Rozpoczął się
proces podwójnego mordercy w Bydgoszczy
Przed Sądem Okręgowym
w Bydgoszczy rozpoczął się proces przeciwko 20-letniemu Jackowi B., oskarżonemu
o zabójstwo cztery lata temu kuzyna, 14-letniego Dawida K. i przed rokiem
- 16- letniej sąsiadki Dominiki M.
Oskarżony przyznał się do winy. Odmówił składania wyjaśnień na rozprawie,
ale podtrzymał szczegółowy opis zdarzeń, który odczytał sędzia z akt śledztwa.
Dawid zginął 1 października 1996 r., a Dominika - 12 maja 1999 r. Sprawcę
zatrzymano kilka godzin po drugim zabójstwie. W śledztwie wyszło na jaw,
że Jacek B. zabił również Dawida.
Obie zbrodnie zaplanował, choć nie potrafił wyjaśnić wyboru ofiar. Do
Dawida przyszedł rano, gdy ten był sam w domu i miał za chwilę wyjść do
szkoły. Poczekał aż kuzyn zje śniadanie, a gdy zakładał buty, zaatakował
go komandoskim nożem. Nie zacierał śladów. Po powrocie do domu zakrwawiony
sweter wypłukał w wodzie i zostawił matce do prania.
Wytłumaczył jej, że była na nim krew, gdyż bił się z kolegą.
Jacek B. poszedł z rodziną na pogrzeb kuzyna, gdyż - jak wyjaśnił - inaczej
ściągnąłby na siebie podejrzenie. Trzy miesiące po zbrodni był przesłuchiwany
jako świadek, ale policjantom nic nie wydało się podejrzane. W maju zeszłego
roku Jacek B. zabił Dominikę. Zbrodnię zaplanował dwa tygodnie wcześniej
- obserwował rozkład zajęć dziewczynki i jej rodziców.
Ich rodziny zajmowały wspólne mieszkanie. Jacek B. rano, po wyjściu obu
rodzin do pracy, czekał na Dominikę. Gdy wyszła na wewnętrzny korytarz
zadał jej kilka ciosów metalowym tłuczkiem do mięsa w głowę i zadał dziewczynce
kilkanaście ciosów nożem kuchennym. Zwłoki wrzucił do torby.
Przed sądem Jacka
B. broni obrońca z urzędu. Oskarżycielami posiłkowymi są rodzice Dawida
i ojciec Dominiki, a przedstawicielem społecznym - reprezentant Stowarzyszenia
Przeciwko Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej. Początek procesu obserwował
rzecznik praw ofiar, Krzysztof Orszagh.
Zarówno rodzice Dawida, jak i Dominiki wnieśli o zasądzenie zadośuczynienia
od oskarzonego po 100 tysięcy złotych, zamierzając przeznaczyć je po połowie
dla Caritas Polska i Domu Małego Dziecka w Bydgoszczy. Jacek B. uznał
powództwo".
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
PROCES
Dwudziestolatek
odpowiada za dwa morderstwa
Zabił,
bo wzrastała w nim agresja
Jacek B., doprowadzony
przed sąd z aresztu śledczego, przyznał się do popełnienia zarzucanych
mu czynów
20-letni Jacek B.
nie wie, dlaczego zabił swojego kuzyna 14-letniego Dawida K. i sąsiadkę
16-letnią Dominikę M. - Przyszła mi do głowy myśl, żeby zabić, bo wzrastała
we mnie
agresja - stwierdził. W poniedziałek przed Sądem Okręgowym w Bydgoszczy
rozpoczął się jego proces.
Jacek B., doprowadzony przed sąd z aresztu śledczego, przyznał się do
popełnienia zarzucanych mu czynów. Ponieważ nie chciał składać wyjaśnień,
sąd odczytał te, które złożył w śledztwie. Wynikało z nich, że obydwie
zbrodnie zaplanował, i to w szczegółach.
Z Dominiką M. podsądny mieszkał po sąsiedzku. Zanim pozbawił dziewczynę
życia, obserwował ją przez dwa tygodnie. 12 maja minionego roku, gdy wychodziła
do szkoły, uderzył ją piętnaście razy tłuczkiem do mięsa i zaciągnął do
swojego mieszkania. Tam zostawił ją na chwilę samą. Gdy zobaczył, że dotarła
do telefonu i woła do słuchawki: "Mamo, ratuj", przerwał rozmowę, chwycił
za nóż i zadał jej kilkanaście ciosów. Ciało schował do kupionej wcześniej
torby turystycznej, wywiózł taksówką i wrzucił do Brdy. Po powrocie posprzątał
mieszkanie, zrobił zakupy i oglądał telewizję.
