Morderstwo dwojga dzieci przez ojca-policjanta

Strona główna

Morderstwa z regionu:

Mazowsze

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 13.01.2011 r.

Łódź: Więźniowie chcą zlinczować Janusza T., policjanta-dzieciobójcę

Data publikacji: 29.12.2010 16:59 Ma to, na co zasłużył. Janusz T. (42 l.), były policjant z Łodzi, który tydzień temu udusił dwoje swoich dzieci, drży teraz o własne życie w celi aresztu śledczego przy ul. Smutnej w Łodzi. W środowisku przestępczym policjant dzieciobójca to kategoria osadzonych najgorsza z możliwych. Inni więźniowie tylko czyhają na okazję, by go zlinczować.

Morderca Dagmary (+4 l.) i Wiktora (+7 l.) został aresztowany na trzy miesiące w miniony piątek. Jego przyjazd do Aresztu Śledczego w Łodzi przy ulicy Smutnej wywołał niemałe poruszenie wśród innych osadzonych. Tego, co mówili pod jego adresem, nie da się cytować. Strażnicy więzienni mieli nie lada orzech do zgryzienia, bo musieli umieścić go w celi z innymi osadzonymi, którzy teoretycznie przynajmniej krzywdy Januszowi T. nie powinni zrobić.

W celi śledzi go kamera

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że mężczyzna przebywa w celi czteroosobowej. Jego współlokatorzy to mężczyźni, którzy mają na koncie przestępstwa najmniejszego kalibru - prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu, zaleganie z alimentami.

Nad bezpieczeństwem Janusza T. czuwa zamontowana w celi kamera. - Policjant, nawet były, to w strukturze więziennej pozycja najniższa - mówi Tomasz Pająk (46 l.), rzecznik prasowy aresztu. - Gdy do tego dodamy zarzut dzieciobójstwa, ta pozycja jeszcze się obniża. Dlatego męż-czyzna jest monitorowany przez 24 godziny na dobę - dodaje.

Czeka na badania

Na spacery wychodzi tylko w towarzystwie swoich współwięźniów. Z innymi osadzonymi nie może mieć kontaktu, bo wtedy mogłoby dojść do najgorszego.

Janusz T. udusił swoje dzieci, by - jak twierdził - zemścić się na żonie, z którą jest w trakcie rozwodu. Wkrótce zostanie poddany badaniom psychiatrycznym. Pozwolą one ocenić, czy w chwili zdarzenia był poczytalny. Jeżeli tak, grozi mu dożywocie.

Autor: Dariusz Kucharski

Za "Super Expressem" z dn. 29.12.2010 r.


Łódź: Ojciec zaplanował zabójstwo swoich dzieci wcześniej

Data publikacji: 27.12.2010 02:00

Zwykle w Wigilię dzieci przyklejają nos do szyby, wypatrując pierwszej gwiazdki i zaglądają pod choinkę, szukając prezentów. Dziś niestety żegnamy Dagmarę i Wiktora. Dwoje dzieci, które w rodzinnym domu, zamiast oczekiwanej ochrony, znalazły okrutną śmierć - tak ksiądz Kazimierz Zaleski (61 l.) żegnał w ostatniej drodze w piątkowe, wigilijne przedpołudnie dwoje dzieci bestialsko zamordowanych przez ojca, byłego policjanta Janusza T. (42 l.).

- Dagmarka i Wiktor żyją teraz w niebie. Powiększyły grono aniołków i modlą się za najbliższych - dodał ksiądz.

W pogrzebie dzieci uczestniczyło około 200 osób. Oprócz mamy Magdaleny (37 l.) i członków najbliższej rodziny byli znajomi, sąsiedzi, koledzy chłopca ze szkoły i dziewczynki z przedszkola. Płakali wszyscy, nawet mężczyźni. Mama dzieci musiała być podtrzymywana przez bliskich. Załamana rozpaczą kobieta słaniała się na nogach.

Ciała dzieci zostały skremowane, a ich prochy umieszczone w jednej białej urnie. Gdy spoczęła w rodzinnym grobowcu, mama dzieci wrzuciła do środka zieloną szmacianą lalkę, którą jej córka miała dostać na Gwiazdkę. Kiedy grób został przykryty kwiatami, inni członkowie rodziny kładli tam zabawki, które mieli położyć dzieciom pod choinkę w wigilijny wieczór. Dagmarka i Wiktorek niestety się ich nie doczekali.

Do tej potwornej zbrodni doszło w miniony wtorek w mieszkaniu rodziny w czteropiętrowym bloku przy ulicy Szpitalnej w Łodzi. Janusz T., ojciec dzieci, który je udusił, to były policjant oddziałów prewencji. Trzy lata temu odszedł na emeryturę. W prokuraturze przyznał, że morderstwo dokładnie zaplanował dzień wcześniej. Chciał w ten sposób ukarać swoją żonę.

- Powiedział, że jego żona chciała go opuścić i szykowała się do zagranicznego wyjazdu. Mordując dzieci, miał się na niej zemścić - mówi Krzysztof Kopania (45 l.), rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Janusz T. do zbrodni był doskonale przygotowany. Wybrał dzień, kiedy żona jest w pracy, a on sam odbiera dzieci z przedszkola i szkoły. We wtorek między godziną 13 a 14 najpierw poszedł po syna do podstawówki, później odebrał z przedszkola Dagmarkę. Już wtedy był pod wpływem alkoholu. Gdy cała trójka wróciła do domu, dzieci poszły się bawić, a mężczyzna znów sięgnął po wódkę. Wychylił wypełnioną do połowy butelkę i wypił całą zawartość.

