Morderstwo matki i córek w Chłopach k. Koszalina - 17/18.07.2003

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

 

Aktualizacja 10.01.2009 r.

Prawomocny wyrok w sprawie potrójnego zabójstwa w Chłopach

Sąd Apelacyjny w Szczecinie (Zachodniopomorskie) częściowo zmienił wyrok w sprawie głośnego potrójnego zabójstwa matki i jej dwóch nieletnich córek w nadmorskich Chłopach - poinformował rzecznik SA sędzia Janusz Jaromin.

Sąd zgodził się na publikację danych osobowych i wizerunków oskarżonych.

Do zbrodni doszło 18 lipca 2003 r. w agroturystycznym pensjonacie prowadzonym przez 41-letnią matkę dziewczynek w wieku 12 i 9 lat. O morderstwo oskarżono 41-letniego obecnie Rafała Jagiełłę i 29- letniego obecnie Andrzeja Kozłowskiego.

W czerwcu 2007 r. po trwającym prawie dwa lata procesie Sąd Okręgowy w Koszalinie skazał obu mężczyzn na dożywocie. W tym samym procesie na dwa lata więzienia za nieudzielenie pomocy dziewczynkom skazano też konkubinę Jagiełły - 36-letnią obecnie Beatę Bankert.

W ocenie sądu I instancji, kobieta wiedziała o tym, że jej partner zabija w kotłowni pensjonatu matkę dziewczynek i mogła bez narażania się na niebezpieczeństwo zapobiec śmierci obu nieletnich, ale tego nie zrobiła.

Od tego wyroku w różnych częściach odwołał się prokurator oraz obrońca Andrzeja Kozłowskiego. Jeden z oskarżycieli posiłkowych wniósł apelację od całości orzeczenia. Odwołanie na korzyść oskarżonej złożył też obrońca Beaty Bankert.

Prokurator domagał się w apelacji podwyższenia z 30 do 40 lat okresu, po jakim Rafał Jagiełło będzie mógł ubiegać się o przedterminowe warunkowe zwolnienie. Szczeciński sąd uznał to żądanie za zasadne i przychylił się do wniosku prokuratora.

Obrońca Andrzeja Kozłowskiego domagał się apelacji orzeczenia niższego wyroku cząstkowego w sprawie zabójstwa jednej z dziewczynek oraz ponownego rozpoznania sprawy zabójstwa drugiej. Również w tym przypadku sąd apelacyjny uznał te wnioski za zasadne.

Za współudział w zabójstwie 12-latki sąd złagodził Kozłowskiemu karę z dożywocia do 25 lat więzienia, sprawę zabójstwa 9-latki skierowano do ponownego rozpoznania.

Złagodzenie wyroku w sprawie starszej dziewczynki sąd uzasadnił niewspółmierną surowością kary w stosunku do udziału oskarżonego w tym czynie. Jak ustalono, dziecko udusił Jagiełło, Kozłowski pomógł mu obezwładnić ofiarę.

Nie wpłynęło to jednak - jak powiedział PAP sędzia Janusz Jaromin - na wymiar kary łącznej, którą nadal jest dożywocie orzeczone za współudział w dwóch zabójstwa: matki i jednej z córek.

Uchylenie wyroku cząstkowego w części dotyczącej zabójstwa młodszej dziewczynki uzasadniono tym, iż sąd I instancji nie wykazał, na jakiej podstawie przyjął, że przy tym czynie doszło do porozumienia między Kozłowskim a Jagiełłą. Z ustaleń z pierwszego procesu wynika, że dziewczynkę zabił Jagiełło, a Kozłowski miał jedynie pilnować, by w tym czasie nikt nie wszedł do budynku, w którym zginęło dziecko.

Apelację jednego z oskarżycieli posiłkowych, który kwestionował ocenę dowodów i ustalenia faktycznie sądu I instancji wskazując, że zabójstwa dokonano na zlecenie b. męża ofiary, uznano za oczywiście bezzasadną. Oddalono również apelację obrońcy Beaty Bankert.

