Japonia - kara śmierci za wielokrotne morderstwo

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 02.04.2011 r.

W Japonii w roku 2008 wykonano już 13 egzekucji, o cztery więcej niż w całym roku 2007. W celach śmierci czeka obecnie ponad 100 osób. Egzekucje odbywają się przez powieszenie i okryte są tajemnicą państwową (skazany o nadchodzącej egzekucji dowiaduje się nie wcześniej niż na kilka godzin przed jej wykonaniem).

Za Raportem AI z 2008 r.

Kara śmierci w Japonii, także dla nieletnich

02-04-2011 18:35:00

INFO: Mimo tego, że popełnili morderstwo przed osiągnięciem pełnoletności, Japoński Sąd Najwyższy odrzucił ich apelacje i podtrzymał najwyższy wymiar kary.

P. Masato Kobayashi, p. Atsushi Okura i p. Masayoshi Haga w 1994 r. zamordowali 4 osoby. Początkowo tylko najstarszy z nich p. Masato Kobayashi, który w momencie popełnienia zbrodni miał 19 lat, został skazany na karę śmierci, a pozostali (mieli wówczas po 18 lat) na dożywocie. Sędziowie kolejnych instancji, do których trafiła sprawa, postanowili jednak, że wszyscy zostaną powieszeni.

Jest to pierwszy od 1966 r. przypadek, w którym dwóch lub więcej Japończyków, którzy w momencie popełnienia przestępstwa byli nieletni, zostaje skazanych na śmierć.

Odrzucenie apelacji przez Sąd Najwyższy praktycznie oznacza wyczerpanie możliwości odwołania się od wyroku, na zmianę którego mogą wpłynąć jedynie błędy formalne popełnione przez sędziów. Zgodnie z japońskim prawem, za pełnoletnie uważa się osoby, które skończyły 20 lat.

Źródło: www.japantoday.com

Opracował: Kuba Klimkowicz

Za serwisem Korwin-mikke.pl z dn. 02.04.2011 r.


Pierwsze zdjęcia japońskiej komory śmierci

Po raz pierwszy w historii Japonii publiczne media pokazały komorę, w której wykonuje się karę śmierci - to wynik działania japońskiego ministra sprawiedliwości Keiko Chiby, który był świadkiem egzekucji na dwóch skazanych. Minister po raz kolejny zabrał głos ws. kary śmierci wykonywanej w Japonii, której nie jest zwolennikiem - informuje serwis CNN.

Zdjęcia wykonane w tokijskim więzieniu przedstawiają dźwiękoszczelną komorę ze szklaną ścianą, u sufitu której jest przymocowany sznur z pętlą. W podłodze znajduje się uruchamiana trzema przyciskami zapadnia. Obok komory śmierci jest pomieszczenie, w którym przebywają pracownicy więzienia podczas wykonywania egzekucji. Na zdjęciach jest też widoczny pokój z krzesłami i stolikiem, w którym skazany jest informowany o wyroku i egzekucji. W tym pomieszczeniu najczęściej do skazanego przychodzi duchowny.

Zdjęcia wykonane przez japońską telewizję odsłaniają skrywaną przez lata tajemnicę w sprawie wykonywania wyroków śmierci. Według organizacji Amnesty International w Japonii w celach śmierci przebywa 107 więźniów. W całym kraju jest 7 komór, w których wykonywane są egzekucje na skazanych - czytamy w serwisie.

Za serwisem Onet z dn. 28.08.2010 r.


Trzy egzekucje w Japonii

Trzy osoby skazane na śmierć, w tym jednego Chińczyka, stracono we wtorek w Japonii - poinformowało japońskie ministerstwo sprawiedliwości, cytowane przez media.

Chińczyk został skazany na najwyższy wymiar kary za zamordowanie sześciu swych rodaków w mieście Kawasaki, w pobliżu Tokio.

Dwaj pozostali to Japończycy skazani także za morderstwa.

Za serwisem Onet z dn. 28.07.2009 r.


