Morderstwo ucznia w Czarnej Białostockiej w kwietniu 2001 r.
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza |
Aktualizacja 01.07.2003 r. Skazana ostatecznie Mariola Myszkiewicz, nauczycielka z Czarnej Białostockiej, spędzi 25 lat w więzieniu za zabójstwo ucznia. Sąd Najwyższy oddalił kasację w tej sprawie. Ta zbrodnia wstrząsnęła całą Polską. Myszkiewicz, nauczycielka z 17-letnim stażem zabiła dziecko, bo - jak się później okazało - chciała zemścić się na jego ojcu, a swoim kochanku. Mecenas Maciej Gryszkiewicz od początku tego procesu we wszystkich instancjach sądowych walczył o to, by przyjęto, że Myszkiewicz zabiła chłopca pod wpływem "silnego wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami", co - jego zdaniem - wykluczałoby że "działała z chęci zemsty i ze szczególnym okrucieństwem". Sąd Najwyższy uznał jednak, że decydujący w całej sprawie był motyw działania Myszkiewicz, czyli chęć zemsty i odwetu na ojcu Piotra, z którym przez cztery lata była w nieformalnym związku zakończonym przez tego mężczyznę. - Chęć zemsty, i to nie tyle na chłopcu, co na ojcu dziecka oraz jej gniew doprowadziły do tego wybuchu. I ten motyw - wbrew temu, co twierdził obrońca - nie pozostaje w sprzeczności z możliwością uznania, że kobieta działała pod wpływem wzburzenia. Nie zmienia to jednak prawidłowej oceny sprawy i wymierzonej kary - mówił w ustnym uzasadnieniu orzeczenia sędzia Jacek Sobczak. Do tragedii doszło ponad dwa lata temu. Nauczycielka zwabiła Piotrusia do gabinetu lekarskiego. Wcześniej poprosiła woźną o klucz. Tłumaczyła, że chce się zważyć. Zadała chłopcu śmiertelny cios nożem. Zwłoki ucznia znalazł nauczyciel WF. Mariola Myszkiewicz zbiegła z miejsca zdarzenia. Przez całą noc trwała obława policyjna. Kobieta została zatrzymana następnego dnia. Wyrok wobec Myszkiewicz jest ostateczny. O ewentualne warunkowe zwolnienie z odbywania kary, Myszkiewicz będzie mogła się ubiegać po 15 latach. Nauczycielka chce jeszcze we własnym zakresie odwołać się do trybunału w Strasburgu. Za dziennikiem "Życie Warszawy" z dn. 30.05.2003 r. Nauczycielka ostatecznie skazana za zabójstwo ucznia Mariola Myszkiewicz, nauczycielka z Czarnej Białostockiej, została ostatecznie skazana na 25 lat więzienia za zabójstwo 11-letniego syna swego kochanka. W czwartek Sąd Najwyższy oddalił kasację jej obrońcy w tej sprawie. Prokurator Krzysztof Parchimowicz wnosił przed sądem o oddalenie kasacji i utrzymanie wyroku. Obrońca, mecenas Maciej Gryszkiewicz, od początku tego procesu we wszystkich instancjach sądowych walczył natomiast o to, by sądy przyjęły, że Myszkiewicz zabiła chłopca pod wpływem "silnego wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami", co - jego zdaniem - wykluczałoby przyjęcie, że działała z chęci zemsty i ze szczególnym okrucieństwem. Ta nauczycielka podstawówki z 17-letnim stażem uczyła 11-letniego Piotra P., syna mężczyzny, z którym przez cztery lata była w nieformalnym związku. Jakiś czas wcześniej ojciec postanowił jednak się z nią rozstać. Sąd Najwyższy uznał, że decydujący w całej sprawie był motyw działania Myszkiewicz, czyli chęć zemsty i odwetu na ojcu Piotra i nie ma to wpływu na jednoczesne uznanie, że skazana działała ze szczególnym okrucieństwem i w afekcie. "Chęć zemsty - i to nie tyle na chłopcu, co na ojcu dziecka - oraz jej gniew doprowadziły do tego wybuchu. I ten motyw - wbrew temu, co twierdził obrońca - nie pozostaje w sprzeczności z możliwością uznania, że kobieta działała pod wpływem wzburzenia. Nie zmienia to jednak prawidłowej oceny sprawy i wymierzonej kary" - powiedział w ustnym uzasadnieniu orzeczenia sędzia Jacek Sobczak. SN podkreślił jednocześnie, że Myszkiewicz swoją świadomością - choćby nawet