. Ośmioro ich wspólników otrzymało kary od jednego roku w zawieszeniu do 15 lat pozbawienia wolności. Jeden z oskarżonych został uniewinniony. Dwóch sprawców porwania i zabójstwa Olewnika popełniło samobójstwo. W olsztyńskim areszcie w czerwcu ub. roku w celi powiesił się Wojciech F., któremu prokuratura miała postawić zarzut sprawstwa kierowniczego zbrodni, a po ogłoszeniu wyroku przez płocki sąd, na początku kwietnia, w podobny sposób popełnił samobójstwo Kościuk. Do porwania Krzysztofa Olewnika doszło w październiku 2001 r. Wkrótce sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 r. okup - 300 tys. euro - przekazano porywaczom. Jednak uprowadzony nie został uwolniony. Miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany przez Pazika i Kościuka. Ciało ofiary, torturowanej przed śmiercią, znaleziono dopiero po pięciu latach od porwania i trzech od zabójstwa, w lesie w okolicach Różana nad Narwią. Za serwisem Onet z dn. 23.06.2008 r. Nowe dowody ws. morderstwa Olewnika "Nasz Dziennik": Przesłuchania funkcjonariuszy policji zajmujących się sprawą porwania i okrutnego zamordowania Krzysztofa Olewnika chce rodzina zamordowanego mężczyzny. Do prokuratury złożyła już w tej sprawie nowe wnioski dowodowe. Żaden z nich nie dotyczy na razie przesłuchania prokuratorów, którzy angażowali się w śledztwo, jednak mecenas Ireneusz Wilk, pełnomocnik rodziny Olewników, nie wyklucza wystąpienia z takim wnioskiem w najbliższym czasie. Nieoficjalnie "Nasz Dziennik" dowiedział się, że wśród przesłuchiwanych będzie prywatny detektyw Marcin Popowski, który przed kilkoma tygodniami zapewniał Komisję Sprawiedliwości i Praw Człowieka, iż posiada dowody, że skompromitowani nieprawidłowościami w śledztwie policjanci nadal pracują przy tym dochodzeniu. Najprawdopodobniej ponownie zostanie przesłuchany również detektyw Krzysztof Rutkowski, który niedawno przedstawiał w mediach informacje szkalujące zamordowanego. Rutkowski może też zostać przesłuchany na okoliczność podejrzenia ewentualnej współpracy z przestępcami i wyłudzenia od rodziny Olewników znacznej kwoty pieniędzy. Za serwisem Onet z dn. 06.06.2008 r. Sprawa Olewnika Wiemy kto był kretem Dzięki niemu porywacze znali każdy ruch policji. Przez niego śledztwo w sprawie głośnego uprowadzenia Krzysztofa Olewnika ( 27 l.) miesiącami nie mogło ruszyć z miejsca. Trafiliśmy na ślad policjanta, który pomagał bezwzględnym przestępcom. Co bardziej szokujące, nasze ustalenia potwierdzają, że zajmował wysokie stanowisko w policyjnej hierarchii. Na trop "kreta" wpadli policjanci z Centralnego Biura Śledczego jeszcze w 2004 roku. - Jeden z informatorów przekazał nam, że porywacze znają ustalenia śledztwa od jakiegoś gliniarza o imieniu Andrzej. "Kret" miał dobre rozeznanie w pracy płockich policjantów zajmujących się sprawą porwania Olewnika. Poszukiwanie "kreta" Rozpoczęło się żmudne sprawdzanie funkcjonariuszy z Płocka i Radomia. Nie znaleziono jednak żadnych poszlak, potwierdzających, że którykolwiek z nich współpracował z porywaczami. Śledztwo stanęło w miejscu... Aż do teraz. Kilka dni temu do redakcji trafiło ciekawe zaproszenie. Nowe ślady W okolicach jednej z warszawskich galerii handlowych spotykamy się z mężczyzną, który niedawno wyszedł z więzienia. Siedział tam za kradzieże samochodów. - Wiem, kto z gliniarzy kazał sobie mówić "Andrzej". Naprawdę ten gość nazywał się... - informator zawiesza głos i cicho wypowiada imię i nazwisko policjanta. Sprawdzamy. Wszystko się zgadza. W Warszawie kilka lat temu pracował funkcjonariusz o wskazanym przez naszego informatora imieniu i nazwisku. W dodatku zajmował się sprawcami kradzieży pojazdów. A z kręgu złodziei aut wywodził się Wojciech F., szef porywaczy Olewnika, i jego kompani. Ale jaki związek mógłby mieć funkcjonariusz z Warszawy, wskazany przez naszego informatora, z radomskimi i płockimi policjantami prowadzącymi sprawę porwania Krzysztofa Olewnika? Płocki trop Kolejny nasz rozmówca to policyjny emeryt. Antyterrorysta. Spotykamy się na stacji benzynowej. - Andrzej? - szuka w pamięci pseudonimów sprzed lat. - Pamiętam taką akcję. Zatrzymywaliśmy kilku złodziei. Jeden z nich zwrócił się do towarzyszącego nam policjanta zajmującego się sprawami kradzieży aut per "Andrzej", choć wcale nie takie było imię funkcjonariusza - emerytowany antyterrorysta podaje nam prawdziwe imię i nazwisko gliniarza. To samo, które wcześniej wymienił złodziej samochodów. Badamy dalej. Zatrzymany wówczas przestępca trafił do aresztu w Płocku. Tam odwiedzał go "Andrzej". Zdobywał mnóstwo informacji na temat napadów na tiry i kradzieży samochodów. Po kilku miesiącach przełożeni skierowali go nawet do pomocy płockim funkcjonariuszom. Tym samym, którzy wówczas pracowali przy sprawie uprowadzenia Krzysztofa Olewnika. Kim był aresztowany informator "Andrzeja"? Bliskim znajomym porywaczy. Kogo "Andrzej" poznał w Płocku? Między innymi osoby, które znalazły się w kręgu podejrzeń prokuratury, w tym jednego z lokalnych polityków. Pętla wokół "kreta" powoli się zaciska. autor: Paweł Biedziak Za "Super Expressem" z dn. 21.05.2008 r. Kto chce zastraszyć Olewników? W nocy nieznani sprawcy włamali się do domu Olewników pod Drobinem. Nic nie skradziono. Włamywacze zdemolowali dom i porozrzucali dziecięce ubrania wnuków Włodzimierza Olewnika - informuje "Rzeczpospolita" na swoich stronach internetowych. Do porwania syna biznesmena, Krzysztofa Olewnika, doszło w październiku 2001 r. Wkrótce sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z rodziną porwanego. W lipcu 2003 r. okup - 300 tys. euro - przekazano porywaczom. Jednak uprowadzony nie został uwolniony. Miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy Krzysztof Olewnik został zamordowany przez Pazika i Kościuka. Ciało ofiary, torturowanej przed śmiercią, znaleziono dopiero po pięciu latach od porwania i trzech od zabójstwa, w lesie w okolicach Różana nad Narwią. Obaj oprawcy powiesili się w więziennych celach. Za serwisem Onet z dn. 16.05.2008 r. Olewnika porwano, bo był łatwiejszym celem "Dziennik": Krzysztof Olewnik zginął dla 300 tysięcy euro okupu - tyle zażądali porywacze. I chociaż dostali pieniądze, zabili swoją ofiarę po dwóch latach przetrzymywania przykutego łańcuchami do ściany. Ale zamiast 25- letniego Olewnika porwany mógł być jeden z jego znajomych. Wynika to wprost z zeznań Ireneusza Piotrowskiego, jednego z członków bandy. W 1998 r., na 3 lata przed porwaniem, w płockim więzieniu spotkali się Wojciech Franiewski, późniejszy mózg całej akcji, oraz Piotrowski. Rozmawiali o tym, jak zarobić duże pieniądze. Według Franiewskiego najprostszym sposobem było porwanie kogoś bogatego dla okupu. Piotrowski podsunął mu dwóch kandydatów: Olewnika z Drobina i mieszkającego nieopodal 20-letniego syna masarza z Raciąża. Po wyjściu Franiewskiego na wolność w 2001 r. pomysł odżył i bandyci zaczęli dokładnie sprawdzać potencjalne ofiary. Ostatecznie wybór padł na Krzysztofa Olewnika - bo mieszkał sam i przez to był łatwiejszym celem. Niedoszła ofiara nie chce ujawniać nazwiska. "Dziennik" zamieszcza rozmowę z tym mężczyzną. Chce pozostać anonimowy, bo uważa, że "sprawa porwania nie jest jeszcze zakończona. Nie wiadomo, czy wszyscy, którzy byli zamieszani w porwanie, zostali złapani". Za serwisem Onet z dn. 13.05.2008 r. Porywacze mieli na oku drugą ofiarę Olewnik zginął zamiast niego? wtorek 13 maja 2008 00:33 Krzysztof Olewnik zginął dla 300 tysięcy euro okupu - tyle zażądali porywacze od jego rodziny. I chociaż dostali pieniądze, zabili swoją ofiarę po dwóch latach przetrzymywania przykutego łańcuchami do ściany. Ale zamiast 25-letniego Olewnika porwany mógł być jeden z jego znajomych. DZIENNIK dotarł do tego człowieka. Wynika to wprost z zeznań Ireneusza Piotrowskiego, jednego z członków bandy. W 1998 r., na 3 lata przed porwaniem, w płockim więzieniu spotkali się Wojciech Franiewski, późniejszy mózg całej akcji, oraz Piotrowski. Rozmawiali o tym, jak zarobić duże pieniądze - według Franiewskiego najprostszym sposobem było porwanie kogoś bogatego dla okupu. Piotrowski podsunął mu dwóch kandydatów: Olewnika z Drobina i 20-letniego syna masarza z Raciąża. Po wyjściu Franiewskiego na wolność w 2001 r. pomysł odżył i bandyci zaczęli dokładnie sprawdzać potencjalne ofiary. Ostatecznie wybór padł na Krzysztofa Olewnika - bo mieszkał sam i przez to był łatwiejszym celem. Niedoszła ofiara do dziś nie chce ujawniać nazwiska - uważa, że sprawa porwania nie jest jeszcze zakończona. DANIEL WALCZAK: Bandyci brali pod uwagę porwanie pana. NN: Przeraziłem się, jak mi pan o tym teraz powiedział. Potwierdza się plotka, która do mnie kiedyś dotarła. Ale różne rzeczy słyszałem o tej sprawie, więc puściłem ją mimo uszu. Teraz poczułem ucisk w brzuchu. To pan byłby przykuty miesiącami do ściany. Na koniec umieszczono by pana w betonowym bunkrze. Co mogę powiedzieć... Wstrząsnęły mną te łańcuchy, potem studnia, a na końcu worek na głowie. Jak o tym mówię, to mi się włosy jeżą. Przeżywałbym to samo, co Krzysztof. Zostałbym skuty, faszerowany prochami. Teraz myślę: dobrze, że to nie ja. Można się tego wstydzić, ale pewno 99 proc. ludzi tak by pomyślało. Ja znałem Krzyśka, był moim kolegą. Razem pływaliśmy na skuterach wodnych, jeździliśmy na imprezy. Mieliśmy do siebie 10 km, ten sam biznes, trudno było się nie znać. Nie chce pan ujawniać nazwiska, bo nie jest jeszcze bezpiecznie? Ta sprawa być może nie jest jeszcze zakończona. Nie wiadomo, czy wszyscy, którzy byli zamieszani w porwanie, zostali złapani. Znał pan ludzi, którzy okazali się porywaczami? Z widzenia, ale dziś bym ich nie poznał. A po porwaniu Olewnika odczuł pan zagrożenie? Strasznie silnie forsowano wtedy teorię, że on sam się porwał. I gdzieś tam w głowie to zostawało, trochę uspokajało, chociaż ciężko było uwierzyć. Z drugiej strony to brzmiało prawdopodobnie, bo wtedy panował zastój w biznesie, firmy się zamykały. Chodziły plotki, że może się sam porwał, żeby kredytów nie płacić. Krzysiek miał dobrze chroniony dom. Alarmy, 500 m do domu rodziców. Do zakładu, gdzie pracuje 400 ludzi, drugie 500 m. A do tego mała miejscowość, w której jak się kichnie po jednej stronie, to słychać na drugiej. Czuł się pewnie tak samo bezpiecznie jak ja. Z trudem dociera do mnie świadomość, że porwali go sąsiedzi. Okazuje się, że ludzie, którym mówiło się dzień dobry, chodzili dookoła domu po to, żeby zobaczyć, jak komuś głowę ukręcić. NN, mężczyzna, którego porwanie planowali przestępcy odpowiedzialni za śmierć Krzysztofa Olewnika Daniel Walczak Za "Dziennikiem" z dn. 13.05.2008 r. Sprawa Olewnika - dowód na istnienie układu Bronisław Wildstein 05-05-2008, ostatnia aktualizacja 05-05-2008 00:52 Polityczni manipulatorzy usiłują wyeliminować z języka polskiego słowo "układ". Ale na przykładzie sprawy Olewnika można zobaczyć, czym był układ w wymiarze powiatowym - pisze publicysta "Rzeczpospolitej" Sprawę porwania i zamordowania Krzysztofa Olewnika potraktować można jako przykład zdumiewającej niekompetencji polskich organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, na którą nałożyła się korupcja niektórych z ich przedstawicieli. Gdyby zredukować ją tylko do tego wymiaru, i tak stanowiłaby poważne oskarżenie polskiego państwa. Trudno dziwić się siostrze Olewnika, która wykrzyczała publicznie, że nie wierzy w państwo polskie. Zaniechania i błędy policji oraz prokuratury niezwykle konsekwentnie blokowały wykrycie sprawców i uratowanie ofiary. Dopiero przeniesienie sprawy do prokuratury w Olsztynie, o co bezskutecznie latami zabiegał ojciec Olewnika, doprowadziło do szybkiego zatrzymania porywaczy i odnalezienia ciała ofiary. Trudno uwierzyć jednak, że działania tak długo i skutecznie paraliżujące śledztwo były wyłącznie wynikiem nieudolności powiatowych policjantów oraz prokuratorów, którzy swoją wersję potrafili narzucić kolegom w Radomiu i Warszawie. Błędy, pomyłki, zaniechania Bezpośrednio po porwaniu na miejscu policjanci nie zdejmują odcisków palców. Nie nagrywają rozmów rodziny z porywaczami. Zresztą nawet zebrane dowody nie są analizowane i brane pod uwagę. Niektóre ujawnione zostajądopiero cztery lata po ich zdobyciu. Jednym z nich jest włos Sławomira Kościuka, który będzie uczestniczył w zabójstwie Olewnika. Właściwe podejście do dowodów pozwoliłoby na ujęcie sprawców bezpośrednio po porwaniu i najprawdopodobniej zapobiegłoby zabójstwu. Tymczasem policjanci z niezwykłym uporem trzymają się wersji samouprowadzenia Olewnika. Można przyjąć, że scenariusz taki był dla nich niezwykle wygodny. Przestępstwo zmienia charakter i przekształca się w wewnątrzrodzinną rozgrywkę. Chyba nie sposób jednak tłumaczyć tym uporu, z jakim funkcjonariusze wbrew wszelkim poszlakom forsują tę wersję. Zajmują się obocznymi wątkami sprawy, odmawiając podjęcia oczywistych tropów, które wskazywały realnych sprawców. 15 miesięcy po porwaniu ojciec Krzysztofa Włodzimierz Olewnik dostaje anonim, w którym wymienieni są z imienia, nazwiska i pseudonimu porywacze pilnujący ofiary. Autor ostrzega (zgodnie z prawdą), że zamierzają oni zabić uprowadzonego. Policja nie sprawdza anonimu niezwłocznie przekazanego im przez adresata. Ale o anonimie mówi się w okolicy. Wymieniane są nazwiska porywaczy. Jeden z nich zostaje zatrzymany za bójkę. Policjanci z Drobina (miejsce zamieszkania Olewników), gdzie został on ujęty, telefonują do swoich kolegów z Płocka zajmujących się porwaniem. Proponują przesłuchanie w tej sprawie. Nie znajdują zainteresowania. Porywacz zostaje zwolniony. Wreszcie, po 22 miesiącach od porwania okup zostaje przekazany w Warszawie. Policjanci, którzy podobno obstawiali dowożących pieniądze siostrę Olewnika i jej męża, gubią ich. Rodzina Olewnika twierdzi, że pomimo zapewnień nie towarzyszyły im żadne wysłane przez policję samochody. O sprawie nie została powiadomiona policja warszawska, która mogłaby uruchomić specjalne środki, np. helikopter z noktowizorem. "Zabezpieczanie" śladów na miejscu przekazania okupu zaczyna się według prawników Olewników trzy dni po fakcie. Nie daje oczywiście żadnych rezultatów.. A policja nadal intensywnie prowadzi śledztwo w sprawie samouprowadzenia. Przekazane porywaczom banknoty (300 tys. euro) zostały oznaczone i spisane. Interpol nie został jednak poinformowany o nich przez ponad rok. Kiedy ujęta została na Śląsku kobieta, która wpłaciła jeden z banknotów do banku, zeznała, że pochodził on z bankomatu w Niemczech. Policja przestała się nią interesować, pomimo że bankomaty w RFN nie wypłacają takich nominałów. Porywacze, policja, prokuratorzy Krzysztof Olewnik porwany został po imprezie, którą ojciec zorganizował w jego domu dla miejscowych policjantów. Czwórka porywaczy ukryta po drugiej stronie szosy czekała na jej koniec. Mało prawdopodobne jest, że wybrali oni ten właśnie dzień przypadkiem. Weszli do domu przez pozostawione dla nich otwarte drzwi od tarasu, gdy gospodarz (który nie pił) wrócił do domu po rozwiezieniu wszystkich gości. Policji natychmiast przekazywano informacje o rozmowach porywaczy z rodziną i wspólnikiem Krzysztofa oraz wszystkie listy od porwanego, ale nie poddawała ich ekspertyzom. Zrobił to dopiero ojciec. Niecały rok po porwaniu podjęta została pierwsza próba przekazania okupu. Nieudana. Porywacze nie odebrali pieniędzy, które wcześniej zostały skserowane przez policję. To pierwsza poszlaka, że przestępcy mogli mieć w szeregach policji informatora. Pojawiają się kolejne. Przekonany jest o tym także wspólnik i przyjaciel porwanego, o którego sekretnych kontaktach z policją przestępcy natychmiast się dowiadywali. Ale policja nie chce nawet sprawdzić, czy ma informatora w swoich szeregach. Policjanci z Płocka zostają wezwani do Warszawy w stosunkowo drobnej sprawie. Prokuratorzy domagają się, aby zabrali wszystkie akta sprawy. Policjanci protestują, ale muszą się zgodzić. Wtedy nieoznaczony samochód z aktami znika. Bezpośrednio potem Olewnik senior dostaje anonimowy list, że "akta miały zginąć". Członek bandy porywaczy Kościuk zostaje zatrzymany z kartą telefoniczną, z której przestępcy dzwonili do rodziny Olewników. Prokurator nie wydał jednak nakazu aresztowania. Podobno jego zwierzchnicy przyjęli tłumaczenie siostry Kościuka, adwokata, że jej brat jest chory psychicznie i neurologicznie, a więc nie można go przetrzymywać w areszcie. Samobójcy, banki, politycy Jeszcze przed procesem w celi powiesił się herszt bandy Wojciech Franiewski. Cyniczny i brutalny bandyta nie zdradzał śladu samobójczych skłonności. W listach do rodziny wykazywał do końca pewność siebie. Po śmierci w jego krwi znaleziono alkohol i amfetaminę. Dziewięć miesięcy później, już po procesie, także w celi powiesił się "zaufany" Franiewskiego Kościuk. Dyrektor więzienia zapewniał, że był on w dobrej formie. Wcześniej, po informacji siostry o chorobie psychicznej, nie siedział sam. Jednak niedługo przed samobójstwem - z niewiadomych przyczyn - przeniesiony został do pojedynczej celi. Rodzina Olewników twierdzi, że celem porwania nie było uzyskanie okupu, który stanowił tylko dodatkową motywację. Ojciec zamordowanego przyjmuje, że powodem mogła być zemsta za to, iż nie zaakceptował on propozycji wysoko postawionych polityków SLD. Zaoferowano mu kupno po niezwykle niskiej cenie bankrutujących zakładów mięsnych Służewiec. Olewnik odmówił, uznając, że byłoby to wejście w korupcyjny układ, z którego nie byłoby już sposobu się wyplątać. Na miesiąc przed uprowadzeniem Krzysztofa do firmy ojca zwrócił się z interesującą propozycją dostawca trzody chlewnej Andrzej Ł. Kontrakt został zawarty. Jednak po porwaniu bez podawania powodów lokalne banki wypowiedziały kredyt firmie Włodzimierza Olewnika. To sprawa bez precedensu. Olewnik był ich najlepszym, płacącym w terminie wszelkie zobowiązania kredytobiorcą. Normalnie banki robią wszystko, aby utrzymać takich klientów. Opłacanie bieżących kredytów ze stałej linii kredytowej jest normą, nie tylko zresztą w Polsce. Praktyka ta w dużej mierze buduje pozycję banków. Nie istnieje żadne uzasadnienie dla decyzji miejscowych banków. Nie było tajemnicą, że były one kontrolowane przez działaczy SLD. Konsekwencją decyzji banków mogło być niespłacenie na czas zobowiązań Olewnika wobec Andrzeja Ł. Jakby czekając na to, kontrahent wystąpił z propozycją przejęcia za dług firmy Olewnika. Realizacja tego scenariusza czyniłaby go nieomal za bezcen właścicielem dużego majątku. Aby do tego nie doszło, Olewnik do spłacenia należności wykorzystał oszczędności rodziny. Fakt, że miał na to środki, jeszcze dobitniej demonstruje kuriozalność decyzji banków. Przy jednym z porywaczy znaleziono bieżące wyciągi z konta Olewników. Do dziś nie wiadomo, w jaki sposób je zdobył. Wcześniej Andrzej Ł. obiecał Olewnikom pomoc w uwolnieniu Krzysztofa. Obecnie został mu postawiony zarzut, że pod tym pretekstem wyłudził od Olewników 120 tys. zł. Z propozycją pomocy do Olewnika wystąpił także szef SLD w powiecie sierpeckim i jeden z dyrektorów PKN Orlen Grzegorz Korytowski, współpracownik znanego działacza SLD Andrzeja Piłata. Korytowski skontaktował Olewnika ze swoim dobrym znajomym, miejscowym znanym gangsterem Eugeniuszem D., który naciągnął Olewnika na 160 tys. zł. Uczestniczył w tym Korytowski. Informował ojca, że wie, gdzie znajduje się jego syn, oraz że trzeba zapłacić zamieszanym w sprawę: prokuratorowi oraz komendantowi policji. Wypowiedzi te są nagrane. Korytowski pod przysięgą zeznawał, że miał listy Krzysztofa Olewnika do rodziny. Olewnik senior zaprzecza, aby dawał je komu innemu niż policji. Eugeniusz D. wiedział sporo na temat działań porywaczy. Znał treść listu od nich, zanim jeszcze otrzymał go Olewnik. Tło sprawy, czyli epoka Millera Kilka miesięcy po porwaniu Olewnika, wcześnie rano CBŚ wyciągnęło z mieszkania znanego przedsiębiorcę Romana Kluskę, który wypuszczony został dopiero za poręczeniem wielokrotnie przekraczającym sumy, jakich domagano się wówczas od największych aferzystów. Aresztowano jego dwóch pracowników. Na czas trwania sprawy na nieoprocentowanym koncie zablokowano jego majątek wartości kilkudziesięciu milionów złotych.W atmosferze skandalu po paru latach prokuratura umorzyła zarzuty wobec Kluski. W dniu aresztowania Kluski przedstawiciele CBŚ i prokuratury stwierdzili w TVP, że mają w rękach dowody potwierdzające zarzuty. Dowodów nie było, a zarzuty okazały się fałszywe. W kilka godzin po zatrzymaniu biznesmena do jego żony i matki zatelefonował anonimowy osobnik doskonale zorientowany w sprawie, który obiecał jej załatwienie. Kluska odmówił. Prokuratura oficjalnie przyznała, że telefon biznesmena był wówczas na podsłuchu. Nie zainteresowała się jednak sprawą. Kluska twierdzi, że wie o naciskach wywieranych na osoby z jego otoczenia, aby zeznawały przeciw niemu. Podobno pierwszy prokurator odmówił zajęcia się sprawą, nie zraziło to jednak jego zwierzchników, którzy znaleźli kogoś bardziej spolegliwego. Wspólnik Kluski Dariusz Dąbski wspominał, jak straszony był przez przedstawicieli prokuratury domagających się, aby zeznawał przeciw przyjacielowi. Zawoalowane groźby sugerowały możliwość porwania jego dziecka przez gangsterów. Ale sprawa Kluski, choć najgłośniejsza - dotyczyła bardzo znanej osoby - była jedną z wielu. Podobnie zaatakowana została wrocławska spółka komputerowa JTT. Zajmujący się tymi sprawami poseł PO Adam Szejnfeld twierdził, że ma ich udokumentowanych ponad 100. W większości wypadków drobniejsi przedsiębiorcy doprowadzeni zostali do bankructwa. A w tle tych działań ekipy SLD rysuje się afera Rywina. Postkomunistyczna sieć Dziwna sprawa uprowadzenia Krzysztofa Olewnika i próby zniszczenia Romana Kluski wydają się odmienne. Co je łączy? Zarówno Kluska, jak i Olewnik nie chcieli podporządkować się biznesowo-politycznemu, postkomunistycznemu układowi, który pod rządami Millera coraz bardziej ostentacyjnie dominował polską gospodarkę. Jedną z jego metod było niszczenie niepowiązanych z nim przedsięwzięć gospodarczych. Akcja przeciw Klusce odbyła się w specyficznym momencie. Mniej więcej w tym samym czasie miało miejsce spektakularne aresztowanie sześciu członków zarządu Stoczni Szczecińskiej. Aresztowania te zostały zapowiedziane z podaniem w miarę precyzyjnego terminu przez szefa MSW Krzysztofa Janika i ministra gospodarki Jacka Piechotę. Budziły rozliczne wątpliwości prawne, ale przede wszystkim podważały wiarę w niezawisłość sądów w Polsce. Roman Kluska twierdzi, że doszły do niego wiadomości, iż rząd przygotowywał wówczas spektakularne aresztowania kolejnych znanych biznesmenów. Wycofał się z powodu reakcji mediów. Aresztowanie zarządu stoczni otworzyło możliwość wyprowadzenia ze stoczni - przez powiązane z SLD spółki - sporego majątku. Opisał to m.in. "Newsweek". Działanie w Szczecinie dokonywane było przy udziale władz państwa i dotyczyło wielkich pieniędzy. Na mniejszą skalę z tego typu posunięciami mieliśmy do czynienia w ówczesnej Polsce powiatowej. Oczywiście, nie były one planowane przez jakieś centrum dowodzenia, a przeprowadzane samodzielnie przez miejscowe grupki przy wykorzystaniu swoich polityczno-biznesowych powiązań i wpływów. Układ bez centrum Można założyć, że działania policji i prokuratury w sprawie Olewnika były wyłącznie wynikiem rażącej niekompetencji oraz korupcji niektórych współpracujących z gangsterami funkcjonariuszy. Ciąg dalszy wydarzeń byłby więc tylko próbą ukrywania swoich błędów przez ustosunkowanych lokalnych notabli, którzy wykorzystywali wszystkie środki w celu uniknięcia odpowiedzialności. Jednak wielce wątpliwe samobójstwa i towarzyszące im okoliczności każą podważyć tę hipotezę. Po co funkcjonariuszom eliminowanie głównych porywaczy? I skąd u nich tak daleko idące możliwości? Zemsta układu również nie wydaje się najbardziej prawdopodobna, choć nie można jej wykluczyć, zwłaszcza jeśli przenikać się będzie z chęcią "wydojenia" rodziny Olewników. Być może najbardziej przekonująca wydaje się hipoteza przejęcia majątku Olewników. W tej sytuacji Andrzej Ł. musiałby być jedynie eksponentem grupy. Ta interpretacja najlepiej wyjaśniałaby tajemnice wokół porwania i zaangażowanie w sprawę postaci znaczących na tyle, aby nie tylko blokować śledztwo, ale "doprowadzić do samobójstwa" głównych oskarżonych. Tłumaczyłaby również zadziwiające w innym wypadku zachowanie miejscowych banków. Jej przyjęcie oznaczałoby, że sprawa Olewnika to drastyczne wcielenie praktyk państwa Millera. Polityczni manipulatorzy i bezmyślny chór medialny usiłują wyeliminować z języka polskiego słowo układ, twierdząc, że jego istnienie musi zakładać jednoznaczne centrum decyzyjne, które na lata planuje i przeprowadza działania na skalę kraju. W rzeczywistości układ III RP to system wzajemnie powiązanych interesów grup działających w kluczowych sferach życia publicznego: biznesie, administracji, wymiarze sprawiedliwości, polityce. Grupy te wywodzą się z PRL-owskiego establishmentu i dokooptowanych do niego osób i środowisk. Nie mają one jednego centrum. Zależnie od przedsięwzięcia zmieniają się, a hierarchia w owym układzie również jest dynamiczna. W tym do pewnego stopnia zdecentralizowanym tworze grupy lokalne działają w miarę niezależnie, choć wykorzystują swoje powiązania. Pokazywała to afera w Starachowicach czy Opolu. Odsłania to też sprawa porwania Olewnika. Siła układu czy - jak kto woli - sprzężonych ze sobą układów jest pochodną słabości państwa. Opiewana jako lekarstwo na wszystkie choroby decentralizacja z pewnością nie pomoże rozprawić się z tą patologią. Decentralizacja jest koniecznym i pozytywnym uzupełnieniem demokracji. Zawsze jednak winno jej towarzyszyć silne, choć ograniczone państwo. W wypadku wychodzenia z historycznej choroby, jaką był komunizm, decentralizacja musi być procesem, w którym dbać należy, aby układy czasów minionych nie zdominowały i zdeprawowały demokracji. Lekcje sprawy Olewnika Zwykli obywatele muszą mieć czas, aby nauczyć się samoorganizacji, uwewnętrznić etos wspólnoty i przyjąć dobre obyczaje. Zwarte grupy interesu wyłaniające się ze starego systemu są zdeterminowane, aby walczyć o swoje i adaptować nową rzeczywistość do swoich potrzeb. III RP pozwalała realizować