|
Ojcobójstwo w Zielonej Górze - na zlecenie żony i matki |
||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza
|
Aktualizacja 29.11.2010 Okrutne ojcobójstwo. Syn siekierą rozbił ojcu głowę, potem z matką i kolegami ukrył ciało w lesie dodano: 23 czerwca 2009, 17:00 Piotr Jędzura, 0 68 324 88 80, pjedzura@gazetalubuska.pl Matka pozwoliła na zbrodnię. Maciek siekierą zmiażdżył ojcu czaszkę. Potem z kolegami Piotrkiem, Sebastianem i Krzyśkiem wywiózł zwłoki do lasu. Tam już czekał przygotowany wcześniej dół. W 2006 r. w maju dwóch mężczyzn znalazło w lesie pod Czerwieńskiem kawałek dywanu wygrzebany z ziemi. Prawdopodobnie wykopały go zwierzęta. Kiedy zainteresowali się bliżej znaleziskiem dokonali makabrycznego odkrycia. W dywanie zawinięte były rozkładające się zwłoki. Wezwani na miejsce policjanci początkowo nie mieli pojęcia, kim jest denat. Wiedzieli jedynie, że to ciało mężczyzny. Pewne było, że zginął od ciosu w głowę. Czaszka była rozbita jakimś twardym narzędziem. Szybko ustalili sprawców mordu Zielonogórska policja powołała grupę do rozwiązania tajemniczego mordu. Do śledztwa włączyła się gorzowska komenda wojewódzka oraz Centralne Biuro Śledcze. Bardzo szybko ustalono, że denat to 40-letni Sławomir P. z Zielonej Góry. Funkcjonariusze wpadli na trop jego danych między innymi analizując listę osób zaginionych. Teraz trzeba było ustalić, kto go zamordował. Tutaj również policjanci wykazali się błyskawicznym śledztwem. Kilkanaście godzin później, po ustaleniu danych, zatrzymali osoby podejrzane o mord. Byli to wtedy 16-letni syn ofiary, jego trzej koledzy w wieku 16 i 15 lat i 46-letnia Dorota P, żona ofiary. reklama Makabryczny plan Po zatrzymaniu zabójców ustalono makabryczny i bardzo precyzyjny scenariusz mordu. Do zbrodni doszło 11 lutego. Tragedia wydarzyła się w zaciszu pokoju kamienicy na trzecim przy ul. Jedności 100 w Zielonej Górze. Ofiara, Sławomir P. przyszedł do domu po alkoholu. Niczego nie przypuszczając położył się spać. Wtedy 16-letni Maciek zaatakował ojca. Zadała mu kilka potężnych ciosów w głowę obuchem kupionej wcześniej siekiery. Uderzał do czasu, aż ojciec przestał się ruszać. Wtedy ruszyła druga część makabrycznego planu. Maciek wraz z kolegami Piotrkiem, Sebastianem i Krzyśkiem oraz Dorotą, żoną zamordowanego zawinęli zakrwawione ciało w dywan i koc. Potem wynieśli martwego ojca z pokoju, w którym został zamordowany. Pakunek z ciałem wsadzili do bagażnika i wywieźli do lasu pod Czerwieńskiem. Tam zakopali ciało ojca półtora metra pod ziemią. Dół przygotowali wcześniej. To świadczy o tym, że zbrodnia została dokładnie zaplanowana. Nawet miejsce w lesie było specjalnie wybrane i przygotowane. Ostatnią częścią planu był remont pokoju. Mordercy remontując miejsce zbrodni usunęli krew ze ścian i podłogi. Wszystkie zakrwawione przedmioty wyrzucili. Pozbyli się również tapczanu, w którym syn rozbił siekierą głowę ojca. Zbrodnia miała być doskonała. Poruszenie w okolicy Po zaginięciu Sławomira sąsiedzi i jego koledzy z ulicy zaczęli go szukać. Mężczyzna chciał pożyczyć pieniądze od koleżanki. Nie zdążył, nawet nie przyszedł po pożyczkę. Znajomi z baru pod domem wydzwaniali na jego komórki. Obie milczały. O Sławka pytali nawet rodziców mieszkających gdzieś pod Gdańskiem. Wtedy w domu