|
|
|
|
Aktualizacja 07.11.2008 r.
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza |
Nieformalne wyroki kary śmierci w Polsce AD 2002 25 lat więzienia za zabójstwo "Klepaka" 25 lat za zabójstwo Jacka K., domniemanego bossa grupy wołomińskiej - taką karę orzekł sąd wobec Artura S., oskarżonego o podwójne zabójstwo w Mikołajkach. Sąd uniewinnił go z zarzutu zabójstwa policjanta. Zdecydował także, że Arur S. będzie mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie dopiero po 20 latach. Prokurator żądał dla Artura S. kary 25 lat więzienia za zabójstwo Jacka K. pseud. "Klepak", oraz kary dożywotniego więzienia za zabójstwo policjanta Marka Cekały. Łącznie oskarżenie domagało się dożywocia. Do obu zabójstw doszło w 2002 roku w Mikołajkach. Sprawca zastrzelił w restauracji Jacka K. pseud. "Klepak", a następnie śmiertelnie postrzelił próbującego interweniować policjanta. nat Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 04.04.2008 r. Zabił gangstera i policjanta Pod zarzutem podwójnego zabójstwa olsztyński sąd aresztował wczoraj Artura S., gangstera powiązanego z grupą wołomińską. - Postawiliśmy mu zarzut współudziału w zastrzeleniu policjanta Marka Cekały oraz Jacka K. - informuje Mieczysław Orzechowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. Jacek K., ps. Klepak, uważany za bossa grupy wołomińskiej, został zastrzelony w restauracji Okoń w Mikołajkach latem 2002. Zabójcy śmiertelnie ranili też goniącego ich policjanta, który przypadkiem był na miejscu przestępczej egzekucji. Aresztowany wczoraj zabójca gangstera i policjanta jest spokrewniony z Karolem S., ps. Sarna, który stał za egzekucją w wolskiej restauracji Gama, gdzie pięć lat temu zginęło pięciu gangsterów z Wołomina. - Zbrodnia na Mazurach to był ciąg dalszy tej wojny wewnątrz dawnej grupy wołomińskiej - mówi jeden ze śledczych. Nadal poszukiwane są pozostałe osoby które brały udział w tej zbrodni, oraz ich zleceniodawca. BLIK Za "Rzeczpospolita" z dn. 05.03.2005 r. Oskarżono dwóch gangsterów, którzy w lipcu 2002 r. w biały dzień na plaży w Wyszkowie strzelali do czterech mężczyzn, z których dwóch zabili. Prokuratura Okręgowa w Warszawie wysłała akt oskarżenia wobec 29-letniego Marcina S. i 22-letniego Włodzimierza B. do Sądu Okręgowego w Ostrołęce - poinformował rzecznik prokuratury Maciej Kujawski. Powiedział, że tłem zbrodni były porachunki grup przestępczych. Za Dziennikiem Internetowym PAP z dn. 01.07.2003 Dwie osoby zastrzelono w Warszawie Zwłoki dwojga zastrzelonych ludzi znaleziono w mieszkaniu na warszawskim Mokotowie. Jest to najprawdopodobniej wynik bandyckich porachunków - poinformowała w środę warszawska policja. Ciała 27-letniej Anny S. i 29-letniego Piotra Sz. odkryła w noc sylwestrową siostra denatki Małgorzata N. Policja ustaliła, że Anna S. rozprowadzała środki odurzające, a Piotr Sz. był członkiem jednego z gangów. U mężczyzny stwierdzono dwie rany postrzałowe głowy, dwie - ręki i dwie - brzucha. Kobieta miała rany postrzałowe między łopatkami, w potylicy oraz w sercu. Biegły medycyny sądowej określił datę śmierci na czas między piątym a czternastym dniem przed wtorkiem.(an) Za serwisem informacyjnym portalu Wirtualnej Polski z dn. 01.01.2003 r. Zabili, by nie zginąć Mafia znów czyści własne szeregi. Serie z kałasznikowa posiekały Piotra J. "Klajniaka", jednego z ostatnich bossów starej gwardii, i jego ochroniarza. Piotr J. chciał "wyczyścić" półświatek z młodych gangsterów. Ci byli szybsi. Między wsią Łazy i Walendów, niedaleko Nadarzyna, od lat funkcjonuje nielegalne wysypisko śmieci i cmentarz wraków samochodów. Tuż obok jest niewielka polanka, ukryta za wysokimi krzakami. Wczoraj ok godz. 10 na łączkę wjechał rowerem bezrobotny mężczyzna dorabiający sobie wyplataniem mioteł. Widząc stojące czarne audi a6 zaciekawiony podjechał przyjrzeć się autu. W samochodzie kompletnie podziurawionym kulami, leżało dwóch zmasakrowanych mężczyzn. Byli to 54-letni Piotr J. ps. Klajniak i 24-letni Sebastian S. ps. Sebek. Obaj zginęli od kilkunastu kul wystrzelonych z kałasznikowa w przednią szybę samochodu. Zabójcy dla pewności dobili swe ofiary, strzelając przez boczne okna audi. Na miejscu zbrodni pojawili się funkcjonariusze z wydziału zabójstw komendy stołecznej i Centralnego Biura Śledczego. Przyjechał też ojciec jednego z zastrzelonych. Okazało się, że od niedzieli bezskutecznie próbował skontaktować się z synem. - Takim samochodem jeździł