Jak ustalono, w czasie pierwszego procesu motywem zabójstwa 41- letniej kobiety był rabunek. Łupem bandytów padła wówczas warta 170 zł biżuteria, 6,8 tys. zł w gotówce oraz wyceniony na 19 tys. 650 zł renault espace, sprzedany później za 1,5 tys. zł. Jej córki zginęły, bo mogły być świadkami zbrodni.

Sprawcy długo ukrywali zabójstwo pozorując nagły wyjazd ofiar do Niemiec, gdzie na stałe mieszkały. Zwłoki ofiar policjanci znaleźli dopiero w marcu 2004 r. Były one zakopane na polu kilkaset metrów od pensjonatu w Chłopach w przygotowanym przed morderstwem dole.

Ogłoszony w czwartek wyrok sądu apelacyjnego jest prawomocny. Strony mogą wnieść kasację, na razie nie wiadomo jednak, czy to zrobią.

Za serwisem Onet z dn. 04.12.2008 r.


Siedział za zabójstwo żony i córek, okazał się niewinny

PAP 19:55

200 tys. zł odszkodowania i zadośćuczynienia za niesłuszne tymczasowe aresztowanie przyznał Sąd Okręgowy w Koszalinie Leszkowi Jegerowi, wdowcowi po zamordowanej przed czterema laty razem z dwoma córkami Beacie Jeger.

Kobieta i dziewczynki - 12-letnia Bianka i 9-letnia Laura - zginęły w nocy z 17 na 18 lipca 2003 r. w należącym do Beaty Jeger agroturystycznym pensjonacie w nadmorskich Chłopach. Tłem zabójstwa był rabunek.

W czerwcu br. po trwającym prawie dwa lata procesie sąd uznał, że zabójcami są Rafał Jagiełło i Andrzej Kozłowski. Obaj zostali skazani na dożywocie. Wyrok nie jest prawomocny.

Leszek Jeger był jednym z pierwszych podejrzanych w tej sprawie. Policjanci zatrzymali go na polecenie prokuratury w marcu 2004 r., zaraz po odkryciu zakopanych w pobliżu pensjonatu zwłok dziewczynek i ich matki.

Obciążany przez Jagiełłę najpierw o udział w samej zbrodni, potem o jej zlecenie, spędził w tymczasowym areszcie pół roku. Z zarzutu został ostatecznie oczyszczony w czerwcu 2005 r. W procesie, który rozpoczął się cztery miesiące później, był jednym z oskarżycieli posiłkowych.

Jeszcze przed rozpoczęciem tego procesu Jeger zapowiadał, że będzie domagał się odszkodowania za pół roku tymczasowego aresztowania i kolejne 6 miesięcy policyjnego dozoru.

Od Skarbu Państwa domagał się 1,5 mln zł. Przez aresztowanie stracił bowiem dobrze płatną posadę informatyka w jednym z towarzystw ubezpieczeniowych w Niemczech, musiał też niekorzystnie sprzedać akcje dużej spółki ubezpieczeniowej oraz umorzyć jednostki funduszu inwestycyjnego. W czasie sądowego przewodu podkreślał też, że pobyt w areszcie pod bardzo poważnym zarzutem negatywnie wpłynął na jego zdrowie i z tego powodu jest rencistą.

Sąd uznał roszczenia za zasadne, ale wysokość odszkodowania i zadośćuczynienia dostosował do polskich realiów. W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Robert Mąka powiedział, iż sąd zdaje sobie sprawę, że doznanych cierpień skarżącemu właściwie nic nie jest w stanie wynagrodzić.

Wyrok nie jest prawomocny. Na razie nie wiadomo, czy strony procesu będą wnosić apelację. (bart)

Za serwisem WP


"GP": Zlecił morderstwo

Sąd Rejonowy w Koszalinie aresztował na trzy miesiące trzech mężczyzn podejrzanych o zamordowanie Beaty J. oraz jej dwóch córeczek: Leszka J. (męża i ojca ofiar), Rafała J. (dozorcę domu Beaty J.) i Andrzeja K. - pisze "Głos Pomorza".

