Nieformalne wyroki kary śmierci w Polsce AD 1999
 

Serwis informacyjny witryny Antysocjalistycznego Mazowsza

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 18.11.2004 r.

25 lat dla zabójcy Pershinga

Boss mafii pruszkowskiej zginął, bo chciał działać na własną rękę

25 lat posiedzi Ryszard Bogucki za zamordowanie bossa mafii pruszkowskiej Andrzeja K. "Pershinga" - zdecydował wczoraj krakowski sąd apelacyjny.

Zleceniodawca zabójstwa - Mirosław D. "Malizna" - ma odsiedzieć 10 lat.

Na ławie oskarżonych zabrakło jednak drugiego zabójcy Pershinga, Ryszarda Niemczyka, który od czterech lat ukrywa się.

Wyrok zapadł dzięki zeznaniom Andrzeja K. ps. Dziadek, który na własne oczy widział zabójstwo "Pershinga" w Zakopanem w grudniu 1999 r. - Zeznania tego świadka są w pełni wiarygodne, choć ten mężczyzna ponad 20 lat spędził za kratkami za inne przestępstwa. Prokuratura poparła je jednak wieloma innymi dowodami - mówił sędzia Marek Stępka.

Zabił go i uciekł

Śledczy ustalili, że "Pershing" zginął, gdyż chciał się usamodzielnić. - "Malizna" nie mógł tego ścierpieć. Postanowił wynająć zawodowych morderców - mówi prokurator.

Ryszard Bogucki i Ryszard Niemczyk uzbrojeni w broń maszynową pojawili się w Zakopanem w grudniu 1999 r. Długimi seriami zastrzelili "Pershinga", który właśnie wracał z nart. Ryszard Bogucki wkrótce po zabójstwie uciekł do Meksyku. - Był przekonany, że jeżeli nie ma umowy o ekstradycji z Meksykiem będzie tam bezpieczny - wspomina oficer Centralnego Biura Śledczego. Policjanci z Katowic ściągnęli go jednak do Polski. Ryszard Niemczyk również został zatrzymany. Jednak w październiku 2000 roku w widowiskowy sposób zbiegł z aresztu w Wadowicach. Do dzisiaj udaje mu się ukrywać.

Ścigany do skutku

- Jesteśmy przekonani, że żyje. Sygnały o jego pojawieniu się dostajemy z różnych zakątków świata. Nigdy nie przestaniemy go ścigać - zapowiadają policjanci.

Wyrok ma znaczenie także dla rozwikłania zagadki śmierci byłego komendanta głównego policji Marka Papały. Według warszawskich prokuratorów, zabiła go ta sama dwójka morderców . - "Dziadek" jest również ważnym świadkiem w tej sprawie. Dlatego istotna jest ocena jego zeznań - mówi prokurator.

Kraków, Artur Drożdżak, ZIR

Za dziennikiem "Super Express" z dn. 03.11.2004 r.


Zabójca "Pershinga" odsiedzi 25 lat

Wyrok dla Ryszarda B., który pięć lat temu zastrzelił "Pershinga", domniemanego szefa gangu pruszkowskiego, jest już prawomocny. Sąd Apelacyjny w Krakowie utrzymał też wyrok 10 lat więzienia dla Mirosława D., ps. Malizna, za zlecenie tego mordu.

Ryszard B. miesiąc po zabójstwie został zatrzymany w Meksyku i przywieziony do Polski. Sąd Okręgowy w Nowym Sączu skazał go na 25 lat więzienia za zastrzelenie w Zakopanem w grudniu 1999 r. Andrzeja Kolikowskiego, ps. Pershing, oraz m.in. za kierowanie zbrojną grupą przestępczą, wymuszenia i porwania.

Podczas rozprawy apelacyjnej obrońcy Ryszarda B. kwestionowali wiarygodność świadka koronnego Adama K. i zeznania kilku innych świadków. Sąd uznał jednak, że w pierwszej instancji dowody oceniono prawidłowo. Do ponownego rozpatrzenia i uzupełnienia materiału dowodowego przekazał jedynie wątek porwania biznesmena z Wielkopolski oraz sprawę uchylania się Ryszarda B. od płacenia alimentów na rzecz syna.

J.SAD.

Za "Rzeczpospolita" z dn. 03.11.2004 r.


Sąd utrzymał wyrok ws. zabójstwa "Pershinga"

Sąd Apelacyjny w Krakowie utrzymał wyrok 25 lat więzienia dla Ryszarda B. za zabójstwo domniemanego szefa gangu pruszkowskiego "Pershinga" oraz 10 lat dla Mirosława D., ps. Malizna, za zlecenie tego mordu.

Wobec Ryszarda B. i dwóch innych oskarżonych sąd wyłączył do ponownego rozpoznania wątek porwania biznesmena z Wielkopolski w 2000 roku. Andrzej K. ps. Pershing, domniemany szef gangu pruszkowskiego, został zastrzelony 5 grudnia 1999 r. w Zakopanem.

Za WP z dn. 02.11.2004 r.


Wyrok ws. zabójstwa "Pershinga" utrzymany

Sąd Apelacyjny w Krakowie utrzymał wyrok 25 lat więzienia dla Ryszarda B. za zabójstwo domniemanego szefa gangu pruszkowskiego "Pershinga" oraz 10 lat dla Mirosława D., ps. Malizna, za zlecenie tego mordu.

Wobec Ryszarda B. i dwóch innych oskarżonych sąd wyłączył do ponownego rozpoznania wątek porwania biznesmena z Wielkopolski w 2000 roku. Uchylił także wątek niepłacenia alimentów przez Ryszarda B. i obie sprawy skierował do rozpoznania przed sądem w Poznaniu.

W pozostałym zakresie utrzymał wyrok Sądu Okręgowego w Nowym Sączu z lipca zeszłego roku. Uznał, że apelacje obrońców oskarżonych były chybione, a sąd pierwszej instancji nie dopuścił się błędów formalnych i merytorycznych w ocenie materiału dowodowego i przy wydawaniu wyroku.

Zdaniem sądu, obrońcy niesłusznie podważali zeznania świadka koronnego Adama K., ps. Dziadek, który był 5 grudnia 1999 roku w Zakopanem z Ryszardem B. i Ryszardem Niemczykiem podczas zabójstwa Andrzeja K., "Pershinga".

Zeznania te zostały bowiem potwierdzone przez szereg innych świadków i dowodów, potwierdzających m.in. przyjazd Niemczyka i Ryszarda B. z Adamem K. do Zakopanego, nocleg pod fałszywymi nazwiskami, dwugodzinne oczekiwanie na parkingu na jeżdżącego na nartach "Pershinga", późniejsze strzelanie Niemczyka z broni automatycznej w powietrze dla odwrócenia uwagi i strzały oddane przez B. do "Pershinga". Jednym ze świadków był m.in. Jarosław S., ps. Masa.

