Morderstwo taksówkarza w Legionowie - grudzień 2004

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

 

Aktualizacja 26.11.2010

Stracił życie za mercedesa

Mariusz Jałoszewski 2006-04-25, ostatnia aktualizacja 2006-04-25 00:00

Zaczął się proces oskarżonego o zabójstwo taksówkarza z Legionowa

Do jakich rzeczy zdolny jest człowiek, który stracił pracę, nie ma pieniędzy i ma dzieci na utrzymaniu? 29-letni Sławomir W. z Legionowa, ojciec dwojga dzieci, cztery razy strzelił - tak ustaliła prokuratura - do 69-letniego Zbigniewa S. taksówkarza, męża i ojca. Chciał mu ukraść wartego 19 tys. zł mercedesa. Nie udało się. Taksówkarz nie żyje.

Wczoraj w sądzie okręgowym Sławomir W. ubrany w czerwony drelich i skuty łańcuchami wysłuchał aktu oskarżenia. Wcześniej narzekał na stan zdrowia. Zbadał go lekarz i proces można było rozpocząć.

Oskarżenie prokuratury jest krótkie, ale zbrodnia - przerażająca. Był początek grudnia 2004 r. Zbigniew S. czekał na postoju przy stacji PKP w Legionowie. Po południu kurs zamówił u niego Sławomir W. W Rajszewie za Jabłonną W. wyjął pistolet i oddał cztery strzały. Trzy - w szyję, klatkę piersiową i okolice ucha - okazały się zabójcze. Auto wjechało na ogrodzenie. S. wyczołgał się z mercedesa. Jego zabójca mógł jeszcze strzelać, a potem uciekł pieszo, bo samochód zaklinował się na ogrodzeniu. Policja namierzyła go szybko. Do aresztowania doszło po 24 godzinach dzięki śladom na miejscu zbrodni. Wystarczył odcisk, który wrzucono w komputerowy system AFIS. Okazało się, że należy on do Sławomira W. Mężczyzna był wcześniej zatrzymany za prowadzenie samochodu po alkoholu.

W. zaraz po zatrzymaniu przyznał się do zbrodni. Opowiadał, że do kradzieży mercedesa namówili go Rosjanie, których poznał wcześniej na Stadionie Dziesięciolecia. Potrzebował pieniędzy. Miesiąc wcześniej stracił pracę w zakładzie motoryzacyjnym, a zbliżały się święta. Twierdził, że gdy strzelał do taksówkarza, był pod wpływem środków psychotropowych. Potem w miarę upływu czasu wycofywał się z tych zeznań. Najpierw nie pamiętał, czy to on strzelał, potem mówił, że strzelać miał jeden z Rosjan. Ostatecznie zarzucił policji, że zeznania wymusiła znęcaniem się nad nim. Na ławie oskarżonych znalazł się sam. Wczoraj nie chciał odpowiadać na pytania sądu. Nie ustosunkował się też do wcześniejszych zeznań.

Naprzeciwko niego obok prokuratora siedział syn zabitego taksówkarza, który jest oskarżycielem posiłkowym. - Życie toczy się dalej. Czas leczy rany. Mama się trochę gorzej czuje. Ale staramy się jej pomagać - powiedział "Gazecie". A do sądu: - Mojemu ojcu wiele rzeczy się nie podobało, ale był lubiany. Dla niego ten samochód był wszystkim. Kupił go pół roku wcześniej. Nie oddałby go za żadne pieniądze. Może to go zgubiło.

Następna rozprawa w czerwcu. Mają zeznawać biegli, których opinie wspierają oskarżenie prokuratury. Sławomirowi W. grozi dożywocie.

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 25.04.2006


Zabił, bo chciał mieć auto

wrób 2006-03-21, ostatnia aktualizacja 2006-03-22 00:00

Z powodu choroby oskarżonego nie udało się rozpocząć procesu oskarżonego o bestialskie zabójstwo taksówkarza z Legionowa. Prokuratura domaga się dla rodziny ofiary 50 tys. zł zadośćuczynienia.

Pozew przeciwko oskarżonemu o to zabójstwo Sławomirowi W. złożyła wczoraj przed rozpoczęciem procesu prokurator Iwona Keller-Świerczewska. Syn taksówkarza - Paweł - będzie oskarżycielem posiłkowym. - Przytłaczające jest to, jak ojciec zginął - mówił w kuluarach.

