Z ks. prof. Tadeuszem
Ślipko SJ rozmawia Sławomir Skiba
Kara śmierci to temat,
który wzbudza wiele kontrowersji. Uwzględniając jedynie nagłaśniane przez
media wypowiedzi niektórych katolików, można odnieść wrażenie, że Kościół
katolicki w swym odwiecznym nauczaniu jest zdecydowanym przeciwnikiem
dopuszczalności takiej kary. Czy tak jest rzeczywiście? O odpowiedź na
to i inne pytania "Nasz Dziennik" poprosił ks. prof. Tadeusza
Ślipko - etyka, filozofa i autora książki "Kara śmierci z teologicznego
i filozoficznego punktu widzenia".
Kiedy na łamach periodyków,
które chcą uchodzić za katolickie, pojawia się problem kary śmierci w
kontekście nauczania Kościoła, zazwyczaj większość "dyskusji"
podsumowywana jest stwierdzeniem: "Kościół jest przeciwny karze śmierci".
Czy rzeczywiście mamy w tym przypadku do czynienia z absolutnym potępieniem
najwyższego wymiaru kary i czy sprzeciwia się on etyce katolickiej?
- Przyznaję, że stwierdzenie
- a raczej slogan - "Kościół jest przeciwny karze śmierci" -
pojawia się dosyć często w ustach abolicjonistycznie nastawionych katolików,
ale ocenę tego zjawiska trzeba zróżnicować odpowiednio do stopnia kompetencji
wypowiadających się osób. Jeśli opinię tę wygłasza starsza pani, której
subtelność subiektywnych odczuć nie pozwala spojrzeć w oczy surowej prawdzie,
to nie pozostaje nic innego, jak tylko kierować się spirezjańską zasadą:
"Nie dziwić się, nie oburzać się, ale zrozumieć". Gdy zaś tę
samą opinię podtrzymuje publicysta-dziennikarz - sprawa się komplikuje.
Jego obowiązkiem jest bowiem troska o rzetelność informacji. Tego typu
wypowiedzi świadczą więc bądź o braku odpowiedzialności za wygłaszane
słowo lub też o tym, że jest to wystąpienie kierowane ideologicznymi uprzedzeniami,
nieuwzględniające obiektywnego stanu rzeczy. Najgorzej wyglądałaby sprawa,
gdyby takie stwierdzenie padło z ust teologa. Świadczyłoby to o braku
rozumienia autentycznego sensu tej frazy ("Kościół jest przeciwny
karze śmierci"), po prostu byłby to błąd teologiczny.
Po tym wyjaśnieniu możemy zająć się istotą tej sprawy.
- Termin "Kościół" może przybierać różne znaczenia, odpowiednie
do zmieniających się kontekstów, w których bywa używany. W zdaniu "Kościół
przeciw" czy "za karą śmierci" chodzi o moralny wymiar
instytucji prawa karnego - jaką jest kara śmierci - a więc o stwierdzenie,
czy kara ta stanowi moralnie usprawiedliwiony wymiar sprawiedliwości,
czy też w jej wyrokowaniu, jak i wykonaniu, zawarte jest jakieś immanentne
zło moralne, konkretnie mówiąc, naruszenie naturalnego prawa moralnego,
chroniącego życie każdego człowieka, nawet największego złoczyńcy. W tego
rodzaju sprawach słowo "Kościół" wyrażać może tylko "Kościół
nauczający", dokładniej mówiąc - "zwyczajne nauczanie Kościoła".
To zaś nauczanie nie utożsamia się ani z jednorazowym okolicznościowym
wystąpieniem jakiegokolwiek papieża, ani tym bardziej takiego czy innego
Episkopatu bądź poszczególnych teologów. Zwyczajne nauczanie Kościoła
oznacza w gruncie rzeczy długotrwały proces, zakorzeniony w dogmatycznej
tradycji źródeł Objawienia, kontynuowany przez wieki, aprobowany przez
papieży, głoszony przez moralistów. Jeśli jednak wytrzymuje próbę tych
kryteriów, urasta ono do rangi nauczania, w którym Kościół głosi także
moralne zasady niezmienne i nieodwołalne. Nie sprawdza się ta kwalifikacja
jedynie w odniesieniu do tych nauk Kościoła - w zakresie spraw moralnych
- które nie spełniają wymienionych warunków bądź dotyczą tematów natury
historycznej, wyraźnie umiejscowionych w czasie i przestrzeni.
To wszystko poparte jest autorytetem Jana Pawła II. Rzeczone sformułowania
Ojciec Święty potwierdził w Liście Apostolskim "Ad tuendam fidem"
("W obronie wiary"), aby je przypomnieć społeczności wiernych
jako szczególnie aktualne w czasach pomieszania pojęć i niepewności, jakie
współcześnie przeżywamy. To też niezbędnym warunkiem rzetelnego i zgodnego
z myślą Kościoła podejścia do kary śmierci jest klarowne rozpoznanie zwyczajnego
nauczania Kościoła na ten temat. Kiedy zaś prześledzi się całokształt
dostępnych w tym względzie danych, nie ulega wątpliwości, że odnośnie
do moralnej godziwości, a tym samym dopuszczalności, kary śmierci Kościół
głosił i nadal aprobuje tę zasadę - czyli uznaje moralną godziwość i dopuszczalność
kary śmierci.
- W tym założeniu stwierdzenie - "Kościół jest przeciw karze śmierci"
- na pewno jest zdaniem błędnym. Bronić się przed tą konsekwencją w imię
abolicjonistycznych uprzedzeń można tylko w ten sposób, że przytaczane
świadectwa ciągłości i autentyczności tego nauczania poddaje się manipulacyjnym
zabiegom, jak w artykule pana Sporniaka w "Tygodniku Powszechnym",
który został tak skonstruowany, aby to, czego Kościół naucza, zredukować
do rzędu teologicznych hipotez. A wiadomo, że z hipotezą można sobie zawsze
łatwo poradzić. Owszem, są w tym artykule ślady innej, o wiele gorszej
jeszcze manipulacji, ale to dotyczy innego aspektu sprawy.
Jakie są korzenie
ruchu abolicjonistycznego na świecie? Skąd pochodzi to nowe spojrzenie
na karę śmierci jako zło?
- Pytanie jak najbardziej
na miejscu. Rozpowszechnia się bowiem mniemanie, że idea zniesienia kary
śmierci wypływa z chrześcijańskich źródeł inspiracji jako logiczna konsekwencja
prawdy o Bożym Miłosierdziu.
Otóż, prawdą o Bożym Miłosierdziu chrześcijaństwo żyło od początku swego
istnienia. Mimo to do połowy XVIII wieku we wszystkich swoich historycznych
postaciach - czy to katolicyzmu, czy prawosławia, czy protestantyzmu nie
żywiło wątpliwości, że prawda o Bożym Miłosierdziu nie pozostaje w sprzeczności
np. z prawdą o Bogu karzącym piekłem zatwardziałego grzesznika. Ten stan
rzeczy trwał aż do połowy XVIII wieku, dokładniej mówiąc do roku 1767,
w którym ukazało się dzieło Cesare Beccaria pt. "O przestępstwach
i karach" - powszechnie uznawane za pierwszą jaskółkę abolicjonistycznej
doktryny i ruchu. Przytoczyć można na to niezbite dowody, tu m.in. przez
samego Beccaria napisany list do Morellet'a - tłumacza na język francuski
wspomnianego dzieła. W liście tym autor z emfazą wyznaje: "D'Alembert,
Diderot, Helvetius, Buffon, Hume - sławne nazwiska, których bez głębszego
wzruszenia nie podobna słuchać. Wasze nieśmiertelne dzieła są moją stałą
lekturą, przedmiotem moich prac w ciągu dnia i moich rozważań w milczeniu
nocy". Dalszy ciąg listu utrzymany jest w tym samym duchu, a więc
nie ulega wątpliwości, że korzenie doktryny i ruchu abolicjonistycznego
tkwią w antychrześcijańskich, opartych na materialistycznych i na skrajnie
indywidualistycznych przesłankach filozofii XVIII wieku, przede wszystkim
tzw. encyklopedystów i oświecenia.
Toteż u podstaw pierwszych wersji abolicjonizmu leżała zasada nienaruszalnej
wolności jednostki, mocą której w umowie społecznej życie ludzkie zostało
wyłączone spod kompetencji państwa.
Wspomniałem o tym mimochodem w mojej pracy "Kara śmierci z teologicznego
i filozoficznego punktu widzenia" na s. 103. Tam też znajduje się
dokumentacja, która wskazuje źródła potwierdzające prawdziwość powyższych
informacji. Dodam tylko, że abolicjonizm pojawił się na gruncie katolickiej
myśli teologicznej i filozoficznej dopiero po Soborze Watykańskim II.
Przyczyn tej zmiany frontu doszukiwać się należy chyba w złym wykorzystaniu
przez katolickich intelektualistów wolności badań teologicznych.
Publicysta "Tygodnika
Powszechnego" sugerował, że pomija Ksiądz w swojej książce nowotestamentowe
podejście do miłosierdzia, a tym samym do kary śmierci, oferując w zamian
starotestamentową zasadę: "oko za oko...". Zarzuca Księdzu tym
samym niekonsekwentną i nielogiczną postawę chrześcijanina. Czy mógłby
Ksiądz Profesor odnieść się do tych zarzutów?
- Problem stosunku
miłosierdzia do kary śmierci jest w ostatecznym rozrachunku problemem
stosunku porządku miłości do porządku sprawiedliwości. Ograniczę się do
konkluzji z uwagi na to, że nie możemy tutaj zająć się tym problemem w
całej rozciągłości. A więc: miłość o tyle zachowuje swój autentyczny kształt
miłości, o ile szanuje porządek sprawiedliwości. Zasada ta nie traci na
ważności również w odniesieniu do kary śmierci. Zadaniem miłości w tym
kontekście jest łagodzenie w uzasadnionych przypadkach funkcjonowania
kary śmierci, nie zaś podważanie podstawy jej moralnej godziwości. Dlatego
powszechnie akceptuje się w kodeksach prawa karnego i w prawie zwyczajowym
prawo łaski. Tym bardziej, że posłużył się nim Pan Jezus w odniesieniu
do, wspomnianej przez publicystę "Tygodnika Powszechnego", wiarołomnej
kobiety. Był to akt łaski, nie zaś potępienie wymierzania kary.
Meritum omawianej sprawy kryje się gdzie indziej. Idzie bowiem o to, że
tekstów czy to Starego, czy Nowego Testamentu nie można traktować wyrywkowo
i selektywnie, jak to czyni, wspomniany przez Pana, publicysta. Trzeba
je rozważać w kontekście całokształtu doktryny źródeł Objawienia na interesujący
nas temat. Przy takim podejściu okazuje się, że także w Nowym Testamencie
jest miejsce dla zasady: "oko za oko", jeśli ta skrócona formuła
oznacza wymierzenie sprawiedliwej kary śmierci. Sądzę jednak, że księgom
Starego Testamentu nie była obca idea miłosierdzia, skoro funkcjonowało
tam prawo azylu, dające schronienie zagrożonym śmiercią przestępcom.
Co w takim razie
z wyraźnym zakazem wyrażonym w przykazaniu "Nie zabijaj".
- Odnośnie do interpretacji
przykazania "Nie zabijaj" w kontekście problematyki kary śmierci,
należałoby zacząć od kwestii, czy ta forma odpowiada hebrajskiemu oryginałowi.
