Niemcy - konsekwencje zniesienia Kary Śmierci

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 11.11.2008 r.

Niemiecki kanibal przegrał apelację

Niemiecki kanibal, który odwoływał się od kary dożywocia, przegrał w Sądzie Najwyższym, który nie podzielił argumentacji, że ofiara... sama chciała być zabita i zjedzona.

Historia ta wstrząsnęła Niemcami. Inżynier Armin Meiwes znalazł swą ofiarę, Bernda-Juergena Brandesa, w internecie. Brandes, z zawodu informatyk, zamieścił ogłoszenie o poszukiwaniu kogoś, kto "położy kres jego życiu, nie pozostawiając żadnych śladów". W marcu 2001 roku Brandes udał się do Rotenburga na spotkanie z Meiwesem. Tam kanibal uwiecznił się na taśmie wideo podczas obcinania Brandesowi penisa, którego obaj zamierzali następnie zjeść. Brandes krwawił jednak tak mocno, że stracił przytomność. Nagranie wideo pokazuje Meiwesa, który położył nieprzytomnego na ławce, pocałował w usta, po czym wbił mu nóż w gardło. Kanibal zamroził następnie zwłoki ofiary i stopniowo je zjadał. Sąd pierwszej instancji skazał Meiwesa w 2004 roku na osiem lat więzienia za zabójstwo. W maju 2006 roku sąd wyższej instancji we Frankfurcie nad Menem unieważnił tamto orzeczenie, odrzucając argument, że Meiwes działał na życzenie swej ofiary. Kanibal został skazany na dożywocie za morderstwo. Teraz wyrok jest już prawomocny.

rik, PAP

Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" z dn. 24.10.2008 r.


Brat zabił siostrę w "obronie honoru"

Młody Niemiec pochodzenia afgańskiego przyznał się do zabicia 16-letniej siostry. Zdaniem śledczych było to tzw. zabójstwo w obronie honoru - podała policja.

23-letni Ahmad O. powiedział, że zasztyletował swą siostrę Morsal O. w czwartek w Hamburgu - podała policja. Dziewczyna zmarła od ran w piątek rano.

Oboje mieli obywatelstwo niemieckie.

Mężczyznę zatrzymano pod zarzutem zabójstwa. Przesłuchani zostaną wszyscy członkowie rodziny - powiedział rzecznik policji Andreas Schoepflin.

Śledczy sądzą, że dziewczyna została zabita, bo brat nie aprobował jej zachodniego stylu życia. W niektórych kulturach plamę na honorze rodziny może zmyć tylko krew.

Niemieckie federalne biuro kryminalne podaje, że od roku 1996 do 2005 było 55 takich zabójstw.

Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" z dn. 19.05.2008 r.


Ponad sto ofiar neonazistów w Niemczech

Niemieccy neonaziści zabili od 1990 r. 41 osób - podało Federalne Biuro Kryminalne. Zdaniem prasy ofiar prawicowych (UWAGA - te określenie fałszuje rzeczywistość - to metoda lewackiej gazety na fałszowanie pojęć - naziści są narodowo-SOCJALISTYCZNYMI bandziorami!!! - przyp. WKŚ) ekstremistów może być dużo więcej

Ostatni potwierdzony przez policję przypadek neonazistowskiego morderstwa miał miejsce w marcu, kiedy młody skinhead Thomas Schulz zadźgał nożem na stacji metra w Dortmundzie lewicowego działacza.

Według statystyk najwięcej tego typu morderstw jest popełnianych w landach wschodnich. W byłej NRD neonaziści zabili w ciągu ostatnich 15 lat trzy razy więcej osób niż na zachodzie kraju. Ich ofiarami są najczęściej Żydzi, Murzyni, muzułmanie i osoby o poglądach lewicowych. Najwięcej morderstw niemieccy skinheadzi dokonali na początku lat 90. Jednak zdaniem mediów oficjalne statystyki nie oddają rzeczywistej skali zjawiska. Federalne Biuro Kryminalne bierze bowiem pod uwagę tylko te przypadki, w których sąd już skazał sprawców lub przynajmniej udowodnił neonazistom winę. Dzienniki "Tagesspiegel" i "Frankfurter Rundschau" przeprowadziły wspólne śledztwo, uwzględniając przypadki, w których nie udało się złapać sprawców. Wynika z niego, że od zjednoczenia Niemiec w 1990 r. do 2003 r. prawicowi (UWAGA - znowu fałszowanie rzeczywistości - to są lewaccy bandyci!!! - przyp. WKŚ) ekstremiści zabili w Niemczech co najmniej 99 osób.

pasz

Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" z dn. 03.10.2007 r.


Dożywocie dla pielęgniarza śmierci

Stephan L. to największy seryjny morderca w powojennej historii Niemiec. Sąd skazał go za 28 morderstw na ciężko chorych pacjentach.

Po raz pierwszy w klinice w Sonthofen w bawarskich Alpach pojawił się 6 stycznia 2003 r. Zaczął pracę na oddziale intensywnej terapii, szybko zdobywając zaufanie kolegów. Był miły, uczynny i kompetentny.

Przełożeni nie mieli do niego zastrzeżeń aż do maja 2004 r. Wtedy okazało się, że w szpitalnych magazynach brakuje ampułek z lystenonem, specyfikiem służącym do narkozy. Wewnętrzne śledztwo nie przyniosło żadnego rezultatu i gdy sześć tygodni później sytuacja się powtórzyła, do kliniki wezwano policjantów.

L. w głupi sposób zwrócił na siebie uwagę stróżów prawa. Gdy ci zaczęli w szpitalu śledztwo, pielęgniarz natychmiast zachorował i nie pojawił się w pracy. Policjanci postanowili odwiedzić go w domu i ku ich zaskoczeniu L. od razu przyznał się, że kradł ampułki z lekarstwem. Policjanci nie rozumieli, po co. Zadali więc pytanie wprost: - Czy zabijał pan tym pacjentów? L. pokiwał twierdząco głową.

Podczas śledztwa okazało się, że L. uśmiercał pacjentów według jednego schematu. Najpierw przez wenflon wstrzykiwał im w dużej dawce środki znieczulające i odurzające. Gdy ci tracili kontakt z otoczeniem, podawał im specyfik zwiotczający mięśnie, co powodowało ich uduszenie.

W taki sposób zginęła 79-letnia Gertruda S. W lutym 2004 r. przeszła rutynową operację kamieni nerkowych, a dwa dni później L. wstrzyknął jej "koktajl śmierci". Śledczym tłumaczył, że starsza pani sama chciała umrzeć, a on chciał jej ulżyć w cierpieniach.

