Morderstwo 2 taksówkarzy i pracownika parkingu w Łodzi - 1998 r.

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 27.11.2002 r.

Odszkodowanie dla rodziny zabitego taksówkarza

Zabójca dwóch taksówkarzy i parkingowego Piotr Domański ma zapłacić 77,5 tysięcy zł odszkodowania rodzinie zastrzelonego w 1998 roku taksówkarza - zdecydował w poniedziałek Sąd Okręgowy w Łodzi.

Przyznał również na rzecz małoletniego syna zabitego taksówkarza rentę w wysokości 600 złotych miesięcznie. Orzeczenie nie jest prawomocne.

Pozew w imieniu rodziny Wojciecha K. złożyła Prokuratura Okręgowa w Łodzi. Uznając powództwo sąd podkreślił, że jest ono słuszne zarówno co do zasady jak i wysokości. Zdaniem sądu, po stracie męża i ojca drastycznie pogorszyła się sytuacja materialna rodziny i stan zdrowia kobiety. Śmierć ojca wywołała też dotkliwe skutki dla synów zamordowanego taksówkarza.

Sąd odrzucił argumenty pozwanego, który uznając powództwo, wniósł o jego oddalenie ze względu na sytuację finansową i życiową w jakiej się znalazł. Pełnomocnik Domańskiego argumentował, że jako więzień kategorii "N" (szczególnie niebezpieczny - PAP) nie może on pracować, został skazany na dożywocie, a o warunkowe zwolnienie może się ubiegać po 30 latach, co uniemożliwia praktycznie egzekucję tych należności.

Pozwany zabójca, były student Politechniki Łódzkiej Piotr Domański, w październiku 1998 r. zastrzelił 46-letniego taksówkarza, 62-letniego parkingowego i śmiertelnie postrzelił ścigającego go drugiego, 27-letniego taksówkarza. W 2000 roku Domański został prawomocnym wyrokiem skazany na dożywocie. Może ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie z więzienia najwcześniej po 30 latach odbywania kary.

Za serwisem informacyjnym portalu Onet.pl z dn. 18.11.2002 r.


Sprawa trzykrotnego zabójcy z Łodzi

Oddalone kasacje

Sąd Najwyższy oddalił wczoraj kasacje obrońców Piotra Domańskiego, skazanego na dożywocie za trzykrotne zabójstwo. Obrona chciała, by sprawą zajął się jeszcze raz Sąd Okręgowy.

Trzy lata temu Piotr Domański był jeszcze studentem Politechniki Łódzkiej. W ciągu zaledwie kilku dni ze studenta stał się trzykrotnym zabójcą. Zabijał z powodów rabunkowych, dla pieniędzy. Spotkania z Domańskim nie przeżyło dwóch łódzkich taksówkarzy: Wojciech K. i Piotr R., oraz pracownik parkingu Wiesław C. Zabójca przez miesiąc ukrywał się pod Łodzią.

Podczas procesu Domański przyznał się do morderstw. 20 grudnia 1999 r. łódzki SO trzykrotnie skazał go na dożywocie i zaostrzył warunki do ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie - może się o nie ubiegać po 30 latach kary. Wyrok utrzymał Sąd Apelacyjny.

Do SN trafiły dwie kasacje jego obrońców. Mec. Włodzimierz Politański podnosił dwa, jego zdaniem, uchybienia. Pierwsze miało polegać na niepodpisaniu przez przewodniczącego składu i protokolanta protokołów z rozpraw; drugie zaś na nieuwzględnieniu dowodu z opinii innych biegłych psychologów i psychiatrów, ponieważ pierwsza opinia miała być wewnętrznie sprzeczna, niespójna i niepełna.

Drugi z obrońców mec. Tadeusz de Virion kwestionował zaostrzanie warunków do ubiegania się o przedterminowe zwolnienie przy skazaniu na dożywocie, które i tak jest możliwe dopiero po 25 latach. Wybieganie w momencie wydawania wyroku poza dwudziestopięcioletni okres jest zwykłą fikcją - mówił de Virion.

SN oddalił obie kasacje. - Skarżący nie kwestionował, że protokoły zostały sporządzone niewłaściwie, nie było wniosków obrony o ich sprostowanie; nie podnoszono też, że owe uchybienie utrudniało sporządzenie apelacji - uzasadniał.

Odnosząc się do kwestionowanej opinii biegłych, stwierdził, że w tym procesie obrona miała możliwość zadania im wszelkich pytań. - Domański był badany w śledztwie, potem trafił na obserwację (55 dni) - przypominał SN. Podkreślał też, że sąd może surowiej potraktować oskarżonego, który na to zasłuży, ograniczając mu prawo do warunkowego przedterminowego zwolnienia. - Z tego prawa skorzystał łódzki sąd - argumentował SN.

Orzeczenie SN jest ostateczne.

a.ł.

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 23.11.2001 r.


