Publicystyka na temat kary śmierci

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 20.08.2001 r.

19-20.08.2001 r.

Kara śmierci w nauczaniu Kościoła

Z ks. prof. Tadeuszem Ślipko SJ rozmawia Sławomir Skiba

Kara śmierci to temat, który wzbudza wiele kontrowersji. Uwzględniając jedynie nagłaśniane przez media wypowiedzi niektórych katolików, można odnieść wrażenie, że Kościół katolicki w swym odwiecznym nauczaniu jest zdecydowanym przeciwnikiem dopuszczalności takiej kary. Czy tak jest rzeczywiście? O odpowiedź na to i inne pytania "Nasz Dziennik" poprosił ks. prof. Tadeusza Ślipko - etyka, filozofa i autora książki "Kara śmierci z teologicznego i filozoficznego punktu widzenia".

Kiedy na łamach periodyków, które chcą uchodzić za katolickie, pojawia się problem kary śmierci w kontekście nauczania Kościoła, zazwyczaj większość "dyskusji" podsumowywana jest stwierdzeniem: "Kościół jest przeciwny karze śmierci". Czy rzeczywiście mamy w tym przypadku do czynienia z absolutnym potępieniem najwyższego wymiaru kary i czy sprzeciwia się on etyce katolickiej?

- Przyznaję, że stwierdzenie - a raczej slogan - "Kościół jest przeciwny karze śmierci" - pojawia się dosyć często w ustach abolicjonistycznie nastawionych katolików, ale ocenę tego zjawiska trzeba zróżnicować odpowiednio do stopnia kompetencji wypowiadających się osób. Jeśli opinię tę wygłasza starsza pani, której subtelność subiektywnych odczuć nie pozwala spojrzeć w oczy surowej prawdzie, to nie pozostaje nic innego, jak tylko kierować się spirezjańską zasadą: "Nie dziwić się, nie oburzać się, ale zrozumieć". Gdy zaś tę samą opinię podtrzymuje publicysta-dziennikarz - sprawa się komplikuje. Jego obowiązkiem jest bowiem troska o rzetelność informacji. Tego typu wypowiedzi świadczą więc bądź o braku odpowiedzialności za wygłaszane słowo lub też o tym, że jest to wystąpienie kierowane ideologicznymi uprzedzeniami, nieuwzględniające obiektywnego stanu rzeczy. Najgorzej wyglądałaby sprawa, gdyby takie stwierdzenie padło z ust teologa. Świadczyłoby to o braku rozumienia autentycznego sensu tej frazy ("Kościół jest przeciwny karze śmierci"), po prostu byłby to błąd teologiczny.
Po tym wyjaśnieniu możemy zająć się istotą tej sprawy.
- Termin "Kościół" może przybierać różne znaczenia, odpowiednie do zmieniających się kontekstów, w których bywa używany. W zdaniu "Kościół przeciw" czy "za karą śmierci" chodzi o moralny wymiar instytucji prawa karnego - jaką jest kara śmierci - a więc o stwierdzenie, czy kara ta stanowi moralnie usprawiedliwiony wymiar sprawiedliwości, czy też w jej wyrokowaniu, jak i wykonaniu, zawarte jest jakieś immanentne zło moralne, konkretnie mówiąc, naruszenie naturalnego prawa moralnego, chroniącego życie każdego człowieka, nawet największego złoczyńcy. W tego rodzaju sprawach słowo "Kościół" wyrażać może tylko "Kościół nauczający", dokładniej mówiąc - "zwyczajne nauczanie Kościoła". To zaś nauczanie nie utożsamia się ani z jednorazowym okolicznościowym wystąpieniem jakiegokolwiek papieża, ani tym bardziej takiego czy innego Episkopatu bądź poszczególnych teologów. Zwyczajne nauczanie Kościoła oznacza w gruncie rzeczy długotrwały proces, zakorzeniony w dogmatycznej tradycji źródeł Objawienia, kontynuowany przez wieki, aprobowany przez papieży, głoszony przez moralistów. Jeśli jednak wytrzymuje próbę tych kryteriów, urasta ono do rangi nauczania, w którym Kościół głosi także moralne zasady niezmienne i nieodwołalne. Nie sprawdza się ta kwalifikacja jedynie w odniesieniu do tych nauk Kościoła - w zakresie spraw moralnych - które nie spełniają wymienionych warunków bądź dotyczą tematów natury historycznej, wyraźnie umiejscowionych w czasie i przestrzeni.
To wszystko poparte jest autorytetem Jana Pawła II. Rzeczone sformułowania Ojciec Święty potwierdził w Liście Apostolskim "Ad tuendam fidem" ("W obronie wiary"), aby je przypomnieć społeczności wiernych jako szczególnie aktualne w czasach pomieszania pojęć i niepewności, jakie współcześnie przeżywamy. To też niezbędnym warunkiem rzetelnego i zgodnego z myślą Kościoła podejścia do kary śmierci jest klarowne rozpoznanie zwyczajnego nauczania Kościoła na ten temat. Kiedy zaś prześledzi się całokształt dostępnych w tym względzie danych, nie ulega wątpliwości, że odnośnie do moralnej godziwości, a tym samym dopuszczalności, kary śmierci Kościół głosił i nadal aprobuje tę zasadę - czyli uznaje moralną godziwość i dopuszczalność kary śmierci.
- W tym założeniu stwierdzenie - "Kościół jest przeciw karze śmierci" - na pewno jest zdaniem błędnym. Bronić się przed tą konsekwencją w imię abolicjonistycznych uprzedzeń można tylko w ten sposób, że przytaczane świadectwa ciągłości i autentyczności tego nauczania poddaje się manipulacyjnym zabiegom, jak w artykule pana Sporniaka w "Tygodniku Powszechnym", który został tak skonstruowany, aby to, czego Kościół naucza, zredukować do rzędu teologicznych hipotez. A wiadomo, że z hipotezą można sobie zawsze łatwo poradzić. Owszem, są w tym artykule ślady innej, o wiele gorszej jeszcze manipulacji, ale to dotyczy innego aspektu sprawy.

Jakie są korzenie ruchu abolicjonistycznego na świecie? Skąd pochodzi to nowe spojrzenie na karę śmierci jako zło?

- Pytanie jak najbardziej na miejscu. Rozpowszechnia się bowiem mniemanie, że idea zniesienia kary śmierci wypływa z chrześcijańskich źródeł inspiracji jako logiczna konsekwencja prawdy o Bożym Miłosierdziu.
Otóż, prawdą o Bożym Miłosierdziu chrześcijaństwo żyło od początku swego istnienia. Mimo to do połowy XVIII wieku we wszystkich swoich historycznych postaciach - czy to katolicyzmu, czy prawosławia, czy protestantyzmu nie żywiło wątpliwości, że prawda o Bożym Miłosierdziu nie pozostaje w sprzeczności np. z prawdą o Bogu karzącym piekłem zatwardziałego grzesznika. Ten stan rzeczy trwał aż do połowy XVIII wieku, dokładniej mówiąc do roku 1767, w którym ukazało się dzieło Cesare Beccaria pt. "O przestępstwach i karach" - powszechnie uznawane za pierwszą jaskółkę abolicjonistycznej doktryny i ruchu. Przytoczyć można na to niezbite dowody, tu m.in. przez samego Beccaria napisany list do Morellet'a - tłumacza na język francuski wspomnianego dzieła. W liście tym autor z emfazą wyznaje: "D'Alembert, Diderot, Helvetius, Buffon, Hume - sławne nazwiska, których bez głębszego wzruszenia nie podobna słuchać. Wasze nieśmiertelne dzieła są moją stałą lekturą, przedmiotem moich prac w ciągu dnia i moich rozważań w milczeniu nocy". Dalszy ciąg listu utrzymany jest w tym samym duchu, a więc nie ulega wątpliwości, że korzenie doktryny i ruchu abolicjonistycznego tkwią w antychrześcijańskich, opartych na materialistycznych i na skrajnie indywidualistycznych przesłankach filozofii XVIII wieku, przede wszystkim tzw. encyklopedystów i oświecenia.
Toteż u podstaw pierwszych wersji abolicjonizmu leżała zasada nienaruszalnej wolności jednostki, mocą której w umowie społecznej życie ludzkie zostało wyłączone spod kompetencji państwa.
Wspomniałem o tym mimochodem w mojej pracy "Kara śmierci z teologicznego i filozoficznego punktu widzenia" na s. 103. Tam też znajduje się dokumentacja, która wskazuje źródła potwierdzające prawdziwość powyższych informacji. Dodam tylko, że abolicjonizm pojawił się na gruncie katolickiej myśli teologicznej i filozoficznej dopiero po Soborze Watykańskim II. Przyczyn tej zmiany frontu doszukiwać się należy chyba w złym wykorzystaniu przez katolickich intelektualistów wolności badań teologicznych.

Publicysta "Tygodnika Powszechnego" sugerował, że pomija Ksiądz w swojej książce nowotestamentowe podejście do miłosierdzia, a tym samym do kary śmierci, oferując w zamian starotestamentową zasadę: "oko za oko...". Zarzuca Księdzu tym samym niekonsekwentną i nielogiczną postawę chrześcijanina. Czy mógłby Ksiądz Profesor odnieść się do tych zarzutów?

- Problem stosunku miłosierdzia do kary śmierci jest w ostatecznym rozrachunku problemem stosunku porządku miłości do porządku sprawiedliwości. Ograniczę się do konkluzji z uwagi na to, że nie możemy tutaj zająć się tym problemem w całej rozciągłości. A więc: miłość o tyle zachowuje swój autentyczny kształt miłości, o ile szanuje porządek sprawiedliwości. Zasada ta nie traci na ważności również w odniesieniu do kary śmierci. Zadaniem miłości w tym kontekście jest łagodzenie w uzasadnionych przypadkach funkcjonowania kary śmierci, nie zaś podważanie podstawy jej moralnej godziwości. Dlatego powszechnie akceptuje się w kodeksach prawa karnego i w prawie zwyczajowym prawo łaski. Tym bardziej, że posłużył się nim Pan Jezus w odniesieniu do, wspomnianej przez publicystę "Tygodnika Powszechnego", wiarołomnej kobiety. Był to akt łaski, nie zaś potępienie wymierzania kary.
Meritum omawianej sprawy kryje się gdzie indziej. Idzie bowiem o to, że tekstów czy to Starego, czy Nowego Testamentu nie można traktować wyrywkowo i selektywnie, jak to czyni, wspomniany przez Pana, publicysta. Trzeba je rozważać w kontekście całokształtu doktryny źródeł Objawienia na interesujący nas temat. Przy takim podejściu okazuje się, że także w Nowym Testamencie jest miejsce dla zasady: "oko za oko", jeśli ta skrócona formuła oznacza wymierzenie sprawiedliwej kary śmierci. Sądzę jednak, że księgom Starego Testamentu nie była obca idea miłosierdzia, skoro funkcjonowało tam prawo azylu, dające schronienie zagrożonym śmiercią przestępcom.

Co w takim razie z wyraźnym zakazem wyrażonym w przykazaniu "Nie zabijaj".

