Morderstwo i gwałt 47-latka w Motyczu

Strona główna

Morderstwa z regionu:

Małopolska

Podlaskie

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 13.01.2011 r.

Zgwałcili go gałęzią! 47-latek zmarł w męczarniach

data: 2010-11-23 To co spotkało przed śmiercią Bogdana B. (+47 l.) przechodzi ludzkie pojęcie. Mężczyzna został bestialsko pobity i zgwałcony kijem przez sąsiadkę i jej kompanów. Zmarł. Sąd w Lublinie skazał Annę Ś. i Andrzeja W. (34 l.) na 12 lat więzienia.

Niedzielnego, upalnego popołudnia Anna Ś. popijała alkohol, jeżdżąc samochodem z Andrzejem W. i Pauliną P. (18 l.) W końcu towarzystwo znalazło się w lesie w miejscowości Motycz. Tam spotkali Bogdana B. Wszyscy znali się doskonale. Byli sąsiadami.

Najpierw wesoło rozmawiali, pili wspólnie wódkę. W końcu doszło do sprzeczki. O co poszło - nie wiadomo.

Morderczyni twierdziła, że ofiara zaczęła się zbytnio z nią spoufalać. Wtedy młodzi ludzie wpadli w prawdziwy szał. Zaczęli katować Bogdana B.

Skakali po nim, kopali, bili. W końcu Andrzej W. z Pauliną przytrzymali go za ręce. Anna Ś. zdjęła mężczyźnie spodnie, majtki i włożyła grubą gałąź w odbyt, rozrywając wnętrzności. Cios był tak silny, że kij złamał się, zostając w jamie brzusznej.

Młodzi bandyci postanowili pozbyć się dowodów swojej winy. Najpierw chcieli podpalić ciało sąsiada, potem próbowali je zakopać. Byli jednak zbyt pijani i w końcu porzucili je.

Ciężko rannego Bogdana B. znaleźli mieszkańcy Motycza. Mężczyzna trafił do szpitala. Przeszedł kilka operacji. Niestety nie udało mu się uratować życia. Zmarł po dwóch miesiącach strasznych cierpień. Anna Ś. i Andrzej W. stanęli przed sądem. Ich młodsza pomocnica wcześniej trafiła do poprawczaka. Wydawało się, że zabójcy dostaną najwyższy wymiar kary, ale stało się inaczej.

- Sąd wymierzył Annie Ś. i Andrzejowi W. po 12 lat więzienia - wyjaśnia sędzia Artur Ozimek, rzecznik sądu okręgowego. Dlaczego kara jest niska, nie wiadomo. Uzasadnienie wyroku zostało utajnione.

Za serwisem Nasygnale.pl z dn. 23.11.2010 r.


12 lat za masakrę dla zabawy

Fakt | Wtorek, 23 listopada 2010

To co spotkało przed śmiercią Bogdana B. (+47 l.) przechodzi ludzkie pojęcie. Mężczyzna został bestialsko pobity i zgwałcony kijem przez sąsiadkę i jej kompanów. Zmarł. Sąd w Lublinie skazał Annę Ś. i Andrzeja W. (34 l.) na 12 lat więzienia.

Niedzielnego, upalnego popołudnia Anna Ś. popijała alkohol, jeżdżąc samochodem z Andrzejem W. i Pauliną P. (18 l.) W końcu towarzystwo znalazło się w lesie w miejscowości Motycz. Tam spotkali Bogdana B. Wszyscy znali się doskonale. Byli sąsiadami.

Najpierw wesoło rozmawiali, pili wspólnie wódkę. W końcu doszło do sprzeczki. O co poszło - nie wiadomo. Morderczyni twierdziła, że ofiara zaczęła się zbytnio z nią spoufalać. Wtedy młodzi ludzie wpadli w prawdziwy szał. Zaczęli katować Bogdana B.

Skakali po nim, kopali, bili. W końcu Andrzej W. z Pauliną przytrzymali go za ręce. Anna Ś. zdjęła mężczyźnie spodnie, majtki i włożyła grubą gałąź w odbyt, rozrywając wnętrzności. Cios był tak silny, że kij złamał się, zostając w jamie brzusznej.

Młodzi bandyci postanowili pozbyć się dowodów swojej winy. Najpierw chcieli podpalić ciało sąsiada, potem próbowali je zakopać. Byli jednak zbyt pijani i w końcu porzucili je.