W sumie oskarżono go o 28 morderstw, choć być może popełnił ich więcej. W czasie gdy pracował w Sonthofen, na oddziale zmarło ponad 80 osób. Ostatni mord popełnił na dwa tygodnie przed aresztowaniem. Jego ofiarą była Pilar D., Hiszpanka, która następnego dnia miała opuścić szpital.

Sąd w Kempten nie dał wiary jego wyjaśnieniom. Tylko jedno zabójstwo zakwalifikował jako pomoc w popełnieniu samobójstwa. Sędzia nie znalazł żadnych powodów, by wymierzyć łagodniejszy wyrok.

Bart, Berlin

Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" z dn. 21.11.2006 r.


Niemcy: kanibal skazany na dożywocie

44-letni Niemiec Armin Meiwes, który przyznał się do zabicia i zjedzenia mężczyzny poznanego przez internet, został skazany we wtorek na dożywocie. Uznano go za winnego morderstwa i zbeszczeszczenia ciała zmarłego. Sąd we Frankfurcie rozpatrywał sprawę po raz drugi. W 2004 r. w Kassel skazano go na osiem lat więzienia. Jednak federalny sąd apelacyjny dokonał kasacji wyroku i odesłał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Prawnicy Meiwesa bronili go, twierdząc, że nie popełnił morderstwa, lecz jedynie "zabójstwo na prośbę", bo ofiara wyraziła z góry zgodę. Jednak sąd uznał, że nie tylko zabił, ale też "zakłócił spokój należny zmarłym".

amak

Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" z dn. 09.05.2006 r.


Urodzeni Mordercy

Trójka Polaków siała postrach w całej Europie

Przez dwa miesiące mordowali, napadali i kradli w Polsce, Czechach, Niemczech i Danii. Dotarliśmy do szczegółów ich morderczej podróży.

"Polscy urodzeni mordercy" oraz "polscy Bonnie i Clyde" - tak określają niemieckie i duńskie gazety 18-letnią Kamilę D. i jej kochanka, 27-letniego Dariusza S. Towarzyszył im Mariusz Kapuśniak, wciąż jeszcze ścigany przez policję. Bestialski mord w Niemczech

Najprawdopodobniej to kłopoty z policją w Głogowie zmusiły całą trójkę do wyjazdu za granicę. - Mariusz K. jest poszukiwany u nas za oszustwa i kradzieże. Dziś wiemy, że pierwszym ich przystankiem były Czechy - mówi oficer z wrocławskiej policji.

Niemiecka grupa śledcza ustaliła, że 15 października wjechali do Niemiec autobusem z Czech. Przez kilka kolejnych dni w okolicach Monachium bezskutecznie szukali pracy i żebrali.

- Dokonywali drobnych kradzieży. Spali gdzie popadnie, pili alkohol - opowiada pracownik ambasady Niemiec.

29 października w miejscowości Weilheim k. Stuttgartu wypatrzyli samotnie mieszkającego 62-letniego emeryta. Włamali się, mieli ze sobą noże. - Właściciela kopali, zadali mu kilkanaście ciosów nożem. Zachowywali się jak bestie - mówią niemieccy policjanci.

Krwawy finał w Danii

Oprócz gotówki, aparatu fotograficznego ofierze ukradli także samochód: opla zafirę. Gdy na autostradzie pod Monachium przekraczali prędkość, zdjęcie zrobił im fotoradar. - Uciekali na północ, po drodze rabując mieszkania, napadając na stacje benzynowe i małe sklepy - mówią funkcjonariusze.

Wyjechali do Danii. Zamieszkali w stolicy w podrzędnym hotelu Continent, prowadzonym przez polskich właścicieli.

W nocy z 27 na 28 listopada właściciele hotelu odnaleźli zmasakrowane ciało 17-letniego gościa. Leżał we krwi, w pokoju wynajmowanym przez polską parę. Mordercy zadali kilkanaście ciosów nożem w twarz, szyję.

- W kilka godzin po odkryciu morderstwa Duńczycy zatrzymali Kamilę D. oraz Dariusza S. Nie zdążyli uciec - mówi oficer policji.

Jak się dowiedzieliśmy, przedstawiciele niemieckiego wymiaru sprawiedliwości negocjują z Duńczykami, gdzie "urodzeni mordercy" odsiedzą wyrok. W Niemczech grozi im dożywocie, w Danii kilkanaście lat więzienia.

Wzięli przykład...

Film "Urodzeni mordercy"â opowiada historię dwójki kochanków-morderców. Bohaterowie podróżując autostradą zabijają setki przypadkowych ofiar. Robią to dla własnej satysfakcji i przyjemności. Są kochani przez media, aż w końcu stają się legendą. W końcu trafiają do więzienia, z którego uciekają i porywają reportera.

autor: Robert Zieliński

Za dziennikiem "Super Express" z dn. 09.12.2008 r.


Bonnie i Clyde z Polski

Młodzi Polacy jeździli po Europie, kradli i zabijali. Przez miesiąc byli nieuchwytni dla policji. Złapano ich kilka dni temu w Kopenhadze

Duńscy dziennikarze określają 18-letnią Kamilę D. i 27-letniego Dariusza S. mianem "polskich Bonnie i Clyde". W ostatni weekend zatrzymała ich duńska policja w podrzędnym hotelu Continent w Kopenhadze, po tym jak zabili 17-letniego Gambijczyka, który starał się o azyl w Danii. Byli bardzo okrutni - kopali ofiarę, a potem wielokrotnie dźgali i cięli nożem.

To nie koniec. Prawdopodobnie wspólnie z jeszcze jednym Polakiem, 34-letnim Mariuszem K., stoją również za zabójstwem 62-letniego Niemca w miejscowości Weilheil pod Stuttgartem, do którego doszło miesiąc temu. Znalezione na miejscu zbrodni odciski palców wskazują właśnie na nich. W skradzionym ofierze oplu przestępców sfotografował na drodze do Monachium fotoradar, dzięki czemu niemiecka policja mogła wysłać za nimi list gończy.

W ciągu następnych dwóch tygodni całą trójkę widziano w okolicach Monachium, gdzie prawdopodobnie okradli kilka domów. Potem trop się urwał. Niemieccy policjanci do rozwiązania zagadki zabójstwa powołali specjalną grupę śledczą.

Dariusz S. poszukiwany jest też w Polsce za oszustwa. Policja sprawdzi, czy i w Czechach "polscy Bonnie i Clyde" nie weszli w konflikt z prawem.

