OPISY EGZEKUCJI MORDERCÓW W USA

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja

Zanim zaczniesz czytać - pamiętaj o jednym: tu nie ma opisu morderstwa, w wyniku którego opis eliminacji morderców trafia tutaj. Tutaj nie ma opisu bólu i krzywdy OFIARY morderstwa i jej najbliższych...

PAMIĘTAJ O TYM

Tutaj jedynie możesz się dowiedzieć, w jak bardzo szczegółowy sposób rozważa się podjęcie takiej decyzji


Jeśli szukasz sensacyjnych opisów - możesz się cofnąc - tutaj ich nie ma


Większość skazańców wybiera zastrzyk. Niektórzy jednak nie chcą umierać na łóżku, z rozłożonymi ramionami, ponieważ kojarzy im się to ze śmiercią na krzyżu. Wybierają wiec krzesło elektryczne.

Egzekucja po amerykańsku

Krzysztof Darewicz z GREENSVILLE
 

Śmierć ma tu zapach lizolu, zupełnie jak w szpitalu. Ściany wyłożone białymi kafelkami, wyfroterowana podłoga z linoleum, ostre światło jarzeniówek. Wszystko jak na oddziale szpitalnym. Ale tu wykonuje się jeden rodzaj "zabiegu" - egzekucję. W Bloku Śmierci więzienia Greensville w Wirginii w lutym przebywał jeden skazaniec, Tomas Akers. Jego egzekucja odbyła się 1 marca.

Do Greensville skazańca przywozi się na trzy dni przed wykonaniem wyroku z więzienia Sussex I w Waverly. Na egzekucję czeka tam obecnie trzydziestu przestępców, dziewiętnastu Białych i jedenastu Murzynów, sami mężczyźni. Najstarszy ma 58 lat, najmłodszy 21. Średni okres oczekiwania na egzekucję, od chwili uprawomocnienia się wyroku, wynosi w Wirginii prawie osiem lat.

Ostatnie godziny

Blok Śmierci składa się z trzech cel znajdujących się w jednym dużym pomieszczeniu bez okien. W każdej metalowe łóżko, stolik, krzesło, umywalka i sedes. Naprzeciw cel zainstalowano telewizor, aby skazaniec mógł przez kraty oglądać program. Przez kraty może też dosięgnąć telefonu, jeśli ktoś z najbliższych do niego zadzwoni.
W ciągu dwóch pierwszych dni więzień może spotkać się z rodziną, adwokatem i kapłanami. Ale przez szybę, w osobnej celi-rozmównicy. W dniu egzekucji przysługuje mu prawo do pożegnania się z rodziną bezpośrednio. Musi się ono zakończyć przed 15. Pora na ostatni posiłek. Do wyboru dowolne dani, które znajdują się w więziennym menu na dany miesiąc. Skazaniec musi spożyć posiłek nie później niż na cztery godziny przed egzekucją, po czym może jeszcze ostatni raz porozmawiać z adwokatem lub kapłanem, najwyżej przez godzinę. Na dwie godziny przed egzekucją ma możliwość wziąć ostatni prysznic. Na pół godziny przed nią kapłan może wrócić do jego celi i odprowadzić go do Sali Egzekucji.

Na tle kurtyny z grubego granatowego winylu stoi w Sali Egzekucji metalowe łóżko na wysokich nogach, takie jak w szpitalnych salach operacyjnych. Do niego są przymocowane podpórki na ramiona, całość ma kształt krzyża. Na tym łóżku dokonuje się wstrzyknięcia śmiercionośnej substancji. Obok są elektrokardiogram i taboret dla lekarza, który stwierdza zgon.

Na lewo od łóżka krzesło elektryczne. Prosty fotel z dębowego drewna w staromodnym stylu, ze skórzanymi rzemieniami do przywiązywania rąk i nóg. Urządzenia elektryczne są niewidoczne, znajdują się w poręczach i nogach fotela.

Naprzeciwko łóżka i krzesła elektrycznego w szklanym boksie stoją krzesła dla świadków egzekucji. Jak w teatrze może się jej przyglądać od sześciu do dwunastu świadków - adwokat, prokurator, dziennikarze, przedstawiciele lokalnej społeczności. Z innego, osobnego pomieszczenia, którego duże okno wychodzi na Salę Egzekucji, może się wszystkiemu przyglądać przez szybę rodzina ofiary skazańca. Praktykę taką wprowadzono w Wirginii siedem lat temu.