Zabrakło obrońcy

Najbliżsi oraz kilkudziesięciu łódzkich taksówkarzy przyjechało wczoraj do SN, aby poznać losy kasacji obrońców Piotra Domańskiego. 23-letni Domański, były student Politechniki Łódzkiej, został prawomocnie skazany na dożywocie za zabójstwo dwóch taksówkarzy i pracownika parkingu. Do SN dotarły dwie kasacje jego obrońców. Wczoraj przed sądem stawił się tylko jeden z nich - mec. Tadeusz de Virion, który twierdził, że jego kasacja jest tylko cząstkowa i nie podejmuje się całościowej obrony. Prosił o odroczenie rozprawy. Do jego wniosku przychylił się prokurator. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że nieobecny mec. Włodzimierz Politański z Łodzi kilka dni temu przesłał do SN pismo, w którym zapewniał, że wie o terminie, ale przed SN obronę będzie reprezentował mec. de Virion. Ten, nie kryjąc zdumienia, stwierdził wczoraj, że o niczym nie wie. Ostatecznie SN rozprawę odroczył, a o zachowaniu nieobecnego mecenasa postanowił poinformować Naczelną Radę Adwokacką. A.Ł.

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 11.10.2001 r.


Prokurator żąda odszkodowania od zabójcy taksówkarzy

80 tysięcy złotych dla rodziny jednej z ofiar

Prokurator okręgowy w Łodzi pozwał Piotra Domańskiego, skazanego na dożywocie za zabójstwo dwóch taksówkarzy. Domaga się zasądzenia od niego ponad 80 tys. zł odszkodowania dla rodziny jednej z ofiar.

Prokurator okręgowy w Łodzi chce, aby były student politechniki Piotr Domański poniósł także odpowiedzialność cywilną za zabójstwa, których dopuścił się jesienią 1998 r. Zastrzelił wówczas dwóch łódzkich taksówkarzy. Zabił także pracownika parkingu, myląc go z osobą, którą planował obrabować z większej sumy pieniędzy. Sąd Okręgowy w Łodzi skazał Domańskiego na dożywocie. Zastrzegł, że mężczyzna musi spędzić 30 lat za kratkami. Wyrok ten utrzymał SA. Obrońcy Domańskiego czekają teraz na rozstrzygnięcie kasacji.

Wojciech K., ofiara bandyty, zostawił żonę i dwóch synów. Kobieta niewiele zarabia. Obaj chłopcy się uczą. Prokurator chce, aby sąd przyznał żonie i każdemu z synów po 25 tys. zł odszkodowania, a młodszemu chłopcu także 600 zł renty.

Domański odbywa karę więzienia o zaostrzonym rygorze we Włocławku. W odpowiedzi na pozew przyznaje, że śmierć z jego ręki ojca rodziny pogorszyła warunki bytowe najbliższych taksówkarza. Uważa jednak, że roszczenie jest wygórowane i zmierza do nieuzasadnionego wzbogacenia. Uważa także, że zniesienie szczególnego rygoru odbywania przez niego kary umożliwiłoby mu podjęcie pracy. Dopóki to nie nastąpi, sąd - jego zdaniem - powinien oddalić powództwo. Gustaw Romanowski

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 24.09.2001 r.


APELACJA

Kara dożywocia dla zabójcy taksówkarzy

Domański spędzi za kratami co najmniej 30 lat

Sąd Apelacyjny w Łodzi nie uwzględnił wczoraj apelacji obrońcy i utrzymał w mocy wyrok dożywotniego więzienia dla Piotra Domańskiego, odpowiadającego za trzy zabójstwa, usiłowanie czwartego, rabunek i nielegalne posiadanie broni. Oznacza to, że zabójca taksówkarzy nie będzie mógł złożyć wniosku o przedterminowe zwolnienie przed upływem 30 lat pobytu w więzieniu.

Zbrodnie 24-letniego byłego studenta Politechniki Łódzkiej przejdą do historii jako jedne z najbardziej niezrozumiałych w dziejach bandytyzmu. 7 października 1998 r. zabił taksówkarza, aby zawładnąć jego mercedesem, który miał mu służyć do dokonania zamachu rabunkowego na inną osobę. Realizując ten plan, zastrzelił przypadkową osobę. Nazajutrz jeździł po mieście z ciałami ofiar. Wtedy zastrzelił próbującego go zatrzymać innego taksówkarza. Prokuratura oskarżyła go też o usiłowanie zabójstwa przechodnia. 20 grudnia 1999 r. Sąd Okręgowy w Łodzi skazał Domańskiego na dożywotnie więzienie. Sąd postanowił, że będzie on mógł ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie nie wcześniej niż po upływie 30 lat odbywania kary.

Od wyroku apelował obrońca, żądając jego uchylenia. Według mecenasa Włodzimierza Politańskiego w sprawie tej doszło do naruszenia prawa do obrony, gdyż odmówiono mu wydania protokołów rozpraw (nie zostały w porę podpisane). Zarzucił też opiniom biegłych psychiatrów stronniczość, a sądowi orzekającemu uleganie emocjom i naciskom opinii publicznej. Według apelacji ocena nieprawidłowej osobowości Domańskiego wymagała opinii innego zespołu biegłych psychiatrów. Zabójca, który wozi cały dzień zwłoki swoich ofiar, musi być poddany rzetelnej analizie psychiatrycznej - twierdził obrońca. Zarówno prokurator, jak i oskarżycielki posiłkowe i ich pełnomocnicy domagali się utrzymania wyroku.

SA nie uwzględnił apelacji. Sąd odwoławczy nazwał wywody obrońcy o stronniczości biegłych i sądu orzekającego insynuacjami. Podkreślił, że mimo wysokiej inteligencji Domański okazał się człowiekiem wewnętrznie zdemoralizowanym, gdyż zdecydował się na pozbawianie życia ludzi z pobudek zasługujących na szczególne potępienie.

