|
Morderstwo studentki UJ w 1998 r. |
||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza |
Aktualizacja 06.11.2011 r. Morderca-psychopata zrobił "ubranie" ze skóry ofiary. Policja jest coraz bliżej jego złapania mil 2011-10-12, ostatnia aktualizacja 2011-10-14 17:02 Nastąpił przełom w śledztwie w sprawie brutalnego zabójstwa 23-letniej studentka UJ, Katarzyny Z. Szczątki kobiety znaleziono 13 lat temu w Wiśle w okolicach stopnia wodnego Dąbie. Sprawie nadano kryptonim "Skóra", ponieważ wyłowiono tylko ten fragment ciała - donosi Radio RMF FM. Katarzyna Z. zaginęła w listopadzie 1998 roku. Na początku stycznia 1999 roku mężczyzna żeglujący barką po Wiśle zauważył, że coś zaplątało się w jedną ze śrub i spowalnia jej obroty. Początkowo myślał, że to jakaś szmata, albo gałąź. Prawda okazała się jednak makabryczna - w śrubę zaplątała się... ludzka skóra. Należała do zaginionej Katarzyny Z. Śledczy i patolodzy byli w szoku. Okazało się, że skóra została wypreparowana tak, że można było ją na siebie włożyć. Policjanci podejrzewali, że morderca to psychopata, który chciał wejść w tożsamość ofiary. Jedno było pewne - to była osoba, która doskonale wiedziała jak preparować zwłoki i precyzyjnie oddzielić skórę od reszty ciała. Przełom po 13 latach Niecałe dwa tygodnie po ujawnieniu skóry dziewczyny, znaleziono jej nogę odciętą na wysokości kolana i fragmenty spodni. Od tamtej pory śledztwo stanęło w miejscu. Nie znaleziono pozostałych części ciała, nie zatrzymano nikogo, kto mógłby maczać palce w zbrodni. Po dwóch latach prokuratura umorzyła śledztwo i akta trafiły do szafy. Kilka miesięcy później sprawa trafiła do krakowskiego Archiwum X. Mimo niewielu śladów, po wielu latach pracy, śledczy przyznają, że wreszcie nastąpił przełom. Jak dowiedziało się Radio RMF FM, policja jest coraz bliżej złapania mordercy-psychopaty. Dziennikarze radia ustalili, że funkcjonariusze wytypowali bardzo wąski krąg kilkunastu podejrzanych. To sami mężczyźni w wieku od 35 do 58 lat. Mundurowi znają ich personalia i aktualne miejsca pobytu. Dyskretnie sprawdzono także ich alibi. RMF FM podaje także, że śledczy podejrzewają, że pozostałe fragmenty ciała Katarzyny Z., w tym głowa, zostały ukryte. Policjanci mają zacząć ich szukać w ciągu kilku dni. Za serwisem Policyjni.pl z dn. 12.10.2011 r. Kraków. Sprawa zamordowanej Katarzyny Z. nadal nie rozwiązana 2010-09-23 16:25, aktualizacja: 2010-09-23 16:25:59 Katarzyna Z. zaginęła w listopadzie w 1998 roku w Krakowie. Jej ciało, a właściwie fragmenty skóry, tkanki miękkiej i kończyn dolnych wyłowiono z Wisły w styczniu 1999 roku w krakowskim porcie rzecznym.Sprawie nadano kryptonim "Skóra". Zbrodnia ta nie ma precedensu w historii kryminalistyki światowej. Ofiarą była dwudziestotrzyletnia studentka UJ, mieszkanka Krakowa. Ofiara została pozbawiona skóry, którą psychopata wypreparował i pozbawił tkanki tłuszczowej "projektując" z niej swoiste odzienie, tak jakby chciał wejść w tożsamość swej ofiary. Spekulowano, iż sprawca zbrodni mógł opierać się na scenariuszu filmu "Milczenie owiec". Jedyne co przez tyle lat udało się ustalić specjalistom z dużym prawdopodobieństwem-to, iż zabójcą z pewnością był mężczyzna i popełnił tę zbrodnie na tle seksualnym. Mimo tego, iż minęło tak wiele lat, w sprawie nadal niewiele wiadomo. Kilkakrotnie pojawiały się