kolega mojego syna - tłumaczył zdenerwowany siwawy mężczyzna. Dokładnie nie wiadomo, ile czasu audi stało na polu. "Klajniak" i "Sebek" przyjechali którejś z ostatnich nocy. Prawdopodobnie zostali wywołani nagle z domu "Klajniaka" w Podkowie Leśnej, bo obaj mieli na sobie robocze ubrania. Gangsterzy mieli się spotkać z jednym z konkurentów i omówić kwestię podporządkowania grupy "Klajniakowi". Nie było żadnych negocjacji. Zamiast bossów, na miejscu czekali mordercy. Ciekawostką jest fakt, że audi zarejestrowane było na firmę futrzarską Kurów, której szefem był Wiesław P. "Wicek", a jednym z prezesów Bogusław Bagsik. Udziałowcem w firmie był Andrzej Kolikowski "Pershing", zastrzelony w 1999 r . boss gangu pruszkowskiego. Piotr J. "Klajniak" był ważną personą w warszawskim półświatku. Do końca lat 90. współpracował z "Pruszkowem", jednak zawsze pozostawał w cieniu, co pozwalało mu spokojnie prowadzić interesy. Wypłynął w "mieście" po zatrzymaniu zarządu gangu pruszkowskiego: "Słowika", "Bola", "Kajtka", "Malizny", "Parasola" i "Wańki". Pozostał wierny bossom, skupiając wokół siebie liczną i silną grupę. Współpracował z bandami z Piaseczna, Piastowa, Ożarowa i Grodziska, a także gangsterami z Marek. Dorobił się znacznej fortuny na handlu narkotykami i wymuszeniach. "Klajniak" związany z grupą "Muła" z Piaseczna współpracował także z niektórymi członkami grupy "Mutantów", osławionej atakiem na policjantów w podwarszawskich Parolach, zginął wtedy asp. Mirosław Żak. W sierpniu 2001 r. "Klajniak" zorganizował porwanie Tomasza Z. "Ziemniaka". Gangster został uprowadzony przez 4 napastników z hotelu w Konstancinie. Porywacze zapowiedzieli "Ziemniakowi", że jeżeli nie dostaną pieniędzy, to wywiozą go do lasu i zakopią. Po pewnym czasie wypuścili ofiarę, twierdząc, że "Klajniak" wyłożył kasę za okup. Piotr J. skontaktował się z "Ziemniakiem" i powiedział, że wyłożył na niego 200 tys. zł. - "Klajniak" stwierdził, że chce zwrotu kasy lub pełnej współpracy. Nie wiedział jednak, że "Ziemniak" odkrył szwindel. Koledzy donieśli mu, że porwanie było sfingowane. Zadzwonił więc do swego "wybawcy" i powiedział, że nie będzie oddawał żadnej kasy, bo nie jest frajerem. Tym samym wydał na siebie wyrok - opowiada oficer Centralnego Biura Śledczego. W kilka dni po uwolnieniu "Ziemniak" dopadł jednego z porywaczy, związanego z grupą "Mutantów". Pobił go tak, że chłopak wylądował z ciężkimi obrażeniami w szpitalu. Kompani skatowanego skontaktowali się z "Klajniakiem", a ten wydał wyrok na "Ziemniaka". Mordercy zaatakowali 30 listopada 2001 r.w pubie Sport przy ul. Działkowej w Pruszkowie. W lokalu od godz. 20 bawiło się przy automatach elektronicznych dwóch gangsterów: Adam G. "Kciuk" i Piotr R. mający również ps. Ziemniak. Obaj wywodzili się z tzw. grupy bryndziaków, podległych najpierw "Masie", a po jego "zdradzie" -Januszowi P. "Parasolowi". Po godz. 22 do pubu weszło dwóch zamaskowanych mężczyzn. Podeszli do gangsterów, zamienili z nimi kilka słów i zaczęli strzelać. "Ziemniak" zginął na miejscu. Jego kompan próbował uciekać, lecz zamachowcy dopadli go w drzwiach toalety. Po egzekucji rozeszła się plotka, że zamach był dziełem ludzi "Klajniaka", a celem "Kciuk" i "Ziemniak", ale nie Piotr R., tylko Tomasz Z. Zabójcy się zwyczajnie pomylili. Ich szef się wściekł. Rozkazał dokończenie roboty, zwłaszcza, że Z. szukał już wsparcia u szefów innych warszawskich grup. "Klajniak" działał szybko. 15 stycznia 2002 r. w salonie gier w Grodzisku Mazowieckim zamachowiec dopadł Piotra Ł. "Łobana", dobrego znajomego Tomasza Z. Killer wpakował w "Łobana" cały magazynek, jednak jego ofiara miała sporo szczęścia. Mimo 9 ran mężczyzna przeżył. Skontaktował się z "Ziemniakiem" ostrzegając go o wyroku "Klajniaka". 22 lutego na chodniku przed blokiem przy ul. Smoluchowskiego dopełnił się los Tomasza Z. Zabójca wykończył go, gdy gangster szedł na spotkanie z matką. Piotr J. stał się jednym z najpotężniejszych bossów półświatka. Zapowiedział nawet likwidację kilku konkurentów. Niewykluczone, że jego wrogowie połączyli siły i zlikwidowali zagrożenie. Wśród ewentualnych zleceniodawców zabójstwa typowani są Jerzy Brodowski "Jurij" wraz z Robertem Cieślakiem "Robinsonem" i Szymon K. "Szymon" z Łomianek. Ten ostatni był też typowany jako zabójca Tomasza S. "Komandosa" i dwóch gangsterów w warszawskim centrum handlowym Klif. RAFAŁ PASZTELAŃSKI, PIOTR SIEŃKO Za dziennikiem Życie Warszawy