Morderstwo taksówkarza z Rydułtów na Śląsku

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

 

Aktualizacja 26.11.2010

Dożywocie dla mordercy

wtorek, 10 maja 2005 , nr 19 (276)

Na karę dożywotniego pozbawienia wolności skazany został Marek Sz. za zabójstwo taksówkarza dokonane w grudniu 2003 r. w Rydułtowach. Jego wspólniczkę, Patrycję F. sąd skazał na 25 lat więzienia. Orzekł też pozbawienie praw publicznych sprawców morderstwa na 10 lat. Wyrok nie jest prawomocny.

Prokuratura nie będzie kwestionować tego wyroku, bo jest on zgodny z naszymi wnioskami - mówi Józef Pałka, prokurator rejonowy. Przypuszczamy, że z wnioskiem o apelację wystąpi obrona. Wyrok, który zapadł jest surowy, sąd w pełni podzielił stanowisko prokuratury co do kwalifikacji prawnej czynu i ustalonych okoliczności.

Akt oskarżenia przeciwko Markowi Sz. i Patrycji F. został skierowany w czerwcu 2004 r., wyrok zapadł po kilkumiesięcznym procesie pod koniec kwietnia 2005 r. Prowadzący śledztwo prokurator Wojciech Janiec podkreślał w akcie oskarżenia, że zbrodnia została zaplanowana, a sprawcy działali w zamiarze pozbawienia swojej ofiary życia. Wielość obrażeń stwierdzonych u zamordowanego wskazuje na szczególne okrucieństwo sprawców. Okoliczności te z pewnością miały wpływ na wysokość kary wymierzonej przez sąd. Do zbrodni doszło w drugi dzień Bożego Narodzenia 2003 r. Taksówkarz został wezwany telefonicznie przez klienta i około 17.00 wyjechał z domu. Nie wrócił ani tego wieczora, ani następnego dnia. Zaniepokojona rodzina po bezskutecznych poszukiwaniach zawiadomiła policję. Ciało zamordowanego taksówkarza znaleziono 28 grudnia w piwnicy domu przy ul. Sikorskiego w Rydułtowach. Jeszcze tego samego dnia zostali zatrzymani sprawcy zbrodni - Marek Sz. i Patrycja F. Ujęto ich na stacji benzynowej w Raciborzu.

Oboje przyznali się do winy

Marek Sz. to recydywista, odsiadywał już wyrok za kradzieże, a więzienie opuścił w maju 2003 r. Po wyjściu z kryminału zamieszkał u brata w Gaszowicach, ale w grudniu przeniósł się do domu w Rydułtowach, który wraz z braćmi odziedziczył po rodzicach. Wprowadziła się do niego jako lokatorka Patrycja F. Razem zaplanowali zwabienie do domu i ograbienie jednego z taksówkarzy. Do realizacji tego planu przystąpili 26 grudnia 2003 r. Patrycja F. zadzwoniła do jednego z wytypowanych taksówkarzy, a gdy ten nie przyjął kursu zwróciła się do następnego. Gdy przyjechał on na postój w pobliżu rydułtowskiego rynku do auta wsiadł Marek Sz. i zlecił przejazd do domu przy ul. Sikorskiego. Po dotarciu na miejsce zwabił taksówkarza do budynku pod pozorem przeniesienia telewizora. Wewnątrz czekała już Patrycja F. Gdy mężczyzna wszedł do środka Marek Sz. uderzył go kilka razy w głowę. Napadnięty upadł na podłogę, wtedy napastnik związał mu ręce na plecach - najpierw taśmą klejącą, potem sznurkiem. W tym czasie Patrycja F. uderzyła ofiarę w głowę metalową rurką. Potem podała ją współnikowi, który zrobił to samo. Jednak taksówkarz nadal dawał oznaki życia. Marek Sz. zaciągnął go więc do piwnicy i tam założył mu na szyję tzw. krępulec ze sznurka, który zaciągnął przy pomocy trzonka młotka. Aby krępulec nie uległ rozluźnieniu położył na trzonku ciężki kanister. Tymczasem Patrycja F. usuwała ślady krwi w mieszkaniu a swoje pobrudzone ubranie wrzuciła do wanny. Marek Sz. poszedł do samochodu i usunął podświetlane oznaczenie taksówki oraz taksometr. Zabrał też saszetkę z dokumentami i kwotą 1000 zł oraz telefon komórkowy. Oboje pojechali tym samochodem do Kietrza, gdzie Marek Sz. spotkał się ze swoją dziewczyną. Postanowili we troje pojechać do dyskoteki Manhattan, by się zabawić. Wrócili do domu następnego dnia. Marek Sz. zszedł do piwnicy i odciął nożem palec taksówkarza z obrączką, którą zabrał. Sprawcy zbrodni również tego dnia pojechali na dyskotekę, gdzie bawili się do rana. Potem Marek Sz. porzucił skradzioną taksówkę w Raciborzu.

