Morderstwo gdańskiego taksówkarza przez syna i wnuka

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

 

Aktualizacja 26.11.2010

Wyroki dla zabójców gdyńskiego taksówkarza

2007-10-13, Aktualizacja: 2007-10-12 23:39

Naszemiasto.pl Darek Janowski

Surowymi wyrokami zakończył się w piątek proces zabójców gdyńskiego taksówkarza. Zamordowali go syn i wnuczek - Henryk i Patryk Gugała. Pomagał im Jarosław Baranowski. Dwóch z mężczyzn sąd skazał na 25 lat więzienia. Wnuk zamordowanego ma spędzić za kratkami 8 lat.

Henryk Gugała (zamordowany i jego syn mieli to samo imię) zmarł w męczarniach. Był bity i kopany, na koniec został uduszony. Według obrońców, krewni ofiary nie chcieli zabić. Jednak nie przekonali sądu. - Cała trójka zaplanowała zabójstwo, a nie pobicie - powiedziała dobitnie sędzia Anna Makowska-Lange. - Henryk Gugała mówił do syna, że "dziadka trzeba załatwić".

Obrona konsekwentnie przekonywała, że chcieli jedynie pobić, przecież mieli zamaskowane twarze. - Kaci też maskują twarze, a zwłaszcza ktoś, kto czyni siebie katem własnego ojca - mówiła sędzia Makowska-Lange. - Trudno wyobrazić sobie bardziej odrażającą zbrodnię. Zabił własnego ojca i wciągnął w nią swojego syna. Potem wszyscy bawili się na imprezie sylwestrowej, składali sobie życzenia, odbywali stosunki seksualne.

Do tragedii doszło w sylwestra 2003 roku. Koledzy taksówkarza widzieli go po raz ostatni na postoju przy ul. Małokackiej w Gdyni. Zmasakrowane ciało sędziwego Henryka znalazł spacerowicz w lesie niedaleko ul. Śląskiej.

Zabójstwo ojca zaplanował jego 39-letni syn Henryk Gugała. O pomoc poprosił 19-letniego syna Patryka i znajomego 24-latka, Baranowskiego, który za obiecane przez prowodyra 500 zł zgodził się zabić taksówkarza. Ten ostatni z synem zmarłego zmasakrował seniora. Baranowski zacisnął sznur na jego szyi. Patryk Gugała biernie się temu przyglądał.

Dlaczego syn i wnuczek targnęli się na życie dziadka? Kilka miesięcy przed zabójstwem starszy Henryk G. zaproponował on juniorowi, aby ten zamieszkał ze swoją konkubiną i dwójką jej dzieci w jego mieszkaniu. Z czasem zaczęło dochodzić do kłótni i awantur. Na koniec "dziadek" powiedział im, żeby się wynosili...

Za serwisem Nasze Miasto Sopot z dn. 13.10.2007


Gdańsk: syn i wnuk skazani za zabójstwo

IAR, pi 2005-06-28, ostatnia aktualizacja 2005-06-28 00:00

Sąd w Gdańsku skazał na 25 lat więzienia mężczyznę, który zabił swojego ojca - taksówkarza. Wnuk ofiary, który pomagał w zbrodni - dostał karę 6-ciu lat pozbawienia wolności. Skazany został też trzeci mężczyzna- otrzymał również karę 25 lat więzienia

63-letni Henryk Gugała zginął skatowany przez zabójców w nocy 31 grudnia 2003 roku w Gdyni. Sędzia Lidia Jedynak mówiła w sądzie, że syn chciał się pozbyć ojca ze wspólnego mieszkania. Zaplanował całą zbrodnię ze szczegółami, zabrał też swego 17-letniego wówczas syna.

W zbrodni uczestniczył też ich znajomy.

Obrońca głównego sprawcy zapowiedział apelację. Uważa on, że jego klient powinien odpowiadać za pobicie ze skutkiem śmiertelnym, a nie za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Sąd zdecydował także o odebraniu mu praw publicznych na 5 lat.

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 28.06.2005


Koniec procesu ojcobójcy

Grzegorz Szaro 2005-06-28, ostatnia aktualizacja 2005-06-28 00:00

Zabójcy gdyńskiego taksówkarza skazani. Po 25 lat dostali syn ofiary i wynajęty przez niego płatny morderca. 19-letni wnuk taksówkarza spędzi za kratami sześć lat.

