Morderstwo czterech nastolatków w Piotrkowie Trybunalskim

Strona główna

Morderstwa z regionu:

Mazowsze

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 07.12.2011

Brutalne zabójstwa wstrząsnęły całą Polską. Teraz mordercę czeka "chemiczna kastracja"

7 gru 11, 19:33 SG / PAP

49-letni Mariusz T., odbywający karę 25 lat więzienia za zabójstwo pod koniec lat 80. czterech chłopców, decyzją sądu zostanie poddany tzw. chemicznej kastracji. Morderca i pedofil ma wyjść z więzienia prawdopodobnie na początku 2014 roku.

Zbrodnie popełnione przez Mariusza T., byłego nauczyciela wychowania fizycznego z Piotrkowa Trybunalskiego, pod koniec lat 80. wstrząsnęły Polską. W 1988 roku zwabił on do mieszkania i zabił czterech chłopców w wieku 11-13 lat.

Morderca odsiaduje wyrok 25 lat więzienia w Zakładzie Karnym w Strzelcach Opolskich. Stwierdzono u niego zaburzenia preferencji seksualnych i pedofilię; nigdy nie kwestionowano jego poczytalności. Wcześniej nie wyrażał zgody na leczenie.

Wydział penitencjarny Sądu Okręgowego w Opolu zdecydował o poddaniu go przymusowej terapii zaburzeń preferencji seksualnych, czyli tzw. chemicznej kastracji.

Mariusz T. złożył zażalenie na to postanowienie, ale decyzję w mocy utrzymał Sąd Apelacyjny we Wrocławiu - powiedziała Ewa Kosowska z biura prasowego opolskiego sądu.

Tzw. chemiczna kastracja pedofilów polega na przeprowadzeniu - połączonego z psychoterapią - leczenia farmakologicznego, prowadzącego w szczególności do obniżenia popędu seksualnego skazanego. Rozwiązanie to, wprowadzone nowelizacją Kodeksu karnego i kilku innych ustaw, weszło w życie w czerwcu 2010 r. W przypadku gwałtu na osobie poniżej 15. roku życia lub osobie najbliższej, umieszczenie w zakładzie zamkniętym lub skierowanie na leczenie ambulatoryjne ma być obligatoryjne.

Zgodnie z nowelą, o tym, czy umieścić pedofila w zakładzie zamkniętym lub skierować go na leczenie ambulatoryjne, sąd może orzec, skazując go na karę pozbawienia wolności. Na pół roku przed przewidywanym warunkowym zwolnieniem lub przed wykonaniem kary, sąd "ustala potrzebę" rozpoczęcia terapii.

Wyznaczono na razie osiem placówek, w których odbywać się ma farmakologiczna terapia pedofilów. Są to trzy zakłady zamknięte: w Choroszczy (Podlaskie), Kłodzku (Dolnośląskie) i Starogardzie Gdańskim (Pomorskie) - łącznie mogą przyjąć 50 pacjentów. Leczenie będzie się też odbywać w ambulatoriach w Choroszczy, Gorzowie Wielkopolskim, Krakowie, Warszawie, Warcie (Łódzkie).

Mariusz T. dopuścił się makabrycznych zbrodni mając 26 lat. W lipcu 1988 roku zwabił do swojego mieszkania trzech chłopców: 11-letniego Tomasza oraz 12-letnich Artura i Krzysztofa. Tam zabił ich zadając wiele ciosów nożem. Ciała zniósł do piwnicy, a po tygodniu wywiózł samochodem do lasu i usiłował je spalić. W śledztwie wyszło na jaw, że wcześniej prawdopodobnie wykorzystał seksualnie i zamordował 13-latka. Jego także zwabił do domu i udusił. Ciało wywiózł do lasu.

Morderca był wcześniej dwukrotnie karany za wykorzystywanie seksualne dzieci, a ostatnich zbrodni dopuścił się podczas przerwy w odbywaniu kary. W procesie został czterokrotnie skazany na karę śmierci. Ponieważ jednak w tym czasie obowiązywało moratorium na jej wykonywanie, wyrok w 1989 roku zamieniono na 25 lat więzienia.

Biegli stwierdzili u niego zaburzenia preferencji seksualnych i pedofilię. W trakcie odsiadywania kary zabójca złożył wniosek o zmianę nazwiska, ale nie został on uwzględniony.

