Francja - UnioEuropejska wolność od kary śmierci

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 08.07.2009 r.

Pogmatwane oblicze zła

Postępowanie przed ławą przysięgłych w Charleville-Mézieres francuskie media nazwały procesem dziesięciolecia "Potwór z Ardenów", Michel Fourniret, zamordował siedem dziewcząt, niemal dzieci.

Sprawca już dawno przyznał się do popełnionych zbrodni. Ten 66-letni mężczyzna prawdopodobnie nigdy nie odzyska wolności. Współoskarżoną jest jego trzecia żona, Monique Olivier, która była mu tak posłuszna, że sama przyprowadziła mężowi pięć z jego ofiar.

Od kilku tygodni sąd stara się wyjaśnić motywy działania Fournireta. Oskarżony złożył zeznania, czyny są udowodnione, ale zło pozostaje niepojęte. Jest to tak trudne głównie dlatego, że przez większość czasu milczał. Domagał się utajnienia rozprawy, czego mu odmówiono. Już w pierwszym dniu procesu zadeklarował: - Albo utajnienie, albo będę milczał. Dopiero po kilku tygodniach po raz pierwszy okazał emocje, zaczął mówić. Płakał.

Doszło do tego w trakcie zeznań jego brata, siwowłosego, pełnego godności 78-letniego mężczyzny. Jego zdaniem Michel ma dwie osobowości, jak doktor Jekyll i mister Hyde. - Któregoś dnia połączą się w jedno, a wtedy on będzie musiał się zabić albo zwariuje - stwierdził świadek André (zrezygnował z rodowego nazwiska). Swego brata, siedzącego za pancerną szybą na ławie oskarżonych, nie oszczędzał ani przez chwilę, podobnie jak nieszczęsnej współoskarżonej, która okazała się narzędziem i współsprawczynią. Zabijając chciał pokazać swoją wszechmoc - powiedział. Dodał jednak, że Fourniret - mimo całej potworności popełnionych czynów "nie przestał być moim bratem".

André również cierpi z powodu tych zbrodni. - Jednak nieszczęścia, które mnie dotknęło - zwrócił się do krewnych ofiar - nie da się porównać z krzywdą, jaką wyrządzono wam.

Starszemu panu udało się wywołać u Fournireta pierwszą ludzką reakcję. - Otwórz wreszcie usta, jeszcze jest na to czas - upomniał brata. Ten, szlochając, odparł: - Nie mogę.

Sprawca, wyglądający na tak bestialsko silnego, czegoś podobnego jeszcze sądowi nie zaprezentował. Po tygodniach milczenia zaczął nagle mówić. Powiedział, że nie może prosić o wybaczenie tego, co jest niewybaczalne. Do tej pory proces był głownie rodzajem zadośćuczynienia dla krewnych ofiar, występujących tu w roli świadków i oskarżycieli posiłkowych. Jeden z ojców chciał spojrzeć w oczy mordercy. Stanął przed nim, a Fourniret nie wytrzymał jego wzroku. - Niech mi pan popatrzy w oczy, niech pan je otworzy. Miał je pan otwarte, gdy dusił pan sznurem moją córkę - wykrzyknął ojciec.

W normalnych okolicznościach taka rozprawa toczyłaby się zapewne za zamkniętymi drzwiami, być może Fourniret by wówczas nie milczał. Jednak sąd i oskarżyciele posiłkowi ani przez chwilę nie brali tego pod uwagę. Nie chcieli mu pozwolić na decydowanie o przebiegu procesu. I tak złożył wystarczająco dużo zeznań na temat swoich zbrodni. Trudno nie podziwiać profesjonalizmu belgijskiego komisarza policji, który dzięki swej nieskończonej cierpliwości skłonił Fournireta nie tylko do zeznawania, ale również do szczegółowego odtworzenia przed kamerą przebiegu zdarzeń.