- Jaka kara byłaby odpowiednia dla osoby zabijającej z rozmysłem dwie osoby, strzelającej do trzeciej (ze skutkiem śmiertelnym) i do czwartej, której na szczęście udało się uchylić? - pytał sędzia sprawozdawca Wojciech Szymczak. Przypomniał, że dla wielu odpowiednia byłaby kara śmierci. Tej jednak kodeks karny nie przewiduje. Domański podczas całej rozprawy i ogłaszania wyroku zachowywał kamienny spokój. Nie skorzystał też z prawa zabrania głosu. Jego obrońca powiedział, że złoży skargę kasacyjną.

Gustaw Romanowski

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 14.12.2000 r.


ZABÓJSTWO TAKSÓWKARZY

Koledzy Domańskiego nie pójdą do więzienia

Niekonsekwencje prokuratury

Sąd Apelacyjny w Łodzi nie uwzględnił w środę zarzutów prokuratury i utrzymał w mocy wyrok na dwóch kolegów Piotra Domańskiego, skazanego na dożywotnie więzienie za zabójstwo taksówkarzy. Obaj oskarżeni o udzielenie pomocy zabójcy w ukrywaniu się dobrowolnie poddali się karze uzgodnionej z prokuratorem. Po wyroku prokuratura zmieniła nagle zdanie i zaskarżyła go.

Maciej P. i Radosław A. to koledzy ze studiów Piotra Domańskiego, zabójcy łódzkich taksówkarzy. Cała trójka przyjaźniła się już w szkole średniej. Jesienią 1998 r. ukrywający się w lesie przed organami ścigania Domański poprosił kolegów o pomoc. Nie odmówili. Przywieźli mu trochę żywności i odzież, a Maciej P. zwrócił mu 500 zł starego długu. Dzięki ich kontaktom telefonicznym policja wpadła na ślad mordercy. Obaj nie mający nic wspólnego ze zbrodnią studenci zostali oskarżeni o poplecznictwo. Utrudnili bowiem śledztwo i nie powiadomili organów ścigania o miejscu jego pobytu. Przed sądem obrońca studentów złożył wniosek o zastosowanie wobec nich nowej instytucji w polskim prawie karnym: dobrowolnego poddania się karze. Prokurator wyraził na to zgodę, akceptując proponowany przez obronę wymiar kary. Sąd wymierzył im po dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 1000 zł grzywny. Wyrok wywołał protesty środowiska taksówkarskiego i rodzin ofiar Domańskiego. Oskarżyciele posiłkowi nie mogli sami zaskarżyć tego wyroku. Apelowała więc prokuratura, domagając się uchylenia wyroku w taki sposób, aby kary więzienia podlegały wykonaniu. Zarzuciła w apelacji, że "sąd niewłaściwie rozłożył akcenty" w swoim ustaleniu, godząc się na warunkowe zawieszenie kary. Sąd Apelacyjny nie uwzględnił wczoraj tej apelacji. Choć dobrowolne poddanie się karze jako szczególna forma procesowa ułatwiająca przyśpieszenie postępowania karnego jest rozwiązaniem nowym, to jednak sąd nie znalazł w zaskarżonym wyroku błędu. - Prokurator dwukrotnie wyrażał zgodę na zastosowanie w tej sprawie art. 387 ¤1 k.p.k., była to więc wyraźna intencja oskarżyciela publicznego - stwierdził sędzia referent Krzysztof Cesarz. Prokuratora nie zarzucała rażącej łagodności wyroku, ale wspomniała o błędzie w ustaleniach faktycznych. Nie wskazała jednak, na czym on miałby polegać. - Sąd Apelacyjny działa zaś w granicach środka odwoławczego - podkreślił sąd. Obaj podsądni po skazaniu ich zostali w ubiegłym roku relegowani z Politechniki Łódzkiej. Teraz studiują w innej wyższej uczelni.

Gustaw Romanowski

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 03.09.2000 r.


Wyrok

Warunkowe przedterminowe zwolnienie

Daremne kalkulacje

Nie zawsze półmetek kary oznacza możliwość wcześniejszego wyjścia na wolność. Wystarczy, że sąd skazując na więzienie, zastrzeże dłuższy niż generalnie przewidziany przez prawo termin, od którego można rozpocząć starania o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Przepis dający taką możliwość ma wielu zagorzałych zwolenników.

Zasadą jest, że skazany na więzienie może starać się o wyjście na wolność, kiedy minie mu półmetek kary. Wtedy składa stosowny wniosek, który rozpatruje sąd penitencjarny. Jeśli poprze starania skazanego ten korzysta z kodeksowej instytucji warunkowego przedterminowego zwolnienia. W nowym kodeksie karnym ustawodawca dał jednak sądowi orzekającemu w sprawie możliwość surowszego potraktowania skazanego, który, jego zdaniem, na to zasłużył. Mówi o tym art. 77 ¤ 2 k.k., który stanowi, iż w szczególnie uzasadnionych wypadkach sąd może wyznaczyć surowsze ograniczenia w korzystaniu przez skazanego z warunkowego przedterminowego zwolnienia. Przepis ten ma wielu zwolenników wśród sędziów i prokuratorów, którzy twierdzą, że sąd penitencjarny, rozpatrujący wnioski o zwolnienie, ma do czynienia z papierami tj. dokumentami, opiniami, a sąd orzekający - bezpośredni kontakt z ludźmi. Nikt więc tak dobrze, jak sąd wyrokujący, nie zna oskarżonego. Tak było z Markiem Szmidtem, skazanym przez warszawski Sąd Okręgowy na 15 lat więzienia za zabójstwo Tomka Jaworskiego. Sąd zastrzegł, że musi odsiedzieć 12 lat, zanim będzie mógł ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie (po apelacji jego sprawa wraca do ponownego rozpoznania przez sąd okręgowy). Zaostrzenie takie zastosował też łódzki sąd, skazując Piotra Domańskiego za zabójstwo dwóch taksówkarzy i parkingowego na dożywocie. W normalnych warunkach mógłby starać się o wyjście na wolność po odsiedzeniu 25 lat. Sąd zastrzegł, że musi odsiedzieć 30 lat. To dwa najgłośniejsze wyroki, w których zastosowano ten przepis.

