|
Morderstwo sióstr we Wrocławiu |
||
|
Morderstwa z regionu: Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza
|
Aktualizacja 07.11.2008 Dożywocie za podwójne zabójstwo Na kary dożywotniego więzienia skazał Sąd Okręgowy we Wrocławiu dwóch mężczyzn - Sebastiana G. i Grzegorza A., oskarżonych o zabicie ze szczególnym okrucieństwem dwóch nastoletnich sióstr. Początkowo oskarżeni przyznawali się do winy, później odwołali swoje wyjaśnienia. Wyrok nie jest prawomocny. Do bulwersującego zabójstwa doszło w kwietniu 2004 r. w mieszkaniu 17-letniej Natalii i 13-letniej Moniki Ś. Starsza z sióstr kupowała narkotyki od głównego oskarżonego Sebastiana G., którego wpuściła wraz z jego znajomymi do domu pod nieobecność matki. Zamordowaną Natalię i konającą Monikę matka znalazła nad ranem, gdy wróciła z pracy. Mimo reanimacji drugiej z sióstr nie udało się uratować. Trzecia oskarżona w procesie - Monika S - została skazana na 8 lat więzienia za rozbój, a nie jak chciał prokurator - na dożywocie za zabójstwo. Przewodnicząca składu sędziowskiego Lidia Hojeńska uznała bowiem, że nie ma dowodów na to, aby Monika S. brała udział w zabójstwie. Według sędzi, Monika S. oraz Rafał K. i Karolina L. byli w mieszkaniu sióstr w celach rabunkowych i nie brali bezpośredniego udziału w zabójstwie, jedynie się na nie godzili. Rafał K. został skazany na 8 lat, zaś Karolina L. na 6 lat więzienia. Ponadto sąd ukarał Dariusza L., brata Karoliny, za ukrywanie dowodu rzeczowego w postaci skradzionego telefonu komórkowego, który należał do zabitej 17-letniej Natalii. Mężczyzna został skazany na 10 miesięcy w zawieszeniu na 3 lata. Według sędzi Hojeńskiej, wszyscy oskarżeni od samego początku, idąc do mieszkania sióstr, mieli zamiar je okraść i wiedzieli, że one nie wydadzą dobrowolnie wartościowych przedmiotów, a zatem trzeba będzie złamać ich opór. Napastnicy zadawali swoim ofiarom cierpienie fizyczne i psychiczne znacznie przekraczające potrzebę osiągnięcia zamierzonego celu - dodała sędzia. Powiedziała, że oprawcy znęcali się nad siostrami, którym zadali kilkadziesiąt ciosów różnymi narzędziami, m.in. siedmioma nożami i butelkami. Ponadto - mówiła sędzia - oskarżeni wykorzystali zaufanie sióstr, które wpuściły napastników do mieszkania. Starsza Natalia znała Sebastiana G., od którego kupowała amfetaminę. G. zadzwonił do niej wcześniej i dowiedziawszy się, że nie ma matki, zaproponował Natalii imprezę w jej mieszkaniu z alkoholem i narkotykami. Mogli podjąć mniej drastyczne działania, zwłaszcza, że mieli i przewagę liczebną, i byli znacznie silniejsi od swoich ofiar - mówiła sędzia. Obrońca z urzędu Sebastiana G., który domagał się dla niego "humanitarnej kary, a nie dożywocia", zapowiedział, że będzie wnosić apelację. Prokurator Jacek Łęcki powiedział zaś, że nie wie czy będzie się odwoływał, bowiem sąd w znaczniej mierze podzielił jego uwagi. (reb) Za witryną WP z dn. 28.04.2006 r. Pięć osób podejrzanych o zabójstwo sióstr z Wrocławia Wrocławska policja zatrzymała sześć osób, z których pięciu postawiono zarzut zabójstwa dwóch sióstr w wieku 13 i 17 lat we Wrocławiu. Do wyjątkowo brutalnego zabójstwa doszło kilka dni temu. Jak ustaliła policja, podejrzani, w tym nieletnia, zabili swoje ofiary w celach rabunkowych. Sąd zastosował wobec wszystkich zatrzymanych trzymiesięczny areszt. Jak poinformował we wtorek rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, Ryszard Zaremba, podejrzani znali wcześniej swoje ofiary i to ułatwiło im wejście do mieszkania w celach rabunkowych. Skradzione przedmioty chcieli sprzedać, a pieniądze wydać na alkohol i narkotyki. Ostatecznie, oprócz kradzieży wartościowych przedmiotów, zabili nastolatki ostrym narzędziem w wyjątkowo okrutny sposób. "Policjanci zatrzymali czterech mężczyzn w wieku od 20 do 30 lat i dwie kobiety, w tym nieletnią. Wszyscy mieszkają we Wrocławiu. Nie pracują. Część z nich była już notowana przez policję za różne przestępstwa. Wśród zatrzymanych jest jeden paser i jemu nie