publicznie informacje o bliskim rozwiązaniu tej sprawy, jednak śledztwo nadal nie przynosiło żadnego efektu. Masa pytań dotyczących tej potwornej zbrodni nadal czeka na odpowiedź. Czy zabójcą był tylko jeden człowiek i czy był mieszkańcem Krakowa? Czy było więcej ofiar tego zwyrodnialca? Tego typu pytania można mnożyć w nieskończoność. Od kilku lat sprawa Katarzyny Z. jest w jednym z głównych punktów zainteresowania specjalnego wydziału krakowskiej policji, powołanego do rozpracowywania niewyjaśnionych i umorzonych śledztw w wyniku niewykrycia sprawców bądź braku dowodów popełnienia przestępstwa. Wydział ów, w przenośni nazywany "Archiwum X", formalnie nosi nazwę "Międzywydziałowy zespół ds. nie wyjaśnionych". Jest to zespół kilku wybitnych, doświadczonych oficerów, którzy zajmują się pracą operacyjno-śledczą. Za serwisem Wiadomości24 z dn. 23.09.2010 r. Najbardziej tajemnicza zbrodnia w Krakowie (2) 2008-11-15, Aktualizacja: 2008-11-15 07:30 Polska Gazeta Krakowska Marek Bartosik W oczach ludzi, którzy zetknęli się z tą sprawą, nawet teraz bez trudu można odnaleźć strach. - Ja przez cztery lata bałam się potem wyjść sama na ulicę po czwartej po południu. Rozumie pan to?! Więc nie chcę rozmawiać - powie jedna z osób związanych ze śledztwem, zanim zamknie przed dziennikarzem drzwi. Policyjna grupa, od początku śledztwa w sprawie zamordowania ze szczególnym okrucieństwem Katarzyny Z., pracowała pod presją obawy, że morderca może znowu zaatakować. 31 maja 1999 r., a więc niemal pięć miesięcy od znalezienia fragmentów ciała dziewczyny, policjanci weszli do małego domku w Brzyczynie w gminie Mogilany pod Krakowem. Znaleziono tam rozkawałkowane zwłoki mężczyzny. Skóra z jego głowy była zdjęta - leżała obok zszyta nitką w maskę. Zabójcą był syn ofiary. Zakładał maskę na głowę, by przed swym dziadkiem... udawać ojca. Ta makabra musiała zostać skojarzona ze sprawą Katarzyny Z. Same przypadki rozkawałkowania zwłok są stosunkowo częste. W ciągu ostatnich 40 lat zdarzyło się ich w Krakowie i regionie 24. Jednak zdjęcie fragmentów skóry jest o wiele rzadsze. Według danych Zakładu Medycyny Sądowej UJ, w tym samym czasie odnotowano zaledwie jeden taki przypadek, w 1983 roku. A teraz, w ciągu pół roku, zdarzył się już drugi! W dodatku sprawca - Rosjanin, który przyjechał do Polski w 1991 r. z Nalczika - od 1992 r. studiował na UJ psychologię. Na tym wydziale niewiele wcześniej uczyła się Katarzyna Z. Czy to mógł być przypadek? Są ludzie, którzy do tej pory nie mogą w to uwierzyć. Policjanci przyznają, że w 1999 roku mieli wielką pokusę, by Władimirowi W. przypisać także zamordowanie Katarzyny Z. Ale zabrakło dowodów i przekonania. Rosjanin został skazany za jedno zabójstwo i teraz odbywa karę w swojej ojczyźnie. Podobnych alarmów, kiedy śledczym wydawało się, że są blisko zabójcy Katarzyny Z., było jeszcze kilka. Ekipa śledcza postawiona została na nogi, kiedy w okolicach Kleparza zaczęto szeptać, że mężczyzna znany tam pod ksywą "Łapa", chwalił się, że miał w domu ludzką skórę. Niemal natychmiast po uzyskaniu tej informacji policja przeprowadziła u niego rewizję. Bez skutku. We wrześniu 1999 r. pojawiła się kolejna elektryzująca informacja. Tym razem chodziło o mężczyznę, który w 1983 r. zabił żonę i syna. Ciało chłopca podzielił na 9 części, a z głowy żony zdjął skórę. Został umieszczony