Autor: SG

Za serwisem Onet z dn. 07.12.2011 r.


Seryjny DZIECIOBÓJCA Mariusz Trynkiewicz przed wyjściem z więzienia zapowiada: Znów będę MORDOWAŁ

Publikacja: 13.05.2011 02:40 | Aktualizacja: 29.11.2011 15:08

Arturek Kawczyński (+ 12 l.) miałby dzisiaj 34 lata. Pewnie byłby wspaniałym ojcem, a w weekendy odwiedzałby z całą rodziną swoją mamę Mirosławę (54 l.). Ale Arturka już nie ma. 22 lata temu wpadł w łapska seryjnego mordercy dzieci. Mariusz Trynkiewicz (48 l.) zwabił go do swojego mieszkania i tam bestialsko zamordował. Artur był jego ostatnią ofiarą. Przed nim potwór uśmiercił jeszcze trzech chłopców. Za 3 lata mija termin jego 25-letniej odsiadki, a Trynkiewicz już szykuje się do wyjścia na wolność. Chce zmienić nazwisko, by, jak mówił, móc normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Wszyscy jednak pamiętają jego słowa z procesu, podczas którego powiedział: - Po wyjściu z więzienia nadal będę zabijał chłopców. To silniejsze ode mnie.

Mariusz Trynkiewicz (48 l.) to jeden z najmroczniejszych bandytów, jakiego nosiła ziemia. Jego zbrodnie w 1988 roku wstrząsnęły całą Polską. 26-letni wówczas Trynkiewicz, były nauczyciel wychowania fizycznego, tuż przed wakacjami dostał zgodę na przerwę w odbywaniu kary półtora roku więzienia za czyny lubieżne wobec dwóch 12-letnich chłopców. Oficjalnie z powodu choroby matki.

Ale matką zajmować się nie miał zamiaru. Pociąg do nieletnich chłopców był silniejszy od niego.

4 lipca 1988 roku przypadkowo spotkał Wojtka P. (+ 13 l.). Trynkiewicz zaproponował chłopcu zapisanie się do sekcji strzeleckiej i wyjazd na obóz młodzieżowy. Zaprosił dziecko do swojego mieszkania. Tam najprawdopodobniej wykorzystał seksualnie, a następnie wepchnął mu gąbkę do buzi i udusił. Potem ciało zapakował do pudła i wywiózł do lasu. Szkielet Wojtusia znaleziono dopiero we wrześniu tego samego roku. Zanim to nastąpiło, zbrodniarz znów zaatakował.

29 lipca Trynkiewicz zamordował trzech innych chłopców - Artura Kawczyńskiego (+ 12 l.), Tomasza Łojka (+ 11 l.) i Krzysztofa K. (+ 12 l.). Zaprosił ich do siebie, by obejrzeli wielkie akwarium z rybkami. Ale w jego domu czyhała na nich śmierć. Morderca chwycił za nóż i zaatakował dzieci.

Malcy byli tak przerażeni, że nawet się nie bronili. Zwyrodnialec zapakował ich zwłoki w pościel, pod osłoną nocy wywiózł je do lasu, oblał benzyną i podpalił.

W ręce policji wpadł po kilku tygodniach. Szybko zasiadł na ławie oskarżonych. Pytany w trakcie procesu przez sędziego, czy po wyjściu na wolność mordowałby chłopców, bez namysłu odpowiedział: - Tak! Na pewno tak!

Sąd w Piotrkowie skazał go na poczwórną karę śmierci. Ale Trynkiewicz nie zawisł na stryczku. W 1989 roku rząd ogłosił amnestię i karę śmierci zamieniono mu na 25 lat więzienia. Wówczas w kodeksie karnym nie było kary dożywocia. Odsiadywanie wyroku skończy w lutym 2014 roku.

Tymczasem biegli, którzy go badali, byli zgodni: ten pedofil zawsze pozostanie pedofilem. Jeżeli zabijał, może to robić dalej. Rodzice zabitych chłopców są wstrząśnięci i z niepokojem wyczekują daty wyjścia potwora na wolność.

- Życia naszych dzieci nic już nie wróci, ale jeżeli władze nic z nim nie zrobią, to po wyjściu na wolność znów będzie mordował - załamuje ręce Mirosława Kawczyńska (54 l.). - Powinien trafić na leczenie do zamkniętego oddziału psychiatrycznego. Do końca życia!