Jeżeli bowiem słuszna jest sugestia egzegetów, że dokładniejszym wyrażeniem
myśli byłoby sformułowanie: "Nie dopuszczaj się morderstwa",
w takim razie już w starotestamentowym przekazie zawiera się ograniczenie
piątego przykazania do pewnej kwalifikowanej kategorii przestępstw. Sprawa
na tym się jednak nie kończy. Idzie o to, że trudność zawarta w pytaniu:
"Co z przykazaniem: Nie zabijaj?" odnosi się nie tylko do kary
śmierci, ale także do związanej z tą karą dopuszczalności, a niekiedy
wręcz obowiązku, zabicia człowieka we własnej obronie.
Zastanawiając się nad tym zagadnieniem, od wieków pasjonującym teologów
i teologiczną myśl chrześcijańską, na wstępie trzeba jasno powiedzieć:
przedmiotem zwyczajnego nauczania Kościoła są zasady moralne, nie zaś
rozwiązywanie ewentualnych, powstających na tym gruncie dalszych problemów.
Odnośnie do dwu wymienionych uprzednio kategorii działań, moralna doktryna
Kościoła ogranicza się do stwierdzenia moralnej dopuszczalności kary śmierci.
Natomiast tradycyjna teologia katolicka, posługując się w tym przypadku
filozoficzną metodą myślenia, we wskazanym zakresie skonstruowała wyjaśniającą
teorię, której zadaniem jest te dwie moralne normy uzgodnić z przykazaniem
"Nie zabijaj". Przewodnią ideą tego poglądu było wykazanie przy
pomocy tzw. zasady podwójnego skutku, że śmierć agresora stanowi uboczny
skutek, ponadto pośrednio tylko zamierzony przez broniącego się człowieka,
a przez to nie podpada pod zakaz przykazania piątego. Zasadę tę wprowadził
św. Tomasz z Akwinu, po dziś dzień ma ona licznych zwolenników wśród katolickich
moralistów.
Podobnie ma się sprawa z karą śmierci. Tradycyjna teologia przypisywała
państwu atrybut stosowania kary śmierci jako środka niezbędnego dla zabezpieczenia
podstaw prawno-moralnego ładu życia społeczeństwa oraz bezpieczeństwa
publicznego, wobec czego kara śmierci pozostaje poza zasięgiem obowiązywalności
przykazania "Nie zabijaj".
Innymi słowy, obydwa przytoczone przypadki nie popadają w konflikt z przykazaniem
piątym za względu na wskazane odrębności ich moralnej struktury. Obok
naszkicowanej i powszechnie przyjmowanej tradycyjnej koncepcji, historia
chrześcijańskiej myśli etycznej zna inne rozwiązania tych dwóch krańcowych
sytuacji. W moim ujęciu taką właśnie kategorią jest "idea ograniczenia
moralnego zakresu wartości". Jej sens istotny wyraża teza, w myśl
której obiektywny porządek moralny jest tak ukonstytuowany, że tworzące
go wartości moralne pozostają w stosunku hierarchicznej między sobą zależności.
"Słabsza" wartość, czyli wartość podporządkowana wyższej wartości,
nie obejmuje swym zasięgiem takiego działania, które by zakładało pogwałcenie
wyższej wartości. Tak ma się sprawa w przypadku agresji. "Słabszą"
wartością jest tu moralna wartość życia agresora, która jest ważna we
wszystkich okolicznościach, z wyłączeniem jednak z jej zakresu aktu agresji.
Dlatego ofiara agresji zabijając we własnej obronie życia, które jest
tu "silniejszą" wartością, nie narusza w tym akcie moralnej
wartości życia agresora, ponieważ agresor atakując życie innego człowieka,
stawia się poza granicami własnego moralnego prawa do życia. A zatem pozostając
nadal człowiekiem, jako byt psychofizyczny nie jest człowiekiem chronionym
przez moralne prawo zabraniające pozbawiać człowieka życia.
Samym swoim postępowaniem
stawia się w tym momencie poza tym prawem?
- Tak, jego działanie
nie mieści się w porządku prawa do obrony życia ludzkiego. Czyli ten,
kto się broni, nie gwałci wartości moralnej, zabija człowieka, ale nie
narusza prawa moralnego, ponieważ to prawo nie obejmuje agresora. I na
tej podstawie państwo wkracza jako egzekutor prawa ofiary do obrony i
wymierzenia sankcji za pogwałcenie jej życia. Konsekwencją tego wywodu
jest stwierdzenie, że to nie Kościół nauczający przez 2000 lat swojej
historii rzekomo "wikłał się w beznadziejnych próbach usprawiedliwienia
przekroczenia normy 'Nie zabijaj'" w przypadku wykonywania kary śmierci",
jak to z bólem serca sugeruje wspomniany przez Pana publicysta "Tygodnika
Powszechnego". Nauka Kościoła była w tych dwóch sprawach jednoznacznie
określona i jednoznacznie głoszona, tylko na terenie teologii i etyki
toczyły się dyskusje, jak się ma sprawa z przykazaniem "Nie zabijaj"
w kwestii samoobrony czynnej i kary śmierci. Sprowadzając wszystkie rozwiązania
do wspólnego mianownika, można powiedzieć, że przykazanie piąte jest przykazaniem
obowiązującym niezmiennie, ale w ograniczonym zakresie. Właściwością porządku
moralnego jest to, że agresja nie jest broniona prawem moralnym i dlatego
obrona przed nią nie narusza wartości moralnych.
Przeciwnicy kary
śmierci zarzucają, że jej zwolennicy nie dostrzegają nieodwracalnego skutku,
jaki niesie ze sobą i nie dają tym samym szansy nawrócenia się skazanego
mordercy. Czy może Ksiądz Profesor odnieść się do takiego poglądu na temat
"miłosierdzia"?
- Odnośnie do chrześcijańskiego
rozumienia miłosierdzia w jego relacji do porządku sprawiedliwości, a
w ramach tego porządku do kary śmierci, istotne kwestie w tym zakresie
poruszyłem już w odpowiedzi na Pańskie wcześniejsze pytanie. Przeciwnicy
kary śmierci jak zwykle posługują się metodą absolutyzowania wtórnych
aspektów zagadnienia, aby rzucić zasłonę na sprawy istotne. Akt nawrócenia
się skazańca jest aktem wolnej woli i dlatego w tych samych warunkach
jeden może się nawrócić, drugi zaś trwać będzie nadal w swoim zbrodniczym
uporze. Klasycznym przykładem tego są dwaj łotrzy na krzyżu, ukrzyżowani
razem z Panem Jezusem. W tej samej sytuacji, w tym samym momencie mieli
te same możliwości nawrócenia się. Tymczasem jeden skorzystał z tej szansy,
a drugi nie. Istotne jest jednak to, że jeszcze przed wykonaniem wyroku
skazaniec zawsze może się nawrócić. Natomiast nie ma żadnych podstaw do
twierdzenia, że przez zniesienie kary śmierci stwarza się realne szanse
nawrócenia osób winnych wielkich przestępstw. Mając wolną wolę, mogą zawsze
się nawrócić, oczywiście aktem ekspiacji przed Bogiem.
Dlatego moralnym obowiązkiem wykonawcy kary śmierci jest zadbanie o zapewnienie
skazanemu kontaktu z duchownym, który by go dysponował na śmierć.
Jednym z argumentów
abolicjonistów jest powoływanie się na wypowiedzi Ojca Świętego Jana Pawła
II. Czy nie powinny one powstrzymywać od stosowania kary śmierci w katolickich
społeczeństwach? Jakie winno być w takim razie stanowisko katolika w tej
kwestii? Czy politycy odwołujący się do odwiecznego nauczania Kościoła
mają moralne prawo do stawiania postulatu przywrócenia kary śmierci?
- Pytaniem tym dotyka
Pan ważnego aspektu kary śmierci, który dotychczas pozostawał w cieniu
komentarzy do moich wypowiedzi, a dotyczy moralnej dopuszczalności. Idzie
o to, że nawet w założeniu dopuszczalności kary śmierci pozostaje kwestią
otwartą jej stosowanie. W rozważaniach teoretycznych problematyka ta najczęściej
występuje pod nazwą celowości kary śmierci albo też jej użyteczności.
Otóż, celowość kary śmierci charakteryzuje się przede wszystkim tym, że
zakłada odpowiednią ocenę ogólnej sytuacji społeczeństwa. Jest przeto
rzeczą możliwą, że w życiu określonego społeczeństwa mogą zaistnieć warunki
spokoju i stabilizacji, że doszło do znacznej redukcji przypadków zbrodni
kapitalnych przy równoczesnym wydoskonaleniu się funkcjonowania instytucji
penitencjarnych, a więc są realne przesłanki dla ograniczenia stosowania
wyroków kary śmierci bądź nawet jej zawieszenia lub też całkowitego jej
zniesienia. Takiej możliwości nie możemy wykluczyć. Do tego właśnie zmierzają
apele Ojca Świętego Jana Pawła II, które są wyrazem tendencji do maksymalnego
eliminowania w życiu społecznym stosowania siły, stworzenia zaś w to miejsce
atmosfery tolerancji i szacunku dla moralnych wartości, w tym także ludzkiego
życia. Dlatego apele te zasługują na uznanie i poparcie.
Z tego jednak co powiedziałem widać, że zarówno realne możliwości praktycznej
realizacji tych wezwań i zachęt Papieża, jak i ogólnie rozumiana celowość
redukowania bądź znoszenia kary śmierci zakładają przesłanki na wskroś
historycznej i sytuacyjnej natury. Musi je poprzedzić rzetelna ocena całokształtu
aktualnych warunków życia społecznego i dlatego ostateczny wynik tego
oszacowania może w jednej sytuacji społeczeństwa wypaść na korzyść łagodzenia
stosowania kary śmierci czy wręcz rezygnacji z niej. Natomiast w innych
uzasadniać może decyzje zachowania jej, zarówno w zapisie prawa karnego,
jak i praktycznego w granicach konieczności jej egzekwowania. To zadanie
wszakże leży w kompetencjach władzy państwowej i jej działań w obronie
interesów ogółu społeczeństwa. Dlatego politycy katoliccy mogą optować
na rzecz przywrócenia kary śmierci, jeśli mają ku temu wystarczające powody.
W odniesieniu do celowości kary śmierci nie ma rozstrzygnięć stałych i
niezmiennych, jak to ma miejsce w sprawie dopuszczalności kary śmierci.
Punkt ciężkości problemu przesuwa się w stronę edukacji społeczeństwa,
zmierzającej do podniesienia moralno-prawnej kultury społeczeństwa, u
piastujących zaś władzę państwową i w elitach do wyrabiania poczucia odpowiedzialności
i troski o dobro wspólne ogółu. Nauczanie Jana Pawła II w odniesieniu
do moralności kary śmierci nabiera pełnego, usankcjonowanego posłannictwem
sprawowanego przezeń urzędu, znaczenia. Chodzi o to, aby całe społeczeństwo
pracowało nad rozwojem kultury.
Jednym z "estetycznych"
argumentów przeciwko karze śmierci jest problem pod hasłem: "ktoś
musi być katem...". Według tego typu sądów, większość społeczeństwa
domaga się stosowania kary śmierci, ponieważ nie bierze pod uwagę roli
kata. Ich ocena, zdaniem owego poglądu, mogłaby ulec zmianie, gdyby uświadomili
sobie "straszne zadanie masowego zabójcy". Jak Ksiądz Profesor
mógłby skomentować ten problem?
- Oczywiście, jeśli
kara śmierci ma być wykonywana, to ktoś musi być katem. Wiązanie zaś tej
funkcji "ze strasznym zadaniem masowego zabójcy" jest znowu
zwykłym chwytem abolicjonistycznym. "Straszne zadanie masowego zabójcy"
przybiera rzeczywiście tragiczne oblicze nie przy wykonywaniu kary śmierci,
która ma z reguły czysto indywidualny charakter, ale tam, gdzie mają miejsce
zbrodnie sądowe, kiedy nadużywa się kary śmierci do celów, np. politycznych.