69-letni taksówkarz w ostatni kurs wyruszył 6 grudnia 2004 r. Z postoju w Legionowie zabrał postawnego młodego człowieka. Kilkadziesiąt minut później w Rajszewie jego 11-letni mercedes uderzył w płot. Konający, postrzelony w płuco i twarz, Sawicki zdołał dojść do najbliższych zabudowań. Wcześniej zadzwonił do szwagra. "Postrzelili mnie" - powiedział. Po 40 minutach nie żył.

Następnego dnia policja ujęła podejrzanego o to zabójstwo 27-letniego Sławomira W. Przyznał się do winy. Wyjaśnił, że chciał ukraść auto. Wczoraj na salę rozpraw doprowadzono go ubranego w czerwony drelich niebezpiecznego przestępcy. - Nasz klient od dawna jest na lekach psychotropowych. Potrzebne są badania lekarskie, czy może uczestniczyć w procesie - prosił jego obrońca mecenas Witold Rozwens. Diagnoza była enigmatyczna: nie może. Kolejna próba rozpoczęcia procesu w kwietniu.

Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 21.03.2006

Do góry...>>


Zabójca taksówkarza osadzony w areszcie

Jego ofiarą mógł być każdy

Dzisiaj o godz. 14 w Legionowie odbędzie się pogrzeb zamordowanego taksówkarza. Jego oprawca został wczoraj aresztowany. Prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa, za co grozi nawet dożywocie.

W czasie wtorkowego przesłuchania Sławomir W. przyznał się policjantom z wydziału zabójstw do zastrzelenia taksówkarza. Wczoraj w prokuraturze odmówił składania wyjaśnień. Zdawkowo odpowiadał na pytania. Twierdził, że nie wszystko pamięta.

Udało się jednak ustalić pewne szczegóły. Wiadomo, że przed zbrodnią Sławomir W. zażył tabletki psychotropowe, które popił alkoholem. Potem wsiadł do pierwszej taksówki, która stała na postoju. Policji wyjaśnił, że chciał ukraść samochód. Śledczy ustalili, iż w czasie jazdy nagle wyjął pistolet i bez słowa oddał strzały do 69-letniego Zbigniewa S. Gdy w Rajszewie taksówkarz uciekł z auta, zabójca próbował odjechać jego mercedesem. Nie udało mu się jednak uruchomić silnika. Z samochodu nie ukradł niczego.

- Tak naprawdę jego ofiarą mógł być każdy, odniosłem wrażenie, że broń traktował jak zabawkę, być może chciał ją wypróbować - mówi Marek Nowak, zastępca szefa legionowskiej prokuratury.

W jego mieszkaniu policjanci znaleźli pistolet z tłumikiem (przerobiony z gazowego). Znaleziono też reklamówkę z silnymi lekami psychotropowymi. Jak się okazało, Sławomir W. leczył się psychiatrycznie.

Zabójca ma 27 lat, mieszka w Legionowie, ma żonę i czteroletnie dziecko. Od października nie pracował, wcześniej był zatrudniony w stacji obsługi samochodów.

BLIK, KOZ

Za "Rzeczpospolitą" z dn. 10.12.2004

Do góry...>>


Prokuratura postawiła zarzut podejrzanemu o zabójstwo taksówkarza

Zarzut zabójstwa z użyciem broni palnej postawiła legionowska prokuratura 27-letniemu Sławomirowi W., podejrzanemu o zabicie taksówkarza z Legionowa (Mazowieckie) - poinformował w czwartek PAP zastępca szefa tej prokuratury Marek Nowak.

W czwartek legionowski sąd zdecydował też o tymczasowym aresztowaniu mężczyzny na trzy miesiące.

69-letni taksówkarz Zbigniew S. został zastrzelony w poniedziałek. Według ustaleń policji i prokuratury, podejrzany zamówił kurs z Legionowa w kierunku miejscowości Rajszew. Tam postrzelił kierowcę w brzuch. Strzelał do niego trzy razy.

Pogotowie wezwali okoliczni mieszkańcy. Mimo reanimacji taksówkarz zmarł. Sławomir W. w czasie przesłuchań w Komendzie Stołecznej Policji przyznał się do winy; przed prokuraturą odmówił jednak składania wyjaśnień. Odpowiadał jedynie na pytania prokuratora. "Nie wypierał się udziału w zdarzeniu, ale jeśli chodzi o szczegóły zasłaniał się amnezją. Jego wcześniejsze wyjaśnienia w pełni się jednak pokrywają z tym, co do tej pory ustaliliśmy w sprawie" - powiedział Nowak.