i ograniczoną - obejmowała to, że Piotr P. jest dzieckiem, a dodatkowo jej czyn nie godził w osobę, do której miała bardziej lub mniej uzasadnione pretensje. Te elementy słusznie znalazły odzwierciedlenie w wyroku - zaznaczył sąd. Do zbrodni, która wstrząsnęła opinią publiczną, doszło w kwietniu 2001 roku w gabinecie lekarskim szkoły. Nauczycielka zwabiła tam chłopca, z którym podobno chciała porozmawiać o jego ojcu. Miała jednak ze sobą plecak z nożem introligatorskim i swoim paszportem, co mogło świadczyć, że później chciała wyjechać za granicę. Po postępowaniu dowodowym białostockie sądy obu instancji przyjęły, że motywem zbrodni była zemsta na ojcu chłopca za zerwanie tego związku. Myszkiewicz zaprzeczała temu w śledztwie i przed sądem, choć do zabójstwa się przyznała. Chłopiec zginął od około trzydziestu ciosów nożem. Zmarł z wykrwawienia, zanim przyjechało pogotowie. Kobiecie udało się zbiec, dwa dni później oddała się w ręce policji w Markach pod Warszawą. Skazując kobietę na 25 lat więzienia, sądy niższych instancji oceniły, że zabójstwo było zaplanowane, świadome, nie miało też miejsca działanie w afekcie, jak chciał obrońca, powołujący się na opinie biegłych z procesu w pierwszej instancji. Sąd Apelacyjny w Białymstoku co prawda przyznał, że kobieta była w stanie silnego wzburzenia "w sensie psychicznym i psychiatrycznym", ale nie można uznać tego za afekt w znaczeniu prawnym. Wyrok wobec Myszkiewicz jest ostateczny. O ewentualne warunkowe zwolnienie z odbywania kary Myszkiewicz będzie mogła się ubiegać po 15 latach. Jej obrońca powiedział, że droga prawna w tej sprawie już została zakończona, nie wykluczył jednak, że Myszkiewicz we własnym zakresie będzie się odwoływać do trybunału w Strasburgu. Za serwisem informacyjnym portalu Onet.pl z dn. 29.05.2003 r. Utrzymano wyrok dla nauczycielki z Czarnej Białostockiej Mariola Myszkiewicz działała w stanie silnego wzburzenia, ale nie można tego zakwalifikować jako działanie w afekcie - uznał białostocki Sąd Apelacyjny, utrzymując wyrok 25 lat więzienia za zabójstwo 11-latka. Według sądu bowiem, musiałoby to być silne wzburzenie, usprawiedliwione okolicznościami, a - jak ocenił sąd na podstawie materiału dowodowego - tak nie było w tym przypadku. Sąd Apelacyjny odmiennie niż sąd pierwszej instancji ocenił jednak przebieg zdarzenia w gabinecie lekarskim szkoły podstawowej w Czarnej Białostockiej, gdzie doszło do zbrodni. Z oceny tej nie wyniknęła jednak możliwość zmiany kwalifikacji prawnej czynu, którą Sąd Apelacyjny uznał za prawidłową. Wyrok 25 lat więzienia sąd ten uznał za sprawiedliwy i "adekwatny do stopnia zawinienia". "Kara surowa, ale na taką oskarżona w pełni zasłużyła" - mówił sędzia Andrzej Czapka. Wyrok jest prawomocny, przysługuje od niego jedynie kasacja do Sądu Najwyższego. Obrońca Marioli Myszkiewicz zapowiedział jej złożenie. Zamordowany Piotr był synem mężczyzny, z którym pracująca w szkole jako nauczycielka Myszkiewicz miała kilkuletni romans. Zemsta za zerwanie tego związku to - według prokuratury i sądu pierwszej instancji - motyw zbrodni. Doszło do niej w kwietniu ubiegłego roku w gabinecie lekarskim szkoły podstawowej w Czarnej Białostockiej. Obrońca kobiety domagał się uznania, że działała w afekcie i zmiany kwalifikacji jej czynu lub zwrotu sprawy do ponownego rozpoznania. Prokurator i oskarżyciel posiłkowi chcieli utrzymania wyroku 25 lat więzienia. (aka) Za serwisem informacyjnym portalu Wirtualnej Polski z dn. 30.10.2002 r. Nauczycielka zabiła w afekcie? Przed białostockim Sądem Apelacyjnym rozpoczęło się we wtorek postępowanie odwoławcze w sprawie Marioli Myszkiewicz z Czarnej Białostockiej, skazanej w lutym na 25 lat więzienia za zabójstwo 11-letniego