Historia kary śmierci na ziemiach polskich

Strona główna

Serwis ZSRE czyli UE
Witryna uniosceptyków

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 27.12.2007

Prawo karne na ziemiach polskich we wczesnym średniowieczu opierało się na prawie zwyczajowym. Zakres przestępstw karanych śmiercią był zbliżony do istniejących w zachodniej części kontynentu. W sprawach ciężkich, jak zabójstwo, podpalenie, gwałty, rabunek, wyroki ferował lokalny władca (książę), w innych sprawach sądy sprawował właściciel domeny nadanej mu przez panującego. Najstarszą znaną formą karania śmiercią było ukamienowanie. Wraz z pojawieniem się instytucji kata kary zaczęli wymierzać specjaliści. Zła sława, która otaczała całą rodzinę, sprawiała, że zawód ten był często dziedziczny. Bogate miasta same utrzymywały kata, zaś inne sprowadzały go do wykonywania wyroków. Kary wykonywano przez ścięcie, powieszenie, łamanie kołem, ćwiartowanie, palenie na stosie i ukrzyżowanie. Głową płacili za przestępstwa zdrajcy, zabójcy, złodzieje i fałszerze monet. Statuty Kazimierza Wielkiego przewidywały karanie śmiercią za wyłudzanie nienależnych świadczeń z żup królewskich, zagarnięcie podatków czy obracanie obcą monetą.
Podejrzanych o herezję sądziły sądy kościelne, następnie skazanego wydawano władzy świeckiej, która paliła nieszczęśnika żywcem na stosie. Inkwizycja kościelna nasiliła się szczególnie po wydaniu edyktu wieluńskiego w 1424 roku, zrównującego wyznawanie zasad husyckich ze zbrodnią obrazy majestatu. W XVI wieku zmiana wyznania rzymskokatolickiego na inne chrześcijańskie przestała być karana (...). Fala polowań na czarownice nie ominęła Rzeczypospolitej. Za uprawianie czarów w pierwszej połowie XVI wieku w samym tylko Węgrowcu spalono 34 osoby. Egzekucje trwały przez następne dwa stulecia, mimo kilkakrotnie wydanych zakazów przez panujących Augusta II i Augusta II. Ostatecznie karę śmierci za czary zniesiono w 1776 roku.

W okresie Rzeczypospolitej szlacheckiej na mocy konstytucji z 1586 roku karę ostateczną wymierzano za czyny przeciwko moralności i dobrym obyczajom (sodomia, homoseksualizm), przeciwko porządkowi publicznemu (gwałtowne najście na dom, napad na drodze), spiski przeciwko władzom miejskim, porwanie oraz tradycyjnie – zabójstwo umyślne, zwane kryminalnym. Skazańcowi niekiedy ratowała życie kobieta, jeżeli oświadczyła, że chce z nim zawrzeć związek małżeński, a zwyczaj ten nazywano "wypraszaniem od kary śmierci". Nadto co sprytniejsi ze skazanych umawiali się z katem (niebezinteresownie), by przyszła egzekucja została przeprowadzona niezręcznie. Egzekucji nieudanej drugi raz nie wykonywano.
Po rozbiorach na ziemie polskie rozciągnięto ustawy karne państw zaborczych. Ciekawym przypadkiem było istnienie zapisu w ustawie karnej z sierpnia 1920 r. (tzw. "sierpniówka") sankcji za przestępstwa popełnione przez osoby wojskowe z chęci zysku - kary śmierci poprzez rozstrzelanie (w marcu następnego roku karą taką objęto i urzędników - była to tzw. marcówka).
Z niewielkimi zmianami utrzymano je aż do 1932 roku, kiedy wszedł w życie pierwszy po odzyskaniu kodeks karny. Kodeks przewidywał możliwość zastosowania kary śmierci za pięć przestępstw (w tym za cztery polityczne), z możliwością alternatywnej zamiany na karę dożywotniego więzienia oraz 5 i 10 lat pozbawienia wolności.
Kodeks karny z 1969 roku dawał możliwość orzekania kary śmierci za dziewięć przestępstw, a ustawy pozakodeksowe za 14 czynów. Po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 roku wszedł w życie dekret "O postępowaniach szczególnych w sprawach o przestępstwa i wykroczenia w czasie obowiązywania stanu wojennego", który umożliwiał wymierzanie kary śmierci za 86 typów przestępstw w postępowaniu doraźnym. (...) Ostatni wyrok śmierci wykonano w Polsce w 1988 roku, na kilka miesięcy przed wprowadzeniem faktycznego moratorium na wykonywanie kary śmierci.
(Na podst. artykułu w miesięcz. "WiŻ" z 02/2000)

