|
Nieformalne wyroki kary śmierci w Polsce AD 2005 |
||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza |
Dożywocia dla gangsterów Półtorej godziny trwało odczytywanie wyroku w sprawie gangu nowodworskiego. Sąd zdecydował się na najwyższy wymiar kary. Zabójstwa, udział w grupie przestępczej, handel narkotykami, posiadanie broni, porwania dla okupu, pobicia, podrabianie policyjnych legitymacji - prokurator postawił ośmiu osobom z grupy nowodworskiej ponad 40 zarzutów. Najwięcej, bo aż 22, usłyszał Rafał Ł. ps. Zwierzak, który według sądu był szefem gangu. - Ta sprawa pokazuje bezwzględne działania młodych ludzi, dla których jedyną zasadą, jaką się kierowali, był brak zasad - mówił sędzia Janusz Jankowski. Najcięższy zarzut dotyczył podwójnego zabójstwa Artura Z. i Małgorzaty R. Doszło do niego po tym, jak w lipcu 2005 roku ktoś strzelał do "Zwierzaka". Gangster domyślał się, że ma to związek z jego odejściem z grupy braci K. Wraz z nim gang opuściło kilku innych przestępców. Skazani, udając policję, porwali z domu koło Nasielska Artura Z. i jego narzeczoną Małgorzatę R. "Zwierzak" wiedział, że porwany ukrył broń zamachowca. Chciał nagrać na dyktafon jego zeznanie, kto do niego strzelał. Porwani zostali zawiezieni do Twierdzy Modlin. -Młodą kobietę, której nigdy wcześniej nie widzieli, dusili sznurówką, później podcięli jej gardło. Wcześniej musiała patrzeć, jak bili i torturowali jej narzeczonego. Mężczyzna musiał wcześniej wykopać sobie grób. W końcu przez przypadek go postrzelili. Dobił go Maciej Ślesik. Wciąż jest poszukiwany - opisywał zbrodnię sędzia. - Ludziom, których nawet nie znali zrobili to, czego człowiek nigdy nie powinien robić człowiekowi. Ich wina nie podlega najmniejszej wątpliwości. Mordercy wpadli przez przypadek. Policja wylegitymowała człowieka, który kupił od nich komórkę zabitej dziewczyny. W aparacie były zdjęcia gangsterów, które robili sobie wzajemnie. Grupa "Zwierzaka" ma na koncie trzy uprowadzenia, pięć rozbojów, handel narkotykami. Szefowi gangu zarzucano pięć zabójstw, od jednego został uniewinniony. Wcześniej już cztery razy siedział w więzieniu. Rafał Ł., Józef M., Krzysztof M. zostali skazani na dożywocie i dziesięć lat pozbawienia praw publicznych. Piotr T. na 25 lat, a Marcin O. na 15 lat więzienia. Niższe kary otrzymali Piotr K. (2,5 roku), który współpracował z prokuraturą, Kamil B. (cztery lata) i Teresa M. (dwa lata w zawieszeniu na cztery lata) - matka jednego z oskarżonych, w której mieszkaniu przetrzymywali porwanych. Wyrok jest nieprawomocny, skazanym przysługuje prawo do apelacji. Agata Sabała Za dziennikiem "Życie Warszawy" z dn. 24.06.2008 r. Bandyci bez zasad skazani na dożywocie Surowe kary wymierzył w poniedziałek sąd sprawcom brutalnego mordu sprzed trzech lat w twierdzy Modlin. Padły trzy dożywocia i kara 25 lat pozbawienia wolności Sędzia Janusz Jankowski ogłaszał wyrok ponad dwie godziny. - Sąd nie miał żadnych wątpliwości, wymierzając oskarżonym kary dożywocia - powiedział. - Jeśli popatrzeć na ich życie i sposób działania, to jakie prognozy możemy mieć na przyszłość? Ta sprawa pokazała bezwzględność działania tych młodych ludzi, dla których jedyną zasadą jest brak zasad. Zabójstwo z sierpnia 2005 r. odbiło się szerokim echem w Warszawie i okolicach. Głównie z powodu wyjątkowego okrucieństwa, w jaki bandyci potraktowali swoje ofiary - Artura Z. i Małgorzatę R. W tle zbrodni są porachunki gangsterskie między grupą braci Karwowskich z Nowego Dworu Mazowieckiego a gangiem Rafała