Japończycy powiesili mordercę-wampira

2008-06-17 | Ostatnia aktualizacja: 18:34 |

Najbardziej krwawego japońskiego mordercę dopadła sprawiedliwość. Tsutomu Miyazaki - gwałciciel i kanibal - zawisł na stryczku. Jego zbrodnie były tak makabryczne, że przeciwko egzekucji nie protestowali nawet przeciwnicy kary śmierci...

Miyazaki zjednoczył całą Japonię. Wszyscy chcieli, by zwyrodnialec trafił w ręce kata. Nie pomogło mu udawanie chorego psychicznie. Sąd odrzucił jego ostateczną apelację i zbrodniarz skończył na szubienicy.

O mordercy usłyszano po raz pierwszy w 1980 roku. Wtedy pierwszy raz porwał uczennicę podstawówki. Nie tylko gwałcił i zabijał, ale wypijał tez krew ofiar i zjadał kawałki ich ciał - pisze brytyjski "TImes".

Jego zbrodnie wywołały w Japonii panikę, rodzice bali się wypuszczać dzieci na ulice, a przed szkołami stały patrole policji. Wreszcie funkcjonariuszom udało się mordercę ująć.

45-letni Miyazaki zrzucał winę na swą drugą osobowość - "człowieka-szczura". Sąd nie dał wiary jego chorobie psychicznej. Postrach Japonii skończył na szubienicy razem z dwoma innymi mordercami.

Za "Dziennikiem" z dn. 17.06.2008 r.


Zabójca dzieci powieszony

We wtorek w Japonii wykonano wyrok śmierci na zabójcy ośmiorga dzieci. 40-letni Mamoru Takuda został powieszony razem z innym zbrodniarzem, którego nazwiska nie podano.

Przed trzema laty mężczyzna wtargnął do szkoły w Ikedzie, na przedmieściu Osaki, i zaatakował nożem znajdujących się w niej dzieci i nauczycieli. Na miejscu zginęło siedem dziewczynek i chłopiec. Wszyscy w wieku od 6 do 8 lat.

Takuma otrzymał najwyższy wyrok kary, mimo że stwierdzono u niego chorobę psychiczną. Sąd orzekł jednak, że zbrodnię popełnił świadomie. Bandyta na procesie nie wykazał żadnej skruchy. Przeciwnie, twierdził, że żałuje, że nie zaatakował przedszkola, gdyż wówczas mógłby zabić jeszcze więcej dzieci.

Zbrodnia wywołała w Japonii szok. Premier Junichiro Koizumi zapowiedział reformę systemu karnego i wzmocnienie środków bezpieczeństwa w szkołach. Rząd Japonii w 1993 roku zniósł obowiązujące przez cztery lata moratorium na wykonywanie kary śmierci. Do 1998 r. do wiadomości publicznej nie podawano żadnych informacji na temat dokonywanych egzekucji.

S.G., BBC, AP

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 15.09.2004 r.


Japonia: Morderca ośmiorga dzieci prosi sąd o śmierć

Czwartek, 27 grudnia 2001 (10:35)

38-letni Mamoru Takuma, który w czerwcu zamordował w jednej z japońskich szkół ośmioro dzieci, poprosił tokijski sąd, by skazał go na śmierć. "To prawda, że zabiłem dzieci (...) nożem kuchennym. Chcę zapłacić życiem za swoje przestępstwo" - powiedział dziś Takuma przed sądem.

Mężczyzna wdarł się 8 czerwca do szkoły podstawowej na przedmieściu Osaki i ugodził nożem co najmniej 29 osób. Ośmioro dzieci - siedem dziewczynek i chłopiec - zmarło w wyniku odniesionych ran. Napastnika obezwładnił wicedyrektor szkoły i jeden z nauczycieli, który podczas szarpaniny został lekko ranny. W 1999 roku Takumę aresztowano za wsypanie środka uspokajającego do herbaty czterem nauczycielom w szkole w Itami koło Osaki, w której pracował jako woźny. Nie wniesiono jednak wtedy oskarżenia z uwagi na "problemy ze zdrowiem psychicznym" Takumy.