Sąd zwrócił uwagę, że wersja przyjęta przez sąd pierwszej instancji została uzupełniona zeznaniami dwóch świadków, którzy przebywali z Ryszardem B. w areszcie i którym opowiadał on, że był jednym z sześciu przywódców grupy pruszkowskiej, że miał przyzwolenie "Pruszkowa" na zabójstwo "Pershinga" i że było to długo przygotowywane.

Sąd Apelacyjny uznał też za udowodnioną winę Mirosława D., "Malizny", w zakresie podżegania do zabójstwa "Pershinga". Za udowodniony uznał również fakt zorganizowania przez Ryszarda B. zbrojnej grupy przestępczej, której członkowie działali we wspólnym celu: "zdobywania środków na wystawne życie, alkohol i rozrywki".

Sąd utrzymał także wyroki w stosunku do pozostałych oskarżonych, skazanych za przynależność do zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym i udział w napadach, porwaniach i wymuszeniach: Anatolija P. (skazanego na 5 lat), Łukasza N. (3 lata), Bogusława K. (1 rok).

Uchylił jednak do ponownego rozpoznania wątek porwania dla okupu wielkopolskiego przedsiębiorcy, za co odpowiadali Ryszard B., Anatolij P. i Łukasz N. Powodem był fakt, że nie wszyscy uczestnicy tego porwania zostali przesłuchani przed sądem w Nowym Sączu. Chodziło o sądzonego w Bielsku-Białej Tadeusza K.

Podobnie sąd uchylił wątek niepłacenia alimentów przez Ryszarda B., bowiem wcześniej w innym procesie B. został z tego zarzutu uniewinniony.

Ryszard B. w trakcie rozprawy apelacyjnej nie przyznawał się do winy. "Odnoszę wrażenie, że przypisując mi zabójstwo ťPershingaŤ, tym samym chce się uprawdopodobnić zarzut zabójstwa gen. Papały" - powiedział. W lutym 2003 roku Prokuratura Apelacyjna w Warszawie przedstawiła Ryszardowi B. zarzut współudziału i nakłaniania "innej osoby" do zabójstwa Papały. Byłego Komendanta Głównego Policji zastrzelono w 1998 roku.

Wyrok skazujący w sprawie zabójstwa "Pershinga" przed sądem pierwszej instancji zapadł w lipcu ubiegłego roku. Sąd Okręgowy w Nowym Sączu skazał Ryszarda B. na 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo w grudniu 1999 roku w Zakopanem Andrzeja K. ps. Pershing. Razem z nim na 10 lat pozbawienia wolności skazany został za zlecenie tego zabójstwa Mirosław D. ps. Malizna. Zdaniem sądu, oskarżeni dopuścili się zarzucanych im czynów, bo "chcieli zająć wyższe miejsce w hierarchii władz gangu".

"Pershing" został zastrzelony 5 grudnia 1999 r. w Zakopanem. Podejrzany o udział w zabójstwie Ryszard Niemczyk w październiku 2000 r. zbiegł z więzienia w Wadowicach i poszukiwany jest listem gończym. Ryszard B. został miesiąc po zabójstwie "Pershinga" zatrzymany w Meksyku i przewieziony do Polski.

Za Onet.pl z dn. 02.11.2004 r.


Killer przed sądem

Będzie proces ostatniego egzekutora "Baraniny"

Do sądu trafił akt oskarżenia przeciw Adamowi R., egzekutorowi na usługach Jeremiasza Barańskiego. Gangster przyjął zlecenia na zabicie co najmniej pięciu osób.

Niemal rok temu Jeremiasz Barański powiesił się w swej celi w wiedeńskim areszcie. Nie doczekał końca procesu o zlecenie zabójstwa Jacka Dębskiego. Jego śmierć rozwiązała języki podwładnym bossa. Zebrano dowody przeciwko jego najbliższym współpracownikom. Wśród nich jest Adam R., uważany za ostatniego szefa polskiego oddziału gangu "Baraniny".

Trzydziestoletni ciastkarz na szczyt mafijnej kariery wspiął się po trupach kompanów. Do organizacji Barańskiego przyłączył się w 1998 r. - Zajął miejsce po zastrzelonym członku grupy, który zginął za gadatliwość. Szybko zdobył uznanie "Baraniny" - opowiada jeden z prokuratorów.

Barański postawił jednak Adamowi R. jeden warunek - chłopak musi przejść chrzest bojowy. Miało nim być zlikwidowanie Roberta Ś., członka gangu pruszkowskiego, który zagrażał organizacji "Baraniny".

Przez kilka dni morderca wraz z kompanem śledzili ofiarę. 7 grudnia 1998 r. postanowili wykonać zlecenie. Adam R. zaczaił się na swój cel w bloku przy ul. Kazimierzowskiej. "Pruszkowiaka" dosięgły dwie kule. Mimo ran rzucił się na killera, zadał kilka ciosów i uciekł. Adam R. i jego kompan też dali drapaka. Później tłumaczyli "Baraninie", że wykonanie zlecenia uniemożliwiło pojawienie się zbyt wielu świadków.

Boss zrozumiał. Wypłacił R. 3 tys. dolarów i uznał go za szefa grupy szturmowej. Do 2001 r. podwładni "Baraniny" mieli zakaz współdziałania z członkami innych grup. Podczas rozmów telefonicznych używali specyficznego szyfru polegającego na mówieniu niepełnymi zdaniami i używaniu wieloznacznych słów - opowiada prokurator z wydziału przestępczości zorganizowanej.

Adam R. dostał jeszcze zlecenie na usunięcie dwóch niesubordynowanych członków organizacji "Baraniny" i kilku biznesmenów. Zleceń jednak nie wykonał.

W 2001 r. Adam R. uciekł do USA, gdzie rok później ujęło go FBI. Został deportowany do Polski. Akt oskarżenia w sprawie Adama R. trafił właśnie do sądu. Killerowi grozi dożywocie.

Rafał Pasztelański

Za dziennikiem "Życie Warszawy" z dn. 26.04.2004 r.


Trzy dożywocia w procesie grupy "Karola"

Trzy dożywocia i 25 lat więzienia to prawomocny już wyrok wobec czterech członków grupy "Karola", która dokonała m.in. trzech zabójstw w ramach wojny między stołecznymi gangami. Obrona zapowiada kasacje do Sądu Najwyższego.

Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał w czwartek w zasadniczej części zeszłoroczny wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie. Zarazem SA dokonał nieznacznych zmian w wyroku - m.in. uniewinnił całą czwórkę od zarzutu działania w gangu oraz obniżył z 40 do 30 lat czas, po jakim główny oskarżony, 40-letni Karol S., będzie mógł starać się o warunkowe zwolnienie z więzienia.

Sąd okręgowy ustalił, że w ramach walki z grupą Mariana K., "Mańka" oraz jego syna "Klepaka" w styczniu 1999 r. ludzie "Karola", chcąc zabić Piotra W., "Kajtka", zastrzelili z broni maszynowej w Aninie jednego mężczyznę i ranili trzech. W marcu 1999 r. w centrum Warszawy pod restauracją T.G.I. Friday's na ul. Jana Pawła II w końcu zastrzelili "Kajtka", a także przypadkowego przechodnia - pracownika Teatru Narodowego.