- Odnośnie do interpretacji przykazania "Nie zabijaj" w kontekście problematyki kary śmierci, należałoby zacząć od kwestii, czy ta forma odpowiada hebrajskiemu oryginałowi. Jeżeli bowiem słuszna jest sugestia egzegetów, że dokładniejszym wyrażeniem myśli byłoby sformułowanie: "Nie dopuszczaj się morderstwa", w takim razie już w starotestamentowym przekazie zawiera się ograniczenie piątego przykazania do pewnej kwalifikowanej kategorii przestępstw. Sprawa na tym się jednak nie kończy. Idzie o to, że trudność zawarta w pytaniu: "Co z przykazaniem: Nie zabijaj?" odnosi się nie tylko do kary śmierci, ale także do związanej z tą karą dopuszczalności, a niekiedy wręcz obowiązku, zabicia człowieka we własnej obronie.
Zastanawiając się nad tym zagadnieniem, od wieków pasjonującym teologów i teologiczną myśl chrześcijańską, na wstępie trzeba jasno powiedzieć: przedmiotem zwyczajnego nauczania Kościoła są zasady moralne, nie zaś rozwiązywanie ewentualnych, powstających na tym gruncie dalszych problemów. Odnośnie do dwu wymienionych uprzednio kategorii działań, moralna doktryna Kościoła ogranicza się do stwierdzenia moralnej dopuszczalności kary śmierci. Natomiast tradycyjna teologia katolicka, posługując się w tym przypadku filozoficzną metodą myślenia, we wskazanym zakresie skonstruowała wyjaśniającą teorię, której zadaniem jest te dwie moralne normy uzgodnić z przykazaniem "Nie zabijaj". Przewodnią ideą tego poglądu było wykazanie przy pomocy tzw. zasady podwójnego skutku, że śmierć agresora stanowi uboczny skutek, ponadto pośrednio tylko zamierzony przez broniącego się człowieka, a przez to nie podpada pod zakaz przykazania piątego. Zasadę tę wprowadził św. Tomasz z Akwinu, po dziś dzień ma ona licznych zwolenników wśród katolickich moralistów.
Podobnie ma się sprawa z karą śmierci. Tradycyjna teologia przypisywała państwu atrybut stosowania kary śmierci jako środka niezbędnego dla zabezpieczenia podstaw prawno-moralnego ładu życia społeczeństwa oraz bezpieczeństwa publicznego, wobec czego kara śmierci pozostaje poza zasięgiem obowiązywalności przykazania "Nie zabijaj".
Innymi słowy, obydwa przytoczone przypadki nie popadają w konflikt z przykazaniem piątym za względu na wskazane odrębności ich moralnej struktury. Obok naszkicowanej i powszechnie przyjmowanej tradycyjnej koncepcji, historia chrześcijańskiej myśli etycznej zna inne rozwiązania tych dwóch krańcowych sytuacji. W moim ujęciu taką właśnie kategorią jest "idea ograniczenia moralnego zakresu wartości". Jej sens istotny wyraża teza, w myśl której obiektywny porządek moralny jest tak ukonstytuowany, że tworzące go wartości moralne pozostają w stosunku hierarchicznej między sobą zależności. "Słabsza" wartość, czyli wartość podporządkowana wyższej wartości, nie obejmuje swym zasięgiem takiego działania, które by zakładało pogwałcenie wyższej wartości. Tak ma się sprawa w przypadku agresji. "Słabszą" wartością jest tu moralna wartość życia agresora, która jest ważna we wszystkich okolicznościach, z wyłączeniem jednak z jej zakresu aktu agresji. Dlatego ofiara agresji zabijając we własnej obronie życia, które jest tu "silniejszą" wartością, nie narusza w tym akcie moralnej wartości życia agresora, ponieważ agresor atakując życie innego człowieka, stawia się poza granicami własnego moralnego prawa do życia. A zatem pozostając nadal człowiekiem, jako byt psychofizyczny nie jest człowiekiem chronionym przez moralne prawo zabraniające pozbawiać człowieka życia.

Samym swoim postępowaniem stawia się w tym momencie poza tym prawem?

- Tak, jego działanie nie mieści się w porządku prawa do obrony życia ludzkiego. Czyli ten, kto się broni, nie gwałci wartości moralnej, zabija człowieka, ale nie narusza prawa moralnego, ponieważ to prawo nie obejmuje agresora. I na tej podstawie państwo wkracza jako egzekutor prawa ofiary do obrony i wymierzenia sankcji za pogwałcenie jej życia. Konsekwencją tego wywodu jest stwierdzenie, że to nie Kościół nauczający przez 2000 lat swojej historii rzekomo "wikłał się w beznadziejnych próbach usprawiedliwienia przekroczenia normy 'Nie zabijaj'" w przypadku wykonywania kary śmierci", jak to z bólem serca sugeruje wspomniany przez Pana publicysta "Tygodnika Powszechnego". Nauka Kościoła była w tych dwóch sprawach jednoznacznie określona i jednoznacznie głoszona, tylko na terenie teologii i etyki toczyły się dyskusje, jak się ma sprawa z przykazaniem "Nie zabijaj" w kwestii samoobrony czynnej i kary śmierci. Sprowadzając wszystkie rozwiązania do wspólnego mianownika, można powiedzieć, że przykazanie piąte jest przykazaniem obowiązującym niezmiennie, ale w ograniczonym zakresie. Właściwością porządku moralnego jest to, że agresja nie jest broniona prawem moralnym i dlatego obrona przed nią nie narusza wartości moralnych.

Przeciwnicy kary śmierci zarzucają, że jej zwolennicy nie dostrzegają nieodwracalnego skutku, jaki niesie ze sobą i nie dają tym samym szansy nawrócenia się skazanego mordercy. Czy może Ksiądz Profesor odnieść się do takiego poglądu na temat "miłosierdzia"?

- Odnośnie do chrześcijańskiego rozumienia miłosierdzia w jego relacji do porządku sprawiedliwości, a w ramach tego porządku do kary śmierci, istotne kwestie w tym zakresie poruszyłem już w odpowiedzi na Pańskie wcześniejsze pytanie. Przeciwnicy kary śmierci jak zwykle posługują się metodą absolutyzowania wtórnych aspektów zagadnienia, aby rzucić zasłonę na sprawy istotne. Akt nawrócenia się skazańca jest aktem wolnej woli i dlatego w tych samych warunkach jeden może się nawrócić, drugi zaś trwać będzie nadal w swoim zbrodniczym uporze. Klasycznym przykładem tego są dwaj łotrzy na krzyżu, ukrzyżowani razem z Panem Jezusem. W tej samej sytuacji, w tym samym momencie mieli te same możliwości nawrócenia się. Tymczasem jeden skorzystał z tej szansy, a drugi nie. Istotne jest jednak to, że jeszcze przed wykonaniem wyroku skazaniec zawsze może się nawrócić. Natomiast nie ma żadnych podstaw do twierdzenia, że przez zniesienie kary śmierci stwarza się realne szanse nawrócenia osób winnych wielkich przestępstw. Mając wolną wolę, mogą zawsze się nawrócić, oczywiście aktem ekspiacji przed Bogiem.
Dlatego moralnym obowiązkiem wykonawcy kary śmierci jest zadbanie o zapewnienie skazanemu kontaktu z duchownym, który by go dysponował na śmierć.

Jednym z argumentów abolicjonistów jest powoływanie się na wypowiedzi Ojca Świętego Jana Pawła II. Czy nie powinny one powstrzymywać od stosowania kary śmierci w katolickich społeczeństwach? Jakie winno być w takim razie stanowisko katolika w tej kwestii? Czy politycy odwołujący się do odwiecznego nauczania Kościoła mają moralne prawo do stawiania postulatu przywrócenia kary śmierci?

- Pytaniem tym dotyka Pan ważnego aspektu kary śmierci, który dotychczas pozostawał w cieniu komentarzy do moich wypowiedzi, a dotyczy moralnej dopuszczalności. Idzie o to, że nawet w założeniu dopuszczalności kary śmierci pozostaje kwestią otwartą jej stosowanie. W rozważaniach teoretycznych problematyka ta najczęściej występuje pod nazwą celowości kary śmierci albo też jej użyteczności. Otóż, celowość kary śmierci charakteryzuje się przede wszystkim tym, że zakłada odpowiednią ocenę ogólnej sytuacji społeczeństwa. Jest przeto rzeczą możliwą, że w życiu określonego społeczeństwa mogą zaistnieć warunki spokoju i stabilizacji, że doszło do znacznej redukcji przypadków zbrodni kapitalnych przy równoczesnym wydoskonaleniu się funkcjonowania instytucji penitencjarnych, a więc są realne przesłanki dla ograniczenia stosowania wyroków kary śmierci bądź nawet jej zawieszenia lub też całkowitego jej zniesienia. Takiej możliwości nie możemy wykluczyć. Do tego właśnie zmierzają apele Ojca Świętego Jana Pawła II, które są wyrazem tendencji do maksymalnego eliminowania w życiu społecznym stosowania siły, stworzenia zaś w to miejsce atmosfery tolerancji i szacunku dla moralnych wartości, w tym także ludzkiego życia. Dlatego apele te zasługują na uznanie i poparcie.
Z tego jednak co powiedziałem widać, że zarówno realne możliwości praktycznej realizacji tych wezwań i zachęt Papieża, jak i ogólnie rozumiana celowość redukowania bądź znoszenia kary śmierci zakładają przesłanki na wskroś historycznej i sytuacyjnej natury. Musi je poprzedzić rzetelna ocena całokształtu aktualnych warunków życia społecznego i dlatego ostateczny wynik tego oszacowania może w jednej sytuacji społeczeństwa wypaść na korzyść łagodzenia stosowania kary śmierci czy wręcz rezygnacji z niej. Natomiast w innych uzasadniać może decyzje zachowania jej, zarówno w zapisie prawa karnego, jak i praktycznego w granicach konieczności jej egzekwowania. To zadanie wszakże leży w kompetencjach władzy państwowej i jej działań w obronie interesów ogółu społeczeństwa. Dlatego politycy katoliccy mogą optować na rzecz przywrócenia kary śmierci, jeśli mają ku temu wystarczające powody. W odniesieniu do celowości kary śmierci nie ma rozstrzygnięć stałych i niezmiennych, jak to ma miejsce w sprawie dopuszczalności kary śmierci. Punkt ciężkości problemu przesuwa się w stronę edukacji społeczeństwa, zmierzającej do podniesienia moralno-prawnej kultury społeczeństwa, u piastujących zaś władzę państwową i w elitach do wyrabiania poczucia odpowiedzialności i troski o dobro wspólne ogółu. Nauczanie Jana Pawła II w odniesieniu do moralności kary śmierci nabiera pełnego, usankcjonowanego posłannictwem sprawowanego przezeń urzędu, znaczenia. Chodzi o to, aby całe społeczeństwo pracowało nad rozwojem kultury.

Jednym z "estetycznych" argumentów przeciwko karze śmierci jest problem pod hasłem: "ktoś musi być katem...". Według tego typu sądów, większość społeczeństwa domaga się stosowania kary śmierci, ponieważ nie bierze pod uwagę roli kata. Ich ocena, zdaniem owego poglądu, mogłaby ulec zmianie, gdyby uświadomili sobie "straszne zadanie masowego zabójcy". Jak Ksiądz Profesor mógłby skomentować ten problem?

