Wielka Brytania - brak kary śmierci dla cywilów

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 01.12.2011 r.

30 lat więzienia dla mordercy-kanibala

awe, PAP 2008-10-20, ostatnia aktualizacja 2008-10-20 18:07

Na co najmniej 30 lat więzienia skazany został w poniedziałek w Anglii 36-letni kucharz, który zabił kochanka, po czym usmażył i zjadł kawałek jego ciała.

Ława przysięgłych sądu w Leeds uznała winę Anthony'ego Morleya. Sędzia James Stewart podkreślił, ogłaszając wymiar kary, że była to "jedna z najstraszliwszych" zbrodni, z jakimi kiedykolwiek się zetknął. - Do tej sprawy kanibalizm kojarzył mi się z dawno minionymi czasami albo z historią Robinsona Cruzoe - powiedział sędzia.

W śledztwie ustalono, że kucharz zaprosił swą 33-letnią ofiarę, z którą pozostawał w intymnym związku, na kolację. W pewnej chwili, gdy gość zaczął mu czynić awanse seksualne, poderżnął mu gardło i zadał wiele ciosów nożem. Następnie wyciął kawałki mięsa ze zwłok i przyrządził je sobie w kuchni.

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 20.10.2008 r.

Do góry...>>


Polka dostała dożywocie za zamordowanie pracodawczyni

Brytyjski sąd skazał 41-letnią Polkę na dożywocie za zamordowanie w 2007 roku swej pracodawczyni - poinformował na swych stronach internetowych dziennik "Daily Mail".

Wyrok sądu w Oksfordzie zapadł po tym, jak ława przysięgłych uznała Jolantę K. za winną umyślnego zabójstwa 94-letniej Thei Zaudy. Według sędziego zabójstwa Polka dokonała z zimną krwią na bezbronnej, starszej i fizycznie kruchej kobiecie.

Polka, by liczyć na zwolnienie warunkowe, musi odsiedzieć w więzieniu co najmniej 20 lat.

Ponadto syn K. - 23-letni Adrian L., został uznany przez sąd za współwinnego, gdyż pomagał matce w usuwaniu zwłok i śladów zbrodni. Skazano go na karę czterech lat pozbawienia wolności, z czego połowę będzie mógł spędzić poza zakładem karnym na warunkowym zwolnieniu.

Dwoje innych współoskarżonych - 19-letnia Monika S. i 25-letni Łukasz G., którym zarzucano to samo przestępstwo, co synowi K., zostało uniewinnionych.

Do zabójstwa doszło w lipcu ubiegłego roku w mieszkaniu Zaudy w londyńskiej dzielnicy Notting Hill. K. była zatrudniona przez Zaudy jako pomoc domowa.

Ława przysięgłych uznała, że K. udusiła Zaudy i wywiozła jej zwłoki na wieś, gdzie ciało zostało porzucone na polu i podpalone. Polka opróżniła konto bankowe swej pracodawczyni za pomocą karty debetowej, pobierając 10 tys. funtów.

K. twierdzi, że Zaudy pożyczyła od niej pieniądze na pokrycie długów i w zamian udostępniła jej kartę bankową.

Zaudy była wdową. Do Anglii przyjechała jako żydowska uchodźczyni na krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej, ratując się przed holokaustem. W Londynie wraz z mężem prowadziła sklep z wykładzinami. Nie miała bliskich. Policja zidentyfikowała jej zwłoki po tym, jak o zaginięciu otrzymała powiadomienie od znajomych zaginionej z klubu brydżowego.

Jolanta K. przyjechała do Londynu w 2006 roku i wynajęła pokój w licznie zamieszkanej przez Polaków dzielnicy Ealing. Dała się poznać jako pracowita gosposia i dzięki dobrej opinii trafiała do majętnych pracodawców.

(pp)

Za serwisem WP z dn. 07.03.2008 r.

Do góry...>>


Pielęgniarz-zabójca skazany na dożywocie

32-letni Colin Norris, pielęgniarz z Glasgow, został skazany przez sąd w Newcastle na karę dożywotniego więzienia na zabicie czterech staruszek śmiertelną dawką insuliny. Zabójstw dokonał w dwóch szpitalach w Leeds w 2002 roku.

Colina Norrisa uznano także za winnego usiłowania zabicia innej kobiety, za co skazano go na 20 lat więzienia. Zabójca będzie mógł starać się o zwolnienie po 30 latach pobytu za kratkami.

Cała sprawa wyszła na jaw, gdy dr Emma Ward zwróciła uwagę w listopadzie 2002 roku, że 86-letnia Ethel Hall zapadła w śpiączkę cukrzycową, mimo że nie była diabetyczką. Badania wykazały, że miała ona 12-krotnie wyższy poziom cukru we krwi niż norma. Pani Hall umarła po trzech tygodniach.

Wszczęto śledztwo i wykryto, że podobnych przypadków było więcej i że obciążają one Norrisa. Według policji, pielęgniarz nie cierpiał pracy, polegającej na opiece nad starszymi ludźmi.

(sm)

Za serwisem WP z dn. 04.03.2008 r.

Do góry...>>


Ciała dzieci w domu poprawczym: kolejne szczegóły

Opinia publiczna dowiaduje się kolejnych makabrycznych szczegółów seksualnego molestowania dzieci w domu poprawczym na wyspie Jersey. Policja poinformowała o zgłoszeniu się dwóch dalszych ofiar. Od czasu, gdy w minioną sobotę policyjny pies na terenie byłego domu poprawczego - obecnie schroniska dla młodzieży - znalazł szczątki dziecka, sprawa przestępstw wobec dzieci zatacza coraz szersze kręgi.

Policja prowadziła już oględziny tego terenu w ramach dochodzenia w sprawie okrucieństw wobec dzieci na Jersey wszczętego w listopadzie ubiegłego roku.

Zastępca szefa policji na Jersey Lenny Harper powiedział w piątek, że dwie kolejne ofiary poinformowały o wyjątkowo ciężkich przestępstwach seksualnych. Inny świadek powiedział BBC, że dzieci w domu poprawczym na Jersey były molestowane przez pedofilów. Nocą do sali często ktoś wchodził i obmacywał dzieci - twierdzi ów świadek.

Wyposażona w radar i specjalnie przeszkolonego psa policja poszukuje szczątków dzieci w zamurowanej piwnicy dawnego domu poprawczego Haut de la Garenne w miejscowości St Martin. W piątek poinformowano o natrafieniu na klapę w podłodze, zamykającą wejście do jednego z pomieszczeń w piwnicy.

Z zeznań świadków wynika, że w piwnicach domu poprawczego zamykano dzieci, dręczono je i molestowano.

Prace utrudnia struktura wiktoriańskiego budynku, która grozi zawaleniem stropu. Policja informuje o "powolnych i metodycznych pracach" i zapowiada ściągnięcie posiłków.

Dotychczas zgłosiło się ok. 200 ofiar i świadków, którzy informują o maltretowaniu i gwałceniu dzieci w okresie minionych 40 lat. Niektórzy mieszkają w Wielkiej Brytanii, Niemczech lub Australii.

Policja stara się też ustalić, dlaczego władze wyspy nie reagowały na skargi na złe traktowanie dzieci w ośrodku, który miał przysposabiać do życia społecznego. W poprawczaku działającym do 1986 r. przebywały dzieci z rozbitych rodzin, marginesu społecznego lub borykające się z zaburzeniami emocjonalnymi. Początkowo przebywały tam również dziewczęta, w późniejszych latach tylko chłopcy.

(bart)

Za serwisem WP z dn. 29.02.2008 r.


Mordował dzieci w sierocińcu

Wielka Brytania w szoku Te informacje zszokowały całą Wielką Brytanię: pod podłogami jednego z domów dziecka może kryć się prawdziwe cmentarzysko.

Kilka dni temu w byłym sierocińcu na wyspie Jersey (na kanale La Manche) ekipa remontowa odnalazła zwłoki 15-latki zamordowanej w latach 80. Takich ciał może tam być znacznie więcej. Okazuje się też, że oprawcą sierot mógł być Edward Paisnel, seryjny gwałciciel znany szerzej jako Bestia z Jersey.

Psychiczne i fizyczne znęcanie się nad dziećmi, pozbawianie ich posiłków, zamykanie w zimnych i ciemnych piwnicach. To tylko kilka z długiej listy grzechów popełnianych przez opiekunów pracujących w brytyjskim sierocińcu. Dom dziecka działający w latach 1967-86 nie cieszył się dobrą sławą, ale mimo to pogłoski o tym, że za jego murami dochodziło do makabrycznych mordów, były przez lata bagatelizowane. Nawet gdy w 2003 roku znaleziono w budynku kości, policjanci uznali, że należą one do jakiegoś zwierzęcia.

Dopiero teraz wyszła na jaw zaskakująca prawda o morderczym procederze, a za sprawcę zabójstwa bezbronnych dzieci media jednogłośnie uznały właśnie Edwarda Paisnela.

