|
Morderstwo współwięźnia dokonane przez oskarżonego o dwa morderstwa |
||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza
|
Aktualizacja 16.12.2011 r. 27-latek oskarżony o zabójstwo współwięźnia 16 gru 11 JMR / PAP O zabójstwo współwięźnia i próbę zastraszenia świadka oskarżyła dzisiaj toruńska prokuratura 27-letniego Michała S. Mężczyzna dokonał zbrodni, gdy przebywał w areszcie śledczym, oczekując na proces o podwójne zabójstwo. - Najpoważniejszy zarzut dotyczy zabójstwa Maksymiliana D., którego Michał S. dokonał 30 lipca, w celi numer 308 Aresztu Śledczego w Toruniu. Oskarżony udusił Maksymiliana D. pętlą zrobioną z bandaża - poinformowała w piątek Ewa Janczur z Prokuratury Rejonowej Toruń Centrum Zachód. Prokurator podkreśliła, że wyniki śledztwa nie wskazują na to, by Michał S. działał - jak utrzymywał po dokonaniu zbrodni - pod wpływem współczucia i na żądanie swojej ofiary. S. ma także zarzut, że w listopadzie groził śmiercią jednemu ze świadków oskarżenia. Pogróżki znalazły się w liście, jaki wysłał Michał S. z Aresztu Śledczego w Szczecinie, dokąd został przeniesiony po dokonaniu zbrodni w Toruniu. Oskarżony przyznał się do popełnienia zabójstwa i grożenia świadkowi. Grozi mu kara co najmniej ośmiu lat więzienia, a nawet dożywocie. Ciało 62-letniego Maksymiliana D. znaleziono 30 lipca w celi toruńskiego aresztu. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną jego śmierci było uduszenie. Zabity mężczyzna przebywał w areszcie jako podejrzany o groźby i pobicia. Michała S. aresztowano jako podejrzanego o dokonanie w styczniu podwójnego zabójstwa małżeństwa Sz. z Gniezna (woj. wielkopolskie). Według prokuratury, miał zabić w jednym z gnieźnieńskich mieszkań 47-letniego Ryszarda Sz. Następnie, z żoną zabitego mężczyzny, przyjechał do podtoruńskich Rozgart. Prawdopodobnie z obawy, że sprawa wyjdzie na jaw, udusił kobietę, a jej ciało porzucił w samochodzie zaparkowanym na leśnej drodze. S przebywał w dwuosobowej celi, ponieważ nie uznano go za szczególnie niebezpiecznego dla współosadzonych. Toruński areszt nie ma cel jednoosobowych dla "zwykłych" aresztantów. Autor: JMR Za serwisem Onet z dn. 16.12.2011 r. Toruń. Michał S. stanie przed sądem za kolejne zabójstwo Dodano: 16 grudnia 2011, 4:50 Autor: (awe) Przeciwko 27-latkowi toczy się już - za zamkniętymi drzwiami - postępowanie dotyczące zabójstwa małżonków Renaty i Ryszarda Sz. Tym razem prokuratura postawiła Michałowi S. trzy zarzuty. Najcięższy z nich ponownie dotyczy zabójstwa. Śledczy oskarżają 27-latka o to, że 30 lipca udusił 62-letniego Maksymiliana D., który razem z nim przebywał wówczas w jednej z sal toruńskiego aresztu. Zacisnął mu na szyi pętlę z bandaża. W celi znaleziono napisaną ręką Maksymiliana D. notatkę. Wynika z niej, że 62-latek poprosił o pomoc w samobójstwie. - Wyniki śledztwa w ocenie prokuratora nie wskazują na to, aby Michał S. działał pod wpływem współczucia dla pokrzywdzonego i na jego żądanie - informuje jednak prokurator Ewa Janczur. Śledczy oskarżają również Michała S. o to, że w listopadzie wysłał list do jednego ze świadków zeznającego w toczącej się przeciwko niemu sprawie - i groził mu śmiercią. Trzeci zarzut to molestowanie seksualne małoletniej dziewczynki. Miało do niego dojść w październiku i listopadzie 2010 r. Michał S. przyznał się do pierwszych dwóch z zarzucanych mu czynów. Grozi mu od 8 lat więzienia do dożywocia. Za "Gazetą Pomorską" z dn. 16.12.2011 r. WIĘZIENIE W TORUNIU: Zabił kolegę za papierosy i konserwy Publikacja: 13.08.2011 02:00 | Aktualizacja: 13.08.2011 08:02 Jako katolik nie mógł popełnić samobójstwa. Ale żyć w więzieniu też nie chciał. Dlatego Maksymilian D. (62 l.) poprosił kolegę spod celi, by go zabił. Ten zgodził się to zrobić za papierosy, konserwy i słodycze warte tysiąc złotych. Według Michała S., mężczyzna poprosił go o przysługę. - Zabij mnie - miał powiedzieć. Michał S. długo nie dał się namawiać. Za zabójstwo kolegi dostał konserwy, słodycze i papierosy - czyli to, co można