Morderstwo koleżanki z pracy w Rzeszowie

Strona główna

Morderstwa z regionu:

Małopolska Wschodnia

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

 

Aktualizacja 29.11.2010 r.

25 lat za zabójstwo koleżanki z pracy

SĄD UTRZYMAŁ WYROK DLA B. OCHRONIARZA Z RZESZOWA

15:07, 29.10.2009 /PAP

- Bił tak, żeby zabić - mówił sędzia w uzasadnieniu wyroku dla 30-letniego Mirosława L., byłego ochroniarza jednego z rzeszowskich sklepów. Za zabójstwo koleżanki z pracy Sąd Apelacyjny utrzymał wyrok 25 lat więzienia dla L.

W uzasadnieniu wyroku sędzia Stanisław Urban podkreślał, że wyrok 25 lat jest jak najbardziej sprawiedliwy. Według sądu działanie L. było przemyślane i ukierunkowane na zabójstwo. Wątpliwości nie ulega też rabunkowy motyw zabójstwa. Ten wyrok jest prawomocny. Mirosław L. w czasie śledztwa twierdził m.in. że bał się, iż ofiara powie jego żonie o łączącym ich romansie. Tym wyjaśnieniom jednak ani sąd I, ani II instancji nie dał wiary. Ustalono bowiem, że L. i zabitej kobiety nie łączył romans.

Była to już druga apelacja Mirosława L. Poprzednim razem sąd apelacyjny uchylił wyrok 25 lat więzienia i skierował sprawę do ponownego rozpoznania.

Obrona: wyrok surowo rażący

Sąd Okręgowy w drugim procesie, w lipcu br., skazał byłego ochroniarza ponownie na 25 lat pozbawienia wolności. Uznał go także za winnego kradzieży przedmiotów należących do ofiary: laptopa, komórki, karty bankomatowej oraz 10 zł. Ponadto sąd zastrzegł, że L. może starać się o warunkowe zwolnienie dopiero po 20 latach.

Od tego wyroku odwołała się obrona. W czasie czwartkowej apelacji adwokat mówił, że jego klient nie jest zdemoralizowany, sam się zgłosił na policję i szczegółowo opisał zabójstwo. Ponadto podkreślał, że oskarżony nie miał zamiaru okraść ofiary. Zdaniem obrony kara 25 lat oraz możliwość starania się o warunkowe zwolnienie po 20 latach jest rażąco surowa.

Prokurator przekonywał natomiast, że apelacja obrony jest bezzasadna. Przypomniał, że oskarżony przyznał się do zabójstwa, które rozważał od około tygodnia przed jego dokonaniem. Wiedział bowiem, że ofiara ma oszczędności na koncie, nowy telefon komórkowy. Ponadto nie chciał jej oddać laptopa, który wcześniej mu wielokrotnie pożyczała. Zdaniem prokuratora działał z zamiarem rabunkowym. Prokurator zauważył też, że L. dokonał zabójstwa z premedytacją i jest to dowód na to, że jest pozbawiony hamulców moralnych.

Oskarżyciel uznał karę 25 lat więzienia za karę sprawiedliwą. Wniósł o nieuwzględnienie apelacji obrony i utrzymanie wyroku w mocy. O to samo wniósł też pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej, czyli matki ofiary. Oskarżony wniósł o to samo, co jego adwokat.

Bił młotkiem i łopatą

Do zabójstwa doszło w grudniu 2006 roku. Gdy Małgorzata L. wcześniej wyszła z pracy, spiesząc się do autobusu PKS, L. miał zaproponować jej podwiezienie pożyczonym samochodem. Jednak zamiast na dworzec podmiejski Mirosław L. wywiózł kobietę na pola w miejscowości Bzianka.

Tam najpierw użył gazu obezwładniającego, a później pobił ją młotkiem i łopatą. Zadał jej prawie 20 ciosów. Ciało zakopał, a później zabrał laptopa oraz komórkę, kartę bankomatową i pieniądze. Zakopane zwłoki znalazł mieszkaniec wsi.

ŁOs//kwj/k

Za TVN24 z dn. 29.10.2009 r.


Utrzymany wyrok w sprawie zabójstwa mieszkanki Bratkowic

Czwartek, 29 października 2009 10:11

Sąd Apelacyjny w Rzeszowie utrzymał w mocy wyrok 25 lat więzienia dla Mirosława L. za brutalne zabójstwo mieszkanki podrzeszowskich Bratkowic. Oskarżony będzie mógł ubiegać się o przedterminowe warunkowe zwolnienie dopiero po odbyciu 20 lat kary.