Gdy sędzia Lidia Jedynak ogłaszała wyrok w gdańskim Sądzie Okręgowym, trzej oskarżeni stali spokojnie ze spuszczonymi głowami, jeden obok drugiego. Nie było po nich widać żadnych emocji. Otaczał ich kordon policji i kilkudziesięciu dziennikarzy.

- Zabili człowieka z bardzo niskich, niechlubnych pobudek. Zasądzone kary są adekwatne do czynu - uzasadniała sędzia.

Zabójstwo obmyślił i przygotował Henryk G., 39-letni syn taksówkarza. Chciał się pozbyć ojca z mieszkania. Henrykowi G. groziło dożywocie, ale ostatecznie dostał 25 lat. Zdaniem sądu, na szczególne potępienie zasługuje motyw przyświecający 24-letniemu Jarosławowi B. - zabił człowieka za 500 zł. Oprócz 25 lat więzienia wymierzono mu dodatkowo karę pozbawienia praw publicznych przez pięć lat. Wnuk ofiary Patryk G. ma spędzić w więzieniu tylko sześć lat, choć prokurator wnioskował o 15.

- W chwili zabójstwa był niepełnoletni i sąd mógł mu szczególnie złagodzić karę. Poza tym Patryk G. był niedojrzały społecznie i całkowicie podporządkowany ojcu, który był jego jedynym przyjacielem i autorytetem - wyjaśniała sędzia.

Sprawcy do końca nie przyznawali się do zamiaru zabójstwa. Twierdzili, że chcieli tylko "postraszyć dziadka, ale przesadzili". 63-letniego taksówkarza zamordowali w nocy z 30 na 31 grudnia 2003 r. Przy drodze na obrzeżach Gdyni trójka napastników wyciągnęła go z samochodu na śnieg, a potem brutalnie skopała i udusiła sznurem. Mężczyźni zabrali ofierze portfel, w którym było ok. 200 zł - potem kupili alkohol i pojechali żegnać stary rok w altance na terenie ogródków działkowych.

Prawdopodobnie obrońcy wniosą apelację. Z wyroków zadowolona jest prokuratura.

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 28.06.2005


Zabójcy taksówkarza skazani

28.06.2005 19:08

Na 25 lat więzienia skazał we wtorek gdański sąd okręgowy 39-letniego Henryka G., oskarżonego o zabójstwo 63- letniego ojca - taksówkarza. 6 lat w więzieniu ma spędzić 18-letni obecnie wnuk ofiary, Patryk G. Na 25 lat skazano Jarosława B., który uczestniczył w zbrodni.

Sąd, skazując dwóch mężczyzn na kary 25 lat pozbawienia wolności, uznał, że są one surowe, ale i adekwatne do czynu, jakiego się dopuścili.

Jak ustalono, nad ranem 31 grudnia 2003 r. to oni bijąc, kopiąc i dusząc taksówkarza Henryka G., doprowadzili w efekcie do jego śmierci. Ukradli mu ok. 200 zł i dokumenty. Wieczorem, wraz z Patrykiem G. i dwiema znajomymi, witali nadejście Nowego Roku. Kilka dni po zabójstwie syn zgłosił zaginięcie ojca i zidentyfikował zwłoki. Kupił też wieniec na pogrzeb.

- Motyw działania, to było po prostu pozbycie się z mieszkania człowieka, który tak naprawdę wcale w jakimś znacznym stopniu nie dokuczał ani oskarżonemu, ani rodzinie - mówiła sędzia Lidia Jedynak.

Podczas procesu Henryk G. wyjaśniał, że nie planował zabójstwa, a jedynie pobicie, bo chciał "nastraszyć" ojca.

Wymierzając wyrok sześciu lat więzienia 18-letniemu wnukowi ofiary, sąd zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary.

- Sam fizycznie nie brał udziału w zabójstwie: nie kopał, nie bił, nie dusił, jedynie w tym wszystkim uczestniczył. Jest to osoba niedojrzała psychicznie, społecznie, podporządkowana swojemu ojcu, który był właściwie dla niego w życiu jedynym i najbliższym przyjacielem, autorytetem - argumentowała sędzia.

24-letni Jarosław B. za pomaganie w zbrodni dostał od syna ofiary 500 zł. Mężczyzna podczas rozpraw utrzymywał, że miał tylko pobić taksówkarza.

Wyrok nie jest prawomocny.

Po rozprawie odwołanie zapowiedział obrońca Jarosława B. Prokurator, która żądała dożywocia dla syna ofiary, nie wiedziała jeszcze, czy wniesie apelację.