Za serwisem RMF24 z dn. 27.12.2001 r.

Do góry...>>


Śmierć dla członka

Aum Kara śmierci to kara dla "szefa wywiadu" sekty Najwyższej Prawdy Aum, Yoshihiro Inoue - zdecydował japoński Sąd Najwyższy, który uchylił wyrok dożywotniego więzienia, wydany przez sąd niższej instancji.

Sąd Najwyższy uznał Inoue winnym 10 zarzutów, m.in. udziału w zamachu w tokijskim metrze, gdzie w marcu 1995 roku wyznawcy Aum rozpylili gaz bojowy sarin, zabijając 12 osób i powodując ciężkie zatrucie u ponad 5 tys. ludzi.

34-letni Inoue, trzynasty członek sekty skazany na śmierć za ten zamach, był jego "głównym koordynatorem" - ocenił Sąd Najwyższy.

Inoue był uważany w sekcie za "szefa wywiadu" i bliskiego współpracownika przywódcy Aum, Shoko Asahary, który został skazany na śmierć w lutym tego roku.

Sekta Aum nadal działa w Japonii, od 4 lat nosi nazwę Aleph. Utrzymuje, że ma w tej chwili ponad 1,5 tys. wyznawców, w tym kilkuset w Rosji.

Za serwisem INTERIA.PL z dn. 28.05.2004 r.

Do góry...>>


Japonia Kara śmierci za zamach w tokijskim metrze

Sekta tajemniczego guru

TERESA STYLIŃSKA

Shoko Asahara, guru sekty Aum Najwyższa Prawda, został skazany na karę śmierci. Sąd uznał go winnym popełnienia aż 13 przestępstw, wśród których najpoważniejsze dotyczyło zamachu gazowego w tokijskim metrze.

W pamięci Japończyków dzień, w którym sekta Aum dokonała zamachu gazowego w tokijskim metrze, zapisał się prawie tak samo mocno, jak owe dni, gdy Hiroszima i Nagasaki stały się celem ataku atomowego. Nie da się oczywiście porównać skutków materialnych, nie mówiąc o liczbie ofiar, bo 5500 poszkodowanych, w tym 12 ofiar śmiertelnych, to jednak nie to samo, co sto tysięcy zabitych. Ale ten dzień tak samo był cezurą, przełomem, również w sposobie myślenia i widzenia własnego kraju.

20 marca 1995 roku rozwiało się poczucie bezpieczeństwa, które w Japonii było bardzo mocne. Okazało się, że kraj, który żyje w spokoju i dostatku, nie jest bynajmniej wolny od nieszczęść trapiących inne rejony świata. Że liczne działające tu sekty i organizacje religijne - prawie 200 tysięcy, co bodajże stanowi rekord światowy - wcale nie muszą w spokoju ducha oddawać się działalności religijnej. Że policja niezupełnie wywiązuje się ze swych zadań, bo, jak uważają znawcy tematu, miała wcześniej pewne sygnały o planach Aum, ale je zlekceważyła.

Wszystko to jest dziełem garstki fanatyków, którzy tego dnia o świcie wyruszyli na trasę kolejki podziemnej w Tokio, by na kilku węzłowych stacjach podrzucić butelki zawierające sarin - gaz bojowy, którego działanie powoduje oparzenia układu oddechowego, zaburzenia wzroku i oddychania, halucynacje, wreszcie śmierć. Stacji nie wybrano przypadkowo. Znajdowały się w samym centrum Tokio, w dzielnicy ministerstw i instytucji rządowych, niedaleko siedziby parlamentu, policji i MSZ. Trucizna zaczęła działać, gdy setki ludzi spieszyły rano do pracy. Było to więc uderzenie w społeczeństwo, ale i symboliczny cios wymierzony władzom.

