|
Wypowiedzi osób optujących za utrzymaniem lub przywróceniem Kary Śmierci |
||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza |
Aktualizacja 02.08.2002 r. O karę śmierci! Stanisław Lem Jestem zwolennikiem kary śmierci w wypadku najcięższych przestępstw, jeśli nie ma przy tym żadnej wątpliwości co do winy sprawców. Nie powinno się jednak jej stosować w procesach poszlakowych, ponieważ domniemania nie dają stuprocentowej pewności. Natomiast gwałciciele, w dodatku nieletnich, oraz mordercy działający z wyjątkowym okrucieństwem nie rokują w moich oczach żadnych nadziei na społeczną rehabilitację. Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" z dn. 02.09.2002 r. Przywrócić karę śmierci! Morderstwo kasjerek i ochroniarza w warszawskim oddziale Kredyt Banku. Bandziorzy - ochroniarze dobrze znali swoje ofiary. Wiedzieli, że mają rodziny, dzieci. Spotykali się ze swoimi ofiarami na codzień, i pewnego dnia, zamiast ich bronić, co było ich obowiązkiem - zabili swoje koleżanki i swojego kolegę z zimna krwią. Najwyższą kara, jaką mogą otrzymać to dożywocie. , co znaczy, że Społeczeństwo straciło kilka wartościowych osób, a dorobiło się bandytów, których będzie musiało utrzymywać przez następnych kilkadziesiąt lat. A być może, że po kilkunastu latach, jako osoby kompletnie zdegenerowane - bo kogo więzienie uczyniło lepszym? - wyjdą na wolność. Kolejny przypadek - starszy pan zwraca uwagę grupie młodzieży, że zachowuje się zbyt głośno. Ci, obrażeni uwagą, po prostu go mordują. Nie jest ważny elementarny szacunek dla życia innego człowieka, dla starszej osoby, co było powinnością społeczeństwa od początku dziejów. Albo grupa młodzieży dla zabawy wyrzuca z pociągu studenta, lub znany przypadek mordu na chłopcu świętującym z kolegami w parku zdaną maturę, po wielogodzinnym torturowaniu - też ot tak sobie, dla zabawy. Po co ci wszyscy mordercy mają dalej żyć, po co mamy ich utrzymywać? Chyba społeczeństwa europejskie zbyt daleko zapędziły się w swoich próbach wychowywania każdego przestępcy. Ostatnio Pani Mary Robinson ujęła się za mordercami z Al Quedy, których Amerykanie traktują ponoć zbyt brutalnie. To, że ich metodą walki jest używanie niewinnych ludzi jako żywych rakiet służących do niszczenia innych niewinnych ludzi, jakoś unika z pola widzenia. To prawda, że terroryzm jest zjawiskiem społecznym, i należy walczyć z przyczynami powstawania tego typu patologii, wywołanych najczęściej niedostosowaniem do zmian cywilizacyjnych. Jednakże tu i teraz, w interesie tych, którzy nie ulegli patologii, i chcą prowadzić spokojne życie, wszelkiego typu morderców należy usuwać. Przede wszystkim winniśmy mieć na uwadze poczucie bezpieczeństwa ludzi niewinnych. Ich rodziny muszą mieć pewność, że szczególnie zdeprawowane jednostki zostaną wyeliminowane spośród ludzkiego społeczeństwa raz i na zawsze. I jest to moja propozycja na najbliższy Kongres Unii Pracy - chcę, aby Sejm podjął na wniosek naszych posłów inicjatywę ustawodawczą przywrócenia w Polsce kary śmierci. Daniel Zbytek Wypowiedź członka Unii Pracy z serwisu tej organizacji politycznej Popieram pogląd Daniela Zbytka o konieczności przywrócenia kary śmierci Może wyrażę to inaczej. Podczas szkolenia prowadzonego dla gdańskich członków Unii Pracy przez działaczy Szwedzkiej Partii Lewicy okazałem się barbarzyńcą. Byłem jedynym spośród uczestników, który wypowiedział sąd o konieczności przywrócenia w Polsce kary śmierci - niezastąpionego, realnie skutecznego środka walki z najgroźniejszymi, najbrutalniejszymi i najbardziej bestialskimi formami przestępczości, jakie coraz obficiej mnożą się w Polsce, a o jakich nasi szczęśliwi szwedzcy przyjaciele nie mają nawet bladego pojęcia. Szczęśliwi szwedzcy przyjaciele byli ogromnie zdegustowani moją postawą. W ich oczach było jakieś głębokie przerażenie (może ktoś wcześniej ostrzegał ich przed polską niehumanitarną ekstremą?). Aby się nieco lepiej zdefiniować i chociaż na moment (zresztą krótki) odbudować w ich oczach, stwierdziłem