Paisnel pojawiał się w domu dziecka przynajmniej kilka razy. Spędzał tam nawet Boże Narodzenie i w przebraniu św. Mikołaja rozdawał dzieciakom prezenty. W 1971 r. został skazany na 30 lat więzienia za liczne gwałty. Jednak do tej pory nikt nie przypuszczał, że nieżyjący już zboczeniec miał na swoich rękach także niewinną krew podopiecznych tego sierocińca.

autor: Paulina Jakubowska

Za "Super Expressem" z dn. 27.02.2008 r.

Do góry...>>


Zabójca Polki dostał kolejne dożywocie

PETER TOBIN UZNANY WINNYM KOLEJNEGO MORDERSTWA

Peter Tobin - zabójca polskiej studentki przebywającej w Szkocji - został ponownie skazany na dożywocie. Sąd uznał go winnym śmierci 15-letniej Vicky Hamilton. Szczątki jej ciała znaleziono na terenie posesji, którą w przeszłości zajmował wielokrotny morderca - podaje polonijny portal w Wielkiej Brytanii "Goniec". - To jeden z najbardziej odrażających czynów, jakich mógł dopuścić się człowiek - argumentował decyzję sąd.

Peter Tobin dwa lata temu zamordował 23-letnią Polkę Angelikę Kluk - studentkę, która przyjechała do Glasgow w poszukiwaniu lepszych zarobków. Teraz sąd ponownie skazał go na dożywocie, uznając winnym śmierci 15-letniej Vicky Hamilton, która zaginęła w 1991 roku.

Ława przysięgłych sądu w Dundee uznała, że 62-letni obecnie Tobin porwał, a następnie wykorzystał seksualnie i zabił nastolatkę. Morderca pociął i zakopał jej ciało w przydomowym ogrodzie w hrabstwie Kent.

Mógł zabić nawet 15 osób

Tobin będzie mógł się ubiegać o przedterminowe zwolnienie po 30 latach odsiadki - zadecydował sąd. Ojciec zamordowanej nastolatki krzyczał do mordercy po ogłoszeniu wyroku: Obyś spłonął w piekle.

- Ta zbrodnia musi zostać uznana za jeden z najbardziej odrażających czynów, jakich mógł dopuścić się człowiek - argumentował wyrok sędzia Lord Emslie.

Media spekulują, że morderca może być sprawcą śmierci nawet 15 ofiar.

Brytyjskie gazety od roku rozpisują się o wydarzeniach związanych z Peterem Tobinem. Kolejne rodziny osób zaginionych występują publicznie w mediach i wyrażają swoją nadzieję, że właśnie teraz poznają prawdę o swoich bliskich.

Kim jest Tobin?

W maju 2007 roku sąd w Edynburgu skazał Tobina na dożywocie za zabójstwo 23-letniej polskiej studentki Angeliki Kluk. Zgwałcił ją i zamordował w katolickim kościele w Glasgow pod koniec września ubiegłego roku.

Po ukryciu zwłok Tobin zbiegł do Londynu, gdzie kilka dni później go aresztowano. Skrępowane zwłoki Polki odkryto w kilka dni po zbrodni pod podłogą kościoła św. Patryka w Glasgow. Ofiara miała poważne obrażenia głowy i liczne rany kłute.

Na terenie kościoła mieściło się schronisko i przytułek dla ubogich, w którym pod fałszywym nazwiskiem Tobin mieszkał, a także dorywczo pracował. W ośrodku przebywała też Angelika.

Jeszcze przed zabójstwem Polki, Tobin był skazany za gwałt na niepełnoletniej dziewczynce, ale wyszedł z więzienia po 10 latach.

Mieszkał w Preston w Szkocji pod swoim rzeczywistym nazwiskiem, ale pod koniec 2005 roku wyprowadził się, nie informując policji o tym, dokąd zamierza się udać. W przytułku w Glasgow przedstawiał się jako Pat MacLaughlin.

eq//kwj

Za serwisem TVN24 z dn. 03.12.2008 r.


Brytyjczyk, który zamordował Polkę to seryjny zabójca?

Policja podejrzewa, że Peter Tobin, który we wrześniu ubiegłego roku brutalnie zamordował polską studentkę Angelikę Kluk, może być odpowiedzialny za śmierć 10 innych kobiet. Szczątki jednej z nich odkopano w ogrodzie przy dawnym domu mężczyzny.

Odkrycia dokonano w czasie badań prowadzonych przez policję. W maju tego roku Peter Tobin za zabójstwo Polki, której ciało znaleziono pod podłogą w kościele w Glasgow, został skazany na karę dożywotniego więzienia.

Ponieważ mężczyzna był wcześniej skazany za dwa ataki na tle seksualnym, które miały miejsce w 1994 roku, policja twierdzi, że może on być odpowiedzialny za śmierć nawet dziesięciu kobiet, które zaginęły od 1960 roku.

Szczątki ludzkie, znalezione w dziecięcej piaskownicy w dawnym domu Petera Tobina w Margane, należą prawdopodobnie do 18-letniej Dinah McNicol, która zaginęła 4 kwietnia 1991 roku - informuje "The Independent".

Liczę na zakończenie tej sprawy, szczęśliwe lub nieszczęśliwe - mówi Ian, ojciec ofiary.

Na 99% jestem pewien, że została zamordowana, ale wciąż pozostaje ten jeden procent niepewności - dodaje.

Szeroka akcja prowadzona przez policje w Essex doprowadzi najprawdopodobniej do wznowienia dochodzeń w kilku sprawach zaginięć kobiet. Tobin został już oskarżony o zniknięcie 16-letniej Vicky Hamilton. Policja bada też sprawę zaginięcia 13-letniej Genette Tate, która ostatni raz widziana była w Devon w 1978 roku.

Źródło "Moja Wyspa", Iwona Kadłuczka

Za serwisem WP z dn. 14.11.2007 r.

Do góry...>>


Leeds: brutalne morderstwo 14-letniej Polki

Brytyjska policja prowadzi śledztwo w sprawie brutalnego morderstwa polskiej nastolatki, do którego doszło wczoraj w Leeds - informuje serwis BBC.

Ciało 14-latki znaleziono w jej domu przy Compton Row w Harehills. Jak ustaliła policja, do morderstwa doszło około godziny 16.00. W związku z jej śmiercią zatrzymano 38-letniego mężczyznę i o rok młodszą kobietę, którzy zostali jednak zwolnieni po przesłuchaniu. W nocy tego samego dnia policja zatrzymała 39-latka, który obecnie przebywa w policyjnym areszcie w Leeds. Obecnie prowadzone jest również drobiazgowe przeszukanie w domu ofiary.

- Jak wynika z dotychczasowego śledztwa, kiedy doszło do tego brutalnego ataku dziewczyna była w domu sama - poinformował nadintendent Bill Shackleton z West Yorkshire Police. - Staramy się obecnie ustalić, co dokładnie stało się w Compton Row. Apelujemy do osób, które mogą udzielić jakichkolwiek informacji o tym zdarzeniu, aby jak najszybciej skontaktowały się z policją w Leeds pod numerem 0113 2413659.

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że dziewczynka była tego dnia sama w domu - rodzice byli w pracy, a jej dziewięcioletni brat w szkole.

Policja na razie nie udzieliła informacji dotyczących motywu morderstwa, jednak według ustaleń Aleksandra Skoczka z portalu leeds.pl, na którego powołuje się tvn24.pl, dziewczynka została przed śmiercią zgwałcona. Nastolatka przeprowadziła się do Wielkiej Brytanii w raz ze swoimi rodzicami i dziewięcioletnim bratem trzy miesiące temu.

BBC News, WB

Za serwisem Onet z dn. 02.10.2007 r.

Do góry...>>


Brutalne morderstwo polskiej modelki

BBC News, WB/27.06.2007 Brytyjska policja zakończyła śledztwo w sprawie brutalnego morderstwa polskiej modelki, do którego doszło w lipcu zeszłego roku.

Ciało Polki znaleziono w lesie przy Wooburn Common w Buckinghamshire 29 lipca 2006 roku. Zwłoki były częściowo spalone. Czaszka kobiety całkowicie rozbita. Koroner ustalił, że kobieta otrzymała co najmniej 21 uderzeń tępym narzędziem.

Śledztwo w tej sprawie trwało blisko rok. W toku dochodzenia brytyjska policja aresztowała 13 osób. Żadnej z nich nie postawiono jednak zarzutu morderstwa Polki.

- To jedna z najbrutalniejszych zbrodni, z jaką kiedykolwiek miałem do czynienia - powiedział prowadzący śledztwo detektyw Colin Seaton.

Zanim Beata B. przyjechała do Wielkiej Brytanii, pracowała w Niemczech jako modelka. Po przyjeździe na wyspy zatrudniła się jako kelnerka w jednej z londyńskich restauracji.

- Córka planowała rozpocząć tu nowe życie. Nie wiedziała, że jej podróż skończy się tak tragicznie - powiedziała Maria B., matka ofiary. - Czuję smutek i żal. Prawdopodobnie do końca życia nie będę mogła się z tego otrząsnąć.

Za serwisem Onet z dn. 27.06.2007 r.

Do góry...>>


Liverpool: wstrząsające zabójstwo młodej Polki

20-letnia kobieta została spalona żywcem w okolicach Liverpoolu. Dziewczyna zdołała uciec napastnikowi i dotrzeć do najbliższych zabudowań. Przewieziono ją do szpitala, ale lekarze nie mogli już nic zrobić. Ofiara zmarła w wyniku rozległych poparzeń - pisze "Guardian".