Sławomir W. został zatrzymany we wtorek. W jego mieszkaniu policjanci znaleźli broń z tłumikiem; jak się okazało - przerobioną z pistoletu gazowego. Na miejscu zdarzenia zabezpieczyli m.in. odciski palców i łuski.

W. wyjaśniał policjantom, że chciał ukraść samochód taksówkarza - mercedesa.

W środę podejrzany został okazany świadkom. Część z nich rozpoznała go po sylwetce i wzroście, nie byli jednak w 100 proc. pewni, że to właśnie ten mężczyzna wsiadł do taksówki Zbigniewa S. "Spodziewaliśmy się, że będzie taki efekt ponieważ świadkowie, na postoju taksówek widzieli go przelotnie, z odległości 300 m. Nie widzieli dokładnie twarzy" - podkreślił Nowak. Dodał jednak, że "dowodów jest dużo i nie ma wątpliwości".

Wyjaśnił, że prokuratura w związku z prowadzonym śledztwem zamierza jeszcze zlecić ekspertyzy: balistyczną, z zakresu badań biologicznych i genetycznych.

Sławomir W. był już wcześniej notowany przez policję za jazdę po pijanemu. W czwartek ma być przeprowadzona sekcja zwłok zastrzelonego kierowcy.

Za serwisem Onet.pl z dn. 09.12.2004 r.

Do góry...>>


Zatrzymano zabójcę legionowskiego taksówkarza

Zdradziły go odciski palców

Detektywi z wydziału zabójstw zatrzymali wczoraj po południu Sławomira W., który z zimną krwią zabił dzień wcześniej legionowskiego taksówkarza. Bandyta strzelił, bo chciał zrabować mercedesa. Sprawcę zdradziły odciski palców, które zostawił w samochodzie.

Z ustaleń "Rz" wynika, że już rano policjanci wiedzieli, kogo mają szukać. Ze środka taksówki zdjęli pozostawione przez sprawcę odciski palców. Sprawdzili je w elektronicznej bazie z odciskami osób zatrzymanych.

- Okazało się, że był on już notowany za jazdę po pijanemu - mówi oficer policji. Funkcjonariusze wiedzieli, gdzie mieszka. Przez kilka godzin obserwowali mieszkanie w jednym z bloków w centrum Legionowa. Byli bardzo ostrożni, bo z portretu psychologicznego sprawcy wiedzieli, że może się zachować irracjonalnie. W odwodzie była grupa antyterrorystyczna.

- Wiedzieliśmy, że jest niebezpieczny, miał broń - opowiada oficer.

Szturm na jego mieszkanie przeprowadzili po godzinie 16. antyterroryści. - Musieliśmy wyważyć drzwi. Był kompletnie zaskoczony - mówią policjanci. W mieszkaniu znaleziono pistolet, z którego najprawdopodobniej zabił taksówkarza.

27-letni Sławomir W. nie był znany legionowskiej policji np. z działalności w grupach przestępczych. W czasie przesłuchania przyznał się do zabójstwa. Strzelił, bo chciał ukraść taksówkarzowi mercedesa.

- Zabójca siedział z przodu. Po oddaniu strzałów uciekł tylnymi drzwiami, bo przednie się zablokowały - opowiada jeden ze śledczych.

Gdy wczoraj rozmawialiśmy z legionowskimi taksówkarzami, nadal byli wstrząśnięci śmiercią ich kolegi. - Cóż z tego, że złapano bandytę. To nie odda życia Zbyszkowi. To dla nas wszystkich wielka tragedia - mówili.

Janina Blikowska, Marek Kozubal

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 08.12.2004 r.

Do góry...>>


Zabójca taksówkarza przyznał się do winy

Bezrobotny, leczony psychiatrycznie mieszkaniec Legionowa z zimna krwią zamordował kierowcę ze swojego miasta.

27-letni Sławomir W. dokładnie zaplanował zbrodnię. Wybrał taksówkę Zbigniewa Sawickiego, bo chciał ukraść jego podstarzałego mercedesa. Po zatrzymaniu od razu przyznał się do winy. Opowiadał o zbrodni bez emocji. Twierdził, że do napadu i zabójstwa namówiło go dwóch Rosjan. To oni dali mu broń i mieli wskazać samochód. Wsiadając do taksówki, Sławomir W. wiedział, że zabije taksówkarza.