Później skierował się do pokoju Dagmary i Wiktora. Zszokowanym dzieciom zakrył usta i nos. Przerażone dzieci były w panice. Zaczęły przekrzykiwać się nawzajem. Błagały, by ukochany tatuś nie robił im krzywdy. Maluchy próbowały się bronić, ale ojciec miał zbyt dużo siły. Kilka minut później dzieci leżały już martwe na wersalce. Dzieciobójca został zatrzymany godzinę po zdarzeniu w swoim mieszkaniu.

W piątek łódzki sąd aresztował go na trzy miesiące. Ojciec potwór od momentu zatrzymania nie uronił ani jednej łzy. - Żałuję tego, co zrobiłem - powiedział tylko w sądzie oschłym tonem.

- Mężczyźnie grozi bardzo wysoka kara - dożywocie, stąd decyzja o zastosowaniu tymczasowego aresztowania - mówił sędzia Jarosław Papis (45 l.), rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Łodzi.

Autor: Dariusz Kucharski

Za "Super Expressem" z dn. 27.12.2010 r.


Łódź. Janusz T. zabił dzieci bo chciał się zemścić na żonie za pozew rozwodowy

Data publikacji: 23.12.2010 06:00

Gdy Janusz T. (42 l.), były policjant z Łodzi, usłyszał od swojej żony Magdaleny (37 l.), że kobieta złożyła pozew rozwodowy, postanowił się na niej zemścić. Wybrał zemstę najbardziej okrutną z możliwych. Zamordował dwoje ich dzieci: 4-letnią Dagmarę i o trzy lata starszego Wiktora.

Jeszcze kilka dni temu bawił się z nimi na śniegu. Już wtedy jednak myśl o zemście na żonie kiełkowała w jego głowie. Nie mógł pogodzić się z tym, że kobieta, po trwającym blisko 10 lat małżeństwie, chce od niego odejść. Swój morderczy plan zrealizował we wtorkowe popołudnie.

Magdalena T. była w tym czasie w pracy. Jej mąż od rana pił alkohol. Około godziny 14 wysłał do kilku znajomych SMS: "Rozwodzę się. Zabiję moje dzieci". Chwilę później podszedł do bawiącej się na podłodze Dagmary. Najpierw ją przytulił, a potem zacisnął dłonie na jej szyi. Gdy bezwładnie opadła na podłogę, skierował się do pokoju syna. Wiktor akurat rozpakowywał tornister. Stał tyłem do ojca. To ułatwiło mu atak. Złapał syna za szyję i trzymał tak długo, dopóki chłopiec nie wydał ostatniego tchnienia.

Kilkanaście minut później do drzwi mieszkania Janusza T. zaczęli dobijać się zaalarmowani przez jego znajomych policjanci. Gdy weszli do środka ciała dzieci spoczywały obok siebie na dywanie. Janusz T. jeszcze trzy lata temu służył w oddziałach prewencji łódzkiej policji. W 2000 roku dostał odznaczenie od prezydenta Polski za to, że uratował z płonącego domu dziecko. 10 lat później z zimną krwią zabił swoje własne. Już usłyszał zarzut podwójnego zabójstwa. Grozi mu dożywocie.

Autor: Dariusz Kucharski

Za "Super Expressem" z dn. 23.12.2010 r.


Łódź: Janusz T. zabił swoje dzieci

Data publikacji: 22.12.2010 13:12 Potworna tragedia w Łodzi. Wczoraj po południu emerytowany policjant Janusz T. (42 l.) udusił dwoje swoich dzieci - Dagmarę (†4 l.) i Wiktora (†7 l.). Najprawdopodobniej do zbrodni pchnęły go kłopoty osobiste - jest w trakcie sprawy rozwodowej z żoną Magdaleną (37 l.).

Byli małżeństwem 7 lat. Kiedy drogi Janusza T., emerytowanego policjanta z Łodzi, i jego żony Magdaleny zaczęły się rozchodzić, mężczyzna nie mógł sobie z tym poradzić. Wczoraj po południu do znajomych rozesłał wiadomość SMS o treści: "Rozwodzę się. Zabiję moje dzieci". Chwilę później udusił bezbronną córkę Dagmarę, później zacisnął dłonie na szyi syna Wiktora. Za podwójne zabójstwo grozi mu teraz dożywocie.

Janusz T. i jego żona Magdalena mieszkali w wieżowcu na osiedlu Dąbrowa w Łodzi. Kiedy przestało się między nimi układać, mężczyzna wynajął mieszkanie w innej części miasta. Feralnego dnia opiekował się dziećmi, choć od rana raczył się alkoholem...

Zaalarmowani przez adresatów SMS-ów policjanci wezwali strażaków i z pomocą podnośnika dostali się do mieszkania mężczyzny, który nie chciał otworzyćdrzwi. Zwłoki dzieci leżały ułożone obok siebie na podłodze. Ich pijany ojciec został zatrzymany do wyjaśnienia. Dziś będzie przesłuchiwany. Najprawdopodobniej usłyszy zarzut podwójnego zabójstwa. Przybyła na miejsce matka dzieci doznała tak silnego szoku, że karetka pogotowia musiała odwieźć ją do szpitala.

Autor: DK

Za "Super Expressem" z dn. 22.12.2010 r.

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 13.01.2011 r.