Według telewizji TVN24 20-letnia Monika Sz. była Polką. Brytyjskie media podają jedynie, że ofiara pochodziła Europy wschodniej.

O dokonanie morderstwa oskarżono wczoraj 26-letniego Anthony'ego Clarke'a. Mężczyznę aresztowano we wtorek w Liverpoolu. Pierwszą rozprawę zaplanowano na 2 lipca.

Monika Sz., mieszkanka Liverpoolu została zaatakowana i podpalona w poniedziałek wieczorem. Dziewczynie udało się wyrwać napastnikowi i dotrzeć do oddalonych o ok. 150 metrów zabudowań. Pogotowie przyjechało po kilku minutach.

Monika Sz. trafiła do szpitala Whiston, ale lekarze nie mogli już nic zrobić. - Ofiara miała poparzone całe ciało, od stóp po głowę. Zmarła niedługo po przewiezieniu do szpitala - napisał portal BBC.com.

Nie wiadomo, jaki był motyw zbrodni. Według portalu sthelensstar.co.uk Clarke był byłym chłopakiem ofiary. odmówił składania zeznań.

asz

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 16.06.2007 r.


Liverpool: brutalne morderstwo Polki

20-letnia Polka została brutalnie zamordowana w okolicach Liverpoolu. Wczoraj o morderstwo został oskarżony 26-letni mężczyzna - podaje BBC.

20-letnia Monika S. została w ubiegły poniedziałek zaatakowana w okolicach Liverpoolu. Była okrutnie torturowana i przypalana żywcem.

Dziewczyna zdołała dotrzeć do najbliższego domostwa, skąd wezwano pomoc. Pomimo szybkiej interwencji, dziewczyna zmarła wkrótce po przewiezieniu do szpitala.

Oskarżony o tą makabryczną zbrodnię Brytyjczyk Anthony Clarke pozostanie pod nadzorem policji do 2 lipca, kiedy rozpocznie się jego proces przez sądem koronnym w Liverpoolu.

Interia.pl/BBC, WB

Za serwsiem Onet z dn. 16.06.2007 r.

Do góry...>>


Zarzuty zabójstwa pięciu prostytutek

48-letni Steven Wright stanął przed sądem w Ipswich we wschodniej Anglii, gdzie odczytano mu akt oskarżenia w sprawie zabójstwa pięciu prostytutek.

Oskarżony, z zawodu kierowca i operator wózków widłowych, potwierdził tylko swą tożsamość, podał swój adres i datę urodzenia.

Prokurator Robert Sadd pokrótce naświetlił sprawę trojgu sędziom - Peterowi Westowi, Renu Mandal i Markowi Shackellowi. Adwokat oskarżonego Paul Osler nie wystąpił z wnioskiem o zwolnienie za kaucją.

Postanowiono, że Wright będzie przebywał w areszcie do 2 stycznia. Wtedy odbędzie się kolejna rozprawa.

"Jak państwo wiedzą, istnieje domniemanie niewinności, dopóki sąd nie wykaże winy" - powiedział obrońca zgromadzonym przed sądem dziennikarzom. Policja wyraziła obawy, że spore zaangażowanie mediów może zagrozić sprawie. Brytyjski prokurator generalny apelował do dziennikarzy, by przedstawiali przebieg sprawy rzetelnie.

Wright odjechał do aresztu pod silną eskortą policji. Przez ostatnie trzy dni przebywał w areszcie w nieznanym miejscu.

Drugi podejrzany mężczyzna, Tom Stephens, który był przesłuchiwany przez policję od poniedziałku, po wpłaceniu kaucji został zwolniony aresztu. Będzie jednak nadal przesłuchiwany.

Zwłoki prostytutek Gemmy Adams, Tani Nicol, Anneli Alderton, Pauli Clennell i Annette Nichols znaleziono w odludnych miejscach w okolicach Ipswich w pierwszej połowie grudnia.

Zabójstwa zdominowały w ostatnim okresie brytyjskie media.

pap, ss

Za "WPROST" z dn. 27.12.2006 r.


Zabójca prostytutek schwytany?

Brytyjska policja pod zarzutem zabójstwa pięciu prostytutek w Ipswich, we wschodniej Anglii, aresztowała w poniedziałek 37-letniego mężczyznę.

Jak podał rzecznik policji nadkomisarz Stewart Gull, zatrzymania dokonano o 7.20 rano (8.20 czasu polskiego) w domu podejrzanego w Trimley, między portowym miastem Felixstowe a Ipswich.

"Został zatrzymany pod zarzutem zabójstwa wszystkich pięciu kobiet - powiedział Gull. - Mężczyzna obecnie przebywa w areszcie na komisariacie hrabstwa Suffolk, gdzie jeszcze dziś (w poniedziałek) zostanie przesłuchany".

Trzy z pięciu kobiet nosiły ślady uduszenia, stąd brytyjska prasa zabójcę nazwała "dusicielem z Suffolk".

Choć policja nie ujawniła tożsamości zatrzymanego, brytyjskie media podały, że chodzi o Toma Stephensa, samotnie żyjącego pracownika supermarketu. W opublikowanej w niedzielę rozmowie z bulwarówką "Sunday Mirror" wyznał on, iż był czterokrotnie przesłuchiwany przez policję i mogą go aresztować, ponieważ znał wszystkie ofiary i nie miał żadnego alibi. Zaprzeczał jednak jakimkolwiek związkom ze zbrodniami.

Inny popularny dziennik - "Daily Mirror" - opisał mężczyznę jako człowieka wykształconego, inteligentnego i całkiem przystojnego.

Brytyjskie stacje telewizyjne natychmiast po aresztowaniu pokazały dom Stephensa, przed którym stali policjanci.

Wszystkie ofiary zabójcy trudniły się prostytucją i miały od 19 do 29 lat. Ciała kobiet były ukryte w okolicach Ipswich na obszarze kilku kilometrów kwadratowych. Znaleziono nagie je w okresie 11 dni, między 2 a 12 grudnia.

pap, ss

Za "WPROST" z dn. 22.12.2006 r.


Zabójstwa prostytutek: ustalono tożsamość piątej ofiary

Policja w Ipswich we wschodniej Anglii, gdzie od początku grudnia doszło do zabójstw pięciu prostytutek podała, że ustalono tożsamość piątej z ofiar.

Okazała się 29-letnia Annette Nicholls, którą widziano ostatni raz żywą 5 grudnia, na tydzień przed tym, kiedy pod miastem znaleziono jej nagie ciało.

"Traktujemy to jako morderstwo i łączymy z poprzednimi czterema niedawnymi zabójstwami" - powiedział na konferencji prasowej Stewart Gull z policji. Dodał, że potrzebne będą dalsze badania.

Toksykolodzy sprawdzają, czy przed śmiercią ofiarom podano środki oszałamiające. Rezultaty będą znane dopiero za kilka tygodni. Media spekulowały, czy kobiety były pod działaniem narkotyków, ponieważ ich ciała nie wykazywały wyraźnych obrażeń czy śladów walki.

Morderca został nazwany dusicielem z Suffolk, chociaż nie wiadomo jeszcze dokładnie, jak zmarły trzy z ofiar.

Jak poinformowali detektywi, 24-letnia Anneli Alderton została uduszona, a 24-letnia Paula Clennell została zabita przez "uciśnięcie szyi". Dziewczyny znały się nawzajem. "Jest pewna liczba osób, którymi się interesujemy" - dodali policjanci.

Prowadzący śledztwo w sprawie zabójstw prostytutek poszukują imigranta z Europy Wschodniej, właściciela ciemnego BMW - poinformował wcześniej w piątek na swych stronach internetowych brytyjski dziennik "Daily Mail".

W tytule artykułu zaznaczono, że "policja ścigająca dusiciela, szuka Polaka w BMW". W tekście już tego nie powtarza.

Policjanci podkreślają, że trop imigranta to tylko jedna z wielu hipotez rozpatrywanych w trakcie dochodzenia.

Gazeta napisała, że kierowca BMW to prawdopodobnie jeden z tysięcy pracowników sezonowych, którzy co roku pojawiają się w tej części Anglii szukając zatrudnienia w rolnictwie.

BMW znaleziono zaparkowane niedaleko domu mężczyzny. Jeszcze w czwartek wieczorem ekipa dochodzeniowa wykonała ekspertyzę pojazdu w poszukiwaniu ewentualnych dowodów. Uważa się, że mężczyzna może posiadać informacje kluczowe dla śledztwa.

Brytyjska policja bada sprawę zabójstw pięciu prostytutek od początku grudnia. Wszystkie ofiary miały od 19 do 29 lat. Ciała kobiet były ukryte w okolicach Ipswich na obszarze kilku kilometrów kwadratowych.

Właśnie w ciemnym BMW, w towarzystwie "pucułowatego podrywacza", widziano tuż przed śmiercią jedną z ofiar. Świadkowie twierdzą, że kierowca zachowywał się podejrzanie.