ostatecznie, że: "Jestem zdecydowanym i konsekwentnym przeciwnikiem kary śmierci i uważam, że nie powinna ona być orzekana i wykonywana..." ale wszystko pogrzebałem, dodając "...ani dzień, ani godzinę dłużej, niż to jest konieczne. A obecnie w Polsce i w paru innych krajach jest to konieczne!" Zacytuję tu słowa francuskiego intelektualisty Régisa Debray'a (Forum 52/2001): Zasadniczy błąd obecnego liberalizmu polega na ignorowaniu formuły Dantona "Niszczyć można tylko to, co możemy zastąpić". Uwaga ta dotyczyła czegoś nieco innego (patriotyzmu, religii), ale w moim odczuciu jak ulał pasuje też do omawianego tu zagadnienia. Sądzę, że zasadniczym błędem nowoczesnych systemów penitencjarnych jest ich formalny głęboki humanizm, w rzeczywistości pozorny i powierzchowny, który tak naprawdę skazuje je na impotencję wobec zasadniczych wyzwań współczesności. Odnosi się to w szczególności do kraju tak silnie zawirowanego i nieuporządkowanego, jak Polska. Ale nie tylko. Ekscesy chuligańskie (czyli po prostu bandyckie) w wielu bogatych krajach zachodnich, rozległość obszarów patologii społecznej, bezradność wobec młodocianych przestępców i histeryczne reakcje wobec skali ich wynaturzenia - to są wyrywkowo przytoczone oznaki, że na przestrzeni powojennych pokoleń nastąpiła jakaś degeneracja procesu edukacyjno-wychowawczego, w którym realna, dotkliwa kara została zastąpiona... no czym? Praktycznie chyba niczym! Jednak w naszym kraju ma miejsce szczególnie silne zogniskowanie patologii. Nasz humanitarny system prawa jest bardzo skuteczny wobec roztargnionej nauczycielki, która pomyliła NIP zakładu ze swym NIP-em osobistym, jest bezlitosny wobec kierowcy, który w słoneczne lutowe południe zapomniał włączyć światła, jest też paraliżujący wobec człowieka, któremu ktoś regularnie włamuje się do samochodu bądź demoluje klatkę schodową. Z drugiej strony ten system wręcz bierze w opiekę nawet najgroźniejszych bandytów, czyli ludzi, których Wysoki Sąd się po prostu, po ludzku, boi. Mądrość wszelkich systemów zaprowadzania sprawiedliwości powinna przypominać regulację obrazu na ekranie monitora. Zarówno maksymalne rozjaśnienie, jak i maksymalne zaciemnienie ekranu, czynią obraz nieczytelnym. Surowe kary za dosłownie każde przewinienie są przejawem podobnego rozregulowania i zamazania obrazu, jak i programowa ogólna pobłażliwość. A więc system prawny, który jednakowo dolegliwie traktowałby nieumyślne spowodowanie wypadku (podkreślam słowo nieumyślne, np. dziecko wybiegło przed prawidłowo jadący samochód - no tak, "ale gdyby jechał wolniej, gdyby przewidział...") oraz udział w gwałcie zbiorowym - byłby systemem nieczytelnym, uderzającym na ślepo. Jednak u nas jest jeszcze gorzej bo co powiedzieć o systemie, który wiele "przestępstw nieumyślnych" traktuje surowiej od ewidentnych, bestialskich zbrodni? Tak! Ten nasz "ekran prawny" powinien zostać umiejętnie skorygowany. Po prostu jest faktem coś bardzo strasznego, czego pięknoduchy wszelkiej maści nie są w stanie zrozumieć: kara, aby działała odstraszająco, musi być nie tylko nieuchronna (przepraszam tych Czytelników, którzy w tym momencie zaczęli się dławić ze śmiechu, ale ta uwaga nie ma na celu opisywania sytuacji w Polsce, lecz ma charakter ogólny), ale i dolegliwa - w stopniu proporcjonalnym zarówno do rangi czynu, jak i do takich jego cech, jak m.in. stopień zamaskowania - a więc trudność wykrycia - czy porażający wpływ na środowisko, rodzący terror i zastraszenie. A są na świecie tacy ludzie, do których przemawia tylko to, co ich boli. I jest ich znacznie więcej, niż mogą przypuszczać "europejscy humaniści" zamknięci w swoich dobrze chronionych "wieżach ze złota i kości słoniowej". Nowoczesne społeczeństwa zrezygnowały z kar cielesnych. Jest to jedno z większych kłamstw: fakt, że państwo nie stosuje (oficjalnie) kar cielesnych, nie oznacza, że obywatele takich kar - czy może raczej dolegliwości - nie doznają. Wystarczy przejść się po korytarzu dowolnej szkoły podstawowej, gimnazjum czy zawodówki, żeby