Czekał tylko na dogodny moment. Jak mówił, specjalnie wybrał ul. Mazowiecką w Rajszewie. Wydawała mu się idealnym miejscem do zabójstwa. Zaczął strzelać do taksówkarza, kiedy samochód jeszcze jechał. Potem działał jak w amoku.Kiedy ranny Sawicki wyskoczył z mercedesa, Sławomir W. wyskoczył za nim. Dopadł rannego na podwórku jednego z domów i tam zaczął do niego strzelać. Tak jakby wykonywał wyrok.

- Pamiętał tylko, że strzelił kilka razy, ale wiele kul nie trafiło. Potem chciał jeszcze ukraść mercedesa, ale nie mógł odjechać i uciekł na piechotę - opowiadają policjanci. Ustaliliśmy, że już w kilka godzin po zbrodni policjanci z wydziału zabójstw wytypowali W. jako głównego podejrzanego. Pasował do rysopisu.

Widziano go tego dnia w Legionowie koło postoju taksówek. Sławomir W. wrócił do domu w poniedziałek wieczorem. Kilka godzin po zbrodni. W mieszkaniu przy ul. Królowej Jadwigi była jego matka.

- Nie powiedział jej nic, tylko zamknął się w pokoju. Nie zdążył pozbyć się broni ani ubrania ze śladami krwi i prochu - mówi funkcjonariusze.27-letni Sławomir W. był notowany tylko za jazdę po pijanemu. Policjanci ustalili, że w przeszłości leczył się psychiatrycznie. - Bezrobotny, bez stałego zajęcia. Niewiele o nim można powiedzieć - tak go opisują policjanci.

Dzisiaj w legionowskiej prokuraturze zostaną mu przedstawione zarzuty morderstwa, prawdopodobnie ze szczególnym okrucieństwem. - Nie ma kary za taką zbrodnie. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego to wszystko się stało - mówił Paweł Sawicki, syn zamordowanego taksówkarza.

Rafał Pasztelański, Sebastian Sulowski

Za dziennikiem "Życie Warszawy" z dn. 08.12.2004 r.

Do góry...>>


27-latek zabił taksówkarza

27-letni Sławomir W., zatrzymany dziś po południu w związku z wczorajszym zabójstwem taksówkarza pod Legionowem, przyznał się do winy.

W chwili zatrzymania znaleziono przy nim broń krótką. Jutro mężczyzna zostanie przewieziony do prokuratury, gdzie zostaną postawione mu zarzuty.

Do tragedii doszło wczoraj około godz 15. Kurs taksówki został zamówiony w Legionowie. Taksówkarz - 69-letni Zbigniew S. - miał jechać w kierunku Rajszewa. Tam został postrzelony w brzuch. MImo reanimacji, mężczyzna zmarł.

Za serwisem INTERIA.PL z dn. 07.12.2004 r.

Do góry...>>


Przyznał się do zabójstwa taksówkarza

27-letni Sławomir W., zatrzymany w związku z zabójstwem taksówkarza pod Legionowem, przyznał się do winy - poinformował naczelnik wydziału zabójstw Komendy Stołecznej Policji Marek Maruchniak.

- Samo przyznanie się do winy to nie wszystko, chcemy poprzeć to mocnymi dowodami - powiedział Maruchniak.

Dodał, że mężczyzna w środę zostanie przewieziony do prokuratury, gdzie zostaną postawione mu zarzuty.

Przy mężczyźnie znaleziono broń krótką.

W poniedziałek ok. godz 15 nieznany sprawca postrzelił w pobliżu Rajszewa taksówkarza z pobliskiego Legionowa. Mężczyzna mimo reanimacji zmarł. Kurs taksówki został zamówiony w Legionowie, taksówkarz - 69-letni Zbigniew S. miał jechać w kierunku pobliskiego Rajszewa. Tam został postrzelony w brzuch, prawdopodobnie przez swojego pasażera. Policja zorganizowała obławę.

Za serwisem WP z dn. 07.12.2004 r.

Do góry...>>


Podejrzany o zabójstwo taksówkarza ujęty

Stołeczna policja zatrzymała we wtorek mężczyznę podejrzanego o zabójstwo 69-letniego taksówkarza, który został zastrzelony w podwarszawskim Rajszewie

W poniedziałek ok. godz 15 nieznany sprawca postrzelił w pobliżu Rajszewa taksówkarza z pobliskiego Legionowa. Mężczyzna mimo reanimacji zmarł. Kurs taksówki został zamówiony w Legionowie, taksówkarz - 69-letni Zbigniew S. miał jechać w kierunku pobliskiego Rajszewa. Tam został postrzelony w brzuch, prawdopodobnie przez swojego pasażera. Policja zorganizowała obławę.

