Aktualizacja
13.08.2001 r.
Witryna uniosceptyków Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza |
Sąd Najwyższy
Kasacje zabójców oddalone
Dożywocie dla mordercy taksówkarza Dożywotnie więzienie, na które został skazany Dariusz Suwiński, zabójca taksówkarza, pozostaje w mocy. Tak orzekł Sąd
Najwyższy, uznając kasację jego obrońcy za oczywiście bezzasadną.
J.O. Za dziennikiem
Rzeczpospolita
z dn. 11.07.2001 r. WYROK Dożywocie za zabójstwo taksówkarza Kara mogła być tylko jedna Trzeba dać szansę
społeczeństwu, aby uniknęło spotkania Dariusza S. na swojej drodze -
mówiła wczoraj przez Sądem Okręgowym w Warszawie prokurator, żądając
dla oskarżonego Na ławie oskarżonych zasiadło trzech mężczyzn: Dariusz S., Krzysztof G. i Sławomir Z. Całej trójce prokuratura stawiała zarzut dokonania rozboju, a Dariuszowi S. - zabójstwa. Sławomir Z zdecydował się opowiedzieć o całym zdarzeniu w postępowaniu przygotowawczym. Na podstawie jego wyjaśnień prokuratura przygotowała akt oskarżenia i ustaliła przebieg wydarzeń. Jesienią 1996 r. wszyscy trzej spotkali się w okolicach Stadionu Dziesięciolecia. Stamtąd wzięli taksówkę, której kierowcą był Mieczysław D. Mężczyźni zatrzymali się w lesie w miejscowości Boża Wola. Tam Dariusz S. - relacjonował Sławomir Z. - bił i kopał taksówkarza. Pomagał mu w tym Krzysztof G. Bijąc i kopiąc leżącą ofiarę, Dariusz S. krzyczał, iż nienawidzi taksówkarzy. Pobity Mieczysław D. nie dawał znaku życia. Kiedy oprawcy odchodzili, usłyszeli jego głośne westchnienie. Zdenerwowało to najbardziej aktywnego ze sprawców. Dariusz S. wrócił do niego i z furią zapytał: Jeszcze żyjesz? Kopnął znowu kilka razy ofiarę w głowę i na odchodnym rzucił do kumpli: No to mamy pierwszą głowę. Główny oskarżony przyznał się do rozboju; Krzysztof G. twierdzi, iż nic takiego nie było; Sławomir Z. mówił, iż znalazł się na miejscu zbrodni, gdyż bał się Dariusza S. Nie miał czasu pracować - Dariusz S. dokonał
zamachu na najwyższe ludzkie dobro. Jego przeszłość związana jest z
działalnością przestępczą. Wszedł na tę drogę tuż po ukończeniu 17 lat.
Nigdy nie pracował, przerwy między wyrokami nie pozwalały mu na podjęcie
zatrudnienia - mówiła Małgorzata Ziółkowska-Siwczyk, prokurator. Za
dokonanie rozboju zażądała dla niego 10 lat więzienia, za zabójstwo
- dożywocia. - Dajmy szansę społeczeństwu, aby nigdy nie spotkało na
swojej drodze Dariusza S. Dwa lata temu poczuł nienawiść do taksówkarzy,
nie wiadomo, na kogo padnie teraz - argumentowała. Jej dalsze żądania
to: dla Krzysztofa G. - 10 lat więzienia, Sławomira Z. - 2 lata
i 11 miesięcy pozbawienia wolności po zastosowaniu nadzwyczajnego złagodzenia
kary (art. 60 ¤ 3 kodeksu karnego). Obrońca Sławomira Z. przekonywał,
iż jego klient nie może odpowiadać za rozbój, gdyż nie miał zamiaru
jego dokonania. Jedynym powodem, dla którego znalazł się na miejscu
zdarzenia, był strach. Prosił więc, aby sąd uwolnił go od winy.
Trzeci z mecenasów podważał wartość wyjaśnień złożonych przez Sławomira Z. - Nie mogą być one uznane za pełnowartościowy dowód, bo składał je współoskarżony, a jako taki ma interes w minimalizowaniu swojego udziału w zdarzeniu i obciążeniu pozostałych - argumentował, wnosząc o wymierzenie kary za pobicie ze skutkiem śmiertelnym. W ostatnim słowie Dariusz S. przeprosił rodzinę zabitego taksówkarza, twierdził, iż nie chciał nikogo zabić. Poprosił sąd o jak najniższy wymiar kary. Pozostała dwójka zwróciła się do sądu o uniewinnienie. Bez okoliczności łagodzących Sąd przychylił
się do wniosku prokuratora i wymierzył Dariuszowi S. karę dożywotniego
pozbawienia wolności, twierdząc, iż nie znalazł dla niego okoliczności
łagodzących. - Za dokonanie zbrodni w tak dramatycznych okolicznościach
kara może być tylko jedna - uznał. Krzysztofa G. skazał na 7 lat więzienia,
a Sławomira Z. - na 3 lata pozbawienia wolności. Wobec tego ostatniego
nie zastosował nadzwyczajnego złagodzenia kary. Uzasadniał to tym, iż
"skruszony" sprawca wprawdzie ujawnił okoliczności zdarzenia, ale ponieważ
był Zaryzykować albo odejść Od początku procesowi towarzyszyło duże zainteresowanie publiczności. Wśród niej sporo było taksówkarzy. "Rz" zapytała ich, co robią, aby zabezpieczyć się przed klientami podobnymi do oskarżonych. - Ryzykujemy, zabierając każdego klienta. Na szczęście wielu jest uczciwych. Jednak w ciągu paru ostatnich miesięcy kilkudziesięciu kolegów zrezygnowało z pracy. Jesteśmy zwykłymi ludźmi. Staramy się sami dbać o własne bezpieczeństwo. Większość z nas wozi ze sobą paralizatory, młotki, gazy obezwładniające, nie bierzemy też dalekich kursów. Nie mamy jednak aparatów do prześwietlania klientów, każdy, kto chce wykonywać ten zawód, musi wybrać: zaryzykować albo odejść. Warszawski proces to jeden z kilku, które w tym roku toczyły się lub toczą w kraju. Przypomnijmy: SO w Szczecinie skazał na 25 lat więzienia oskarżonego o zabójstwo taksówkarza w Szczecinie; SO w Katowicach - na dożywocie dwóch zabójców taksówkarza; SO w Krakowie na 7 lat taksówkarza, który zabił kolegę z postoju. W ubiegłym miesiącu rozpoczęły się też dwa głośne procesy: w Łodzi Piotra D. oskarżonego o zabójstwo m.in. dwóch taksówkarzy; w Warszawie Krzysztofa Chechłacza oskarżonego o zabójstwo taksówkarza Dariusza Chodkowskiego i usiłowanie zabójstwa żołnierza Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych. Agata Łukaszewicz Za dziennikiem "Rzeczpospolita" |