Zastrzyk albo krzesło

Na dwa tygodnie przed egzekucją skazaniec musi zdecydować, czy woli umrzeć od zastrzyku, czy na krześle elektrycznym. Jeśli nie podejmie decyzji, czeka go zastrzyk. - Większość wybiera zastrzyk. Ci, którzy decydują się na krzesło elektryczne, są przeważnie osobami o bardzo silnych przekonaniach religijnych. Nie chcą umierać na łóżku, z rozłożonymi ramionami, bo kojarzy się im to z ukrzyżowaniem i według nich byłoby to świętokradztwo. Niektórzy zaś sądzą, że zasłużyli na śmierć w "piekielnych mękach" i z tego powodu krzesło elektryczne bardziej im odpowiada - wyjaśnia Dave Garraghty, naczelnik więzienia Greensville, z urzędu wykonawca wyroków śmierci.
Egzekucji dokonuje się punktualnie o 21.00. Kilka minut wcześniej skazańca, który ma ręce i nogi zakute w kajdany, doprowadza się na Salę Egzekucji bezpośrednio sąsiadującą z trzema celami w Bloku Śmierci. Winylowa kurtyna jest odsłonięta i świadkowie mogą obserwować, jak więźnia rozkuwa się i przywiązuje do łóżka, albo do krzesła elektrycznego. Gdy to nastąpi, kurtynę się zasłania. Potem trzeba podłączyć przewody kroplówek do ramion skazańca, a jeśli wybrał krzesło elektryczne, sprawdza się, czy kończyny przylegają do elektrod. Kurtyna się odsłania. Wybija 21.00. Jeżeli w ostatniej chwili nie nadeszło ułaskawienia od gubernatora stanu, Dave Garraghty wydaje polecenie dokonania egzekucji.

Przez kroplówki wstrzykuje się skazańcowi trzy rodzaje substancji trujących w dawkach oddzielonych roztworem soli. Pierwsza substancja powoduje wstrzymanie pracy mózgu, druga układu oddechowego, a trzecia pracy serca. Trwa to od trzech do dziewięciu minut.

Zgon na krześle elektrycznym trwa trzy minuty. Najpierw skazańca poraża się przez 30 sekund prądem o napięciu 1825 woltów, potem przez minutę prądem o napięciu 240 V. Pięć sekund przerwy i cykl powtarza się jeszcze raz.

Wyższe napięcie zatrzymuje pracę mózgu, niższe pracę serca. Lekarz za pomocą elektrokardiogramu stwierdza zgon i informuje o tym naczelnika więzienia. Kurtynę się zasłania i wyprowadza świadków egzekucji z Bloku Śmierci. Zwłoki skazańca są przewożone do kostnicy wskazanej przez jego rodzinę.

Duże zapotrzebowanie, duża aprobata

Wirginia, Teksas i Oklahoma to trzy stany, w których dokonuje się najwięcej egzekucji. Do tego system karny w Wirginii uchodzi za najbardziej rygorystyczny czy wręcz sadystyczny w całych Stanach Zjednoczonych, ponieważ ciągle utrzymuje się tu stary brytyjski model wymiaru sprawiedliwości i wyroki nadal wydają ławy przysięgłych. One też, a nie sąd, decydują o rodzaju kary.
- Nie stanowi tajemnicy, że przysięgli, którzy są bardziej podatni na wpływy społeczności lokalnej niż sędziowie i zazwyczaj mają silnie konserwatywne poglądy, ferują jak najsurowsze wyroki. Stanowe przepisy ciągle dopuszczają też egzekucje przestępców niedorozwiniętych umysłowo - wyjaśnia prof. Ronald Bacigal z Katedry Prawa Uniwersytetu Richmond. - Trzeba jednak pamiętać, że poziom aprobaty społecznej dla kary śmierci jest w Wirginii nadal bardzo wysoki.

Do roku 1909 egzekucji dokonywano tu poprzez powieszenie. Najpierw publicznie, a od roku 1879 na terenie budynku sądu w obecności grupy świadków. Po raz pierwszy krzesła elektrycznego, tego samego, z którego dotąd korzysta się w więzieniu Greensville, użyto w październiku 1908 roku. Najmłodszym straconym na nim był 16-letni Percy Ellis, którego w 1916 roku skazano za morderstwo. W tym samym roku i również za morderstwo został też stracony 83-letni Joe Lee, najstarszy w historii Wirginii skazany na śmierć. Pierwsza egzekucja za pomocą uśmiercającego zastrzyku odbyła się w tym stanie 24 stycznia 1995 r.