Za dziennikiem "GW" z dn. 07.12.2004 r.

Do góry...>>


Schwytano podejrzanego o zabicie taksówkarza

Policja zatrzymała mężczyznę podejrzanego o zabójstwo taksówkarza w Rajszewie pod Warszawą - podała telewizja TVN24. Mężczyzna został zatrzymany w mieszkaniu w Legionowie.

Do tragedii doszło wczoraj ok. godziny 15. Kurs został zamówiony w Legionowie. W pobliskim Rajszewie pasażer postrzelił taksówkarza i uciekł. Mimo reanimacji mężczyzny nie udało się uratować.

Kurs został zamówiony w Legionowie, taksówkarz - 69-letni Zbigniew S. miał jechać w kierunku pobliskiego Rajszewa. Tam został postrzelony w brzuch, prawdopodobnie przez swojego pasażera. Według policjantów, strzelono do niego raz.

"Taksówkarz wysiadł z samochodu (jasnego mercedesa), zdołał przejść jeszcze ok. kilkudziesięciu metrów w kierunku zabudowań" - relacjonował January Majewski z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji. Okoliczni mieszkańcy wezwali karetkę pogotowia, mimo reanimacji mężczyzna zmarł.

Za serwisem Onet.pl z dn. 07.12.2004 r.

Do góry...>>


Zabił taksówkarza?

Stołeczna policja zatrzymała dziś po południu w Legionowie 27-letniego Sławomira W., podejrzanego o zabicie 69-letniego taksówkarza, który został zastrzelony wczoraj w Rajszewie (Mazowieckie).

Przy mężczyźnie znaleziono broń krótką. Obecnie jest on przesłuchiwany w siedzibie Komendy Stołecznej Policji.

Wczoraj ok. godz 15. nieznany sprawca postrzelił w pobliżu Rajszewa taksówkarza z pobliskiego Legionowa. Mężczyzna mimo reanimacji zmarł.

Kurs taksówki został zamówiony w Legionowie. Taksówkarz - 69-letni Zbigniew S. miał jechać w kierunku pobliskiego Rajszewa. Tam został postrzelony w brzuch, prawdopodobnie przez swojego pasażera. Policja zorganizowała obławę.

Za serwisem INTERIA.PL z dn. 07.12.2004 r.

Do góry...>>


Policja zatrzymała podejrzanego o zabójstwo taksówkarza

27-letniego Sławomira W., podejrzewanego o zastrzelenie taksówkarza w podwarszawskim Rajszewie, zatrzymali po południu w Legionowie policjanci - poinformował rzecznik komendanta stołecznego policji Mariusz Sokołowski.

Przy mężczyźnie znaleziono broń krótką.

Obecnie trwa przesłuchanie mężczyzny w siedzibie Komendy Stołecznej Policji.

W poniedziałek ok. godz 15 nieznany sprawca postrzelił w pobliżu Rajszewa taksówkarza z pobliskiego Legionowa. Mężczyzna mimo reanimacji zmarł. Kurs taksówki został zamówiony w Legionowie, taksówkarz - 69-letni Zbigniew S. miał jechać w kierunku pobliskiego Rajszewa. Tam został postrzelony w brzuch, prawdopodobnie przez swojego pasażera. Policja zorganizowała obławę. (ck)

Za serwisem WP z dn. 07.12.2004 r.

Do góry...>>


Brutalne zabójstwo taksówkarza - Policyjna obława pod Legionowem - Ucieczka uzbrojonego przestępcy

DRAMAT PRZY POLU GOLFOWYM

W Rajszewie nieopodal Jabłonny zastrzelony został legionowski taksówkarz. Uzbrojonemu bandycie udało się uciec, mimo że już kwadrans po zabójstwie policjanci zaczęli przeczesywać okoliczne lasy, a do poszukiwań włączono śmigłowiec.

Zbigniew S., 69-letni taksówkarz, nie należał do żadnej korporacji taksówkowej. Mieszkał i pracował w Legionowie. Był ceniony przez swoich kolegów. - To doświadczony kierowca. Wiele lat jeździł w Warszawie. Gdy dwa lata temu stał się emerytem, znów zaczął jeździć u nas - mówili taksówkarze z postoju przy ul. Kościuszki w Legionowie.