w zakładzie psychiatrycznym. Ale w końcu marca 1998 r., czyli kilka miesięcy przed zaginięciem Katarzyny Z., został z Kobierzyna wypuszczony. Jednak kiedy policjanci do niego dotarli, zobaczyli, że jest w fatalnym stanie i nie byłby zdolny do zamordowania studentki. Mnóstwo czasu zajęło ekipie śledczej wyjaśnianie informacji o pewnym mieszkańcu krakowskiego Kazimierza. Poszlak wskazujących, że Robert J. może być mordercą pojawiło się sporo. Leczył się psychiatrycznie. Nienawidził kobiet. Jedną z sąsiadek obserwował przez lornetkę, aż musiała założyć w oknie żaluzje. Chodził za nią, pisał do niej wulgarne listy. Bała się go. Okazało się też, że mężczyzna kupuje damską bieliznę i lubi wieczorne spacery nad Wisłą. Niektórzy jego sąsiedzi zeznawali, że gdy tylko usłyszeli informacje o losie Katarzyny Z., natychmiast pomyśleli, że może to Robert J. jest sprawcą. Śledztwo jednak tego nie potwierdziło. W lipcu 1999 r. rodzina mogła pochować szczątki Katarzyny Z. Na pogrzeb przyszło wielu jej rówieśników z czasów szkolnych. Z upływem lat na grobie dziewczyny we Wszystkich Świętych pojawia się coraz mniej zniczy świadczących o tym, że ktoś poza rodziną pamięta o jej losie. - Mnie ta sprawa do dziś nie daje spokoju - mówi jednak dr Tomasz Konopka z Zakładu Medycyny Sądowej. Był pierwszym lekarzem, który widział szczątki Katarzyny Z. Nie może zwłaszcza pojąć po co ktoś zadał sobie tyle trudu, by zdjąć z ofiary całą skórę. Razem z kolegami z Zakładu zastanawiał się nawet, czy inspiracją nie mógł być artykuł, jaki ukazał się krótko przed zaginięciem dziewczyny w jednej z gazet. Opisany był tam i sugestywnie zilustrowany mit św. Bartłomieja, który przed ukrzyżowaniem został obdarty ze skóry. Co do przyczyn śmierci Katarzyny Z. dr Konopka ma własną teorię. - Na znalezionej przy stopniu wodnym Dąbie nodze stwierdziłem złamania bardzo podobne do takich, jakie mają ofiary wypadków drogowych. Może więc Katarzyna Z. zginęła w wyniku takiego wypadku, potem ktoś, może np. Władimir W., znalazł jej ciało i zdjął skórę? - zastanawia się. Prowadzący śledztwo uważają jednak, że jego teoria ma poważną słabość: nie można wykluczyć, że wspomniane złamania powstały po śmierci, gdy noga znalazła się w maszynerii zabezpieczającej stopień Dąbie przed przedostawaniem się do turbin konarów i opon pływających w rzece. Dr Konopka ma jednak dodatkowy argument. Kilka lat temu natrafił w specjalistycznej literaturze na opis rozstępów pourazowych. Pojawiają się na skórze ofiary wypadku obok ran zadanych przez pędzący z szybkością ponad 80 km/h samochód, albo po upadku z dużej wysokości. - Proszę popatrzeć - mówi lekarz i pokazuje dwie fotografie. Na jednej widać w silnym zbliżeniu fragment skóry z nogi Katarzyny Z. Na drugim krawędź odpowiadającego mu, równo obciętego kawałka uda. Znalezione zostały w różnych miejscach, ale rozstępy widać na obu. Czy to oznacza, że noga została odcięta po takim urazie? Prokuratorskie śledztwo we wrześniu 2000 r. zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawcy. Policja swojego śledztwa nie przerwała.Prowadzi je Archiwum X, specjalna jednostka w Komendzie Wojewódzkiej. Dawni znajomi ofiary najchętniej by zapomnieli o tragedii. Podobno Katarzyna Z. miała na dłoni wykreśloną bardzo krótką linię życia. Tylko czy to zwalnia nas z szukania odpowiedzi na pytanie, kto