W ubiegłym roku dokonano w Wirginii 8 egzekucji, o sześć mniej niż w 1999 roku (w całych Stanach Zjednoczonych 98 w roku 1999 i 85 w roku 2000, z czego 40 w Teksasie). Proporcjonalnie zmalała też liczba ferowanych wyroków śmierci. - Z jednej strony wiąże się to ze spadkiem przestępczości i liczby najcięższych zbrodni, a z drugiej ze wzrostem liczby wyroków z karą dożywocia bez możliwości ułaskawienia. Jednak, mimo tego spadku, "zapotrzebowanie" na karę śmierci jest ciągle wysokie. Przede wszystkim dlatego, że badania DNA wzmacniają przekonanie, iż teraz z o wiele większą , bo już popartą naukowo, pewnością można orzec, kto jest winny, a kto niewinny - zauważa Richard Dieter, dyrektor krajowego Centrum Informacyjnego na temat Kary Śmierci.

Bez współczucia

Naczelnik więzienia Greensville przyznaje, że nadzorowane przezeń egzekucje to "morderstwa w imię prawa", ale nie ukrywa też, że jest daleki od moralnych skrupułów: - Ja egzekwuję prawo i nie zastanawiam się, jakie skazańcy mieli życiorysy, jakich adwokatów i co ich doprowadziło do Bloku Śmierci. Znam tylko podstawowe dostępne dane na ich temat i nie mam do skazańców osobistego stosunku. Oni są przegranymi bitwami, beznadziejnymi przypadkami, nad którymi nie warto już rozdzierać szat - uważa Dave Garraghty.
Podobnego zdania jest David Hicks, prokurator miasta Richmond, stolicy Wirginii: - Przede wszystkim wydaje mi się, że karze śmierci towarzyszy za dużo emocji, dyskusji i kłótni, w których najmniej, niestety, pamięta się o ofiarach przestępców. Owszem, jestem przeciwny karze śmierci dla ludzi, ale zbrodniarze, z którymi mamy do czynienia, to często nie ludzie, lecz dzikie bestie. Bo czy można uważać za człowieka kogoś, kto zamordował siedmioosobową rodzinę, w tym pięcioro dzieci, w wieku od dwóch do dziewięciu lat, którym z zimną krwią po kilka razy strzelał w głowy? Albo kogoś, kto zamordował 14-letnią dziewczynę w siódmym miesiącu ciąży tylko dlatego, że nosiła jego dziecko? Jaka jest więc wartość życia ludzkiego? I jeśli nie kara śmierci, jak twierdzą jej przeciwnicy, nie pełni funkcji odstraszającej, to gdzie jest granica? Bo ktoś, kto zabije raz i wie, że czeka go najwyżej dożywocie, bez skrupułów zabije również drugi, trzeci i czwarty raz, skoro i tak nadal grozi mu tylko dożywocie. Moim zdaniem, jeżeli przyjmie się argument, że kary nie mają funkcji odstraszającej, to posługując się nim, można w ogóle zakwestionować sens istnienia wymiaru sprawiedliwości.

- Kara śmierci nie działa odstraszająco na przestępców, bo o tym się po prostu nie myśli w chwili popełnienia przestępstwa. Zastanowienie przychodzi, jeśli w ogóle przychodzi, dopiero później, gdy jest już za późno - uważa William Venable. Gdyby nie fakt, że rozmawiamy w więzieniu, nikt nie wziąłby tego wypowiadającego się niemal literackim językiem, przystojnego czarnoskórego 44-latka o inteligentnej twarzy w okularach za mordercę. 23 lata temu skazano go na dożywocie za współudział w zabójstwie kobiety. W Greensville jest więźniem numer 115 562. - Ze względu na swoje położenie teraz mogę mówić, że jestem przeciwny karze śmierci. Ale gdyby to mnie ktoś zabił matkę albo syna, na pewno byłbym zwolennikiem tej kary. I nie dziwię się, że inni więźniowie stronią od skazanych za morderstwo. Moim zdaniem to normalne, na ich miejscu ja też bym tak postępował. Kiedy tam obok, w Bloku Śmierci, odbywa się egzekucja, dla reszty więźniów to nie jest żaden specjalny dzień. Skazańcom się nie współczuje, nie powinno się tego robić. Najlepiej o nich wcale nie myśleć - mówi Venable.

Za papierowym wydaniem dziennika "Rzeczpospolita" z dn. 07.03.2001 r.

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 12.03.2001 r.