Z historii wiadomo, że do tych masowych nadużyć dochodziło zazwyczaj w
toku krwawych rewolucji, jaką była, np. Wielka Rewolucja Francuska, gdzie
ścinano głowy tak często, iż gilotyna stępiała i trzeba było wymieniać
ostrza. Ale to nie było żadne wykonywanie kary śmierci - było to po prostu
niszczenie, tak jak w Rosji w czasie rewolucji komunistycznej. To są zbrodnie,
które nie były żadnym wykonywaniem kary śmierci według norm moralnych,
obowiązujących w przypadku tego wymiaru kary. Problem kata polega na czymś
innym. Sprowadza się on do pytania, które musi sobie zadać sam kat, czy
ma wykonać wyrok sprawiedliwie wydany, czy też moralnie naganny (jak w
przypadku powyżej wymienionych zbrodni) albo przynajmniej ma obawy, czy
jest to wyrok sprawiedliwy. Rozwiązanie tych realnych kazusów nie ma nic
wspólnego z dopuszczalnością kary śmierci.
Oponenci wskazują
jednak na jakiś problem sytuacji stresowej dla kata, który musi wykonywać
wyrok.
- To jest problem
wchodzący w zakres zainteresowań i kompetencji psychologa, nie zaś etyka.
Jeśli zaś nikt z uczonych uprawiających profesjonalnie badania psychologiczne
nie zajął się zbadaniem stresowych, o ile takie istnieją, napięć kata,
to nie mamy wiarygodnych w tym względzie ustaleń. A obawy abolicjonistów
można "między bajki włożyć".
Serdecznie dziękuję
Księdzu Profesorowi za rozmowę.
Za dziennikiem Nasz
Dziennik z
dn. 19-20.08.2001 r.
24.07.2001 r. Zwolennicy kary śmierci i jej przeciwnicy odmiennie pojmują nauczanie
Kościoła
Prawa różnych
mieczy
BEATA ZUBOWICZ
Czy chrześcijanin
może być zwolennikiem kary śmierci? Czy kara ta jest zgodna z nauczaniem
Chrystusa? A może Kościół katolicki, który od blisko dwu tysięcy lat dopuszcza
najwyższy wymiar kary, jest w błędzie? Na te pytania coraz rzadziej udaje
się uzyskać jednoznaczną odpowiedź. Zwolennicy kary śmierci i jej przeciwnicy
różnie bowiem pojmują nie tylko filozoficzny i prawny wymiar kary głównej,
ale inaczej też podchodzą do nauczania Kościoła w tym zakresie. Poczucie
niepewności wzmagają również wypowiedzi Jana Pawła II, który coraz dobitniej
sprzeciwia się najwyższemu wymiarowi kary.
Do takich wniosków skłania lektura dwóch (24. i 26.) numerów "Tygodnika
Powszechnego". W pierwszym publicysta Artur Sporniak dokonał krytycznej
analizy książki emerytowanego profesora etyki, księdza Tadeusza Ślipki,
zatytułowanej "Kara śmierci z teologicznego i filozoficznego punktu widzenia"
. W drugim ksiądz Ślipko, który chyba jako pierwszy katolicki teolog publicznie
ogłosił opinie odmienne od wypowiedzi papieża, odpierał zarzuty.
Choć temat był wyraźnie określony - kara śmierci a nauka Kościoła katolickiego
- nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że polemiści poruszają się w dwu różnych,
odległych od siebie sferach.
Że nie zgadzają się co do filozoficznego wymiaru kary śmierci, nie dziwi.
Publicysta "TP" doszukuje się sprzeczności w koncepcji nazwanej przez
księdza Ślipkę ograniczonym zakresem moralnej wartości ludzkiego życia.
Wynika z niej, że - w uproszczeniu - agresor, zadając ofierze śmierć,
ogranicza moralną wartość swego życia. Nie zgadzając się z tym twierdzeniem,
recenzent popada jednak w demagogię, sprowadzając wywód etyka do zasady
"oko za oko". Za pomocą tego dyżurnego argumentu abolicjoniści starają
się wykazać, że zwolennicy kary śmierci, aby być konsekwentni, powinni
stosować prawo Hammurabiego.
Spór o ewangeliczne
przesłanie
Źródłem sporu stała
się jednak przede wszystkim Biblia, z której ksiądz profesor czerpie dowody
na dopuszczalność kary śmierci, a jego adwersarz - na jej niesłuszność.
Najwięcej chyba polemicznych argumentów dostarczył święty Paweł swym "prawem
miecza" z "Listu do Rzymian". "Rządzący nie są postrachem dla uczynku
dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz
od niej pochwałę. Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga (prowadzącym)
ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi
miecz" - przestrzega. Przez blisko dwa tysiące lat nikt nie miał wątpliwości,
że święty Paweł dał tym samym władzy prawo do orzekania kary, w tym kary
śmierci. Takie też wnioski wysnuwa ksiądz Ślipko: "Chodzi o doktrynę -
pisze - poświadczoną przez długą tradycję teologiczną, która stwierdza,
że Kościół, opierając się na orzeczeniu św. Pawła jako jednym ze źródeł
Objawienia, przyjął dopuszczalność kary śmierci w głoszonej przez siebie
doktrynie moralnej".
Przeciwnego zdania jest Artur Sporniak: "Żadna, nawet najsubtelniejsza
gramatyczna analiza nie zmieni faktu, że św. Paweł nie mówi wprost o karze
śmierci, tylko o Çprawie mieczaČ, czyli po prostu o ówczesnym porządku
prawnym. A przecież rozumienie porządku prawnego z czasem się rozwija"
- dowodzi. Recenzent zarzuca też księdzu Ślipce, że, czerpiąc z Biblii,
nie wspomina o dwóch - fundamentalnych dla abolicjonistów - tekstach:
z Księgi Rodzaju o Kainie i Ablu ("Ktokolwiek by zabił Kaina siedmiokrotną
pomstę poniesie") i z Ewangelii św. Jana o jawnogrzesznicy ("Kto z was
jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem").
Gdy dla księdza Ślipki dowodem na dopuszczalność kary głównej jest i to,
że uznawali ją Ojcowie Kościoła, m.in. święty Augustyn (nauczał, iż Bóg
w określonych przypadkach ogranicza przykazanie "nie zabijaj") oraz święty
Tomasz (za godnych śmierci uznawał na przykład zatwardziałych grzeszników,
jeśli "okazują się szkodliwi lub niebezpieczni dla społeczeństwa"), to
publicysta "TP" ich argumentację kwituje krótko: "Czyż można takie poglądy
pogodzić z Ewangelią?".
Jego uznania nie zdobyli też kolejni papieże (m.in. Innocenty III, Pius
XI, Pius XII), którzy niezmiennie potwierdzali prawo władzy do orzekania
kary śmierci dla złoczyńców. Nauka ta przetrwała do naszych czasów, a
Urząd Nauczycielski Kościoła oparł się tendencjom abolicjonistycznym.
Jeszcze pięćdziesiąt lat temu Pius XII tłumaczył, że przestępcy sami pozbawiają
się "prawa do życia", a państwo pozbawia ich tylko "dobra życia". "Jest
jakimś gorzkim paradoksem - utyskuje Sporniak - że to nie Kościół, tylko
oświeceniowi humaniści upomnieli się o zasady tak mocno zakorzenione w
ewangelicznym przesłaniu".
Ksiądz Ślipko przekonuje, że z uwagi na nieprzerwaną ciągłość nauczania
oraz aprobatę Stolicy Apostolskiej problem dopuszczalności kary śmierci
wchodzi w zakres nieodwołalnie pewnego nauczania Kościoła. I w tym przypadku
publicysta "TP" się z nim nie zgadza, twierdząc, że problematyka ta nigdy
nie została jednoznacznie orzeczona przez Magisterium.
Nowe spojrzenie
Polemiści zgadzają
się tylko co do tego, że nowe spojrzenie na karę śmierci wniósł papież
Jan Paweł II. To jedno stwierdzenie wyczerpuje jednak możliwości porozumienia.
Dla publicysty "TP" wielokrotne apele Ojca Świętego o darowanie życia
skazanym na śmierć mordercom wyznaczają drogę do całkowitego zniesienia
kary śmierci. Papież - utrzymuje recenzent - daje do zrozumienia, że najwyższy
wymiar kary jest sprzeczny z godnością człowieka. "Zwyczajnego nauczania
Kościoła nie można utożsamiać z indywidualną wypowiedzią jednego papieża"
- odpowiada na to ksiądz Ślipko, zwracając uwagę, że wypowiedzi Jana Pawła
II na temat celowości kary śmierci zostały zakwalifikowane do kategorii
nauk zmiennych. Podkreśla jeszcze jeden aspekt, który umyka zazwyczaj
w polemicznym ferworze. W encyklice "Evangelium vitae" Jan Paweł II napisał,
że władza nie powinna sięgać po najwyższy wymiar kary "poza przypadkami
absolutnej konieczności, to znaczy, gdy nie ma innych sposobów obrony
społeczeństwa". "Dzisiaj jednak (...) przypadki ostatecznej konieczności
usunięcia winowajcy są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się
wcale".
Zdaniem księdza Ślipki tak jednoznaczne określenie ram czasu i miejsca
narzuca ocenę społecznych warunków życia oraz skuteczności działania instytucji
penitencjarnych. Nie narusza przy tym kościelnej nauki o dopuszczalności
kary głównej.
Inne treści odnajduje w słowach papieża publicysta "TP". Jan Paweł II
- dowodzi - naucza, że przestępcę można pozbawić życia tylko wtedy, gdy
inaczej nie da się przed nim obronić społeczeństwa. Dziś jednak społeczeństwo
dysponuje środkami, by skutecznie izolować zbrodniarzy. Nie ma więc potrzeby,
by ich zabijać w majestacie prawa. "Jest całkiem prawdopodobne - przypuszcza
- że przyszłe pokolenia doczekają się rachunku sumienia Kościoła także
z aprobowania przez tak długi czas kary śmierci".
Wykluczyć tego oczywiście nie sposób, choć zdumiewa łatwość, z jaką publicysta
"TP" rozprawia się z wielowiekowym nauczaniem i tradycją Kościoła. Zdumiewa
też beztroska, z jaką traktuje nauki Ojców Kościoła i poprzednich papieży.
Zdumiewa wreszcie kategoryczne stwierdzenie, że poprzednie nauczanie Kościoła
było błędne, a to prawdziwe zaczęło się dopiero przed kilkunastoma laty.
-
07.02.2001 r.
Dyskusja z dziennika Dziennik Bałtycki
Najwyższy wymiar
sprawiedliwości
Kara śmierci wzbudza
wiele emocji oraz kontrowersji. Dyskusja w tej sprawie toczy się już od
wielu lat. Przeciwnicy kary pytani o potencjalną możliwość jej wprowadzenia
odpowiadają, że jej przywrócenie może przeszkodzić nam w wejściu do Unii
Europejskiej. Zwolennicy podkreślają, że przywraca ona elementarne poczucie
sprawiedliwości.
Przypomnijmy, że w Polsce najwyższy wymiar kary zniósł formalnie kodeks
karny który wszedł w życie z dniem 1 września 1998 r. Karę śmierci zastąpiło
dożywocie. Wyroków nie wykonywano jednak już od polowy 1988 r., kiedy
to Sejm przyjął moratorium w tej sprawie.
