Morderstwo 8-latka dokonane przez 16-latka Frombork 08.2003
|
Aktualizacja 12.08.2003 r. Czy nastolatek-zabójca odpowie jak dorosły? Nie wiadomo jeszcze, na podstawie jakich przepisów będzie odpowiadał przed sądem 16-letni zabójca ośmioletniego Bartka z Domu Dziecka we Fromborku (woj. warmińsko- mazurskie). Sąd Rodzinny w Braniewie zdecydował o umieszczeniu go tymczasowo w schronisku dla nieletnich. "Po opracowaniu przez biegłego psychologa pełnej opinii i sporządzeniu danych o stanie rozwoju umysłowego chłopca sędzia podejmie dalsze decyzje, jaki bieg nadać tej sprawie" - powiedział prezes Sądu Rejonowego w Braniewie Andrzej Gorajski. Nie wiadomo więc na razie, czy nastoletni zabójca będzie odpowiadał za zbrodnię jak dorosły. Jak dodał sędzia, "sprawa jest nietuzinkowa" i wymaga głębokiej analizy. Z braniewskiego sądu 16-latka przewieziono do Policyjnej Izby Dziecka w Elblągu. 16-latek przyznał się do zbrodni, której dopuścił się w niedzielę na terenie posesji Domu Dziecka. On i jego ofiara byli wychowankami tego Domu. Ciało ośmiolatka znaleziono w parku z ranami kłutymi i nożem wbitym w klatkę piersiową. Według policji z Braniewa, chłopcy budowali razem szałas. W pewnym momencie doszło między nimi do sprzeczki, zakończonej tragiczną śmiercią Bartka. Z rozmowy przeprowadzonej z Magdaleną Hołubowską, wicedyrektorką placówki wychowawczej, w której przebywali obaj chłopcy, wynika, że zabójca nigdy nie zdradzał agresywnych zachowań wobec innych dzieci. "Był po prostu drobnym złodziejaszkiem i kombinatorem. Poza tym że potrafił wulgarnie się wyrażać, gdy mu coś nie wychodziło, nie przejawiał zachowań, które mogłyby wskazywać, że jest zdolny do czegoś takiego" - powiedziała Hołubowska. 16-latek nie miał żadnych kontaktów z bliskimi. Ojciec powiesił się kilka lat temu, a matka w ogóle się nim nie interesowała. Jego brat przebywa w zakładzie karnym. Według dyrekcji Domu Dziecka, "nie udało mu się także nawiązać kontaktu z siostrą", a jego wujek odmówił jakichkolwiek spotkań z chłopcem. Zamordowany Bartek był, według dyrekcji, spokojnym dzieckiem. Przebywał tam wraz ze swoim bratem Michałem. Matka nie interesowała się nimi, a ojciec miał ograniczone prawa rodzicielskie. "Nie mieliśmy żadnych podstaw, żeby przekazywać mu dzieci, ponieważ dom, w którym mieszka, to melina i są tam ciągle libacje alkoholowe. Ostatni raz Bartek widział ojca dwa lata temu" - dodała wicedyrektor. (uk) Za serwisami Wirtualnej Polski, INTERIA.PL i Onet.pl z dn. 12.08.2003 r. Zabił, żeby wiedzieć jak to jest Zmasakrowane zwłoki 8-letniego Bartka G. znaleziono kilkadziesiąt metrów od domu dziecka, w którym chłopiec mieszkał. Mordercą okazał się 16-letni kolega ofiary. Chciał zobaczyć, jak to jest, kiedy się kogoś zabije. Do zabójstwa wychowanka Domu Dziecka "Słoneczne Wzgórze" we Fromborku przyznał się jego kolega, 16-letni Jarosław Sz. Frombork W niedzielę wczesnym popołudniem chłopcy poszli do lasku na terenie placówki. Jedna z wersji zakłada, że chcieli zbudować szałas i pokłócili się. Ale tych wersji jest kilka, morderca zmienia zeznania, a okoliczności zajścia wciąż nie są dokładnie znane. - To otwarta placówka, a