- Oczywiście, jeśli kara śmierci ma być wykonywana, to ktoś musi być katem. Wiązanie zaś tej funkcji "ze strasznym zadaniem masowego zabójcy" jest znowu zwykłym chwytem abolicjonistycznym. "Straszne zadanie masowego zabójcy" przybiera rzeczywiście tragiczne oblicze nie przy wykonywaniu kary śmierci, która ma z reguły czysto indywidualny charakter, ale tam, gdzie mają miejsce zbrodnie sądowe, kiedy nadużywa się kary śmierci do celów, np. politycznych. Z historii wiadomo, że do tych masowych nadużyć dochodziło zazwyczaj w toku krwawych rewolucji, jaką była, np. Wielka Rewolucja Francuska, gdzie ścinano głowy tak często, iż gilotyna stępiała i trzeba było wymieniać ostrza. Ale to nie było żadne wykonywanie kary śmierci - było to po prostu niszczenie, tak jak w Rosji w czasie rewolucji komunistycznej. To są zbrodnie, które nie były żadnym wykonywaniem kary śmierci według norm moralnych, obowiązujących w przypadku tego wymiaru kary. Problem kata polega na czymś innym. Sprowadza się on do pytania, które musi sobie zadać sam kat, czy ma wykonać wyrok sprawiedliwie wydany, czy też moralnie naganny (jak w przypadku powyżej wymienionych zbrodni) albo przynajmniej ma obawy, czy jest to wyrok sprawiedliwy. Rozwiązanie tych realnych kazusów nie ma nic wspólnego z dopuszczalnością kary śmierci.

Oponenci wskazują jednak na jakiś problem sytuacji stresowej dla kata, który musi wykonywać wyrok.

- To jest problem wchodzący w zakres zainteresowań i kompetencji psychologa, nie zaś etyka. Jeśli zaś nikt z uczonych uprawiających profesjonalnie badania psychologiczne nie zajął się zbadaniem stresowych, o ile takie istnieją, napięć kata, to nie mamy wiarygodnych w tym względzie ustaleń. A obawy abolicjonistów można "między bajki włożyć".

Serdecznie dziękuję Księdzu Profesorowi za rozmowę.

Za dziennikiem "Nasz Dziennik" z dn. 19-20.08.2001 r.


24.07.2001 r.
Zwolennicy kary śmierci i jej przeciwnicy odmiennie pojmują nauczanie Kościoła

Prawa różnych mieczy

BEATA ZUBOWICZ

Czy chrześcijanin może być zwolennikiem kary śmierci? Czy kara ta jest zgodna z nauczaniem Chrystusa? A może Kościół katolicki, który od blisko dwu tysięcy lat dopuszcza najwyższy wymiar kary, jest w błędzie? Na te pytania coraz rzadziej udaje się uzyskać jednoznaczną odpowiedź. Zwolennicy kary śmierci i jej przeciwnicy różnie bowiem pojmują nie tylko filozoficzny i prawny wymiar kary głównej, ale inaczej też podchodzą do nauczania Kościoła w tym zakresie. Poczucie niepewności wzmagają również wypowiedzi Jana Pawła II, który coraz dobitniej sprzeciwia się najwyższemu wymiarowi kary.
Do takich wniosków skłania lektura dwóch (24. i 26.) numerów "Tygodnika Powszechnego". W pierwszym publicysta Artur Sporniak dokonał krytycznej analizy książki emerytowanego profesora etyki, księdza Tadeusza Ślipki, zatytułowanej "Kara śmierci z teologicznego i filozoficznego punktu widzenia" . W drugim ksiądz Ślipko, który chyba jako pierwszy katolicki teolog publicznie ogłosił opinie odmienne od wypowiedzi papieża, odpierał zarzuty.

Choć temat był wyraźnie określony - kara śmierci a nauka Kościoła katolickiego - nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że polemiści poruszają się w dwu różnych, odległych od siebie sferach.

Że nie zgadzają się co do filozoficznego wymiaru kary śmierci, nie dziwi. Publicysta "TP" doszukuje się sprzeczności w koncepcji nazwanej przez księdza Ślipkę ograniczonym zakresem moralnej wartości ludzkiego życia. Wynika z niej, że - w uproszczeniu - agresor, zadając ofierze śmierć, ogranicza moralną wartość swego życia. Nie zgadzając się z tym twierdzeniem, recenzent popada jednak w demagogię, sprowadzając wywód etyka do zasady "oko za oko". Za pomocą tego dyżurnego argumentu abolicjoniści starają się wykazać, że zwolennicy kary śmierci, aby być konsekwentni, powinni stosować prawo Hammurabiego.

Spór o ewangeliczne przesłanie

Źródłem sporu stała się jednak przede wszystkim Biblia, z której ksiądz profesor czerpie dowody na dopuszczalność kary śmierci, a jego adwersarz - na jej niesłuszność.
Najwięcej chyba polemicznych argumentów dostarczył święty Paweł swym "prawem miecza" z "Listu do Rzymian". "Rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga (prowadzącym) ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz" - przestrzega. Przez blisko dwa tysiące lat nikt nie miał wątpliwości, że święty Paweł dał tym samym władzy prawo do orzekania kary, w tym kary śmierci. Takie też wnioski wysnuwa ksiądz Ślipko: "Chodzi o doktrynę - pisze - poświadczoną przez długą tradycję teologiczną, która stwierdza, że Kościół, opierając się na orzeczeniu św. Pawła jako jednym ze źródeł Objawienia, przyjął dopuszczalność kary śmierci w głoszonej przez siebie doktrynie moralnej".

Przeciwnego zdania jest Artur Sporniak: "Żadna, nawet najsubtelniejsza gramatyczna analiza nie zmieni faktu, że św. Paweł nie mówi wprost o karze śmierci, tylko o Çprawie mieczaČ, czyli po prostu o ówczesnym porządku prawnym. A przecież rozumienie porządku prawnego z czasem się rozwija" - dowodzi. Recenzent zarzuca też księdzu Ślipce, że, czerpiąc z Biblii, nie wspomina o dwóch - fundamentalnych dla abolicjonistów - tekstach: z Księgi Rodzaju o Kainie i Ablu ("Ktokolwiek by zabił Kaina siedmiokrotną pomstę poniesie") i z Ewangelii św. Jana o jawnogrzesznicy ("Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem").

Gdy dla księdza Ślipki dowodem na dopuszczalność kary głównej jest i to, że uznawali ją Ojcowie Kościoła, m.in. święty Augustyn (nauczał, iż Bóg w określonych przypadkach ogranicza przykazanie "nie zabijaj") oraz święty Tomasz (za godnych śmierci uznawał na przykład zatwardziałych grzeszników, jeśli "okazują się szkodliwi lub niebezpieczni dla społeczeństwa"), to publicysta "TP" ich argumentację kwituje krótko: "Czyż można takie poglądy pogodzić z Ewangelią?".

Jego uznania nie zdobyli też kolejni papieże (m.in. Innocenty III, Pius XI, Pius XII), którzy niezmiennie potwierdzali prawo władzy do orzekania kary śmierci dla złoczyńców. Nauka ta przetrwała do naszych czasów, a Urząd Nauczycielski Kościoła oparł się tendencjom abolicjonistycznym. Jeszcze pięćdziesiąt lat temu Pius XII tłumaczył, że przestępcy sami pozbawiają się "prawa do życia", a państwo pozbawia ich tylko "dobra życia". "Jest jakimś gorzkim paradoksem - utyskuje Sporniak - że to nie Kościół, tylko oświeceniowi humaniści upomnieli się o zasady tak mocno zakorzenione w ewangelicznym przesłaniu".

Ksiądz Ślipko przekonuje, że z uwagi na nieprzerwaną ciągłość nauczania oraz aprobatę Stolicy Apostolskiej problem dopuszczalności kary śmierci wchodzi w zakres nieodwołalnie pewnego nauczania Kościoła. I w tym przypadku publicysta "TP" się z nim nie zgadza, twierdząc, że problematyka ta nigdy nie została jednoznacznie orzeczona przez Magisterium.

Nowe spojrzenie

Polemiści zgadzają się tylko co do tego, że nowe spojrzenie na karę śmierci wniósł papież Jan Paweł II. To jedno stwierdzenie wyczerpuje jednak możliwości porozumienia.
Dla publicysty "TP" wielokrotne apele Ojca Świętego o darowanie życia skazanym na śmierć mordercom wyznaczają drogę do całkowitego zniesienia kary śmierci. Papież - utrzymuje recenzent - daje do zrozumienia, że najwyższy wymiar kary jest sprzeczny z godnością człowieka. "Zwyczajnego nauczania Kościoła nie można utożsamiać z indywidualną wypowiedzią jednego papieża" - odpowiada na to ksiądz Ślipko, zwracając uwagę, że wypowiedzi Jana Pawła II na temat celowości kary śmierci zostały zakwalifikowane do kategorii nauk zmiennych. Podkreśla jeszcze jeden aspekt, który umyka zazwyczaj w polemicznym ferworze. W encyklice "Evangelium vitae" Jan Paweł II napisał, że władza nie powinna sięgać po najwyższy wymiar kary "poza przypadkami absolutnej konieczności, to znaczy, gdy nie ma innych sposobów obrony społeczeństwa". "Dzisiaj jednak (...) przypadki ostatecznej konieczności usunięcia winowajcy są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale".

Zdaniem księdza Ślipki tak jednoznaczne określenie ram czasu i miejsca narzuca ocenę społecznych warunków życia oraz skuteczności działania instytucji penitencjarnych. Nie narusza przy tym kościelnej nauki o dopuszczalności kary głównej.

Inne treści odnajduje w słowach papieża publicysta "TP". Jan Paweł II - dowodzi - naucza, że przestępcę można pozbawić życia tylko wtedy, gdy inaczej nie da się przed nim obronić społeczeństwa. Dziś jednak społeczeństwo dysponuje środkami, by skutecznie izolować zbrodniarzy. Nie ma więc potrzeby, by ich zabijać w majestacie prawa. "Jest całkiem prawdopodobne - przypuszcza - że przyszłe pokolenia doczekają się rachunku sumienia Kościoła także z aprobowania przez tak długi czas kary śmierci".

Wykluczyć tego oczywiście nie sposób, choć zdumiewa łatwość, z jaką publicysta "TP" rozprawia się z wielowiekowym nauczaniem i tradycją Kościoła. Zdumiewa też beztroska, z jaką traktuje nauki Ojców Kościoła i poprzednich papieży. Zdumiewa wreszcie kategoryczne stwierdzenie, że poprzednie nauczanie Kościoła było błędne, a to prawdziwe zaczęło się dopiero przed kilkunastoma laty. -

Za dziennikiem „Rzeczpospolita” z dn. 24.07.2001 r.



07.02.2001 r. 
Dyskusja z dziennika „Dziennik Bałtycki”

Najwyższy wymiar sprawiedliwości

Kara śmierci wzbudza wiele emocji oraz kontrowersji. Dyskusja w tej sprawie toczy się już od wielu lat. Przeciwnicy kary pytani o potencjalną możliwość jej wprowadzenia odpowiadają, że jej przywrócenie może przeszkodzić nam w wejściu do Unii Europejskiej. Zwolennicy podkreślają, że przywraca ona elementarne poczucie sprawiedliwości.
Przypomnijmy, że w Polsce najwyższy wymiar kary zniósł formalnie kodeks karny który wszedł w życie z dniem 1 września 1998 r. Karę śmierci zastąpiło dożywocie. Wyroków nie wykonywano jednak już od polowy 1988 r., kiedy to Sejm przyjął moratorium w tej sprawie.