z dn. 14.11.2002 r. Egzekucja pod Nadarzynem matz, pm 13-11-2002 23:46 Gangsterska egzekucja na polnej drodze niedaleko Nadarzyna. W nocy ze wtorku na środę od serii z broni maszynowej zginęło dwóch mężczyzn powiązanych ze złodziejami samochodów. Ciemnozielone audi a6 zauważył wczoraj około godz. 11.30 przejeżdżający obok rowerzysta. Samochód stał na odludziu, ok. 100 m w bok od wąskiej drogi Łazy- Walendów, niedaleko Nadarzyna. Na przednich fotelach leżały zakrwawione ciała dwóch mężczyzn. Do morderstwa doszło prawdopodobnie w nocy z wtorku na środę. Padał wtedy deszcz: wycieraczki samochodu były uruchomione, kiedy przednią szybę audi przebiło kilkanaście kul z broni maszynowej. Oprócz podziurawionej jak sito przedniej szyby, rozbite było też boczne okno po stronie kierowcy - zabójca z bliska dobił swoje ofiary. Zabici to: 54-letni Piotr J. ps. "Klajniak" z Podkowy Leśnej i 24-letni Sebastian S. "Sebek" z Piastowa. Wkrótce po znalezieniu audi na miejscu zjawili się policjanci z wydziału zabójstw, a po nich ojciec Sebastiana S. - Od dwóch dni nie miałem kontaktu z synem. Jego komórka nie odpowiada. Tak samo nie wiadomo, co się dzieje z jego kolegą, który jeździ audi - mówił zdenerwowany, koniecznie chcąc się upewnić, kto zginął. Wkrótce odjechał razem z policjantem. Obaj zabici pojawiali się w policyjnych kartotekach. Według policji starszy zajmował się handlem narkotykami, młodszy był jego kierowcą. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, "Klajniak" wyszedł z więzienia w 2001 roku. Od tego czasu próbował przejąć kontrolę nad tzw. młodym Pruszkowem. Prawdopodobnie to on rok temu w andrzejki w pruszkowskim pubie zlecił zabójstwo "Kciuka" i "Ziemniaka", którzy nie chcieli mu się podporządkować. Od pół roku "Klajniak" przycichł, tak jakby obawiał się o swoje życie. Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" Policja zatrzymała podejrzanych o podwójne zabójstwo Policja zatrzymała dwóch mężczyzn podejrzanych o zastrzelenie w lipcu na plaży w Wyszkowie dwóch osób i ciężkie zranienie dwóch innych. "Mężczyzn zatrzymano w domu na obrzeżach Wyszkowa. Posesja ta należała do Marzeny O. - byłej żony przebywającego obecnie w więzieniu Sławomira O., ps. Uchal, szefa wyszkowskiego świata przestępczego" - powiedział PAP Zbigniew Matwiej z zespołu prasowego Komendy Głównej Policji. W domu funkcjonariusze znaleźli broń, przy pomocy której prawdopodobnie dokonano zabójstwa. Za serwisami informacyjnymi portali Wirtualnej Polski i Onet.pl
Grafika - witryna Komendy Głównej Policji Dotyczy morderstwa w magazynie handlowym "KLIFF" w Warszawie. Poszukiwany mężczyzna ma ok. 30-35 lat, 178-180 wzrostu, pociągłą twarz z wystającymi kośćmi policzkowymi, krótko ostrzyżone, ciemne włosy. W dniu zabójstwa ubrany był w niebieskie dżinsy, czarną kurtkę. Na głowie miał jasną baseballówkę. Na informacje czekają policjanci z wydziału zabójstw stołecznej policji pod nr. tel. 603-63-72 lub 603-64-35. Można też dzwonić na anonimową policyjną infolinię 0-800-120-148. Strzelanina w Mikołajkach, dwie ofiary 33-letni sierżant sztabowy został zastrzelony w sobotę wieczorem w Mikołajkach (woj. warmińsko-mazurskie) podczas pościgu za bandytami. Zabili oni wcześniej znanego policji 32-letniego Jacka K., mieszkańca Wołomina. Takie informacje przekazała w niedzielę po południu Jolanta Szymulewska z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. Trwa wyjaśnianie okoliczności strzelaniny. Do pracy zostali zaangażowani policjanci Centralnego Biura Śledczego powstała specjalna grupa operacyjno-dochodzeniowa. Mamy już sporą wiedzę operacyjną - powiedziała Szymulewska. Szymulewska ani nie potwierdziła, ani nie zaprzeczyła doniesieniom mediów, że zastrzelonym jest jeden z szefów gangu wołomińskiego ps. Klepak. Dla mnie jest to znany policji Jacek K. - powiedziała. Rocznie na świecie ginie ok. 300 policjantów, z czego setka przypada na Stany Zjednoczone. W Polsce od początku powstania policji zginęło 85 policjantów na służbie - powiedział Paweł Chojecki z Komendy Głównej Policji. Zastrzelony w Mikołajkach funkcjonariusz z oddziału prewencji pełnił służbę w policji od 10 lat. Do Mikołajek został oddelegowany z Olsztyna na czas wakacji. Prawdopodobnie w sobotę około godz. 22 w pubie "Okoń" w Mikołajkach trzej mężczyźni podeszli do stojącego 32-letniego mieszkańca Wołomina. Jak powiedziała Szymulewska, oddali do niego kilkanaście strzałów. Mężczyzna zginął na