Chcąc chronić prostytutki z Ipswich przed seryjnym mordercą policja płaci im za to, by nie wychodziły na ulice - napisał piątkowy "The Guardian". Policjanci nie ujawnili, ile pieniędzy otrzymują kobiety, ale zaznaczył, że dzięki "finansowemu wsparciu" nie ma powodu, aby "szły z klientami" - relacjonowała gazeta.

Fundusze na ten cel przeznaczyła anonimowa organizacja charytatywna.

ab, pap

Za "WPROST" z dn.22.12.2006 r.


Brytyjska policja aresztowała podejrzanego o zamordowanie prostytutek z Ipswich

Wbrew wcześniejszym spekulacjom dziennika "Daily Mail" mężczyzna nie jest Polakiem. To 37-letni Tom Stephens mieszkający w miejscowości niedaleko Ipswich. Jest podejrzany o zabicie pięciu kobiet, których ciała odnaleziono od początku grudnia.

Oficjalnie nie podała jego nazwiska, ale podała je BBC: zatrzymany to Tom Stephens, rozwiedziony niedawno pracownik supermarketu mieszkający w miejscowości Trimley St Martin niedaleko Ipswich. Nie potwierdziły się więc doniesienia brukowca "Daily Mail", który kilka dni temu twierdził, że podejrzanym o morderstwa jest Polak.

Morderstwa prostytutek z Ipswich wstrząsnęły Wielką Brytanią i przypominały innych seryjnych morderców - "Kubę Rozpruwacza", który w 1888 r. zabił pięć prostytutek w Londynie i którego nigdy nie odnaleziono i "Rozpruwacza z Yorkshire", który w latach 1975-80 zabił 13 kobiet w północnej Anglii.

Ciało pierwszej ofiary, która zaginęła w połowie listopada, znaleziono 2 grudnia. Potem w ciągu dziesięciu dni odnaleziono ciała czterech innych kobiet. Wszystkie była nagie, lecz morderca pozostawił niektórym biżuterię. Policja podała przyczynę śmierci trzech z nich: było to uduszenie lub "zmiażdżenie szyi". Żadne z ciał nie nosiło śladów walki, co wywołało podejrzenia, że kobiety, które były uzależnione od narkotyków, dostały wcześniej silną dawkę jakiejś substancji. Jedna z ofiar była w trzecim miesiącu ciąży.

Policja przesłuchiwała Stephensa, jeszcze zanim odnaleziono pierwsze ciało. W sumie przed aresztowaniem był przesłuchiwany cztery razy, policja przeszukała jego dom i samochód. Jeśli to on jest winny, przed kolejnymi mordami nie powstrzymało go nawet to, że policja się nim interesuje.

Przed aresztowaniem Stephens udzielił wywiadów mediom. Twierdzi, że jest niewinny, ale jednocześnie podejrzeń nie rozwiewał. "Miałbym z pewnością okazję [je zamordować], dziewczyny bardzo mi ufały. (...) Profil poszukiwanego pasuje do mnie: biały mężczyzna między 25. a 40. rokiem życia, zna okolicę, pracuje w nietypowych godzinach. Ciała znajdowano coraz bliżej mojego domu. Wiem, że jestem niewinny. Nie mam jednak alibi na niektóre godziny [gdy znikały kobiety]. Prawdę mówiąc, nie jestem całkiem pewien, czy mam właściwe alibi w którejkolwiek ze spraw" - powiedział "Sunday Mirror".

Przyznał, że od ok. 18 miesięcy, czyli od rozpadu swego małżeństwa, zadaje się z prostytutkami z Ipswich i zna prawie wszystkie.

Przedstawił się jako przyjaciel i opiekun zamordowanych, szczególnie najmłodszej, 19-letniej Tani Nicol. "Nie byliśmy parą. Byłem jednak dla niej osobą najbliższą definicji chłopaka, a ona zachowywała się tak, jakby była osobą najbliższą definicji mojej dziewczyny. Nie kochałem jej. Powinienem był ją jednak chronić" - mówił gazecie. Wcześniej w rozmowie z BBC twierdził, że z jedną z zamordowanych rozmawiał po raz pierwszy, dopiero gdy zniknęła Tania i druga kobieta, Gemma Adams. Mężczyzna został przewieziony do jednego z komisariatów policji hrabstwa Suffolk. W poniedziałek miał być po raz kolejny przesłuchiwany.

Dominika Pszczółkowska

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 19.12.2006 r.

Do góry...>>


IRLANDIA PŁN. Śmierć szpiega

Były członek IRA i jej politycznego skrzydła Sinn Fein Denis Donaldson został odnaleziony martwy w opuszczonej chacie w irlandzkim hrabstwie Donegal. Prawdopodobnie został zastrzelony. Trzy miesiące temu Donaldson przyznał się, że od 20 lat był szpiegiem brytyjskim. Zaraz potem zaczął się ukrywać pomny na to, iż w IRA szpiegów tradycyjnie karze się śmiercią. Szef partii Gerry Adams, który przed laty siedział z Donaldsonem w jednej celi za zamach bombowy, potępił morderstwo. Jego zdaniem dokonali go odstępcy z IRA, którzy nie pogodzili się ze złożeniem broni i z politycznymi metodami walki o uniezależnienie od Londynu.

ap

Za "Gazetą Wyborczą" z dn.04.04.2006 r.

Do góry...>>


Zabiła męża, bo nie był bogaty

PAP 19:10

Sąd w Londynie skazał na dożywocie Estonkę, która zamordowała swego o wiele starszego męża, kiedy okazało się, że nie jest on milionerem.

27-letnia Tatjana wyszła za mąż za 72-letniego Gwyna Edwardsa. Znali się krótko, a poznali w brytyjskim salonie masażu, w którym Tatjana pracowała jako prostytutka.

Skusiły ją obietnice luksusowego życia - mówili w sądzie przedstawiciele oskarżenia. Wkrótce jednak okazało się, że zarówno dom jak i samochód męża nie są jego własnością, a on sam ma kłopoty finansowe. Tatjana zaczęła narzekać również na jego brak higieny osobistej.

Gwyna Edwards był "niewysokim, pulchnym mężczyzną. Starzał się, miał problemy z sercem i cukrzycę" - powiedziała prokurator Wendy Joseph. A Tatjana sądziła, że jest on nadzwyczaj bogatym człowiekiem. Myliła się - dodała.

Tatjana żądała pieniędzy, zagranicznych podróży, strojów od projektantów i podczas wyjazdu do rodzinnej Estonii wdała się w romans z innym mężczyzną. Podczas sprzeczki z mężem 11 czerwca 2005 r. z łapała za kuchenny nóż i raniła go śmiertelnie.

Wydając wyrok sędzia Geoffrey Rivlin powiedział: Przeżyła z nim mniej niż dwa lata, podczas których wyciskała z niego pieniądze co do pensa, a kiedy już nie było czego wycisnąć, odebrała mu życie.

Tatjana Edwards zaprzecza, że popełniła morderstwo.

(jask)

Za serwisem WP z dn. 24.03.2006 r.

Do góry...>>


Dożywocie dla zabójcy-kanibala

Londyński sąd Old Bailey skazał na dożywotnie więzienie 36-letniego Petera Bryana, który zamordował trzy osoby, a ciało jednej z ofiar poćwiartował i częściowo zjadł jej mózg.

Bryan cierpi na schizofrenię paranoidalną. W 2004 r. w niewielkim odstępie czasu zabił dwóch mężczyzn. Stało się tak mimo opieki psychiatrycznej, jaką objęto go po zamordowaniu w 1993 r. 20-letniej studentki.

Bryana skazano za zamordowanie w lutym 2004 r. jego przyjaciela, 43-letniego Briana Cherry'ego oraz za śmiertelne pobicie w dwa miesiące później więziennego towarzysza, 60-letniego Richarda Laudwella.

W mieszkaniu Cherry'ego we wschodnim Londynie policja znalazła jego zwłoki z odciętymi rękami i lewą nogą oraz Bryana, który konsumował usmażony mózg ofiary.

Bryan zeznał później, że kanibalizm był dla niego "podobny do spożywania zakazanego owocu". Bryan, którego choroba psychiczna ma podłoże dziedziczne, pobił w więzieniu Laudwella, widząc w nim "najniższy element łańcucha pokarmowego". Pobity zmarł w dwa miesiące po ataku.

Pierwsza ofiara Bryana Nisha Seth zginęła w marcu 1993 r. Sprawcę umieszczono wtedy w szpitalu psychiatrycznym, ale na początku ubiegłego roku służby socjalne za zgodą ministerstwa spraw wewnętrznych przeniosły go do zakładu o mniejszym rygorze. W pięć tygodni później doszło do zamordowania Cherry'ego.

Za WP, Onet.pl z dn. 15.03.2005 r.

Do góry...>>


Zabił siekierą na londyńskiej ulicy

Mężczyzna około sześćdziesiątki został zabity siekierą na środku ulicy. Do morderstwa doszło w biały dzień w Londynie.

Morderca, 30-kilkuletni dobrze ubrany mężczyzna, zamienił wcześniej z ofiarą kilka zdań. Po krótkiej rozmowie zaatakował z taką siłą, że niemal odrąbał ofierze głowę, po czym stał nad zabitym, dopóki nie przyjechała policja. Na pytanie o przyczynę zabójstwa odpowiedział: - To skomplikowane. Sprawa prywatna.