Najwyższy wymiar kary ma coraz liczniejsze grono zwolenników, którzy uważają, iż odstrasza ona potencjalnych przestępców Obecne, prawie 80 proc. Polaków opowiada się za przywróceniem kary śmierci. Przypomnijmy także, iż Lech Kaczyński, minister sprawiedliwości, pub1icznie wielokrotnie domagał się przywrócenia kary śmierci. Postulat związany jest z postępującą brutalizacją życia społecznego. Jego oponenci zarzucili mu populizm oraz „grę pod publikę”. W Polsce jest mur przeciwko karze śmierci ripostował minister Kaczyński. Trzeba go jednak zburzyć w imię sprawiedliwości. W sprawach bestialskich morderstw taka kara to jedyny wyrok, który będzie dostatecznym zadośćuczynieniem dla ofiar.

Jednak polski parlament ma być gwarancją, że kara śmierci nie będzie już wykonywana. Tylko kilka krajów należących do Rady Europy nie ratyfikowało tego dokumentu: Rosja, Gruzja i Albania.

Na Ukrainie, zanim ratyfikowano protokół, karę śmierci wykonywano bardzo często w latach 1991-97 stracono przez rozstrzelanie około 800 osób. Kara śmierci obowiązuje m.in. w 38 stanach USA. Od 1976 r. wykonano prawie 500 wyroków, a ponad 3 tys. więźniów oczekuje na egzekucję w tzw. celach śmierci. W samym tylko roku 1998 na całym świecie wykonano 1625 egzekucji najwięcej, bo ponad 1 tys. w Chinach.

W Polsce przywrócenia kary śmierci oprócz ministra Kaczyńskiego konsekwentnie domagają się politycy UPR. Janusz Korwin-Mikke, lider UPR, porównał przeciwników kary śmierci do "stada łagodnych owiec, które oszalały do takiego stopnia, iż chcą dyktować warunki pasterskim psom, a nie zdają sobie sprawy że wówczas zjedzą je wilki".

Przeciwnikiem kary śmierci jest Papież Jan Pawel

Zdecydowana większość polskiego społeczeństwa opowiada się za przywróceniem kary śmierci.

Z Tadeuszem Kilianem, posłem AW„S” oraz Zbigniewem Kozakiem, politykiem UPR, rozmawiają Henryk Piec i Jacek Pauli

- Lech Kaczyński, minister sprawiedliwości powiedział ostatnio, iż odkąd zaczął myśleć, jest zwolennikiem kary śmierci. Czy najwyższy wymiar kary jest atrybutem barbarzyńców, czy też „narzędziem” ludzi cywilizowanych?

Tadeusz Kilian: Tak sprawy stawiać nie wolno. Prawda leży gdzieś pośrodku, a my przecież nie chcemy poruszać się po skrajnościach.

Zbigniew Kozak: Trudno nazwać Stany Zjednoczone państwem barbarzyńców. Chcę przypomnieć, że w USA zniesiono jakiś czas temu najwyższy wymiar kary, ale gdy tylko zauważono, że jest to ślepa uliczka, droga donikąd, natychmiast przywrócono orzekanie i wykonywanie najwyższego wymiaru kary. Jestem bardzo zadowolony że minister sprawiedliwości podziela poglądy UPR oraz znakomitej większości społeczeństwa.

T.K.: Wśród prawników toczy się wielowiekowy spór o sens kary śmierci...

Z.K.: Nie zauważyłem, by ów dyskurs miał wielowiekową tradycję. Problem ten podnoszony jest od kilkudziesięciu lat. Moderatorem owej debaty są kręgi, które ja nazwałbym środowiskiem politycznie poprawnym.

T.K.: Rozumiem, że uważa pan, iż wcześniej po świecie chodzili jedynie ludzie akceptujący karę śmierci?

Z.K: Tak.

T.K.: Na takie spojrzenie nie ma mojej zgody. Chcę podkreślić, że nie należę do zaciętych abolicjonistów. Będąc przeciwnikiem kary śmierci, jestem jednocześnie zwolennikiem orzekania wysokich wyroków. Mój pogląd w tej materii można scharakteryzować powiedzeniem: "Popełniłeś zbrodnię zgnijesz w więzieniu". A więc opowiadam się za dożywociem, bez możliwości wcześniejszego zwolnienia.

- Zdecydowana większość społeczeństwa opowiada się za przywróceniem kary śmierci. Czy politycy nie słyszą tego głosu, czy też go bagatelizują?

T.K.: Pewnych kwestii, w tym przypadku ludzkiego życia nie wolno poddawać pod głosowanie. Przesłanie Jana Pawła II jest w tej materii jasne - człowiek nie ma prawa innemu człowiekowi odebrać życia.

Z.K.: Zgoda w sprawie głosowania. Natomiast Kościół katolicki dotychczas nie wydal żadnego oficjalnego dokumentu, w którym by zabraniał wykonywania kary śmierci...

- Jan Paweł II opowiedział się jasno i wyraźnie przeciwko najwyższemu wymiarowi kary.

Z.K.: Minister Kaczyński jest zwolennikiem kary śmierci, ale przecież z tego powodu jego podwładni sędziowie nie ferują wyroków śmierci. Dla sędziów ważny jest kodeks karny, a nie opinia ministra sprawiedliwości, choćby nie wiem jak bardzo się z nią solidaryzowali. Natomiast w Katechizmie Kościoła Katolickiego możemy przeczytać: "Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni uzasadnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza stosowania kary śmierci, jeżeli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem".

T.K.: Chyba nie jest naturalne, że w Stanach Zjednoczonych niektórzy skazani oczekują na egzekucję 20 lat w celach śmierci.

Z.K.: Zgadzam się.

T.K.: Ostatnio, stosując nowe metody naukowe, udowodniono że ponad 15 skazanych zostało straconych niewinnie.

Z.K.: No dobrze, ale ten argument przemawia raczej na korzyść zwolenników kary śmierci. Nauka uczyniła tak ogromne postępy, że w praktyce możliwość wydania przypadkowego wyroku bliska jest zeru.

- Czy jest możliwe przywrócenie wykonywania kary śmierci w Polsce?

T:K.: Wątpię. Polska musiałaby wypowiedzieć art. 6 Konwencji Ochrony Praw Człowieka. Taki krok poważnie osłabiłby pozycję naszego kraju w negocjacjach o przyjęcie Polski do Unii Europejskiej.

Z.K.: Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Polska musi spełniać wszystkie, nawet najbardziej absurdalne, postulaty UE. Zresztą w tej materii trudno uchwycić logikę wielu innych zdarzeń. Warto przypomnieć, że kara śmierci obowiązywała w polskim prawie do 1998 r., ale przez 10 lat nie była wykonywana, gdyż obowiązywało jakieś moratorium...

- Moratorium na wykonywanie kary śmierci ogłoszono w 1988 r.

Z.K.: No dobrze, ale co to za zwierzę, owe moratorium? Chciałbym wiedzieć, gdzie ma ono swoje umocowanie prawne? Powtarzam i będę bez końca powtarzał, że kara śmierci jest konieczna. Nie wolno zapominać o ofiarach i ich rodzinach, o ich godności. W USA z morderców czyni się gwiazdy medialne, przeprowadza z nimi wywiady, zabójcy mają swoje strony internetowe! Jakie to musi być poniżające dla ofiar...

T.K.: Między nami nie sporu co do tego, że ofiara nie może być na dalszym planie. Powtarzam jednak, że opowiadam się za dożywotnim więzieniem, bez możliwości przedterminowego zwolnienia. Kiedy zamknie się za nim więzienna krata, to jest to już „żywy trup”. Chcę powiedzieć, że nawet nie musimy zmieniać istniejącego prawa, bo już dzisiaj sędziowie mogą orzekać okres, po którym skazany może opuścić więzienie. Jeżeli sędzia zadecyduje, że jest to np. 50 lat, to tak będzie.

- Jeszcze nie słyszeliśmy o takim wyroku. Dlaczego sędziowie nie strzelają z takich armat?

T.K.: Nie wiem.

- Panie prezesie, również Leszek Miller, przewodniczący SLD, opowiada się za przywróceniem kary śmierci. Czy to nie jest zaskakujące zestawienie, gdy w tak delikatnej materii, to samo mówią politycy prawicy jak i lewicy?

Z.K. : Sądzę, że pan Miller, sprawny polityk, uważnie wsłuchuje się w glos opinii publicznej. Ale być może lider SLD faktycznie jest za przywróceniem najwyższego wymiaru kary? Nie wiem. Nie siedzę w głowie pana Millera.

T.K.: Politycy prawicy często płyną pod prąd opinii publicznej, potrafią bronić słusznej sprawy wbrew opinii znacznej części społeczeństwa. Obawiam się, że kwestia kary śmierci będzie wykorzystywana podczas referendum o przystąpieniu do UE.

Z.K.: Faktycznie istnieje możliwość, że pod wpływem emocji społeczeństwo odrzuci integrację ze strukturami UE. UPR chodzi o merytoryczną debatę o integracji, a nie opartą na emocjach. Nie ma sensu drażnić społeczeństwa - przywróćmy karę śmierci!

T.K.: Stara Europa odchodzi od kary śmierci. Nie ma sensu płynąć samotnie, gdyż wszyscy nasi sąsiedzi, bliżsi i dalsi, podążają w przeciwnym kierunku.

- Dziękujemy za rozmowę.


Uczestnicy naszej dyskusji Tadeusz Kilian, poseł AW"S" (z lewej) oraz Zbigniew Kozak, polityk UPR nie doszli do porozumienia. Fot. Robert Kwiatek

Za wydaniem papierowym dziennika "Dziennik Bałtycki"

 

Po ogłoszeniu ponownej inicjatywy UPR w sprawie przywrócenia KS do polskiego prawodawstwa:

Nowela o zabijaniu
Przywrócenie kary śmierci mogłoby wywołać poważne konsekwencje polityczne dla Polski

Nawet zwolennicy kary śmierci przyznają, że jej przywrócenie w Polsce jest niemożliwe. Minister sprawiedliwości chce jednak namówić komisję kodyfikacyjną, by egzekucje pojawiły się w przygotowywanej nowelizacji prawa karnego.

Temat przywrócenia egzekucji powraca przy każdym głośnym zabójstwie. Po raz pierwszy jednak walkę o zapisanie kary śmierci w kodeksie karnym zapowiedział przedstawiciel rządu. W Polsce po raz ostatni powieszono skazańca w 1988 r. Uznano go winnym zabójstwa, usiłowania zabójstwa, gwałtu i kradzieży. Od tamtego czasu obowiązywało moratorium na karę śmierci. Nawet jeżeli ją orzekano, to nie była wykonywana. Kodeks karny z 1997 r. ostatecznie zniósł egzekucję. Skazanym na karę śmierci zmieniono wyroki na dożywotnie więzienia.
Minister przyznaje, że morderstwo 4-letniego Michała w Warszawie było dla niego "przesłanką", że wprowadzenie egzekucji jest jednak konieczne. - To kara "inna jakościowo" od pozostałych, ale i zabójstwo różni się od pozostałych przestępstw - tłumaczy minister sprawiedliwości. Podobnie uważa Unia Polityki Realnej, która po śmierci chłopca zaczęła zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem nowelizacji kodeksu karnego. Zakłada on wykonanie egzekucji w przypadku zabójstwa z premedytacją.