O ekstradycję zatrzymanej w Kopenhadze pary będą się starali Niemcy. Jeśli do niej dojdzie, postawiony im będzie zarzut morderstwa, za który grozi dożywocie. Ciągle na wolności jest Mariusz K., który prawdopodobnie towarzyszył Kamili D. i Dariuszowi S. także w Kopenhadze.

Lech Bojarski, Poznań, Jakub Stachowiak, Metro

Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" z dn. 02.12.2005 r.


Niemcy: Rewizja procesu zabójcy-kanibala, grozi mu dożywocie

Niemiecki Najwyższy Trybunał Federalny uchylił w piątek wyrok sądu krajowego w Kassel, skazujący na osiem i pół roku więzienia Armina Meiwesa, który zabił i częściowo zjadł poznanego za pośrednictwem internetu mężczyznę.

Sprawa "kanibala z Rotenburga" - jak nazwały Meiwesa niemieckie media - była o tyle bulwersująca, że ofiara sama złożyła swój los w ręce oprawcy.

Najwyższy Trybunał Federalny odrzucił stanowisko sądu pierwszej instancji, że czyn Meiwesa to zwykłe, a nie kwalifikowane zabójstwo. Jak wskazuje orzeczenie Trybunału, nie można wykluczyć, że sprawca dokonał swego czynu dla zaspokojenia popędu płciowego, co w niemieckim kodeksie karnym jest jedną z bezwzględnych przesłanek uznania zabójstwa za kwalifikowane.

W prawie niemieckim zabójstwo kwalifikowane (po niemiecku Mord) karane jest wyłącznie dożywotnim więzieniem, natomiast za zabójstwo zwykłe (Totschlag) sankcja taka grozi tylko w "szczególnie ciężkich przypadkach".

Postępowanie odwoławcze wszczęto z inicjatywy prokuratury, od początku uważającej makabryczny czyn mordercy-ludojada za zabójstwo kwalifikowane.

43-letni obecnie Meiwes, z zawodu informatyk, poznał swoją przyszłą ofiarę za pomocą Internetu, biorąc udział w forum dyskusyjnym o kanibalizmie. W marcu 2001 r. zaprosił inżyniera z Berlina, który zgodził się na zadanie mu śmierci, do swego domu w Rotenburgu nad Fuldą (Hesja). Meiwes okaleczył go, a następnie zabił, zadając mu ciosy w szyję nożem kuchennym. Potem pokroił zwłoki, zamroził, a porcje ludzkiego mięsa spożywał do posiłków. Przebieg zbrodni zapisał na kasecie wideo, którą oglądał następnie wiele razy.

Zatrzymany w rok po dokonaniu zbrodni dzięki wskazówce internauty, Meiwes przyznał się do czynu. W trakcie procesu zeznał, że już w okresie dojrzewania często wyobrażał sobie, że zabija i zjada ludzi. Podniecały go także sceny uboju zwierząt.

Skazując w styczniu ubiegłego roku Meiwesa na osiem i pół roku więzienia sędziowie z Kassel argumentowali, że popełnił on zwykłe, a nie kwalifikowane zabójstwo. "Zabicie i dalsze wykorzystanie zwłok było elementem porozumienia między sprawcą i ofiarą. Dla obu stron druga osoba była instrumentem do spełnienia własnych życzeń" - powiedział wówczas w uzasadnieniu sędzia Volker Muetze.

Sprawca, zjadając ciało, usiłował nawiązać jak najbliższą więź z ofiarą. Nie chodziło mu o zaspokojenie popędu seksualnego, lecz o zyskanie poczucia pewności i bezpieczeństwa - wyjaśnił Muetze. Najwyższy Trybunał Federalny w Karlsruhe nie uznał tej argumentacji i w poniedziałek skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia przez sąd krajowy we Frankfurcie nad Menem.

Za witryną Onet z dn. 22.04.2005 r. i witryną WP z dn. 22.04.2005 r.


Morderca dziecka: policja groziła mi biciem i torturami

Skazany za porwanie i zamordowanie dziecka na karę dożywotniego więzienia Magnus Gaefgen oskarżył przed sądem we Frankfurcie nad Menem funkcjonariuszy niemieckiej policji o bicie go i grożenie torturami w czasie przesłuchania.

Występujący w charakterze świadka Gaefgen zeznał, że przesłuchujący go policjant groził zadaniem mu bólu, "jakiego jeszcze nigdy nie doznał", oraz zgwałceniem przez współwięźniów w celi, w której miał być zamknięty - poinformowała telewizja publiczna ZDF.

- Bałem się tak bardzo, że powiedziałem, gdzie są zwłoki i wskazałem miejsce na mapie - wyjaśnił. 29-letni student zwabił 27 września 2002 r. 11-letniego syna frankfurckiego bankiera Jakoba von Metzlera do swojego mieszkania i udusił go. Od ojca ofiary żądał miliona euro okupu. Policja zatrzymała go trzy dni po dokonaniu zbrodni.

W rozpoczętym tydzień temu procesie, na ławie oskarżonych zasiadają były wiceszef frankfurckiej policji Wolfgang Daschner oraz jeden z jego współpracowników. 61-letni urzędnik miał wydać swemu podwładnemu polecenie, aby zagroził przesłuchiwanemu zastosowaniem bezpośredniego przymusu w celu zmuszenia go do wskazania miejsca ukrycia porwanego dziecka.

Daschner uzasadnił swoje postępowanie koniecznością ratowania życia porwanego dziecka. - Nie mieliśmy innego wyjścia. Działałem w sytuacji przymusowej - powiedział na rozpoczęciu procesu. W czasie, gdy przesłuchiwano sprawcę, jego ofiara już nie żyła, jednak policjanci nie wiedzieli o tym.

Obaj oskarżeni twierdzą, że jedynie zasugerowali możliwość użycia siły. Zdaniem obrońców, oskarżając policjantów o tortury, Gaefgen kłamie, podobnie jak wiele razy w czasie śledztwa i procesu.

Proces wywołał w Niemczech zaciętą dyskusję na temat stosowania przemocy i tortur w przypadku, gdy istnieje dzięki temu szansa uratowania ludzkiego życia. Większość prawników przypomina, że konwencje międzynarodowe zakazują stosowania tortur i że zakaz ten obowiązuje bez wyjątków.

Przedstawiciele policji domagają się uściślenia przepisów. Wskazują też na liczne przypadki stosowania przymusu, łącznie z możliwością zabicia celnym strzałem porywacza, który wziął zakładników.