Do zabójstwa doszło na oczach wielu przechodniów i robotników budowlanych, na eleganckiej ulicy Eton Avenue w dzielnicy Swiss Cottage w północno-zachodniej części miasta.

- Mężczyzna z siekierą tak uderzał w głowę ofiary, jakby rąbał drewno- powiedziała mieszkająca w tej okolicy Avelina Rodrigues. Według relacji kobiety, która zbliżyła się do zabójcy, na jego twarzy nie malowało się żadne uczucie. Nie wyglądał ani ma rozgniewanego, ani na szalonego. - Swoją ofiarę zaatakował zupełnie na chłodno - powiedziała.

Za WP z dn. 14.03.2005 r.

Do góry...>>


Doktor Śmierć zabił przynajmniej 250 osób

Około 250 - tyle ofiar przypisuje się ostatecznie Haroldowi Schipmanowi, znanemu w Wielkiej Brytanii jako "Doktor Śmierć". To o kilkadziesiąt ofiar więcej, niż do tej pory sądzono. Schipman zabijał podając ofiarom zastrzyki z heroiny. Zakończone właśnie dochodzenie wykazało, że Schipman zabijał także we wczesnych latach swojej kariery lekarskiej. Doktor Śmierć popełnił samobójstwo w styczniu zeszłego roku w więzieniu, gdzie odsiadywał dożywocie za udowodnione morderstwa 15 osób. stach

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 27.01.2005 r.

Do góry...>>


Wielka Brytania chroni morderców

Cała Wielka Brytania w szoku! 21-letnim dziś mordercom niewinnego dwulatka - Jonowi Venablasowi i Robertowi Thompsonowi - powodzi się dzisiaj świetnie. (...)

Nie tylko są już od 3 lat na wolności, ale mają nową tożsamość i mieszkania. I to wszystko w imię brytyjskiego prawa. Szkoda, że sąd nie pomyślał o matce zamordowanego chłopczyka, która w dalszym ciągu jest załamana i zszokowana.

Piątek, 12 lutego 1993 roku. Chłodny poranek w Liverpoolu. Dwaj wówczas 11-letni chłopcy postanawiają zabawić się w morderców i pozbawić życia kogoś młodszego od nich.

Na swoją ofiarę wybierają dwulatka, Jamesa Bulgera, który jest na zakupach ze swoją matką. Chwila nieuwagi. Porywają chłopca i wywożą na przedmieścia miasta. Tam brutalnie kopią, kamienują i kładą niemal nieprzytomnego chłopczyka na tory kolejowe. Po chwili dziecko przejeżdża pociąg. Ciało jest tak zmasakrowane, że matka, Denise Fergus, nie może go oglądać.

Mordercy dostają po 15 lat więzienia. Wychodzą po ośmiu. Ta decyzja wywołuje powszechne oburzenie brytyjskiego społeczeństwa. Ale prawdziwy skandal wyszedł na jaw w ostatni dniach. Okazało się, że ci młodzi zbrodniarze mają nowe nazwiska, a także opiekę sądową. Co gorsza, mieszkają w sąsiedztwie matki zamordowanego. Ta jest zdruzgotana.

- Ja się boję wychodzić z domu. Nie mogę im patrzeć w oczy. Cały czas przeżywam tragedię. A teraz jeszcze raz od nowa - mówi przez łzy Denise Fergus. O wyjaśnienie sprawy zwróciła się nawet do ministra spraw wewnętrznych. David Blancket odpisał jej w liście, że młodzi ludzie, po odbyciu minimalnej kary ośmiu lat więzienia i intensywnej resocjalizacji w osobnych zakładach dla nieletnich, nie stanowią już żadnego zagrożenia dla otoczenia.

Innego zdania jest natomiast brytyjska opinia publiczna, która twierdzi, że mordercy powinni zostać w więzieniu na całe życie.

Krzysztof Godlewski

Za dziennikiem "Super Express" z dn. 29.11.2004 r.

Do góry...>>


Zjadłem swoją dziewczynę

Taką makabryczną deklarację złożył policjantom Anglik Paul Durrant (44 l.). Podczas urlopu w Hiszpanii zabił i zjadł swoją kochankę Karen Durrell (41 l.).

Anglia

Kochankowie spędzili upojną noc. Wszystko było dobrze do czasu, aż Durrant wyciągnął spod poduszki młotek i zabił nim kochankę w czasie uniesienia seksualnego. Po czym pokroił partnerkę na drobne kawałki i "zjadł jadalne części jej ciała".

- Wierzyłem, że to Bóg mi ją zesłał, bym mógł ją zjeść - wyznał Durrant.

Paul Durrant jest narkomanem. Mieszka w Londynie i jest podejrzany również o inne morderstwa na terenie Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Śledztwo jest w toku.

Również Niemcami wstrząsnęła ostatnio zbrodnia kanibalizmu. Mieszkaniec Berlina Ralf M. (41 l.) został aresztowany pod zarzutem zabicia i pokrojenia na kawałki swojego kochanka.

A trzy lata temu opinia publiczna została zbulwersowana przypadkiem Armina Mewsa z Hesji, który zamordował i pokroił zwłoki partnera seksualnego.

BARTOSZ PALOCHA

Za dziennikiem "Super Express" z dn. 13.10.2004 r.

Do góry...>>


99-latek - mordercą

99-letni mężczyzna został oskarżony o zabójstwo 87-letniej żony i aresztowany - doniosła w sobotę prasa brytyjska.

Emerytowany rzeźnik nożem kuchennym poderżnął gardło swej żonie, niedawno umieszczonej w zakładzie opiekuńczym pod Blackpool z powodu niesprawności fizycznej i psychicznej.

Starzec, który za kilka tygodni kończy 100 lat, wrócił następnie do domu, pokonując pieszo blisko 2 km, i usiłował popełnić samobójstwo, podcinając sobie żyły. Wkrótce został aresztowany.

Mężczyzna jest najstarszym w W. Brytanii człowiekiem oskarżonym o morderstwo.

Za serwisem WP z dn. 03.04.2004 r.

Do góry...>>


Polak-morderca skazany na dożywocie

Polak - wielokrotny gwałciciel i morderca 12-letniej dziewczynki macedońskiej - został skazany przez londyński sąd karny na dożywotnie więzienie.

48-letni Andrzej Kunowski, który spędził 10 lat w więzieniu w Polsce, skazany za wiele gwałtów dokonanych ze szczególnym okrucieństwem, przybył do Wielkiej Brytanii w 1996 r., gdzie pozostał jako nielegalny imigrant, znikając policji z pola widzenia w 1997 r.

Kunowski nie przyznał się do winy; ława przysięgłych uznała jednak, że 22 maja 1997 roku zamordował w brutalny sposób w mieszkaniu w dzielnicy Hammersmith córkę imigrantów z Macedonii Katerinę Koniewę. Sędzia stwierdził, że morderca już nigdy nie powinien przebywać na wolności.

Przybywając do Wielkiej Brytanii, Kunowski miał bogatą przeszłość kryminalną. W 1979 roku sąd w Polsce skazał go za gwałty na 15 lat więzienia, ale po odsiedzeniu 2/3 kary został zwolniony na mocy amnestii. W 1995 roku dokonał kolejnego gwałtu na 10-letniej dziewczynce, ale sędzia zgodził się na przerwę w odbywaniu kary, by mógł poddać się operacji stawu biodrowego.

Z przerwy tej skorzystał, by zbiec do Wielkiej Brytanii w 1996 roku.

Ogółem w Polsce miał dokonać 39 występków i wykroczeń na tle seksualnym na dziewczętach i kobietach w wieku 12-20 lat. Zwykle na swoje ofiary polował w czasie, gdy wracały ze szkoły. Pierwszego gwałtu na nieletniej dokonał, gdy miał 17 lat.

Kunowski został zatrzymany w ubiegłym roku w związku z gwałtem na 21-letniej Koreance, dokonanym w 2002 r. Przeprowadzone wówczas badania DNA i odcisków palców pozwoliły zidentyfikować go jako mordercę macedońskiej dziewczynki.

Policja brytyjska zamierza przeprowadzić obecnie ponowne śledztwo w sprawie serii niewyjaśnionych ataków na kobiety i dziewczynki w Wielkiej Brytanii w ostatnich latach.

Brytyjską prasę bulwersuje to, że Kunowskiemu udało się wjechać do Wielkiej Brytanii, mimo że był skazany za gwałty w Polsce. W Anglii przebywał nielegalnie, ale policja natrafiła na jego ślad, gdy posługiwał się fałszywym paszportem portugalskim, by wyłudzić świadczenia socjalne.

W ośrodku odosobnienia dla nielegalnych imigrantów złożył wniosek o azyl i został zwolniony. W czasie przewlekłego rozpatrywania jego wniosku, na koszt brytyjskiej państwowej służby zdrowia, przeszedł operację wszczepienia bypassu.

Za serwisem WP z dn. 31.03.2004 r.