Policja bardzo szybko zdołała ustalić, że zamachu dokonali ludzie z sekty Aum Shinri Kyo (Aum Najwyższa Prawda), kierowanej przez tajemniczego guru Shoko Asaharę. Oto i on: długowłosy, brodaty, prawie niewidomy, milczący. Słabo wykształcony, ale obdarzony charyzmą i mający ogromny wpływ na swych zwolenników. Naprawdę nazywa się Chizuo Matsumoto. Dziś ma 48 lat. W młodości marzył podobno o zrobieniu kariery politycznej, ale ostatecznie wybrał inną drogę: zamiast rządzić społeczeństwem, postanowił je zniszczyć. Olśnienia, jaką drogę życiową wybrać, doznał w 1987 roku, gdy podczas pobytu w Himalajach oddawał się medytacjom. Przedtem zajmował się medycyną - leczył akupunkturą, sprzedawał orientalne leki. Teraz zmienił nazwisko na Shoko Asahara i założył Aum.

Aum jest jedną z wielu sekt, które wieszczą koniec świata. Tylko ich członkowie mają szansę ocaleć z katastrofy, pod warunkiem, że całkowicie podporządkują się guru i będą ściśle stosować się do jego nauk. Asahara jednak tym różnił się od przywódców innych sekt, że swe idee chciał wprowadzić w życie. W siedzibie Aum w małej miejscowości Kamikuishiki u stóp Fudżijamy stworzył prawdziwe laboratorium do produkcji sarinu. Ten gaz, jak zeznali jego współpracownicy, darzył wyjątkową czcią. Na parę miesięcy przed zamachem w metrze działanie sarinu wypróbowano pierwszy raz, rozpylając go w miejscowości Matsumoto. Spośród sześciuset osób, które uległy zatruciu, zmarło osiem.

Podczas rewizji w siedzibie sekty policjanci znaleźli ogromną ilość najrozmaitszych substancji chemicznych, z których wytwarzano sarin, a także spore ilości broni, kupowanej między innymi w Rosji. Międzynarodowe powiązania Aum to jedna z najbardziej zagadkowych spraw. W połowie lat 90., gdy sekta miała w Japonii około 10 tysięcy członków, w Rosji należało do niej aż 30 tysięcy ludzi. Sam Asahara był w Rosji częstym gościem, wiadomo też, że utrzymywał stałe kontakty z ludźmi z kręgów władzy. Wymieniano nazwisko Olega Łobowa, bliskiego współpracownika prezydenta Borysa Jelcyna. Wiadomo też, że Aum działała w Bułgarii i na Ukrainie, gdzie prawdopodobnie współpracowała z osławionym Białym Bractwem.

Władze japońskie początkowo planowały zdelegalizowanie Aum, ale ostatecznie odstąpiły od tego zamiaru, uznawszy, że sekta przestała stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego, skoro prawie całe jej kierownictwo zostało zatrzymane i postawione przed sądem, a majątek skonfiskowany. Sekta, pod nową nazwą Aleph, istnieje więc nadal, ale pod wieloma względami jest już tylko cieniem dawnej Aum. Ma 450 członków w Japonii i około tysiąca za granicą i, jak twierdzi jej nowy przywódca Fumihiro Joyu, na zawsze wyrzekła się przemocy.

Ale rządowa Agencja ds. Bezpieczeństwa Publicznego mocno powątpiewa w szczerość tych deklaracji. Chociaż, jak poinformowała w niedawnym raporcie, nic nie wskazuje na to, by członkowie Aum planowali nowy zamach, nadal wierzą w idee Shoko Asahary i ufają swemu guru. Nadal też rekrutują nowych ludzi. A że Internet dał im szerokie możliwości działania, należy zachować ostrożność. -

KARY DLA TERRORYSTÓW

Azja, Afryka, Ameryka Północna - tu najczęściej terroryści otrzymują wyroki śmierci. Skazywani są m.in. w Algierii (np. za szmuglowanie broni z Europy i wspieranie algierskich bojówek), Egipcie (np. za zabicie policjantów), a także w Jordanii czy Pakistanie. Za najwyższym wymiarem kary dla organizatorów zamachów kilka dni temu opowiedziało się ponad 40 procent Rosjan.