W okresie stalinowskim kara śmierci była w ciągłym użyciu i wymierzano ją też za czyny, które w praworządnych państwach nigdy nie byłyby penalizowane. Tą najsurowszą sankcją były więc zagrożone np. niewykonanie kontyngentu, obrót obcymi walutami, "handel łańcuszkowy", spekulacja. I za to skazywano na śmierć, a co gorsza -wykonywano. Przykłady takich wyroków zostały wymienione podczas drugiego dnia sesji naukowej "Przestępstwa sędziów i prokuratorów jako element zbrodni komunistycznych w Polsce lat 1944-1956".
Oczywiście najczęściej skazywano na śmierć ludzi sądzonych pod rozmaitymi fałszywymi zarzutami politycznymi. Igor Andrejew, Leszek Lernell i Jerzy Sawicki, autorzy najważniejszego w okresie stalinowskim podręcznika "Prawo karne Polski Ludowej", pisali:"„kara śmierci służy do obezwładnienia sprawcy". Tym ostatnim był wtedy najczęściej tzw. wróg klasowy. Pojęciem tym określano bardzo szeroką kategorię osób, od przedwojennego dygnitarza, przez żołnierza AK lub Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, po działacza PPS i chłopa nie wywiązującego się z obowiązkowych dostaw.

Do góry...>>

Dzięki uprzejmości Departamentu Organizacyjnego Ministerstwa Sprawiedliwości RP pod kierownictwem ministra Lecha Kaczyńskiego uzyskaliśmy dane na temat liczby orzeczonych wyroków kary śmierci w następujących latach istnienia PRL: kara śmierci

LATA
Skazania
prawomocne
LATA
Skazania
prawomocne
1946
364
1967
4
1947
210
1968
5
1948
311
1969
6
1949
59
1970
10
1950
34
1971
9
1951
19
1972
15
1952
31
1973
18
1953
36
1974
8
1954
19
1975
18
1955
16
1976
23
1956
5
1977
10
1957
4
1978
15
1958
8
1979
5
1959
8
1980
8
1960
11
1981
4
1961
19
1982
3
1962
6
1983
9
1963
8
1984
12
1964
6
1985
17
1965
3
1986
13
1966
9
1987
7

Obecnie dostępny jest indeks osób represjonowanych przez zbrodnicze komunistyczne władze okupacyjne - skazanych na karę śmierci w latach 1946 - 1955. Został zamieszczony na stronach państwowego Instytut Pamięci Narodowej, dokąd Państwa zapraszamy: kara śmierci

Do góry...>>


Opis wykonywania Kary Śmierci w PRL:

 

 

SMAK OSTATNIEGO PAPIEROSA

Po raz ostatni wyrok kary śmierci wykonano w Poznaniu we wrześniu 1987 roku. Wówczas to powieszono gwałciciela i mordercę ośmioletniej dziewczynki. Od września tego roku obowiązywać będzie nowy kodeks. Zgodnie z nim nawet najniebezpieczniejszy przestępca nie będzie mógł być skazany na śmierć.

CELA ŚMIERCI

- Nigdy nie stosowaliśmy określenia "cela śmierci". Było to jedno z wielu pomieszczeń, gdzie wykonywano wyroki - tłumaczy Bolesław Musielak, dyrektor Okręgowy Służby Więziennej. Oczywiście w takiej sali był hak, na którym wieszano więźnia, była także zapadnia pod nogami. W tej chwili cela śmierci przy Młyńskiej to normalne pomieszczenie użytkowe. Aby skazać kogoś na karę śmierci, postępowanie karne trafić musi przynajmniej do sądów dwóch instancji: Sądu Wojewódzkiego oraz Sądu Najwyższego. Najczęściej postępowanie, które ma się zakończyć najwyższym wyrokiem, trwa latami.

ŚWIADKOWIE EGZEKUCJI

- Przy egzekucji zgodnie z prawem obecny musiał być prokurator, naczelnik więzienia, lekarz oraz wykonawca czyli kat - wyjaśnia B. Musielak. - Na życzenie skazańca obecny przy egzekucji mógł być ksiądz lub inna osoba duchowna, a także obrońca. Ten ostatni pojawiał się jednak bardzo rzadko. Oczywiste było bowiem, że adwokat się nie spisał.