(PAP)

Za serwisami INTERIA i Onet z dn. 28.06.2005


Zabiła... rodzina

9 stycznia 2004 Tydzień po zamordowaniu taksówkarza gdyńska policja schwytała jego zabójców. Rodzina z zimną krwią zaplanowała morderstwo do ostatniego szczegółu. Po wykonaniu przerażającego planu, racząc się alkoholem kupionym za zrabowane ojcu, a jednocześnie dziadkowi pieniądze... witała Nowy Rok. Zabójców zatrzymano w środę wieczorem. W ręce policji trafili trzej mężczyźni podejrzani o zabójstwo: 38-letni Henryk G. (syn Henryka G., zabitego 63-letniego taksówkarza), 23-letni Jarosław B. (kuzyn konkubiny syna) oraz 17-letni Patryk G. (wnuk zamordowanego). Razem z nimi zatrzymano dwie kobiety: 20-letnią Joannę M. (konkubinę Jarosława B.) i 27-letnią Ewę H. (konkubinę Henryka G. - syna), które złożyły fałszywe zeznania, by zapewnić swoim partnerom alibi, czym próbowały zmylić policję.

Syn (Henryk G.) od tygodnia planował zabójstwo ojca, osoby podobno konfliktowej, złośliwej i kłótliwej. W intrygę wciągnął swoich bliskich. Cała zatrzymana później piątka wyjechała 30 grudnia do Koleczkowa na działkę letniskową, należącą do kolegi syna. Nazajutrz ok. godz. 2 w nocy mężczyźni pojechali volkswagenem passatem na osiedle Gdynia Witomino. Zabrali z sobą stary telewizor Unitra-Taurus. Zaparkowali na ul. Chwarznieńskiej, przy autobusowej pętli. Kuzyn z telewizorem "pod pachą" poszedł na postój taxi na skrzyżowaniu ulic Małokackiej i Rolniczej, gdzie na klientów oczekiwała późniejsza ofiara. Wsiadł i zamówił kurs na ulicę Śliską.

- Tam rozegrał się dramat - relacjonuje komisarz Danuta Wołk-Karaczewska, rzecznik gdyńskiej policji. - Syn z wnukiem już czekali. Kiedy taksówka dojechała na ul. Śliską, Jarosław B. jeszcze w samochodzie zaatakował kierowcę - zaczął go bić pięściami.

Ofiarę wywleczono z samochodu. Do leżącego podbiegł syn i wyciągniętym z kieszeni spodni sznurkiem udusił go. W tym czasie wnuk wyłączył światło w taksówce. Po chwili zwłoki własnego ojca i dziadka przenieśli w głąb polany. Kuzyn, by upewnić się, czy mężczyzna rzeczywiście nie żyje, zaczął go kopać. Wynik "badania" był zadowalający. Mordercy zostawili przy ofierze markowy zegarek, a w portfelu część pieniędzy. Zabrali jednak 300 zł, dokumenty, a z samochodu wyrzucili na polanę telewizor. Taksówką ofiary pojechali na ul. Atlasa, gdzie ją porzucili. Pieszo doszli do swojego samochodu, którym zjechali na Wzgórze św. Maksymiliana. Tu, w sklepie na stacji paliw kupili za zrabowane pieniądze piwo i wrócili do Koleczkowa, by razem ze swoimi kobietami... powitać Nowy Rok. W domku letniskowym pozbyli się śladów przestępstwa - do ognia w kominku wrzucili buty, rękawiczki, zrabowane dokumenty i sznur.

Kiedy już przywitali Nowy Rok, Henryk G. jako zrozpaczony syn zgłosił na komisariacie... zaginięcie ojca. Policja na podstawie zebranego materiału udowodniła zatrzymanym mężczyznom dokonanie zabójstwa.

- Zatrzymanie zabójców taksówkarza to efekt pracy policyjnej specgrupy - mówi młodszy inspektor Marek Karpiński, komendant miejski policji w Gdyni. - Sprawa była badana wielowątkowo. Przyjmowaliśmy różne hipotezy, wśród nich również motyw nieporozumień rodzinnych. Po rozpytaniu blisko 2 tys. osób, kilkudziesięciu przesłuchaniach świadków i przeszukaniu miejsc związanych z przestępstwem wykluczyliśmy motyw rabunkowy. Analiza kryminalna i drobiazgowe weryfikowanie dowodów nie pozwoliły sprawcom tej zbrodni skierować śledztwa na fałszywe tory.

Za zabójstwo grozi dożywocie. Za składanie fałszywych zeznań - do 3 lat pozbawienia wolności.