takie projekty, czego apogeum były rządy Millera. Czym układ taki był w wymiarze powiatowym, a więc takim, który dotykał największej liczby Polaków, zaobserwować można na przykładzie sprawy Olewnika. Lokalny establishment mógł realizować swoje interesy często na granicy, a czasami poza granicą prawa, wykorzystując do tego świat przestępczy, dzięki słabości państwa i jego instytucji. Powodowało to częściową prywatyzację niektórych instytucji państwowych, m.in. wymiaru sprawiedliwości, i budowało poczucie bezkarności funkcjonariuszy III RP. Wydawało się: czasy te odeszły. Ciągle jednak nie dowiadujemy się prawdy o sprawie Olewnika. Jakoś nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności za tajemnicze samobójstwa. Nowy minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski awansował na stanowisko zastępcy prokuratora generalnego Andrzeja Pogorzelskiego, który jako prokurator okręgowy w Warszawie z wiadomym skutkiem nadzorował śledztwo w sprawie Olewnika w Warszawie. Nagroda? Minister przewiduje także rozwiązanie powołanych przez swojego poprzednika wydziałów przestępczości zorganizowanej, które z ramienia prokuratora generalnego obserwowały pracę prokuratur w terenie i mogły przejąć śledztwa w sytuacji wątpliwości co do ich pracy. Czy ma to być kolejny krok w przekazywaniu prokuratury w ręce korporacji? III RP wraca? Za "Rzeczpospolitą" z dn. 05.05.2008 r. Sprawa Olewnika: policjanci usłyszeli zarzuty Trzej policjanci: Remigiusz M., Maciej L. i Henryk S. usłyszeli zarzuty dotyczące nieprawidłowości w prowadzeniu śledztwa związanego z porwaniem Krzysztofa Olewnika - poinformował rzecznik olsztyńskiej prokuratury okręgowej Mieczysław Orzechowski. - W tej chwili trwają przesłuchania wszystkich trzech zatrzymanych policjantów. Prowadzą je jednocześnie trzej prokuratorzy - dodał Orzechowski. Rzecznik powiedział, że po zakończeniu przesłuchań w prokuraturze odbędzie się konferencja prasowa z udziałem prokuratora okręgowego Cezarego Kamińskiego, na której zostaną podane szczegóły zarzutów. Pytany przez dziennikarzy o kolejne zatrzymania, w tym prokuratorów, Orzechowski powiedział, że "do tej pory z olsztyńskiej prokuratury nie wyszedł żaden wniosek o uchylenie immunitetu prokuratorowi". Bez tego nie można zatrzymać i postawić zarzutów prokuratorom. Policjanci nie przyznają się do zarzutów Żaden z trzech policjantów, zatrzymanych w związku ze sprawą Olewnika, nie przyznaje się do winy, wszyscy składają wyjaśnienia - powiedziała dziennikarzom obrońca jednego z zatrzymanych, Jolanta Turczynowicz-Kuryło. Turczynowicz-Kuryło dodała, że jej zdaniem "czynności z udziałem zatrzymanych policjantów mogą potrwać jeszcze dwie-trzy godziny". Olsztyńska prokuratura okręgowa postawiła trzem policjantom: Remigiuszowi M., Maciejowi L. i Henrykowi S. zarzuty niedopełnienia obowiązków skutkujących śmiercią człowieka oraz utrudnianie śledztwa. Wszyscy w przeszłości zajmowali się sprawą porwania Krzysztofa Olewnika. Dwóch z zatrzymanych jest czynnymi policjantami (jeden z CBŚ), Remigiusz M. jest na emeryturze. Za serwisem Onet z dn. 29.04.2008 r. Zatrzymano 3 policjantów w sprawie porwania K. Olewnika Zatrzymano trzech policjantów związanych ze sprawą uprowadzenia i zamorodowania Krzysztofa Olewnika. Wśród zatrzymanych jest nadkomisarz Remigiusz Minda oskarżany przez rodzinę ofiary o zaniedbania w śledztwie - dowiedziała się TVN24. Biuro Spraw Wewnętrznych zatrzymało trzech policjantów - byłego i dwóch obecnych - w związku ze śledztwem dotyczących nieprawidłowości w postępowaniu ws. porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Jak poinformował rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski - policjanci zostali zatrzymani na polecenie olsztyńskiej prokuratury okręgowej. Postępowanie ma wyjaśnić błędy śledczych po porwaniu i zabójstwie Olewnika. Zostało wszczęte w czerwcu ub. roku. Sprawę wyjaśnia czterech prokuratorów i ośmiu policjantów. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy z Drobina pod Płockiem (Mazowieckie) doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 r. Sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 r. okup przekazano porywaczom, jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Proces w tej sprawie, której akta liczą 112 tomów, toczył się od października 2007 roku. 31 marca br. Sąd Okręgowy w Płocku skazał dwóch zabójców Olewnika - Sławomira Kościuka i Roberta Pazika na kary dożywotniego więzienia. Na ławie oskarżonych znalazło się w sumie 11 osób, ośmioro skazano na kary od roku więzienia w zawieszeniu do 15 lat pozbawienia wolności; jednego z oskarżonych sąd uniewinnił. Kilka dni później - czwartego kwietnia - Kościuk popełnił samobójstwo. Powiesił się na prześcieradle w celi aresztu w Płocku. Śledztwo w tej sprawie wszczęła tamtejsza prokuratura rejonowa. W czerwcu 2007 r. samobójstwo popełnił też Wojciech F. (szef gangu, który porwał Olewnika), któremu śledczy zamierzali przypisać tzw. sprawstwo kierownicze. W jego organizmie znaleziono alkohol i śladowe ilości amfetaminy. (mj) Za serwisem WP z dn. 28.04.2008 r. Policjanci szukający porywaczy Olewnika zatrzymani hw, PAP 2008-04-28, ostatnia aktualizacja 2008-04-28 11:15 Biuro Spraw Wewnętrznych zatrzymało trzech policjantów, którzy prowadzili śledztwo w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Polecenie zatrzymania wydała Prokuratura Okręgowa w Olsztynie. Od czerwca ubiegłego roku prowadzi postępowanie w sprawie nieprawidłowości w śledztwie, które miało doprowadzić do porywaczy syna potentata w branży mięsnej. Krzysztof Olewnik został porwany w październiku 2001 roku. Dopiero pięć lat później w śledztwie nastąpił przełom i udało się ustalić listę podejrzanych. W międzyczasie bandyci wzięli 300 tys. euro okupu, a Krzysztofa Olewnika udusili. Postępowanie ma wyjaśnić jak to się stało, że przez tyle lat policja stała ze śledztwem w miejscu. Zatrzymani to m.in. Remigiusz M., którego zadaniem było operacyjne ustalenie, kim są porywacze. Przez jego ręce powinien przejść anonim z nazwiskami porywaczy, który nie został zweryfikowany. Usłyszał już zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych skutkujących śmiercią. Drugi z zatrzymanych to Henryk S., który prowadził tzw. czynności procesowe, a trzeci - Maciej L. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 28.04.2008 r. Trzy zagadki w sprawie Olewnika Śledztwo dotyczące kulisów porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika koncentruje się wokół trzech wątków: przejęcia firmy Olewnika, powiązań porywaczy z osobami wyłudzającymi od rodziny porwanego pieniądze i współpracy policji z porywaczami - powiedział Cezary Kamiński, prokurator okręgowy w Olsztynie. O trzech zasadniczych wątkach w śledztwie dotyczącym porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika napisała sobotnia "Rzeczpospolita". Zdaniem gazety w najbliższym czasie prowadzący sprawę prokuratorzy mają postawić zarzuty policjantom, którzy w domu Krzysztofa Olewnika nie zabezpieczyli śladów. Cezary Kamiński, prokurator okręgowy w Olsztynie potwierdził, że śledztwo zostało podzielone na trzy główne zagadnienia, ale zastrzegł, że każde z tych zagadnień zawiera jeszcze "cały szereg innych wątków". - Trzeba było podzielić ten ogromny materiał tak, by nie pracować chaotycznie. Ale to nie jest tak, że badamy tylko trzy hipootezy, tych hipotez jest kilkanaście, a oscylują one wokół trzech zasadniczych zagadnień" - powiedział PAP Kamiński. Odnosząc się do informacji "Rz" o rychłym stawianiu zarzutów policjantom z Płocka Kamiński powiedział, że "po to się prowadzi śledztwo, by gdy materiał na to wskazuje stawiać zarzuty". Powołując się na dobro prowadzonego śledztwa prokurator okręgowy w Olsztynie nie zgodził się na podanie szczegółów. - Potencjalni podejrzani nie powinni się o tym dowiadywać z mediów" - uciął. Postępowanie, które ma wyjaśnić błędy śledczych po porwaniu i zabójstwie Krzysztofa Olewnika, zostało wszczęte w czerwcu ub. roku przez olsztyńską prokuraturę, która wcześniej ustaliła porywaczy i zabójców Olewnika oraz odnalazła ciało. Sprawę wyjaśnia czterech prokuratorów i ośmiu policjantów. Śledztwo zostało wszczęte po złożeniu zawiadomienia przez Włodzimierza Olewnika, ojca zamordowanego. Wskazuje on, że w porwaniu, oprócz już skazanych, uczestniczyły inne osoby i że porwanie nastąpiło właśnie na zlecenie tych osób. Pod koniec marca br. Sąd Okręgowy w Płocku skazał oskarżonych w sprawie uprowadzenia i zabójstwa Olewnika. Kary dożywocia wymierzył Sławomirowi Kościukowi i Robertowi Pazikowi, oskarżonym o zabójstwo 27-letniego Olewnika. Ośmioro ich wspólników otrzymało kary od jednego roku w zawieszeniu do 15 lat pozbawienia wolności. Jeden z oskarżonych został uniewinniony. Dwóch sprawców porwania i zabójstwa Olewnika popełniło samobójstwo. W olsztyńskim areszcie w czerwcu ub. roku w celi powiesił się Wojciech F., któremu prokuratura miała postawić zarzut sprawstwa kierowniczego zbrodni, a po ogłoszeniu wyroku przez płocki sąd, na początku kwietnia - Sławomir Kościuk. Do porwania Krzysztofa Olewnika doszło w październiku 2001 r. Wkrótce sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 r. okup - 300 tys. euro - przekazano porywaczom. Jednak uprowadzony nie został uwolniony. Miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany przez Pazika i Kościuka. Ciało ofiary, torturowanej przed śmiercią, znaleziono dopiero po pięciu latach od porwania i trzech od zabójstwa, w lesie w okolicach Różana nad Narwią. Za serwisem Onet z dn. 26.04.2008 r. Trzy wątki sprawy Olewnika Grażyna Zawadka, Mariusz Kowalewski 26-04-2008, ostatnia aktualizacja 26-04-2008 03:01 Śledztwo w Olsztynie. Prokuratorzy sprawdzają układ, który chciał przejąć majątek rodziny, powiązania porywaczy z osobami wyłudzającymi od Olewników pieniądze i "kreta" Jak dowiedziała się "Rz", wokół tych trzech kierunków koncentrują się działania olsztyńskich prokuratorów wyjaśniających zaniedbania w sprawie uprowadzenia Krzysztofa Olewnika. - Ich rozpracowanie ułatwi odpowiedź na pytanie, jaki był motyw porwania, i czy bandyci mieli nad sobą zleceniodawców - wyjaśnia nasz informator z resortu sprawiedliwości. Według informacji "Rz" lada dzień zarzuty mogą usłyszeć policjanci, którzy tuż po porwaniu ofiary nie wykonali podstawowych czynności - m.in. nie zabezpieczyli śladów. Śledczy sprawdzają, czy porywacze mieli powiązania z wpływowymi działaczami SLD z Mazowsza. W tym kontekście badana jest rola Grzegorza K., lokalnego działacza lewicy, który - jak twierdzą Olewnikowie - skontaktował ich z bandytą z Sierpca - Eugeniuszem D., ps. Gienek. Tego ostatniego dotąd uznawano za zwykłego oszusta i oskarżono go tylko o wyłudzenie od Olewników 160 tys. zł w zamian za informacje o porwanym Krzysztofie. Jednak olsztyńscy śledczy podejrzewają, że "Gienek" miał kontakt z porywaczami. - Opisał dokładnie treść listów, jakie otrzymamy od syna. Po kilku godzinach odezwali się porywacze. W listach od nich było dokładnie to, o czym mówił - opowiadał wielokrotnie Włodzimierz Olewnik, ojciec zamordowanego Krzysztofa. W rozmowach z "Gienkiem" za każdym razem uczestniczył Grzegorz K. W jego obecności bandyta odbierał pieniądze od Olewnika. Prokuratorzy chcą ustalić rolę działacza SLD i powiązania "Gienka". Śledczy są coraz bardziej pewni, że w policji był "kret" - zdrajca, który informował bandytów. - Zebrany dotąd materiał wskazuje, iż taka osoba mogła być - mówi nasz informator. Poszlak wskazujących na wyciek informacji jest wiele. Przykładem są groźby pod adresem świadków kierowane tuż po złożeniu zeznań. Najmocniej doświadczył ich Piotr S. - bliski znajomy Sławomira Kościuka (porywacza, który powiesił się w celi), który w lipcu 2005 r. w tajemnicy złożył w CBŚ przełomowe zeznania. Krótko potem czterech nowodworskich gangsterów groziło mu, że jeśli nie odwoła zeznań obciążających Kościuka, straci życie. O przesłuchaniu wiedzieli tylko oficerowie CBŚ. Inny fakt: z kart telefonicznych używanych przez porywaczy dzwoniono do komendy policji w Płocku. W tym kontekście śledczy chcą rozszyfrować, kim był "niebieski", którego numer miał w notesie szef gangu porywaczy. Do zespołu, jaki pracuje nad rozwikłaniem tych zagadek, włączono nowego prokuratora: Pawła Łobacza. - To specjalista od spraw gospodarczych - mówi Cezary Kamiński, szef Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. Atutem nowego śledczego jest także to, że w 2001 roku pracował nad sprawą porwań w Olsztynie. Inicjatywa wyszła od policji Ryszard Kalisz w 2004 roku jako szef MSWiA podpisał decyzję o powołaniu policyjnego zespołu do sprawy porwania Krzysztofa Olewnika. Ale z inicjatywą wystąpiła policja - twierdzi rozmówca "Rz" z Komendy Głównej Policji. Poseł SLD, urażony zarzutami o bezczynność w sprawie uprowadzenia, przekonywał w czwartek, że dzięki niemu powołano specjalną grupę policjantów CBŚ, która ustaliła sprawców. Zaatakował Adama Rapackiego, wiceszefa MSWiA (wcześniej zastępcę komendanta głównego policji), którego pozytywnie wspomina rodzina Olewników, uważając, że zainteresował się sprawą i doprowadził do powołania nowej policyjnej grupy. Za "Rzeczpospolitą" z dn. 26.04.2008 r. Kolejne oskarżenia w sprawie porwania Olewnika "Nasz Dziennik": do sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka wpłynął list, którego autor oskarża funkcjonariuszy Komendy Głównej Policji o nieprawidłowości w śledztwie w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika. Kilkadziesiąt linijek tekstu to bardzo zwięzłe dane, głównie nazwiska i pełnione obecnie funkcje, wskazujące na konkretnych policjantów - dziś pracowników Komendy Głównej Policji. To właśnie oni, jak twierdzi autor listu, mieli uczestniczyć w tuszowaniu błędów i blokowaniu postępowania w sprawie porwania Olewnika. "Nasz Dziennik" podaje, że w piśmie są nazwiska m.in.: Roberta Bałdysa, dziś dyrektora Biura Kontroli KG Policji, Grażyny Biskupskiej - byłej szefowej wydziału do walki z terrorem kryminalnym, oskarżonej i uniewinnionej w postępowaniu dotyczącym błędów popełnionych w trakcie policyjnej akcji w Magdalence, a także Janusza Czerwińskiego, byłego szefa CBŚ. List został wysłany z adresu poczty elektronicznej prywatnego detektywa Marcina Popowskiego. Czy to rzeczywiście on jest jego autorem, nie wiadomo. Jednak już wcześniej prywatny detektyw - który, zajmując się sprawą Olewników, trafił do aresztu śledczego, gdzie spędził dziewięć miesięcy - zapowiadał, że ma informacje na temat funkcjonariuszy KGP. Za serwisem Onet z dn. 25.04.2008 r. Państwo nas zawiodło Bogdan Wróblewski 2008-04-24, ostatnia aktualizacja 2008-04-23 20:31 Za śmierć Krzysztofa Olewnika przepraszał były szef MSWiA. Przepraszał obecny wiceszef MSWiA. Przepraszał prokurator krajowy - Nie wierzę w żadne państwo, w żadną Polskę - powiedziała siostra zamordowanego Bo to państwo zawiodło. Krzysztof Olewnik, syn biznesmena spod Płocka, porwany został w październiku 2001 r., blisko dwa lata więziony przez porywaczy, we wrześniu 2003 r. - po zapłaceniu przez rodzinę 300 tys. euro okupu - został zabity. Policja i prokuratura wcześniej miały szansę jego uwolnienia. Ale dramat Krzysztofa i jego rodziny zlekceważyła. Nie zebrała śladów na miejscu porwania. Nie namierzyła telefonów od porywaczy. Miała nawet anonim z nazwiskami sprawców, ale ich nie sprawdziła. Nie poszła za nimi, gdy rodzina dała okup. Śledczy nie wierzyli w porwanie. Uważali, że to samouprowadzenie. Tak było przez pięć lat, aż do odkrycia ciała zamordowanego. W tym czasie Włodzimierz i Danuta Olewnikowie, ojciec i siostra porwanego, pisali listy, stukali do drzwi polityków, ministrów. Też na próżno. Takiej sprawy jeszcze w Polsce nie było. Takiego posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości - też nie. Zwołane zostało wczoraj na wniosek posłów PiS i PO - miało niespotykaną temperaturę. Zaproszeni zostali państwo Olewnikowie i ich pełnomocnicy. Zaczęło się od przeprosin przewodniczącego komisji Ryszarda Kalisza (SLD). Nie zostały przyjęte. Bo Kalisz to były szef MSWiA, jeden z polityków lewicy, do którego drzwi rodzina Krzysztofa pukała po porwaniu, prosząc o pomoc. Zostali zlekceważeni. Gdy w 2004 r. ukradziony został policyjny samochód z aktami sprawy porwania, Kalisz miał rodzinie powiedzieć: "tyle aut ginie w stolicy". - Zabraliście mi - mówię to o SLD - ukochanego syna. Zabraliście mu godność przez stosowanie ubeckich metod, nie mam wątpliwości, że to było celowe działanie ówczesnego aparatu państwowego - oskarżał Włodzimierz Olewnik. Błędy, a może celowe zaniechania w śledztwie wyjaśnia teraz specjalna grupa policjantów z CBŚ i Biura Spraw Wewnętrznych oraz prokuratorów w Olsztynie - przypadł na okres rządów SLD (2001-05). Przepraszał prokurator krajowy Marek Staszak, przepraszał wiceszef MSWiA Adam Rapacki. - Dość kłamstw i ukrywania bandytów. Nie wierzę w żadne państwo, w żadną Polskę. To ja sama walczyłam, by zwrócono mi Krzysztofa. O jakiej sprawiedliwości my mówimy, ja chcę mojego brata, ja chcę go tutaj! - gorycz płynęła z ust Danuty Olewnik-Cieplińskiej, siostry zamordowanego. Podziękowała mediom. Podziękowała gen. Rapackiemu, bo to on przyczynił się do powołania specjalnej grupy CBŚ w 2004 r., która ruszyła sprawę z miejsca - policja przestała lansować tezę, że porwania nie było, że było samouprowadzenie. - Mam szacunek do pana - mówił do Rapackiego już po posiedzeniu komisji Włodzimierz Olewnik. - Przyznał się pan do błędu, obiecał, że go naprawi i słowa dotrzymał. Wcześniej Danuta Olewnik wołała: - Pociągnijmy do odpowiedzialności wszystkich, którzy zawinili, jesteśmy to winni Krzysztofowi, który czekał na pomoc dwa lata. Temu właśnie - informacji o rozliczaniu odpowiedzialnych i wnioskom na przyszłość - miało być poświęcone wczorajsze posiedzenie sejmowej komisji. Sprawozdanie prokuratora krajowego zawiodło. - O planowanym przedstawieniu zarzutów nie mogę mówić, by potencjalnym sprawcom nie wskazać linii obrony - zaznaczył na początku. Nie padło więc żadne nazwisko. Ani prokuratora Leszka Wawrzyniaka z Sierpca, który prowadził sprawę przez pierwszy rok, ani warszawskich prokuratorów Roberta Skawińskiego i Radosława Wasilewskiego, którzy zajmowali się sprawą w stolicy. Staszak poinformował, że żaden z tych prokuratorów nie ma już "styku ze sprawą". Ale ewentualne przewinienia dyscyplinarne się przedawniły. Chyba że ktoś popełnił przestępstwo. O tym na razie cisza. Wcześniej Staszak przyznał: skala nieprawidłowości w wyjaśnianiu tej sprawy była niespotykana. Ale - informował - do dziś nikt nie został ukarany. Wszyscy prokuratorzy i siedmiu z 12 policjantów, z pierwszej policyjnej grupy, której błędy zaważyły na sprawie, pracuje nadal. Czy Krzysztof mógł przeżyć, gdyby nie błędy śledczych? - Gdyby ich nie popełniono, zwłaszcza w pierwszej fazie śledztwa, Krzysztof pewnie by żył - przyznał Adam Rapacki. Włodzimierz Olewnik, a za nim niektórzy posłowie, domagali się wskazania winnych w prokuratorskim i policyjnym nadzorze. Arkadiusz Mularczyk (PiS) zasugerował, że w momencie porwania (2001) i dziś prokuratorem apelacyjnym w Warszawie jest ta sama osoba - Bogusław Michalski. Staszak zaprotestował przeciw stosowaniu "odpowiedzialności zbiorowej". Niczego nie dowiedzieliśmy się też na temat ewentualnych mocodawców porwania czy politycznego parasola roztoczonego nad bandytami. - Postępowanie karne nie dotyczy sprawców z SLD, PiS, PO czy bezpartyjnych, dotyczy sprawców - znów protestował prokurator krajowy. Rapacki chłodził spekulacje pojawiające się w mediach: - Na dziś nie mamy informacji, by w policyjnej grupie był ktoś, kto współpracował z porywaczami. Posłowie sejmowej komisji sprawiedliwości co miesiąc mają dostawać z prokuratury raporty o postępach śledztwa dotyczącego błędów policji i prokuratury w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. - Zarzutów w tej sprawie spodziewać się można już w najbliższym czasie - zapewnił wczoraj posłów prokurator krajowy Marek Staszak. - Nie będzie w tej sprawie żadnej solidarności zawodowej - zapewnił z kolei Adam Rapacki, wiceszef MSWiA. Dodał, że wszystkie materiały operacyjne policji w tej sprawie zostaną odtajnione. - Krzysztof musi być symbolem - podsumował Włodzimierz Olewnik. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 24.04.2008 r. Olewnik: politycy SLD zabrali nam syna Grażyna Zawadka 23-04-2008, ostatnia aktualizacja 24-04-2008 09:21 Dość kłamstw, dość ukrywania bandytów! - apelowała siostra zamordowanego. - Gdyby nie było błędów, mógłby żyć - mówił Adam Rapacki - Zabraliście mu godność człowieka uczciwego przez stosowanie ubeckich metod - grzmiał ojciec ofiary, w dramatycznych słowach oskarżając państwo o przyczynienie się do śmierci jego syna. Mocne słowa pod adresem polityków SLD padły z ust rodziny Olewników wczoraj na posiedzeniu Sejmowej Komisji Sprawiedliwości. Był na nim biznesmen Włodzimierz Olewnik z córką Danutą. Przed rozpoczęciem do Olewników podszedł przewodniczący komisji, Ryszard Kalisz z SLD, którego rodzina prosiła o pomoc, gdy był szefem MSWiA. - Jeśli coś z mojej strony było nie tak, proszę wybaczyć - mówił Kalisz, wymuszając na Olewniku uścisk ręki. Ubolewanie z powodu zaniedbań wyraził potem prokurator krajowy Marek Staszak. Ale przeprosiny nie złagodziły bólu bliskich Krzysztofa. Włodzimierz Olewnik, który zrozpaczony bezczynnością śledczych, dziesiątki razy szukał pomocy u czołowych polityków SLD, teraz wystawił im rachunek. To oni byli przy władzy, kiedy doszło do porwania i gdy w śledztwie popełniono lawinę błędów. - To była celowa robota ówczesnego aparatu rządzącego, którego celem było posiadanie dorobku i zniszczenie ludzi takich jak Kluska czy Gudzowaty - mówił Olewnik, dając do zrozumienia, że nieudolność to nie przypadek. Oskarżenia kierował pod adresem Ryszarda Kalisza - w przeszłości szefa Kancelarii Prezydenta i MSWiA. - Stosowaliście ubeckie metody szkalowania ludzi. Mówiono o moim synu, że sam się uprowadził - wyrzucał i przypomniał, że gdy Kalisz był szefem Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, odmówiono mu przyznania krzyża zasługi. - Odznaczenie dostał Remigiusz Minda, dla mnie przestępca - twierdził Olewnik. Minda to szef policyjnej grupy, która popełniła skandaliczne błędy. - Nie byłem wtedy szefem Kancelarii - bronił się Kalisz. Poruszające słowa padły z ust siostry porwanego. - To nie policja ani prokuratura, ale my doprowadziliśmy do tego, że śledczy wpadli na trop porywaczy i zabójców - mówiła Danuta Olewnik-Cieplińska. - Dość kłamstw, dość ukrywania bandytów! Ja nie wierzę w żadne państwo, w żadną Polskę! - mówiła poruszona. - O jakiej sprawiedliwości tu mówimy? Kto zwróci mi brata? - pytała. Podziękowała gen. Rapackiemu, który, jak mówiła, uwierzył, że Krzysztof sam się nie porwał. Apelowała: - Zróbmy coś, żeby odstraszyć bandytów. Co to jest 12 lat za uprowadzenie człowieka? - pytała i zapewniła, że rodzina zrobi wszystko, by ukarać winnych zaniedbań. - Niezależnie od tego, jak wysokie funkcje piastują - dodała. Posłowie komisji pytali o błędy w śledztwie. - Było sporo nieprawidłowości na początkowym etapie - przyznał Marek Staszak. - Niewłaściwe zabezpieczenie miejsca zdarzenia, niesprawdzenie anonimu wskazującego na porywaczy - wyliczał. - To porażka. Gdyby błędów nie było, być może Krzysztof Olewnik by żył - przyznał wiceszef MSWiA Adam Rapacki. Mecenas Bogdan Borkowski, pełnomocnik rodziny, za kluczowe błędy uznał mylną hipotezę o samouprowadzeniu i brak rozpoznania środowiska przestępczego Drobina. - Stąd wywodziło się dwóch przestępców - zaznaczył. Posłowie pytali, czy wobec policjantów i prokuratorów winnych zaniedbań były postępowania dyscyplinarne. - Takich postępowań nie prowadzono - poinformował Staszak. - Gdy zostałem prokuratorem krajowym, takie postępowania dyscyplinarne nie mogłyby być prowadzone z uwagi na przeda- wnienie ścigania - mówił Staszak, odpowiadając na pytania Andrzeja Dery (PiS). Dyscyplinarnie nie ukarano też policjantów, którym skradziono samochód z aktami sprawy. Za "Rzeczpospolitą" z dn. 23.04.2008 r. Olewnik: nie chodziło o okup W tej sprawie wcale nie chodziło o okup - mówi Włodzimierz Olewnik, ojciec porwanego i brutalnie zamordowanego Krzysztofa. O co w takim razie chodziło? - Chodziło o przejęcie mojego majątku - dodaje Olewnik. W tle pojawiają się niektórzy politycy rządzącej wówczas lewicy. Wkrótce po uprowadzeniu do rodziny Olewników z ofertą "pomocy" zgłosili się bandyci z Sierpca. Wielokrotnie karany Eugeniusz D., w okolicy bardziej znany jako Gienek, zaproponował Włodzimierzowi Olewnikowi zdobywanie informacji o losach porwanego. Postawił tylko jeden warunek: gwarantem dobrej współpracy między Gienkiem a Włodzimierzem Olewnikiem ma być Grzegorz Korytowski - powiatowy polityk SLD z Sierpca, były wicestarosta i jednocześnie bliski współpracownik mazowieckiego barona SLD Andrzeja Piłata, potem także jeden z dyrektorów w płockim Orlenie i doradca prezesa Zbigniewa Wróbla. Korytowski natychmiast zgodził się na współpracę z Gienkiem. Dziś tłumaczy, że zrobił to, bo chciał pomóc rodzinie Olewników w odnalezieniu syna. Gienek spotkania z Włodzimierzem Olewnikiem rozpoczął od żądania 40 tysięcy złotych "na obiad" ze swoimi informatorami. Pieniądze otrzymał. To był jednak dopiero początek wyłudzeń. Dziś odpowiada przed sądem za wyłudzenie od Włodzimierza Olewnika 160 tys. zł. Korytowski także często spotykał się z Włodzimierzem Olewnikiem. Ojciec porwanego nagrywał wszystkie rozmowy. Obszerne fragmenty udostępnił "Superwizjerowi" TVN. Ich treść jest szokująca. - Oni go pilnują i będą chcieli pieniądze - mówi Korytowski do ojca - Mniej więcej wiem gdzie jest [Krzysztof], ale tego panu nie powiem, dla dobra sprawy. Jeśli pan chce, to panu powiem, ale po co to panu? Ponadto z nagrań wynika, że Korytowski brał pieniądze od Włodzimierza Olewnika dla swoich informatorów. Podczas jednego ze spotkań wziął 25 tysięcy złotych w gotówce. Wśród informatorów miał być m.in. lokalny dziennikarz z Płocka. W 2005 roku Korytowski został zatrzymany przez CBŚ. W sprawie o uprowadzenie Olewnika postawiono mu jednak dwa błahe zarzuty: nielegalnego posiadania kilkunastu sztuk amunicji i nielegalnego posiadania niemieckiego dokumentu tożsamości. Nie usłyszał nawet zarzutu wyłudzenia pieniędzy. Od razu jednak zapewnił sobie obronę adwokatów z najwyższej półki. Początkowo bronił go mec. Wojciech Tomczyk - znany m.in. z obrony Rywina, Sobotki czy Oleksego. Obecnie obrońcą Korytowskiego jest prof. Piotr Kruszyński z Uniwersytetu Warszawskiego. W śledztwie dotyczącym porwania Olewnika był podejrzanym do samego końca, po czym prokurator sporządził akt oskarżenia wobec wykonawców tej zbrodni, a wątek Korytowskiego wyłączył do odrębnego śledztwa, które wciąż trwa. Wcześniej jednak Korytowski zdążył skopiować akta dotyczące porwania. Czy postawienie dwóch błahych zarzutów w sprawie o porwanie miało mu umożliwić kontrolę przebiegu śledztwa? Jako podejrzany musiał być informowany o wielu czynnościach prokuratora. Po co kopiował całe akta? Czego się boi człowiek, który o Ryszardzie Kaliszu mawia "Rysio"? Korytowski zgodził się na rozmowę z "Superwizjerem", ale wyłącznie w obecności swojego prawnika. Twierdzi, że nie miał wiedzy o porwaniu, a jedynie przekazywał informacje od swoich informatorów. Przyznaje, że brał pieniądze od Olewnika, ale nie dla siebie, tylko dla informatorów. Dodaje, że wykazał się wyjątkową naiwnością, a może nawet głupotą. Twierdzi, że łączenie go z tą sprawą ma charakter medialnej nagonki, za którą stoi zemsta uwiedzionej i porzuconej przez niego kobiety. Zdecydowanie dementuje informacje jakoby przekazywał ojcu treść mających dopiero nadejść listów od porywaczy. Była kochanka Korytowskiego w 2005 roku powiadomiła wszystkich czołowych polityków lewicy, a także prokuraturę, że jej zdaniem Korytowski może dużo wiedzieć o porwaniu. Nikt jej nie wysłuchał. Została za to wyrzucona z partii, bo "zdradziła ideały lewicy". Włodzimierz Olewnik nie ukrywa, że zawsze miał dobre kontakty z lewicą, z mazowieckim baronem SLD Andrzejem Piłatem zna się bardzo dobrze. Gdy porwano mu syna zwracał się do polityków tej partii z prośbą o pomoc. Dlaczego wszyscy odprawiali go z kwitkiem? Jednocześnie w czasie rządów lewicy w latach 2001 - 2005 w śledztwie popełniono najwięcej skandalicznych błędów i to wtedy królowała jedyna wersja: samouprowadzenie. Za serwisem Onet z dn. 21.04.2008 r. Ojciec K. Olewnika: Dawałem pieniądze szefowi SLD w Sierpcu Szef SLD w Sierpcu Grzegorz Korytowski zaprzecza, aby brał pieniądze od rodziny Olewników albo domagał się ich w zamian za pomoc w uwolnieniu syna Krzysztofa. Bliscy porwanego twierdzą jednak co innego. "Jest prowadzona od dłuższego czasu permanentna nagonka na moją osobę, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistymi faktami" - powiedział Korytowski w poniedziałek w "Faktach" TVN. "Nigdy nie brałem żadnych pieniędzy od pana Olewnika za tzw. pomoc. Nigdy nie brałem, nigdy nie otrzymywałem i nigdy nie żądałem" - zapewnił. Rodzina porwanego Krzysztofa Olewnika twierdzi jednak, że ma dokumenty oraz nagrania na potwierdzenie swoich słów. "Dawałem i przez niego dla kogoś i bezpośrednio tym osobom" - powiedział w TVN ojciec Krzysztofa, Włodzimierz Olewnik. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Mieczysław Orzechowski informował PAP w ub. tygodniu, że w jednym z pobocznych postępowań prowadzonych w związku z porwaniem Olewnika przewija się wątek szefa SLD w Sierpcu. W maju 2005 roku przeszukano jego mieszkanie i znaleziono naboje do broni gazowej, myśliwskiej i pistoletów. Prokuratura postawiła mu zarzut posiadania nielegalnej amunicji. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina pod Płockiem (Mazowieckie) doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Wkrótce sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 roku okup przekazano porywaczom, jednak uprowadzony nie został uwolniony. Później okazało się, że miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. 31 marca br. Sąd Okręgowy w Płocku skazał dwóch jego zabójców - Sławomira Kościuka i Roberta Pazika na kary dożywotniego więzienia. Kilka dni później Kościuk popełnił samobójstwo. Powiesił się w celi aresztu w Płocku. W czerwcu 2007 r. samobójstwo popełnił też Wojciech F. (szef gangu, który porwał Olewnika), któremu śledczy zamierzali przypisać tzw. sprawstwo kierownicze. Za serwisem INTERII z dn. 21.04.2008 r. "Olewnik załatwiał pozwolenia na broń i dzielił się pieniędzmi z policją" Krzysztof Olewnik załatwiał pozwolenia na broń palną a zarobionymi pieniędzmi dzielił się z jednym z płockich policjantów - tak zeznał przed olsztyńskimi śledczymi Krzysztof Rutkowski. - Porywacze go zabili, bo się bali, że ich rozpozna - uważa były detektyw. W grupie przestępczej byli ludzie z jego środowiska: sąsiad i bliski kolega zięcia Włodzimierza Olewnika, który na bieżąco dawał porywaczom informacje, co się dzieje wkoło tej sprawy - twierdzi Rutkowski. Według Rutkowskiego, syn płockiego biznesmena został porwany, bo porywaczy raził jego wystawny styl życia, i dla okupu. Dodał, że młody Olewnik załatwiał pozwolenia na broń palną za 10 tysięcy złotych, z czego brał 5 tysięcy złotych i dzielił się z jednym z funkcjonariuszy z Płocka, który zresztą był u Olewnika na imprezie poprzedzającej porwanie - czytamy w serwisie dziennik.pl. Przed przesłuchaniem Rutkowski powiedział dziennikarzom, że będzie zeznawał m.in. na temat tego, że funkcjonariusze CBŚ z Warszawy próbowali wymusić zeznania na jego pracowniku oraz o tym, że zawiadomił policję, iż człowiek współpracujący z jego biurem może "naciągać" Olewników na pieniądze. Zapowiadał także, że opowie prokuratorom o samej rodzinie Olewników, w tym o porwanym i zamordowanym Krzysztofie. Pełnomocnik rodziny Olewników Ireneusz Wilk powiedział, iż nie jest zaskoczony wypowiedzią Rutkowskiego, gdyż można było spodziewać się szkalujących ataków na bliskich Krzysztofa i niego samego. Zapowiedział, że zostanie rozważona kwestia, czy nie wystąpić na drogę prawną, cywilną, a nawet karną przeciwko Rutkowskiemu. - Spodziewaliśmy się, że niektórym środowiskom będzie zależeć na tworzeniu fałszywego obrazu Krzysztofa Olewnika i jego rodziny. To bezpardonowy, bezpodstawny atak" - oświadczył mecenas Wilk. Powiedział, że pełnomocnicy rodziny Olewników, jako reprezentujący pokrzywdzonych w sprawie, mieli prawo uczestniczyć w przesłuchaniu Rutkowskiego, nie zostali jednak powiadomieni. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina pod Płockiem doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Uprowadzenie nastąpiło krótko po zakończeniu przyjęcia, które odbywało się w domu Krzysztofa. W przyjęciu brała udział m.in. grupa płockich policjantów. Wcześniej podczas kontroli drogowej patrol policyjny zatrzymał Krzysztofa Olewnika i jego wspólnika Jacka K. Doszło do sprzeczki między Jackiem K. a funkcjonariuszem, którą chciano wyjaśnić i załagodzić podczas przyjęcia. - Jest kwestia uchylonych drzwi balkonowych od strony basenu. Ktoś wiedział, że są one uchylone. Te drzwi mogły być otwarte tylko od środka, czyli przez jednego z uczestników imprezy. To świadczyłoby, że mogła być tam osoba, która współpracowała z osobami, które uprowadziły Krzysztofa - powiedział mecenas Wilk. Dodał, iż pewność z jaką postępowali sprawcy uprowadzenia, co wynika m.in. z ich wyjaśnień, może dawać podstawę do podejrzenia, iż w domu Krzysztofa Olewnika w trakcie spotkania towarzyskiego była co najmniej jedna osoba, która mogła informować porywaczy o tym co dzieje się w środku, a nawet koordynować pewne działania. Wkrótce po porwaniu Krzysztofa Olewnika sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 roku okup - 300 tys. euro - przekazano porywaczom. Jednak uprowadzony nie został uwolniony, został zamordowany miesiąc po przekazaniu pieniędzy. Jutro zbierze się zespół policjantów i prokuratorów powołanych przez ministra sprawiedliwości do zbadania tzw. sprawy Olewnika - powiedział rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Mieczysław Orzechowski. Olsztyńska prokuratura prowadzi śledztwo dotyczące ewentualnych nieprawidłowości przy prowadzeniu sprawy porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. - Na spotkaniu zapadną decyzje odnośnie tego, kto co ma w tej sprawie robić - powiedział Orzechowski. Za serwisem Onet z dn. 17.04.2008 r. Policjanci ukrywali ważny dowód Grażyna Zawadka 17-04-2008, ostatnia aktualizacja 17-04-2008 03:42 Sprawa Olewnika. Dwa tygodnie po porwaniu śledczy mieli dowód prowadzący wprost do szefa gangu. Przez cztery lata nic z nim nie zrobili Ten dowód to kaseta VHS, na której widać, jak Wojciech F. 28 października 2001 r., dzień po porwaniu Krzysztofa Olewnika, kupuje telefon. Z tego numeru bandyci wykonali pierwsze połączenia do rodziny ofiary z żądaniem okupu. "Rz" ustaliła, że kasetę, na której widać F. kupującego w hipermarkecie Auchan w Warszawie aparat, płoccy policjanci zabezpieczyli już na początku listopada 2001 r. Ale na cztery lata o niej "zapomnieli". A trop prowadził do szefa grupy. Zatajenie tak ważnego dowodu wyszło na jaw, gdy w maju 2005 r. śledczy przesłuchali Urszulę P. - ekspedientkę, która sprzedała aparat Wojciechowi F. Mimo upływu lat kobieta dokładnie zapamiętała kupującego. - Była niedziela, kończyłam pracę, gdy zjawił się ten klient i kupił za gotówkę najdroższy wtedy zestaw za 682 zł - zeznała Urszula P. Klienta zapamiętała z kilku powodów: nie chciał skorzystać z promocji, mimo że mógł kupić taki sam aparat za złotówkę. Poza tym, jak twierdziła, był bardzo podobny do zmarłego tragicznie piosenkarza Andrzeja Zauchy. Kiedy w 2005 r. podczas przesłuchania śledczy pokazali ekspedientce zdjęcie Wojciecha F., kobieta bez trudu rozpoznała w nim mężczyznę, który cztery lata wcześniej kupił telefon. Wyjawiła też, że już w 2001 r. byli u niej płoccy policjanci i pytali o nabywcę tego aparatu. Chociaż ekspedientka precyzyjnie go opisała, funkcjonariusze tych informacji nie wykorzystali. Możemy mówić co najmniej o błędzie, jeśli nie o celowym działaniu - Nie sporządzono portretu pamięciowego i choć zabezpieczono dokumenty z numerem aparatu i karty SIM, to telefonu nie poddano monitoringowi. A tak można było dotrzeć do osób, które się nim posługiwały - mówi "Rz" jeden ze śledczych. Jak wynika z ustaleń olsztyńskich prokuratorów, którzy teraz badają błędy w śledztwie, telefon kupiony przez Wojciecha F. posłużył do pierwszych kontaktów porywaczy z rodziną Olewników. To z niego w styczniu 2002 r. bandyci dzwonili na numer Katarzyny F., żony szefa gangu. Zaraz potem porzucili aparat na stacji paliw w Poznaniu. Kasetę z monitoringu stacji policjanci też zabezpieczyli, ale i ten dowód wyszedł na światło dzienne dopiero po blisko pięciu latach. Kto odpowiada za zatajenie ważnych dowodów? Zaniedbania obciążają płockich policjantów, którym wtedy prokuratura w całości powierzyła śledztwo. Z notatki, która jest w aktach sprawy z wiosny 2005 r., napisanej przez policjanta Henryka S., wynika, że jego kolega Maciej L. dopiero wtedy przekazał mu kasetę z monitoringu w Auchan. - Możemy mówić co najmniej o błędzie, jeśli nie o celowym działaniu - tak mecenas Ireneusz Wilk, adwokat rodziny Olewników, komentuje działania związane z ukryciem kaset. - Dowody w sprawie uprowadzenia traktowano w dowolny sposób. Jedne włączano do akt sprawy, inne nie wiadomo z jakich powodów pomijano. Za "Rzeczpospolitą" z dn. 17.04.2008 r. Policjanci ukryli kluczowy dowód w sprawie Olewnika "Rzeczpospolita": Dwa tygodnie po porwaniu Krzysztofa Olewnika śledczy mieli dowód prowadzący wprost do szefa gangu. Przez cztery lata nic z nim nie zrobili Ten dowód to kaseta VHS, na której widać jak Wojciech F. 28 października 2001 roku, dzień po porwaniu Olewnika, kupuje telefon. Z tego numeru bandyci wykonali pierwsze połączenia do rodziny ofiary z żądaniem okupu. "Rzeczpospolita" ustaliła, że kasetę na której widać F. kupującego aparat w hipermarkecie Auchan w Warszawie, płoccy policjanci zabezpieczyli już na początku listopada 2001 roku. Ale na cztery lata o niej "zapomnieli". A trop prowadził do szefa grupy. Zatajenie tak ważnego dowodu wyszło na jaw dopiero, gdy w maju 2005 roku śledczy przesłuchali Urszulę P. - ekspedientkę, która sprzedała aparat Wojciechowi F. Mimo upływu lat kobieta dokładnie zapamiętała kupującego, m.in. dlatego, że mężczyzna nie chciał skorzystać z promocji i nabył najdroższy w tym czasie aparat za 682 złote, choć mógł zapłacić tylko złotówkę. I dopiero w trakcie tego przesłuchania okazało się, że płoccy policjanci w 2001 roku byli u kobiety i pytali ją o nabywcę aparatu. Chociaż ekspedientka precyzyjnie go opisała, funkcjonariusze tych informacji nie wykorzystali. Prokuratura bada próbę przejęcia firmy Olewników Prokuratura Okręgowa w Olsztynie bada kwestię próby przejęcia - jak twierdzą Olewnikowie - ich majątku i firmy. Ten wątek badany jest jak każdy inny wskazany przez Włodzimierza Olewnika - poinformował zastępca prokuratora okręgowego w Olsztynie Krzysztof Stodolny. O próbie zagarnięcia majątku rodziny porwanego Krzysztofa Olewnika przez "lokalny układ polityczno-urzędniczo-biznesowy" za pomocą podstawionych osób napisała we wtorek "Rzeczpospolita". Gazeta twierdzi, że w akcji niszczenia rodziny Olewników mogli brać udział lokalni urzędnicy, politycy, a nawet bankowcy mający powiązania z przestępcami, którzy porwali i zamordowali Krzysztofa. Według "Rz" próba przejęcia majątku rodziny, w tym budowanej przez lata firmy, miała być jednym z etapów operacji. W tym kontekście pojawia się nazwisko Andrzeja Ł. - kontrahenta rodziny Olewników, zajmującego się skupem trzody chlewnej. Jak poinformował prokurator Stodolny, Prokuratura Okręgowa w Olsztynie prowadzi dwa postępowania dotyczące sprawy Krzysztofa Olewnika. Pierwsze dotyczy spraw wyłączonych z postępowania głównego - uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Mieczysław Orzechowski, chodzi o wyłączone kwestie drobniejszych przestępstw typu paserstwo, udziału innych osób, które nie zostały rozliczone w postępowaniu badającym uprowadzenie i zabójstwo Olewnika. W głównym postępowaniu chodziło o rozliczenie bandytów biorących udział w porwaniu. Inne, pomniejsze wątki wyłączono do odrębnego śledztwa- podkreślił Orzechowski. I właśnie w tym postępowaniu badany jest wątek Andrzeja Ł. - kontrahenta rodziny Olewników, któremu w styczniu 2006 roku postawiono zarzuty wyłudzenia 120 tysięcy złotych za obietnicę pomocy w znalezieniu Krzysztofa. Według Orzechowskiego za pierwszym razem Ł. miał wziąć od Olewników 40 tysięcy złotych, za drugim razem - 80 tysięcy złotych. W tym postępowaniu przewija się także wątek szefa SLD w Sierpcu Grzegorza K. któremu w maju 2005 roku przeszukano mieszkanie i znaleziono naboje do broni gazowej, myśliwskiej i pistoletów. Prokuratura postawiła mu zarzut posiadania nielegalnej amunicji - wyjaśnił Orzechowski. Drugie, odrębne postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Olsztynie dotyczy błędów, które popełnili śledczy w sprawie porwania i zabójstwa Olewnika. Do tej pory postawiono zarzut jednej osobie - policjantowi z rejonu Ostrołęki. Jest on podejrzany o niedopełnienie obowiązku przy kontroli drogowej. Dotyczyła ona kierowcy, który okazał się jednym z bandytów odpowiedzialnych za porwanie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Policjant po zatrzymaniu nietrzeźwego kierowcy nie sprawdził, czy jest on poszukiwany przez organa ścigania i czy samochód, którym się poruszał nie został skradziony. Jak wykazało późniejsze śledztwo, kierowca był jednym z bandytów, którzy uprowadzili i zamordowali Olewnika. Kontrola drogowa została przeprowadzona w sierpniu 2003 roku. Miesiąc wcześniej rodzina Olewników przekazała bandytom okup 300 tysięcy euro za uwolnienia Krzysztofa. W sierpniu 2003 roku Krzysztof Olewnik mimo przekazania okupu został zamordowany. Olsztyńscy śledczy ustalili, że mężczyzna jadący autem kontrolowanym przez policjanta był jednym z bandytów, którzy uprowadzili i zamordowali go. Przestępca został schwytany dopiero w 2006 roku. Postępowanie w sprawie błędów śledczych prowadzone jest z zawiadomienia ojca Krzysztofa, Włodzimierza Olewnika. Według niego śledczy z Warszawy, Płocka i Sierpca działali opieszale, nieskutecznie i nie ścigali bandytów. Zagadkę zabójstwa Olewnika ostatecznie rozwiązali prokuratorzy z Olsztyna. Oni także ustalili sprawców. Sąd Okręgowy w Płocku skazał Sławomira Kościuka i Roberta Pazika, dwóch zabójców Krzysztofa Olewnika, na kary dożywotniego więzienia. Pozostałych siedmioro oskarżonych sąd skazał na kary od roku więzienia w zawieszeniu do 15 lat pozbawienia wolności. Jednego z oskarżonych sąd uniewinnił. Dwóch ze sprawców porwania i zabójstwa Olewnika popełniło samobójstwa. Kościuk powiesił się w płockim areszcie kilka dni po ogłoszeniu wyroku. Wcześniej, bo w czerwcu ubiegłego roku w olsztyńskim areszcie powiesił się Wojciech F., któremu śledczy mieli przypisać sprawstwo kierowniczego przy zabójstwie Olewnika. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina pod Płockiem (Mazowieckie) doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Wkrótce sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 roku okup przekazano porywaczom, jednak uprowadzony nie został uwolniony. Później okazało się, że miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. (mj) Za serwisem WP z dn. 14.04.2008 r. Nadkomisarz wiedział, kto porwał Olewnika i gdzie go trzymano Nadkomisarz Remigiusz Minda, jeden z policjantów prowadzących śledztwo w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika, znał anonim wskazujący miejsce przetrzymywania ofiary i nazwiska porywaczy - pisze na swoich stronach internetowych tygodnik "Newsweek". Dowodem na to ma być znajdująca się w aktach śledztwa notatka innego policjanta, aspiranta Macieja Lubińskiego - 20 stycznia 2003 napisał on, że Minda poinformował go o tym anonimie i jego treści. W ostatni czwartek Minda pytany o anonimową informację wskazująca na sprawców porwania, którą rodzina Olewników miała otrzymać na początku 2002 roku, odpowiedział, że anonim został przekazany prokuratorowi nadzorującemu śledztwo. - Ja tego anonimu nie pamiętam, żebym go otrzymał - powiedział nadkomisarz na antenie TVN 24. Według "Newsweeka" jednym z poważniejszych zarzutów stawianych policji jest właśnie zlekceważenie tego anonimu. W styczniu 2003 nieznany autor napisał do rodziny Olewników, że dotarła do niego wiadomość, że gangsterzy chcą zabić Krzysztofa Olewnika oraz wskazał jednego z porywaczy, który pilnował uprowadzonego. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy z Drobina pod Płockiem (Mazowieckie) doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Sprawcy zażądali okupu. W lipcu 2003 roku okup przekazano porywaczom, jednak uprowadzony został miesiąc później zamordowany. 31 marca Sąd Okręgowy w Płocku skazał dwóch zabójców Olewnika - Sławomira Kościuka i Roberta Pazika na kary dożywotniego więzienia. Kilka dni później - czwartego kwietnia - Kościuk popełnił samobójstwo. Powiesił się na prześcieradle w celi aresztu w Płocku. Jak powiedziała rzeczniczka Służby Więziennej Luiza Sałapa, Kościuk był wielokrotnie konsultowany przez psychologa, który nie stwierdził w jego przypadku zachowań autoagresywnych. "Mógł więc przebywać sam w celi tym bardziej, że ta była monitorowana" - dodała. W czerwcu 2007 r. samobójstwo popełnił też Wojciech F. (szef gangu, który porwał Olewnika), któremu śledczy zamierzali przypisać tzw. sprawstwo kierownicze. Za serwisem Onet z dn. 14.04.2008 r. Wciąż wiele zagadek w sprawie mordu biznesmena Wspólnik morderców Olewnika na wolności poniedziałek 14 kwiecień 2008 23:14 Na wolności wciąż pozostaje co najmniej jeden człowiek, który współpracował z porywaczami Krzysztofa Olewnika - wynika z analizy śledztwa, do której dotarł DZIENNIK. Do dziś nie wiadomo, kto to jest, ale wiadomo, jakie zostawił za sobą ślady. To kilkadziesiąt połączeń z ulicznych telefonów na karty magnetyczne. W dodatku mógł to być policjant. Analizę przeprowadzili w 2007 r. prokuratorzy z Olsztyna - ci, którym udało się zakończyć śledztwo w sprawie porwania syna znanego biznesmena - pisze DZIENNIK. Rozwikłali sprawę, a przy okazji wykryli setki błędów i przykładów nieudolności ekipy z Płocka, która prowadziła postępowanie przed nimi. Jednym z badanych wątków były połączenia telefoniczne - ktoś dzwonił do porywaczy z ulicznych automatów. Wiadomo, że nie był to żaden ze znanych już i skazanych w zakończonym 31 marca procesie bandytów. W czasie, w którym z namierzonych przez policję budek ktoś dzwonił na ich telefony, wszyscy mieli alibi. "Należy (...) przyjąć, że połączenia te były wykonane przez osobę współpracującą lub znającą sprawców uprowadzenia Krzysztofa Olewnika, której w tej sprawie nie postawiono jeszcze zarzutów" - konkludują autorzy analizy. Nigdzie nie ma w niej odpowiedzi na pytanie, kim jest ta tajemnicza osoba. "Ten, kto dzwonił, użył trzech kart magnetycznych. Dzwoniono z nich głównie w lipcu i sierpniu 2003 roku" - powiedział DZIENNIKOWI policjant znający sprawę Olewnika. Telefony dzwoniły w okolicach 24 lipca 2003, kiedy to rodzina Olewnika przekazała porywaczom 300 tys. euro okupu. Nasz rozmówca zwraca uwagę na jeszcze jeden szczegół. "Jedna z tych kart magnetycznych była użyta tylko dwa razy i to jednego dnia, ale przed przekazaniem okupu. Ktoś telefonował na policję w Płocku, do komendy miejskiej, a potem do jednego ze sprawców, Sławomira Kościuka" - mówi. Kościuk to zabójca Olewnika, który pięć dni po skazaniu na dożywocie powiesił się w płockim więzieniu. Kto do niego dzwonił, kiedy Krzysztof Olewnik jeszcze żył? Na to pytanie nie znamy odpowiedzi, analiza tego nie tłumaczy. Wiadomo jednak, że przestępcy mieli informacje o przebiegu śledztwa - dostawali je prawdopodobnie z płockiej policji. Wyszło to na jaw w trakcie procesu. Jeden ze świadków opowiedział o tym, jak płoccy funkcjonariusze zorganizowali pewnego dnia tajne przesłuchanie. Powód był oczywisty - porywacze zakazali rodzinie i jej znajomym kontaktów z policją. Jednak kilkanaście minut po wyjściu z tego przesłuchania świadek odebrał telefon z pogróżkami - porywacze już wiedzieli, gdzie był. Ten szczegół wiąże się z wątkiem kart magnetycznych - według rozmówców DZIENNIKA - możliwe, że osoba, która ich używała była policjantem lub wiedziała, co robi policja w sprawie Olewnika. Olsztyńska prokuratura nadal prowadzi śledztwo w sprawie nieprawidłowości, których dopuścili się policjanci i prokuratorzy z Płocka. Po samobójczej śmierci Kościuka objęła je nadzorem prokuratura krajowa, a Centralne Biuro Śledcze sprawdza wszystkie decyzje podejmowane przez policjantów w sprawie porwania. Daniel Walczak Za "Dziennikiem" dn. 14.04.2008 r. Wpadli przez karty telefoniczne Ujawniamy, jak ujęto morderców Krzysztofa Olewnika (27 l.) Porywaczy Krzysztofa Olewnika zgubiło hobby jednego z bandytów, który kolekcjonował zużyte karty telefoniczne - mówią policjanci z CBŚ, którzy wykryli i zatrzymali sprawców uprowadzenia. Sławomir Kościuk (51 l.), jeden z porywaczy, który powiesił się 5 kwietnia 2008 roku w celi zakładu karnego w Płocku, cztery lata wcześniej kontaktował się z rodziną uprowadzonego, dzwoniąc z budek telefonicznych. Odtwarzał przez telefon nagrane instrukcje, które wypowiadał więziony od października 2001 roku w nieludzkich warunkach Krzysztof Olewnik (27 l.). Bandyta wykorzystywał do zapłaty za połączenie plastikowe karty. Wydzwaniał z nich również do innych abonentów. Zużyte karty przechowywał w szufladzie. To go zgubiło. Budka telefoniczna Policjanci z CBŚ, którzy we wrześniu 2004 roku przejęli do prowadzenia sprawę porwania Krzysztofa Olewnika, zgodnie przyznają, że w śledztwie wiele ciekawych informacji zdobyli wcześniej funkcjonariusze z Radomia. Najważniejsza z nich dotyczyła Sławomira Kościuka. W czerwcu 2004 roku, po kolejnym telefonie porywaczy do rodziny Olewników, mazowieccy policjanci ustalili, że przestępcy telefonowali z budki telefonicznej położonej w pobliżu Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. TP SA przesłała szybko policji zestawienie wszystkich połączeń, które wykonał właściciel karty telefonicznej dzwoniący do Olewników. Okazało się, że człowiek ten telefonował również do Komendy Powiatowej w Słubicach. Dyżurny policji w słubickim komisariacie odnotował, że z Warszawy o tej porze zadzwonił mężczyzna, który chciał uzgodnić termin przesłuchania. Nazywał się Sławomir Kościuk. Po kilku dniach bandyta zostaje zatrzymany. W jego mieszkaniu policjanci odnajdują kilkanaście zużytych kart telefonicznych. Wśród nich jest i ta z telefonami do Olewników i Słubic. Ale prokurator Robert Skawiński nie decyduje się na przedstawienie zarzutów. Bandyta opowiada bajeczkę o tym, że znalazł kartę telefoniczną w budce i widząc, że pozostały na niej impulsy do wykorzystania, zadzwonił do Słubic. Prokurator daje mu wiarę! Policjanci są wściekli. Siedemnasta teczka W czerwcu 2004 roku w tajemniczych okolicznościach ginie policyjne daewoo z aktami sprawy uprowadzenia Krzysztofa Olewnika. W prokuraturze warszawskiej, skąd policjanci odbierają akta, sekretarka robi jednak błąd. Wydaje im 16 tomów. Zapomina o 17. Właśnie w nim są znalezione u Kościuka karty telefoniczne. - To uratowało śledztwo - twierdzi jeden z funkcjonariuszy CBŚ z grupy śledczej powołanej w sierpniu 2004 roku na polecenie ministra Ryszarda Kalisza. Przełom w sprawie CBŚ jesienią 2004 roku kieruje do analizy kryminalnej wszystkie karty telefoniczne znalezione u Kościuka. Z analizy połączeń telefonicznych wynika, że Kościuk często dzwoni do Wojciecha F., właściciela autokomisu przy ulicy Modlińskiej w Warszawie. Efekty niektórych ustaleń śledczych trafiają jednak do Marcina P., prywatnego detektywa, który przekazuje je rodzinie Olewników. - Szybko ustaliliśmy, że kontakt z detektywem utrzymywał Mirosław G., jeden z członków policyjnej grupy śledczej - przypomina sobie emerytowany funkcjonariusz Biura Spraw Wewnętrznych. Mirosław G. zostaje zatrzymany i ostatecznie zwolniony z policji. Z analiz połączeń z jednej z kart telefonicznych wynika też, że Kościuk dzwoni często do Piotra S. Policjanci z płockiego CBŚ zatrzymują Piotra S. i namawiają do złożenia zeznań. - To był przełom w sprawie - mówi jeden