nie zakład karny, dzieci mogą poruszać się samodzielnie - wyjaśnia Anna Kos, rzecznik braniewskiej policji prowadzącej śledztwo. - Pensjonariusze muszą tylko wrócić o wyznaczonej porze. Znaleziony w lesie Kiedy chłopcy nie wracali, powiadomiono policję. - Nasi pracownicy pojechali do Elbląga, do mieszkania ojca Bartka - mówi Bożena Szczepanik, dyrektor "Słonecznego Wzgórza" (mieszka tam 80 dzieci). - Już wcześniej zdarzało się, że ojciec Bartka namawiał starsze dzieci, żeby przywiozły mu syna. Byliśmy przekonani, że tak jest i tym razem. Wieczorem znaleziono w lesie ciało chłopca. Umarł od kilku ciosów nożem. - Rozpoczęły się poszukiwania Jarosława Sz. jako podejrzanego o zabójstwo - relacjonuje Alina Zając, rzecznik policji w Elblągu. - Znaleźliśmy go po kilku godzinach w Elblągu. Przyznał się do zabicia Bartosza. W chwili zatrzymania Jarek był z kolegami, którym chwalił się, że zabił. Policjantom wyjaśniał, że chciał zobaczyć, jak to jest, kiedy się kogoś zabije. Wczoraj go przesłuchiwano. Za swój czyn prawdopodobnie będzie odpowiadał jak dorosły. Jednak ze względu na młody wiek nie grozi mu dożywocie, najwyżej 25 lat. W domu dziecka wszyscy zastanawiają się, jak mogło dojść do tego dramatu. - To było takie spokojne, grzeczne dziecko, był naszym pupilkiem - mówią o Bartku wychowawcy. - Jego śmierć to ogromna tragedia. Jesteśmy zszokowani. - Nasze dzieci trzymają się razem, zawsze jest z nimi wychowawca, zwłaszcza z młodszymi, ale kiedy dziecko idzie do toalety, albo chce pobawić się na podwórku, trudno mu zabronić. To nie jest poprawczak ani zakład zamknięty - opowiada dyrektor Szczepanik. Głos się jej łamie, do oczu napływają łzy. - Nie mogę sobie wybaczyć, że to się stało. Bartuś mówił, że chce się pobawić z kotami w szopie obok domu. Owdodziłam go od tego, ale w końcu uległam. Wybrał słabszego Chłopcy mieszkali w domu dziecka od kilku lat. Obaj pochodzą z rozbitych rodzin. Ojciec Jarka nie żyje, powiesił się kilka lat temu, matka pojechała "w Polskę". O ojcu Bartka pracownicy "Słonecznego Wzgórza" mówią, że sporo pije i mieszka na melinie. Jest pozbawiony praw rodzicielskich, ale z relacji wychowanków wynika, że interesował się synem. Jarek był notowany za drobne kradzieże. - Zdarzało mu się krzyczeć na dziewczyny i młodsze dzieci - wspomina Kamila, jedna z dziewczynek. - Ostatnio zagroził, że coś mi zrobi, pobije albo złamie rękę. Bartkiem opiekowały się dziewczęta. Był drobny, budził współczucie. Być może dlatego morderca go wybrał. - Nie mieliśmy z nim kłopotów - mówią chłopcy ze starszej grupy. - Dla nas był w porządku. CHŁOPAK ZABIŁ, BO NIE BYŁ KOCHANY - twierdzi psycholog Andrzej Samson "Super Express": - Czy zbrodnia dokonana przez nastolatka na kilkuletnim chłopcu pana przeraża? Andrzej Samson: - Tak, ale mam wrażenie, że, niestety, powoli takie tragedie stają się w naszym kraju normą. O zbrodniach czytamy przynajmniej raz w miesiącu, oglądamy relacje z miejsca wydarzeń w telewizji. Często w tym szumie informacyjnym ginie pytanie, dlaczego doszło do tragedii. - Dlaczego doszło do tej konkretnej zbrodni? - Najprawdopodobniej z braku miłości. Tego nastolatka musiałby