Morderstwo koleżanki - Las Winiarski k. Buska Zdroju

Strona główna

Morderstwa z regionu:

Świętokrzyskie

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 29.11.2010 r.

Dożywocie dla Patrycji Solich

Demon zła

Nr wydania: 16822, data dodania: 30-06-2005

Patrycja zabiła Justynę. Zadała jej 120 ciosów nożem. Większość ran była śmiertelnych. Poszło o pieniądze, które bogata Patrycja ukradła biednej Justynie. Ukradła dla kaprysu. Życie koleżanki przeliczyła na markowe ciuchy. Swoje życie spędzi w więzieniu. Sąd skazał ją wczoraj na dożywocie.

Ta sprawa przeraża. Od początku, kiedy w lesie winiarskim koło Buska przypadkowi ludzie znaleźli zmasakrowane ciało dziewczyny.

- Co za bestia mogła zrobić coś takiego - zastanawiali się wówczas zaprawieni w krwawych widokach policjanci. Nawet nie przypuszczali, że bestią okaże się krucha brunetka o zaciętej twarzy.

Dwa lata od zabójstwa Justyny, jej matka Zofia Kasza wciąż zadaje sobie pytania. Jak to jest, że ktoś dobry, pogodny, ufny spotyka na swojej drodze kogoś tak złego, jak Patrycja Solich.

Nic nie wskazywało, że los połączy te dwie różne dziewczyny. Jedna bogata jedynaczka. Ubrana w najmodniejsze ciuchy, atrakcyjna i elokwentna. Druga dziewczynka ze wsi koło Pińczowa, która od rana do wieczora opiekowała się pięcioma braćmi. Po to, aby matka mogła spokojnie pracować, jako sprzątaczka na dworcu autobusowym w Busku.

Poznały się w szkole średniej w Pińczowie, potem w październiku 2002 roku obie dwudziestoletnie dziewczyny rozpoczęły naukę w studium medycznym w Busku. Już w czasie procesu Patrycja, oskarżona o najcięższą zbrodnię - zabójstwo koleżanki, ze swadą wyznała, że wybrała taki kierunek, bo w przyszłości planowała pracę z niepełnosprawnymi dziećmi. Podobno wzrusza się ich losem.

Justyna już nie powie, dlaczego wybrała takie studia. Z pewnością chciała pomóc matce i braciom. Miała być dla nich trampoliną do lepszego życia.

- Mamo, skończę studia, zaopiekuję się wami - pocieszała Justyna steraną życiem matkę i oddawała jej swoją rentę socjalną.

Dlaczego się zaprzyjaźniły? Może na zasadzie przeciwieństw. Justyna spokojna, oddana rodzinie, planowała ślub z kolegą z sąsiedniej wsi. Patrycja despotyczna, nastawiona konsumpcyjnie do życia. Znajomi ze studiów wspominali, że Justyna i Patrycja wyglądały na przyjaciółki. Razem siedziały na wykładach, wychodziły z zajęć. Coś sobie szeptały, śmiały się do siebie. Właściwie z nikim innym na roku nie poznały się bliżej.

Kurator, która opiekowała się rodziną Justyny, określiła dziewczynę, jako osobę łaknącą akceptacji. Taką, która jak już kogoś polubi, to wskoczyłaby za nim w ogień. Jakże inną opinię wystawił psycholog Patrycji. Niedojrzała, impulsywna, agresywna. Zna normy moralne, ale sama ich nie stosuje.

Kilka tygodni przed śmiercią Justyna pokazała Patrycji swoją kartę bankomatową, zdradziła koleżance nawet numer pin. Na koncie miała kilka tysięcy złotych. Te pieniądze Justyna dostała z odszkodowania. W czerwcu potrącił ją ciężarowy samochód. Trafiła do szpitala. Ledwo przeżyła. Ubezpieczenie wypłaciło jej 14 tysięcy złotych. Część pieniędzy oddała matce, pozostałe wpłaciła na konto. Miały pomóc jej w życiu.

Wkrótce po tym, jak Justyna pokazała Patrycji kartę bankomatową, zniknął jej portfel z ową kartą. Szybko okazało się, że ktoś wyczyścił z ponad pięciu tysięcy złotych konto. Kto? Justyna powiedziała bratu, że podejrzewa o kradzież Patrycję. Tylko ona znała numer PIN. Tylko jej zaufała Justyna.

W Wielki Piątek 16 marca 2003 roku dziewczyny spotkały się przed południem na przystanku autobusowym. Pojechały do Buska na ostanie zajęcia przed feriami wiosennymi. Okazało się jednak, że lekcje były odwołane. Wobec tego poszły do jednego z barów młodzieżowych. Wypiły piwo. Potem chodziły jeszcze po sklepach. W końcu zdecydowały się wracać do domu. Szły na przystanek przez las winiarski.

Patrycja zabiła Justynę w lesie tuż przy drodze. Jak doszło do tragedii? Sędzia Artur Adamiec uzasadniając wyrok skazujący Patrycję na dożywocie, mówił, że Patrycja zaplanowała zbrodnię. Wzięła z sobą nóż. Bo przecież nie jest możliwe, aby znalazła nóż w lesie. Prawdopodobnie obezwładniła koleżankę gazem łzawiącym, który zawsze nosiła w torebce. Potem zadała jej, co najmniej 120 ciosów.