z funkcjonariuszy biura. Świadek, chory na cukrzycę, w obliczu śmierci opowiada, że Kościuk dał mu samochód, którym wcześniej przewoził związanego mężczyznę. - Mogło to być wtedy, gdy porywacze brali młodego Olewnika z miejsca uwięzienia, aby z drogi, "na żywo" rozmawiał z rodziną - wyjaśnia oficer z Komendy Głównej. Piotr S. potwierdza śledczym, że Kościuk zna dobrze Wojciecha F. i jest jego "prawą ręką". Zatrzymania bandytów Policjanci z CBŚ mając w garści analizę połączeń telefonicznych i zeznania Piotra S., zatrzymują pod koniec 2005 roku Kościuka i Wojciecha F. Bandyci zostają aresztowani. W połowie 2006 roku prokurator krajowy Janusz Kaczmarek decyduje o przekazaniu sprawy do Olsztyna. Aresztowany Kościuk pęka, gdy zawodzą wysiłki jego adwokatów, którzy chciali wykazać, że brat jest niepoczytalny. Zaprzeczają temu dwie opinie biegłych. Dokładnie w piątą rocznicę porwania Olewnika, 26 października 2006 roku Kościuk wyznaje prawdę. Jeszcze tej samej nocy policjanci z olsztyńskiego CBŚ odnajdują zwłoki zamordowanego Krzysztofa. W następnych dniach zatrzymują wszystkich przestępców zamieszanych w porwanie. Co warto wyjaśnić? W śledztwie pojawia się wiele znaków zapytania. Wciąż nie wiadomo też, kim był tajemniczy "A." - funkcjonariusz policji, który miał pomagać bandytom. Ponoć dobrze znał herszta porywaczy Wojciecha F. oraz gangsterów zamieszanych w kradzieże tirów. Gangsterzy ci byli znajomymi Krzysztofa K., który razem z Olewnikiem handlował stalą. Trzeba też wyjaśnić, jaką rolę odegrali w sprawie: Grzegorz K., lokalny polityk SLD, związany z tzw. układem płockim, znający go policjanci z Płocka, m.in. ci, którzy bawili się w noc porwania w domu Olewnika, oraz prywatni detektywi. zwłaszcza panowie R., K. i P. Być może wówczas będzie możliwa odpowiedź na pytanie, czy istnieje nieznany dotąd zleceniodawca tej zbrodni. - Wytropimy wszystkich zamieszanych w tę sprawę - zapewnia Paweł Wojtunik, szef Centralnego Biura Śledczego. autor: Paweł Biedziak Za "Super Expressem" z dn. 14.04.2008 r. Polityk SLD powiązany ze sprawą śmierci Olewnika? Porywacze Olewnika znali techniki operacyjne policji. Jedna z teorii wskazuje na tropy idące do Płocka, do pana Grzegorza K. związanego z SLD - mówi Marcin Popowski, prywatny detektyw. Może wyjść na jaw, kto był "kretem" i współpracował z przestępcami - dodał w Kontrwywiadzie RMF FM Mirosław G., były oficer Centralnego Biura Śledczego, członek specgrupy ds. porwania i śmierci syna biznesmena, Krzysztofa Olewnika. Konrad Piasecki: Ryszard Kalisz o panu mówił, że był taki członek specgrupy zajmującej się Olewnikiem, który został złapany na współpracy z przestępcami. Mirosław G.: Domyślam się, że pan minister ma mnie na myśli, ponieważ nie znam innej osoby, która by pracowała przy tej sprawie i miała postawione jakiekolwiek zarzuty. Nie ukrywam, że mam postawione zarzuty. Dotyczą one jednak wiele niższego kalibru niż te, o które zostałem oskarżony. Ktoś, kto mnie określa "kretem", po prostu kłamie. Ale obaj panowie trafiliście do aresztu. Za co w takim razie? - Moim zdaniem za informacje, które mieliśmy i które mogły przyczynić się do wykazania błędów w śledztwie, a także dać nowe tropy błądzącej wtedy w ciemnościach grupie. Czyli komuś zależało, żeby nie dojść do prawdy w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztof Olewnika i dlatego was zatrzymano? Takie macie poczucie? - Jest to wypadkowa pewnych działań. Tak nie można powiedzieć. Jest to efekt naszych kontaktów i przekazywanych informacji. Informacji, które ja przekazywałem oficerowi policji komendy głównej. Informacji, które mogły być istotne i które należało na tamten czas wykorzystać. Czy wy uważacie, że w tej sprawie, rzeczywiście przestępcy mieli "kreta", mieli współpracownika, który ich chronił? - Wielokrotnie pojawiały się takie informacje związane chociażby z początkowym okresem po uprowadzeniu, z wielokrotnymi wyjazdami w teren w celu przekazania okupu. Było sugerowane, że przestępcy wiedzieli o tym, co się dzieje. Dzisiaj pojawiają się zupełnie różne wątki, mówiące to, że to trzymano Olewnika przez dwa lata to jest zdumiewające. Że to nie była zwykła sporawa kidnapingu, zwykła sprawa okupu, tylko że ona tak naprawdę ma jakieś drugie a nawet trzecie dno? Albo polityczne albo biznesowe. Wierzycie w to? - Teorii jest wiele. Jedna z nich wskazuje na jakieś tropy idące do Płocka, konkretnie do pana Grzegorza K. związanego z SLD. Polityka SLD. On cały czas jest w mazowieckich władzach SLD. - Swego czasu dotarłem do pewnej dziewczyny, która była związana z tym panem - dzisiaj jest detektywem. Ona wyraźnie mówiła, że informowała o tych działaniach choćby członków Rady Mazowieckiej SLD, w tym pana Piłata. I nie było żadnej reakcji? - Nie było żadnej reakcji. Była jedna - wyrzucili ją z SLD. Za serwisem WP z dn. 14.04.2008 r. Zabójstwo Olewnika - "są ludzie, którzy teraz drżą" Sugerowano, że przestępcy wiedzieli, co się dzieje - albo to była ich gra, albo rzeczywiście wiedzieli, co się dzieje. Ja nie byłem "kretem", ale są ludzie którzy drżą - powiedział w "Kontrwywiadzie RMF FM" Mirosław G., członek specgrupy rozpracowującej porwanie Krzysztofa Olewnika. To on - według słów Ryszarda Kalisza - miał być "kretem" współpracującym z porywaczami. - Nie byłem "kretem". To jest kłamstwo - powiedział Mirosław G. Przyznał, że w sprawie porwania i zamordowania Olewnika ma postawione zarzuty, ale "są znacznie mniejszego kalibru". Według Marcina Popowskiego, prywatnego detektywa, który zajmował się sprawą porwania Olewnika, powiedział, że trafił do aresztu, bo "miał informacje mogące wykazać błędy w śledztwie". - Wiele rzeczy, które miały związek z porwaniem, wskazywało na udział osób, które znają techniki działania policji - dodał Popowski. - Albo chciano utrudnić o dojście do prawdy, albo chciano skierować sprawę na inny trop - stwierdził Mirosław G. - Nieprawidłowości w śledztwie, to nie tylko wina policji, bo policja wykonywała czynności na zlecenie prokuratury - dodał Mirosław G. Obaj rozmówcy zgodzili się, że dwa samobójstwa - Sławomira Kościuka i Wojciecha F. - do których doszło w więzieniu, nie są przypadkiem. - Kościuk nie powiedział w śledztwie wszystkiego. Był najbliższym współpracownikiem Wojciecha F. Nie wierzę, że nic nie wiedział - mówił Mirosław G. - Człowiek dostaje dożywocie, ale wyrok nie jest prawomocny. Gdyby coś powiedział, to w kolejnym procesie wyrok byłby inny - dodał Popowski. Za serwisem Onet z dn. 14.04.2008 r. Detektyw od sprawy Olewnika: moje śledztwo uderza w Komendę Główną - Spędziłem 9 miesięcy w areszcie śledczym. To zasługa specgrupy badającej sprawę uprowadzenia Olewnika oraz prokuratury okręgowej. Moje śledztwo uderzało w oficerów z Komendy Głównej Policji, m.in. w ówczesnego szefa CBŚ - powiedział w TVN 24 prywatny detektyw Marcin Popowski, zajmujący się sprawą porwania Krzysztofa Olewnika. - Zostałem opluty, nie czuję się jednak ofiarą spisku, choć do dnia dzisiejszego nikt nie chciał mnie słuchać - dodał. - W 2004 r. zwrócił się do mnie Jerzy Dziewulski z prośba zapoznania się sprawy Krzysztofa Olewnika. Spotkałem się z Włodzimierzem Olewnikiem, z którym przeanalizowałem dostępne materiały wątki sprawy - dziś okazują się one bardzo trafne. Jak mówi, po zapoznaniu się ze sprawą, przystąpił do zbierania informacji z nią związanych - tłumaczył w TVN 24 Popowski. - Jako jedyny człowiek nie wziąłem żadnych pieniędzy od Włodzimierza Olewnika. Uważam, że miałem obowiązek zająć się tą sprawą - stwierdził detektyw. Jak podkreślił, nikt w policji nie pracował na jego rzecz, choć dzielił się swoimi spostrzeżeniami z Mirosławem G. - To uczciwy człowiek i dobry policjant, który chciał rozwiązać tą sprawę - podkreślił Popowski. - Pan Włodzimierz Olewnik miał lasowany mózg przez osoby zajmujące się tą sprawą, które twierdziły na przykład, że jego syn jest przetrzymywany za granicą - powiedział detektyw. - Różne informacje zostały zatrzymane podczas przeszukania mojego mieszkania przez policję, lecz nikt mnie nie przesłuchał. Wiem, że stosowano przeciwko mnie różne kruczki, na przykład związane z bronią, na która miałem pozwolenie - ocenił Popowski. - Wiele osób w komendzie Głównej zasiada tam przypadkowo, są tam przydzieleni według dziwnego klucza. - zakończył detektyw. Za serwisem Onet z dn. 11.04.2008 r. Postępowanie w sprawie śmierci Kościuka może być przedłużone amk 11-04-2008, ostatnia aktualizacja 11-04-2008 17:08 Prowadzone w płockim Zakładzie Karnym wewnętrzne postępowanie, badające okoliczności śmierci Sławomira Kościuka, który tydzień temu powiesił się na prześcieradle w celi tamtejszego aresztu, może zostać przedłużone - poinformował dyrektor ZK Artur Kowalski. Wyjaśnił, że termin zakończenia postępowania został wyznaczony wcześniej na 28 kwietnia. Kościuk był jednym z dwóch skazanych 31 marca przez płocki Sąd Okręgowy na dożywocie w sprawie porwania i zabójstwa 27-letniego Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy z Drobina (Mazowieckie). W areszcie płockiego ZK przebywał od września 2007 r. "Chcemy bardzo szczegółowo wyjaśnić wszystkie okoliczności zdarzenia. Istotnym elementem będą też ostateczne wyniki sekcji zwłok. Dlatego jest prawdopodobne, że wyznaczony wcześniej termin zakończenia postępowania zostanie przedłużony" - powiedział Kowalski. Kowalski, pytany o okres osadzenia Kościuka w areszcie płockiego ZK, podkreślił, iż służby tej jednostki nie otrzymały żadnej opinii sugerującej, iż powinien on przebywać w celi wieloosobowej. Źródło : PAP Za "Rzeczpospolitą" z dn. 11.04.2008 r. Była wspólniczka detektywa oskarża: "Rutkowski kłamie, że nie wziął miliona od Olewników" piątek 11 kwiecień 2008 11:56 Magdalena Rutkowska, była partnerka i wspólniczka Krzysztofa Rutkowskiego, potwierdza, że były detektyw wziął milion złotych od rodziny Olewników. Mówi dziennikowi.pl, że są na to świadkowie. Rutkowski zaprzecza. "Milion wzięty, a facet mówi, że nie wziął" - bulwersuje się Rutkowska. "Rozmawiałam, jeszcze będąc w biurze, z pracownikami, którzy przy tym byli. Także, że pieniądze były brane" - opowiada dziennikowi.pl. O tym, że detektyw wziął milion złotych od rodziny Olewników za pomoc w poszukiwaniach porwanego, mówił też minister Ćwiąkalski. "Nie tylko nic nie zarobiłem, ale jeszcze musiałem dopłacić do poszukiwań Olewnika" - odpowiedział ministrowi Krzysztof Rutkowski. Magdalena Rutkowska w rozmowie z dziennikiem.pl wytacza przeciwko niemu ciężkie działa. Mówi, że detektyw nie tylko wziął milion od Olewników, ale jeszcze nic w sprawie porwanego syna biznesmena nie robił. "Być może, gdyby nie nieudolność pana Rutkowskiego, to człowiek by żył. A on siedział, nic nie robił, chłopak dawno był już w studzience" - twierdzi Rutkowska. Rutkowska - która tak ostro oskarża byłego partnera - prowadzi dziś konkurencyjne biuro detektywistyczne, a jej związek z byłem posłem Samoobrony rozleciał się z hukiem. W ubiegłym roku to właśnie ona wpłaciła 80 tysięcy złotych, by detektyw mógł wyjść z aresztu. Rutkowski jest bowiem oskarżony o pranie brudnych pieniędzy. Odwiedzała go wtedy za kratami przez 10 miesięcy. Dziś Rutkowska także zajmuje się działalnością detektywistyczną, ale pod własnym szyldem. Twierdzi, że jej były partner to zwykły naciągacz. A jego ofiarą jest też ona. "Wziął ode mnie 300 tysięcy. Podpisał mi sam osobiście zobowiązanie, że się do tego poczuwa. Do tej pory nie dostałam pieniędzy" - mówi. Za "Dziennikiem" z dn. 11.04.2008 r. Rutkowski: dołożyłem pieniądze do sprawy Olewnika Nie tylko nie wziąłem od Olewników miliona złotych, ale jeszcze dołożyłem do ich sprawy - oświadczył Krzysztof Rutkowski i zapowiedział pozwanie Janusza Kaczmarka, który w TVN24 powiedział, że detektyw był jedną z osób, które żerowały na nieszczęściu Olewników. Pojawiające się od środy w mediach informacje o tym, że za zajęcie się sprawą porwania Krzysztofa Olewnika miał zainkasować od rodziny porwanego ok. miliona złotych Rutkowski nazwał "kompletną bzdurą" i "absolutnym kłamstwem". Dodał, że takie nieprawdziwe informacje rozpuszczane są celowo, by zdyskredytować jego osobę "pod względem politycznym". Są ludzie, którzy obawiają się, że wystartuję w wyborach uzupełniających na senatora na Podkarpaciu i podając takie informacje chcą zminimalizować moje szanse w tych wyborach - wyjaśnił Rutkowski. Powiedział, że wynajęty przez niego adwokat już przygotowuje pozew o naruszenie jego dóbr osobistych przez Janusza Kaczmarka, b. prokuratora krajowego, który na antenie TVN24 wymienił Rutkowskiego jako jednego z tych, którzy żerowali na nieszczęściu Olewników. Owszem, są takie osoby, ale ja do nich nie należę - zaznaczył Rutkowski. Informację o tym, że Rutkowski zainkasował od Olewników milion złotych podał w czwartek w radiowej "Trójce" także minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski, ale jego Rutkowski nie pozwie. Wsłuchałem się w jego wypowiedź i on powiedział, że tak mówiła mu rodzina (Olewników), a rodziny Olewników nie chcę ciągać - wyjaśnił. Rutkowski zapewniał, że jego praca z Olewnikami była uczciwa. Do mojego biura rodzina Olewników wpłaciła 20 tys zł. Po przyjęciu ich zlecenia oddelegowałem do Drobina pięciu ludzi, którzy siedzieli tam 24 godziny na dobę. Dodatkowe dwie osoby zajmowały się tą sprawą w Warszawie. Moi ludzie pracowali nad tym miesiąc i po tym czasie Olewnikowie wycofali zlecenie, bo woleli pójść układać się ze złodziejami i lokalnymi politykami SLD. Tym siedmiu osobom zapłaciłem więcej, niż te wpłacone na początku 20 tys. zł - zaznaczył Rutkowski. Rutkowski podkreślił, że jego biuro detektywistyczne poważnie zajęło się sprawą porwania Olewnika. To moi ludzie ustalili nazwisko zamieszanego w sprawę Kościuka i przekazali je policji. Policja zatrzymała go, ale w prokuraturze pojawiła się siostra Kościuka, adwokatka, w towarzystwie znanego warszawskiego adwokata, którego nazwiska nie podam, i Kościuka zwolniono - mówił Rutkowski. Zapewnił także, że w sprawie porwania Olewnika ściśle współpracował z policją i był nawet w tej sprawie kilka miesięcy temu przesłuchiwany przez policjantkę z olsztyńskiego CBŚ. Zaznaczył, że chciał być w tej sprawie ponownie przesłuchany, ale mimo jego prób do tego nie doszło. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy z Drobina pod Płockiem (Mazowieckie) doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 roku okup przekazano porywaczom, jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Proces w tej sprawie, której akta liczą 112 tomów, toczył się od października 2007 roku. 31 marca br. Sąd Okręgowy w Płocku skazał dwóch zabójców Olewnika - Sławomira Kościuka i Roberta Pazika na kary dożywotniego więzienia. Na ławie oskarżonych znalazło się w sumie 11 osób, ośmioro skazano na kary od roku więzienia w zawieszeniu do 15 lat pozbawienia wolności; jednego z oskarżonych sąd uniewinnił. Kilka dni później - czwartego kwietnia - Kościuk popełnił samobójstwo. Powiesił się na prześcieradle w celi aresztu w Płocku. Śledztwo w tej sprawie wszczęła tamtejsza prokuratura rejonowa. Także szef grupy przestępczej Wojciech F., któremu śledczy zamierzali przypisać tzw. sprawstwo kierownicze, popełnił samobójstwo w areszcie w czerwcu 2007 r. (aka) Za serwisem WP z dn. 10.04.2008 r. Stal kluczem do sprawy Olewnika? Prokurator okręgowy w Olsztynie potwierdził, że jeden z wątków w śledztwie dotyczącym porwania Krzysztofa Olewnika wiąże się z handlem stalą. - Ale wątków jest bardzo wiele i każdy sprawdzamy - zaznaczył. - Wątków w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika jest tak wiele, że co dnia może być wyciągany inny. Jest w nim także i ten, w którym sprawdzamy, czy za porwaniem nie stali ludzie, którzy razem z Olewnikiem handlowali stalą. Do tego wątku przywiązujemy dokładnie taką samą wagę, jak i do wszystkich innych wątków, których, podkreślam, jest bardzo, bardzo wiele - powiedział prokurator okręgowy w Olsztynie Cezary Kamiński. O tym, że w prowadzonym w poprzednich latach śledztwie w sprawie porwania i śmierci Olewnika nie sprawdzono wątku nieprawidłowości w firmie, która zajmowała się handlem stalą mówił w czwartek na antenie RMF FM b. prokurator krajowy i b. szef MSWiA Janusz Kaczmarek. Według niego Olewnik, który ze wspólnikiem prowadził firmę handlująca stalą, miał wykryć te nieprawidłowości. Kaczmarek mówił także, że "osoby, które z tym wątkiem były związane, zaangażowały się w pomoc rodzinie". Kamiński przyznał, że prokuratorzy, którzy badają nieprawidłowości związane z prowadzeniem śledztwa w poprzednich latach będą sprawdzać "kto, co i kiedy o tej sprawie wiedział, co mógł zrobić, a czego nie zrobił". - Ale zanim zaczniemy przesłuchiwać ludzi - zarówno polityków, jak i wszystkich innych, którzy kiedykolwiek mieli styczność z tą sprawą, chcemy poznać cały materiał operacyjny policji, którego teraz nie ma w aktach prokuratorskich. Materiały te mają być odtajnione przez MSWiA i niezwłocznie nam przekazane, ale wypełnienie związanych z odtajnianiem procedur musi trochę potrwać - zaznaczył prok. Kamiński. Kamiński przyznał, że nad sprawą porwania Olewnika, mimo powołania grupy prokuratorów, de facto pracuje jeden prokurator - Paweł Zmitrowicz. - Wykonał on, razem z biurem spraw wewnętrznych olsztyńskiej komendy wojewódzkiej i olsztyńskim CBŚ większą część roboty w tej sprawie, bo tak się złożyło, że pozostałych dwóch prokuratorów, w tym Piotr Jasiński, przebywało na długotrwałych zwolnieniach lekarskich - wyjaśnił Kamiński. Dodał, że prok. Jasiński co prawda w poniedziałek wrócił już ze zwolnienia, ale nie przedstawił jeszcze wymaganego prawem pracy zaświadczenia, że jest zdolny do pracy. Odnosząc się do powołania kolejnej grupy policjantów, którzy mają badać sprawę porwania Olewnika - co ujawnił w czwartek we Wrocławiu komendant główny policji Andrzej Matejuk - prok. Kamiński powiedział "że im więcej rąk do pracy w tej sprawie, tym lepiej". Olsztyńska prokuratura okręgowa od czerwca 2007 r. prowadzi śledztwo, w którym wyjaśnia, czy były nieprawidłowości związane z wyjaśnianiem porwania Krzysztofa Olewnika. Materiały do tego śledztwa zostały wyodrębnione ze sprawy osądzonych już nieprawomocnie porywaczy. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy z Drobina pod Płockiem (Mazowieckie) doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 r. Sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 r. okup przekazano porywaczom, jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Proces w tej sprawie, której akta liczą 112 tomów, toczył się od października 2007 roku. 31 marca br. Sąd Okręgowy w Płocku skazał dwóch zabójców Olewnika - Sławomira Kościuka i Roberta Pazika na kary dożywotniego więzienia. Na ławie oskarżonych znalazło się w sumie 11 osób, ośmioro skazano na kary od roku więzienia w zawieszeniu do 15 lat pozbawienia wolności; jednego z oskarżonych sąd uniewinnił. Kilka dni później - czwartego kwietnia - Kościuk popełnił samobójstwo. Powiesił się na prześcieradle w celi aresztu w Płocku. Śledztwo w tej sprawie wszczęła tamtejsza prokuratura rejonowa. W czerwcu 2007 r. samobójstwo popełnił też Wojciech F. (szef gangu, który porwał Olewnika), któremu śledczy zamierzali przypisać tzw. sprawstwo kierownicze. W jego organizmie znaleziono alkohol i śladowe ilości amfetaminy. Za serwisem Onet z dn. 10.04.2008 r. Ukrywanie przestępców związanych z SLD? Jest motyw zabójstwa Olewnika czwartek 10 kwiecień 2008 11:14 Skrywanie nielegalnego obrotu stalą przez ludzi związanych z SLD - to jedna z hipotez wyjaśniających, jaki mógł być motyw tak długo i tak nieudolnie prowadzonego śledztwa w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. RMF dotarł do ustaleń prokuratorów, którzy analizowali wyniki wieloletniego śledztwa. Prokuratorzy twierdzą, że zaniedbania i błędy policji i prokuratorów, prowadzących sprawę Olewnika do maja 2006 roku, sugerują, że działania te mogły być celowe. A jaki był cel? Według śledczych, na których powołuje się RMF, chodziło o chęć ukrycia przestępstw popełnianych przez osoby występujące w sprawie Olewnika i z nim powiązanych. Prokuratorzy twierdzą, że mogło chodzić o wprowadzenie do obrotu stali pochodzącej z kradzieży lub sprowadzanej do Polski bez opłat granicznych i ceł. Z tą sprawą związany miał być dawny układ SLD. W dokumencie przygotowanym pod koniec urzędowania Janusza Kaczmarka, jako szefa MSWiA, tzw. analizie śledztwa w sprawie Krzysztofa Olewnika, do którego dotarło radio RMF FM, pojawia się informacja o ewentualnym związku z przestępcami zajmującymi się handlem złomem. "Jest tam taki jeden wątek związany z pewną firmą, która znajdowała się obrotem stalą. W tej firmie stwierdzono pewne nieprawidłowości. Na marginesie powiem, że te nieprawidłowości fałszywych faktów stwierdził Krzysztof Olewnik" - przyznał w rozmowie z radiem Janusz Kaczmarek, który był szefem spraw wewnętrznych, gdy przygotowano analizę tego śledztwa. Były szef SWIA twierdzi, że tego wątku w ogóle nie sprawdzono, wręcz go zaniechano. A osoby, które były związane z firmą handlującą stalą, z aferą złomową, przez cały czas oferowały rodzinie pomoc w poszukiwaniach zaginionego Olewnika. "Czasami jest tak w porwaniach, że ci, którzy dokonali porwania, albo mają duży związek z porywaczami, angażują się później w proces wykrywczy czy też pomoc rodzinie" - opowiada. Krzysztofa Olewnika porwano pod koniec października 2001 roku. Wkrótce potem sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z rodziną uprowadzonego. W lipcu 2003 porywacze otrzymali pieniądze. Jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców okupu został zamordowany. Schwytani i osądzeni przestępcy twierdzili potem, że wzięli dla siebie z okupu tylko 100 tysięcy euro. Dwieście tysięcy zniknęło. Dwaj porywacze powiesili się w celi w tajemniczych okolicznościach. Trzeci z morderców odsiaduje wyrok, po śmierci kolegów jest stale pilnowany przez strażników. BAR Za "Dziennikiem" z dn. 10.04.2008 r. Rutkowski wziął około miliona zł od rodziny Olewnika Zbigniew Ćwiąkalski uważa, że na sprawie porwanego i zamordowanego Krzysztofa Olewnika żerowało wiele osób. Minister sprawiedliwości, który był gościem "Salonu Politycznego Trójki" ujawnił, że były poseł Krzysztof Rutkowski otrzymał za pomoc rodzinie Olewnika około miliona złotych. Szef resortu sprawiedliwości mówił też, że rodzina Olewników zawierzyła wielu oszustom, którzy wyłudzali od niej kwoty od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych. Minister, który opisywał kulisy śledztwa i procesu porywaczy i zabójców Krzysztofa Olewnika, mówił, że sprawa może mieć drugie dno. Zdaniem ministra, z całą sprawą związany jest układ pomiędzy policją, politykami i biznesmenami. Zbigniew Ćwiąkalski wyraził też przekonanie, że przypadek Krzysztofa Olewnika pokazuje bezduszność i niemoc wymiaru sprawiedliwości w wymiarze ogólnoludzkim. Krzysztof Olewnik, syna przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina pod Płockiem, został uprowadzony w październiku 2001 roku i przez dwa lata był przetrzymywany przez porywaczy w piwnicy, przykuty łańcuchem do ściany. Został zabity wkrótce po przekazaniu przez jego rodzinę okupu. Zwłoki zamordowanego odnaleziono dopiero w 2006 roku. W procesie, który toczył się od listopada ubiegłego roku, na ławie oskarżonych zasiadało 11 osób. Dwie osoby zostały skazane na dożywocie. (ak) Za serwisem WP z dn. 10.04.2008 r. Olsztyńskie śledztwo w sprawie śledztwa Marcin Wojciechowski, Olsztyn 2008-04-10, ostatnia aktualizacja 2008-04-09 20:53 Olsztyńska prokuratura już prawie od roku prowadzi śledztwo w sprawie błędów popełnionych przez policjantów i prokuratorów zajmujących się porwaniem Krzysztofa Olewnika. Do tej pory postawiono zarzuty tylko jednej osobie. Śledztwo dotyczące porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika w maju 2006 r. zostało przeniesione z Warszawy do Olsztyna decyzją ówczesnego prokuratora krajowego Janusza Kaczmarka. Do wyjaśnienia sprawy powołano zespół funkcjonariuszy z CBŚ, komendy wojewódzkiej policji i prokuratury. Pracował w nim także prokurator Piotr Jasiński, który przed sześcioma laty był oskarżycielem w głośnej sprawie przeciwko porywaczom biznesmenów. 16 członków kilku grup przestępczych, którym olsztyńska prokuratura zarzuciła dokonanie czterech uprowadzeń dla okupu, sąd skazał na kary od 1,5 do 15 lat więzienia. Olsztyńscy śledczy uznali, że funkcjonariusze policji i prokuratury, którzy w latach 2001-05 prowadzili postępowanie w sprawie Olewnika, dopuścili się wielu uchybień. - Dlatego już w grudniu 2006 r. poprosiłem o przygotowanie analizy błędów. Miesiąc później notatka była już gotowa. Przesłaliśmy ją do Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku i Krajowej w Warszawie - opowiada Cezary Kamiński, szef Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. - By nie przeciągać postępowania dotyczącego porwania Olewnika, pod koniec czerwca 2007 r. wyłączyliśmy ten materiał do odrębnego śledztwa. Prowadził je Piotr Jasiński. Prokuratorzy mieli przesłuchać prawie stu świadków. Wśród nich - policjantów, prokuratorów, polityków. Kamiński nie chce ujawniać nazwisk. W połowie października 2007 r. olsztyński prokurator okręgowy powołał zespół, który miał prowadzić to śledztwo. Z Jasińskim zaczął pracować drugi prokurator. Współpraca nie trwała jednak długo, bo od 28 października aż do zeszłego tygodnia Jasiński był na zwolnieniu. - Nikt go od tego śledztwa nie chciał odsuwać. Nie było tu żadnych nacisków - mówi Cezary Kamiński. - Dopiero w piątek wrócił do pracy. Jasiński nadal jest w zespole, który zajmuje się tą sprawą. Według nieoficjalnych informacji z prokuratury Jasiński nie radził sobie z tym śledztwem. - Od czerwca do października 2007 r. przeprowadził zaledwie kilka nieistotnych czynności - mówi nam anonimowo jeden z olsztyńskich prokuratorów. Co udało się ustalić śledczym? - Przesłuchaliśmy już sporą grupę osób, ale zarzuty postawiliśmy tylko jednej, która zresztą nie była bezpośrednio związana z tym śledztwem - mówi Kamiński. - Chodzi o funkcjonariusza, który zatrzymał do kontroli drogowej jednego z porywaczy i po pobieżnym sprawdzeniu jego danych pozwolił mu odjechać. A porywacz już wtedy mógł być zatrzymany. Wystarczyło, żeby policjant sprawdził numery rejestracyjne, numery silnika i nadwozia jego auta, które było kradzione. Prokuratura nie wyklucza, że w najbliższym czasie może postawić zarzuty kolejnym osobom. - Dołożymy wszelkich starań, aby wyjaśnić tę sprawę w krótkim terminie - zapewnia Kamiński. - Teraz czekamy na materiały operacyjne policji dotyczące porwania Olewnika. Chcemy prześwietlić wszystkie osoby, które miały wpływ na to postępowanie. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 09.04.2008 r. Kalisz słyszał o "krecie" Bogdan Wróblewski 2008-04-10, ostatnia aktualizacja 2008-04-09 20:51 Ryszard Kalisz wykrył "kreta" w grupie policjantów CBŚ rozpracowującej porwanie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Ale Kalisz się myli. Były szef MSWiA, dziś poseł SLD, zaczął mówić o "krecie" - czyli policjancie współpracującym z bandytami - od wtorku wieczorem. - Pan Kalisz nie wie, o czym mówi, manipuluje - komentuje Włodzimierz Olewnik, ojciec zamordowanego. Kalisz nie podał nazwiska, ale dał podpowiedź. Mówi, że gdy był szefem MSWiA, "kreta" wykryło Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej, czyli tzw. policja w policji. Że funkcjonariuszowi postawiono zarzuty i sprawa jest już w sądzie. O kogo chodzi? W Centralnym Biurze Śledczym sprawdzamy, że specjalne grupy zajmujące się tym głośnym porwaniem były dwie: pierwsza - od września 2004 r. w centrali, druga - od maja 2006 r. w zarządzie CBŚ w Olsztynie, gdy tam przeniesiono śledztwo. Tylko jeden funkcjonariusz tej pierwszej grupy - zresztą zatrudniony nie w CBŚ, lecz w Biurze Kryminalnym KGP - miał kłopoty z prawem. To człowiek, o którym mówi Kalisz. Ale czy "kret"? "Gazeta" opisała tę historię w styczniu 2007 r.: W 2005 r. do przedsiębiorcy spod Płocka Włodzimierza Olewnika zgłasza się detektyw Marcin P. Oferuje pomoc w odnalezieniu porwanego syna. Nie było jeszcze wiadomo, że Krzysztof dwa lata wcześniej, po odebraniu przez bandytów 300 tys. euro okupu, został zamordowany. Detektyw opowiada o niektórych ustaleniach śledztwa, które musiał znać od policjantów. - Chodziło np. o szczegóły przekazania okupu - wspomina biznesmen. Za pośrednictwem detektywa Olewnik poznaje podinsp. Mirosława G. - Był chyba jedynym policjantem, który na rodzinie zrobił dobre wrażenie - mówi mec. Wojciech Brochwicz, wówczas pełnomocnik rodziny Olewników. - Nie forsował wersji samouprowadzenia. Przeciwnie, pokazywał pasmo błędów popełnionych od początku tej sprawy. - Chciał dojść prawdy - dopowiada przedsiębiorca. - Uprzedziłem go, że o naszej rozmowie powiem szefowi grupy CBŚ. Tak się stało. Nie wiemy, komu najpierw policja założyła podsłuch - detektywowi czy policjantowi. Nagrywanie ich rozmów, a potem także innych policjantów, z którymi kontaktował się detektyw, trwało rok. W marcu 2006 r. Biuro Spraw Wewnętrznych zatrzymało podinsp. G. pod Komendą Główną Policji! - To była kombinacja operacyjna - słyszymy w CBŚ. Policjant siedział w areszcie kilka miesięcy. Dziś jest już w cywilu. Czy był czarną owcą w służbie? Tak uważają dziś w CBŚ. Według aktu oskarżenia, który w styczniu 2007 r. prokuratura wysłała do sądu, podinsp. Mirosław G. przekazywał detektywowi tajne informacje. Na ławie oskarżonych jest jeszcze dwóch policjantów, no i detektyw. Dowodów, że detektyw płacił za informacje, nie ma. Proces się toczy. Włodzimierz Olewnik: - Chłop chciał dobrze, nie podobały mu się też zakładane u nas podsłuchy, inwigilowanie. Domagałem się w prokuraturze w Olsztynie, żeby G. przesłuchać. Usłyszałem, że to przestępca. Ale o innych jego sprawach nie wiem. A chcę wiedzieć, kto tu kłamie. - Czy G. pomaga teraz panu? - pytamy. - Nie, ale ostatni raz rozmawiałem z nim wczoraj. - Płacił mu pan? - Detektywowi postawiłem kawę, fakt, w Sheratonie, kosztowała 15 zł, to chyba nie przestępstwo - odpowiada biznesmen. Mec. Brochwicz, odpowiadając wczoraj w TVN 24 na rewelacje Kalisza, wprowadził do historii "kreta-nie-kreta" sensacyjny wątek: - To ten sam człowiek, który zwerbował "Masę" i doprowadził do rozbicia grupy pruszkowskiej ["Masa"to gangster - świadek koronny przeciw "Pruszkowowi"]. Po kilku godzinach Brochwicz powiedział "Gazecie": - Pomyliłem się. Z "Masą" nie miał nic wspólnego. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 09.04.2008 r. Kaczmarek: błędy w sprawie Olewnika mogły być celowe gaw 09-04-2008, ostatnia aktualizacja 09-04-2008 17:13 - Powołany przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego zespół prokuratorów, który będzie badał nieprawidłowości w śledztwie dotyczącym porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika, jako jedną z wersji powinien przyjąć działanie celowe - uważa były szef MSWiA i były prokurator krajowy Janusz Kaczmarek. - Na przestrzeni swojego życia zawodowego spotkałem się z wieloma sprawami porwań, w których popełniano błędy, ale w tej sprawie było ich - nie chce powiedzieć 100-krotnie więcej - ale na pewno kilkudziesięciokrotnie więcej - powiedział Kaczmarek. Przyznał, że to, iż błędy te mogły mieć charakter celowy "nie jest nieuzasadnionym wnioskiem". "Zespół prokuratorów, który będzie tę sprawę teraz badać powinien jako jedną z wersji przyjąć założenie, że było to działania celowe a następnie, ewentualnie w trakcie pracy procesowej ją wykluczyć" - dodał. Odniósł się także do wypowiedzi byłego szefa MSWiA Ryszarda Kalisza, który powiedział we wtorek, że w grupie policjantów z CBŚ, rozpracowującej sprawę porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika, był "kret" - osoba współpracująca z przestępcami. - Nie zetknąłem się z taką informacją, jednak tego nie wykluczam - powiedział były prokurator krajowy. Wyjaśnił, że w ramach analizy dotyczącej błędów w śledztwie przewijały się informacje o przecieku. Dodał jednak, że sam powstrzymałby się przed oceną, kto mógłby być jego źródłem. Były prokurator krajowy zaznaczył także, że ten "wypływ ważnych informacji" mógł być jedną z wielu przyczyn opóźnienia wykrycia sprawców porwania i zabójstwa Olewnika. To właśnie Kaczmarek w lipcu 2006 r. (jako prokurator krajowy) przekazał tę sprawę do prokuratury okręgowej w Olsztynie. Tam została ona w końcu rozwikłana a olsztyńscy śledczy zatrzymali sprawców i odnaleźli ciało zamordowanego. - W 2005 r. jako autor książki o porwaniach dla okupów miałem prelekcję na terenie Olsztyna. Poznałem wówczas rodzinę Krzysztofa Olewnika, która przedstawiła mi problematykę jego porwania. Gdy zostałem prokuratorem krajowym skontaktowali się ze mną i poprosili o przekazanie tej sprawy do Olsztyna ponieważ tamtejszy prokurator miał sukcesy w rozwiązaniu spraw dot. porwań - wyjaśnił Kaczmarek. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina pod Płockiem (Mazowieckie) doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 roku okup przekazano porywaczom, jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Proces w tej sprawie toczył się od października 2007 roku. 31 marca Sąd Okręgowy w Płocku skazał dwóch zabójców Olewnika - Sławomira Kościuka i Roberta Pazika na kary dożywotniego więzienia. Na ławie oskarżonych znalazło się w sumie 11 osób, ośmioro skazano na kary od roku więzienia w zawieszeniu do 15 lat pozbawienia wolności; jednego z oskarżonych sąd uniewinnił. Kilka dni później - czwartego kwietnia - Kościuk popełnił samobójstwo. Powiesił się na prześcieradle w celi aresztu w Płocku. Śledztwo w tej sprawie wszczęła tamtejsza prokuratura rejonowa. W czerwcu 2007 r. samobójstwo popełnił też Wojciech F. (szef gangu, który porwał Olewnika), któremu śledczy zamierzali przypisać tzw. sprawstwo kierownicze. W jego organizmie znaleziono alkohol i śladowe ilości amfetaminy. Za "Rzeczpospolitą" z dn. 09.04.2008 r. Ćwiąkalski obiecał Olewnikom współpracę jen 09-04-2008, ostatnia aktualizacja 09-04-2008 20:40 Bliscy Krzysztofa Olewnika na spotkaniu z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ćwiąkalskim usłyszeli obietnicę daleko idącej współpracy i zapewnienie o osobistym zaangażowaniu w wyjaśnienie sprawy porwania i zabójstwa. Strony w niedawnym procesie oprawców prawdopodobnie wniosą apelację. W spotkaniu z ministrem uczestniczyła siostra Krzysztofa, jego rodzice i pełnomocnik rodziny, Ireneusz Wilk. - Przedstawiliśmy ministrowi informacje, które posiadamy i nasze własne hipotezy dotyczące tej sprawy. Zadeklarował on powołanie nowego zespołu prokuratorskiego, który zajmie się wyjaśnieniem śmierci Krzysztofa - powiedziała siostra Krzysztofa, Danuta Olewnik. - Powołałem grupę prokuratorów, w której jest prokurator, który doprowadził do wyjaśnienia sprawy zabójstwa (...); będzie powołana grupa mieszana, także z udziałem policjantów - mówił minister w radiowych "Sygnałach Dnia" przed spotkaniem. Podkreślił, że nie powinno się zbijać na tej sprawie kapitału politycznego. - Z obrzydzeniem patrzę jak niektórzy politycy próbują już od paru dni zbijać kapitał polityczny. Naprawdę sprawa wymaga spokoju, rzetelnego wyjaśnienia, a nie epatowania słuchaczy czy telewidzów swoją osobą - powiedział. Dodał, że ewentualne postępowania w sprawie nieprawidłowości będą efektem śledztwa, jeśli wykaże ono zaniedbania. Strony złożą apelację Strony procesu w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika złożyły w sądzie wnioski o pisemne uzasadnienie wyroku. Może to oznaczać zamiar złożenia apelacji do wyroku, którym 31 marca płocki sąd okręgowy skazał 10 oskarżonych o uprowadzenie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika na kary od 1 roku w zawieszeniu na 3 lata do dożywocia. Jednego z oskarżonych sąd uniewinnił. Wyrok nie jest prawomocny. Wnioski wpłynęły z Prokuratury Okręgowej w Olsztynie oraz od dwóch pełnomocników oskarżyciela posiłkowego Włodzimierza Olewnika (ojca Krzysztofa) i dotyczą wszystkich jedenastu oskarżonych w procesie. Oni sami lub ich adwokaci, z wyjątkiem uniewinnionego, także złożyli wnioski. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina pod Płockiem (Mazowieckie) doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 roku okup przekazano porywaczom, jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Proces w tej sprawie, której akta liczą 112 tomów, toczył się od października 2007 roku. Za "Rzeczpospolitą" z dn. 09.04.2008 r. Pan Olewnik ma słuszne pretensje. Ale dlaczego do mnie? Bogdan Wróblewski 2008-04-09, ostatnia aktualizacja 2008-04-08 21:54 Rozmowa z Bogdanem Siemiątkowskim Bogdan Wróblewski: Posłużę się cytatem: "porwanie Krzysztofa Olewnika to była swoista zemsta za niechęć do współpracy pana Olewnika z tym środowiskiem", a środowisko "sąsiad z sąsiedniej wsi" Siemiątkowski, a także "panowie Janik czy Piłat". O jaką współpracę chodzi? Zbigniew Siemiątkowski: Jakieś szaleństwo. Jaki ja jestem sąsiad, jak pan Olewnik jest z Drobina, a ja jestem z Ciechanowa, to jakieś 60 km, a Ciechanów to miasto. Młodszy jestem o co najmniej 10 lat od pana Olewnika, więc nasze drogi nie mogły się wcześniej skrzyżować. Nie znałem go wcześniej, nie miałem z nim żadnych kontaktów: towarzyskich, politycznych, biznesowych. Gdy zostałem posłem ziemi ciechanowsko-płockiej w 2001 r., może widziałem go ze dwa razy na jakimś festynie, gdzie się wystawiał ze swoimi wyrobami mięsnymi. Adwokat rodziny ujawnia, że pan Olewnik miał dla środowiska SLD na północnym Mazowszu jakąś propozycję. Została odrzucona, więc potem nie udzielono mu pomocy w wyjaśnieniu porwania syna. - Nie znam jego żadnych relacji czy kontaktów partyjnych z SLD na Mazowszu. Być może znał się z Andrzejem Piłatem, płockim liderem SLD, ze mną nie. Nic nie wiem o jego propozycjach, spotkaniach czy np. finansowaniu kampanii, bo już mnie o to pytał jakiś dziennikarz. Ja ani złotówki nie dostałem, ani nie prosiłem. Pada nazwisko związanego ze sprawą porwania wicestarosty sierpeckiego. - Grzegorza K. - rzeczywiście był wicestarostą z SLD-owskiego nadania. W okolicach sierpecko-płocko-ciechanowskich mówiło się, że może być zamieszany jakoś w to porwanie, ale czy to prawda, nie wiem. Wiem, że był zatrzymywany przez policję, ale nie mam pojęcia, czy w związku z tą sprawą. Jak było z pana pomocą w wyjaśnieniu porwania Krzysztofa Olewnika? - Gdy w rządzie SLD zostałem p.o. szefa UOP, znajomi z tamtych okolic coś mi mówili, że może by Olewnikowi pomóc, ale on się nie zwracał. Nie miałem w tej sprawie żadnych kompetencji. Potem, gdy byłem w Drobinie, ktoś tą tragedią próbował mnie zainteresować. Próbowałem pytać w okolicach policji i prokuratury, ale słyszałem taki komunikat: sprawa jest niejednoznaczna, jeszcze nic nie wiadomo, to jest samoporwanie. Dziś się potwierdza, że nie tylko ja to słyszałem. Dopiero latem 2004 r., gdy przestałem pełnić swoje funkcje w służbach, jeden z moich b. asystentów powiedział, że pan Olewnik chce się ze mną spotkać. Przyjechał do mnie do domu do Warszawy. Pamiętam jego dramatyczną relację. Mówił dokładnie to, o czym dziś wiemy, że jest prawdą - o niechęci, indolencji policji prokuratury, ludziach, którzy tylko wyciągali od niego pieniądze, mamili go możliwościami. Poruszał wątek politycznej ochrony porywaczy? - W życiu. Słyszałem tylko żal ojca za tragedię, która go spotkała. I żal do instytucji państwa, że nie chce pomóc. Zwrócił się do mnie, żeby zabrać śledztwo z prokuratury warszawskiej i przenieść do Olsztyna. Drugi raz spotkaliśmy się w biurze w Ciechanowie, bo poprosiłem o jakieś materiały. Te rozmowy były przy świadku. Rezultat był taki, że napisałem dwie interpelacje - jako poseł ziemi ciechanowsko-płockiej - do szefa MSWiA, chyba to już był Kalisz, i ministra sprawiedliwości, bodaj Kalwasa, w których zawarłem jego wszystkie pytania. Miałem potem informację od mego asystenta, że po moich interpelacjach prowadzący śledztwo byli niezadowoleni, bo się ich odrywa od pracy. To, co pan Olewnik opowiada, traktuję jako pretensje do całego świata. Może i słuszne. Ale dlaczego do mnie? Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 09.04.2008 r. Medal dla śledczego, który dopuścił się "niedopatrzeń" ws. Olewnika Ryszard Kalisz jako szef MSWiA cztery lata temu podpisał wniosek o odznaczenie Srebrnym Krzyżem Zasługi byłego naczelnika wydziału kryminalnego radomskiej policji Remigiusza Mindę - informuje RMF FM. Oficer ten współprowadził śledztwo w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika. To właśnie o tym policjancie jak najgorsze opinie wyraża rodzina zamordowanego oraz niezależni eksperci zajmujący się sprawą. - Nie pamiętam - tak odpowiedział polityk SLD na pytanie, dlaczego wystąpił o odznaczenie tego funkcjonariusza. - Jeśli odznaczałem Srebrnym Krzyżem Zasługi, to ten Srebrny Krzyż Zasługi został przyznany przez prezydenta. Jeżeli na mój wniosek, to oczywiście na wniosek policjantów, czyli komendanta głównego - zaznaczył Kalisz. - Taka jest rola ministra. Odpowiadam za wszystko, co działo się wtedy w resorcie - stwierdził Ryszard Kalisz. "Dziennik", powołując się na ustalenia prokuratorów, pisze, że zaniedbania funkcjonariuszy były celowe i powinny skutkować odpowiedzialnością dyscyplinarną, a nawet karną, wobec prokuratora Leszka Wawrzyniaka, nadkomisarza Remigiusza Mindy - naczelnika wydziału kryminalnego radomskiej policji, aspiranta Marka Straussa i Macieja Lubińskiego. Krzysztof Olewnik został uprowadzony siedem lat temu. Choć rodzina przekazała porywaczom 300 tysięcy euro okupu, mężczyzna został brutalnie zamordowany. "Specjalny zespół zbada ťnieprawidłowościŤ ws. Olewnika" Komenda Główna Policji zaczęła sprawdzać, czy policjanci prowadzący na wstępnym etapie śledztwo w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika dopuścili się nieprawidłowości - dowiedziało się RMF FM. Specjalny zespół zbada, czy uchybienia w dochodzeniu mogą wynikać z celowego działania funkcjonariuszy, czy też było to zaniedbanie. Jednym z pierwszych zadań będzie przesłuchanie byłych ministrów sprawiedliwości. W skład powołanej właśnie grupy wchodzi ośmiu funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych, Centralnego Biura Śledczego i wydziału kryminalnego. Stworzenie specjalnego zespołu prokuratorów, którzy zajmą się ewentualnymi zaniedbaniami w czasie śledztwa, Zbigniew Ćwiąkalski obiecał rodzinie Olewników podczas dzisiejszego spotkania w Ministerstwie Sprawiedliwości. Minister sprawiedliwości obiecał im także daleko idącą współpracę i zapewnił o osobistym zaangażowaniu w wyjaśnienie sprawy porwania i zabójstwa Krzysztofa. Rodzina zamordowanego Krzysztofa Olewnika chce w najbliższym czasie oficjalnie przekazać ministrowi raport z własnego prywatnego śledztwa. Jest to obszerny materiał, który rodzina sporządzała przez lata mało efektywnego dochodzenia prowadzonego przez prokuraturę. Morderca Olewnika brał psychotropy i "nie powinien być sam w celi" TVN24 dotarła do pisma Krzysztofa Strzyżewskiego, dyrektora okręgowego aresztu w Barczewie, który pisał, że "Kościuk jest w fatalnym stanie psychicznym, zażywa psychotropy i należy go trzymać w celi ze współwięźniem". Po przeniesieniu do aresztu w Płocku jednak nie zastosowano się do tych zaleceń. - Umieszczając go samego, ułatwiono mu samobójstwo - uważa Jerzy Krzywicki, adwokat mordercy. "Specjalny zespół zbada ťnieprawidłowościŤ ws. Olewnika" Dziś Komenda Główna Policji zaczęła sprawdzać, czy policjanci prowadzący na wstępnym etapie śledztwo w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika dopuścili się nieprawidłowości. Specjalny zespół zbada, czy uchybienia w dochodzeniu mogą wynikać z celowego działania funkcjonariuszy, czy też było to zaniedbanie. Jednym z pierwszych zadań będzie przesłuchanie byłych ministrów sprawiedliwości. W skład powołanej właśnie grupy wchodzi ośmiu funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych, Centralnego Biura Śledczego i wydziału kryminalnego. Stworzenie specjalnego zespołu prokuratorów, którzy zajmą się ewentualnymi zaniedbaniami w czasie śledztwa, Zbigniew Ćwiąkalski obiecał rodzinie Olewników podczas dzisiejszego spotkania w Ministerstwie Sprawiedliwości. Minister sprawiedliwości obiecał im także daleko idącą współpracę i zapewnił o osobistym zaangażowaniu w wyjaśnienie sprawy porwania i zabójstwa Krzysztofa. Prokuratura przesłucha sto osób ws. Olewnika Sto osób - w tym byłych ministrów, prokuratorów i policjantów - chce przesłuchać prokuratura w sprawie nieprawidłowości w śledztwie dotyczącym porwania Krzysztofa Olewnika. Część nazwisk wymieniła w "Teraz My" siostra uprowadzonego, Danuta. Plan przesłuchań trafił już na biurko ministra sprawiedliwości - informuje serwis tvn24.pl. Odpowiadać przed śledczymi będą osoby, które w jakikolwiek sposób były powiązane ze śledztwem dotyczącym porwania i zabójstwa Olewnika. Kto dokładnie? Prokurator okręgowy w Olsztynie Cezary Kamiński zdradził tylko, że chodzi m.in. o osoby wymieniane przez Danutę Olewnik - siostrę uprowadzonego i zabitego przez bandytów syna biznesmena spod Płocka. W poniedziałek w programie TVN "Teraz My" kobieta wymieniła nazwiska ministrów, do których ona lub jej ojciec zwracali się osobiście. Chodziło im o wzmożenie nadzoru nad śledztwem w sprawie porwania Krzysztofa. Według rodziny Olewników nie otrzymali pomocy, o którą prosili - informuje serwis tvn24.pl. Za serwisem Onet z dn. 09.04.2008 r. Rodzina Olewnika: Ćwiąkalski obiecał nam pomoc Bliscy Krzysztofa Olewnika poinformowali po spotkaniu z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ćwiąkalskim, że usłyszeli od niego obietnicę daleko idącej współpracy i zapewnienie o osobistym zaangażowaniu w wyjaśnienie sprawy porwania i zabójstwa. W spotkaniu z ministrem uczestniczyła siostra Krzysztofa, jego rodzice i pełnomocnik rodziny, Ireneusz Wilk. - Przedstawiliśmy ministrowi informacje, które posiadamy i nasze własne hipotezy dotyczące tej sprawy. Zadeklarował on powołanie nowego zespołu prokuratorskiego, który zajmie się wyjaśnieniem śmierci Krzysztofa - powiedziała dziennikarzom siostra Krzysztofa, Danuta Olewnik. Za serwisem Onet z dn. 09.04.2008 r. Nie powinno się na tej sprawie zbijać kapitału politycznego Zbigniew Ćwiąkalski Grzegorz Ślubowski 09.04.2008 07:45 Rozmowa "Sygnałów Dnia", w studiu Grzegorz Ślubowski Grzegorz Ślubowski: Moim gościem jest Minister Sprawiedliwości, Pan Zbigniew Ćwiąkalski. Dzień dobry. Zbigniew Ćwiąkalski: Dzień dobry. G.Ś.: Panie Ministrze, zacznijmy od sprawy, która budzi coraz więcej emocji i kontrowersji - uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Wiele wskazuje na to, że zaniedbania policji, policjantów, którzy prowadzili tę sprawę były celowe. Tak twierdzi dzisiaj prasa, tak twierdzi np. Gazeta Wyborcza. Jakie jest Pana zdanie? Z.Ć.: Ja jestem daleki od szukania za wszelką cenę sensacji, z całą pewnością ta sprawa była mocno zaniedbana, przez lata całe zresztą, bo przypomnijmy, że uprowadzenie było w 2001 roku. Rzeczywiście, pojawiają się tego typu informacje, że wtedy, kiedy prowadzono śledztwo, to informacje szybko trafiały do przestępców, będziemy to bardzo szczegółowo ustalać, została powołana grupa prokuratorów, także policja oddeleguje swoich najlepszych śledczych i to takich, którzy w żaden sposób nie byli wcześniej związani z tym śledztwem i którzy maja możliwość niezależnego spojrzenia na tę sprawę. G.Ś.: Wczoraj były Minister Ryszard Kalisz powiedział, że w grupie policjantów, która zajmowała się tą sprawą działał "kret". Z.Ć.: Nie chciałbym spekulować na ten temat, Pan Ryszard Kalisz był wtedy Ministrem Spraw Wewnętrznych, więc może ma pełniejsze informacje, natomiast ja spokojnie chcę doprowadzić do wyjaśnienia tej sprawy i ta sprawa, tak dalece jak się da, musi być wyjaśniona. Zresztą, to są zaniedbania wieli, wielu lat, w tej sprawie. G.Ś.: Czy są już wyniki sekcji Sławomira Kościuka, czyli osoby, która została skazana... Z.Ć.: No na razie tylko wiadomo, że powiesił się i takie zewnętrzne... G.Ś.: Przypomnijmy, że znaleziono go martwego w swojej celi. Z.Ć.: Tak, powieszony na kracie koszowej tak zwanej dlatego, że on był niebezpiecznym przestępcą, a jeżeli się wchodzi do celi niebezpiecznego przestępcy: po pierwsze nigdy nie wchodzi pojedynczy funkcjonariusz, zawsze ich wchodzi trzech, po drugie jest jeszcze jedna dodatkowa krata, która oddziela więźnia czy aresztanta od służby więziennej, siedząc w kąciku sanitarnym na muszli ustępowej powiesił się, a tej części celi nie obejmuje kamera, zresztą na żądanie rzecznika praw obywatelskich, więc kamery ustawiono tak, aby nie zakłócały intymności więźnia. G.Ś.: No to już druga osoba oskarżona w tej sprawie, czy skazana w tej sprawie, która popełniła samobójstwo. Z.Ć.: Tak, z tym, że akurat Kościuk był tą osobą, która ujawniła policjantom miejsce zakopania zwłok, także ujawniła niektórych sprawców, którzy uczestniczyli w tym porwaniu. Pierwszy sprawca to był sprawca grypsujący, zresztą osoba, która się zapoznawała dopiero z materiałami śledztwa i która, jak wiem, była pod wrażeniem tego, jak poważne są materiały ja obciążające. G.Ś.: Proszę wobec tego powiedzieć, bo być może dlatego pojawiły się spekulacje, że mógł być pod wpływem alkoholu czy narkotyków, Sławomir Kościuk, czy coś na ten temat wiadomo? Z.Ć.: To za wcześnie, żeby mówić o ustaleniach zbadania krwi, czy badania moczu. Te badania muszą potrwać trochę. W pierwszym wypadku rzeczywiście tak było, że w moczu znaleziono alkohol i śladowe ilości narkotyków - amfetaminy, to było 0,0035 mikrograma, nie miligrama, tylko mikrograma. G.Ś.: Rodzina Krzysztofa Olewnika twierdzi, tak jego siostra np. sugeruje, że w tę sprawę mógł być zaangażowany ktoś, jakiś polityk. Z.Ć.: Nie wysuwałbym tak daleko idących twierdzeń. To znaczy nie wykluczam oczywiście jakichś lokalnych powiązań, natomiast nic nie wskazuje na razie na to, żeby był jakiś polityk wyższego szczebla w to zaangażowany. Dzisiaj spotykam się z rodziną Państwa Olewników i adwokatem, będziemy rozmawiać o tym, co zamierzam zrobić w tej sprawie... G.Ś.: No to co Pan zamierza zrobić w tej sprawie? Z.Ć.: No właśnie, przede wszystkim powołam grupę prokuratorów, w której jest zresztą prokurator, który doprowadził do wyjaśnienia sprawy zabójstwa, więc on najlepiej zna tę sprawę. Będzie powołana grupa mieszana, także z udziałem policjantów. Uważam, że nie powinno się na tej sprawie zbijać kapitału politycznego i z obrzydzeniem patrzę na to, jak niektórzy politycy próbują już od paru dni zbijać kapitał polityczny. Naprawdę sprawa wymaga spokojnego, rzetelnego wyjaśnienia, a nie epatowania słuchaczy czy telewidzów swoją osobą. G.Ś.: A czy są planowane jakieś postępowania dyscyplinarne czy prokuratorskie w sprawie tych zaniedbań? Z.Ć.: Te postępowania będą efektem śledztwa, jeżeli śledztwo wykaże takie zaniedbania, to jak najbardziej, natomiast nie można prowadzić postępowania nawet dyscyplinarnego na podstawie tylko przypuszczeń czy podejrzeń. Śledztwo, które wszczęto dopiero na 4 miesiące przed odejściem poprzedniej władzy, na razie nie przyniosło jakichś znacznych efektów, dlatego zamierzam je przyspieszyć i zintensyfikować. G.Ś.: Tygodnik Wprost w swoim wydaniu internetowym wczoraj napisał, że chce Pan zlikwidować karę więzienia za zniesławienie. Z.Ć.: To prawda, dlatego, że rzeczywiście uważam w przypadku przestępstwa z art. 212 - zniesławienia, pakowanie kogoś do więzienia jest niesłuszne. Kara grzywny, kara ograniczenia wolności mogą swoja rolę równie dobrze spełnić, z tym, że często patrzy się na to przestępstwo zniesławienia przez pryzmat tego, co mówią politycy czy dziennikarze. Znieść - takie są często propozycje tych grup zawodowych, natomiast normalny zwykły człowiek nie chce być zniesławiany w swoim środowisku, nie wiem przez złego sąsiada, kolegę z pracy, kogoś na ulicy, w związku z tym uważam, że to przestępstwo w tym momencie powinno pozostać, tylko bez kary pozbawienia wolności. G.Ś.: Czyli grzywna? Z.Ć.: Grzywna, ograniczenie wolności. Przecież bardzo dobrym środkiem jest praca na rzecz społeczeństwa, kontrolowana, nieodpłatna, np. przy sprzątaniu ulicy, malowaniu ławek. Efekt wychowawczy, efekt ukarania jest bardzo dobry, dokładnie taki sam. G.Ś.: Zmieńmy wobec tego temat. Na jakim etapie jest rozdzielenie funkcji Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości? Pan się tego domagał od dawna. Z.