|
Morderstwo kolegi dla samochodu |
||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza
|
Aktualizacja 29.11.2011 r. Przerzucanie winy Dożywocie - takiej kary żąda prokurator dla Marcina B. Dla jego przyjaciółki 25 lat więzienia. Oskarżyciel nie ma wątpliwości , że to oni zabili Leszka W., kolegę Marcina. Poznali się przez Internet. Najpierw wysyłali do siebie SMS-sy, potem dzwonili. On jest byłym już nauczycielem języka polskiego w Wejherowie. Ma 27 lat, wyższe wykształcenie i ponadprzeciętną inteligencję. Kiedy poznał Alicję O., miała 17 lat. Uczyła się w technikum, wychowywała dziecko. Zakochał się w niej, ona uczucie odwzajemniała. Kiedy ukochany popadł w depresję i zamierzał targnąć się na swoje życie, ona go uratowała. Rzuciła wszystko i przyjechała do niego. Sprawiła, że B. jeszcze raz uwierzył w sens życia. Był maj 2001 r. Przyjechali do Warszawy. Marcin B., twierdzi, że przypadkiem, znalazł numer telefonu do dawnego kolegi, Leszka W. Odwiedzili go. Poprosili, by podwiózł ich w okolice Sękocina. Mówili, że tam zostawili popsuty samochód. Kłamali. Kiedy byli na miejscu, zażądali od mężczyzny auta, którym ich przywiózł. Leszek odmówił. Wtedy doszło do tragedii. Kiedy mężczyzna zaczął się bronić, padły strzały. Zdaniem prokuratora pierwsze dwie kule wystrzelił Marcin B. Alicja dobiła ofiarę jednym pociskiem, w głowę. Oskarżyciel zażądał dla oskarżonego dożywotniego pozbawienia wolności. Dla kobiety - 25 lat więzienia. Tylko dlatego, że w chwili popełnienia zbrodni była młodociana. Obrońcy protestowali. Adwokat Marcina B. poprosił sąd o wymierzenie oskarżonemu kary za nielegalne posiadanie broni (kupił ją po to, by popełnić samobójstwo - red.). Przekonywał, że to nie jego klient zabił. Winą za zabójstwo obarczył oskarżoną. Podobną linię obrony przyjął adwokat Alicji O. - Ona jest niewinna - mówił. Jego zdaniem Alicja nie zrobiła nic złego, poza tym, że dała porwać się uczuciom. Stwierdził, że Marcin B., prawdziwy zabójca, manipulował dziewczyną. - Nie zadałam tych strzałów, proszę o sprawiedliwy wyrok - powiedziała w ostatnim słowie oskarżona. Jej były kochanek wyraził skruchę. - Chciałem przeprosić, mimo że to nie ja strzelałem - stwierdził. - Jestem odpowiedzialny za to, co się stało. Czuję się jednak niewinny. |
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona ??.??.2011 r. |
||