|
Holandia - brak kary śmierci |
||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza |
Aktualizacja 08.07.2009 r. Wstrzykiwali gejom zarażoną krew W Groningen rozpoczął się proces trzech chorych na AIDS gejów, którzy celowo zarazili 14 mężczyzn Mężczyźni (w wieku od 33 do 49 lat) są oskarżeni o gwałt, nielegalne posiadanie narkotyków i ciężkie uszkodzenie ciała dokonane z premedytacją. Według prokuratury między 2006 a 2007 rokiem celowo zarazili 14 mężczyzn wirusem HIV. Grozi im za to do 20 lat więzienia. Swoje ofiary poznawali przez Internet. Proponowali im udział w orgiach. Potem ich odurzali za pomocą tzw. pigułki gwałtu i wstrzykiwali własną, zarażoną krew. Ofiary traciły przytomność, nie pamiętały, co się z nimi działo. Podejrzani zostali aresztowani w maju ubiegłego roku. Wcześniej służba zdrowia w Groningen zauważyła wyraźny wzrost liczby przypadków zarażenia wirusem HIV wśród miejscowych homoseksualistów. Wszyscy trzej przyznali się do winy. W czasie przesłuchania mówili, że zarażanie mężczyzn śmiercionośnym wirusem ich podnieca. Jeden z nich miał powiedzieć, że "im więcej jest gejów chorych na AIDS, tym większe szanse na seks bez prezerwatywy". - To jest dla mnie naturalny, czysty seks - wyznał. Potem jednak odwołał swoje zeznania. Większość ofiar już zachorowała. Mają nadzieję, że dowiedzą się podczas procesu, dlaczego oskarżeni świadomie narazili ich na śmierć. Ich obrońca zapowiedział, że wniesie skargę o odszkodowanie, jeśli oskarżeni zostaną uznani za winnych. Holendrzy są w szoku. Zdaniem ministra zdrowia Aba Klinka trzej mężczyźni dopuścili się "wyjątkowo ohydnej zbrodni". Organizacje walczące z AIDS ostrzegają, że to jedynie wierzchołek góry lodowej. Z badań opublikowanych przez holenderskie stowarzyszenie walki z HIV (HVN) wynika, że zaledwie 24 proc. gejów używa prezerwatyw podczas przypadkowych stosunków. Jedna trzecia nie wie, czy ich stały partner jest nosicielem śmiertelnego wirusa. Seks grupowy bez zabezpieczenia staje się coraz bardziej popularny. W konsekwencji od 2006 roku liczba przypadków zarażenia wirusem HIV wśród homoseksualistów wzrosła w Europie o prawie 12 pkt proc. Seks bez prezerwatywy jest uważany przez wielu gejów za "sposób potwierdzenia męskości i chęci do życia". "To, że nie wiem, czy się zarażę AIDS, zwiększa rozkosz seksualną" - cytuje HVN jednego z ankietowanych. Aleksandra Rybińska Za "Rzeczpospolitą" z dn. 15.10.2008 r. Dożywocie za zabójstwo w Holandii Na dożywocie skazał dziś Sąd Okręgowy w Białymstoku 36-letniego Artura Z. za zabójstwo dokonane przed siedmiu laty w Amsterdamie. Zbrodnia miała tło homoseksualne, sprawca zadał poznanemu przygodnie mężczyźnie 21 ciosów nożem. Sąd zdecydował, że o warunkowe przedterminowe zwolnienie skazany będzie mógł się ubiegać dopiero po 35 latach więzienia. Wyrok nie jest prawomocny. Oskarżony odsiaduje już wyrok 25 lat więzienia za zabójstwo dokonane w Warszawie, usiłowanie kolejnego oraz rozbój. Czyny te również miały tło homoseksualne. Ze względu na charakter sprawy i okrucieństwo, z jakim działał sprawca, białostocki proces odbywał się przy drzwiach zamkniętych. Utajnione zostało także uzasadnienie wyroku. Dla dobra rodziny skazanego, sąd nie zgodził się na publikację jego danych osobowych i wizerunku. Proces dotyczył zabójstwa mężczyzny dokonanego w Amsterdamie w sierpniu 1998 roku. Odbywał się tam wtedy festiwal gejów. Ofiara zginęła od 21 ciosów nożem. Na miejscu zabójca zostawił odciski palców, ale okazało