Lekarze, od sekcji zwłok, określili te ciosy, jako zadane z ogromną determinacją i zaciekłością. Większość ciosów była śmiertelnych. Justyna usiłowała się bronić, zasłaniała się rękami.

Choć ciosów było tak wiele, to w ocenie lekarzy mogła je zadać osoba o przeciętnej budowie ciała. Sąd nie miał żadnych wątpliwości, że zadała je Patrycja.

Po zabiciu koleżanki Patrycja wyszła z lasu, na przystanku autobusowym czekała na swojego chłopaka Macieja N. Kiedy przyjechał, opowiedziała mu zmyśloną historię. Jakoby wracała do domu z Justyną, jej bratem i jeszcze jakimś mężczyzną. Trafili do lasu. Tam ten mężczyzna ją przypadkowo uderzył. Stąd ślad krwi.

Z chłopakiem pojechała do knajpy. W toalecie Patrycja umyła się. Wieczorem Maciej N. odwiózł ją do domu. Tam dokładnie uprała ubranie. Jednak nie zatarła wszystkich śladów. Spece od genetyki znaleźli potem na jej bucie oraz plecaku, ślady krwi z DNA Justyny.

Dwa dni po zabójstwie przypadkowi ludzie znaleźli zmasakrowane ciało. Policja szybko odtworzyła ostatnie godziny życia dziewczyny. Dowodem na to, że spędziła je z Patrycją, były miedzy innymi zdjęcia z kamery przemysłowej zrobionej na stacji benzynowej, tuż przed tym, jak dziewczyny weszły do lasu.

W czasie jednego z pierwszych przesłuchań w prokuraturze, Patrycja przyznała się do zabicia koleżanki. Potem odwołała to wyznanie i twierdziła, że wprawdzie pokłóciła się z Justyną. Nawet się pobiły, ale zostawiła koleżankę żywą w lesie. Prokurator nie uwierzył jej.

Już po aresztowaniu okazało się, że Patrycja jest w ciąży. Syna urodziła w więzieniu w Grudziądzu. Kiedy miał kilka miesięcy, babcia zabrała dziecko do siebie, a Patrycja wróciła do aresztu w Kielcach. Tu czekała na proces.

W maju 2004 roku Patrycja Solich stanęła przed sądem oskarżona o najcięższą zbrodnię. Jej postawa i zachowanie w ciągu całego procesu były szokujące. Z kamienną twarzą, bez żadnych emocji słuchała relacji kolegów ze studiów, lekarzy, psychologów, opinii z sekcji zwłok. Nigdy nie wzruszyły jej łzy matki Justyny. Nigdy nie powiedziała zrozpaczonej kobiecie chociaż kilku słów przeprosin. Nie okazała współczucia. Na pytania sądu odpowiadała hardo i z dumą.

Nie miała serca nawet dla własnej matki, bowiem złościła się w więzieniu, na "frajerskie" paczki, jakie dostawała z domu.

Dlaczego zabiła? Znalezienie motywu tej bestialskiej zbrodni było najważniejszą sprawą w tym procesie. Bo tak naprawdę, czy Patrycji chodziło o te 6 tysięcy złotych, które ukradła? Mogła je bez problemu oddać Justynie.

To jej niedojrzała osobowość sprawiła, że sięgnęła po nóż. Za wszelką cenę chciała ukryć, że ukradła pieniądze. Po to tylko, aby przedstawić się w korzystnym świetle. Zmarnowała życie Justyny i swoje. Nie wychowa syna. Ma prawo ubiegać się o warunkowe zwolnienie dopiero po 25 latach więzienia.

Choć wyrok nie jest prawomocny, to matka Justyny już się z niego cieszy. Jest najsurowszy, jaki mógł być. Zofia Kasza chciałaby, aby jej rodzina zaczęła normalnie żyć.

Ale jak tu żyć bez Justyny? Przecież tej jedynej córki zazdrościła jej cała wieś.

Martyna Głębocka Za "Słowem radomskim" z dn. 30.06.2005 r.


Dożywocie dla 23-latki za zabójstwo koleżanki

Na karę dożywotniego więzienia skazał w czwartek Sąd Okręgowy w Kielcach 23-letnią Patrycję Solich, oskarżoną o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem swej koleżanki. Wyrok nie jest prawomocny.

W kwietniu 2003 roku w Lesie Winiarskim koło Buska Zdroju (woj. świętokrzyskie) znaleziono zwłoki 21-letniej Justyny. Sprawca zadał dziewczynie nie mniej niż 120 ciosów nożem. Prokuratura oskarżyła o tę zbrodnię koleżankę ofiary. Motywem zabójstwa miała być obawa Patrycji, że Justyna ujawni, iż ta ukradła jej kartę bankomatową i pieniądze z konta. Dziewczyna przyznała się do kradzieży.