miejscu. Zabójcy przez nikogo nie zatrzymywani wyszli z lokalu. Na ulicy Mrągowskiej w Mikołajkach natknęli się na policjanta, 33- letniego sierżanta sztabowego, oddelegowanego na czas wakacji z Olsztyna do służby w Mikołajkach. Zabójcy strzelili do funkcjonariusza, trafiając go w klatkę piersiową. Prawdopodobnie policjant nie wyciągnął nawet broni z kabury. Wcześniej policjant rozdzielił się ze swoim partnerem, który w radiowozie pojechał sprawdzić okolicę. Jeden z mieszkańców miasta opowiadał, że usłyszał głuchy dźwięk, jakby strzał. Trzej mężczyźni oddalili się z miejsca zabójstwa policjanta przez nikogo nie zatrzymywani. Do tej pory nie udało się ich złapać. W marcu 1999 roku pięciu gangsterów z Wołomina - w tym bossowie gangu "Klepak" i "Lutek" - zostali zastrzeleni w restauracji w Warszawie. Po ich śmierci gangiem kierował m.in. syn "Klepaka" o tym samym pseudonimie. Za serwisem informacyjnym portalu Wirtualnej Polski z dn. 18.08.2002 r. Mafijny wyrok i strzelanina w Mikołajkach Policjant zginął na służbie 33-letni sierżant Marek C. został zastrzelony w Mikołajkach (Warmińsko-Mazurskie) podczas nocnego pościgu za bandytami, którzy wcześniej zabili w barze Jacka K., jednego z szefów wołomińskiego gangu. Do obu zabójstw doszło w sobotę w nocy. Do mikołajskiego baru Okoń weszło trzech mężczyzn. Zaczęli strzelać w kierunku baru. Trzykrotnie trafili w plecy siedzącego tam 32-letniego Jacka K. z Wołomina. Następnie przez nikogo nie zatrzymywani wyszli na ulicę. Strzelanina w barze Okoń była wykonaniem mafijnego wyroku. Ofiara - Jacek K. to jeden z szefów wołomińskiego gangu, ps. "Klepak". Obsługa baru powiadomiła policję. Na zabójców natknął się uliczny patrol złożony z dwóch funkcjonariuszy. Według świadków policjanci zaczęli gonić bandytów, wołali, by się zatrzymali i oddali broń. Sierżant Marek C. nie zdążył wyciągnąć pistoletu z kabury, kiedy został dwukrotnie trafiony w pierś. Zmarł na miejscu. Mordercy uciekli i do zamknięcia tego numeru "Rz" policja nie natrafiła na ich ślad. Komendant wojewódzki w Olsztynie Janusz Tkaczyk powołał specjalną grupę dochodzeniową, która ma ująć morderców policjanta. Dochodzenie w sprawie zabójstw prowadzi Prokuratura Powiatowa w Giżycku. - Cała policja została postawiona na nogi. W śledztwie uczestniczy policja z kilku województw, są sprawdzane środowiska przestępcze - mówi komisarz Grażyna Puchalska z Komendy Głównej Policji. Mikołajki, najpiękniejszy i najludniejszy mazurski kurort, do tego sezonu były bezpieczne dla turystów i mieszkańców. Ulice patrolowały wynajęte przez miasto prywatne firmy ochroniarskie oraz liczniejsze siły policyjne. Latem to trzytysięczne miasteczko odwiedza codziennie kilkanaście tysięcy gości. Marek C. był jednym z czterech oddelegowanych na sezon z Olsztyna, w policji służył 10 lat, był kawalerem. Było to czwarte zabójstwo policjanta na służbie w tym roku. I.T., H.K. - Informacje o zabójstwie policjanta można przekazać pod numerem policyjnej infolinii 0-800-120 226 lub 997 w każdej jednostce policji. Za dziennikiem "Rzeczpopolita" z dn. 19.08.2002 r. Zginął policjant W sobotę wieczorem w Mikołajkach zginęli policjant i gangster W sobotni wieczór w Mikołajkach zginęło dwóch mężczyzn: szef wołomińskiej mafii i policjant. Zabili ich ci sami ludzie. Sprawcy uciekli, dotąd nie udało się ich zatrzymać. Mikołajki Strzały padły trochę po godz. 22. Do pubu Okoń w centrum Mikołajek, tuż nad samym jeziorem, weszło 3 mężczyzn. Mieli na sobie czarne ubrania, a na głowach wędkarskie kapelusze. Przez chwilę kręcili się między stolikami. W barze był tłum, około setki ludzi, trudno było znaleźć wolne miejsca. Jeden z trójki podszedł do baru i zamówił piwo. Myślałem, że to zabawa - Ręce mu się trzęsły, jakby był pijany albo naćpany - mówi nam świadek dramatycznych wydarzeń. Cała trójka podeszła do stolika, przy którym siedział 32-letni Jacek K. ps. "Klepak" w towarzystwie dwóch mężczyzn i kobiety. Stanęli za jego plecami. Jeden z ubranych na czarno mężczyzn wyciągnął broń i strzelił. - To wyglądało jak pistolet z tłumikiem - opowiada świadek zbrodni. - Nie było słychać strzałów, tylko takie głuche dźwięki, jakby ktoś rozgniatał małe kapiszony. Myślałem, że to jakaś zabawa. To nie była zabawa. Jacek K. dostał trzy kule, zginął na miejscu. Początkowo nikt nie zwrócił uwagi na to, co się stało. Dopiero gdy zabity osunął się na drewnianą podłogę, ludzie zobaczyli krew. Wybuchło