Podoba się on także adwokatom, choć nie wszystkim. Mec. Jacek Wasilewski, zapytany przez "Rz" o opinię, ocenia go jako niesłuszny. - Jestem zwolennikiem uregulowań zawartych w starym kodeksie, gdzie surowsze potraktowanie skazanego przez sąd wyrokujący było niemożliwe. O tym, czy wyszedł on wcześniej na wolność decydował sąd penitencjarny. Zasady były jednak identyczne i znane wszystkim - mówi mec. Wasilewski. Jego zdaniem fakt, że przepis ten można stosować w wyjątkowych sytuacjach nie wystarcza do jego pozytywnego odbioru. - Nie można pisać przepisów dla spraw wyjątkowych - argumentuje. Innego zdania jest mec. Jacek Kondracki, który uważa, że przepis jest mądry i słuszny. - Sąd, przed którym sprawa się toczy zna ją najlepiej. Potrafi więc właściwie ocenić postawę skazanego. Przestępcy często myślą kategorią połowy kary. Kalkulują - dostanę 10, wyjdę po pięciu. Dzięki możliwości surowszego potraktowania niektórych z nich kalkulacje te mogą być daremne - mówi mec. Kondracki.

Możliwość surowszego potraktowania przez sąd niektórych skazanych odpowiada prokuratorom. Niedawno prok. Włodzimierz Ostaszewski, oskarżający w głośnym procesie gangu Szczura, wnosił o takie obostrzenie kar dla wszystkich oskarżonych. - Możliwy automatyzm stosowania warunkowego przedterminowego zwolnienia kłóci się ze społecznym poczuciem sprawiedliwości. Fakt, że sąd w wyroku może z góry przesądzić o dłuższym pobycie skazanego za kratkami jest w stanie to naprawić - mówi prok. Ostaszewski.

Zwolennikiem nowego rozwiązania jest także sędzia Krzysztof Petryna. Jego zdaniem nikt tak dobrze nie zna sprawy jak skład orzekający. - Obserwuje zachowanie oskarżonego w sali, jego reakcje, postawę i może ocenić, na jaką bezwzględną karę więzienia zasługuje - mówi. Dodaje także, że skazany, który czuje się pokrzywdzony surowszym potraktowaniem może tę sprawę podnosić w apelacji.

Agata Łukaszewicz

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 28.12.1999 r.


WYROK

Dożywocie dla zabójcy łódzkich taksówkarzy

Sąd Okręgowy w Łodzi skazał wczoraj Piotra Domańskiego -zabójcę dwóch taksówkarzy i pracownika parkingu na karę dożywotniego więzienia. Nie znalazł żadnych okoliczności, które mogłyby wpłynąć na wymierzenie kary niższej od tej, której domagał się prokurator.

23-letni Piotr Domański, były student Politechniki Łódzkiej, 7 października 1998 r. zastrzelił taksówkarza, aby zawładnąć jego autem, które miało mu posłużyć do realizacji napadu na innego człowieka. Zabijając następnego dnia przypadkowego pracownika parkingu, twierdził, że pomylił go z handlarzem walutą.

Zabicie handlarza miało zapewnić Domańskiemu łup wystarczający na oddanie długu bratu, który kazał mu zwrócić ojciec (jeśli wierzyć pamiętnikowi prowadzonemu przez oskarżonego w samotności, kiedy się ukrywał, bardzo się go bał). Plan rabunku połączony z zabójstwem miał być sposobem na szybkie uzyskanie pieniędzy na spłacenie tego zobowiązania.

Nie wiadomo jednak, dlaczego zabójca przez wiele godzin woził zwłoki dwóch ofiar w zrabowanym samochodzie, dlaczego nie zacierał za sobą śladów i prawie ostentacyjnie jeździł po mieście. Kiedy 8 października minionego roku próbował zatrzymać go inny taksówkarz, zastrzelił i jego, powiększając listę śmiertelnych ofiar do trzech. Prokuratura oskarżyła go, że strzelał niecelnie jeszcze do czwartej osoby, przechodnia objuczonego wiadrami z wodą, ale temu konsekwentnie Domański zaprzeczał, twierdząc, że wówczas nie miał już amunicji.

Wczoraj sąd uwzględnił główne wnioski prokuratora, skazał Piotra Domańskiego na dożywotnie więzienie i orzekł o pozbawieniu go na 10 lat praw publicznych.