Sąd uznał oskarżoną za winną zabójstwa i kradzieży. Według sądu, wina nie budzi żadnych wątpliwości. Dziewczyny 16 kwietnia 2003 roku wybrały się do Buska Zdroju. Poszły do baru na piwo. Potem udały się w stronę Pińczowa. Skręciły do lasu, gdzie Solich zadała Justynie ciosy nożem.

Według sądu, dowodem winy jest przyznanie się oskarżonej do zabójstwa przed prokuratorem. Potem Solich wycofała się z tych wyjaśnień twierdząc, że przyznała się, aby prokurator pozwolił jej zadzwonić do domu. Prokurator twierdzi jednak, że oskarżona najpierw telefonowała do domu, a potem złożyła wyjaśnienia. Biegła psycholog uznała za nieprawdopodobne, by ktoś, kto nie popełnił zbrodni zabójstwa, mógł się do niej przyznać.

Według sądu, o winie oskarżonych świadczy również szereg dowodów pośrednich. Chłopak zabrał Solich z przystanku niedaleko miejsca zabójstwa. Nie było tam nikogo innego. Na tym przystanku znaleziono portfel Justyny. W restauracji, do której pojechali, dziewczyna czyściła odzież, a w domu w nocy uprała ubranie i buty. Na jej bucie i plecaku znaleziono ślady krwi z DNA poszkodowanej. Oskarżona miała na ręce zadrapanie, które chciała ukryć w czasie badania.

Istotne jest również, że gdy poszukiwano Justyny, oskarżona podała kilku osobom różne informacje na temat tego, gdzie i kiedy rozstała się z koleżanką.

Sędzia Artur Adamiec podkreślił w uzasadnieniu wyroku, że dziewczyny znały się jeszcze ze szkoły. Wspólną naukę kontynuowały na pierwszym roku Wydziału Fizjoterapii w filii Akademii Świętokrzyskiej w Busku Zdroju. Justyna pochodziła z ubogiej rodziny, ale otrzymała 14 tys. zł z tytułu odszkodowania za wypadek. Pieniądze wpłaciła na konto. Patrycja natomiast pochodziła z dość majętnego domu, gdzie spełniano jej prośby, i nie miała potrzeby sięgać po cudzą własność.

Adamiec powiedział, że sąd nie znalazł absolutnie żadnej okoliczności przemawiającej za łagodniejszym potraktowaniem oskarżonej. Solich nie wyraziła współczucia matce zamordowanej koleżanki. Działała w sposób zaplanowany i okrutny. Kierowała nią chęć ukrycia wcześniejszego przestępstwa. W areszcie wystawiono negatywną opinię o jej zachowaniu.

"Sąd uznał, że jedyną słuszną i sprawiedliwą karą będzie kara dożywotniego pozbawienia wolności" - powiedział sędzia. Dodał, że według biegłego psychologa, oskarżona zna i rozumie normy społeczne, ale ich nie respektuje. Sąd orzekł również, że Solich ma zapłacić matce ofiary 5,7 tys. zł - równowartość sumy, jaką wyciągnęła z konta Justyny.

Ze względu na ważny interes społeczny sąd zezwolił na ujawnienie danych osobowych i wizerunku oskarżonej.

Solich przyjęła wyrok ze spokojem. Matka zamordowanej, która była oskarżycielem posiłkowym w procesie, cały czas płakała. Prokurator oznajmiła dziennikarzom, że jest zadowolona z wyroku.

Oskarżona w trakcie procesu nie przyznała się do zabójstwa. Wyjaśniła, że w lesie doszło do szarpaniny i wymiany ciosów. Według niej, gdy odchodziła z miejsca bójki, Justyna żyła.

Za witryną WP z dn. 30.06.2005 r.


Dożywocie za zabójstwo koleżanki

Agnieszka Drabikowska

2005-06-30, ostatnia aktualizacja 2005-06-30 00:00

- Sąd nie znalazł żadnej okoliczności przemawiającej za łagodnym potraktowaniem oskarżonej - podkreślał sędzia Artur Adamiec. Za zabójstwo koleżanki 22-letnia Patrycja Solich z Pińczowa została wczoraj skazana na dożywotnie więzienie.

- Oskarżona działała z pełną świadomością, w okrutny sposób zadając Justynie K. nie miej niż 120 ciosów, z których każdy był śmiertelny. W trakcie procesu nie wyraziła żadnej skruchy. Nie przyznała się wprawdzie do winy, ale nawet w najmniejszym stopniu nie okazała współczucia dla matki koleżanki - argumentował w uzasadnieniu wyroku sędzia Adamiec.

Patrycja i Justyna znały się od pięciu lat. Razem chodziły do szkoły średniej, a potem studiowały fizjoterapię w Busku Zdroju. Kielecki Sąd Okręgowy nie ma wątpliwości, że w Wielki Piątek, 16 kwietnia 2003 roku w tzw. lasku winiarskim koło Buska Patrycja z zimną krwią zamordowała Justynę. Skazał ją wczoraj za to na karę dożywotniego więzienia.