się, że nie był notowany. Ślady linii papilarnych trafiły do bazy danych Interpolu. Po kilku latach ustalono, że należą do mieszkańca Białegostoku. Okazało się wtedy, że przebywa on w warszawskim areszcie, pod zarzutem zabójstwa w 1997 roku stołecznego adwokata. W śledztwie ustalono też, że dwa lata później próbował zamordować innego mężczyznę - obaj byli homoseksualistami. W obu przypadkach użyto noża, a sprawca atakował po zbliżeniu seksualnym. Cztery lata temu sąd w Warszawie skazał go za to na 25 lat więzienia. Według ustaleń białostockiej prokuratury, prowadzącej sprawę zabójstwa w Amsterdamie, zabójca pojechał tam do pracy. Zamordowanego później Gerarda K. poznał w barze w czasie trwającego w mieście festiwalu gejów, a ten zaprosił go do domu. W śledztwie Artur Z. tłumaczył, że zdenerwował się, gdy w nocy poczuł, że mężczyzna położył się na nim. Sąd przyjął, że sprawca działał z zamiarem zabójstwa. (PAP) Za serwisem INTERIA z dn. 09.08.2005 r. Zabójca holenderskiego reżysera Theo van Gogha skazany na dożywocie Mohammed Bouyeri, Holender marokańskiego pochodzenia, został skazany na dożywocie za zabójstwo niezależnego reżysera. Niczego jednak nie żałuje Bouyeri sam prosił holenderski sąd o dożywocie, które jest najwyższą karą w tym kraju. Podczas procesu twierdził nawet, że wolałby karę śmierci. Nie dlatego jednak, że żałuje swego czynu. Twierdził wręcz, że gdyby kiedykolwiek został uwolniony, zrobiłby to samo jeszcze raz. 2 listopada 2004 r. w Amsterdamie Bouyeri siedmiokrotnie strzelił do jadącego na rowerze van Gogha z pistoletu. Potem poderżnął mu gardło, a do ciała przybił nożem pięciostronicowy list z fragmentami Koranu i pogróżkami pod adresem holenderskich polityków, w tym deputowanej somalijskiego pochodzenia Ayaan Hirsi Ali. Van Gogh, potomek brata słynnego XIX-wiecznego malarza Vincenta van Gogha, był twórcą filmów krytykujących islam i kwestionujących sens wielokulturowego społeczeństwa. Wielu muzułmanów oburzył jego film "Podporządkowanie" opisujący pozycję kobiet w islamie. Pokazano w nim m.in. skatowaną kobietę, na ciele której wypisane są wersety z Koranu. Autorką scenariusza do tego filmu była deputowana Ayaan Hirsi Ali, która od dawna krytykuje islam. Po zabójstwie van Gogha musiała się ukrywać, mieszkała na terenie bazy wojskowej, a porusza się wyłącznie w obstawie policji. To właśnie "Podporządkowanie" sprowokowało Bouyeriego do zabicia van Gogha. Mężczyzna został skazany za morderstwo, a także za grożenie atakiem terrorystycznym Hirsi Ali, za próbę zabójstwa policjantów i osób postronnych, do których strzelał, gdy ci próbowali go zatrzymać oraz za nielegalne posiadanie broni. Bouyeri jest marokańskiego pochodzenia, ale urodził się i wychował w Holandii. Nie krył, że zabójstwa dokonał na tle religijnym. - Popchnęła mnie do tego wyłącznie moja wiara. Motywowało mną prawo, które nakazuje obcinać głowę wszystkim, którzy ubliżają Allahowi i jego prorokowi - tłumaczył w sądzie. Sąd uznał, że morderstwo nosiło znamiona aktu terrorystycznego. - Atak na Theo van Gogha wywołał w holenderskim społeczeństwie wielkie poczucie strachu i niepewności - mówił sędzia Udo Willem Bentinck. Zabójstwo to było dla Holendrów szokiem i rozpętało debatę na temat sensu utrzymywania wielokulturowego społeczeństwa. Napięcia między imigrantami a miejscowymi pogłębiły się. Nieznani sprawcy podpalili kilkadziesiąt meczetów i szkół islamskich. Skazany, który na odczytanie wyroku przyszedł do sądu w szarej arabskiej