je zakończył? Za serwisem Nasze Miasto Kraków z dn. 15.11.2008 r. Najbardziej tajemnicza zbrodnia w Krakowie (1) 2008-11-14, Aktualizacja: 2008-11-14 22:39 Polska Gazeta Krakowska Marek Bartosik Nie ma wątpliwości, że to bezprecedensowa zbrodnia w historii polskiej i światowej kryminalistyki. Niestety, w kategoriach historycznych nie można o niej pisać. Śledztwo trwa, bo nadal nie wiadomo, kto zabił i okaleczył ciało Katarzyny Z. W środę minęło 10 lat od dnia kiedy dziewczyna zaginęła. Jej los pozostaje wyrzutem sumienia Krakowa. 12 listopada 1998 r. Katarzyna była umówiona po południu z matką w Nowej Hucie. Jedna po zajęciach na uczelni, druga po pracy, miały razem pójść na wizytę u lekarza. Dziewczyna w poczekalni nie pojawiła się. Zniknęła. Poszukiwania nic nie dały. Pewnie zostałaby w policyjnych statystykach jako zaginiona, gdyby nie przypadek. 6 stycznia 1999 r. Mieczysław M., kapitan pchacza Łoś żeglującego po Wiśle, siedział w sterówce. Było po szesnastej, robiło się ciemno, a on był zajęty manewrem cumowania transportowanej barki z kruszywem do nabrzeża Wisły na Zabłociu. Nagle obroty śruby pchacza gwałtownie spadły. Z 1400 do gdzieś 800 na minutę. Zaklął i pomyślał: "znowu jakieś drzewo albo opona", bo wypadki zablokowania pchacza, którego śruba z łatwością wciągała nieczystości z dna, były właściwie codziennością. Dał całą wstecz. Nie pomogło. Usuwanie blokady zostawił na dzień następny. Nie wiedział, że będzie to najbardziej niesamowity dzień w jego trzydziestoletniej karierze marynarza. Od rana razem z mechanikiem i marynarzem zaczęli rozkręcać elementy pchacza, by dostać się do śruby. Kiedy zobaczyli przyczynę zablokowania śruby, początkowo nie wiedzieli co to jest. - Dopiero jak zobaczyłem kawałek ucha ze śladem przekłucia na kolczyk, dotarło do mnie, że to przecież ludzka skóra - opowiada dziś kapitan. Za chwilę na pchaczu byli policjanci. We wstępnej notatce napisali, że lekarz medycyny sądowej wstępnie wykluczył "rozkawałkowanie ciała przez osoby trzecie". - Tak było - przyznaje dzisiaj dr Tomasz Konopka - ale zaraz jak rozłożyliśmy skórę, było jasne, że nie mogła jej ściągnąć z ciała śruba pchacza. Od tego momentu policjanci wiedzieli, że mają do czynienia ze sprawą bezprecedensową. Zaczęli od sprawdzania przypadków zaginięć. Przeszukiwano koryto i brzegi Wisły. Długo bez żadnego efektu. Ale 14 stycznia na kracie, która zatrzymuje nieczystości, wśród konarów i śmieci, które Wisła osadza na stopniu wodnym, dostrzeżono ludzką nogę obciętą w kolanie i fragmenty spodni. W miejscach nacięć idealnie pasowała do skóry. Po fragmentach odzieży policjanci zorientowali się, że zmasakrowane ciało należało do Katarzyny Z. W kwietniu ten domysł potwierdziły badania DNA. Trwała już akcja na szeroką skalę. Utrzymywana była w głębokiej tajemnicy. - Było jasne, że zbrodnia miała motyw seksualny. Istniało więc ryzyko, że wkrótce przestępca powtórzy atak - tłumaczy prof. Józef K. Gierowski, psychiatra z UJ, który był jednym z ekspertów w śledztwie. Przez kolejne miesiące i lata pojawiło się wiele tropów i hipotez, które miały wyjaśnić, jak i dlaczego zginęła Katarzyna Z. Problemy były olbrzymie, bo szczątki ofiary długo leżały w wodzie, nie wiadomo było kiedy i gdzie trafiły do Wisły. Sprawca nie zostawił na nich śladów. Wydawało się, że będzie można do niego dotrzeć