Dwa miesiące przed morderstwem Patrycja ukradła Justynie kartę bankomatową i wypłaciła z niej prawie 6 tys. zł, które dziewczyna miała z odszkodowania za wypadek drogowy. Tragicznego dnia Justyna powiedziała koleżance, że podejrzewa ją o kradzież karty. Ta, w obawie że sprawa ujrzy światło dzienne, postanowiła ją zabić. - Według psychologów oskarżona ma skłonność do przedstawiania się w lepszym świetle. W ten sposób chciała ukryć fakt kradzieży pieniędzy - podkreślił sędzia. Zaznaczył, że Justyna pochodziła z biednej rodziny (miała pięciu braci, wychowali się w jednej izbie), zaś Patrycja z zamożnego domu (jej rodzice prowadzą firmę transportową). Dlaczego więc ukradła? Według psychologów dziewczyna nie respektuje norm społeczno-moralnych i w pełni świadomie je łamie.

Patrycja utrzymywała przed sądem, że w lasku winiarskim tylko poszarpała się z koleżanką. Na przesłuchaniu w prokuraturze przyznała się natomiast do winy. Obrońcy próbowali obalić ten dowód. Według nich powiedziała, że zabiła, bo zawarła kontrakt z prokuratorem - przyzna się, jeśli będzie mogła zadzwonić do domu. Telefon był tak ważny, bo rzekomo martwiła się o zdrowie matki. - Trudno w to uwierzyć. Sąd miał możliwość obserwowania oskarżonej na sali rozpraw i widział, jak matka Patrycji była na granicy omdlenia, a u oskarżonej nie spowodowało to żadnej reakcji - podkreślił sędzia Adamiec.

Przez cały proces Patrycja pozostawała zimna, niewzruszona. Nie zareagowała też na wczorajszy wyrok. Chwilami można było nawet odnieść wrażenie, że się uśmiecha.

- To kara najsurowsza z możliwych, ale daje oskarżonej szansę, jakiej jej koleżanka nie miała. Po 25 latach może się ubiegać o przedterminowe zwolnienie - mówił sędzia Adamiec. W areszcie Patrycja urodziła syna, w chwili zabójstwa była w ciąży. Dzieckiem opiekuje się ojciec.

Wczorajszy wyrok nie jest prawomocny.

Powiedzieli po wyroku

Prokurator Ewa Nowak: Jestem zadowolona z wyroku. Sąd podzielił bowiem stanowisko prokuratury i wniosek co do kary.

Zofia Kasza, matka zamordowanej Justyny: Nic mi nie wróci życia córki. Ona wychowała młodsze rodzeństwo, kiedy ja pracowałam. Ale dzieci zaczną teraz normalnie żyć, wiedząc, że morderca Justyny poniesie karę.

Dowody przeciwko Patrycji Solich

- Przyznała się w śledztwie, że zabiła Justynę.

- Tragicznego dnia na przystanek w okolice miejsca zabójstwa przyjechał po nią jej chłopak Maciej N. Krwawiła z nosa. Powiedziała mu, że spędziła wieczór z Justyną i dwoma jej kolegami i jeden z nich ją uderzył. Z przystanku pojechała z Maciejem N. do pubu, gdzie w toalecie umyła się z krwi i wyczyściła ubranie.

- Po przyjeździe do domu, w nocy, wszystko, w czym była w tym dniu wyprała.

- Następnego dnia, gdy przyjechał do niej brat Justyny, martwiąc się, że siostra nie wróciła do domu, powiedziała mu, że rozstała się z Justyną poprzedniego dnia po południu pod szkołą. Słyszał to jej chłopak i spytał, czemu skłamała. Odpowiedziała: Żeby nikt nie wiedział, że byłam z Justyną, bo nie chcę mieć kłopotów.

- Przy zwłokach Justyny znaleziono gaz należący do Patrycji. Sąd przyjął, że prawdopodobnie go użyła.

- Na bucie i plecaku Patrycji była krew Justyny. - W czasie badania Patrycja próbowała kryć zadrapanie na ręce - ustalono, że powstało, gdy Justyna się broniła.

Dożywocia w Kielcach

Kara dożywotniego więzienia obowiązuje od września 1998 r. W Kielcach skazano na nią zaledwie kilka osób:

- w marcu 2001 - 28-letniego Andrzeja W. z Podgórza, który brutalnie zamordował swojego 20-letniego kolegę;

- w lutym 2002 - 22-letniego Grzegorza Drążka, zabójcę księdza z Czarnocina;

- w lipcu 2002 - 24-letniego Krzysztofa Pacocha z Zawichostu za brutalne zabójstwo miejscowego sklepikarza;

- w listopadzie 2003 - Grzegorza J., oskarżonego o zastrzelenie dwóch kieleckich gangsterów.

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 30.06.2005 r.


Prokurator chce dożywocia dla Partycji S.

Agnieszka Drabikowska

2005-06-23, ostatnia aktualizacja 2005-06-23 00:00

Dożywotniego więzienia chce prokurator dla 22-letniej Partycji S. oskarżonej o zabójstwo koleżanki. - Jej czyn jest haniebny, przemyślany i zaplanowany. Wyprowadziła swoją ofiarę do lasu, wzięła nóż i zadała jej 139 ran - mówiła wczoraj w sądzie prokurator Ewa Nowak.