tunice i czarno-białej chuście arafatce, po wysłuchaniu sędziego jedynie skinął głową i uścisnął dłoń adwokatowi. Po czym nie spoglądając w stronę rodziny van Gogha, opuścił salę sądu. Podczas wcześniejszego przesłuchania powiedział matce van Gogha: - Nie czuję pani bólu. Muszę przyznać, że nie mam dla pani żadnego współczucia. Nie mogę go mieć, bo uważam panią za niewierną. Bouyeri może jeszcze dodatkowo zostać skazany za przynależność do grupy terrorystycznej, lecz na razie prokuratorzy nie mają wystarczających dowodów na jego powiązania z islamską grupą Sieć Hofstad. Jej członkowie staną dziś przed sądem w oddzielnym procesie. Reuters, afp, dp Za serwisem "Gazety Wyborczej" z dn. 26.07.2005 r. Zabójca reżysera van Gogha przyznał się do winy Muzułmański ekstremista odpowiedzialny za zabójstwo holenderskiego reżysera Theo Van Gogha, Mohammed Bouyeri, przyznał się we wtorek do winy przed sądem w Amsterdamie. Oświadczył, że gdyby mógł, zabiłby jeszcze raz. Oskarżyciele domagają się dla niego dożywocia. Bouyeri nie zamierza się bronić. Proces w amsterdamskim sądzie trwa już drugi dzień. Wyroku w tej sprawie należy się spodziewać 26 lipca. Zrobiłem to z przekonania - mówił sędziom 27-letni Bouyeri, nie wypuszczając z rąk Koranu. Brodaty mężczyzna był ubrany w czarny strój i czarno-białą arafatkę. Jeśli kiedykolwiek wyjdę na wolność, zrobię to jeszcze raz - zaznaczył. Odmówił sędziom wyjaśnienia motywu zbrodni. Wcześniej, w sądowym hallu zwrócił się do policjantów, do których osiem miesięcy temu strzelał: Strzelałem, by zabić i bym został zabity. Nie zrozumiecie tego. Według aktu oskarżenia, Bouyeri zabił van Gogha, kierując się "intencją terrorystyczną". Ciążą na nim zarzuty terroryzmu, naruszania demokracji, zabójstwa, ataku na policjantów i przechodniów, a także nielegalnego posiadania broni. Oskarżony głosi przesłanie nienawiści i przemocy - powiedział główny prokurator Frits van Straelen i dodał, że Bouyeri zabiłby każdego, kto myśli w odmienny sposób. Oskarżony "pozostaje zagrożeniem dla naszego społeczeństwa" - podkreślił prokurator. Według oskarżenia, Bouyeriemu pomagały w zaplanowaniu morderstwa inne osoby; oskarżonego powiązano z 12 islamistami, aresztowanymi po śmierci reżysera. Prokurator zamierza wystąpić o zbadanie stanu psychicznego Bouyeriego, a także o zbadanie przez eksperta ds. międzynarodowego terroryzmu pism znalezionych w domu oskarżonego. Van Gogh został zamordowany 2 listopada 2004 roku w Amsterdamie. Po jego śmierci w Holandii wybuchły konflikty na tle rasowym i religijnym. (aka) Za serwisem WP z dn. 12.07.2005 r. Morderca reżysera chce dla siebie kary śmierci W silnie strzeżonym sądzie w Amsterdamie trwa proces Mohammeda Bouyeri oskarżonego o zabójstwo Theo van Gogha. Holenderski reżyser został zamordowany w listopadzie przez muzułmańskiego ekstremistę. Obecna na sali matka reżysera wyraziła nadzieję, że morderca jej syna zostanie skazany na dożywocie. On sam - jak ujawnił sędzia - domaga się kary śmierci. Chce bowiem zginąć jako męczennik za wiarę. Świadkami w procesie są dwaj policjanci, których oskarżony także próbował zabić. Wypowiadają się też eksperci, w tym psycholog i znawca islamu. Sam oskarżony, 27-letni Mohammed Bouyeri, Marokańczyk urodzony w Holandii, bojkotuje proces i nie chce skorzystać z prawa do obrony. Do sądu doprowadzono go siłą, ubranego w czarną dżallabję, z Koranem w ręku. Na pytanie sędziego, czy morderstwa dokonał z pobudek religinych skinął jedynie potakująco