Belgia - abolicyjny raj dla morderców

Aktualizacja 27.07.2004 r.
 

Serwis ZSRE czyli UE
Witryna uniosceptyków

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Belgia pożegnała jedną z ofiar seryjnego mordercy

Belgia żegnała w sobotę Elisabeth Brichet, jedną z ofiar francuskiego seryjnego mordercy kobiet i dziewczynek, Michela Fournireta.

Jej pogrzeb w mieście Namur zgromadził dwa tysiące osób. Dziesiątki tysięcy oglądały bezpośrednią transmisję we francuskojęzycznej telewizji publicznej RTBF lub komercyjnej RTL- TVi.

Elisabeth miała 12 lat, kiedy zaginęła w grudniu 1989 roku. Jej matka Marie-Noelle Buzet była w latach 90. - obok rodziców ofiar pedofila-mordercy Marca Dutroux - jedną z niekwestionowanych przywódczyń masowego ruchu protestu przeciwko podejrzanej bierności i nieudolności belgijskiej policji i prokuratury w ściganiu tego typu zbrodni.

Dopiero w czerwcu Fourniret, zadenuncjowany przez własną żonę, przyznał się do porwania, zgwałcenia i uduszenia Elisabeth w końcu 1989 roku. We wskazanym przezeń miejscu w jego dawnej posiadłości we Francji odnaleziono szczątki dziewczynki, które zidentyfikowano dzięki testom DNA.

Przed kościołem Saint-Loup w Namur, w którym odbyło się nabożeństwo żałobne i który pomieścił 500 osób, zebrało się półtora tysiąca ludzi, wśród nich rodzice ofiar Dutroux - Julie i Melissy.

Kilkaset osób skorzystało z oferty kolei belgijskich, które ogłosiły w piątek, że bilet powrotny do Namur z dowolnej stacji w Belgii będzie kosztował w sobotę tylko 3 euro.

Wiele osób przybyło ubranych na biało - tak jak pamiętnej niedzieli październikowej w 1996 roku, kiedy ulicami Brukseli przeszło ponad 300 tys. osób w pokojowym "białym marszu" solidarności z rodzicami ofiar Dutroux i zarazem protestu przeciwko nieudolności organów ścigania.

Za serwisem Onet.pl z dn. 24.07.2004 r.


Kolejny pedofil-morderca

Tydzień po zakończeniu procesu pedofila-mordercy Marca Dutroux, Belgii grozi nowa afera pedofilska. Jej centralną postacią jest francuski leśnik zamieszkały w Belgii Michel Fourniret, który przyznał się do zamordowania sześciu dziewczynek - donoszą belgijskie media.

62-letni Fourniret, aresztowany w Belgii w czerwcu 2003 r., oskarżony o uprowadzenie nieletnich i czyny nieobyczajne, przyznał się do sześciu zabójstw dzieci w Belgii i Francji - podała belgijska telewizja publiczna RTBF.

Mężczyzna, przesłuchiwany od rana w Dinat (południowa Belgia), miał ujawnić swe zbrodnie po tym, jak jego żona oskarżyła go o zamordowanie dziewięciu dziewczynek.

Żona Fournireta - Monique Olivier - została zatrzymana w środę za nieudzielenie pomocy osobom w niebezpieczeństwie i umieszczona w więzieniu w Namur (południe Belgii) - podała prokuratura w Dinant.

Według telewizji prywatnej RTL-TVI, do ujawnienia zbrodni męża skłoniło żonę Fournireta skazanie na 30 lat więzienia byłej żony Dutroux - Michelle Martin.

Michel Fourniret był już skazany przez sąd w Essonne (region paryski) na siedem lat więzienia za gwałty i czyny nieobyczajne wobec nieletnich.

Został on zatrzymany 26 czerwca 2003 w Belgii, po uprowadzeniu 13- letniej dziewczynki w Ciney (południe). Dziewczynka, pochodząca z Konga, zdołała uciec. Został również oskarżony o próbę uprowadzenia 14-latki w lutym 2000 r.

Za serwisem WP z dn. 30.06.2004 r.

Widmo nowej afery pedofilskiej

Tydzień po zakończeniu procesu pedofila-mordercy Marca Dutroux Belgii grozi nowa afera pedofilska.

Jej centralną postacią jest francuski leśnik zamieszkały w Belgii Michel Fourniret, który przyznał się do zamordowania sześciu dziewczynek - donoszą belgijskie media.

62-letni Fourniret, aresztowany w Belgii w czerwcu 2003 r., oskarżony o uprowadzenie nieletnich i czyny nieobyczajne, przyznał się do sześciu zabójstw dzieci w Belgii i Francji - podała belgijska telewizja publiczna RTBF.

Mężczyzna, przesłuchiwany od rana w Dinat (południowa Belgia), miał ujawnić swe zbrodnie po tym, jak jego żona oskarżyła go o zamordowanie dziewięciu dziewczynek.

Żona Fournireta - Monique Olivier - została zatrzymana w środę za nieudzielenie pomocy osobom w niebezpieczeństwie i umieszczona w więzieniu w Namur (południe Belgii) - podała prokuratura w Dinant.

Według telewizji prywatnej RTL-TVI, do ujawnienia zbrodni męża skłoniło żonę Fournireta skazanie na 30 lat więzienia byłej żony Dutroux - Michelle Martin.

Michel Fourniret był już skazany przez sąd w Essonne (region paryski) na siedem lat więzienia za gwałty i czyny nieobyczajne wobec nieletnich.

Został on zatrzymany 26 czerwca 2003 w Belgii, po uprowadzeniu 13- letniej dziewczynki w Ciney (południe). Dziewczynka, pochodząca z Konga, zdołała uciec. Został również oskarżony o próbę uprowadzenia 14-latki w lutym 2000 r.

Za serwisem Onet.pl z dn. 30.06.2004 r.

Nowy Dutroux

Belgijska policja aresztowała 62-letniego obywatela Francji, oskarżonego o porwanie 13-letniej dziewczynki. Mężczyzna przyznał się do zamordowania sześciorga dzieci na terenie Belgii i Francji.

Wiadomo, że francuski leśniczy Michel Fourniret został zatrzymany w Belgii w czerwcu tego roku podczas próby porwania nastolatki. Jego żona oskarża go o co najmniej 9 gwałtów i zabójstw na dzieciach.

Mężczyzna działał od połowy lat 80. na terenie Belgii i Francji. Policje obu krajów od kilku lat prowadziły dochodzenie w tej sprawie, sprawdzając rachunki za telefony i przejazdy autostradami oraz wyciągi z kart kredytowych podejrzanego.

Fourniert jest prawdopodobnie mordercą dziewczyny, której matka od 1987 walczy wspólnie z rodzicami ofiar Marca Dutroux o ujawnienie całej prawdy o pedofilskiej siatce działającej w Belgii. (RMF)

Za serwisem INTERIA.PL z dn. 30.06.2004 r.


Zapadł wyrok w sprawie

Dutroux

Belgijski pedofil-morderca Marc Dutroux został skazany przez sąd w Arlon na karę dożywotniego więzienia za trzy morderstwa, dziewięć porwań, za tortury, które spowodowały śmierć czterech dziewczynek, i za wielokrotne gwałty.

Była żona Marca Dutroux, Michelle Martin, została skazana na karę 30 lat więzienia, a jego dwaj współpracownicy Michel Lelievre i Michel Nihoul - odpowiednio na 25 lat i 5 lat pozbawienia wolności.

Za serwisami Onet.pl, WP z dn. 22.06.2004 r.


Belgia

Proces pedofila i mordercy

Prokurator żąda dożywocia Prokurator zażądał w poniedziałek kary dożywocia dla Marca Dutroux, uznanego w ubiegły czwartek przez sąd w Arlon za winnego uprowadzeń, gwałtów na dziewczynkach oraz zabójstw dokonanych w latach 1995 - 1996.

Z sześciu dziewczynek, które wpadły w ręce Dutroux i jego wspólników, dwie zostały zamordowane, dwie, przetrzymywane w piwnicy, zmarły z głodu, dwie: Sabine Dardenne i Laetitia Delhez, przeżyły. Znalazła je w sierpniu 1996 roku policja, poszukująca porwanych. Dwa dni później Dutroux został aresztowany. Wkrótce zatrzymano jego wspólników. Wszystkie ofiary były gwałcone, bite i torturowane. Dutroux zabił też swojego wspólnika - Bernarda Weinsteina.

Te zbrodnie "uzasadniają najwyższy wymiar kary, czyli dożywocie" - oświadczył wczoraj prokurator Michel Bourlet. Dla byłej żony i wspólniczki Dutroux Michelle Martin prokurator zażądał 30 lat więzienia, tyle samo dla ich kompana Michela Lelievre'a. Trzeciemu wspólnikowi "potwora z Charleroi", Michelowi Nihoulowi grozi 10 lat pozbawienia wolności. Przysięgli nie byli w stanie wydać jednomyślnej opinii na temat jego udziału w uprowadzeniach, gwałtach i zabójstwach: siedem osób było przekonanych o jego winie, pięć - nie. Nihoul został natomiast uznany za winnego udziału w handlu narkotykami, ludźmi i fałszywymi dokumentami.

Trójka obrońców Dutroux przyznała wczoraj, że nie żywi złudzeń, iż ich klient uniknie najwyższego wymiaru kary.

- Czy możecie sobie wyobrazić, że Marc Dutroux wyjdzie pewnego dnia na wolność? - pytał, zwracając się do ławy przysięgłych, Ronny Baudewijn. Niemniej zaapelował, by przysięgli nie robili tego, "czego wszyscy od nich oczekują".

Jego koleżanka Martine Van Praet starała się udowodnić, że "potwór z Charleroi" jest mimo wszystko pełnoprawną istotą ludzką. Przywoływała najpierw wizję chłopca niekochanego przez rodziców, następnie kochającego męża i ojca. Trzeci adwokat, Xavier Magn?e, kładł nacisk na fakt, że nie wszystkie okoliczności sprawy zostały wyjaśnione.

Wyrok będzie ogłoszony dziś lub w środę.

MT-O, AFP

Za "Rzeczpospolita" z dn. 22.06.2004 r.


Belgia

Werdykt w sprawie pedofila mordercy

Dutroux winny

Marc Dutroux jest winien porwania, gwałtów i zabójstwa - orzekła ława przysięgłych sądu w mieście Arlon, gdzie od trzech i pół miesiąca toczył się belgijski proces stulecia.

Przysięgli podtrzymali wszystkie zarzuty, jakie pedofilowi postawiła prokuratura, również zarzut zabójstwa - jedyny, do którego Dutroux się nie przyznawał. Za potrójne zabójstwo grozi dożywotnie więzienie.

Ani Dutroux, ani trojga jego wspólników - byłej żony Michelle Martin oraz Michela Nihoula i Michela Lelievre'a - nie było wczoraj na sali sądowej. Były natomiast dwie ofiary pedofilów - Laetitia Delhez i Sabine Dardenne. Obie zeznawały w procesie.

Przysięgli nad werdyktem deliberowali aż trzy dni, od poniedziałku rano. Przez ten czas musieli przewertować ogromną ilość akt sprawy (400 tysięcy stron!) i odpowiedzieć na 243 szczegółowe pytania, dotyczące winy czworga oskarżonych. Sprawa była bowiem wielowątkowa i skomplikowana.

Z sześciu dziewczynek, które padły ofiarą gangu, dwie zostały zamordowane, dwie, przetrzymywane w piwnicy w domu Dutroux w Charleroi, zmarły z głodu (pedofil w owym czasie trafił do więzienia za kradzież, a jego żona nie uważała za stosowne karmić dzieci, bo, jak zeznawała, obu ośmiolatek się bała), dwie przeżyły.

One również po uprowadzeniu były trzymane w tej samej piwnicy. Policja, poszukująca porwanych, znalazła je w sierpniu 1996 roku. W dwa dni później Marc Dutroux został aresztowany. Potem zatrzymano pozostałych.

Wszystkie dziewczynki, jak wykazały badania zamordowanych i jak wynikało z zeznań Sabine i Laetitii, były wielokrotnie gwałcone, bite i torturowane.

Przysięgli orzekli także, że Dutroux zabił Bernarda Weinsteina, w swoim czasie wspólnika, i że to on kierował szajką porywaczy. Odrzucili zatem jego linię obrony. Dutroux przez cały czas procesu utrzymywał, że był tylko trybikiem w większej machinie. Twierdził, że działał na zlecenie, a człowiekiem, którym miał przekazywać mu "zamówienia", był współoskarżony Michel Nihoul. Ale przysięgli nie uznali Nihoula za winnego porywania dziewcząt, choć w tej kwestii nie byli jednomyślni. Uznali tylko, że należał do szajki, która zajmowała się handlem ludźmi, narkotykami i fałszywymi dokumentami. Grozi mu za to 20 lat więzienia. Natomiast 35 lat pozbawienia wolności grozi Michelle Martin i Michelowi Lelievre'owi, którzy, zdaniem przysięgłych, uczestniczyli w porwaniach, przetrzymywaniu i torturowaniu dziewczynek.

Wymiar kary sąd ogłosi najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu. Decyzję podejmie wspólnie z przysięgłymi, uzwględniwszy stanowisko wszystkich stron. Owa zwłoka nie jest przypadkowa - daje oskarżycielom, obronie i samym oskarżonym możliwość ustosunkowania się do decyzji przysięgłych.

- Poczułam ulgę, gdy ta sprawa została zamknięta - skomentowała wyrok Loisa Lejeune, matka Julie, jednej z zamordowanych dziewczynek. Ale nie wszyscy podzielają tę opinię. Dla wielu sprawa wcale nie jest zamknięta. Uważają oni bowiem, że proces nie przyniósł odpowiedzi na podstawowe pytanie: Czy Dutroux i jego wspólnicy rzeczywiście działali sami?

T.T.S., REUTERS, AFP, BBC

Za "Rzeczpospolita" z dn. 18.06.2004 r.


Belgia

Proces pedofila i mordercy Marca Dutroux dobiega końca

Dwieście trudnych pytań

Czy Marc Dutroux, belgijski pedofil, uprowadził i gwałcił sześć dziewczynek? Czy zamordował cztery z nich? Proces trwał trzy i pół miesiąca. Od trzech dni ława przysięgłych naradza się w kwestii wyroku. Z uwagi na złożoność sprawy ogłoszenie decyzji przełożono ze środy na dziś.

Przysięgli mają niełatwe zadanie. Muszą ustosunkować się do 243 szczegółowych pytań, które dotyczą działań nie tylko samego Dutroux, ale także trojga jego wspólników - jego byłej żony Michelle Martin, narkomana i kryminalisty Michela Lelievre'a oraz biznesmena Michela Nihoula. Dutroux podczas procesu utrzymywał, że działał na zlecenie Nihoula i że to on był prawdziwym szefem siatki pedofilów. Ustalenie, jaką właściwie rolę odgrywał Nihoul, to, zdaniem obserwatorów, sprawa kluczowa dla oceny działalności całej szajki. Chodzi o to, czy oskarżeni działali sami czy też porywali dziewczynki po to, by dostarczyć je innym - wysoko postawionym - osobistościom.