po prostu ktoś pokochać, ale w naszych przeładowanych domach dziecka trudno o takie indywidualne podejście do dziecka. - Jest na to jakaś rada? - Prostych recept nie ma. Konieczna jest zmiana systemu opiekuńczo-wychowawczego, bo wiadomo, że w mniejszych grupach łatwiej pracuje się z dziećmi. Łatwiej o lepszy kontakt z nimi. Dariusz Olejniczak Za dziennikiem "Super Express" z dn. 12.08.2003 r. Zamordował z ciekawości Frombork. Wychowanek domu dziecka zabił swojego kolegę W piersi 8-letniego Bartka tkwił nóż. 16-letni Jarek zadał mu 21 ciosów. Obaj byli wychowankami fromborskiego domu dziecka. Oprawca zeznał, że chciał zobaczyć, jak się zabija. - Mam wrażenie, że to koszmarny sen - mówi dyrektorka placówki. To miała być kolejna senna, letnia niedziela we fromborskim Powiatowym Domu Dziecka "Słoneczne Wzgórze" . Dochodzi godz. 13. 16-letni Jarek zwalnia się u wychowawczyni tłumacząc, że chce na parę minut wyskoczyć do centrum miasta. Obiecuje wrócić na obiad na godz. 13. W tym samym czasie, w innym miejscu domu dziecka, 8-letni Bartuś oddala się od opiekunki, mówiąc, że idzie się przewietrzyć. Gdzie oni są? Kilka minut później podczas zbiórki przed obiadem okazuje się, że brakuje Bartka i Jarka. Pracownicy szukają chłopców w okolicach domu. Bez skutku. Wkrada się coraz większe zdenerwowanie. Ktoś rzuca myśl, że Jarek uciekł z Bartkiem. - Wcześniej zdarzało się, że Jarek wywoził starszego brata Bartka,13-letniego Michała, do ich ojca. Pierwsza nasza myśl jest taka, że tym razem wziął Bartka - mówi Magdalena Hołubowska, zastępca dyrektora PDD. Dyrektorka jedzie do Elbląga, do ojca Bartka i Michała. On jednak twierdzi, że syna nie było u niego i nie ma pojęcia, gdzie może być. Zdenerwowanie rośnie. Poszukiwania wciąż nie dają rezultatu. Godzina 18. Trzysta metrów od domu dziecka mieszkaniec Fromborka znajduje zakrwawione zwłoki 8-letniego Bartka. Dziecko ma 21 ran kłutych, a w jego piersi tkwi nóż. Kiedy dyrektorka domu dziecka wraca z Elbląga do Fromborka, zastaje na posesji policję. Nie próbował nawet uciekać Po kilku godzinach policja zatrzymuje w Elblągu podejrzanego o bestialską zbrodnię 16-letniego Jarka. Chłopak nawet nie próbuje uciekać. Zaczynają się przesłuchania. Jarek mówi, że chciał zobaczyć, jak zabija się człowieka. Jego zeznania są tym bardziej przerażające, że wcześniej nikt nie widział u niego żadnych oznak agresji. Zszokowani pracownicy placówki starają przypomnieć sobie jakiekolwiek sygnały, które mogły zwiastować tragedię. Okazuje się, że kilka dni wcześniej Jarek miał pytać dzieci, czy któreś z nich ma nóż. Chociaż wychowawcy sprawdzają rzeczy wychowanków i już kilkakrotnie rekwirowali niebezpieczne narzędzia, przeoczyli scyzoryk, który Jarek znalazł w szafce kolegi. Scyzoryk, według nieoficjalnych informacji, miał być prezentem komunijnym od wujka. Jak to się stało? - Nadal nie mogę uwierzyć w to, co się stało - mówi przez łzy jedna z pracownic. Policja twierdzi, że musiało dojść do kłótni między chłopcami i rozwścieczony Jarek zabił Bartka. Pracownicy domu dziecka podejrzewają jednak, że Jarek zaczaił się na swoją ofiarę przy szopie za domem dziecka. - Tam