zamieszanie. Wykorzystali to zabójcy - zaczęli uciekać w stronę pobliskiego mostu. W tym samym czasie kompani zabitego zrobili to samo, tyle, że pobiegli w drugim kierunku. Ginie policjant Zabójcy zmierzali w stronę ulicy Mrągowskiej, tam dostrzegli ich dwaj policjanci, którzy rutynowo patrolowali miasto. Jeden z funkcjonariuszy wysiadł z radiowozu i zaczął wołać do uciekających mężczyzn, żeby się zatrzymali. Jeden z nich odwrócił się i bez słowa strzelił do mundurowego. Starszy sierżant Marek C. został trafiony dwa razy w klatkę piersiową. Po kilkunastu minutach zmarł. Mordercy rozpłynęli się w ciemnościach. Jacek K. dowodził wołomińską mafią. Objął schedę po swoim ojcu, Marianie K., ps. Maniek, który zginął w marcu 1999 roku. Także od kul. Wtedy w pubie Gama w Warszawie zastrzelono pięciu bossów wołomińskiego gangu. Policjanci nie mają wątpliwości - zabójstwo "Klepaka" to była egzekucja. Jacek K. zajmował się głównie wymuszeniami haraczy, organizował kradzieże samochodów, nie były mu obce porwania. Jego zeznania miały być cennym dowodem w sprawie zabójstwa w podwarszawskich Markach. "Klepak" był świadkiem. Morderca go zaskoczył Kto towarzyszył zmarłemu tego feralnego wieczora w Mikołajkach, na razie nie wiadomo. Dlaczego starszy sierżant C., funkcjonariusz z 10-letnią praktyką, nie wyciągnął służbowej broni? Jak udało się nam ustalić, policjant nawet nie zdążył sięgnąć do kabury. Morderca kompletnie go zaskoczył. - 33-letni Marek C. na co dzień pracował w oddziałach prewencji w Olsztynie - mówi Jolanta Szymulewska z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. Na czas wakacji oddelegowano go do Mikołajek, miał tu pełnić zwykłą patrolową służbę. Marek C. był kawalerem. Jego brat także służy w policji. Zabójcom, mimo policyjnych blokad, udało się zbiec. Wczoraj policja przesłuchała kilkudziesięciu świadków obu zabójstw Kim był "Klepak"? 32-letni Jacek K., ps. Klepak, to syn Mariana K. - "Mańka" - jednego z założycieli gangu pruszkowskiego, a następnie szefa grupy wołomińskiej. "Maniek" zginął w 1999 r. zastrzelony w warszawskiej restauracji Gama na Woli. Sam "Klepak" karierę gangstera zaczął od kradzieży samochodów. W 1995 r., kiedy "Maniek" trafił za kratki, "Klepak" miał wreszcie okazję się wykazać. W ciągu kilkuletniej "kariery" podporządkował sobie kilka grup przestępczych. Jego ludzie zajmowali się m.in. kradzieżami samochodów, wymuszaniem haraczy, ściąganiem "długów", wyłudzaniem kredytów. Jacek K. w ostatnich tygodniach był poszukiwany listem gończym. Patryk Tryzubiak, Małgorzata Guss-Gasińska Za wydaniem papierowym dziennika "Super Express" z dn. 19.08.2002 r. Strzelanina w Mikołajkach: 2 ofiary 33-letni sierżant sztabowy został zastrzelony w sobotę wieczorem w Mikołajkach (woj. warmińsko-mazurskie) podczas pościgu za bandytami. Zabili oni wcześniej znanego policji 32-letniego Jacka K., mieszkańca Wołomina. Takie informacje przekazała po południu Jolanta Szymulewska z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. Trwa wyjaśnianie okoliczności strzelaniny. Do pracy zostali zaangażowani policjanci Centralnego Biura Śledczego powstała specjalna grupa operacyjno-dochodzeniowa. "Mamy już sporą wiedzę operacyjną" - powiedziała Szymulewska. Szymulewska ani nie potwierdziła, ani nie zaprzeczyła doniesieniom mediów, że zastrzelonym jest jeden z szefów gangu wołomińskiego ps. Klepak. "Dla mnie jest to znany policji Jacek K." - powiedziała. "Rocznie na świecie ginie ok. 300 policjantów, z czego setka przypada na Stany Zjednoczone. W Polsce od początku powstania policji zginęło 85 policjantów na służbie" - powiedział Paweł Chojecki z Komendy Głównej Policji. Zastrzelony w Mikołajkach funkcjonariusz z oddziału prewencji pełnił służbę w policji od 10 lat. Do Mikołajek został oddelegowany z Olsztyna na czas wakacji. W sobotę około godz. 22 w pubie "Okoń" w Mikołajkach trzej mężczyźni podeszli do stojącego 32-letniego mieszkańca Wołomina. Jak powiedziała Szymulewska, oddali do niego kilkanaście strzałów. Mężczyzna zginął na miejscu. Jak się dowiedziała PAP, zabójcy przez nikogo nie zatrzymywani wyszli z lokalu. Na ulicy Mrągowskiej w Mikołajkach natknęli się na policjanta, 33- letniego sierżanta sztabowego, oddelegowanego na czas wakacji z Olsztyna do służby w Mikołajkach. Zabójcy strzelili do funkcjonariusza, trafiając go w klatkę piersiową. Prawdopodobnie policjant nie wyciągnął nawet broni z kabury. Wcześniej policjant rozdzielił się