Na trop Marca Dutroux, który już wcześniej był skazany za czyny lubieżne wobec dzieci, policja wpadła w 1996 roku. Potwór z Charleroi, jak nazwała go prasa i opinia publiczna, został aresztowany latem owego roku. W piwnicy jego domu znaleziono dwie porwane dziewczynki - Sabine Dardenne, przetrzymywaną tam przez blisko trzy miesiące, i Laetitię Delhez, trzymaną od sześciu dni. W ogrodzie odkopano zwłoki dwóch innych - Julie Lejeune i Melissy Russo. Obie miały po osiem lat, obie zmarły śmiercią głodową na początku 1996 roku, gdy Dutroux za kradzież znalazł się w więzieniu. W innej posiadłości Dutroux znaleziono zwłoki dwóch zamordowanych kilkunastolatek -17-letniej An Marchal i 19-letniej Eefje Lambrecks.

Wszystkie dziewczęta, jak wykazały badania, były bite, torturowane i wielokrotnie gwałcone. Do tego i do porwania Dutroux się przyznaje, ale uparcie twierdzi, że żadnej z nich nie zabił. Jeżeli zostanie uznany za winnego, grozi mu kara dożywotniego więzienia. Wymiar kary, orzeczony wspólnie przez sędziów i przysięgłych, zostanie ogłoszony w przyszłym tygodniu.

Sprawa pedofilów wstrząsnęła Belgią nie tylko z powodu jej drastycznego charakteru i podejrzeń, że za Dutroux i Nihoulem mogą się kryć inni. Szokująca okazała się opieszałość i nieudolność organów śledczych i wymiaru sprawiedliwości. W czasie gdy Sabine i Laetitia były trzymane w piwnicy, policjanci dwukrotnie przeszukali dom Dutroux, ale nie znaleźli dziewczynek! Po aresztowaniu zboczeńca i jego wspólników przez Belgię przetoczyła się więc fala marszów ulicznych i akcji protestacyjnych.

Procesowi towarzyszą wyjątkowe środki ostrożności. Oskarżeni są umieszczeni za kuloodpornym szkłem, a do ochrony i pilnowania porządku w małym miasteczku Arlon oddelegowano aż 300 policjantów. W ciągu trzech i pół miesiąca, bo tyle trwał proces, przesłuchano 450 świadków. Na złożenie zeznań przed sądem, mimo wahań, zdecydowały się także Sabine i Laetitia, jedyne żyjące ofiary Dutroux.

T.T.S., AFP, AP, BBC

Za "Rzeczpospolita" z dn. 17.06.2004 r.


Dutroux uznany za winnego

Ława przysięgłych w procesie belgijskiego mordercy-pedofila Marca Dutroux uznała dzisiaj, że jest on winny uprowadzenia, maltretowania i wielokrotnego zabójstwa. Za trzykrotne zabójstwo Dutroux grozi kara dożywotniego więzienia.

12 przysięgłych w Arlon (południowo-wschodnia Belgia) uznało, że Dutroux zamordował w połowie lat 90. dwie dziewczyny - 17- i 19-letnią. Zabił także swego ówczesnego wspólnika Bernarda Weinsteina.

47-letni Dutroux jest też winny, jako szef przestępczej grupy, porwania i maltretowania łącznie sześciu dziewcząt.

Jednocześnie ława przysięgłych uwolniła w czwartek głównego współoskarżonego w procesie, biznesmena Michela Nihoula, od odpowiedzialności za porwania dziewcząt w latach 1995-96. Decyzja nie zapadła jednomyślnie - za uznaniem winy Nihoula opowiedziało się siedmiu przysięgłych, przeciwko było pięciu. Wobec braku wymaganej większości do ogłoszenia werdyktu, sprawę winy biznesmena odesłano do ponownego rozpatrzenia przez skład sędziowski. Nihoul został natomiast uznany za winnego udziału w przestępczej siatce, zajmującej się handlem narkotykami, ludźmi i fałszywymi dokumentami, za co grozi mu do 20 lat więzienia.

Nihoul twierdził od początku procesu, że jest niewinny, natomiast Marc Dutroux przedstawiał go jako głównego koordynatora siatki pedofilii, siebie samego sprowadzając jedynie do roli "trybiku większej machiny".

Określanie wymiaru kary dla Dutroux i trojga współoskarżonych może nastąpić prawdopodobnie dopiero w przyszłym tygodniu - podała agencja dpa.

Odczytanie werdyktu odbyło się w całkowitej ciszy, w obecności Sabine Dardenne i Laetitii Delhez, które jako jedyne z porwanych dziewcząt przeżyły koszmar uwięzienia przez Dutroux, a także rodzin kilku innych ofiar. - Poczułam ulgę. Jedna stronica została zamknięta - powiedziała Loisa Lejeune, matka 8-letniej Julii, która jako jedna z pierwszych została porwana i zabita.

Na sali nie było natomiast Dutroux, jego byłej żony Michelle Martin i dwóch innych współoskarżonych. Zostaną oni zapoznani z werdyktem dopiero po tym, gdy przewodniczący ławy przysięgłych udzieli odpowiedzi na wszystkie 243 pytania o winę czwórki oskarżonych.

Proces w Arlon toczył się od 1 marca, wzbudzając olbrzymie zainteresowanie w Belgii i poza jej granicami. Dla tamtejszego społeczeństwa koszmar trwał faktycznie od aresztowania Dutroux w 1996 roku. Porwania i morderstwa dziewcząt sprawiły, że w oczach świata, jak pisze Reuter, Belgia stała się synonimem pedofilii. Pojawiły się także pytania o ewentualny współudział policji i polityków.

Nieudolne śledztwo w sprawie zaginionych dziewcząt zrodziło u wielu Belgów podejrzenie, że Dutroux działał pod ochroną pedofilskiej siatki, do której należały wpływowe osobistości. 68 proc. uczestników sondażu, przeprowadzonego kilka dni przed rozpoczęciem procesu 1 marca, wyraziło przekonanie, że Dutroux korzystał z protekcji "na wysokich szczeblach". Sam główny oskarżony świadomie rozgrywał ten wątek, twierdząc, że był tylko "niechętnym wspólnikiem" szerszej siatki.

Za serwisem INTERIA.PL z dn. 17.06.2004 r.


Dutroux uznany winnym porwań, gwałtów i morderstw

Ława przysięgłych w procesie belgijskiego mordercy-pedofila Marca Dutroux uznała, że jest on winny uprowadzenia, gwałcenia i wielokrotnego zabójstwa. Za trzykrotne zabójstwo Dutroux grozi kara dożywotniego więzienia.

12 przysięgłych w Arlon (południowo-wschodnia Belgia) uznało, że Dutroux zamordował w połowie lat 90. dwie dziewczyny - wówczas w wieku 17 i 19 lat. Zabił także swego ówczesnego wspólnika Bernarda Weinsteina.

47-letni Dutroux jest też winny, jako szef przestępczej grupy, porwania i maltretowania łącznie sześciu dziewcząt.

Określanie wymiaru kary dla Dutroux i trojga jego współoskarżonych może nastąpić prawdopodobnie dopiero w przyszłym tygodniu - podała agencja dpa.

Proces w Arlon toczył się od 1 marca, wzbudzając olbrzymie zainteresowanie w Belgii i poza jej granicami.

Za serwisami WP, Onet.pl z dn. 17.06.2004 r.


Opinia ekspertów: Dutroux jest psychopatą

Marc Dutroux, odpowiadający przed belgijskim sądem za porwania, pedofilię i morderstwa, jest psychopatą, który doskonale wiedział, co robi - zeznali biegli psychiatrzy.

Psychiatra Walter Denys powiedział, że w swej karierze zawodowej przestudiował osobowość około 3 tysięcy ludzi i u Dutroux stwierdził wyraźne objawy psychopatii - zaburzenia osobowości, charakteryzującego się zachowaniami egocentrycznymi, amoralnymi i aspołecznymi.

Dutroux jest "trzecim psychopatą, z którym zetknąłem się w mojej karierze i prawdopodobnie jest on najgorszym przypadkiem" - powiedział Denys sądowi w Arlon, w zachodniej Belgii.

Według tego psychiatry, Dutroux rzadko okazuje emocje, jest aspołeczny i stwarza zagrożenie dla społeczeństwa. Oskarżony wiedział, co robi, a jednocześnie próbował manipulować wszystkimi wokół niego dla osobistych korzyści.

Psychiatrzy ustalili, że Dutroux, choć jest psychopatą, nie jest niepoczytalny w sensie klinicznym i wykazuje normalny poziom inteligencji.

Proces, który toczy się od 1 marca, dotyczy uprowadzenia przez Dutroux i jego wspólników sześciu dziewczynek, w tym czterech, które poniosły śmierć w okresie uwięzienia. Przeżyły jedynie 12- letnia wówczas Sabine Derdenne i 14-letnia Laetitia Delhez. Były więzione przez Dutroux od czerwca 1995 do sierpnia 1996 roku.

Za serwisem WP z dn. 05.05.2004 r.


Belgia/ Opinia ekspertów: Dutroux jest psychopatą

Marc Dutroux, odpowiadający przed belgijskim sądem za porwania, pedofilię i morderstwa, jest psychopatą, który doskonale wiedział, co robi - zeznali w środę biegli psychiatrzy.

Psychiatra Walter Denys powiedział, że w swej karierze zawodowej przestudiował osobowość około 3 tysięcy ludzi i u Dutroux stwierdził wyraźne objawy psychopatii - zaburzenia osobowości, charakteryzującego się zachowaniami egocentrycznymi, amoralnymi i aspołecznymi.

Dutroux jest "trzecim psychopatą, z którym zetknąłem się w mojej karierze i prawdopodobnie jest on najgorszym przypadkiem" - powiedział Denys sądowi w Arlon, w zachodniej Belgii.

Według tego psychiatry, Dutroux rzadko okazuje emocje, jest aspołeczny i stwarza zagrożenie dla społeczeństwa. Oskarżony wiedział, co robi, a jednocześnie próbował manipulować wszystkimi wokół niego dla osobistych korzyści.

Psychiatrzy ustalili, że Dutroux, choć jest psychopatą, nie jest niepoczytalny w sensie klinicznym i wykazuje normalny poziom inteligencji.

Proces, który toczy się od 1 marca, dotyczy uprowadzenia przez Dutroux i jego wspólników sześciu dziewczynek, w tym czterech, które poniosły śmierć w okresie uwięzienia. Przeżyły jedynie 12-letnia wówczas Sabine Derdenne i 14-letnia Laetitia Delhez. Były więzione przez Dutroux od czerwca 1995 do sierpnia 1996 roku.

Za serwisem "Dziennika Internetowego" PAP z dn. 05.05.2004 r.


Belgia/ Proces Dutroux: wizja lokalna w domu pedofila

Sąd przysięgłych z Arlon (południowo-wschodnia Belgia), przed którym toczy się proces mordercy-pedofila Marca Dutroux, we wtorek udał się na wizję lokalną do domu oskarżonego w Marcinelle na przedmieściu Charleroi (południe kraju), gdzie przetrzymywał on swoje uprowadzone ofiary.

Wizja odbyła się wczesnym popołudniem. Sąd obejrzał zamaskowany schowek w piwnicy, gdzie uprowadzone dziewczynki były więzione przez większość czasu, oraz niektóre inne pomieszczenia domu.

Wizji lokalnej towarzyszyły szczególne środki bezpieczeństwa: cały kwartał, w którym położony jest dom Dutroux, został zamknięty dla ruchu, w rejonie rozmieszczono 380 policjantów.

Według belgijskiej telewizji publicznej RTBF, oskarżony był obecny na miejscu. Został tam przetransportowany rano wraz z dwojgiem współoskarżonych - byłą żoną Michelle Martin i wspólnikiem Michelem Lelievre. Czwarty oskarżony w procesie - były biznesmen Michel Nihoul - który odpowiada z wolnej stopy, odmówił udziału w wizji i był reprezentowany przez swego adwokata.

W wizji uczestniczyły natomiast rodziny ofiar Dutroux oraz dwie dziewczyny, dziś już dorosłe, którym udało się przeżyć niewolę u pedofila - 20-letnia Sabine Dardenne i 22-letnia Laetitia Delhez. Towarzyszyli im krewni. W czasie wizji lokalnej nie zadawano żadnych pytań. Po wizycie w domu w Marcinelle we wtorek po południu wznowiona zostanie rozprawa w Arlon, odległym o 180 km.

Proces, który toczy się od 1 marca, dotyczy uprowadzenia przez Dutroux i jego wspólników sześciu dziewczynek, w tym czterech, które poniosły śmierć w okresie uwięzienia. Przeżyły jedynie 12-letnia wówczas Sabine Derdenne i 14-letnia Laetitia Delhez. Były one więzione przez Dutroux od czerwca 1995 do sierpnia 1996 roku.

Za serwisem "Dziennika Internetowego" PAP z dn. 27.04.2004 r.


Burmistrz chce zburzyć dom pedofila-mordercy

Władze miejskie Charleroi w zachodniej Belgii chcą zburzyć dom pedofila-mordercy Marca Dutroux. Zamiar ten burmistrz miasta Jacques van Gompel przedstawił w wywiadzie telewizyjnym, a potwierdziła w czwartek jego rzeczniczka.

Położony na przedmieściu Marcinelle w Charleroi dom Dutroux, w którym więził on i torturował swoje ofiary, stoi pusty od momentu aresztowania pedofila w 1996 r. We wtorek odbyła się w nim wizja lokalna z udziałem sędziów, oskarżonego i świadków w procesie Dutroux, toczącym się przed sądem w odległym o 180 km Arlon.

Nikt nie chce mieszkać w tym domu - powiedział burmistrz. Dlatego powinien zostać zburzony, kiedy nie będzie już do niczego potrzebny w procesie Dutroux i trójki współoskarżonych.

W domu tym Dutroux w latach 1995-96 więził i gwałcił sześć dziewczynek. Cztery z nich zmarły.

Za serwisem Onet.pl z dn. 29.04.2004 r.


Nawet obrońca był oburzony słowami Dutroux

Zeznająca przed belgijskim sądem jedna z dwóch ocalałych ofiar pedofila Marca Dutroux zwróciła się do sędziego o uciszenie oskarżonego. Oburzenie z powodu wypowiedzi swego klienta wyraził nawet jego obrońca.

20-letnia Sabine Dardenne zeznawała drugi dzień.

Zaprotestowała ona wobec wypowiedzi Dutroux, który zasugerował, że porwał w roku 1996 inną dziewczynkę, by Sabine miała towarzystwo.

"Czy nie ma możliwości uciszenia tego człowieka?" - zapytała dziewczyna zeznając we wtorek przed sądem.

Była też oburzona, gdy Dutroux oświadczył, że ochronił ją przed siecią pedofilską, która uśmierciła inne dziewczynki.

"To, jeśli dobrze rozumiem, oznacza, że powinnam być wdzięczna" - powiedziała Dardenne.

Jako 12-letnia dziewczynka w roku 1996 została ona uprowadzona przez Dutroux i przez 80 dni była przetrzymywana w skrytce urządzonej w piwnicy. Dziewczynka była tak sterroryzowana, że nawet nie myślała o ucieczce.