trwało już tuszowanie bestialskiej zbrodni. W dzień po mordzie, w pokoju zrywano podłogę, malowano ściany. Żona pytana na ulicy o męża wykazywała brak zainteresowania jego losem. Twierdziła, że pojechał do kochanki. Oddała nawet jego kule, tak jakby wiedziała, że nie wróci. Wiedziała, że z kul już nigdy nie skorzysta. O zaginięciu Sławka policję zawiadomili sąsiedzi. Nabrali podejrzeń właśnie po tym, jak Dorota oddała kule męża. Chodził tylko z nimi od czasu wypadku i groźnego złamania nogi. Zaplanował syn, matka poparła Zbrodnię zaplanował syn, matka chętnie przystała. Powodem miała być chęć uwolnienia się od osoby, która znęcała się psychicznie i fizycznie nad rodziną. Faktycznie Sławomir w grudniu 2003 r. został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na pięć lat za przemoc wobec członków rodziny. Ofiara aniołkiem nie była. Sebastian chętnie zaglądał do kieliszka. Sąsiedzi opowiadali jednak, że po pijanemu często agresywny nie był. Za to Maciek chętnie "prał ojca. Jeden z sąsiadów widział nawet jak raz Maciek katował ojca na chodniku. W sąsiedztwie opowiadali, że nie poszło tylko o awantury. Sławek, jak wypił to do domu nie wracał. Spał u kolegów, inaczej jego kobieta zaraz policję wołała. Ich zdaniem to przez mieszkanie. Sławek wtedy już czekał na rozwód. Liczył również na odszkodowanie za złamaną nogę. Chciał również sprzedać mieszkanie i kupić sobie kawalerkę. Dorota za to opowiadała, że ma się zrzec lokalu, wtedy nie zażąda alimentów. W domu była też córka Doroty. Dziewczyna niczego o zbrodni jednak nie wiedziała. W dniu mordu była na dyskotece. Kiedy wróciła, jej ojciec już nie żył. Leżał z rozbita czaszką zakopany w lesie pod Czerwieńskiem. Sąd wydał wyroki Sąd Okręgowy w Zielonej Górze wydał wyrok. Żona ofiary dostała 15 lat więzienia. Syna ofiary skazano na 8 lat. Koledzy dostali po 4 lata więzienia, przy zastosowaniu nadzwyczajnego złagodzenia kary. Za "Gazetą Lubuską" z dn. 23.06.2009 Policja zatrzymała podejrzanych o brutalny mord PAP 09:05 Zielonogórscy policjanci zatrzymali pięć osób podejrzanych o zabójstwo mężczyzny, którego ciało znaleziono zakopane w lesie niedaleko Zielonej Góry. Jak ustaliła Polska Agencja Prasowa, wśród podejrzanych znajduje się żona i dziecko ofiary. Małgorzata Kalinowska z biura prasowego Komendanta Miejskiego Policji w Zielonej Górze powiedziała, że wśród zatrzymanych osób jest czworo nieletnich. Policjanci nie chcą na razie zdradzać szczegółów prowadzonego dochodzenia. Nieoficjalnie mówi się, że zleceniodawcą zabójstwa mężczyzny miała być jego żona - dokonaniem zbrodni zajęło się jedno z dzieci, które do pomocy wzięło sobie kilka osób. Ciało mężczyzny zostało znalezione w piątek w lesie niedaleko Zielonej Góry, pomiędzy miejscowościami Wysokie i Czerwieńsk. Według wstępnych ustaleń pod ziemią leżało kilka miesięcy, prawdopodobnie od lutego - dowiedziała się nieoficjalnie PAP. Ciało zawinięte w dywan, zakopane około półtora metra pod ziemią znaleźli dwaj mężczyźni, których zainteresował wystający z ziemi kawałek materiału. Małgorzata Kalinowska powiedziała, że zaraz po ujawnieniu zwłok do akcji wkroczyli policjanci z Komendy Miejskiej Policji, a także CBŚ. W przeciągu dwóch dni ustalono podejrzanych, 5 osób, mieszkańców Zielonej Góry. Policja prowadzi czynności zmierzające do wyjaśnienia wszelkich okoliczności zabójstwa. (mn) Za serwisem WP z dn. 08.06.2006 r. Ojcobójstwo 15 maja 2006 19:30 16-letni chłopak siekierą zamordował swojego ojca. Zbrodnię zaplanował razem z matką. Mówią, że zrobili tak, bo mieli dość bicia. 