Minister przekonuje, że kara śmierci ma wymiar prewencyjny. - To złudzenie, że zabójcy pochowają się, słysząc o karze śmierci. Nie będzie ona miała żadnych walorów odstraszających - ripostuje Stanisław Waltoś, profesor prawa karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prof. Waltoś jest przekonany, że wprowadzenie propozycji ministra Kaczyńskiego w Polsce jest niemożliwe. - Nasz kraj ratyfikował 6. protokół do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, która zakazuje kary śmierci - tłumaczy. Dokument jest więc częścią obowiązujących w Polsce przepisów. Prawnicy wskazują, że minister musiałby też walczyć o zmianę Konstytucji RP, która nie zezwala na egzekucje.

Według Kaczyńskiego suwerenne państwo może zawsze wypowiedzieć umowę międzynarodową. - Zniesienie kary śmierci nie jest warunkiem wejścia do Unii Europejskiej - argumentuje.

- Odstąpienie od systemu prawnego Rady Europy wywołałoby poważne następstwa polityczne dla Polski, która jest jej członkiem - odpowiada prof. Waltoś.

Kaczyński chce przedstawić swoje argumenty za wprowadzeniem kary śmierci na najbliższym posiedzeniu komisji kodyfikacyjnej, która debatuje nad szeroką nowelizacją prawa karnego. Komisja powinna zakończyć pracę za miesiąc. Wtedy ostatecznie dowiemy się, czy propozycja ministra znajdzie się w projekcie kodeksu karnego.

Czy będzie miała szanse na poparcie w Sejmie? Raczej niewielkie. Przeciwnicy kary śmierci jednym tchem wyliczają argumenty przeciwko egzekucjom. Najważniejszy: nikt nie ma prawa zabierać życia drugiemu człowiekowi. Tuż za nim pojawia się argument o ostateczności kary śmierci.

- Jest ona nienaprawialna. Minister Kaczyński wskazuje na USA jako kraj, gdzie ta kara jest wykonywana. Trzeba jednak pamiętać, ile przeprowadzono tam rehabilitacji osób skazanych na karę śmierci - tłumaczy prof. Waltoś. W ubiegłym roku gubernator Illinois ogłosił moratorium na wykonywanie kary śmierci. Okazało się, że w ciągu 12 lat z cel śmierci zwolniono w tym stanie 13 osób. Ich niewinność potwierdziły przede wszystkim testy DNA. W jednym przypadku skazanego na śmierć uratowały wyjaśnienia prawdziwego zabójcy. Morderca przyznał się do winy dwa dni przed wykonaniem wyroku na niewinnym człowieku.

Zwolennicy kary śmierci ripostują, że każdy poważny zabieg chirurgiczny niesie za sobą ryzyko błędu i śmierci operowanego. Przekonują, że pomyłki sądowe są niezwykle rzadkie (z wyjątkiem spraw politycznych w Polsce nie było przypadku rehabilitacji skazanych na karę śmierci).

Jednak nawet entuzjaści kary śmierci przyznają, że jej przywrócenie jest raczej niemożliwe. Ewentualne konsekwencje polityczne zrażą Sejm do poparcia egzekucji. Takiej nowelizacji kodeksu karnego nie podpisze też prezydent Aleksander Kwaśniewski, który zawsze deklarował się jako przeciwnik kary śmierci.

Za dziennikiem "Życie" z dn. 27-28.01.2001 r.



Garść artykułów z tygodnika "Najwyższy CZAS!":

Artykuł z "NCz!" nr 4 (453) 23 stycznia 1999 r.

"PAPIEŻ TEŻ CZŁOWIEK"

DARIUSZ HYBEL

Jan Paweł II podczas bożonarodzeniowego błogosławieństwa Urbi et Orbi wyraził życzenie zniesienia kary śmierci. Choć słowa Papieża mieszczą się w nurcie Jego zwykłego nauczania jako teologa i moralisty, przeciwnicy kary śmierci prezentują je niczym ostateczny głos Rzymu w tej sprawie i wykorzystują do potwierdzenia swego stanowiska. Niektórzy zwolennicy kary śmierci zachwiali się natomiast w swych poglądach - zupełnie niesłusznie.
Mam tu na myśli np. Jarosława Kaczyńskiego (złożył w Sejmie projekt nowelizacji kodeksu karnego przywracający najwyższy wymiar kary), który publicznie wyraził zwątpienie w sensowność własnych działań czy Stefana Niesiołowskiego, który z kolei zmienił poglądy - ze zwolennika kary śmierci stał się jej przeciwnikiem. Z pewnością wahania sumienia przeżyło wielu polskich wiernych Kościoła katolickiego - a dzięki nim demokratyczny werdykt w sprawie kary głównej jest bardzo jasny (może raczej nie demokratyczny werdykt, lecz zmysł moralny): w 1998 roku ponad 75 procent obywateli Rzeczypospolitej opowiadało się konsekwentnie za wprowadzeniem kary śmierci. Co prawda nasi rodzimi demokraci będący u władzy akurat ten sondaż równie konsekwentnie lekceważyli i wyciszali, hołdując chyba zasadzie, że - owszem - demokracja demokracją, ale najlepiej gdy jest ona... sterowana.

NIEZMIENNA TRADYCJA

Niedawna wypowiedź papieża to nie pierwszy przypadek, gdy w ostatnim czasie z Rzymu dochodzą głosy będące wyrazem negowania zasady sprawiedliwości, jaką jest niewątpliwie kara śmierci. Wystarczy choćby przypomnieć wstawiennictwo Jana Pawła za znaną morderczynią Carlą F. Tucker straconą mimo tego w lutym ubiegłego roku w Stanach Zjednoczonych. Głosy te występują wbrew potężnej, liczącej dwa tysiące lat, tradycji Kościoła, która od początku chrześcijaństwa uzasadniała - religijnie i racjonalnie - oraz dopuszczała stosowanie najwyższego wymiaru kary.
Wypada tu np. wspomnieć św. Tomasza z Akwinu - ów znany powszechnie teolog i filozof w pozbawieniu życia mordercy odnajdywał właściwy sposób wymierzania sprawiedliwości wobec jednostek szkodliwych dla dobra ogółu. Jednostki takie przez swój czyn pozbawiają się ludzkiej godności i stają się gorsze od bestii - można więc je stracić (Summa Theologica 2,2, q 64, a 2).

Wyrazem wielowiekowego nauczania Kościoła jest ostatni Katechizm Kościoła katolickiego (podpisany przez Jana Pawła II w 1992 roku!!!) zawierający przyzwolenie na wykonywanie kary śmierci. Stosowny akapit (nr 2267) brzmi: "Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem". W tym kontekście słowa papieża wypowiedziane podczas ostatnich świąt Bożego Narodzenia brzmią co najmniej dziwnie...

Jednocześnie domagają się one jasnej kwalifikacji teologicznej. W świadomości przeciętnego wiernego wciąż funkcjonuje schemat, iż każdą wypowiedź papieża jest on skłonny bezwiednie uznawać za nieomylną, np. na skutek samodzielnej decyzji wynikającej z niewiedzy albo na skutek delikatnej sugestii mediów.

Wypowiedź Jana Pawła II przeciwko karze śmierci znamion nieomylności w ogóle nie posiada - a zatem nie wiąże ona sumienia katolika. Mieściła się natomiast w ramach zwyczajnego nauczania papieskiego, które swym zakresem obejmuje m.in. encykliki, dekrety, przemówienia, etc. W historii znaleźć zresztą można dużo przykładów, gdy papieże jako zwykli teolodzy czy moraliści głosili błędy, czy wręcz herezje. Ale trzeba wyraźnie zaznaczyć, że występowali wtedy nie jako pasterze całego Kościoła, którzy rozstrzygali ostatecznie dane kwestie (powołując się na nadprzyrodzony charyzmat nieomylności).

RZADKI PRZYPADEK

Kiedy zatem wypowiedź Papieża jest nieomylna? (dogmat o nieomylności został ogłoszony na Soborze Watykańskim I w Konstytucji Dogmatycznej o Kościele „Pastor aeternus”). Ano wtedy, gdy Ojciec Św. czyni akt uroczystego nauczania ex cathedra, który zawiera w sobie jednocześnie cztery istotne warunki.
Po pierwsze Papież występuje jako nauczyciel wszystkich wiernych, a nie jako np. osoba prywatna czy biskup diecezji rzymskiej bądź Patriarcha Zachodu. Po drugie głowa Kościoła działa na mocy najwyższej władzy apostolskiej (jej pełni). Po trzecie Ojciec Św. ogłasza prawdę jako powszechnie i ostatecznie wiążącą definicję doktrynalną, a nie w formie zalecenia, wykładu, perswazji czy życzenia (taki właśnie charakter miała wypowiedź Jana Pawła II: "Niech dzięki Bożemu Narodzeniu umocni się na świecie poparcie dla stosownych i pilnie potrzebnych działań, które (...) pozwolą strzec ludzkiego życia, znieść karę śmierci). Po czwarte wreszcie Papież podaje prawdę wiary i moralności, a nie np. naukową czy polityczną.

Oprócz tego spełnione musza być warunki elementarne, np. biskup Rzymu cieszyć się powinien odpowiednią wolnością, dokonuje wcześniej gruntownego studium problemu, opiera się na świadomości (zmyśle wiary) całego Kościoła, odwołuje się do dotychczasowych decyzji Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. I rzecz najważniejsza, papieże niezwykle rzadko korzystają z przywileju nieomylności - ostatni taki przypadek miał miejsce w 1950 roku, kiedy Pius XII ogłosił dogmat Wniebowzięcia Błogosławionej Dziewicy Maryi.

Wypowiedź Jana Pawła II na temat kary śmierci, która narobiła tyle szumu - co widać już teraz wyraźnie - nie ma charakteru nieomylnej i jest prywatnym nauczaniem papieża nie zobowiązującym katolika w sercu i umyśle. Z drugiej strony jest ona wyrazem lewicowej tendencji panującej w Rzymie, co rzeczywiście budzi niepokój. Tym większy, że generalnie do wypowiedzi Ojca Świętego w sprawach wiary i moralności należy się odnosić co najmniej z szacunkiem.

Nie mniej jednak z perspektywy 2000 lat chrześcijaństwa, słowa Jana Pawła II o zniesieniu kary śmierci to właściwie epizod. Jarosław Kaczyński może więc spokojnie prowadzić działania nad wprowadzeniem do kodeksu karnego kary śmierci, a Stefan Niesiołowski wcale nie musi zmieniać poglądów. No, chyba że panom z centroprawicy chodzi o coś jeszcze niż o swoje sumienia, np. mają w perspektywie koniunkturalne zachowanie społeczno-polityczne. Wiadomo przecież, że z większością polityków jest jak z chorągiewkami na wietrze. Poczekamy do kolejnej krwawej, okrutnej zbrodni... i wtedy zobaczymy.



Artykuł z "NCz!" nr 4 (453) 23 stycznia 1999 r.

"KARA ŚMIERCI W TRADYCJI KATOLICKIEJ"

ROBERT NOGACKI

Kara śmierci jest najstarszą znaną społecznościom ludzkim sankcją prawną. Od samego początku miała też swój wymiar religijny, będąc czymś więcej niż zwykłą dolegliwością - nie tylko usunięciem szkodliwej jednostki ze społeczności, ale także daniem jej szansy mistycznego odkupienia przewinień poprzez złożenie ofiary ze swojego życia.
Występowała w wielu odmianach. Najstarszą było po prostu orzeczenie śmierci przez czarownika. Nasi prymitywni, ale głęboko religijni, przodkowie do tego stopnia wierzyli swoim kapłanom, że gdy ci stwierdzali, że bogowie nakazują im umrzeć, po prostu wykonywali ten rozkaz. Do dziś etnografowie w odległych zakątkach ziemi opisują setki przypadków takich zgonów, pozbawionych jakiejkolwiek przyczyny, poza klątwą czarownika.