Jego żona, wspólniczka zła, była mu ślepo posłuszna. Monique Olivier zalewała się łzami, ale rodziny nie uwierzyły w jej skruchę. - Płacze nad sobą - powiedziała matka zamordowanej 17-letniej Fabienne. - Uprowadziła naszą córkę, gdy sama była w ósmym miesiącu ciąży.

Właśnie fakt, że spodziewała się dziecka, sprawił, iż ofiary darzyły ją szczególnym zaufaniem.

W swojej perwersji Fourniret chciał zdobywać dziewice, sprawdzał nawet, czy ofiary spełniają jego oczekiwania. Jedna z dziewczynek, 13-letnia Manyana, aż do śmierci wzbraniała się wypowiedzieć słowa, do jakich chciał ją zmusić oprawca: "Proszę, niech pan będzie ze mnie zadowolony...". Dziecko przyjechało ze swoją matką z Tajlandii do Francji, jego ojczym zeznawał przed sądem. Zwracając się do oskarżonego, powiedział: - Proszę siedzieć, to odpowiada pańskiej prawdziwej wielkości. I dziękuję, że pan milczał. Że do okropności swych czynów nie dodał pan okropności swoich słów.

Fourniret zeznał, że ma na sumieniu zamordowanie siedmiu dziewcząt. Nawet jego adwokaci nie liczą na wyrok dający szansę, że kiedyś wyjdzie na wolność. A jednak wydaje się, że ten człowiek, który od początku procesu szokował cynizmem wobec martwych ofiar i ich żyjących krewnych, nie jest już tym, kim był. Zrezygnował z oporu, gdy zeznawały kolejno obie jego byłe żony - dwie kobiety, które nie pozwoliły mu na dominację i zdecydowały się go opuścić. Przemówiły mu do sumienia, by wreszcie zaczął opowiadać o swoich czynach.

Michel Fourniret wybuchnął wtedy płaczem. Chciał mówić, chciał składać wyjaśnienia. Sąd odroczył rozprawę. (...) Za "Suedduetsche Zeitung".

Za serwisem Onet z dn. 20.05.2008 r.

Do góry...>>


Francja: Polacy skazani za zabicie bezdomnych

Cztery osoby - trzech Polaków i Ukrainiec - zostały skazane przez sąd apelacyjny w Evry pod Paryżem na kary od 10 do 20 lat więzienia za zabicie w 2000 roku trójki bezdomnych Polaków - podała agencja AFP.

Po naradzie trwającej siedem godzin Mariusz K. został skazany na 20 lat więzienia, Zbigniew W. i Tomasz F. po 12 lat, a Ukrainiec - Wołodymyr K. - na 10 lat. Czwarty Polak, Sławomir T., został uniewinniony.

Prokuratura domagała się w stosunku do czterech pierwszych oskarżonych kary od 20 do 30 lat więzienia.

Do makabrycznej zbrodni doszło 24 maja 2000 roku w Montreuil pod Paryżem. Trzej bezdomni Polacy w wieku od 25 do 40 lat mieszkali w namiocie rozbitym na opuszczonym terenie w pobliżu merostwa. Znalazła ich z poderżniętymi gardłami kobieta, która przynosiła im jedzenie.

Zabójcy mieszkali także w Montreuil, w opuszczonym mieszkaniu.

Przed sądem tłumaczyli się, że zbrodnię nakazał im popełnić kompan, który w pierwszym procesie został skazany zaocznie na 30 lat więzienia.

Za serwisem Onet z dn. 19.04.2008 r.

Do góry...>>


We Francji zatrzymano sześćdziesięciolatka podejrzanego o popełnienie 18 zabójstw

Chodzi o morderstwa popełnione w latach 1980-2002, z których jedenastu dokonano we wschodniej Francji, trzech w regionie paryskim, a czterech w Niemczech. Większość ofiar to homoseksualiści.

Policja podejrzewa, że 68-letni Nicolas Panard mógł mieć wspólnika, który został już skazany za jedno morderstwo i odsiaduje wyrok 20 lat więzienia. Zatrzymanego we wtorek Panarda przewieziono do aresztu w Montbéliard. Trafił tam też jego domniemany wspólnik, 43-letni Slim Fezzani.