OSTATNIE ŻYCZENIE

To nie fikcja filmowa. Rzeczywiście więźniowie na kilka minut przed śmiercią chcą zapalić ostatniego papierosa lub napisać list pożegnalny.

- Pamiętam przypadek mężczyzny, który przed śmiercią postanowił napisać ostatni list do matki. Skazany był za morderstwo taksówkarza w Gnieźnie - wspomina B. Musielak. - Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. Jednak kiedy spojrzeliśmy na gotowy już list byliśmy zaszokowani. Wszystkie literki były idealnie wykaligrafowane. Oznaczało to, że nawet na chwilę nie zadrżała mu ręka.

SKAZANIEC

- Musiałem kilkakrotnie osobiście uczestniczyć w wykonywaniu wyroku. Nie jest to przyjemne zajęcie, jednak ze względu na moją funkcję obecność przy egzekucji jest obowiązkiem - mówi dyrektor B. Musielak. Więźniowie przed śmiercią nie krzyczą, nie szarpią się. Wiedzą, że kary nie mogą już uniknąć. - Są spokojni. Widać najwyżej jak trzęsą się im nogi, czasami zdarza się, że płaczą - mówi dyrektor Musielak.

SŁUSZNA KARA

Osoby, którzy są skazane na taką karę nie nadają się do resocjalizacji.

- Więźniowie, który trafiają do tej, powiedzmy, celi śmierci nie dostają się tam przez przypadek. Jestem przekonany, że zasługiwali oni na najsurowszą karę - twierdzi dyrektor. Egzekucją karani są przede wszystkim seryjni mordercy i gwałciciele. Nikt nie pamięta przypadków wykonania egzekucji w Polsce na kobiecie, choć w oczach prawa kobieta i mężczyzna są równi. - W Poznaniu bardzo nagłośnionym przypadkiem był trzykrotny morderca. Przez wiele lat udawało mu się unikać kary. Ciągłe odwołania pozwalały mu przeżyć kilka lat w zakładach karnym. W końcu jednak kara została wymierzona - wspomina więźnia, dyrektor B. Musielak. - Kilkanaście lat temu krążył mężczyzna, który wykopywał zwłoki kobiet i wykorzystywał je do celów seksualnych. Został ujęty wreszcie po tym, jak zgwałcił dziewczynkę. Zawsze istniała instytucja prawa łaski. Kiedyś kary uniknąć można było przez decyzję Rady Państwa. Obecnie prawem łaski dysponuje prezydent.

DO WIADOMOŚCI PUBLICZNEJ

Jeżeli zapada wyrok skazujący na śmierć, data i godzina zostaje utajniona.

- Obawialibyśmy się ataków, presji z zewnątrz - tłumaczy dyrektor. - Natomiast zgodnie z literą prawa po wykonaniu wyroku musimy podać informację do wiadomości publicznej.

CICHE MORATORIUM

W roku 1988 obowiązywać zaczęło ciche moratorium. Oznacza to, że nie było ono w pełni formalne, ujęte w ramy prawne. Jednak w ciągu ostatnich dziesięciu lat nie wykonano żadnego wyroku śmierci.

- W dokumentach mamy zaznaczone, że ostatnie egzekucje wykonano w naszym mieście w roku 1987. Wówczas były trzy przypadki. Ostatni mężczyzna ukarany został we wrześniu 1987 roku. Był to morderca ośmioletniej dziewczynki.

UTRZYMAĆ CZY ZNIEŚĆ?

Od września tego roku kara śmierci nie będzie orzekana i wykonywana.

- Powiem szczerze, jako mieszkaniec chciałbym powrotu tej kary. W tej chwili obserwujemy taki wzrost przestępczości, że ta najsurowsza kara powinna istnieć. Nie oznaczałoby to przecież masowych egzekucji, ale samo istnienie takiej alternatywy mogłoby odstraszać morderców - przyznaje dyrektor Musielak - Jako dyrektor, wolałbym, aby tej kary nie było. Nie musiałbym uczestniczyć w egzekucjach, co jest, niestety, przykrym przeżyciem.

JOANNA PĘCHERSKA

Za dziennikiem "Głos Wielkopolski" z dn. 20.02.1998 r.

Do góry...>>

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 10.03.2007 r.