Później pojawiła się kolejna odmiana najwyższego wymiaru kary - wygnanie ze społeczności. Osobnik, którego to spotkało, umierał z głodu i pragnienia. Nie dlatego, że nie byłby w stanie samodzielnie zdobyć pokarmu, ale ponieważ nie umiał żyć samotnie. Posiadał najgłębszą świadomość faktu, że swoje człowieczeństwo może realizować tylko we wspólnocie z innymi. Jej utrata, to zarazem zniknięcie sensu życia. ("Widziałem w mym życiu Francuzów, Niemców, Rosjan, ale oświadczam, że nigdy nie spotkałem człowieka" - pisał wiele lat później hr. de Maistre).

Potem pojawiły się wykonywane wyroki śmierci. W czasach starożytnych i średniowiecza, kiedy kary więzienia były dużo okrutniejsze niż natychmiastowa śmierć, stosowano je wobec szerokiej gamy przestępstw. Paradoksalnie, za zabójstwo nieczęsto orzekano najwyższy wymiar kary. Wykonywano ją tylko wtedy, gdy zabójca nie był w stanie uiścić główszczyzny, czyli odszkodowania za spowodowanie śmierci (dodajmy, że za obcięcie mężczyźnie jąder trzeba było zapłacić tyle samo, co za poderżnięcie gardła). Prawo w owych czasach - ujmując sprawę eufemistycznie - było dużo bardziej klarowne niż współczesne: "a teraz dowiedźcie się o zbrodniarzach jak bywają sądzone. Złodzieja wieszać trzeba, (...) Kto człowieka zabija lub uwięzi albo obrabuje, albo spali, zgwałci kobietę lub dziewczynę, pokój złamie, albo zostanie pojman na cudzołóstwie - wszystkim należy ścinać głowę" - czytamy w "Zwierciadle saskim" (1220-35). Ów przepis o cudzołóstwie przypomina nam, że w dawnych czasach istniał cały szereg przestępstw dziś zapomnianych, a dotyczących moralności. Tak więc za nieuszanowanie autorytetu ojca w rozmowie można było stracić język (kodeks Hammurabiego), a za uderzenie go - rękę (tamże). Do kategorii owych przestępstw przeciw moralności należało także uwiedzenie osoby stanu duchownego, karane oszpeceniem przez ucięcie nosa i 15 latami ścisłego postu (Ekloga, Zakon Sudnyj Liudem). Kolejnym - dosyć osobliwym - przykładem wzajemnego przenikania się sfery religii i prawa w średniowieczu były ordalia, czyli Sądy Boże. Wyobraźmy sobie, o ileż prostsza byłaby lustracja, gdyby zamiast szperać w życiorysie posła Gadzinowskiego, po prostu wrzucić go do wody i czekać czy wypłynie na powierzchnię! (Gwoli ścisłości dodajmy, że Kościół zabraniał tego rodzaju praktyk).

Tak ostre kryteria prawne okazywały się niejednokrotnie zbawienne. Na przykład prawo babilońskie przewidywało ucięcie ręki każdemu chirurgowi, który źle wykona operację oraz zburzenie domu każdemu murarzowi, jeśli postawiony przez niego budynek się zawali (gdyby zginęły w nimi jakieś osoby, to w burzonym domu należy umieścić analogicznych członków rodziny murarza). Efekt był taki, że Babilonia miała najlepszych murarzy i chirurgów w tamtych czasach. Selekcja naturalna potrafi działać cuda!

Na szczególną uwagę zasługuje podejście do aborcji, która nie była uważana za odrębne przestępstwo. Traktowano ją na równi z zabiciem urodzonego już dziecka, i to dzieciobójstwo było karane kwalifikowaną postacią kary śmierci. To ironia losu: wtedy sądzono, że dziecko może pochodzić z wystawiania się na działania wiatru północnego albo kąpieli w morzu - jak twierdzili współcześni Homerowi (choć zdarzały się efektowne wyjątki - jak podaje kronika Galla Anonima Bolesław Krzywousty został poczęty w wyniku modłów do św. Idziego) - a mimo to potrafiono docenić życie płodu. Dziś wiemy, że zajście w ciążę wymaga szeregu daleko bardziej wyczerpujących czynności, a ta świadomość rzeczywistego pochodzenia płodu najwyraźniej zmniejszyła do niego szacunek. Dziś "wyskrobanie" dziecka jest karane dużo łagodniej niż kopnięcie psa na ulicy.

Warto podkreślić, że okres tak częstego stosowania kary śmierci częściowo pokrywa się czasowo z istnieniem katolickich państw wyznaniowych, a co więcej: nie sposób zauważyć, aby ich powstanie i rozwój miały jakikolwiek wpływ na stosowanie kary śmierci. Bowiem chrześcijaństwo - od czasów Abrahama, który jak pamiętamy, chciał złożyć w ofierze swego syna, aż po Jana Pawła I - w pełni uznawało ją za część swojej moralności, choć surowo tępiło jej nadużywanie czy pochopne orzekanie.

W Starym Testamencie najwyższym wymiarem kary nie jest pozbawienie życia doczesnego, ale wymazanie z Księgi Żywych - sankcja, którą mógł wykonywać tylko sam Jahwe. Ale ponieważ i wtedy nie brakowało ludzi, na których taka groźba nie robiła wrażenia, władza otrzymała odbicie tej mocy w postaci prawa do odebrania ziemskiego życia. "Jeśli kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana jego krew, bo człowiek został stworzony na obraz Boga" - jak mówi Pismo (Rdz 9,6). Tak więc raison d’ętre kary śmierci nie stanowiła zemsta, jak to się dziś insynuuje, ale cześć dla Boskiego autorytetu.

Stary Testament podkreśla nie tylko wychowawczy charakter kary śmierci wobec całego społeczeństwa, ale i jej uzdrawiające działanie wobec samego skazanego: "gdy ich zabijał, szukali Go, nawracali się i znów szukali Boga. Przypominali sobie, że Bóg jest dla nich skałą, że Bóg Najwyższy jest ich Zbawicielem" (Ps 78, 34). Wielu duchownych, którzy pracowali z więźniami, podkreślało, że kara śmierci czyniła z dusz skazanych i ich współwięźniów glebę na której Słowo Boże dawało wspaniałe plony („Widok trupa powoduje, że każdy człowiek staje się skromniejszy” - Emil Cioran), podczas gdy dożywocie doszczętnie ich demoralizowało (kilka lat temu na łamach "NCz!" wyczerpująco pisał o tym Dariusz Hybel).

Nowy Testament w żadnym miejscu nie zaprzecza temu dawnemu prawu.

Pełne rozwinięcie stosunku do kary śmierci znajdziemy w patrystyce, czyli pismach Ojców i Doktorów Kościoła oraz ius decretalium, czyli prawie wydawanym przez papieży. Jako pierwszy bardzo dobitnie postawił ten problem św. Augustyn, domagając się, aby państwo było "biczem Bożym". Kościół - wynika to z jego prac - powinien domagać się nawet szerszego stosowania najwyższego wymiaru kary niż tylko do spraw kryminalnych. Otóż "odebrać komuś życie", z punktu widzenia teologii, to także skazać go na wieczne potępienie, przez przekonanie do jakiejś herezji. Kacerze "szkodzą bliźnim bardziej niż jakikolwiek korsarz lub rozbójnik, gdyż zabijają duszę. Dla zatwardziałych heretyków jest dobrodziejstwem, że usuwani są z tego życia. Albowiem, im dłużej żyją, tym więcej wymyślają błędów, tym większą deprawują liczbę ludzi i zyskują sobie tym sroższe potępienie" - jak tłumaczył kard. Robert Bellarmin, teolog z XVII w.

Na tej samej zasadzie kary śmierci domagał się św. Tomasz z Akwinu: „jest rzeczą o wiele poważniejszą psuć wiarę niż fałszować monetę, która służy tylko potrzebom ciała. Jeśli fałszerze i inni złoczyńcy słusznie karani są przez książąt świeckich, z tym większą słusznością powinni być heretycy oskarżeni o herezję, nie tylko ekskomunikowani, lecz ukarani śmiercią”.

Kościół najpierw okazuje swe miłosierdzie, ażeby zbłąkanych nawrócić; nie potępia ich, aż dopiero po pierwszym lub drugim napomnieniu. Lecz gdy winny zacina się w uporze, Kościół, zwątpiwszy o jego nawróceniu i w trosce o zbawienie innych, wyklucza go z Kościoła wyrokiem ekskomuniki i oddaje sądowi świeckiemu, ażeby przez śmierć został z tego świata usunięty. Albowiem, jak mówi św. Hieronim "członki gnijące powinny być odcięte, a owca parszywa usunięta z trzody, z obawy, by cały dom, całe ciało, cała trzoda, nie uległy zarazie, zepsuciu, zgniliźnie i zgubie".

Dodajmy jednak, że Kościół szybko się wycofał z pomysłu karania heretyków śmiercią (dużo wcześniej niż protestanci!), a wbrew potocznej opinii trybunały inkwizycyjne nie miały kompetencji do jej orzekania (co najwyżej stwierdzały zaistnienie herezji, a jeśli w danym państwie świeckie prawo karało taki stan faktyczny śmiercią, to państwowi kaci wykonywali wyrok).

Podczas 2000 lat trwania swojej nauczycielskiej misji następcy Apostołów nigdy nie sprzeniewierzyli się wezwaniu księgi Rodzaju (Rdz 9,6).



Artykuł z "NCz!" nr 4 (453) 23 stycznia 1999 r.

"MESSORI O KARZE ŚMIERCI"

Autor NN

Wiktor Messori, włoski dziennikarz, zasłynął jako autor bestsellerowych rozmów z papieżem Janem Pawłem II wydanych przed dwoma laty pod tytułem "Przekroczyć próg nadziei". Watykan i sam papież uznają go za człowieka rzetelnego, godnego zaufania oraz za doskonałego publicystę. Oto co Messori ma do powiedzenia na temat kary śmierci:

Kościół katolicki (...) nigdy nie zaprzeczał, że prawa władza ma moc karania śmiercią. Propozycja papieża Innocentego II, potwierdzona na Soborze Laterańskim IV w 1215 roku, według której władza świecka „może bez grzechu nakładać karę śmierci zawsze wtedy, kiedy motywem działania jest sprawiedliwość, a nie gniew czy zemsta, działając roztropnie i bez próby dyskryminacji”, stanowi przedmiot wiary. Ta deklaracja (...) do dziś nie została zmodyfikowana żadnym innym uroczystym orzeczeniem Magisterium Kościoła.
(...) W Starym Testamencie Bóg nie tylko zezwolił na karę śmierci, ale nawet ją nakazał. I to do tego stopnia, że ustalona przez nauczycieli Tory (będącej normatywną wykładnią pisma) przewidywała karę śmierci za 35 przestępstw od cudzołóstwa po pogwałcenie szabatu, od bluźnierstwa po odstępstwo czy sprzeniewierzenie się (chociażby tylko słowne) rodzicom. Spośród wielu możliwych biblijnych cytatów na ten temat wystarczy przytoczyć słowa przymierza Noachowego. Jahwe mówi do Noego (Księga Rodzaju 9,6):

Jeśli kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego, bo człowiek został stworzony na obraz Boga.