Do góry...>>


Zabił ponad dwieście osób, ale do końca życia był zadowolony z siebie i pełen pogardy dla pogrążonych w żałobie rodzin swych ofiar

Zabawa w śmierć

JERZY RZEWUSKI

Swoim ofiarom wstrzykiwał śmiertelną dawkę morfiny. We wtorek odebrał sobie życie, wieszając się na prześcieradle zaczepionym o kraty okienne. Harold Shipman, znany jako Doktor Śmierć, popełnił samobójstwo w przeddzień 58. urodzin, po dwóch latach od wyroku skazującego go na wielokrotne dożywocie za morderstwa, jakich przez prawie ćwierć wieku dokonywał na swoich pacjentach.

Shipman został skazany za uśmiercenie 15 pacjentów. W trakcie śledztwa okazało się, że podczas wieloletniej praktyki zabił on co najmniej 215 podopiecznych, w większości kobiet w starszym wieku. Jeśli jednak sprawdzą się wszystkie najbardziej pesymistyczne szacunki Scotland Yardu - bo śledztwo trwać będzie nadal - ów niepozorny lekarz rodzinny z Hyde pod Manchesterem wpisze się do kronik zbrodni jako jeden z największych seryjnych zabójców wszech czasów.

Pierwszy udostępniony opinii publicznej w 2001 r. raport z dochodzenia prowadzonego przez komisję, której przewodniczy wybitna prawniczka Lady Janet Smith wywołał szok w Wielkiej Brytanii. Drugi raport, opublikowany 14 lipca 2003 r., bezlitośnie obnażył przyczyny wieloletniej bezkarności doktora Shipmana: nieudolność policji i rażące błędy koronerów, którzy nie są przygotowani do należytego rozpoznania zgonów będących skutkiem zabójstw, błędów lub zaniedbań lekarskich.

Przynajmniej trzy ostatnie ofiary Shipmana można było uratować, gdyby policja przeprowadziła śledztwo z należytą starannością. Jest to twierdzenie o tyle uzasadnione, że - jak dowiodły fakty - dr Shipman nie był geniuszem zbrodni i ślady po swych uczynkach zacierał w sposób wyjątkowo niechlujny.

O ofiarę za dużo

Angeli Woodruff jeden rzut oka starczył, by nabrać podejrzeń co do autentyczności testamentu, pod którym widniał podpis jej matki Kathleen Grundy, która zmarła 24 czerwca 1998 r. w wieku 81 lat. Jako licencjonowany radca prawny i właścicielka biura notarialnego Woodruff na co dzień miała do czynienia z podobnymi dokumentami. Zaś jako córka zmarłej, to ona - a nie, jak widniało w testamencie, lokalna kancelaria z Hyde - reprezentowała dotąd interesy prawne matki i była jedyną spadkobierczynią majątku o wartości 386 tysięcy 402 funtów.

Równie podejrzane wydały się jej okoliczności nagłej śmierci pani Grundy, byłej pani burmistrz z Hyde, osoby jak na swój wiek bardzo energicznej i aktywnie działającej w miejscowej społeczności. Tymczasem na świadectwie zgonu widniało, że przyczyną zgonu był uwiąd starczy. Najbardziej jednak niepojęte było to, że z adnotacji w komputerowym rejestrze pacjentów wynikało, iż starsza pani była uzależniona od narkotyków, prawdopodobnie kodeiny. Autorem tego zapisu, wystawcą aktu zgonu, a także spadkobiercą pani Grundy była ta sama osoba - lekarz domowy z Hyde, dr Harold Shipman, zwany poufale Doktorem Fredem.

Policja przeszukała dom Shipmana, znalazła sfatygowaną maszynę do pisania i bez trudu ustaliła, że to na niej napisany został testament. Grafolog uznał podpisy widniejące pod dokumentem za prymitywne fałszerstwo. 1 sierpnia 1998 r. dokonano ekshumacji zwłok pani Grundy, a sekcja wykazała obecność morfiny w tkance mięśniowej, co - gdyby zapiski z komputera były prawdziwe - można by wytłumaczyć efektem rozkładu kodeiny. Najbardziej sensacyjnego odkrycia dokonał jednak policyjny informatyk. Daty widniejące przy adnotacjach czynionych przez Shipmana w komputerowym rejestrze pacjentów znacząco różniły się od dat ich wprowadzenia, rejestrowanych przez program na twardym dysku. Te ostatnie najczęściej zbieżne były z datami śmierci pacjentów.

Prokuratura wytypowała do zbadania następnych 14 przypadków nagłych zgonów z ostatnich lat. 5 października 1999 r. Shipman stanął przed sądem w Preston. Akt oskarżenia zarzucał mu rozmyślne pozbawienie życia 15 pacjentów i sfałszowanie testamentu. Biegły stwierdził, iż nie ma cienia wątpliwości, że bezpośrednią przyczyną śmierci we wszystkich była zabójcza dawka morfiny. Ponieważ przypadek fałszerstwa testamentu pani Grundy był jednak odosobniony, chciwość jako motyw zabójstw nie wchodziła w rachubę. Wykluczona została również eutanazja, bowiem żadna z 15 zmarłych pacjentek nie cierpiała na śmiertelną czy przewlekłą chorobę. Odpadł także trzeci z tradycyjnych motywów seryjnych zabójstw: seks.

Shipman zabijał według sobie tylko znanego klucza, którego jednak nigdy nie wyjawił. 31 stycznia 2000 r. sąd uznał go winnym wszystkich zarzuconych mu czynów i skazał na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Na tym jednak bulwersująca sprawa Doktora Śmierć - jak go nazwały media - się nie zakończyła. Brytyjski Sąd Najwyższy zdecydował, że przypadek Shipmana wymaga dochodzenia na szerszą skalę. Jego przeprowadzenie powierzono nadzwyczajnej komisji pod kierownictwem Lady Janet Smith.

Rejony śmierci

Harold Frederick Shipman urodził 14 czerwca 1946 r. w robotniczej rodzinie na północy Anglii. W szkole niczym się nie wyróżniał, był raczej samotnikiem. Jako nastolatek po lekcjach wracał prosto do domu, by czuwać przy łóżku umierającej na raka płuc matki. Był świadkiem jej agonii, bacznie obserwował, jak lekarz domowy wstrzykuje morfinę, by uśmierzyć straszny ból. Widział, jak matka umarła, 21 czerwca 1963 r. Prawdopodobnie wtedy powziął decyzję, by studiować medycynę na uniwersytecie w Leeds.

W 1974 r. dr Shipman, już jako mężczyzna żonaty, z dwójką dzieci, rozpoczął praktykę w Todmorden w Yorkshire. Dał się poznać jako lekarz oddany pacjentom, świetnie umiejący nawiązać z nimi kontakt. Wśród kolegów uchodził jednak za człowieka konfliktowego, agresywnego i apodyktycznego. Gdy okazało się, że jest uzależniony od pethidyny, silnego środka przeciwbólowego o działaniu zbliżonym do morfiny, skierowano go na odwyk i pozbawiono prawa wykonywania zawodu. Nie na długo.

W 1977 r. po zapłaceniu grzywny w wysokości 600 funtów - zaskakująco niskiej, jak za przestępstwa narkotykowe i fałszowanie recept na środki odurzające - Shipman rozpoczął nowe życie... jako lekarz domowy w centrum medycznym Donneybrook w Hyde. Później zaczął prowadzić samodzielną praktykę przy Market Street. Szybko zdobył zaufanie pacjentów, był podziwiany i kochany. Zwłaszcza przez starsze panie. Jakoś nikogo nie dziwiło, że w ciągu krótkiego czasu na jednej tylko ulicy, tuż po jego wizytach, zmarło pięć pacjentek, a w strzeżonym kompleksie mieszkaniowym - aż dziewięć.

Wysoka śmiertelność w rejonie Shipmana zaniepokoiła miejscowego przedsiębiorcę pogrzebowego Alana Masseya - tym bardziej że większość często następujących po sobie zgonów, zwłaszcza w rekordowym 1997 r., wyglądała niemal identycznie: starsza pani, nienagannie ubrana, spoczywająca w zrelaksowanej pozie na fotelu lub kozetce... Lekarz w prywatnej, przyjacielskiej rozmowie rozwiał jego wątpliwości. Jednak córka Masseya, Debbie Brambroffe, także właścicielka zakładu pogrzebowego, dalej miała wątpliwości i podzieliła się nimi z dr Susan Booth z sąsiedniego rejonu, ta zaś zrelacjonowała sprawę innym kolegom po fachu.

Policja wszczęła dochodzenie, jednak nie dopatrzono się żadnych nieprawidłowości. Między diagnozami i opisami przebiegu leczenia a przyczynami zgonu istniała pełna zgodność. Nikt nie zadał sobie trudu, by sprawdzić akta Shipmana w General Medical Council ani też kartotekę policyjną, w których odnotowane były zdarzenia z Todmorden. Nie przesłuchano też lekarzy, którzy składali drugi podpis na akcie zgonu - niezbędny, gdy ciała mają być poddane kremacji.