Ciężko rannego Bogdana B. znaleźli mieszkańcy Motycza. Mężczyzna trafił do szpitala. Przeszedł kilka operacji. Niestety nie udało mu się uratować życia. Zmarł po dwóch miesiącach strasznych cierpień. Anna Ś. i Andrzej W. stanęli przed sądem.

Ich młodsza pomocnica wcześniej trafiła do poprawczaka. Wydawało się, że zabójcy dostaną najwyższy wymiar kary, ale stało się inaczej.

- Sąd wymierzył Annie Ś. i Andrzejowi W. po 12 lat więzienia - wyjaśnia sędzia Artur Ozimek, rzecznik sądu okręgowego. Dlaczego kara jest niska, nie wiadomo. Uzasadnienie wyroku zostało utajnione.

Za serwisem WP z dn. 23.11.2010 r.


Lublin: dostali 12 lat za zabójstwo z gwałtem

2010-11-22 15:02:10, aktualizacja: 2010-11-22 15:19:40

Sąd Okręgowy w Lublinie skazał dwie osoby oskarżone o zabójstwo z gwałtem ze szczególnym okrucieństwem w Motyczu. Anna Ś. i Andrzej W. w sierpniu 2009 skatowali 47-latka. Oskarżeni dostali po 12 lat pozbawienia wolności.

- Oboje oskarżonych musi ponadto zapłacić po 8 tys. zł zadośćuczynienia rodzinie zamordowanego. Andrzej W. został jeszcze uznany za winnego prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości - mówi Artur Ozimek, sędzia Sądu Okręgowego w Lublinie.

2 sierpnia 2009 do Bogdana B. przyjechała jego sąsiadka, 22-letnia Anna Ś. wraz z Andrzejem W. i 17-letnią Pauliną P. (jej sprawę skierowano do oddzielnego postępowania). W pewnym momencie towarzysze zaczęli katować mężczyznę. Na koniec Anna Ś. ściągnęła ofierze spodnie i bieliznę po czym włożyła w odbyt drewniany kołek. Andrzej W. i Paulina P. przytrzymywali go wtedy za ręce i nogi. Pięciocentymetrowy fragment drewna złamał się i utknął w jamie brzusznej, co doprowadziło do rozerwania wnętrzności. Oprawcy przysypali ciało konającego mężczyzny warstwą ziemi i uciekli.

Ciężko rannego mężczyznę znaleźli przechodnie. Przez dwa miesiące Bogdan B. Walczył o życie w lubelskim szpitalu po czym zmarł.

Za "Kurierem Lubelskim" z dn. 22.11.2010 r.


Rozpruła kijem człowieka. DRASTYCZNA TREŚĆ!

20.06.2010, 13:55

Zakuta w kajdanki, ze spuszczoną głową, weszła przygarbiona na salę rozpraw w asyście policji. Na jej dziewczęcej twarzy nie było już tego szatańskiego uśmiechu, z jakim rok temu znęcała się w nieludzki sposób nad Bogdanem B. (+47 l.). Prokurator nie ma wątpliwości, że Anna Ś. (22 l.) dopuściła się bestialskiego gwałtu i zabójstwa. Resztę swego życia może spędzić za kratami.

Punktualnie o 11.00 do Sądu Okręgowego w Lublinie, prosto z aresztu, przyjechała skuta w kajdany Anna Ś. (22 l.) i jej kompan Andrzej W.

Oboje odpowiedzą za zbrodnię, którą popełnili 2 sierpnia zeszłego roku. W upalne popołudnie Bogdan B. (†47 l.) pił piwo z kolegą niedaleko domu w Motyczu. Siedzieli w pobliskim zagajniku, gdy nadjechała volkswagenem Anna Ś. z Andrzejem W. i 17-letnią Pauliną P. Od rana pili i jeździli po okolicy. Anna Ś. znała Bogdana B., byli sąsiadami. Najpierw wszyscy rozmawiali i śmiali się, potem zmęczony upałem Bogdan B. się zdrzemnął. I wtedy Anna Ś. z roześmianej koleżanki przemieniła się w potwora. Razem z Pauliną zaczęły bić i kopać leżącego mężczyznę. Po chwili skakały na niego z maski golfa łamiąc mu żebra, obojczyk i nos. Bogdan B. zwijał się z bólu, ale Annie Ś. ciągle było mało.