(...) Z kolei przykazanie "Nie zabijaj" z Dekalogu oznacza: "nie zabijaj niesprawiedliwie" i nie odnosi się do oficjalnej kary śmierci, ponieważ jest skierowane do indywidualnych osób, a nie do kogoś kto przez prawo został upoważniony do jej wymierzenia.

(...) Oczywiście, można zamknąć problem, mówiąc, że Nowy Testament przewyższa Stary, ale przecież duch Ewangelii odwołuje się do Prawa Mojżeszowego. Jak więc nie respektować słów Chrystusa, który powiedział wyraźnie: Nie przyszedłem znieść Prawa, lecz je wypełnić, dodając, że ani jedna jota w Prawie nie przeminie.

Sam Chrystus nie sprzeciwia się Piłatowi, przypomina mu jedynie, skąd pochodzi jego władza (którą uznaje), kiedy namiestnik pyta: Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzę Ciebie ukrzyżować?  (J 19,10). Według św. Łukasza Pan Jezus nie sprzeciwia się też słowom "dobrego łotra", któremu czyni ponadto wielkie przyrzeczenie, kiedy ten wyznaje, że zarówno on, jak i drugi łotr sprawiedliwie cierpimy, ponieważ odbieramy słuszną karę za nasze uczynki.

Z kolei w Dziejach Apostolskich (5, 1-11) pierwotna wspólnota chrześcijańska nie odrzuciła natychmiastowej kary śmierci. Kiedy przed św. Piotrem stawili się małżonkowie Ananiasz i Safira, oskarżeni o nadużycie i kłamstwo przeciwko braciom w wierze, zostali ukarani śmiercią.

Głównie jednak św. Paweł przyzwolił na ius gladii czyli prawo używania miecza przez katów książęcych, których nazwał sługami Boga karzącymi niegodziwców  i skazującymi ich na śmierć, jeśli jest to konieczne. Nie można też zapominać o trzynastym rozdziale z Listu do Rzymian, tak dobrze znanym w innych czasach, a ostatnio pomijanym milczeniem, w którym znajdujemy następujące słowa: A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga (prosto) ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz". (Rz 13, 3-4).

 (...) wykazaliśmy (co zresztą nie wymagało wielkiego wysiłku, bo jasność tekstów jest oczywista), iż praktykowanie kary śmierci pochodzi z ustanowienia Bożego, co znajdujemy w Prawie Starego Testamentu, potwierdzonym przez Jezusa i apostołów w Nowym Testamencie.

 (...) Trzeba jednocześnie zauważyć istotną różnicę między Starym i Nowym Testamentem. Prawo nadane Noemu i Mojżeszowi uważa wykonywanie wyroku na tym, kto dopuszcza się pewnych przestępstw, za obowiązek i wyraz posłuszeństwa wobec woli Bożej. Tymczasem w Nowym Testamencie (tak tą kwestię rozumiała Tradycja już od czasów Ojców Kościoła) kara śmierci w pewnych wypadkach jest słuszna, choć nie zawsze uważa się ją za odpowiednią. Zależy ona od sądu, który zmienia się w zależności od czasów.

(...) Sprzeciwiający się karze śmierci uznają jednak prawo do zamykania kryminalistów w więzieniach. Rodzi się jednak następne pytanie: skoro Bóg stworzył człowieka jako istotę wolną, czy ktokolwiek może pozbawić go tej wolności?

 (...) Z perespektywy naszej wiary, jak i według nauki Kościoła, kara śmierci jest dopuszczalna. Można jednak postawić pytanie, czy jest stosowna? Najlepiej tłumaczy nam tendencję do odrzucania kary śmierci w naszych czasach Romano Amerio: "Kara śmierci wydaje się barbarzyństwem dla środowiska areligijnego, które żyjąc tylko doczesnością nie uznaje możliwości pozbawienia życia człowieka, gdyż stanowi ono dla niego główne dobro".

Zatem "nie" wobec kary śmierci nie może być motywowane wiarą, lecz niewiarą, pokładającą swoje nadzieje tylko w życiu doczesnym.

Tymczasem kara śmierci to koncepcja usprawiedliwionej obrony, której każda jednostka ma prawo oczekiwać zarówno od jednostek jak i całego społeczeństwa.

Od red. Cytaty pochodzą ze zbioru publicystyki Wiktora Messoriego wydanej w 1998 roku przez Księgarnię św. Jacka pod tytułem "Czarne karty Kościoła".



Artykuł z nr. 9 (458) 27 lutego 1999 r.

"JESZCZE O KARZE ŚMIERCI W PERSPEKTYWIE TEOLOGICZNEJ"

MARIUSZ SPYCHALSKI

Począwszy od nr. 4 "Najwyższego CZASU!" z 23 stycznia br., mogliśmy czytać zapowiadane już wcześniej artykuły dotyczące religijnego aspektu kary śmierci. Dobrze rozumiem niepokój, jaki wśród katolickich konserwatystów wywołały zarówno wypowiedzi papieża, jak i ich spodziewane konsekwencje - nietrudno odgadnąć, że w wielu środowiskach katolickich poglądy abolicjonistyczne będą uznawane za naturalne przedłużenie wiary, co z góry podważy samą możliwość ich dyskutowania. Tym bardziej należałoby zachować ostrożność w podejmowaniu tego zagadnienia.
Moje wątpliwości dotyczą dość różnych spraw, skoncentruję się jednak na artykułach z nr. 4 - autorstwa pp. D. Hybla i R. Nogackiego. Z grubsza akceptuję obecne tam konkluzje, niemniej w trakcie lektury zauważyłem opinie, z którymi nie mogę się solidaryzować. Otóż autorzy głoszą (bądź co najmniej sugerują) następujące tezy:

1) stosunek współczesnego Kościoła (innymi słowy: hierarchii oraz reprezentatywnych teologów) jest odzwierciedleniem nurtujących dzisiejsze społeczeństwa - a zwłaszcza intelektualne elity - tendencji lewicowych;

2) Kościół zawsze akceptował karę śmierci, a ostatnio przeszedł na stanowisko abolicjonistyczne.

Pierwsza teza wydaje się wariantem trącącej skrajnym banałem konstatacji, że Kościół nie jest niezależny od społeczeństwa, w którym funkcjonuje i spośród którego rekrutują się jego członkowie. Takiemu stwierdzeniu nie sposób zaprzeczyć, a dla osób pesymistycznie oceniających aktualnie zachodzące przemiany społeczne (do których zaliczam się zarówno ja sam, jak i publicyści "NCz!") może ono - choć nie musi - być podstawą do czarnowidztwa w sprawach przyszłości chrześcijaństwa.

Tu jednak przydatne byłoby inne spostrzeżenie. Otóż Kościół w zasadzie nigdy nie powielał mentalności dominującej w danym czasie, ale - przyjmując ją - zarazem ją modyfikował, przekształcając zgodnie z czymś, co można by nazwać swoistym algorytmem chrystianizacji. Mówię: „w zasadzie”, gdyż uwaga ta nie jest jednakowo oczywista we wszystkich sprawach (np. wymóg monogamii czy wyrzeczenia się praktyk uznawanych za bałwochwalcze był znacznie jaśniej sformułowany niż stosunek do niewolnictwa). To, co określiłem mianem algorytmu chrystianizacji, obejmuje zarówno wymiar ściśle doktrynalny, jak i najszerzej rozumiane uwarunkowania kulturowe. Te dwie kwestie można i trzeba rozróżniać, ale ich pełna izolacja nie jest możliwa. Głównie dlatego, że w przekazie wiary nie można do końca oddzielić istotnych treści od teoretycznych założeń, umożliwiających ich akceptację.

 Sądzę, że te uwagi są niezbędne przy próbach rozwikłania stosunku Kościoła do kary śmierci. Tutaj przechodzimy do drugiego punktu streszczenia poglądów, z którymi muszę polemizować. Proste przeciwstawienie krzepiącej, 2000-letniej tradycji obecnym kontrowersjom uważam za symplifikację. Powoływanie się dodatkowo na prawo Mojżeszowe o tyle komplikuje sprawę, że chrześcijaństwo, zrodzone wewnątrz judaizmu, wykrystalizowało się w opozycji do obowiązującej postaci tegoż judaizmu.

 Niemniej warto zacząć od judaizmu. Stanowisko Tory jest jednoznaczne: kara śmierci ma być szeroko stosowana. Zbrodnia była przede wszystkim zniewagą wyrządzoną Bogu, dlatego jej sprawca nie mógł liczyć na ułaskawienie bądź złagodzenie kary przez władcę. Nie istniało żadne gremium władne zmieniać przepisy Tory - wszak pochodziły one od samego Boga. Jakąś furtkę w tym - na pozór - bardzo spójnym i zamkniętym systemie stanowiło pojęcie Tory ustnej, istniejącej obok Tory pisanej i łącznie z tą ostatnią przekazanej na górze Synaj. Żydzi nie byli zgodni co do tej koncepcji, ale nawet środowiska, które ją zdecydowanie odrzucały, zaakceptowały uzupełnianie Tory - tyle że komentarzami zapisanymi. Tak więc z czasem prawo żydowskie zaczęło różnić się od tego, co możemy znaleźć na kartach Pięcioksięgu. Część przepisów złagodzono (np. zastąpiono rygorystycznie rozumianą zasadę talionu odszkodowaniem za spowodowanie kalectwa). Jak przystało na naród skłonny do pluralizmu, pojedynczy zwolennicy pierwotnej surowości trafiali się jeszcze w końcu I w. po Chr.

Ale najistotniejsza była odwrotna tendencja. Dlatego w traktatach Talmudu pojawia się następujące stwierdzenie: "Sanhedryn, który jeden raz w ciągu siedemdziesięciu lat wydał wyrok śmierci, otrzymał przydomek ťmorderczyŤ, a Rabbi Akiwa i Rabbi Tarfon mawiali, że gdyby byli wchodzili w skład tego trybunału, nie zapadłby nigdy wyrok śmierci" (Sanhedrin 2; Makkot 7 a).

Traktat "Bawa Mecia" (30 b) zawiera nawet stwierdzenie: "Jerozolima została zburzona, ponieważ Żydzi stosowali się do surowego prawa Tory".

 Pojawienie się chrześcijaństwa wprowadziło dalsze zmiany. Sprawą najwyższej wagi była reinterpretacja Tory. Nadejście Mesjasza częściowo zdezaktualizowało prawo Mojżeszowe, a nie było do końca jasne, co ma być wciąż ważne. W zajmującej nas tutaj kwestii nie ulegało przynajmniej wątpliwości, że nakaz uśmiercania przestępców nie jest ostatnim słowem Boga. Chrystus całym swoim dziełem potwierdził nauczanie proroka Ezechiela, głoszącego w imieniu Jahwe: "Ja nie pragnę śmierci występnego, ale jedynie tego, aby występny zawrócił ze swej drogi i żył" (Ez. 33,11; formuła ta oznacza tylko, że nakazów prawa mojżeszowego nie należy absolutyzować - nie ma to żadnego bezpośredniego związku z problemem kary śmierci).

 Istotne jest też, że chrześcijanie wszędzie stanowili mniejszość i nie mogli mieć wpływu na stanowienie prawa. Wreszcie odrzucenie chrześcijaństwa przez zdecydowaną większość narodu wybranego i ewangelizacja pogan stworzyły nową sytuację, w której stopniowo coraz mniej istotna miała być relacja Prawo - Ewangelia.