Przy okazji wyszło na jaw, że powszechnym obyczajem w środowisku lekarskim jest podpisywanie podobnych "kwitów" od ręki, bez wymaganych oględzin zwłok. Z kolei to, co należało do obowiązków lokalnych władz medycznych i koronera - analiza porównawcza śmiertelności w rejonie dr Shipmana i innych podobnych rejonach - zrobiono dopiero wtedy, gdy afera wybuchła. Okazało się, że na "terenie" Doktora Śmierć odnotowano o 236 zgonów domowych więcej niż wynosi średnia krajowa. Tak czy inaczej, Shipman zyskał jeszcze pięć miesięcy wolności, w czasie których zdążył uśmiercić trzy pacjentki.

Można liczyć na kolegów

Nieudolna próba sfałszowania testamentu starszej pani dała w 1998 r. początek jednemu z najbardziej sensacyjnych śledztw w dziejach Wielkiej Brytanii. Jak podaje pierwszy raport komisji Lady Smith z 2002 r., w ciągu swej 23-letniej praktyki Shipman zastrzykiem z morfiny lub diamorfiny (heroiny) uśmiercił ponad wszelką wątpliwość 215 pacjentów. Ofiar może być jednak więcej. Na 888 zbadanych przypadków zgonów w podległych mu rejonach ledwie 394 są poza wszelkim podejrzeniem.

Najbardziej przerażająca jest jednak świadomość, iż Doktor Śmierć pewnie dalej bez przeszkód uprawiałby zbrodniczy proceder, gdyby jeden jedyny raz nie uległ pokusie sięgnięcia po cudze pieniądze. Rękojmią jego bezkarności było ślepe zaufanie, jakim darzyli go pacjenci, ale też solidarność lekarska i fatalny splot zaniedbań ze strony policji i urzędu koronera, co wykazał niezbicie drugi raport. Czytamy w nim między innymi, że być może udałoby się uratować o wiele więcej niż tylko trzy ostatnie ofiary, gdyby kierownictwo Tameside General Hospital właściwie zareagowało na przypadek 47-letniej Renate Overton, która w stanie śpiączki trafiła na oddział intensywnej terapii w lutym 1994 r. i po 14 miesiącach zmarła nie odzyskawszy przytomności. Shipman przyznał się do podania pacjentce diamorfiny i choć szpitalni lekarze mieli świadomość, że dawka, jak na zdiagnozowaną astmę, była "nadmierna i niebezpieczna", w protokole z sekcji zwłok Overton jako powód śmierci wpisali: "naturalne przyczyny".

Mistrz ceremonii

Nie są jasne przyczyny, dlaczego Shipman zabijał. Pewne jest natomiast, że - jak oświadczyła Lady Smith - "obca mu była koncepcja wartości i świętości ludzkiego życia. Istnieją dowody, iż jest on osobą podatną na uzależnienia i być może zabijanie było formą uzależnienia".

Są w życiorysie Shipmana zdarzenia, z których wyłania się on jako osobowość przeświadczona o swojej intelektualnej wyższości, wykorzystująca autorytet zawodowy do zdobycia dominacji nad pacjentem. A tym samym - kontroli nad jego życiem. I śmiercią. To tłumaczy, dlaczego jego ofiarami padły głównie starsze, mieszkające samotnie kobiety. Pierwszą z nich stała się w marcu 1975 r. - jeszcze w Todmorden - Eva Lyons, która śmiertelną dawkę morfiny otrzymała jako "prezent" na przypadające nazajutrz 71. urodziny. Ostatnią była pani Grundy. Na 215 udowodnionych dotąd zabójstw 171 to kobiety.

Ann Alexander, która reprezentuje około 200 rodzin ofiar - a w 1993 r. w podobnej roli uczestniczyła w głośnym procesie Beverley Allit, pielęgniarki mordującej swych małych podopiecznych - uważa, że Shipman szczególną przyjemność czerpał właśnie z kontroli nad pacjentami: "Bawił się nimi, kładąc kres ich życiu, przyjaźniom i małżeństwom, pozbawiając dzieci i wnuki swych rodziców i dziadków, jeśli tylko - i kiedy tylko - przychodziła mu na to ochota".

Niemal we wszystkich przypadkach, gdy zgon nastąpił w domu, sposób postępowania Shipmana był taki sam. Najpierw składał wizytę i w trakcie miłej pogawędki pod byle pretekstem wstrzykiwał zabójczą dawkę morfiny lub heroiny. Potem spokojnie wracał do gabinetu, gdzie dokonywał odpowiednich korekt w komputerowej karcie zdrowia ofiary i oczekiwał na telefon od kogoś, kto pierwszy odkryje zwłoki. Natychmiast stawiał się na wezwanie i po zaskakująco pobieżnym - ale zawsze jakby trochę teatralnym - badaniu wypisywał świadectwo zgonu.

Lady Smith zwróciła uwagę i na ten aspekt sprawy. Próbując ustalić, czy postępkami Shipmana powodowała fascynacja śmiercią, czy też przyjemność czerpana z zabijania, sformułowała wniosek, iż prawdopodobnie uwielbiał on odgrywanie roli mistrza ceremonii na miejscu zgonu: "Stawał się ośrodkiem uwagi, panem sytuacji. Wywoływał wrażenie wszechwiedzącego, wydawał polecenia dotyczące dalszego postępowania ze zwłokami. Chętnie wyjaśniał przyczyny śmierci i często podkreślał, że choć zgon może być zaskoczeniem dla bliskich zmarłego, dla niego nie był żadną niespodzianką".

Nierozwiązana zagadka

Shipman powiesił się w celi tuż po godz. 6 rano. Zauważono ten fakt już o 6.20, jednak próby reanimacji więźnia skończyły się fiaskiem. Władze Wakefield mają wszakże problem, bowiem - w przeciwieństwie do ośrodków karnych w Manchesterze i Frankland, gdzie uprzednio przebywał - nie uznały za stosowne objęcie tego szczególnego przecież więźnia stałym nadzorem, by udaremnić wszelkie próby samobójcze. Jak tłumaczy rzeczniczka Wakefield: "Nie było nic, co wskazywałoby na zamiar popełnienia samobójstwa. Jego zachowanie było całkowicie normalne".

Tym słowom przeczą jednak wydarzenia ostatniego miesiąca, kiedy to Shipman za niesubordynację i krnąbrność w stosunku do strażników pozbawiony został wszelkich przywilejów. Mało jest jednak prawdopodobne, by Shipman targnął się na swoje życie z powodu szykan ze strony władz więziennych czy też w akcie skruchy za popełnione zbrodnie.

Ujawnione niedawno przez prasę listy pisane z więzienia do dawnych znajomych i przyjaciół świadczą o niezmąconym zadowoleniu z siebie, zupełnym braku wyrzutów sumienia i nieskrywanej pogardzie dla pogrążonych w żałobie rodzin swych ofiar. To, co pchnęło Shipmana do odebrania sobie życia - a wcześniej do uśmiercania pacjentów - pozostanie na zawsze zagadką.

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 15.01.2004 r.

Powiesił się "Doktor Śmierć"

Brytyjskiego lekarza rodzinnego, 57-letniego Harolda Shipmana, odsiadującego karę dożywotniego więzienia za zabicie 15 pacjentów, a podejrzewanego o zgładzenie ponad 200, znaleziono powieszonego w celi - poinformowała brytyjska służba więzienna.

Shipman, któremu media nadały przydomek "Doktor Śmierć", zaczął zabijać w 1975 r., posługując się głównie morfiną i heroiną.

Śledztwo, przeprowadzone już po skazaniu go w roku 2000 za zamordowanie 15 osób, wykazało, że w sumie zabił co najmniej 215 pacjentów - 171 kobiet i 44 mężczyzn. Najstarsza ofiara miała 93 lata, a najmłodsza - 44.

Shipman nigdy nie ujawnił motywów swych zbrodni.

Za serwisami Onet.pl, WP z dn. 13.01.2004 r.

Do góry...>>


Szkocki kanibal przed sądem

22-letni Szkot Allan Menzies, oskarżony o wypicie krwi i zjedzenie fragmentów głowy zamordowanej ofiary, stanął przed sądem w Edynburgu.

Menzies zabił 21-letniego Thomasa McKendricka w grudniu 2001 r. Według policyjnych źródeł morderca roztrzaskał głowę ofiary przy pomocy młotka lub kija baseballowego, zadając jej następnie 42 ciosy sztyletem. Przesłuchiwany przez policję Menzies przyznał się do wypicia krwi i zjedzenia części głowy McKendricka.

Menzies nie ukrywa swojej fascynacji wampiryzmem. W jego domu znaleziono kasety z filmami o wampirach i opatrzoną odręcznymi notatkami książkę poświęconą tej samej tematyce.

W czasie policyjnych przesłuchań Menzies uparcie twierdził, że nazywa się Leon. Imię to zapożyczył od płatnego mordercy z głośnego filmu Luca Bessona "Leon Zawodowiec".

Za serwisem WP z dn. 30.09.2003 r.

Do góry...>>


Doktor Harold Shipman zamordował 215 osób

Zabijał przez 23 lata

Były lekarz rodzinny Harold Shipman - od ponad dwóch lat odbywający karę dożywocia za zamordowanie 15 swoich pacjentek - odpowiada łącznie za śmierć aż 215 osób. Dopiero wczoraj po opublikowaniu wyników trwającego półtora roku dochodzenia publicznego, kierowanego przez mecenas Janet Smith, rodziny tych, którzy - jak się okazało - także zginęli z jego ręki, poznały wstrząsającą prawdę o lekarzu-mordercy. Przez 23 lata praktyki zawodowej cieszył się on pełnym zaufaniem tych, których leczył.