szczegółowo badając życie ofiary. Było to skomplikowane. Okazało się, że przez ostatnie dwa tygodnie dziewczyna wychodziła z rodzinnego mieszkania na zajęcia przy Rynku i ul. Grodzkiej, ale w nich nie uczestniczyła. Co wtedy robiła? - Widziałam ją raz, na pierwszych zajęciach z etnologii religii, bo na kolejne już nie przyszła. Miała rozjaśniane i kręcone włosy, luźny ciemny sweter. Usiadła w ostatniej ławce, robiła wrażenie zamkniętej w sobie. Chyba dlatego ją zapamiętałam - wspomina Dominika Zakrzewska- Bernasik, która prowadziła ćwiczenia dla studentów religioznawstwa. To był już trzeci kierunek studiów Katarzyny Z. Musiała być zdolna, bo po maturze dostała się na obleganą psychologię. Po jednym semestrze zrezygnowała. W następnym roku dostała się na historię. I znowu się poddała. Uczyła się jeszcze w szkole pomaturalnej, a potem wybrała religioznawstwo. Kluczem do zrozumienia postawy dziewczyny może być ciężka choroba i śmierć jej ojca. Związane z tym wydarzenia miały wpłynąć na zdrowie dziewczyny. Jej zaginięcie nastąpiło, gdy wydawało się, że czuje się lepiej. Była osobą, która z trudem nawiązywała kontakty. Utrzymywała je tylko z dwiema koleżankami z liceum. Im też niewiele istotnego o sobie mówiła. Nie używała alkoholu. Jedyną jej pasją była muzyka Grateful Dead, kalifornijskiego zespołu, który był idolem hippisów i grał psychodeliczną odmianę rocka. Kiedy Katarzyna zaginęła, matka powiadomiła policję i sama zaczęła szukać jedynaczki. Rozwieszała plakaty, zwróciła się o pomoc do jasnowidzów. Trafiła do Grzegorza Bohosiewicza, prywatnego detektywa. - Zrobiliśmy wszystko, co się dało - opowiada dziś. Interesował się ludźmi, z jakimi dziewczyna nawiązała kontakty na muzycznej giełdzie w klubie studenckim "Pod Przewiązką". Chodziła tam ze szkolną koleżanką w poszukiwaniu nagrań Grateful Dead. Tydzień przed zaginięciem zamówiła kolejne kasety, ale już ich nie odebrała. Detektyw sprawdzał też informacje z telefonów, jakie matka dostawała po rozwieszeniu plakatów. Bez skutku. Jeden z mężczyzn dzwonił dwa razy. Mówił, że dziewczyna "szlaja się po pubach w Zakopanem". Chciał spotkać się z matką wieczorem na Rynku. Detektyw odradził jej to. Myślał, że oszust chce wyłudzić pieniądze. - To mógł być błąd, stracona jedyna okazja nawiązania kontaktu z mordercą. Sprawcy przestępstw seksualnych często próbują przerzucić odpowiedzialność za zbrodnię na ofiarę. Wmówić, że zamordowali, bo ona była taka i owaka. Stąd mogły paść te słowa o szlajaniu się - mówi jednak jeden z policjantów. Ostatniego maja 1999 r. wydawało się sprawa się wyjaśniła, bo morderca znów zaatakował. I był w rękach policji. Za serwisem Nasze Miasto Kraków z dn. 14.11.2008 r. Wizytówka ze skóry Ludzie / Archiwum X. Śledztwa po latach Piotr Pytlakowski, Piotr Litka Studentka religioznawstwa z Krakowa Katarzyna Z. zaginęła w listopadzie 1998 r. Odkryto, że została zamordowana. Kolejne wątki śledztwa prowadziły donikąd. Wiadomo, że sprawca to psychopata, który czerpał wzory z filmu "Milczenie owiec". Kiedy popełni błąd? 7 stycznia 1999 r. w turbinie jednej z barek pływających po Wiśle na wysokości Krakowa znaleziono ludzką skórę. Wkręciła się w łopaty wirnika i zablokowała silnik. Tydzień później na kracie zbierającej odpady przy elektrowni na stopniu wodnym Dąbie znaleziono fragmenty damskiej odzieży i ludzką