W grudniu 2006 roku były ochroniarz zamordował 33-letnią Małgorzatę L. zadając jej kilkadziesiąt uderzeń młotkiem i szpadlem, a ciało ofiary zakopał. Oskarzony przywłaszczył sobie laptopa swojej znajomej, telefon komórkowy, karte bankomatową oraz 10 złotych.

Obrońca Mirosława L., który złożył apelacje od wyroku dowodził,że jego klient działał w afekcie i chciał chronić swoją rodzinę. Pokrzywdzona miała grozić oskarżonemu,że powie jego żonie o rzekomo łączącym ich romansie. Sąd apelacyjny uznał,że jest to jedynie linia obrony Mirosława L. , natomiast dowody jednoznacznie wskazują,iż oskarżony zamordowal swoją znajomą z pobudek rabunkowych. Przyznał to zresztą w swoich pierwszych wyjaśnieniach. Sąd uznał karę 25 lat wiezienia dla Mirosława L. za sprawiedliwą.

Za Polskim Radiem Rzeszów z dn. 29.10.2009 r.


Brutalnie zamordował koleżankę z pracy. Makabryczną zbrodnię planował przez tydzień

Dorota Wilk

dodano: 29 paždziernika 2009, 12:58

Mirosław L. znał się z Małgorzatą. Pracowali kiedyś w jednym z rzeszowskich supermarketów. Ona była kasjerką, on ochroniarzem.

- Od tygodnia zacząłem myśleć o zabójstwie Małgosi - to słowa Mirosława L. skazanego za morderstwo. Przytoczył je dzisiaj sąd apelacyjny, który utrzymał w mocy wyrok 25 lat więzienia dla mężczyzny.

- 25 lat pozbawienia wolności, to najniższa kara, jaka mogła być orzeczona za tego rodzaju czyn - mówił sędzia Stanisław Urban z Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie.

Obrońca 30-letniego Mirosława L. chciał jej złagodzenia albo zwrócenia sprawy do sądu okręgowego i przeprowadzenia kolejnego procesu. Ale sąd apelacyjny nie znalazł ku temu podstaw. Nie miał wątpliwości, że mężczyzna zaplanował morderstwo 33 - letniej Małgorzaty L. z Bratkowic.

- Zadawał jej ciosy wyłącznie w głowę - wyjaśniał sędzia.

Na ogłoszeniu wyroku nie było matki Małgorzaty. Reprezentował ją adwokat Łukasz Jóźwiak.

- Kara, którą wymierzył sąd, nie zadośćuczyni matce bólu i żalu po stracie córki - powiedział po wyjściu z sądowej sali.

Znał swoją ofiarę

Mirosław L. znał się z Małgorzatą. Pracowali kiedyś w jednym z rzeszowskich supermarketów. Ona była kasjerką, on ochroniarzem. W grudniu 2008 roku pożyczonym od ojca samochodem skazany zaproponował, że podwiezie ją do domu. W aucie rozpylił gaz. Wprawdzie Małgorzacie udało się wysiąść, ale zabójca ją dopadł i zadał kilka ciosów metalowym młotkiem. Gdy zorientował się, że jeszcze oddycha, dobił szpadlem i zakopał ciało.

Potem poszedł na komisariat. Powiedział policjantom, że Małgorzatę ktoś śledził. W końcu przyznał się do morderstwa.

Dlaczego to zrobił?

Podczas śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową w Rzeszowie utrzymywał, że Małgorzata chciała wyjawić jego żonie łączący ich romans.

- Pomawiał ją o zachowania, które nie miały miejsca. Niestety zamordowana nie może im zaprzeczyć - ubolewa adwokat Jóźwiak.

Sąd uznał, że Mirosław L. wymyślił wersję z romansem, by ukryć prawdziwy motyw.

- Była nim chęć zysku - mówił sędzia Stanisław Urban. Mirosław L. chciał przywłaszczyć sobie laptop, który pożyczyła mu Małgorzata. - Zażądała zwrotu laptopa, ale ja nie zamierzałem, bo potrzebowałem pieniędzy. Liczyłem się z tym, że mogę jej zrobić krzywdę - przyznał się w końcu w swoich wyjaśnieniach.

Planował też ukraść jej z konta kilka tysięcy złotych, które odłożyła na wyjazd do Ziemi Świętej. Zabrał jej kartę bankomatową, ale nie mógł odnaleźć kodu do konta i nie wybrał pieniędzy.