mieszkają małe kotki. Dzieci często chodzą bawić się z nimi i podkarmiać je - szlocha wychowawczyni. - Z pewnością, gdy Bartuś wyszedł z domu, poszedł właśnie do nich i tam zaatakował go Jarek. Chociaż to dziwne, bo dzieci zawsze chodziły tam grupami. Nie wiem, może Jarek czymś go zwabił. Jeśli tak było, wybrał sobie na ofiarę najsłabszego. Ich dzieciństwo Bartuś był bardzo drobny i mały jak na swój wiek. Do placówki trafił przed czterema laty ze starszym bratem Michałem. Matka nie interesowała się synami. Ojciec, mieszkający w Elblągu, miał ograniczone prawa rodzicielskie. Nie potrafił zapewnić chłopcom opieki. Nadużywał też alkoholu. Podobnie smutne dzieciństwo było udziałem Jarka. - Mieszkał u nas od 10 lat. Ojciec nie żyje, a matka się nim w ogóle nie interesuje - mówi dyrektor Magdalena Hołubowska. - Nie ukrywam, mieliśmy z nim kłopoty wychowawcze. Zdarzały mu się ucieczki z domu oraz drobne kradzieże. Nie wdawał się jednak w bójki. Miał nawet takie okresy, że był bardzo grzeczny. Ostatnio za dobre sprawowanie pojechał w nagrodę na wakacje na Litwę. Był zamknięty w sobie. Nikt się nie spodziewał, że mógłby zrobić coś takiego - kończy drżącym głosem. A jednak to nie sen Takiego bestialskiego zabójstwa nie odnotowano jeszcze nigdy w rejonie Braniewa. - Dziecko zabiło dziecko - szepczą ze zgrozą ludzie. Wczoraj ani pracownicy, ani wychowankowie domu nie wychodzili z budynku. Większość nie chciała rozmawiać o tragedii. Ci, którzy się na to zgodzili, z trudem powstrzymywali łzy. Wciąż, jak powtarzają, nie mogą pojąć tego, co się zdarzyło. - Nie spałam całą noc - mówi jedna z wychowanek. - Teraz nie mogę znaleźć sobie miejsca. Dyrektor Bożena Szczepanik 10 sierpnia tego roku nie zapomni do końca życia. - To straszne. Bartuś był grzecznym, ale smutnym chłopcem, zamkniętym w swoim świecie - mówi łamiącym się głosem dyrektor. - Ciągle nie mogę uwierzyć, że Bartusia nie ma wśród nas. Mam wrażenie, że to wszystko, to koszmarny sen. Dziś Sąd Rejonowy w Braniewie ma zdecydować, czy 16-letni Jarek będzie odpowiadał za swój czyn jako osoba dorosła czy nieletnia. Aleksandra Padyjasek Gazeta Olsztyńska Za dziennikiem Życie Warszawy z dn. 12.08.2003 r. Szesnastolatek zamordował ośmiolatka Horror ze Słonecznego Wzgórza W Słonecznym Wzgórzu nikt nie spał tej nocy. Dzieci były przestraszone. Kilkaset metrów od ich domu szesnastoletni Jarek zadźgał nożem ośmioletniego Bartka. Był zły, że młodszy kolega go nie słucha. Powiatowy Dom Dziecka Słoneczne Wzgórze we Fromborku liczy pół wieku. W tym roku, z okazji jubileuszu, powiat sypnął groszem. Odnowiono elewacje i dom nabrał ładnych piaskowo-grafitowych barw. Z drogi Braniewo - Elbląg widać zabudowania domu i mieszkania wychowawców otoczone lasem i ogrodami przylegającymi do brzegu Zalewu Wiślanego. Słoneczne Wzgórze jest domem dla ponad siedemdziesięciorga dzieci, którym los poskąpił prawdziwych, kochających rodziców. Te, które mają u kogo spędzić wakacje, opuszczają dom na lato. Wśród tych, którzy pozostali, był 16-letni Jarek i 8-letni Bartosz. O obu rodzice dawno zapomnieli. To nie była lalka W niedzielę pod wieczór pan Mikołaj wybrał się do swojej