|
Morderstwo młodego małżeństwa Małgorzaty i Pawła Siudzińskich w Gliwicach-Łabędach |
||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza |
Aktualizacja 14.06.2009 Dwa dożywocia za zabicie małżeństwa Kary dożywotniego więzienia wymierzył w środę Sąd Okręgowy w Gliwicach dwu zabójcom Małgorzaty i Pawła Siudzińskich. Czterej pozostali oskarżeni w tym procesie dostali wyroki od 1,5 do dziewięciu lat więzienia. Do zabójstwa doszło w lutym ubiegłego roku. Bandyci napadli młode małżeństwo w ich domu, okradli go, a ofiary uprowadzili, dręczyli i okrutnie zamordowali. Na dożywocie sąd skazał Romana C. i Tobiasza W., sprawców podwójnego zabójstwa. Pierwszy z bandytów będzie się mógł starać o warunkowe zwolnienie dopiero po 35 latach. Młodszy brat Tobiasza, Sergiusz, który w chwili popełnienia zbrodni miał 17 lat, dostał karę 6,5 roku więzienia za udział w rozboju. Mariusza S. i Szymona B., którzy pomagali zabójcom w uprowadzeniu Siudzińskich, sąd skazał na dziewięć lat więzienia. Najniższą karę dostał Roman S., który odpowiadał za paserstwo. Zabójcy - mówiła w uzasadnieniu sędzia Agata Dybek-Zdyń - zamordowali małżeństwo "w sposób bestialski, okrutny, wyrządzając pokrzywdzonym cierpienia psychiczne i fizyczne ponad miarę". Sąd nie znalazł podstaw, by skazać Mariusza S., Szymona B. i Sergiusza W. za pomocnictwo w zabójstwie, jak chciała prokuratura. - Bezsprzecznie brali oni udział w pozbawieniu małżeństwa Siudzińskich wolności, przewozili ich skrępowanych, z zawiązanymi oczami (...), nie sposób jednak uznać, że ich zamiarem było udzielenie pomocy Romanowi C. i Tobiaszowi W. w zabójstwie - dodała sędzia. Bliscy ofiar byli rozgoryczeni wyrokiem, spodziewali się wyższych kar. Podkreślali, że część sprawców po kilku latach wyjdzie z więzienia. Wszystko wskazuje na to, że zaskarżą wyrok. Wyrok w tym procesie miał zapaść w lipcu tego roku, jednak tuż przed ogłoszeniem werdyktu sąd postanowił wznowić przewód sądowy, bowiem w czasie narady pojawiły się wątpliwości proceduralne. Chodziło o przeprowadzenie dodatkowej opinii dotyczącej najmłodszego z oskarżonych Sergiusza W. Rozprawom towarzyszyły pikiety, organizowane przez przyjaciół ofiar, którzy domagali się dożywocia dla morderców. Spośród sześciu osób, które zasiadły na ławie oskarżonych, dwie z nich - 26-letni Roman C. i 20-letni Tobiasz W. - odpowiadały za zabójstwo. Pozostali byli oskarżeni za pomoc w nim, dokonanie rozboju lub paserstwo. Roman C. i Tobiasz W. już na początku procesu przyznali się do winy. Tłumaczyli, że nie planowali zabójstwa; chcieli okraść dom i wywieźć gdzieś właścicieli, aby szybko nie zawiadomili policji. Postanowili ich zabić, gdy 29-letnia Małgorzata zobaczyła ich twarze. Do zabójstwa małżeństwa Siudzińskich doszło w połowie lutego ubiegłego roku. Roman C. wytypował wcześniej ich dom w Gliwicach-Łabędach jako obiekt napadu. Wieczorem trzej zamaskowani bandyci - Roman C. i bracia W. - weszli do domu, obezwładnili i skrępowali Małgorzatę, a po powrocie do domu Pawła, także jego. Ukradli m.in. biżuterię, pieniądze, dokumenty, komputer, aparat fotograficzny i sprzęt rtv. Potem założyli ofiarom opaski na oczy i uprowadzili samochodami, skradzionymi małżeństwu. Przez prawie dobę wozili ich po południowej Polsce. Jak wyjaśniali dwaj główni oskarżeni, chcieli porzucić ofiary z dala od domu, aby małżonkowie szybko nie zawiadomili policji. W pewnym momencie, gdy samochód, którym jechali dachował, Małgorzata straciła opaskę i zobaczyła twarze sprawców. Wówczas u Romana C. oraz Tobiasza W. pojawiła się myśl, aby zabić małżonków. Pojechali do Zbeltowic, gdzie mieszka wuj Romana C. Prowadzili kobietę przez wieś ze skrępowanymi rękami i zawiązanymi