Akt oskarżenia zarzucał Markowi Sz. również inne przestępstwa. W nocy z 8 na 9 grudnia 2003 r. w Rydułtowach włamał się do kilku samochodów - volkswagena golfa, fiata 126p i opla kadeta. Z malucha zabrał radioodtwarzacz. Opla próbował ukraść, ale nie zdołał pokonać blokady kierownicy. Dokonał natomiast zaboru golfa o wartości 9 tys. zł. Tej samej nocy napadł kobietę, uderzył ją pięścią i ukradł 30 zł. W grudniu brał udział w Kietrzu w pobiciu mężczyzny, któremu skradł zegarek o wartości ok. 1000 zł. Włamał się też do punktu złomu, skąd zabrał 500 zł i ukradł rower górski wartości 1500 zł. W listopadzie w Kozłówkach na Opolszczyźnie włamał się do budynku mieszkalnego i skradł mienie o wartości 1500 zł. Marek Sz. w trakcie śledztwa negował jedynie swój udział w dwóch pobiciach. Prokuratura postawiła również Markowi Sz. i Patrycji F. zarzuty udzielania środków odurzających małoletniej.

Aktem oskarżenia objęto także Tomasza K., któremu postawiono zarzuty paserstwa. Przyjął on od Marka Sz. głośniki samochodowe i wzmacniacz pochodzące z kradzieży. Co prawda nie przyznawał się do winy, ale skradzione przedmioty znaleziono w jego mieszkaniu. Sąd wymierzył mu grzywnę w wysokości 50 stawek dziennych i ustalił wysokość jednej stawki na 10 zł.

(jak)

Za "Nowinami" z dn. 10.05.2006


Narkomani zamordowali taksówkarza ze Śląska

62-letni taksówkarz z Rydułtów na Śląsku, który zaginął w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, nie żyje. Z ustaleń policji i prokuratury wynika, że zamordowało go dwoje młodych narkomanów.

Odpowiedzą za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Grozi im od 12 lat więzienia do dożywocia.

"Zarzuty współsprawstwa w zabójstwie taksówkarza, dokonanym ze szczególnym okrucieństwem, postawiliśmy 22-letniemu Markowi Sz. z Rudułtów i jego znajomej, 18-letniej Patrycji F. z pobliskiego Pszowa" - powiedział prokurator rejonowy w Wodzisławiu Śląskim, Józef Pałka.

Oboje zatrzymani należą do środowiska narkomanów, Marek Sz. był wcześniej karany za rozboje. Patrycję F. poznał kilka dni wcześniej. Z jego relacji wynika, że to dziewczyna namówiła go do zbrodni. Potrzebowali pieniędzy, prawdopodobnie na narkotyki. Marek Sz. nie pracuje i nie uczy się. Żyje z renty po rodzicach w wysokości 1.200 zł. Patrycja F. również nie uczy się i nie pracuje.

W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia dziewczyna zadzwoniła do taksówkarza, prosząc o przyjazd na postój taksówek. Marek Sz. znał go wcześniej - korzystał z jego usług, obiecał też załatwić silnik do jego mercedesa i wziął na ten cel pieniądze. Według policji, niespłacony dług wobec taksówkarza mógł być jednym z motywów zbrodni.

Podejrzani zwabili taksówkarza do domu, gdzie mieszkał Marek Sz. Dziewczyna twierdzi, że to Marek Sz. pierwszy zaatakował tam taksówkarza nożem, mężczyzna - że to Patrycja F. pierwsza uderzyła metalową rurką. Skrępowali później swą ofiarę, zawlekli do piwnicy i tam udusili sznurem. Potem oboje wsiedli do auta taksówkarza i podróżowali po regionie. W jednym z lokali w Krzyżanowicach Marek Sz. przechwalał się dokonanym zabójstwem.

Policja natrafiła na ślad zabójców dzięki sygnałom od osób, które widziały samochód zaginionego taksówkarza. Był zaparkowany przy stacji benzynowej w Raciborzu. Krótko potem w pobliżu, w innym samochodzie, zatrzymano cztery osoby, w tym Marka Sz. i Patrycję F. Oboje przyznali się do zabójstwa. Niebawem w piwnicy policjanci odkryli zwłoki zaginionego.

Zniknięcie taksówkarza Józefa Jochema zgłosił policji w sobotę rano jego zięć. Ostatni raz taksówkarza widziano na rynku w Rydułtowach w drugi dzień świąt ok. 18. Przyjechał tam z domu na telefoniczne zlecenie klienta. Do taksówki ktoś wsiadł. Potem ślad się urwał. W niedzielę zaginionego szukało już blisko 150 policjantów i leśników z powiatów wodzisławskiego, rybnickiego i raciborskiego.