pasieki w lasku za sierocińcem. Do ośmiu uli jednak nie doszedł. W wysokiej trawie zobaczył leżącą postać. - Tutaj ludzie często przychodzą wypoczywać. Bawią się dzieci. Myślałem, że któreś porzuciło w trawie lalkę. Mała główka zwrócona była w moją stronę. Podszedłem bliżej. Zobaczyłem rozłożone rączki. To nie była lalka. To był chłopiec. W jego piersi tkwił jakiś dziesięciocentymetrowy przedmiot. Wokół krew - opowiada 68-letni pan Mikołaj. W tym czasie w Słonecznym Wzgórzu wychowawcy od kilku godzin szukali dwóch wychowanków. - O pierwszej zadzwoniła do mnie do domu w Braniewie wychowawczyni z wiadomością, że Jarek nie pojawił się na obiedzie. Nie było też Bartka. Poleciłam mojej zastępczyni, która mieszka we Fromborku, by sprawdziła w Elblągu u ojca Bartka. Przed dwoma laty zdarzyło się, że Jarek samowolnie zabrał tam starszego brata Bartka - opowiada Bożena Szczepanik, dyrektorka Słonecznego Wzgórza. Chłopców w Elblągu nie było. Dyrektorka zadzwoniła na policję. - W ten weekend wiele się działo w mieście. Były Dni Fromborka, zjazd honorowych obywateli, jarmark, występy. Dzieci mogły się gdzieś w mieście zawieruszyć. Dom dziecka to nie więzienie. Starsze wychodzą na przepustki, młodsze bawią się z dziećmi wychowawców, którzy mieszkają na terenie domu - opowiada. O osiemnastej pod dom zajechała policja. - Powiedzieli, że znaleźli Bartka i szukają Jarka, bo chłopców widziano razem - opowiada wychowawczyni Irena Proniewska. Mówi, że kiedy mieszkańcy domu dowiedzieli się, że Bartka zamordowano, byli w szoku. Gdy przyszła wiadomość, kto zamordował, szok przeszedł w przerażenie. Małomówny i krnąbrny Jarka policjanci zatrzymali na ulicy w Elblągu. Nie stawiał oporu. Przyznał się do zabicia Bartka. Opisał szczegółowo, jak poszli obaj do lasu budować szałas z gałęzi. Jak młodszy nie chciał wykonywać jego poleceń. Jak wtedy wyciągnął nóż i uderzył chłopca. Potem uderzał raz za razem, aż się zmęczył. Nóż zostawił w piersi dziecka. - Jarek był u nas od ośmiu lat. Pochodzi z Elbląga. Matki nikt nigdy nie widział, dawno poszła "w Polskę". Ojciec powiesił się, kiedy chłopiec był w podstawówce. Starszy brat siedzi w więzieniu. Jedynym krewnym, z którym miał kontakt, jest wuj. Wcześniej Jarek do niego często jeździł, ale ostatnio wuj nie chciał go przyjmować. Skarżył się na zachowanie chłopca - opowiada dyrektorka Szczepanik. Wychowawcy mówią o mordercy "zamknięty w sobie, małomówny, potrafił być złośliwy, krnąbrny, potrafił ukraść, miał problemy w szkole". Ośmioletni Bartek był inny. Spokojny, delikatny, wymagający opieki. We Fromborku mieszkał ze starszym o 5 lat bratem od 1999 r. Matka zniknęła, podobnie jak matka Jarka. Bezrobotny ojciec egzystował w Elblągu. - Dzieci omijają miejsce, w którym znaleziono Bartka. Nocą z nimi śpimy, bo boją się być same. Mamy we Fromborku duży szpital psychiatryczny. Chcemy poprosić tamtejszych lekarzy o spotkanie z dziećmi, rozmowę. O wyciszenie ich emocji - deklaruje dyrektorka Słonecznego Wzgórza. Braniewski sąd ma zdecydować, czy Jarek odpowie za mord jako dorosły, czy czeka go poprawczak. - Jestem przekonana, że Jarek powinien odpowiedzieć jak człowiek