Ł. ps. "Zwierzak", niegdyś bliskiego kompana Karwowskich. "Zwierzak" chciał się upewnić, że to oni próbowali go zabić. Artur Z. coś o tym ponoć wiedział. Stąd porwanie Z. i jego dziewczyny. Para została wywieziona do parku twierdzy Modlin. Tam mężczyzna był torturowany. - Chodziło tylko o nagranie jego zeznania: kto strzelał do "Zwierzaka" - mówili w procesie bandyci. I prokurator, a wczoraj sąd dali im wiarę. Tyle tylko, że podczas zdarzenia padł przypadkowy strzał, który ranił Artura Z. Wtedy "Zwierzak" zdecydował o śmierci porwanych. - W jak drastyczny sposób działali oskarżeni w stosunku do osób, których nie znali i które nic im nie zrobiły, świadczą tylko protokoły z sekcji zwłok - mówił sędzia Jankowski. I wyliczał niezliczoną ilość krwiaków na ciele pokrzywdzonych, rany od noża, ślady po kulach od broni, ślad na szyi dziewczyny, który dowodzi, że była duszona sznurówką, a następnie poderżnięto jej krtań. Za tak bestialski mord sąd mógł wymierzyć tylko kary dożywocia. Dostał ją "Zwierzak", Józef M. i Krzysztof M. Piotr T., który był podczas zbrodni, ale nie brał w niej bezpośredniego udziału, spędzi za kratami 25 lat więzienia. Dodatkowe kary dla gangsterów to grzywny po 16 tys. zł i odebranie praw publicznych na dziesięć lat. - To wyrok surowy, ale nasilająca się bezwzględność w działaniach członków zorganizowanych grup przestępczych wymaga stosowania surowych kar - przekonywał sędzia Jankowski. Główni oskarżeni zostali też skazani za udział w grupie przestępczej o charakterze zbrojnym ("Zwierzak" za jej kierowanie) i popełnianie innych przestępstw: przemytu narkotyków, rozbojów, porwań dla okupu i nielegalne posiadanie broni. Sąd ukarał też trzech innych członków gangu - dostali kary od 15 lat do 2,5 roku więzienia. Najłagodniej został potraktowany Piotr K., skarbnik bandy, który brał udział w porwaniu, jednak poszedł na współpracę z prokuraturą. - Może ktoś powie, że to niesprawiedliwe, jednak społeczeństwo musi się bronić przed zorganizowaną działalnością grup przestępczych - stwierdził sąd. - Takie osoby wiele ryzykują, bo bezwzględność tych grup nie jest żadną tajemnicą. Aneta Walentek Za dziennikiem "Gazeta Wyborcza" z dn. 24.06.2008 r. Trzy dożywocia za zbrodnię w twierdzy Modlin? Trzech kar dożywocia żąda prokuratura dla Rafała Ł., ps. Zwierzak, i jego gangsterów oskarżonych m.in. o bestialskie zabójstwo na tle porachunkowym dwojga osób w twierdzy Modlin w 2005 r. We wtorek Sąd Okręgowy Warszawa-Praga wysłuchał końcowych mów prokuratury w procesie siedmiu gangsterów z tzw. grupy modlińskiej. Oskarżyciel wniósł o trzy dożywocia i karę 25 lat więzienia dla czterech bandytów oskarżonych o zabójstwa oraz o kary od 15 do 2 lat (w zawieszeniu) dla pozostałych podsądnych. Na następnej rozprawie w czerwcu głos zabiorą obrońcy głównych oskarżonych; wyrok ma zapaść w połowie czerwca. W 2005 r. grupa Rafała Ł. wydzieliła się wskutek konfliktów z gangu nowodworskiego, którego szefem był jeden z najgroźniejszych polskich przestępców Dariusz K., pseud. Kary. Gdy wkrótce potem doszło do próby zabójstwa Rafała Ł., postanowił on porwać jednego z ludzi "Karego", by wymusić na nim potwierdzenie, że to właśnie on stał za zamachem (trwa oddzielny proces "Karego" za podżeganie do zabicia Rafała Ł.). Bandyci przebrani za policjantów wpadli świtem w sierpniu 2005 r. do domu Artura Z. (miał chwalić się, że wie kto chciał zabić "Zwierzaka" i posiadał broń, z której strzelano). Został uprowadzony wraz z narzeczoną Małgorzatą R. Oboje wywieziono do parku w