Wczoraj około czternastej stał na postoju nieopodal stacji PKP. Do jego starego, białego mercedesa wsiadł dobrze zbudowany młody mężczyzna w ciemnym ubraniu. Taksówka ruszyła. Samochód wyjechał z Legionowa, w Jabłonnie, na drodze nr 630, skręcił w kierunku Nowego Dworu Mazowieckiego.

Strzały

W miejscowości Rajszew, w pobliżu ekskluzywnych pół golfowych, coś stało się w samochodzie. Auto nagle uderzyło w drewniane ogrodzenie okazałej posesji. Pękły w nim szyby, wkoło rozsypało się szkło, zabarwione na czerwono. W mercedesie padły dwa strzały.

- Ranny kierowca wyskoczył z samochodu, wbiegł na podwórko. Trzymał się za bok, mówił, że go postrzelono, prosił, by natychmiast wezwano pogotowie - opowiada kilkunastoletni Marcin, który mieszka w pobliżu miejsca tragicznego zdarzenia. W tym samym czasie z auta wyskoczył rosły mężczyzna, który zaczął uciekać przez przydrożne pola w kierunku drogi nr 630.

Mieszkańcy Rajszewa powiadomili pogotowie. Lekarze, widząc stan taksówkarza, wezwali śmigłowiec. Przewieźli go zaledwie kilkaset metrów, w pobliże łąki przy ul. Golfowej. Gdy helikopter wylądował, rannego próbowano jeszcze na poboczu reanimować. Niestety, bezskutecznie. Taksówkarz zmarł. Na razie niewiele wiadomo o tym, co wydarzyło się w taksówce. Pewne jest, że w czasie jazdy pasażer wyciągnął pistolet i strzelił. - Taksówkarz miał ranę postrzałową brzucha oraz obrażenia głowy, być może powstałe na skutek rykoszetu - mówi policjant, który był na miejscu zabójstwa.

Obława

Funkcjonariuszom z Legionowa udało się niemal błyskawicznie ustalić rysopis sprawcy, dzięki temu, że widzieli go m.in. mieszkańcy Rajszewa. Natychmiast zarządzono blokady pobliskich dróg. - Poszukujemy około 30-letniego mężczyzny, 180 - 185 cm wzrostu, krępej budowy ciała, o twarzy okrągłej, ubranego w ciemne spodnie i ciemną granatową kurtkę. Mężczyzna jest niebezpieczny, może mieć broń - opisuje poszukiwanego kom. January Majewski z zespołu prasowego stołecznej policji. Na miejsce ściągnięto posiłki, pojawiło się kilkadziesiąt busów z policjantami uzbrojonymi w karabiny. Policjanci przeczesywali okoliczne lasy, z powietrza pomagali im koledzy w śmigłowcu z kamerą termowizyjną. Niestety, psy, które początkowo podjęły trop, zgubiły go kilkaset metrów od miejsca zabójstwa, przy trasie łączącej Jabłonnę z Nowym Dworem Mazowieckim. - Tam jest duży ruch. Bandyta mógł uciec w pobliskie lasy, ale równie dobrze mógł sterroryzować jakiegoś kierowcę i odjechać - mówi jeden z oficerów Komendy Stołecznej. Wczoraj wieczorem poszukiwaniami objęto także teren Warszawy i okolicznych powiatów.

Szok

Okoliczni mieszkańcy byli wstrząśnięci zabójstwem taksówkarza. Gdy chcieliśmy z nimi porozmawiać, bali się otwierać drzwi. - Dziwi się pan, przecież tu gdzieś biega człowiek z pistoletem - tłumaczy mieszkaniec Rajszewa. - Zamiast niego mogłem zginąć ja. Stałem pierwszy w kolejce na postoju, ale przed dwunastą musiałem odjechać, bo miałem coś załatwić w mieście. Zbyszek był drugi - mówi drżącym głosem taksówkarz z postoju przy PKP w Legionowie.

Śledztwo w sprawie zbrodni w Rajszewie przejął wieczorem Wydział Zabójstw Komendy Stołecznej. Policjanci biorą pod uwagę kilka motywów zbrodni - ale najbardziej prawdopodobny jest rabunek. - Zabójca albo chciał okraść taksówkarza, albo nie miał pieniędzy na opłacenie kursu. W samochodzie mogło dojść do awantury, a być może strzał padł całkowicie bez racjonalnego powodu - rozważają policjanci.