- Najbardziej sprawiedliwym wyrokiem za tak bestialskie zabójstwo byłaby kara dożywotniego pozbawienia wolności - uważa mecenas Jóźwiak.

Za "Nowinami" z dn. 29.10.2009 r.


Morderca bez prawomocnego wyroku

RZESZÓW. Sąd Apelacyjny w Rzeszowie odroczył proces byłego ochroniarza, który brutalnie zabił kasjerkę.

Mirosław L., 28-letni pracownik ochrony sklepu "Jedynka", brutalnie zamordował Małgorzatę L., 33-letnią kasjerkę z tego samego sklepu. Ten dramat rozegrał się w grudniu 2006 r. W listopadzie 2008 r. zabójca został skazany na 25 lat więzienia. Wyrok nie jest prawomocny. Apelację wnieśli prokurator i obrońca.

Mirosław L. przyznał, że morderstwo zaplanował tydzień wcześniej. Pożyczył samochód terenowy, włożył do niego młotek i łopatę. Spieszącej się do domu Małgorzacie zaproponował odwiezienie do domu. Jednak zamiast do Bratkowic, zawiózł ją do Bzianki. Obezwładnił kobietę gazem i zadał jej około 40 ciosów. Podczas wizji lokalnej ze spokojem opowiedział, jak swoją ofiarę uderzał młotkiem, a następnie: - Dobijałem ją łopatą, żeby nie cierpiała - wyznał Mirosław L.

W czasie śledztwa ochroniarz przyznał, że zabił, ponieważ nie chciał oddać Małgorzacie laptopa, którego od niej pożyczył. Chciał jej też zabrać kartę bankomatową, pieniądze i komórkę. Po morderstwie, zabójca zakopał ciało ofiary w płytkiej mogile na polach Bzianki.

W czasie procesu oskarżony zmienił linię obrony. Twierdził, że romansował z Małgorzatą L. i zabił ją na tle emocji uczuciowych. Sąd nie uwierzył jednak w tę wersję.

Oskarżycielka żądała kary dożywocia. Obrońca wnosił o łagodną karę. Obie strony odwołały się więc od wyroku skazującego Mirosława L. na 25 lat więzienia z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 20 latach.

Odroczona apelacja

W czwartek, 30 kwietnia, sąd apelacyjny miał wydać w tej sprawie wyrok. Proces jednak odroczono. Dwa tygodnie wcześniej Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodną z konstytucją zmianę kodeksu karnego obowiązującą od ponad trzech lat. Chodzi między innymi o zmianę art. 148 § 2 kodeksu karnego. Spowodowała ona, że w przypadku morderstwa ze szczególnym okrucieństwem lub w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, sąd może orzec karę 25 lat pozbawienia wolności albo dożywotniego pozbawienia wolności. Gdy uzasadnienie wyroku TK zostanie opublikowane, sąd będzie mógł złagodzić karę do 12 lat więzienia.

- Poznanie motywów wyroku Trybunału Konstytucyjnego będzie miało istotne znaczenie dla orzekania w tej sprawie, gdyż ten właśnie artykuł kodeksu karnego jest kwalifikacją prawną czynu oskarżonego - argumentował Stanisław Urban, przewodniczący rozprawie apelacyjnej. - Termin rozprawy zostanie ustalony po opublikowaniu uzasadnienia wyroku Trybunału w Dzienniku Ustaw.

Krzysztof Rokosz

Za serwisem Pressmedia z dn. 04.05.2009 r.


25 lat więzienia za zabójstwo koleżanki rydlem

Dorota Wilk

dodano: 25 listopada 2008, 8:13

25 lat więzienia - taką karę wymierzył wczoraj sąd 28 - letniemu Mirosławowi L. Uznał go winny zabójstwa koleżanki z pracy.

- Oskarżony jest osobą niebezpieczną - tak sędzia sprawozdawca Adam Borowiec z Sądu Okręgowego w Rzeszowie uzasadniał decyzję o tym, że Mirosław L. o przedterminowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się dopiero po odsiedzeniu 20 lat. Wyrok jest nieprawomocny.

Miała odłożone pieniądze

Sąd nie miał wątpliwości, że to L., ochroniarz w rzeszowskim sklepie zabił Małgorzatę L. Znajomą z pracy czasami podwoził do domu w Bratkowicach. Pożyczał też od niej laptop.

- Nie łączył ich żaden romans. Oskarżony wykorzystywał dobroć Małgorzaty L. - mówił sędzia Borowiec.

