|
Morderstwo malarza Zdzisława Beksińskiego |
||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza |
Aktualizacja 29.11.2010 r. Zabójca Beksińskiego posiedzi 25 lat - odwołanie oddalone PAP 18:00 Kara 25 lat więzienia dla Roberta K. za zabójstwo malarza Zdzisława Beksińskiego jest prawomocna - utrzymał ją Sąd Apelacyjny w Warszawie. Nastoletni kuzyn skazanego - Łukasz K., oskarżony o pomoc w tej zbrodni, będzie miał ponowny proces przed stołecznym sądem okręgowym. Do zbrodni doszło w lutym 2005 r. Według prawomocnego wyroku dokonał jej 19-letni wtedy Robert K. z Wołomina. Znał Beksińskiego, bo razem z rodziną wykonywał dla malarza drobne prace porządkowe. Przyszedł do mieszkania artysty, chcąc od niego pożyczyć pieniądze. Z akt sprawy wynika, że był gotów zabić malarza w razie odmowy pożyczki; zabrał ze sobą nóż. Beksiński rzeczywiście odmówił i zagroził, że powie o wszystkim ojcu chłopaka. Wtedy malarz został kilkakrotnie pchnięty nożem. W tym czasie kuzyn Roberta, 16-letni Łukasz K., czekał na niego przed blokiem. Robert zadzwonił i Łukasz przyszedł do mieszkania zabitego, by razem z kuzynem zatrzeć ślady zbrodni, zmyć krew z podłogi. Według prokuratury później obaj razem uciekli, kradnąc z mieszkania dwa aparaty fotograficzne i 100 płyt CD. W śledztwie i przed sądem Łukasz twierdził, że pomógł kuzynowi ze strachu, bo miał on mu grozić, że jeśli wszystko się wyda, razem trafią do więzienia. W listopadzie zeszłego roku I instancja sądowa skazała Roberta K. na 25 lat więzienia, zaś Łukasza K. - na 5 lat. Już sąd I instancji stwierdził, że o ile wątpliwości nie budzi wina Roberta K., który sam się przyznał do zabójstwa, kwestia winy jego kuzyna Łukasza, nie jest tak oczywista. To czy pomagał w zbrodni, uzależnione jest bowiem - wyjaśniał sąd - od tego, czy wiedział, co planuje Robert K. Wyjaśnienie kuzynów w tej kwestii były różne - sąd dał wiarę Robertowi K., uznając, że poinformował kuzyna o swoich planach. Wyrok w sprawie Łukasza K. był niejednogłośny. Odwołania obrony od tego wyroku rozpatrywał Sąd Apelacyjny w Warszawie. Wyrok 25 lat więzienia utrzymał w mocy, uznając, że nie jest to kara rażąco surowa, a dotychczasowa niekaralność i młody wiek sprawcy nie wystarczą, by wymierzyć mu karę 15 lat, jak chciał obrońca. Mec. Elżbieta Orżewska, broniąca młodszego kuzyna, przekonywała, że jej klient nie wiedział, iż dojdzie do zabójstwa, nie można więc skazywać go za udział w takiej zbrodni. Adwokat mówiła, że brak jest dowodów na to, by Łukasz K. pomógł w zabójstwie, np. by stał na czatach. Z drugiej jednak strony - jak zauważył sąd - kuzyni pisali do siebie sms-y, które mogłyby świadczyć o tym, że Łukasz K. wiedział, w czym bierze udział. Dlatego Sąd Apelacyjny uchylił orzeczenie wobec niego i nakazał powtórzenie procesu. Robert K. będzie w nim przesłuchany już nie jako oskarżony, lecz jako świadek. (bart) Za serwisem WP z dn. 17.05.2007 r. Opowiadali, jak zabili Beksińskiego Nastolatkowie oskarżeni o zabójstwo malarza Zdzisława Beksińskiego przedstawiają dwie różne wersje wydarzeń. Sąd zdecyduje, który z nich kłamie. Sąd oglądał wczoraj nagrania z wizji lokalnych przeprowadzonych w mieszkaniu Zdzisława Beksińskiego, wybitnego malarza, zamordowanego w lutym 2005 r. w swoim domu przy ul. Sonaty. Publiczność po raz pierwszy mogła usłyszeć, jak 20-letni Robert K. i jego 17-letni kuzyn Łukasz