Trzem oskarżonym sąd okręgowy wymierzył w sumie 11 razy karę dożywocia za poszczególne zarzuty, zdecydował jednak o złagodzeniu wyroku dla czwartego bandyty - Pawła J., który dostał 25 lat. W śledztwie złożył on obszerne obciążające wyjaśnienia, choć potem wycofał się z nich w sądzie. Sąd uznał jednak te wyjaśnienia za wiarygodne, bo potwierdziły je inne dowody, m.in. zeznania dwojga świadków incognito. SO uznał winę oskarżonych wobec wszystkich zarzutów, które oprócz dokonanych zabójstw obejmowały także usiłowania kilku zabójstw, udział w gangu, nielegalne posiadanie broni itp.

Obrona oraz oskarżeni, którzy przebywają w areszcie od 1999 r., wnosili przed sądem okręgowym o uniewinnienie.

Po rozpatrzeniu apelacji obrony sąd apelacyjny faktycznie utrzymał wyrok co do kary łącznej wobec całej czwórki, uznając ich za winnych popełnienia najgroźniejszych zarzucanych im przestępstw.

Jednocześnie uwolnił ich od zarzutu działania w zorganizowanej grupie, mającej na celu popełnianie przestępstw (co nie miało wpływu na wysokość kary łącznej). Sędzia SA Jan Krośnicki tłumaczył to tym, że w wyroku SO znalazło się stwierdzenie, iż oskarżeni stworzyli grupę w celu zabicia tylko jednej osoby - "Kajtka". "Grupa przestępcza musi być stworzona do popełnienia więcej niż jednego przestępstwa" - argumentował sędzia.

Za serwisem WP z dn. 22.04.2004 r.


Dożywocia dla "klubu płatnych zabójców"

Na karę dożywocia skazał gdański sąd trzech mężczyzn, członków tzw. klubu płatnych zabójców. Jeden z nich to Ukrainiec Siergij S., oskarżony m.in. o trzy zbrodnie. Pozostałych sześciu skazanych ma spędzić w więzieniu od 8 do 25 lat.

Sąd, skazując głównego oskarżonego Sergija S. na dożywocie, zastrzegł, że o zwolnienie warunkowe może się on ubiegać dopiero po 30 latach odsiadywania wyroku.

Sąd uznał, że Ukrainiec - wiązany przez media z zabójstwem generała Marka Papały - zamordował trzy osoby. Jego pierwszą ofiarą miał być znany w światku przestępczym na Wybrzeżu Wiesław K., pseudonim Szwarceneger. Sergij S. miał go zastrzelić w 1997 r. na zlecenie jednego ze współoskarżonych Daniela Z. ps. Zachar, wiązanego z zabitym w 1998 r. Nikodemem S. ps. Nikoś.

Ukrainiec miał też zastrzelić w 1998 r. kompana Nikosia - Ryszarda G., ps. Tato. Sąd uznał też, że brał on wraz z drugim skazanym na dożywocie Markiem R. bezpośredni udział w zabójstwie właściciela warsztatu samochodowego z Gdańska Piotra S.

Według sądu, Sergij S. ma też na koncie zamachy na gdyńskiego biznesmena Macieja N., notowanego na listach najbogatszych Polaków.

Także dopiero po 30 latach o zwolnienie warunkowe będzie mógł się ubiegać trzeci skazany na dożywocie Czesław K., który zastrzelił w 1998 r. instruktora jazdy konnej Adama K.

Według sądu, do dokonania tej zbrodni podżegał go Mariusz N., skazany we wtorek na 25 lat więzienia.

Sąd uznał także, że Mariusz N. zlecał Sergijowi S. zabicie swojego brata, biznesmena Macieja N.

"Z materiału dowodowego wynika bezspornie, że tym, który zlecił to zabójstwo, był brat Mariusz N." - podkreślał przewodniczący składu orzekającego sędzia Waldemar Kuc.

Czterech oskarżonych m.in. o współudział w zbrodniach i zamachach sąd skazał na kary po 15 lat więzienia. Najłagodniejszą karę ośmiu lat więzienia wymierzono Andrzejowi Sz., który współpracował z organami ścigania.

Wyrok nie jest prawomocny.

Po rozprawie obrońca Ukraińca mecenas Zdzisław Kłonkowski zapowiedział wniesienie apelacji.

Proces tzw. klubu płatnych zabójców zaczął się w grudniu 2000 r. Zeznawało podczas niego kilku świadków incognito. Rozprawy toczyły się z zachowaniem szczególnych środków ostrożności. Oskarżeni przebywali w specjalnej klatce. Na każdej rozprawie byli antyterroryści.

Za serwisem Onet.pl z dn. 29.07.2003 r.


Trzy razy dożywocie

Gdański sąd okręgowy wydał wyroki na dziewięciu członków tzw. klubu płatnych zabójców. Trzech z nich skazano na dożywocie. Wśród nich jest główny oskarżony - Ukrainiec Siergij S., wiązany przez media z zabójstwem generała Marka Papały.

Według prokuratury Ukrainiec ma na koncie 3 morderstwa na zlecenie. W 1997 roku miał zastrzelić znanego w światku przestępczym na Wybrzeżu Wiesława K., pseudonim Schwarzenegger, znajomego zabitego w 1998 roku Nikodema S., ps. Nikoś. Uznawano go za domniemanego bossa przestępczego świata na Wybrzeżu.

Siergieja S. oskarżono także o trzykrotną próbę zastrzelenia gdyńskiego biznesmena Macieja N., notowanego na liście 100 najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost".

Oprócz Siergija S., na ławie oskarżonych zasiadło 8 Polaków, którzy odpowiadali za nakłanianie, wspieranie i bezpośredni udział w zabiciu łącznie 4 osób. Jednym z nich jest Mariusz N., który miał zlecać zabicie swojego brata, biznesmena z Gdyni. Mężczyźni mają też na koncie m.in. torturowanie jednej z ofiar i podkładanie ładunków wybuchowych. (RMF)

Za INTERIA.PL z dn. 29.07.2003 r.


Wysokie wyroki w procesie trójmiejskiego "klubu płatnych zabójców"

rod

Trzema karami dożywotniego więzienia zakończył się w Gdańsku proces tzw. klubu płatnych zabójców. 25 lat dostał brat znanego pomorskiego biznesmena. Takiej serii wysokich wyroków nie było w Trójmieście od lat.