ze swoim partnerem, który w radiowozie pojechał sprawdzić okolicę. Jeden z mieszkańców miasta opowiadał, że usłyszał głuchy dźwięk, jakby strzał. Trzej mężczyźni oddalili się z miejsca zabójstwa policjanta przez nikogo nie zatrzymywani. Do tej pory nie udało się ich złapać. W marcu 1999 roku pięciu gangsterów z Wołomina - w tym bossowie gangu "Klepak" i "Lutek" - zostali zastrzeleni w restauracji w Warszawie. Po ich śmierci gangiem kierował m.in. syn "Klepaka" o tym samym pseudonimie. Za serwisem informacyjnym portalu Onet.pl lub PAP z dn. 18.08.2002 r. Policjant ofiarą gangsterskich porachunków w Mikołajkach Przemysław Prais, cha, Wojciech Cieśla, Piotr Molga 18-08-2002 Dwie osoby - policjant na służbie i Jacek K. ps. "Klepak", jeden z szefów wołomińskiego gangu - zginęły w sobotę wieczorem w Mikołajkach. Funkcjonariusz był przypadkową ofiarą przestępczych porachunków. Według policji zabójstwo "Klepaka" ma związek z ostatnimi głośnymi egzekucjami gangsterskimi w Warszawie. Tuż po godz. 22 do wypełnionej tłumem gości tawerny Okoń w Mikołajkach weszło trzech mężczyzn. Jeden wyciągnął pistolet z tłumikiem i sześciokrotnie strzelił w plecy stojącego przy barze 32-letniego Jacka K. ps. "Klepak". To sprawa honoru Wybiegających z baru mężczyzn zauważył sierżant Marek Cekała, który pełnił tego wieczoru służbę w centrum Mikołajek. Pobiegł za nimi. Po kilkusetmetrowym pościgu zaczął doganiać uciekinierów. Obok stacji benzynowej przy ul. Mrągowskiej jeden z uciekinierów odwrócił się i dwukrotnie strzelił do policjanta. Pierwszej pomocy udzielali mu strażacy, ale Marek Cekała zmarł w wyniku postrzałów w klatkę piersiową, zanim po kilkunastu minutach dojechała z Mrągowa erka. Janusz Tkaczyk, komendant wojewódzki policji w Olsztynie: - Policjant ścigał przestępców, nie zdając sobie sprawy, że ma do czynienia z uzbrojonym zabójcą. Dlatego nie spodziewał się, że będą do niego strzelać. Nie sięgnął nawet po broń. Wołał jedynie za uciekinierami, by się zatrzymali. Policja odnalazła pistolet z tłumikiem porzucony przez zabójców w pobliżu miejsca zbrodni. Wczoraj w miejscu, gdzie zginął policjant, mieszkańcy Mikołajek zapalili znicze. Trwają poszukiwania sprawców. - Powołałem specjalną grupę operacyjną, która ma doprowadzić do ujęcia zabójcy sierżanta Cekały. - mówi Tkaczyk. - To dla nas sprawa honoru. W sprawę morderstwa w Mikołajkach włączyło się Centralne Biuro śledcze. - W tej chwili w całym kraju trwają poszukiwania zabójców - mówi Paweł Chojecki z Komendy Głównej Policji. (...) Za dziennikiem Gazeta Wyborcza z dn. 19.08.2002 r. Komenda Główna Policji przejęła sprawę strzelaniny w Wyszkowie Postępowanie w sprawie piątkowej strzelaniny w Wyszkowie, w wyniku której zginęli dwaj mężczyźni, przejęła Komenda Główna Policji. "Sprawa jest prowadzona przez funkcjonariuszy z warszawskiego Wydziału Centralnego Biura Śledczego pod nadzorem VI Wydziału Prokuratury Okręgowej w Warszawie" - powiedział w niedzielę PAP Paweł Chojecki z zespołu prasowego Komendy Głównej Policji. Sprawę bada ta sama grupa policjantów i prokuratorów, która zajmowała się m.in. rozpracowaniem zorganizowanej grupy przestępczej z Nowego Dworu Mazowieckiego. Obecnie policja przesłuchuje świadków strzelaniny i penetruje środowiska przestępcze. W ostatnim czasie przestępcy z Wyszkowa i okolic stali się niebezpieczni" - dodał Chojecki. Czterej mężczyźni, do których strzelano, byli znani policji. W piątek po godz. 19. siedzieli w BMW przy plaży miejskiej nad Bugiem w Wyszkowie, gdy trzech lub czterech mężczyzn zaczęło do nich strzelać. Na miejscu zginął kierowca BMW 26-letni Marek W. Po przewiezieniu do szpitala zmarł 33-letni Jacek R. 34-letni Robert T. doznał ran postrzałowych klatki piersiowej, a 31-letni Wiesław K. ran postrzałowych prawej dłoni i pośladków. Obaj leżą w szpitalu w Warszawie. Stan jednego z nich jest ciężki. Trzej zaatakowani mężczyźni to mieszkańcy Wyszkowa, a jeden Węgrowa. Strzelający uciekli białym oplem kadetem, który porzucili w okolicach Wyszkowa. Według źródeł zbliżonych do policji, przyczyną strzelaniny były porachunki między grupami przestępczymi z Wyszkowa i Wołomina. Za Dziennikiem Internetowym PAP z dn. 15.07.2002 r. Dwie osoby zabite - Przestępcze porachunki "młodego Pruszkowa" w tłumie ludzi Dramat w warszawskim centrum handlowym W znanym warszawskim centrum handlowym w biały dzień przestępca zabił dwóch młodych mężczyzn, a jednego ranił. Czwarty zdołał