Panard sam jest homoseksualistą i pracował jako transwestyta we francuskich i niemieckich kabaretach. Gdyby okazało się, że jest winny, byłby najgorszym znanym francuskim seryjnym zabójcą.

Zdaniem dziennika "Alsace" do aresztowania Panarda w dużej mierze przyczyniła się wytrwałość pewnego policjanta z Montbéliard. Śledczy prowadzący dochodzenie w sprawie zabójstwa z 1991 r. zauważył, że nazwisko jednego z podejrzanych - właśnie Panarda - pojawiło się w kilkunastu innych niewyjaśnionych sprawach.

Policjant stwierdził też, że wszystkie morderstwa miały wiele wspólnych cech. Ofiary mordowano gwałtownym uderzeniem w głowę, po czym kilkakrotnie dźgano je nożem. Sprawca częściowo rozbierał również swoje ofiary, zakrywając im jednak zawsze twarz.

barmi

Za serwisem "Gazety Wyborczej" z dn. 29.11.2007 r.

Zatrzymano 68-latka, domniemanego seryjnego zabójcę homoseksualistów

Francuska policja zatrzymała we wtorek w Miluzie w Alzacji, tuż przy granicy z Niemcami i Szwajcarią 68-letniego Nicolasa Panarda, podejrzanego o dokonanie w latach 1980-2002 zabójstw 18 osób, w większości - homoseksualistów.

Jak podaje BBC, Panard jest podejrzany o zabicie 11 osób na terenie Alzacji, trzech - w okolicach Paryża, czterech - na terenie Niemiec. Domniemany wspólnik zatrzymanego, Slim Fezzani odsiaduje wyrok 20 lat więzienia za morderstwo. Obydwaj mężczyźni są obecnie przesłuchiwani w mieście Montbeliard, a policja ciągle poszukuje innych osób w związku ich sprawą.

Panard i Fezzani nie przyznają się do winy, a policja zapowiada, że w czwartek na specjalnej konferencji prasowej ujawni kolejne szczegóły sprawy. Na razie oficjalnie nie wiadomo, jak doszło do zatrzymania Panarda. Jedynie lokalna gazeta "L'Alsace" podaje, że jest to rezultat dwuletniego śledztwa prowadzonego przez policję w Montbeliard. Według gazety, jeden z policjantów, przeglądając akta sprawy kilku niewyjaśnionych zabójstw, zauważył, że we wszystkich pojawia się nazwisko Panarda. Zauważył też podobieństwa, jakie łączyły te sprawy, m.in. to, że wszystkie ofiary zostały zabite w taki sam sposób, a ich ciała odnaleziono częściowo nagie, z zakrytymi twarzami. Gazeta opisuje też szczegóły, które wskazują na związek Panarda ze środowiskiem homoseksualistów, do którego należały ofiary.

W latach 80. na przygranicznych terenach Francji (w okolicach Miluzy) i Szwajcarii doszło do serii tajemniczych zabójstw homoseksualistów. Śledztwa zostały umorzone ze względu na brak dowodów.

mar

Za serwisem "Gazety Wyborczej" z dn. 28.11.2007 r.

Do góry...>>


Żołnierze francuscy pilnujący pokoju na Wybrzeżu Kości Słoniowej dopuścili się mordu

Żołnierze francuscy, którzy mają pilnować pokoju na Wybrzeżu Kości Słoniowej, zamordowali w maju jednego z mieszkańców. Wczoraj przyznało się do tego francuskie ministerstwo obrony

30-letni Firmin Mahé został zatrzymany przez pilnujących porządku Francuzów pod zarzutem udziału w gangu, który napadał i rabował w stolicy kraju Abidżanie. Po przesłuchaniu miejscowy prokurator wypuścił go, lecz trzech francuskich żołnierzy uznało, że sami wymierzą sprawiedliwość - 13 maja schwytali Firmina i udusili go w ciężarówce wojskowej. Gdy sprawa się wydała, francuskie ministerstwo obrony wszczęło śledztwo. Z opublikowanego wczoraj raportu wynika, że od początku wiedziało o wszystkim dwóch generałów.