zobaczyć szereg przykładów wymierzania kar cielesnych słabszym przez silniejszych. Jest jedna różnica w stosunku do czasów dawniejszych: kiedyś najsilniejszym, a więc budzącym powszechny respekt, był nauczyciel, w skrajnych przypadkach poparty niekwestionowanym autorytetem woźnego. Dzisiaj panie nauczycielki i panie woźne są lekceważone przez tych najsilniejszych I TAK NAPRAWDĘ TO ONI RZĄDZĄ W ŚRODOWISKACH SZKOLNYCH, A PRZEDE WSZYSTKIM TAM, GDZIE JEST TO NAJISTOTNIEJSZE Z PUNKTU WIDZENIA SZKOŁY: MIĘDZY UCZNIAMI. System szkolny jest wobec takich sytuacji bezradny, chyba że znajdzie się ktoś, kto z takim uczniem porozmawia w jego własnym języku, za co zresztą może zapłacić bardzo wysoką cenę. Oczywiście nasi czołowi najpiękniejsi Europejczycy (w UP też takich się spotyka) wolą na ten temat milczeć, gdyż wszelkie skuteczne rozwiązania są sprzeczne z ich dogmatami. Ze szkoły, z patologicznych rodzin, wychodzą więc ludzie, którzy wiedzą jedno: państwo im nic nie może zrobić. Najpierw są za młodzi, potem są za cwani, żeby dać się złapać. A jeśli nawet... Jaki regulamin odbywania kary więzienia normuje fakt, że jedni znęcają się nad drugimi? Ile stosunków homoseksualnych na dobę może odbyć słabszy więzień, jeśli jego silniejszy towarzysz jest ciągle potrzebujący? Kto z "Europejczyków" odpowie mi na to pytanie? Który przepis naszego humanitarnego prawa normuje tę sytuację, że dla jednego więzienie jest tylko przerywnikiem w zbójowaniu na swobodzie (ale nie w zbójowaniu jako takim), a dla drugiego może być gehenną pełną niezasłużonych kar fizycznych i zagrożoną śmiercią w przypadku jakiegoś kaprysu "kolegi, któremu i tak jest wszystko jedno"? Wszelkie zapewnienia, że jest inaczej, bo statystyki itd. uważam za niewiarygodne, jeśli wiem, że w celach przebywają ze sobą różni ludzie, którzy wytworzyli swoją subkulturę silniejszą od prawa pisanego, którym tak się chlubią nasi "Europejczycy". Uważam, że państwo nie może zrezygnować ze środków siłowych, które będą skuteczne w zwalczaniu przestępczości (i przestępców też! - nie uciekajmy w jakieś idiotyzmy o "walce z czynami, a nie z ludźmi"), a w perspektywie - w jej przeciwdziałaniu. Jednym z najskuteczniejszych środków wobec kategorii ludzi szczególnie zdegenerowanych, środkiem niestety często niezastąpionym, jest kara śmierci. Dopóki nie będzie czegoś równie skutecznego - i to realnie, a nie w majaczeniach "europejskich humanistów", którzy sami doskonale chronieni przez zastępy "goryli" lepiej wiedzą, jak być powinno, żeby było pięknie - dopóty rezygnacja z tej kary oznacza nasycone nieodpowiedzialnością wycofanie się z fundamentalnego obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom wewnątrz własnego państwa. A potem niech się ci "wielcy humaniści" nie dziwią, że sterroryzowani prości ludzie tego państwa nie szanują, bo muszą się bać kogoś innego. Na koniec powróżę: Europa może sobie poradzi, bo jest bogata i stać ją na płacenie okupów. Ale u nas mamy do wyboru: albo - albo! Jak na razie górą są oni. Marek Stysiak Wypowiedź byłego członka Unii Pracy z serwisu tej organizacji politycznej Wczoraj został stracony Timothy McVeigh, sprawca terrorystycznego napadu w Oklahoma City w 1995 roku. Jego wina była bezsporna, McVeigh sam się do niej przyznawał i nie okazywał skruchy. Czy w tym wypadku kara śmierci była uzasadniona? JANUSZ KOCHANOWSKI INSTYTUT PRAWA KARNEGO UNIWERSYTETU WARSZAWSKIEGO Kwestia
kary śmierci to dylemat, który stale powraca i nie zostanie zamknięty
przez podpisanie jednej czy drugiej konwencji. Byłem kiedyś jej
zagorzałym przeciwnikiem, ale zmieniłem stanowisko. Dlatego dziś,
w przypadku McVeigha, odwróciłbym pytanie: czy można sobie wyobrazić,
że nie zapadłaby kara śmierci w tej sprawie? Dla mnie jego casus
wydaje się klasycznym przykładem, w którym kara śmierci powinna
była zapaść i zapadła. Za
dziennikiem "Rzeczpospolita"
Przeprowadzić referendum Rafał
Ziemkiewicz - pisarz i publicysta Za wydaniem papierowym dziennika "Dziennik Bałtycki" z 07.02.2001 r.