Niemieckie społeczeństwo jest w tej sprawie bardzo podzielone. Rok temu 63% Niemców uznało postępowanie Daschnera za słuszne.

Za serwisem WP z dn. 25.11.2004 r.


Kanibalistyczne fantazje motywem morderstwa

Zabił dla przyjemności

Ralf M., 41-letni gej, znajduje się od wczoraj w policyjnym areszcie. Do komisariatu zgłosił się sam, zawiadamiając, że zabił swego znajomego. W mieszkaniu Ralfa w berlińskiej dzielnicy Neukölln policja znalazła w czwartek poćwiartowane ciało mężczyzny.

Z jego zeznań wynika, że w czasie krojenia ciała przeżywał "kanibalistyczne fantazje". Nie znaleziono jednak dowodów, aby Ralf M. jadł ciało swej ofiary. Jest nią 33-letni nauczyciel muzyki, również z Berlina.

Sprawca i ofiara poznali się dwa tygodnie wcześniej za pośrednictwem Internetu i od tego czasu spotkali się dwa razy, organizując sadomasochistyczne seanse seksualne. W czasie trzeciego spotkania Ralf M. pozbawił swego partnera życia za pomocą śrubokrętu. Scenariusz tej zbrodni przypomina głośną trzy lata temu sprawę Armina Meiwesa, który po zabiciu swego partnera seksualnego żywił się przez jakiś czas jego ciałem poćwiartowanym i przechowywanym w zamrażarce. Meiwes zabił jednak swą ofiarę na jej wyraźnie życzenie, co zostało udokumentowane na taśmie wideo. Dlatego został skazany na stosunkowo łagodną karę ośmiu i pół roku pozbawienia wolności za zabójstwo, a nie morderstwo. Jak twierdzi policja, w przypadku Ralfa M. można mówić o morderstwie, gdyż wszystko wskazuje, iż ofiara nie wyraziła zgody na pozbawienie jej życia.

Ralf M. uchodził w swym środowisku za wyjątkowo spokojnego i zrównoważonego człowieka. Jest bezrobotny i dorabiał świadczeniem usług malarskich. Często przebywał w domu, gdzie bawił się z swym kotem. Partnerów szukał przez Internet. Taką samą metodę stosował Meiwes, nie kryjąc przy tym swych kanibalistycznych preferencji, nawet po zabójstwie. Policja zainteresowała się jego osobą po otrzymaniu sygnału od jednej z osób będących w internetowym kontakcie z Meiwesem. Od tego czasu niemiecka policja stara się monitorować podejrzane internetowe strony czatowe. Nie brak bowiem takich, na których przedmiotem wymiany poglądów są fantazje kanibalistyczne.

Piotr Jendroszczyk z Berlina

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 08.10.2004 r.


Zabił i pokroił partnera

41-letniego mieszkańca Berlina Ralfa M. aresztowano dzisiaj pod zarzutem zabicia i pokrajania na kawałki poznanego za pośrednictwem internetu partnera seksualnego.

Sędzia śledczy jest zdania, że wykazujący kanibalistyczne skłonności zabójca działał w celu zaspokojenie popędu płciowego - poinformował rzecznik berlińskiego ministerstwa sprawiedliwości Frank Thiel.

Zdaniem Thiela, nie ma jednak dowodów na to, że zabójca jadł ciało ofiary. Nie ma także przesłanek, aby przypuszczać, że liczba ofiar może być wyższa.

Zabójca przyznał się do zabicia dwa dni temu 33-letniego nauczyciela muzyki podczas sadomasochistycznego seansu seksualnego. Sprawca sam zgłosił się na policję i wskazał funkcjonariuszom miejsce zbrodni - swoje mieszkanie w berlińskiej dzielnicy Neukoeln. Policjanci znaleźli pokrojone zwłoki. Zabójca poznał ofiarę przez internet.

Sąsiedzi określili sprawcę zbrodni jako spokojnego i małomównego. Ralf M. był bezrobotny i utrzymywał się z dorywczych prac malarskich.

Niemiecką opinię publiczną zbulwersował trzy lata temu przypadek Armina Mewsa z Rothenburga w Hesji, który zamordował swego seksualnego partnera, pokroił jego zwłoki i częściowo zjadł je. Obaj mężczyźni poznali się również w internecie. Kanibal otrzymał karę 8,5 lat pozbawienia wolności.

Za serwisami INTERIA.PL, WP z dn. 07.10.2004 r.


Pielęgniarz wstrzykiwał śmiertelne dawki leków

25-letni pielęgniarz z Sonthofen w Bawarii zamordował w szpitalu 16 pacjentów. Mężczyzna wstrzykiwał chorym śmiertelne dawki różnych leków.

Policja ujęła go podczas kradzieży medykamentów z miejscowego szpitala.

Po zatrzymaniu pielęgniarz przyznał się do winy.

Uśmiercał przede wszystkim ludzi starszych i ciężko chorych.

"W ten sposób chciałem ulżyć ich cierpieniom" - tłumaczył.

Od czwartku biegli lekarze sądowi prowadzą na miejskim cmentarzu ekshumacje zwłok. Prokuratura nakazała w sumie ekshumacje i obdukcje 42 ciał, które spoczywają na różnych cmentarzach w Allgaeu.

W czasie gdy pielęgniarz miał w szpitalu dyżury, zmarło ponad 80 osób, dlatego policja nie wyklucza, że jest on zamieszany także w inne zgony.

Za serwisami Onet.pl, INTERIA.PL, WP z dn. 30.09.2004 r.


Piętnastolatek zamordowany z pobudek seksualnych

Dwóch mężczyzn przyznało się do zamordowania z pobudek seksualnych w Donauwoerth (Bawaria)w Niemczech 15-letniego ucznia - poinformowała w poniedziałek miejscowa policja.

33-letni Szwajcar i 41-letni mieszkaniec powiatu Neuburg-Schrobenhausen zabili chłopca 12 lipca wieczorem. Straszliwie zmasakrowane zwłoki znaleziono 16 lipca w lesie. Obu mężczyzn aresztowano kilka dni temu.

Za DI PAP z dn. 30.08.2004 r.


Pielęgniarz zamordował "z litości"... nawet 70 osób?

Młody niemiecki pielęgniarz, który przyznał się do zabicia "z litości" 10 ciężko chorych pacjentów, może być sprawcą kolejnych 70 zabójstw - poinformowała prokuratura w miejscowości Kempten.

