Morderstwo taksówkarki w Nowym Dworze Mazowieckim
w styczniu 1997 r.

Aktualizacja 04.04.2001 r.
 

Serwis ZSRE czyli UE
Witryna uniosceptyków

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

 

APELACJA

Łagodniejsze kary dla zabójców taksówkarki

Zadecydował wiek i przyznanie się

Szymona Zalewskiego, mordercę taksówkarki Elżbiety K., w pierwszej instancji skazano na dożywocie. Warszawski Sąd Apelacyjny złagodził w czwartek wyrok do 25 lat więzienia. -
Oskarżony zadał aż 48 ciosów nożem. Działał z pełną premedytacją, nie zważał na błagania o darowanie życia. Mimo tak drastycznej zbrodni z pola widzenia sądu nie mogą zniknąć

okoliczności łagodzące: młody wiek i przyznanie się do winy - uzasadniała przewodnicząca.

2 stycznia 1997 r. w podwarszawskim motelu piątka nastolatków zastanawiała się, co począć z wolnym wieczorem. Ktoś zaproponował wyjazd na imprezę; Szymon Zalewski wpadł jednak na bardziej interesujący pomysł. - Zabijmy - rzucił do znajomych. Koleżanki i koledzy nie mieli zastrzeżeń. Na ofiarę wybrali Elżbietę K., znaną im taksówkarkę z Nowego Dworu Mazowieckiego. Zakładali, że kobietę łatwiej będzie uśmiercić.

Mordu dokonano w odludnym miejscu przy trasie Jabłonna - Warszawa. Ciosy nożem zadał 19-letni wówczas Szymon Zalewski. - Wpadł w szał - opowiadał później jeden z współuczestników zbrodni. Na klatce piersiowej ofiary biegły medycyny sądowej doliczył się 48 ran. Wszystkie były śmiertelne.

Trójka nieletnich sprawców odpowiadała przed sądem rodzinnym, który skazał ich na poprawczak. Przed Sądem Okręgowym obok Zalewskiego stanęła jedynie Agnieszka Ciecierska. Dziewczynę skazano na 15 lat, uznając jej rolę za "podrzędniejszą". Zalewskiemu wymierzono dożywocie. Pytany o motyw mówił, że "chciał pokazać, co potrafi; sprawdzić czy jest zdolny do zabójstwa". - Zdał ten test. Po raz kolejny doszło do całkowicie bezsensownej zbrodni - powiedział po wyroku sędzia Piotr Janiszewski, przewodniczący składu. - Młody wiek oskarżonego, niekaralność i przyznanie się do winy nie może przesłonić bestialstwa jego czynu - uzasadniał wymierzenie najsurowszej z kar.

Sąd drugiej instancji, rozpatrując wczoraj apelację od wyroku, nie podzielił tej opinii. - Sąd stanął przed bardzo ciężkim zadaniem, zważywszy drastyczność zbrodni i mnogość okoliczności obciążających - przyznała sędzia Maria Minkiewicz, przewodnicząca składu, zaznaczając, że nie wolno zapominać o okolicznościach przemawiających na korzyść skazanego. Na młody wiek oskarżonego, jego niekaralność i przyznanie się do winy wskazał w apelacji mec. Jacek Wasilewski. - Mojemu klientowi wymierzono najwyższą z kar. Na jaki wyrok zasługiwałby sprawca podobnej zbrodni, który zaprzeczałby zarzutom i był na dodatek recydywistą - pytał retorycznie adwokat. Sąd zgodził się z jego argumentacją i za

sprawiedliwą karę uznał 25 lat więzienia.

Mec. Ewa Lewicka, broniąca Agnieszki Ciecierskiej, polemizowała z ustaleniami stanu faktycznego. Jej zdaniem dziewczyna nie planowała zabójstwa i nie wierzyła w zapowiedzi Zalewskiego. - Można jej przypisać jedynie zamiar ewentualny - przekonywała. Nie znalazła zrozumienia u członków składu orzekającego. - Wiedziała o planach morderstwa i jadąc z pozostałymi godziła się na nie - podkreślił sąd.

Mec. Lewicka kwestionowała też zarzut rozboju, twierdząc, iż Ciecierska była przerażona furią swego kolegi i poddała się jego presji. - W czasie gdy Zalewski zadawał ciosy, ona z zimną krwią przeglądała torebkę ofiary, biorąc z niej to, co ją interesowało. Przymierzała też buty taksówkarki. Zrezygnowała z nich tylko dlatego, że nie pasowały - usłyszała od sądu.

Mimo nieuwzględnienia apelacji sąd zdecydował się złagodzić podsądnej karę do 12 lat więzienia. - Wzięliśmy pod uwagę, iż w porównaniu z pozostałymi sprawcami jej rola była podrzędna - uzasadniła przewodnicząca składu. Wyrok jest prawomocny.

Sławomir Wikariak

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 07.04.2000 r.

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 07.04.2000 r.