Zaostrzając wykonanie kary, sąd zdecydował, że skazany nie może ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie wcześniej niż po odbyciu 30 lat pozbawienia wolności. Sąd zaznaczył, że dwóch pierwszych zbrodni przestępca dopuścił się z pobudek rabunkowych, a więc w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Za zabójstwo drugiego taksówkarza oraz usiłowanie zabójstwa przechodnia otrzymał odpowiednio 25 i 12 lat więzienia. Biegli psychiatrzy byli bowiem zdania, że strzelając do tych dwóch osób, uciekający przestępca był w stanie wzburzenia ograniczającego znacznie jego poczytalność. Sąd zwrócił uwagę, że Domański miał dobre życiowe perspektywy. Wychowywał się w normalnej, w miarę zamożnej rodzinie, a rodzice troszczyli się o niego. Sąd podkreślił, że kto decyduje się na popełnienie najcięższych zbrodni dla zdobycia pieniędzy kosztem życia innych ludzi, ten musi liczyć się z karą odpowiednią do popełnionych zbrodni. - Tylko kara najsurowsza jest adekwatna i tylko ona nie pozostaje w sprzeczności ze społecznym poczuciem sprawiedliwości - powiedziała sędzia Ewa Krajewska, przewodnicząca składu orzekającego. Podczas ogłaszania wyroku i jego uzasadniania Domański zachowywał kamienny spokój. Spokojna była także publiczność, a taksówkarze, którzy rozpoczęcie procesu zaznaczyli hałaśliwymi demonstracjami, opuścili budynek sądu bez zgiełku. Nie byli jednak usatysfakcjonowani. Według nich Domański powinien przebywać w wiezieniu przynajmniej 50 lat, aby na wolność wyszedł jako starzec. Wyrok nie jest prawomocny. Obrońca zapowiedział już apelację.

Gustaw Romanowski

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 21.12.1999 r.


PROCES

Zabójstwo łódzkich taksówkarzy

Przynajmniej 50 lat za kratkami

Chciałbym zło zrekompensować, a to zależy od sądu - powiedział wczoraj w ostatnim słowie Piotr Domański przed Sądem Okręgowym w Łodzi. Pełnomocnik rodziny jednego z zabitych taksówkarzy prosił, by w razie orzeczenia dożywotniego więzienia oskarżony nie mógł skorzystać z warunkowego zwolnienia wcześniej niż po 50 latach.

Gdy przemawiały wdowy po taksówkarzach oraz ich pełnomocnicy, oskarżony o morderstwo trzech osób i usiłowanie zabójstwa czwartej, były student Politechniki Łódzkiej, był opanowany. Obaj adwokaci poparli żądanie prokuratora wymierzenia podsądnemu najwyższego wymiaru kary - dożywotniego więzienia. Mec. Wojciech Woźniacki, reprezentujący żonę i matkę jednej z ofiar, nazwał zabójstwa trzema egzekucjami i podkreślił, że sąd powinien w wyroku ograniczyć możliwość skorzystania przez Domańskiego z dobrodziejstwa wcześniejszego warunkowego zwolnienia dopiero po odsiedzeniu za kratkami 50 lat. Obrońca oskarżonego mec. Włodzimierz Politański powiedział, że w tym procesie żaden wyrok nie może być sprawiedliwy. Wskazał na nieprawidłową osobowość Domańskiego oraz na sprzeczności w opiniach biegłych, które - jego zdaniem - nie wyjaśniły problemu wyraźnie ograniczonej poczytalności jego klienta. Zarzucił biegłym psychiatrom, iż podczas trwającej siedem tygodni obserwacji kontaktowali się z podsądnym tylko trzy razy. Wskazując na nietypowe, bo nieracjonalne zachowanie się Domańskiego podczas popełniania zbrodni (jeżdżenie po mieście ze zwłokami ofiar łatwym do rozpoznania samochodem), mówił, że biegli nie umieli wyjaśnić, dlaczego człowiek o wysokim ilorazie inteligencji zachowywał się tak, jakby utracił instynkt samozachowawczy. Obrońca próbował obalić też zarzut usiłowania zabójstwa czwartej osoby, podkreślając ułomność dowodów potwierdzających ten fakt.

Domański w ostatnim słowie zwrócił się do rodzin swoich ofiar, przepraszając za cierpienia, jakie im zadał. - Chciałbym zło zrekompensować, a to zależy od sądu. Proszę o taki wyrok, który dawałby mi jakąkolwiek szansę - powiedział oskarżony.

Wyrok 20 grudnia.

Gustaw Romanowski

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 15.12.1999 r.


ZABÓJSTWA TAKSÓWKARZY

Prokurator żąda dożywocia

Kamienna twarz oskarżonego

Wczoraj przed Sądem Okręgowym w Łodzi zakończyło się postępowanie dowodowe w procesie Piotra Domańskiego, byłego studenta Politechniki Łódzkiej, oskarżonego o wielokrotne zabójstwa. Prokurator zażądał dożywotniego więzienia. Podczas jego przemówienia Domański siedział nieporuszony.