Liczba ofiar dr Shipmana, które mordował zastrzykiem śmiertelnej dawki morfiny, jest nieporównywalna z "dokonaniami" jakiegokolwiek innego seryjnego mordercy w Wielkiej Brytanii i prawdopodobnie na świecie. Teraz, po dokładnym zbadaniu aż 888 zgonów jego byłych pacjentów, oficjalnie ustalono, że na długiej liście zamordowanych przez niego osób znajduje się 171 kobiet i 44 mężczyzn. Najmłodszą jego ofiarą była 41-letnia kobieta, najstarszą zaś staruszka w wieku 93 lat. Większość z nich nie była śmiertelnie chora i zmarła nagle. Na dodatek, przypuszcza się, iż Shipman, który prowadził jednoosobową praktykę, mógł uśmiercić jeszcze 45 innych osób. Co do tych przypadków nie ma jednak wystarczających dowodów jego winy.

Shipman systematycznie mordował swoje ofiary od marca 1975 r. do czerwca 1998 r. najpierw w przychodni Touton, a następnie w Hyde pod Manchesterem, gdzie pracował do momentu aresztowania. Sam wystawiał akty zgonu. W kilku przypadkach sfałszował też testamenty, czyniąc z siebie głównego spadkobiercę majątku po zmarłych. Wpadł przypadkiem, kiedy rodzina ostatniej uśmierconej osoby 81-letniej Kathleen Grundy zakwestionowała testament.

Motywy jego działania wciąż nie są jasne. Być może powodem popełnienia tylu zbrodni była śmierć jego własnej matki, która po długiej chorobie zmarła na raka, łagodząc cierpienia coraz większymi dawkami morfiny. W raporcie sugeruje się, że Shipman mógł w podobny sposób "pomagać" swoim własnym pacjentom w rzekomym cierpieniu. Opublikowany właśnie dokument nie odpowiada natomiast na szereg pytań. Jak mogło dojść do tego, że przez 23 lata Shipman bezkarnie mordował swoje ofiary i nikt nie zainteresował się podejrzanie wysokim wskaźnikiem zgonów w jego przychodni? Dlaczego jego pacjentów zawiódł system państwowej służby zdrowia, w którym lekarze domowi stanowią przecież kluczowe ogniwo? I wreszcie, czy po tych szokujących rewelacjach uda się kiedykolwiek odbudować do nich zaufanie?

Ewa Turska z Londynu

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 20.07.2002 r.

Do góry...>>


Shipman zabijał więcej

Nie o 15, a o 224 zabójstwa ma być oskarżony brytyjski seryjny zabójca, doktor Harold Shipman. Te rewelacje można znaleźć w gazecie "Daily Mirror".

Dwa lata temu 56 letniego Shipmana skazano za zabicie 15 pacjentów, w większości kobiet, które umierały we własnych domach, bo Shipman podawał im za dużo morfiny.

Teraz - według Daily Mirror - ma się rzekomo okazać, że 166 kolejnych osób to też ofiary Shipmana - tu gazeta pisze, że jest to "bardzo prawdopodobne", zaś co do liczby 43 kolejnych pacjentów podejrzenie, że zabił ich doktor Shipman jest "prawdopodobne". W sumie Harold Shipman ma być odpowiedzialy za śmierć 224 osób. Rzecznik prokuratury nie chciał komentować rewelacji gazety.

W procesie Harold Shipman nie przyznawał się do winy. (inf.własna)

Radio Zet

Do góry...>>


Mordercy wychodzą na wolność

Powszechne oburzenie wywołała w piątek decyzja Komisji ds. Zwolnień o warunkowym wypuszczeniu na wolność prawie 19-letnich dziś morderców chłopczyka Jamesa Bulgera - Jona Venablasa i Roberta Thompsona.

Denis Fergus, matka dwulatka porwanego i zamordowanego w 1993 r. w Liverpoolu przez dwóch dziesięcioletnich wówczas chłopców, jest załamana i zszokowana. To ona właśnie zwróciła się do ministra spraw wewnętrznych o udzielenie informacji w sprawie orzeczenia Komisji ds. Zwolnień. Minister David Blanckett odpowiedział na jej pytanie listem, który ogłoszono w piątek w Izbie Gmin.

Wynika z niego, iż komisja po tygodniu deliberacji i przesłuchań obu skazanych uznała ostatecznie, że młodzi ludzie, po odbyciu minimalnej kary ośmiu lat pozbawienia wolności i intensywnej resocjalizacji w osobnych zakładach dla nieletnich, nie stanowią już żadnego zagrożenia dla otoczenia. Nie wiadomo jednak, czy Jon Venables i Robert Thompson już znajdują się na wolności, czy dopiero zostaną wypuszczeniu. Już wcześniej wiadomo było natomiast, że obaj otrzymają nową tożsamość i nowe adresy zamieszkania. Teoretycznie więc nie może ich dosięgnąć zemsta tych, którzy uważają, że powinni zostać w więzieniu przez całe życie.

Ewa Turska z Londynu

Za wydaniem papierowym dziennika "Rzeczpospolita" z dn. 23-24.06.2001 r.

Do góry...>>


Shipman podejrzany o dalsze mordy

Były lekarz domowy Harold Shipman z Manchersteru, skazany w zeszłym roku na karę dożywocia za uśmiercenie 15 pacjentek, jest podejrzany o dalsze dziewięć zabójstw.

Miał je popełnić, pracując w latach 1974-75 w Todmorden w West Yorkshire. Wszczęto już nowe dochodzenie w sprawie nieznanych do tej pory ofiar seryjnego mordercy. Wiąże się ono z wydanym w styczniu tego roku policyjnym raportem, sugerującym, iż Shipman mógł uśmiercić w ciągu 24-letniej praktyki lekarskiej ponad 230 pacjentów. Od momentu wyroku mężczyzna kategorycznie odmawiał ujawnienia policji w Manchesterze jakichkolwiek informacji na temat innych podejrzanych zgonów w dzielnicy Hyde. Jednocześnie policja w miasteczku Todmorden w hrabstwie West Yorkshire, gdzie lekarz wcześniej pracował, podjęła dochodzenie w sprawie 22 osób, których akty zgonu podpisał Shipman. Wszystko wskazuje na to, że dziewięć z nich nie zmarło śmiercią naturalną. Podobnie jak ofiary z Manchesteru, zostały one prawdopodobnie uśmiercone za pomocą nadmiernej dawki morfiny we własnych domach, kiedy w pobliżu nie było nikogo z bliskich.

Ewa Turska z Londynu

Za wydaniem papierowym dziennika "Rzeczpospolita" z dn. 2-3.05.2001 r.

Do góry...>>


"Wampir" skazany na 12 lat

Na 12 lat więzienia brytyjski sąd skazał w piątek 17-letniego Mathew Hardmana za zabicie sąsiadki. Oskarżony dokonał na niej rytualnego mordu, licząc, że w ten sposób zostanie wampirem i stanie się nieśmiertelny.

Nastolatek zabił w listopadzie za pomocą noża kuchennego swoją sąsiadkę, 90-letnią Mabel Leyshon, w jej mieszkaniu. Następnie wyjął jej serce, przełożył do rondla i wypił zebraną tam krew. W ciele pani Leyshon naliczono ponad 20 ran kłutych.

Jak powiedział w czasie rozprawy sędzia Justice Richards, wszystkie dowody wskazują na to, że Hardman wierzył, iż dzięki wypiciu krwi pani Leyshon stanie się nieśmiertelny.

"Potworna natura tego morderstwa jest oczywista dla wszystkich. Ten czyn został starannie zaplanowany" - uznał sędzia. Dodał, że bycie wampirem stało się obsesją nastolatka.

Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 03-04.07.2002-08-04

Do góry...>>


Współczesny wampir chciał być nieśmiertelny

Sąd koronny w Mould w północnej Walii uznał 17-letniego Matthew Hardmana winnym rytualnego mordu na 90-letniej staruszce. Skazany pozostanie w więzieniu 12 lat.

Matthew Hardman zadał staruszce 22 ciosy nożem. U jej stóp umieścił dwa ułożone na krzyż pogrzebacze. Poprzez rytualne zabójstwo staruszki chciał zostać wampirem i osiągnąć nieśmiertelność. Do zdarzenia doszło w listopadzie ubiegłego roku.

Proces Hardmana, nastolatka który - jak udowodniła prokuratura od dziecka miał obsesję na punkcie wampirów i okultyzmu - toczył się przy drzwiach zamkniętych, a prasa nie miała wstępu na przesłuchania.

Do mordu Hardman przygotowywał się metodycznie i z drobiazgową dokładnością. Po aresztowaniu ekipa dochodzeniowa znalazła w jego pokoju pisma poświęcone okultyzmowi, a w komputerze linki do witryn internetowych o wampirach.

Nóż znaleziony w kieszeni spodni podejrzanego zawierał po zbadaniu wyraźne ślady DNA pani Leyshon.

Za serwisem internetowym portalu Wirtualnej Polski

 

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 25.03.2002 r.