chłopca. Zamordowany Piotr był synem mężczyzny, z którym oskarżona przez kilka lat była związana. Zemsta za zerwanie tego związku miała być motywem zbrodni. Taką ocenę przyjął sąd i prokuratura, skazana zaprzeczyła w śledztwie i przed sądem, choć do zabójstwa się przyznała. Chłopiec został zamordowany w kwietniu ubiegłego roku w gabinecie lekarskim szkoły, do której uczęszczał. Mariola Myszkiewicz była tam przez siedemnaście lat nauczycielką. Piotr zginął od kilkudziesięciu ciosów nożem. Zmarł z wykrwawienia, zanim przyjechało pogotowie. Apelację od wyroku złożył obrońca skazanej. Już przed sądem pierwszej instancji zabiegał o zmianę kwalifikacji czynu i przyjęcie, że kobieta działała w afekcie, co wpłynęłoby na wysokość kary. (ck) Za serwisem informacyjnym portalu Wirtualna Polska z dn. 29.10.2002 r. Będzie apelacja ws. nauczycielki z Czarnej Białostockiej 29 października białostocki Sąd Apelacyjny rozpatrzy apelację od wyroku 25 lat więzienia dla nauczycielki z Czarnej Białostockiej Marioli Myszkiewicz, skazanej za zabójstwo 11-letniego chłopca. Wyrok w pierwszej instancji zapadł w połowie lutego tego roku. Jak poinformowano we wtorek w sądzie, apelację złożył jedynie obrońca skazanej kobiety. W lutym Sąd Okręgowy w Białymstoku uznał, że Mariola Myszkiewicz dokonała zabójstwa 11-letniego Piotra w sposób świadomy, planując tę zbrodnię, i nie było to działanie w afekcie, jak ocenili w swojej opinii biegli psychiatrzy i psycholog. Jednocześnie przewodnicząca sądu zaznaczyła, że kara dożywotniego więzienia byłaby w tym przypadku zbyt surowa. Do tragedii doszło w kwietniu 2001 roku w gabinecie lekarskim szkoły podstawowej w Czarnej Białostockiej. Mariola Myszkiewicz była tam od 17 lat nauczycielką nauczania początkowego, Piotr - uczniem czwartej klasy. Według ustaleń śledztwa, kobieta zadała chłopcu ponad dwadzieścia ciosów nożem, który przyniosła w plecaku. Dziecko zmarło z wykrwawienia, zanim przyjechało pogotowie. Nauczycielka zbiegła, zatrzymano ją dwa dni później w Markach pod Warszawą. Mariola Myszkiewicz przyznała się do zabójstwa. Zaprzeczała jednak, by była to zemsta na ojcu chłopca Jerzym, z którym miała 4-letni romans, zerwany przez mężczyznę kilka tygodni przed tragedią. Według prokuratury, właśnie to było przyczyną zabójstwa.(an) Za serwisem informacyjnym portalu Wirtualnej Polski z dn. 01.10.2002 r. Zabójstwo ucznia: Apelacja nauczycielki 29 października białostocki Sąd Apelacyjny rozpatrzy apelację od wyroku 25 lat więzienia dla nauczycielki z Czarnej Białostockiej Marioli Myszkiewicz, skazanej za zabójstwo 11-letniego chłopca. Wyrok w pierwszej instancji zapadł w połowie lutego tego roku. Apelację złożył jedynie obrońca skazanej kobiety. W lutym Sąd Okręgowy w Białymstoku uznał, że Mariola Myszkiewicz dokonała zabójstwa 11-letniego Piotra w sposób świadomy, planując tę zbrodnię, i nie było to działanie w afekcie, jak ocenili w swojej opinii biegli psychiatrzy i psycholog. Jednocześnie przewodnicząca sądu zaznaczyła, że kara dożywotniego więzienia byłaby w tym przypadku zbyt surowa. Do tragedii doszło w kwietniu 2001 roku w gabinecie lekarskim szkoły podstawowej w Czarnej Białostockiej. Mariola Myszkiewicz była tam od 17 lat nauczycielką nauczania początkowego, Piotr - uczniem czwartej klasy. Według ustaleń śledztwa, kobieta zadała chłopcu ponad dwadzieścia ciosów nożem, który przyniosła w plecaku. Dziecko zmarło z wykrwawienia, zanim przyjechało pogotowie. Nauczycielka zbiegła, zatrzymano ją dwa dni później w Markach pod Warszawą. Przyznała się do zabójstwa. Zaprzeczała jednak, by była to zemsta na ojcu chłopca Jerzym, z którym miała 4-letni romans, zerwany przez mężczyznę kilka tygodni przed tragedią. Według