Prawdę o zajściu ukrywali dowódca wojsk francuskich na Wybrzeżu Kości Słoniowej gen. Henri Poncet i jego zastępca gen. Renaud de Malaussene. Obaj dostali reprymendę i zostali odsunięci od dowodzenia. Trzej sprawcy mordu staną przed francuskim sądem.

Francja dokonała interwencji wojskowej na Wybrzeżu Kości Słoniowej - w swej byłej kolonii, w 2002 r. po wybuchu walk między siłami rządowymi a rebeliantami muzułmańskimi z północy. Początkowo wszystko szło dobrze - udało się skłonić obie strony do zawieszenia broni, a w 2003 r. cztery tysiące wojsk francuskich wraz z sześciotysięcznym kontyngentem ONZ utworzyły misję pokojową.

Dziś Francuzi są coraz częściej oskarżani o nadużywanie siły. Organizacje międzynarodowe chcą wyjaśnienia nie tylko sprawy morderstwa Firmina Mahé, lecz dużo poważniejszych przestępstw, jak np. strzelanie bez ostrzeżenia do tłumów protestujących przeciwko francuskiej obecności. W Abidżanie do takich protestów dochodzi coraz częściej. W listopadzie zeszłego roku przerodziły się one w walki uliczne, w których zginęło 57 osób, a 2200 zostało rannych.

pasz

Za serwisem "Gazety Wyborczej" z dn. 03.11.2005 r.

Do góry...>>


"Kara śmierci to obraza ludzkiej godności"

Na zakończenie III Światowego Kongresu przeciwko karze śmierci, który obradował w Paryżu, odczytano w sobotę przesłanie od papieża, który nazwał ten rodzaj kary "obrazą godności człowieka".

Benedykt XVI w liście odczytanym na kongresie przez francuskiego duchownego przypomniał o obowiązującym chrześcijan "nakazie poszanowania życia ludzkiego" i nazwał karę śmierci "nie tylko zamachem na życie, lecz również obrazą godności człowieka".

Zdaniem papieża państwo dysponuje "skuteczniejszymi środkami (niż kara śmierci) zwalczania zbrodni", które dają temu, kto ją popełnił, "szansę jej odkupienia".

Premier Francji Dominique de Villepin w depeszy odczytanej przez ambasadora praw człowieka we Francji Michela Doucin określił jako "kwestię o pierwszorzędnym znaczeniu dla Francji uwolnienie pięciu bułgarskich pielęgniarek skazanych w Libii na karę śmierci". Skazano je za rzekome zarażenie dzieci wirusem HIV.

Kilkuset uczestników trzydniowego kongresu, przybyłych do Paryża z całego świata, domagało się całkowitego zniesienia kary śmierci, stosowanej nadal głównie w Chinach, Stanach Zjednoczonych i wielu krajach muzułmańskich.

W sobotę po południu ulicami stolicy Francji przeszła demonstracja przeciwników kary śmierci.

Za serwisem Onet z dn. 03.02.2007

Do góry...>>


Dramatyczny apel skazanych na dożywocie

Więźniowie proszą o śmierć

Dziesięciu więźniów z zakładu karnego w Clairvaux odsiadujących dożywocie wezwało do przywrócenia kary śmierci, zniesionej we Francji w 1981 r. Żywcem zamurowani - jak piszą o sobie - nie mają nadziei na przedterminowe zwolnienie; wolność może im przynieść tylko śmierć. Dramatyczny apel skazanych wywołał falę krytyki francuskiego systemu penitencjarnego.

W zakładzie karnym w Clairvaux przebywa około 170 osób z ciężkimi wyrokami. To najcięższe i najlepiej strzeżone więzienie weFrancji. Dyrekcja nie potrafi wytłumaczyć, w jaki sposób kartka z ręcznie spisaną odezwą skazanych mogła przedostać się poza jego bramy. Wśród dziesięciu sygnatariuszy apelu jest i Polak Tadeusz Tutkaj.