Dopiero po zabójstwie Dominiki M. wyszło na jaw, że 1 października 1996
r. Jacek B. zamordował 14-letniego Dawida K. Kilka razy uderzył go przyniesionymi
ze sobą nożami, a potem podciął gardło. - Nie wiem, dlaczego to zrobiłem,
taki odruch - powiedział, składając wyjaśnienia. Jacek B. był na pogrzebie
chłopca, kilka razy odwiedził jego rodzinę. Gdy trafił do aresztu, napisał
do rodziców Dawida trzy listy - chciał przeprosić za to, co zrobił.
Podsądny nie wie, dlaczego zabijał, bo nie czuł niechęci wobec swoich
ofiar. - Przyszła mi do głowy myśl, żeby zabić, bo wzrastała we mnie agresja
- stwierdził. - Pierwszy cios się czuje, a później już samo leci. Przyznał,
że nie myślał, aby dać im szanse na przeżycie. - Zajście z Dawidem trwało
dwadzieścia minut, z Dominiką o dziesięć minut dłużej - oceniał.
Jacek B. dobrze rozumiał się z rodzicami, nie nadużywał alkoholu, nie
brał narkotyków. Był średnim uczniem, nie miał sprecyzowanych zainteresowań.
W III klasie zawodówki uciekł do Francji, do Legii Cudzoziemskiej, gdzie
przebywał osiem miesięcy. Wrócił do Polski, bo mało zarabiał.
Wczoraj biegłe psycholog z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie potwierdziły
przed sądem, że u Jacka B. występują zaburzenia osobowości w sferze poznawczej,
emocjonalnej i
społecznej. Przyznały, że ma silną potrzebę rozładowania tłumionej agresji.
W czasie popełniania czynów miał w znacznej mierze zachowaną zdolność
kontrolowania swego zachowania.
Oskarżyciele posiłkowi, rodzice ofiar, wystąpili w poniedziałek przeciwko
Jackowi B. o zasądzenie na ich rzecz po 100 tys. zł zadośćuczynienia za
doznaną krzywdę (pieniądze chcą przeznaczyć na cele charytatywne). Proces
obserwują Krzysztof Orszagh, rzecznik praw ofiar przy MSWiA, oraz Bartek
Malarecki ze Stowarzyszenia przeciwko Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej.
We wtorek kolejny dzień procesu.
Przed bydgoskim sądem
rozpoczął się wczoraj proces Jacka B., zabójcy 16-letniej Dominiki i 14-letniego
Dawida. Wyrok być może zapadnie jeszcze w tym tygodniu.
W pierwszym dniu rozprawy sąd odczytał zeznania, jakie 19-letni Jacek
B. złożył w trakcie śledztwa. W odczytanych zeznaniach ten niedoszły cukiernik
przyznał się do obu morderstw, dokładnie opisał ich przebieg.
Rodzice ofiar ze zgrozą wysłuchiwali tych relacji. Sąd przesłuchał też
biegłych psychiatrów, którzy wielokrotnie badali Jacka B. Uznali oni,
że 19-latek ma zaburzoną osobowość. Według specjalistów, te zaburzenia
dotyczą również sfery psychoseksualnej. Wykluczyli jednak chorobę psychiczną.
Zdaniem biegłych, w momencie zabijania Jacek B. miał w znacznym stopniu
zmienioną zdolność oceny sytuacji. Obie zbrodnie dokładnie zaplanował
wcześniej.
W "SE" opisywaliśmy oba zabójstwa. Dawid (kuzyn Jacka B.) zginął 3 lata
temu, Dominika (sąsiadka mordercy) - w ubiegłym roku. Policjanci dopiero
po tej drugiej zbrodni zatrzymali sprawcę. W obu przypadkach zabójca zadał
zaskoczonym ofiarom po kilkadziesiąt ciosów nożem. Ciało Dawida zostawił
na podłodze w mieszkaniu na bydgoskim Fordonie. Zwłoki Dominiki zapakował
w sportową torbę i wrzucił do rzeki Brdy.
- Badany ma zdolność do powtarzania swoich czynów, będzie dalej zabijał
- przekonywał przed sądem jeden z biegłych. Oskarżonemu grozi dożywocie.
