|
Morderstwo rodziny w Dąbiu |
||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza
|
Aktualizacja 02.05.2011 r. Rolety opuścił morderca? Nowe wątki zbrodni w Dąbiu Anna Łukaszuk, az 30.04.2011 aktualizacja: 2011-04-29 20:50 Zamordowana rodzina z Dąbia miała nieposzlakowaną opinię. Ich dom było częściowo splądrowany. Kobieta była kiedyś księgową biznesmena podejrzanego o gigantyczny przemyt papierosów Zwłoki 64-letniego Duńczyka Christiana W., jego syna 38-letniego Briana i 51-letniej żony Alicji znalazła siostra kobiety w czwartkowe przedpołudnie. Kobietę zaniepokoiło, że rodzina nie odbiera telefonu i że nie ma z nią kontaktu. Mieszka niedaleko, miała klucze. Ciała leżały w domu. Małżeństwo miało po kilka ran kłutych na twarzy, szyi i głowie. Takie same rany miał Brian. Do tego chłopak był skrępowany i miał ślady duszenia. Małżeństwo prawdopodobnie zginęło w garażu. Później ktoś przeniósł ciała do domu. - Dopiero sekcja zwłok pozwoli ustalić, jakie były przyczyny śmierci - mówi Małgorzata Wojciechowicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. Jak wiemy, nieoficjalnie w domu zostało wiele cennych rzeczy. Policja podejrzewa, że choć małżeństwo było zamożne, motyw rabunkowy był pozorowany. Możliwe również (wskazują na to rany), że ofiary były przed śmiercią torturowane. Jeden z wątków śledztwa dotyczy byłej pracy Polki. Była ona księgową pracującą niegdyś dla biznesmena podejrzewanego w latach 90. o organizację gigantycznego przemytu papierosów. Dom, w którym doszło do tragedii, znajduje się na spokojnej ulicy. Nie stoi przy drodze, a w głębi. Trudno do niego trafić. Żeby się tam dostać, trzeba przejść przez posesję sąsiadów. Dom jest zadbany: trawnik równo przystrzyżony, drewniana wiata, przeszklony ganek. Nie ma alarmu, na płocie tylko elektryczny pastuch, żeby pies nie wyskoczył. Sąsiedzi są w szoku. - Tu od trzydziestu lat nie było nawet włamania do samochodu - mówi jeden z nich. - Oni nigdy nie zasłaniali rolet - wspomina sąsiad, który mieszka obok (od domu państwa W. dzieli go tylko płot). - Dlatego zdziwiło mnie, że we wtorek były opuszczone. Pomyślałem, że może popłynęli na jezioro jachtem albo pojechali do Danii. A potem pojawiła się policja i karetki. Wygląda na to, że ktoś porządnie przygotował tę tragedię. Mieszkamy tak blisko, a ani ja, ani żona nic nie słyszeliśmy. 64-letni Christian W. (wśród sąsiadów znany jak Benny) jeździł na tirach w Danii. Jego 51-letnia żona Alicja kilka lat temu przeszła na emeryturę. Prawdopodobnie na prośbę męża, który twierdził, że jedna pensja im wystarczy. Kiedy mąż wyjeżdżał do pracy, Alicja zostawała w domu z pasierbem. - To była normalna, porządna rodzina - mówi sąsiad, z naprzeciwka. - Byli ze sobą już wiele lat a mimo to sprawiali wrażenie, jakby właśnie się poznali. Zawsze za rękę, mili, uśmiechnięci. Niespotykanie szczęśliwe małżeństwo. Ten syn to z poprzedniego małżeństwa. Od urodzenia miał problemy z chodzeniem. Kulał. Często chodził z psem koło mojego domu. Miły chłopak. Sprawę bada policja z całego województwa oraz szczecińska prokuratura okręgowa. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 30.04.2011 r. Złodzieje zamordowali całą rodzinę 29.04.2011, 14:45 Wstrząsająca zbrodnia w Szczecinie - Dąbiu (woj. zachodniopomorskie). Trzyosobowa rodzina, wracając do domu po świętach, prawdopodobnie nakryła buszujących w ich domu rabusiów. Bezwzględni złodzieje postanowili nie zostawiać świadków. Uduszonego piłkarskim szalikiem Briana W. (29l.) znaleziono na parterze piętrowej willi. Zwłoki Alicji W. (59l.) i Benjamina W.