Morderstwo ojca w Brzyczynie k. Krakowa

Serwis ZSRE czyli UE
Witryna uniosceptyków

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 18.11.2007

Zabił ojca i zdarł mu twarz

Okrutny morderca mógł także zabić studentkę z Krakowa

Zabił ojca, uciął mu głowę, z której odciął twarz w taki sposób, że mógł ją nosić niczym maskę.

Został skazany na 25 lat więzienia. Policjanci przypuszczali, że może być sprawcą innych zbrodni. Niestety, mogą one pozostać niewyjaśnione, bo zabójca wyjechał właśnie do Rosji. Tam będzie odbywał resztę kary. Władysław W. (25 l.) to Rosjanin o polskich korzeniach. Z początku podejrzewano go także o zabicie Katarzyny Z. (23 l.), studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego i zrobienie z jej skóry płaszcza, ale nie znaleziono dowodów łączących go z tą zbrodnią.

Ojcobójca

Władysław W. rodzi się i wychowuje w niedużej miejscowości Nalczyk na Kaukazie, w rodzinie o polskich korzeniach. Z dziadkiem i ojcem w 1991 r. przyjeżdżają do Polski. Najpierw mieszkają w Łodzi, potem przenoszą się do Krakowa, by w końcu osiąść na stałe w pobliskiej Brzyczynie. Władysław W. najpierw studiuje medycynę, potem psychologię, nie kończy jednak studiów.

Dużo ważniejsze od nauki są jego związki z ojcem, profesorem stomatologii. Od dzieciństwa nienawidzi go z całego serca. Jeszcze na Kaukazie ojciec zmusza go do udziału w krwawych rytuałach szlachtowania baranów i obdzierania ich ze skóry. Chociaż chłopiec wymiotuje i mdleje, ojciec każe mu brać udział w rzezi beczących ze strachu i bólu zwierząt. Zabójcze dzieło sztuki

Później jest jeszcze gorzej. Witold W. tyranizuje syna i zmusza go, by we wszystkim był najlepszy. Ten zaciska zęby i posłusznie wykonuje polecenia.

Władysław zaczyna się buntować. Rezygnuje ze studiów medycznych i przenosi się na psychologię. W tajemnicy kupuje nóż i ćwiczy się w posługiwaniu nim. Powoli planuje zbrodnię na ojcu, mord rytualny.

- To będzie dzieło sztuki - pisze w swoich prywatnych notatkach.

W zeszytach kreśli krwawe i pełne przemocy rysunki obrazujące przebieg dokonania zabójstwa. Dochodzi do niego w maju 1999 r. zaraz po awanturze z ojcem, który stanowczo domaga się, by syn słuchał go we wszystkim. Władysław pali w piecu swoje dokumenty, potem zwabia ojca do piwnicy. Z precyzją realizuje przerażający plan.

Razi ojca paralizatorem i zadaje mu piętnaście ciosów nożem w twarz i szyję. Później odcina ojcu głowę łopatą, a skalpelem zdejmuje skórę z twarzy i głowy, razem z włosami. Tak zdobytą maskę obszywa nićmi, naciera solą i przyczepia sobie do twarzy plastrami. Na głowę wkłada kapelusz, okulary i szalik ojca. W tym przebraniu udaje przed dziadkiem, że to nie on, tylko ojciec. Zanim wychodzi na spacer, zwłoki znienawidzonego ojca wiesza na skakance pod sufitem.

Cztery miesiące wcześniej w Krakowie załoga pchacza barek wyławia z Wisły kawałek kobiecej skóry, która owija się wokół śruby. Tyle zostało po 23-letniej Katarzynie Z., studentce psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego zaginionej jeszcze w 1998 roku.

W cieniu podejrzeń

Morderca psychopata tak fachowo zdjął z niej skórę, że mógł ją na siebie włożyć niczym płaszcz. Gdy na rękach Władysława W. zatrzaskują się kajdanki, nie tylko policjanci, ale też cały Kraków od razu kojarzy go z tamtym okrutnym zabójstwem. Policja prześwietla go także pod tym kątem. Szybko ustala, że mógł znać Katarzynę Z., ale do dzisiaj brakuje dowodów, że popełnił także i tę zbrodnię.

autor: Mirosław Koźmin, Artur Drożdżak

02.08.2007

Za Super Expressem


Oskarżony o zabicie i oskalpowanie ojca

Prokuratura Okręgowa w Krakowie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 27-letniemu obywatelowi Rosji Władysławowi W., oskarżonemu o zabicie i oskalpowanie ojca.

"Władysławowi W. zarzucono, iż spowodował śmierć swojego ojca, a następnie oddzielił głowę od reszty ciała i oskórował ją" - powiedziała PAP w środę prok. Małgorzata Wilkosz-Śliwa, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej.

Zdaniem prokuratury sprawca działał z niskich pobudek i motywacji zasługującej na szczególne potępienie, "z premedytacją, z nienawiści i chęci zemsty". Prokuratura odmawia jednak podania bliższych szczegółów sprawy, ze względu na dobro rodziny.

Do tragedii doszło 30 maja ubiegłego roku w podkrakowskiej miejscowości Brzyczyna, w domu przybyłych do Polski obywateli rosyjskich polskiego pochodzenia. Jak ustalono, 27-letni Władysław W. zwabił ojca pod pozorem dokonania prac gospodarczych do piwnicy, tam obezwładnił go przy pomocy paralizatora elektrycznego, a następnie zabił, zadając kilkanaście ciosów śrubokrętem. Następnie odciął głowę i ściągnął z niej skórę.

Sąsiedzi pracujący w pobliskich ogródkach działkowych widzieli, że nosił skalp ojca na głowie.

W trakcie śledztwa Władysław W. był badany przez biegłych lekarzy. "Zdaniem biegłych, stan psychiczny oskarżonego w momencie czynu nie wyklucza jego odpowiedzialności karnej" - wyjaśniła prok. Wilkosz-Śliwa.

Prokuratura wykluczyła związek tej sprawy z wyłowionymi z Wisły w styczniu ubiegłego roku szczątkami 23-letniej studentki UJ, z których również zdjęto skórę. Rodzina W. pochodzi z Ukrainy, w latach 20. została wywieziona do Kazachstanu. Do Polski przybyła z północnego Kaukazu. Pierwszy do Polski przyjechał najmłodszy z rodziny Władysław - w 1991 roku, na studia. Studiował medycynę, potem psychologię, którą przerwał po czterech latach. Kilka lat później ściągnęła za nim cała rodzina: rodzice z siostrą i dziadek. Ojciec sprzedał majątek i kupił dom w Brzyczynie. Po kilkunastu miesiącach pobytu w Polsce żona i córka wyjechały z Polski.

Zabity był stomatologiem w Nalczyku, kierownikiem polikliniki, jego ojciec, 81-letni Wiaczesław W., również stomatolog, był wykładowcą w instytucie stomatologicznym. Mieszkańcy Brzyczyny nazywali go "profesorem" i bardzo szanowali sąsiadów. Oskarżony nie mieszkał z ojcem i dziadkiem. Grozi mu kara do 15 lat więzienia, 25 lat lub dożywocie.

Za "Dziennikiem Internetowym" PAP

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 05.1999 r.