Śledztwo zostało rozszerzone o zgony kolejnych 70 pacjentów kliniki w Sonthofen - podała prokuratura, określając tę sprawę jako jedną z najpoważniejszych tego typu w powojennej historii Niemiec. Podkreślono jednocześnie, że na razie nie ma żadnych konkretnych elementów łączących te zgony z pielęgniarzem. Dokonano jedynie porównania czasu jego pracy z czasem zgonów pacjentów.

Prokuratura przypomniała jednak, że ilość lekarstw ukradzionych przez pielęgniarza wystarczy do spowodowania więcej niż 10 zgonów. Właśnie kradzież medykamentów, zgłoszona przez klinikę na policję, skierowała podejrzenia na 25-letniego pielęgniarza.

Aresztowany w miniony czwartek pielęgniarz przyznał, że od marca do czerwca ubiegłego roku pozbawił życia, podając śmiercionośny zastrzyk, 10 pacjentów - sześć kobiet i czterech mężczyzn w wieku od 60 do 89 lat.

Policja prowadzi równolegle śledztwo w Ludwigsburgu, gdzie podejrzany pracował w latach 1999-2002.

Pielęgniarz tłumaczył, że działał "z litości", lecz dyrektor kliniki w Sonthofen, Andreas Ruland, uważa, że "ten człowiek jest przede wszystkim chory psychiczne i ma skłonności do zbrodni".

Za serwisem WP z dn. 04.08.2004 r.


Niemcy Armin Meiwes wyrok przyjął z uśmiechem

Łagodna kara dla kanibala

Sąd w Kassel uznał w piątek 42-letniego Armina Meiwesa za winnego morderstwa berlińskiego inżyniera Bernta-Jürgena Brandesa, a także poćwiartowania i zjedzenia znacznej części jego ciała. Meiwes został jednak skazany na osiem i pół roku więzienia, tylko za zabójstwo.

Kanibalizm nie jest czynem przestępczym, gdyż w niemieckim kodeksie karnym brak odpowiedniej normy prawnej. - Osiągnęliśmy granice prawa karnego. Brak też jakichkolwiek precedensów - zwrócił uwagę sędzia Volker Müntze, gdy uzasadniał wyrok.

Biorąc pod uwagę możliwość przedterminowego zwolnienia za dobre sprawowanie, Meiwes może znaleźć się na wolności za cztery i pół roku. Wczorajszy wyrok przyjął z lekkim uśmiechem.

Sąd nie uznał argumentacji obrony starającej się udowodnić, iż inżynier z Berlina wyraził zgodę na pozbawienie go życia. Umożliwiłoby to zakwalifikowanie czynu oskarżonego jako zabójstwa na żądanie, zagrożonego karą do pięciu lat więzienia. Dowodem miała być taśma wideo przedstawiająca przebieg wydarzeń w marcu 2001 roku w willi Meiwesa w Rotenburgu koło Kassel. Są na niej makabryczne sceny odcięcia członka Brandesa, który po ugotowaniu obaj mężczyźni wspólnie spożywali. Brandes wykrwawił się w wannie, a gdy już stracił przytomność został zabity kuchennym nożem. Sąd nie dopatrzył się w postępowaniu ofiary wyraźnego żądania pozbawienia życia.

- Czynu uzgodnionego pomiędzy dwiema psychicznie niezrównoważonymi osobami nie sposób też zakwalifikować jako morderstwa - wyjaśnił sędzia Müntze. Takiej kwalifikacji żądała prokuratura, jak i w konsekwencji kary dożywotniego więzienia.

W uzasadnieniu wyroku uznano, że pragnienie osiągnięcia seksualnej satysfakcji czy jakiejkolwiek innej nie było decydującym motywem samego aktu zabójstwa. Kanibal podkreślał w zeznaniach, że chodziło mu o spożycie ciała swej ofiary w celu doprowadzenia do "najbliższego z możliwych" kontaktu z drugim człowiekiem. Miało mu to zapewnić poczucie bezpieczeństwa.

Meiwes nie krył, że od wczesnego dzieciństwa miewał kanibalistyczne fantazje. Tłumaczył, że były one wyrazem tęsknoty za posiadaniem młodszego brata i chęcią związania go na zawsze z sobą. Psychiatrzy nie stwierdzili u kanibala oznak braku poczytalności wykluczającej możliwość poniesienia odpowiedzialności za swe czyny.

Meiwes jest informatykiem. Prowadził samotne życie. W czasie procesu dowodził, że utrzymywał jak najbardziej normalne kontakty seksualne z kobietami, a także okazjonalnie z mężczyznami. Przez lata prowadził internetową korespondencję z 430 osobami, które deklarowały zainteresowania kanibalizmem.

Policja wpadła na trop przestępstwa ponad rok temu w wyniku meldunku pewnego studenta z Innsbrucku. Znalazł on w Internecie ogłoszenie Meiwesa poszukującego kolejnej ofiary. Podczas rewizji w jego domu znaleziono zamrożone części ciała Brandesa, których Meiwes nie zdążył spożyć.

Jak twierdzi prof. Dieter D?lling z Instytutu Kryminologii w Heidelbergu, przypadek Meiwesa powinien skłonić do rozpoczęcia dyskusji na temat konieczności penalizacji kanibalizmu. Tym bardziej że za pośrednictwem Internetu możliwe jest obecnie poszukiwanie partnerów do zaspokojenia różnych wynaturzonych popędów. Autorka książki o historii kanibalizmu Heide Peter-R?cher przypomina, że pierwsze wzmianki o tym zjawisku znajdujemy u Herodota. Występowało ono w wielu kulturach i zasadniczą przyczyną był głód, jak np. w Europie w czasach wojny trzydziestoletniej, w oblężonym Leningradzie, w czasie głodu na Ukrainie w latach trzydziestych, w nazistowskich obozach koncentracyjnych czy w też w czasie wypraw arktycznych Johna Franklina.

Piotr Jendroszczyk z Berlina

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 31.01.2004 r.

GOŚĆ "RZECZPOSPOLITEJ"

JANUSZ KOCHANOWSKI, UW, PREZES "IUS ET LEX"

Niewyobrażalne nie może stać się wyobrażalne

Człowiek, który zabił i zjadł swoją ofiarę, został skazany w Niemczech na osiem i pół roku więzienia. Czy oznacza to schyłek zachodniej cywilizacji?

Wstrząsające jest nie tylko to, co się zdarzyło. Wstrząsający jest wyrok osiem i pół roku więzienia, podczas gdy powinna to być najwyższa kara, jaką dysponuje dany system prawny. Kara równie wstrząsająca, jak czyn. Tak, by niewyobrażalne nie stało się możliwe do wyobrażenia.