 Odłączanie się chrześcijaństwa od judaizmu uległo przyspieszeniu po stłumieniu powstania żydowskiego i zdobyciu Jerozolimy przez Rzymian w r. 70. Odtąd chrześcijanie, coraz częściej nie-Żydzi, żyli w państwie rzymskim opartym na etosie w zasadniczych punktach obcym tradycji judeochrześcijańskiej. Dla pogan ludzkie życie znaczyło znacznie mniej niż dla Żydów. Ten i inne względy (np. względnie długa słabość intelektualnych elit Kościoła, także powracające prześladowania) sprawiły, że naturalnym odruchem społeczności chrześcijańskiej stała się nieufność wobec wszelkich instytucji Cesarstwa (w tym, rzecz jasna, wobec sądownictwa).

Wtedy w pełni wykształciło się, istotne w kulturze chrześcijańskiej, tabu krwi. Zgodnie z nim, odbieranie komukolwiek z ludzi życia poważnie kolidowało z pełnym zaangażowaniem religijnym. Nigdy nie odrzucono całkowicie służby wojskowej: przypadki takie, jak męczeństwo św. Maksymiliana (północnoafrykańskiego chrześcijanina, który wybrał śmierć, aby uniknąć wcielenia do wojska) wynikały z inspiracji jednostek, mniejsza o to czy bardziej niekompetentnych, czy fanatycznych. Niemniej nie należy zapominać o takich dokumentach kultury wczesnego chrześcijaństwa, jak choćby uchwały synodalne przewidujące dożywotnią ekskomunikę (nie wyłączając chwili śmierci) dla chrześcijan, którzy przyczynią się do cudzej śmierci wskutek współpracy z rzymskimi sądami (synod w Elwirze z r. 303). Innym przykładem mogą być listy o pokucie św. Bazylego, jednego z najbardziej czczonych Ojców Kościoła, który zalecał kilkuletnią rezygnację z przyjmowania Eucharystii tym spośród wiernych, którzy jako żołnierze zabijali grasujących zbójców. Można by podać jeszcze inne przykłady.

Można również zinterpretować wzmiankowane powyżej przypadki w sposób możliwie najbardziej zgodny z oczekiwaniami chrześcijańskich retencjonistów (gdyby nie brak miejsca, sam bym to chętnie uczynił w niniejszym artykule). Można wreszcie powiedzieć - i tego już nie da się zakwestionować - że chrześcijanie zawsze wierzyli, iż władza państwowa pochodzi od Boga i spełniane przez tę władzę akty (łącznie z ius gladii) mieszczą się w Boskich planach. Chrześcijanie, nawet gdy sami nie chcieli nikogo zabijać, mogli nie odmawiać państwu prawa do karania śmiercią (i to właśnie czynili). Takie stanowisko z pewnością nie jest wewnętrznie sprzeczne.

 Istotne dla prezentowanego tu toku wywodów wydaje mi się coś zupełnie innego - rozterki chrześcijan epoki patrystycznej przyczyniły się do ukształtowania pewnego modelu kultury chrześcijańskiej, który zachował aktualność właściwie do dziś. Dawał on o sobie znać w praktyce moralnej, w intelektualnych debatach, w głęboko utrwalonych stereotypach, wreszcie - w prawie kanonicznym.

P. R. Nogacki powołuje się na św. Augustyna i św. Tomasza. Ale dlaczego nie przypomnieć Kodeksu Prawa Kanonicznego promulgowanego w 1917 r. opierającego się na kilkunastowiekowej tradycji, w którym wśród nieprawidłowości (tzn. trwałych przeszkód) do uzyskania święceń wymienia się (w kan. 984) defectus lenitatis (brak łagodności). Brak łagodności chrześcijańskiej zachodził w sytuacji, gdy kandydat kiedykolwiek (po przyjęciu chrztu) wydał wyrok śmierci (jeżeli był sędzią) bądź też przyjął zajęcie kata albo był dobrowolnym i bezpośrednim pomocnikiem w wykonywaniu wyroków śmierci. W myśl przyjętej przez kanonistów interpretacji, przepis ten rozciągał się na uczestników trybunału kolegialnego głosujących za karą śmierci, prokuratora domagającego się tej kary, asesorów, pisarzy wyroku, a także świadków bez przymusu zeznających przeciw oskarżonemu.

Warto zwrócić uwagę, że przepis nie obejmował nie tylko żołnierzy walczących na froncie (o ile pobór był przymusowy), ale i żołnierzy plutonów egzekucyjnych oraz oficerów dowodzących przy rozstrzeliwaniu . Im nie zarzucano braku chrześcijańskiej łagodności, ponieważ wykonywali rozkaz. Mniej istotne jest, że defectus lenitatis nie występuje w Kodeksie Prawa Kanonicznego z 1983 r. Istniejące przez stulecia (i wytrwale omijane) normy prawne były ściśle związane z chrześcijańskim tabu krwi. Cóż stąd, że w tym wydaniu odnosiły się wyłącznie do duchowieństwa? Łatwo zauważyć, iż w pewien sposób odzwierciedlały sytuację Kościoła pierwotnego, szybko zdezaktualizowaną. To wtedy wyznawcy Chrystusa żyli w państwie, z którym nie chcieli dobrowolnie współpracować, ale - wiedzeni instynktem przetrwania - łatwo godzili się na różne kompromisy, np. zabijając na wyraźny rozkaz władzy (przecież pochodzącej od Boga).

 Te okoliczności i towarzysząca im mentalność znalazły wyraz w dziełach Ojców Kościoła, bardzo dobrze oddawało je pisarstwo św. Augustyna. Ten święty Doktor Kościoła nie chciał, aby chrześcijanie zabijali kogokolwiek, choćby i w obronie koniecznej, w jednym z listów wysunął nawet argument, że życie ziemskie jest dobrem niższym, wobec czego niedobrze byłoby bronić go za cenę morderstwa. Przywilej zabijania wolał zachować dla żołnierzy bądź urzędników, przy czym szeregowych wykonawców uwalniał od wszelkich wątpliwości, pisząc w dziele "O państwie Bożym": "Nie ten zabija, kto musi wykonać wyrok, podobnie jak miecz w ręku kata".

Z drugiej strony u Augustyna akceptacja silnej władzy, odwołującej się do represji, jest bardziej jednoznaczna niż akceptacja kary śmierci. Nie zalecał jej wobec schizmatyków i heretyków, ponieważ chciał, aby mieli czas na pokutę. Zwolennicy krwawej rozprawy z odstępcami religijnymi, aczkolwiek obecni już w IV w., długo stanowili mniejszość. Św. Tomasz wyraża tradycję - w swoich czasach - stosunkowo nową.

A jeżeli już jesteśmy przy św. Tomaszu - to czemu nie zajrzeć do artykułu 7 kwestii 64 tegoż traktatu "O sprawiedliwości", gdzie czytamy: "Wszelkie zabójstwo, choćby bezgrzeszne, stanowi pewną nieprawidłowość, nawet gdy chodzi o sędziego, który sprawiedliwie skazał kogoś na śmierć. Dlatego duchowny, jeśliby zabił kogoś, choćby we własnej obronie, popada w tę nieprawidłowość, nawet gdyby zmierzał nie do zabicia, ale do samoobrony".

Wracając do tematu: wobec licznych danych historii chrześcijaństwa (i historii judaizmu) trudno bronić tezy, że tendencje abolicjonistyczne w Kościele (i w Kościołach) są wyłącznie koniunkturalnie propagowanym i gorszącym nowatorstwem. Głęboko zakorzeniony w tradycji judeochrześcijańskiej szacunek dla życia, a także typowo chrześcijańska nadzieja na nawrócenie grzeszników, z góry obdarzonych niezbędną w tym celu łaską, od początku przysparzały rozmaitych wątpliwości. Dlatego nie mogę się zgodzić z p. D. Hyblem, że wstawiennictwo Jana Pawła II za Carlą F. Tucker jest sprzeczne z tradycją Kościoła ani też, że oznacza "negowanie zasady sprawiedliwości". We wczesnym chrześcijaństwie powszechnie znany był zwyczaj wstawiennictwa biskupów u władz (intercessio) w celu złagodzenia kar dla przestępców: uwolnienia od tortur, a niekiedy nawet darowania życia.

Co do drugiego zarzutu - czym innym jest negowanie sprawiedliwości, czym innym absolutyzowanie ludzkich możliwości jej wymierzenia. Wyjątkowe potraktowanie przestępcy nie stanowi problemu - co innego, gdy wyjątek staje się regułą. Abolicjonizm jako konkretny program polityczny jest wynalazkiem Oświecenia i z pewnością trudniej go uzasadnić w oparciu o Ewangelię. Przez dłuższy czas był propagowany głównie przez środowiska wrogie chrześcijaństwu, ale chrześcijaństwo w pewien sposób przygotowało mu grunt. Uważam, że nie należy pomijać tego faktu milczeniem tylko po to, by ocalić jakąś budującą, monolityczną wizję Kościoła. Średniowieczni inkwizytorzy, zgodnie z prawem kanonicznym przekazujący kacerzy władzy świeckiej (w myśl zasady: Ecclesia abhorret a sanguine), chcąc nie chcąc, współtworzyli pewien typ wrażliwości obecny w naszej kulturze - a zatem i oni mogą być uznani za prekursorów dzisiejszego abolicjonizmu.

W kontekście wzmiankowanych problemów bardzo na miejscu jest, dokonane przez p. D. Hybla, przypomnienie warunków nieomylności wypowiedzi papieskich. Oczywiscie, że mimochodem wyrażone życzenia tych warunków nie spełniają. Ale nie można im przypisywać wyłącznie charakteru prywatnego. W rzeczywistości są one częścią zwyczajnego nauczania, które również winno być przyjmowane przez katolików z należytym szacunkiem oraz - w miarę możliwości - w posłuszeństwie serca i umysłu. Z pewnością też wszystkie te kontrowersyjne wypowiedzi papieża nie są deklaracjami wyłącznie politycznymi. Ewentualne wątpliwości wobec nich winny być w pełni przemyślane i umotywowane na gruncie chrześcijańskiego światopoglądu. W przypadku kary śmierci sprawa nie wydaje się szczególnie trudna. Ani wypowiedzi Jana Pawła II, ani żadne historyczne zaszłości nie mogą po prostu unieważnić argumentów przemawiających za stosowaniem tej kary. Repertuar retencjonistycznej argumentacji jest wystarczająco bogaty. Można też przywołać szereg ściśle religijnych racji o podobnej wymowie.

Sądzę jednak, że przy okazji należałoby z góry odrzucić eklezjologię lefebrystyczną, ponieważ jej założenia nie dają się pogodzić z wymogiem krytycznego stosunku do chrześcijańskiej tradycji. Oznacza to programową rezygnację z oddzielania specyficznie religijnych aspektów kerygmatu od szeroko rozumianych uwarunkowań kulturowych. Z tego właśnie powodu tradycjonaliści niepotrzebnie zaostrzają krytykę różnych zjawisk w Kościele współczesnym i łączą ją z koncepcją idealnego Kościoła przeszłości, który naprawdę istnieje tylko w ich wyobraźni. A że fundamentalizmy regresywne i progresywne bywają sobie bliskie - tego może dowodzić choćby ostatnia deklaracja p. J. Fijora ("Sabotaż w Saint Louis", "NCz!" nr 7, 13 lutego 1999 r.).

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 08.09.1999 r.