Dziewczynkę znaleziono w dwa dni po aresztowaniu w sierpniu 1996 roku Dutroux wraz z jego ówczesną żoną i jeszcze jedną osobą.

Wraz z Dardenne została uratowana wówczas obecnie 22-letnia Laetitia Delhez. Delhez ma składać zeznania jeszcze dzisiaj.

Obrońca Dutroux, Ronny Baudewyn, przyznał, że niekiedy jest oburzony tym, co mówi jego klient, nie mniej niż jego ofiary.

Proces, który toczy się od 1 marca przed sądem w Arlon (południowo-wschodnia Belgia), dotyczy uprowadzenia przez Dutroux i jego wspólników sześciu dziewczynek, z których cztery zostały zamordowane.

Siedem pierwszych tygodni procesu nie pozwoliło rozstrzygnąć definitywnie kluczowej kwestii tej sprawy, która w 1996 r. wstrząsnęła Belgią: czy pedofil uprowadzał swe ofiary dla zaspokojenia własnych popędów, na co wydaje się wskazywać wynik śledztwa, czy też dziewczynki miały być przekazywane rozległej siatce pedofilskiej, jak utrzymuje sam oskarżony.

Za serwisem Onet.pl z dn. 20.04.2004 r.


Pedofil porywał "dla towarzystwa"

Podczas zeznań Sabine Dardenne - jednej z ofiar pedofila Marca Dutroux - sądzony zasugerował, że porwał w roku 1996 inną dziewczynkę, by Sabine miała towarzystwo. Oburzenie z powodu wypowiedzi swego klienta wyraziła nawet jego obrońca.

Wtorek był drugim dniem zeznań 20-letniej Sabine Dardenne. Zaprotestowała ona wobec wypowiedzi Dutroux. "Czy nie ma możliwości uciszenia tego człowieka?" - zapytała dziewczyna.

Dardenne była też oburzona, gdy Dutroux oświadczył, że ochronił ją przed siecią pedofilską, która uśmierciła inne dziewczynki. "To, jeśli dobrze rozumiem, oznacza, że powinnam być wdzięczna" - powiedziała Dardenne.

Jako 12-letnia dziewczynka w roku 1996 została ona uprowadzona przez Dutroux i przez 80 dni była przetrzymywana w skrytce urządzonej w piwnicy. Dziewczynka była tak sterroryzowana, że nawet nie myślała o ucieczce.

Dziewczynkę znaleziono w dwa dni po aresztowaniu w sierpniu 1996 roku Dutroux wraz z jego ówczesną żoną i jeszcze jedną osobą. Wraz z Dardenne została uratowana wówczas obecnie 22-letnia Laetitia Delhez. Delhez ma składać zeznania jeszcze we wtorek.

Obrońca Dutroux, Ronny Baudewyn, przyznał, że niekiedy jest oburzony tym, co mówi jego klient, nie mniej niż jego ofiary. Proces, który toczy się od 1 marca przed sądem w Arlon (południowo-wschodnia Belgia), dotyczy uprowadzenia przez Dutroux i jego wspólników sześciu dziewczynek, z których cztery zostały zamordowane.

Siedem pierwszych tygodni procesu nie pozwoliło rozstrzygnąć definitywnie kluczowej kwestii tej sprawy, która w 1996 r. wstrząsnęła Belgią: czy pedofil uprowadzał swe ofiary dla zaspokojenia własnych popędów, na co wydaje się wskazywać wynik śledztwa, czy też dziewczynki miały być przekazywane rozległej siatce pedofilskiej, jak utrzymuje sam oskarżony.

Za serwisem WP z dn. 20.04.2004 r.


Zeznania ofiary beligijskiego pedofila

Przed sądem, przed którym toczy się proces belgijskiego pedofila - mordercy Marca Dutroux, wystąpiła jako świadek jedna z ofiar przestępcy, 20- letnia dziś Sabine Dardenne.

Jako 12-letnia dziewczynka w 1996 r. została uprowadzona przez niego i przez 80 dni była przetrzymywana w skrytce urządzonej w piwnicy. Dziewczynka była tak sterroryzowana przez Dutroux, że nawet nie myślała o ucieczce. Porywacz groził jej, że jak nie będzie "grzeczna", to zginie.

Starając się zapanować nad zdenerwowaniem, Sabine Derdenne opowiadała, jak oskarżony gwałcił ją wielokrotnie. Jeśli była uległa, czasem pozwalał jej oglądać telewizję. W przeciwnym wypadku musiała pozostawać zamknięta w piwnicy lub sprzątać cały dom.

"Chciałabym dowiedzieć się od niego, który zarzucał mi zły charakter, dlaczego mnie nie zabił" - powiedziała przed sądem.

Zeznając do mikrofonu w klatce z kuloodpornego szkła, najbardziej znienawidzony człowiek w Belgii oświadczył z ławy oskarżonych, że nigdy nie zamierzał zabić Sabine. "Przyznaję, że wykorzystywałem ją i za to biorę odpowiedzialność" - powiedział Dutroux.

Pod koniec zeznań Sabine zasłabli rodzice dwóch innych ofiar Dutroux, obecni na procesie - matka Laetitii Delhez, drugiej dziewczyny, która przeżyła uprowadzenie, i Pol Marechal, ojciec An Marechal, jednej z czterech dziewczynek, o których śmierć oskarżany jest sądzony pedofil. Obydwoje zostali przewiezieni do szpitala ma obserwację. Zapewniono, że ich stan nie jest poważny.

Proces, który toczy się od 1 marca, dotyczy uprowadzenia przez Dutroux i jego wspólników sześciu dziewczynek, w tym czterech zmarłych w okresie uwięzienia. Poza Sabine Derdenne przeżyła jedynie 14-letnia wówczas Laetitia Delhez, która ma zeznawać przed sądem we wtorek.

Siedem pierwszych tygodni procesu nie pozwoliło rozstrzygnąć definitywnie kluczowej kwestii tej sprawy, która w 1996 r. wstrząsnęła Belgią: czy pedofil uprowadzał swe ofiary dla zaspokojenia własnych popędów, na co wydaje się wskazywać wynik śledztwa, czy też dziewczynki miały być przekazywne rozległej siatce pedofilskiej, jak utrzymuje sam oskarżony.

Za serwisem WP z dn. 19.04.2004 r.


Xavier Magnée

68-letni belgijski adwokat Xavier Magnée znalazł się w centrum zainteresowania, gdy w miasteczku Arlon rozpoczął się długo oczekiwany proces pedofila i wielokrotnego mordercy Marca Dutroux. Czy Magnée jest w stanie wybronić znienawidzonego przez Belgów przestępcę? No i jak można w ogóle bronić Dutroux? Magnée, który spędził w sądach 43 lata życia, występując w wielu głośnych sprawach, wciąż musi się tłumaczyć ze swojej decyzji. Wyjaśnia, że nie mógł odmówić podjęcia obrony, gdy Dutroux skierował do niego osobisty list, przypominając, że "odwaga jest cechą wielkich adwokatów". Magnée słynie ze swojej elegancji i wirtuozerii słowa. A także z tego, że pracuje sam - bez gromady młodych asystentów i nowoczesnej techniki. To niełatwe w przypadku sprawy, której akta liczą 500 tys. stron.

W przededniu procesu Belgia podzieliła się na "wierzących" (tych, którzy sądzą, że za Dutroux stała wielka pedofilska siatka osłaniana przez ludzi na wysokich stanowiskach) oraz "niewierzących" (przekonanych, że oskarżony to zboczeniec, który działał sam). Magnée uważa, że to pierwsza wersja jest prawdziwa. Będzie też dowodził, że Dutroux sam był ofiarą - rodziny i społeczeństwa: jako chłopiec był poniewierany przez rodziców, którzy w końcu się rozeszli, potem jego matka związała się z młodszym o 17 lat mężczyzną, którego Marc nienawidził. Kiedy więc zabijał i gwałcił, nie czuł wyrzutów sumienia, tylko pogardę. Sam Dutroux też uważa się za ofiarę, bo w więzieniu pozbawiono go sera i mleka - sam karmił ofiary mrożonym końskim mięsem przeznaczonym dla psów. Pierwszy dzień rozprawy nie był jednak zbyt emocjonujący: oskarżony na kilka minut nawet się zdrzemnął...

Za tygodnikiem FORUM z dn. 08.03.2004 r. - na podstawie pisma L'Hebdo.


Belgijski proces stulecia

Marc Dutroux porywał on dziewczynki, aby zaspokoić własne perwersyjne zachcianki - taką tezę podtrzymuje w czasie procesu belgijski sędzia śledczy Jacques Langlois.

Przed sądem przysięgłych w Arlon, Langlois powiedział, że jednym z dowodów na to, że Dutroux działał pod wpływem impulsu, a nie planowo i na zlecenie, było to, że kiedy w czerwcu 1995 roku porwał swoje pierwsze ofiary, nie miał jeszcze przygotowanej dla nich kryjówki-celi w piwnicy własnego domu.

Langlois polemizował z sugestiami rodziców ofiar i części mediów, że dziewczynki porywano na zlecenie siatki pedofilskiej.

Mordercy i pedofilowi Dutroux zarzuca się, że porwał i więził łącznie sześć dziewczynek i zamordował cztery z nich. Jest też oskarżony o zamordowanie jednego ze wspólników i zgwałcenie trzech Słowaczek. Jego żona i dwaj inni wspólnicy odpowiadają za to, że - różnym stopniu - mu w tym pomagali.

Wydarzeniem poniedziałkowym "wydarzeniem" była zgoda Dutroux, żeby fotoreporterzy i kamerzyści telewizyjni robili mu zdjęcia. Przed tygodniem skorzystał z prawa oskarżonego do "ochrony wizerunku" i skłonił sąd, żeby wydał zakaz robienia mu zdjęć w sali sądowej.

Teraz Dutroux zmienił zdanie, żeby - jak powiedział - uniknąć zarzutów, iż próbuje manipulować prasą.

Za serwisem WP z dn.08.03.2004 r.


Pedofil-morderca przed sądem

Przed sądem przysięgłych w belgijskim mieście Arlon rozpoczyna się drugi tydzień procesu pedofila-mordercy Marca Dutroux i jego wspólników.

Przez cały tydzień jako świadek w sprawie ma zeznawać sędzia śledczy Jacques Langlois. Kierował on śledztwem przez siedem i pół roku - od czasu odsunięcia poprzedniego sędziego śledczego Jeana- Marca Connerotte'a w październiku 1996 r.

W przeciwieństwie do poprzednika Langlois będzie zapewne bronił tezy, że banda Dutroux nie była powiązana z żadną siatką pedofilską i że głównym motywem zbrodni były jego perwersyjne zachcianki.

Akt oskarżenia zarzuca Dutroux i - w różnym stopniu - jego wspólnikom porwanie, uwięzienie, zgwałcenie łącznie sześciu belgijskich dziewczynek i zamordowanie dwóch z nich. Ponadto odpowiada on za zgwałcenie trzech Słowaczek.

Sędzia śledczy Langlois był w minionych latach oskarżany przez część rodziców ofiar i opinii publicznej o zbyt skwapliwe odsuwanie na bok wszelkich śladów mogących świadczyć o zaangażowaniu w porwania osób trzecich. Są one przedmiotem osobnego śledztwa, które jeszcze nie zostało formalnie zakończone.

Zainteresowanie zeznaniami Langlois jest tym większe, że od 1996 r. Langlois skrupulatnie przestrzegał przepisów zabraniających mu kontaktów z mediami. Konsekwentnie nie odpowiadał na krytykę sposobu, w jaki prowadził śledztwo. Poniedziałkowa prasa belgijska pisze, że ma wreszcie okazję zbić argumenty przeciwników.

Innym problemem, który nurtuje media, jest zakaz fotografowania Dutroux w sądzie, wydany przez przewodniczącego składu sędziowskiego na wniosek samego oskarżonego. Skorzystał on z prawa do ochrony swego wizerunku, ale jego obrońcy sygnalizowali w niedzielę, że być może z niego zrezygnuje.

W ubiegłym tygodniu zakaz fotografowania złamało kilka gazet, co skłoniło sędziego do cofnięcia akredytacji ich fotoreporterom. Kiedy w belgijskiej wersji słynnego magazynu "Paris Match" ukazały się świeże zdjęcia Dutroux zrobione w więzieniu w Arlon, wszczęto dochodzenie i zawieszono w czynnościach jednego ze strażników.

Za serwisem WP z dn. 08.03.2004 r.


Belgia Proces pedofila Marca Dutroux - Zeznaje główny oskarżony

Porwania tak, morderstwa nie

- Przyznaję się do winy i żałuję - powiedział pedofil Marc Dutroux w trzecim dniu procesu, który toczy się przed sądem w belgijskim mieście Arlon. Dutroux potwierdził, że porywał dziewczynki i gwałcił je, ale zapewniał, że żadnej z nich nie zamordował.

Dutroux zaczął wczoraj składać zeznania. Ale wbrew zapowiedziom adwokatów, którzy twierdzili, że oskarżony ujawni swe powiązania i poda nazwiska wspólników, żadnych sensacji nie było. - Dutroux przedstawi także powody, dla których dopiero teraz zaczyna mówić prawdę. Poda nazwiska, które zna i które może podać. Kiedy jest się elementem jakiejś organizacji, nie zna się przecież wszystkich. Zna się tylko tych, którzy są bezpośrednio nad nami i pod nami - tłumaczył dziennikarzom Ronny Baudewijn, jeden z obrońców.

Oskarżony złożył obszerne zeznania, w których dowodził, że nie ma nic wspólnego z porwaniem dwóch pierwszych dziewczynek, Julie Lejeune i Melissy Russo. Kiedy wrócił do domu, po prostu je tam znalazł. Dlaczego trzymał je w zamaskowanej komórce w piwnicy domu? Po to, by obie dziewczynki, zaledwie ośmioletnie, chronić przed zakusami ludzi, którzy chcieli zmusić je do prostytucji, zwłaszcza Michela Nihoula - człowieka, który wraz z nim znalazł się na ławie oskarżonych. Dlaczego obie zmarły? Z winy jego ówczesnej żony Michelle Martin. On sam trafił na trzy miesiące do więzienia, a żona zapomniała, że trzeba im dać jeść.

Marc Dutroux przyznał, że rzeczywiście porwał dwie następne ofiary, kilkunastolatki An Marchal i Eefje Lambrecks. Zrobił to, by zaspokoić żądania tych, którzy chcieli skrzywdzić Julie i Melissę. An i Eefje uprowadził przy pomocy trzech ludzi: Michela Lelievre'a, również współoskarżonego w procesie, oraz dwóch innych, którzy - jak się później okazało - byli policjantami. Dutroux nie podał ich nazwisk. Powiedział tylko, że zamierzali zmusić An i Eefje do prostytucji. - Nie przyszło mi do głowy, że chcą je zabić. To straszna sprawa - powiedział. Z autopsji wynikało, że obie zostały odurzone narkotykami i pogrzebane żywcem.