było kupić w więziennym sklepiku za tysiąc złotych. Żeby nie pozostawić żadnych wątpliwości co do swej decyzji, Maksymilian D. zostawił list pożegnalny. Sprawę bada prokuratura. - Wziąłem prześcieradło. Zrobiłem z niego sznur i go nim udusiłem - opisuje mord zabójca Michał S. (26 l.). Do zabójstwa doszło w toruńskim areszcie. Michał S. trafił tam dwa miesiące wcześniej, oskarżony o zabicie małżeństwa z Poznania. Maksymilian D. odsiadywał roczny wyrok za udział w bójce i groźby karalne. Mężczyzna nie mógł się jednak pogodzić z decyzją sądu. - Jestem niewinny - powtarzał. Więzienie powodowało u niego depresję. W końcu nie wytrzymał. Autor: korz Za "Super Expressem" z dn. 13.08.2011 r. Zabójstwo w toruńskim areszcie. Michał S. usłyszał zarzuty - po raz trzeci Dodano: 3 sierpnia 2011, 8:00 Autor: (awe) Michał S., 27-latek jeszcze do niedawna osadzony w areszcie śledczym w Toruniu usłyszał zarzut zabójstwa 62-letniego Maksymiliana D. z Grudziądza. Sekcja zwłok wykazała, że mężczyzna został powieszony. Prokuratura bada również, czy w areszcie doszło do nieprawidłowości. Ciągle otwarta pozostaje również sprawa listu, jaki znaleziono przy zmarłym Maksymilianie D. - Wszystkie wątki będą sprawdzane - mówi Mariusz Rosiński z toruńskiej prokuratury. - Wstępne czynności wskazują na to, że zapiski mogły być skreślone ręką pokrzywdzonego. Pewność jednak będzie możliwa dopiero po analizie grafometrycznej. W grę wchodziła również hipoteza "pomocy w samobójstwie" - tzw. zabójstwa eutanastycznego, pod wpływem współczucia. Jednak śledczy nie postawili tego zarzutu. Za "Gazetą Pomorską" z dn. 03.08.2011 r. Po raz trzeci usłyszał zarzut zabójstwa kd 03.08.2011 , aktualizacja: 02.08.2011 17:00 To było jednak zabójstwo - do takiego wniosku doszła prokuratura, badając sprawę śmierci w toruńskim areszcie 62-letniego Maksymiliana D. z Grudziądza. Wczoraj ogłosiła taki zarzut siedzącemu z nim w celi Michałowi S. Jest to już trzecie zabójstwo przypisane przez toruńskich śledczych 26-latkowi spod Sępólna Krajeńskiego. Pod koniec czerwca oskarżyli go o zamordowanie w styczniu małżonków z Gniezna. Sprawą musiała zająć się nasza prokuratura, bo jedną ze zbrodni - na 39-letniej kobiecie - Michał S. popełnił w Rozgartach pod Toruniem. Ustalając, kto ją udusił, oskarżyciele odkryli, że 26-latek wcześniej pozbawił życia także jej 47-letniego męża - działo się to w ich mieszkaniu, gdzie wszyscy troje imprezowali. Michał S. czekał na proces za te zabójstwa w dwuosobowej celi toruńskiego aresztu. Przez ostatni tydzień siedział z Maksymilianem D., ps. "Maks", piekarzem z Grudziądza, który do niedawna miał w tym mieście taką pozycję, jak kiedyś Adam Renflejsz w Toruniu. 62-latek tak jak on specjalizował się niegdyś w wymuszeniach haraczy, za co m.in. w 2003 r. dostał do odsiadki 8,5 roku. Jednak ostatnio trafił do aresztu za pobicie i groźby, i to głównie dlatego, że przez rok się ukrywał. W sobotę około 22 Michał S. zaalarmował strażników, że jego kompan z celi nie żyje. Od początku było jasne, że nie zmarł w sposób naturalny - na szyi miał pętlę wykonaną z bandaża. Mimo to wcale nie było oczywiste, że zacisnął ją 26-latek. A to dlatego, że wśród rzeczy "Maksa" odkryto list, w którym ten napisał, że jest ciężko chory i ma dosyć takiego życia. Ponoć też podał, że prosił Michała S., aby ten pomógł mu ze sobą skończyć. - Wstępne ustalenia wskazują, że zapisek ten został nakreślony ręką Maksymiliana D. - mówi Mariusz Rosiński, szef prowadzącej śledztwo Prokuratury Rejonowej Toruń Centrum-Zachód. - Ale będziemy to jeszcze weryfikować, zlecając m.in. badanie grafometryczne. Oskarżyciele przyznają, że list "Maksa" skomplikował sprawę. Jeśli bowiem chciał popełnić samobójstwo i faktycznie naciskał na Michała S., aby mu w tym pomógł, to ten ostatni mógłby odpowiadać co najwyżej - przy założeniu, że spełnił prośbę - za dokonanie eutanazji. - To kwestia oceny prawnej - przyznaje Rosiński. Wczoraj śledczy zdecydowali się jednak na postawienie 26-latkowi najcięższego zarzutu. Prawdopodobnie zdecydowały o tym dane uzyskane podczas sekcji zwłok, wskazujące, że Maksymilian D. zmarł na skutek uduszenia poprzez zadzierzgnięcie, co zwykle jest wynikiem zbrodni. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 03.12.2011 r. Śmierć w więzieniu - samobójstwo, zabójstwo, specyficzny rodzaj eutanazji? kd 02.08.2011 , aktualizacja: 02.08.2011 10:26 Prokuratura bada jak i dlaczego w toruńskim areszcie zmarł 62-letni Maksymilian D., budzący do niedawna w Grudziądzu taką grozę, jak Adam Rentflejsz w Toruniu. Na pewno nie był to zgon naturalny - mówi Mariusz Rosiński, szef Prokuratury Rejonowej Toruń Centrum-Zachód, która bada sprawę. O śmierci 62-latka zaalarmował strażników w sobotę ok. 22 siedzący z nim w celi Michał S. To także nietuzinkowa postać - 26-latek spod Sępólna Krajeńskiego czeka na proces za podwójne zabójstwo na początku br. Przyznał się, że najpierw w Gnieźnie odebrał życie 47-letniemu mężczyźnie, który zaprosił go do domu ma libację, a następnie pojechał z jego 39-letnią żoną do podtoruńskich Rozgart i tu ją udusił. Ponieważ ślady wskazywały, że Maksymilian D., ps. "Maks", też został uduszony, pierwsza hipoteza, jaka sama cisnęła się na usta, mówiła że w celi doszło do zabójstwa. Śledczy poważnie biorą to pod uwagę - Michała S. w niedzielę wywieziono z aresztu w Toruniu do Bydgoszczy - jest jednak coś, co nakazuje im uwzględnić jeszcze inne scenariusze. To list, który zostawił wśród swoich rzeczy 62-letni grudziądzanin. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że podał w nim, że jest ciężko chory i chce ze sobą skończyć. Podobno napisał też, że poprosił Michała S., aby pomógł mu rozstać się z tym światem. Czy właśnie to wydarzyło się w sobotni wieczór w toruńskiej "beczce"? Rosiński podkreśla, że jest za wcześnie, aby mówić na ten temat coś pewnego. Ustaliliśmy jednak, że jego podwładni badają i ten wątek. - Weryfikujemy, czy to na pewno pismo zmarłego - mówi jeden ze śledczych. Jeśli się to potwierdzi, teza o zabójstwie raczej upadnie. Gdyby natomiast okazało się, że S. pomagał Maksymilianowi D. w samobójstwie, mógłby odpowiadać za "zabicie człowieka na jego żądanie i pod wpływem współczucia dla niego". To rzadkie przestępstwo, grozi za nie do 5 lat więzienia, a w wyjątkowych wypadkach sąd może nawet odstąpić od wymierzenia kary. Trzecia możliwość to samobójstwo. Za nią przemawia m.in. to, że "Maks" siedział w areszcie zaledwie od ok. tygodnia i rzeczywiście mógł mieć kryzys. Wcześniej ścigany listem gończym za pobicie i groźby przez ponad rok był nieuchwytny dla policji, choć tajemnicą poliszynela było, że ukrywa się w Grudziądzu lub okolicy. 62-latek prowadzący niegdyś w tym mieście piekarnię, gdzie zatrudniał kryminalistów przymuszonych przez sąd do podjęcia pracy, uchodził jednak za niezwykle wpływowego, czym lubił się przechwalać. Organy ścigania poskromiły go dopiero w 2003 r. - dostał wtedy 8,5 roku do odsiadki za najścia, wymuszenia haraczy, ściąganie długów na zlecenie i gwałt. Odrębne postępowanie w sprawie sobotniego "zdarzenia nadzwyczajnego" w areszcie prowadzi służba więzienna. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 02.08.2011 r. Zabójstwo w areszcie śledczym w Toruniu Poniedziałek, 1 sierpnia (13:00) W sobotę w celi aresztu śledczego w Toruniu jeden z osadzonych zabił współwięźnia - donosi reporter RMF FM Tomasz Fenske. Wcześniej między mężczyznami doszło do kłótni. Na razie nie wiadomo, co dokładnie się stało. Oprócz śledztwa w sprawie zabójstwa prokuratorzy na pewno będą badali sprawę pod kątem niedopełnienia obowiązków przez strażników aresztu. Zabójcą jest człowiek, który ma już na sumieniu jedną zbrodnię. Niedawno został oskarżony o zabójstwo dwóch innych osób - mówi prokurator Artur Krause. Dziś prawdopodobnie zostanie wykonana sekcja zwłok jego współwięźnia. Pomoże ona ustalić bezpośrednią przyczynę jego śmierci. Za serwisem RMF24 z dn. 01.08.2011 r. |
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 16.12.2011 r. |
||