Trzej skazani zlecili zabójstwa, trzej zabijali wskazane ofiary, a trzej występowali wyłącznie w roli pomocników. Bilans ich działalności w latach 1997-99 to cztery morderstwa, kilka nieudanych prób zabójstwa, dwie eksplozje bomb pod gdańską dyskoteką, jeden wybuch w gdyńskiej kamienicy. Przestępcy, których media ochrzciły mianem "klubu płatnych zabójców", niezależnie od siebie zlecali morderstwa. Kierowali się zemstą za współpracę z policją, zazdrością o kobietę, zawiścią wobec młodszego brata lub strachem, że na przestępczym "rynku" pojawił się groźny konkurent. Za sprawą "klubu" zastrzeleni zostali trójmiejscy gangsterzy Wiesław K. ps. "Szwarceneger" i Ryszard L. ps. "Tato". Uduszono także biznesmena Piotra S., któremu zleceniodawca zabójstwa zarzucał współpracę z policją.

Kim byli zleceniodawcy? To słynny w Gdańsku gangster Daniel Zacharzewski, mało komu znany Artur Zirajewski oraz brat znanego biznesmena Mariusz Nawrocki. - Ty myślisz, że ode mnie można tak po prostu odejść? To jesteś głupia. Tu jest tak jak na Sycylii - usłyszała cztery lata temu Iwona C. od swojego byłego konkubenta Mariusza Nawrockiego. Kilka miesięcy później dwaj nieznajomi zastrzelili na oczach Iwony C. jej nowego życiowego partnera Adama Kwaśnego - trenera jeździectwa, byłego mistrza Polski juniorów w ujeżdżeniu koni. Nawrocki zlecił z zawiści również zabójstwo swojego młodszego brata - biznesmena regularnie trafiającego w latach 90. na prasowe listy najbogatszych Polaków. Trzej wykonawcy wyroków dostali dożywocie, a zleceniodawcy od 15 do 25 lat.

Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" z dn. 29.07.2003 r.


Zabójca "Pershinga" skazany

Na 25 lat Sąd Okręgowy w Nowym Sączu skazał Ryszarda B. za zabójstwo domniemanego szefa gangu pruszkowskiego Andrzeja K. pseud. "Pershing" - podała telewizja TVN24.

O warunkowe zwolnienie skazany będzie się mógł starać dopiero po 20 latach.

Prokurator żądał dla Ryszarda B. dożywocia. Proces w tej sprawie trwał dziewięć miesięcy.

Mirosławowi D., pseud. Malizna, który według prokuratury miał zlecić zastrzelenie "Pershinga", sąd wymierzył karę 10 lat pozbawienia wolności. Prokurator żądał dożywocia dla Ryszarda B., a dla Mirosława D. piętnastu lat więzienia.

Andrzej K. domniemany szef gangu pruszkowskiego zginął 5 grudnia 1999 r. w Zakopanem. Według prokuratury, bezpośrednimi wykonawcami "wyroku" byli Ryszard B. oraz nadal poszukiwany międzynarodowym listem gończym Ryszard Niemczyk, który w październiku 2000 r. zbiegł z więzienia w Wadowicach. Ryszard B. został miesiąc po zabójstwie "Pershinga" zatrzymany w Meksyku i przewieziony do Polski.

Za Onet.pl z dn. 18.07.2003 r.

25 lat dla Boguckiego

Nie dożywocie, jak chciał prokurator, ale 25 lat - tyle dostał Ryszard Bogucki, oskarżony o zastrzelenie "Perhsinga", domniemanego szefa pruszkowskiej mafii.

Wyrok wydał sąd w Nowym Sączu. Na 10 lat więzienia skazano Mirosława Danielaka pseud. "Malizna", oskarżonego o zlecenie tego zabójstwa.

"Perhing" został zastrzelony w grudniu 4 lata temu w Zakopanem.

Według prokuratury, było to zabójstwo na zlecenie, a bezpośrednimi wykonawcami "wyroku" byli Ryszard Bogucki oraz nadal poszukiwany międzynarodowym listem gończym Ryszard Niemczyk.

Za Wirtualną Polską z dn. 18.07.2003 r.

Koniec procesu w sprawie zabójstwa "Pershinga"

W piątek nowosądecki sąd okręgowy ogłosi wyrok w procesie o zlecenie zabójstwa i zastrzelenie domniemanego szefa gangu pruszkowskiego Andrzeja K. - "Pershinga". Dzisiaj zakończył się proces w tej sprawie.

W procesie, prócz zleceniodawcy i wykonawcy "wyroku" na "Pershingu", oskarżonych jest jeszcze sześć osób, które - według prokuratury - należały do grupy przestępczej o charakterze zbrojnym.

Podczas poprzedniej rozprawy w poniedziałek prokurator zażądał dla oskarżonego o zastrzelenie "Pershinga" Ryszarda B. kary dożywocia, a dla zleceniodawcy zabójstwa - Mirosława D., pseudonim Malizna, 15 lat więzienia. Według prokuratora, pozostałych sześciu oskarżonych zasłużyło na kary więzienia od 1,5 roku do 7 lat.

Główny oskarżony w procesie - Ryszard B., któremu przypisuje się wykonanie wyroku na "Pershingu", powiedział dzisiaj w ostatnim słowie, że jest niewinny. Dodał, że nikogo nie zabił, wyparł się kierowaniem grupą przestępczą i poprosił o sprawiedliwy wyrok.

- Oświadczam z całą mocą, że nie zabiłem Andrzeja K. i nie miałem z tą śmiercią nic wspólnego. Oświadczam z całą stanowczością, że nie zabiłem gen. Marka Papały, nie mam z tym nic wspólnego i nic mi o tym nie wiadomo - podkreślił Ryszard B. Dodał, że organa ścigania usiłują zrobić z niego "kozła ofiarnego" w tej i innych sprawach, dziejących się w Polsce.

- Sprawa, w której w tej chwili jestem sądzony, oraz sprawa, w której zarzuty mi postawiono, wiążą się moim zdaniem, bo organa ścigania przez ten proces chcą uprawdopodobnić fakt, że mogłem zabić gen. Marka Papałę - uznał oskarżony.

Ryszard B. od początku śledztwa i procesu odmawiał składania wyjaśnień. Przed sądem ograniczał się do oświadczeń. Dzisiaj wyjaśnił, że powodem tego jest jego brak zaufania do organów ścigania.

- Gdyby powstało jakieś ciało parlamentarne, takie jak np. komisja śledcza, oświadczam z całą stanowczością, że odpowiem na każde pytanie i jestem w stanie poddać się badaniu na wykrywaczu kłamstw - powiedział Ryszard B.

Mirosław D., pseudonim Malizna, oskarżony o nakłanianie Ryszarda B. do zabójstwa Andrzeja K., w ostatnim słowie ograniczył się do jednego zdania, prosząc sąd o uniewinnienie.

Anatolij P. uznawany za "goryla" głównego oskarżonego zarzucił prokuraturze i CBŚ manipulację materiałem dowodowym i oskarżonymi. Kwestionował istnienie grupy przestępczej i fakt posiadania broni przez jej członków. Utrzymywał, że w momencie aresztowania został pobity przez funkcjonariuszy, a w śledztwie był zastraszany i nakłaniany do obciążenia Ryszarda B. odpowiedzialnością za śmierć gen. Papały.