Dutroux twierdzi, że w żadnym morderstwie nie brał udziału, nie wie, co to pedofilia ("dla mnie to była chińszczyzna"), a działał na zlecenie gangu pedofilów, którzy mieli możnych protektorów w policji i w świecie polityki. Winą za to, co stało się z porwanymi dziewczynkami, obarczał innych współoskarżonych, w tym byłą żonę, a także Bernarda Weinsteina, dawnego wspólnika, zamordowanego parę lat temu. Była żona, która wczoraj również zeznawała, nie pozostała mu dłużna. Twierdzi, że to Dutroux zabił Weinsteina.

T.T.S., AFP, REUTERS, AP, DPA

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 04.03.2004 r.


Gwałciłem razem z policją

Proces w Arlon. Pierwsze zeznania belgijskiego króla zwyrodnialców

Dwóch policjantów brało udział w porwaniu i zgwałceniu w 1995 roku nastolatek An Marchal i Eefje Lambrecks - oświadczył pedofil-morderca Marc Dutroux w swoim pierwszym wystąpieniu przed sądem.

Drugi dzień belgijskiego "procesu stulecia" zaczął się od odczytania aktu oskarżenia. Prokurator Michel Bourlet zarzucił Dutroux, że był szefem pedofilskiej bandy, która porwała i więziła sześć dziewczynek oraz poddała je torturom zakończonym śmiercią czterech z nich. Osobiście zbrodniarz odpowiada za śmierć dwóch porwanych i swego wspólnika Bernarda Weinsteina oraz za zgwałcenie dziewięciu dziewczynek i nastolatek. Zarzuca mu się też kradzież dwóch samochodów z użyciem przemocy, handel narkotykami, udział w organizacji przestępczej handlującej ludźmi, narkotykami, sfałszowanymi dokumentami i samochodami.

Dutroux wczoraj po raz pierwszy miał okazję, żeby publicznie wytłumaczyć się z tych czynów. W czasie trwającego siedem i pół roku śledztwa do opinii publicznej docierały tylko fragmentaryczne przecieki, dlatego jego zeznań oczekiwano z wielkim napięciem. We wtorek główny obrońca zbrodniarza, Xavier Magnee, publicznie zaapelował do niego, żeby powiedział "całą prawdę". Potwór oświadczył wczoraj, że on sam, jego wspólnik Michel Lelievre oraz jeden z policjantów razem zgwałcili nastoletnią dziewczynę. Nie pamiętał jednak nazwisk współpracujących z gangiem funkcjonariuszy. Zdecydowanie zaprzeczył, że zamordował ofiary. Według dotychczasowych ustaleń, zostały one zakopane żywcem w ogrodzie jednego z domów Dutroux.

Swoich wspólników, a zwłaszcza Michela Nihoula, zwyrodnialec obciążył też odpowiedzialnością za porwanie w czerwcu 1995 roku dwóch ośmioletnich dziewczynek - Julie Lejeune i Melissy Russo. One także zostały rok później znalezione martwe w jednym z domów pedofila.

Adwokaci Dutroux starają się przekonać sąd, że był on tylko narzędziem potężniejszych i tajemniczych sił. Zarzucili oni prokuraturze, że zlekceważyła tropy mogące świadczyć o powiązaniach bandy z siatkami pedofilów czy sektą satanistów Abrasax. Media belgijskie zwracają uwagę, że w ten sposób obrona Dutroux zdaje się paradoksalnie przejmować stanowisko rodziców niektórych ofiar, głównie Julie i Melissy. Rodzice od dawna zarzucają prowadzącym śledztwo, że chcą potwierdzić z góry postawioną tezę: "Dutroux i jego banda działali wyłącznie na własną rękę". Mecenas Magnee zwrócił wczoraj uwagę na analizy DNA włosów i śladów krwi z kryjówki, gdzie przetrzymywano ofiary. Badania te wykazały, że przebywały tam również osoby trzecie, a nie tylko ofiary i ich zidentyfikowani oprawcy. Adwokat Dutroux zażądał też przesłuchania Reginy Louf - kobiety, która twierdzi, że w dzieciństwie uczestniczyła razem z oskarżonym w orgiach z udziałem belgijskich prominentów.

HENRYK WĄSZYŃSKI

Za dziennikiem "Życie Warszawy" z dn. 04.03.2004 r.


Dutroux zaprzecza swoim zbrodniom

Marc Dutroux, oskarżony o pedofilię i morderstwa oświadczył w środę przed belgijskim sądem w Arlon, że wraz z nim w porwaniu dziewczynek An Marchal i Eefje Lambrecks wzięło udział jeszcze dwóch policjantów. Dutroux zeznał, że on sam, jego wspólnik i zarazem współoskarżony Michel Lelievre oraz jeden z policjantów zgwałcili jedną z dziewczynek. Dutroux nie mógł jednak przypomnieć sobie nazwisk policjantów. Oskarżony stanowczo zaprzeczył, jakoby to on zamordował nastolatki. - Ich śmierć to katastrofa - przyznał. Dutroux obciążył również odpowiedzialnością za porwanie dwóch ośmioletnich dziewczynek drugiego współoskarżonego Michela Nihoula oraz swoją żonę. W 1995 roku Julie Lejeune i Melissa Russo były przetrzymywane w nieludzkich warunkach w domu Dutroux, torturowane, a później bestialsko zamordowane. Dutroux zeznał, że nawet był zły na swoją żonę, kiedy przyszedłszy do domu zastał w nim dwie dziewczynki: Julie i Melissę. Jednak żona przekonała go, żeby je zatrzymać. Z szokującą nawet samych sędziów precyzją opisał, jak zwoził cement i budował pod swoim domem kryjówkę, w której następnie trzymywał ofiary. Osobiście 47-letni Dutroux odpowiada za śmierć czterech dziewczyn i swego wspólnika Bernarda Weinsteina, za zgwałcenie 9 dziewczyn, porwanie 2 pozostałych ofiar, kradzież dwóch samochodów z użyciem przemocy, za udział w organizacji przestępczej handlującej ludźmi, narkotykami i fałszywymi dokumentami. Adwokaci pozostałych oskarżonych, oprócz obrońcy Michela Nihoula, nie zaprzeczają czynom, do których częściowo przyznali się ich klienci.

* Pozostali oskarżeni w sprawie: Michelle Martin, lat 44, żona Dutroux oskarżona o współudział w porwaniu i o gwałt na jednej z nastolatek;

Michel Nihoul, lat 62, biznesmen oskarżony o porwanie;

Michel Lelievre, lat 32, oskarżony o porwanie, gwałt, więzienie i torturowanie 4 dziewczynek, prowadzące do śmierci 2 z nich.

PAP, KARI, BBC.

Za dziennikiem "Życie" z dn. 04.03.2004 r.


Belgia Proces Marca Dutroux - Prokurator przedstawił akt oskarżenia

Zbrodnie punkt po punkcie

To człowiek, który rozumie zasady życia społecznego, ale albo je odrzuca, albo też wykorzystuje dla swych celów - tak Marca Dutroux, oskarżonego o pedofilię i morderstwa, scharakteryzował wczoraj prokurator. Obrona stara się przedstawić oskarżonego jako wyłącznie pośrednika, działającego na zlecenie siatki wpływowych pedofilów z najwyższych kręgów.

Wtorek był drugim dniem procesu Dutroux i trojga jego wspólników. Prokurator odczytał 56-stronicowy akt oskarżenia. Dutroux, oddzielony od publiczności kuloodporną szybą, nie siedział tak spokojnie jak poprzedniego dnia. Wiercił się, przygryzał palce, skubał wąsy, gdy prokurator Michel Bourlet zaczął, punkt po punkcie, wyliczać zbrodnie, o których popełnienie jest oskarżony - porwania dziewczynek, gwałty, wreszcie zamordowanie czterech z nich.

Uwaga obserwatorów skupiła się jednak na stanowisku obrony. Choć na sali sądowej mieli wystąpić później, w wypowiedziach dla mediów adwokaci nie kryli obranej linii. Dutroux, według nich, nie działał sam. Był tylko pośrednikiem, który na zlecenie wyszukiwał ofiary i zapewniał miejsca, gdzie je potem trzymano. Adwokat oskarżonego Xavier Magnee w telewizji RTBF przypomniał, że w Belgii trwa dyskusja o możliwości istnienia siatki pedofilów, z udziałem wysoko postawionych osób. Mieli oni, według niego, pomocników wykonujących różne zadania, z porwaniami włącznie. Sam Dutroux zresztą twierdzi, że takim pośrednikiem, między nim samym a zleceniodawcami, był Michel Nihoul, współoskarżony w procesie.

Obrońcy zamierzają także zwrócić uwagę na niedostatki śledztwa, przede wszystkim zlekceważenie ważnych, ich zdaniem, śladów.

Oświadczenie obrony wywołało gwałtowną reakcję adwokatów reprezentujących poszkodowanych przez Dutroux. Jeden mecenasów mówił, że obrona chce postawić "zasłonę dymną", aby uniemożliwić sądowi właściwą oceną rzeczywistych, tragicznych wydarzeń z lata 1996 roku.

t. t. s., dpa, afp, reuters

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 03.03.2004 r.


Dutroux oskarża policjantów o współudział w zbrodniach

Belgijski pedofil-morderca Marc Dutroux oświadczył w środę przed belgijskim sądem, że dwóch policjantów wzięło wraz z nim i jego wspólnikiem udział w porwaniu w 1995 roku An Marchal i Eefje Lambrecks, które rok później znaleziono martwe.

Środa to dla Dutroux pierwsza okazja, żeby publicznie wytłumaczyć się z popełnionych zbrodni.

"Cała prawda" wg Dutroux

Zbrodniarz oświadczył, że jego współoskarżony wspólnik Michel Lelievre, on sam i jeden z policjantów zgwałcili jedną z nastoletnich dziewczyn. Nie pamiętał nazwisk policjantów. Zdecydowanie zaprzeczył, że zamordował dziewczyny, a ich śmierć nazwał "katastrofą".

Swoich wspólników, a zwłaszcza współoskarżonego Michela Nihoula, obciążył też odpowiedzialnością za porwanie w czerwcu 1995 roku dwóch ośmioletnich dziewczynek, Julie Lejeune i Melissy Russo. Je także rok później znaleziono martwe w jednym z domów Dutroux.

W czasie trwającego siedem i pół roku śledztwa do opinii publicznej docierały tylko fragmentaryczne przecieki czy jego oświadczenia, przekazywane od czasu do czasu mediom bezpośrednio lub poprzez zmieniających się adwokatów.

We wtorek główny obrońca Dutroux, Xavier Magnee, publicznie zaapelował do swego klienta, żeby powiedział "całą prawdę". Przyznał, że nie jest pewien, co zrobi Dutroux.

Wcześniej, w drugim dniu procesu odbywającego się w położonym na południu Belgii mieście Arlon, odczytano akt oskarżenia. Prokurator Michel Bourlet zarzucił Dutroux, że był szefem bandy, która porwała i więziła sześć dziewczynek oraz poddała je torturom, które spowodowały śmierć czterech z nich.

Kto jest odpowiedzialny?

Osobiście Dutroux odpowiada za śmierć dwóch dziewczyn i swego wspólnika Bernarda Weinsteina, za zgwałcenie 9 dziewczyn (w tym trzech Słowaczek), porwanie czterech pozostałych ofiar, kradzież dwóch samochodów z użyciem przemocy, handel narkotykami, za udział w organizacji przestępczej handlującej ludźmi, narkotykami, sfałszowanymi dokumentami i samochodami.

Szefem tej organizacji był, według oskarżyciela, 62-letni Michel Nihoul, którego oskarżono także o porwanie Laetitii Delhez, jednej z dwóch dziewczynek, które przeżyły i które będą świadkami w procesie. Ponadto Nihoul odpowiada za kierowanie handlem narkotykiem ecstasy.

Żonie Dutroux, 40-letniej Michelle Martin i 32-letniemu Michelowi Lelievre'owi oskarżyciel zarzucił, że należeli do tej samej bandy, która porywała, więziła i torturowała dziewczynki. Ponadto Martin odpowiada za gwałt na jednej ze Słowaczek.

Lelievre został także oskarżony o udział w organizacji kierowanej przez Nihoula, a osobiście odpowiada ponadto za porwanie czterech dziewczynek, więzienie ich i torturowanie prowadzące do śmierci dwóch z nich, a także za udział w handlu narkotykami.

Tylko obrońcy Nihoula postanowili obstawać przy niewinności swego klienta. Według adwokatów Nihoula, między nim a Dutroux nie było "żądnych związków przestępczych".

Adwokaci pozostałych oskarżonych nie zaprzeczają czynom, do których częściowo przyznali się ich klienci i którymi nawzajem się obciążają. Ale obrona wskazuje na luki w śledztwie i w akcie oskarżenia, usiłuje osłabić odpowiedzialność swoich klientów, przypomina o wszystkim, co świadczyłoby, że byli tylko narzędziem.

Sataniści i prominenci

Adwokaci Dutroux zarzucili prokuraturze, że odłożyła na bok wszelkie ślady mogące świadczyć o powiązaniach bandy z siatkami pedofilów czy nieistniejącą już sektą satanistów Abrasax. Są one przedmiotem oddzielnego "śledztwa-bis", które nie przyniosło do tej pory znaczących rezultatów.

Środowa prasa belgijska zwraca uwagę, że w ten sposób paradoksalnie obrona Dutroux zdaje się przejmować stanowisko rodziców niektórych ofiar (zwłaszcza dwóch najmłodszych dziewczynek, Julie i Melissy). Od dawna zarzucają oni prowadzącym śledztwo, że zlekceważyli wiele ważnych wątków, aby potwierdzić z góry postawioną tezę, że Dutroux i jego banda działali wyłącznie na własną rękę.

Magnee nawiązał do analizy włosów i śladów krwi pobranych w kryjówce-lochu w piwnicy, w której Dutroux przetrzymywał swoje ofiary. Badania DNA wykazały, że przebywały tam również "osoby trzecie" - nie tylko ofiary i ich zidentyfikowani oprawcy.

Obrońca Dutroux zażądał też przesłuchania Reginy Louf, jednego z początkowo anonimowych świadków, którzy zgłosili się na policję po aresztowaniu Dutroux, żeby zeznać, że w dzieciństwie uczestniczyli w orgiach organizowanych z udziałem prominentów. Ci "świadkowie X" zostali uznani za niezrównoważonych psychicznie. (uk)

Za serwisami WP, Onet.pl z dn. 03.03.2004 r.


Proces Dutroux

Dziś przed sądem ma zeznawać najbardziej znienawidzony w Belgii człowiek - Marc Dutroux. Wczoraj odczytano wielostronicowy akt oskarżenia.

Niewielkie miasto Arlon przeżywa oblężenie. Na proces Dutroux zjechali dziennikarze z całego świata. Emocje sięgają zenitu. Restauracje część zysku oddają na rzecz rodzin ofiar pedofila-mordercy, jego obrońcy muszą spać w wojskowych barakach, bo hotele odmówiły im pokoi. Miasto jest pilnie strzeżone, oskarżony też, wbity w kuloodporną kamizelkę. Czwórka sądzonych siedzi na sali w klatce z pancernego szkła. Nad sądem krążą helikoptery, wejść pilnują uzbrojeni policjanci.