twierdzy Modlin; tam ich torturowano i w końcu bestialsko zamordowano. "Zwierzak" zeznał, że nie planował morderstwa i chciał tylko nagrać oświadczenie Z., kto chciał go zabić. Bandyci biciem i groźbami wymusili takie przyznanie się na Z., ale podczas grożenia mu pistoletem padł strzał, który zranił Z. "Dla wszystkich stało się jasne, że oboje muszą zginąć" - zeznał "Zwierzak" w prokuraturze. Jego kompani zeznawali, że przeciągnął on wtedy dłonią po szyi, dając im jednoznaczny znak. Przed sądem prok. Robert Majewski mówił, że prokuratura stoi na stanowisku, że pierwszy strzał, który nie spowodował śmierci, był nieumyślny, "ale był on podstawą decyzji o zabójstwie". Opisując oba zabójstwa, prokurator podkreślał bestialstwo sprawców. Gdy Z. wrzucono do przygotowanego dołu (który sam kopał), ocknął się i zaczął błagać o dobicie. Wtedy jeden z bandytów zabił go strzałem z bliska. Patrząca na to Małgorzata R. była potem duszona przez innego gangstera jego sznurówką. Także ona, leżąc w dole, zaczęła dawać oznaki życia, wówczas bandyta stanął nogą na krtani i przeciął ją nożem. Zarzut zabójstwa postawiono czterem gangsterom; trzech pozostałych jedynie uczestniczyło w porwaniu. Wobec oskarżonych o zabójstwa prokurator wniósł o trzy dożywocia (w tym dwa - dwukrotne) i o 25 lat. Pozostali mieliby trafić do więzienia na okres od 15 do 2,5 roku. O tę ostatnią karę oskarżenie wniosło dla Piotra K., którego zeznania przyczyniły się do wyjaśnienia sprawy. Prokuratura zarzuciła Ł. i jego ludziom udział w zabójstwach; kierowanie i udział w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się m.in. rozbojami z użyciem broni palnej ("tej liczby broni mógłby im pozazdrościć +Pruszków+" - mówił prok. Majewski), handlem narkotykami, ściąganiem haraczy od prostytutek. Rafał Ł. przyznał się do udziału w zabójstwach dwójki w Modlinie oraz dwóch innych gangsterów. Potwierdził też, że uczestniczył m.in. w uprowadzeniach dla okupu i w handlu narkotykami. Zeznał przed sądem, że choć w śledztwie przyznał się do kierowania gangiem, to wycofuje te zeznania, bo "wszystkie decyzje były podejmowanie wspólnie i nie można mówić, że jedna osoba kierowała grupą". Wcześniej skarbnik gangu Piotr K. zeznał, że to właśnie "Zwierzak" był szefem. ak Za dziennikiem "Życie Warszawy" z dn. 27.05.2008 "Polska - The Times": Mafijni egzekutorzy na ławie oskarżonych Przed warszawskim sądem rozpoczął się dziś proces kilkunastu bandytów, z których każdy ma na sumieniu co najmniej kilka ludzkich istnień. To wynik jednego z większych śledztw prowadzonych przez stołeczny wydział zabójstw. Policjanci zatrzymali młodych przestępców w 2006 i na początku 2007 r. Niektórym z nich grozi dożywocie. Pochodzą z patologicznych rodzin z Nowego Dworu i okolic. Nigdy nie pracowali. Nie mają wykształcenia, najwyżej zawodowe. Całe ich życie to okrutne zasady gangu: żeby żyć, trzeba zabić. Serii brutalnych morderstw członkowie gangu z Nowego Dworu i Modlina dokonali w latach 2003-2006. Ofiarami byli ich koledzy, osoby zeznające przeciwko nim w sądach i świadkowie porachunków. Grudzień 2003 r. Porwano żoliborskiego gangstera Artura H. ps. Czacha. Z siłowni w Łomiankach uprowadzili go i wywieźli do lasu pod Modlinem Konrad O. ps. Obój i 20-letni wówczas Rafał Ł. ps. Zwierzak. Postanowili go zlikwidować, bo żądał zbyt dużej działki z handlu narkotykami i przydrożnej prostytucji. "Czacha" ginie od strzału w plecy i głowę. Grób wskazał trzy lata później siedzący w areszcie Rafał Ł. Przyznał się do zabójstwa. - Bałem