Oskarżeni o udział w grupie przestępczej kierowanej przez Ryszarda B. twierdzili przed sądem, że łączyły ich jedynie kontakty towarzyskie i biznesowe.

"Pershing" zginął 5 grudnia 1999 r. w Zakopanem zastrzelony na Polanie Szymoszkowej przy swoim samochodzie.Według prokuratury, bezpośrednimi wykonawcami "wyroku" byli Ryszard B. oraz nadal poszukiwany międzynarodowym listem gończym Ryszard Niemczyk, który w październiku 2000 r. zbiegł z więzienia w Wadowicach. Ryszard B. został miesiąc po zabójstwie "Pershinga" zatrzymany w Meksyku i przewieziony do Polski.

Według prokuratury, strzały do Andrzeja K. oddał Ryszard B., natomiast Niemczyk, który stał w pobliżu, strzelał seriami w powietrze, aby odwrócić uwagę gapiów lub ich odstraszyć.

Proces rozpoczął się 5 listopada 2002 r. Towarzyszyły mu szczególne środki ostrożności zastosowane wobec oskarżonych oraz uczestników i obserwatorów. Podstawą aktu oskarżenia były zeznania świadka koronnego Adama K., pseudonim Dziadek, który był z zabójcami "Pershinga" w chwili zbrodni - siedział w samochodzie, którym sprawcy przyjechali na miejsce egzekucji. Obrońcy Ryszarda B. mec. Leszek Piotrowski i Jacek Karp wielokrotnie podważali w procesie wiarygodność świadka koronnego i jego zeznań. Sugerowali, że zabójcą "Pershinga" mógł być obecny świadek koronny, który zepchnął winę na Ryszarda B.

Cały akt oskarżenia zawierał 43 zarzuty. 15 z nich ciążyło na Ryszardzie B. Dotyczyły one przestępstw popełnionych w latach 1995-2001 w różnych miastach Polski. Zarzuty wobec innych oskarżonych dotyczyły wymuszeń rozbójniczych i porwań biznesmenów, na których gang "zarobił" 1,6 mln zł. Sam Ryszard B. nie brał bezpośredniego udziału w tych porwaniach, lecz kierował grupą przestępczą i negocjował wysokość okupu.

Za INTERIA.PL z dn. 16.07.2003 r.

Prokurator zażądał dla Ryszarda B. dożywocia

Kary dożywotniego więzienia zażądał w poniedziałek prokurator dla Ryszard B., oskarżonego o zastrzelenie domniemanego szefa gangu pruszkowskiego Andrzeja K., "Pershinga".

Obrońca wniósł o uniewinnienie. Wyrok przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu może zapaść jeszcze w tym tygodniu.

Przed sądem postawiono także Mirosława D., pseud. Malizna, oskarżonego o zlecenie zabójstwa "Pershinga". Według prokuratury, zasługuje on na 15 lat więzienia. Dla pozostałych sześciu oskarżonych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, kierowanej przez Ryszarda B., prokurator zażądał od półtora roku do siedmiu lat więzienia.

Jak uzasadnił prokurator, czyny, których dopuścił się Ryszard B. zasługują na szczególne potępienie. Według niego, oskarżony charakteryzuje się niskimi kwalifikacjami moralnymi i kierował się niskimi pobudkami. "Ryszard B. działał z myślą o zajęciu czołowego miejsca w świecie przestępczym, które wiązało się z uzyskaniem znacznych dochodów" - powiedział prokurator.

Obrońca Ryszarda B. wniósł o jego uniewinnienie. Mecenas Jacek Karp, który broni B. w zakresie najcięższego zarzutu - zabójstwa "Pershinga", podobnie jak jego klient, sugerował, że za zastrzelenie domniemanego szefa gangu pruszkowskiego może odpowiadać świadek koronny w nowosądeckim procesie - Adam K., pseud. Dziadek. Według obrony, Adam K. towarzysząc wykonawcom "wyroku" na "Pershingu" nie mógł pozostać tylko neutralnym obserwatorem, jak się przedstawia w zeznaniach. Mecenas dodał, że Adam K. uczestniczył we wszystkich przygotowaniach do tego zabójstwa: był na miejscu egzekucji i brał udział w zacieraniu śladów.

"Organa ścigania chcą skazać mnie w procesie o zabójstwo Andrzeja K., aby uprawdopodobnić, że zabiłem gen. Marka Papałę" - uznał tymczasem sam Ryszard B. w oświadczeniu, które przez około trzy godziny składał w poniedziałek przed sądem. Dodał, że nie ma nic wspólnego ze śmiercią ani "Pershinga", ani gen. Papały i nie wie, kto mógł tego dokonać. W lutym tego roku Prokuratura Apelacyjna w Warszawie przedstawiła Ryszardowi B., zarzut współudziału i nakłaniania "innej osoby" do zabójstwa Papały.

Podczas rozprawy w Nowym Sączu B. twierdził, że nie miał zatargów z "Pershingiem", właściwie go nie znał i nie było go w Zakopanem w dniu jego śmierci.

Ryszard B. domagał się powołania kolejnych świadków i przeprowadzenie wizji lokalnej, która potwierdziłaby jego wersję zdarzeń. Wnioski te zostały przez sąd odrzucone, jako nie wnoszące nowych dowodów w sprawie.

Ryszard B. powiedział, że w obawie o swoje życie kilka razy prosił o umieszczenie go w celi co najmniej dwuosobowej. "Jestem zaniepokojony samobójstwami oskarżonych w sprawie o zabójstwo ministra Dębskiego (...) Dochodzą mnie informacje w mediach, że jakieś organa państwa i organa ścigania są zainteresowane tym, abym popełnił samobójstwo bądź poczynił próbę ucieczki" - powiedział B. Dodał, że nie ma ku temu powodów, bo uważa się za niewinnego. "Oświadczam, że nigdy nie zamierzałem i nie zamierzam popełniać samobójstwa" - dodał.

Oskarżony podważał także wiarygodność zeznań świadka koronnego Adama K., na których między innymi oparła się prokuratura formułując zarzuty. Sugerował, że za zabójstwo "Pershinga" może odpowiadać Adam K. "Jedynym dowodem przeciwko mojej osobie są zeznania właśnie Adama K. Innych dowodów nie ma, bo też być nie może" - powiedział Ryszard B. Według niego, Adam K. został świadkiem koronnym w sprawie o zabójstwo "Pershinga", aby uniknąć odpowiedzialności za udział w innym przestępstwie -napadzie na konwój z pieniędzmi.

Adam K., pseud. Dziadek, był razem z zabójcami "Pershinga" w chwili zbrodni; siedział w samochodzie, którym sprawcy przyjechali na miejsce egzekucji.