Słuchałem w Londynie komentarza w Sky News czy BBC. Okazało się, że w Internecie jest grupa setek lub tysięcy osób należących do tzw. kręgu kanibalizmu. Komentator - co było uderzające - powiedział, że ujawniła się pewna "subkultura kanibalizmu". To zjawisko zostało więc już zakwalifikowane, następnym krokiem będzie stwierdzenie, że jest to swego rodzaju mniejszość społeczna.

Charakterystyczne było także zupełnie normalne zachowanie skazanego i jego obrońcy. On wyglądał na urzędnika, który dopuścił się malwersacji, obrońca się z nim witał. Odwoływali się do pewnej konwencji normalności.

Dotykamy tu dwóch fundamentalnych spraw. Przede wszystkim podstaw cywilizacji zachodniej, w której rzeczy niewyobrażalne stają się możliwe. Lekarz, który zamordował kilkudziesięciu czy kilkuset pacjentów, niedawno w Wielkiej Brytanii popełnił samobójstwo. Pedofile, którzy zaczynają domagać się swoich praw. Teraz kanibal, który kogoś zabił i następnie go skonsumował. Każda cywilizacja jest zbudowana na pewnych tabu, obecnie te tabu są przekraczane.

Druga sprawa to problem odpowiedzialności prawnej. Jeden z wybitnych kryminologów angielskich powiedział, że człowieka nie zabija się nie z obawy przed karą śmierci, nie zabija się dlatego, że to takie straszne i niewyobrażalne, a jest takie straszne dlatego, że grozi za to nawet kara śmierci. Rola systemu karnego polega na tym, by to, co niewyobrażalne, co odrażające, pozostało takim. Owa niewyobrażalność jest rezultatem trwającego tysiące lat rozwoju cywilizacji. Ten rozwój został teraz zakwestionowany. Zagrożeniem dla cywilizacji są nie tylko tego rodzaju czyny, ale i reakcja systemu karnego, który traktuje je jako normalne, szeregując je gdzieś między malwersacją a rozbojem. (mt-o)

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 31.01.2004 r.

Wyrok za zabicie i zjedzenie mężczyzny

Sąd w Kassel skazał w piątek 42-letniego informatyka Armina Meiwesa na osiem i pół roku pozbawienia wolności za zamordowanie człowieka i zjedzenie jego zwłok. Ofiara sama prosiła o zadanie jej śmierci.

Sąd nie zgodził się z prokuraturą, która twierdziła, że Meiwes zamordował poznanego w Internecie berlińczyka, poszukując seksualnego zaspokojenia i żądała kary dożywocia. Obrona twierdziła natomiast, że było to "zabójstwo na życzenie", bowiem inżynier z Berlina z własnej woli odpowiedział na internetowe ogłoszenie: "Przyjdź do mnie, a zjem twoje pyszne ciało".

Mężczyzna, przez media okrzyknięty "kanibalem z Rotenburga", przyznał się do winy. Głównym dowodem w trwającym od początku grudnia głośnym procesie była 4,5-godzinna taśma wideo, na której oskarżony zarejestrował przebieg zbrodni. Doszło do niej w marcu 2001 r. w domu oskarżonego, w Rotenburgu nad Fuldą (Hesja).

Sąd potępił czyn Meiwesa, ale uznał, że zarówno sprawca, jak i ofiara cierpieli na poważne zaburzenia i mieli wobec siebie jakieś oczekiwania. Biegli psychiatrzy sądowi stwierdzili jednak, że Meiwes jest zdrowy psychicznie i był w pełni świadomy swoich czynów; może zatem za nie odpowiadać. Dlatego kanibal nie trafi na zamknięty oddział psychiatryczny, tylko do więzienia.

Podczas procesu oskarżony nie zgadzał się z zarzutem popełnienia morderstwa. "Traktowałem zabicie jako przysługę, jako pomoc w umieraniu, jako wsparcie w samobójstwie" - wyjaśniał. Zabity mężczyzna "ofiarował mi swoje ciało" - dodał pewnego razu. Nie wykazał skruchy. Przebieg wydarzeń opisywał spokojnie i rzeczowo, a czasami nawet się uśmiechał.

W trakcie procesu przyznał, że zjadanie ludzi było jego marzeniem odkąd skończył 14 lat. Wtedy już zamierzał zabić swojego brata.

Za serwisami Onet.pl, WP,INTERIA.PL z dn. 30.01.2004 r.

Niemcy: projekcja filmu "kanibala z Rotenburga"

Sąd w Kassel obejrzał film będący zapisem zbrodni popełnionej przez "kanibala z Rotenburga", 42-letniego informatyka Armina Meiwesa, oskarżonego o zamordowanie człowieka i zjedzenie jego zwłok.

Nakręcony przez sprawcę zbrodni 4,5-godzinny film przedstawia szczegóły okaleczenia, zabicia i poćwiartowania ofiary, 43-letniego inżyniera z Berlina. Ze względu na drastyczne sceny sędziowie zarządzili wykluczenie publiczności z rozprawy.

Oskarżony odrzucił wcześniej zarzut popełnienia morderstwa. "Traktowałem zabicie jako przysługę, jako pomoc w umieraniu, jako wsparcie w samobójstwie" - wyjaśniał. Zabity mężczyzna "ofiarował mi swoje ciało" - dodał.

W pierwszym dniu procesu, w minioną środę, Meiwes przyznał się do zabicia człowieka, poćwiartowania i zjedzenia zwłok. Zeznał, że poznał swą ofiarę za pomocą Internetu i że pragnęła ona śmierci. Do bezprecedensowej zbrodni doszło w marcu 2001 r. w domu oskarżonego, w Rotenburgu nad Fuldą (Hesja). Sprawca dokonał zbrodni za pomocą noża kuchennego.

Jak podała agencja DPA, oskarżony nie wykazał skruchy. Przebieg wydarzeń opisywał spokojnie i rzeczowo, a czasami nawet uśmiechał się.

W czasie procesu oskarżony zeznał, że już jako uczeń, w wieku 8-12 lat, wyobrażał sobie, że zabija i zjada kolegów. W czasie tych fantazji odczuwał podniecenie seksualne.

Niemiecka policja zatrzymała kanibala w grudniu 2002 r. W jego domu w zamrażalniku odkryto przygotowane do spożycia kawałki zwłok. W tym czasie Meiwes poszukiwał kolejnych ofiar. "Mam nadzieję, że wkrótce znajdę następną ofiarę, ponieważ mięso się kończy" - napisał w poczcie elektronicznej, skierowanej do jednego z przyjaciół - podała dpa.