Tymczasem Trynkiewicz już rozpoczyna przygotowania do życia na wolności. Wystąpił o zmianę nazwiska. Po to, by opuszczając mury więzienia być nierozpoznawalnym.

- Gdy on wyjdzie, życie niewinnych dzieci będzie zagrożone - przestrzega Maria Łojek (58 l.), mama Tomka.

Za "Super Ekspressem" z dn. 13.05.2011 r.


Zamordował chłopców, za trzy lata wyjdzie na wolność

2011-01-21, Aktualizacja: 2011-01-21 11:55 Polska Dziennik Łódzki Aleksandra Tyczyńska, współp. Karolina Wojna

Ta zbrodnia wciąż budzi silne uczucia i trudno nawet sobie wyobrazić, co czują rodzice, którzy w tak okrutny sposób stracili swoje dzieci i którzy żyją ze świadomością, że morderca ich synów niedługo wyjdzie na wolność.

To zbrodnia, o której nikt nie powinien zapomnieć i choć prawo dziś chroni wizerunek i nazwisko zbrodniarza, to starsze pokolenie powinno przypominać o niej młodszemu i przestrzegać, że obcemu, nawet niepozornemu nauczycielowi nie wolno ufać na tyle, by pójść do jego domu.

Artur, Tomek, Krzyś i Wojtek byliby dziś dorosłymi mężczyznami, ale spotkali na swojej drodze Mariusza T., potwora w ludzkiej skórze, który zwabił ich do mieszkania i zamordował. Trzech z nich spotkał nad jeziorem Bugaj w Piotrkowie. Zaprosił kusząc zbiorami numizmatycznymi, militariami. Budził zaufanie. Później zeznał, że było bardzo miło. Chłopcy, którzy wtedy mieli po 11 i 12 lat, oglądali jego zbiory, a on w pewnym momencie poczuł, że chce ten obrazek zatrzymać, by ci chłopcy byli już na zawsze tylko jego.

- Wyszedł do łazienki po nóż, wrócił i każdemu z chłopców zadał po wiele ciosów tym nożem - opowiada Andrzej Matuszczyk, policjant z Piotrkowa w stanie spoczynku, wtedy podkomisarz w wydziale dochodzeniowo-śledczym. - Dlaczego nie bronili się, dlaczego sąsiedzi nie słyszeli żadnych krzyków?

Nie wiem...

Chłopcy nie zostali zgwałceni przez T. Chorą, seksualną satysfakcję sprawiła mu prawdopodobnie sama świadomość odebrania im życia, zatrzymania ich dla siebie.

- Ciała zniósł do piwnicy - mówi Matuszczyk. - Po kilku dniach zapakował do samochodu i wywiózł do lasu. Usiłował je spalić, ale rozpoczął się już proces rozkładu i nie udało mu się to do końca. Na makabryczne znalezisko natknął się grzybiarz.

Matuszczyk wspomina, że choć ciała Tomka, Artura i Krzysia, a wcześniej też 13-letniego Wojtka wywoził do lasu nocą, bez wahania potrafił wskazać te miejsca.

Po odnalezieniu zwłok chłopców, latem 1988 r., na Piotrków opadła psychoza strachu. Zaczęły krążyć pogłoski, że to dzieło sekty satanistycznej, rodzice pilnowali dzieci. - Wtedy też po raz pierwszy i ostatni wywiozłem swoje dzieci do dziadków na wieś - mówi Matuszczyk.

Kiedy rodzice zgłosili zaginięcie trzech chłopców, przeszukano jezioro, do aresztu trafił nawet ksiądz, bo krążyły pogłoski, że chłopcy byli widziani w towarzystwie mężczyzny w sutannie. Prawda była okrutna, nie żyli już po jakiś trzech godzinach od zaginięcia.

Na trop mordercy policja natrafiła po dwóch tygodniach, kiedy jeden z policjantów wspomniał, że miał do czynienia z T., który dopuścił się czynów lubieżnych na chłopcu we Włodzimierzowie. Wprawdzie powinien siedzieć w więzieniu, bo dostał 3,5-roczny wyrok, ale pojechali do jego mieszkania.