Proces, który rozpoczął się w listopadzie zeszłego roku od początku toczy się przy zachowaniu szczególnych środków bezpieczeństwa. Oskarżeni siedzieli w specjalnym, przeszklonym boksie. W poniedziałek wyjątkowo sąd zezwolił Ryszardowi B. na złożenie oświadczenia z sali, gdzie było go lepiej słychać. Ryszard B. konsekwentnie od początku procesu odmawiał odpowiedzi na pytania sądu.

Cały akt oskarżenia wylicza 43 zarzuty, 15 z nich ciąży na Ryszardzie B. Dotyczą one przestępstw popełnionych w latach 1995-2001 m.in. na Śląsku, w Warszawie, Kaliszu i Kołobrzegu.

Zarzuty wobec innych oskarżonych dotyczą wymuszeń rozbójniczych i porwań biznesmenów, na których gang miał zarobić 1,6 mln zł. Sam Ryszard B. nie brał bezpośredniego udziału w tych porwaniach, przede wszystkim kierował grupą, odbierał pieniądze i negocjował wysokość okupu. B. odpowiada też przed sądem za kierowanie zbrojną grupą przestępczą, a także m.in. za drobne oszustwa i niepłacenie alimentów.

"Pershing" zginął 5 grudnia 1999 r., zastrzelony na Polanie Szymoszkowej przy swoim samochodzie. Według prokuratury, bezpośrednimi wykonawcami wyroku byli Ryszard B. i nadal poszukiwany międzynarodowym listem gończym Ryszard Niemczyk, który w październiku 2000 r. zbiegł z więzienia w Wadowicach.

Ryszard B. został miesiąc po zabójstwie "Pershinga" zatrzymany w Meksyku, skąd przewieziono go do Polski i aresztowano.

Kolejną rozprawę sąd wyznaczył na środę.

Za Onet.pl z dn. 14.07.2003 r.


Dwa dożywocia za okrutne zabójstwo

Dwa dożywocia i dziesięć lat więzienia - na takie kary suwalski sąd skazał dzisiaj trzech oskarżonych w procesie za okrutne zabójstwo mężczyzny.

Sprawcy chcieli się na nim zemścić, podejrzewając go o podłożenie bomby w samochodzie jednego z nich. Właściciel auta stracił w zamachu nogę.

Do zbrodni związanej z porachunkami w suwalskim świecie przestępczym doszło w 1999 roku. Trzy lata trwało postępowanie prokuratorskie.

Sprawcy z premedytacją zaplanowali zabójstwo. W tym celu wykonali stalową klatkę, gdzie przetrzymywali i maltretowali ofiarę. Przed zastrzeleniem torturowali mężczyznę, bijąc go młotkiem po rękach i tnąc jego ciało piłą motorową.

Po zabójstwie ciało poćwiartowali i w reklamówkach wrzucili do jeziora Pluszne koło Olsztynka.(PAP)

Za serwisem informacyjnym portalu INTERIA.PL z dn. 13.06.2003 r. i Onet.pl


Trzy dożywocia w procesie gangu "Karola"

Trzy dożywocia oraz kara 25 lat więzienia - to czwartkowy wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie wobec czterech członków gangu "Karola", który dokonał m.in. trzech zabójstw w czasie wojny między stołecznymi gangami.

Sąd uznał winę oskarżonych co do wszystkich zarzutów, które oprócz trzech zabójstw obejmowały także usiłowania zabójstw, udział w gangu, nielegalne posiadanie broni itp.

Główny oskarżony Karol S. będzie mógł starać się o warunkowe zwolnienie dopiero po odsiedzeniu 40 lat więzienia.

Prokurator wnosił o cztery kary dożywocia; sąd zdecydował jednak o złagodzeniu wyroku dla jednego z bandytów - Pawła J., który złożył obszerne wyjaśnienia, choć się potem się z nich wycofał.

"Niewątpliwe jest, że oskarżeni tworzyli grupę przestępczą o charakterze zbrojnym, by zlikwidować konkurencję; grupę >>Klepaka<<" - oświadczyła w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Agnieszka Zakrzewska. Dodała, że oskarżeni "wybrali niewłaściwą drogę w życiu i sami są w jakimś sensie autorami wyroku". Podkreśliła, że główny oskarżony Karol S. nie ma szans na jakąkolwiek resocjalizację, a społeczeństwo musi oczyszczać swe szeregi z osób tego typu.

Wyrok jest nieprawomocny. Obrona zapowiada apelację.

W ramach walki z grupą "Klepaka" w styczniu 1999 r. ludzie "Karola" zastrzelili w Aninie pod Warszawą jednego mężczyznę i ranili trzech innych. W marcu 1999 r. zabili Piotra W. pseudonim Kajtek oraz przypadkowego przechodnia w centrum Warszawy pod restauracją T.G.I. Friday's.

Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 24.04.2003 r.


Brutalne morderstwo: Badania DNA wiarygodne

Badania DNA, na podstawie których białostocka prokuratura oskarżyła trzy osoby o porwanie i zamordowanie Tomasza Sadowskiego są wiarygodne - uważają biegli sądowi. Poćwiartowane zwłoki Sadowskiego znaleziono w 1999 r.

Przed sądem w Suwałkach odpowiadają: Krzysztof A. uważany za najważniejszą postać suwalskiego półświatka, główny oskarżony o zlecenie zabójstwa; Jacek W., jego bliski kolega pochodzący z Olsztyna, oskarżony o wykonanie egzekucji na Sadowskim oraz Marek J., oskarżony o porwanie Sadowskiego i maltretowanie go.

"Porównaliśmy kody DNA fragmentów znalezionych zwłok z kodami matki Tomasza Sadowskiego i jego siostry. Połowa cech kobiet zgadza się z cechami materiału genetycznego odnalezionego mężczyzny. To świadczy o bardzo bliskim pokrewieństwie tych osób" - tłumaczył przed sądem biegły sądowy z zakresu badań DNA.

Biegły dodał, że nie ma w tych badaniach cech genetycznych które stwierdzałyby, że nie mogą to być zwłoki Tomasza Sadowskiego. Biegły ocenił prawdopodobieństwo zgodności na 99 procent. Mówił, że nigdy oczywiście nie ma stuprocentowej pewności w takich badaniach.

Obrona dalej kwestionuje identyfikację zwłok Sadowskiego, m.in. chodzi głównie o uzębienie i wysokość czoła. Poza tym na łydce Sadowskiego powinien znajdować się charakterystyczny tatuaż, a na odnalezionych zwłokach nie było go.

Według prokuratury do uprowadzenia i zabójstwa Sadowskiego doszło w czerwcu 1999 r. z zemsty za podłożenie bomby pod samochód Krzysztofa A. Sprawcy zamówili specjalną stalową klatkę pomalowaną na czerwono, w której przez trzy tygodnie przetrzymywali i maltretowali ofiarę, aż przyznał się do podłożenia bomby.

Mężczyzna zginął od trzech strzałów pistoletu. Potem sprawcy piłą motorową pocięli jego zwłoki i w reklamówkach wyrzucili do jeziora Pluszne k. Olsztynka.