prokuratury, właśnie to było przyczyną zabójstwa. Za serwisem informacyjnym portalu Onet.pl z dn. 01.10.2002 r. 25 lat więzienia za zabójstwo ucznia Na 25 lat więzienia białostocki Sąd Okręgowy skazał w piątek byłą nauczycielkę Mariolę Myszkiewicz z Czarnej Białostockiej za zabójstwo 11-letniego chłopca, z którego ojcem była przez kilka lat związana. Wyrok nie jest prawomocny, sąd zezwolił na publikację danych skazanej i pokazanie jej twarzy. Sąd uznał, że 39-letnia Mariola Myszkiewicz dokonała zabójstwa 11-letniego Piotra w sposób świadomy, planując tę zbrodnię, i nie było to działanie w afekcie, jak ocenili w swojej opinii biegli psychiatrzy i psycholog. Jednocześnie przewodnicząca sądu zaznaczyła, że kara dożywotniego więzienia byłaby w tym przypadku zbyt surowa. Do tragedii doszło w kwietniu ubiegłego roku w gabinecie lekarskim szkoły podstawowej w Czarnej Białostockiej. Mariola Myszkiewicz była tam od 17 lat nauczycielką nauczania początkowego, Piotr uczniem czwartej klasy. Według ustaleń śledztwa, kobieta zadała chłopcu ponad dwadzieścia ciosów nożem, który przyniosła w plecaku. Dziecko zmarło z wykrwawienia, zanim przyjechało pogotowie. Nauczycielka zbiegła, zatrzymano ją dwa dni później w Markach pod Warszawą. Przyznała się do zabójstwa, ale nie z zemsty na ojcu chłopca Jerzym, z którym miała 4-letni romans, zerwany przez mężczyznę kilka tygodni przed tragedią. W ustnym uzasadnieniu sąd szczegółowo opisał przebieg zdarzenia w szkolnym gabinecie. Ocenił na podstawie zebranych dowodów, że nauczycielka przyszła do szkoły z zamiarem dokonania zabójstwa chłopca. Celowo wywołała go z lekcji, w plecaku miała przygotowany nóż z wysuniętym ostrzem. Zaatakowała ucznia, gdy próbował wyjść z gabinetu, mówiąc do niej obraźliwe słowa. "W chwili czynu w pełni kontrolowała swoje poczynania. Nie były to ciosy przypadkowe i chaotyczne. Zadawała je wielokrotnie w to samo miejsce, po przecięciu tętnicy kontynuowała zbrodnię" - uzasadniał sąd. Biegli w swej opinii ocenili, że Mariola Myszkiewicz nie ma zaburzeń psychicznych, ale mogła działać w tzw. afekcie fizjologiczym, czyli w stanie silnego wzburzenia wyłączającego świadomość. Sąd zwrócił uwagę, że zebrane w sprawie dowody potwierdziły, że Mariola Myszkiewicz bardzo kochała Jerzego P., ojca zamordowanego chłopca. Opisał m.in. próby samobójcze skazanej, kiedy stosunki między nimi się pogarszały. Sąd uznał za niewiarygodne zeznania Jerzego P., że romans z nauczycielką był tylko półroczny, a on nie dawał kobiecie nadziei na wspólną przyszłość. Przeczyły temu prezenty, które jej kupował, plany, które snuli, a nawet wiadomości tekstowe w jej telefonie komórkowym. Obrońca Marioli Myszkiewicz zapowiedział apelację. Prokuratura ma podjąć decyzję o ewentualnym złożeniu apelacji po poznaniu pisemnego uzasadnienia wyroku. Za "sprawiedliwy" uznali wyrok oskarżyciele posiłkowi reprezentujący rodziców Piotra, nieobecnych podczas ogłaszania wyroku. "Nic nie zwróci życia dziecka, nic nie ukoi bólu rodziców" - mówił mecenas Jerzy Korsak. Drugi pełnomocnik, Michał Korsak, zaznaczył, że o apelacji zadecydują rodzice. Za "Dziennikiem Internetowym" PAP 25 lat więzienia dla nauczycielki z Czarnej Białostockiej Dziecko zabiła z premedytacją Na 25 lat pozbawienia wolności skazał w piątek Sąd Okręgowy w Białymstoku Mariolę Myszkiewicz, 39-letnią nauczycielkę z Czarnej Białostockiej, która zabiła 11-letniego ucznia. - Uczyniła to z rozmysłem i pełną świadomością tego, co czyni - uznał sąd. Sąd nie przyjął opinii biegłych psychiatrów i psychologa, że Mariola Myszkiewicz działała w afekcie fizjologicznym. Planowała zbrodnię. Przygotowanie noża, wybór miejsca zbrodni, zwabienie ofiary, którą poleciła wywołać z lekcji, wielokrotne