(64l.) w sypialni na piętrze. Policję zawiadomili sąsiedzi, których zaniepokoił wyjący z głodu pies - To była spokojna, dobra rodzina. Nie wiemy co się stało, kto mógłby dopuścić się takiej potworności? - mówi wstrząśnięty Jacek Dejewski (30l.), sąsiad ofiar. Zamordowana Alicja W. wyszła za mąż za pochodzącego z Danii kierowcę autobusów. Wraz z jego lekko niepełnosprawnym synem zamieszkali w willi na przedmieściach Szczecina. Choć dom nie wygląda szczególnie zamożnie, rodzinie nie brakowało środków do życia. Nieoficjalnie wiadomo, że policjanci zastali splądrowane mieszkanie", mieszkanie i część zapakowanego do kartonów dobytku, którego rabusie nie zdołali wynieść. Wszystko wskazuje na to, że rodzina wracająca ze świąt zastała złodziei podczas Na tyłach domostwa przykuwa uwagę wielka dziura w płocie. Prawdopodobnie tamtędy uciekli mordercy. Śledczy intensywnie pracują nad wykryciem sprawców zbrodni. Za "Faktem" z dn. 29.04.2011 r. Szczecin: Złodzieje zamordowali całą rodzinę Szczecińscy policjanci nie pamietają tak makabrycznego mordu! Nieznani jak dotąd sprawcy dla kilku świecidełek, sprzętu wideo i bliżej nieokreślonej kwoty pieniędzy zamordowali z zimną krwią trzyosobową rodzinę! Do zbrodni, która przypomina scenariusz najczarniejszego kryminału, doszło w Dąbiu, prawobrzeżnej dzielnicy Szczecina. Ofiary to polsko-duńskie małżeństwo i ich syn. Zbrodnia została odkryta dzięki czujności siostry jednej z ofiar, którą zaniepokoiły nietypowo zasłonięte okna. Kobieta wezwała pogotowie i policję. Gdy do piętrowego domu weszli policjanci, w jednym z pokojów znaleźli ciała małżeństwa (64-letniego mężczyzny i 59-letniej kobiety), a w łazience zwłoki 29-letniego niepełnosprawnego syna. Został on jednak najprawdopodobniej zamordowany w garażu - uduszono go owiniętym wokół szyi prześcieradłem i przeciągnięto do mieszkania. Jego rodzice zginęli w podobny sposób, ale zanim ich uduszono, byli bici po całym ciele jakimiś ciężkimi przedmiotami. Ofiary nie żyły od kilku dni, ale dokładny czas ich śmierci zostanie ustalony po sekcji zwłok. Mordercy weszli do domu prawdopodobnie w nocy, wycinając w ogrodzeniu dziurę. Tą też drogą chcieli wynieść łupy. Według nieoficjalnych informacji dom był splądrowany, złodzieje pozostawili zapakowany w karton telewizor. - Zamordowani sąsiedzi byli wspaniałymi ludźmi! Skromni, grzeczni. Pan Beniamin jeździł do Danii z turystami. Boże, to taka spokojna dzielnica! - mówi z przerażeniem jedna z sąsiadek ofiar. Wczoraj na miejscu zbrodni pracowali śledczy kryminalni ze Szczecina i Warszawy oraz blisko pół setki policjantów, a sprawie - ze względu na liczbę ofiar i bezwzględność oprawców - nadano specjalny priorytet. Wszyscy, którzy mogą znać jakiekolwiek fakty związane z tym zabójstwem, proszeni są o kontakt z policją. Za "Super Expressem" z dn. 29.04.2011 r. Potrójne zabójstwo w Dąbiu. Nowe fakty Dodane 2011-04-28 19.37 Morderstwo w Dąbiu. Zwłoki trzech osób: niepełnosprawnego syna i jego rodziców znaleziono w czwartek w jednym z domów przy ulicy Uznamskiej. Tragedia rozegrała się w piętrowym domku przy ul. Uznamskiej w Szczecinie-Dąbiu. Ofiary nie żyją prawdopodobnie od kilku