Ć.: Ta ustawa jest już po tak zwanych uzgodnieniach międzyresortowych, teraz odbędzie się komisja uzgadniająca, czyli spotkają się przedstawiciele wszystkich resortów i wymienią uwagi co do ewentualnych zastrzeżeń czy wątpliwości, które tam zgłosili. Potem sprawa trafia na Rade Ministrów i do Sejmu, także myślę, że koniec tego miesiąca, przełom kwietnia i maja to jest czas, kiedy ustawa trafi do Sejmu. G.Ś.: A jak wobec tego z aferami w środowisku piłkarskim, ponieważ coraz szersze kręgi zataczają te sprawy korupcyjne. Z.Ć.: Tak, to prawda, sprawa jest daleka od zakończenia, nadal ma charakter sprawy rozwojowej, nadal będą osoby, którym postawi się zarzuty. Ja zresztą już apelowałem do środowiska, że jeżeli takie osoby są, to najlepiej żeby się same zgłosiły jak najszybciej, bo wtedy mogą korzystać z nadzwyczajnego złagodzenia kary, z tych przywilejów, które im daje ustawa, dlatego, że prokuratorzy wcześniej czy później zapukają do nich. Tu nie ma co liczyć na to, że prokuratorzy nie wiedzą i może uda się przemilczeć te sprawy. Zresztą mówiłem już, że spotkałem się z prokuratorami przedwczoraj i zespół prokuratorów zostanie wzmocniony o dodatkowego prokuratora, żeby przyspieszyć to postępowanie. G.Ś.: Gangsterzy z Pruszkowa, jak dzisiaj pisze prasa, wychodzą z wiezienia, tak postanowił sąd. Zdaniem opozycji, ta sprawa wpisuje się w taki klimat ograniczenia bezpieczeństwa w naszym kraju. Co Pan na to? Z.Ć.: To jest nieprawdą oczywiście, politycy opozycji zawsze tego typu sytuacje wykorzystują, żeby pokazać się z jak najlepszej strony. Wystarczy zobaczyć badania opinii publicznej za marzec, już w okresie mojego urzędowania, bardzo gwałtownie wzrasta krzywa świadcząca o poczuciu bezpieczeństwa, że właśnie to poczucie bezpieczeństwa obywateli rośnie. Natomiast to nie są decyzje prokuratury, to są decyzje sądu niezawisłego, prokuratura się żali, wszędzie tam, gdzie uważa za stosowne, po drugie trzeba przypomnieć, że areszt tymczasowy to nie jest odbywanie kary pozbawienia wolności. Wreszcie, ci zwolnieni przez sąd w każdej chwili do aresztu mogą powrócić, jeżeli tylko naruszą warunki przebywania na wolności. G.Ś.: A czy do aresztu powróci też Marek Dochnal? Z.Ć.: No na razie Marek Dochnal już prawie 3,5 roku siedział w areszcie tymczasowym, sprawa się toczy. W tej chwili, jak wiadomo, niedawno zatrzymano Petera V., który być może wiele rzeczy wyjaśni w tym śledztwie, jeżeli zechce tylko mówić. Marek Dochnal bardzo dobrze wie, że nie może naruszyć tych warunków, na podstawie których opuścił areszt, ponieważ w tych wszystkich wypadkach grozi możliwość powtórnego znalezienia się w areszcie tymczasowym. G.Ś.: Dziękuje bardzo. Minister Sprawiedliwości - Zbigniew Ćwiąkalski był moim gościem. Z.Ć.: Dziękuje bardzo. Za serwisem Programu I Polskiego Radia z dn. 09.04.2008 r. Dlaczego Krzysztof Olewnik nie przeżył Bogdan Wróblewski 2008-04-09, ostatnia aktualizacja 2008-04-08 21:51 Śledztwo w sprawie porwania Olewnika było prowadzone żenująco. Nasuwa się wniosek, że zaniedbania były celowe - oceniają sami prokuratorzy, ale po kilku latach. Gdyby nie te błędy, udałoby się ocalić życie Krzysztofa - twierdzi rodzina. Czy jest możliwe, że policjanci współpracowali z porywaczami? "Gazeta" poznała najważniejsze ustalenia prokuratorów z Olsztyna, którzy już przed rokiem w druzgocący sposób ocenili pierwsze cztery lata śledztwa w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Być może tak źle poprowadzonego śledztwa jeszcze w Polsce nie było. 1. Zaniedbania na początku śledztwa mogły mieć cechy celowego działania. Świadczy o tym to, że niektóre dowody zostały ujawnione dopiero po czterech latach (!) od daty ich zgromadzenia. 2. Policjanci podejmowali wątki drugo-, a nawet trzeciorzędne, gdy sprawa zbliżała się do punktu kulminacyjnego, a zebrane dowody wskazywały na bezpośrednich sprawców. 3. Sporządzali notatki urzędowe niemające żadnego uzasadnienia w zebranym materiale. 4. Skoncentrowali się na tym, żeby udowodnić związek rodziny z rzekomym samouprowadzeniem. 5. W niewytłumaczalny sposób zaniedbali ustalenia osobowe w związku z danymi otrzymanymi od operatorów komórkowych. 6. Zamiast dokonać przesłuchań w kolejności: rodzina, sąsiedzi, świadkowie, prowadzili przesłuchania w sposób chaotyczny. Z zadawanych pytań wynika, że nie mieli nawet określonej tezy, którą chcieli sprawdzić; 7. Nie ma żadnych notatek świadczących o tym, że policja próbowała rozpoznać środowisko przestępcze w Drobinie, rodzinnej miejscowości Olewników. A ta rodzina była już wcześniej okradana. 8. Policjanci nie sprawdzili zebranych odcisków palców w policyjnej bazie danych AFIS (Automatyczny System Identyfikacji Daktyloskopijnej). 9. Nie stworzyli portretu psychologicznego pokrzywdzonego - co ma znaczenie dla stworzenia profilu psychologicznego sprawców. 10. Dopiero po 17 miesiącach policjanci uzyskali odczyty połączeń telefonu stacjonarnego, na który po porwaniu zadzwonili jego sprawcy. 11. Policja nie poinstruowała rodziny, jak ma rozmawiać z porywaczami, co ma robić z korespondencją od nich, jak rejestrować rozmowy telefoniczne. Musiało to spowodować bezpowrotną utratę materiału dowodowego. 12. Niedopuszczalne było zaniedbanie monitorowania telefonu sprawców przy przekazaniu okupu. Tym bardziej że - jak stwierdzono - telefon był co najmniej przez 50 minut włączony. Pozwoliłoby to na podjęcie próby ustalenia, gdzie przebywa osoba posługująca się tym telefonem. 13. Policja nie zabezpieczyła zapisów monitoringu na stacji benzynowej, na której znaleziono telefon komórkowy używany przez sprawców porwania. Wniosek: Śledztwo prowadzone było w sposób żenujący, z zaniedbaniami, które powinny skutkować odpowiedzialnością dyscyplinarną, a nawet z kodeksu karnego, wobec prokuratora Leszka Wawrzyniaka z Sieradza, nadkom. Remigiusza Mindy, aspiranta Marka Straussa i Macieja Lubińskiego. Bogdan Wróblewski: Czy gdyby nie błędy policjantów i prokuratorów, Krzysztof Olewnik mógł przeżyć porwanie? Mec. Bogdan Borkowski, pełnomocnik rodziny: Jesteśmy co do tego przekonani. Często np. pilnował go tylko jeden porywacz. Momentami porywacze zostawiali go samego na działce, gdzie go ukryli. A były tropy prowadzące do działki, na której był przetrzymywany? - Tak. Policjanci byli na tej działce, bo szukali Piotrowskiego [sąsiad Olewnika, brał udział w przetrzymywaniu ofiary, skazany na 14 lat], wcześniej zatrzymanego, gdy prowadził samochód po pijanemu. To był rok 2003. Piotrowski podał, że pracuje u osoby, która mieszka na działce sasiadującej z miejscem przetrzymywania porwanego. Policjanci przyjechali do Kałuszyna, tam gdzie Krzysztof był więziony, ale okazało się, że ten sąsiad był kuzynem policjanta. Jak policja usłyszała nazwisko sąsiada, odpuściła dalsze sprawdzanie Piotrowskiego. Wiadomo już było, że Piotrowski ma coś wspólnego z porwaniem. - Tak, na początku 2002 r. rodzina otrzymała anonim, gdzie napisano mniej więcej tak: Panie Olewnik, pana synowi grozi poważne niebezpieczeństwo. Chcą go zabić. Pilnuje go Ireneusz Piotrowski z Drobina i Robert Pazik [skazany na dożywocie za zabójstwo Krzysztofa Olewnika]. I to jest najpoważniejszy zarzut, bo nie zbadano tego anonimu, a w sprawie o porwanie bada się każdy ślad. Dlaczego nie zbadano? Jak było z tym anonimem? - Pan Olewnik przesłał go faksem do komendy w Radomiu, do prowadzącego postępowanie funkcjonariusza policji Remigiusza Mindy. W aktach procesowych nie ma śladu, żeby wtedy podjęto jakieś poszukiwania Piotrowskiego czy Pazika. Czym pan to tłumaczy? - Póki nie mam innych dowodów, mówię o uchybieniach, niedopełnieniu obowiązków. Ale jest mi bliski pogląd, że komuś mogło zależeć, żeby sprawcy nie byli ujawnieni. Komu? - Potencjalnym mocodawcom porwania. To są nasze podejrzenia, nie podam nazwisk. Związki z tą sprawą niektórych osób są jednak więcej niż przypadkowe. Chodzi o płocką policję? - O byłego jej funkcjonariusza, pana K., który np. wyłudził od ojca Krzysztofa pieniądze na rzekome poszukiwania syna, konkretnie na lornetkę z noktowizorem. Miała być przekazana innym policjantom. Co okazało się nieprawdą, bo żadnych poszukiwań nie było. O kim jeszcze pan myśli, mówiąc o osobach związanych ze sprawą? - Mam na myśli również wysokiego rangą funkcjonariusza policji, który przedstawił ministrom czy ministrowi informację, że Krzysztof Olewnik żyje i jest widywany na Pomorzu. Taka informacja była też w resorcie sprawiedliwości już za czasów pana ministra Ziobry, ale nie wiem, czy ona do ministra dotarła. Pojawiła się w kontekście naszych działań zmierzających do przeniesienia sprawy do Olsztyna. Jaki był najgrubszy błąd w śledztwie? - Założenie i od początku główna hipoteza - że to nie było uprowadzenie dla okupu, tylko samouprowadzenie. Skąd się wzięła? - Po pierwsze, z braku zaufania policji do rodziny. Może dlatego, że się detektyw Krzysztof Rutkowski pojawił po kilku dniach. Wynajął go ojciec Krzysztofa. Sugestia, by zwrócić się do Rutkowskiego, była w pierwszej informacji od porywaczy. Może to była drwina. Ale nie wykluczam też celowego działania. Bo efekt był taki, że polecony przez Rutkowskiego pośrednik, jak się okazało przestępca, wyłudził od ojca porwanego kilkaset tysięcy złotych. W późniejszych latach tę hipotezę samouprowadzenia podtrzymywała nieprawdziwa informacja od operatora sieci komórkowej, że SMS wysłany przez siostrę Danutę do Krzysztofa na początku 2002 r. doszedł do adresata. Gdy wyszła na jaw w 2005 r., zgłosiliśmy do prokuratury wniosek o jej wyjaśnienie. Kolejny bulwersujący moment to kradzież 16 tomów akt sprawy z policyjnego auta w Warszawie w 2004 r. Na szczęście 17. tom i akta podręczne zostały w prokuraturze i pomogły je odtworzyć. To był nieoznakowany samochód. Pozostawienie samochodu z aktami na krótkiej trasie Płock - Warszawa przez funkcjonariuszy, którzy chcieli coś zjeść, nie było przypadkiem. Sprawa nie została wyjaśniona. Gdzie spojrzeć - błędy, zbiegi okoliczności, przypadki. Czy to dlatego, że sprawą zajmowały się coraz to inne jednostki policji, prokuratury? - Kilka miesięcy sprawa była w Sierpcu i płockiej policji. Od 2002 r. nadzór był w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, ale sprawę prowadziła policja. Był jeden prowadzący postępowanie - naczelnik Minda z Mazowieckiej Komendy Wojewódzkiej w Radomiu - i chyba czterech funkcjonariuszy. Grupę w warszawskim CBŚ utworzono w 2005 r., kiedy zastępcą prokuratora generalnego był pan Kazimierz Olejnik. Wtedy Radom był odsuwany, a sprawę przejmował CBŚ w Warszawie. Podejrzenie pada na naczelnika Mindę. - Jeżeli miejsce wyrzucenia okupu w czerwcu 2003 r. funkcjonariusze zbadali dopiero po trzech dniach! Nikt przekazania okupu nie monitorował, nie zabezpieczał akcji... Od tego zacząłem analizę akt, gdy w 2004 r. zacząłem reprezentować rodzinę. Policja o przekazaniu okupu wiedziała? - Była powiadomiona kilkanaście godzin wcześniej. Rodzina Olewników współpracowała bardzo ściśle z policją. O tym przekazaniu okupu, tak jak i o wcześniejszych, gdy pieniądze nie zostały odebrane, oczywiście wiedział pan naczelnik Minda. Ale podobno musiał wyjechać do Niemiec! Rozmowy między porywaczami a siostrą Krzysztofa, która wiozła pieniądze, nie były wtedy podsłuchiwane ani nagrywane, policja nie zabezpieczała trasy przejazdu pani Danuty. To nie mieści się w głowie. To nie ostatnie zaniedbanie policji. - Kolejny błąd to wypuszczenie Kościuka [skazany na dożywocie za porwanie i zabójstwo, powiesił się w celi], zatrzymanego z kartą telefoniczną, z której były wykonywane rozmowy do rodziny. To było lato 2005 r. Kościuka zatrzymano, ale prokurator nie wystąpił o jego tymczasowe aresztowanie. Powiedział mi: ja wnioskuję o areszt, ale decydują szefowie. Byłem wstrząśnięty. Sprawę prowadziła Prokuratura Okręgowa w Warszawie. - Tak, a pan prokurator Robert Skawiński prowadzący wtedy śledztwo tłumaczył: siostra Kościuka jest adwokatem, przedstawiła dokumenty, że on jest chory psychicznie i neurologicznie, no i szefostwo nie zdecydowało o przesłaniu do sądu wniosku o areszt. Czym pan to wszystko tłumaczy? - Póki czarno na białym nie zobaczę dowodów, traktuję to jako poszlaki, które układają się w całość. Albo jest to pasmo zaniedbań, niedopełnienia obowiązków, albo jednak działanie świadome. Poprzez umiejętne odwodzenie od podejmowania decyzji, od działań w tej sprawie, ktoś mógł nią sterować. Kto? Czy sprawa, jak uważa ojciec zamordowanego Krzysztofa, ma tło polityczne? - Na to wskazuje choćby działanie pana Grzegorza K., wicestarosty sierpeckiego, działacza SLD. Nie postawiono mu zarzutów, mimo że pod przysięgą opowiadał rzeczy nieprawdziwe - np. że miał listy Krzysztofa do rodziny. Ale pan Olewnik wyklucza, żeby komukolwiek dawał te listy, poza policją. A policja zaprzecza, aby komukolwiek te listy dawała. To skąd je miał pan K.? I jeszcze bliska kiedyś panu K. kobieta mówiła - ale nikt jej nie potraktował poważnie - że on przyznawał, że miał kontakt z osobami, które porwały Krzysztofa. Uznano, że to jest zemsta porzuconej kobiety. Pan Olewnik miał na myśli również panów Krzysztofa Janika i Zbigniewa Siemiątkowskiego. On z panem Siemiątkowskim był bardzo blisko, bo pochodzą prawie z sąsiednich wsi. A pan Siemiątkowski, pan Janik i pan Piłat [inny działacz SLD] odmówili pomocy Olewnikowi. Uważa, że coś nimi powodowało, że nie chcieli pomóc. Co? - Mamy kilka teorii. Bo jeżeli się znali i jeżeli pan Olewnik nie przystał na pewną propozycję, którą dostał od osób związanych z tymi ludźmi... Chodzi o finansowanie kampanii wyborczych? - Nie, o coś poważniejszego. Pan Olewnik wspierał każdego nie tylko kiełbasą. Ja bym to spuentował tak: nie jest wykluczone, że porwanie Krzysztofa Olewnika to była swoista zemsta za niechęć do współpracy pana Olewnika z tym środowiskiem. Z lokalną elitą? - Nie, wyżej. I dlatego później nie udzielono temu człowiekowi, czy tej rodzinie, właściwej pomocy. Czy są jakieś na to dowody? - Z uwagi na dobro rozpoczynającego się śledztwa nie chcę o tym mówić... Chodzi o propozycje biznesowe. - Tak, ale o tym na razie nic więcej. Janik, Siemiątkowski mieli z tym coś wspólnego? - Niech mnie pan nie ciągnie za język. Ale gdyby Kościuk nie pękł i nie powiedział, gdzie zakopano ciało, sprawa zostałaby niewykryta. - No, ale Kościuk musiał być najpierw zatrzymany. Coś się zmieniło dopiero wtedy, gdy sprawą zainteresował się w 2005 r. Janusz Kaczmarek, zanim jeszcze został prokuratorem krajowym. To on zdecydował potem, by przenieść ją do prokuratury w Olsztynie. Wtedy zaczęto analizować billingi i tak doszli do Kościuka... A prokuratorzy w Olsztynie zaczęli też sprawdzać, kto spartaczył to śledztwo. - Wydawało się na początku, że osoby, o których mówiliśmy - myślę i o policjantach, i o lokalnych politykach - znalazły się w zainteresowaniu prokuratury, ale kiedy Kościuk zaczął ujawniać szczegóły porwania i zabójstwa, te inne wątki zostały zaniechane. A jest co wyjaśniać. Taki np. bardzo ważny szczegół: w domu Krzysztofa Olewnika znaleziono włos Kościuka, i to od razu po porwaniu. Prokurator napisał, że mógł być przyniesiony na ubraniu jednego ze sprawców. Ale gdybyśmy mieli zabójstwo w tym domu i włos sprawcy, to przecież nikt by nie tłumaczył, że on został tam przyniesiony, tylko sprawdzał. Badanie zrobiono po czterech latach. Następny szczegół: w domu Krzysztofa ktoś zostawił uchylone drzwi od pomieszczenia z basenem. Porwanie było w październiku, tego wieczora w domu była impreza z udziałem policjantów z Płocka, w tym wymienionego Wojciecha K. Według relacji Rehula [brał udział w porwaniu, skazany na 12 lat] w momencie wtargnięcia do domu Krzysztofa Wojciech F. [herszt grupy, po zatrzymaniu powiesił się w celi] skierował się prosto do tych otwartych drzwi, jakby ktoś z imprezowiczów je dla niego otworzył. A potem z analizy listów od porywaczy wynikało... - Pan Olewnik wziął te listy i pojechał do Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Z opinii psychologicznej ich autorów wyszło, że to mogą być policjanci. Ale nie wykorzystano tego w śledztwie? - Nie wykorzystano. Porywacze i zabójcy, najpierw Wojciech F., a po wyroku Kościuk, popełniają samobójstwa w celi. Dziwne. - Bez wątpienia. Nie poznałem bossa grupy, ale współsprawcy opisują go jako twardziela, herszta bandy, któremu nie można się było sprzeciwić. A z zabezpieczonych przez prokuratora jego listów do żony i córki wynika chęć życia. Jasne, można powiedzieć jak prokurator, że gdy zobaczył akta, to się załamał zebranymi dowodami. Ale ja od 20 lat jestem adwokatem i trudno mi w to uwierzyć. Poza tym, jeżeli się znajduje alkohol w moczu faceta, który wiesza się w więzieniu, to coś jest nie tak. A Kościuk - jak myślę - liczył na dużo łagodniejsze potraktowanie, bardzo się rozczarował wyrokiem. Kto skorzysta na śmierci tych bandytów? - Myślę, że porywacze wiedzieli, że jest nad nimi parasol ochronny. Kościuka, gdy już pękł, ktoś musiał zapewniać, że ta sprawa zostanie łagodnie wobec niego poprowadzona. CBŚ czy prokuratura? - Nie oskarżam instytucji, ale są ludzie, którzy coś zaniedbali. Choć mogę też wskazać innych, którzy pracowali wzorowo, zwłaszcza w prokuraturze i w CBŚ w Olsztynie. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 08.04.2008 r. "W grupie badającej sprawę porwania Olewnika był ťkretŤ" - W grupie policjantów, którzy badali sprawę Krzysztofa Olewnika był "kret", czyli osoba działająca w policji i służąca komuś innemu - powiedział na antenie TVN24 Ryszard Kalisz, były minister spraw wewnętrznych. Jak powiedział Kalisz, gdy był ministrem SWiA, nakazał przekazać sprawę Olewnika do CBŚ. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina pod Płockiem (Mazowieckie) doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 r. Wkrótce sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 r. okup - 300 tys. euro - przekazano porywaczom. Jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany - sprawcy Pazik i Kościuk udusili Krzysztofa Olewnika. Radio Zet: fałszowano dowod Jak dowiaduje się Radio Zet już w maju 2007 roku powstała analiza mówiąca, jakie zarzuty karne należy postawić prokuratorom i policjantom odpowiedzialnym za nieudolne śledztwo w sprawie porwania i zamordowania Krzysztofa Olewnika, syna płockiego biznesmena. Analizę sporządzili prokuratorzy z Olsztyna na polecenie prokuratora Janusza Kaczmarka, ale zrobili to w czasie, kiedy Kaczmarek został już zdymisjonowany - podaje Radio Zet. Nie wiadomo, jakie są losy 150-stronicowej analizy. Obecny minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski mówi o tym, że powinna powstać "biała księga" błędów i zaniedbań - przecież odsłonili je już rok temu prokuratorzy z Olsztyna. Zgromadzony materiał pozwala na postawienie tezy, że zaniedbania mogły mieć cechy działania celowego i zamierzonego - czytamy w analizie. Dowody po 4 latach Świadczy o tym fakt ujawnienia niektórych dowodów po 4 latach od ich zgromadzenia i podejmowania wątków drugo- i trzeciorzędnych, kiedy śledztwo zbliżało się do momentu kulminacyjnego - pisali prokuratorzy w analizie przytaczanej przez Radio Zet. Dalej wymieniali także: ewidentnie fabrykowano dowody oraz sporządzano notatki służbowe, które nie miały uzasadnienia w materiale dowodowym jak choćby o tym, że Olewnik przebywał na terenie Austrii. Dokument kończy się druzgocącą konkluzją - śledztwo prowadzone było w sposób, który powinien skutkować postawieniem zarzutów prokuratorowi Leszkowi W., nadkomisarzowi Remiguszowi M. i aspirantom Henrykowi S. oraz Maciejowi L. "Jak śmiecie" - Myślę, że zbyt dużo złych przypadków było w tej sprawie (...). Dowody wskazują jednoznacznie, że ktoś w tym maczał palce z policji albo polityki - powiedziała wcześniej w programie TVN "Teraz MY" Danuta Olewnik-Cieplińska, siostra brutalnie zamordowanego Krzysztofa Olewnika, syna biznesmena z Mazowsza. W części "Teraz MY" emitowanej tylko w Onet.pl opowiedziała również sytuację, kiedy to odwiedziła ministra Ryszarda Kalisza. - Panie ministrze coś jest nie tak - relacjonował swoją rozmowę z byłym ministrem SWiA. Jak dodała siostra zamordowanego Krzysztofa, mówiła ona ministrowi, że zginęły nawet akta ws. porwania jej brata - znajdowały się w skradzionym aucie. - Przecież samochody giną w Warszawie - miał odpowiedzieć minister Kalisz. Jak powiedziała Danuta Olewnik-Cieplińska szef resortu w rządzie SLD stwierdził, że "nic się nie wydarzyło". - Potraktował nas jak śmiecie - tak na antenie Onet.pl oceniła postawę Ryszarda Kalisza. Ryszard Kalisz przeprosił rodzinę zamordowanego, że tak odebrali wizytę u niego. - Nie miałem takiego zamiaru - powiedział na antenie TVN 24 Kalisz. Dwa samobójstwa porywaczy? Wojciech F., któremu śledczy zamierzali przypisać tzw. sprawstwo kierownicze, w czerwcu 2007 r. popełnił samobójstwo w areszcie w Olsztynie. Sprawa ta jednak nie jest do końca jasna. - We krwi F. znaleziono alkohol i śladowe ilości amfetaminy. (...) Proszę zwrócić uwagę, że F. przez cały tydzień przed popełnieniem samobójstwa, i w jego dzień, był wydawany do czynności procesowych; codziennie pobierało go Centralne Biuro Śledcze - powiedziała w TVN24 rzeczniczka Służby Więziennej Luiza Sałapa. W dniu popełnienia samobójstwa, w godzinach 9.30-13.40, F. był wydany z więzienia funkcjonariuszom CBŚ. Kilka dni temu w celi znaleziono powieszonego Sławomira Kościuka. Z wstępnej opinii biegłego z przeprowadzonej sekcji zwłok wynika, iż bezpośrednią przyczyną jego śmierci było zawiśnięcie w pętli - poinformowała szefowa płockiej prokuratury rejonowej Agnieszka Zdrojkowska. Podkreśliła, iż ostateczne wyniki sekcji będą znane po uzyskaniu wyników badań toksykologicznych oraz na zawartość alkoholu i środków odurzających. Osadzony miał zaburzenia osobowości. Proces w tej sprawie, której akta liczą 112 tomów, toczył się od października 2007 r. Odbyło się 30 rozpraw. Na ławie oskarżonych zasiadło 11 osób, które odpowiadały za 66 przestępstw, w tym także za napady rabunkowe, włamania i rozboje. Według zeznań jednego z oskarżonych, Wojciech F. miał zlecić także zabójstwo ojca Krzysztofa Olewnika, Włodzimierza Olewnika oraz planował porwanie jednej z sióstr uprowadzonego, Danuty. Za serwisem Onet z dn. 08.04.2008 r. "Ziobro nie zrobił nic ws. Olewnika" - Jest mi przykro gdy Zbigniew Ziobro pokazuje się jako "jedyny sprawiedliwy" i toczy gromy, bo nic nie zrobił gdy był szefem Ministerstwa Sprawiedliwości. Pierwsze samobójstwo osoby oskarżonej w sprawie Krzysztofa Olewnika nie dało ministrowi Ziobrze nic do myślenia - powiedział w RMF FM Grzegorz Schetyna. - Część osób zajmujących się sprawą porwania Krzysztofa Olewnika odeszła już ze służby, część jest na innych stanowiskach - oświadczył Schetyna. Jak zauważył , sprawa Olewnika jest wyjaśniana dopiero po raz pierwszy od siedmiu lat. - W czasie rządów SLD nic nie zostało zrobione - ocenił. - Ta sprawa musi być gruntownie zbadana, co do tego zgadzają się minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski i wiceminister Adam Rapacki. Mamy najlepszych ludzi, by wyjaśnić ta sprawę - dodał. - Są przesłanki, że w sprawę być może zamieszani są ludzie ze świata polityki i z policji. Jak na razie jest zbyt wiele znaków zapytania - podkreślił szef MSWiA. - Uważam, że sprawa zamykała się w centrum Mazowsza, ale trudno już teraz stawiać jednoznaczne tezy - podkreślił. "W sprawie palce maczały osoby ze świata polityki i policji" - Myślę, że zbyt dużo złych przypadków było w tej sprawie (...). Dowody wskazują jednoznacznie, że ktoś w tym maczał palce z policji albo polityki - powiedziała w programie TVN "Teraz MY" Danuta Olewnik-Cieplińska, siostra brutalnie zamordowanego Olewnika. W części "Teraz MY" emitowanej tylko w Onet.pl opowiedziała również sytuację, kiedy to odwiedziła ministra Ryszarda Kalisza. - Panie ministrze coś jest nie tak - relacjonowała swoją rozmowę z byłym ministrem SWiA. Jak dodała siostra zamordowanego Krzysztofa, mówiła ona ministrowi, że zginęły nawet akta ws. porwania jej brata - znajdowały się w skradzionym aucie. - Przecież samochody giną w Warszawie - miał odpowiedzieć minister Kalisz. Jak powiedziała Danuta Olewnik-Cieplińska szef resortu w rządzie SLD stwierdził, że "nic się nie wydarzyło". - Potraktował nas jak śmiecie - tak na antenie Onet.pl oceniła postawę Ryszarda Kalisza. "Chcemy usłyszeć prawdę" - Nam nie zależy na pieniądzach. Chcemy usłyszeć prawdę: kto w tym uczestniczył? - pytała siostra Krzysztofa. Zaznaczyła, że były powiązania z "kimś mocniejszym". - Chcielibyśmy to znać - powiedziała. - Przegraliśmy Krzysztofa - dodała płacząc. - Ja miałam być uprowadzona. A mój tata miał być zastrzelony - mówiła o planach bandytów. O samobójstwach skazanych za udział w mordzie powiedziała: - Może te dwa samobójstwa się nie są przypadkiem. Zaznaczyła także, że "dziwne, że tyle złego się wydarzyło w tej sprawie i tyle było nieprawidłowości". "Powiązania polityczno-policyjne" Dodała także, że uprowadzenie nie było zwykłym uprowadzeniem. - Tam musiały być jakieś powiązania polityczno-policyjne - nie ukrywała Danuta Olewnik-Cieplińska. Zaznaczyła jednocześnie, że jest wiele dowodów na to. "Jeśli spełnią się zapowiedzi ministra Ćwiąkalskiego" to będziemy wiedzieć, co tak naprawdę się stało. Dodała też wcześniej, że była u ministrów Brachmańskiego, Sadowskiego i Kalwasa. Bez efektu. - Pan Ćwiąkalski to nie jest minister z przypadku i wierzę w niego - podkreśliła. - Ja nie mogę mówić o przypuszczeniach. Ja mogę mówić o faktach - powiedział w programie TVN "Teraz MY" Zbigniew Ćwiąkalski, minister sprawiedliwości. Zaznaczył, że obecnie nic nie wskazuje na to, aby dwie śmierci w celach miałyby być zabójstwami, a nie samobójstwami. - Sprawa jest skandaliczna - tak podsumował działania organów śledczych w tej sprawie. - Tam prawie nie ma punktu, który można by ratować, że coś zrobiono dobrze - dodał Ćwiąkalski. Za serwisem Onet z dn. 08.04.2008 r. Jak fałszowano śledztwo ws. Olewnika? - zaginął raport Już w maju 2007 roku powstała analiza mówiąca jakie zarzuty karne należy postawić prokuratorom i policjantom odpowiedzialnym za nieudolne śledztwo w sprawie syna płockiego biznesmena Olewnika - dowiedziało się Radio Zet. Analizę sporządzili prokuratorzy z Olsztyna. Problem w tym, że na polecenie prokuratora Janusza Kaczmarka, w czasie kiedy ten został zdymisjonowany z rządu. Nie wiadomo jakie są losy 150-stronicowej analizy. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski uważa, że powinna powstać "biała księga" błędów i zaniedbań. Te błędy wskazali już rok temu prokuratorzy z Olsztyna. "Zgromadzony materiał pozwala na postawienie tezy, że zaniedbania mogły mieć cechy działania celowego i wręcz zamierzonego" - czytamy w analizie. "Świadczy o tym m.in. fakt ujawnienia niektórych dowodów po 4 latach od ich zgromadzenia, czy podejmowania wątków drugo- i trzeciorzędnych kiedy śledztwo zbliżało się do momentu kulminacyjnego" - pisali prokuratorzy. Dalej wyliczali: ewidentne fabrykowano dowody oraz sporządzano notatki służbowe, które nie miały uzasadnienia w materiale dowodowym jak choćby o tym, że Olewnik przebywał na terenie Austrii. Dokument kończy się druzgocącą konkluzją: śledztwo prowadzone było w sposób, który powinien skutkować postawieniem zarzutów: prokuratorowi Leszkowi W, nadkomisarzowi Remigiuszowi M. i aspirantom Henrykowi S., Maciejowi L. (sm) Za serwisem Onet z dn. 08.04.2008 r. "W sprawie Olewnika zrobiłem wszystko, a nawet więcej" Ryszard Kalisz nie zgadza się z opinią Zbigniewa Ziobry, że jako szef MSWiA nie zrobił nic w sprawie wyjaśnienia śmierci Krzysztofa Olewnika. W tej sprawie zrobiłem wszystko co trzeba było, a nawet więcej - mówi. Jego poprzednik w resorcie Krzysztof Janik twierdzi, że szczegóły postępowania znał jedynie z gazet. Obaj uważają, że sprawą zaniechań w śledztwie dotyczącym porwania i śmierci Olewnika powinna się zająć prokuratura, a nie komisja śledcza. W opinii posła PiS i byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, sprawa powinna być zbadana przez komisję sejmową, a nie tylko przez prokuraturę, bo swą specyfiką wykracza poza ramy zwykłego postępowania prokuratorskiego. Na pytanie, kto powinien stanąć przed taką komisją Ziobro odparł, że politycy, którzy byli o tej sprawie informowani przez rodzinę ofiary i wymienił m.in. b. ministra spraw wewnętrznych Krzysztofa Janika i b. ministra SWiA Ryszarda Kalisza. To właśnie na podstawie mojej decyzji zabójstwem Olewnika zajęło się CBŚ. Wcześniej robiły to struktury policji w powiecie płockim - powiedział Kalisz. Po dwóch latach doprowadzono do tego, że to śledztwo zaczęło iść w dobrym kierunku. W tej sprawie zrobiłem wszystko co trzeba było, a nawet więcej - mówi b. szef MSWiA. O sprawie wiedziałem tyle, ile przeczytałem w gazetach - powiedział Krzysztof Janik, którego Kalisz zastąpił na stanowisku ministra spraw wewnętrznych. Obaj politycy lewicy twierdzą zgodnie, że szybkie powołanie sejmowej komisji śledczej, która zajęłaby się zaniedbaniami w postępowaniu dotyczącym śmierci Olewnika nie jest potrzebne. Myślę, że sprawa Olewnika powinna być dokładnie zbadana przez prokuraturę. Jeśli się okaże, że pracuje niewłaściwie można byłoby się nad powołaniem komisji zastanowić - powiedział Kalisz. W opinii Janika, prokuratura musi spokojnie, bez politycznych awantur przeprowadzić śledztwo wyjaśniające czy były nie tylko błędy w tej sprawie, ale także świadome działanie. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina pod Płockiem doszło jesienią 2001 roku. Sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z rodziną ofiary. W lipcu 2003 r. okup - 300 tys. euro - przekazano porywaczom. Mimo tego porywacze nie uwolnili swej ofiary. Miesiąc po złożeniu okupu Olewnik został zamordowany. W trwającym od jesieni 2007 r. procesie ośmioro innych oskarżonych sąd skazał na kary od jednego roku w zawieszeniu na 3 lata do 15 lat więzienia. Jeden z oskarżonych został uniewinniony. Jeszcze przed rozpoczęciem procesu samobójstwo w areszcie popełnił szef grupy Wojciech F., któremu śledczy zamierzali przypisać tzw. sprawstwo kierownicze. (bart) Za serwisem WP z dn. 07.04.2008 r. "Gdzie jest pozostałe 200 tysięcy okupu za Olewnika?" - Z okupu za Krzysztofa Olewnika, który zrzucono z mostu Grota Roweckiego w trzech paczkach znaleziono tylko 100 tysięcy euro - mówił w TVN24 Jerzy Dziewulski, były policjant, antyterrorysta i poseł SLD. - O policjancie, który nadzorował przekazanie tego okupu mogę powiedzieć tyle: bydle, nie człowiek. - Dwóch nieżyjących już gangsterów zgarnęło 30 tysięcy, jeden siedzący w więzieniu - 70 tysięcy. Gdzie pozostałe 200? - pytał. Jerzy Dziewulski przyznał, że w tej sprawie zrobił za mało. - Rozmawiałem z ministrami, posłami, ale nie chcę wymieniać nazwisk. Zakładałem, że mogą być pewne niedopatrzenia, ale dziś widzę dobrze możliwość współpracy policjantów z przestępcami. Zrobiłem, co mogłem, ale przyznaję publicznie, że za mało - mówił w TVN24 Dziewulski. Wraz z Sylwestrem Latkowskim, reżyserem filmów dokumentalnych, który także zajmuje się sprawą Olewnika wskazują, że poważnych "niedopatrzeń" dopuścił się naczelnik policji z Radomia Remigiusz Minda. - Nie było rozpoznania operacyjnego, nie było sprawdzenia anonimu z miejscem pobytu porwanego i nazwiskiem sprawcy, nie było nagrywania rozmów z porywaczami (to robiła siostra Olewnika) - wymieniał błędy prowadzących sprawę Dziewulski. Latkowski natomiast sugerował przecieki do gangsterów z CBŚ, przytaczając historię jednego ze świadków, który bezpośrednio po wyjściu z przesłuchania usłyszał groźbę od osób ze stojącego nieopodal samochodu. - Skąd wiedzieli, który człowiek jest świadkiem i że będzie w tym miejscu i w tym czasie? - pytał Latkowski. - Nie dziwię się, że nikt z Komendy Głównej nie chciał tu przyjść - wszyscy teraz tylko wydają oświadczenia - dodał. Zarówno Dziewulski jak i Latkowski zgodzili się też, że "do samobójstwa można kogoś doprowadzić". - A Franiewski (jeden z porywaczy, który popełnił samobójstwo w areszcie w czerwcu 2007) był chwiejny psychicznie. Poza tym po jego śmierci znaleziono w jego krwi ślady amfetaminy i alkoholu - mówił Latkowski. Reżyser twierdzi, że "otoczenie Franiewskiego prowadziło do ťstarego WołominaŤ". Dziewulski i Latkowski przypomnieli w TVN24, że forsowano absurdalne rozwiązania sprawy: udział siostry Olewnika oraz możliwość, że porwał się sam. - Rodzina Olewników płaciła miliony złotych za informacje - mówił Latkowski. Między innymi pracownikowi detektywa Rutkowskiego - uzupełnił Dziewulski. Zdaniem Latkowskiego pieniądze od Olewników wziął też jeden z byłych szefów CBŚ. - Tak się nie pracuje, przynajmniej za darmo - podsumował zachowanie prowadzących śledztwo Dziewulski. Za serwisem Onet z dn. 07.04.2008 r. Dziwne okoliczności śmierci Tajemnicze samobójstwa morderców Olewnika W ubiegły poniedziałek Sławomir Kościuk (52 l.) dostał dożywocie za porwanie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika (25 l.). W piątek już nie żył. Powiesił się we własnej celi. Czy ktoś mu pomógł? Śledczy mają trudną zagadkę do rozwiązania, bo to już drugi z 11 bandytów uwikłanych w porwanie i zabójstwo syna biznesmena, który zabił się w celi. Rok temu podobnie zginął herszt bandy porywaczy, Wojciech F. Śmierci Kościuka towarzyszył dziwny zbieg okoliczności. Okazało się, że kamera monitoringu nie zarejestrowała jego śmierci. Tymczasem pojawiły się nowe fakty w sprawie pierwszego samobójstwa. Według dziennikarzy "TVN Uwaga", Wojciech F. przed śmiercią pisał listy do żony, z których wynika, że czegoś się bał. Okazało się też, że w chwili śmierci był pod wpływem narkotyków. Skąd znalazły się w jego celi? To ma wykazać śledztwo. autor: KORZ Za "Super Expressem" z dn. 07.04.2008 r. Prokuratura Krajowa objęła nadzorem śledztwo w sprawie Olewnika nat 07-04-2008, ostatnia aktualizacja 07-04-2008 14:00 Prokuratura Krajowa objęła nadzorem śledztwo dotyczące niedopełnienia obowiązków przez organy ścigania w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Prowadzi je olsztyńska prokuratura. "W dniu dzisiejszym minister (sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski) zdecydował o objęciu tego śledztwa nadzorem" - poinformowała rzeczniczka prokuratora generalnego Ewa Piotrowska. Prokuratura Okręgowa w Olsztynie prowadzi to postępowanie od czerwca 2007 r. Ma ono wyjaśnić czy śledczy prawidłowo prowadzili śledztwo dotyczące porwania i zabójstwa Olewnika. Zawiadomienie w tej sprawie do prokuratury złożył ojciec Krzysztofa, Włodzimierz Olewnik. Według niego śledczy z Warszawy, Płocka i Sierpca działali opieszale, nieskutecznie i nie ścigali bandytów. W tej sprawie postawiono zarzut niedopełnienia obowiązku przy kontroli drogowej policjantowi z rejonu Ostrołęki (Mazowieckie). Funkcjonariusz po zatrzymaniu nietrzeźwego kierowcy nie sprawdził czy jest on poszukiwany i czy jego auto nie jest kradzione. Później okazało się, że był nim jeden z bandytów odpowiedzialnych za porwanie i zabójstwo Olewnika. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina pod Płockiem (Mazowieckie) doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Wkrótce sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 roku okup przekazano porywaczom, jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Proces w tej sprawie, której akta liczą 112 tomów, toczył się od października 2007 roku. 31 marca Sąd Okręgowy w Płocku skazał dwóch zabójców Olewnika - Sławomira Kościuka i Roberta Pazika na kary dożywotniego więzienia. Na ławie oskarżonych znalazło się w sumie 11 osób, ośmioro skazano na kary od roku więzienia w zawieszeniu do 15 lat pozbawienia wolności; jednego z oskarżonych sąd uniewinnił. Kilka dni później - czwartego kwietnia - Kościuk popełnił samobójstwo. Powiesił się na prześcieradle w celi aresztu w Płocku. Śledztwo w tej sprawie wszczęła tamtejsza prokuratura rejonowa. W czerwcu 2007 r. samobójstwo popełnił też Wojciech F. (szef gangu, który porwał Olewnika), któremu śledczy zamierzali przypisać tzw. sprawstwo kierownicze. W jego organizmie znaleziono alkohol i śladowe ilości amfetaminy. Za "Rzeczpospolitą" z dn. 07.04.2008 r. Jeden z zabójców Krzysztofa Olewnika powiesił się w celi Wczoraj późnym wieczorem w areszcie śledczym w Płocku powiesił się Sławomir Kościuk (52 l.), skazany kilka dni temu na dożywotnie więzienie za udział w porwaniu i zabójstwie Krzysztofa Olewnika - podała na swojej stronie internetowej "Polityka". Kościuk nie zostawił prawdopodobnie żadnego listu pożegnalnego. Informację potwierdziła w TVN24 Luiza Sałapa, rzecznik prasowy służby więziennej. - Więzień powiesił się w celi, w kąciku sanitarnym, na prześcieradle - powiedziała. - Był osadzony w monitorowanej celi, ale obraz nie jest rejestrowany, poza tym miejsce, w którym się powiesił jest niewidoczne dla kamery - dodała. Wg rzecznik Sałapy, strażnicy weszli do celi 7 minut po 22. Wtedy więzień już nie żył. Kościuk podczas śledztwa i procesu ujawniał wiele szczegółów tego porwania, czym narażał się na gniew innych oskarżonych. Według informacji "Polityki" Kościuk siedział w pojedynczej celi. Powiesił się w tak zwanym kąciku sanitarnym, między godziną 21:18 a 22:00. Na razie nie wiadomo, czy była to rzeczywiście śmierć samobójcza, czy dosięgły go długie ręce osób zamieszanych w porwanie Krzysztofa Olewnika, syna biznesmena spod Płocka. To już druga tajemnicza śmierć oskarżonego w tej sprawie. Wcześniej w areszcie w Olsztynie powiesił się Wojciech Franiewski - podaje "Polityka" na swojej stronie internetowej. W końcu marca Sąd Okręgowy w Płocku skazał 11 oskarżonych w sprawie uprowadzenia i zabójstwa 27-letniego Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy z Drobina (Mazowieckie). Kary dożywocia sąd wymierzył Sławomirowi Kościukowi i Robertowi Pazikowi, dwóm oskarżonym o zabójstwo Olewnika. Wobec Roberta Pazika sąd zdecydował, iż będzie mógł on ubiegać się o przedterminowe zwolnienie dopiero po upływie 30 lat. Pozostałych ośmioro oskarżonych sąd skazał na kary od jednego roku w zawieszeniu na 3 lata do 15 lat pozbawienia wolności - w przypadku najwyższych wyroków w większości z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po kilkunastu latach. To oni bądź brali udział w porwaniu, bądź pomagali w przetrzymywaniu uprowadzonego. Jeden z oskarżonych został uniewinniony. Przewodnicząca składu sędziowskiego Ewa Bońkowska-Konca uzasadniając wyrok powiedziała, że sprawcy uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika szczegółowo planowali swe działania i postępowali bezwzględnie. Podkreśliła, że uprowadzony Krzysztof Olewnik był przetrzymywany ze szczególnym udręczeniem, przykuty do ściany łańcuchami, najpierw w garażu, a później w betonowej studni, był też bity, podawano mu leki psychotropowe. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina pod Płockiem (Mazowieckie) doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Wkrótce sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 r. okup - 300 tys. euro - przekazano porywaczom. Jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się okazało miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Proces w tej sprawie, której akta liczą 112 tomów, toczył się od października 2007 r. Odbyło się 30 rozpraw. Na ławie oskarżonych zasiadło 11 osób, które odpowiadały za 66 przestępstw, w tym także za napady rabunkowe, włamania i rozboje. Szef grupy Wojciech F., któremu śledczy zamierzali przypisać tzw. sprawstwo kierownicze, popełnił samobójstwo w areszcie w czerwcu 2007 r. 05.04.2008 Zabójca Olewnika powiesił się w celi ksta, tvn 24 05-04-2008, ostatnia aktualizacja 05-04-2008 12:08 W piątek późnym wieczorem w areszcie śledczym w Płocku powiesił się 52-letni Sławomir Kościuk, skazany kilka dni temu na dożywotnie więzienie za udział w porwaniu i zabójstwie Krzysztofa Olewnika. Kościuk podczas śledztwa i procesu ujawniał wiele szczegółów zbrodni. Skazany siedział pojedynczej celi. Powiesił się między godziną 21:35 a 22:00 na prześcieradle na kracie koszowej w tak zwanym kąciku sanitarnym (gdzie nie do końca dociera nadzór kamery, by zapewnić minimum intymności). Śledztwo w sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Płocku. Ostatecznie przyczyny śmierci ustali sekcja zwłok. Kościuk nie zostawił prawdopodobnie żadnego listu pożegnalnego. Wcześniej, zgodnie z procedurą, był konsultowany psychologicznie. To już druga tajemnicza śmierć oskarżonego w tej sprawie. Wcześniej w areszcie w Olsztynie powiesił się Wojciech Franiewski. 05.04.2008 Olewnik mógł żyć? Grażyna Zawadka 05-04-2008, ostatnia aktualizacja 05-04-2008 03:02 - Nie mogli znaleźć na mnie haka i szantażować, to Krzysia porwali. Zabili go, bo nie chciałem robić lewych interesów -mówi Włodzimierz Olewnik, biznesmen spod Płocka. Kilka dni temu bandyci, którzy porwali jego syna, przez dwa lata więzili, a po odebraniu 300 tys. euro okupu bestialsko zabili, usłyszeli wyroki.Ale biznesmen jest przekonany, że na zwykłych oprychach lista osób zamieszanych w zbrodnię się nie kończy. - Ława oskarżonych była za krótka. Tym, którzy porwanie zlecili, a potem tak pociągali za sznurki, żeby sprawa nigdy się nie wydała, włos dotąd nie spadł z głowy. Ale powinni się bać, bo mnie przy życiu trzyma teraz tylko jedno: dopaść ich -mówi zdecydowanie Włodzimierz Olewnik. Tajemnicze porwanie Krzysztof został uprowadzony październikowej nocy 2001 roku, kilka godzin po imprezie, jaką urządził w swoim domu pod Drobinem dla miejscowych policjantów. Byli na niej jego znajomi i gliniarze z Sierpca i Płocka. - Było jakoś drętwo, przed godz. 23 goście zaczęli się rozchodzić. Kilku syn odwiózł samochodem i koło północy wrócił -wspomina Olewnik, który mieszka kilkaset metrów dalej. Ostatnią osobą, którą Krzysztof odwiózł, był Bogdan Kuchta, szef wydziału kryminalnego Komendy Miejskiej w Płocku. Nazajutrz Krzysztof zniknął. Rodzina odkryła w jego domu ślady krwi, przewrócone sprzęty. Porywacze odzywają się dwie doby później. - Tato, to uprowadzenie. Chcą okupu - 300 tys. dolarów - usłyszałem głos Krzysia - wspomina biznesmen. - Potem takich telefonów było kilkadziesiąt. Żądania i instrukcje odczytywał syn, którego głos bandyci wcześniej nagrywali. Rodzina jest przerażona, sprawa poważna, ale śledztwo na początku prowadzi tylko Prokuratura Rejonowa w Sierpcu. W dodatku powierza je w całości policjantom z Komendy Miejskiej w Płocku wspomaganym potem przez ich kolegów z Radomia. Policyjnej grupie szefuje Remigiusz Minda, naczelnik wydziału kryminalnego KWP w Radomiu. Ci, którzy byli na grillu u Olewnika, od pierwszego dnia zbierają dowody, zabezpieczają ślady. Jak niechlujnie, wyjdzie po latach. W grupie śledczej są naczelnik Kuchta i Wojciech K. - inicjator imprezy u Olewników. Ten ostatni włączony "nieformalnie" w sprawę. W domu Olewników są detektywi od Rutkowskiego i policjanci. - Bandyci dzwonią co dwa dni i pytają, ile pieniędzy zebraliśmy - wspomina biznesmen. Rozmowy nagrywają tylko Olewnikowie. Po trzech tygodniach zaczynają się wyjazdy z okupem. Sprawcy wskazują coraz to nowe miejsca jego złożenia. - Dzwonią, mówią, gdzie szukać listów z dalszą instrukcją, ale pieniędzy nie odbierają - opowiada Danuta Olewnik-Cieplińska, siostra Krzysztofa.Zabawa w ciuciubabkę trwa miesiącami, aż w czerwcu 2002 roku, po otrzymaniu ostatniego listu, porywacze nagle milkną. Odzywają się rok później. - Przez telefon mówią, że mamy jechać do Warszawy złożyć okup. Krzysio podaje aktualne informacje polityczne, a więc żyje. Od razu powiadamiamy naczelnika Mindę - wspomina biznesmen. - Róbcie to, co każą, a my będziemy monitorować akcję. Minda zapewniał: wszystko jest pod kontrolą - mówi Danuta i jedzie z mężem przekazać okup.Porywacze dają wskazówki, jak jechać, gdzie się zatrzymać. - Jedź, Danusia, i trzymaj pieniądze na kolanach - instruuje Krzysztof. Przy Trasie Toruńskiej, w miejscu dwóch zapalonych zniczy, Danuta i jej mąż zrzucają z wiaduktu torbę z pieniędzmi. - Musieli być blisko. Myśleliśmy, że policja jest gdzieś obok - mówi siostra Krzysztofa. Ale i tę okazję namierzenia bandytów zaprzepaszczono. - Kiedy córka z zięciem zrzucali torbę, policjantów przy tym nie było. W dokumentach nie ma śladu, żeby choć jeden policyjny wóz wyjechał w ten rejon - mówi biznesmen. Lekceważyli sygnały Po tygodniu od przekazania okupu porywacze zadzwonili, podziękowali i powiedzieli, że Krzysztof niedługo będzie w domu. Śledztwo prowadzone jest już w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, ale dalej nie przynosi efektów. - Sprawę miał już piąty prokurator i dalej o Krzysiu nie było wieści - mówią Olewnikowie. Twierdzą, że zamiast szukać ich syna, śledczy od początku lansowali wersję samouprowadzenia. - Już od prokuratora z Sierpca usłyszałam: Wakacje blisko, to chyba, pani Danusiu, brat się znajdzie - siostra Krzysztofa do dziś pamięta te słowa. To się nie zmieniło, gdy sprawa trafiła do stolicy. Prowadzono ją tak, jakby nikomu nie zależało na ujęciu porywaczy. - Prokurator z Warszawy wmawiał nam, że moja córka utrzymuje kontakt z Krzysiem i wysyłają do siebie esemesy. A porwanie moje dzieci ukartowały, by wyciągnąć pieniądze. Okazało się, że miał fałszywe billingi albo nie potrafił ich zinterpretować - mówi wzburzony Olewnik. - Chcieli skłócić rodzinę. Śledczy lekceważyli nawet dowody, które same pchały im się w ręce. Jak anonim ze stycznia 2003 roku: "Kluczem do zagadki jest Ireneusz Piotrowski ps. Bokser, który w okolicach Nowego Dworu pilnuje Krzysztofa, a kontaktuje się z nim Pazik" - informował autor listu. Nikt sygnału nie zweryfikował. A w liście były wiarygodne informacje. To "Bokser"- jak się potem okazało - najpierw wystawił ofiarę bandytom, a potem pilnował Krzysztofa uwięzionego w piwnicy domu w Kałuszynie. Olewnikowie nie rezygnują: walczą, by śledztwo przeniesiono do Olsztyna, gdzie mają sukcesy w łapaniu porywaczy. - Pisałem do kolejnych ministrów sprawiedliwości, prokuratorów krajowych. Obiecywali, nic nie robili. Dopiero prokurator Janusz Kaczmarek przeniósł sprawę do Olsztyna - mówi Olewnik. Urzędnicy i posłowie wywodzący się z Płocka, których prosił o pomoc: Andrzej Brachmański, Andrzej Piłat, Zbigniew Siemiątkowski, nie pomogli. Łańcuch na szyi W czasie gdy śledczy niespiesznie prowadzili sprawę, Krzysztof Olewnik przeżywał gehennę. Bandyci więzili go w piwnicy domu w Kałuszynie - na działce letniskowej Wojciecha F., szefa gangu, który kierował porwaniem - a po odebraniu okupu w betonowym szambie. Był przykuty grubymi łańcuchami do ścian. - Jeden łańcuch miał na głowie, drugi na nodze. Zarośnięty był bardzo. Chociaż F. dwa razy go strzygł, a mnie kazał wynosić włosy. Wynosiłem je w reklamówkach, otwierałem powoli, tak żeby wiatr je rozwiał - zeznał później w sądzie Sławomir Kościuk, pierwszy z przestępców, który się złamał i zaczął sypać. Pierwsi porywacze zostali zatrzymani dopiero w 2005 roku. Kościuk po roku spędzonym za kratami wyjawił, gdzie są ukryte zwłoki ofiary. Olsztyńscy prokuratorzy i policjanci kolejno zatrzymują całą grupę: jej szefa Wojciecha F. (powiesił się w areszcie przed procesem) i kilkunastu innych bandytów, w tym Roberta Pazika, który razem z Kościukiem półtora miesiąca po wzięciu okupu udusił Krzysztofa, a ciało zakopał w lesie, koło Różana. - Gdyby prowadzili sprawę, jak należy, syn by żył - mówią Olewnikowie.Do spapranego śledztwa dzisiaj nikt nie chce się przyznać. Wszyscy zasłaniają się tajemnicą i tym, że olsztyńscy prokuratorzy badają, czy doszło do zaniedbań. Szef policyjnej grupy Remigiusz Minda jest już na emeryturze. Nie ma z nim kontaktu. Na procesie porywaczy przekonywał, że monitorowano przekazanie okupu. Dlaczego nie złapano sprawców, nie potrafił wyjaśnić. Twierdził, że nie wiedział o anonimie wskazującym porywaczy. - Wiedział, bo przesłałem mu kserokopię - mówi Włodzimierz Olewnik. Robert Skawiński, jeden z prowadzących śledztwo, z warszawskiej prokuratury: - Nie mogę rozmawiać o tym śledztwie. Jak to możliwe, że nierozwiązywalną przez kilka lat łamigłówkę olsztyńscy prokuratorzy ułożyli w kilka miesięcy? - Zbadaliśmy akta i poszliśmy krok dalej - mówią skromnie. Teraz sprawdzają, czy poprzednicy dopuścili się zaniedbań. - Dziś za wcześnie twierdzić, czy były i na jakim tle - mówi Krzysztof Stodolny, wiceszef Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. Olewnikowie są przekonani, że komuś zależało na tym, by sprawy nie wyjaśnić, a umoczeni w nią byli policjanci, a nawet politycy. Lawina błędów Już od początku w śledztwie były błędy. Policjanci nie zabezpieczyli słuchawki telefonu z domu Krzysztofa Olewnika, z którego w chwili porwania próbował dodzwonić się do ojca. A były na niej odciski palców jednego z porywaczy, bo, jak zeznał Kościuk, w momencie porwania któryś z napastników wyrwał Olewnikowi słuchawkę z ręki. Nazwiska głównych sprawców porwania pojawiały się w aktach wielokrotnie, na długo zanim ich zatrzymano. Kościuk korzystał z karty telefonicznej, z której odtworzono głos Krzysztofa. Dzwonił z niej do Olewników i do herszta bandy. Ale tej i innych kart nikt wcześniej nie sprawdził. Już latem 2004 roku Kościuk pierwszy raz został zatrzymany i po przesłuchaniu w stołecznej prokuraturze zwolniony. Prokurator Robert Skawiński chciał stawiać mu wtedy zarzuty, ale nie zgodzili się jego szefowie, uznając, że dowody są za słabe. Kolejna zagadka to kradzież policyjnego samochodu z kilkunastoma tomami akt sprawy. - Za dużo tych przypadków - uważają Olewnikowie. Gros śladów z domu porwanego przekazano do badań po pięciu latach. Nie zbadano billingów telefonów komórkowych uczestników imprezy towarzyskiej. Tymczasem - jak zeznał Kościuk - szef gangu wszedł do domu przez otwarte drzwi balkonowe. - To, że ktoś je otworzył, to znowu przypadek? - pyta ojciec.Kolejny niewyjaśniony wątek to ludzie, którzy kręcili się przy ojcu ofiary, oferując pomoc. Jak bandyta z Sierpca Eugeniusz G. ps. Gienek, z którym biznesmen, zniecierpliwiony bezczynnością śledczych, wiosną 2002 roku podjął negocjacje. - Dotarłem do niego poprzez Grzegorza K., przewodniczącego SLD w powiecie sierpeckim i jednego z ówczesnych dyrektorów PKN Orlen - mówi Olewnik. "Gienek" wyciągnął od rodziny 160 tysięcy. Prokuratura uznała go tylko za oszusta i oskarżyła o wyłudzenie. - Alę "Gienek" musiał kontaktować się z porywaczami. Przekazywał mi informacje, które na to wskazywały - twierdzi Olewnik. Rodzina jest pewna, że gdyby sprawę prowadzono, jak należy, Krzysztof by żył. - Serce krwawi, jak myślę, że Krzyś czekał na wybawienie, a my nie mogliśmy mu pomóc - mówią. Zapewniają, że nie spoczną, póki zleceniodawcy nie zostaną ukarani. 05.04.2008 Dożywocia dla zabójców Olewnika Grażyna Zawadka 31-03-2008, ostatnia aktualizacja 31-03-2008 11:55 Najwyższy wymiar kary dla Sławomira Kościuka i Roberta Pazika, za zabójstwo uprowadzonego w 2001 roku Krzysztofa Olewnika - orzekł sąd w Płocku Winni jednej z najbardziej odrażających i bestialskich zbrodni ostatnich lat usłyszeli wczoraj wyroki. Sąd Okręgowy w Płocku skazał na dożywocie tych, którzy zabili ofiarę, a na kary od roku do 15 lat wiezienia - ośmiu pozostałych członków gangu, którzy porwali i przetrzymywali Krzysztofa Olewnika. - Wyrok jest sprawiedliwy, ale nic nam nie zwróci Krzysia - mówi "Rz" Włodzimierz Olewnik, ojciec ofiary. Krzysztof Olewnik, syn biznesmena spod Płocka, został uprowadzony w 2001 roku. Przeżył gehennę. Bandyci przez dwa lata więzili go w piwnicy domu na działce w Kałuszynie, przykutego łańcuchami do ściany. Bili go metalową rurką, faszerowali lekami. W tym czasie porywacze wodzili za nos zrozpaczoną rodzinę Olewników. Puszczali przez telefon nagrania z głosem syna, zmieniali miejsca złożenia okupu. Przez dwa lata - co wydaje się nieprawdopodobne - policja nie potrafiła namierzyć bandytów. Nie ujęła ich nawet wtedy, kiedy w lipcu 2003 roku podjęli 300 tys. euro okupu. Po przejęciu okupu porywacze przenieśli Krzysztofa do szamba, na działce w Różanem, i miesiąc później zabili. Sławomir Kościuk i Robert Pazik założyli zmaltretowanej ofierze foliową torbę na głowę i udusili. Ciało zakopali. Rodzinie dawali nadzieję, że chłopak żyje. Warszawska prokuratura i policja nie potrafiły wykryć sprawców. Zagadkę rozwiązali dopiero olsztyńscy prokuratorzy i policjanci, którym przekazano śledztwo. Dla Kościuka prokurator żądał 25 lat więzienia, ale sąd uznał, że obaj zabójcy zasługują na dożywocie. Kiedy wczoraj to ogłosił, na sali rozległy się brawa licznie przybyłej publiczności. Była rodzina ofiary i znajomi. Krzysztofa wystawił sąsiad rodziny Olewników. Wojciech F. - szef gangu i inspirator zbrodni - powiesił się w areszcie. Dla rodziny Krzysztofa sprawa nie jest zamknięta. - Nas interesują zleceniodawcy. Nie spoczniemy, dopóki i oni nie zostaną osądzeni - mówi Włodzimierz Olewnik. W olsztyńskiej prokuraturze toczy się śledztwo mające ustalić, czy stołeczni śledczy badający sprawę porwania dopuścili się zaniedbań. - Dziwnych zdarzeń jest tyle, że trudno uwierzyć w przypadek - uważa Olewnik. Gdy śledztwo miało trafić z Warszawy do Olsztyna, policjantom skradziono akta. Podmieniano też billingi, sugerując samouprowadzenie. 