K. opisywali przebieg zbrodni, której byli sprawcami. Mówili o tym, jak zdecydowali o wyjeździe do Beksińskiego, jak parkowali samochód pod blokiem ofiary, jak zacierali ślady po dokonaniu zabójstwa. Podczas wizji Łukasz K. płakał. Nie chciał przekroczyć progu mieszkania artysty. Robert K. nie miał z tym problemów. Precyzyjnie wyliczał kolejność zdarzeń. Trzymając w ręce atrapę noża, dźgał nim manekina. - Zadałem mu cios w ten sposób - demonstrował. - Pan Beksiński złapał mnie jednak za rękę, tak że ostrze noża obróciło się w moją stronę. Udało mi się ją wykręcić. Zadałem drugi cios. I następny. Było ich z sześć. Potem zadzwoniłem do Łukasza. Oskarżeni wspólnie zatarli ślady zbrodni. Najpierw przeciągnęli ciało malarza na balkon, następnie zmyli z podłogi ślady krwi. - Nie rozmawialiśmy o tym, co się stało - mówił podczas wizji Robert K. - Nie sprawdzaliśmy, czy pan Beksiński żyje. Zabrałem z jego mieszkania dwa aparaty fotograficzne i płyty CD. Łukasz K. twierdzi, że nie planował zabójstwa artysty. - Nie wiedziałem, po co Robert poszedł do tego mieszkania - przekonuje. - Już w samochodzie powiedział, że chce kropnąć Beksińskiego, ale myślałem, że to żart. - Wiedział - odpowiada na to Robert K. - Łukasz miał mi pomóc, gdyby coś poszło nie tak. Rozmawialiśmy o tym, że istnieje ewentualność zabicia - przekonywał. Zdzisław Beksiński zginął, bo odmówił Robertowi K. pożyczenia 100 zł. Artysta znany z wyjątkowej nieufności do obcych wpuścił nastolatka do swojego mieszkania, bo go znał. Jego matka sprzątała w mieszkaniu malarza, ojciec wykonywał dla niego drobne prace. - Po co ci były te pieniądze? - pytała podczas wizji prokurator. - Właściwie nie wiem, na takie drobne wydatki - odpowiadał Robert K. - Nie wiem, co mi uderzyło do głowy, że to zrobiłem. Bardzo tego żałuję. POL Za "Życiem Warszawy" z dn. 25.08.2006 r. Prokuratura ma gotowy akt oskarżenia w sprawie zabójstwa Beksińskiego Piotr Machajski 29-01-2006 , ostatnia aktualizacja 29-01-2006 22:34 To była jedna z najgłośniejszych zbrodni minionego roku. 21 lutego Zdzisław Beksiński, znany malarz, został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu na Służewie. Akt oskarżenia w tej sprawie powinien na dniach trafić do sądu Beksiński zginął od ciosów nożem. Zwłoki odkrył zaprzyjaźniony z artystą Krzysztof K., który pracował dla malarza jako tzw. złota rączka. Po kilku dniach śledztwa okazało się, że za morderstwem stoi jego 19-letni (wówczas) syn i 16-letni bratanek. Mokotowska prokuratura, która prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa Beksińskiego, w tym tygodniu (jeśli nie pojawią się nieoczekiwane przeszkody) powinna wysłać do sądu akt oskarżenia przeciwko Robertowi K. i Łukaszowi K. - Trwają czynności końcowe. Podejrzani zapoznają się z aktami sprawy - mówi "Gazecie" prokurator Katarzyna Krysiak, wiceszefowa mokotowskiej prokuratury. Według ustaleń policji kuzyni K. przyjechali do Beksińskiego, by pożyczyć od niego pieniądze. Wyjątkowo uczulony na punkcie bezpieczeństwa malarz wpuścił ich do mieszkania. Niczego nie podejrzewał, bo Robert K. nieraz bywał u niego z ojcem. Beksiński odmówił pożyczki. Wtedy Robert K. wyjął nóż i uderzył kilkanaście razy. Dwie rany okazały się śmiertelne. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 29.01.2006 r.
|
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 29.11.2010 r. |
||