Piotr Domański, 23-letni były student Politechniki Łódzkiej odpowiada za zabójstwa dwóch taksówkarzy i pracownika parkingu oraz usiłowanie zabójstwa przypadkowego przechodnia. Do zbrodni doszło w październiku 1998 r. Według oskarżenia motywem dwóch pierwszych zabójstw był powzięty wcześniej zamiar obrabowania ofiar. Taksówkarzowi Wojciechowi K. zrabował mercedesa, który miał mu ułatwić popełnienie dalszych przestępstw. Parkingowego Wiesława Cz. zastrzelił pomyłkowo, biorąc go za handlarza walut. Drugiego taksówkarza Krzysztofa R. zastrzelił podczas szamotaniny, gdy został rozpoznany i dogoniony. Wówczas też - według oskarżenia - strzelił do przechodnia, który znalazł się przypadkowo w miejscu tragicznego zdarzenia. Strzał okazał się niecelny. Zdaniem biegłych psychiatrów, dokonując trzeciego zabójstwa i usiłując zabić przechodnia, Domański znajdował się w stanie ograniczonej poczytalności w stopniu znacznym. Działał bowiem pod wpływem silnych emocji. Sąd przesłuchał wczoraj ponownie biegłych, gdyż obrońca oskarżonego zarzucał ich opinii liczne sprzeczności. Potwierdzili oni, że Domański to typowy introwertyk, z trudem nawiązujący kontakty z innymi ludźmi, co nie oznacza, że jego stan zdrowia psychicznego odbiega od normy.

- To prosty przypadek kliniczny nie budzący szczególnych wątpliwości - podkreślił dr Janusz Biela. Sąd nie uwzględnił wniosku obrońcy mec. Włodzimierza Politańskiego, aby Domańskiego zbadali jeszcze inni biegli, i zamknął postępowanie dowodowe, udzielając głosu prokuratorowi. Przypomniał on tragiczne wydarzenia sprzed roku, które wstrząsnęły opinią publiczną kraju. Prokurator Wiktor Ciach, charakteryzując oskarżonego, podkreślił, że u podłoża tragedii i krzywd wyrządzonych rodzinom ofiar był realizowany na zimno plan wzbogacenia się kosztem popełnienia kilku zbrodni. Zwracając uwagę, że tylko całkowita izolacja uwolni społeczeństwo od obaw przed tym człowiekiem, zażądał dla Piotra Domańskiego kary dożywotniego więzienia, 10 lat pozbawienia praw publicznych i 5 tys. zł grzywny. 14 grudnia przemawiać będą oskarżyciele posiłkowi oraz obrońca. Wyrok spodziewany jest jeszcze przed świętami.

Gustaw Romanowski

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 07.12.1999 r.


ROZPRAWA

Oskarżony o zabójstwo dwóch taksówkarzy i pracownika parkingu

Film z oględzin mercedesa

Obrońca Piotra Domańskiego, oskarżonego przed Sądem Okręgowym w Łodzi o popełnienie trzech zabójstw, chce, by jego klient został jeszcze raz przebadany przez biegłych psychiatrów i psychologów, którzy nie będą pochodzić z Łodzi i w niej mieszkać. Sąd postanowił jednak wezwać i przesłuchać jeszcze raz tych samych oraz wyjaśnić ewentualne nieścisłości w ich opiniach.

- Nie ma wątpliwości, że Domański popełnił trzy morderstwa, ale moim zadaniem jest dopilnowanie ustalenia stopnia jego zawinienia. Spał w samochodzie z ciałem taksówkarza. Później jeździł po Łodzi z dwoma ciałami w aucie. Czy to jest racjonalne zachowanie? Czy tak zachowuje się człowiek normalny? - pytał w piątek sąd adwokat Włodzimierz Politański. Na kolejnej rozprawie sąd obejrzał film z oględzin rozbitego mercedesa, w którym znaleziono dwóch zabitych mężczyzn. 7 października minionego roku Domański zamówił taksówkę, którą przyjechał 46-letni Wojciech K. Ustalono, że Domański strzelił mu trzy razy w głowę, a potem ciało schował do bagażnika. Drugiego zabitego, pracownika parkingu, położył na tylnym siedzeniu mercedesa. W czasie ucieczki przed pogonią uderzył w budynek. Oskarżony patrzył na ekran do czasu ukazania się ciał mężczyzn. Spuścił wówczas głowę.

Obrońca Domańskiego stwierdził w piątek, że biegli psychiatrzy i psycholog wydali opinię o jego kliencie "pod wpływem nagłośnienia sprawy przez media i swego rodzaju psychozy wytworzonej wokół sprawy". - Sąd jest bardzo obiektywny, ale obawiam się, że naciski mogły mimowolnie udzielić się sądowi - powiedział adwokat Włodzimierz Politański.

Prokurator Wiktor Ciach uznał, że wniosek o powołanie nowych biegłych jest próbą przeciągnięcia procesu. Opinie, według niego, są spójne i kompletne, nie ma powodu do powoływania nowych biegłych. Sąd postanowił wezwać i przesłuchać jeszcze raz tych samych oraz wyjaśnić ewentualne nieścisłości w opiniach.

Wczoraj zeznania złożyli także taksówkarze, którzy brali udział w pościgu za oskarżonym.

Następna rozprawa 6 grudnia.

Sławomir Jastrzębowski

"WIADOMOŚCI DNIA"

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 27.11.1999 r.


PROCES

Ojciec oskarżonego o potrójne zabójstwo prosi rodziny ofiar o wybaczenie

Syn nie został wychowany na mordercę

Chciałbym przeprosić rodziny ofiar i prosić o wybaczenie. Żadne słowa nie zmienią tej tragedii. Syn nie został przez nas wychowany na mordercę. To jest również tragedia tego złoczyńcy - powiedział przed Sądem Okręgowym w Łodzi, wskazując na syna, ojciec oskarżonego 23-letniego byłego studenta Politechniki Łódzkiej Piotra Domańskiego.