głową. Odmówił jednak dalszych odpowiedzi. Za serwisem Onet z dn. 11.07.2005 r. Muzułmański fanatyk przed sądem w Holandii W czarno-białej arafatce i z Koranem pod pachą stanął wczoraj przed sądem na przedmieściach Amsterdamu Mohammed Bouyeri. Grozi mu dożywocie za morderstwo holenderskiego reżysera Theo van Gogha Na 27-letnim Bouyerim, z pochodzenia Marokańczyku, ciąży w sumie sześć zarzutów: oprócz morderstwa m.in. próba zastrzelenia dwóch przechodniów, którzy znaleźli się w pobliżu miejsca zabójstwa, strzelanie do policjantów. W czasie śledztwa odmawiał zeznań, ale przyznał się do tego, że zabił van Gogha. Wyjaśnił, że spodziewał się męczeńskiej śmierci z ręki policji, a mordując reżysera, "wykonywał wolę Allaha". Na procesie postanowił się nie bronić. Wystąpił też do swego adwokata, aby ten nie pojawiał się w ogóle w budynku sądu w Ostdorp, który z racji nadzwyczajnych zabezpieczeń nazwany jest "bunkrem". Kiedy wczoraj odczytano zarzuty, oskarżony, głaszcząc się po brodzie, powiedział tylko: "Nie mam nic do dodania". Później zapytany dlaczego zabił van Gogha, wymamrotał coś po arabsku i przechodząc na holenderski dodał, że "może później powie coś więcej". Bouyeri zabił van Gogha 2 listopada zeszłego roku. Najpierw oddał do niego siedem strzałów z pistoletu, a na końcu poderżnął mu gardło. To dlatego holenderskie media nazwały to morderstwo "rytualnym". Jak opowiada prokurator Frits van Straelen, van Gogh błagał go o litość. Do ciała ofiary morderca "przybił" nożem pięciostronicowy list z pogróżkami pod adresem holenderskich polityków, w tym deputowanej somalijskiego pochodzenia Ayaan Hirsi Ali. Ali była scenarzystką ostatniego filmu van Gogha "Podporządkowanie", który opowiadał o prześladowaniach kobiet w cywilizacji islamu. Dla wielu muzułmanów był on bluźnierczy, m.in. dlatego, że na jednej ze scen pokazano nagie plecy kobiety, a na nich wersety z Koranu. Holenderskie media sądzą, że właśnie ten film skłonił ostatecznie Bouyeriego do ataku. Van Gogh był kontrowersyjną postacią, prowokował i obrażał nie tylko muzułmanów. Ze skrajnymi poglądami islamistów walczył zarówno kamerą, jak i niewyparzonym językiem swych felietonów. W jednym z nich nazwał muzułmanów z Maroka "kozojebcami z gór Atlasu". Oskarżyciel twierdzi, że Mohammed Bouyeri zamordował reżysera, kierując się "terrorystyczną intencją". Policja ustaliła, że był członkiem 12-osobowej siatki terrorystycznej zwanej grupą "Hofstad". Siatka pomagała mu w zabójstwie, jak również przygotowywała zamachy na innych holenderskich polityków, w tym Ayaan Hirsi Ali. Proces jest wielkim wydarzeniem w Holandii, gdyż po zabójstwie reżysera w uchodzącym za tolerancyjny kraju wybuchły konflikty na tle rasowym. Spalono kilka meczetów i szkół koranicznych oraz w odwecie budynek jednego kościoła chrześcijańskiego. Jacek Pawlicki Za serwisem "Gazety Wyborczej" z dn. 11.07.2005 r. Holandia po zabójstwie Theo van Gogha Odwrót od politycznej poprawności ANNA SŁOJEWSKA Holandia padła ofiarą swojej politycznej poprawności - takie komentarze można było usłyszeć w tym kraju po zabójstwie Theo van Gogha, twórcy kontrowersyjnego filmu o losie muzułmańskich kobiet. We wtorek marokański ekstremista zastrzelił Theo van Gogha, twórcę krytykowanego przez środowiska muzułmańskie filmu "Poddanie", który opowiada historię ucisku kobiet w społeczeństwie arabskim. - Okazaliśmy się głupcami. Byliśmy zbyt mili, zbyt gościnni, daliśmy imigrantom mnóstwo praw. Nie wymagaliśmy natomiast, żeby