oczami. Jak się później okazało, widziało ich wiele osób, ale nikt nie zareagował. W lesie bandyci brutalnie zamordowali Małgorzatę i skatowali jej męża, który zmarł krótko potem. Ciała obojga porzucili w lesie. Za witryną dziennika "GW" z dn. 07.09.2005 r. Akt oskarżenia w sprawie brutalnego zabójstwa małżeństwa z Gliwic Gliwicka prokuratura okręgowa skierowała do sądu akt oskarżenia w sprawie bestialskiego zabójstwa małżeństwa S. z Gliwic-Łabęd w lutym tego roku - poinformowała rzeczniczka prokuratury Ewa Zajączkowska. Aż pięciu z sześciu oskarżonych w tej sprawie mężczyznom grozi dożywocie. Bandyci weszli do domu w Gliwicach, splądrowali mieszkanie i uprowadzili właścicieli - 29-letnią Małgorzatę i o dwa lata młodszego Pawła. Skrępowanych przez kilkanaście godzin wozili samochodami. Potem oboje zamordowali i zostawili w lesie. "Działanie sprawców miało cechy okrucieństwa, które przejawiało się w świadomym wyrządzaniu pokrzywdzonym większego cierpienia fizycznego i psychicznego ponad to, które było konieczne do spowodowania ich śmierci" - podkreśliła prok. Zajączkowska. Na pomysł dokonania rozboju wpadł Roman C. Zwerbował braci Tobiasza i Sergiusza W. Sprawcy wybrali willę w Gliwicach-Łabędach, spodziewając się, że gospodarze są bogaci. Wtargnęli do domu i obezwładnili właścicielkę, splądrowali mieszkanie, a kiedy do domu wrócił mąż, także jego związali. Ukradli małżeństwu daewoo nubirę i fiata punto, wrzucili swoje ofiary do jednego z samochodów. Wmawiali im przy tym, że wywiozą ich tylko za miasto, żeby nie mogli powiadomić policji. Ze swymi ofiarami bandyci przejechali kilkaset kilometrów, najpierw do Wrocławia, potem na teren województw świętokrzyskiego i małopolskiego. W tym czasie daewoo nubira, którą prowadził Roman C. miała dwie kolizje. Po jednej z nich, w jednej z miejscowości w Świętokrzyskiem, C. powiedział kompanom, że małżeństwo trzeba zabić, bo kobieta widziała ich twarze. Roman C. i Tobiasz W. zabrali kobietę do zagajnika. Prowadzili ją przez wieś, miała skrępowane ręce i zakryte oczy. Żaden z mieszkańców nie zwrócił na to uwagi. W tym czasie wyciągano nubirę z rowu, w czym pomagał ktoś z mieszkańców - powiedziała prok. Zajączkowska. W lesie sprawcy brutalnie zamordowali Małgorzatę, potem ciężko pobili Pawła. Jeszcze żywego przywiązali za ręce do dwóch drzew, gdzie zmarł. Po napadzie ojciec Małgorzaty S. zgłosił policji włamanie do mieszkania w Łabędach. Sądził, że jego córka wyjechała z mężem na weekend i w tym czasie okradli ich złodzieje. W zatrzymaniu bandytów pomógł przypadek. Tego samego dnia, kiedy zgłoszono włamanie, w Gliwicach policjant zatrzymał do rutynowej kontroli fiata punto. Okazało się, że kierowca nie jest właścicielem auta; twierdził, że je pożyczył. Dokumenty były w porządku. Policjant wylegitymował i spisał dane kierowcy i pasażerów, po czym zezwolił im na dalszą jazdę. Kiedy ten sam policjant przyszedł później do komendy na odprawę, dowiedział się o zgłoszonym włamaniu. Skojarzył je z kontrolą samochodu. Krótko potem zatrzymano wszystkich sześciu mężczyzn, którzy mają związek ze sprawą. To osoby znane już wcześniej policji, uzależnione od narkotyków. Roman C. i Tobiasz W. odpowiedzą za dwukrotne zabójstwo, rozbój i pozbawienie wolności ze szczególnym udręczeniem. 17-letni brat Tobiasza, Sergiusz, jest podejrzany o rozbój i pomocnictwo w zabójstwie. Na dwóch kolejnych mężczyznach ciążą zarzuty pomocnictwa w popełnieniu rozboju i zabójstw, natomiast ostatni podejrzany - który przyjął od kompanów skradziony małżeństwu sprzęt - odpowie za paserstwo. Główni sprawcy przyznali się do winy. |
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 04.12.2004 r. |
||