W ostatnich latach do cel śmierci trafiło co najmniej kilkunastu terrorystów. Niedawno w Indonezji, gdzie na śmierć skazano głównych organizatorów zamachu na wyspie Bali. W październiku 2002 roku zabili oni ponad 200 osób. Na śmierć skazano w Maroku czterech terrorystów oskarżonych o zorganizowanie ubiegłorocznego zamachu w Casablance. Zginęło wówczas 45 osób.

Od prawie pięciu lat w celi śmierci przebywa przywódca Kurdów tureckich Abdullah Ocalan skazany za 15-letnią walkę o autonomię Kurdów. Według Ankary jest odpowiedzialny za śmierć 37 tysięcy ludzi. Jemu samemu śmierć już nie grozi, ponieważ parlament turecki taką karę niedawno zniósł.

W niektórych krajach wyroki wykonano bardzo szybko. W ubiegłym roku Fidel Castro w ciągu 10 dni skazał na śmierć trzy osoby, które próbowały uprowadzić z Kuby do USA prom pasażerski. Wyroki wykonano natychmiast. Ponad trzy lata temu w amerykańskim stanie Indiana stracono Timothy'ego McVeigha, który w 1995 roku wysadził w powietrze budynek rządowy w Oklahoma City. Zginęło wówczas 168 osób.

Na śmierć zapewne zostanie skazany Osama bin Laden, najbardziej poszukiwany terrorysta świata. Podobnego wyroku może się spodziewać Saddam Husajn. K.Z.

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 28.29.02.2004 r.

GOŚĆ "RZECZPOSPOLITEJ"

Nie ma co liczyć na resocjalizację

RADEK SIKORSKI

DYREKTOR PROGRAMU NOWA INICJATYWA ATLANTYCKA W WASZYNGTOŃSKIM AMERICAN ENTERPRISE INSTITUTE

  • Czy kara śmierci jest właściwym sposobem na karanie terrorystów i dyktatorów?

W wypadku takich dżentelmenów jak Shoko Asahara czy Osama bin Laden nie ma co liczyć na resocjalizację. Nie staną się oni lepszymi obywatelami w wyniku procesu wychowawczego. Są to ludzie, którzy popełnili zbrodnie na tak dużą skalę, że nawet sceptycy co do kary śmierci skłonni są uczynić wyjątek. To samo odnosi się do dyktatorów, którzy łamią prawa człowieka, torturują czy używają broni masowej zagłady wobec obywateli własnych i obcych.

Uważam, że gdy mamy do czynienia ze zbrodniami popełnionymi ze szczególnym okrucieństwem czy na wielką skalę i wina jest ewidentna, kara śmierci jest po prostu sprawiedliwa zarówno wobec sprawcy, jak i z punktu widzenia ofiar. Zdanie to podziela około 70 proc. społeczeństw w Europie i Stanach Zjednoczonych. Sprawa ta jest jednak inaczej postrzegana przez klasę polityczną. W USA jest to kwestia różnic między poszczególnymi stanami. Bill Clinton jako gubernator Arkansas wielokrotnie zatwierdzał takie wyroki. W Europie zaś jest to kwestia poprawności politycznej, która sprawi nam jeszcze kłopoty, gdy się okaże, że terrorystów nie będzie można przekazać sądom USA. Przeciwnicy kary śmierci powinni też zadać sobie pytanie, czy byliby nimi, gdyby mieli osądzić Adolfa Hitlera lub któregoś z jego współpracowników. Czy Polska postąpiła nagannie, wieszając Rudolfa Hössa, komendanta Oświęcimia? Nie sądzę.

Kara śmierci działa również profilaktycznie. (wytł. WKS) Na świecie jest jeszcze wielu zbrodniarzy. Ostatnio świat dowiedział się o komorach gazowych w Korei Północnej. Wiemy, że są tam obozy koncentracyjne. Do takich ludzi powinno się przemawiać językiem, który są w stanie zrozumieć. Na przykład Osama bin Laden wierzy w karę śmierci, wielokrotnie ją wymierzał, w tym 3 tysiącom niewinnych cywilów w Nowym Jorku.