dostosowali się do naszych reguł - komentował w rozmowie z "Rzeczpospolitą" socjolog i publicysta Herman Vuijsje, autor książki "Holandia poprawna politycznie". Jego zdaniem takie podejście obowiązywało w latach 70. i 80. Zwrot, który nastąpił ostatnio, był bardzo radykalny. Holenderscy komentatorzy, z którymi rozmawiała "Rz", zwracali uwagę, że w ich kraju nigdy nie było masowych rasistowskich ruchów. - Belgia od lat ma swój Vlaams Blok, Francuzi Le Pena, w Wielkiej Brytanii dochodzi do zamieszek na tle rasistowskim. U nas, do czasu Pima Fortuyna, nigdy nie było poważnych nacjonalistycznych ruchów - mówi Bert Wegendorp z dziennika "De Volkskrant". Imigranci nie są przyzwyczajeni do ostrej debaty czy otwartej krytyki swego zachowania. Po zabójstwie Van Gogha, dokonanym w biały dzień na ulicy Amsterdamu, w Holandii odżyło wspomnienie mordu na Pimie Fortuynie. Prawicowy polityk, zwolennik zaostrzenia prawa imigracyjnego, zginął dwa lata temu, tuż przed wyborami parlamentarnymi. Holendrzy zastanawiają się, czy Van Gogh stał się kolejną ofiarą wolności słowa i walki z polityczną poprawnością. - Obaj zginęli za głoszone przez siebie poglądy polityczne - zauważa Bert Wegendorp z "De Volkskrant". Zdaniem Hermana Vuijsje te tragedie nie są bezpośrednio ze sobą powiązane, bo Fortuyn i Van Gogh to zupełnie inni ludzie. Jednego zamordował działacz radykalnego ruchu obrony zwierząt, drugiego - działacz grupy islamskiej. Ale w obu przypadkach zabójcy zakwestionowali podstawową wartość holenderskiego życia publicznego - wolność wypowiedzi. - To był odważny film. Musiał powstać - mówi Herman Vuijsje o "Poddaniu". Holenderscy komentatorzy podkreślają, że obraz był prowokacyjny w formie, ale prawdziwy w treści. Wzburzenie muzułmanów wywołały sceny, pokazujące wersety Koranu wypisane na skórze nagiej kobiety. - Rzeczywiście, sceny były szokujące - przyznaje Bert Wegendorp, który oglądał film w holenderskiej telewizji. Środowiska muzułmańskie dodatkowo oburzył fakt, że obraz powstał w ścisłej współpracy z Ajaan Hirsi Ali, imigrantką somalijską, deputowaną do holenderskiego parlamentu. Kobieta ta, krytykująca islamskie zwyczaje i arabskich imigrantów w Holandii, musi być chroniona przez policję. Organizacje arabskie w Europie gremialnie odcięły się od zabójstwa Van Gogha. - Zrobiły to bardzo szybko. Już kilka godzin po tragedii zaczęły rozsyłać oświadczenia w tej sprawie. Dzień później zorganizowały demonstracje w Amsterdamie - relacjonuje dziennikarz "De Volkskrant". Ponieważ jednak wcześniej krytykowały publicznie film, teraz boją się odwetu ze strony prawicowych ruchów holenderskich. - Już po emisji filmu atmosfera nie była dobra. Teraz boimy się aktów wrogości w Holandii, ale też w innych państwach europejskich - mówi Abou Jahjah, szef Ligi Arabsko-Europejskiej. Według niego potępienie zabójstwa przez muzułmańskie organizacje nie zmieni sytuacji. - Ludzie i tak uważają, że odpowiedzialni są wszyscy muzułmanie. Gdy zginął Fortuyn, od razu oskarżono Arabów. Okazało się, że zabił go biały Holender - wspomina Abou Jahjah. Zdaniem lidera arabskiej organizacji nastawienie Holendrów do imigrantów zdecydowanie zmieniło się po 11 września 2001 roku. - Przedtem było to społeczeństwo otwarte na imigrację. W ostatnich latach nastąpił radykalny zwrot - twierdzi Abou Jahjah. Holendrzy - podkreśla - są niezwykle szczerzy i radykalni w swoich poglądach. - Jeśli tolerancja, to możliwie duża. Jeśli odwrót od niej, to skrajny. Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 04.11.2004 r. Reżyser Theo van Gogh zastrzelony Śmierć za krytykę islamu Holenderski reżyser filmowy Theo van Gogh, który zdobył rozgłos krytycznym podejściem do świata islamu, został wczoraj zastrzelony w centrum Amsterdamu. Jego zabójca, ujęty przez policję, okazał się 26-letnim imigrantem z Maroka. Okoliczności śmierci van Gogha - który był prawnukiem brata Vincenta van Gogha, również Theo - głęboko poruszyły Holendrów. Przypomniały śmierć zabitego przed dwoma laty prawicowego polityka Pima Fortuyna. Obaj, jak się wydaje, zapłacili życiem za swe poglądy: Fortuyn - w kwestiach dotyczących traktowania zwierząt (opowiadał się za przywróceniem hodowli zwierząt futerkowych, zginął z ręki ich obrońcy), van Gogh - za krytyczne przedstawianie świata muzułmańskiego. To szok dla Holandii, która nie tylko jest krajem spokojnym i stabilnym, ale i skrajnie tolerancyjnym. Theo van Gogh otrzymywał pogróżki od sierpnia, gdy telewizja nadała jego film "Poddanie" (Submission). To opowieść muzułmanki, która wbrew swej woli zostaje wydana za mąż, doświadcza gwałtów i przemocy ze strony swego męża i rodziny, a w końcu zostaje ukarana za zdradę małżeńską. Scenariusz napisała Somalijka Ayaan Hirsi Ali, która sama uciekła przed narzuconym sobie małżeństwem i wyrzekła się islamu, a obecnie jest deputowaną do parlamentu Holandii. Ayaan nie szczędzi krytyki imigrantom muzułmańskim (blisko milion ludzi, ponad 5 procent mieszkańców Holandii), za to zwłaszcza, że mieszkając w Holandii, nie chcą się zasymilować. Dom van Gogha był pod ochroną, ale krótko. Sam reżyser lekceważył pogróżki. Najlepszą dla mnie ochroną, mawiał, jest mój film. Wczoraj jednak czekał na niego człowiek ubrany, według świadków, w dżalabiję. Strzelił do reżysera, a gdy ten upadł na ziemię, ugodził go nożem. Policja nie chciała komentować doniesień, że poderżnął swej ofierze gardło. Nie ujawniła także treści kartki, którą podobno zostawił przy zwłokach. Van Gogh, paradoksalnie, pracował ostatnio nad filmem o Pimie Fortuynie. Obraz, pod tytułem "06-05" (Fortuyn zginął 6 maja 2002 roku), miał być zaprezentowany w grudniu. T.T.S., REUTERS, AP, AFP, BBC Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 03.11.2004 r. Holandia: Dożywocie dla pielęgniarki-morderczyni Holenderska pielęgniarka, oskarżona o mordowanie pacjentów, uznana została dzisiaj za winną czterech zabójstw oraz trzech prób zabójstwa i skazana na dożywocie. 41-letnia Lucy de Berk, która nie przyznała się do winy, była oskarżona o podanie między lutym 1997 a wrześniem 2001 roku pięciorgu dzieciom i ośmiu dorosłym osobom śmiertelnych dawek potasu i morfiny. Według aktu oskarżenia, wśród jej ofiar były kilkumiesięczne dzieci i 91-letni mężczyzna. De Berk zarzucono też sfałszowanie dyplomów i certyfikatów, dzięki którym uzyskała pracę pielęgniarki w szpitalach w Hadze, gdzie uprawiała zbrodniczy proceder. Do udowodnienia winy de Berk prokurator wykorzystał zapiski w jej pamiętniku. "Uległam wewnętrznemu przymusowi. Nawet nie wiem, dlaczego to robię. Zabiorę ten sekret ze sobą do grobu. Jednak mam nadzieję, że w ten sposób pomagam ludziom!" - odczytano na sali sądowej fragmenty pamiętnika. Jak pisze Reuters, sprawa stała się bardzo delikatna w Holandii - pierwszym na świecie państwie dopuszczającym eutanazję - wywołując obawy, że personel medyczny może łatwo uniknąć kary za morderstwo.