Szczątki zwłok odkryli w sierpniu 1999 r. turyści, którzy nad jeziorem znaleźli reklamówkę, a w niej ludzką czaszkę. Nurkowie wyłowili kolejne worki ze szczątkami. Na podstawie kodów DNA prokuratura przyjęła, że zwłoki należą do zaginionego Tomasza Sadowskiego.

Za serwisem informacyjnym portalu Onet.pl z dn. 26.02.2003 r.


Kary 25 lat więzienia za zlecenie i dokonanie zabójstwa

Na 25 lat więzienia Sąd Okręgowy w Nowym Sączu skazał w środę Władysława Ch., pseudonim Al Capone, za zlecenie zabójstwa i Michała D. - za zastrzelenie w maju 1999 r. członka konkurencyjnego gangu.

Ofiarą zabójstwa padł Leszek J., pseudonim Lechman. Mężczyzna zginął od strzałów w głowę przed blokiem mieszkalnym w Nowym Sączu. "To zabójstwo zaplanowano z premedytacją i zimną krwią w ramach rozrachunków przestępczych, dlatego też karą adekwatną dla obu tych oskarżonych jest - zdaniem sądu - kara 25 lat pozbawienia wolności" - uzasadniał wyrok sędzia Bogusław Bajan.

Władysław Ch., nazywany w środowisku przestępczym Al Capone i uchodzący za szefa gangu, nie przyznał się do winy. W ostatnim słowie przed sądem prosił o uniewinnienie. Także Michał D. nie przyznał się do dokonania zabójstwa.

W procesie skazano także Waldemara J. - na 12 lat więzienia za współudział i Marka S. - na trzy lata więzienia za pomoc w zbrodni. Wyrok nie jest prawomocny.

Według prokuratury, "Capone" zlecił zabójstwo Leszka J. z więzienia, za pomocą telefonu komórkowego. W tym czasie Władysław Ch. odbywał karę ośmiu lat pozbawienia wolności za wyłudzenia, rozboje i paserstwo samochodowe. W trakcie procesu "Capone" potwierdził, że w zakładzie karnym wielokrotnie korzystał z telefonu komórkowego, który dostarczył mu strażnik więzienny. Ten wątek sprawy jest nadal badany. "Capone" usiłował przekonać sąd, że z telefonu korzystał wyłącznie do rozmów z rodziną. Utrzymywał, że jest niewinny, a przypisywanie mu zlecenia zabójstwa to wynik knowań jego wrogów ze środowiska przestępczego.

Pochodzący spod Starego Sącza 34-letni Władysław Ch. jest uważany za przywódcę grupy przestępczej, która do niedawna uchodziła za najgroźniejszą i najbardziej brutalną w południowej Polsce. Według policji, gang "Capone" dopuścił się szeregu zabójstw, chcąc przejąć rynek narkotyków, kontrolować agencje towarzyskie i przestępczość samochodową. Dokonanie jednego z zabójstw - w maju 1997 r. - przypisywane jest samemu przywódcy grupy.

W październiku i listopadzie 2000 r. w południowej Małopolsce odnaleziono, zakopane w różnych miejscach, zwłoki czterech mężczyzn, członków konkurencyjnych gangów. Jak ustalono, dwóch pierwszych zabito w maju i lipcu 1997 roku, a następnych w maju 2000 roku.

Również te zabójstwa przypisuje się gangowi "Ala Capone". Zarzuty w tej sprawie postawiono 10 osobom. We wrześniu 2001 r. FBI zatrzymało w USA dwóch mężczyzn uważanych za egzekutorów gangu, poszukiwanych międzynarodowymi listami gończymi w związku z serią zabójstw.

Gangowi "Capone" przypisuje się również udział w serii pięciu napadów na podsądeckie plebanie, których dokonano w 2000 r. Za jeden z napadów trzech członków grupy skazano już na kary od pięciu do dziesięciu lat więzienia.

Za "Dziennikiem Internetowym"


Wyrok w sprawie gangu Al Capona

Dwa razy po 25 lat za zabójstwo na telefon

Kary od 3 do 25 lat więzienia wymierzył sąd w Nowym Sączu czterem mężczyznom oskarżonym o zlecenie i dokonanie zabójstwa. To pierwszy wyrok w sprawie gangu, którego członkom zarzucono sześć morderstw.

W śledztwie prowadzonym przez krakowską prokuraturę i policjantów z nowosądeckiego oddziału CBŚ aresztowano kilkanaście osób. Dwóch mężczyzn w Nowym Jorku zatrzymali funkcjonariusze FBI. Podejrzani zostali przekazani Polakom i czekają na proces. Tłem wszystkich zbrodni była walka o wpływy na terenie dawnych województw nowosądeckiego i tarnowskiego. Ciała czterech mężczyzn wykopano w lesie, piąty został utopiony, a szósty zastrzelony przed własnym domem. Zakończona wczoraj nieprawomocnym wyrokiem sprawa dotyczyła zamordowania jednej osoby.

Na ławie oskarżonych zasiadło czterech mężczyzn. Władysław Ch., ps. Al Capone, zlecił z więzienia (gdzie odbywał wyrok 8 lat za wymuszanie haraczy) zamordowanie Leszka J., ps. Lechman. Telefon komórkowy dostarczył mu strażnik. Oskarżonego uznano za winnego i skazano na 25 lat więzienia.

Wykonawcą egzekucji był Michał D., którego też skazano na 25 lat więzienia. Waldemar J., który ubezpieczał akcję, dostał 12 lat. Nie ostały się zarzuty prokuratury wobec czwartego oskarżonego o współudział w zbrodni. Zdaniem sądu zabrakło dowodów potwierdzających, że Marek S. wiedział o zamiarze zabójstwa, gdy przywoził współoskarżonych pod dom ofiary. Marka S. skazano na 3 lata za zacieranie śladów zbrodni.

M. KUC.

Za dziennikiem "Rzeczpospolita"


Opłacany przez "łódzką ośmiornicę" morderca zatrzymany

Łódzka policja zatrzymała 32-letniego Roberta R., podejrzewanego m.in. o zabójstwo na zlecenie łódzkiego gangstera Tomasza R. pseud. Ryba oraz o usiłowanie zabójstwa Włodzimierza G. pseud. Bokser. Wg policji, Robert R. dokonywał zbrodni na zlecenie tzw. łódzkiej "ośmiornicy".

"Mężczyzna wpadł w policyjną zasadzkę w mieszkaniu w Pabianicach, gdzie ukrywał się od kilku miesięcy. Jego zatrzymanie było możliwe po rozbiciu w październiku i listopadzie gangu dokonującego zabójstw na zlecenie i porwań biznesmenów" - powiedział PAP w piątek nadkom. Witold Kozicki z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Dodał, że dzięki rozbiciu grupy "zdołano zebrać materiał dowodowy, który potwierdził wcześniejsze ustalenia i pozwolił przedstawić Robertowi R. zarzuty dokonania tych zbrodni".