Dożywotnie pozbawienie wolności nie jest w takich wypadkach dobrym rozwiązaniem. Poza tym, że życie sprawcy okazuje się więcej warte niż życie jego ofiar, są też kwestie praktyczne. Więźnia takiego trzeba trzymać w placówce o najwyższym standardzie bezpieczeństwa, co jest niezwykle kosztowne dla podatników. Myślę, że te pieniądze można by lepiej wydać na pomoc jego ofiarom. (not. p. z.)

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 28-29.02.2004 r.

Do góry...>>


Zabijał trującym gazem

Sąd w Tokio skazał w piątek na śmierć Shoko Asaharę, herszta japońskiej sekty zagłady Najwyższej Prawdy Aum. Ten demoniczny fanatyk był odpowiedzialny za zorganizowanie zamachu w tokijskim metrze w 1995 roku, serię zabójstw i zlecenie produkcji broni.

20 marca 1995 roku wyznawcy sekty Aum rozpylili w metrze w Tokio gaz bojowy sarin. Zginęło 12 pasażerów. Kilka tysięcy uległo ciężkiemu zatruciu.

Proces Asahary, którego prawdziwe nazwisko brzmi Chizuo Matsumoto, ciągnął się 8 lat. Asahara (49 l.) został uznany za winnego nie tylko ataku w tokijskim metrze, lecz także dokonanego w czerwcu 1994 roku innego zamachu z użyciem trującego gazu w kolejce podziemnej w mieście Matsumoto. Udowodniono mu zlecenie zabójstwa rodziny adwokata występującego przeciw sekcie Aum oraz mordowanie nieposłusznych wyznawców, chcących opuścić sektę.

Ogłoszenie wyroku chciało usłyszeć na żywo tysiące Japończyków. O zajęcie jednego z 38 miejsc na sali sądowej zabiegało 4600 osób. Widzów wyłoniono, ciągnąc losy.

Japonia | oddo

Za wydaniem papierowym dziennika "Super Express" z dn. 28-29.02.2004 r.

Do góry...>>


Guru-zbrodniarz umrze

Shoko Asahara został skazany w Tokio na śmierć przez powieszenie za największy zamach terrorystyczny w historii Japonii.

Do pamiętnego ataku doszło 20 marca 1995 roku około godz. 8 rano. W porze komunikacyjnego szczytu pięciu członków sekty w wagonach pięciu linii stołecznego metra umieściło plastikowe worki z wymyślonym przez nazistów gazem bojowym sarin. Paraliżuje on system nerwowy i ma działanie 500-krotnie silniejsze od cyjanku potasu. W wyniku zamachu 12 osób poniosło śmierć, a kilka tysięcy zostało skazanych na ciężkie cierpienia. W sumie akcje Aum kosztowały życie 27 ludzi.

Asahara założył sektę w 1984 roku. Dwa lata później odbył podróż do Indii, gdzie doznał "oświecenia". Zaczął wielbić Sziwę, który w mitologii hinduistycznej jest bogiem zagłady. Po powrocie do Japonii Asahara przedstawił się jako nowe wcielenie Chrystusa i Buddy. W latach 90. szeregi adeptów sekty powiększyły się do 10 tysięcy w Japonii i 30 tysięcy w innych krajach, m.in. w Rosji. Członkowie Aum stale nosili na głowie specjalne kaski z elektrodami, przekazującymi im "fale mózgowe mistrza".

W lutym 1990 r. Asahara i jego ludzie nieoczekiwanie wystartowali w Tokio do wyborów parlamentarnych, ponosząc jednak sromotną klęskę. Prorok uznał, że oznacza to niechybnie nadejście apokalipsy, a następnie postanowił sam do niej doprowadzić.

W ciągu procesu Asahara odmawiał składania zeznań. Z zamkniętymi oczami mamrotał i wydawał dziwaczne dźwięki.