Więźniowie z Clairvaux protestują przede wszystkim przeciw wydłużaniu tzw. kar bezpieczeństwa, czyli zwykle 15-18-letnich "okresów próby", przed których upływem skazany na dożywocie nie może ubiegać się ani o warunkowe zwolnienie, ani o przedterminowe zakończenie kary. Nieliczni, którzy dotrwają do zwolnienia, wyjdą jako starcy, całkowicie złamani przez system więzienny. "Jak mówić o ich resocjalizacji?" - pytają autorzy apelu. I dodają: "Dość hipokryzji! Jeśli zdecydowano, że rzeczywiście mamy tu pozostać do końca życia, bez perspektywy odzyskania wolności po odbyciu kary bezpieczeństwa - wolimy skończyć z tym raz na zawsze".

Francja jest regularnie krytykowana przez stowarzyszenia obrony praw człowieka za fatalny stan zakładów karnych i ich przeludnienie (ok. 60 tys. więźniów na 50 tys. miejsc w celach). Rzecznik prawczłowieka Rady Europy Alvaro Gil-Robles uznał w swym raporcie, że pod tym względem zajmuje ona ostatnie miejsce wśród wszystkich krajów europejskich, za Mołdawią. W opinii Gabriela Mouesca z Międzynarodowego Obserwatorium Więzień Francja jest dziś jednym z najbardziej represyjnych państw świata. - Dożywocie powinno zostać zniesione, bo niczemu nie służy. Orzekanie tej kary nie licuje z naszą cywilizacją, prowadzi natomiast do buntów więźniów, prób ucieczek i samobójstw - twierdzi.

Grzegorz Dobiecki z Paryża

Za serwisem dziennika "Rzeczpospolita" z dn. 27.01.2007

Do góry...>>


Więźniowie domagają się kary śmierci

Dziesięciu więźniów, odsiadujących we Francji wyrok dożywocia, wystąpiło z żądaniem przywrócenia kary śmierci. Domagają się, aby kara ta została zastosowana wobec nich samych.

W liście wysłanym do AFP więźniowie twierdzą, że wolą szybko skończyć z życiem, zamiast umierać przez kilkadziesiąt lat za kratkami. Określili siebie jako ludzi "żywcem zamurowanych". Więźniowie, którzy domagają się przywrócenia kary śmierci, odsiadują wyroki w więzieniu w Clairvaux, uważanym za najcięższe we Francji.

Mężczyźni zostali skazani za ciężkie przestępstwa na karę dożywotniego więzienia. Wszyscy przesiedzieli już znacznie więcej niż minimalny okres osiemnastu lat, po którym możliwe jest warunkowe zwolnienie. Jak twierdzą, stracili już nadzieję, że wyjdą kiedyś na wolność i będą mogli rozpocząć nowe życie.

Kara śmierci została zniesiona we Francji w roku 1981, wkrótce po dojściu do władzy prezydenta Francois Mitterranda.

Za serwisem Onet.pl z dn. 24.01.2006

Do góry...>>


Bezrobotny aresztowany za zamordowanie trojga swych dzieci

36-letni bezrobotny został aresztowany w Marsylii na południu Francji jako podejrzany o zabójstwo swoich trojga dzieci, w tym noworodka - poinformowały w niedzielę francuskie źródła sądowe.

Jean-Paul Steijns wraz z żoną zostali zatrzymani w czwartek, gdy towarzysząca komornikowi policja znalazła w ich domu rozkładające się zwłoki nowo narodzonego dziecka, ukryte w sportowej torbie.

Ciała dwojga starszych dzieci w wieku 7 i 8 lat znaleziono w piątek w bagażniku samochodu niedaleko domu, w którym mieszkało małżeństwo.

Żona Steijnsa, przeciw której wszczęto śledztwo pod zarzutem ukrywania zabójstwa, została wypuszczona, ale otoczono ją nadzorem sądowym. Steijnsowi mają być przedstawione zarzuty otrucia nieletnich z premedytacją i morderstwa.

