Morderstwo własnej matki - Ruda Śląska 19.06.2003
|
Aktualizacja 06.07.2004 r. Prokuratura postawiła Annie M. zarzut podżegania do zabójstwa własnej matki Piątek, 2 lipca 2004 r. Na cmentarzu w Rudzie Śląskiej Wirku, przy kościele pod wezwaniem świętego Wawrzyńca odbędzie się dziś pogrzeb zamordowanej Bogusławy M. Wczoraj Sąd Rejonowy w Rudzie Śląskiej wydał decyzję o zastosowaniu aresztu tymczasowego na okres trzech miesięcy wobec jej córki, 21-letniej Anny. Dzień wcześniej Prokuratura Rejonowa postawiła jej zarzut podżegania do zabójstwa swej matki - dziewczyna przyznała się do zarzucanych jej czynów. - Podobnie jaki Witoldowi B, któremu postawiliśmy zarzut zabójstwa, grozi jej nawet dożywocie - wyjaśnia Wanda Dębska-Smetana, kierownik Prokuratury Rejonowej w Rudzie Śląskiej. Jak to możliwe Na osiedlu przy ulicy Kempnego w Bielszowicach, w rejonie tzw. Czarnego Lasu, gdzie doszło do tragedii mieszkańcy w dalszym ciągu nie potrafią zaś uwierzyć w to, co się stało. - Wiedzieliśmy, że policja jej szuka, ale wszyscy myśleli, iż może gdzieś się zgubiła, albo rozum straciła i gdzieś wyjechała. Gdzie by tam kto sądził, że ktoś mógłby ją zamordować. A już nikt by chyba nie podejrzewał o coś takiego Annę. To była taka inteligentna i porządna dziewczyna. Teraz skończyła drugi rok filozofii. Wcześniej chodziła do Szkoły Muzycznej. Nie włóczyła się po osiedlu. Nie umiemy otrząsnąć się z szoku - mówi pani Gertruda, mieszkanka osiedla, spoglądając w stronę białego balkonu na trzecim piętrze. Udusił matkę dziewczyny Do zbrodni doszło w sobotę 19 czerwca - podczas rodzinnej awantury 25-letni Witold B, mieszkający w Katowicach chłopak Ani, udusił 49-letnią matkę swej dziewczyny. Wedle ustaleń policji nie była to pierwsza kłótnia między nimi. - Ponoć Ania chciała, by ten jej kawaler zamieszkał razem z nią, a matka się na to nie chciała zgodzić i z tego powodu zaczęły się spory między nimi - potwierdza to pani Anna, sąsiadka. Zwłoki przeleżały w mieszkaniu trzy dni. Nad ranem 22 czerwca młodzi wynieśli je z domu w kartonowym pudle po telewizorze, przewieźli na wózku na przystanek, skąd autobusem przetransportowali w rejon katowickiego osiedla Witosa, niedaleko autostrady A4, gdzie zakopali je w lesie. Szwagier zgłosił zaginięcie Matka z córką mieszkały same. Ojciec Ani rozstał się ze swą żoną, gdy jego córka była jeszcze dzieckiem. Przyszła ofiara miała w zwyczaju często odwiedzać swych krewnych, zamieszkałych w Wirku. Kiedy nie pojawiała się więc u nich kolejny dzień z rzędu 23 czerwca jej szwagier zgłosił na policję zaginięcie. Prowadzący śledztwo funkcjonariusze szybko dotarli do świadków, którzy widzieli dwójkę młodych jak wieźli na wózku sporych rozmiarów pudło - pytani, co znajdowało się w środku odpowiadali początkowo, iż była to gipsowa figurka. W końcu jednak chłopak nie wytrzymał i przyznał policjantom, że zamordował matkę dziewczyny. W środę, w obecności prokuratora wskazał miejsce, gdzie zakopane zostały zwłoki zamordowanej kobiety. Dzień później Sąd Rejonowy zadecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na okres trzech miesięcy. Michał Wroński - Dziennik Zachodni Za serwisem "Nasze Miasto - Katowice" z dn. 02.07.2004 r. Zabili, bo przeszkadzała im w miłości Piątek, 2 lipca 2004 r. Anna M., 21-letnia studentka filozofii z Rudy Śląskiej i jej 25-letni narzeczony, Wiktor B. postanowili, że pozbędą się matki dziewczyny. Chłopak udusił kobietę. Jej zwłoki początkowo przetrzymywali w szafie. Po