LAU, BBC

Za dziennikiem "Życie Warszawy" z dn. 28-29.02.2004 r.

Do góry...>>


Przywódca sekty skazany na śmierć

Shoko Asahara został skazany za zamach, w którym zginęło 12 osób, w wiele zostało zatrutych

Przywódca sekty Najwyższej Prawdy Aum, Shoko Asahara został skazany w piątek na śmierć za zorganizowanie zamachu w tokijskim metrze w 1995 roku i inne morderstwa - podała telewizja NHK. 20 marca 1995 roku w metrze tokijskim został rozpylony gaz bojowy sarin, zginęło 12 osób, a tysiące uległy ciężkiemu zatruciu.

Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" z dn. 28-29.02.2004

Do góry...>>


Przywódca sekty Aum skazany na śmierć

Przywódca sekty Najwyższej Prawdy Aum, Shoko Asahara został skazany na śmierć za zorganizowanie zamachu w tokijskim metrze w 1995 roku i serię zabójstw, w wyniku czego zginęło łącznie 27 osób - podała telewizja NHK.

20 marca 1995 roku wyznawcy Aum rozpylili w tokijskim metrze gaz bojowy sarin, zabijając 12 osób i powodując ciężkie zatucie tysięcy innych.

Asahara, który założył sektę Aum Shinrikyo, czyli Najwyższej Prawdy Aum, i kierował nią został też skazany za zlecenie swym wyznawcom produkcji i magazynowania broni konwencjonalnej i chemicznej.

Asahara, którego prawdziwe nazwisko brzmi Chizuo Matsumoto, przyjął wyrok w milczeniu. Nie wiadomo, czy złoży odwołanie.

Proces Asahary trwał blisko 8 lat. Jego obrońcy argumentowali, że w czasie, gdy doszło do zamachu w tokijskim metrze, przywódca sekty stracił już kontrolę nad należącymi do niej wyznawcami. Oni jednak zeznali przed sądem, że to Asahara zaplanował i zlecił przestępstwa, o które został oskarżony.

Asahara został uznany winnym nie tylko ataku w tokijskim metrze, lecz także dokonanego w czerwcu 1994 roku zamachu z użyciem sarinu w kolejce podziemnej w mieście Matsumoto, zabójstwa występującego przeciw sekcie Aum prawnika Tsutsumiego Sakamoto i jego rodziny oraz mordowania nieposłusznych wyznawców i ludzi, dopomagającym im opuścić sektę.

Przywódca sekty jest dwunastą osobą skazaną na śmierć za atak w metrze.

Wokół sądu, w którym toczył się proces, wzmocniono w piątek środki bezpieczeństwa w obawie przed wyznawcami Aum. Policja, przewożąc Asaharę do sądu, zastosowała przynętę, by uniemożliwić jakiekolwiek próby jego odbicia.

Ogłoszenie wyroku chciało usłyszeć na żywo tysiące Japończyków. O zajęcie jednego z 38 miejsc na sali sądowej zabiegało 4600 osób. Widzów wyłoniono, ciągnąc losy.

Chociaż sekcie i jej guru udowodniono zorganizowanie serii zamachów z użyciem toksycznych gazów, Aum Shinrikyo (odwołująca się w nazwie do buddyjskiego Koła Praw - Aum) nadal działa w Japonii. Sekta od 2000 roku nosi nazwę Aleph. Twierdzi, że ma w tej chwili 1650 wyznawców w Japonii i 300 w Rosji. (mag)

Za serwisem WP z dn. 27.02.2004 r.

Do góry...>>


Przywódca sekty Aum skazany na śmierć

Przywódca sekty Najwyższej Prawdy Aum, Shoko Asahara został skazany na śmierć za zorganizowanie zamachu w tokijskim metrze w 1995 roku i serię zabójstw, w wyniku czego zginęło łącznie 27 osób - podała telewizja NHK.