Janina Blikowska Marek Kozubal

- W nocy z 16 na 17 lutego 2004 na ul. Przyczółkowej w Warszawie znaleziono w przewróconym renualt laguna ciało Tadeusza R., taksówkarza Super Taxi. Zwłoki były w bagażniku. Nie wyjaśniono okoliczności jego śmierci.

- 23 marca 2003 r. na ul. Zbyszka z Bogdańca w Białołęce znaleziono w mercedesie ciało 49-letniego Andrzeja K. Mężczyzna został pchnięty nożem. Sprawców zbrodni do tej pory nie ujęto.

- 18 października 2002 r. rodzina zgłosiła zaginięcie Kazimierza Kosteckiego, taksówkarza z Bielan. Kilka dni później policjanci zatrzymali Zbigniewa D., dzielnicowego z Mokotowa. Wskazał miejsce ukrycia auta, w którym znaleziono ślady krwi taksówkarza. Prokurator postawił policjantowi zarzut zabójstwa, choć nie znaleziono ciała. Toczy się proces w tej sprawie.

- 27 lutego 2002 r. w Michałowicach pod Warszawą dwóch bandytów napadło 55-letniego Czesława B., taksówkarza spod Dworca Centralnego. Dusili go i dźgnęli nożem. Śmiertelnie ranny kierowca zdołał dojść do jednego z domów. Poprosił o pomoc, ale w wyniku odniesionych ran zmarł.

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 07.12.2004 r.

Do góry...>>


Zamordował taksówkarza

Rajszew koło Legionowa. Pasażer śmiertelnie postrzelił kierowcę mercedesa. Rozpoczęła się wielka policyjna obława na zabójcę.

Wiemy, że to niebezpieczny zawód, ale jakoś trzeba zarobić na chleb. To mogło spotkać każdego z nas - mówią przerażeni taksówkarze z Legionowa.

Postój przy stacji kolejowej w Legionowie. Na klientów czeka kilku taksówkarzy. W kilka godzin po strzelaninie kierowcy rozmawiają tylko o zamordowanym koledze.? Zbigniew był ostrożny. Gdyby wyczuł najmniejsze zagrożenie, nie zabrałby podejrzanego klienta - twierdzą zgodnie. - Codziennie zaczynał pracę o godz. 7. Ostatni kurs robił około 15. Wcześniej jeździł w Warszawie, jednak od kilkunastu miesięcy robił kursy tylko Legionowie - dodają.

Szok po zbrodni

Taksówkarze byli na miejscu zbrodni. - Zbyszek już nie żył. Straszny widok. Pokrwawiona tapicerka, stłuczona szyba ze śladami krwi - opowiadają. Na pytanie, czy nie boją się o swoje życie, odpowiadają. - To niebezpieczny zawód, ale na chleb trzeba jakoś zarobić.

Ostani kurs

Zbigniew S. wyruszył z postoju przy stacji o godz. 13.30. Policjanci odtworzyli ostatni kurs taksówkarza. Bandyta kazał mu pojechać do Rajszewa. Już wtedy trzymał go na muszce. - Kiedy taksówkarz zobaczył domy, pewnie zahamował i chciał uciekać. Wtedy padł strzał. Później kolejny. Auto uderzyło w płot domu przy ul. Mazowieckiej. Napastnik przesiadł się na siedzenie kierowcy i chciał odjechać. Nie mógł jednak ruszyć i zaczął uciekać pieszo - relacjonują policjanci.

Obława nie dała rezultatu. Policja ustaliła na razie jedno: zabójca niczego nie ukradł. - Jesteśmy i byliśmy za karą śmierci. Nie chcemy utrzymywać morderców ze swoich podatków - powiedział na wieść o zbrodni Maciej Rogoziński z korporacji Taxi Plus, przewodniczący związku zawodowego taksówkarzy. Zapowiadają, że w dniu pogrzebu ich kolegi urządzą manifestację.

SEBASTIAN SULOWSKI, RAFAŁ PASZTELAŃSKI

Za dziennikiem "Życie Warszawy" z dn. 07.12.2004 r.

Do góry...>>


Zabójstwo taksówkarza pod Warszawą

Piotr Machajski

Blokady na wszystkich drogach, kilkudziesięciu policjantów przeczesujących lasy, w powietrzu policyjny śmigłowiec. Tak wyglądała wczoraj w Rajszewie pod Warszawą obława na zabójcę taksówkarza. Wszystko na nic. Uzbrojony zabójca wciąż jest na wolności.