dni. Zwłoki znaleziono dzisiaj o godzinie pierwszej po południu. - Zaniepokoiło nas, że ich pies od środy tak dziwnie się zachowywał. Potem zauważyliśmy dziurę w płocie. A potem wezwaliśmy pogotowie - mówi sąsiadka. Ofiary to 59-letnia kobieta, jej 64-letni mąż oraz jego 29 letni niepełnosprawny syn. W sprawie jest na razie więcej pytań niż odpowiedzi. Dzisiaj na miejscu zabójstwa pracowało pół setki policjantów, dwóch prokuratorów, technicy kryminalni. Ciała rodziców leżały twarzą do podłogi w pokoju na piętrze. Zwłoki syna znaleziono na parterze przy łazience. Został uduszony. Na szyi miał zaciągnięta koszulę lub prześcieradło. Ślady krwi wskazują, że do zabójstwa doszło w garażu, a ciało przeciągnięto do domu. Kilkudziesięciu policjantów przeczesuje okolice szukając śladów. Niedaleko od domu jest wąskie przejście na torowisko i do lasu. To mogła być droga ucieczki sprawców. Według naszych informacji mieszkanie wyglądało jakby sprawcy je plądrowali. Ale nie wszystko zdążyli ukraść. Do kartonu był spakowany telewizor. Z komód i ścian pozdejmowano kosztowności. Choć dom wygląda skromnie, rodzina była zamożna. Nie wiadomo czy domownicy nakryli przestępców. W garażu była zaparkowana toyota land cruiser, a przed stał mercedes. 64-letni Beniamin K. woził turystów po Danii. - A jego niepełnosprawny syn często chodził z psem Trofasem po podwórku. Był bardzo sympatyczny. Wszyscy go tu lubili. Cała rodzina była bardzo sympatyczna, spokojna - mówi jedna z sąsiadek. Rodzina często wyjeżdżała na krótki odpoczynek, ostatni raz kilka dni temu. Złodzieje prawdopodobnie o tym wiedzieli i od dłuższego czasu obserwowali dom. Sąsiedzi twierdzą, że nie zauważyli jednak niczego podejrzanego. Zbieranie i zabezpieczanie śladów potrwa do późnych godzin. Poszukiwania zabójców będą kontynuowane w piątek. Dokładną przyczynę śmierci ustali sekcja zwłok, która ma się odbyć w ciągu najbliższych dni. ___________________________ Aktualizacja: piątek, godz. 10.52 Kolejne szczegóły brutalnego zabójstwa trzyosobowej rodziny w domu przy ul. Uznamskiej w Szczecinie. Żona, maż i syn zginęli od licznych ciosów ostrym narzędziem. Prawdopodobnie były to nóż lub noże. Ciosy zadawano w głowy i klatki piersiowe. Dodatkowo 29-letni Brian, niepełnosprawny syn był duszony. Gdy został znaleziony miał wokół szyi owinięte prześcieradło lub koszulę. Ślady krwi wskazują, że sprawca lub sprawcy zaatakowali go w garażu, a potem zawlekli do domu. Ciała 59-letniej Alicji W. oraz 64-letniego Christiana W. leżały w pokoju na piętrze. Dokładną przyczynę śmierci ustali sekcja zwłok. - Trwa śledztwo pod kątem zabójstwa - mówi prok. Małgorzata Wojciechowicz z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. Dziś od rana na miejscu zbrodni wciąż pracuje prokurator i policjanci. Ciała znaleziono wczoraj po godzinie 13. Natknęli się na nie członkowie rodziny zamordowanych, którzy mieszkają w pobliżu. Zaniepokoiło ich nienaturalne zachowanie psa Trofasa. Rodzina nie żyła prawdopodobnie od dwóch dni. Ostatni raz byli widziani w okolicach świąt. Prawdopodobnie na początku tygodnia wyjechali na kilka dni. W domu są ślady włamania i plądrowania. Dlatego prokuratura podejrzewa, ze motywem mógł być rabunek. Rodzina była zamożna. Za serwisem Moje miasto Szczecin z dn. 28.04.2011 r. |
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 02.05.2011 r. |
||