GRZEGORZ DUDZIŃSKI, BYDGOSZCZ
Za dziennikiem "SuperExpress" z dn 23.05.2000 r.
NIC
NA SWOJĄ OBRONĘ
Dawida zabijałem
20 minut, Dominikę chyba z pół godziny. Tylko pierwszy cios się czuje,
a potem samo leci - wyjaśniał z kamienną twarzą dwudziestoletni Jacek
B. Proces oskarżonego o podwójne morderstwo rozpoczął się wczoraj przed
bydgoskim sądem
Jacek B. po raz pierwszy zabił cztery lata temu. Na ofiarę wybrał swego
14-letniego kuzyna Dawida. Przed rokiem zamordował sąsiadkę - Dominikę
M., uczennicę pierwszej klasy ogólniaka. W śledztwie przyznał się do obu
zabójstw.
W pierwszym dniu procesu odczytany został akt oskarżenia. Sędzia Stefan
Pietrzak przedstawił też zeznania zabójcy złożone w czasie postępowania
przygotowawczego: - Dominikę zatłukłem metalowym tłuczkiem do mięsa, biłem
po głowie. Byłem przekonany, że nie wstanie. Poszedłem umyć ręce zabrudzone
krwią. Gdy wróciłem, zdziwiłem się, bo ona doczołgała się do telefonu,
rozmawiała z mamą. Nim zdołała wykrztusić, gdzie jest, wyłączyłem telefon.
Jacek B. dokończył zbrodnię nożem. Bił nim tak długo, aż złamało się ostrze.
Potem ciało dziewczyny włożył do kupionej wcześniej turystycznej torby
i pojechał taksówką nad Brdę. Wyrzucił ciało do rzeki.
Oskarżony przysłuchiwał się sędziemu ze spuszczoną głową. Jednak gdy zabrał
głos, uzupełniając zeznania, nie było w nim słychać żadnych emocji. -
Miało być inaczej - mówił wczoraj Jacek B. - Zdjąłem z niej rzeczy i chciałem
je spalić. Ale w domu pojawił się ojciec Dominiki. Nawet mnie na naszym
wspólnym korytarzu zapytał, czy ją widziałem. Zaczęło robić się gorąco.
Dużo ludzi kręciło się po klatce schodowej, więc wszystko musiało się
zmieścić w torbie, i Dominika, i zakrwawione rzeczy, i dywan z folii,
który rozłożyłem wcześniej.
Dlaczego mordował? - Byłem w Legii Cudzoziemskiej. Może tam nabawiłem
się choroby psychicznej - mówi Jacek B. Z ekspertyzy biegłych wynika,
że "oskarżony miał zachowaną zdolność rozpoznawania znaczenia czynów,
jednak miał ograniczoną zdolność pokierowania swoim postępowaniem", a
motywacji zbrodni należy upatrywać w jego "dewiacyjnej, sadystycznej seksualności".
- Czy oskarżony przyznaje się do zarzucanych mu czynów - zapytał wczoraj
sędzia Stefan Pietrzak.
- Tak - padła krótka odpowiedź z ust Jacka B.
- Nie da się go wybronić - mówił obrońca z urzędu Edward Guziński. - Pytanie
tylko, na ile zostanie skazany.
Mordercy grozi najwyższy wymiar kary - dożywotnie więzienie. Dziś kolejny
dzień procesu - zeznawać będą pierwsi z 35 świadków.
MAŁGORZATA CZAJKOWSKA,
BYDGOSZCZ
Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" z dn. 23.05.2000 r.
Był
normalnym chłopcem
- Nie wierzę, że
Jacek B. żałuje za swoje czyny - mówiła we wtorek Renata K., matka jednej
z ofiar. Wczoraj przed Sądem Okręgowym w Bydgoszczy odbył się drugi dzień
procesu 20-letniego Jacka B., oskarżonego o zabójstwo 14-letniego Dawida
K. i 16-letniej Dominiki M. Zeznawali m.in. rodzice i siostra zamordowanego
Dawida K. Wszyscy twierdzili zgodnie, że podsądny był spokojnym i normalnym
chłopcem. Nie zauważali w jego zachowaniu nic szczególnego. - Jacek narzekał
tylko, że jest za niski i ze nie ma psa, bo z nim byłoby bezpieczniej
- mówił Zbigniew K., ojciec Dawida. Z kolei Renata K przyznała, że stosunki
między Jackiem B. a Dawidem układały się dobrze.
RAK
Z papierowego wydania dziennika "Rzeczpospolita" z dn. 25.05.2000 r.