Z danych Landowego Urzędu Kryminalnego (LKA) w Hesji wynika, że w Niemczech istnieje środowisko kanibali, do którego należą ludzie z różnych grup społecznych. "Są wśród nich dentyści, nauczyciele, kucharze, urzędnicy i rzemieślnicy" - zeznał funkcjonariusz LKA.

Zdaniem mediów, wynik procesu jest "całkowicie otwarty". Sam kanibalizm, podobnie jak inne akty bezczeszczenia zwłok i miejsc pochówku, zagrożony jest w niemieckim kodeksie karnym sankcją do trzech lat pozbawienia wolności. Obrona wniosła o uznanie czynu za "zabójstwo na życzenie", za co grozi do pięciu lat więzienia.

Za serwisami Onet.pl, WP z dn. 08.12.2003

Niemiecki ludożerca miał spore wzięcie

- Spełniło się marzenie mego życia. Mogłem zjeść człowieka - zeznał Armin Meiwes.

- Jeden z chętnych żądał ode mnie bym przysmażył mu penisa miotaczem ognia. Inny chciał, bym odgryzł mu głowę - zeznaje w sądzie Armin Meiwes, Niemiec sądzony w niemieckim Kassel za poćwiartowanie i zjedzenie swego kolegi.

Proces kanibala z Niemiec toczy się od środy. 42-letni zboczeniec ujawnił, że zamordowany przez niego Bernd Brandes (43 l.) nie był jedynym, który odpowiedział na jego internetowe ogłoszenie. Marzących o zjedzeniu ich przez Meiwesa było co najmniej pięciu. Nie wylądowali w garnkach kanibala tylko dlatego, że byli za tłuści albo zirytowali go nudną gadaniną.

Najlepszą ofiarą stał się Brandes. Kiedy na początku marca 2001 r. zapukał do jego drzwi, już na progu oznajmił: "Przypatrz mi się dobrze. Mam nadzieję, że będę ci smakował!".

Ludożerca z detalami opowiedział przebieg mordu. - Brandes bardzo chciał sprawdzić, co się stanie, jak obetnę mu penisa. Wyświadczyłem mu tę przysługę. Zjedliśmy go razem, a do tego wypiliśmy kilka lufek wódki. Brandes połknął sporo tabletek na sen - zeznawał w sądzie bez zająknięcia.

Po odcięciu genitaliów Brandes wykrwawiał się przez 10 godzin. Kiedy stracił przytomność, Meiwes kilkakrotnie dźgnął go nożem i zaczął ćwiartować ciało. - Czułem jednocześnie nienawiść, złość i szczęście. Całowałem go i modliłem się o przebaczenie. Byłem podniecony. Wreszcie spełniło się marzenie mego życia. Mogłem zjeść człowieka, tak jak moi ulubieni bohaterowie z filmów o Zombie!

Krzysztof Godlewski, Olgierd Domino "Super Express" 08.12.2003

Poznał go w Internecie, zjadł we własnym domu

Proces przeciwko 42-letniemu informatykowi, Arnimowi Meiwesowi, oskarżonemu o morderstwo z pobudek seksualnych oraz zakłócenie spokoju zmarłych, rozpoczął się przed sądem w Kassel.

Prokuratura zarzuca "kanibalowi z Rotenburga" - jak nazwały go media - zamordowanie 43-letniego mieszkańca Berlina, pokrojenie zwłok na kawałki i częściowe ich spożycie. Oskarżony przyznał się do winy.

To pierwszy tego typu proces w historii RFN. Niemiecki kodeks karny nie uwzględnia kanibalizmu.

Do zbrodni doszło w marcu 2001 r. w domu oskarżonego, w Rotenburgu nad Fuldą (Hesja). Sprawca nagrał na taśmę wideo przebieg zbrodni, dokonanej za pomocą noża kuchennego. Meiwes twierdzi, że jego ofiara, którą poznał za pośrednictwem Internetu, sama pragnęła śmierci.

Oskarżony zeznał w pierwszym dniu procesu, że już jako uczeń w wieku 8-12 lat wyobrażał sobie w myślach, że zabija i zjada kolegów. W czasie tych fantazji odczuwał podniecenie seksualne.

Niemiecka policja zatrzymała kanibala w grudniu 2002 r. W zamrażarce odkryto poporcjowane zwłoki ludzkie. Zdaniem mediów, wynik procesu jest "całkowicie otwarty". Obrona wniosła o uznanie czynu za "zabójstwo na życzenie", zagrożone karą do pięciu lat więzienia.

Za serwisem WP z dn. 03.12.2003 r.

Niemcy: Proces kanibala

42-letni informatyk Armin Meiwes przyznał dzisiaj przed sądem w Kassel w Niemczech, że zamordował i zjadł człowieka. Zaszokowani sędziowie, widzowie i dziennikarze usłyszeli od niego, że ofiara - 43-letni berlińczyk - sama go o to prosiła.

Prokuratura zarzuca "kanibalowi z Rotenburga" - jak nazwały go media - zabójstwo i profanację zwłok.

Oskarżony już w śledztwie przyznał się do winy. Przed sądem jeszcze raz powiedział, że poćwiartowane ciało ofiary trzymał w zamrażalniku i stopniowo je zjadał, w sumie zjadł ok. 20 kg ludzkiego mięsa.

- Z każdym zjedzonym kawałkiem go wspominałem - powiedział Meiwes na procesie. - To było jak komunia.

Do zbrodni doszło w marcu 2001 r. w domu oskarżonego, w Rotenburgu nad Fuldą (Hesja). Sprawca nagrał na taśmę wideo przebieg zbrodni, dokonanej za pomocą noża kuchennego w specjalnie urządzonym pomieszczeniu, przypominającym rzeźnię. Meiwes twierdzi, że jego ofiara, którą poznał za pośrednictwem Internetu, sama pragnęła śmierci.

- Powiedział mi, że już od dzieciństwa pragnął być zaszlachtowany i zjedzony - wyznał na procesie. - To był człowiek o dużej inteligencji i bez jakichkolwiek oznak odchyleń od normy.

Zamordowany mężczyzna był jedną z 430 osób, które odpowiedziały na skierowane do młodych mężczyzn ogłoszenie Meiwesa: "Przyjdź do mnie, a zjem twoje pyszne ciało". Niektóre z tych osób będą świadkami na procesie.

Do zatrzymania kanibala doszło w grudniu 2001 roku. Stało się to możliwe dzięki wskazówkom osoby, która widziała internetowe ogłoszenie i skojarzyła je z Meiwesem.