Wczoraj na cmentarzu w Gdyni Leszczynkach odbył się pogrzeb zamordowanego taksówkarza.

Za serwisem Trójmiasto.pl z dn. 09.01.2004


Zabójstwo taksówkarza

5 stycznia 2004

Taksówkarz został zamordowany w Gdyni. Ciało znaleziono 31 grudnia ub.r. jednak dopiero w sobotę ustalono jego tożsamość. Nieznane są motywy zabójstwa - zmarły miał przy sobie pieniądze. Policja apeluje o pomoc.

W sylwestrowy ranek spacerowicz wyszedł z psem na spacer. Na jednej z polan na Chwarznie znalazł ciało mężczyzny. Zawiadomił policję i pogotowie. Biegły lekarz sądowy stwierdził obrażenia głowy i klatki piersiowej. Ciało zostało przekazane do Zakładu Medycyny Sądowej. Sekcja zwłok wykazała zgon prawdopodobnie wskutek uduszenia.

Nie było jednak wiadomo, kim był zmarły - nie miał żadnych dokumentów. Policja monitorowała wszystkie zgłoszenia o zaginięciach. Rozesłała też do wszystkich jednostek w kraju zdjęcia zamordowanego.

Zagadka rozwiązała się w sobotę rano, kiedy na policję zgłosił się mężczyzna, który powiadomił o zaginięciu swojego ojca. Okazało się, że mężczyzna znaleziony w sylwestra to 63-letni Henryk G. Kiedy syn wrócił z rodziną z sylwestrowego wyjazdu nie martwił się jeszcze nieobecnością ojca, bo ten miał w zwyczaju pracować w nocy. W końcu nieobecność stała się niepokojąca.

Zmarły jeździł taksówką niezrzeszoną. Komendant gdyńskiej policji spotkał się z przedstawicielami korporacji taksówkarskich. Wspólnymi siłami - po kilkudziesięciu minutach - białe audi 80 odnaleziono przy jednym z domów przy ul. Atlasa na Chwarznie. Samochodem zajęli się policyjni eksperci. Sprowadzono policyjnego psa, który niestety nie podjął tropu - prawdopodobnie było zbyt zimno, zbyt dużo śniegu i zbyt dużo czasu minęło od zdarzenia.

Nie wiadomo jeszcze czy dramat rozegrał się wewnątrz wozu czy też na zewnątrz. Zastanawiające jest, że napadnięty taksówkarz miał przy sobie zegarek dobrej marki, a w portfelu pieniądze - nikt ich nie zrabował. Trwa jednak ustalanie czy mimo to, coś zginęło z samochodu. Nieznane są motywy zbrodni.

- Pracujemy nad tym, żeby zatrzymać sprawcę tego zabójstwa. Zwracamy się z prośbą do wszystkich, którzy mogą służyć informacją w tej sprawie - apeluje Danuta Wołk-Karaczewska, rzecznik gdyńskiej policji. - Każda informacja nawet na pozór nieistotna może mieć dla rozwiązania sprawy fundamentalne znaczenie. Gwarantujemy anonimowość.

W tej sprawie uruchomiony został specjalny numer telefonu komórkowego (0606-696-496), przy którym cały czas dyżuruje policjant. Działają także bezpłatne połączenia (112 oraz 997). Można też telefonować do oficera dyżurnego (66-21-222).

- Przygotowujemy cykl szkoleń dla taksówkarzy, z uwagi na to, że jest to zawód wysokiego ryzyka - taksówkarze często stają się ofiarami przestępstw - mówi rzecznik policji. - Chcemy, by nauczyli się, jak ustrzec się niebezpieczeństwa.

- To dobry pomysł - ocenia jeden z gdyńskich taksówkarzy.

- Teraz to strach jeździć, ale co mamy zrobić? Pracy przecież nie ma, a żyć z czegoś trzeba - dodaje drugi. - To co się stało... To mógł być każdy z nas... To jakaś czarna seria.

To czwarte zabójstwo taksówkarza w ciągu miesiąca. Wcześniej zamordowani zostali taksówkarze w Warszawie, Szczecinie i Rydułtowach. Pogrzeb tego ostatniego odbył się w sobotę. W uroczystościach wzięło udział ponad tysiąc osób. Jego dwóch morderców - narkomanów - ujęto. Policja zatrzymała też morderców taksówkarza ze Szczecina. Grozi im dożywocie.

Za serwisem Trójmiasto.pl z dn. 05.01.2004

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 26.11.2010 r.