Prasa nie zostawia suchej nitki na służbach śledczych. Dlaczego potrzebowały ośmiu lat, by zbrodniarza postawić przed sądem? Dlaczego w śledztwie ignorowano tropy?

Belgowie uważają, że to zaniechania pozwoliły zbrodniarzowi gwałcić i mordować dzieci. Czy Dutroux przewodził siatce pedofilskiej, do której należeli politycy i biznesmeni? Czy to oni tuszowali sprawę? W procesie, który potrwa wiele tygodni, ma zeznawać 500 świadków. Także ofiary, które przeżyły - Sabine Dardenne i Laetitia Delhez.

MAN

Za dziennikiem "Życie Warszawy z dn. 03.03.2004 r.


Belgijski pedofil-morderca przed sądem

W drugim dniu procesu belgijskiego pedofila mordercy Marca Dutroux i jego trojga wspólników prokurator odczytał akt oskarżenia, po czym obrońcy starali się punktować jego słabości. Przez ten czas oskarżeni nie okazywali żadnych emocji.

Obrońcy Dutroux zarzucili prokuraturze, że odłożyła na bok wszelkie ślady mogące świadczyć o powiązaniach bandy z siatkami pedofilów czy nieistniejącą już sektą satanistów Abrasax. Są one przedmiotem oddzielnego "śledztwa-bis", które nie przyniosło do tej pory znaczących rezultatów.

Trzy godziny oskarżeń

Rozprawa w miasteczku Arlon na południu kraju zaczęła się jednak od odczytywania aktu oskarżenia przez prokuratora Michela Bourlet, któremu zajęło to trzy godziny. Liczący 56 stron dokument zarzuca Dutroux, że był szefem bandy, która porwała i więziła sześć dziewczynek oraz poddała je torturom, które spowodowały śmierć czterech z nich.

Osobiście Dutroux odpowiada za śmierć dwóch dziewczyn i swego wspólnika Bernarda Weinsteina, za zgwałcenie 9 dziewczyn (w tym trzech Słowaczek), za porwanie czterech pozostałych ofiar, za kradzież dwóch samochodów z użyciem przemocy oraz za handel narkotykami, za udział w organizacji przestępczej handlującej ludźmi, narkotykami, sfałszowanymi dokumentami i samochodami.

Szefem tej organizacji był, według oskarżyciela, 62-letni Michel Nihoul, którego oskarżono także o porwanie Laetitii Delhez, jednej z dwóch dziewczynek, które przeżyły i które będą świadkami w procesie. Ponadto Nihoul odpowiada za kierowanie handlem narkotykiem ecstasy.

Obrońcy obstają przy niewinności

Tymczasem Nihoula obrońcy postanowili obstawać przy niewinności swego klienta w sprawie porwań dziewczynek, gwałtów, tortur. Według adwokatów między nimi a Dutroux nie było "żadnych związków przestępczych". Nihoul zawsze utrzymywał, że jedynie powierzał Dutroux pośrednictwo w naprawie samochodu, a jeśli dostarczał komuś ecstasy, to w ramach zadań powierzanych mu przez... żandarmerię, której był informatorem.

Żonie Dutroux, 40-letniej Michelle Martin, i 32-letniemu Michelowi Lelievre'owi oskarżyciel zarzucił, że należeli do tej samej bandy, która porywała, więziła i torturowała dziewczynki. Ponadto Martin odpowiada za gwałt na jednej ze Słowaczek.

Lelievre został także oskarżony o udział w organizacji kierowanej przez Nihoula, a osobiście odpowiada ponadto za porwanie czterech dziewczynek, więzienie ich i torturowanie, prowadzące do śmierci dwóch z nich, a także za udział w handlu narkotykami.

Nie zaprzeczają czynom

Obrońcy pozostałych oskarżonych nie zaprzeczają czynom, do których przynajmniej częściowo przyznali się ich klienci i którymi nawzajem się obciążają. Ale obrona wskazywała na luki w śledztwie i w akcie oskarżenia, usiłowała osłabić odpowiedzialność swoich klientów, przypominając wszystko, co mogłoby świadczyć, że byli tylko narzędziem.

"Czyż da się uwierzyć, że nie było siatki pedofilskiej? Czyżbyśmy byli jedynym krajem na świecie, w którym pedofile byliby izolowanymi zboczeńcami?" - pytał w swoim zamyśle retorycznie główny obrońca Dutroux, mecenas Xavier Magnee. Nawiązał do analizy włosów i śladów krwi, pobranych w kryjówce-lochu w piwnicy, w której Dutroux i jego wspólnicy przetrzymywali swoje ofiary. Badania DNA wykazały, że przebywały tam również "osoby trzecie" - nie tylko ofiary i ich zidentyfikowani oprawcy.

Magnee przypomniał też nieistniejącą już sektę satanistów Abrasax, która została zlikwidowana po serii przeszukań i aresztowań, sprowokowanych notatkami znalezionymi w domu jednego ze wspólników Dutroux. Śledztwo nie potwierdziło podejrzeń, że sekta składała ofiary z dzieci.

Na tropie satanistów

"Czy przysięgli zaakceptują to, że uważa się za godny lekceważenia trop prowadzący do sekty satanistów, skoro wśród jej członków była funkcjonariuszka policji kryminalnej i dwóch policjantów i skoro młody chłopak otwarcie deklaruje, że wykorzystywano go tam seksualnie, kiedy był niepełnoletni" - pytał obrońca Dutroux.

Obrońca zażądał też przesłuchania Reginy Louf, należącej do grupy początkowo anonimowych świadków, którzy zgłosili się na policję po aresztowaniu Dutroux, żeby zeznać, że w dzieciństwie uczestniczyli w orgiach organizowanych z udziałem wysoko postawionych osób. Ci "świadkowie X" zostali uznani za niezrównoważonych psychicznie. (jask)

Za serwisem WP z dn. 02.03.2004 r.


Belgia Dutroux dziś przed sądem

W belgijskim miasteczku Arlon rozpoczyna się dziś proces pedofila i mordercy Marca Dutroux. Po ponad siedmiu latach od aresztowania 47-letni Belg stanie w końcu przed sądem. Grozi mu kara dożywotniego więzienia.

Sprawa Marca Dutroux to największy skandal w belgijskim wymiarze sprawiedliwości. Znany policji pedofil w latach 1995 -1996 porwał sześć dziewczynek, które wykorzystywał seksualnie i torturował. Złapano go dopiero w sierpniu 1996 roku, mimo że wcześniej przeszukiwano już jego dom i wiedziano, że miał coś wspólnego ze zniknięciem dziewczynek. Cztery zostały zamordowane, dwie znaleziono wycieńczone w domu w Charleroi. Nieudolność policji i sądów doprowadziła w październiku 1996 roku do wielkich demonstracji w całej Belgii. W Brukseli w Białym Marszu wzięło wtedy udział ponad 300 tysięcy osób.

W wyniku dochodzenia nie ustalono związków Dutroux z większą szajką pedofili. Według policji pomagały mu trzy osoby - żona Michelle Martin, złodziej Michel Lelievre i biznesmen Jean-Michel Nihoul, którzy również zasiądą na ławie oskarżonych. Zdaniem wielu obserwatorów policja i prokuratura pominęły jednak w dochodzeniu wszystkie wątki, które mogły ujawnić istnienie przestępczego gangu, sięgającego elit władzy.

Proces odbędzie się w 20-tysięcznym mieście Arlon. Sądu będzie chronić 330 policjantów. Dutroux i jego wspólnicy zasiądą w kuloodpornych kabinach. Zostanie przesłuchanych 450 świadków, a koszt procesu, który potrwa dwa - trzy miesiące, szacuje się na 4,7 mln euro.

Anna Słojewska z Brukseli

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 01.03.2004 r.


Potwór z Walonii

Belgia. Proces pedofila-mordercy Marca Dutroux

Jego ofiary miały po 12-17 lat. Znikały bez śladu, a policja nie robiła nic. Po siedmiu latach koszmaru rodzin przed sądem w Arlon zasiądą dziś w kuloodpornej kabinie Dutroux, jego żona i dwaj wspólnicy.

Akt oskarżenia wymienia porwania, więzienie, gwałty i wymyślne sposoby znęcania się nad sześcioma dziewczynkami oraz zamordowanie czterech. Belgijscy komentatorzy nie szczędzą zjadliwej krytyki pod adresem policji, prokuratury, sędziów śledczych i urzędników - to na skutek ich bezwładu i nieudolności potwór z Walonii przez lata bezkarnie uprawiał swój zbrodniczy proceder. Kiedy w czerwcu 1995 r. zaginęły bez wieści dwie 8-letnie dziewczynki, Julie i Melissa, nikt nie sprawdził, co robi Dutroux, choć trzy lata wcześniej wyszedł warunkowo z więzienia, odsiedziawszy jedną trzecią kary 13. lat właśnie za porwania i gwałty. Podobną bezmyślność belgijskie organy wykazały po zniknięciu trzy miesiące później 19-letniej An i 17-letniej Eefje. Cytowany przez radio RMF FM dziennikarz belgijskiego dziennika "De Morgen" Douglas De Coninck sugerował, że "wymiar sprawiedliwości tuszował sprawę, by nie kompromitować kraju".

Dutroux wpadł po porwaniu 14-letniej Laetitii w sierpniu 1996 r. Okazało się, że w kryjówce-lochu, który zbudował w piwnicy swego domu, przetrzymywał też uprowadzoną kilka miesiący wcześniej 12-letnią Sabine. Dopiero wtedy prowadzący śledztwo przyparli do muru Dutroux, jego żonę Michelle Martin i wspólnika Michela Lelievre'a. Na podstawie ich zeznań zlokalizowano zakopane w ogrodzie szczątki Julie i Melissy, An i Eefje oraz wspólnika zbrodniarza. Wszyscy zostali prawdopodobnie pogrzebani żywcem po wstrzyknięciu silnych środków odurzających. Julie i Melissa zmarły z głodu, kiedy podejrzany o kradzieże samochodów Dutroux spędził w areszcie trzy miesiące na przełomie lat 1995-1996. Żandarmi zeszli wtedy do jego piwnicy. Wydawało im się, że słyszą głosy dzieci, ale niczego nie znaleźli.

Wpadł też inny wspólnik Michel Nihoul, paser, złodziej i były właściciel seksklubu. To czwarty z oskarżonych, którzy staną przed sądem w Arlon. Kilka innych wspólników Dutroux będzie świadkami. W sprawie jest też wątek polski. Przed sądem ma zeznawać Michael Dekostavrianos, który bywał w Polsce ze złodziejskimi misjami. Spółka ASCO, której akcjonariuszem był Nihoul, a jednym z dostawców Dutroux, eksportowała kradzione samochody m.in. do Polski.

Według śledczych, analiza znalezionych u Dutroux kaset z pornografią dziecięcą i włosów z piwnicznej kryjówki nie potwierdziła plotek o międzynarodowej sieci pedofilów, jakoby chronionej przez prominentów. W 1996 r. pewien chłopak pochwalił się, że uprawiał seks z wicepremierem Elio Di Rupo. Wicepremiera uwolniono od zarzutu. Zachowanie władz wywołało protesty wstrząśniętych Belgów - w październiku 1996 roku 300 tys. osób wzięło udział w białym marszu w Brukseli ku czci zamęczonych dziewczynek. Pod naciskiem opinii sprawę badała parlamentarna komisja śledcza. Obnażyła słabości państwa i wymiaru sprawiedliwości, ale niewiele wyjaśniła. Obarczano odpowiedzialnością żandarmerię skompromitowaną ucieczką Dutroux z sądu w kwietniu 1998 r. Obezwładnił żandarmów, zabrał im broń, porwał samochód i uciekł do lasu, gdzie schwytał go gajowy. Do dymisji podał się wtedy minister spraw wewnętrznych i sprawiedliwości.

MAGDALENA NAGÓRSKA

Za dziennikiem "Życie Warszawy" z dn. 01.03.2004


Pedofil morderca przed sądem

Dziś rozpoczyna się proces belgijskiego pedofila mordercy Marca Dutroux. Przed sądem w Arlon zasiądą w kuloodpornej kabinie także jego żona i dwaj wspólnicy.

Bruksela

Po trwającym siedem i pół roku śledztwie akt oskarżenia zarzuca im porwanie, więzienie, gwałty i inne wymyślne sposoby znęcania się nad sześcioma dziewczynkami oraz zamordowanie czterech z nich.

Policja, prokuratura i sędziowie śledczy okazali się bezmyślni, nieudolni, zdezorganizowani i skłóceni. 40-letni wtedy bezrobotny elektryk Dutroux wpadł dopiero w sierpniu 1996 r.

Za dziennikiem "Super Express" z dn. 01.03.2004 r.


BELGIA PO AFERZE DUTROUX

Odwrócone oczy władzy

ANNA SŁOJEWSKA

Po siedmiu latach i siedmiu miesiącach od ujawnienia makabrycznej zbrodni pedofil Mark Dutroux i jego wspólnicy staną w poniedziałek przed sądem w Arlon. Wyrok w sprawie, która wstrząsnęła Belgią i doprowadziła do największych pokojowych demonstracji w tym kraju od czasów II wojny światowej, powinien zapaść do końca maja. Na razie wniosek z prowadzonego nieudolnie dochodzenia jest jeden: Dutroux działał sam, nie stała za nim siatka pedofilów. Wielu Belgów nie wierzy w te ustalenia. Ale na ulice już nie wyjdą, bo wiedzą, że niczego nie zmienią.

15 sierpnia 1996 roku policjanci zorganizowali obławę na dom Marka Dutroux w Charleroi. W piwnicy znaleźli wycieńczone dziewczynki: dwunastoletnią Sabine Dardenne i czternastoletnią Leatitię Delhez. Wcześniej przez kilka tygodni były seksualnie wykorzystywane i filmowane. Kilka dni później w ogrodzie odkopano ciała dwóch ośmiolatek: Julie Lejeune i Melissy Russo. Również gwałcone, zostały zagłodzone na śmierć na przełomie lutego i marca 1996 roku. Sprawcą porwania i zbrodni był Mark Dutroux, który już wcześniej odsiadywał karę więzienia za gwałty i kradzieże.

Czy Dutroux był oszalałym, działającym w pojedynkę pedofilem? Czy raczej wykonawcą zleceń grupy wpływowych osób płacących mu za porwania, produkcję dziecięcej pornografii i dostarczanie dziewczynek na wymyślne orgie? W akcie oskarżenia mówi się o porwaniu i gwałtach na sześciu dziewczynkach oraz zamordowaniu czterech z nich. Wraz z nim na ławie oskarżonych zasiądą: żona Michelle Martin, drobny złodziej Michel Lelievre oraz biznesmen Jean-Michel Nihoul. Nihoul to - zdaniem wielu obserwatorów - klucz do rozwiązania całej sprawy i pośrednik między Dutroux a większą siatką pedofilów. Ale Nihoul nie chce zeznawać i ma bardzo dobrych obrońców.