Zdaniem prokuratury nie ma wątpliwości, że to Patrycja S. w kwietniu 2003 roku z zimną krwią zamordowała swoją koleżankę ze studiów, 20-letnią wtedy Justynę K. Dziewczyny znały się od pięciu lat. Razem chodziły do szkoły średniej, a potem studiowały fizjoterapię w Busku Zdroju.

Zwłoki Justyny znaleziono w Wielki Piątek 16 kwietnia 2003 roku w tzw. lasku winiarskim koło Buska Zdroju. Dziewczyna miała na ciele aż 139 ran.

Dwa miesiące wcześniej Patrycja ukradła Justynie kartę bankomatową i wypłaciła z niej ponad 5 tys. zł. Były to pieniądze z odszkodowania za wypadek drogowy, jakiemu Justyna uległa. I to zdarzenie miało być motywem zbrodni. Właśnie kradzież karty stała się powodem kłótni dziewczyn tragicznego dnia w lesie.

- Justyna powiedziała mi, że podejrzewa mnie, że to ja ją okradłam. Prosiłam, żeby nie mówiła moim rodzicom, bo są święta. Wywiązała się szarpanina. [...] Uderzyłam ją pięścią w twarz, ona upadła. Już później nie rozmawiałyśmy. Wzięłam plecak i poszłam w stronę przystanku - relacjonowała przed sądem Patrycja. W trakcie procesu przyznała się tylko do bójki i kradzieży karty.

Wcześniej w śledztwie powiedziała, że to ona zabiła Justynę. Obrona kwestionuje jednak ten dowód. - Oskarżona była po kilku przesłuchaniach. Dowiedziała się, że jej matka ma zawał, chciała zdzwonić do domu. Padła propozycja: "przyznaj się, to zadzwonisz". Było jej wszystko jedno. To był kontrakt. Mamy więc do czynienia z dowodem, który nie może przekonywać - mówił wczoraj obrońca Patrycji mecenas Wojciech Czech. Wniósł o uniewinnienie dziewczyny od zarzutu zabójstwa.

- To jest proces o ludzkie życie. Czy możemy sobie wyobrazić większą tragedię niż to, że sąd powie: "wiem", jak nie wie. Nie można bowiem snuć hipotez o tym, co się wydarzyło w lesie winiarskim między Patrycją a Justyną, bo tego nie wiadomo - podkreślił mecenas Czech.

Nie zgadza się z nim prokuratura, żądając dla Patrycji kary dożywocia. Według oskarżenia oprócz tego, że się przyznała, dowodem mają być m.in. plamy krwi Justyny na jej bucie, jej gaz znaleziony przy zwłokach Justyny, zacieranie śladów po zdarzeniu.

- Trzeba też zwrócić uwagę na zachowanie oskarżonej w trakcie procesu. Dumna, wyniosła, żadnej skruchy - mówiła prokurator Ewa Nowak.

- Nie jestem dumna. Nie czuję się winna zabójstwa Justyny. A to, że nie płaczę? Bo ja jej nie zabiłam - stwierdziła w ostatnim słowie Patrycja. Wyrok w czwartek.

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 23.06.2005 r.


Kim jest Patrycja

oprac. ada 2005-06-23, ostatnia aktualizacja 2005-06-23 00:00

Na sali sądowej pozostawała zimna, niewzruszona. Nie reagowała, gdy zalana łzami matka zamordowanej Justyny krzyczała do niej: "Jak mogłaś to zrobić mojemu dziecku?". Nie reagowała też, gdy jej matce załamywał się głos i, składając zeznania, zasłabła.

- Ona zna i rozumie normy społeczno-moralne, ale nie respektuje ich w swoim zachowaniu - mówiła biegła psycholog. Wymieniła inne cechy dziewczyny: zawyżona samoocena, niedostrzeganie swoich wad i błędów, dziecinna skłonność do natychmiastowego zaspokajania swoich potrzeb oraz skłonność do zachowań impulsywnych, a nawet agresji.

Patrycja pochodzi z tzw. dobrego domu, jej rodzice prowadzą firmę transportową. W czasie tragicznych wydarzeń była w ciąży, w areszcie urodziła syna, którym opiekuje się ojciec dziecka.

"Nie widać u niej zainteresowania dzieckiem" - napisano w opinii z aresztu, którą wczoraj odczytał sąd. Jej zachowanie w więzieniu oceniono jako naganne, była tam już 9 razy karana, m.in. za próbę wysyłania korespondencji bez cenzury, nocne krzyki w celi, robienie tatuaży. Zdaniem pracowników aresztu jest despotyczna, narzuca innym swoje zasady, wyraźnie okazuje niezadowolenie i krytykuje rodzinę za to, co jej przysyłają w paczkach.

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 23.06.2010 r.