pięciu dniach postanowili się ich pozbyć. Zapakowali ciało do tekturowego pudła po telewizorze i autobusem, w biały dzień wywieźli do lasu nieopodal osiedla Witosa w Katowicach. Tam je zakopali. Przedwczoraj morderca przyznał się do winy i wskazał miejsce, gdzie znajduje się ciało. Morderca do wynajęcia - To była taka zwyczajna rodzina. Tylko one dwie. Obie drobne. Córka ponoć należała do jakiegoś amerykańskiego Kościoła. Nosiła długie czarne spódnice, miała czarne tapirowane włosy. Często grała na pianinie. Nieraz o północy. Studiowała dziennie. Poza tym, nie wyróżniała się. Od niedawna przychodził tam taki chłopak - opowiada sąsiadka ofiary, która nie chce ujawniać nazwiska. - Matka i córka bardzo często się awanturowały. Podobno o pieniądze. Przed tygodniem zastanowiła mnie jedna rzecz. Otóż, bez względu na pogodę, ciągle było u nich otwarte okno. Ale kiedy dowiedziałam się o tym morderstwie, to nie mogłam uwierzyć. Zresztą do tej pory jestem zszokowana - dodaje. Powód morderstwa był prosty: kobieta przeszkadzała młodym w miłości. Chłopak nie był w guście matki. Z tego powodu, jak twierdzi policja - dochodziło do awantur. Trwały od początku tej znajomości. Zakochani nie mogli znieść, że ich uczucie nie znajduje w oczach matki akceptacji. Do zabójstwa doszło 19 czerwca. Z zeznań, które mężczyzna złożył na policji wynika, że zrobił to pod wpływem narzeczonej. Dziewczyna była zdesperowana. Twierdziła, że jeśli nie dokona tego jej chłopak, to w najbliższym czasie wynajmie kogoś innego. Policjanci na tropie Kobieta mieszkała w Bielszowicach tylko z córką. Często odwiedzała siostrę. Kiedy nie pojawiała się od kilku dni, szwagier zgłosił w Komendzie Miejskiej Policji w Rudzie Śląskiej zaginięcie krewnej. - Rozpoczęliśmy rutynowe działania. Najpierw wypytaliśmy w środowisku. Okazało się, że faktycznie od kilku dni nikt kobiety nie widział - twierdzi komisarz Piotr Palion, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Rudzie Śląskiej. - Od razu mieliśmy podejrzenia, że kobieta została zamordowana. A czy policjanci byli w mieszkaniu zaginionej i rozmawiali z jej córką? - Nie wiem - szczerze przyznał nam rzecznik rudzkiej policji. 23 czerwca, czyli piątego dnia od zabójstwa, kochankowie postanowili, że najwyższy czas, aby pozbyć się zwłok. Na początku przechowywali je w szafie. Następnie, kiedy zaczęły się rozkładać, wynieśli ciało na balkon. Wahali się co z nim zrobić. Jednym z pomysłów było... zjedzenie ofiary. Na to jednak zabójca się nie zgodził. W pudle Dziewczyna z narzeczonym zapakowali ciało do tekturowego pudła po telewizorze i wynieśli je z domu. Kobieta była lekka, ważyła niespełna 50 kg. Na miejsce pochówku para wybrała okolice budowanej autostrady A4. Anna M. i Wiktor B. przewieźli ciało matki w samo południe autobusem komunikacji miejskiej do Katowic. - Było wielu świadków, którzy zwrócili uwagę na dwójkę młodych ludzi, która wysiadła obok lasu. Widzieli, jak wiozą pudło na wózku po leśnych wertepach - opowiadają policjanci. - Kiedy zostali zatrzymani, tłumaczyli, że są niewinni, a w pudle była gipsowa figura. Po kilku godzinach przesłuchań mężczyzna pękł. W środę przyznał się do morderstwa i wskazał miejsce, w którym zakopano kobietę - dodaje Piotr Palion. - Dziewczyna do tej pory nie chce się przyznać. Wczoraj prokurator postawił jej zarzut współudziału w morderstwie. Chłopak został aresztowany. Przebywa w areszcie w Rudzie Śląskiej. Sprawę bada miejscowa prokuratura. Wiktor B. został przedwczoraj aresztowany. Mężczyzna przyznał, że udusił kobietę i wskazał miejsce ukrycia ciała. Małgorzata Himmel - Trybuna Śląska Za serwisem "Nasze Miasto - Katowice" z dn. 02.07.2004 r. Kazałam udusić mamę! 21-letnia dziewczyna poleciła swojemu chłopakowi zabić matkę. Dlaczego? Bo mamie nie podobał się jej wybranek Szok w Rudzie Śląskiej. 