W gorący sierpień 1996 roku Belgia była na wakacjach i jak zwykle w prasie zapanował sezon ogórkowy. Gdy złapano Dutroux, gazety nie pisały o niczym innym. Ludzie wpadli w histerię. - Sprzedawca podsuwał mi do podpisania ulotkę- protest przeciwko wszystkiemu. Radio nadawało tylko muzykę poważną. Pojawiły się nawet głosy, żeby odwołać mecze piłki nożnej. Było tak, jakby umarł król - opowiada Jean-Michel De Waele, politolog z brukselskiego uniwersytetu ULB.

Trwające wiele lat śledztwo nie doprowadziło do znalezienia zleceniodawców Dutroux. Nieudolny sposób jego prowadzenia spowodował natomiast wielkie demonstracje, w których Belgowie zakwestionowali podstawy funkcjonowania swojego państwa. Bezpośrednią przyczyną Białego Marszu w Brukseli w połowie października 1996 roku była dymisja sędziego Jean-Marka Connerotte'a. Sprawnie prowadził śledztwo w jego początkowej fazie, doprowadził do ujęcia Dutroux i chciał wyśledzić siatkę pedofilów, która za nim stała. Nieszczęśliwie poszedł jednak na kolację, z której dochód był przeznaczony na akcję szukania zaginionych dzieci. To - zdaniem jego przełożonych - było dowodem braku obiektywizmu. Zastąpił go niedoświadczony Jacques Langlois.

Z tą decyzją Belgowie nie chcieli się pogodzić. - Poszedłem ze swoją kilkuletnią córeczką zobaczyć demonstrację. To było niewiarygodne. Kilkaset tysięcy (według szacunków policji ponad trzysta) maszerowało w kompletnej ciszy - wspomina Jean-Michel De Waele. - Kiedy pojawili się rodzice dziewczynek, podniosła się owacja - opowiada. Według niego manifestacja w Brukseli była największa, ale nie najbardziej spektakularna. - W stolicy zdarzają się duże marsze, ludzie są przyzwyczajeni do wyrażania swoich poglądów na ulicy. Bardziej niesamowite były demonstracje w małych miastach. Bez żadnej organizacji ludzie po prostu przerywali pracę i protestowali. Przeciwko państwu. Żądali zmiany - mówi De Waele.

- To było bardzo emocjonalne. Dorośli poczuli się jak rodzice Julie i Melissy, a dzieci uznały je za swoje siostrzyczki - opowiada psychiatra Jean-Yves Hayez z Katolickiego Uniwersytetu w Louvain. Profesor od lat zajmuje się problematyką seksualnego wykorzystywania dzieci. Według niego po solidarności i współczuciu przyszła faza gniewu. Ludzie zobaczyli, jak nieudolna jest policja i wymiar sprawiedliwości. Zdali sobie sprawę, że wystarczyłoby odrobinę więcej profesjonalizmu, a dziewczynki znalezione w ogrodzie Dutroux żyłyby do dziś.

Wszystkie fakty, niewyjaśnione wątki, odrzucone przez policję poszlaki zebrali autorzy książki "Les dossiers X" ("Z archiwum X. Co Belgia musi wiedzieć o aferze Dutroux"). Jeden z nich to Douglas De Coninck, dziennikarz flamandzkiej gazety "DeMorgen", który zajmuje się sprawą Dutroux od sierpnia 1996 roku. Relacjonował obławę policji na dom w Charleroi, gdzie znaleziono zaginione dziewczynki. A w najbliższą niedzielę ma jechać do Arlon, skąd będzie pisał o procesie.

Z Douglasem umówiłam się wieczorem w tajskiej restauracji niedaleko jego redakcji. Powiedział, że możemy się spotkać o dwudziestej, bo wcześniej nie wyjdzie z biura. Ostatecznie przyszedł przed dwudziestą drugą. Do rozpoczęcia procesu pozostało już tylko pięć dni, Douglas codziennie przygotowuje teksty.

W restauracji nie było zbyt głośno, ale z trudem słyszałam, co mówił De Coninck. Na pytania odpowiadał cicho i krótko. Mówił o faktach, nie chciał snuć żadnych spekulacji. Choć po ponad siedmiu latach pisania o sprawie i setkach przeprowadzonych rozmów na pewno ma swoją odpowiedź na pytanie, dlaczego śledztwo trwało tak długo.

- Politycy, grupa biznesmenów? A może skorumpowani sędziowie? - próbuję dowiedzieć się od belgijskiego dziennikarza, co myśli o zleceniodawcach porwań. - Nie wiem. Nie mam żadnych dowodów. Ale to muszą być ludzie mający dużą władzę w różnych instytucjach. Bo zablokowali sprawdzenie wszystkich poszlak mogących prowadzić do udowodnienia istnienia sieci pedofilów - odpowiada.

Inne gazety nie piszą już o niewyjaśnionych wątkach afery. Najpoważniejszy dziennik "Le Soir" w wieloodcinkowym "serialu" przypomina szczegóły zbrodni, łącznie z dokładnym opisem piwnicy, w której Dutroux przetrzymywał dziewczynki. Nie ma słowa o poszlakach dotyczących sieci pedofilskiej.

- To charakterystyczne dla większości prasy belgijskiej. Poświęca sprawie dziesiątki stron, żeby jej nie oskarżać o brak zainteresowania. Ale to nie prowadzi do wyjaśnienia afery - mówi Olivier Dupuis, deputowany w Parlamencie Europejskim. Jako reprezentant ponadnarodowej Partii Radykalnej zajmuje się trudnymi sprawami. Kilka lat temu była to afera Dutroux i dziecięcej pornografii w Belgii. Gdy z nim rozmawiałam w ostatnich dniach, siedział zmęczony przy swoim komputerze na siódmym piętrze budynku Parlamentu Europejskiego w Brukseli. Wrócił właśnie z Czeczenii, gdzie brał udział w strajku głodowym.

Dupuis nie ma złudzeń co do niezależności prasy belgijskiej. - Jak można mówić o wolnych mediach, jeśli dostają subsydia od rządu? W tym kraju nie ma faktycznego podziału między władzą wykonawczą, sądowniczą a mediami - mówi poseł.

Tylko ty piszesz o wątkach sugerujących istnienie sieci. Dlaczego nie robią tego inni dziennikarze? - pytam Douglasa. - Nie wiem, zapytaj ich - reaguje spokojnie. Nie chce mówić, czy politycy mają wpływ na media, czy innym grożono. - Na pewno z dziennikarzami kontaktowali się policjanci. I namawiali ich do omijania wielu faktów - wyjaśnia.

W Belgii nie wszyscy uważają, że istniała siatka pedofilów. - Wielu ludzi, szczególnie z elit intelektualnych, sądzi, że sprawę rozdmuchano. Są już trochę zmęczeni i wolą uznać, że Dutroux był sam - mówi Jean-Yves Hayez. Ale nawet ci przyznają, że śledztwo nie było prowadzone starannie.

Są nawet wątpliwości co do tego, czy Dutroux jest faktycznie pedofilem. Część psychiatrów uważa, że nie. Zmuszał do współżycia seksualnego kilkunastoletnie dziewczęta, jak czternastoletnią Sabine, ale nie małe dziewczynki. Jeśli tak było, to porwał i przetrzymywał ośmioletnie Julie i Melissę nie dla siebie. Nie wiadomo, czy je gwałcił, bo w czasie śledztwa tego nie sprawdzono. Prokuratura utrzymywała, że ciała były w stanie takiego rozkładu, że nie dało się przeprowadzić testów DNA.

- Dutroux ma dwie twarze. Jest zboczeńcem, ale też ma zmysł do biznesu - uważa De Coninck. Widział zdjęcia pornograficzne, które Dutroux robił Sabine. - Była tak upozowana, żeby przypominać małą dziewczynkę. To profesjonalne fotki, robione na sprzedaż - twierdzi dziennikarz.

Hipotezę o siatce pedofili pierwszy postawił Jean-Marc Connerotte, sędzia prowadzący dochodzenie. Zaapelował do ofiar pedofili o zgłaszanie się na policję. Już pierwsza osoba okazała się niezwykle cennym świadkiem. Regina Louf była w latach osiemdziesiątych ofiarą dziecięcej prostytucji. Widziała orgię, w której uczestniczyli sędziowie, poważany polityk i bankier. Podała ich nazwiska. Była świadkiem tragicznego wydarzenia, które wstrząsnęło Belgią w 1983 roku. W makabryczny sposób zamordowano wtedy i spalono na stosie dwunastoletnią Christine Van Hees. Regina opisała dokładnie gospodarstwo, w którym doszło do zbrodni i które zaraz po jej dokonaniu zostało spalone. Widziała tam Nihoula, który dziś jest oskarżony w procesie Dutroux. Dutroux pamięta z orgii.

Kiedy jednak sędzia Langlois zastąpił Connerotte'a, postanowił zdyskredytować zeznania Reginy Louf. Niektórzy prokuratorzy i psychiatrzy uznali ją za niepoczytalną i twierdzili, że zmyśla, choć rodzice Reginy przyznali w końcu, iż oddali ją jako dziecięcą prostytutkę swojemu znajomemu. Nie przeszkodziło to publicznej telewizji RTBF w nadaniu programu, który pokazał świadka jako osobę niewiarygodną i niezrównoważoną.

Regina Louf i tak miała szczęście. - Około trzydziestu innych niewygodnych świadków zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach - mówi Douglas De Coninck. Tylko jeden przykład, który przytoczyła Olenka Frenkiel, autorka filmu "Belgijskie archiwum X" zrealizowanego w 2002 roku dla telewizji BBC: Bruno Tagliaferro twierdził, że zna interesujące szczegóły porwania Julie i Melissy przez Dutroux. Znaleziono go martwego, według policji belgijskiej przyczyną był atak serca. Jego żona Fabienne Jaupart nie uwierzyła i wysłała fragmenty ciała męża do analizy w Stanach Zjednoczonych. Okazało się, że Tagliaferro został otruty. Fabienne zapowiedziała, że doprowadzi do znalezienia sprawcy zabójstwa. Wkrótce potem została znaleziona martwa w swoim łóżku. Policja uznała, że to samobójstwo.

Pedofilia nie ma narodowości. Szaleńcy i mordercy jak Dutroux działają wszędzie. Dziś, po kilku latach od znalezienia ciał dziewczynek, przeraża już nie rozmiar zbrodni, ale nieudolność państwa. Pierwsze pytanie, które przychodzi do głowy: czy taka afera mogłaby się zdarzyć w jakimkolwiek innym europejskim kraju. - Powiązania między elitami a światem przestępczym i zmowa milczenia - takie sytuacje zdarzają się i we Francji, i w Polsce. Ale raczej na poziomie lokalnym. W Belgii ta afera objęła cały kraj - mówi Dupuis.

Czytając o sprawie, można rzeczywiście odnieść wrażenie, że rozgrywa się w prowincjonalnym miasteczku. Sędzia Van Espen nie był w stanie wyjaśnić morderstwa Christine Van Hess przez dwanaście lat. Okazało się potem, że jako prawnik reprezentował żonę Nihoula, uczestniczącego prawdopodobnie w zbrodni, a dziś oskarżonego w procesie Dutroux. Siostra sędziego była matką chrzestną dziecka przestępcy.

Kolejny przykład już z czasów śledztwa w sprawie Dutroux. Gdy prowadził je Connerotte i zamierzał przesłuchiwać przyjaciółkę Nihoula, do sędziego zadzwonił jeden z wysokich rangą prokuratorów i poprosił, żeby był dla niej miły. - Jest takie powiedzenie: Belgowie - kumple (fr. Les Belges - des copains). Ty mi wyświadczysz przysługę, a ja tobie. W tym kraju wszystko tak działa - mówi profesor Hayez. - Brak nam odwagi, wolimy iść na kompromis - dodaje.

- Belgia to mały kraj. Mieszka tu 10 milionów ludzi, ale faktycznie trzeba liczyć oddzielnie dwie społeczności: 6 milionów Flamandów i 4 miliony Walonów. Elity dobrze się znają i nie chcą sobie zrobić krzywdy - ocenia Deconick. - No tak, ale Portugalia czy Irlandia też są małe - oponuję. Douglas wymienia więc kolejne przyczyny. - Czy wiesz, że mamy tutaj na przykład pięciu ministrów transportu? We Flandrii, Walonii, regionie Brukseli, części zajmowanej przez mniejszość niemieckojęzyczną i jeszcze w rządzie federalnym. Czy takie państwo może być skuteczne? To naprawdę dobre miejsce dla zorganizowanej przestępczości - mówi dziennikarz.

Według Oliviera Dupuis Belgia to kraj cynicznego biznesu. Podaje przykład słynnego artykułu 58 kodeksu skarbowego, który pozwala przedsiębiorcom wręczać łapówki na zagranicznych rynkach. - Możesz pewną kwotę przeznaczyć na korumpowanie lokalnych urzędników. Nie tylko odliczasz to sobie od podatku, ale jeszcze nie musisz przedstawiać żadnych dowodów. Możesz więc część kwoty faktycznie wydać na rozkręcenie biznesu, ale część wędruje do kieszeni twojej i twoich kolegów - wyjaśnia Dupuis. Według niego przez kilkadziesiąt powojennych lat doprowadziło to do powstania całej kasty bogatych ludzi, którzy czują, że są ponad prawem. - Dla takich ludzi pracuje Jean-Michel Nihoul - uważa deputowany.

Nawet ci, którzy wierzą w istnienie siatki pedofilów, w której Dutroux był tylko pionkiem, nie chcą oskarżać polityków, biznesmenów czy sędziów o umyślne utrudnianie śledztwa. Nie mają na to dowodów. Dominuje wrażenie, że żadna z wielu poszlak sugerujących takie rozwiązanie nie została sprawdzona. - Jest dziwne, że w śledztwie nie zbadano takich możliwości - mówi Hayez. Dlaczego nie zbadano pięciu tysięcy włosów znalezionych w piwnicy Dutroux? - Bo przecież on działał sam, nie było więc sensu tego robić - tłumaczyła prokuratura.

Przyczyny tak nieudolnego śledztwa mogą być też bardziej prozaiczne. - Jacques Langlois (sędzia prowadzący dochodzenie - red.) to człowiek bardzo emocjonalny i niedoświadczony. Po dymisji uwielbianego przez Belgów Connerotte'a chciał udowodnić, że wszystko, co zrobił jego poprzednik, było złe. I poprowadził śledztwo w przeciwnym kierunku. Nie szajki pedofilów, ale samotnie działającego Dutroux - spekuluje Hayez. Do tego dołożyła się urzędnicza nieudolność. - Policja i wymiar sprawiedliwości były przerażone ogromem pracy, którą musiałyby wykonać, gdyby chciały sprawdzić wszystkie poszlaki - mówi Hayez.

Afera nie zachwiała podstawami belgijskiego państwa i nie doprowadziła do wielkich reform w policji czy sądownictwie. Ale coś się w Belgach zmieniło. - Zdecydowanie inne jest teraz nastawienie elit politycznych. Ich język przestał być oficjalny, nie mówią tylko o sprawach gospodarczych, ale i o problemach, które dotyczą zwykłych ludzi - mówi De Waele. Podobnego zdania jest De Coninck. - Belgijski rząd wypowiedział się przeciwko wojnie w Iraku, bo tego żądała opinia publiczna - uważa dziennikarz. - Po aferze Dutroux politycy nie mogą już iść pod prąd społecznych oczekiwań.