Proces o zabójstwo 20-letniej studentki z Buska Zdroju

Agnieszka Drabikowska

2005-02-07, ostatnia aktualizacja 2005-02-07 00:00

Chłopak Patrycji S., oskarżonej o zabójstwo koleżanki ze studiów, przekonywał w poniedziałek sąd, że dziewczyna nadal jest mu bliska i chce się z nią ożenić. To pozwala mu skorzystać z prawa odmowy składania zeznań. Dlaczego jednak tylko raz był u niej na widzeniu, nie pisze do niej listów, a w poniedziałek praktycznie nie spojrzał na ukochaną?

Proces 21-letniej Patrycji S. toczy się przed kieleckim Sądem Okręgowym. Według prokuratury to ona w kwietniu 2003 roku z zimną krwią zamordowała swoją koleżankę 20-letnią Justynę. Zmasakrowane zwłoki dziewczyny znaleziono w lesie koło Buska Zdroju. Oprawca zadał jej aż 139 ran.

Oskarżona nie przyznaje się do zabójstwa koleżanki, twierdzi, że tylko się z nią poszarpała. Jej wersja jest taka: tragicznego dnia w okolice miejsca zbrodni przyjechał po nią jej chłopak Maciej N., czekała na niego na ławce na przystanku około 200 m od miejsca, gdzie rozstała się z Justyną. Zanim pojechali do domu, byli jeszcze w restauracji, gdzie w toalecie myła zakrwawione ręce.

Biegła, która badały ślady butów zabezpieczone w miejscu, gdzie były zwłoki, nie wykluczyła natomiast, że jeden z nich mógł zostawić właśnie Maciej N.

On nie składał w tej sprawie zeznań przed sądem. W czerwcu ubiegłego roku poprosił o to, tłumacząc, że jest osobą najbliższą oskarżonej. Ma z nią syna, który urodził się w areszcie, i mimo tego, co się wydarzyło, chce się ożenić z Patrycją.

Wczoraj sąd odczytał list, który oskarżona napisała w grudniu do swojej babci. Żali się w nim, że Maciej N. nie odwiedza jej areszcie, przysłał jej tylko sześć listów, i że oddalił się od niej, gdy okazało się, że nie musi składać zeznań.

Pytana przez sąd przyznała wczoraj, że chłopak tylko raz był u niej na widzeniu, ale podkreśliła, że nadal go kocha i on ją też, a nie przysyła jej listów, bo wie, że cała korespondencja jest czytana przez sąd.

- Nie starałem się o więcej widzeń z Patrycją, bo wiedziałem, że ich nie dostanę - tłumaczył Maciej N.

Gdy sąd zwrócił mu uwagę, że ani razu nie odmówił nikomu widzenia z Patrycją, zmienił wersję. Stwierdził, że nie ma czasu, bo pracuje i opiekuje się dzieckiem.

Przekonywał, że nadal chce się ożenić z Patrycją. - To dlaczego pan tego jeszcze nie zrobił, przecież nic nie stoi na przeszkodzie, abyście zawarli związek małżeński, mimo że oskarżona jest w areszcie - pytała go sędzia Alina Bojara.

- Ja tak nie chcę - odpowiedział.

Czy sąd uwierzy w uczucie Macieja N. do Patrycji i pozostanie przy tym, że nie będzie on musiał składać zeznań, okaże się na następnej rozprawie. Wczoraj w sądzie oboje właściwie ani razu na siebie nie spojrzeli.

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 07.02.2005 r.


Trwa proces w sprawie zabójstwa 20-letniej studentki

Agnieszka Drabikowska

2004-12-03, ostatnia aktualizacja 2004-12-03 00:00

- Płakała i mówiła: ?Boże, co ja narobiłam?? - tak policjant z Buska opisywał w piątek przesłuchanie w komendzie 21-letniej Patrycji S., oskarżonej o zabójstwo koleżanki ze studiów. Ale nie odnotował tego w protokole. - Uspokajałem ją, a potem mi to umknęło - tłumaczył.

Proces w tej sprawie toczy się od maja przed kieleckim Sądem Okręgowym.

21-letnia Patrycja jest oskarżona o to, że z zimną krwią zamordowała swoją koleżankę ze studiów- 20-letnią Justynę. Zwłoki dziewczyny znaleziono w Wielki Piątek ub.r. w tzw. lasku winiarskim koło Buska Zdroju. Miała na ciele aż 139 ran. Patrycja utrzymuje przed sądem, że nie zabiła koleżanki, a jedynie poszarpała się z nią. Ale w śledztwie przyznała się do winy. Na pierwszej rozprawie tłumaczyła, że była wtedy psychicznie wykończona przesłuchaniami. Wczoraj przed sądem zeznawali policjanci. - Nic nie sugerowałem Patrycji S., przyznała się przede mną do zabójstwa - mówił jeden z nich. Tak też zapisane jest w protokole tego przesłuchania. Kończy się on zdaniem: "Zdaję sobie sprawę z tego co się stało i bardzo tego żałuję". Policjant opowiadał również, że dziewczyna na przesłuchaniu płakała i mówiła: "Boże, co ja narobiłam?".

- Dlaczego tych zachowań nie ma w protokole? - pytał sędzia Artur Adamiec.