21-letnia studentka filozofii kazała swojemu chłopakowi zabić własną matkę. 49-letnia Bogusława Michalska została uduszona na oczach córki. Ciało kobiety para ukryła najpierw w szafie, a po kilku dniach wywiozła w kartonie po telewizorze i zakopała w lesie. Anna M. (21 l.) została wczoraj tymczasowo aresztowana. Przyznała się policjantom i prokuratorowi, że namawiała Witolda B. do zabójstwa Bogusławy Michalskiej. - Sąd nie miał wątpliwości co do zgromadzonych dowodów i zastosował trzymiesięczny areszt - mówi Wanda DębskaSmetana, szefowa Prokuratury Rejonowej w Rudzie Śląskiej. - Z podobną zbrodnią spotykam się po raz pierwszy. Szokujący jest fakt, że podejrzana Anna M. pochodzi z tzw. normalnej rodziny. Jest studentką. Szukajcie mamy 23 czerwca szwagier Bogusławy Michalskiej zgłosił na policji jej zaginięcie. - Rozpoczęliśmy poszukiwania - mówi kom. Piotr Palion z rudzkiej policji. - Zaczęliśmy sprawdzać jej kontakty i odtwarzać wydarzenia poprzedzające jej zniknięcie. Wówczas nabraliśmy podejrzeń, że ze sprawą może mieć związek córka zaginionej i jej przyjaciel. 19-letnia Bożena, sąsiadka rodziny M., dobrze pamięta jak Ania przyszła do niej, żeby zadzwonić na policję. - Była roztrzęsiona, mówiła, że jej mama gdzieś zniknęła i musi zgłosić to na komisariat. Wyglądała na zmartwioną. Kilka godzin później sąsiedzi widzieli Anię i jej chłopaka Witka taszczących bardzo ciężkie pudło po telewizorze. - Chciałem nawet im pomóc, ale mówili, że sobie poradzą - mówi jeden z sąsiadów. - Teraz już wiem, że w pudle mieli ciało zamordowanej Bogusi. Co musiało strzelić tej dziewczynie do głowy, żeby kazać zabić własną matkę? Nie mogę w to do dzisiaj uwierzyć. Kiedy policja dowiedziała się o pudle, wezwała na przesłuchanie Witolda B. - Początkowo twierdził, że w kartonie była jakaś gipsowa figura, ale nie potrafił powiedzieć skąd ją miał i gdzie ją wywiózł - dodaje kom. Palion. To ja zabiłem Przyciśnięty do muru Witold B. przyznał, że udusił Bogusławę Michalską. Wskazał miejsce ukrycia zwłok. Okazało się, że mordercy wieźli pudło wózkiem przez pół miasta, a następnie pojechali z nim... autobusem do Katowic, by zakopać je w pobliżu osiedla Witosa. Policjanci odkopali pudło, w którym znaleźli ciało ofiary. Sekcja zwłok wykazała, że zmarła na skutek skręcenia karku, miała też połamane żebra. Witold przed prokuratorem całą winę wziął na siebie. Twierdzi, że zakradł się do kuchni i zaatakował kobietę od tyłu, że zbrodnia była przypadkowa. Ania jednak przyznała, że to ona wpadła na pomysł, by pozbyć się matki, która nie akceptowała jej związku z Witoldem. - To była bardzo spokojna kobieta - mówi o zamordowanej jedna z sąsiadek. - Co niedziela widziałam ją w kościele. A, że tego Witka nie lubiła, to fakt. Należał do jakiejś sekty i Ankę też do niej wciągnął. Ale przecież dorosła była, nie musiała się mamy pytać o zgodę, po co zabijać? - pyta zszokowana kobieta. Prokuratura przedstawiła Witoldowi B. zarzut zabójstwa, a Annie M. zarzut podżegania do morderstwa. Obojgu grozi dożywocie. autor: Ruda Śląska | GAZ Za dziennikiem "Super Express" z dn. 03.07.2004 r. |
strona utworzona 06.07.2004 r.