Film z zapisem zbrodni być może zostanie pokazany na procesie. Z relacji obrońców wynika, że widać na nim m.in., jak ofiara prosi o obcięcie członka, a Meiwes spełnia tę prośbę. - To sprawiło mu przyjemność - powiedział na procesie.

Zeznał też, że już jako uczeń, w wieku 8-12 lat, wyobrażał sobie, że zabija i zjada kolegów. W czasie tych fantazji odczuwał podniecenie seksualne.

Zdaniem mediów, wynik procesu jest "całkowicie otwarty". Biegli psychiatrzy uznali, że Meiwes może przed sądem ponieść odpowiedzialność za swoje czyny. Prokuratura żąda dożywocia. Obrona wniosła o uznanie zbrodni za "zabójstwo na życzenie", zagrożone karą do pięciu lat więzienia.

To pierwszy tego typu proces w historii RFN. Niemiecki kodeks karny nie uwzględnia kanibalizmu.

Za serwisem INTERII.PL z dn. 03.12.2003 r.

Z drugiej strony Odry

Ofiara kanibala na własne życzenie

Armin Meiwes jest 42-letnim pogodnym mężczyzną, ekspertem komputerowym i byłym żołnierzem Bundeswehry. Jak twierdzi jego adwokat, Meiwes jest uprzejmy i kurtuazyjny. Podobne opinie prezentują jego sąsiedzi. Armin Meiwes nie miał nigdy problemów z wymiarem sprawiedliwości. Nic nie wskazuje na to, aby był psychicznie upośledzony.

Wyznaje jednak szczerze, że jest kanibalem i żywił się przez pewien czas ciałem swego przyjaciela, poznanego za pośrednictwem Internetu. Od ponad roku znajduje się w areszcie. Prokuratura zarzuca mu dokonanie morderstwa 42-letniego inżyniera z Berlina Bernda-Juergena B. w celu uzyskania satysfakcji oraz profanację zwłok ofiary.

Dzisiaj przed sądem w Kassel rozpoczyna się precedensowy proces. Nie chodzi już o to, że kanibalizm nie jest w Niemczech czynem karalnym, lecz o prawdopodobieństwo, iż pozbawiona życia i zjedzona ofiara wyraziła na to zgodę. Tak twierdzi adwokat Armina Meiwesa, powołując się na zgromadzony przez prokuraturę materiał dowodowy. Jego częścią jest taśma wideo, na której ofiara deklaruje podobno, iż pragnie, aby Meiwes pozbawił ją życia właśnie w celu dokonania aktu kanibalizmu. Co więcej, zamordowany inżynier miał zgodzić się na odcięcie swego członka, który - co uwieczniono na taśmie - próbował zjeść wraz z oskarżonym. Dopiero później został pozbawiony życia.

Rzecz działa się w willi oskarżonego w okolicach Kassel w marcu 2001 r. Policja trafiła na ślad przestępstwa po kilku miesiącach. W trakcie rewizji znaleziono części ludzkiego ciała spoczywające w zamrażarce. Armin Meiwes od samego początku współpracował z prowadzącymi śledztwo, nie tając żadnych szczegółów. Adwokat oskarżonego jest przekonany, że jego klient może odpowiadać najwyżej za "zabójstwo na żądanie". W takim przypadku sprawcy może grozić kara do pięciu lat więzienia. Dla poparcia swej tezy zamierza w trakcie procesu powołać czterech świadków, którzy gościli w przeszłości w willi Armina Meiwesa, jednak nie zostali pozbawieni życia, gdyż nie wyrazili takiego życzenia w sposób wystarczająco jednoznaczny. Wiele szczegółów z makabrycznych scen, jakie miały miejsce w willi Meiwesa, ujrzy światło dzienne w czasie procesu. Sąd nie widzi potrzeby prowadzenia rozprawy za zamkniętymi drzwiami. Ogłoszenie wyroku nastąpi w styczniu.

Piotr Jendroszczyk z Berlina

Za "Rzeczpospolitą" z dn. 03.12.2003 r.


Zabił jak przyjaciel

Niemiecka policja wyjaśniła po ponad trzytygodniowym śledztwie zagadkę brutalnego zabójstwa trzech kobiet w Telgte pod Muenster. Do popełnienia zbrodni przyznał się zatrzymany w niedzielę 21-letni Turek, tłumacząc, że mord był "przyjacielską przysługą" dla męża jednej z ofiar.

Sprawca zastrzelił trzy kobiety: 30-letnią Turczynkę oraz dwie Niemki w wieku 34 i 39 lat w nocy 29 stycznia na parkingu przed siłownią, w której zatrudnione były jako sprzątaczki. Zamaskowany bandyta zabił swe ofiary strzałami w głowę. Morderstwo przypuszczalnie zaplanował 30-letni mąż zabitej Turczynki oraz jego 24-letni kompan.

Prokurator Wolfgang Schweer podkreślił, że zbrodni dokonano z zimną krwią. Zleceniodawcy planowali od początku zabójstwo niemieckich koleżanek ofiary, pragnąc w ten sposób zmylić ślad. Motywem czynu był konflikt między tureckimi małżonkami. Podejrzany o zlecenie morderstwa planował wraz ze swym kompanem podjęcie działalności przestępczej - prostytucji i handlu kradzionymi samochodami. Żona była temu przeciwna.

Zleceniodawców mordu zatrzymano w miniony czwartek. Ich sprzeczne zeznania naprowadziły policjantów na ślad trzeciej osoby. Podczas śledztwa policja zbadała 379 wątków zbrodni i przesłuchała 1000 świadków. (iza)

Za serwisem informacyjnym portalu Wirtualnej Polski z dn. 23.02.2003 r.


Chcieli zamordować, bo był bezrobotny

Podczas alkoholowej libacji trzech Niemców w wieku 40-45 lat doszło do wniosku, że ich 47-letni bezrobotny kolega jest "darmozjadem". Mężczyźni postanowili dać mu nauczkę. Najpierw dotkliwie go pobili, a następnie chcieli powiesić.

Początkowo cała czwórka zgodnie zabawiała się w niedzielę w Osterode (Dolna Saksonia), ale kiedy dyskusja zeszła na temat bezrobocia, doszło do awantury.

Na szczęście stryczek zerwał się i bezrobotny przeżył, choć odniósł poważne obrażenia.

W poniedziałek niemiecka policja poinformowała w o aresztowaniu trzech bandytów, którzy usiłowali zamordować bezrobotnego kolegę. (jask)

Za serwisem informacyjnym portalu Wirtualnej Polski

 

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 27.11.2002 r.