Najwyższy wymiar kary ma coraz liczniejsze grono zwolenników, którzy uważają,
iż odstrasza ona potencjalnych przestępców Obecne, prawie 80 proc. Polaków
opowiada się za przywróceniem kary śmierci. Przypomnijmy także, iż Lech
Kaczyński, minister sprawiedliwości, pub1icznie wielokrotnie domagał się
przywrócenia kary śmierci. Postulat związany jest z postępującą brutalizacją
życia społecznego. Jego oponenci zarzucili mu populizm oraz grę pod publikę.
W Polsce jest mur przeciwko karze śmierci ripostował minister Kaczyński.
Trzeba go jednak zburzyć w imię sprawiedliwości. W sprawach bestialskich
morderstw taka kara to jedyny wyrok, który będzie dostatecznym zadośćuczynieniem
dla ofiar.
Jednak polski parlament ma być gwarancją, że kara śmierci nie będzie już
wykonywana. Tylko kilka krajów należących do Rady Europy nie ratyfikowało
tego dokumentu: Rosja, Gruzja i Albania.
Na Ukrainie, zanim ratyfikowano protokół, karę śmierci wykonywano bardzo
często w latach 1991-97 stracono przez rozstrzelanie około 800 osób. Kara
śmierci obowiązuje m.in. w 38 stanach USA. Od 1976 r. wykonano prawie
500 wyroków, a ponad 3 tys. więźniów oczekuje na egzekucję w tzw. celach
śmierci. W samym tylko roku 1998 na całym świecie wykonano 1625 egzekucji
najwięcej, bo ponad 1 tys. w Chinach.
W Polsce przywrócenia kary śmierci oprócz ministra Kaczyńskiego konsekwentnie
domagają się politycy UPR. Janusz Korwin-Mikke, lider UPR, porównał przeciwników
kary śmierci do "stada łagodnych owiec, które oszalały do takiego stopnia,
iż chcą dyktować warunki pasterskim psom, a nie zdają sobie sprawy że
wówczas zjedzą je wilki".
Przeciwnikiem kary śmierci jest Papież Jan Pawel
Zdecydowana większość polskiego społeczeństwa opowiada się za przywróceniem
kary śmierci.
Z Tadeuszem Kilianem,
posłem AWS oraz Zbigniewem Kozakiem, politykiem UPR, rozmawiają Henryk
Piec i Jacek Pauli
Lech Kaczyński,
minister sprawiedliwości powiedział ostatnio, iż odkąd zaczął myśleć,
jest zwolennikiem kary śmierci. Czy najwyższy wymiar kary jest atrybutem
barbarzyńców, czy też narzędziem ludzi cywilizowanych?
Tadeusz Kilian: Tak
sprawy stawiać nie wolno. Prawda leży gdzieś pośrodku, a my przecież nie
chcemy poruszać się po skrajnościach.
Zbigniew Kozak: Trudno
nazwać Stany Zjednoczone państwem barbarzyńców. Chcę przypomnieć, że w
USA zniesiono jakiś czas temu najwyższy wymiar kary, ale gdy tylko zauważono,
że jest to ślepa uliczka, droga donikąd, natychmiast przywrócono orzekanie
i wykonywanie najwyższego wymiaru kary. Jestem bardzo zadowolony że minister
sprawiedliwości podziela poglądy UPR oraz znakomitej większości społeczeństwa.
T.K.: Wśród prawników
toczy się wielowiekowy spór o sens kary śmierci...
Z.K.: Nie zauważyłem,
by ów dyskurs miał wielowiekową tradycję. Problem ten podnoszony jest
od kilkudziesięciu lat. Moderatorem owej debaty są kręgi, które ja nazwałbym
środowiskiem politycznie poprawnym.
T.K.: Rozumiem, że
uważa pan, iż wcześniej po świecie chodzili jedynie ludzie akceptujący
karę śmierci?
Z.K: Tak.
T.K.: Na takie spojrzenie
nie ma mojej zgody. Chcę podkreślić, że nie należę do zaciętych abolicjonistów.
Będąc przeciwnikiem kary śmierci, jestem jednocześnie zwolennikiem orzekania
wysokich wyroków. Mój pogląd w tej materii można scharakteryzować powiedzeniem:
"Popełniłeś zbrodnię zgnijesz w więzieniu". A więc opowiadam się za dożywociem,
bez możliwości wcześniejszego zwolnienia.
Zdecydowana
większość społeczeństwa opowiada się za przywróceniem kary śmierci. Czy
politycy nie słyszą tego głosu, czy też go bagatelizują?
T.K.: Pewnych kwestii,
w tym przypadku ludzkiego życia nie wolno poddawać pod głosowanie. Przesłanie
Jana Pawła II jest w tej materii jasne człowiek nie ma prawa innemu
człowiekowi odebrać życia.
Z.K.: Zgoda w sprawie
głosowania. Natomiast Kościół katolicki dotychczas nie wydal żadnego oficjalnego
dokumentu, w którym by zabraniał wykonywania kary śmierci...
Jan Paweł II
opowiedział się jasno i wyraźnie przeciwko najwyższemu wymiarowi kary.
Z.K.: Minister Kaczyński
jest zwolennikiem kary śmierci, ale przecież z tego powodu jego podwładni
sędziowie nie ferują wyroków śmierci. Dla sędziów ważny jest kodeks karny,
a nie opinia ministra sprawiedliwości, choćby nie wiem jak bardzo się
z nią solidaryzowali. Natomiast w Katechizmie Kościoła Katolickiego możemy
przeczytać: "Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni uzasadnione,
tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza stosowania kary śmierci, jeżeli
jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia
przed niesprawiedliwym napastnikiem".
T.K.: Chyba nie jest
naturalne, że w Stanach Zjednoczonych niektórzy skazani oczekują na egzekucję
20 lat w celach śmierci.
Z.K.: Zgadzam się.
T.K.: Ostatnio, stosując
nowe metody naukowe, udowodniono że ponad 15 skazanych zostało straconych
niewinnie.
Z.K.: No dobrze,
ale ten argument przemawia raczej na korzyść zwolenników kary śmierci.
Nauka uczyniła tak ogromne postępy, że w praktyce możliwość wydania przypadkowego
wyroku bliska jest zeru.
Czy jest możliwe
przywrócenie wykonywania kary śmierci w Polsce?
T:K.: Wątpię. Polska
musiałaby wypowiedzieć art. 6 Konwencji Ochrony Praw Człowieka. Taki krok
poważnie osłabiłby pozycję naszego kraju w negocjacjach o przyjęcie Polski
do Unii Europejskiej.
Z.K.: Zupełnie nie
rozumiem, dlaczego Polska musi spełniać wszystkie, nawet najbardziej absurdalne,
postulaty UE. Zresztą w tej materii trudno uchwycić logikę wielu innych
zdarzeń. Warto przypomnieć, że kara śmierci obowiązywała w polskim prawie
do 1998 r., ale przez 10 lat nie była wykonywana, gdyż obowiązywało jakieś
moratorium...
Moratorium na
wykonywanie kary śmierci ogłoszono w 1988 r.
Z.K.: No dobrze,
ale co to za zwierzę, owe moratorium? Chciałbym wiedzieć, gdzie ma ono
swoje umocowanie prawne? Powtarzam i będę bez końca powtarzał, że kara
śmierci jest konieczna. Nie wolno zapominać o ofiarach i ich rodzinach,
o ich godności. W USA z morderców czyni się gwiazdy medialne, przeprowadza
z nimi wywiady, zabójcy mają swoje strony internetowe! Jakie to musi być
poniżające dla ofiar...
T.K.: Między nami
nie sporu co do tego, że ofiara nie może być na dalszym planie. Powtarzam
jednak, że opowiadam się za dożywotnim więzieniem, bez możliwości przedterminowego
zwolnienia. Kiedy zamknie się za nim więzienna krata, to jest to już żywy
trup. Chcę powiedzieć, że nawet nie musimy zmieniać istniejącego prawa,
bo już dzisiaj sędziowie mogą orzekać okres, po którym skazany może opuścić
więzienie. Jeżeli sędzia zadecyduje, że jest to np. 50 lat, to tak będzie.
Jeszcze nie
słyszeliśmy o takim wyroku. Dlaczego sędziowie nie strzelają z takich
armat?
T.K.: Nie wiem.
Panie prezesie,
również Leszek Miller, przewodniczący SLD, opowiada się za przywróceniem
kary śmierci. Czy to nie jest zaskakujące zestawienie, gdy w tak delikatnej
materii, to samo mówią politycy prawicy jak i lewicy?
Z.K. : Sądzę, że
pan Miller, sprawny polityk, uważnie wsłuchuje się w glos opinii publicznej.
Ale być może lider SLD faktycznie jest za przywróceniem najwyższego wymiaru
kary? Nie wiem. Nie siedzę w głowie pana Millera.
T.K.: Politycy prawicy
często płyną pod prąd opinii publicznej, potrafią bronić słusznej sprawy
wbrew opinii znacznej części społeczeństwa. Obawiam się, że kwestia kary
śmierci będzie wykorzystywana podczas referendum o przystąpieniu do UE.
Z.K.: Faktycznie
istnieje możliwość, że pod wpływem emocji społeczeństwo odrzuci integrację
ze strukturami UE. UPR chodzi o merytoryczną debatę o integracji, a nie
opartą na emocjach. Nie ma sensu drażnić społeczeństwa przywróćmy karę
śmierci!
T.K.: Stara Europa
odchodzi od kary śmierci. Nie ma sensu płynąć samotnie, gdyż wszyscy nasi
sąsiedzi, bliżsi i dalsi, podążają w przeciwnym kierunku.
Dziękujemy za
rozmowę.
Uczestnicy naszej dyskusji Tadeusz Kilian, poseł AWS (z lewej) oraz
Zbigniew Kozak, polityk UPR nie doszli do porozumienia. Fot. Robert Kwiatek
Za wydaniem papierowym dziennika "Dziennik
Bałtycki"
Po ogłoszeniu
ponownej inicjatywy UPR w sprawie przywrócenia KS do polskiego prawodawstwa:
Nowela o zabijaniu Przywrócenie kary śmierci mogłoby wywołać poważne konsekwencje polityczne
dla Polski
Nawet zwolennicy
kary śmierci przyznają, że jej przywrócenie w Polsce jest niemożliwe.
Minister sprawiedliwości chce jednak namówić komisję kodyfikacyjną, by
egzekucje pojawiły się w przygotowywanej nowelizacji prawa karnego.
Temat przywrócenia
egzekucji powraca przy każdym głośnym zabójstwie. Po raz pierwszy jednak
walkę o zapisanie kary śmierci w kodeksie karnym zapowiedział przedstawiciel
rządu. W Polsce po raz ostatni powieszono skazańca w 1988 r. Uznano go
winnym zabójstwa, usiłowania zabójstwa, gwałtu i kradzieży. Od tamtego
czasu obowiązywało moratorium na karę śmierci. Nawet jeżeli ją orzekano,
to nie była wykonywana. Kodeks karny z 1997 r. ostatecznie zniósł egzekucję.
Skazanym na karę śmierci zmieniono wyroki na dożywotnie więzienia.
Minister przyznaje, że morderstwo 4-letniego Michała w Warszawie było
dla niego "przesłanką", że wprowadzenie egzekucji jest jednak konieczne.
- To kara "inna jakościowo" od pozostałych, ale i zabójstwo różni się
od pozostałych przestępstw - tłumaczy minister sprawiedliwości. Podobnie
uważa Unia Polityki Realnej, która po śmierci chłopca zaczęła zbieranie
podpisów pod obywatelskim projektem nowelizacji kodeksu karnego. Zakłada
on wykonanie egzekucji w przypadku zabójstwa z premedytacją.