się go, stawał się za mocny - tłumaczył policjantom. - Podejrzewałem, że mnie zabije, chciałem być pierwszy. Spośród zatrzymanych morderców z Nowego Dworu "Zwierzak" ma na sumieniu aż pięć egzekucji. Pierwszej dokonał, mając niespełna 20 lat. Pozostałe zanim skończył 25. - "Zwierzak" to jeden z najmłodszych bossów półświatka w historii Warszawy. Zabijał, bo się bał, że ktoś zlikwiduje go pierwszy - mówi policjant zajmujący się sprawą. Na ławie oskarżonych zasiądzie jeszcze siedem osób, też zamieszanych w zbrodnie, handel narkotykami i uprowadzenia. Czerwiec 2004 r. Dwaj gangsterzy z Nowego Dworu: Andrzej B. ps. Broda i Mariusz S. ps. Skowron, próbują przejąć kontrolę nad interesami. Znów w grę wchodzą zyski z przydrożnej prostytucji na trasach szybkiego ruchu wokół stolicy. Pieniądze z tego intratnego procederu płyną od lat do kieszeni gangsterów z Nowego Dworu. Przestępcy umawiają się na spotkanie z "Obojem" i "Zwierzakiem" przy trasie katowickiej. Nie wiedzą, że ci też postanowili ich zabić za próbę usamodzielnienia się w interesach. W jednej z restauracji jedzą wspólnie kolację, potem ruszają w stronę Radziejowic. Skręcają do pobliskiego lasu. W aucie "Zwierzak" strzela do "Brody" i "Skowrona" przez oparcia foteli. Dobija ich strzałami w głowę. Mordercy wrzucają ciała do dołu i zasypują. Miesiąc później ginie "Obój". Zamaskowani zabójcy zastrzelili go w Szpitalu Bielańskim, gdzie leczył rany po próbie innego zamachu. Uciekają po linie przez szpitalne okno. W 2005 r. z aresztu śledczego wyszedł na wolność dawny boss nowodworskiego półświatka Dariusz K. ps. Kary. Gangster postanowił upomnieć się o wpływy. Ale "Zwierzak", który pod nieobecność dawnego szefa zajął jego miejsce, nie chciał się dzielić władzą i zdecydował, że zabije "Karego". - Polował na niego. Raz czekał ukryty w śmietniku koło domu "Karego" z gotowym do strzału kałasznikowem - opowiada prokurator badający sprawę. "Kary" nie wrócił do domu na noc. To uratowało mu życie. W odwecie "Kary" chciał zabić "Zwierzaka". Wynajął Grzegorza H., mordercę spod Serocka. Ten zaczaił się pod domem Rafała Ł. z pistoletem gotowym do strzału. Gdy "Zwierzak" zbliżył się do bloku, zaczął strzelać. Gangster uciekł zraniony w nogę. Postanowił sprawdzić, kto go wystawił. Doniesiono mu, że informacje może mieć Artur Z., z Nowego Dworu. Wtedy doszło do najgorszej zbrodni Rafała Ł. W sierpniu 2005 r. Artur Z. oraz jego ciężarna narzeczona zostali zatrzymani do kontroli drogowej przez policyjny patrol. Za funkcjonariuszy podszyli się gangsterzy "Zwierzaka". Bandyci wywieźli ich do lasu w twierdzy Modlin. Wrzucili mężczyznę do wykopanego wcześniej grobu i torturowali kilkadziesiąt minut. - Bili go kolbą pistoletu, ranili nożem i pozorowali egzekucję. Wszystko na oczach dziewczyny - opowiada oficer wydziału zabójstw. - W trakcie tortur broń jednego z nich przypadkowo wystrzeliła. Artur Z. zginął na miejscu. Oprawcy postanowili zabić też jego narzeczoną. Dusili ją sznurówką. Gdy straciła przytomność, wrzucili ją do dołu. Kiedy zorientowali się, że jeszcze oddycha, dobili ją, podrzynając gardło. Równie brutalny wśród nowodworskich gangsterów był Dariusz K. ps. Kary. Zaplanował zemstę na świadkach zeznających przeciwko niemu w procesie. Padło na Andrzeja M. spod Ciechanowa i jego matkę Eugenię. Za to zabójstwo Kary obiecał Grzegorzowi H., temu samemu, którego wynajął do zastrzelenia "Zwierzaka", 30 tys. zł. We wrześniu 2005 r. "Kary" wraz z zabójcą pojechali wykonać wyrok. Egzekutor dostał tylko 8 tys. zł. To