- Od razu wiedzieliśmy, że to miejsce zbrodni - mówi Matuszczyk. - Ciała były owinięte w prześcieradła z monogramem MT, a w mieszkaniu pełno było szmat z takim monogramem. Jego matka na pościeli, na zasłonkach wyszyła mu inicjały...

T. dopiero po miesiącu przyznał się, że zamordował jeszcze jednego chłopca.

Gdyby...

W przypadku T. wymiar sprawiedliwości dwukrotnie okazał się niesprawny. Gdyby nie został wypuszczony na przepustkę, rodziny czworga dzieci nie opłakiwałyby ich straty. Gdyby w 1989 r. Sejm nie ogłosił amnestii, zanim do kodeksu karnego nie została wprowadzona kara dożywocia, T. nie wychodziłby na wolność za trzy lata. Umknął katu, w dodatku uniknął leczenia. A według badających go psychologów cechował go psychopatyczny sadyzm połączony z biseksualnymi skłonnościami pedofilskimi. Z tego, według specjalistów, się nie wyrasta.

- W innych warunkach skierowany zostałby na leczenie, dostał pewnie dożywocie - przypuszcza Matuszczyk. - Wtedy ludzie domagali się jego głowy, został bardzo szybko skazany na poczwórną karę śmierci. W wyniku przemian ustrojowych dostał prezent - 25 lat. Nie wierzę, że był leczony w więzieniu. Tam ludzi się nie leczy.

Matuszczyk obawia się, że kiedy T., mężczyzna 52-letni, w sile wieku wyjdzie z więzienia, dojdzie do tragedii, bo albo on zamorduje kolejne dziecko szukając spełnienia (T. zeznawał, że do zbrodni pchnęło go długotrwałe odosobnienie od młodzieży, co dla niego, jako nauczyciela wf. było dotkliwe), albo wcześniej dopadnie go jeden z ojców, czekających na okazję pomszczenia śmierci syna.

Nie wiadomo, jak aktualnie T. wygląda, czy na pewno wróci do Piotrkowa. Gdzieś będzie żyć, jako pełnoprawny obywatel, który odpokutował swoje winy. Kilka lat temu chciał nawet zmienić nazwisko na rodowe matki, by - jak uzasadniał - móc dobrze funkcjonować w społeczeństwie, bez obciążenia nazwiskiem kojarzonym z przestępstwem, ale nie dostał zgody.

Czy choć żałuje? Wtedy nie żałował. O tym, co zrobił, opowiadał szczegółowo, spokojnie. Sprawuje się ponoć dobrze, choć ostatnio pisemnie zastrzegł, by nie udzielać na jego temat żadnych informacji. Dyrekcja zakładu karnego w Strzelcach Opolskich przyznaje, że po każdej nowej publikacji na temat zbrodni Mariusza T. ma problem z zapewnieniem mu bezpieczeństwa. (...)

Za serwisem Nasze Miasto Piotrków Trybunalski z dn. 21.01.2011 r.


Ich ciała zatrzymuję sobie

29 paź 08, 21:43 Erika Sjoblom

Fascynują naukowców, detektywów, filmowych scenarzystów i pisarzy, wreszcie - najzupełniej zwykłych ludzi. Uwodzą masową wyobraźnię i zmuszają do spojrzenia w oczy złu, które zbliżyło się na wyciągnięcie ręki. Seryjni mordercy. Czy działali także w Polsce? Kim byli, w jakich rodzinach się wychowywali, kogo - i dlaczego - wybierali na swe ofiary? Cykl "Wampiry polskie" pozwoli nam przyjrzeć się z bliska ich sylwetkom.

Pan od wuefu

To był szczęśliwy traf dla mordercy i fatalna informacja dla społeczeństwa. Kiedy Mariusz Trynkiewicz wysłuchiwał wyroku sądowego, skazującego go na czterokrotną karę śmierci, w Polsce trwała gorąca dyskusja nad zniesieniem tej sankcji, a jej wykonanie było zawieszone. Jednocześnie nadal obowiązująca postać kodeksu karnego nie przewidywała kary dożywotniego pozbawienia wolności. Dlatego Trynkiewicz, pedofil i czterokrotny morderca kilkunastoletnich chłopców, otrzymał wyrok kolejny w ówczesnej hierarchii kar: 25 lat pozbawienia wolności. Na wolność wyjdzie za pięć lat - o ile wręcz nie wcześniej. Odbył już bowiem większą część więzienia i może rozpocząć starania o zwolnienie przedterminowe.