Minister przekonuje, że kara śmierci ma wymiar prewencyjny. - To złudzenie,
że zabójcy pochowają się, słysząc o karze śmierci. Nie będzie ona miała
żadnych walorów odstraszających - ripostuje Stanisław Waltoś, profesor
prawa karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prof. Waltoś jest przekonany,
że wprowadzenie propozycji ministra Kaczyńskiego w Polsce jest niemożliwe.
- Nasz kraj ratyfikował 6. protokół do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka,
która zakazuje kary śmierci - tłumaczy. Dokument jest więc częścią obowiązujących
w Polsce przepisów. Prawnicy wskazują, że minister musiałby też walczyć
o zmianę Konstytucji RP, która nie zezwala na egzekucje.
Według Kaczyńskiego suwerenne państwo może zawsze wypowiedzieć umowę międzynarodową.
- Zniesienie kary śmierci nie jest warunkiem wejścia do Unii Europejskiej
- argumentuje.
- Odstąpienie od systemu prawnego Rady Europy wywołałoby poważne następstwa
polityczne dla Polski, która jest jej członkiem - odpowiada prof. Waltoś.
Kaczyński chce przedstawić swoje argumenty za wprowadzeniem kary śmierci
na najbliższym posiedzeniu komisji kodyfikacyjnej, która debatuje nad
szeroką nowelizacją prawa karnego. Komisja powinna zakończyć pracę za
miesiąc. Wtedy ostatecznie dowiemy się, czy propozycja ministra znajdzie
się w projekcie kodeksu karnego.
Czy będzie miała szanse na poparcie w Sejmie? Raczej niewielkie. Przeciwnicy
kary śmierci jednym tchem wyliczają argumenty przeciwko egzekucjom. Najważniejszy:
nikt nie ma prawa zabierać życia drugiemu człowiekowi. Tuż za nim pojawia
się argument o ostateczności kary śmierci.
- Jest ona nienaprawialna. Minister Kaczyński wskazuje na USA jako kraj,
gdzie ta kara jest wykonywana. Trzeba jednak pamiętać, ile przeprowadzono
tam rehabilitacji osób skazanych na karę śmierci - tłumaczy prof. Waltoś.
W ubiegłym roku gubernator Illinois ogłosił moratorium na wykonywanie
kary śmierci. Okazało się, że w ciągu 12 lat z cel śmierci zwolniono w
tym stanie 13 osób. Ich niewinność potwierdziły przede wszystkim testy
DNA. W jednym przypadku skazanego na śmierć uratowały wyjaśnienia prawdziwego
zabójcy. Morderca przyznał się do winy dwa dni przed wykonaniem wyroku
na niewinnym człowieku.
Zwolennicy kary śmierci ripostują, że każdy poważny zabieg chirurgiczny
niesie za sobą ryzyko błędu i śmierci operowanego. Przekonują, że pomyłki
sądowe są niezwykle rzadkie (z wyjątkiem spraw politycznych w Polsce nie
było przypadku rehabilitacji skazanych na karę śmierci).
Jednak nawet entuzjaści kary śmierci przyznają, że jej przywrócenie jest
raczej niemożliwe. Ewentualne konsekwencje polityczne zrażą Sejm do poparcia
egzekucji. Takiej nowelizacji kodeksu karnego nie podpisze też prezydent
Aleksander Kwaśniewski, który zawsze deklarował się jako przeciwnik kary
śmierci.
Za dziennikiem Życie
z dn. 27-28.01.2001 r.
Jan Paweł II podczas
bożonarodzeniowego błogosławieństwa Urbi et Orbi wyraził życzenie zniesienia
kary śmierci. Choć słowa Papieża mieszczą się w nurcie Jego zwykłego nauczania
jako teologa i moralisty, przeciwnicy kary śmierci prezentują je niczym
ostateczny głos Rzymu w tej sprawie i wykorzystują do potwierdzenia swego
stanowiska. Niektórzy zwolennicy kary śmierci zachwiali się natomiast
w swych poglądach zupełnie niesłusznie.
Mam tu na myśli np. Jarosława Kaczyńskiego (złożył w Sejmie projekt nowelizacji
kodeksu karnego przywracający najwyższy wymiar kary), który publicznie
wyraził zwątpienie w sensowność własnych działań czy Stefana Niesiołowskiego,
który z kolei zmienił poglądy ze zwolennika kary śmierci stał się jej
przeciwnikiem. Z pewnością wahania sumienia przeżyło wielu polskich wiernych
Kościoła katolickiego a dzięki nim demokratyczny werdykt w sprawie kary
głównej jest bardzo jasny (może raczej nie demokratyczny werdykt, lecz
zmysł moralny): w 1998 roku ponad 75 procent obywateli Rzeczypospolitej
opowiadało się konsekwentnie za wprowadzeniem kary śmierci. Co prawda
nasi rodzimi demokraci będący u władzy akurat ten sondaż równie konsekwentnie
lekceważyli i wyciszali, hołdując chyba zasadzie, że owszem demokracja
demokracją, ale najlepiej gdy jest ona... sterowana.
NIEZMIENNA TRADYCJA
Niedawna wypowiedź
papieża to nie pierwszy przypadek, gdy w ostatnim czasie z Rzymu dochodzą
głosy będące wyrazem negowania zasady sprawiedliwości, jaką jest niewątpliwie
kara śmierci. Wystarczy choćby przypomnieć wstawiennictwo Jana Pawła za
znaną morderczynią Carlą F. Tucker straconą mimo tego w lutym ubiegłego
roku w Stanach Zjednoczonych. Głosy te występują wbrew potężnej, liczącej
dwa tysiące lat, tradycji Kościoła, która od początku chrześcijaństwa
uzasadniała religijnie i racjonalnie oraz dopuszczała stosowanie najwyższego
wymiaru kary.
Wypada tu np. wspomnieć św. Tomasza z Akwinu ów znany powszechnie teolog
i filozof w pozbawieniu życia mordercy odnajdywał właściwy sposób wymierzania
sprawiedliwości wobec jednostek szkodliwych dla dobra ogółu. Jednostki
takie przez swój czyn pozbawiają się ludzkiej godności i stają się gorsze
od bestii można więc je stracić (Summa Theologica 2,2, q 64, a 2).
Wyrazem wielowiekowego nauczania Kościoła jest ostatni Katechizm Kościoła
katolickiego (podpisany przez Jana Pawła II w 1992 roku!!!) zawierający
przyzwolenie na wykonywanie kary śmierci. Stosowny akapit (nr 2267) brzmi:
Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione,
tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci,
jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego
życia przed niesprawiedliwym napastnikiem. W tym kontekście słowa papieża
wypowiedziane podczas ostatnich świąt Bożego Narodzenia brzmią co najmniej
dziwnie...
Jednocześnie domagają się one jasnej kwalifikacji teologicznej. W świadomości
przeciętnego wiernego wciąż funkcjonuje schemat, iż każdą wypowiedź papieża
jest on skłonny bezwiednie uznawać za nieomylną, np. na skutek samodzielnej
decyzji wynikającej z niewiedzy albo na skutek delikatnej sugestii mediów.
Wypowiedź Jana Pawła II przeciwko karze śmierci znamion nieomylności w
ogóle nie posiada a zatem nie wiąże ona sumienia katolika. Mieściła
się natomiast w ramach zwyczajnego nauczania papieskiego, które swym zakresem
obejmuje m.in. encykliki, dekrety, przemówienia, etc. W historii znaleźć
zresztą można dużo przykładów, gdy papieże jako zwykli teolodzy czy moraliści
głosili błędy, czy wręcz herezje. Ale trzeba wyraźnie zaznaczyć, że występowali
wtedy nie jako pasterze całego Kościoła, którzy rozstrzygali ostatecznie
dane kwestie (powołując się na nadprzyrodzony charyzmat nieomylności).
RZADKI PRZYPADEK
Kiedy zatem wypowiedź
Papieża jest nieomylna? (dogmat o nieomylności został ogłoszony na Soborze
Watykańskim I w Konstytucji Dogmatycznej o Kościele Pastor aeternus).
Ano wtedy, gdy Ojciec Św. czyni akt uroczystego nauczania ex cathedra,
który zawiera w sobie jednocześnie cztery istotne warunki.
Po pierwsze Papież występuje jako nauczyciel wszystkich wiernych, a nie
jako np. osoba prywatna czy biskup diecezji rzymskiej bądź Patriarcha
Zachodu. Po drugie głowa Kościoła działa na mocy najwyższej władzy apostolskiej
(jej pełni). Po trzecie Ojciec Św. ogłasza prawdę jako powszechnie i ostatecznie
wiążącą definicję doktrynalną, a nie w formie zalecenia, wykładu, perswazji
czy życzenia (taki właśnie charakter miała wypowiedź Jana Pawła II: Niech
dzięki Bożemu Narodzeniu umocni się na świecie poparcie dla stosownych
i pilnie potrzebnych działań, które (...) pozwolą strzec ludzkiego życia,
znieść karę śmierci). Po czwarte wreszcie Papież podaje prawdę wiary i
moralności, a nie np. naukową czy polityczną.
Oprócz tego spełnione musza być warunki elementarne, np. biskup Rzymu
cieszyć się powinien odpowiednią wolnością, dokonuje wcześniej gruntownego
studium problemu, opiera się na świadomości (zmyśle wiary) całego Kościoła,
odwołuje się do dotychczasowych decyzji Urzędu Nauczycielskiego Kościoła.
I rzecz najważniejsza, papieże niezwykle rzadko korzystają z przywileju
nieomylności ostatni taki przypadek miał miejsce w 1950 roku, kiedy
Pius XII ogłosił dogmat Wniebowzięcia Błogosławionej Dziewicy Maryi.
Wypowiedź Jana Pawła II na temat kary śmierci, która narobiła tyle szumu
co widać już teraz wyraźnie nie ma charakteru nieomylnej i jest prywatnym
nauczaniem papieża nie zobowiązującym katolika w sercu i umyśle. Z drugiej
strony jest ona wyrazem lewicowej tendencji panującej w Rzymie, co rzeczywiście
budzi niepokój. Tym większy, że generalnie do wypowiedzi Ojca Świętego
w sprawach wiary i moralności należy się odnosić co najmniej z szacunkiem.
Nie mniej jednak z perspektywy 2000 lat chrześcijaństwa, słowa Jana Pawła
II o zniesieniu kary śmierci to właściwie epizod. Jarosław Kaczyński może
więc spokojnie prowadzić działania nad wprowadzeniem do kodeksu karnego
kary śmierci, a Stefan Niesiołowski wcale nie musi zmieniać poglądów.
No, chyba że panom z centroprawicy chodzi o coś jeszcze niż o swoje sumienia,
np. mają w perspektywie koniunkturalne zachowanie społeczno-polityczne.
Wiadomo przecież, że z większością polityków jest jak z chorągiewkami
na wietrze. Poczekamy do kolejnej krwawej, okrutnej zbrodni... i wtedy
zobaczymy.
Artykuł z "NCz!" nr 4 (453) 23 stycznia 1999 r.
"KARA ŚMIERCI
W TRADYCJI KATOLICKIEJ"
ROBERT NOGACKI
Kara śmierci jest
najstarszą znaną społecznościom ludzkim sankcją prawną. Od samego początku
miała też swój wymiar religijny, będąc czymś więcej niż zwykłą dolegliwością
nie tylko usunięciem szkodliwej jednostki ze społeczności, ale także
daniem jej szansy mistycznego odkupienia przewinień poprzez złożenie ofiary
ze swojego życia.