Dyskusja bez sensu Aleksander
Hall - poseł AW"S" - SKL Za wydaniem papierowym dziennika "Dziennik Bałtycki" z 07.02.2001 r.
Państwo stoi na głowie Stanisław Michalkiewicz - wiceprezes UPR
Jeżeli kara śmierci jest surową karą, ale sprawiedliwą, to państwo
nie może pozbawiać się tego instrumentu wymierzania sprawiedliwości.
Jeżeli jednak państwo wyzbywa się jakiegokolwiek z instrumentów
wymierzania sprawiedliwości, to znaczy, że wycofuje się ze swojego
podstawowego obowiązku, jakim jest właśnie wymierzanie sprawiedliwości.
UPR konsekwentnie protestuje przeciwko stawianiu spraw na głowie.
Za wydaniem papierowym dziennika "Dziennik Bałtycki" z 07.02.2001 r.
Jestem za egzekucjami Jerzy
Borowczak - poseł AW"S" Za wydaniem papierowym dziennika "Dziennik Bałtycki" z 07.02.2001 r.
Stanisław Lem (książka "Świat na Krawędzi") Rozmowa szósta. O złu w historii, głupocie i prywatyzacji zbrodni "(...) Postęp technologiczny czasem też się przyczynia do zwalczania zła. Na przykład technologia genomowa pomogła w Niemczech znaleźć gwałciciela pewnej dziewczynki; osiemnaście tysięcy mężczyzn musiało w tym celu polizać szkiełko, czy też wacik. No ale Niemcy, jak niemal wszystkie kraje europejskie, usunęły karę śmierci ze swego kodeksu. Ja tymczasem jestem entuzjastycznym zwolennikiem kary śmierci w przypadkach, kiedy zwolnienie lub ucieczka zbrodniarza pociąga za sobą łańcuch dalszych mordów i gwałtów. Dysponowałem jako pisarz dostateczną imaginacją i umiejętnością wcielania się w rozmaite, nawet i straszne postacie, by opisać w pierwszej osobie życie psychopaty, który zajmuje się wyłącznie wyszukiwaniem i mordowaniem nieletnich ofiar, następnie zaś ukrywaniem ich zwłok i umykaniem sprawiedliwości - dlaczego jednak miałbym to robić, skoro temat jest dla mnie odrażający? I pan mógłby wziąć młotek, by idąc ulicą, rozbijać szyby samochodów - pan tego jednak nie robi, choć wcale nie musiano by pana od razu złapać! Istnieje wewnętrzna potrzeba wyhamowywania tego rodzaju możliwości - nie wszystko, co można zrobić, jest do zrobienia. Nie uważam wcale, że skoro Boga nie ma, to wszystko wolno. Nigdy nie wolno wszystkiego. (...)" Za
serwisem księgarskim portalu Onet.pl
Lech Kaczyński - minister Sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka: Śmierć za śmierć? -
Przywróćmy tę karę! - proponuje minister sprawiedliwości Lech
Kaczyński Kara śmierci Kaczyński chce dyskusji Minister
Lech Kaczyński powtórzył w piątek podczas spotkania z dziennikarzami
swój lansowany od pewnego czasu pogląd, że jest zwolennikiem przywrócenia
kary śmierci. Oczekuje społecznej dyskusji na ten temat. Dla swej
idei chce pozyskać poparcie Rady Ministrów. Prof. Władysław Mącior, członek sejmowej komisji kodyfikacyjnej Czy
w polskim prawie powinna być kara śmierci? Za dziennikiem "Życie" z dn. 27-28.01.2001 r. |
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 02.08.2002 r. |
||