Za dziennikiem "Rzeczpospolita z dn. 28-29.02.2004 r.


Gwałcił i mordował

W poniedziałek stanie przed belgijskim sądem w Arlon pedofil i morderca Marc Dutroux.

Razem z żoną i dwoma wspólnikami zgwałcił 6 dziewczynek, a 4 z nich zamordował. Pedofil przyjeżdżał także do Polski, gdzie przywoził skradzione samochody. Wiadomo, że zgwałcił 2 dziewczynki ze Słowacji.

Belgia, AN |

Za wydaniem papierowym dziennika "Super Express" z dn. 28-29.02.2004 r.


Osądzą pedofila-mordercę

Jutro stanie przed sądem belgijski pedofil-morderca Marc Dutroux, jego żona i dwóch innych wspólników. Oskarża się ich m.in. o porwanie i zgwałcenie sześciu dziewczynek i kobiet w wieku od 8 do 19 lat oraz o zamordowanie czterech z nich.

Rozpocznie się "proces stulecia", jak określają go media przede wszystkim ze względu na szok, jaki wywołały zbrodnie Dutroux i podejrzana nieudolność organów ścigania w tej sprawie. O jego niecodziennym charakterze świadczy także liczba zaakredytowanych wysłanników mediów - prawie 1400, pracujących dla 250 redakcji.

Nowy gmach sądu w Arlon nie jest przystosowany do tak wielkiego procesu. W sali z trudem pomieszczą się sędziowie zawodowi i przysięgli, oskarżyciele publiczni i posiłkowi (reprezentujący rodziny ofiar), oskarżeni (za kuloodporną szybą) i ich obrońcy.

Na miejscach dla publiczności zasiądą rodzice tylko czterech ofiar. Rodzice dwóch najmłodszych - ośmioletnich w chwili porwania w 1995 roku Julie i Melissy - odmawiają na razie udziału w procesie, niezadowoleni z przebiegu śledztwa i wąskiego kręgu oskarżonych.

Pozostałe kilkadziesiąt miejsc dla publiczności zajmie prasa. Jej wysłannicy będą się zmieniać na zasadzie rotacji, przechodząc co pewien czas do dwóch osobnych sal, w których będzie można jednak śledzić proces na ekranie wewnętrznej telewizji.

Choć będą go filmowały kamery, zgodnie z belgijskimi przepisami do sali rozpraw nie będą miały wstępu normalne ekipy telewizyjne. Jak zwykle w ruch pójdą ołówki i kredki rysowników.

Do niedawna senne, liczące 24 tysiące mieszkańców Arlon, stolica belgijskiej prowincji Luksemburg, nigdy nie przeżywało takiego najazdu. Na czas procesu, która ma potrwać do połowy maja, czynsze osiągnęły niebotyczna wysokość. Właściciele niewielkich mieszkań w pobliżu gmachu sądu żądali nawet 5 tys. euro miesięcznie.

Wielu sklepikarzy ubolewa natomiast, że stracą normalnych klientów, i obawia się ewentualnych demonstracji. Władze zmobilizowały dodatkowo 330 policjantów, którzy czuwają nad bezpieczeństwem uczestników procesu, wymagających specjalnej ochrony, przede wszystkim oskarżonych, świadków i sędziów przysięgłych.

Troje oskarżonych będzie dowożonych z lokalnego więzienia, natomiast odpowiadający z wolnej stopy Michel Nihoul miał problemy ze znalezieniem bezpiecznego lokum i w końcu zapewne będzie nocował albo w komisariacie policji albo w koszarach.

Proces rozpocznie się rano od wylosowania 12 sędziów przysięgłych i ich 12 zastępców (na wszelki wypadek) spośród 180 obywateli w wieku od 30 do 60 lat, wezwanych w tym celu do Arlon. Ich obowiązkiem jest unikanie kontaktów ze stronami i z mediami. Nie powinni też oglądać telewizji ani czytać gazet, żeby samodzielnie wyrobić sobie zdanie na podstawie samego procesu. Obrońcy oskarżonych i tak zapewne zwrócą uwagę na to, że Marc Dutroux został już osądzony przed media, w tym przez uczestników sondaży opublikowanych na kilka dni przed procesem.

W sondażu dziennika "La Derniere Heure" 66 proc. ankietowanych opowiedziało się za skazaniem Dutroux na karę śmierci, której w Belgii od dawna się nie wymierza. 88 proc. wątpi w to, że proces wyświetli prawdę, a 66 proc. uważa, że Dutroux był chroniony przez "ludzi wysoko postawionych".

Nurtujące wielu Belgów pytanie, czy Dutroux i jego wspólnicy mieli powiązania z siatką pedofilską, chronioną przez prominentów, może rzeczywiście pozostać bez odpowiedzi, tym bardziej że jest ono przedmiotem osobnego śledztwa.

Mimo że to dotyczące bezpośrednio Dutroux i najbliższych mu osób trwało 7 i pół roku, nie objęło wszystkich wątków mogących świadczyć o powiązaniach z szerszym światem przestępczym czy z establishmentem. Są one badane w ramach oddzielnego śledztwa, którego jeszcze nie zamknięto.

Na razie w ławie oskarżonych zasiądą obok 47-letniego Dutroux: jego 44-letnia druga żona, była nauczycielka Michelle Martin, 62-letni "biznesmen" - hochsztapler Michel Nihoul i 32-letni bezrobotny narkoman Michel Lelievre.

Za serwisem INTERIA.PL z dn. 29.02.2004 r.


Chronologia wydarzeń w aferze Dutroux

20 czerwca 1979 - prawie 23-letni wówczas Dutroux, bezrobotny elektryk, zostaje skazany po raz pierwszy na karę więzienia (jeden miesiąc) za kradzież;

koniec 1981 - Dutroux, żonaty i ojciec dwojga dzieci, poznaje przyszłą drugą żonę, Michelle Martin, z którą będzie miał troje dzieci;

1985 - porywa i gwałci pięć nastolatek w wieku od 11 do 19 lat;

luty 1986 - aresztowany wraz z Martin; 26 kwietnia 1989 - skazany łącznie na 13,5 roku za porwania i gwałty, rozboje i kradzieże (Martin na 5 lat);

8 kwietnia 1992 - zwolniony warunkowo;

sierpień 1994 - w czasie pobytu na Słowacji Dutroux odurza narkotykami, gwałci i filmuje młodą Słowaczkę Evę Makovą; dziewczyna twierdzi, że po dojściu do siebie niczego pamiętała;

4 czerwca 1995 - gwałci inną kobietę na Słowacji;

24 czerwca 1995 - porwanie Julie Lejeune i Melissy Russo, dwóch 8-letnich belgijskich dziewczynek w Grace-Hollogne koło Liege;

22-23 sierpnia 1995 - porwanie (nocą) 17-letniej An Marchal i 19-letniej Eefje Lambrechts w Ostendzie; sierpień-wrzesień 1995 - żandarmeria prowadzi obserwację Dutroux, ale bez rezultatu;

4-5 listopada 1995 - Dutroux ze wspólnikiem, Francuzem Bernardem Weinsteinem, więzi dwóch chłopaków, podejrzewając, że "ukradli" mu kradzioną furgonetkę; policja uwalnia ich, ale nie zatrzymuje Dutroux;

13-20 listopada 1995 - Dutroux więzi, torturuje i zakopuje żywcem Weinsteina; twierdzi, że chciał przeszkodzić mu w zamordowaniu Julie i Melissy; Martin zeznaje jednak, że Dutroux zrobił to, żeby zatrzeć ślady swoich powiązań z Weinsteinem i żeby zabrać mu pieniądze, które Weinstein podjął z banku, by uciec z nimi za granicę;

6 grudnia 1995 - aresztowanie Dutroux; w tydzień później żandarmi przeszukują dom Dutroux, ale nie znajdują kryjówki-lochu w Marcinelle koło Charleroi, gdzie - jak potem zezna on sam - przebywały Julie i Melissa;

20 marca 1996 - wypuszczony z aresztu Dutroux odnajduje - jak twierdzi - umierające z głodu i pragnienia Julie i Melissę; wkrótce zakopie je na terenie swojej nieruchomości w Sars-la-Buissiere;

28 maja 1996 - Dutroux ze wspólnikiem Michelem Lelievrem porywają 12-letnią Sabine Dardenne w miejscowości Kain;

lipiec 1996 - Eva Makova i jej młodsza siostra Janka przyjeżdżają do Dutroux na wakacje; obie zostają odurzone i zgwałcone, co zostaje utrwalone na wideokasecie;

9 sierpnia 1996 - porwanie 14-letniej Laetitii Delhez w Bertrix;

13 sierpnia 1996 - aresztowanie Dutroux, Martin i Lelievre'a na podstawie zeznania świadka, który widział białą furgonetkę Dutroux w pobliżu miejsca, gdzie zniknęła Laetitia;

15 sierpnia 1996 - uwolnienie Sabine i Laetitii z kryjówki w piwnicy domu w Marcinelle; pierwszy przyznał się do porwania Lelievre, a kryjówkę wskazał sam Dutroux; zatrzymanie powiązanego z Dutroux Michela Nihoula, hochsztaplera i byłego właściciela domu schadzek;

17 sierpnia 1996 - odkrycie szczątków Julie, Melissy i Weinsteina na terenie innej nieruchomości Dutroux w Sars-la-Buissiere;

22 sierpnia 1996 - pogrzeb Julie i Melissy w Liege gromadzi tłumy; aresztowanie innego "znajomego" Dutroux, Michaela Diakostavrianosa - w rok później zostanie zwolniony bez postawienia zarzutów; to on był jedną z osób powiązanych z Dutroux, które bywały w Polsce;

24 sierpnia 1996 - aresztowanie dwóch policjantów w Charleroi, podejrzewanych o krycie Dutroux; nie zostaną postawieni w stan oskarżenia;

3 września 1996 - odkrycie szczątków An i Eefje, z których jedna prawdopodobnie została zakopana żywcem jesienią 1995 roku;

4 września 1996 - pojawia się pierwszy z tzw. świadków X, jak się później okaże Regina Louf, uznana za niezrównoważoną; twierdzą oni, że w Belgii działa siatka pedofilska, dostarczająca dziewczynki do udziału w orgiach prominentów;

14 października 1996 - odsunięcie od śledztwa w sprawie Dutroux sędziego śledczego Jeana-Marca Connerotte'a, cieszącego się dużym zaufaniem społecznym, ponieważ nie zachował bezstronności i zjadł obiad w towarzystwie Sabine Dardenne i jej matki; przejęcie sprawy przez innego sędziego; masowe protesty Belgów;

17 października 1996 - powołanie specjalnej parlamentarnej komisji śledczej do zbadania sprawy Dutroux; transmitowane przez telewizję przesłuchania biją rekordy oglądalności; po przeszło rocznych obradach komisja potwierdza "niewłaściwe funkcjonowanie" organów ścigania, ale nie wskazuje jednoznacznie, kto za to odpowiada;

20 października 1996 - "biały marsz" w Brukseli gromadzi 300 tysięcy osób manifestujących solidarność z ofiarami i ich rodzinami i protestujących przeciw podejrzanej nieudolności organów ścigania;

3 marca 1997 - odnalezienie w Brukseli szczątków Loubny Benaissy, dziewczynki, która zginęła w 1992 i którą zaliczano do ofiar Dutroux; do morderstwa przyznaje się inny pedofil;

23 kwietnia 1998 - ucieczka Dutroux z gmachu sądu w Neufchateau; obezwładniwszy dwóch żandarmów i zabrawszy im rewolwer kradnie samochód i ucieka do pobliskiego lasu, gdzie schwyta go... gajowy; w tym czasie szuka go cała Belgia, parlament przerywa obrady; do dymisji podają się ministrowie spraw wewnętrznych i sprawiedliwości;

6 grudnia 2000 - Dutroux skazany na 5 lat więzienia za czyny popełnione w czasie ucieczki;

22 października 2001 - sąd w Liege rozdziela sprawę na dwa śledztwa: jedno dotyczy zidentyfikowanych członków bandy Dutroux, a drugie - ewentualnych innych podejrzanych (teza o siatce pedofilskiej);

25 czerwca 2002 - kolejne pięć lat więzienia dla Dutroux za podpalenie (własnego domu), oszustwo ubezpieczeniowe i kradzieże;

24 lutego 2003 - 19-letnia Sabine Dardenne oświadcza publicznie, że w czasie pobytu u Dutroux nie widziała nikogo poza nim i Lelievrem;

1 marca 2004 - planowana data rozpoczęcia procesu przed sądem przysięgłych w Arlon, mającego potrwać do maja. (PAP)

Za serwisem INTERIA.PL z dn. 29.02.2004 r.


Proces stulecia w Belgii

W poniedziałek stanie przed sądem belgijski pedofil-morderca Marc Dutroux, jego żona i dwóch innych wspólników. Oskarża się ich m.in. o porwanie i zgwałcenie sześciu dziewczynek i kobiet w wieku od 8 do 19 lat oraz o zamordowanie czterech z nich.

Rozpocznie się "proces stulecia", jak określają go media przede wszystkim ze względu na szok, jaki wywołały zbrodnie Dutroux i podejrzana nieudolność organów ścigania w tej sprawie. O jego niecodziennym charakterze świadczy także liczba zaakredytowanych wysłanników mediów - prawie 1400, pracujących dla 250 redakcji.

Nowy gmach sądów w Arlon nie jest przystosowany do tak wielkiego procesu. W sali z trudem pomieszczą się sędziowie zawodowi i przysięgli, oskarżyciele publiczni i posiłkowi (reprezentujący rodziny ofiar), oskarżeni (za kuloodporną szybą) i ich obrońcy.

Na miejscach dla publiczności zasiądą rodzice tylko czterech ofiar. Rodzice dwóch najmłodszych - ośmioletnich w chwili porwania w 1995 roku Julie i Melissy - odmawiają na razie udziału w procesie, niezadowoleni z przebiegu śledztwa i wąskiego kręgu oskarżonych.

Pozostałe kilkadziesiąt miejsc dla publiczności zajmie prasa. Jej wysłannicy będą się zmieniać na zasadzie rotacji, przechodząc co pewien czas do dwóch osobnych sal, w których będzie można jednak śledzić proces na ekranie wewnętrznej telewizji.

Choć będą go filmowały kamery, zgodnie z belgijskimi przepisami do sali rozpraw nie będą miały wstępu normalne ekipy telewizyjne. Jak zwykle w ruch pójdą ołówki i kredki rysowników.

Do niedawna senne, liczące 24 tysiące mieszkańców Arlon, stolica belgijskiej prowincji Luksemburg, nigdy nie przeżywało takiego najazdu. Na czas procesu, która ma potrwać do połowy maja, czynsze osiągnęły niebotyczna wysokość. Właściciele niewielkich mieszkań w pobliżu gmachu sądu żądali nawet 5000 euro miesięcznie.

Wielu sklepikarzy ubolewa natomiast, że stracą normalnych klientów, i obawia się ewentualnych demonstracji. Władze zmobilizowały dodatkowo 330 policjantów, którzy czuwają nad bezpieczeństwem uczestników procesu, wymagających specjalnej ochrony, przede wszystkim oskarżonych, świadków i sędziów przysięgłych.