To był młodziutki, przeciętny pod niemal każdym względem, skromy nauczyciel WF-u. Sąsiedzi i nauczyciele z podstawówki w Piotrkowa Trybunalskiego, w której uczył, zapamiętali go jako osobę nie rzucającą się w oczy i wyjątkowo spokojną. Dlatego początkowo nikt nie wierzył w bestialskie czyny, jakie popełnić miał w latach 1987-8 ten 26-letni wówczas mężczyzna.

Ich ciała zatrzymuję sobie

Krwawą serię ofiar potwora zapoczątkował 13-letni Wojtuś. Zwabiony przez nauczyciela do mieszkania, został obezwładniony, zgwałcony i wreszcie sadystycznie uduszony. Jednak mordercy to nie wystarczyło. Ciało dziecka przetrzymywał jeszcze kilka dni we własnym domu (jak wykazało śledztwo - blisko fotela, na którym zwykle przesiadywał), a kiedy oznaki rozkładu zaczęły być widoczne, wywiózł je do lasu i ukrył w zaroślach.

Niemal identycznie postąpił z kolejnymi dziećmi. Krzyś (12 lat), Tomek (11 lat) i Artur (12 lat) po kolei odwiedzali wuefistę, by zginąć od wykrwawienia się - skutku otrzymanych kilkudziesięciu ciosów nożem. Gwałceni i maltretowani przed śmiercią, służyli swemu katu także jako zwłoki. Ciała ofiar Trynkiewicz przetrzymywał kilka dni w mieszkaniu, sycąc się ich obecnością. Później wywoził do lasu i tam palił. Drastyczne szczegóły mordów na szczęście pozostały do wiadomości sądu.

Mój syn nie może być winny

Kiedy milicja wpadła na trop Trynkiewicza, zatrzymała prawdopodobnie eskalujący w niewiarygodnie szybkim tempie ciąg przemocy. Okazało się bowiem, że nauczyciel już od dawna znany był organom śledczym za seksualne nadużycia wobec dzieci, a swego pierwszego morderstwa dopuścił się podczas przerwy w odbywaniu kary, udzielonej mu w związku z chorobą matki.

Starsza kobieta jest chyba jedyną, która wierzy w stuprocentową niewinność swego syna. To właśnie matka namawia pedofila, by starał się o wcześniejsze zwolnienie. On sam również nie próżnuje: w trakcie odbywania kary złożył wniosek o zmianę nazwiska. Postanowił przyjąć rodowe nazwisko matki - Komornicki - argumentując w piśmie uzasadniającym, że "zależy mu na dobrym funkcjonowaniu w społeczeństwie po opuszczeniu zakładu karnego, a posiadanie w dalszym ciągu nazwiska kojarzonego z przestępstwem nagłośnionym przez media, z góry go dyskryminuje". To samo pismo zawierało również prośbę o "danie mu szansy normalnego funkcjonowania, bez narażania na szykany czy życie w ciągłym zagrożeniu i niepewności". Kolejne instancje, do których się zwracał - Urząd Stanu Cywilnego w Piotrkowie, Sąd Okręgowy w Opolu oraz wojewoda - odrzuciły prośbę.

Bestia na wolności

Kiedy milicja odwoziła Mariusza do więzienia, omal nie doszło do samosądu: zgromadzony przed salą sądową tłum milicji z trudem udało się opanować. Jednak bezpieczeństwu pedofila aktualnie nic nie zagraża: karę odsiaduje w Zakładzie Karnym nr 2 w Strzelcach Opolskich, na oddziale dla upośledzonych umysłowo i pochodzących ze środowisk patologicznych, w jednoosobowej celi. Ma sporo czasu na pisanie odwołań i resocjalizację poprzez sztukę: do celi dostarczono mu farby, pędzle i sztalugi. Co zrobi, kiedy odzyska wolność? To pytanie Elżbiecie Wacko-Lewandowskiej, wicedyrektor Zakładu, zadała dziennikarka Rzeczpospolitej, Ilona Trusewicz. Usłyszała: - Gdy (Trynkiewicz) wyjdzie, na pewno zrobi to samo. To jest kategoria więźnia, dla którego szkoda starań i pieniędzy na resocjalizację. Trzeba go izolować tak długo, jak jest to możliwe.