Występowała w wielu odmianach. Najstarszą było po prostu orzeczenie śmierci
przez czarownika. Nasi prymitywni, ale głęboko religijni, przodkowie do
tego stopnia wierzyli swoim kapłanom, że gdy ci stwierdzali, że bogowie
nakazują im umrzeć, po prostu wykonywali ten rozkaz. Do dziś etnografowie
w odległych zakątkach ziemi opisują setki przypadków takich zgonów, pozbawionych
jakiejkolwiek przyczyny, poza klątwą czarownika.
Później pojawiła się kolejna odmiana najwyższego wymiaru kary wygnanie
ze społeczności. Osobnik, którego to spotkało, umierał z głodu i pragnienia.
Nie dlatego, że nie byłby w stanie samodzielnie zdobyć pokarmu, ale ponieważ
nie umiał żyć samotnie. Posiadał najgłębszą świadomość faktu, że swoje
człowieczeństwo może realizować tylko we wspólnocie z innymi. Jej utrata,
to zarazem zniknięcie sensu życia. (Widziałem w mym życiu Francuzów,
Niemców, Rosjan, ale oświadczam, że nigdy nie spotkałem człowieka pisał
wiele lat później hr. de Maistre).
Potem pojawiły się wykonywane wyroki śmierci. W czasach starożytnych i
średniowiecza, kiedy kary więzienia były dużo okrutniejsze niż natychmiastowa
śmierć, stosowano je wobec szerokiej gamy przestępstw. Paradoksalnie,
za zabójstwo nieczęsto orzekano najwyższy wymiar kary. Wykonywano ją tylko
wtedy, gdy zabójca nie był w stanie uiścić główszczyzny, czyli odszkodowania
za spowodowanie śmierci (dodajmy, że za obcięcie mężczyźnie jąder trzeba
było zapłacić tyle samo, co za poderżnięcie gardła). Prawo w owych czasach
ujmując sprawę eufemistycznie było dużo bardziej klarowne niż współczesne:
a teraz dowiedźcie się o zbrodniarzach jak bywają sądzone. Złodzieja
wieszać trzeba, (...) Kto człowieka zabija lub uwięzi albo obrabuje, albo
spali, zgwałci kobietę lub dziewczynę, pokój złamie, albo zostanie pojman
na cudzołóstwie wszystkim należy ścinać głowę czytamy w Zwierciadle
saskim (1220-35). Ów przepis o cudzołóstwie przypomina nam, że w dawnych
czasach istniał cały szereg przestępstw dziś zapomnianych, a dotyczących
moralności. Tak więc za nieuszanowanie autorytetu ojca w rozmowie można
było stracić język (kodeks Hammurabiego), a za uderzenie go rękę (tamże).
Do kategorii owych przestępstw przeciw moralności należało także uwiedzenie
osoby stanu duchownego, karane oszpeceniem przez ucięcie nosa i 15 latami
ścisłego postu (Ekloga, Zakon Sudnyj Liudem). Kolejnym dosyć osobliwym
przykładem wzajemnego przenikania się sfery religii i prawa w średniowieczu
były ordalia, czyli Sądy Boże. Wyobraźmy sobie, o ileż prostsza byłaby
lustracja, gdyby zamiast szperać w życiorysie posła Gadzinowskiego, po
prostu wrzucić go do wody i czekać czy wypłynie na powierzchnię! (Gwoli
ścisłości dodajmy, że Kościół zabraniał tego rodzaju praktyk).
Tak ostre kryteria prawne okazywały się niejednokrotnie zbawienne. Na
przykład prawo babilońskie przewidywało ucięcie ręki każdemu chirurgowi,
który źle wykona operację oraz zburzenie domu każdemu murarzowi, jeśli
postawiony przez niego budynek się zawali (gdyby zginęły w nimi jakieś
osoby, to w burzonym domu należy umieścić analogicznych członków rodziny
murarza). Efekt był taki, że Babilonia miała najlepszych murarzy i chirurgów
w tamtych czasach. Selekcja naturalna potrafi działać cuda!
Na szczególną uwagę zasługuje podejście do aborcji, która nie była uważana
za odrębne przestępstwo. Traktowano ją na równi z zabiciem urodzonego
już dziecka, i to dzieciobójstwo było karane kwalifikowaną postacią kary
śmierci. To ironia losu: wtedy sądzono, że dziecko może pochodzić z wystawiania
się na działania wiatru północnego albo kąpieli w morzu jak twierdzili
współcześni Homerowi (choć zdarzały się efektowne wyjątki jak podaje
kronika Galla Anonima Bolesław Krzywousty został poczęty w wyniku modłów
do św. Idziego) a mimo to potrafiono docenić życie płodu. Dziś wiemy,
że zajście w ciążę wymaga szeregu daleko bardziej wyczerpujących czynności,
a ta świadomość rzeczywistego pochodzenia płodu najwyraźniej zmniejszyła
do niego szacunek. Dziś wyskrobanie dziecka jest karane dużo łagodniej
niż kopnięcie psa na ulicy.
Warto podkreślić, że okres tak częstego stosowania kary śmierci częściowo
pokrywa się czasowo z istnieniem katolickich państw wyznaniowych, a co
więcej: nie sposób zauważyć, aby ich powstanie i rozwój miały jakikolwiek
wpływ na stosowanie kary śmierci. Bowiem chrześcijaństwo od czasów Abrahama,
który jak pamiętamy, chciał złożyć w ofierze swego syna, aż po Jana Pawła
I w pełni uznawało ją za część swojej moralności, choć surowo tępiło
jej nadużywanie czy pochopne orzekanie.
W Starym Testamencie najwyższym wymiarem kary nie jest pozbawienie życia
doczesnego, ale wymazanie z Księgi Żywych sankcja, którą mógł wykonywać
tylko sam Jahwe. Ale ponieważ i wtedy nie brakowało ludzi, na których
taka groźba nie robiła wrażenia, władza otrzymała odbicie tej mocy w postaci
prawa do odebrania ziemskiego życia. Jeśli kto przeleje krew ludzką,
przez ludzi ma być przelana jego krew, bo człowiek został stworzony na
obraz Boga jak mówi Pismo (Rdz 9,6). Tak więc raison dętre kary śmierci
nie stanowiła zemsta, jak to się dziś insynuuje, ale cześć dla Boskiego
autorytetu.
Stary Testament podkreśla nie tylko wychowawczy charakter kary śmierci
wobec całego społeczeństwa, ale i jej uzdrawiające działanie wobec samego
skazanego: gdy ich zabijał, szukali Go, nawracali się i znów szukali
Boga. Przypominali sobie, że Bóg jest dla nich skałą, że Bóg Najwyższy
jest ich Zbawicielem (Ps 78, 34). Wielu duchownych, którzy pracowali
z więźniami, podkreślało, że kara śmierci czyniła z dusz skazanych i ich
współwięźniów glebę na której Słowo Boże dawało wspaniałe plony (Widok
trupa powoduje, że każdy człowiek staje się skromniejszy Emil Cioran),
podczas gdy dożywocie doszczętnie ich demoralizowało (kilka lat temu na
łamach NCz! wyczerpująco pisał o tym Dariusz Hybel).
Nowy Testament w żadnym miejscu nie zaprzecza temu dawnemu prawu.
Pełne rozwinięcie stosunku do kary śmierci znajdziemy w patrystyce, czyli
pismach Ojców i Doktorów Kościoła oraz ius decretalium, czyli prawie wydawanym
przez papieży. Jako pierwszy bardzo dobitnie postawił ten problem św.
Augustyn, domagając się, aby państwo było biczem Bożym. Kościół wynika
to z jego prac powinien domagać się nawet szerszego stosowania najwyższego
wymiaru kary niż tylko do spraw kryminalnych. Otóż odebrać komuś życie,
z punktu widzenia teologii, to także skazać go na wieczne potępienie,
przez przekonanie do jakiejś herezji. Kacerze szkodzą bliźnim bardziej
niż jakikolwiek korsarz lub rozbójnik, gdyż zabijają duszę. Dla zatwardziałych
heretyków jest dobrodziejstwem, że usuwani są z tego życia. Albowiem,
im dłużej żyją, tym więcej wymyślają błędów, tym większą deprawują liczbę
ludzi i zyskują sobie tym sroższe potępienie jak tłumaczył kard. Robert
Bellarmin, teolog z XVII w.
Na tej samej zasadzie kary śmierci domagał się św. Tomasz z Akwinu: jest
rzeczą o wiele poważniejszą psuć wiarę niż fałszować monetę, która służy
tylko potrzebom ciała. Jeśli fałszerze i inni złoczyńcy słusznie karani
są przez książąt świeckich, z tym większą słusznością powinni być heretycy
oskarżeni o herezję, nie tylko ekskomunikowani, lecz ukarani śmiercią.
Kościół najpierw okazuje swe miłosierdzie, ażeby zbłąkanych nawrócić;
nie potępia ich, aż dopiero po pierwszym lub drugim napomnieniu. Lecz
gdy winny zacina się w uporze, Kościół, zwątpiwszy o jego nawróceniu i
w trosce o zbawienie innych, wyklucza go z Kościoła wyrokiem ekskomuniki
i oddaje sądowi świeckiemu, ażeby przez śmierć został z tego świata usunięty.
Albowiem, jak mówi św. Hieronim członki gnijące powinny być odcięte,
a owca parszywa usunięta z trzody, z obawy, by cały dom, całe ciało, cała
trzoda, nie uległy zarazie, zepsuciu, zgniliźnie i zgubie.
Dodajmy jednak, że Kościół szybko się wycofał z pomysłu karania heretyków
śmiercią (dużo wcześniej niż protestanci!), a wbrew potocznej opinii trybunały
inkwizycyjne nie miały kompetencji do jej orzekania (co najwyżej stwierdzały
zaistnienie herezji, a jeśli w danym państwie świeckie prawo karało taki
stan faktyczny śmiercią, to państwowi kaci wykonywali wyrok).
Podczas 2000 lat trwania swojej nauczycielskiej misji następcy Apostołów
nigdy nie sprzeniewierzyli się wezwaniu księgi Rodzaju (Rdz 9,6).
Artykuł z "NCz!" nr 4 (453) 23 stycznia 1999 r.
"MESSORI O KARZE
ŚMIERCI"
Autor NN
Wiktor Messori, włoski
dziennikarz, zasłynął jako autor bestsellerowych rozmów z papieżem Janem
Pawłem II wydanych przed dwoma laty pod tytułem Przekroczyć próg nadziei.
Watykan i sam papież uznają go za człowieka rzetelnego, godnego zaufania
oraz za doskonałego publicystę. Oto co Messori ma do powiedzenia na temat
kary śmierci:
Kościół katolicki
(...) nigdy nie zaprzeczał, że prawa władza ma moc karania śmiercią. Propozycja
papieża Innocentego II, potwierdzona na Soborze Laterańskim IV w 1215
roku, według której władza świecka może bez grzechu nakładać karę śmierci
zawsze wtedy, kiedy motywem działania jest sprawiedliwość, a nie gniew
czy zemsta, działając roztropnie i bez próby dyskryminacji, stanowi przedmiot
wiary. Ta deklaracja (...) do dziś nie została zmodyfikowana żadnym innym
uroczystym orzeczeniem Magisterium Kościoła.
(...) W Starym Testamencie Bóg nie tylko zezwolił na karę śmierci, ale
nawet ją nakazał. I to do tego stopnia, że ustalona przez nauczycieli
Tory (będącej normatywną wykładnią pisma) przewidywała karę śmierci za
35 przestępstw od cudzołóstwa po pogwałcenie szabatu, od bluźnierstwa
po odstępstwo czy sprzeniewierzenie się (chociażby tylko słowne) rodzicom.
Spośród wielu możliwych biblijnych cytatów na ten temat wystarczy przytoczyć
słowa przymierza Noachowego. Jahwe mówi do Noego (Księga Rodzaju 9,6):
Jeśli kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego,
bo człowiek został stworzony na obraz Boga.