dorosły - ocenia twardo Bożena Szczepanik. Dom dziecka powiadomił ojca Bartka o śmierci syna. Ojciec nie zareagował. Był w ciągu alkoholowym na melinie. IWONA TRUSEWICZ Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 12.08.2003 r. Nastolatek-zabójca do schroniska Nie wiadomo jeszcze, na podstawie jakich przepisów będzie odpowiadał przed sądem 16-letni zabójca ośmioletniego Bartka z Domu Dziecka we Fromborku (woj. warmińsko- mazurskie). We wtorek Sąd Rodzinny w Braniewie zdecydował o umieszczeniu go tymczasowo w schronisku dla nieletnich. "Po opracowaniu przez biegłego psychologa pełnej opinii i sporządzeniu danych o stanie rozwoju umysłowego chłopca sędzia podejmie dalsze decyzje, jaki bieg nadać tej sprawie" - powiedział PAP prezes Sądu Rejonowego w Braniewie Andrzej Gorajski. Nie wiadomo więc na razie, czy nastoletni zabójca będzie odpowiadał za zbrodnię jak dorosły. Jak dodał sędzia, "sprawa jest nietuzinkowa" i wymaga głębokiej analizy. Z braniewskiego sądu 16-latka przewieziono do Policyjnej Izby Dziecka w Elblągu. 16-latek przyznał się do zbrodni, której dopuścił się w niedzielę na terenie posesji Domu Dziecka. On i jego ofiara byli wychowankami tego Domu. Ciało ośmiolatka znaleziono w parku z ranami kłutymi i nożem wbitym w klatkę piersiową. Według policji z Braniewa, chłopcy budowali razem szałas. W pewnym momencie doszło między nimi do sprzeczki, zakończonej tragiczną śmiercią Bartka. Z rozmowy przeprowadzonej przez dziennikarza PAP z Magdaleną Hołubowską, wicedyrektorką placówki wychowawczej, w której przebywali obaj chłopcy, wynika, że zabójca nigdy nie zdradzał agresywnych zachowań wobec innych dzieci. "Był po prostu drobnym złodziejaszkiem i kombinatorem. Poza tym że potrafił wulgarnie się wyrażać, gdy mu coś nie wychodziło, nie przejawiał zachowań, które mogłyby wskazywać, że jest zdolny do czegoś takiego" - powiedziała Hołubowska. 16-latek nie miał żadnych kontaktów z bliskimi. Ojciec powiesił się kilka lat temu, a matka w ogóle się nim nie interesowała. Jego brat przebywa w zakładzie karnym. Według dyrekcji Domu Dziecka, "nie udało mu się także nawiązać kontaktu z siostrą", a jego wujek odmówił jakichkolwiek spotkań z chłopcem. Zamordowany Bartek był, według dyrekcji, spokojnym dzieckiem. Przebywał tam wraz ze swoim bratem Michałem. Matka nie interesowała się nimi, a ojciec miał ograniczone prawa rodzicielskie. "Nie mieliśmy żadnych podstaw, żeby przekazywać mu dzieci, ponieważ dom, w którym mieszka, to melina i są tam ciągle libacje alkoholowe. Ostatni raz Bartek widział ojca dwa lata temu" -dodała wicedyrektor. Za serwisem Onet.pl z dn. 12.08.2003 r. 16-latek zatrzymany za zabójstwo dziecka Pod zarzutem zabójstwa ośmioletniego Bartka policja zatrzymała w poniedziałek we Fromborku (woj. warmińsko-mazurskie) 16-letniego wychowanka tamtejszego domu dziecka. Ciało jego ofiary, wychowanka tej samej placówki, znaleziono w niedzielę. Tragedia rozegrała się w parku koło placówki. Sprawa zabójstwa wyszła na jaw, gdy jeden z mieszkańców Fromborka poinformował w niedzielę policję o znalezieniu ciała dziecka w parku należącym do placówki wychowawczej. Chłopiec miał rany