Za przestępstwa seksualne wobec dzieci sąd polski w samym tylko 2000 roku skazał 455 osób. Badania wskazują, że ponad 80 procent osób skazanych za takie czyny po wyjściu na wolność popełnia je ponownie, z czego 55 procent - w pierwszym roku po opuszczenia więzienia.

Autor: Erika Sjoblom

Za serwisem Onet z dn. 29.10.2008 r.


Potwór zmienia nazwisko

Agnieszka Jukowska 2006-07-28, ostatnia aktualizacja 2006-07-27 00:00

18 lat temu Mariusz Trynkiewicz zgwałcił i zamordował czterech chłopców. Odsiadując 25 lat w Strzelcach Opolskich chce się pozbyć obecnego nazwiska, by po wyjściu nikt nie kojarzył go z "potworem z Piotrkowa"

Była to jedna z najgłośniejszych spraw, jakie pod koniec lat 80. wstrząsnęły krajem. 26-letni Mariusz Trynkiewicz, były nauczyciel z Piotrkowa Trybunalskiego, nim dokonał makabrycznej zbrodni, dwa razy skazywany był za molestowanie seksualne chłopców.

W 1988 r. zwabił do swojego mieszkania czterech chłopców, których zgwałcił i zadźgał nożem. Biegli ustalili, że chłopcy nie zmarli od ciosów. Wykrwawili się.

Po tygodniu Trynkiewicz wywiózł zwłoki do lasu i podpalił. Podczas śledztwa okazało się, że wcześniej zabił jeszcze jedno dziecko - 13-latka. Udusił go w swoim mieszkaniu, ciało również spalił.

Podczas procesu w 1990 r. biegli stwierdzili, że Trynkiewicz jest biseksualistą i pedofilem, a zabija, bo sprawia mu to przyjemność. Morderca mówił o sobie, że jest chorym człowiekiem, który wymaga leczenia. Na pytanie sędziego, czy po wyjściu na wolność nadal by zabijał, odpowiedział, że zdecydowanie tak. Dostał cztery wyroki śmierci. Za każdego zamordowanego chłopca.

Do egzekucji nie doszło, bo w tym czasie w Polsce dyskutowano nad zniesieniem kary śmierci, a samo jej wykonywanie było zawieszone. W kodeksie nie było wówczas dożywocia, więc wyrok śmierci zamieniono mu na 25 lat więzienia.

44-letni dziś Trynkiewicz siedzi w zakładzie w Strzelcach Opolskich. Jest na oddziale dla skazanych z dewiacjami i zaburzeniami psychicznymi. - Na razie nie wpłynęła do sądu żadna prośba o przedterminowe zwolnienie od tego skazanego - mówi Ewa Kosowska-Korniak z biura prasowego Sądu Okręgowego w Opolu. - A nawet jeśli taki wniosek złoży, to wcale nie znaczy, że automatycznie wyjdzie na wolność. To sąd penitencjarny o tym decyduje, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, zarówno skazania, jak i efekty resocjalizacji w zakładzie karnym - dodaje.

Trynkiewicz jeszcze wniosku o przedterminowe zwolnienie nie złożył, bo czeka na decyzję o zmianie nazwiska. Jak dowiedziała się "Gazeta", chce przyjąć nazwisko panieńskie matki. We wniosku napisał, że po wyjściu na wolność zależy mu na dobrym funkcjonowaniu w społeczeństwie, a posiadane nazwisko, kojarzone z przestępstwem nagłośnionym przez media, z góry go dyskredytuje w społeczeństwie. W Delegaturze Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego w Piotrkowie Trybunalskim nie udało nam się dowiedzieć, czy Trynkiewicz otrzymał taką zgodę, bo kierownik będzie w pracy dopiero 3 sierpnia.

Nawet jeśli sąd nie wypuści go teraz, to karę zakończy za siedem lat i wówczas będzie wolnym człowiekiem. Zarówno prawnicy, którzy mieli do czynienia z Trynkiewiczem, jak i psycholog Teresa Gens, która przez półtora roku badała go, uważają, że po wyjściu zza krat "potwór z Piotrkowa" może znów dokonać mordu.

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 28.07.2006 r.

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 07.12.2011 r.