(...) Z kolei przykazanie Nie zabijaj z Dekalogu oznacza: nie zabijaj
niesprawiedliwie i nie odnosi się do oficjalnej kary śmierci, ponieważ
jest skierowane do indywidualnych osób, a nie do kogoś kto przez prawo
został upoważniony do jej wymierzenia.
(...) Oczywiście, można zamknąć problem, mówiąc, że Nowy Testament przewyższa
Stary, ale przecież duch Ewangelii odwołuje się do Prawa Mojżeszowego.
Jak więc nie respektować słów Chrystusa, który powiedział wyraźnie: Nie
przyszedłem znieść Prawa, lecz je wypełnić, dodając, że ani jedna jota
w Prawie nie przeminie.
Sam Chrystus nie sprzeciwia się Piłatowi, przypomina mu jedynie, skąd
pochodzi jego władza (którą uznaje), kiedy namiestnik pyta: Czy nie wiesz,
że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzę Ciebie ukrzyżować? (J
19,10). Według św. Łukasza Pan Jezus nie sprzeciwia się też słowom dobrego
łotra, któremu czyni ponadto wielkie przyrzeczenie, kiedy ten wyznaje,
że zarówno on, jak i drugi łotr sprawiedliwie cierpimy, ponieważ odbieramy
słuszną karę za nasze uczynki.
Z kolei w Dziejach Apostolskich (5, 1-11) pierwotna wspólnota chrześcijańska
nie odrzuciła natychmiastowej kary śmierci. Kiedy przed św. Piotrem stawili
się małżonkowie Ananiasz i Safira, oskarżeni o nadużycie i kłamstwo przeciwko
braciom w wierze, zostali ukarani śmiercią.
Głównie jednak św. Paweł przyzwolił na ius gladii czyli prawo używania
miecza przez katów książęcych, których nazwał sługami Boga karzącymi niegodziwców
i skazującymi ich na śmierć, jeśli jest to konieczne. Nie można też zapominać
o trzynastym rozdziale z Listu do Rzymian, tak dobrze znanym w innych
czasach, a ostatnio pomijanym milczeniem, w którym znajdujemy następujące
słowa: A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę.
Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga (prosto) ku dobremu. Jeżeli
jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz". (Rz 13, 3-4).
(...) wykazaliśmy (co zresztą nie wymagało wielkiego wysiłku, bo
jasność tekstów jest oczywista), iż praktykowanie kary śmierci pochodzi
z ustanowienia Bożego, co znajdujemy w Prawie Starego Testamentu, potwierdzonym
przez Jezusa i apostołów w Nowym Testamencie.
(...) Trzeba jednocześnie zauważyć istotną różnicę między Starym
i Nowym Testamentem. Prawo nadane Noemu i Mojżeszowi uważa wykonywanie
wyroku na tym, kto dopuszcza się pewnych przestępstw, za obowiązek i wyraz
posłuszeństwa wobec woli Bożej. Tymczasem w Nowym Testamencie (tak tą
kwestię rozumiała Tradycja już od czasów Ojców Kościoła) kara śmierci
w pewnych wypadkach jest słuszna, choć nie zawsze uważa się ją za odpowiednią.
Zależy ona od sądu, który zmienia się w zależności od czasów.
(...) Sprzeciwiający się karze śmierci uznają jednak prawo do zamykania
kryminalistów w więzieniach. Rodzi się jednak następne pytanie: skoro
Bóg stworzył człowieka jako istotę wolną, czy ktokolwiek może pozbawić
go tej wolności?
(...) Z perespektywy naszej wiary, jak i według nauki Kościoła,
kara śmierci jest dopuszczalna. Można jednak postawić pytanie, czy jest
stosowna? Najlepiej tłumaczy nam tendencję do odrzucania kary śmierci
w naszych czasach Romano Amerio: Kara śmierci wydaje się barbarzyństwem
dla środowiska areligijnego, które żyjąc tylko doczesnością nie uznaje
możliwości pozbawienia życia człowieka, gdyż stanowi ono dla niego główne
dobro.
Zatem nie wobec kary śmierci nie może być motywowane wiarą, lecz niewiarą,
pokładającą swoje nadzieje tylko w życiu doczesnym.
Tymczasem kara śmierci to koncepcja usprawiedliwionej obrony, której każda
jednostka ma prawo oczekiwać zarówno od jednostek jak i całego społeczeństwa.
Od red. Cytaty pochodzą
ze zbioru publicystyki Wiktora Messoriego wydanej w 1998 roku przez Księgarnię
św. Jacka pod tytułem Czarne karty Kościoła.
Artykuł z nr. 9 (458) 27 lutego 1999 r.
"JESZCZE O KARZE
ŚMIERCI W PERSPEKTYWIE TEOLOGICZNEJ"
MARIUSZ SPYCHALSKI
Począwszy od nr.
4 Najwyższego CZASU! z 23 stycznia br., mogliśmy czytać zapowiadane
już wcześniej artykuły dotyczące religijnego aspektu kary śmierci. Dobrze
rozumiem niepokój, jaki wśród katolickich konserwatystów wywołały zarówno
wypowiedzi papieża, jak i ich spodziewane konsekwencje nietrudno odgadnąć,
że w wielu środowiskach katolickich poglądy abolicjonistyczne będą uznawane
za naturalne przedłużenie wiary, co z góry podważy samą możliwość ich
dyskutowania. Tym bardziej należałoby zachować ostrożność w podejmowaniu
tego zagadnienia.
Moje wątpliwości dotyczą dość różnych spraw, skoncentruję się jednak na
artykułach z nr. 4 autorstwa pp. D. Hybla i R. Nogackiego. Z grubsza
akceptuję obecne tam konkluzje, niemniej w trakcie lektury zauważyłem
opinie, z którymi nie mogę się solidaryzować. Otóż autorzy głoszą (bądź
co najmniej sugerują) następujące tezy:
1) stosunek współczesnego Kościoła (innymi słowy: hierarchii oraz reprezentatywnych
teologów) jest odzwierciedleniem nurtujących dzisiejsze społeczeństwa
a zwłaszcza intelektualne elity tendencji lewicowych;
2) Kościół zawsze akceptował karę śmierci, a ostatnio przeszedł na stanowisko
abolicjonistyczne.
Pierwsza teza wydaje się wariantem trącącej skrajnym banałem konstatacji,
że Kościół nie jest niezależny od społeczeństwa, w którym funkcjonuje
i spośród którego rekrutują się jego członkowie. Takiemu stwierdzeniu
nie sposób zaprzeczyć, a dla osób pesymistycznie oceniających aktualnie
zachodzące przemiany społeczne (do których zaliczam się zarówno ja sam,
jak i publicyści NCz!) może ono choć nie musi być podstawą do czarnowidztwa
w sprawach przyszłości chrześcijaństwa.
Tu jednak przydatne byłoby inne spostrzeżenie. Otóż Kościół w zasadzie
nigdy nie powielał mentalności dominującej w danym czasie, ale przyjmując
ją zarazem ją modyfikował, przekształcając zgodnie z czymś, co można
by nazwać swoistym algorytmem chrystianizacji. Mówię: w zasadzie, gdyż
uwaga ta nie jest jednakowo oczywista we wszystkich sprawach (np. wymóg
monogamii czy wyrzeczenia się praktyk uznawanych za bałwochwalcze był
znacznie jaśniej sformułowany niż stosunek do niewolnictwa). To, co określiłem
mianem algorytmu chrystianizacji, obejmuje zarówno wymiar ściśle doktrynalny,
jak i najszerzej rozumiane uwarunkowania kulturowe. Te dwie kwestie można
i trzeba rozróżniać, ale ich pełna izolacja nie jest możliwa. Głównie
dlatego, że w przekazie wiary nie można do końca oddzielić istotnych treści
od teoretycznych założeń, umożliwiających ich akceptację.
Sądzę, że te uwagi są niezbędne przy próbach rozwikłania stosunku
Kościoła do kary śmierci. Tutaj przechodzimy do drugiego punktu streszczenia
poglądów, z którymi muszę polemizować. Proste przeciwstawienie krzepiącej,
2000-letniej tradycji obecnym kontrowersjom uważam za symplifikację. Powoływanie
się dodatkowo na prawo Mojżeszowe o tyle komplikuje sprawę, że chrześcijaństwo,
zrodzone wewnątrz judaizmu, wykrystalizowało się w opozycji do obowiązującej
postaci tegoż judaizmu.
Niemniej warto zacząć od judaizmu. Stanowisko Tory jest jednoznaczne:
kara śmierci ma być szeroko stosowana. Zbrodnia była przede wszystkim
zniewagą wyrządzoną Bogu, dlatego jej sprawca nie mógł liczyć na ułaskawienie
bądź złagodzenie kary przez władcę. Nie istniało żadne gremium władne
zmieniać przepisy Tory wszak pochodziły one od samego Boga. Jakąś furtkę
w tym na pozór bardzo spójnym i zamkniętym systemie stanowiło pojęcie
Tory ustnej, istniejącej obok Tory pisanej i łącznie z tą ostatnią przekazanej
na górze Synaj. Żydzi nie byli zgodni co do tej koncepcji, ale nawet środowiska,
które ją zdecydowanie odrzucały, zaakceptowały uzupełnianie Tory tyle
że komentarzami zapisanymi. Tak więc z czasem prawo żydowskie zaczęło
różnić się od tego, co możemy znaleźć na kartach Pięcioksięgu. Część przepisów
złagodzono (np. zastąpiono rygorystycznie rozumianą zasadę talionu odszkodowaniem
za spowodowanie kalectwa). Jak przystało na naród skłonny do pluralizmu,
pojedynczy zwolennicy pierwotnej surowości trafiali się jeszcze w końcu
I w. po Chr.
Ale najistotniejsza była odwrotna tendencja. Dlatego w traktatach Talmudu
pojawia się następujące stwierdzenie: Sanhedryn, który jeden raz w ciągu
siedemdziesięciu lat wydał wyrok śmierci, otrzymał przydomek morderczy,
a Rabbi Akiwa i Rabbi Tarfon mawiali, że gdyby byli wchodzili w skład
tego trybunału, nie zapadłby nigdy wyrok śmierci (Sanhedrin 2; Makkot
7 a).
Traktat Bawa Mecia (30 b) zawiera nawet stwierdzenie: Jerozolima została
zburzona, ponieważ Żydzi stosowali się do surowego prawa Tory.
Pojawienie się chrześcijaństwa wprowadziło dalsze zmiany. Sprawą
najwyższej wagi była reinterpretacja Tory. Nadejście Mesjasza częściowo
zdezaktualizowało prawo Mojżeszowe, a nie było do końca jasne, co ma być
wciąż ważne. W zajmującej nas tutaj kwestii nie ulegało przynajmniej wątpliwości,
że nakaz uśmiercania przestępców nie jest ostatnim słowem Boga. Chrystus
całym swoim dziełem potwierdził nauczanie proroka Ezechiela, głoszącego
w imieniu Jahwe: Ja nie pragnę śmierci występnego, ale jedynie tego,
aby występny zawrócił ze swej drogi i żył (Ez. 33,11; formuła ta oznacza
tylko, że nakazów prawa mojżeszowego nie należy absolutyzować nie ma
to żadnego bezpośredniego związku z problemem kary śmierci).
Istotne jest też, że chrześcijanie wszędzie stanowili mniejszość
i nie mogli mieć wpływu na stanowienie prawa. Wreszcie odrzucenie chrześcijaństwa
przez zdecydowaną większość narodu wybranego i ewangelizacja pogan stworzyły
nową sytuację, w której stopniowo coraz mniej istotna miała być relacja
Prawo Ewangelia.