nogę. Po dokonaniu analiz okazało się, że znalezione szczątki to części ciała i ubrania studentki Kasi. W kryminalistyce używa się pojęcia wizytówka mordercy. W tym przypadku wizytówką była skóra zdarta z ofiary. Sprawca dokonał swego dzieła w sposób metodyczny. Skórę naciął w odpowiednich miejscach, potem ją ściągnął nie uszkadzając. W protokole opisano znalezisko: "ludzka skóra z przedniej części korpusu bez tkanek kostnych z widocznym pępkiem i fragmentem owłosienia łonowego". Uznano, że sprawca przez jakiś czas używał skóry jako fetyszu, zakładał ją na siebie. Niczego więcej nie udało się ustalić. Śledztwo Od początku było pewne, że straszliwa zbrodnia nie została popełniona w afekcie i nie była wynikiem przypadkowych okoliczności. Należało ustalić motyw. Aby określić profil poszukiwanego sprawcy, najpierw trzeba dowiedzieć się wszystkiego o ofierze. Z kim się przyjaźniła, z kim była w konflikcie? Czy miała narzeczonego? Gdzie bywała? Kto ją widział tuż przed zaginięciem? Kasia studiowała najpierw na Wydziale Psychologii UJ, potem na historii, aby przenieść się na religioznawstwo. Znajomi opisywali ją jako dziewczynę skrytą, zamkniętą w sobie, mającą skłonność do popadania w depresję. Bliski kontakt utrzymywała z kilkoma koleżankami, ale nawet one niewiele mogły wnieść do śledztwa, bo Kasia nigdy nie była wylewna, rzadko zwierzała im się ze swoich kłopotów. Ustalono, że od pewnego czasu fascynowała się zespołem Grateful Dead grającym psychodeliczną odmianę rocka. Bywała na giełdzie płytowej w krakowskim klubie Pod Przewiązką. Tam jeden z bywalców dostarczał jej kasety magnetofonowe z muzyką jej ulubionej grupy. Śledczy dotarli do tego mężczyzny i sprawdzili jego alibi. Nie miał nic wspólnego ze śmiercią dziewczyny. Bardzo dokładnie sprawdzano też jednego z członków załogi barki, w której turbinie znaleziono skórę zamordowanej. Pewne okoliczności sugerowały bowiem, że mógł mieć coś wspólnego ze sprawą. Szybko jednak wykluczono ten trop. Podobnie jak wątki związane z najbliższym otoczeniem dziewczyny. Śledztwo utknęło w martwym punkcie. W takich przypadkach, a szczególnie kiedy zbrodnia jest tak makabryczna i bulwersująca, sprawy nigdy nie odkłada się na półkę. Dochodzenie przejęła grupa policjantów z krakowskiego Archiwum X. Seryjni Oficerowie z Archiwum X to doświadczeni śledczy. Korzystają z bogatego zaplecza środków technicznych, współpracują z genetykami, psychologami, antropologami. Konsultują się z autorytetami nauk kryminalistycznych. W przypadku zbrodni na Katarzynie Z. taka metodologia jest szczególnie uzasadniona. Sprawca nie miał bowiem motywu bezpośredniego. Nie dokonał aktu zemsty, nie działał pod wpływem afektu. Dlaczego na ofiarę wybrał właśnie tę dziewczynę - to zapewne jedyny czynnik przypadkowy w tej sprawie. Inne okoliczności sugerują, że do popełnienia swego czynu przygotowywał się długo, posiadał odpowiednie narzędzia, opracował dokładną logistykę - gdzie ciało rozczłonkuje, gdzie się go pozbędzie. I wiedział, że świadkiem zbrodni będzie tylko jedna osoba - on sam. Przyjęto, że sprawca prawdopodobnie jest seryjnym zabójcą. Dla szybkiego zakończenia śledztwa to najgorsze rozwiązanie. Seryjnych najtrudniej namierzyć. Mają dwa życia. Oficjalne, przykładne, często u boku rodziny i poza wszelkimi podejrzeniami. Ale to maska. Ich prawdziwe oblicze