Jak wynika z akt śledztwa Andrzej W. i Paulina P. przytrzymali ofiarę za nogi i ręce, a Anna Ś. zdjęła mu spodnie i bieliznę, i stanęła nad nim z drewnianym kołkiem w ręku. Zamachnęła się, z całych sił wbiła kij w odbyt ofiary i złamała. Pięciocentymetrowy kawałek drewna został w jamie brzusznej Bogdana B. i rozerwał mu wnętrzności. Mężczyzna z bólu zemdlał.

Wtedy oprawcy uciekli. Zalanego krwią Bogdana B. znaleźli mieszkańcy Motycza. Gdy trafił do szpitala w Lublinie, lekarze robili co mogli, by ocalić mu życie. Przeprowadzili kilka ciężkich operacji, ale niestety po dwóch miesiącach Bogdan B. zmarł.

- Ponoć skatowały go za to, że je podrywał. To kłamstwo. On taki nie był. Znałam go 30 lat - mówiła w sądzie zdruzgotana żona Bogdana B.

Śledczy nie mają wątpliwości, że oprawcy działali ze szczególnym okrucieństwem. - Anna Ś. i Andrzej W. usłyszeli zarzut zabójstwa i gwałtu. Nieletnia Paulina P. odpowie przed sądem dla nieletnich - powiedziała nam Dorota Kawa, szefowa Prokuratury Rejonowej w Lublinie.

Za "Faktem" z dn. 20.06.2010 r.


Zgwałciła go gałęzią

Data publikacji: 07.08.2009 03:00

Żaden mężczyzna nie powinien przeżyć czegoś takiego! Pan Bogdan B. (48 l.) z Motycza (woj. lubelskie) został... zgwałcony za pomocą długiej gałęzi. Co gorsza, zrobiła mu to śliczna młoda dziewczyna - Anna Ś. (21 l.). W gwałcie pomagał jej chłopak Andrzej W. (33 l.) i koleżanka Paulina P. (17 l.). Całą trójkę mężczyzna dobrze znał, bo to jego sąsiedzi.

Pan Bogdan do końca życia będzie pamiętał okropny ból, jaki czuł, kiedy długi, sękaty drąg wbijał się w jego ciało. - Jakby mi rozdzierało trzewia - opowiada mężczyzna.

I pomyśleć, że taki upokarzający koszmar przytrafił mu się podczas przechadzki po lesie. Nagle mężczyzna usłyszał krzyki i głośne śpiewy. Postanowił sprawdzić, kto się tak wydziera. I tak natrafił na trójkę swoich sąsiadów.

Na rozbawione towarzystwo pojawienie się starszego sąsiada podziałało jak płachta na rozjuszonego byka. Rozwydrzone bestie postanowiły rozerwać się kosztem mężczyzny. Zaczęło się od wyzwisk i przepychanek, szybko jednak w ruch poszły pięści, a potem... Pan Bogdan nie chce o tym opowiadać. Bili go i kopali, skakali na niego z samochodu, aż wreszcie złapali za długi drąg.

W akompaniamencie dzikich wrzasków i ohydnego rechotu zerwali mężczyźnie spodnie i wepchnęli mu gałąź prosto w odbyt. Nieszczęśnik wył z bólu, kiedy drewno raniąc go boleśnie drzazgami powoli wbijało się w niego.

W końcu zemdlał z niewyobrażalnego bólu. Jego oprawcy zostawili go na leśnej polanie, żeby wykrwawił się na śmierć. Całe szczęście, że znajomi zaczęli pana Bogdana szukać. Dzięki temu już po dwóch godzinach znaleziono go leżącego bez ducha, z gałęzią wystającą z wypiętego odbytu. Biedaczysko trafił do szpitala. Lekarze ostrożnie położyli go tyłem do góry na operacyjnym stole, wyciągnęli gałąź i zabrali się za mozolne wyjmowanie drzazg.

Po tym, co przeżył, pan Bogdan wyjątkowo szybko wraca do zdrowia. Jego oprawcy nie unikną kary. Starsi następne 3 miesiące spędzą w areszcie, a 17-latka trafiła do schroniska. Śledczy zarzucają im gwałt ze szczególnym okrucieństwem, połączony z ciężkim pobiciem. Grozi za to nawet 10 lat więzienia.

Autor: Mariusz Mucha

Za "Super Expressem" z dn. 07.08.2009 r.

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 13.01.2011 r.