Wg policji, w sierpniu 1999 na osiedlu Widzew Robert R. śmiertelnie postrzelił łódzkiego gangstera o pseud. Ryba, a w kwietniu tego samego roku strzelił do innego gangstera- podejrzanego o udział w łódzkiej ośmiornicy i poszukiwanego listem gończym - Włodzimierza G. pseud. Bokser; mężczyzna został postrzelony w głowę, ale nie odniósł poważniejszych obrażeń.

Wg policji, 32-letni Robert R. był wcześniej zamieszany w kradzieże samochodów w Polsce i na terenie Niemiec. Policja nie wyklucza, że mężczyzna może być zamieszany także w inne poważne przestępstwa. W piątek będzie przesłuchiwany w prokuraturze. Grozi mu kara dożywotniego więzienia.

W październiku i listopadzie łódzcy policjanci rozbili zorganizowaną grupę przestępczą dokonującą zabójstw na zlecenie, porwań biznesmenów dla okupów oraz napadów rabunkowych z bronią w ręku. Zatrzymano 22 osoby.

Wg prokuratury, grupa stanowiła tzw. ramię zbrojne łódzkiej "ośmiornicy". Tzw. łódzka ośmiornica to związek przestępczy wykryty przez organy ścigania w czerwcu 1999. Jak ustaliła prokuratura, mafia, której centrala znajdowała się w Łodzi zajmowała się głównie przestępstwami gospodarczymi i podatkowymi, ale miała też na swym koncie m.in. zabójstwa, napady i uprowadzenia dla okupu. Wg prokuratury, "zbrojnym ramieniem" mafii kierowali Krzysztof J. ps. Jędrzej, Marek W. oraz Ireneusz S. ps. Sisi. Grupa uczestniczyła w co najmniej pięciu zabójstwach. Krzysztofowi J. prokuratura zarzuciła zlecenie w imieniu łódzkich grup przestępczych, zabójstwa Ireneusza J. ps. Gruby Irek - jednego z szefów łódzkiego świata przestępczego.

Grupie zarzuca się też zabójstwo płatnego zabójcy z Ukrainy o pseud. Pasza. Według prokuratury, członkowie grupy na zlecenie Marka W. zastrzelili też właściciela hurtowni alkoholu z Tomaszowa Maz., który nie chciał podporządkować się i płacić haraczu łódzkiej mafii. Grupa ma na koncie także uprowadzenia dla okupu biznesmenów z Opoczna, Łowicza i województwa kujawsko-pomorskiego.

Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 28.12.2001 r.


Bestialskie zabójstwo dokonane przez członków gangu narkotykowego

Prokurator chce dożywocia i 25 lat

Dożywocia i 25 lat więzienia zażądał wczoraj przed Sądem okręgowym w Opolu prokurator dla Leszka G. I Damiana b. za bestialskie zamordowanie Arkadiusza W. Oprócz nich w sprawie oskarżonych jest siedmiu innych mężczyzn, którym zarzuca się udział w gangu narkotykowym oraz były funkcjonariusz policji.

Według prokuratury Leszek G. I Damian B. byli członkami działającej w Opolskiem grupy handlarzy narkotyków. Jesienią 1999 r. poznali Arkadiusza W. Miał on oferować im amfetaminę po korzystnej cenie. Według jednego z oskarżonych, gdy nie chciał powiedzieć, skąd bierze towar, postanowiono go do tego zmusić. Pierwszy napad na jadącego autem Arkadiusza W. nie udał się. Miesiąc później Damian B. zwabił ofiarę do swojego mieszkania, w którym przebywał już Leszek G. Mężczyzna został skatowany, a następnie skrępowany w tzw. kołyskę. Ofiarę zawiniętą w dywan mordercy wrzucili do rzeki.
Sprawców szybko ujęto. Śledztwo prowadził Mariusz K. (za skuteczność dostał nawet nagrodę komendanta). Wczoraj jednak prokurator za przestępcze działania Mariusza K. związane z tą sprawą zażądał dla niego 6 lat więzienia. Zdaniem oskarżenia policjant dowiedział się od Damiana B. o miejscu ukrycia zabranej ofierze paczki, pliku fałszywych recept i notesu z adresami. Udał się tam przed ekipą śledczą, a następnie zniszczył recepty i wyniósł paczkę. Według prokuratury przesłuchujący podejrzanych policjant instruował ich, jak mają zeznawać. Przed sądem Mariusz K. przyznał się tylko do zniszczenia recept na prośbę ojca jednego z oskarżonych.

Do winy nie przyznają się także inni oskarżeni. Damian B. i Leszek G. wzajemnie się obciążają. Obrońca Leszka G. wniósł o zakwalifikowanie czynu swoje go klienta jako pobicia ze skutkiem śmiertelnym i prosił sąd o rozsądny wyrok. Dla domniemanego szefa grupy Marka B. i jego zastępcy Arkadiusza D. Oskarżyciel domagał się 9 oraz 8,5roku więzienia. Wczoraj nie zdążyli wygłosić mów końcowych wszyscy obrońcy. Sąd wyznaczył kolejny termin rozprawy na połowę maja.

Damian B. został już skazany w innej sprawie za znęcanie się nad aresztantem.

Marek Szczepanik

Za wydaniem papierowym dziennika "Rzeczpospolita" z dn. 06.04.2001 r.



Skazany za zabicie ochroniarza

Karę dożywotniego więzienia wymierzył w środę Sąd Okręgowy Krzysztofowi Wojtczakowi. Ponad rok temu zabił on ochroniarza jednego z domniemanych przywódców podziemia przestępczego - Waldemara W. ps. Książę. Do zamachu doszło w październiku 1999 r. przed drzwiami mieszkania zajmowanego przez Waldemara W., który był właściwym celem ataku. Strzały padły, gdy niedoszła ofiara wysiadała z windy w towarzystwie żony i dwóch ochroniarzy. Waldemar W. w ostatniej chwili dostrzegł niebezpieczeństwo, cofnął się do windy i wysłał naprzód uzbrojonego ochroniarza Jerzego P. W wyniku strzelaniny zginął on na miejscu, a zamachowiec odniósł ciężkie obrażenia i został ujęty przez policję. Wojtczak, zdaniem policji powiązany z pruszkowską mafią, nie przyznał się przed sądem do zamiaru zabójstwa, utrzymywał, że chciał jedynie "okraść bogatego inwalidę". Sąd nie uwierzył w tę wersję i przyjął, że mężczyzna przyjechał do Bydgoszczy, żeby zabić Waldemara W. (PAP)

Za wydaniem papierowym dziennika "Rzeczpospolita" z dn. 25.01.2001 r.

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona  25.01.2001 r.
UPR,Unia,Polityki,Realnej,kara śmierci partia konserwatyzm,prawica,bandytyzm,morderstwo, dożywocie, główna, szafot, stryczek, recydywa,
death,penalty,Poland,sprawiedliwość wymiar sprawiedliwości sąd, jurysdykcja, prewencja, zbrodnia, mord