33-letnia kobieta odłożyła w banku 5 tys. zł. Chciała pojechać na wycieczkę do Ziemi Świętej. Oskarżony potrzebował pieniędzy. Postanowił zabić Małgorzatę L. Zdaniem sądu, mężczyzna przez tydzień zastanawiał się, jak pozbawić kobietę życia, a potem przywłaszczyć sobie jej laptop i pieniądze.

Pomysł podsunęła mu sama Małgorzata. Kobieta zadzwoniła do oskarżonego i powiedziała, że ktoś ją śledzi. Uznał, że to dobry moment, aby zrzucić całą winę na tę osobę.

Zmasakrował jej twarz

W grudniu 2006 roku Mirosław L. zabrał z domu szpadel i młotek ciesielski. Pojechał po Małgorzatę L. do pracy. Wywiózł na pola w Bziance. W samochodzie rozpylił gaz. Kobiecie udało się wysiąść z auta. Leżącej na ziemi L. zadał kilka ciosów młotkiem w głowę.

Gdy nie dawała oznak życia, przysypał ziemią. Zobaczył jednak, że kobieta jeszcze oddycha. Dobił ją szpadlem. Zmasakrował Małgorzacie L. głowę i twarz. Uderzył łopatą ponad 30 razy.

Zabrał komórkę, 10 zł z portfela i kartę bankomatową. Nie znalazł jednak numeru PIN i nie wybrał pieniędzy z banku. Potem poszedł na komisariat, by poinformować o tym, że ktoś śledził Małgorzatę L. i bała się o życie. Miał nadzieję, że odwróci od sobie uwagę śledczych. W końcu przyznał się, że to on ją zabił.

Za "Nowinami" z dn. 25.11.2008 r.


Zabił kochankę bo chciała powiedzieć jego żonie

Data publikacji: 28.07.2008 02:00

Koszmarna zbrodnia. Morderca zadał 7 ciosów młotkiem i 21 łopatą.

Niech ta dramatyczna opowieść będzie przestrogą dla tych wszystkich, którzy romansują w pracy! Mirosława M. (29 l.) z Rzeszowa połączył w pracy namiętny związek z Małgorzatą L. (33 l.). Dla niej była to miłość życia, ale dla niego błaha igraszka. Zimny drań bawił się tylko naiwną kobietą. Gdy zdesperowana Małgorzata, chcąc zatrzymać ukochanego, zagroziła, że o wszystkim opowie jego żonie, przestraszony bydlak zakatował ją bez żadnej litości.

Ten gorący romans rozpoczął się w najmniej oczekiwanym miejscu - w sklepie spożywczym, w którym oboje pracowali. Ona jako kasjerka, on jako ochroniarz. W tajemnicy przed wszystkimi kochankowie wymykali się na namiętne schadzki. Pani Małgorzata czuła się szczęśliwa i spełniona u boku ukochanego.

Nie potrafił wybrać

Ale Mirosław z czasem coraz gorzej znosił rozdarcie między rodziną a gorącym romansem. Wpadł w szał, kiedy ukochana oświadczyła, że ma tego dość. - Albo ona, albo ja - postawiła sprawę jasno. I zagroziła, że jeśli mężczyzna szybko nie zdecyduje, o wszystkim powie jego żonie. Mirosław jednak nie ma odwagi dokonać wyboru. I wtedy w jego głowie zrodził się szatański pomysł - zamordować ukochaną.

Przyjechał po Małgorzatę wieczorem po pracy i zaproponował, że odwiezie ją do domu. Zjechał jednak z drogi i wywiózł kobietę na odludzie. Małgorzata przekonana była, że szykuje się kolejny romantyczny wieczór. Nie przypuszczała, że ukochany zamienił się już w żądną krwi bestię.

Brutalne morderstwo

Mężczyzna szarpnięciem przyciągnął kobietę do siebie. Nie był to jednak gest namiętnego kochanka, ale ruchy zimnego mordercy. Mirosław brutalnie wymierzył jej 7 ciosów młotkiem. Kiedy zakrwawiona kobieta wypadła z auta, chwycił za łopatę i w opętańczym szale zaczął nią dźgać kobietę. Zadał jej aż 21 ciosów. Na koniec, gdy w kobiecie jeszcze tliło się życie, przystawił do szyi ostrze łopaty i udusił ją.

- Ona mnie szantażowała, dlatego ją zabiłem - tłumaczył zimno przed rzeszowskim sądem. Jego proces właśnie się rozpoczął. Grozi mu dożywocie, na które w pełni zasłużył.

Za "Super Expressem" z dn. 28.07.2008 r.

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 29.11.2010 r.