Odłączanie się chrześcijaństwa od judaizmu uległo przyspieszeniu
po stłumieniu powstania żydowskiego i zdobyciu Jerozolimy przez Rzymian
w r. 70. Odtąd chrześcijanie, coraz częściej nie-Żydzi, żyli w państwie
rzymskim opartym na etosie w zasadniczych punktach obcym tradycji judeochrześcijańskiej.
Dla pogan ludzkie życie znaczyło znacznie mniej niż dla Żydów. Ten i inne
względy (np. względnie długa słabość intelektualnych elit Kościoła, także
powracające prześladowania) sprawiły, że naturalnym odruchem społeczności
chrześcijańskiej stała się nieufność wobec wszelkich instytucji Cesarstwa
(w tym, rzecz jasna, wobec sądownictwa).
Wtedy w pełni wykształciło się, istotne w kulturze chrześcijańskiej, tabu
krwi. Zgodnie z nim, odbieranie komukolwiek z ludzi życia poważnie kolidowało
z pełnym zaangażowaniem religijnym. Nigdy nie odrzucono całkowicie służby
wojskowej: przypadki takie, jak męczeństwo św. Maksymiliana (północnoafrykańskiego
chrześcijanina, który wybrał śmierć, aby uniknąć wcielenia do wojska)
wynikały z inspiracji jednostek, mniejsza o to czy bardziej niekompetentnych,
czy fanatycznych. Niemniej nie należy zapominać o takich dokumentach kultury
wczesnego chrześcijaństwa, jak choćby uchwały synodalne przewidujące dożywotnią
ekskomunikę (nie wyłączając chwili śmierci) dla chrześcijan, którzy przyczynią
się do cudzej śmierci wskutek współpracy z rzymskimi sądami (synod w Elwirze
z r. 303). Innym przykładem mogą być listy o pokucie św. Bazylego, jednego
z najbardziej czczonych Ojców Kościoła, który zalecał kilkuletnią rezygnację
z przyjmowania Eucharystii tym spośród wiernych, którzy jako żołnierze
zabijali grasujących zbójców. Można by podać jeszcze inne przykłady.
Można również zinterpretować wzmiankowane powyżej przypadki w sposób możliwie
najbardziej zgodny z oczekiwaniami chrześcijańskich retencjonistów (gdyby
nie brak miejsca, sam bym to chętnie uczynił w niniejszym artykule). Można
wreszcie powiedzieć i tego już nie da się zakwestionować że chrześcijanie
zawsze wierzyli, iż władza państwowa pochodzi od Boga i spełniane przez
tę władzę akty (łącznie z ius gladii) mieszczą się w Boskich planach.
Chrześcijanie, nawet gdy sami nie chcieli nikogo zabijać, mogli nie odmawiać
państwu prawa do karania śmiercią (i to właśnie czynili). Takie stanowisko
z pewnością nie jest wewnętrznie sprzeczne.
Istotne dla prezentowanego tu toku wywodów wydaje mi się coś zupełnie
innego rozterki chrześcijan epoki patrystycznej przyczyniły się do ukształtowania
pewnego modelu kultury chrześcijańskiej, który zachował aktualność właściwie
do dziś. Dawał on o sobie znać w praktyce moralnej, w intelektualnych
debatach, w głęboko utrwalonych stereotypach, wreszcie w prawie kanonicznym.
P. R. Nogacki powołuje się na św. Augustyna i św. Tomasza. Ale dlaczego
nie przypomnieć Kodeksu Prawa Kanonicznego promulgowanego w 1917 r. opierającego
się na kilkunastowiekowej tradycji, w którym wśród nieprawidłowości (tzn.
trwałych przeszkód) do uzyskania święceń wymienia się (w kan. 984) defectus
lenitatis (brak łagodności). Brak łagodności chrześcijańskiej zachodził
w sytuacji, gdy kandydat kiedykolwiek (po przyjęciu chrztu) wydał wyrok
śmierci (jeżeli był sędzią) bądź też przyjął zajęcie kata albo był dobrowolnym
i bezpośrednim pomocnikiem w wykonywaniu wyroków śmierci. W myśl przyjętej
przez kanonistów interpretacji, przepis ten rozciągał się na uczestników
trybunału kolegialnego głosujących za karą śmierci, prokuratora domagającego
się tej kary, asesorów, pisarzy wyroku, a także świadków bez przymusu
zeznających przeciw oskarżonemu.
Warto zwrócić uwagę, że przepis nie obejmował nie tylko żołnierzy walczących
na froncie (o ile pobór był przymusowy), ale i żołnierzy plutonów egzekucyjnych
oraz oficerów dowodzących przy rozstrzeliwaniu . Im nie zarzucano braku
chrześcijańskiej łagodności, ponieważ wykonywali rozkaz. Mniej istotne
jest, że defectus lenitatis nie występuje w Kodeksie Prawa Kanonicznego
z 1983 r. Istniejące przez stulecia (i wytrwale omijane) normy prawne
były ściśle związane z chrześcijańskim tabu krwi. Cóż stąd, że w tym wydaniu
odnosiły się wyłącznie do duchowieństwa? Łatwo zauważyć, iż w pewien sposób
odzwierciedlały sytuację Kościoła pierwotnego, szybko zdezaktualizowaną.
To wtedy wyznawcy Chrystusa żyli w państwie, z którym nie chcieli dobrowolnie
współpracować, ale wiedzeni instynktem przetrwania łatwo godzili się
na różne kompromisy, np. zabijając na wyraźny rozkaz władzy (przecież
pochodzącej od Boga).
Te okoliczności i towarzysząca im mentalność znalazły wyraz w dziełach
Ojców Kościoła, bardzo dobrze oddawało je pisarstwo św. Augustyna. Ten
święty Doktor Kościoła nie chciał, aby chrześcijanie zabijali kogokolwiek,
choćby i w obronie koniecznej, w jednym z listów wysunął nawet argument,
że życie ziemskie jest dobrem niższym, wobec czego niedobrze byłoby bronić
go za cenę morderstwa. Przywilej zabijania wolał zachować dla żołnierzy
bądź urzędników, przy czym szeregowych wykonawców uwalniał od wszelkich
wątpliwości, pisząc w dziele O państwie Bożym: Nie ten zabija, kto
musi wykonać wyrok, podobnie jak miecz w ręku kata.
Z drugiej strony u Augustyna akceptacja silnej władzy, odwołującej się
do represji, jest bardziej jednoznaczna niż akceptacja kary śmierci. Nie
zalecał jej wobec schizmatyków i heretyków, ponieważ chciał, aby mieli
czas na pokutę. Zwolennicy krwawej rozprawy z odstępcami religijnymi,
aczkolwiek obecni już w IV w., długo stanowili mniejszość. Św. Tomasz
wyraża tradycję w swoich czasach stosunkowo nową.
A jeżeli już jesteśmy przy św. Tomaszu to czemu nie zajrzeć do artykułu
7 kwestii 64 tegoż traktatu O sprawiedliwości, gdzie czytamy: Wszelkie
zabójstwo, choćby bezgrzeszne, stanowi pewną nieprawidłowość, nawet gdy
chodzi o sędziego, który sprawiedliwie skazał kogoś na śmierć. Dlatego
duchowny, jeśliby zabił kogoś, choćby we własnej obronie, popada w tę
nieprawidłowość, nawet gdyby zmierzał nie do zabicia, ale do samoobrony.
Wracając do tematu: wobec licznych danych historii chrześcijaństwa (i
historii judaizmu) trudno bronić tezy, że tendencje abolicjonistyczne
w Kościele (i w Kościołach) są wyłącznie koniunkturalnie propagowanym
i gorszącym nowatorstwem. Głęboko zakorzeniony w tradycji judeochrześcijańskiej
szacunek dla życia, a także typowo chrześcijańska nadzieja na nawrócenie
grzeszników, z góry obdarzonych niezbędną w tym celu łaską, od początku
przysparzały rozmaitych wątpliwości. Dlatego nie mogę się zgodzić z p.
D. Hyblem, że wstawiennictwo Jana Pawła II za Carlą F. Tucker jest sprzeczne
z tradycją Kościoła ani też, że oznacza negowanie zasady sprawiedliwości.
We wczesnym chrześcijaństwie powszechnie znany był zwyczaj wstawiennictwa
biskupów u władz (intercessio) w celu złagodzenia kar dla przestępców:
uwolnienia od tortur, a niekiedy nawet darowania życia.
Co do drugiego zarzutu czym innym jest negowanie sprawiedliwości, czym
innym absolutyzowanie ludzkich możliwości jej wymierzenia. Wyjątkowe potraktowanie
przestępcy nie stanowi problemu co innego, gdy wyjątek staje się regułą.
Abolicjonizm jako konkretny program polityczny jest wynalazkiem Oświecenia
i z pewnością trudniej go uzasadnić w oparciu o Ewangelię. Przez dłuższy
czas był propagowany głównie przez środowiska wrogie chrześcijaństwu,
ale chrześcijaństwo w pewien sposób przygotowało mu grunt. Uważam, że
nie należy pomijać tego faktu milczeniem tylko po to, by ocalić jakąś
budującą, monolityczną wizję Kościoła. Średniowieczni inkwizytorzy, zgodnie
z prawem kanonicznym przekazujący kacerzy władzy świeckiej (w myśl zasady:
Ecclesia abhorret a sanguine), chcąc nie chcąc, współtworzyli pewien typ
wrażliwości obecny w naszej kulturze a zatem i oni mogą być uznani za
prekursorów dzisiejszego abolicjonizmu.
W kontekście wzmiankowanych problemów bardzo na miejscu jest, dokonane
przez p. D. Hybla, przypomnienie warunków nieomylności wypowiedzi papieskich.
Oczywiscie, że mimochodem wyrażone życzenia tych warunków nie spełniają.
Ale nie można im przypisywać wyłącznie charakteru prywatnego. W rzeczywistości
są one częścią zwyczajnego nauczania, które również winno być przyjmowane
przez katolików z należytym szacunkiem oraz w miarę możliwości w posłuszeństwie
serca i umysłu. Z pewnością też wszystkie te kontrowersyjne wypowiedzi
papieża nie są deklaracjami wyłącznie politycznymi. Ewentualne wątpliwości
wobec nich winny być w pełni przemyślane i umotywowane na gruncie chrześcijańskiego
światopoglądu. W przypadku kary śmierci sprawa nie wydaje się szczególnie
trudna. Ani wypowiedzi Jana Pawła II, ani żadne historyczne zaszłości
nie mogą po prostu unieważnić argumentów przemawiających za stosowaniem
tej kary. Repertuar retencjonistycznej argumentacji jest wystarczająco
bogaty. Można też przywołać szereg ściśle religijnych racji o podobnej
wymowie.
Sądzę jednak, że przy okazji należałoby z góry odrzucić eklezjologię lefebrystyczną,
ponieważ jej założenia nie dają się pogodzić z wymogiem krytycznego stosunku
do chrześcijańskiej tradycji. Oznacza to programową rezygnację z oddzielania
specyficznie religijnych aspektów kerygmatu od szeroko rozumianych uwarunkowań
kulturowych. Z tego właśnie powodu tradycjonaliści niepotrzebnie zaostrzają
krytykę różnych zjawisk w Kościele współczesnym i łączą ją z koncepcją
idealnego Kościoła przeszłości, który naprawdę istnieje tylko w ich wyobraźni.
A że fundamentalizmy regresywne i progresywne bywają sobie bliskie tego
może dowodzić choćby ostatnia deklaracja p. J. Fijora (Sabotaż w Saint
Louis, NCz! nr 7, 13 lutego 1999 r.).