Jak powiedział dziennikarzom marsylski prokurator Jacques Beaume, Steijns twierdził podczas przesłuchania, że podał starszym dzieciom lekarstwa. Składa jednak niespójne zeznania, przestawiając różne wersje wydarzeń.

Za serwisem Dziennika PAP z dn. 23.10.2005

Do góry...>>


Policja odnalazła szczątki ofiar francuskich pedofilów

Niewinni za kratkami, mordercy na wolności

Gwałty i morderstwa od wielu dni nie schodzą z czołówek francuskich gazet. W sobotę odnaleziono ciało trzynastoletniej Julii, zaginionej 25 czerwca w Alzacji. Wcześniej w tym samym regionie została zamordowana jedenastoletnia Jeanne-Marie. Obie dziewczynki zgwałcono.

O dokonanie przynajmniej jednej z tych zbrodni policja podejrzewa wielokrotnego recydywistę Pierre'a Bodein, zatrzymanego przed kilkoma dniami w Alzacji. Bodein, zwany "Pierrot Le Fou" ("Szalony Piotruś"), został niedawno warunkowo zwolniony z więzienia, choć ostatni wyrok - za napad i gwałt - kończył mu się dopiero w połowie przyszłego roku.

Francją i Belgią wstrząsnęła inna jeszcze makabryczna historia. Michel Fourniret, sześćdziesięciodwuletni francuski leśnik, nazwany już przez prasę obu krajów "francuskim Dutroux", przyznał się w ubiegłym tygodniu do zamordowania ośmiu dziewczynek i młodych kobiet w latach 1987 - 2001, których dane odpowiadają zapisom z rejestru zaginionych we Francji i Belgii w tamtym okresie. Prowadzący śledztwo obawiają się jednak, że ofiar "potwora z Ardenów" mogło być więcej.

Fourniret mieszkał w tym czasie w Ardenach, a zbrodnie popełniał po obu stronach francusko-belgijskiej granicy. Od roku siedzi w areszcie w belgijskim Dinant, zatrzymany za próbę gwałtu. Już w połowie lat 80. był skazany we Francji za gwałty na nieletnich. Odsiedział połowę z pięcioletniego wyroku. "Potwór z Ardenów" - bo takie określenie już do niego przylgnęło - od czwartku informuje przesłuchujących go francuskich i belgijskich policjantów o kolejnych zbrodniach. Wskazuje miejsca pogrzebania ciał swych ofiar. W sobotę odnaleziono szczątki dwóch spośród nich: dwunastoletniej Belgijki Elisabeth Brichet i dwudziestodwuletniej francuskiej studentki Jeanne-Marie Desramault. Michel Fourniret bezbłędnie doprowadził policjantów do zakątka parku, w którym zakopał zwłoki. Nie okazywał przy tym żadnych emocji.

Przypadki Bodeina i Fournireta, a także zakończony surowymi wyrokami proces pedofilów z Outreau wywołały bardzo poważną krytykę pod adresem francuskiego wymiaru sprawiedliwości. Chodzi jednocześnie o nadmierną surowość wobec podejrzanych, niemal automatycznie osadzanych w areszcie tymczasowym (w "sprawie Outreau" kilka bezpodstawnie oskarżonych osób spędziło w ten sposób za kratami nawet trzy lata) i o niefrasobliwą łagodność wobec morderców i gwałcicieli, korzystających - równie automatycznie - ze złagodzeń kary i przedterminowych zwolnień. Minister sprawiedliwości Dominique Perben zapowiedział podjęcie niezbędnych reform.

Grzegorz Dobiecki z Paryża

Za "Rzeczpospolitą" z dn. 05.07.2004 r.

Do góry...>>


Ujawnił groby ofiar

Morderca pedofil

Szczątki dwóch ofiar - 22-letniej Jeanne-Marie Desramault i 12-letniej Elisabeth Brichet - seryjnego mordercy, zamieszkałego w Belgii francuskiego leśniczego Michaela Fournireta, znaleziono w sobotę we wskazanym przez niego miejscu koło zamku w Donchery w północnej Francji. Obie zaginęły w 1989 roku.