rozzłościło bandytę. "Kary" stał się jego wrogiem numer jeden. Wiosną 2006 r. Grzegorz H. zaczaił się przed jego domem w Nowym Dworze. Gdy "Kary" wyszedł na ulicę, zamachowiec otworzył ogień. - Nie potrafił strzelać, więc ucierpiały tylko sąsiednie domy - relacjonuje prokurator zajmujący się sprawą. Jakiś czas później Grzegorz H. wpadł w ręce policji. Znaleziono przy nim pistolet i policyjną odznakę. Teraz odpowiada za zabójstwo świadków spod Ciechanowa i usiłowanie kilku kolejnych zbrodni. "Kary" też wrócił do aresztu i czeka na proces w tej sprawie. Rafała Ł. stróże prawa schwytali parę miesięcy wcześniej w Olsztynie. Razem z drugim bandytą szykował się do napadu na kantor. Skok uniemożliwili antyterroryści, którzy szturmem wzięli wynajmowane przez gangsterów mieszkanie. W ręce policji wpadło też kilkanaście osób, członków zwaśnionych grup. Policyjni antyterroryści wyłapali bandytów w precyzyjnie zaplanowanych akcjach. Nieliczni są nadal poszukiwani, jak Maciej S. ps. Śledź, uczestnik brutalnego mordu pary młodych ludzi w Modlinie. Piotr Sieńko Za serwisem witryny "www.sienko.org" z dn. 15.10.2007 Do sądu trafiły akty oskarżenia w sprawie gangu nowodworskiego Zabójstwa, porwania ze szczególnym okrucieństwem, rozboje, przemyt i obrót narkotykami to tylko niektóre z zarzutów, które znalazły się w dwóch aktach oskarżenia wobec członków tzw. grupy nowodworskiej, w tym jej szefa Dariusza K. ps. Kary. Prokuratura Okręgowa Warszawa Praga przesłała je do sądu. Jak poinformowała PAP rzeczniczka prokuratury Renata Mazur, śledztwo dotyczące gangu obejmowało okres od marca 2004 r. do września 2005 r. Oskarżonym grożą nawet kary dożywocia. "Oskarżono łącznie 10 osób - Dariusza K. ps. Kary, Grzegorza H., Rafała Ł. ps. Zwierzak, Piotra K. ps. Kopiak, Józefa M., Piotra T., Marcina O. ps. Orzech, Krzysztofa M., Kamila B. i Teresę M. Postawiono im 59 zarzutów, w tym zabójstwa, porwania ze szczególnym okrucieństwem, uprowadzenia zakładników dla okupu, rozbojów, wymuszeń rozbójniczych, przemytu, obrotu narkotykami, posiadania materiałów wybuchowych, broni palnej i amunicji, kradzieży z włamaniem oraz działania w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym" - wyjaśniła Mazur. Jak dodała, w czasie śledztwa prokuratorzy wyjaśniali sprawę siedmiu zabójstw. Ich motywem były zarówno porachunki gangsterskie, jak i chęć eliminowania niewygodnych świadków. "W trakcie postępowania rozwiązano również zagadki zaginięcia trzech osób powiązanych z grupami przestępczymi Warszawy i okolic, które okazały się śmiertelnymi ofiarami porachunków przestępczych. Śledztwo doprowadziło do ustalenia sprawców tych zabójstw" - podkreśliła Mazur. Policja rozbiła gang nowodworski w styczniu 2006 r. W ręce funkcjonariuszy wpadł wówczas Kary i jego bliski współpracownik Grzegorz H. Gang ma na swoim koncie m.in. brutalne morderstwo pary Artura Z. i Małgorzaty R., do którego doszło w sierpniu 2005 r. w twierdzy Modlin. Młodzi ludzie zostali uprowadzeni przez bandytów przebranych za policjantów, torturowani i zamordowani. Tłem były porachunki pomiędzy starymi a nowymi bossami gangu. Grupa nowodworska prowadziła też zażartą walkę o podział rynku haraczy i dystrybucji narkotyków z grupą modlińską. Ofiarami padali nie tylko przestępcy - w wyniku podłożenia bomby w czerwcu 2000 r. w pubie w Nowym Dworze Maz. zginęło przypadkowo czterech młodych mężczyzn. (PAP) pru/ wkr/ mag/ Za serwisem "Money" z dn. 22.05.2007 |
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 27.12.2007 r. |
||