20 marca 1995 roku wyznawcy Aum rozpylili w tokijskim metrze gaz bojowy sarin, zabijając 12 osób i powodując ciężkie zatrucie tysięcy innych.

Asahara, który założył sektę Aum Shinrikyo, czyli Najwyższej Prawdy Aum, i kierował nią został też skazany za zlecenie swym wyznawcom produkcji i magazynowania broni konwencjonalnej i chemicznej.

Asahara, którego prawdziwe nazwisko brzmi Chizuo Matsumoto, przyjął wyrok w milczeniu.

Nie wiadomo, czy złoży odwołanie.

Proces Asahary trwał blisko 8 lat. Jego obrońcy argumentowali, że w czasie, gdy doszło do zamachu w tokijskim metrze, przywódca sekty stracił już kontrolę nad należącymi do niej wyznawcami. Oni jednak zeznali przed sądem, że to Asahara zaplanował i zlecił przestępstwa, o które został oskarżony.

Asahara został uznany winnym nie tylko ataku w tokijskim metrze, lecz także dokonanego w czerwcu 1994 roku zamachu z użyciem sarinu w kolejce podziemnej w mieście Matsumoto, zabójstwa występującego przeciw sekcie Aum prawnika Tsutsumiego Sakamoto i jego rodziny oraz mordowania nieposłusznych wyznawców i ludzi, dopomagającym im opuścić sektę.

Przywódca sekty jest dwunastą osobą skazaną na śmierć za atak w metrze.

Wokół sądu, w którym toczył się proces, wzmocniono środki bezpieczeństwa w obawie przed wyznawcami Aum. Policja, przewożąc Asaharę do sądu, zastosowała przynętę, by uniemożliwić jakiekolwiek próby jego odbicia.

Ogłoszenie wyroku chciało usłyszeć na żywo tysiące Japończyków. O zajęcie jednego z 38 miejsc na sali sądowej zabiegało 4600 osób. Widzów wyłoniono, ciągnąc losy.

Chociaż sekcie i jej guru udowodniono zorganizowanie serii zamachów z użyciem toksycznych gazów, Aum Shinrikyo (odwołująca się w nazwie do buddyjskiego Koła Praw - Aum) nadal działa w Japonii. Sekta od 2000 roku nosi nazwę Aleph. Twierdzi, że ma w tej chwili 1650 wyznawców w Japonii i 300 w Rosji.

Za serwisem Onet.pl z dn. 27.02.2004 r.

Do góry...>>


Prokurator żąda kary śmierci dla lidera sekty Aum

Podczas toczącej się w Tokio rozprawy lidera japońskiej sekty Aum prokurator zażądał dla Shoko Asahary kary śmierci przez powieszenie. 48-letniemu, ociemniałemu przywódcy sekty przedstawiono 13 zarzutów, w tym oskarżenie o zabójstwa i porwania. Według prokuratury Asahara oskarżony odpowiada za zabójstwo 26 osób.

Główne oskarżenie dotyczy zorganizowania zamachu gazowego w tokijskim metrze w marcu 1995 roku. W wyniku rozpylenia sarinu zginęło wówczas 12 osób, a ponad 5 tysięcy zatruło się. Zdaniem świadków członkowie sekty chcieli w ten sposób wywołać chaos w Tokio, który miał im pomóc w przejęciu władzy.

Proces guru sekty trwa już 7 lat. Kosztował dotychczas ponad 3 mln dolarów. Sąd przesłuchał ponad 170 świadków. Sam Asahara od listopada 1999 roku nie przyznaje się do winy. Jego adwokaci wystąpią z mową końcową w październiku, a ogłoszenie wyroku jest oczekiwane nie wcześniej niż w przyszłym roku.

Działalność sekty Aum, nie jest w Japonii zabroniona, chociaż znajduje się pod nadzorem policji. W czasach jej rozkwitu należało do niej 15 tys. osób. Obecnie sekta liczy 1600 osób.(an)

Za serwisem informacyjnym portalu Wirtualnej Polski z dn. 24.04.2003 r.

Do góry...>>

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 29.04.2003 r.