Na 15 lat więzienia
i 10 lat pozbawienia praw publicznych skazał w poniedziałek lubelski
Sąd Okręgowy Roberta H. z Chełma za zgwałcenie i zamordowanie ze szczególnym
okrucieństwem 11-latka. W momencie popełniania zbrodni Robert H. miał
15 lat.
Zgwałcił i zabił 13 lipca 1999 r. razem z 12-letnim wówczas Tomaszem
B., który miał do 11-latka jakieś pretensje. Zbrodnię zaplanowali poprzedniego
dnia. Zwabili kolegę na przedmieście do nie zamieszkanego jeszcze, nie
wykończonego budynku. Tam popełnili zbrodnię. Posłużyli się linką nylonową,
cegłami, drewnianą belką stropową, prętem metalowym, śrubami i stłuczoną
butelką. Dogorywającą ofiarę zostawili na posesji, obmyli się z krwi
i ruszyli na spacer po mieście. Ciało znaleziono tego samego dnia. Sprawców
zatrzymano dzień później. Przyznali się do winy.
Ojciec Roberta H. zmarł w 1998 r.; był alkoholikiem, znęcał się nad
rodziną. Chłopak mieszkał z matką i licznym rodzeństwem. Utrzymywali
się z zasiłku rodzinnego i wychowawczego. Za udział w kradzieżach i
wymuszeniach rozbójniczych sąd rodzinny i nieletnich orzekł umieszczenie
go w zakładzie poprawczym, zawieszając wykonanie orzeczenia na rok.
Tomasz B. podlega jurysdykcji sądu dla nieletnich. On także pochodzi
z wielodzietnej ubogiej rodziny. Siedział w zakładzie wychowawczym za
kradzieże. W czerwcu 1999 r. uciekł z domu rodzinnego, który odwiedził
na przepustce. Zatrzymany po zabójstwie i umieszczony w zakładzie wychowawczym
na Pomorzu uciekł powtórnie, korzystając z przepustki. Dotąd go nie
odnaleziono.
Robert H. odpowiadał przed Sądem Okręgowym. Został skazany na mocy przepisu
dopuszczającego szczególną odpowiedzialność karną piętnastolatka (art.
10 § 2 k.k.).
Jerzy Rodzik, sędzia z długoletnim doświadczeniem zawodowym, przewodniczący
składu orzekającego, powiedział w ustnym uzasadnieniu wyroku, że liczba
i rodzaj obrażeń zadanych 11-latkowi, charakter i rozmiary zbrodni zdumiały
i zbulwersowały sąd. Sędziowie wzięli też pod uwagę, co katowane i zgwałcone
dziecko mogło przeżywać przed śmiercią, jak bardzo czuło się upokorzone,
wystraszone, bezradne i obolałe.
Wyrok, wymierzony zgodnie z wnioskiem prokuratora, jest nieprawomocny.
Adwokat w randze profesora, wyznaczony z urzędu, powiedział "Rz", że
prawdopodobnie złoży apelację, gdyż "oskarżony to jest w gruncie rzeczy
dobry chłopak".
Maciej Podgórski
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"