25 świadków stawiło się wczoraj do łódzkiego sądu na trzecią rozprawę w procesie Piotra Domańskiego, oskarżonego o zastrzelenie trzech osób i usiłowanie zabójstwa czwartej. Wśród świadków był ojciec, matka, brat i babcia oskarżonego. Wszyscy skorzystali z prawa odmowy składania zeznań. Sąd w drodze wyjątku pozwolił ojcu - choć nie jest on stroną - na złożenie krótkiego oświadczenia, w którym mężczyzna przeprosił rodziny ofiar i prosił, żeby "nie robić z procesu igrzysk".

Wczoraj zeznania złożył m.in. Kazimierz M., którego - zdaniem prokuratury - Piotr Domański usiłował zabić. 8 października 1998 r. Kazimierz M. widział, jak zeznał, walkę oskarżonego z taksówkarzem Piotrem R. z łódzkiej korporacji "Merc". W czasie tej walki Domański strzelił w szyję taksówkarza, a potem miał oddać dwa strzały w kierunku przypadkowego świadka, właśnie Kazimierza M. - Widziałem twarz tego mężczyzny, miał w oczach nienawiść - mówił o Domańskim. Po tym zdarzeniu świadek przez pół roku korzystał z opieki psychiatrów.

Zeznania złożyły też rodziny ofiar: wdowy po taksówkarzach, syn jednej z ofiar oraz córka i wnuk zabitego pracownika parkingu. Nie potrafili ukryć łez, mówiąc o bliskich. Krzysztof K., syn zamordowanego taksówkarza, zeznał, że jego rodzice byli na początku września ubiegłego roku na wczasach we Włoszech. Ma to obalić drugą wersję Piotra Domańskiego, z której wynika, że w tym czasie taksówkarz Wojciech K. obiecał studentowi, że załatwi mu amfetaminę w cenie hurtowej, na której Domański będzie mógł zarobić.

Oskarżony wyjaśnił już w śledztwie, że Wojciecha K. zastrzelił, ponieważ taksówkarz wziął od niego 10 tys. zł na 400 g amfetaminy i nie wywiązał się z umowy. Jest faktem, że oskarżony wziął od brata 12 tys. zł. Za część kupił pistolet na łódzkim bazarze. Nie wiadomo, co stało się z resztą.

Następny termin rozprawy wyznaczono na 26 listopada.

Sławomir Jastrzębowski

"Wiadomości Dnia"

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 28.10.1999 r.


PROCES

Zabójstwo trzech osób i usiłowanie zastrzelenia czwartej

Jestem mordercą - zanotował w dzienniku podsądny

Piotr Domański oskarżony o zabójstwo trzech osób i usiłowanie zastrzelenia czwartej oświadczył w piątek przed Sądem Okręgowym w Łodzi, że odwołuje swoje pierwsze wyjaśnienia złożone w śledztwie, a dziennik, który prowadził podczas ukrywania się, zawiera nieprawdę. Tymczasem biegli psychiatrzy uważają, że te pisane w samotności notatki ukazują prawdę o osobowości podsądnego i tragicznych wydarzeniach z jego udziałem. Domański odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania.

Piotr Domański oskarżony o zastrzelenie w październiku 1998 r. dwóch taksówkarzy i pracownika parkingu oraz usiłowanie zabójstwa przypadkowego przechodnia oświadczył, że wszystko, co miał do powiedzenia na temat zbrodni, wyznał w śledztwie. Odmawiając wyjaśnień i odpowiedzi na pytania, powiedział jedynie, że nie chce ponownie wracać do wydarzeń sprzed roku. Po odczytaniu protokołu z pierwszego przesłuchania (przyznał się wówczas, że pierwszego taksówkarza zastrzelił, aby przywłaszczyć sobie jego samochód, a parkingowego dlatego, że pomylił go z osobą handlującą walutami pod bankiem), oskarżony oświadczył, że nie mówił prawdy, a przesłuchujący w dużym stopniu oparł się na treści znalezionego przy nim pamiętnika. - Prawdą jest to, co mówiłem podczas drugiego przesłuchania - podkreślił. Powiedział wtedy, że zastrzelił pierwszego taksówkarza, ponieważ nie chciał zwrócić mu 10 tys. zł lub przekazać amfetaminy, którą za te pieniądze obiecał załatwić. Druga ofiara miała być dealerem współpracującym z taksówkarzem. Domański nie zaprzeczył, że strzelał do kolejnego taksówkarza. We wszystkich jednak wersjach utrzymywał, iż nie pamięta tego momentu, wie tylko, że szarpał się z trzecią ofiarą. Zaprzeczył jednak, że chciał zabić przypadkowego przechodnia, o co także oskarża go prokuratura. Prawdziwość tej drugiej wersji podważyli jednak w piątek biegli psychiatrzy i psycholog. Według nich prawdę o wypadkach i własny stosunek do zbrodni zawarł oskarżony w dzienniku, który prowadził, gdy ukrywał się w lasach w okolicach Inowłodza. - To samotnik o cechach osobowości schizofrenicznej - mówili biegli. - Ma bardzo wysoki iloraz inteligencji, ale nie umie otworzyć się wobec innych. Żyje na pograniczu rzeczywistości i świata marzeń i fantazji przez siebie wykreowanego - mówili. Biegli przyznali, że bardzo trudno było im porozumieć się z Domańskim, nie tylko ze względu na przyjętą przez niego linię obrony, ale i z powodu owej zamkniętej osobowości. - To indywidualista, który nie zabiega o sympatię otoczenia, bardziej opanowany niż przeciętny człowiek - charakteryzował oskarżonego dr Janusz Biela.