(PAP) Z serwisem informacyjnym portalu INTERIA.PL z dn. 24.03.2003 r. Holandia: pielęgniarka nie przyznaje się do morderstw Holenderska pielęgniarka, oskarżona o zamordowanie 13 osób - niemowląt i ludzi w podeszłym wieku - we wtorek, w pierwszym dniu procesu, zaprzeczyła stawianym jej zarzutom. 40-letnia Lucy de Berk jest oskarżona o to, że między lutym 1997 a wrześniem 2001 roku zamordowała pięcioro dzieci i ośmioro ludzi starszych, wstrzykując im śmiertelne dawki potasu i morfiny. Według prokuratury, wśród jej ofiar były kilkumiesięczne dzieci i 91-letni mężczyzna. De Berk zarzuca się również usiłowanie zabójstwa pięciu pacjentów, a także sfałszowanie dyplomów i certyfikatów, dzięki którym uzyskała pracę pielęgniarki w szpitalach w Hadze. Nie zrobiłam tego. Jestem pewna. Znalazłam go w takim stanie - odpowiedziała de Berk na pytanie sędziego o jedną z domniemanych ofiar, sześcioletniego chłopca, upośledzonego fizycznie i umysłowo. Mam czyste sumienie. Oczywiście, to dziwne, ale nie wiem, co się stało. Inną z jej ofiar był, według prokuratury, 91-letni chiński sędzia Haopei Li, były członek Międzynarodowego Trybunału Karnego ds. Zbrodni w byłej Jugosławii. Zmarł on w szpitalu w Hadze w listopadzie 1997 roku. Oczekuje się, że wyrok w procesie zapadnie na początku października. Holandia była pierwszym krajem, który zalegalizował eutanazję, ale obowiązująca od kwietnia ustawa przewiduje ścisłe warunki jej przeprowadzania. Za serwisem informacyjnym portalu Wirtualnej Polski z dn. 17.09.2002 Holenderska pielęgniarka-śmierć Holenderska pielęgniarka została oskarżona w poniedziałek o zamordowanie 13 osób, w tym czwórki dzieci. Według prokuratury, 40-letnia Lucy de Berk wstrzykiwała truciznę ofiarom w trzech haskich szpitalach, w których pracowała od lutego 1997 do września 2001 roku. Zdaniem rzecznika prokuratury, morderstwa Lucy de Berk nie miały nic wspólnego z eutanazją, gdyż wielu pacjentów, którym pielęgniarka wstrzykiwała śmiertelną truciznę, właśnie wracało do zdrowia. Oskarżyciel stwierdził, że de Berk ma "obsesję śmierci". Na razie jednak sąd nie może określić stanu psychicznego oskarżonej, gdyż ta nie zgodziła się na rozmowę z psychologiem.(ck) Za serwisem informacyjnym portalu Wirtualnej Polski Holandia: Pielęgniarka oskarżona o zamordowanie 13 osób 40-letnia holenderska pielęgniarka stanie dziś przed sądem w Hadze pod zarzutem zamordowania 13 osób, w tym czworga niemowląt. Prokuratura oskarża ją też o pięciokrotne usiłowanie zabójstwa. W latach 1997-2001 w trzech haskich szpitalach kobieta wstrzykiwała pacjentom śmiertelne dawki kalium lub morfiny. Pielęgniarka twierdziła, że chciała skrócić cierpienia nieuleczalnie chorych. Okazało się jednak, że niektórych pacjentów można było wyleczyć. Oskarżona odmówiła poddania się badaniom psychologicznym i psychiatrycznym. W marcu prokurator opisał ją jako osobę mającą "obsesję śmierci". Wyrok ma zapaść za dwa tygodnie. To nie pierwszy tego typu proces w Holandii (eutanazja jest tam częściowo dozwolona). W 1996 roku pomoc szpitalna Martha Umehopa została skazana na 4 lata więzienia za zabicie czterech staruszków w centrum geriatrycznym. Sama przyznała się do wstrzyknięcia insuliny "z litości" 9 osobom. Na dwa miesiące więzienia w zawieszeniu skazana została pielęgniarka Jet van der Weerd za wstrzyknięcie substancji choremu na AIDS. Została skazana przez sąd, ponieważ w Holandii dopuszcza się stosowanie eutanazji tylko przez lekarza. Za serwisem RMF FM z dn. 17.09.2002 r. |
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 23.07.2000 r. |
||