Troje oskarżonych będzie dowożonych z lokalnego więzienia, natomiast odpowiadający z wolnej stopy Michel Nihoul miał problemy ze znalezieniem bezpiecznego lokum i w końcu zapewne będzie nocował albo w komisariacie policji albo w koszarach.

Proces rozpocznie się w poniedziałek rano od wylosowania 12 sędziów przysięgłych i ich 12 zastępców (na wszelki wypadek) spośród 180 obywateli w wieku od 30 do 60 lat, wezwanych w tym celu do Arlon. Ich obowiązkiem jest unikanie kontaktów ze stronami i z mediami.

Nie powinni też oglądać telewizji ani czytać gazet, żeby samodzielnie wyrobić sobie zdanie na podstawie samego procesu. Obrońcy oskarżonych i tak zapewne zwrócą uwagę na to, że Marc Dutroux został już osądzony przed media, w tym przez uczestników sondaży opublikowanych na kilka dni przed procesem.

W sondażu dziennika "La Derniere Heure" 66% ankietowanych opowiedziało się za skazaniem Dutroux na karę śmierci, której w Belgii od dawna się nie wymierza. 88% wątpi w to, że proces wyświetli prawdę, a 66% uważa, że Dutroux był chroniony przez "ludzi wysoko postawionych".

Nurtujące wielu Belgów pytanie, czy Dutroux i jego wspólnicy mieli powiązania z siatką pedofilską, chronioną przez prominentów, może rzeczywiście pozostać bez odpowiedzi, tym bardziej że jest ono przedmiotem osobnego śledztwa.

Mimo że to dotyczące bezpośrednio Dutroux i najbliższych mu osób trwało 7 i pół roku, nie objęło wszystkich wątków mogących świadczyć o powiązaniach z szerszym światem przestępczym czy z establishmentem. Są one badane w ramach oddzielnego śledztwa, którego jeszcze nie zamknięto.

Na razie w ławie oskarżonych zasiądą obok 47-letniego Dutroux: jego 44-letnia druga żona, była nauczycielka Michelle Martin, 62- letni "biznesmen" - hochsztapler Michel Nihoul i 32-letni bezrobotny narkoman Michel Lelievre. (uk)

Za serwisem WP z dn. 29.02.2004 r.


W poniedziałek rozpoczyna się proces belgijskiego pedofila-mordercy

W poniedziałek stanie przed sądem belgijski pedofil-morderca Marc Dutroux, jego żona i dwóch innych wspólników. Oskarża się ich m.in. o porwanie i zgwałcenie sześciu dziewczynek i kobiet w wieku od 8 do 19 lat oraz o zamordowanie czterech z nich.

Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 29.02.2004 r.


Pedofil-morderca zostanie osądzony

W poniedziałek rozpoczyna się proces belgijskiego pedofila-mordercy Marca Dutroux. Przed sądem przysięgłych w Arlon staną, a właściwie zasiądą w kuloodpornej kabinie, także jego żona i dwaj wspólnicy.

Po trwającym siedem i pół roku śledztwie akt oskarżenia zarzuca im porwanie, więzienie, gwałty i inne wymyślne sposoby znęcania się nad sześcioma dziewczynkami oraz zamordowanie czterech z nich.

Belgijscy komentatorzy zadają sobie pytanie: czy ten "proces stulecia" pozwoli w sposób cywilizowany wymierzyć sprawiedliwość, czy też okaże się cyrkiem medialnym i zemstą bezradnej biurokratycznej machiny na potworze, który obnażył jej bezduszność, bezwład, nieudolność?

Porywał i mordował

Kiedy bowiem w czerwcu 1995 roku zaginęły bez wieści dwie 8-letnie dziewczynki, Julie i Melissa, nikt dokładnie nie sprawdził, co porabia Dutroux. Zaledwie trzy lata wcześniej wyszedł on warunkowo z więzienia, odsiedziawszy tylko połowę wyroku (6 z 13 lat) za... porwania i gwałty na dziewczynkach i kobietach. Sytuacja powtórzyła się po zaginięciu 19-letniej An i 17-letniej Eefje w sierpniu 1995 roku.

40-letni wtedy bezrobotny elektryk Dutroux wpadł dopiero po porwaniu 14-letniej Laetitii w sierpniu 1996 roku. Dopiero wtedy okazało się, że w kryjówce-lochu, który zbudował w piwnicy swego domu, przetrzymywał również porwaną trzy miesiące wcześniej 12-letnią Sabine.

Dopiero wtedy też prowadzący śledztwo przyparli do muru Dutroux, jego żonę Michelle Martin i jednego ze wspólników, Michela Lelievre'a. Na podstawie ich zeznań zlokalizowano zakopane w ogrodzie szczątki Julie i Melissy, An i Eefje, a także jednego ze wspólników zbrodniarza. Zarówno on, jak i An i Eefje zostali zapewne pogrzebani żywcem po uprzednim uśpieniu silnymi środkami odurzającymi.

Julie i Melissa zaś zapewne zmarły z głodu, kiedy podejrzany o kradzieże samochodów Dutroux spędził w areszcie ponad trzy miesiące na przełomie 1995 i 1996 roku. Żandarmi zeszli wtedy do jego piwnicy i jednemu z nich wydawało się nawet, że słyszy głosy dzieci. Ale niczego nie znaleźli.

"Polski wątek"

Wpadł też inny wspólnik, Michel Nihoul, hochsztapler, były właściciel klubu dla par wymieniających się partnerami. To czwarty z oskarżonych, którzy staną przed sądem w Arlon (prócz Dutroux, Martin i Lelievre'a). Kilku innych współdziałających z Dutroux ludzi będzie na razie tylko świadkami.

Jeden z nich to Michael Dekostavrianos, z którym wiąże się część "polskiego wątku". Dekostavrianos jeździł kilkakrotnie do Polski. Podróż do Polski odbył też raz Lelievre, ale jeszcze przed poznaniem Dutroux. Ponadto spółka ASCO, której akcjonariuszem był Nihoul, a jednym z dostawców być może Dutroux, eksportowała kradzione samochody między innymi do Polski.

Prowadzący śledztwo nigdy nie uznali tych elementów za godne dokładnego zbadania. Cytowany przez radio RMF FM dziennikarz belgijskiego dziennika "De Morgen", Douglas De Coninck sugerował, że "belgijski wymiar sprawiedliwości po prostu tuszował sprawę, by nie kompromitować kraju".

Mimo to zbadano "wątek słowacki". Wydawał się on znacznie poważniejszy od polskiego, bo są konkretni świadkowie pobytów Dutroux na Słowacji i gwałtów, których się tam dopuścił. Na procesie maja zeznawać słowackie siostry, które zaprosił do Belgii, odurzył i zgwałcił.

Według prowadzących śledztwo, analiza znalezionych u Dutroux kaset z pornografią dziecięcą i włosów zabezpieczonych w piwnicznej kryjówce-kazamacie nie potwierdziła dotąd plotek o międzynarodowej sieci pedofilów, jakoby chronionej przez prominentów. W 1996 roku niemal zdestabilizowały one państwo belgijskie.

Uprawiający prostytucję chłopak pochwalił się wtedy, że przed 18. rokiem życia miał stosunki seksualne z wicepremierem Elio Di Rupo. Wicepremiera oczyściły z zarzutu policja i parlament. Część podejrzeń, dotyczących zwłaszcza powiązań z międzynarodową siecią pedofilów, jest nadal przedmiotem śledztwa.

Wszystko to jednak wywołało bezprecedensowe wzburzenie i masowe protesty społeczeństwa. 20 października 1996 roku 300 tys. ludzi wyległo na ulice Brukseli, żeby wziąć udział w "białym marszu" ku czci zamęczonych dziewczynek.

Ucieczka z sądu

Specjalna parlamentarna komisja śledcza przez kilka miesięcy badała sprawę, a jej transmitowane na żywo posiedzenia oglądała rekordowa liczba widzów. Komisja obnażyła słabości państwa i wymiaru sprawiedliwości, ale niewiele wyjaśniła.

Jedną ze struktur, które najczęściej obarczano odpowiedzialnością za niepowodzenie śledztwa, była żandarmeria. Ostatecznie skompromitowała ją w kwietniu 1998 roku ucieczka Dutroux z gmachu sądu. Przywożono go tam, żeby zapoznał się z aktami śledztwa. Obezwładnił eskortujących go żandarmów, zabrał im broń, porwał przygodny samochód i uciekł do pobliskiego lasu, gdzie schwytał go... gajowy. Po tym incydencie premier premier zdymisjonował ministrów spraw wewnętrznych i sprawiedliwości.

Osiem głównych partii politycznych z koalicji rządzącej i opozycji uzgodniło reformę, polegającą na połączeniu wszystkich sił policyjnych w jedną, choć wciąż podzieloną na federalną i lokalną. Zapowiedziano lepszą koordynację, kontrolę nad organami ścigania i dodatkowe pieniądze. Dziś wielu komentatorów ubolewa, że znaczna część reformy pozostała na papierze. (mn)

Za serwisem WP z dn. 27.02.2004 r.


Udusili deportowaną

Sąd Apelacyjny w Brukseli skazał dzisiaj na kary od 12 do 14 miesięcy więzienia czterech żandarmów, którzy udusili poduszką młodą Nigeryjkę deportowaną z Belgii, Semirę Adamu, gdy eskortowali ją w samolocie w drodze do Nigerii.

Żandarmi najpierw pobili swą ofiarę i zadali jej wiele ran, a następnie posłużyli się "często stosowaną" przez belgijską policję, jak sami przyznali, "techniką jaśka".

Młoda kobieta krzyczała i protestowała w samolocie przeciwko przymusowemu odesłaniu do kraju. Żandarmi, gdy bicie nie pomagało, zmusili ją do milczenia, zatykając nos i usta poduszeczką, jaką otrzymuje na pokładzie każdy pasażer. "Wyciszali" ją tak długo, aż straciła przytomność i zmarła.

Niezwykłą okolicznością w procesie sądowym było to, że jako materiał dowodowy posłużyły taśmy wideo, które nakręcili sami oskarżeni podczas maltretowania i duszenia ofiary.

Skazani to 36-letni oficer Marc Van den Broeck, 44-letni Danny Cornelis, 45-letni Johny Pipeleers i 44-letni Danny Colemonts.

Do zabójstwa Nigeryjki doszło w 1998 r. na pokładzie nie istniejących już dziś linii lotniczych Sabena.

Wydarzenie to kosztowało posadę ówczesnego belgijskiego ministra spraw wewnętrznych Louisa Tobbaka, który wziął na siebie polityczną odpowiedzialność za zbrodnię policji i zmuszony był podać się do dymisji.

Za INTERIA.PL z dn. 12.12.203 r.


Wymiar sprawiedliwości ZSRE (UE) skutecznie chroni degeneratów

Belgia: zakończono śledztwo ws. Dutroux Belgijska prokuratura zakończyła w piątek trwające 5 i pół roku śledztwo w sprawie pedofila i mordercy Marca Dutroux. Oskarżony stanie przed sądem w 2003 r.

Marc Dutroux oskarżony jest o napastowanie, torturowanie, gwałcenie i zamordowanie 4 dziewcząt, w tym 8-latki, którą zagłodził na śmierć w komórce pod jednym z jego domów.

Oskarżenie w jego sprawie zostanie przesłane do prokuratora generalnego, który może wszcząć oficjalne postępowanie lub zwrócić się o dodatkowe wyjaśnienia.

Marc Dutroux odsiadywał już wcześniej 13-letni wyrok za wielokrotny gwałt na dzieciach. Za dobre sprawowanie sąd postanowił zwolnić go w 1992 r., już po 3 latach odsiadki.

Za serwisem portalu Wirtualna Polska

Belgia: pedofil-morderca żali się

Belgijski pedofil-morderca Marc Dutroux żali się, że wymiar sprawiedliwości nie zajmuje się jego powiązaniami z "siatką" przestępczą, lecz usiłuje obarczyć winą wyłącznie jego i żonę za porwanie sześciu dziewczynek i śmierć czterech z nich.

W wywiadzie, nagranym po kryjomu na magnetofon w więzieniu w Arlon 3 stycznia i wyemitowanym w poniedziałek wieczorem przez flamandzką telewizję komercyjną VTM, belgijski "wróg numer jeden" przyznał, że przetrzymywał u siebie dziewczynki, ale zarzekał się, że mu "do niczego nie służyły" i że "nie miały" się znaleźć w jego domu.

Nie ma co liczyć na wymiar sprawiedliwości, bowiem chce wszystko ograniczyć do Martin (nazwisko jego żony, Michele) i do mnie.

Nie chcą otwierać śledztwa, które potwierdziłoby, że było jeszcze coś innego, bo wówczas wdepnęliby w gniazdo skorpionów - powiedział Dutroux.

Dlaczego ograniczać się do dziewczynek? W grę wchodzą różne rodzaje przestępczości. Byłem w kontakcie z pewnymi osobami - zapewnił tajemniczo, nie ujawniając jednak, kogo konkretnie ma na myśli.

Za serwisem portalu Wirtualna Polska


Belgia: dożywocie dla pastora-mordercy

Na karę dożywotniego więzienia skazał w środę belgijski sąd 74-letniego pastora pochodzenia węgierskiego oskarżonego o zabójstwo dwóch żon i czworga własnych dzieci. Jego 44-letnia córka za pomaganie ojcu otrzymała wyrok 21 lat więzienia.

Wyroki zamykają jedną z najbardziej makabrycznych spraw w historii belgijskiego sądownictwa. Choć sąd uznał pastora winnym zbrodni, nie odnaleziono ciał żadnej z ofiar. Pastor Andreas Pandy do niczego się nie przyznał. Gdyby nie zeznania jego córki Agnes, prawdopodobnie nie można by go było skazać.

Kilka lat temu sąsiedzi pastora stwierdzili, że jego dom opustoszał i nie wiadomo co się stało z jego rodziną. Andreas Pandy twierdził, że wróciła na Węgry. On sam jest emigrantem żyjącym w Belgii od 1956 roku.

Na Węgrzech rodziny jednak nie odnaleziono. Wtedy na policji pojawiła się córka, jedno z sześciorga dzieci pastora i przyznała się, że pomagała ojcu w zamordowaniu dwóch kolejnych żon i czworga dzieci. Ojciec wykorzystywał seksualnie ją i rodzeństwo. Ciała kroili i rozpuszczali w żrących płynach, więc nie pozostał po nich najmniejszy ślad.

Po długim śledztwie sąd dał wiarę zeznaniom Agnes. Ojciec do końca zapewniał, że jego rodzina żyje, a cała sprawa to spisek przeciwko niemu. (and)

Za serwisem portalu Wirtualna Polska z dn. 06.03.2002 r.

 

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 07.03.2002 r.

UPR Unia Polityki Realnej kara śmierci partia konserwatyzm prawica bandytyzm,morderstwo, dożywocie, główna, szafot, stryczek, recydywa,
death penalty Poland sprawiedliwość wymiar sprawiedliwości sąd, jurysdykcja, prewencja, zbrodnia, mord