- Bo ja ją uspokajałem, a potem mi to umknęło. Teraz myślę, że powinienem to wpisać - odpowiedział świadek. Patrycja ostro zareagowała na jego zeznania. Stwierdziła, że do zabójstwa przyznała się dopiero przed prokuratorem. - Według mnie to są kpiny z pana strony - powiedziała. Sąd ją za to upomniał.

Na koniec rozprawy sędzia Alina Bojara odczytała opinię o zachowaniu oskarżonej w areszcie śledczym. Okazało się, że pięciokrotnie została tam ukarana dyscyplinarnie m.in. za zakłócanie ciszy nocnej, próby wysyłania korespondencji bez cenzury i próby kontaktu z osobami spoza aresztu. Jej zachowanie poprawiło się dopiero w sierpniu tego roku.

Sędzia Bojara podyktowała do protokołu z rozprawy, że w czasie, gdy czytała fragment opinii o karach dyscyplinarnych wobec Patrycji, oskarżona się uśmiechała. Następna rozprawa 22 grudnia.

Za "Gazeta Wyborcza" z dn. 03.12.2004 r.


Trwa proces w sprawie zabójstwa 20-letniej studentki

Agnieszka Drabikowska

2004-11-05, ostatnia aktualizacja 2004-11-05 00:00

Na plecaku i bucie Patrycji była krew jej zamordowanej koleżanki ze studiów - takie są wyniki badań DNA, które ujawniono na wczorajszej rozprawie. Proces w tej bulwersującej sprawie toczy się przed kieleckim Sądem Okręgowym.

Patrycja oskarżona jest o to, że z zimną krwią zamordowała swoją koleżankę 20-letnią Justynę. Dziewczyna miała na ciele aż 139 ran. Jej zwłoki znaleziono w Wielki Piątek ubiegłego roku w tzw. lasku winiarskim koło Buska Zdroju. Patrycja twierdzi, że nie zbiła Justyny, przyznaje się jedynie, że w lasku "poszarpała się z koleżanką".

Wczoraj przed sądem zeznawały biegłe. Pierwsza badała ubrania oskarżonej, które zabezpieczono po jej zatrzymaniu. - Nie stwierdziłam żadnych plam krwi, ale te rzeczy zostały zabrane z mieszkania, nie wykluczam, że mogły zostać wyprane. Odzież była czysta - mówiła biegła. Ślady krwi znalazła natomiast na plecaku i bucie Patrycji. Ponieważ były bardzo małe przekazała je do szczegółowych badań genetycznych. Okazało się, że to krew zamordowanej Justyny.

Wczoraj zeznawała też biegła, która badała ślad buta znaleziony na miejscu zbrodni. Stwierdziła, że nie jest to odcisk buta Patrycji, ale nie wykluczyła, że ślad mógł zostawić jej chłopak Maciej N.

- Ale nie można tego stwierdzić z całą pewnością - podkreśliła biegła.

Czy Maciej N. był tragicznego dnia w lasku winiarskim, w miejscu, gdzie zamordowano Justynę?

Patrycja opowiadała, że przyjechał po nią już po tym, jak pokłóciła się z koleżanką. Twierdziła też, że czekała na niego na ławce na przystanku około 200 m od miejsca, gdzie rozstała się z Justyną.

Mówiła, że tylko przejeżdżali samochodem obok miejsca, gdzie potem znaleziono zwłoki jej koleżanki. Potem pojechali do knajpy, gdzie w toalecie umyła zakrwawione ręce, a potem odwiózł ją do domu.

Maciej N. nie zeznawał jako świadek przed sądem. Sam złożył taki wniosek tłumacząc, że jest osobą najbliższą oskarżonej. Mają syna, który urodził się w areszcie, i mimo tego, co się wydarzyło, chce się ożenić z Patrycją.

Sąd zgodził się, by nie był przesłuchiwany, ale zaznaczył, że trudno zweryfikować, czy rzeczywiście on i oskarżona są sobie bliscy. Stwierdził też, że postanowienie o zwolnieniu od składania zeznań może ulec zmianie. Na kilku ostatnich rozprawach w procesie Patrycji Macieja N. nie było.

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 05.11.2004 r.


Podejrzana o zabójstwo koleżanki w areszcie

Dodał: pzabek

Data: 2003-04-22 21:13:16

To szokujące, że między dwiema młodymi osobami, dziewczynami, które się znały, mogło dojść do takiego zdarzenia. To wręcz przerażające - komentuje brutalne morderstwo 20-letniej studentki szef prokuratury w Busku. Podejrzana o zabójstwo jej koleżanka jest już w areszcie.