Francja

62-letni Fourniret, aresztowany w czerwcu 2003 r. po uprowadzeniu 13--letniej dziewczynki, wskazał śledczym teren wokół należącego niegdyś do niego zamku Sautou. W poszukiwaniu ciał wzięło udział 200 osób, użyto koparek. Fourniret przyznał się do zamordowania dziewięciu osób, w tym sześciu dziewcząt i młodych kobiet. Belgijska prokuratura twierdzi, że popełnił łącznie 12 morderstw.

autor: od

Za "Super Express" z dn. 05.07.2004 r.

Do góry...>>


Zapiski kata sprzedane

Zapiski francuskiego kata, który w XX wieku obciął głowy prawie 400 ludziom, sprzedano na aukcji w Paryżu za 85 tysięcy euro - pięć razy więcej niż przewidywano.

Kat - Anatole Deibler - notował, ołówkiem albo piórem, nie tylko daty i miejsca egzekucji, ale także nazwiska skazańców, zbrodnie, które przyszło im przypłacić głową, przebieg procesów, pogodę, jaka panowała, kiedy po raz kolejny wykonywał swe katowskie rzemiosło.

Zapiski znajdują się w 14 notatnikach, na dwóch tysiącach stron.

Deibler, syn kata i wnuk kata, w ciągu czterech dziesięcioleci zgilotynował 395 mężczyzn i kobiet. Zmarł na zawał serca w 1939 roku, w drodze na kolejną egzekucję.

Pół roku po jego śmierci we Francji zabroniono publicznych egzekucji; na dziedzińcach więziennych były wykonywane do 1977 roku. Ostatecznie Francja zniosła karę śmierci w 1981 roku.

Dom aukcyjny Drouot nie ujawnił, kto stał się właścicielem katowskich zapisków.

Za serwisem informacyjnym portalu Onet.pl z dn. 06.02.2003 r.

Do góry...>>


Eutanazja: Dziesięć lat więzienia dla pielęgniarki

Po wielodniowym procesie, który poruszył francuską opinię publiczną, sąd w Wersalu skazał wczoraj na 10 lat więzienia 33-letnią pielęgniarkę Christine Malevre, oskarżoną o spowodowanie śmierci siedmiu pacjentów szpitala w Mantes-la-Jolie w 1997 i 1998 r. Jej obrońca domagał się uniewinnienia klientki, dowodząc, że kierowała się "miłością bliźniego" i skracała cierpienia nieuleczalnie chorych. W trzygodzinnej mowie obrończej odwoływał się wielokrotnie do pojęcia i istoty eutanazji; we Francji toczy się debata na temat możliwości jej zalegalizowania - wzorem Holandii i Belgii - w określonych sytuacjach. Oskarżyciel publiczny zbył te argumenty krótką uwagą: Eutanazja? To nie na temat. Jego zdaniem dla Christine Malevre ważniejsze od miłości bliźniego było - jak to określił - uśmiercanie miłości. Choć sama pielęgniarka przyznała się do przyśpieszenia zgonu jedynie dwóch spośród siedmiu cierpiących pacjentów, prokurator zarzucił jej "natychmiastowe przystępowanie do akcji" po każdej skardze na ból osoby, którą się opiekowała. Tymczasem, zdaniem prokuratora, jej pacjenci nie byłi wcale "u kresu życia". Sąd uznał jej odpowiedzialność za śmierć sześciu osób, odstępując jednak od wymierzenia najwyższego możliwego wymiaru kary: dożywocia. Christine Malevre, przyznając, że rozumie i podziela ból rodzin zmarłych, powtórzyła, że działała w dobrej wierze. Jednak tylko nieliczni świadkowie przesłuchiwani w trakcie procesu podzielali to przeświadczenie. Wyrok nie jest prawomocny. (G.D.)

Za dziennikiem Rzeczpospolita z dn. 01-02.02.2003 r.