kłute i nóż wbity w klatkę piersiową. Funkcjonariusze szybko ustalili, że sprawcą zabójstwa był 16- letni Jarosław. W poniedziałek przyznał się do winy. "Nie podał żadnego konkretnego powodu. Mówił nam, że był zdenerwowany" - powiedziała Monika Wejknis z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. Według rzecznika prasowego Komendy Powiatowej Policji w Braniewie Anny Kos, chłopcy budowali wspólnie szałas. "Z naszych materiałów wynika, że byli tam sami. Musiało dojść między nimi do sprzeczki i wtedy 16-latek ugodził dziecko nożem" - powiedziała. Wicedyrektor fromborskiej placówki Magdalena Hołubowska powiedziałaP, że ta tragedia jest szokiem, tym bardziej że zabójca nigdy nie zdradzał agresywnych zachowań wobec innych dzieci. "Był po prostu drobnym złodziejaszkiem i kombinatorem. Poza tym, że potrafił wulgarnie się wyrażać, gdy mu coś nie wychodziło, nie przejawiał zachowań, które mogłyby wskazywać, że jest zdolny do czegoś takiego" - mówiła. 16-latek nie miał żadnych kontaktów z bliskimi. Ojciec powiesił się kilka lat temu, a matka w ogóle się nim nie interesowała. Jego brat przebywa w zakładzie karnym. Według dyrekcji Domu Dziecka, "nie udało mu się także nawiązać kontaktu z siostrą", a jego wujek odmówił jakichkolwiek spotkań z tym chłopcem. Zamordowany Bartek był, według dyrekcji, spokojnym dzieckiem. Przebywał tam wraz z bratem Michałem. Ich matka nie interesowała się dziećmi, a ojciec miał ograniczone prawa rodzicielskie. "Nie mieliśmy żadnych podstaw, żeby przekazywać mu dzieci, ponieważ dom, w którym mieszka, to melina i są tam ciągle libacje alkoholowe - powiedziała wicedyrektor. O dalszym losie zabójcy zdecyduje we wtorek Sąd Rodzinny w Braniewie. Jak przekazał PAP prezes sądu Andrzej Gorajski, 16- latek zostanie przesłuchany w obecności psychologa. Możliwe, że za tę zbrodnię chłopak odpowie jak dorosły. Za serwisem Ont.pl z dn. 11.08.2003 r. Frombork: "Zabiłem z ciekawości" Chciałem dowiedzieć się, jak zabija się człowieka - takie szokujące zeznanie złożył 16-latek z Fromborka, podejrzewany o zamordowanie 8-letniego wychowanka domu dziecka w tym mieście - donosi Radio RMF. Ciało 8-latka znaleziono w niedzielę wieczorem w lesie w okolicach domu dziecka. Chłopiec miał liczne rany kłute i nóż wbity w klatkę piersiową. Zaraz potem w Elblągu zatrzymano 16-letniego wychowanka tego samego domu dziecka. "Chłopak chwalił się kolegom, że zabił człowieka" - powiedziała Radiu Gdańsk Alina Zęk, rzecznik elbląskiej policji. Nastolatek przyznał się do zabójstwa. Chłopcy często razem uciekali. Jarek zabierał wówczas 7-latka do jego ojca, który mieszka w Elblągu. Dlatego wczoraj, gdy obaj zaginęli, poszukiwano ich w Elblągu. Jak poinformował Radio Gdańsk oficer dyżurny elbląskiej komendy Robert Miller, sprawca sprawiał trudności wychowawcze, często uciekał z domu dziecka. Wracał wtedy między innymi do rodzinnego domu w Kadynach. Wychowawcy z domu dziecka są zaskoczeni. "Nigdy byśmy Jarka nie podejrzewali, że jest zdolny do takiego czynu" - powiedziała Bożena Szczepanik, dyrektor fromborskiego domu dziecka. (mag) Za serwisem WP z dn. 11.08.2003 r. |
strona utworzona 12.08.2003 r.