postawiono zarzutu zabójstwa. Nie było go na miejscu zbrodni" - powiedział rzecznik. Zatrzymania podejrzanych rozpoczęły się 30 kwietnia i trwały do 2 maja. Sprawcy byli zaskoczeni, bardzo zdenerwowani, nie stawiali oporu. Policji udało się również zabezpieczyć część skradzionych wcześniej przedmiotów, które znaleźli w ich mieszkaniach. Teraz stanowią one dowód w sprawie. Zatrzymań dokonywali funkcjonariusze ze specjalnej grupy śledczej, która została powołana w KWP w celu wykrycia sprawców zabójstwa sióstr. Do zbrodni doszło 24 kwietnia w nocy. Ciała dziewczyn znalazła nad ranem matka, która wróciła z pracy. Ofiary zginęły w wyniku odniesionych ran. 13-latka żyła, gdy matka wróciła do domu, ale przybyły na miejsce lekarz, który podjął reanimację, nie zdołał jej uratować. Niepokojące odgłosy, krzyki sióstr, wołanie o pomoc słyszała sąsiadka z dołu, która jednak nie wezwała policji. Po zabójstwie policja apelowała, aby nie pozostawać obojętnym na tego typu sytuacje. "Gdybyśmy zostali zawiadomieni wcześniej, może zdołalibyśmy zapobiec tej zbrodni" - mówił Dariusz Boratyn z wrocławskiej policji. Dodał, że dojazd na miejsce zająłby policjantom 3-4 minuty. Kilka dni temu rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu, Leszek Karpina, wyjaśnił PAP, że nie można postawić zarzutu nieudzielenia pomocy sąsiadom, którzy słyszeli niepokojące odgłosy z mieszkania, gdyż ludzie ci nie mieli pewności, że faktycznie dzieje się coś złego. Za serwisem "Dziennika Internetowego" PAP z dn. 04.05.2004 r. oraz serwisu Onet z dn. 04.05.2004 r. Zamordowane nastolatki we Wrocławiu Wrocławska policja oficjalnie potwierdza, że w sobotę w nocy zostały zamordowane na wrocławskim Śródmieściu dwie młode kobiety. Siostry - 13- i 17-letnia - zginęły od ciosów ostrym narzędziem. Komendant miejski policji powołał specjalną grupę oficerów, która zajmuje się tylko tą sprawą. Ciała odkryła 33-letnia matka kobiet, która wracała z pracy. Według podkomisarza Dariusza Boratyna z biura prasowego dolnośląskiej policji, natychmiast na miejsce wezwano lekarza - młodsza z sióstr jeszcze żyła. Ale reanimacja nie udała się. Podkomisarz dodał, że nikt z sąsiadów nie powiadomił funkcjonariuszy o tym co się dzieje w mieszkaniu. "Słyszeli hałasy, krzyki, jednak nikt nie wezwał policji, a mogliśmy być na miejscu w ciągu kilku minut" - dodaje podkomisarz Bortyn. Policjant nie wyklucza, że szybka interwencja uratowałaby życie dziewczynek. Motywy i okoliczności zbrodni nie są znane. (uk) Za serwisem WP z dn. 26.04.2004 r. Wrocław: Dwie siostry zabite w mieszkaniu Siostry w wieku 13 i 17 lat, znalezione w sobotę martwe w mieszkaniu we Wrocławiu, zostały zabite - poinformował PAP Dariusz Boratyn z wrocławskiej policji. Obu dziewczynom zadano rany ostrym narzędziem. O tragedii poinformowała policję i pogotowie matka nastolatek, która wróciła do domu z pracy w nocy. Sąsiedzi słyszeli wołanie o pomoc, ale nie wezwali policji. Do tragedii doszło w jednym z mieszkań w Śródmieściu. Sąsiedzi przyznają, że słyszeli jak dziewczyny wzywały pomocy, a z mieszkania dochodziły bardzo niepokojące odgłosy: walenie o podłogę, bieganie, krzyki - policji jednak nie wezwali. "Nie wiem, dlaczego sąsiedzi nie wezwali policji. Tam się rozgrywała tragedia. Była noc. Gdybyśmy dostali zgłoszenie, dotarlibyśmy w trzy, cztery minuty na miejsce. Może zdołalibyśmy zapobiec temu morderstwu" - powiedział Boratyn. Gdy matka dziewczyn wezwała policję i pogotowie, 13-latka jeszcze żyła. Lekarz, który przyjechał na miejsce, podjął nawet reanimację, ale nie zdołał jej uratować. Zabite nastolatki mieszkały tylko z matką. Cała rodzina cieszyła się dobrą opinią wśród sąsiadów. Dlatego też - mówił Boratyn - wołanie o pomoc powinno być dla sąsiadów sygnałem, że natychmiast należy interweniować, pomóc, wezwać policję. Boratyn zaznaczył, że w sprawie tej prowadzone jest bardzo intensywne śledztwo. Za serwisem Onet.pl z dn. 2004 r. |
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 07.11.2008 r. |
||