Do góry...>>


Zabijała chorych, bo fascynowały ją choroby i śmierć

33-letnia pielęgniarka stanęła w poniedziałek przed sądem w Wersalu pod zarzutem zamordowania siedmiu swoich pacjentów między lutym 1997 a majem 1998 roku. Grozi jej dożywocie.

Christine Malevre, której początkowo zarzucano zamordowanie 30 osób, przyznaje się do uśmiercenia trzech, a w przypadku czwartej ofiary mówi o wypadku. Pielęgniarka utrzymuje, że powodowało nią współczucie dla chorych pacjentów. Tymczasem rodzice ofiar twierdzą, że nie chciały one umierać i uważają pielęgniarkę za seryjną morderczynię.

Do końca procesu, który potrwa do 31 stycznia, ma zostać przesłuchanych około 80 osób. Władze szpitala w Mantes-la-Jolie przyznają, że w czasie kiedy pracowała tam Malevre, zdecydowanie wzrosła liczba zgonów.

Psychiatrzy, którzy badali Christine Malevre, zwracają uwagę na "niezdrową fascynację chorobą i śmiercią u oskarżonej". Jej rodzina twierdzi, że powołanie do zawodu pielęgniarki pojawiło się u Christine już w wieku pięciu lat. Sąd odmówił przesłuchania matki i towarzysza życia oskarżonej.

Christine Malevre odpowiada z wolnej stopy. Proces przeciw niej wywołał debatę na temat możliwości legalizacji eutanazji we Francji. Francuski rząd odrzuca jakąkolwiek możliwość legalizacji eutanazji.(an)

Za serwisem informacyjnym portalu Wirtualnej Polski z dn. 20.01.2003 r.

Do góry...>>


Seryjny morderca na północy Francji?

Francuska policja ma ustalić w czwartek, czy młoda kobieta, której zwłoki znaleziono dzień wcześniej w polu kukurydzy, jest trzecią w ciągu siedmiu miesięcy ofiarą seryjnego mordercy w departamencie Sommy, na północy Francji.

Zwłoki młodej kobiety znaleziono w środę rano w okropnym stanie, pod białym samochodem marki citroen. Samochód został wcześniej skradziony z jednej z firm w Arras (Pas-de-Calais).

Przyczyny śmierci młodej kobiety, której tożsamości nie ustalono, są dotychczas nieznane. Przed śmiercią kobieta najpewniej była torturowana - przypuszcza policja.

Jeżeli policja ustali w czwartek, że kobieta zmarła z powodu tortur, będzie to trzeci tego rodzaju przypadek w północnej Francji w ciągu siedmiu ostatnich miesięcy.

W styczniu znaleziono na polu zwłoki 24-letniej Elodie Kulik - dyrektor banku w Peronne, a w lipcu - 19-letniej Patricii Leclercq, która pracowała w McDonaldzie w miejscowości Albert. Ślady na ciałach obydwu kobiet wskazywały, że mogły być okrutnie katowane, a następnie miażdżone samochodem.

Elodie Kulik, po kolacji ze znajomym w chińskiej restauracji, wracała do domu. Wtedy też zadzwoniła po ekipę, zajmującą się udzielaniem pierwszej pomocy, ale odpowiedziała jej automatyczna sekretarka. Zostawiła telefon włączony, dzięki czemu na sekretarce nagrały się głosy mężczyzn i wołanie kobiety o pomoc. Jeden z kilku mężczyzn miał charakterystyczny dla miejscowej ludności akcent.

Obok spalonego w połowie ciała Elodie, znalezionego dwa dni później, policjanci znaleźli niedopałek papierosa i prezerwatywę. Ustalono, że kobieta została zgwałcona, a następnie zabita.

Na ciele Patricii, zamordowanej gdy na rowerze wracała z pracy do domu, również znaleziono ślady bicia i miażdżenia samochodem.(and)

Za serwisem informacyjnym portalu Wirtualnej Polski z dn. 22.08.2002 r.

Do góry...>>

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 23.08.2002 r.