Sąd odczytał fragmenty pamiętników 23-letniego oskarżonego. Pisał tam o zbrodniach z głębokim poczuciem winy. "Przez moją głupotę straciłem wszystko, na czym mi zależało. Jestem teraz z tej gorszej strony, jestem mordercą" - notował. Sąd pytał biegłych, jak należy interpretować te wyznania wobec obecnego stanowiska Domańskiego, iż notatki zawierają fantasmagorie. Według nich kreowany teraz przez podsądnego własny wizerunek jest już wynikiem jego adaptacji do warunków zakładu karnego, gdzie samotnik woli być postrzegany przez współwięźniów jako zdeterminowany bandyta.

Gustaw Romanowski

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 23.10.1999 r.


TAKSÓWKARZE

Rozpoczęciu procesu o trzykrotne zabójstwo i usiłowanie czwartego towarzyszył hałas klaksonów

Nie stawili się psychiatrzy

Potężny ryk klaksonów taksówek zgromadzonych przed łódzkim Sądem Okręgowym towarzyszył rozpoczętemu wczoraj procesowi Piotra Domańskiego, oskarżonego o zabójstwo dwóch taksówkarzy i dozorcy parkingu. Z powodu nieobecności biegłych psychiatrów sprawę odroczono do 22 października.

Przed sądem stanęli też dwaj jego koledzy ze studiów oskarżeni o poplecznictwo. W wyniku ugody obrońcy i prokuratora sąd wymierzył im po dwa lata więzienia w zawieszeniu oraz grzywnę. Ogłoszeniu wyroku ponownie towarzyszył hałas klaksonów. Niezadowoleni z decyzji sądu taksówkarze przez ponad godzinę manifestowali, jeżdżąc w zwartych kolumnach ulicami miasta.

Na 23-letnim Piotrze Domańskim, byłym studencie Politechniki Łódzkiej, ciążą zarzuty trzech zabójstw. 7 października 1998 r. zastrzelił taksówkarza Wojciecha K. Samochód przywłaszczył, a ciało ukrył w bagażniku. Ukradziony mercedes miał służyć w planowanym napadzie na handlującego walutami mężczyznę. Kiedy o zmroku chciał zaatakować handlarza, pomylił osoby i wziął za niego podobnie ubranego dozorcę parkingu, którego też zastrzelił. Ciało drugiej ofiary umieścił na tylnym siedzeniu ukradzionego auta. Jadącego ulicami Łodzi mercedesa poznał inny taksówkarz. Próbował zatrzymać auto i obezwładnić Domańskiego. Osaczony bandyta oddał do niego dwa strzały, z których jeden okazał się śmiertelny. Domański ostrzelał także przypadkowego przechodnia, ale nie trafił. Potem zbiegł z miasta i ukrywał się w domkach letniskowych w okolicach Inowłodza. Pomogli mu dwaj koledzy ze studiów: Maciej P. i Radosław A. Przywieźli pieniądze, ubranie i żywność, kontaktowali się z nim telefonicznie. 8 listopada 1998 r. policjanci zatrzymali Domańskiego w Inowłodzu obok automatu telefonicznego, z którego miał dzwonić do przyjaciół. W śledztwie przyznał się do wszystkich zarzucanych mu czynów, oprócz kradzieży mercedesa. Utrzymuje, że auto miało mu tylko posłużyć do dokonania napadu. Także Maciej P. i Radosław A. przyznali się do udzielenia pomocy w ukrywaniu się zabójcy. Śmierć dwóch kolegów zbulwersowała w ubiegłym roku całe środowisko taksówkarskie kraju. Pogrzeb ofiar stał się spektakularną manifestacją solidarności.

Wczoraj taksówkarze otoczyli szczelnym kordonem gmach Sądu Okręgowego na placu Dąbrowskiego i kilkuminutowym dźwiękiem setek klaksonów zaznaczyli swoją obecność. Klaksony odezwały się ponownie, gdy sąd ogłaszał wyrok dla Macieja P. i Radosława A., którzy dobrowolnie poddali się karze. Na wniosek obrońcy i za zgodą prokuratora sąd skazał ich na kary po dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy lata i po tysiąc złotych grzywny. Gdy sąd uwzględnił wniosek o dobrowolnym poddaniu się karze, ze strony zgromadzonej w sali rozpraw publiczności posypały się niewybredne uwagi. - Przecież ci dwaj oskarżeni nie planowali ani nie pomagali Domańskiemu w zbrodniach - tłumaczyła, przekrzykując hałas sędzia przewodnicząca Anna Krajewska.

Wczoraj nie stawili się biegli psychiatrzy, w których obecności Domański ma składać wyjaśnienia. Z tego powodu sąd przerwał rozprawę do 22 października. Obu skazanych współoskarżonych policjanci musieli wyprowadzić bocznym wyjściem w obawie przed niezadowoloną z werdyktu publicznością. Potem przez ponad godzinę taksówkarze jeździli po mieście w zwartych kolumnach, tarasując ulice środmieścia Łodzi.

Gustaw Romanowski

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 29.09.1999 r.

 

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 15.06.2002 r.