31.03.2008 Bestie! Dożywocie to dla was za mało Porwali i katowali przez dwa lata. Podtapiali w szambie, zakuwali w łańcuchy. W końcu udusili... Nie ma takiej kary, którą można by wymierzyć tym potworom. A dostali tylko dożywocie. Wczoraj Sąd Okręgowy w Płocku skazał dziesięciu bandytów, którzy dla okupu porwali syna biznesmena. Krzysztof Olewnik (25 l.) przez ponad dwa lata był katowany przez swych oprawców. W ciemnej celi, z dala od domu, skuty łańcuchem był bity i poniżany. Na koniec bestialsko zamordowany. Cisza. Głęboka cisza i te koszmarne słowa. Każde z nich zadawało potworny ból rodzinie Olewników, którzy po raz kolejny na nowo przeżywali męczeńską śmierć ich ukochanego syna. Gdy w Sądzie Okręgowym w Płocku sędzia czytała wyrok, jej słowa przerywał płacz Ewy Olewnik (57 l.). Obok modlił się Władysław Olewnik (59 l.). Jego oczy są opuchnięte od płaczu. I chociaż ich ukochany syn zginął 7 lat temu, wciąż czują lęk przed bestiami, które siedziały na ławie oskarżonych. Zwyrodnialcy patrzyli na nich. Śmiali się. Powinni dostać dożywocie Gdy zapadł wyrok, rozległ się jęk rozpaczy. Tylko dwaj zwyrodnialcy otrzymali kary dożywocia. Pozostała ósemka bandytów odetchnęła z ulgą. Dostali kary od 2,5 roku do 15 lat więzienia, a jeden z oskarżonych został uniewinniony. Dla rodziny Krzysztofa ten wyrok to za mało. - Nawet kara śmierci za to, co oni zrobili, to za mało - łka Władysław Olewnik, ojciec zamordowanego chłopaka. - Każdego dnia ja to wszystko ciągle przeżywam. Skoro nie ma kary śmierci, to wszyscy bez wyjątku powinni dostać dożywocie - mówi rozczarowana Ewa Olewnik. Rodzina Olewników była znana w Drobinie (woj. mazowieckie). Władysław Olewnik z małżonką Ewą prowadzą prężnie działające zakłady mięsne. Powodzenie w interesach Olewników skupiło uwagę sąsiada Ireneusza Piotrowskiego (45 l.). Gdy siedział w więzieniu, wpadł na pomysł porwania Krzysztofa. Bandyci uprowadzili syna przedsiębiorcy w 2001 roku. Przez ponad dwa lata wydzwaniali do rodziców uprowadzonego, podbijając stawkę okupu. Dla zachęty puszczali z dyktafonu błagalne jęki syna. Katowali przez dwa lata Uprowadzony Krzysztof tak bardzo chciał żyć, że cudem znosił codzienne tortury, gdy bandyci przykuli go krowim łańcuchem do ściany. Bili go wtedy, gdy mieli ochotę. Przeżył nawet wtedy, gdy zabójcy chcieli zakończyć jego żywot w dole z szambem. Wytrwał tam dwa miesiące. Ale nie miał szans w zderzeniu z bezwzględnymi katami. Ostatecznie brutalnego mordu dokonali Robert Pazik (38 l.) i Sławomir Kościuk (51 l.). - Ja trzymałem Krzyśka za nogi, a Pazik nałożył mu worek foliowy na głowę i go tak udusiliśmy. Jak już się nie ruszał, to wrzuciliśmy go do dołu, który wcześniej wykopaliśmy - mówił na przesłuchaniach Kościuk. Zrobili to, choć 10 dni wcześniej dostali to, co chcieli - 300 tysięcy euro (ok. 1,1 mln zł) okupu za życie chłopka. Dwaj mordercy dostali dożywocie. Pozostali oprawcy będą siedzieć w więzieniu od 2,5 roku do 15 lat. To śmiesznie mało za ogrom cierpień, jakich musiał doznać niewinny chłopak. autor: Mariusz Korzus 01.04.2008 Zabójcy Olewnika skazani na dożywocie Hubert Woźniak, Płock 2008-04-01, ostatnia aktualizacja 2008-03-31 20:10 Zanim udusili Krzysztofa Olewnika, przez dwa lata trzymali go w betonowym szambie przykutego łańcuchami do ściany. 25-letniego syna potentata w branży mięsnej z Drobina porywacze uprowadzili w październiku 2001 r. Najpierw trzymali go w piwnicy domku letniskowego, potem przenieśli do szamba, które specjalnie zbudowali na więzienie. W zamkniętym, ciemnym pomieszczeniu bez ogrzewania mężczyzna miał materac, kołdrę i wiadro na nieczystości. Mógł zrobić zaledwie kilka kroków. Łańcuchów, z których jeden miał założony na szyję, a drugi na nogę - porywacze nie zdejmowali nawet wtedy, gdy pozwalali mu się raz w tygodniu umyć. Musieli je jednak poprawiać, bo Krzysztof Olewnik głodował i chudł, chciał łańcuchy zsunąć. Przez kamerę przemysłową obserwowali, jak płacze i modli się. Aby mieć pewność, że będzie spokojny, podawali mu leki psychotropowe. W końcu wzięli od rodziny Olewników 300 tys. euro okupu. Ale zamiast wypuścić ofiarę, jesienią 2003 r. Krzysztofa Olewnika udusili. Przez trzy kolejne lata rodzina żyła nadzieją, że porwany wróci. Policja długo nie mogła odnaleźć porywaczy, choć w aktach sprawy znalazł się anonim z nazwiskami dwóch z przestępców. Nikt nawet go nie zweryfikował (prokuratura prowadzi w tej sprawie oddzielne śledztwo). Dopiero jesienią 2006 r. jeden z zatrzymanych zaczął sypać i pokazał miejsce ukrycia zwłok. Dziś wiadomo, że na czele grupy stał Wojciech F. - właściciel warsztatu samochodowego z Warszawy. Powiesił się w celi aresztu przed rozpoczęciem procesu. Jego prawą ręką był 51-letni Sławomir Kościuk, także ze stolicy. Był jednym ze strażników Olewnika. Razem z 38-letnim Robertem Pazikiem z Drobina udusił swoją ofiarę. Sąd Okręgowy w Płocku skazał wczoraj Kościuka i Pazika na dożywocie. Pazik będzie mógł starać się o przedterminowe zwolnienie po 30 latach. Wyrok 14 lat więzienia usłyszał 45-letni Ireneusz Piotrowski, który wskazał Olewnika jako "wartego" porwania, a następnie pilnował ofiary. I on, i Pazik jest sąsiadem Olewników. Trzej mieszkańcy Nowego Dworu Mazowieckiego, którzy uprowadzili Olewnika, to 34-letni Piotr Sokołowski (skazany na 15 lat), 34-letni Cezary Witkowski (13 lat) i 33-letni Artur Rekul (12 lat). Ostatniego z porywaczy - 51-letniego Stanisława Owsianko spod Wyszkowa, który pilnował ofiary i pomagał odebrać okup - sąd skazał na osiem lat więzienia. 01.04.2008 Dożywocia dla zabójców Olewnika Grażyna Zawadka 31-03-2008, ostatnia aktualizacja 31-03-2008 11:55 Najwyższy wymiar kary dla Sławomira Kościuka i Roberta Pazika, za zabójstwo uprowadzonego w 2001 roku Krzysztofa Olewnika - orzekł sąd w Płocku Winni jednej z najbardziej odrażających i bestialskich zbrodni ostatnich lat usłyszeli wczoraj wyroki. Sąd Okręgowy w Płocku skazał na dożywocie tych, którzy zabili ofiarę, a na kary od roku do 15 lat wiezienia - ośmiu pozostałych członków gangu, którzy porwali i przetrzymywali Krzysztofa Olewnika. - Wyrok jest sprawiedliwy, ale nic nam nie zwróci Krzysia - mówi "Rz" Włodzimierz Olewnik, ojciec ofiary. Krzysztof Olewnik, syn biznesmena spod Płocka, został uprowadzony w 2001 roku. Przeżył gehennę. Bandyci przez dwa lata więzili go w piwnicy domu na działce w Kałuszynie, przykutego łańcuchami do ściany. Bili go metalową rurką, faszerowali lekami. W tym czasie porywacze wodzili za nos zrozpaczoną rodzinę Olewników. Puszczali przez telefon nagrania z głosem syna, zmieniali miejsca złożenia okupu. Przez dwa lata - co wydaje się nieprawdopodobne - policja nie potrafiła namierzyć bandytów. Nie ujęła ich nawet wtedy, kiedy w lipcu 2003 roku podjęli 300 tys. euro okupu. Po przejęciu okupu porywacze przenieśli Krzysztofa do szamba, na działce w Różanem, i miesiąc później zabili. Sławomir Kościuk i Robert Pazik założyli zmaltretowanej ofierze foliową torbę na głowę i udusili. Ciało zakopali. Rodzinie dawali nadzieję, że chłopak żyje. Warszawska prokuratura i policja nie potrafiły wykryć sprawców. Zagadkę rozwiązali dopiero olsztyńscy prokuratorzy i policjanci, którym przekazano śledztwo. Dla Kościuka prokurator żądał 25 lat więzienia, ale sąd uznał, że obaj zabójcy zasługują na dożywocie. Kiedy wczoraj to ogłosił, na sali rozległy się brawa licznie przybyłej publiczności. Była rodzina ofiary i znajomi. Krzysztofa wystawił sąsiad rodziny Olewników. Wojciech F. - szef gangu i inspirator zbrodni - powiesił się w areszcie. Dla rodziny Krzysztofa sprawa nie jest zamknięta. - Nas interesują zleceniodawcy. Nie spoczniemy, dopóki i oni nie zostaną osądzeni - mówi Włodzimierz Olewnik. W olsztyńskiej prokuraturze toczy się śledztwo mające ustalić, czy stołeczni śledczy badający sprawę porwania dopuścili się zaniedbań. - Dziwnych zdarzeń jest tyle, że trudno uwierzyć w przypadek - uważa Olewnik. Gdy śledztwo miało trafić z Warszawy do Olsztyna, policjantom skradziono akta. Podmieniano też billingi, sugerując samouprowadzenie. 31.03.2008 Wysokie wyroki dla zabójców Olewnika jen, nat 31-03-2008, ostatnia aktualizacja 31-03-2008 19:27 Dwa dożywocia i osiem wyroków do 15 lat więzienia orzekł Sąd Okręgowy w Płocku za uprowadzenie i zabicie 27-letniego Krzysztofa Olewnika. Prokuratura przedstawiła zarzuty policjantowi drogówki, który kontrolował jednego z zabójców. Na kary dożywotniego więzienia skazał sąd Sławomira Kościuka i Roberta Pazika, oskarżonych o zabójstwo uprowadzonego w 2001 roku, a zabitego dwa lata później Krzysztofa Olewnika. Kolejnych ośmioro oskarżonych skazał sąd na kary od roku więzienia w zawieszeniu do 15 lat pozbawienia wolności. Jednego z oskarżonych sąd uniewinnił. Zarzuty dla policjanta Olsztyńska prokuratura zarzuciła policjantowi z rejonu Ostrołęki niedopełnienie obowiązku przy kontroli drogowej. Dotyczyła ona kierowcy, który okazał się jednym z bandytów odpowiedzialnych za porwanie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Policjant po zatrzymaniu nietrzeźwego kierowcy nie sprawdził czy jest on poszukiwany przez organa ścigania i czy samochód, którym się poruszał nie został skradziony. Kontrola drogowa została przeprowadzona w sierpniu 2003 roku. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina pod Płockiem (Mazowieckie) doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Wkrótce sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 roku okup - 300 tys. euro - przekazano porywaczom. Jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się później okazało miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Proces w tej sprawie, której akta liczą 112 tomów, toczył się od października 2007 roku. 31.03.2008 Za porwanie i morderstwo Krysztofa Olewnika poniedziałek 31 marca 2008 11:50 Dożywocie dla katów młodego biznesmena Dwa lata trzymali go w betonowej studni związanego krowim łańcuchem, katowali i faszerowali środkami psychotropowymi. Gdy dostali od rodziny 300 tys. euro okupu, zatłukli go łopatą. Dziś sąd wydał wyrok. Dwóch z jedenastu oskarżonych dostało dożywocie. Do końca życia w więzieniu siedzieć będą Robert Pazik, pseudonim Pedro oraz Sławomir Kościuk. To oni zabili Krzysztofa. Pazik nałożył chłopakowi na głowę foliową torebkę. Potem tłukł go łopatą. Kościuk wrzucił ciało Krzysztofa do wykopanego dołu. Sześciu pozostałych oskarżonych dostało od roku do 15 lat więzienia. Jednego sąd uniewinnił. 300 tysięcy euro za życie porwanego "Ci, którzy zrobili to Krzysiowi, zasługują tylko na śmierć. A i to dla nic za mało!" - mówił Włodzimierz Olewnik, ojciec zamordowanego chłopaka. "Nasz świat się zawalił. Wszystko straciło już sens. Jesteśmy wrakami ludzi" - przyznawał w rozmowie z "Faktem". Tragedia rodziny Olewników zaczęła się w październiku 2001 roku. Rodzice nie mogli dodzwonić się do Krzysztofa, który dzień wcześniej urządził przyjęcie w domu pod Płockiem. Okazało się, że chłopaka nie ma. W domu było pełno krwi. Natychmiast zaalarmowali policję. "Tato, to uprowadzenie. Chcą okupu" - usłyszał drżący głos syna w słuchawce pan Włodzimierz, gdy nocą odebrał telefon. Porywacze zaczęli dzwonić coraz częściej. W słuchawce puszczali nagrany na dyktafon głos Krzysztofa. Żądali coraz większych kwot za uwolnienie chłopaka. W końcu stanęło na 300 tysiącach euro. "Zapłaciliśmy, ale syn nie wrócił. Telefony i listy z instrukcjami skończyły się" - opowiadał załamany Włodzimierz Olewnik. Katowali go dwa lata, zabili łopatami Jak ustaliła policja, porywacze od początku chcieli zabić Krzysztofa. Przez dwa lata trzymali go w betonowej studni, skrępowanego łańcuchem, bili i faszerowali środkami psychotropowymi. Gdy tylko dostali pieniądze, postanowili wykonać wyrok. Najpierw wrzucili chłopaka do dołu z szambem. Czekali, aż umrze. Ale Krzysztof wytrzymał tam dwa tygodnie. Wtedy oprawcy zarzucili mu na głowę foliowy worek i zatłukli łopatami. Zmasakrowane ciało zakopali w lesie. Rodzina Olewników przez lata zmagała się nie tylko z tym dramatem. Mama Krzysztofa skarżyła się "Faktowi", że walczyli również z opieszałością policji. "Porywacze do nas dzwonili. Rozmawiali po 10, 15 minut. Podrzucali listy. A mundurowi próbowali nam wmówić, że nasz syn upozorował swoje porwanie" - mówiła Ewa Olewnik. Zrozpaczeni rodzice 25-latka szukali pomocy nawet u prywatnego detektywa Krzysztofa Rutkowskiego, który za pomoc w odnalezieniu syna wziął od nich prawie milion złotych - pisał "Fakt". Niestety, Rutkowski nie pomógł Olewnikom. Oto oprawcy 25-letniego Krzysztofa Olewnika: Ireneusz P., ps. Bokser. Prokuratura ustaliła, że to on kierował całą akcją porwania Krzysztofa. Wydał też wyrok na porwanego Robert Pazik, ps. Pedro (dożywocie). Jest oskarżony o morderstwo Krzysztofa Olewnika. To on miał nałożyć na głowę porwanego foliową torebkę i tłuc go łopatą Sławomir Kościuk (dożywocie). Oskarżony o morderstwo porwanego. To prawdopodobnie on jako pierwszy zaczął sypać swych kompanów. To także on wrzucił ciało 25-latka do wykopanego dołu Cezary W., ps. Żaba. Według prokuratury pomagał w porwaniu Krzysztofa Olewnika, a potem wiązał chłopaka krowim łańcuchem Piotr S., ps. Rudy. Osobiście nadzorował porwanie Krzysztofa Olewnika z jego domu. Ustalono też, że bił 25-latka i go głodził Eugeniusz D., ps. Łysy. Miał kontaktować się z rodzicami porwanego chłopaka i podać im miejsca, w których mają złożyć okup Artur R., ps. Benek. Policja ustaliła, że katował 25-latka, bijąc go pięściami i kopiąc po głowie. To on kopał dół w lesie, gdzie wrzucono ciało porwanego Stanisław O., ps. Kulawy. Telefonował do rodziny, domagając się okupu i wyznaczał miejsca jego złożenia. Udowodniono mu, że znęcał się nad porwanym Grzegorz O., ps. Pomidor. Prawdopodobnie wpadł na pomysł wrzucenia Krzysztofa do dołu z szambem. Mówił, że tak szybko umrze 31.03.2008 Zabójstwa syna biznesmena - dwa dożywocia i zarzuty wobec policjanta Sąd wydał wyrok w sprawie porwania, wymuszenia okupu i morderstwa Krzysztofa Olewnika. Dwóch oskarżonych dostało kary dożywotniego więzienia. Olsztyńska prokuratura zarzuciła policjantowi z rejonu Ostrołęki (Mazowieckie) niedopełnienie obowiązku przy kontroli drogowej. Dotyczyła ona kierowcy, który okazał się jednym z bandytów odpowiedzialnych za porwanie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Policjant nie dopełnił obowiązków Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Mieczysław Orzechowski, policjant po zatrzymaniu nietrzeźwego kierowcy nie sprawdził czy jest on poszukiwany przez organa ścigania i czy samochód, którym się poruszał nie został skradziony. Jak wykazało późniejsze śledztwo, kierowca był jednym z bandytów, którzy uprowadzili i zamordowali syna przedsiębiorcy spod Płocka, Krzysztofa Olewnika. Kontrola drogowa została przeprowadzona w sierpniu 2003 roku. Miesiąc wcześniej rodzina Olewników przekazała bandytom okup 300 tysięcy euro za uwolnienia Krzysztofa. W sierpniu 2003 roku Krzysztof Olewnik mimo przekazania okupu został zamordowany. Olsztyńscy śledczy ustalili, że mężczyzna jadący autem kontrolowanym przez policjanta był jednym z bandytów, którzy uprowadzili i zamordowali Olewnika. Przestępca został schwytany dopiero w 2006 roku. - Trudno powiedzieć, czy gdyby policjant wykonał swoje obowiązki podczas kontroli drogowej, bandyci zostaliby wcześniej zatrzymani - powiedział Orzechowski. Prokuratura Okręgowa w Olsztynie prowadzi od czerwca 2007 roku śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez organa ścigania. Postępowanie ma wyjaśnić czy śledczy prawidłowo prowadzili śledztwo dotyczące porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Zawiadomienie do prokuratury złożył ojciec Krzysztofa, Włodzimierz Olewnik. Według niego śledczy z Warszawy, Płocka i Sierpca działali opieszale, nieskutecznie i nie ścigali bandytów. Zagadkę zabójstwa Olewnika ostatecznie rozwiązali prokuratorzy z Olsztyna. Oni także ustalili sprawców. Dożywocie dla zabójców Sąd Okręgowy w Płocku skazał Sławomira Kościuka i Roberta Pazika, dwóch zabójców Krzysztofa Olewnika, na kary dożywotniego więzienia. Wobec Roberta Pazika sąd zdecydował, iż będzie mógł się on ubiegać o przedterminowe zwolnienie po upływie 30 lat. Pozostałych siedmioro oskarżonych sąd skazał na kary od roku więzienia w zawieszeniu do 15 lat pozbawienia wolności. Jednego z oskarżonych sąd uniewinnił. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina pod Płockiem (Mazowieckie) doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Wkrótce sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 roku okup przekazano porywaczom, jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Proces w tej sprawie, której akta liczą 112 tomów, toczył się od października 2007 roku. 31.03.2008 Dwa dożywocia za zabicie syna biznesmena Na kary od roku więzienia w zawieszeniu do 15 lat pozbawienia wolności skazał Sąd Okręgowy w Płocku ośmioro oskarżonych w procesie o porwanie i zabójstwo 27-letniego Krzysztofa Olewnika. Jednego z oskarżonych sąd uniewinnił. Wcześniej sąd orzekł wobec Sławomira Kościuka i Roberta Pazika, dwóch zabójców Krzysztofa Olewnika, kary dożywotniego więzienia. Wobec Roberta Pazika sąd zdecydował, iż będzie mógł się on ubiegać o przedterminowe zwolnienie po upływie 30 lat. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina pod Płockiem (Mazowieckie) doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Wkrótce sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 roku okup - 300 tys. euro - przekazano porywaczom. Jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się później okazało miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Proces w tej sprawie, której akta liczą 112 tomów, toczył się od października 2007 roku. (sm) 31.03.2008 Zabójstwa syna biznesmena - orzeczono dwie kary dożywocia Krzysztof Olewnik, porwany i zamordowany syn płockiego biznesmena. TVN24 Sąd wydał wyrok w sprawie porwania, wymuszenia okupu i morderstwa Krzysztofa Olewnika. Dwóch oskarżonych dostało kary dożywotniego więzienia - podała telewizja TVN24. Skazani Sławomir Kościuk i Robert Pazik. Sąd w Płocku zezwolił na publikację nazwisk i wizerunku skazanych ze względu na brutalność czynu. Chodzi również o dobro społeczne, o ostrzeżenie społeczeństwa jak i przestrogę dla innych przestępców, że w takich sprawach nie mogą liczyć na łagodne traktowanie. Trwa odczytywanie wyroków w sprawie pozostałych 9 oskarżonych. 27-letni Krzysztof został uprowadzony w 2001 roku, a dwa lata później porywacze zamordowali go. 31.03.2008 Kary dożywocia za głośne porwanie i morderstwo Na kary dożywotniego więzienia skazał w poniedziałek Sąd Okręgowy w Płocku Sławomira Kościuka i Roberta Pazika, oskarżonych o zabójstwo uprowadzonego w 2001 roku i zabitego dwa lata później 27-letniego Krzysztofa Olewnika. Wobec Pazika sąd zdecydował, iż będzie mógł się on ubiegać o przedterminowe zwolnienie po upływie 30 lat.\ Ze względu na ważny interes społeczny sąd zezwolił na ujawnienie danych osobowych i wizerunku oskarżonych. Na kary od roku więzienia w zawieszeniu do 15 lat pozbawienia wolności skazał sąd ośmioro pozostałych oskarżonych w procesie o porwanie i zabójstwo Olewnika. Jednego z oskarżonych sąd uniewinnił. Do porwania Krzysztofa Olewnika, syna przedsiębiorcy branży mięsnej z Drobina pod Płockiem (Mazowieckie) doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Wkrótce sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 roku okup - 300 tys. euro - przekazano porywaczom. Jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się później okazało miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Proces w tej sprawie, której akta liczą 112 tomów, toczył się od października 2007 roku. Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP 31.03.2008 Aktualności: Dożywocie za śmierć 26-03-2008 W poniedziałek, 31 marca w Sądzie Okręgowym w Płocku ma zapaść wyrok w sprawie porwania i bestialskiego zamordowania Krzysztofa Olewnika - biznesmena spod Drobina. To jedna z najgłośniejszych i najtragiczniejszych historii ostatnich lat. Na ławie oskarżonych zasiada 11 członków zorganizowanej grupy przestępczej. Ostatnie mowy wygłaszają prokuratorzy i obrońcy. Rodzina zamordowanego domaga się dożywocia dla dwóch oskarżonych o morderstwo. Na ostatniej sprawie prokurator przez 3 godziny przypominał przebieg porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Prowodyrem był Wojciech F. z Warszawy. Pomysł porwania biznesmena podsunął mu Ireneusz P. z Drobina podczas wspólnej odsiadki w Zakładzie Karnym w Płocku. Cała akcja była zaplanowana w najmniejszych szczegółach, a osoby starannie dobrane. Wszystko zaczęło się 26 października 2001 roku. Biznesmen został porwany ze swojej willi w Świerczynku przez Artura R., Piotra S. i Cezarego W. - trzech mieszkańców Nowego Dworu Mazowieckiego. Przetrzymywany był w domu jednorodzinnym w Kałuszynie (posesja Wojciecha F.). Prokurator podkreślał, że to co spotkało biznesmena w tym domu określić można jako bestialstwo. Porwany mężczyzna przez dwa lata był tutaj głodzony, bity i maltretowany. Nie było takiej potrzeby. Nie stawiał żadnego oporu. Był przykuty za nogę i szyję do ściany w nieogrzewanej, betonowej piwnicy. Mógł zrobić ledwie dwa kroki. W tym domu były też inne pomieszczenia, w których panowały bardziej ludzkie warunki. Porwany błagał, by zamaskowani porywacze go puścili. Nie mógł rozpoznać w nich swoich znajomych. Ireneusz P. to sąsiad Olewników. Potem było jeszcze gorzej. Krzysztof Olewnik przeniesiony został w inne, oddalone miejsce. Trzymany był w szambie bez dostępu światła słonecznego, gdzie utrudniony był dostęp powietrza. Na wszelki wypadek oprawcy znów przykuli go do ściany. Porywacze kontaktowali się z rodziną, kilkakrotnie ustalając miejsca przekazania okupu. Bracia Stanisław O. i Grzegorz O., przejęli w końcu 330 tys. euro. Rodzina dowiedziała się wtedy, że będzie musiała jeszcze 2 lata poczekać na powrót syna i brata. Na próżno. Chłopak już nie żył. Bestialskiego zabójstwa dokonało dwóch mężczyzn. Robert P., mieszkaniec Drobina dusił, a Sławomir K. trzymał za nogi porwanego mężczyznę. Na głowę założyli mu plastikową torbę, zakleili też oczy i usta taśmą klejącą. Ręce i nogi związali. Zwłoki przenieśli do przygotowanego wcześniej dołu. Przykryli je śmieciami i zabezpieczyli metalową siatką, by przypadkiem zwierzęta nie rozniosły po okolicy szczątek. Poszukiwania policji były bezskuteczne. Prawda wyszła na jaw dopiero 5 lat po porwaniu Krzysztofa Olewnika i to tylko dlatego, że jeden z zatrzymanych porywaczy zaczął składać zeznania. Wkrótce pokazał miejsca zbrodni. Okazało się potem, że jego zeznania są zgodne z wszystkimi materiałami, które ustalono w toku śledztwa. Prokuratura przyjęła, że Sławomir K. mówił prawdę. Dowody przemawiały za tym, że w zabójstwie brały udział dwie osoby. Przebieg tragicznych zdarzeń potwierdziła też sekcja zwłok. W mowie końcowej prokurator podkreślał, że do zabójstwa nie doszło przypadkowo. Było bardzo precyzyjnie zaplanowane i z równą dbałością o szczegóły bez emocji punkt po punkcie realizowane przez grupę, która powstała w jednym celu. Przywódca grupy Wojciech F. w ubiegłym roku popełnił samobójstwo w areszcie. Zdaniem prokuratora, sam sobie wymierzył karę. Z rodziną kontaktowali się Ireneusz P. pseudonim "Bokser" oraz Sławomir K. Potęgowali dramat i niewyobrażalne cierpienia rodziny. - Urząd prokuratorki był w trudnej sytuacji, biorąc pod uwagę rodzaj przestępstwa i rolę w nim poszczególnych przestępców, dlatego że są okoliczności do nadzwyczajnego złagodzenia kary Sławomirowi K., Ireneuszowi P. i Arturowi R., ale są też do zastosowania nadzwyczajnego zaostrzenia. Istnieje również trzecia możliwość - nie stosowania się ani do nadzwyczajnego zaostrzania, czy też łagodzenia kary. Bez zeznań tych trzech osób nie udałoby się ustalić szczegółów zbrodni, ale też nic nie zrobili, żeby złagodzić cierpienia Krzysztofa Olewnika i jego rodziny - tłumaczył w mowie końcowej prokurator. Prokuratura żąda 25 lat pozbawienia wolności dla Sławomira K. Możliwość starania się o przedterminowe zwolnienie przewiduje dopiero po 20 latach. Robert P. zasłużył na dożywocie. O przedterminowym zwolnieniu może myśleć po 40 latach odsiadki. Ireneusz P. zdaniem prokuratury powinien dostać 10 lat pozbawienia wolności; Piotr S. i Cezary W. (porwali biznesmena) - 15 lat, Grzegorz O. (pomagał przy okupie) i Artur R. (porwał Krzysztofa Olewnika ale też zaczął mówić) - 8 lat, Stanisław O. (pomagał przy okupie) - 9 lat, Dariusz S. - 2 lata i Dariusz P. - rok. Wszyscy mają na swym koncie wcześniejsze kolizje z prawem. Za współudział w sprawie prokurator domaga się też kary 2 i pół roku więzienia dla Katarzyny F., żony Wojciecha F., która jest współwłaścicielką domu w Kałuszynie, w którym przetrzymywany był Krzysztof Olewnik. Jej zeznania, że nic nie wiedziała o porwaniu, nie wytrzymują konfrontacji z zeznaniami innych. 25 marca zaplanowana jest w sądzie mowa końcowa obrońców. Ich zadaniem będzie walka o złagodzenie kary dla oskarżonych. W tej dramatycznej sprawie będzie to trudne zadanie. Pełnomocnicy oskarżyciela posiłkowego, czyli rodziny zamordowanego wnosili o to, żeby nie różnicować kary dla zabójców Krzysztofa Olewnika. Ich zdaniem pomimo, że Sławomir K. opowiedział ze szczegółami historię porwania i zabójstwa, wskazując przy tym miejsca zbrodni, podobnie jak Robert P. zasługuje na dożywocie. Blanka Stanuszkiewicz |
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 06.04.2008 r. |
||