40-letni Sławomir D. z Zielonej Góry w grudniu ubiegłego roku został skazany na rok więzienia w zawieszeniu za fizyczne i psychiczne znęcanie się nad żoną i dziećmi. W połowie lutego nagle zniknął. Po kilku miesiącach dwóch mężczyzn przypadkiem znalazło w lesie zakopane zwłoki. Do zabójstwa przyznała się żona Sławomira D., Dorota P. i jej 16-letni syn Maciej. Podczas wizji lokalnej Dorota P. bez emocji opowiadała o przebiegu morderstwa. Dwa tygodnie przed zabójstwem, Maciej wraz z trójką kolegów wykopał w lesie głęboki dół. Po zamordowaniu ojca, razem z matką i kolegami zawinął ciało w dywan i zawiózł do lasu. Dorota P. twierdziła, że nie była już w stanie dłużej wytrzymać z mężem, który bił ją i dzieci. Słowa matki potwierdza córka. - Bił, całe życie bił, ja nie miałam dzieciństwa, mojego brata jeszcze częściej bił - mówi Joanna, córka zamordowanego. Zapytana, czy matka informowała policję o tym, że i po wyroku skazany nadal bije, mówi: - Matka dzwoniła na policję, zabierali go na izbę wytrzeźwień, ale nic nie robili, żeby trafił do więzienia. Rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze mówi, że policja dwa razy zjawiła się w domu w domu Sławomira D. - raz po zgłoszeniu od sąsiadów, że odbywa się tam awantura, drugi raz po zgłoszeniu od samego Sławomira D. - Była tylko jedna interwencja w związku ze Sławomirem D., policjanci przeprowadzili postępowanie wyjaśniające - mówi Małgorzata Kalinowska, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze. - Jeśliby okazało się, że ponownie dochodzi do przemocy, poinformowaliby kuratora sądowego. Prokuratura ma na razie bardzo mało dowodów. Dzień po zabójstwie żona i syn Sławomira D. dokładnie zatarli wszystkie ślady - wynieśli meble i pomalowali ściany w pokoju, w którym dokonali zbrodni. Pozostaje tylko przyznanie się do zabójstwa żony, syna Sławomira D. i dwóch jego kolegów. Natomiast koledzy zabitego uważają, że nigdy nie bił on swojej żony i winą za doprowadzenie do tragedii obarczają właśnie ją. - Przez nią zaczął pić - mówi Leszek Lubieniecki, kolega zamordowanego. - Ale potem było dobrze. - Pewnie, że nie był jakimś świętym Tomaszem, jak go coś zdenerwowało, to podniósł głos - mówi Jan Nosorowski, inny kolega Sławomira D. - Ale nikt nigdy nie widział, żeby ją uderzył. Jak można nazwać matką taką osobę, żeby swoje dziecko namówić do czegoś takiego. Maciej D. do pomocy w zbrodni namówił trójkę kolegów z gimnazjum i Ochotniczego Hufca Pracy. Wychowawczyni grupy OHP mówi, że Maciej był wyróżniającym się uczniem. - Miał najwyższą średnią w całej klasie - mówi Wioletta Wileńska, wychowawczyni. - Walczył o oceny, chciał mieć coraz lepsze. Dorota P. została aresztowana na trzy miesiące. Za zabójstwo męża może dostać nawet dożywocie. 16-letni Maciej i jego dwaj koledzy będą odpowiadali przed sądem jak dorośli, grozi im taka sama kara. Trzeci - najmłodszy - odpowie przed sądem rodzinnym. Za serwisem Onet z dn. 15.05.2006 |
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 29.11.2010 r. |
||