uciec. Policja ustaliła, że napadnięci to "żołnierze" z mokotowskiego gangu Andrzeja H. ps. Korek, określani w stolicy jako "młody Pruszków". Gang Korka jest jednym z jego brutalniejszych odłamów i zajmuje się m.in. ściąganiem haraczy. Strzały rozległy się w Centrum Handlowym Klif przy ulicy Okopowej około godziny 15. W tłumie ludzi robiących zakupy na pierwszym piętrze morderca podszedł do stolików należących do kawiarni Viking. Przy jednym z nich siedziało czterech młodych, dobrze zbudowanych i krótko ostrzyżonych mężczyzn. Zabójca, który prawdopodobnie działał sam, wyciągnął broń. Pierwszą ofiarę - zidentyfikowaną przez policję jako Krzysztof D. - zabił z niewielkiej odległości na miejscu strzałem w środek czoła. - Sprawca oddał bez ostrzeżenia kilka strzałów. Jeden z mężczyzn zmarł na miejscu, trzech pozostałych zaczęło uciekać - relacjonuje podkomisarz Krzysztof Hajdas z Komendy Stołecznej Policji. Drugi mężczyzna został postrzelony i zdołał przebiec kilkadziesiąt metrów do ruchomych schodów. Tam upadł na posadzkę i skonał. - Trzeciego mężczyznę, Artura N. z raną postrzałową ochroniarz wyprowadził na tyły sklepu. Stamtąd zabrało go pogotowie ratunkowe i przewiozło do szpitala - mówi Hajdas. Policja nie ustaliła jeszcze, co się stało z czwartym napadniętym mężczyzną. Nie wiadomo też, w jaki sposób sprawca uciekł z miejsca zbrodni. - Byłam w szoku, nie wiedziałam, co się dzieje. Widziałam zabitych, samej zbrodni nie widziałam, ale słyszałam strzały. Było ich kilka, trzy, może cztery - mówiła młoda kobieta wychodząca z centrum handlowego. - Nie było żadnej paniki, ludzie w ogóle nie zwrócili uwagi na strzelaninę. Nie było tak jak w filmach. Widziałam jak zajęci zakupami po prostu przechodzili nad zwłokami, przekraczali je. Nikt nie krzyczał ani nie uciekał. - Byłem na parterze. Tu nic nie było słychać - mówi strażnik przy głównym wejściu. - Nie było żadnej paniki, po prostu w pewnej chwili centrum zostało zamknięte i przyjechała policja - mówi pracownica restauracji McDonald's. Zbrodnię w zatłoczonej galerii widziało około stu osób. Policjanci przesłuchiwali na gorąco świadków. Po pierwszych przesłuchaniach, zwłaszcza kelnerki obsługującej stolik, przy którym siedziały ofiary, wiadomo już, że czterej mężczyźni wcześniej pojawiali się w tej restauracji. Do wieczora trwały czynności śledcze na miejscu zbrodni z udziałem prokuratora i policjantów z Centralnego Biura Śledczego. Postępowanie prowadzi osobiście Marek Dyjasz, naczelnik wydziału zabójstw Komendy Stołecznej Policji. - Przestępcy przekroczyli wszelkie granice, strzelali w tłumie ludzi. Zrobimy wszystko, żeby osoby odpowiedzialne za tę strzelaninę poniosły karę. Do tej sprawy została powołana specjalna grupa śledcza, która ma za zadanie zatrzymać zabójcę - mówi podkomisarz Hajdas. Poza ofiarami wczorajszego zamachu nikt nie ucierpiał. Wieczorem spod centrum handlowego policja odholowała czarne bmw i granatową hondę civic, które należały do ofiar. Harald Kittel, Anna Marszałek Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 01.06.2002 r. Strzelanina w warszawskim Centrum Handlowym Klif Dwie osoby nie żyją, a jedna jest ranna w wyniku strzelaniny w Centrum Handlowym Klif przy ul. Okopowej w Warszawie. Do zdarzenia doszło w piątek po południu, na oczach około 100 osób - poinformowała policja. Jak powiedział naczelnik wydziału zabójstw Komendy Stołecznej Policji Marek Dyjasz, obaj zabici mężczyźni, których personalia są już znane policji, byli wcześniej notowani, a strzelanina "na pewno miała charakter porachunków w ramach grup przestępczych". "Ustalamy w tej chwili powiązania tych osób. Wiemy kto to jest, ale na razie nie podajemy ich danych do publicznej wiadomości dla dobra śledztwa" - wyjaśnił. Do strzelaniny doszło w piątek po południu w jednym z barów w centrum handlowym "Klif", gdzie przy stoliku siedziało czterech stałych bywalców. Do stolika podszedł mężczyzna, który wyjął pistolet i strzelił jednemu w głowę, a drugiemu w klatkę piersiową. Ranny został również trzeci z mężczyzn, którego odwieziono do szpitala. Czwarty mężczyzna oraz sprawca strzelaniny zbiegli. Dyjasz nie chciał powiedzieć dziennikarzom, czy udało się złapać mężczyznę, który strzelał i czy była to jedna osoba czy też więcej. Dodał jedynie, że na razie trwają czynności śledcze oraz są ustalane dane osób, które zostały zabite i ich powiązania ze sprawcami. Naczelnik nie chciał ujawnić, jakie obrażenia