precyzyjne zadawanie ran w okolice tętnicy szyjnej, nieprzypadkowe ciosy (brak ran na twarzy i klatce piersiowej), przykrycie ciała fartuchem, przytrzymywanie drzwi, by nikt nie wszedł do gabinetu, ukrywanie zakrwawionych dłoni w rękawach swetra w chwili ucieczki - to zdaniem sądu fakty świadczące o tym, że kobieta nie działała w afekcie, lecz z rozmysłem. Po dokonaniu zabójstwa kobieta uciekła i zasnęła w pobliskich lasach (to jeden z objawów silnego wzburzenie, czyli afektu patologicznego). - Zaśnięcie jest też możliwe przy rozmyślnym działaniu sprawcy - stwierdził sąd. Zabójczyni pastwiła się nad ofiarą. Gdy nauczyciele dobijali się do drzwi gabinetu, Mariola Myszkiewicz lewą ręką trzymała drzwi, prawą zadała jeszcze kilka ciosów już leżącemu dziecku. Chłopiec zmarł na skutek wykrwawienia i zatoru powietrznego serca. Oskarżona twierdziła, że w chłopcu widziała cząstkę Jerzego P., a biegli sugerowali, że doszło do agresji przeniesionej. Kobieta zabijała dziecko, widząc w nim jego ojca, twierdzili. Sąd nie dał wiary tym ocenom. Zdaniem sądu Mariola Myszkiewicz zaplanowała zbrodnię, by zemścić się na ojcu chłopca, który podjął próby rozstania się z nią po czteroletnim nieformalnym związku. Sąd brał też pod uwagę okoliczności poprzedzające zdarzenie, które pozostają z nim w związku. - Ich konsekwencją jest tragiczna śmierć dziecka. Zostało ono wciągnięte w konflikt dorosłych, którzy powinni ponieść skutki swojego postępowania - powiedziała sędzia Beata Oliferuk, przewodnicząca składu orzekającego. Podsądna przyznała się do zabójstwa. Zaprzeczała jedynie, że uczyniła to z zemsty. Sąd uznał, że najwyższy wymiar kary - dożywotnie pozbawienie wolności, czego domagał się prokurator i oskarżyciele posiłkowi, byłby zbyt wysoki. -Taka kara stosowana jest wobec osób, które nie rokują szans na resocjalizację - stwierdził. Wyrok nie jest prawomocny. Do tragedii doszło 25 kwietnia w gabinecie lekarskim szkoły w Czarnej Białostockiej. Dziecko zostało ok. 30 razy ugodzone nożem introligatorskim. Mariola Myszkiewicz pracowała w Szkole Podstawowej nr 2 w Czarnej Białostockiej od 17 lat. Była nauczycielką nauczania początkowego z wyższym wykształceniem. Cieszyła się dobrą opinią. Podwyższała swoje kwalifikacje, miała pozytywne oceny pracy w szkole. Na zajęciach sportowych w szkole poznała Jerzego P., ojca przyszłej ofiary. Znajomość przerodziła się w związek, z którym kobieta wiązała plany na przyszłość. Jerzy P. był żonaty. Miał dwie córki i syna. Wielokrotnie w rozmowach podkreślał, że najbardziej kocha syna. Marioli obiecywał wspólne życie; snuli plany zakupu mieszkania i wyjazdu z Czarnej Białostockiej. Jednak zaczął wycofywać się z obietnic. Podsądna poczuła się oszukana i znieważona. Na drzwiach jej mieszkania i bloku pojawiały się obraźliwe napisy. Była też obrażana przez córki Jerzego P. Dwukrotnie podejmowała nieskuteczne próby samobójcze. Dzień przed zabójstwem odbyła rozmowę z żoną mężczyzny. Elżbieta Południk Za dziennikiem "Rzeczpospolita" Nauczycielka z Czarnej Białostockiej oskarżona o zabicie jedenastoletniego ucznia Prokurator chce dożywocia Kary dożywotniego pozbawienia wolności domaga się prokurator dla Marioli M., nauczycielki z Czarnej Białostockiej, która w kwietniu minionego roku w gabinecie lekarskim szkoły zabiła 11-letniego ucznia, syna swojego przyjaciela. Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku zakończył się w czwartek proces w tej sprawie. Prokurator twierdzi, że kobieta działała ze szczególnym okrucieństwem, zabiła z chęci zemsty i pobudek zasługujących na szczególne potępienie. Mariolę M. i ojca dziecka Jerzego P. łączył kilkuletni związek. Mężczyzna postanowił jednak go zerwać. - Ten romans był przez obie strony postrzegany inaczej. Mariola M. liczyła na stabilizację i trwały związek. Jerzy P. jej marzeń spełnić nie chciał. Kobieta bez perspektyw, bez bliskich, z którymi dla Jerzego P. zerwała więzi, została sama. Tymczasem on wyszedł bez strat. Miał dom, rodzinę, syna, którego najbardziej kochał. Jerzy P. odebrał jej godność i marzenia, ona postanowiła odebrać mu to, co miał najdroższego: syna - mówiła prokurator Bożena Romańczuk. Nieprzypadkowe, zdaniem oskarżycieli, jest też narzędzie zbrodni - nóż, tzw. introligatorski, o bardzo ostrym, lecz łamliwym ostrzu, który kupił jej Jerzy P. Motyw zemsty potwierdza, zdaniem pani prokurator, napisany po zdarzeniu przez Mariolę M. list. "Co powiesz swoim najbliższym? Jak im to wytłumaczysz? Ty też ponosisz winę. Zabiłeś mnie, pozbawiłeś duszy. Postąpiłeś ze mną jak ze zwierzęciem, i w końcu wyszło ze mnie zwierzę. Istota pozbawiona wszelkich uczuć" - napisała po dokonaniu zbrodni nauczycielka. Biegli psychiatrzy i psycholog zgodnie twierdzą, że Mariola M. działała w afekcie. Orzekli, że w chwili popełnienia czynu miała zdolność jego rozumienia. Jednak jej napięcie emocjonalne było w tym momencie tak silne, że wymknęło się spod kontroli intelektualnej. Przemawia za tym brutalność, nagłość i wielokrotność (ok. 30) ciosów zadawanych na oślep. Biegli uważają, że w tym czasie nie docierały do Marioli M. bodźce zewnętrzne, nie zwracała uwagi na uderzania pięściami w drzwi przez nauczycieli, którzy dobijali się do gabinetu. Zdaniem biegłych musiał zadziałać bodziec, element - jak to określili - spustowy, który uwolnił agresję nagromadzoną wcześniej przez uczucie odrzucenia, poniżenia, krzywdy spotęgowanej przez kilkudniowy brak snu i nieprzyjmowanie pokarmów. Bodźcem, który uwolnił niekontrolowane emocje, mogły być obraźliwe słowa wypowiedziane przez chłopca. Mariola M. zeznała, że takie padły. Dodatkowo za tą opinia przemawia fragmentaryczna pamięć oskarżonej i objawy silnego wzburzenia. Biegli stwierdzili też, że Mariola M. ma ponadprzeciętną inteligencję, silną osobowość, kontroluje emocje, przejawia brak skłonności do uzewnętrzniania uczuć, cechuje ją wysoka samoocena i silny egocentryzm. Na szczegółowe pytania prokuratora i pełnomocników rodziny dotyczące hipotetycznego zachowania oskarżonej za drzwiami gabinetu (możliwe przykrycie ciała fartuchem pielęgniarki, wyciąganie z plecaka noża i wysuwanie jego ostrza, trzymanie drzwi) biegli odpowiadali, że takie zachowania nie cechują działania w afekcie. - Nie dajmy się zwariować. Nie pozwólmy na zamianę ofiary i kata. Żadne przykrości nie usprawiedliwiają tego, co zrobiła - mówił Michał Korsak, pełnomocnik rodziny. Pełnomocnicy podkreślali brak oznak skruchy czy żalu oskarżonej. Starali się dowieść, że Mariola M. czyn swój zaplanowała, wręcz wyreżyserowała. Zdaniem prokurator opinia biegłych jest podyktowana ludzką potrzebą racjonalnego wytłumaczenia niewyobrażalnego zła. Obrońca oskarżonej mec. Maciej Gryszkiewicz wnioskował o zmianę kwalifikacji prawnej czynu i przyjęcie, że Mariola M. działała pod wpływem silnego wzburzenia podyktowanego okolicznościami. Obrońca przekonywał, że zbrodnia nie była zaplanowana. Dziecko, jego zdaniem, stało się przypadkową ofiarą rozgrywek między dorosłymi. - Piotr znalazł się w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie - mówił obrońca. Przedstawił historię związku, starał się udowodnić, że Mariola M. miała prawo poczuć się skrzywdzona i oszukana. - Zawiodłam wszystkich. Przede wszystkim mamę przepraszam - powiedziała w ostatnim słowie Mariola M. Wyrok za tydzień. Elżbieta Południk Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 9-10.02.2002 r. Nauczycielka oskarżona o zabójstwo dziecka Zazwyczaj opanowana, nagle stała się agresywna W przeddzień morderstwa Mariola M., nauczycielka z Czarnej Białostockiej oskarżona o zabicie ucznia, spotkała się z matką swej ofiary. Ta przekonywała Mariolę M., że na jej związku z Jerzym P. najbardziej cierpi jedenastoletni Piotr. Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku zeznawali wczoraj kolejni świadkowie. Nauczycielkę łączył z ojcem dziecka kilkuletni romans. Kazimierz S., znajomy rodziny P., zeznał wczoraj przed sądem, że oskarżona miała zażądać od Bożeny P., matki jedenastolatka, mieszkania i umożliwienia wyjazdu do innego miasta. Kolejny świadek - nauczyciel wf, który pierwszy dostał się do gabinetu lekarskiego, mówił, że mimo starań nie udało mu się zatrzymać Marioli M. Wybiegająca z gabinetu kobieta miała przerażenie w oczach. Świadkowie zgodnie twierdzili, że w Czarnej Białostockiej niemal wszyscy wiedzieli o nieformalnym związku nauczycielki z Jerzym P., ojcem chłopca. Środowisko i rodzina nie akceptowały tej sytuacji. - Kiedyś moja dziewczyna Ania z siostrą wymazały ją lodem. Było to w Białymstoku w toalecie. Innym razem Ania prosiła ją, żeby odczepiła się od jej taty - opowiadał sądowi Radosław M., chłopak siostry ofiary. Twierdził, że nie wie, kto wybijał okna w domu Marioli M. i wypisywał wyzwiska na śmietniku koło jej bloku. Kuzynka nauczycielki zeznała, że przed tragedią Mariola M., zazwyczaj opanowana, stała się agresywna i wybuchowa. Za miesiąc sąd przesłucha ostatnich świadków. Do 27 kwietnia przedłużono Marioli M. okres tymczasowego aresztowania. Do tragedii doszło 25 kwietnia minionego roku w gabinecie lekarskim w szkole. Chłopiec otrzymał ponad 30 ciosów nożem. Nauczycielka przyznaje się do zbrodni, zaprzecza jednak, że chciała w ten sposób zemścić się na ojcu dziecka. E.P. Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 11.01.2002 r. Uczniowie świadkami w procesie o zabójstwo ich kolegi Oskarżona o zabójstwo 11-latka nauczycielka z Czarnej Białostockiej (Podlaskie) celowo wywołała go z lekcji, ale nadal nie wiadomo, czy już wtedy planowała morderstwo. Miała jednak ze sobą nóż. Takie są wnioski z zeznań złożonych w środę przez świadków w tej sprawie. Uczeń czwartej klasy podstawówki w Czarnej Białostockiej Piotr P. zginął w kwietniu od ponad trzydziestu ciosów nożem, zadanych mu przez Mariolę M. w gabinecie lekarskim. Nauczycielka przez kilka lat miała romans z jego ojcem. Szkolna pielęgniarka mówiła w środę przed sądem, że w gabinecie jest jeden nóż, ale zamknięty na klucz w szafce. Po zdarzeniu sprawdziła, że nie był ruszany. Białostocki sąd próbował w środę ustalić ciąg zdarzeń poprzedzających zabójstwo chłopca. Zeznawali m.in. dwaj koledzy z klasy zamordowanego Piotra (obecnie piątoklasiści podstawówki), którzy na prośbę oskarżonej Marioli M. wywołali go rano 25 kwietnia tego roku z lekcji do gabinetu lekarskiego. Wśród świadków była też nauczycielka, która zauważyła wypływające spod zamkniętych drzwi gabinetu strużki krwi. Drzwi wyważył nauczyciel wychowania fizycznego. Pod jego ręką prześlizgnęła się Mariola M. uciekając ze szkoły. Zatrzymano ją dopiero dwa dni później w Markach pod Warszawą. Nauczycielka sztuki (muzyki i plastyki), z lekcji której wywołany został Piotr, mówiła przed sądem, że myślała, iż chłopak idzie do gabinetu lekarskiego na badania lub szczepienie. Koledzy z klasy, którzy go wywołali, mieli mówić, że Piotr "ma iść do gabinetu lekarskiego". Nie powiedzieli, że woła go Mariola M. - twierdzi nauczycielka. Powiedziała, że kilka minut później poszła sprawdzić, co dzieje się w gabinecie lekarskim. Zobaczyła tam Piotrusia siedzącego spokojnie na kozetce i Mariolę M. Chłopiec nie był niczym zaniepokojony ani zdenerwowany, oboje zachowywali