Każdy dzień śledztwa przynosi nowe szczegóły potwornej zbrodni. Z ustaleń prokuratury wynika przerażający obraz zdarzeń: jest noc z 17 na 18 lipca, Beata J. zostaje zwabiona do kotłowni. Tam sprawcy ją mordują. Potem kolejno zabijają jej córeczki.

Jedną muszą dobić, gdyż dziecko daje oznaki życia. Zabójcy zakopują ciało w przygotowanym wcześniej dole, który przykrywają półmetrową warstwą ziemi i maskują darnią. Ofiary przeniesiono w to miejsce kilkanaście godzin po zbrodni.

- W zbrodni brał udział Leszek J., ojciec i mąż ofiar - potwierdza koszaliński prokurator Ryszard Gąsiorowski. Leszek J. chciał przejąć majątek żony, czyli okazały dom, położony na sporej działce. - Jest też wspólny majątek w Niemczech - zauważa prokurator. - A dzieci dziedziczą po matce - wyjaśnia bezwzględność działania sprawcy.

Prokuratura uważa, że inicjatorem zbrodni był mąż. Nakłonił Rafała J. Dozorca namówił Andrzeja K. (mieszkańca woj. kujawsko-pomorskiego, który latem tego roku sprzedawał na wybrzeżu pamiątki) i wynajął pokój w gospodarstwie Beaty J. Mężczyźni mieli otrzymać pieniądze za "mokrą robotę". Podobno otrzymali zaliczkę. Taki właśnie scenariusz wydarzeń przedstawiał na łamach "GP" detektyw Krzysztof Rutkowski. (PAP)

Za serwisem INTERIA z dn. 29.03.2004 r.


Areszt dla podejrzanych o zabójstwo matki i jej córek

Sąd Rejonowy w Koszalinie zdecydował o aresztowaniu trzech osób podejrzanych o zabicie 42-letniej Beaty J. i jej dwóch córek: 13-letniej Bianki i 11-letniej Laury - poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski.

W związku z tą sprawą zarzut morderstwa postawiono trzem zatrzymanym w piątek mężczyznom, w tym mężowi Beaty J., ojcu dziewczynek - Leszkowi J. Grozi im dożywocie.

Rzecznik powiedział, że według wstępnych ustaleń prokuratury morderstwo było zaplanowane, a mężczyźni działali wspólnie. Kobieta i jej dzieci zginęły w nocy z 17 na 18 lipca ubiegłego roku w domu, w którym mieszkały. Wszystkie trzy zostały uduszone - rękoma lub paskiem. Najpierw zmarła matka, potem jej córki.

Ofiary zostały obudzone i były wyprowadzane po kolei do innych pomieszczeń, tak by nikt niczego nie usłyszał. Beata J. zginęła w kotłowni budynku. Mężowi Beaty J., który zaplanował zbrodnię, pomagali znajomi pochodzący z innych regionów Polski. Jeden z nich był czasowo zatrudniony w gospodarstwie agroturystycznym kobiety.

Zdaniem prokuratury "rysuje się teza", że motyw morderstwa był finansowy. Zwłoki poszukiwanych od lipca ubiegłego roku kobiety i jej dwóch córek odkopano w środę w Chłopach pod Koszalinem, kilkaset metrów od domu zaginionych. Miejsce, gdzie były zakopane, wskazał policyjny pies.

Zaginionych intensywnie poszukiwała policja, która prawdopodobnie została umyślnie wprowadzona w błąd informacjami o tym, jakoby matka i córki wyjechały z domu samochodem w nieznanym kierunku.

Beata J. prowadziła w sezonie letnim ośrodek turystyczny w Chłopach. Tam była zameldowana. Poza sezonem mieszkała wraz z córkami w Hamburgu w Niemczech.

Za serwisami WP, Onet.pl z dn. 27.03.2004 r.

 

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 10.05.2004 r.