ujawnia się rzadko, czasem co kilka lat, czasem co kilka miesięcy. Atakują niespodziewanie, potem znikają. Zostawiają mało śladów. Jednym z nich jest wspomniana wyżej wizytówka mordercy. Śledczy szukali więc (i nadal szukają) przypadków, kiedy sprawca pozostawił podobną wizytówkę - obdarł ofiarę ze skóry. Mógł to uczynić z powodów natury seksualnej, bo taki rodzaj zbezczeszczenia zwłok go podniecał. I jeszcze jedno. Określenie "seryjny" dotyczy też debiutanta, człowieka, który popełnił dopiero pierwszą zbrodnię. Po niej mogą nastąpić kolejne. Ale czy nastąpią i kiedy? I jak go powstrzymać? Takie pytania muszą towarzyszyć śledztwom w takich sprawach. Kwestia bowiem jest naprawdę dramatyczna - w cieniu ukrywa się niebezpieczny szaleniec. Trzeba go szukać, ale nikt nie wie gdzie. Wytypowani Odkurzono stare sprawy. Jedną z lat 80. ubiegłego wieku. Sprawca zabił żonę i syna. Ich ciała pociął. Z głowy żony zdarł skórę. Część zwłok wyrzucił do Wisły (rzecz działa się także w Krakowie). Potem trafił na zamknięty oddział szpitala psychiatrycznego. Wyszedł stamtąd w 1998 r. W czasie kiedy zamordowano Kasię, był wolnym człowiekiem. Dokładnie sprawdzono jego alibi. Wykluczono jego udział w zbrodni. Zbadano wiele podobnych historii. Szukano starych spraw, zabójstw dokonywanych w podobnych okolicznościach, kiedy sprawcy odcinali swoim ofiarom głowy, zdzierali skórę z ciała, a rozczłonkowane części zwłok ukrywali w różnych miejscach. Dokładnie sprawdzano, czy osoby mające związek ze sprawami z przeszłości są na wolności, co robiły w czasie, kiedy zginęła Katarzyna. Żaden z tych tropów nie okazał się właściwy. Pod koniec maja 1999 r. (a więc prawie pół roku po znalezieniu szczątków studentki) policjanci z Archiwum X dostali wiadomość, że w pewnej miejscowości pod Krakowem dokonano podobnej zbrodni. Ofiarą był mężczyzna, Rosjanin pochodzący z Kaukazu, Witalij W. Od lat mieszkał w Polsce wraz z ojcem i swoim synem. Zabójcą okazał się syn ofiary, 26-letni Władimir. Przesłuchany przyznał się. Ojca zaatakował w piwnicy. Próbował obezwładnić go paralizatorem, a kiedy ten okazał się nieskuteczny, użył metalowego wkrętaka ze spiłowaną na ostrze końcówką. Zadał kilkanaście ciosów. Potem metodycznie i przez wiele godzin bezcześcił zwłoki. Zdjął skórę z kawałka pleców i twarzy zmarłego (wraz z włosami). Potem odciął głowę. Próbował zrobić to skalpelem, następnie użył łopaty, tzw. sztychówki. Głowę wyrzucił w krzaki. Ciało powiesił tułowiem do dołu. Tak pozostawione zwłoki miały symbolizować odwrócony krzyż. Maska Skórę z głowy ojca zszył zwykłymi nićmi. Zrobił z niej coś w rodzaju maski. Nałożył tę maskę na swoją twarz, włożył na siebie ubranie ojca i usiadł na ławce przed domem. Nad ranem ujrzał go na tej ławce dziadek. Początkowo pomyślał, że to nie wnuk, ale syn Witalij siedzi pod drzewem. Dopiero później rozpoznał wnuka i zawiadomił policję. Władimir W. zamordował swojego ojca z niejasnych powodów. Twierdził, że ojciec był człowiekiem bez wartości. Podejrzewano, że motyw tej zbrodni kryje się w przeszłości, w czymś, co zdarzyło się, kiedy rodzina W. żyła na Kaukazie. Tę tezę uprawdopodobniło zeznanie uzyskane od mieszkającej w Rosji matki sprawcy Ludmiły W. Opowiedziała o zdradzie popełnionej przed laty przez ojca chłopaka. Miał zostać przyłapany w łóżku z córką przyjaciół rodziny W. To