odniosła trzecia osoba, która w tej chwili przebywa w szpitalu. Powiedział jedynie, że jej stan obecnie jest stabilny i trwa operacja. "Dostęp do niej jest ograniczony. Życie ludzkie jest ważniejsze niż szybkie wydobycie informacji od osoby poszkodowanej" - zaznaczył. Zapytany, czy osoba, która nie została postrzelona i uciekła była powiązana ze sprawcą strzelaniny, naczelnik powiedział, że taka hipoteza jest też rozważana. Jak poinformował podkomisarz Krzysztof Hajdas z biura prasowego Komendy Stołecznej Policji, została powołana specjalna grupa do zbadania sprawy strzelaniny. "W skład grupy specjalnej wchodzą najlepsi warszawscy policjanci, m.in. z wydziału zabójstw i wydziału kryminalnego" - powiedział Hajdas. Dodał, że jest ona wspierana przez policjantów z Centralnego Biura Śledczego. Około godz. 18 zostały odholowane dwa samochody, honda civic i bmw, pozostawione przez ofiary zabójstwa. Jedna z klientek, która była świadkiem strzelaniny powiedziała PAP, że wśród klientów "nie było żadnej paniki, gdyż ludzie byli zbyt zainteresowani zakupami". Dodała, że słyszała dwa lub trzy oddane strzały. Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 02.06.2002 r. Walka o bazar 31 maja w centrum handlowym Klif nieznany zamachowiec zastrzelił w biały dzień dwie osoby i ranił trzecią. To były gangsterskie porachunki. Walka między przestępcami toczy się o wpływy na Żoliborzu i Bielanach, a przede wszystkim o władzę nad bazarem na Wolumenie. Targowisko jest dla przestępców żyłą złota. Każdego weekendu bandyci potrafią zebrać od handlarzy z Wolumenu kilkadziesiąt tysięcy złotych haraczu. Za wydaniem papierowym dziennika "Super Express" z dn. 10.06.2002 r. Dwie osoby zabite w strzelaninie pod Warszawą Zmarł mężczyzna ciężko ranny w wieczornej strzelaninie w Wesołej pod Warszawą. To druga ofiara tego wydarzenia. Policja podejrzewa porachunki przestępców. Do strzelaniny doszło ok. 19.30 pod restauracją Biesiadna - powiedział Adam Jasiński z biura prasowego Komendanta Stołecznego Policji. Do zabójstwa doszło, gdy ofiary - znany policji bandyta i właściciel restauracji - siedziały w osobowym audi przed lokalem. W pewnym momencie podjechał czarny terenowy samochód marki Subaru, z którego oddano serię do kierowcy i pasażera audi. Na miejscu zmarł 32-letni Leszek M., pseud. Łata, znany policji przestępca z podwarszawskich Ząbek. Kilkadziesiąt minut później zmarł - mimo reanimacji - Rafał G., właściciel "Biesiadnej".(aka) Za serwisem portalu Wirtualna Polska z dn. 03.03.2002 r. Dwie osoby zabite w strzelaninie pod Warszawą Dwie ofiary śmiertelne - to wynik strzelaniny, do której doszło przed restauracją w podwarszawskiej miejscowości Wesoła w sobotę wieczorem. Policja podejrzewa porachunki przestępców. "W strzelaninie, do której doszło przed restauracją 'Biesiadna' jeden mężczyzna został zabity na miejscu" - powiedział PAP Adam Jasiński z biura prasowego Komendanta Stołecznego Policji. Na miejscu zmarł 32-letni Leszek M., pseud. Łata, znany policji przestępca z podwarszawskich Ząbek. Kilkadziesiąt minut później zmarł - mimo reanimacji - Rafał G., właściciel "Biesiadnej". Szef stołeczny policji powołał specjalną grupę policjantów do prowadzenia dochodzenia w sprawie strzelaniny. "Oddelegowani zostali najlepsi z najlepszych i dlatego już mamy istotne ustalenia i wartościowe dowody. Oczywiście nie możemy ujawnić tych informacji. Byłoby to ze szkodą dla śledztwa" - powiedział w niedzielę PAP rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji Dariusz Janas. Do zabójstwa doszło ok. 19.30, gdy ofiary - znany policji bandyta i właściciel restauracji - siedziały w osobowym audi przed lokalem. W pewnym momencie podjechał czarny terenowy samochód marki subaru, z którego oddano serię do kierowcy i pasażera audi. Nieoficjalnie PAP dowiedziała się w organach ścigania, że najpoważniejsza brana pod uwagę hipoteza zakłada, iż G. przekazywał "Łacie" haracz. "Strzelali prawdopodobnie bandyci z konkurencyjnego gangu, którzy chcieli wyeliminować M." - powiedział informator PAP. Zabójcy - dwóch mężczyzn - uciekli subaru. Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 03.03.2002 r. |
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 07.03.2002 r. |
|
kara śmierci partia konserwatyzm prawica bandytyzm,morderstwo, dożywocie, główna, szafot,
stryczek, recydywa,
death penalty Poland sprawiedliwość
wymiar sprawiedliwości sąd, jurysdykcja, prewencja, zbrodnia, mord