69-letni Zbigniew S. niemal każdy kurs zaczynał z tego samego postoju taksówek w Legionowie. To tu wczoraj przed godz. 14 do jego mercedesa wsiadł wysoki (ok. 185 cm), dobrze zbudowany, ubrany na ciemno mężczyzna.

Dokąd jechali? Gdzie byli po drodze? Nie wiadomo. Kilkadziesiąt minut później znaleźli się w Rajszewie przy trasie z Jabłonnej do Nowego Dworu Maz. Tam padł strzał. Auto potoczyło się kilka metrów i uderzyło w płot. Ranny taksówkarz wyszedł z auta i doszedł do najbliższego domu.

- Zadzwonił do drzwi mojej siostry. Był cały we krwi. Prosił, żeby wezwała policję - opowiada pani Dorota, mieszkanka Rajszewa. Po chwili na miejscu była policja i karetka, która przewiozła rannego kilkadziesiąt metrów dalej. Tam wylądował śmigłowiec, który miał zabrać mężczyznę do szpitala. Na pomoc było już za późno. Taksówkarz zmarł mimo reanimacji.

Jerzy Bivegl, właściciel domu przy sąsiedniej ul. Leśnej, widział już tylko ciało. - Kiedy wyszedłem, przed domem roiło się od policji. Bandyta musiał działać cicho i szybko, bo nawet nie słyszałem strzałów - mówi.

Właściciel posesji, w której płot uderzyła taksówka, o wszystkim dowiedział się z radia. - Nikogo nie było wtedy w domu - tłumaczy.

Na wszystkich okolicznych drogach policja postawiła blokady. Ściągnięto kilkudziesięcioosobową grupę policjantów, którzy uzbrojeni w kałasznikowy przeczesywali okoliczne lasy. Teren patrolował policyjny helikopter z kamerą termowizyjną. Wszystko na nic.

- Strach - mówi ekspedientka sklepu spożywczego w Rajszewie. - Dlatego zamykam kratę w drzwiach. Przecież ten człowiek jest na wolności i ma broń.

Do wieczora, gdy zamykaliśmy to wydanie "Gazety", nie udało się zatrzymać zabójcy. Jest szansa, że dziś powstanie jego portret pamięciowy, bo widzieli go taksówkarze stojący na tym samym postoju co Zbigniew S.

Zamordowany przez 14 lat jeździł taksówką w Warszawie. Od dwóch lat woził pasażerów w powiecie legionowskim. Miał żonę i dwójkę dzieci.

Za dziennikiem "GW" z dn. 06.12.2004 r.

Do góry...>>


Poszukiwany zabójca

Nieznany sprawca postrzelił w Rajszewie (Mazowieckie) 69-letniego taksówkarza z pobliskiego Legionowa. Mężczyzna, mimo reanimacji, zmarł. Trwa policyjna obława na zabójcę; policja ostrzega, że poszukiwany prawdopodobnie nadal jest uzbrojony i może być niebezpieczny.

Do tragedii doszło ok. godziny 15. Kurs został zamówiony w Legionowie. Taksówkarz - 69-letni Zbigniew S. miał jechać w kierunku pobliskiego Rajszewa. Tam został postrzelony w brzuch, prawdopodobnie przez swojego pasażera. Według policjantów, strzelono do niego raz.

- Taksówkarz wysiadł z samochodu (jasnego mercedesa), zdołał przejść jeszcze ok. kilkudziesięciu metrów w kierunku zabudowań - relacjonował January Majewski z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji. Okoliczni mieszkańcy wezwali karetkę pogotowia. Mimo reanimacji mężczyzna zmarł.

Cały czas trwa policyjna obława na jego zabójcę. Zablokowano okoliczne drogi. Funkcjonariusze prewencji biorący udział w poszukiwaniach mają długą broń. Wspomaga ich policyjny helikopter z kamerą termowizyjną.

Poszukiwany jest wysokim mężczyzną - ma 185 cm wzrostu; krótkie, jasne włosy; był ubrany w ciemną kurtkę i spodnie. Policja ostrzega, ze nadal może mieć broń i może próbować zatrzymywać inne samochody, by wydostać się z terenu policyjnych poszukiwań.

Na razie nie wiadomo, jakie były przyczyny i okoliczności tragedii. Zastrzelony taksówkarz nie należał do żadnej korporacji, mieszkał w Legionowie.

Za serwisem INTERIA.PL z dn. 06.12.2004 r.

Do góry...>>

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 14.12.2004 r.