Zwłoki 20-letniej studentki Medycznego Studium Zawodowego w Busku odkrył w piątek w pobliskim lesie przejeżdżający tamtędy kierowca. Od początku było wiadomo, że dziewczyna padła ofiarą morderstwa - na ciele miała kilkadziesiąt ran zdanych ostrym narzędziem i przeciętą krtań. Policja i prokuratura zgodnie podkreślają, że sprawca działał wyjątkowo brutalnie. W sobotę policja zatrzymała koleżankę ze studiów zamordowanej dziewczyny - 20-letnią Partycję S. - Przyznała się ona do winy, ale jeszcze za wcześnie, aby mówić o motywie zabójstwa - mówi Augustyn Pindziak, szef Prokuratury Rejonowej w Busku Zdroju. Przedwczoraj Patrycja S. decyzją sądu została aresztowana na trzy miesiące. Nieoficjalnie mówi się, że koleżanki pokłóciły się o pieniądze. - Niezależnie od motywu to zdarzenie jest przerażające. Chodzi przecież o dwie młode osoby, dziewczyny, które się dobrze znały - podkreśla prokurator Pindziak. Wczoraj przesłuchiwany był chłopak aresztowanej studentki. - Jak dotąd nie ma żadnych okoliczności, które wskazywałyby, że brał udział w zabójstwie - dodaje prokurator Pindziak. Policja cały czas poszukuje narzędzia zbrodni. Raczej wyklucza się, by był to nóż. Ze wstępnych ustaleń wynika natomiast, że morderstwa dokonano w miejscu, gdzie znaleziono zwłoki.

Agnieszka Drabikowska

Za serwisem Buska z dn. 22.04.2003 r.


Morderstwo 20-letniej studentki

Paweł Słupski

Gazeta Wyborcza 22.04.2003 17:32

Policja zatrzymała podejrzanych o brutalne morderstwo 20-letniej studentki z małej miejscowości koło Pińczowa. Jej zwłoki odkryto w piątek na skraju lasu w Busku Zdroju. Wszystko wskazuje na to, że morderstwa dokonała jej koleżanka z tej samej szkoły.

Zwłoki dziewczyny odkrył w piątek na skraju lasu w Busku Zdroju przypadkowy mężczyzna. Jadąc trasą Kielce - Pińczów zatrzymał się przy tzw. Lasku Winiarskim w Busku. Nie było wątpliwości, że dziewczyna została zamordowana - na jej ciele były rany zadane ostrym narzędziem. Miała rozciętą tętnicę szyjną.

Dziewczyna, studentka Medycznego Studium Zawodowego w Busku, była widziana ostatni raz w środę 16 kwietnia na ulicach Buska Zdroju. W czwartek jej matka zgłosiła na policji zaginięcie córki.

Nad wykryciem sprawcy morderstwa pracują policjanci z Buska i Pińczowa. W wyniku ich ustaleń w sobotę zatrzymano koleżankę zmarłej studentki, która uczyła się w tej samej szkole.

- Zatrzymana dziewczyna jest prawdopodobnie sprawcą morderstwa. Oprócz niej zatrzymano także kilka innych młodych osób z ich otoczenia. Niewykluczone, że sprawców było kilku - mówi Artur Niedbała, z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach. Nie odpowiedział na pytanie, czy zatrzymana dziewczyna przyznała się do winy.

Wszyscy byli przesłuchiwani podczas weekendu. Policja nadal ustala okoliczności, w jakich doszło do morderstwa. Nieoficjalnie mówi się, że chodziło o pieniądze.

Za serwisem Pińczowa z dn. 22.04.2003 r.


Policja szuka sprawcy morderstwa 20-letniej studentki

Dodane: pzabek

Data: 2003-04-18 14:01:40

20-letnia studentka z małej miejscowości koło Pińczowa została brutalnie zamordowana. Jej zwłoki odkrył przypadkowo na skraju lasu mężczyzna.

Tragicznego odkrycia mężczyzna dokonał wczoraj około godz. 11. Jadąc trasą Kielce - Pińczów, zatrzymał się przy tzw. Lasku Winiarskim w Busku. Na jego skraju zauważył leżące zwłoki kobiety. - Okazało się, że to ciało 20-letniej dziewczyny z małej miejscowości koło Pińczowa. Padła ofiarą morderstwa, na ciele ujawniono rany zadane ostrym narzędziem - mówi Artur Niedbała z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach. Dziewczyna była widziana ostatni raz w środę 16 kwietnia na ulicach Buska Zdroju. Jak poinformował Artur Bielecki, oficer prasowy komendanta powiatowego w Busku, w czwartek jej matka zgłosiła na policję zaginięcie córki. Dziewczyna była studentką Medycznego Studium Zawodowego w Busku. - Z tego, co wiemy, była spokojną, zrównoważoną osobą - mówi Augustyn Pindziak, szef Prokuratury Rejonowej w Busku. Morderca działał wyjątkowo brutalnie. Zadawał jej rany w plecy, klatkę piersiową, szyję, rozciął tętnicę szyjną. O motywach zbrodni na razie nic nie wiadomo. Artur Bielecki podkreśla, że nad wykryciem sprawcy morderstwa pracują razem policjanci z Buska i Pińczowa. Jak się dowiedzieliśmy, wczoraj po południu przesłuchiwany był m.in. chłopak studentki. Jego zdjęcie znaleziono wśród rzeczy, które dziewczyna miała przy sobie.

ada

Za serwisem KAzimierzy Wielkiej z dn 18.04.2003 r.

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 07.11.2008 r.