był moment, który zaważył na przyszłości, Władimir znienawidził wtedy ojca i poprzysiągł zemstę. Istotny był jeszcze jeden fakt. Przed laty na Kaukazie chłopak uczestniczył w rytualnym zabijaniu barana. Własnoręcznie poderżnął mu gardło i obdarł ze skóry. W tamtej części świata ofiara z barana złożona przez chłopca pasuje go na mężczyznę. Władimir stał się mężczyzną, bo z baranem uporał się szybko i fachowo. Śledczy uznali, że Władimir W. mógł być sprawcą zabójstwa Katarzyny Z. W jego biografii wykryto nawet moment, kiedy mógł poznać tę dziewczynę. Studiował najpierw medycynę, potem przeniósł się na psychologię. W tym samym czasie ona też studiowała na tym wydziale. Władimir W. nie przyznał się do udziału z zabójstwie Kasi. Twierdził, że jej nie znał. Wobec braku dowodów śledczy zrezygnowali z tego wątku. Sąd za zabójstwo ojca skazał Władimira W. na 25 lat więzienia. Oczekiwanie Zagadka makabrycznej śmierci Katarzyny Z. wciąż pozostaje nierozwikłana. Policjanci z Archiwum X konsultowali się w tej sprawie z kolegami z policji kilkunastu państw. Dowiadywali się o podobne przypadki. Okazało się, że tak precyzyjne obdarcie ze skóry to ewenement. A to oznacza, że wykrycie sprawcy może być szczególnie trudne. Chyba że znów w podobny sposób zaatakuje i popełni jakiś błąd. Za "Polityką" z dn. 07.04.2007 r. Nowy ślad w sprawie zabójstwa i zdjęcia skóry ze zwłok studentki Nowy ślad pojawił się w śledztwie dotyczącym zabójstwa i zdjęcia skóry ze zwłok krakowskiej studentki na początku 1999 roku. Zdaniem policji, może on mieć przełomowe znaczenie w śledztwie. "Rzeczywiście, znamy pewne nowe okoliczności tej sprawy i cały czas nad nią pracujemy" - powiedział PAP w piątek rzecznik małopolskiej policji podinspektor Dariusz Nowak. Odmówił jednak podania bliższych szczegółów. Poinformował jedynie, iż policja ma nadzieję, że ślad ten będzie miał decydujące znaczenie dla sprawy. O sprawie nie wie jeszcze krakowska prokuratura, która dwa lata temu umorzyła postępowanie w tej sprawie z powodu niewykrycia sprawcy. Według lokalnego wydania "Super Expressu", jaki ukazał się w piątek w Krakowie, chodzi o nowy ślad biologiczny wyodrębniony z fragmentu ubrania. Sprawa dotyczy wyłowionych z Wisły na początku 1999 roku fragmentów ciała 23-letniej studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Fragment skóry wkręcił się w śrubę pogłębiarki. Później przez cały tydzień wyławiano z rzeki fragmenty ciała. Były to głównie fragmenty skóry, kończyn dolnych i tkanek miękkich. Na podstawie badań materiału genetycznego ustalono, że ofiarą jest zaginiona w listopadzie 1998 roku 23-letnia studentka UJ Katarzyna Z. Wyłowione z rzeki fragmenty skóry były fachowo odcięte i wypreparowane oraz pozbawione tkanki tłuszczowej. W lipcu 2000 roku ujawniono, że przy szczątkach znaleziono ślady biologiczne nie pochodzące od ofiary. Wykorzystano je do weryfikacji osób znajdujących się w kręgu podejrzeń. Nie przyniosło to jednak żadnych efektów i w październiku 2000 roku śledztwo zostało umorzone. Prokuratura podkreślała, że w przypadku pojawienia się nowych okoliczności lub dowodów śledztwo może być podjęte na nowo. Przestępstwo zabójstwa ulega przedawnieniu po 30 latach. Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 20.10.2002 r.
|
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 30.10.2002 r. |
||