Morderstwo śląskiego taksówkarza to kolejny podobny przypadek w ostatnim czasie. Przed tygodniem ofiarą bandytów padł 80-letni taksówkarz, którego samochód samochód znaleziono w pobliżu przejścia granicznego w Rosówku koło Szczecina. Do mordu przyznali się dwaj mieszkańcy podszczecińskiej miejscowości, w wieku 18 i 24 lat. W listopadzie zamordowany został 44-letni taksówkarz z Warszawy. Znaleziono go powieszonego na stelażu podtrzymującym taksówkowego "koguta" w lesie niedaleko Wólki Radzymińskiej pod Warszawą.

Za zabójstwo grozi kara dożywotniego więzienia. Na początku maja Sąd Okręgowy w Szczecinie skazał na 25 lat pozbawienia wolności 30-letniego Bułgara Adriana A., oskarżonego o zabicie (motywem był rabunek) szczecińskiego taksówkarza w sierpniu ubiegłego roku. Takiej kary domagał się prokurator.

Za serwisami Onet.pl, WP z dn. 29.12.2003 r.


Śląsk: Taksówkarz zamordowany

62-letni taksówkarz z Rydułtów na Śląsku, który zaginął w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, nie żyje. W nocy z niedzieli na poniedziałek policjanci znaleźli jego zwłoki i zatrzymali podejrzanego o dokonanie zabójstwa.

Prawdopodobnym motywem mordu był dług zabójcy wobec taksówkarza - podała policja.

"Późnym wieczorem w Raciborzu udało się odnaleźć taksówkę, należącą do zaginionego. Krótko potem w pobliżu, w innym samochodzie, zatrzymano kilka osób. Wśród nich był poszukiwany młody mężczyzna, który przyznał się do zabójstwa taksówkarza" - powiedział PAP rzecznik śląskiej policji kom. Grzegorz Olejniczak.

Podejrzany ma 22 lata. Był wcześniej karany za rozboje. Według nieoficjalnych informacji, niedawno wyszedł z więzienia. Za zabójstwo taksówkarza może mu grozić dożywocie. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Wodzisławiu Śląskim, która na razie nie udziela informacji na temat zbrodni. Prawdopodobnie jeszcze w poniedziałek podejrzany zostanie aresztowany.

Częściowo zmasakrowane zwłoki taksówkarza policjanci odkryli przed północą w piwnicy domu w Rydułtowach, gdzie mieszkał zatrzymany 22-latek. Na głowie i twarzy zamordowanego widoczne były liczne obrażenia. Zarządzono sekcję zwłok, która wyjaśni, jak dokonano mordu. Prawdopodobnie sprawca użył noża.

Wstępne ustalenia wskazują, że podejrzany już wcześniej korzystał z usług taksówkarza i był mu winien pieniądze - według policji, była to stosunkowo niewielka kwota. Prawdopodobnie to ów dług był motywem zabójstwa.

Zaginięcie taksówkarza Józefa Jochema zgłosił policji jego zięć. Ostatni raz taksówkarza widziano na rynku w Rydułtowach w drugi dzień świąt ok. godz. 18. Przyjechał tam z domu na telefoniczne zlecenie klienta. Do taksówki ktoś wsiadł. Potem ślad się urwał.

Poszukiwania podjęto natychmiast po zgłoszeniu zaginięcia. W niedzielę uczestniczyło w nich już prawie 150 policjantów i leśników z powiatów wodzisławskiego, rybnickiego i raciborskiego. Przeczesywanie lasów nic nie dało, pomogły natomiast telefony od osób, które widziały samochód zamordowanego taksówkarza. Podejrzanego o zabójstwo zatrzymano wraz z trzema innymi osobami: dwoma mężczyznami i kobietą.

Morderstwo śląskiego taksówkarza to kolejny podobny przypadek w ostatnim czasie. Przed tygodniem ofiarą bandytów padł 80-letni taksówkarz, którego samochód znaleziono w pobliżu przejścia granicznego w Rosówku koło Szczecina. Do mordu przyznali się dwaj mieszkańcy podszczecińskiej miejscowości, w wieku 18 i 24 lat. Na początku listopada zamordowany został 44-letni taksówkarz z Warszawy. Znaleziono go powieszonego na stelażu, podtrzymującym taksówkowego "koguta" w lesie niedaleko Wólki Radzymińskiej pod Warszawą.

Za dokonanie zabójstwa grozi kara dożywotniego więzienia. Na początku maja Sąd Okręgowy w Szczecinie skazał na 25 lat więzienia 30-letniego Bułgara Adriana A., oskarżonego o zabicie szczecińskiego taksówkarza w sierpniu ubiegłego roku. Takiej kary domagał się prokurator. Zwłoki taksówkarza znaleziono w lesie pod Goleniowem, a porzucony samochód z włączonym silnikiem i śladami krwi - na poboczu drogi. Motywem zabójstwa był rabunek.

Za serwisem Onet.pl z dn. 29.12.2003 r.

 

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 13.01.2004 r.