się tak, jakby czekali na lekarza. "Bardzo miła koleżanka, nie przyszłoby mi do głowy, że może skrzywdzić dziecko, zadbana, wyniosła, raczej stanowcza, konkretnie dążąca do celu" - mówiły o oskarżonej inne nauczycielki z tej szkoły. Przeważnie zeznawały, że nic nie słyszały o jej kilkuletnim romansie z ojcem chłopca. W postępowaniu przygotowawczym i w czasie zamkniętych dla publiczności zeznań na początku procesu Mariola M. przyznała się do zabójstwa, ale - jak zaznaczyła - nie z chęci zemsty na ojcu Piotra. W środę jej ciotka przyznała, że od matki oskarżonej wiedziała o romansie Marioli M. z żonatym, mającym trójkę dzieci, znanym w Czarnej Białostockiej przedsiębiorcą. Mówiła o groźbach pod adresem Marioli M. i jej matki, głuchych telefonach, listach z pogróżkami oraz obraźliwych napisach na drzwiach mieszkania i śmietniku przy bloku. Wspomniała też, że wiedziała o co najmniej jednej próbie samobójczej oskarżonej. Sąd przerwał proces na miesiąc. Po przerwie zamierza przesłuchać ostatnich świadków wnioskowanych przez prokuraturę. Nowych świadków zapowiedział oskarżyciel posiłkowy. Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 13.12.2001 r. Nauczycielka oskarżona o zabójstwo ucznia Romans, groźby i próby samobójcze Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku w procesie Marioli M., oskarżonej o zamordowanie w szkole w Czarnej Białostockiej 11-letniego ucznia, syna swojego przyjaciela, zeznawały wczoraj rodziny: zamordowanego chłopca i nauczycielki. 37-letnia Mariola M., nauczycielka w szkole podstawowej, była od kilku lat związana z ojcem ucznia tej szkoły. Do tragedii doszło 25 kwietnia. Zwabiony do gabinetu lekarskiego chłopiec otrzymał ok. 30 ciosów nożem. Dziecko zmarło, zanim przyjechało pogotowie. Przypuszcza się, że Mariola M. zabiła chłopca, gdyż uważała go za przeszkodę w jej związku z jego ojcem. Kobieta przyznała się do winy. Zaprzecza jedynie, że zrobiła to z zemsty. Zeznania rodziny chłopca były niejawne dla prasy. Matka Marioli M. mówiła przed sądem, że związek jej córki z Jerzym P. trwał od 1997 r. Była mu od początku przeciwna, nie potrafiła jednak wpłynąć na córkę. Wcześniej, według matki, Mariola M. nie była związana z żadnym mężczyzną, nie miała też narzeczonego. Z zeznań Haliny M. wynika, że w Czarnej Białostockiej jej córka była atakowana z powodu romansu z żonatym mężczyzną. - U nas wszyscy o wszystkich wiedzą. To mała miejscowość - powtarzała matka i opowiadała sądowi o "czterech koszmarnych latach". Kobiety otrzymywały głuche telefony i listy z pogróżkami, na drzwiach ich mieszkania pojawiały się niecenzuralne napisy, w oknach wybito szyby. Spowodowało to depresję matki. Halina M. twierdziła, że jej córka podejmowała próby samobójcze (do ostatniej doszło 8 kwietnia). Wczoraj zeznawała również siostra Marioli M., mieszkająca kilkaset kilometrów od Czarnej Białostockiej. O wypadku dowiedziała się od matki. To ona miała naprowadzić funkcjonariuszy na trop siostry (policja twierdziła, że ujęła nauczycielkę podczas szeroko zakrojonej akcji). - Zadzwoniła do mnie z Marek pod Warszawą w dzień po zdarzeniu - opowiadała siostra oskarżonej - zapytała, czy ma sobie coś zrobić czy pójść na policję. Pytałam ją, czy wie, co uczyniła. Spokojnie odpowiedziała, że tak. Kazałam jej zgłosić się na policję. Mariola mówiła, że chce porozmawiać z księdzem i się umyć. Czekała na nas w jednym z zakonów. Wiedziała, że przyjadę po nią z policjantami - zeznawała siostra oskarżonej. Już wcześniej zachowanie Marioli wydawało mi się irracjonalne - dodała kobieta. Proces odroczono do 12 grudnia. E.P. Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 16.1.2001 r. |
Proszę wybrać przejście:
strona utworzona 17.12.2001 r.